FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless


Czkawka: Teraz!

Astrid: I jak tam?

Czkawka: Ach. Marnie, nawet się nie rozgrzał.

Śledzik: O, widać nie ta kolejność strzałów. Trzeba spróbować inaczej.

Sączysmark: A, przepraszam, a kwas Zmiennoskrzydłych to co? Działa kwas? Działa.

Astrid: O, mam rozumieć, że skoczysz po kwas? No, jak miło.

Sączysmark: Hahahaha, jakie śmieszne. To była ironia, smoku. Pamiętaj, kto cię karmi. A! Małpa.

Czkawka: Ej, nie zawsze kwas będzie pod ręką, wyobraź sobie. Dlatego musimy opracować taką kombinację strzałów, żeby przerwać łańcuch.

Śledzik: Może by tak dać nasze smoki na pierwszy ogień?

Czkawka: Dobra mordko, ulżyj sobie. Jeszcze raz. Raz-dwa-już! Hakokieł! Wym, Jot!

Sączysmark: Puk-puk, halo! Pomożecie czy nie?

Mieczyk: Nie, przyjacielu, nie pomożemy. Bo jak to zwykle mości Czkawka i Śledzik musieli przekombinować.

Szpadka: A w sprawach tak delikatnej wagi logika i dywagacje daleko cię nie zaprowadzą.

Mieczyk: Trza zdać się na szósty zmysł.

Szpadka: Dać wiarę przeczuciom.

Mieczyk: Poszukać właściwej inspiracji.

Szpadka: Innymi słowy, trzeba mieć...

Mieczyk i Szpadka: Bliźninstynkt.

Astrid: Fantastycznie. A co to za karkołomne słowo?

Mieczyk: Wiedzieliśmy, że nie będziesz wiedziała. A wiesz, skąd? Podpowiedział nam...

Szpadka i Mieczyk: Bliźninstynkt.

Mieczyk: Tak. Bo to idealne połączenie szkiełka, czucia i oka. Niezależne od procesów myślowo-logicznych ani innych, rozumowo niepewnych spraw.

Szpadka: Zdać trzeba się na instynkt i działać. Bracie?

Mieczyk: Siostro, dzięki niezwyciężonej mocy instynktu przerwiemy ten łańcuch! Aaaa! Haha, ha... O tak. Co? No nie, no. No dobra, mała. Spróbujmy sobie jeszcze... e. A! Miecia. Miecia! Słyszysz mnie? Odezwij się, mów do tatusia! O Thorze, co ja narobiłem. PRZEKLĘTE OKOWY! Ayaa, hyahy... mhmm... ehe...

Szpadka: Ej, co się dzieje? Co ty tu robisz?

Mieczyk: Nie zasługuję na miękkość łoża. Na podusiny całus, który ukoiłby mój ból. Muszę wycierpieć swoje na zimnej podłodze rozpaczy. Nawet drzazg nie ma zbyt wielu, ehe-ehe-ehe... Nie, nie... Dzięki ci, kuro. Te drzazgi przysporzą mi cierpień.

Szpadka: Och, bracie. Czkawka, wstawaj! Ruszaj się, alarm!

Czkawka: C...Co-co się dzieje? Łowcy?

Mieczyk: Nie, nieee...

Czkawka: A, to dziękuję. Wracam do łóżka.

Mieczyk: Proszę, błagam cię. Tylko ty możesz ją ocalić. Ja nie potrafię bez mojej... mmm-mmm-mmm-Mieci, och...

Szpadka: Argh. Widzisz, co ja muszę znosić?

Czkawka: Mieczyk, nie będę naprawiał Mieci w środku nocy. Piec trzeba by rozpalić, obudzić Sztukamięs.

Mieczyk: Ach, bracie, ty chyba nie rozumiesz. Ja nie mogę czekać, ja nie mogę tak żyć! Ona jest częścią mnie, spójrz tylko. Złamana, samotna, potrzebuje fachowej opieki. Natychmiast! Właśnie. Przydałoby się takie miejsce otwarte non stop, dzień czy noc, w którym człowiek otrzymałby należyte medyczne wsparcie.

Szpadka: Daj spokój. Prędzej by umarł w poczekalni.

Mieczyk: Racja. I co, co powiesz? Ocalisz moją Miecię?

Czkawka: Mieczyk, skoro to takie pilne, to leć na Berk. Pyskacz z rozkoszą ci pomoże.

Mieczyk: Co? Aż na Berk? Serio?

Szpadka: A może lepiej na Północne Rynki?

Mieczyk: Ho, i to jest to, moja siostro. Na bazarek jest bliżej.

Czkawka: Błagam was, koszmarny pomysł. Nie próbujcie lecieć na północ, jasne? Tam się aż roi od Łowców. Zrozumiano? Dobranoc państwu.

Mieczyk: Hehehehe hehe. On śpi, a my fruniemy w dal, fruniemy w dal, juhu!

Szpadka: Jeej!

Sączysmark: Baranie łby.

Płatnerz: Hm... Kiedy to gronklowe żelazo.

Szpadka: No pewnie.

Płatnerz: Jak żyję, nie widziałem Łowcy z gronklową maczugą.

Mieczyk: Yy... A to dlatego, że to maczuga Jeźdźców Smoków.

Szpadka: Właśnie. Zwinęliśmy jednemu.

Mieczyk: Takiemu chudemu, o piskliwym głosie, z metalową nogą i włosami, co nieźle pachną.

Szpadka: Rozbiliśmy mu ją na głowie, żeby mieć jakieś fajne trofeum.

Płatnerz: Haha, proszę, proszę.

Mieczyk: Bliźninstynkt.

Płatnerz: Ej, ludziska, mamy tu bohaterów! Załatwili Jeźdźca Smoków. I to nie pierwszego z brzegu, głównego załatwili!

Śledzik: Au!

Astrid: Ach.

Czkawka: No, przynajmniej się rozgrzał.

Śledzik: Ta. Odkąd Mieczyk i Szpadka polecieli na Berk, jakoś od razu wszystko idzie lepiej.

Sączysmark: Serio na Berk? Haha, ale pacany. Ja widziałem, że lecą na północ, czyli dokładnie w drugą stronę. Więc jeśli Ziemia nie jest okrągła, to nigdy nie dolecą.

Czkawka: No nie, no, na miłość... Przecież ich tam pozabijają.

Mieczyk: Nie przejmując się bólem, zacisnąłem swoje dłonie wokół jego wątłej szyjki. Doceniłem świeżość włosów, a potem wycisnąłem z tchawicy ostatnie życiodajne tchnienie!

Łowcy: Aa!

Płatnerz: Gronklowa maczuga, proszę. Nówka sztuka.

Mieczyk: Ale - rzucił się na mnie jego smok.

Łowcy: Oo!

Mieczyk: Tak. Okrutna Nocna Furia, czarna jak moje stopy. O oczach jaśniejszych niż księżyc w pełni. Ale! Kiedy wyciągnąłem ku niej garść węgorzy, piszczała jak dziecko w gorączce! Haha! Nocna Furia - chyba raczej Słaba Furia...

Łowcy: Aa, tak jest!

Szpadka: Słuchaj, zabrał ci Miecię!

Mieczyk: Hej, co to ma znaczyć? Miecia!

Łowca1: O nie. A dokąd to się wybieramy?

Mieczyk i Szpadka: Bliźninstynkt.

Mieczyk: Hehe. Dobra. Niezła fryzura, na wikinga. Ciężka robota, oj tak... Praca nie popłaca. Hy! O... Nie! Nie no, znowu coś. Dobra, wchodzimy tam, siostra, i odbieramy, co nasze. Bez Mieci się stąd nie ruszę. Wyważę te drzwi, a jak już je wyważę...

Szpadka: Ych, czujesz to co ja?

Mieczyk: Palące poczucie sprawiedliwości? Naturalnie. Niezłomną potrzebę odzyskania mej kochanej-

Szpadka: Nie, nie, nie, wcale nie to. Człowieku, my płyniemy!

Mieczyk: Przyjaciółko moja droga, fatalnie. Fatalniej niż fatalnie.

Łowca: Idziemy, idziemy!

Szpadka: Łoł.

Mieczyk: Łoł, nieźle.

Viggo: Przyjaciele i bracia! Już niedługo Jeźdźcy Smoków staną się tylko niemiłym wspomnieniem. Niestety, czas nieubłaganie goni i nigdy go za wiele. Toteż musimy zakończyć operację "Ogniowa Burza" jak najszybciej. A potem odzyskamy panowanie na morzach, a cały świat padnie nam do stóp!

Łowcy: Tak!

Ryker: Wracać do roboty.

Szpadka: Operacja "Ogniowa Burza"? Brzmi poważnie.

Mieczyk: Nic dziwnego, że zwędzili Miecię. Tak poważna operacja wymaga wielce poważnej i dostojnej maczugi.

Szpadka: To może nieco przerastać twoją Miecię.

Mieczyk: Gryź się w ozór! Nic nigdy nie przerośnie Mieci. Miecia? Hy...

Szpadka: Padną teraz ostre słowa, które mogą cię zaboleć, ale w końcu muszą paść. Przychodzi czas w życiu wikinga, kiedy musi poświęcić to, co najbliższe jego sercu.

Mieczyk: Pokaż język.

Szpadka: Au! Wiem, że ciężko ci to pojąć, ale prawda jest taka, że... w zbrojowni są inne maczugi.

Mieczyk: Oo! Jak mogłaś?

Szpadka: Znajdziesz inną, równie fajną co Miecia, a może i fajniejszą. Miecia po prostu dożyła swoich dni.

Mieczyk: Thorze, nie, nie... Trzeba się rozdzielić. Mam co robić, wiesz. I nie potrzebuję defetystów na pokładzie. Hyhyhyhyhy... nie...

Płatnerz: Bliźniaki? Jakie bliźniaki?

Astrid: Wichura, odśwież panu pamięć.

Płatnerz: A! Tak, tak, tak, tak! Bliźniaki, młodzi Łowcy, chcieli, żeby im naprawić maczugę.

Śledzik: Łowcy smoków?

Płatnerz: Opowiadali, jak to rozbili ją na głowie jednego z Jeźdźców. Tego, wiecie, co to ma taki... taki głos i metalową nogę.

Sączysmark: Haha, proszę, ciekawe, kto to mógł być.

Czkawka: Gdzie ich znajdziemy?

Płatnerz: Nie mam bladego... Och! Viggo wezwał wszystkich Łowców do tajnej bazy. Nikt nie wie, na której leży wyspie.

Czkawka: Tak? A ja myślę, że ty wiesz.

Płatnerz: Aa-ale jak ci powiem, to życiem przypłacę. Nie mówiąc już o interesie. Ych...

Mieczyk: Hy!

Viggo: A skąd masz taką maczugę?

Mieczyk: Hehehehe...

Łowca: Rozłupałem jednego z jeźdźców i wziąłem. Ech... wybacz, panie. Ukradłem jakimś Łowcom, którzy mówili, że ukradli jeźdźcom.

Viggo: Którzy to byli?

Łowca: Ee, bliźniaki takie. Blond włosy, chudzi jak patyki. Sam nie wiem - mężczyźni czy kobiety...

Mieczyk: Ho! No bezczelność.

Viggo: Operacja skompromitowana. Wszyscy w pogotowiu. Znaleźć mi te dzieciaki i natychmiast przyprowadzić!

Ryker: Słyszeliście? Szukać. Szukać smoczych jeźdźców.

Łowca: Tu na dole czysto!

Ryker: Ty, nie widziałeś nic podejrzanego?

Szpadka: Nie, gdzie tam podejrzanego...

Ryker: A tu proszę. Viggo cię szuka, panienko. Idziemy.

Szpadka: A!

Ryker: Proszę bardzo, bracie. Tyle mamy.

Viggo: Mogę coś zaproponować? Napijesz się? Powinienem chyba pogratulować. Udało ci się zdemaskować tajną operację. Czkawka pewnie będzie dumny. Maczuga z gronklowego żelaza niestety cię zdradziła, dziewczynko. Ale - co było, to było, prawda? Jestem w stanie sowicie cię wynagrodzić.

Szpadka: Doprawdy? A za co? I jak sowicie, miły rozmówco?

Viggo: A to już zależy od ciebie... I jakości informacji, które zechcesz mi sprzedać. Powiedz, kiedy Czkawka zamierza zaatakować.

Szpadka: Hm... Dzisiaj! Dzisiaj zaatakują.

Viggo: A nie mówiłem? Czułem, że dziewczyna się nada. Przenieść straże-

Szpadka: A nie, czekaj, nie. Czkawka zaatakuje jutro, ehe, tak. Nie, może za tydzień. Nie, nie, nie, coś się nie zgadza. Mam problem z poczuciem czasu... Który dzisiaj-

Ryker: Nie próbuj się z nami bawić.

Szpadka: Proszę, nie krępuj się.

iggo: Dziękuję. Mam dużo lepszy pomysł.

Łowca1: I jak tam idą prace?

Łowca2: O, lepiej, niż się spodziewałem. Wszystko cudownie, zgodnie z planem. Jak skończymy, jeźdźcy będą się smażyć na smoczym ruszcie, hahahahaha.

Mieczyk: Może miała rację? To ważniejsze niż Miecia. Oj, ważniejsze chyba. Ech. Mieczusiu, musisz mi wybaczyć, bo nie mam wyboru. O cię Thorze. Ale numer. Ale... A, ups, do góry nogami. Łoo! Ale numer!

Ryker: Słuchaj, zwiad donosi, że Czkawka i jeźdźcy nadlatują od południa.

Viggo: Spodziewałem się tego. Można już zabrać dziewczynę.

Mieczyk: Och! Szpadka!

Łowca2: Szykować się, wszyscy na pozycje.

Łowcy: Tak jest, robi się! Gotowy! Ósemka też! Pilnować poziomu! Uwaga na zawory! Nie spieszyć się!

Szpadka: Ych. Czyżby bliźninstynkt? Mieczyyyyk!

Mieczyk: Aaa!

Łowca: Co tam się dzieje?

Szpadka: Uciekaj stąd, wariacie!

Mieczyk: Bez ciebie? Oszalałaś.

Szpadka: Błagam, uciekaj, dobra?

Mieczyk: Nie, zostaję.

Szpadka: Proszę. Jak cię złapią, nigdy mnie nie uratujesz.

Mieczyk: Powiem ci, że jest w tym słuszność.

Łowcy: Tu mamy ptaszka! Łapać go, chłopaki!

Czkawka: Wyciągamy bliźniaki i zabieramy się stąd.

Astrid: Czekaj, widziałeś? Co tam się dzieje?

Czkawka: Nawet na chwilę nie można spuścić ich z oka.

Mieczyk: Hy, hy... Łoa! Hy, hy... Ło-łaa! Aa! Au. Miecia! Jak brzmi porzekadło: jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność, a może kiedyś do ciebie wróci!

Łowcy: Tędy poleciał! Nie, w drugą stronę!

Mieczyk: Aaaaaaaa! Dwie rzeczy lubię na świecie: suszony szponder i dobrą rozróbę. A że szponder właśnie mi się skończył... Aaaa! O dziwo niezły tekst, trzeba zapamiętać. Hej, zostawcie mi jakichś Łowców! O, y, nie mi - a nam! Miecia!

Viggo: Zwalniać blokady!

Łowca: Zwalniać blokady! Wspaniale!

Szpadka: To ma być ten wielki plan? Ee, nawet nie taki najgorszy, wiesz, okrutny całkiem.

Śledzik: Patrzcie, jest Szpadka!

Sączysmark: Chcą ją utopić!

Czkawka: Sączysmark, Śledzik, lećcie ją ratować. Astrid i ja zdejmiemy łuczników.

Śledzik: Szybciej, szybko, trzeba coś zrobić z tą wodą.

Sączysmark: No, Hakokieł, pokaż, co potrafisz, leniu. Ha.

Śledzik: Ee, Smarku, mógłbyś nas proszę osłaniać?

Sączysmark: Albo woda, albo osłonka.

Łowca: Ognia!

Astrid: A! Czkawka!

Czkawka: Astrid! Już, mam cię.

Viggo: Kończmy tę maskaradę. Wiesz, przyjacielu, kiedy przeciwnik sam ci się wystawia i daje szansę na szybki szach-mat, tylko głupiec nie skorzystałby z okazji. Zalewać!

Szpadka: A!

Śledzik: Och!

Sączysmark: Hehe, w sumie to przydałby się kwas Zmiennoskrzydłego.

Czkawka: Niech smoki z całej pary strzelają w środkowe ogniwo.

Śledzik: No coś ty, przecież próbowaliśmy i nic z tego nie wyszło.

Czkawka: A mamy jakiś wybór, powiedz? Z całej siły, mordko. Niech strzelają do skutku-

Astrid: Ach! Może spróbujmy się gdzieś schować.

Mieczyk: Aaaaaa!

Astrid: Co się dzieje?

Szpadka: Jak to co? Szał bitewny w pełnej krasie.

Łowcy: Uciekajcie, ratunku!

Mieczyk: Ha! Miecia i Mieczyk kontratakują! Aaa!

Viggo: Brać go!

Mieczyk: Leć, piękna, leć!

Czkawka: Strzelać dalej!

Mieczyk: Och!

Czkawka: Już niedługo!

Sączysmark: Ee, słuchaj...

Czkawka: O nie!

Mieczyk: Miecia! Proszę proszę, miło państwa widzieć. Ekhe, ekhe, ekhe, dzięki za pomoc. Dobra, panowie. Kończmy z tym żelastwem na dobre.

Czkawka: Ach! Wszyscy na smoki, lecimy stąd!

Ryker: Mamy sporo ludzi, złapiemy ich.

Viggo: Nie. Wszystko w swoim czasie. Najpierw ukończymy operację "Ogniowa Burza".

Mieczyk: I żegnam mego ojca, matkę, braci moich i siostry moje.

Szpadka: I idę zająć należne mi miejsce pośród łąk Walhalli - tam, gdzie waleczni będą żyć wiecznie. Przykro mi bracie, naprawdę.

Mieczyk: W moim sercu pozostanie dziura wielkości maczugi. Po maczudze dziura.

Czkawka: Hej-

Mieczyk: Wiadomo, co powiesz, nie trudź się. Przez ten nasz instynkt mało nie poginęliśmy.

Czkawka: E... Tak, coś w tym stylu.

Mieczyk: Ale gdyby nie ten cały instynkt, nie zdobylibyśmy... Aha! Ehehehe... Patrz! Szykuje się coś wielkiego.

Astrid: Co ten Viggo znowu knuje?

Czkawka: Co by to nie było, nie ma nic wspólnego ze smokami.

Ryker: Jak? Jak mogłeś ich po prostu-

Viggo: Naucz się proszę słuchać, bracie. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.