FANDOM


Informacje: - akcja rozgrywa się po JWS 2

- jest valka i stoick nie żyje

- wszyscy wyglądają tak jak w JWS 2

- mają po 21 lat

- Czkawka nie ma nogi a Szczerbatek kawałka ogona

- Astrid i Czkawka są razem

Na początku chciałam was przeprosić za wszystkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne i literowe :) Blog będzie pisany z perspektywy Czkawki.


Wyspa Berk najpilniej strzeżony sekret po tej stronie... no tak w ogóle. Po prawdzie nie wygląda zbyt specialnie, ale ta sterta mokrych skał kryje kilka niespodzianek. Życie tu jest wspaniałe oprócz tego, że mojego ojca zabił mój własny smok a ja jestem teraz wodzem. Widzicie większość ludzi w wolnym czasie lubi dłubać w drewnie, względnie wyszywać a my upodobaliśmy coś co nazywamy wyścigami smoków.

Rozdział 1 - Męka po śmierci

Jak już zapewne wiecie zostałem wodzem, ale w jaki sposób? Już wam mówię. Wydarzyło się to zaledwie trzy miesiące wstecz. Podczas wielkiej bitwy o smoki. Mój najlepszy przyjaciel a zarazem smok Szczerbatek dostał rozkaz od alfy, że, no cóż, miał się mnie pozbyć, ale przed tragiczną śmiercią uratował mnie mój ojciec, a zarazem wódz wyspy Berk, Stoick, oddając za mnie życie. Jest teraz mi naprawdę ciężko, w takim krótkim czasie zyskałem matkę a utraciłem ojca, ale osobą, która jest cały czas przy mnie, jest moja ukochana Astrid i nie zapominając o Szczerbatku, którego zestrzeliłem pięć lat wcześniej, przy czym stracił kawałek ogona, żeby być kimś bo w tamtym czasie jak nie zabiłeś smoka na Berk jesteś nikim, ale ja nie potrafiłem go zabić, za to oswoiłem go i w bardzo szybkim tempie stał się moim najlepszym przyjacielem. Niedługo po tym, on uratował mnie przed śmiercią, ale oczywiście musiał się odwdzięczyć i nie mógł uratować mnie całego. Dzięki czemu mam sztuczną nogę. No to tyle o mnie.

Z samego rana obudziłem się oczywiście dzięki Szczerbatkowi, ale w sumie jestem już przyzwyczajony bo to codzienność, że codziennie o szóstej latamy.

Czkawka- I co, Szczerbek, gotowy? - zapytałem Szczerbola, kiwnął łbem - wiedziałem, że tak. Wyjdź przez okno, a ja sprawdzę, czy mama śpi - zanim się obejrzałem już go nie było.

Zszedłem powolutku po schodach, żeby nie obudzić mamy, ponieważ zaczną się pytania. Jak zszedłem na dół nigdzie nie było jej widać lecz moje szczęście nie potrwało długo. Zanim zdążyłem otworzyć drzwi ujrzałem za nimi mamę. Odkąd mój ojciec zmarł, a ja zostałem wodzem stała się nadopiekuńcza, a jak spytam czemu to twierdzi, że nie chce stracić kolejnej osoby, którą kocha.

Valka - Gdzie się wybierasz? Tak wcześnie?

Czkawka - Mamo, dobrze wiesz, że codziennie o tej godzinie wychodzę polatać ze Szczerbatkiem.

Valka - Tak, wiem, już dawno zauważyłam, że się wymykasz.

Czkawka - No to ja już sobie pójdę. Chodź Szczerbatek.

Valka - Nigdzie się nie wybierasz synu.

Czkawka - Mamo, daj już spokój, od śmierci taty w ogóle nie dajesz mi swobody, nawet do Astrid nie chcesz mnie wypuszczać, przecież to moja dziewczyna, muszę z nią spędzać czas. Mam przecież już 21 lat i jestem wodzem. Przez tyle czasu dawałem sobie sam radę, czemu mam nie dać sobie teraz? Nie zapominaj, że moim smokiem jest ostatnia Nocna Furia.

Valka - Tak wiem, że Szczerbatek dobrze Cię obroni, niedawno straciłam męża, syna poznalam po 20 latach i nie chcę Cię stracić, ale teraz na górę.

Czkawka - Tak mamo - przez tyle czasu dawałem sobie bez niej radę, teraz też dam - Szczerbatek na górę.

Jak dotarłem do swojego pokoju odczekałem z 15 minut, po czym wsiadłem na Szczerbola i wyleciałem razem z nim przez okno na patrol Berk. Po dwóch okrążeniach wyspy, poleciałem do Akademii, bo zaraz miały zacząć się zajęcia. To był tylko taki czas, kiedy mogłem spędzać go z moimi przyjaciółmi Śledzikiem, Sączysmarkiem, bliźniakami czyli Mieczykiem i Szpadką, a co najważniejsze z Astrid. Od czasu wojny nie mieliśmy ani 5 minut dla siebie. Nawet się nie obejrzałem, jak podeszła do mnie Astrid i pocałowała mnie w policzek. Od razu odwróciłem się w jej stronę, złapałem ją w talii, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem delikatnie w usta. Jak zwykle z romantycznej chwili wyrwał nas głos Sączysmarka.

Sączysmark - Okey, zrozumiałem, że jesteście razem i mam dać se siana, ale nie musicie tego pokazywać na prawo i lewo.

Śledzik - Sączysmark, dobrze wiesz, że od śmierci Stoicka nie mają dla siebie czasu.

Szpadka - Ej brat, może coś wysadzimy?

Mieczyk - Dobry pomysł, siostra.

Czkawka - Nic nie będzie wysadzane, bliźniaki, a teraz na smoki, bo będziemy patrolować okolice.

Jak zaczęli wylatywać z Akademii na patrol, złapałem Astrid za rękę, ściągnąłem ją z Wichury i namiętnie pocałowałem.

Czkawka - Astrid, nawet sobie nie wyobrażasz, jak za tobą tęsknię.

Astrid - Wyobrażam sobie, bo tęsknię mocniej - po czym ona mnie pocałowała - brakuje mi tych nocnych patroli, godzin spędzanych na smokach, ale teraz jesteś wodzem i masz Berk na głowie rozumiem to, ale ja jestem z Ciebie bardzo dumna, a teraz już lećmy, bo zaczną coś podejrzewać - po czym się uśmiechnęła, wskoczyła na Wichurę, a ja na Szczerbatka. Przeleciała koło mnie, klepnęła mnie w ramię i powiedziała: "Gonisz!". Naprawdę brakuje mi tych czasów, gdy miałem 15 lat.

Rozdział 2 - Patrol jak patrol...

Po kilkugodzinnym patrolu Berk postanowiłem, że zatrzymamy się na urwisku, gdzie znalazłem kilka lat wcześniej Szczerbatka.

Czkawka - Zatrzymamy się tutaj na mały odpoczynek. Na pewno po takim długim czasie się wam przyda.

Sączysmark - Już myślałem, że będziemy tak latać przez cały dzień.

Mieczyk - *mówi szeptem* Ej siostra, wymykamy się, jak nikt nie będzie patrzył?

Szpadka - *mówi szeptem* No pewnie, że tak.

Kilka sekund później już ich nie było, tak samo jak Jota i Wyma

Astrid - Czkawka, gdzie są bliźniaki, bo jest jakoś zbyt cicho?

Czkawka - Dopiero co siedzieli koło mnie, nie Szczerbatek?

Smok kiwnął głową. Nie minęła nawet chwila, jak usłyszałem huk i pod moimi nogami leżeli bliźniaki.

Śledzik- Czkawka, znalazłem ich!

Astrid- No co ty nie powiesz...

Czkawka- Ile razy mam wam powtarzać, że macie nic nie wysadzać bez mojej zgody? Przez te wszystkie lata nic się nie zmieniliście.

Szpadka- To był pomysł brata! Nie mój!

Mieczyk- Dzięki, siostra...

Szpadka- Zawsze do usług

Czkawka - W tej chwili wsiadajcie na smoki - spojrzałem w stronę pozostałych - was też się to tyczy. Wracajcie do wioski. Ja muszę jeszcze coś załatwić.

Astrid- To ja polecę z tobą

Czkawka - Okey, ale reszta wraca na Berk

Sączysmark - Czemu ona ma zawsze lepiej?

Mieczyk - No wiesz dziewczyna wodza i tak dalej...

Szpadka - Chcą pobyć sami bla bla blaa... nudy, brat lecimy.

Po chwili wzbili się w powietrze i już ich nie było.

Czkawka - No to zostaliśmy sami :) Nareszcie...

Astrid - Też się cieszę - po tych słowach podeszła i złożyła na moich ustach delikatny pocałunek. - no to co chciałeś zrobić?

Czkawka - Chciałem wreszcie polatać sam na sam z tobą - uśmiechnąłem się do niej - to co ty na to?

Astrid - Czy można odmówić wodzowi? - spytała

Czkawka - No raczej nie - jeszcze raz ją pocałowałem - Chodź, mordko, lecimy... - Czekałem chwili ale nie przyszedł - Szczerbatek! Słyszysz mnie lecimy! - rozejrzałem się dookoła, biegałem w kółko. Spojrzałem na Astrid, która była smutna. - gdzie on jest? - spytałem

Astrid - Jak tak biegałeś w kółko znalazłam na ziemi list. Dagur pisze, że mają Szczerbatka i jeśli przez trzy dni nie dostarczymy... - przerwała

Czkawka - No mów

Astrid - Jeśli nie dostarczymy Ciebie, Szczerbatek zginie...

Czkawka- Co?! To wszystko moja wina. Spuściłem go z oczu tylko na małą chwilkę. Astrid, on jest moim najlepszym przyjacielem. Muszę go odzyskać. Szczerbatek, uratuję Cię za każde skarby! - krzyknołem w pustkę.

Rozdział 3 - Na ratunek Szczerbatkowi Cz1

Po odczytaniu listu kilkanaście razy, nie zmieniłem zdania, postanowiłem polecieć po Szczerbatka, w końcu jest moim najlepszym przyjacielem. Na pewno się bardzo boi.

Czkawka- Astrid, mogłabyś mi pożyczyć wichurę? Lecę ratować mojego przyjaciela.

Astrid - Czkawka, ale jesteś pewny, że to nie jest żaden podstęp? Że polecisz po niego, a oni Cię złapią i zabiją Ciebie i Szczerbatka?

Czkawka - Astrid, zrozum wreszcie, on jest moim przyjacielem, potrzebuje pomocy, jak to by była Wichurka, nie wahałabyś się ani minuty.

Astrid - Masz racje Czkawka, ale lecę z tobą, ale najpierw chodź powiadomimy resztę, jakaś obstawa zawsze się przyda.

Czkawka- Jak ja cię kocham, Dziękuje a teraz lećmy, bo szkoda czasu.

Wsiedliśmy na Wichurkę i polecieliśmy na Berk. Obszukaliśmy cała wyspę, nigdzie ich nie było. W końcu znaleźliśmy ich na arenie. Jak zwykle kłócących się. Jak wlecieliśmy, nikt na nas nie zwrócił uwagi, dopóki Wichurka nie strzeliła kolcami.

Wszyscy - Cześć Czkawka, Cześć Astrid

Czkawka - Stało się coś strasznego...

Śledzik - Widzę Wichurę, a gdzie Szczerbatek?

Astrid - Właśnie o to chodzi, dajcie mu dokończyć.

Mieczyk - A może Szczerbatek uciekł, co siostra?

Szpadka - Wcale się mu nie dziwię.

Czkawka - Halo ja tu jestem! Mordka wcale ode mnie nie uciekła, porwał go..

Astrid - Dagur - Czkawka spojrzał się na mnie - Przepraszam

Sączysmark - Dagur? A on przypadkiem się nie utopił kilka lat wcześniej?

Czkawka - Też tak myślałem, ale wychodzi na to, że żyje i do tego porwał mojego przyjaciela. A my wszyscy lecimy go odbić, jakieś pytania?

Śledzik - A mamy jakiś plan?

Czkawka - Tak mam plan, a teraz na smoki, wyjaśnię go po drodze.

Wszyscy wsiedliśmy na smoki i wylecieliśmy z Smoczej Akademii, i polecieliśmy w stronę wyspy Berserków. Po drodze objaśniłem im plan.

Czkawka - Wszyscy zrozumieli? - zapytałem ekipę

Wszyscy - Tak jest.

Czkawka - Tto teraz do roboty, dolatujemy do celu. Bliźniaki i Sączysmark, robicie zamieszanie. Śledzik pilnujesz tyłów, a ja i Astrid idziemy po Szczerabatka.

Bliźniaki jak to one wraz z Sączysmarkiem, robią wspaniałą zadymę.

Czkawka- Astrid, patrz, jest Szczerbatek. - Zauważył nas - Ciii mordko już dobrze, zaraz będziesz wolny i wrócimy do domu.

Astrid - Masz klucz łatwo było go zdobyć - uśmiechneła się

Otworzyłem klatkę, zdjąłem wszystkie łańcuchy, wsiadłem na Szczerbatka, a Astrid na Wichurę. Szczerbatek próbował mi coś powiedzieć, ale ja nie miałem na to czasu, teraz wystarczy tylko po cichutku uciec. Jak wyszliśmy już na zewnątrz, był tam porządny bajzel.

Czkawka - Już, w górę i lecimy do domu.

Każdy się poderwał, oprócz mnie, wzbiłem się w powietrze, a za chwile rąbnąłem o ziemię. Szczerbatek pokazał mi, że ogon jest uszkodzony, to chciał mi wcześniej powiedzieć. Bez niego nigdzie nie polecimy. No to pięknie.

Rozdział 4 - Na ratunek Szczerbatkowi cz2

Nadal przebywamy na wyspie wroga. Jak najszybciej trzeba naprawić ogon i wrócić na Berk.

Czkawka - Astrid! Nie mogę polecieć!

Astrid- Ale czemu? Co się stało?

Czkawka- Ogon jest uszkodzony!

Mieczyk- To było go nie zestrzelać, to by miał ogon.

Szpadka - Racja brat.

Astrid - Nie mamy czasu na wasze zdania, trzeba jak najszybciej naprawić ogon Szczerbatkowi, bo będzie źle.

Czkawka - Mieczyk, Szpadka, Sączysmark i Śledzik pilnujcie i w razie czego, róbcie zamieszanie. Ja z Astrid idziemy naprawić ogon. Zrozumiano?

Wszyscy - Zrozumiano

Czkawka - A teraz do dzieła. - zwróciłem się do Astrid - Idziemy poszukać jakichś narzędzi.

Szliśmy bez żadnych przeszkód. Bez problemu dotarliśmy do celu. Okazało się, że metal się wygiął i odczepił. Zabrałem się do robienia nowego. Astrid mi pomagała.

Czkawka - Wystarczy tylko zmoczyć i gotowe.

Astrid - Daj ja to zrobię - wzięła ode mnie metal i zamoczyła w wodzie - gotowe.

Czkawka - Dzięki, milady - uśmiechnąłem się do niej. Włożyłem metal na właściwe miejsce - gotowe, lećmy po resztę i wracamy na wyspę. Nagle w drzwiach stał nie kto inny, jak sam Dagur.

Dagur - Dokąd się wybieracie? W liście było napisane wyraźnie ty za smoka. Pamiętasz?

Czkawka- W jakim liście? Tym? - wyciągnąłem z kieszeni list - Szczerbatek wiesz co robić. - spalił go - widzisz żadnego listu nie ma

Dagur - I tak stąd nie wyjdziecie

Astrid - A skąd ta pewność?

Dagur - Straże!

Wskoczyłem na Szczerbatka Astrid na Wichurę. I zaczęliśmy lecieć w stronę wyjścia. Straże wystrzeliły w nas sieciami w które złapali Astrid.

Astrid- Czkawka!

Czkawka- Szczerbatek plazma! - smok uwolnił Astrid - A teraz jeszcze jeden strzał w straże - smok wykonał polecenie - nawet nie uwierzysz jak za tobą tęskniłem. Wiesz, że jesteś moim najlepszym przyjacielem? - kiwnął głową - A teraz wracamy do domu.

Przelecieliśmy nad strażami, które leżały na ziemi wraz z Dagurem. Jak wzbiliśmy się w niebo, Dagur strzelił resztkami sił jeszcze jedną siecią, ale bez problemu ją ominęliśmy.

Dagur- Jeszcze tego pożałujecie ty Czkawka i ta twoja Nocna Furia. Mogło być tak pięknie byłeś moim bratem!

Spotkaliśmy resztę ekipy na Smoczej Wyspie.

Śledzik- Jesteście cali! To super!]

Czkawka- Też się cieszę a teraz wracamy na Berk. Jest jeszcze jeden problem...

Sączysmark- Jaki?

Czkawka- Dagur powiedział, że to nie koniec, że jeszcze tego pożałujemy, że się zemści.

Śledzik - I co w związku z tym?

Czkawka- No to szykujemy się na wojnę, kochani.

Rozdział 5 - Życie toczy się normalnie aż do pewnej chwili.... Cz1

Na szczęście wszyscy cało wrócili z wyprawy ratunkowej. A zwłaszcza Szczerbatek. W końcu jest moim najlepszym przyjacielem musiałem go uratować i mi się udało. Jak dotarliśmy na Berk każdy rozszedł się do domu. Przekraczając próg drzwi zauważyłem mamę całą smutną, na mój widok od razu uśmiech zagościł na jej twarzy. Bez wachania wstała przytuliła mnie mocno a zaraz Szczerbatka.

Valka - Synu! Jesteś cały! Tak się o ciebie martwiłam, o ciebie też - spojrzała w stronę Szczerbatka - myślałam, że was złapali i już nie wrócisz. Nawet nie uwierzysz jak się o was martwiłam - jeszcze raz nas mocno przytuliła.

Czkawka- Mamo przesadzasz... Jak widzisz jesteśmy cali i zdrowi. Wróciliśmy byś my wcześniej, ale wydarzyły się pewno komplikacje. A mianowicie ogon Szczerbatka był uszkodzony, ale go naprawiłem i wróciliśmy bezpiecznie do domu - spojrzałem na nią. Nie mogłem jej powiedzieć całej prawdy, że szykuje się wojna. Dopiero co straciła męża. Jestem wodzem a ona moją matką, ale w tym momencie będzie dla niej to najbezpieczniejsze.

Valka - Ale na pewno nic wam nie jest pójść po...

Czkawka- Mamo - przerwałem jej - nie musisz po nikogo iść. Jak pozwolisz, pójdziemy się położyć bo jestem wykończony. Szczerbatek na pewno też. No nie mordko?

Szczerbatek - Wrauu (tłum. Jasne)

Czkawka- No widzisz? To my idziemy na górę. Chodź mordko.

Wchodząc po schodach usłyszałem jeszcze krzyk mamy.

Valka- Miłych snów

Od razu jak wszedłem do swojego pokoju położyłem się na łóżko a Szczerabtek na swojej skale.

Czkawka - Mordko jak się cieszę, ze jesteś już w domu. Nawet sobie nie wyobrażasz jak za tobą tęskniłem. Musimy nadrobić zaległości w Akademii. Wiesz o tym?

Za chwile dostałem w głowę jakimś małym kamykiem.

Czkawka- Szczerbatek! Znów zaczynasz? - usiadłem na brzegu łóżka - Wielka dzidzia strzela focha? - Szczerbatek zaczął robić te swoje miny - No daj spokój i idź spać jutro czekają nas zajęcie w Akademii a z samego rana wyścigi smoków. A teraz dobranoc musisz być w formie. Każdy się spodziewa, że będziemy tylko siedzieć i się patrzeć co to to nie jak tylko wystrzeli czarna owca dołączamy się co ty na to?

Szczerbatek - Wrauuu (tlum. Jasne )

Czkawka - A teraz dobranoc mordko. Dobrze, ze jesteś już w domu.

Następnego dnia obudziłem się około7 rano. Szczerbatek jeszcze spał. Wcale mu się nie dziwie. Niech sobie jeszcze pośpi a ja załatwię kilka spraw potrzebnych do wyścigów. Zeszłem po woli na dół, ale mama już nie spała. Siedziała i jadła śniadanie.

Valka - O cześć Czkawka jak się spało?

Czkawka - Dobrze, ale ja muszę iść coś pozałatwiać Szczerbatek śpi jeszcze na górze.

Valka - rozumiem, ale się nie spóźnij chyba pamiętasz, że ty je teraz prowadzisz?

Czkawka- Tak pamiętam. Cześć.

Poranek był przepiękny ani za zimno ani za ciepło. W sam raz. Na początek poszedłem do Pyskacza, żeby pomalował owce. Następnie poprawiłem ogon mordce. Oczywiście wyrobiłem się na czas. Do wyścigów zostało zaledwie 10 minut. Poszedłem do domu przebrałem się. Szczerbatek już nie spał. Tym razem go nie malowałem tak jak inni bo to przecież ma być niespodzianka. Jeśli jestem wodzem to nie znaczy że też nie mogę wziąć udziału. Na miejsce startu przybyłem jako ostatni, ale na czas. Jak zająłem swoje miejsce zauważyłem jeźdźców na swoich miejscach tak ja pozostałą resztę. Natychmiastowo każdy wzrok zwrócił w moim kierunku. Czas zacząć pomyślałem. Raz kozie śmierć.

Czkawka - Witam was wszystkich na kolejnych wyścigach smoków! Z związku z tym, że to ja teraz jestem wodzem będę je prowadził. Dziękuje wszystkim za przybycie. Nie będę was dłużej nudził. Czas rozpocząć wyścigi. Gotowi na miejsca? Start!

Zajołem swoje miejsce a Szczerbatek swoje. Po kilku okrążeniach wygrywała Astrid następnie Sączysmark późnej bliźniaki a na końcu Śledzik. Po jakimś czasie Astrid spadła na drugie miejsce a Sączysmark na pierwsze. Dalej nic się nie zmieniło. Pod koniec wyścigów powiedziałem Pyskaczowi że jak zaczną kolejne okrążenie, żeby pod koniec dał znak, ze zaczyna się ostatnie okrążenie. Ja w tym czasie wraz z Szczerbatkiem naszykowaliśmy się i schowaliśmy, zeby nikt nas nie widział. Pyskacz po chwili dał sygnał.

Astrid- Wichura ostatnie okrążenie. Będzie czarna owca! Jeszcze możemy wygrać!

Pyskacz załadował czarną owcę my z Szczerbatkiem byliśmy gotowi i dałem znak, żeby ją wystrzelił.

Pyskacz- No to masz swoje pięć minut. - po czym wystrzelił owcę

Astrid - Wichura tam jest szybko a teraz wyżej, wyżej!

Zanim Wichurka zdążyła ją złapać, mnie już nie było leciałem w stronę punktów Astrid i reszta tylko dziwnie się na mnie spojrzała. Jak doleciałem do celu, czarną owcę wrzuciłem w punkty Astrid.

Czkawka - Astrid wygrywa! Koniec zawodów.

Każdy zaczął świętować wygraną Astrid. Nawet się nie obejrzałem jak stała już koło mnie. I całowała mnie w usta.

Astrid- Dziękuję Czkawka, ale bez ciebie też bym wygrała

Czkawka- Ta na pewno nie marudź już... - Udawałem, że już odchodzę, ale się odwróciłem i powiedziałem - chodź tu do mnie - po czym przyciągnąłem ją do siebie i namiętnie pocałowałem.

Astrid - Kocham Cię

Czkawka - Ja ciebie też

Lecz nasze szczęście nie potrwało długo, ponieważ....

Rozdział 6 - Życie toczy się normalnie aż do pewnej chwili.... Cz 2

Jak zwykle mam pecha? A czemu? Skąd mam to wiedzieć? Najpierw Szczerbatek mój przyjaciel a teraz to? O Odynie czemu mi to robisz? Nie możesz dać mi spokoju? Czemu zawsze robisz, że pęka mi serce?

Czkawka - Szybko niech ktoś leci po pomoc nie mogę jej tak zostawić - tak chodzi o Astrid jak powiedziała mi, że mnie kocha a ja ją też zemdlała nie wiadomo dla czego,ale bardzo się martwię  - Sączysmark głuchy jesteś? Lecicie po pomoc w tej chwili! No już was nie widzę!

Tak wiem, że jestem trochę zbyt surowy i, że są to moi przyjaciele, ale nie dawno straciłem ojca, zaledwie kilka dni do tyłu  najlepszego przyjaciela a teraz mam stracić kolejną osobę, którą kocham? To to nie! Nie mogę na to pozwolić zbyt bardzo ją kocham.

Sączysmark - Już Czkawka idziemy! Nie denerwuj się tak już lecimy po Gothi. Śledzik, bliźniaki lecimy!

Czkawka - Mamo ty zostań ze mną dobrze?

Valka - Dla ciebie wszystko synu.

Czkawka - Wy idzcie do domu! Na dziś wszystko skończone! Zajmijcie się czymś innym i to już! - za chwile nikogo nie było oprócz mnie, mamy, Astrid, Szczerbatka i Wichury która cały czas była przy swojej pani.

Valka- Czkawka. Wiem, że jesteś zdenerwowany ja też jestem, ale na pewno nic jej nie będzie, ale nie możesz być taki ostry dla swoich ludzi.

Czkawka - Masz racje mamo, ale zbyt bardzo się przejmuje ja ją kocham i ty... - nie skończyłem dokończyć zdania bo koło mnie był już Sączysmark z Gothi - błagam powiedz co jej jest - spojrzałem  na nowo przybyłą. Po raz kolejny w moich oczach zagościły łzy, które zaczeły powolnymi spiralami spływać po moich policzkach.

Dokładnie obejrzała Astrid po czym zaczęła bazgrać coś na piachu.

Czkawka - Śledzik tłumacz - zwróciłem się do przyjaciela szeptem - Szczerbatek powiedz, że nic jej nie będzie - spuściłem oczy na dół i w wielkich mękach i ze łzami w oczach czekałem na słowa Śledzika.

Śledzik - Bazgrze, że będzie żyła i, że nie jet to nic poważnego po prostu była zbyt przemęczona i przez to zemdlała. Powinna zaraz się ocknąć, ale teraz zanieś ją do domu. Musi odpoczywać.

Od razu wytarłem łzy z policzków wziąłem ją na ręce wsiadłem na mordkę i wzbiłem się w powietrze przez ramię zdążyłem jeszcze powiedzieć dziękuje.

'Jak dotarłem do jej domu skierowałem się do jej sypialni a następnie położyłem na łóżku i czekałem aż się obudzi. Nie byłem sam koło mnie leżał Szczerbatek dodając mi otuchy, że wszystko będzie dobrze.Nie mogę sobie wyobrazić lepszego przyjaciela. Jak tak siedziałem i rozmyślałem a za razem wspominałem wszystkie chwile z nią i po raz 

kolejny łzy po płynęły po moich policzkach nawet nie zauważyłem jak Astrid się obudziła i wytarła moje łzy.

Astrid -Czkawka wszystko będzie dobrze. Nic mi nie jest widzisz. W ostatnim czasie nie miałam zbytnio czasu odpoczywać bo najpierw zaginął Szczerbatek a ty tak się zamartwiałeś, że aż mi się serce kroiło.

Czkawka - Astrid! Obudziłaś się jak się cieszę. Już myślałem, że straciłem kolejną osobę, którą kocham - spróbowałem się do niej uśmiechnąć, ale wyszedł mi tylko krzywy grymas.

Astrid - Och ty mój kochany głuptasie... Co ja bym bez ciebie zrobiła. Teraz wiem jakie darzysz uczucia do mnie bo po raz pierwszy w moim życiu widzę jak płaczesz.

Czkawka - Bo ty jesteś tego warta milady - usiadłem koło niej na łóżku i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek.

Astrid- Ale następnym razem na wyścigach smoków i tak wygram jeśli nawet wyskoczysz mi tak znikąd. Więc się szykuj.

Wziąłem ją w swoje ramiona i mocno przytuliłem i wyszeptałem w jej piękne włosy co ja bym bez niej zrobił. Cieszę się, że nic jej nie jest, ale najgorsze dopiero przed nami...


Rozdział 7 - Niespodziewana okoliczność...

Po tym jak Astrid się obudziła spędziłem u niej jeszcze kilka godzin wspominając stare chwile z naszego dzieciństwa. Było naprawdę super. Na pożegnanie dostałem całusa w policzek. Byłem bardzo zmęczony. Ten dzień mnie wykończył. Nie odbyły się dzisiaj zajęcia w Akademii, ale jutro muszą się odbyć. Musimy teraz bardziej ćwiczyć, ponieważ szykuje się wojna. Ale mamy jeszcze trochę czasu, żeby się naszykować na każdą okoliczność. Jak wyszedłem od Astrid wsiadłem na Szczerbatka i poleciałem do domu. Otwierając drzwi zauważyłem, że jeszcze mama nie wróciła od razu poszedłem do siebie i co pierwsze zrobiłem walnąłem się na łóżko Nawet się nie obejrzałem jak usnąłem. Obudziłem się rano. Mordka już nie spała tylko stała koło mnie oblizując się wyglądał trcohę dziwnie. Pewnie jest głodny wczoraj nie miałem siły dać mu kolacji. Zwlokłem się z łóżka i zszedłem na dół. Dałem mu cały kosz ryb a sam zjadłem udko kurczaka. Na stole zauważyłem karteczkę. Była od mamy. Pisała, że musi coś załatwić i żebym się nie martwił. Po spożyciu śniadania wraz z Szczerbolem udaliśmy się do Smoczej Akademii. Wszyscy już tam byli. Wchodząc najpierw zauważyłem Astrid, która się do mnie uśmiechała następnie bijących się o nie wiadomo o co bliźniaków, potem Sączysmarka i Śledzika.

Czkawka - Witam was na kolejnych zajęciach w Smoczej Akademii.

Śledzik - Czkawka! co będziemy dzisiaj robić?

Czkawka - Tak myślałem, że poćwiczymy szybkość naszych smoków.

Szpadka - Ale nasz smok jest najszybszy.

Mieczyk - Prawda siostra.

Czkawka- Okey niech wam będzie, ale i tak je poćwiczymy. Śledzik będziesz mierzył czas. Robimy jedno okrążenie wokół wyspy a następnie wracamy na arenę. Zrozumiano?

Reszta - Tak jest!

Czkawka - To najpierw Sączysmark, potem bliźniaki, Astrid, ja a na końcu Śledzik.

Sączysmarkowi zajęło okrążenie w niecałe dwie minuty. Bliźniakom z cztery bo jak zwykle zaczęli się bić, Astrid z półtorej minuty.

Czkakwa- Bardzo dobrze nam poszło. Teraz moja kolej, chodź idziemy Szczerbatek - podszedł do mnie i dopiero teraz zauważyłem jak tragicznie wygląda. Pewnie znów jest chory - Słuchajcie ja nie polecę.

Astrid-  Coś się stało?

Czkawka - Szczerbatek przez trzy lata był zdrowy, ale znowu zachorował. Musi odpoczywać nie wiadomo kiedy wyzdrowieje. Serce mi pęka, ale muszę to powiedzieć. Mordko idziesz teraz do domu ty Śledzik tego dopilnujesz i zrobisz mu lekarstwo to co w tedy. A ja z resztą lecimy na wyspę smoków...

Astrid - Czkawka. Po co na wyspę smoków?

Czkawka - Dobrze wiecie, że szykuje się wojna tak?

Wszyscy - Tak

Czkawka - No właśnie obawiam się, że do tego czasu Szczerbatek nie wyzdrowieje i na ten czas muszę sobie znaleźć smoka zastępczego.

Szczerbatek - Wrauuu( tlum. Co? ja jestem niezastąpiony)

Czkawka - Tak wiem - spojrzałem na przyjaciela - ale teraz do niczego się nie nadajesz. Musisz odpoczywać a ja na ten czas znajdę sobie innego smoka.

Szczerbatek - Wrauuuuu ( tlum. Czyli jesteś gorszy od Sączysmarka on był przy Hakokle w czasie choroby a ty?)

Czkakwka - Tak wiem mordko, ale zbliża sie wojna a ja jestem wodzem i muszę bronic swoich ludzi.

Astrid -  ty go rozumiesz?

Czkawka - Tak

Szczerbatek - Wrauu(tum. i ty nazywasz się moim przyjacielem?)

Ujrzałem w jego oczach łzy spojrzał się jeszcze raz na mnie. I wybiegł z Akademii a Śledzik za nim wiedziałem, że nie pójdzie do domu. Co ja narobiłem.

Czkawka - Szczerbatek! Poczekaj! Wracaj!

Roździał 8 - Chce znowu mojego przyjaciela cz 1

Na serio to ja nie mam pecha ja mam wielkiego pecha. Ja nie chce go zatąpić, ale muszę nie mam innego wyboru. On jest chory. Ma racje powinienem być przy nim. Ale to nie znaczy, że nie pęka mi serce. Jestm moim najlepszym przyjacielem a ja no cóż byłem jego. Nie jest wstanie sam latać. Jeśli mnie teraz nie nawidzi zroumiem to z wielkim bólem, ale zrozumiem. Wiem trzeba go znaleść i wyleczyć a ja w ten czas zrobię mu nowy ogon dzięki czemu będzie mógł sam latać. I sam wybierze wolność czy przebaczenie mi. Mam nadzieję, że wybierze to drugie ale jak wybierze to pierwsze jakoś muszę to zakceptować. Wrócił Śledzik.

Czkawka - Śledzik i co z nim?

Śledzik - Jest teraz w domu u ciebie w pokoju, ale nie chce wypić lekarstwa też nie je i nie pije nie wiem co robić.

Dzięki Ci Odynie dobrze, że jest w domu, ale wiem, że coś jest nie tak.

Czkawka - Naprawdę? No to dobrze ja teraz lecę do domu.Muszę naprawić coś co zepsułem, ale najważniejsze muszę odzyskać najlepszego przyjaciela.

Astrid - To może ja pójdę z tobą?

Czkawka - No dobrze a reszta niech pilnuje Berk.

Wsiadłem razem z Astrid na Wichurkę i polecieliśmy jak najszybciej  zrobić mu nowy ogon a potem do mnie do domu. Mamy nadal nie było od razu skierowaliśmy się na górę. Tam na swojej skale leżał Szczerabtek. Jak mnie zobaczył odwrócił się w drugą stronę. Wcale mu się nie dziwie. Zraniłem go i to bardzo. Nie nadaje sie na przyjaciela. Raz prawie go straciłem a teraz drugi raz go tracę.

Czkawka - Szczerbatek! Mordko nic ci nie jest? - podeszłem do niego i próbowałem go dotknąć, ale on tylko na mnie warknoł. - Szczerbatku tak bardzo Cię przepraszam! Nie chciałem Cię zranić - nadal próbuje go dotknąć, ale ten warczy. Od kąd przyszłem ani razu na mnie nie spojrzał. - Astrid co ja zrobiłem? Straciłem go.

Usiadłem na brzegu łóżka. A ona koło mnie. Przytuliła mnie.

Astrid - Czkawka wszystko będzie dobrze daj mu wybór. On też pewnie to przeżywa. Tak szczerbatek? - smok w odpowiedzi tylko mruknął. - wszystko się ułoży - pocałowała mnie w policzek - A teraz zostawie was samych.

Wstała z łóżka i zeszła na dół. Sprobuje jeszcze raz może wybaczy. Wstałem z łóżka i przykucnołem przy nim tak żeby mnie widział.

Czkawka - Szczerbatek... Naprawdę przepraszam. Rozumiem, że jesteś na mnie zły i tak wiem, że ciebie nikt nie zastąpi.

Szczerbatek - Wrauu (tlum, Teraz to dopiero zrozumiałeś bo jestem zły i zawiedziony?)

Czkawka - Ale ja naprawdę nie chciałem Cię zranić ja się o cb martwię i to bardzo. 

Szczerbatek- Wrauu (tlum. Jakoś tego nie widać. Chciałeś mnie zastąpić!)

Czkawka - Tak wiem mordko jestem głupi. Nikt mi ciebie nie zastąpi to nie twoje wina, że jesteś chory. Jestes moim najlepszym przyjacielem. Najlepszym i ty dobrze to wiesz.

Szczerbatek - Wraum( tlum. Tak wiem. ale ty już nie wiem czy jesteś moim)

Czkawka - Naprawdę przepraszam. Udowodnie Ci to - poszłem załozyć mu nowy ogon i zdjołem siodło - teraz tylko wybó należy do ciebie. Masz nowy możesz teraz samodzielnie latać. Możesz zostać i mi wybaczyć alebo odlecieć być wolnym. Ten drugi wybór zakceptuje z wielkim bólem. Bo mi na tobie zalerzy.

Śmok wstał przetestował ogon popatrzył się tylko na mnie i od razu wyleciał przez okno. Po raz kolejny w moich oczach zagościły łzy.Odszedł. Zraniłem go. Straciłem najlepszego przyjaciela. Jestem nikim...

Roździał 9 - Chce znowu mojego przyjaciela cz 2

No to pięknie po raz kolejny go straciłem, ale teraz na dobre. Naprawdę wspaniały ze mnie przyjaciel. Jaki ja byłem głupi myśląc, że mi wybaczy. Zraniłem go a on mnie jesteśmy kwita. Muszę żyć dalej. Mam nadzieję, że bedzie mu dobrze i lepiej bezemnie. Jest teraz wolny może żyć tak jak wcześniej tak jak chce. A ja muszę się z tym pogodzić. Jest już późno muszę iść spać. Znowu położyłem się na łóżku obwinając się za to co się stało. Muszę to zakceptować jutro są zajecie w Akademi czy nadal będę jej szefem czy tylko normlanym wodzem bez najlepszego przyjaciela? To się okarze jutro. Nawet się nie obejrzałem a usnołem. W nocy kilka razy się srywałem myśląc, że na skale zastane Szczerbatka. Ale go tam nie było. Rano obudziłem się cały nie wyspany. Wyglądałem okropnie. Czyli tak wygląda osoba, która straciła chęć życia. Zszedłem na dół zastałem tam mamę. Jak mnie zobaczyła wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił.

Valka - Och synu. Co się stało? -  podeszła do mnie i mnie przytuliła - gdzie Szczerbatek?

Czkawka - Mamo właśnie o to chodzi. On uciekł. Wcale mu się nie dziwie. Zachowałem się okropnie i samolubnie. Żałuje tego.

Valka - Czkawka. Jeśli był prawdziwym przyjacielem to wróci jeśli nie to znaczy, że nigdy nim nie był. A teraz uśmiech na twarzy. Skoro nie masz smoka to nie znaczy, że nie możesz prowdzić akademi.  A teraz idź bo się spoźnisz.

Czkawka - Masz rację. Dziękuje mamo, że mnie wspierasz - przytuliłem ją - a teraz idę do zobaczenia

Valka - pa synu.

Wychodząc z domu uświadomiłem sobie, że całą drogę muszę pokonać pieszo. Wiem jestem śmieszny, ale przez ten cały czas latałem na Szczerbatku. Jak doszedłem do Akademi każdy tam już był. Astrid jak mnie zauważyła od razu do mnie podbiegła i mnie przytuliła.

Astrdi - Czkawka. Tak mi przykro... - w jej oczach można było zauważyć łzy - byłam pewna, że zostanie.

Czkawka - Ja też byłem pewien może nie był moim przyjacielem.

Mieczyk - Patrz siostra smok od Czkawki w końcu uciekł.

Szpadka - Wiedziałam, że w końcu to zrobi.

Astrdi - Koniec tego - podeszła do bliźniaków i powaliła ich na ziemię - ktoś jeszcze? 

Reszta - nie!

Astrid - No to dobrze - zwróciła się do mnie - To co robimy Czkawka?

Czkawka - Bardzo długo nad tym myślałem i postanowiłem, że nie będę miał smoka. a latał będę z tobą dobrze?

Astrid- Dla ciebie wszystko - podeszła do mnie i mnie pocałowała - pamiętaj masz mnie.

Czkawka - Tak wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć - zwróciłem się do reszty - na was też. A teraz trzeba okrążyć wyspę i sprawdzić czy wróg się zbliża i jest coś jeszcze - jak zawsze nie miałem pisane dokończyć. Usłyszałem sygnał, że zaczyna się wojna, Wsiadłem na Wichure z Astrid i polecieliśmy sprawdzić co się dzieje. Można się domyślić, że był to Dagur z Czerwoną Śmiercią przecież kilka lat wcześniej zabiliśmy go z Szczerbatkiem. Nie rozumiem

Astrid - Czkawka zobacz.

Popatrzyłem w stronę wskazaną przez Astrid był tam Dagur. Na smoku nie zgadniecie na jakim. Na moim smoku.

Rozdział 10 - Czas wszystko naprawić...

Mój smok i Dagur? Co ja narobiłem? Jestem potworem! Przez moją głupotę pchnołem mojego najlepszego przyjaciela w recę wroga. Ale to też jego wina nie musiał sie na to zgadzać. Nie musiał! Mógł odmówić! Ztradził nasz lód. Zdradził Berk a co najważniejsze zdradził mnie.

Czkawka - Astrid podzleć do reszty mam plan.

Jak poprosiłem tak uczyniła. Podlecieliśmy do Śledzika, Sączysmarka i bliźniaków, która dziwnym fartem teraz się nie bili.

Sączysmark - Czy to Szczerbatek?

Śledzik - Co on robi z Dagurem?! Nie mamy teraz szans!

Mieczyk  - a to niby czemu on jest jeden a my mamy aż 5 smoków.

Szpadka- Cztery brat. Nasz smok ma dwie głowy ale to jeden. Naucz się liczyć.

Czkawka - Spokój! - wszyscy ucichli i zwrocili wzrokw moją stronę - Dziękuje. Tak wiem Szczerbatek i Dagur to źle wruży. Ale ja znam jego wszystkie złabości możemy to wykorzystać. Najpierw i tak damy mu wybór  - mam jeszcze plan awaryjny, ale na razie nie bedę się z nimi nim dzielić - Ja z Astrid zajmiemy się Szczerbatkiem i Dagurem a wy...

Mieczyk - Zniszczymy coś!

Czkawka- Tak teraz będziecie niszczyć. Mogłem się po was tego spodziewać, ale tylko łodzie wrogów nic naszego zrozumiano?

Wszyscy - Tak jest!

Czkawka - No to do dzieła!

Razem z Astrid i Wichurą podlecieliśmy do Dagura oraz Szczerbatka.

Dagur - I co Czkawuniu? Niespodzianka. Teraz ja mam nocną furię a ty nie. Hahaha

Czkawka - Ale to ja znam jego wszystkie słabości.

Astrid - On ma rację Dagur - wystarczyło tylko jedno spojrzenie w jej stronę a od razu ucichła.

Dagur - A co mają do tego słabości? I tak wygramy. Plazma.

Szczerbatek strzelił plazmą, którą wichura w ostatnij chwili omineła.

Czkawka - Szczerbatek. Mordko. Przepraszam to była moja wina. Wybacz mi.

Smok się tylko na mnie popatrzył, ale za raz warknoł wiedziałem, że nie pujdzie tak łatwo. Czas wcielić w życie plan B. Zamieniłem się z Astrid miejscami. Pokierowałem Wichurę jak najszybciej przed siebie. Po chwili zgubiliśmy ich.

Czkawka - Astrid mam plan, ale żeby go wykonać jest potrzebna mi twoja pomoc.

Astrid - Co muszę zrobić?

Czkawka - Już ci wszystko tłumaczę - odwróciłem się w jej stronę, żeby mogła patrzeć mi w oczy - Szczerbatek jest moim przyjacielem i zawsze nim bedzię i do tej pory nigdy nie pozwolił, żeby mi coś się stało. Chodzi o to, że jak nas zauważą ja zeskoczę se smoka. Jeśli mu nadal na mnie zależy złapie mnie. Jak powiada moja mama. Jeśli nie złapie to znaczy, że nigdy nie był moim prawdziwym przyjacielem. A ty wrazie czego musisz trzymać się blisko i mnie złapać. Jeśli to nie wypali. Nie bedę miał wyboru zabije go. 

Astrid - A jeśli coś ci się stanie?

Czkawka - Pamiętaj, że zawszę będę Cię kocham - przyciągnołem ją do siebie i delikatnie pocałowałem. 

Po czym się odwróciłem i skierowałem Wichurę żeby wyleciała z ukrycia. Nie musieliśmy długo czekać zaraz pojawił się Dagur na Szczerbatku. Nie mineła nawet chwila jak mnie zauważył. Popatrzyłem po prosto w oczy po czym wstałem i skoczyłem. Leciałem coraz szybciej. Bardzo szybko zbliżałem się do ziemi. Już tak blisko teraz tylko moje życie zależy od Astrid.Pomyliłem się co do niego. Zranił mnie i to bardzo. Zamknołęm oczy gotowy zginąć lecz nie dotknołęm ziemi ktoś mnie złapał.

Czkawka- Dziękuje Astrid.

Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Otworzyłem czy. Nie mogłem uwierzyć co zobaczyłem. Nie siedziałem na Wichurze tylko na Szczerbatku.

Czkawka - Przyjacielu wiedziałem, że nie pozwolisz mi zginąć i, że mi wybaczysz. Na tym polega prawdziwa przyjaźń.

Szczerbatek - Wrauu (tlum. Przepraszam cię)

Czkawka - Ja ciebie też przepraszam przyjacielu. Wiedziałem, że my to jedność i nic już to nie roździeli. Ale teraz pora coś dokonczyć. Trzeba raz na zawsze pozbyć się Dagura. 

Zaczeliśmy wzbijać się coraz wyżej i wyżej. Woja trwała około dwie godziny.A kto wygrał? Oczywiście, że my. Pokonaliśmy Dagura raz na zawsze. Po skończonej bitwie wylądowaliśmy koło smoczej akademi. Od razu zeszłem z Szczerbatka i mocno go przytuliłem. Smok odwzajemnił uścisk. Popatrzył się jescze raz na swój ogon. Po czym go zniszył. Swój wzrok zwrócił na mnie i zaczął mnie lizać.

Czkawka - Szczerbatek dobrze wiesz, że to nie schodzi. I jak dobrze rozumiem znowu chcesz latać tylko ze mną?

Smok kiwnął głową.Wiedziałem, że nasza przyjaźń jest na wieki a to wydarzenie jest tego dowodem. Po raz kolejny udowodniliśmy wszystkim jaka jest wielka potęga przyjaźni miedzy smokiem a wikingiem. Ale nie bujcie się to jeszcze nie koniec. Jutro czekają nas zajęcie w smoczej akademi...

Rozdział 11 - Zapowiadało się tak pięknie...

Ten rozdział dedykuje HeimerPLa123 Dziękuje za pomysł ;3

Po wczorajszych wydarzeniach od razu z Szczerbatkiem usneliśmy. Byłem bardzo zmęczony. Patrząc na niego można było stwierdzić to samo. Na szczęście odzyskałem swojego najlepszego przyjaciela raz na zawsze. Następnego dnia zaspałem. W ostatniej chwili zdążyłem wejsć do smoczej akademi. Każdy tam już był i czekał na dzisiejsze zajęcia oprócz Astrid ona czekała na mnie. Jak mnie tylko zauważyła podeszła do mnie i delikatnie pocałowała.

Astrid - Jak się spało?

Czkawka - Bardzo dobrze. Przepraszam was za spóźnienie.

Śledzik - Nic się nie stało Czkawka. To co dziś robimy?

Czkawka - Myślałem, że narazie zrobimy lot z przeszkodami. Co wy na to?

Astrid - Mi się podoba.

Reszta - Nam też.

Mieczyk - A co niby będziemy omijać powietrze?

Szpadak - A może gazy mojego brata?

Mieczyk - Ja się pisze.

Czkawka - Nie i fuj też nie. To będą loty do góry nogami. I już was nie pytam sie o zdanie bo zaraz coś wymyślicie. To kto pierwszy? Może Astrid?

Astrid - Okey mogę.

Wsiadła na smoka i okrążyła arenę perfekcyjnie. Następnie był Sączysmark jak zwykle chciał się popisać i mu się nie udało. Od razu spadł. Po nim były bliźniaki o dziwo udało się im. Następnie był Śledzik, ale od razy spadł a na niego Sztukamięs. Przyszła moja kolej. Wsiadłem na Szczerbatka i wystartowaliśmy. Szło nam bardzo dobrze. Ale jak na moje szczęście musiało się coś stać. Pod koniec okrążenia nie wiem w jaki sposób, ale odpieło się siodło i zaczołem spadać tak samo jak mordka. Próbował mnie złapać dzięki czemu nie spadłem na ostre skały. Na moje nie szczęscie musiałem sobie coś zrobić. Mam poważną rane brzucha. Co było ze mną dalej? Nie pamiętam. Zemdlałem. Obudziłem się dopier u Gothi, która opatrzyło już moje rany.

Czkawka - Astrid co się stało?

Astrid - Spadłes ze Szczerbatka. Masz ranę na brzuchu.

Czkawka - Astrdi - przerwałem jej - co ze Szczerbatkiem nic mu nie jest?

Astrid - Nic mu nie jest Czkawka, ale żebyś ty wyzdrowiał są potrzebne składniki, które na szczęscie rosną na Berk, ale na drugim końcu wyspy. I ja po nie polecę.

Czkawka - Astrid nie możesz tam lecieć. Mój czas najwyrażniej się już skończył.

Astrid - Czkawka zrozum, że nie mogę Cię stracić ja Cię kocham.

Czkawka - Ja też Cię kocham. Uażaj na siebie.

Astrid - Jasne wkońcu to Berk no nie?

Perpektywa Astrid.

Po tych słowach wsiadłam na Wichurę i poleciałam po składniki nie mogę go stracić. Bardzo go kocham i nie chcę go stracić. Zbyt bardzo mi na nim zależy. Nawet się nie obejrzałam jak dotarłam na miejsce. Na liście od Gothi widnieje:

1.Kwiat nieśmiertelności

2.Jad skorpiona

3.Trochę smoczej krwi.

Okey dwie pierwsze rzeczy mam. A skąd mam wytrzasnąc trochę smoczej krwi a my już nie zabijamy smoków? Wiem.Siegnełam po topór podeszłam do wichury i poprosiłam czy by mogła użyczyć trochę krwi. Zgodziła się. Wziełam topór i nadciełam na jej nodze delikatną szmramę. Podłożyłam pojemniczek, żeby krew delikatnie kapała. Jak połowa się zapełniła wytarłam ranę Wichury i poleciałam z powrotem do Gothi a zarazem do Czkawki.

Astrid - Gothi mam wszystkie potrzebne składniki. Valka coś się stało?

Valka - Astrid jak dobrze, że już jesteś on umiera trzeba jak najszybciej zrobić lekarstwo.

Podałam Gothi składniki. Po czym usiadłam koło Czkawki złapałam go za rękę i szeptałam jak bardzo mi na nim zależy.

Persektywa Czkawki.

Znowu zemdlałem. Ale szybko się obudziłem. Koło siebie ujżałem mamę i Astrid całe zapłakane. Ręką zetarłem z jej policzków łzy.

Czkawka - Astrid wszystko będzie dobrze. Ja nie umieram. Dzięki tobie. Dziękuje. - pocałowałem ją w usta.

Podeszła do mnie Gothi i podała mi lekarstwo. Było ohydne, ale je wypiłem. Od razu cały ból minoł. Poczułem się lepiej. Wstałem z łóżka i udałem się w stronę drzwi.

Astrid - Czkawka gdzie ty idziesz?

Czkawka - Jak to gdzie? Do domu trzeba nakarmić Szczerbatka.

Roździał 12 - Moja miłość...

Po tym jak wyszłem od Gothi  udałem się do domu. Za mną pobiegła Astrid. Dobiegła do mnie i złapała mnie za rękę. Spojrzałem się w jej stronę i posłałem jej szeroki uśmiech. W ciszy dotarliśmy do mojego domu. Jak otworzyłem drzwi od razu Szczerbatek zeskoczył z góry podbiegł do mnie i zaczoł mnie lizać.

Czkawka - Szczerbatek dobrze wiesz, że to nie schodzi - nadal nie przestawał - tak mordko ja też tęskniłem.

Wstałem i przytuliłem mojego najlepszego przyjaciela. Podałem mu cały kosz ryb. A w tym czasie jak jadł ja z Astrid udaliśmy się na górę. Wreście mieliśmy chwile czasu tylko dla siebie. usiedliśmy na moim łóżku.

Astrid - Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę, że nic ci nie jest.

Czkawka - Ja też się ciesze Astrid.

Przybliżyła się do mnie i zaczeła mnie całować. Co chwile coraz namiętniej. Oddawałem pocałunki. Jak ja za nią tęskniłem. Naprawdę brakowało mi jej. Zaczeła ściągać mój kombinezon.

Czkawka - Jesteś tego pewna? Jeśli nie chcesz zrozumiem.

Astrid - Nigdy nie byłam bardziej pewna.

Zaczołem zdejmować jej ciuchy a ona moje. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. Naprawdę pragnąłem tej chwili już od dłuższego czasu, ale nigdy nie nalegałem i nie pytałem. Stwierdziłem, że jak będzie gotowa ona to zrobi. Było naprawdę pięknie. Szczebatek nawet nie wchodzil na górę ulotnil się  jak by wiedział co my tu wyrabiamy. Po wszystkim usnołem w objęciach mojej ukochanej. Rano obudziłem się jak do pokoju wszedły bliźniaki. Astrid jak tylko ich usłyszała obudziła się. Kołdre podsuneła aż po samą brodę. No to się wkopaliśmy.

Szpadka - A co tu się dzieje?

Czkawka - To nie tak jak myślicie.!

Mieczyk - Czyli nie chowasz się z Astrid przed dzisiejszymi zajęciami w Akademi?

Odechnołem z ulgą oni nie są zbytnio kumaci. Dobrze, że nie przyszedł jeszcze Śledzik z Sączysmarkiem. No i wykrakałem.

Sączysmark - Czkawka kiedy wreście przyjdziesz na te zajęcia już dawno powinieneś przyjść!

Jak nas zobaczył od razu się zamknął i zaczął płakać.

Astrid - Sączysmark czemu płaczesz?

Sączysmark - Bo ja jeszcze myślałem, że mam u ciebie szanse, ale się pomyliłem. Jak wy to już zrobiliście! Znajdziecie mnie w akademi.

Wyszedł a za nim Śledzik,Który sobie wszystkiego nie przeanalizował. Bliźniaki nadal stali i gapili się na nas. Ale za chwile wyszyli. Nie mineła nawet chwila jak było słychać huk. Szybko zapomną mam nadzieję.

Astrid - Czkawka zaspaliśmy zajęcia zaczeły sie juz półgodziny temu. Inaczej by nas nie przyłapali - próbowała być spokojna jak się ubieraliśmy, ale jej to nie wychodziło. - a co jeśli powiedzą twojej matce?

Czkawka - Nią teraz się nie martw. Jesteśmy już dorośli ona nie ma nic do gadania.  A teraz chodź szybko bo trzeba znaleść Szczerbatka. 

Długo go nie szukaliśmy tak samo jak Wichury była razem z mordką przed domę ganiali się. Wsiedliśmy na nasze smoki i polecieliśmy do smoczej akademi. Czeka nas Quiz co robiliśmy u mnie. I inne setki pytań no to pięknie.

Roździał 13 - Co wy tam robiliście? Dedyk dla Silver M :)

Jak dolecieliśmy na miejsce nadal byłem za spany. Jak weszliśmy do akademi, kązy zwrócił na nas wzrok. 

Czkawka - Przepraszamy za małe spoźnienie. Dzisiejszą lekcje poprowadzi Śledzik.

Śledzik - Dziękuje Czkawka. Więć będą takie drużyny astrid z czkawką, bliźniaki z sączysmarkiem. - poczekał chwile aż sie ustawimy - pierwsze pytanie co robiła Astrid z Czkawką?

Mieczyk - Ja wiem, ja wiem!

Śledzik  - okey mów.

Znowu sie zaczyna...

Mieczyk - Oni no wiesz siostra robili bransoletkę!

Sączysmark - Co ty wygadujesz?! Oni żadnej bransoletki nie robili.

Mieczyk - No prawdę mówie. No nie sostra?

Szpadka - No tak brat!

Śledzik - Okey.

Już nie mogłem tego dłużej wytrzymać patrząc na Astrid można było stwierdzić to samo.

Czkawka - Dobra mam dość koniec zajęć na dziś.

Wszyscy - Super!

Zanim się obejrzałem już ich nie było została tylko Astrid.

Astrid - Co oni nie wymyślą...

Czkawka- Wiesz wkońcu to bliźniaki :)

Astrid - No w sumie racja.

Całą reszte dnia spędziłem Astrid latając na smokach. Jak wróciłem do domu czekała mnie mała niespodzianka.

Valka- Wreście jesteś Czkawka gratulację. Prawie cała wioska już o tym huczy!

Czkawka - Ale o co chodzi mamo?

Valka - No ty i Astrid chyba więcej już nie muszę mówić?

Tego już za wiele.

Czkawka - Skąd o tym wiesz?

Valka - Od twoich znajomych.

Czkawka - Naprawdę przepraszam mamo, ale nie mam siły.

Valka - Dobrze. Rozumiem i tak muszę gdzieś wyjść To paa.

Czkawka - Pa mamo.

Po tym jak wyszła udałem się od razu na górę. Zastałem już tam Szczerbatka. Ostatnio bardzo często spędza czas z Wichurą. Zapytam się o to.

Czkawka - I jak przyjacielu z Wichurą?

Smok dziwnie się na mnie popatrzył.

Szczerbatek - Wrauu (tlum. A ty to co?)

Czkawka- Przyzaj podglądałeś nas?

Nic nie odpowiedział tylko odkrecił głowę. Czyli nas podglądał. No to nieźle. 

Czkawka- Nie ładnie Szczerbatek tak podglądać swojego przyjaciela. A teraz idziemy spać bo jestem trochę zmeczony ty pewnie też.

Położyłem się na łóżku i usnołem. W sumie nic ciekawego mi się nie śniło. Nagle rano spadłem z łóżka. Jak otworzyłem oczy ujrzałem Astrid.

Astrid - Czkawka wstawaj masz pomóc zrobić Pyskaczowi nową laskę dla Gothi bo starą zjadają korniki. Masz tu kilka rzeczy na liście po, które masz polecieć. I jest coś jescze...

Czkawka - Tak? 

Astrid - Lecę z tobą mamy kolejny dzień tylko dla siebie - po tych słowach mnie pocałowała i zaczeła schodzić po schodach - czekam na dole.

Jakzwykle nie dadzą mi spokoju.

Roździał 14 - Wyprawa poza Berk... 

Wstałem z łóżka znowu zmęczony. Ostatni nie mogę się wypsać. Ubrałem się i wyszłem do Astrid na mój widok uśmiech zagościł jej na twarzy.

Astrid - Wreście śpiąca królewno ile można czekać - rzuciła mi jakąś kartkę - To jest lista rzeczy po, które musimy polecieć.

Lista:

1.Niebieski krzyształ nocy ( można znaleść na wyspie nocy dzięki niemu laska będzie mogła pomóc Gothi w nocy szukać ziół)

2. Jad zmienoskrzydłego - ( Dzięki niemu laska będzie lekka i śliąca)

3 . Drewno z wyspy Łupieżców

Czkawka - Wygląda na to, że mamy zajęcie na cały dzień. Najpierw polecimy po ten kryształ.

Wsiedliśmy na smoki i wyruszyliśmy na wyspę nocy. Kiedyś Albrecht ją tak nazwał żeby zwabić mnie i Szczerbatka. W papierach, które nam podrzucił pisał, że to wyspanocnych furi. Ale żadnej tam nie było. Bradzo szybko dolecieliśmy na miejsce.

Astrdd - No to jesteśmy i zaraz lecimy dalej. - zleciała na chwile na dół i zaraz wróciła.

Czkawka - Jak to a kamień?

Astrid - O ten kamień - pokazała mi go był piękny wielkości pięśći cały niebieski zresztą tak jak mówiła nazwa

Czkawka - Czyli to już mamy teraz lecimy po jad.

Skierowaliśmy się w kierunku wyspy smoków. W sumie długo nie musieliśmy szukać bo pierwszym smokiem jakiego spotkaliśmy był zmienoskrzydły.

Czkawka - Daj ja to zrobię - wziołem od niej pudełeczko i powoli zaczołem się zblirzać do smoka. - Cześć nie zrobi CI krzywdy chcę się zaprzyjaźnić - wyciąbnąłem rękę i schyliłem głowęi czekałem na najgorsze, ale ku mojemu ździwieniu smok przyłożył pysk - Możesz użyczyć nam trochę jadu? 

Po tem jak go zdobyłem wsiadłem z powrotem na Szczerbatka i wziliśmy sie w powietrze a Astrid za nami.

Czkawka - No to teraz drzewo. Kierujemy się na wyspę Łupieżców. Ale skoro zawarliśmy z nim sojusz nic nam nie będzie.

Astrid - Mam taką nadzieję.

Po tym jak zdobyliśmy ostatni składnik i wróciliśmy na Berk było południe. Szybko nam poszło czyli zdąże jescze poprowadzić zajęcie w akademi. Razem z Astrid poszyliśmy do Pyskacza dać mu potrzeba składniki.

Pyskacz - Dziękuje Czkawka tobie też Astrid, ale muszę was przeprosić bo mam dużo roboty.

Po wyjściu od Pyskacza udaliśmy się do akademi. Jak weszliśmy od razu miny im siępopsuły,

Sączysmark - A było tak blisko!

Czkawka-  Do czego?

Mieczyk - Oczywiście do tego, że nie będzie dzisiaj zajęc a my coś wysadzimy!

Szpadka - wieć może pujdziecie nie wiem może do Astrid i znowu będziecie robić bransoletkę. Mi jakaś nowy by się przydała.

Popatrzyłem sie na Astrid płakała ze śmiechu. MI też mało do tego brakowało.

Czkawka- Nigdzie nie idziemy. Zajęcia się odbędą.

Śledzik - To co będziemy robić?

Czkawka - Będziemy  odkrywać tajemnice naszych smoków.

Sączysmark - Nudy!

Każdy z nas powoli podchodził so swoich smoków. Wyglądali bardzo dziwnie. 

Śledzik - Czkawka! Czy one zawsze mają zwężone źrenice?

Czkawka - Nie raczej nie! Jedynie, że są nie oswojone.

Nadal podchodziłełem do mojego przyjaciela wrazie czego nie dadzą rady uciec bo wszystko jest pozamykane. Szczerbatek też ma takie źrenice.

10505098 627634937352009 6298025213204085114 o

Czkawka - Mordko ci się dzieję - jak wyciągnołem do niego rękę zaczął na mnie warczeć. Wichura strzeliła kolcami. Hakokieł podpalił Sączysmarka Jot i Wym wysadzili bliźniaków a Sztukamięs zaczeła strzelać w Śledzika. Jescze raz odwróciłem się w stronę Szczerbatka i w sumie dobrze zrobiłem bo zaraz miał wystrzelić plazmą, którą w ostatniej chwili ominołem.

Czkawka - Szczerbatek co się dzieje? Przyjacielu?

NIestety moje obawy znowu się potwierdziły nie wiem w jaki sposób, ale nasze smoki znowu stały się dzikie!...

Roździał 15 - Smoki atakują! Dedyk dla HeimerPLa123 

Czyli wyspa Berk nigdy nie będę tą spokojną. Nasze smoki a zarazem najlepsi przyjaciele latały po arenia niszczyły wszystko co popadnie oczywiście nie wspomnę o atakowaniu nas! Jak zniszczyły już wszystko wokół siebie i przestały nas atakować bo nie maiy jak się do nas dostać bo się chowaliśmy za kratami. Mój smok a zarazem alfa wszystkich smoków strzelił plazmą w bramę tak jak kilka latb wcześniej, żeby mnie ratować przed Hakokłem. Naszej ekipie nic się nie stało, ale nie mogę powiedzieć tego o moich ludziach, ponieważ nasze smoki w tym momeńcie wyleciały na Berk.

Śledzik - Czkawka co robimy?

Czkawka - Czy ja zawsze muszę wszytko wiedzieć?!

Mieczyk -  No chyba tak skoro nazywasz sie pogrąmcą smoków!

Czkawka - Wcale się tak nie nazywam!

Szpadka - Właśnie, że tak Czkawuniu...

Astrid - Koniec nasze smoki. Podkreślam nasze atakują naszą wyspę w tym momeńcie i to jest chyba ważniejsze od tego jak nazywa się Czkawka! - wybuchła - a teraz idziemy pomóc innym! Zrozumiano?

Każdy stał jak sparaliżowany i patrzył w jej kierunku. Astrid wzieła topory i każdemu z nas rozdała.

Astrid - Skoro walczymy przeciwko naszym smokom. Przyda się broń. Pamiętajcie nie można ich skrzywdzić.

Sączysmark - A jeśli one skrzywdzą nas to będzie fair?

Astrid - Przymknij się Sączysmark! - po raz pierwszy od dłużego czasu widzę moją nieustraszoną Astrid w ktorej się bardzo dawno zakochałem - A teraz idziemy pmagać innym!

Od razu pognaliśmy w stronę gdzie toczyła się wojna. Okazało się, że nie tylko nasze smoki zwariowaly. Poprostu wszystkim coś strzeliło. Na pierwszy rzut oka praktycznie nic jeszcze nie zniszczyły. To dobrze. Zauważyłem moją mamę walczącą ze Szczerbatkiem.

Czkawka - Postarajcie się opanować smoki a w szczególności swoje ja muszę pomóc mamie!

Nie czekając na odpowiedź moich przyjaciół. Pognałem jak najwięcej sił w nogach do swojej matki i przyjaciela, Stanołem między nimi.

Czkawka- Szczerbatek! Spokój! Ogarnij się! Co ci sie stało?! Mordko spokój. Przyjacielu daj sobie pomóc!

Zaczął powoli się cofać, ale wyraz jego źrenic wogóle się nie zmienia. Co się stało ze wszystkimi smokami? Odbiło im? Ale Szczerbatek jest alfą więc nim nikt nie może sterować. Jedynie, że chcą nas nastraszyć, ale to też nie jest w ich stylu. A może.... Nagle zamyśleń wyrwał mnie głos matki.

Valka - Szczerbatek nie!

Obejrzałem się  w jego stronę i zauwarzyłem, że plazma leci w moją stronę, Kawałek udało mi się ominąć, ale nie całą. Dostałem od swojego najlepszego przyjaciela. Padłem na ziemię. Po tym jak dostałem wszystkie smoki stały się znowu normalne. Nie rozumiem. Zauważyłem jak Astrid zeskakuje z Wichury i biegnię w moją stronę tak samo jak Szczerbatek. Mama byla cały czas kołomnie.

Czkawka - Przyjacielu czemu to zrobiłeś? Co sie z wami stało?

Szczerbatek - Wrauuu (tlum. Naprawdę przepraszam! Wiesz, że bym Cię nie skrzywdził. To wszystko przez ten gwizdek!)

Czkawka - Mordko o czym ty mówisz jaki gwizdek.

Zdążyłem jeszcze zobaczyć jak Astrid podbiega do mnie i płacze. Dalej nie wiem co się stało. Zemdlałem.

Perspektywa Astrid.

Podbiegłam do niego zemdlał, ale oddycha Gothi mówi, że bedzie żył, że to nic poważnego. Bardzo dobrze nie wiem czy bym to zniosła. Utrata ukochanego? Wole nawet o tym nie myśleć. Zlapałam go i przyciągnełam do siebie. Płakałam. Podszedł do mnie Pyskacz i wziął go odemnie i zaniósł do domu. Szlam za nim. Nie zostawię go teraz. On był przy mnie jak zemdlałam to ja chce kiedy się obudzi zobaczył akurat mnie. Wchodziłam po schodach, Usiadłam na krześle złapałam za rękę nie przytomnego Czkawkę. Ciałem byłam tam a myślami co by było gdyby...? Siedziałam u niego całe trzy dni. Nic nie jadłam nie piłam. Bałam się od niego odejść bo myślałam, że akurat w tedy się obudzi. Wreście nadszedł ten moment. Gdy otworzył powieki a ja ujrzałam jego piękne zielone oczy. Szczerbatek też to zauwarzył. Podszedł do swojego przyjaciela. Gdy Czkawka go zobaczył zaczął krzyczeć. Przybiegła Valka. 

Czkawka - Co ten smok tu robi?! Pozabija nas wszystkich!

Astrid - Czkawka uspokuj się to twoj przyjaciel Szczerbatek.

Czkawka - A tym kim jesteś?

Zszokował mnie tym pytaniem.

Astrid - Naprawdę mnie nie pamiętasz?

Czkawka - Nie a powinieniem?

Valka - Tak Czkawka. Powinieneś. To jest Astrid twoja narzeczona siedziała przy tobie dopóki sie nie obudziłeś. A ten oto smok to twój najlepszy przyjaciel Szczerbatek. Ostatnia nocna furia na ziemi. A ja jestem twoją matką. i  znajdujesz się na Berk na swojej wyspie. jesteś wodzem.

Perspektywa Czkawki.

Obudzilem się ujrzałem piekną blądynkę o wielkich niebieskich oczach. Nieźle jest moją narzeczoną. Ale ten smok? Moim przyjacielem to takie nie ludzkie. Jestem na Berk to pamiętam i, że jestem wodzem też pamiętam. Ale innych? Wogóle widzę tylką jak chce sobie przypomnieć szarą mgłe. Straciłem pamięć no to pięknie.

Roździał 16 - Głupie głupoty...Deedyk dla Silver M 

Straciłem pamięć. Nieźle się zapowiada kolejny dzień Valka, która twierdzi, że jest moją matką i Astrid moją piękna narzeczona poszły do jakieś tam Gothi. Leżałem sam. No w sumie nie zupełnie na skale leżał smok. Mówią mi, że mój, ale nadal nie mogę pojąć jak mogę się przyjaźnić ze smokiem. Nawet nie zauwarzyłem ja z powrotem wróciły.

Valka - Synu mamy dobre wieści. Wiemy jak odzyskać ci pamieć. Są dwa sposoby.

Astrid - Pierwszy jest taki, że opowiadać Ci o wszystkim i tak dalej a drugi jest trochę gorszy. Gothi powiedziała, żeby Szczerbatek strzelił w ciebie z tej samej odległości w to samo miejsce, ale ja wybrałam zdecydowania pierwszy pomysł. A teraz wstawaj lecimy do Smoczej Akademi.

Czkawka - Do smoczej czego?

Valka  - Smocza akademia jesteś jej szefem tam resujecie swoje smoki.

Astrid - A teraz wyłaź z tego łóżka i idziemy i to już!

Przestraszyłem się jej wyszłem z mojego wygodnego nie do końca łóżka i wyszłem za nią na dwór. Za nami szedł Szczerbatek bo chyba tak ma na imię. Jak przekroczyłem próg domu odskoczyłem do tyłu. Stał tam wielki smok.

Astrid - Czkawka nie wygłupiaj się to mój smok Wichura. Najlepsza przyjaciółka Szczerbatka. Pamietasz?

Czkawka - Nic a nic...

Astrid - Okey teraz wsiadaj na Szczerbatka i lecimy do smoczej akademi.

Czkakwa- Co mam wejść na tego smoka?

Astrid - Tak jakiś problem?

Czkawka - Oczywiście, że nie - nie mogę jej pokazać, ze się boje.

Podeszłem do niego i delikatnie na niego wsiadłem.

czkawka - Lecimy?

Astrid - Najpierw musisz zaczepic nogę o to widzisz - pokazala mi - bo inaczej nie polecisz ma sztuczny ogon. Jak go zastrzeliłeś kilka lat wcześniej. 

Zrobilem jak mi kazała. Wzbiliśmy się w powietrze. Nie mogę powiedzieć, że to nie było cudowne uczucie. Zanim się obejrzałem byliśmy na miejscu tak samo delikatnie jak wsiadłem tak zeszłem.

Astrid - Muszę Cię ostrzec tam są inne smoki., A teraz chodź.

Weszłem za nią i ujrzałem trzy kolejne smoki.

Sączysmark - O kto raczył się pojawić.

Astrid - To jest Sączysmark - pokazała mi placem chłopaka, który całował swoje bicepsy - tamci to nasze bliźniaki zawsze o coś się biją a ten trzeci to Śledzik zna całą księge smoków na pamięć.

Sączysmark - Co ty piękna tak o wszystkich opowiadasz.

Astrid - Nie nazywaj mnie tak - podeszła do niego i jednym ruchem poowaliła go na ziemię - Czkawka stracił pamięć. To kto chce popowiadać mu trochę - zgłosil się Sączysmark - Okey dawaj,.

Sączysmark - No to tak Czkawuniu, Co najważniejsze to mnie wielbisz i codziennie mi przynosisz dary za moją meśkość?

Czkawka - Naprawdę bo mi jakoś się nie wydaje...

Mieczyk - Okey teraz my. No to tak uwielbiasz szyć, sprzątać w swoim i naszym domu.

Czkawka - Naprawde? 

Szpadka - Tak. (szeptem) Brat wspaniały pomysł.

Śledzik - teraz ja

Dowiedziałem się wile wspaniałych rzeczy o smokach i nietylko. Astrid opowiedziala mi o naszych relcjah i przygodach. Tak minął mi ten dzień. Odprowadziła mnie do domu.

Astrid - Mam nadzieję, że wszystko sobie przypomnisz Czkawka - po czym złożyła na moich ustach delikatny pocałunek i odleciała.

Nie pamiętam jej, ale wiem, że ją kocham...

Roździał 17 - Popis wiedzy

Obudziłem się z samego rana. Zeszłem na dół dałem Szczerbatkowi kosz ryb a sam wykorzystałem okazję, że mamy nie było w domu. Wyszła gdzieś z samego rana. Wziołem ścierkę i powycierałem wszystkie kurze. Pomyłem naczynia i podłogi. Po jakimś czasie wróciła Valka.

Valka- Cześć synu - rozejrzała się po domu - czy ty właśnie posprzątałeś mieszkanie?

Czkawka - Tak a jest w tym coś złego? Z tego co wiem to lubię sprzątać.

Valka - No nie. Cieszę się. Dziękuje synu.

Czkawka - Nie ma za co. A teraz muszę iść. Pa

Valka - Pa

Zauwołałem Szczerbatka i wyszłem przed dom. Dzień zapowiada się pięknie. Muszę polecieć na polanę nazbierać jabłek dla Sączysmarka. Wsiadłem na mordkę i wykorzystałem wszystko co nauczyłem się wczoraj w akademi. Nastawiłem ogon i polecieliśmy. Na miejscu byliśmy po niecałych pięciu minutach.Chyba się do tego przyzwyczaje. Wziołem koszyk i podeszłem do drzewa. Zrywałem jak największe i najładniejsze jabłka. Kiedy koszyk był już pełny. Wsiadłem na Szczerbatka i polecieliśmy na Berk. Wstąpiłem na chwilę do domu zostawić koszyk za nim do niego pójdę muszę posprzątać jeszcze dom bliźniaków. Jak stałem już przed drzwiami zpukałem.

Mieczyk - Czkawka! Przyszłeś nam posprzątać dom? Tak?

Czkawka - No tak.

Szpadka - To my brat wyjdziemy, żeby mu nie przeszkadać.

Po czym wyszli cali zaśmiani. Ciekawe co ich tak rozbawiło. No trudno trzeba zabrać się do roboty. Wykonałem wszystkie czynności te same co u siebie. Chyba ich dom nigdy nie był taki czysty. Zajeło mi to dość sporo czasu. Po skończonej robocie zaszłem jeszcze po koszyk i udałem się do akademi. Każdy już był zdążyłem na koniec zajęć. Podeszłem do Astrid i pocałowałem ją w usta i potem udałem się do Sączysmarka i podałem mu koszyk.

Czkawka - To dla Ciebie mistrzu.

Sączysmark - Dziękuje.

Persektywa Astrid.

Co mistrzu. Koszyk dla Sączysmarka?

Mieczyk - Siostra Sączysmark miał lepszy pomysł niż my.

Szpadka - No pierwszy raz się z tobą zgodze. My kazaliśmy tylko mu posprzątać.

Czkawka wyszedł twierdząc, że musi jeszcze coś zrobić. Podeszłam do  Sączysmarka złapałam go za fraki.

Astrid - Gadaj i to już coś ty nagadał Czkawce!

Sączysmark - Ja tylko mu powiedziałem, że uwarza mnie za swojego mistrza i codziennie przynosi mi jakieś dary.

Powaliłam go na ziemię i jeszcze dowaliłam toporem.

Sączysmark - Czemu tylko mnie bijesz? Bliźniakom posprzątał cały dom!

Mieczyk- To nie prawda Astrid! On kłamię.

Ich też w jedej chwili powaliłam na ziemię. Zaczełam podchodzić do Śledzika.

Śledzik - Ja mu tylko prawdę powiedziałem! Przysięgam! Tylko nie bij.

Nic nie odpowiedziałam. Wsiadłam na Wichurę i udałam się do matki Czkawki. Podeszłam do drzwi i deikatnie zapukałam.

Valka - O Astrid jak miło Cięwidzieć.  Czkawki nie ma niedawno wyszedł.

Astrid - Ja to w sumię do pani.

Valka - To wejdź zapraszam!

Otworzyła szerzej drzwi, żebym mogła wejść. Usiadłam przy stole. Ale tu czysto.

Valka - Co CIę sprowadza do mnie drogie dziecko? Źle wam się układa z Czkawką?

Astrid - Nie właśnie bardzo dobrze. Chodzi o to, że bliźniaki i Sączysmark nawmawiali Czkawce, że lubi sprzątać i tak dalej. A on to wykonuje.

Valka - Dlatego posrzątał dziś mieszkanie. Dużo to wyjaśnia.

Czyli to on posprzątał. Nieźle.

Astrid - I czy by mogła pani ich jakoś ukarać. 

Valka - Jasne. Mogę nawet teraz.

Wyszłyśmy i skierowaliśmy się do Smoczej Akademi. Nie odeszłyśmy daleko a usłyszałyśmy świst. Smoki znowu zaczeły szaleć. Odwróciłam się do tyłu Akurat Czkawka wrócił z Szczerbatkiem do domu.Zaczełam biec w jego stronę.

Perspektywa Czkawki

Czkawka - Widzisz mordko fajnie dzisiaj było.

Poszłem na górę, A szczerbatek za mną. Usiadłem na łóżku a on dalej stał w wejściu. Znowu zwęrzyły mu się źrenice. Nawet się nie obejrzałem jak dostałem plazmą. Chyba w to samo miejsce co w tedy, ale nie pamiętam. Usłyszałem jeszcze gwizd i znowu Szczerbatek stał się normalny a ja zemdlałem.

Pepspektywa Astrid.

O znowu ten gwizd. Smoki się uspokoiły. Dotarłam do jego domu. Bez wachania otworzyłam szybkim ruchem ręki drzwi i wbiegłam na górę. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Czkawka leżał na ziemi nie przytomny, ale oddychał. A koło niego był Szczerbatek. Widać było miejsce po wystrzale. Za chwile dobiegła do mnie Valka.

Astrid- Trzeba szybko lecieć po Gothi.

Valka wybiegła z domu. Wziełam go w swoje objęcia. Za chwilę przyleciała z powrotem Valka. Gotgi powiedziała, że będzie żył i musi odpoczywać położyłem go do łóżka. Wystarczy tylko poczekać, aż się obudzi. Doczekałam sie po tygodniu. Po raz kolejny mogłam zobaczyć jego piękne zielone oczy.

Czkawka - Astrid, Mama, Szczerbatek! Co się stało?

Astrid- Dostałeś po raz kolejny od Szczerbatka. Nie wiem dla czego.

Czkawka - Wcześniej zanim ostatnim razem zemdlałem mówił coś o jakimś gwizdku. Trzeba znaleśc go i zniszczyć.

Astrid - O Wspaniale odzyskałeś pamięc - pocałowałam go w usta

Czkawka- A straciłem? I co tak tu czysgo?

Astrid - Posprzątałeś

Czkawka - Ja? Dobrze wiecie, że tego nie nawidzę.

Astrid - Bliźniaki i Saczysmark CI to nagadali.

Wstał z łóżka i zaczął schodzić na dół

Astrid - A ty gdzie?

Czkawka - Muszę się z nimi policzyć.


Kocham tego Szaleńca.


Roździał 18 - Pożałujecie tego...

Jak wyszłem z domu a za mną Astrid byłem na prawdę wściekły! Jak można było mnie okłamać. I do czegoś zmuszać. Niech nie zapominają, że tak czy siak jestem ich wodzem. Czas wymyślić karę. Mam to będzie świetne. Teraz tylko wystarczy wtoczyć plan zemsty w życie. Zawołałem Szczerbatka i Wichurę.

Czkawka - Masz ochotę uczesniczyć w małej zemstwie? Kochanie?

Astrid - Czkawka! Co to za pytanie! Oczywiście, że chce.

Czkawka - No to w drogę.

Wsiadliśmy na nasze smoki. Zaczołem szeptać do swojego.

Czkawka - Szczerbatek jak się cieszę, że znowu jestem sobą. Nawet nie wiesz jak mi tego brakowało a szczegółnie ciebie i Astrid.

Szczerbatek - Wraauu (tlum. Ja też się cieszę przyjacielu)

Najpierw polecieliśmy do bliźniaków. Plan czas zacząć. Zeszłem ze Szczerbatka i zapukałem do drzwi. Otworzył mi Mieczyk.

Mieczyk - O hej Czkawka przyszedłes mi posprzątać.

Szpadka - Nam bracie nam - nie widziałem jej, ale zwykle musiała wtrącić swoje trzy grosze.

Czkawka - Tak, tak. Macie się pojawić za chwilę w twierdzy bo mam do ogłoszenia coś ważnego.

Mieczyk - Co. Jakie głagłaszenie? 

Astrid - ogłoszenie palańcie.

Czkawka - Przekarz to siostrze i zaraz się widzimy.

Mieczyk - Okey - zamknął drzwi i było jeszcze słychać, że mają zaraz się pojawić w twierdzy bo będzie jakieś ogłabłaszenie. Oni nigdy się nie zmienią.

Wsiadłem z powrotem na swojego smoka. I polecieliśmy w stronę domu Sączysmarka. nawet nie musiałem pukać jak otworzyły się drzwi a za nimi ukazał się on w własnej osobie.

Sączysmark - Siema Czkawuniu chcesz mnie podziwiać i znowu przyniosłeś mi jakieś dary?

Czkawka - Taa. Jasne. Zawsze do usług. Dobra mniejsza o to masz za pieć minut pojawić się w twierdzy będzie ważne ogłoszenie.

Sączysmark - Jasne do zobaczenia.  - i zamknął drzwi.

Astrid - Jaki masz plan Czkawka?

Czkawka - Zobaczysz Astrid zobaczysz.

Oglosiliśmy reście wioski, że za chwilę odbędzie się zebranie w twierdzy. Zalecieliśmy na chwilę do domu Astrid, żeby mogła poprawić włosy. I udaliśmy się na spotkanie. Wszyscy już byli. A najważniejsze, że był sączysmark, Mieczyk i Szpadka.

Pyskacz - Czkawka czy coś sie stalo? Bo tak nagle zwłoujesz zebranie.

Czkawka - Pyskacz nic się nie stało. - podeszłem do swojego miejsca a Astrid zajela swoje. Nasze smoki kolo nas. - Witam was wszystkich na zebraniu. Bliźniaki i Sączysmark wystąpcie.

Wyszli z grupy ludzi i z dumną staneli na środku. Patrząc się na mnie to na Astrid.

Czkawka - Zebrałem was tu wszystkich po to, żeby was powiadomić o tym, że Sączysmark razem z bliźniakami przez całe dwa miesiące bedą sprzątać każdemu kto ze chce.

Sączysmark - Co?! Czkawka nie rób tego.

Mieczyk - Co my zrobiliśmy bo ja nie pamiętam.

Szpadka - Ja pamiętam.

Mieczyk - Nie bo to ja pamiętam

Szpadka - Nie

Mieczyk - Tak

Szpadka - Nie

Mieczyk - Tak

Szpadka - Nie

Czkawka - Koniec! Dokładam do tego naprawienie wszystkich dachów i pomalowanie mieszkań. Koniec zebrania każdy chętny niech napisze swoje propozycje na tej kartce. Pracę zeczynacie od zaraz - spojrzałem w stronę przyjaciół - I nie ma żadnego, ale. 

Po tych słowach wstalem i wszyłem z twierdzy za mną w ślad poszła Astrid i nasze smoki.

Astrid - Ale dałeś im popalić.

Czkawka - Ciebie też czeka nagrodę kochanie.

Astrid - Och nie już się boję.

Czkawka  - Nie ma czego. - podeszłem do niej i złożyłem na jej ustach pocałunek. Chciałem przez niego wyrazić jak bardzo mi na niej zależy. Wziołem ją za rękę i zaprowadzilem na wichurę. Wsiadlem na Szczerbatka i wzilśmy się w powietrze a Astrid za nami. Na miejscu bylismy po chwili. Zabrałem ją w miejsce gdzie kilka lat wcześniej znalzłem Szczerbatka.

Astrid - Po co mnie tu zabrałeś - zapytała schodząc z Wichurki i podchodząc do mnie i lapiąc mnie za ręke.

Czkawka - Chcialem pobyć sam na sam z moją narzeczoną nie mogę?

Astrid - Jasne, że możesz a ja mogę z moim narzeczonym?

Czkawka - Jasne, że tak - przytuliłem ją mocno do siebie i zaczołem całować odawała pocalunki.

Po pięknych chwilach i długich godzinach, ktore z nią spędzilem do nieczego nie doszło, ale nie tego od niej wymagam. Wróciliśmy do domu. Nawet sobie nie można wyobrazić jak bliźniaki i Sączysark meczyli się  dachami., Było to śmieszne. Dopóki znowu nie usłyszeliśmy gwizdu i smoki znowu staly się dzikie...

Rozdział 19 -  Dziwna sprawa...

Znowu ten gwizd. Z kąd on się bierze. Szczerbatek mi kiedyś mówił, że to jaki gwizdek. Czyli wychodzi na to, że trzeba go znaleść i zniszczyć a z jego właścicielem się policzyć. Przed atakiem naszych smoków rozkazałem mojemu ludowi schować sie w akademi. Tak też zrobili. Siedzieliśmy tam bite dwie godziny. Aż znowu można było usłyszeć cichy świst a one znowu stały się sobą. Wyszliśmy z ukrycia. Nikt nie ucierpiał. Zniszczen nie było dużo. Tylko pare tam dachów.

Czkawka - Sączysmark bliźniaki zajmiecie się tego naprawą - spojrzałem na przyjaciół 

Mieczyk - Ale co?!~Czemu my nic nie zrobiliśmy.!

Szpadka - Palańcie kara pamiętasz?

Mieczyk - Nie

Szpadka -  To masz problem głąbie.

Po czym znowu zaczeli się bić.

Czkawka - Ja polęce z Szczerbatkiem popatrolować i dowiedzieć się co to za gwizdek i tak dalej.

Astrid - To ja polecę z tobą!

Czkawka - Nie - spojrzałem na nią - nie tym razem...

Astrid - Dlaczego?

Czkawka - Chce pobyć trochę sam na osobności i pomyśleć...

Astid - Aha - posmutniała - rozumiem

Podeszłem do niej ucałowałem w policzek po czym wsiadłem na mordkę i wzbiłem się w niebo. Trzeba dowiedzieć się o co chodzi z tym walonym dźwiękiem. Poleciałem przed siebie.

Perspektywa Astrid.

Odleciał bezemnie. Niby jest moim narzeczonym i go kocham i ufam, ale zdaje mi się, że coś jest nie tak. Nie mam pojęcia czemu. Może przez to co ostatnio się miedzy nami wydarzyło? Nie mam pojęcia. Nawet nie zauwarzyłam jak podbiegł do mnie Śledzik i zaczął coś mówić.

Śledzik - To odpowiesz mi na to pytanie?

Astrid - Czekaj wróć jakie pytanie?

Śledzik - Nie słuchałaś mnie?

Astrid - A mam być miła czy szczera?

Śledzik - Hymm... - spojrzał na mnie - to ani to jest nie możliwe.

Astrid - Nie! Niesłuchałam CIę! Nie miałam czasu.  Mam teraz ważniejsze sprawy.

Śledzik - Astrid, ale z ciebie jędza.

Astrid - Jaka jędza? Żadna jędza jeśli Ci życie miłe!

Śledzik - Czyli nie chcesz zobaczyć co mnie tak zszokowało? Bo zaraz to moze się skończyć jeśli się nie pośpieszymy.

Astrid - Okey. Dawaj. Idziemy.

Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę akademi. Tam w cieniu zauważyłam co mnie zaskoczyło i to nawet bardzo. Zauważyłam chłopaka podobnego do Czkawki tylko trochę niższy pewnie dlatego, zę się garbi. Tak to napewno on. A co on robi? Całuje się z inną! Jak on mógł. Ja go kocham. To dlatego chciał lecieć sam. No to nieźle pożałuje tego.

Astrid - Śledzik co to za dziewczyna?

Śledzik - To jest.... 

Nie zdążył dokończyćbo z cienia wyszła dziewczyna kilka centrymatrów wyższa odemnie, chuda brunetka o zielonych oczach. Po prostu ideał nie dziwne, że woli ją odemnie. Spojrzalam w kałuże w której zauwarzyłam piękną blądynkę o wielkich niebieskich oczach. Ty też jesteś niezła powtarzałam sobie w duchu, ale nie wystarczającą. Ona jesst lepsza.

Afrodyta - Jestem Afrodyta. A wy?

Sledzik - Ja jestem Śledzik a to Astrid.

Podała mi rękę z obrzydzeniem ją uścisnełam jak on mógł. Mi to zrobić. Ja go kochałam. On mnie zranił. Pożałuje tegooj pożałuje dowie się co to jest zranić Astrid. Czkawka szykuj się!


Rozdział 20 - Jak mogłeś?!

Perspektywa Astrid 

Jak on mógł?! Jak mógł mnie tak okropnie zranić z tą ździrą! Ja mu ufałam i kochałam. Okropnie pomyliłam się co do niego. Wmawiał mi uparcie, że potrzebuje czasu dla siebie, żę musi pomyśleć dlatego sam leci. Kłamać to on umie doskonale. Ile ten związek już trwa? Ile razy całował mnie po tym jak wcześniej całował się z nią?! Myślał, że się nie dowiem? Myślał, że będę naiwna i bęzie mógł mnie wykorzystywać?

Afrodyta - Astrid tak? -  kiwnełam głową - masz pięknę oczy wiesz?

Astrid - Naprawdę dziękuje....

Jak ona śmie najpierw całować się z moim chłopakiem a potem wściskać mi swoje kity. Znalazła sie królowa Afrodyta. Nie dosyć, że jest piękna to jeszcze to imię!

Astrid - Zdradzisz nam łaskawie z kim się całowałaś?

Śledzik - Astrid przestań!

Astrid - Siedź cicho śledzik! - uderzyłam go w ramię - więc?

Afrodyta - Bardzo chętnie, ale nie mogę. Zabronił mi, ale był przystojny ładniejszego chłopaka nie widziałam.

Astrid - Okey. Dzięki - Jasne, że jest piękny bo był mój. Wszystko się we mnie gotuje. Łzy zaczeły mi napływać do oczu.

Śledzik - Astrid ty płaczesz?

Astrid - Jak nigdy nie płacze! Niezapominaj, że jestem nieustraszona Astrid! - powaliłam go na ziemię.

Po czym rzuciłam krótkię cześć w stronę tej jędzy. Wsiadłam na wichurę i jak najszybciej mogła polecieliśmy do domu. Podczas lotu już na dobre się rozpłakałam. Jak byłyśmy już na miejscu zeskoczyłam z mojego smoka i wpadłam jak burza do swojego pokoju. Skulilam się w końcie i zaczełam płakać.

Perspektywa Czkawki.

Latałem ze Szczerbatkiem bardzo długo po wyspię. Wrócilem pod wieczór. Nie znalazłem tego przeklęntego gwizda i jego właściciela. Trudno jutro polecę jeszcze raz. Jak ujrzałem znowu swoją wioskę była już naprawiona. Wyglądała jak nowa. Czyli wykonali swoje zadanie. To dobrze. Pójdę zobaczyć co u Astrid. Stęskniłem się za nią.Po drodze spotkałem Śledzika.

Czkawka - Widziałeś Astrid?

Śledzik - Tak - przyglądał mi sie badawczo.

Czkawka - To może powiesz mi gdzie ona jest?

Śledzik - Żebyś ją znwou zranił całująć się z inną?

Czkawka - CZekaj co?

Śledzik - Znaleźliśmy Cię z Astrid jak całujesz się z inną. I ona teraz siedzi w domu i płacze. Moim zdaniem nie powinieneś pokazywać sie jej na oczy.

Czkawka - Ja sie z nikim nie całowałem?! A teraz odejdź idę do mojej narzeczonej.

Poszłam jak najszybciej w stronę domu Astrid.

Śledzik - Narzeczonej? Już nie długo Czkawka....

Doszłem na miejsce. Zapukałem do drzwi. Nik nie otworzył. Postanowiłem wejść bez pukania. Udałem się od razu na górę. Widok, który zastałem mnie zszokował. Siedziała cała zapłakana w kącie. Podeszłem po woli bo jeszcze nie zauwarzyła mojej obecności.

Czkawka - Astrid kochanie co się stało?

Obróciła się błyskawicznie. I tak samo szybko wstała i uderzyła mnie w policzek.

Astrid - Jak mogłeś mi to zrobić jak mogłeś?!

Czkawka- O co ci chodzi?

Astrid - Ty dobrze wiesz o co Czkawuniu. Jak mogleś całować sie  z inną?

Czkawka - Jak z inną? Ja kocham tylko ciebie.

Astrid - Taaa.,.. Skończ. Ten klej na mnie nie działa.

Czkawka - Ale naprawdę nie mam pojęcia o czym mówisz - próbowałem jej dotknąć, ale mnie odpychała.

Astrid - Nie wiesz? Już ci mówię z Afrodytą. Piękną doskonała brunetką o zielonych oczach?!

Czkawa - Z kim ?

Astrid - Afrodyta?

Czkawka - Nic mi to nie mówi...

Astrid - Och szkoda, a teraz wynocha nie chcę Cię znać. - zdjeła z palaca pierścionek i mnie nim rzuciła.

Wyszłem cały załamany. Postanowiłem, że się przejdę do domu i wszystko przemyśle. Ale to nie byłem ja mnie nawet nie było. Szłem z głową spuszczoną w dól nawet nie zauwarzyłem jak na kogoś wpadłem. Uniosłem głowę i zobaczyłem opisaną przez Astrid dziewczynę.

Afrodyta - Możesz patrzeć jak chodzisz łaskawie? To takie trudne?

Czkawka - Przepraszam. Nie zauwarzyłem Cię. Jesteś nowa?

Afrodyta - Tak i szukam wodza tej wyspy. Może wiesz jak go znaleść?

Czkakwa - Tak wiem. Bo ja nim jestem. Jak się nazywasz/

Afrodyta - Jestem Afrodyta Redbird i chciałam zamieszkać na tej wyspie bo na mojej nie ma przyszłości.

Czkawka - Okey możesz zamieszkać na Berk. Jest akurat jeden wolny  dom. Ten naprzeciwko mnie.

Odwróciła się w stronę domu.

Afrodyta- MOże być mieszkałam w lepszych.

Dopiero teraz mnie olśniło.

Czkawka - Ty jesteś Afrodyta tak?

Afrodyta - No tak chyba Ci dopiero powiedziałam jezu głuchy jestes czy co?

I ja miałem się niby z nią całować? To to nie. Nigdy!

Czkawka - Pozałaś dzisiaj moją narczeczoną teraz była nazywa się Astrid.

Afrodyta - Tak kojarze. Przyłapała mnie jak się całowałam.

Czkawka - A możesz powiedzieć z kim? To ważne bo ona twierdzi, że zemną.

Afrodyta - Nie z tobą - dopiero teraz raczyła na mnie spojrzeć - ale ty też jesteś ładniutki.

Czkawka - To powiesz?

Afrodyta - No dobra był to Sączysmark.

Czkawka - Jasne dzięki.

Pobiegłem przed siebie. Dopiero teraz zaczołem się śmiać Sączysmark serio? Jak to było w cieniu to mogła mnie z nim pomylić bo jest moim kuzynem. Czas wszystko wyjaśnić i odzyskac osobę, którą kocham.


Rozdział 21 - Wybaczy czy nie? O to jest pytanie...

Pobiegłem prosto do domu Astrid. Czas wszystko wytłumaczyć nie mogę przez takie coś stracić osobę, którą kocham. A szczegółnie dlatego, żemi na niej zależy już od bardzo dawna. Jak stanołem przed jej drzwiami podniosłem rękę żeby zapukać, ale nie było mi to pisane. Za drzwi usłyszałem głos.

Astrid - Jeśli to ty Czkawka to idź sobie nie chce Cię znać.

Czkakwa - Nigdzie się nie wybieram. Daj mi to wytłumaczyć.

Astrid - Zwaliłeś wszystko. Nie chce mi się ciebie słuchać...

Czkakwa - ALe naprawdę to nie byłem ja. 

Astrid - Nie tłumacz się.. Winny nigdy się nie tłumaczy.

Czkakwa- Doprawdy? Ale to wytłumaczenie na prawdę Cię zaskoczy.

Astrid - Nie chce tego słuchać! Wichura orzegon go!

Czkawka - Nie będzie to konieczne bo my już z Szczerbatkiem idziemy.

Odeszłem od drzwi i wskoczyłem na mordkę. I wzbiłem się w powietrze i zdążyłem jeszcze usłyszeć słowa Astrid, którę mnie zraniły nawet bardzo a brzmiały onę Nigdy nie wracaj! Nie nawidzę Cię' Astrid zawsze taka sama nigdy nie da sobie niczego wytłumaczyć . Naszczeście mam jeszcze plan awaryjny plan, który nazywam plan B. Trzeba tylko znaleść Afrodytę i Sączysmarka. Długo nie szukałem bo z daleka można zauwarzyć jak się migdalą koło jej domu. Nie chcą ich wystraszyć z Szczerbatkiem podlecieliśmy nad nich i zeskoczyłem. Odskoczyli od siebie jaj poparzeni.

Saczysark - Czkawka! Co ty tu robisz?!

Afrodyta stała oparta o ściannę domu z ręką na biodrach i patrząć na niego uwodzicielskim wzrokiem. Była ubranę w niebieską bluzkę do połowy brzucha. Na to miała zarzucone futerko. MIała spodenki koloru czarnego i coś w rodzaju leginsów tylko cienszych w kolorze skóry trochę porwane. A buty miała na koturnie sięgające po kolana. Wyglądałam uwodzicielsko.

Afrodyta - Co ty chesz? Że nam przerywasz?!- Spytała z jadem w głosie. Typowa królowa...

Czkawka - Musicie mi pomóc. To znaczy coś wyjaśnić a mianowice Astrid.

Sączysmark - A dokładniej potrafisz?

Afrodyta - Przyłapała nas jak się całowaliśmy koło akademi czy jak to wy tam nazywacie i wpadła w furię bo myślała, że to Czkakwa domyśl sie palańcie.

Czkawka - Dzięki, żę mnie wyręczyłaś.

Afrrodyta - Jezu nie ma za co - przewróciła oczami.

Sączysmark - Kręci mnie to jak jesteś taka wredna. - spojrzał na niąa ona się uśmiechneła. Jacy oni są ochydni.

Czkawka - To co pomorzecie mi?

Afrodyta - No tak chyba CI już wcześniej powiedziałam nikt tu nie umię słuchać.

Po tych słowach zarzuciła swoimi brązowymi włosami i kręcą tyłkiem udała się w stronę domu Astrid.

Sączysmark - Jak ja ją kocham.

Po czym z rozmarzeniem w oczach ruszył za nią. No to nieźle. Pasują do siebię. CZemu mnie to nie dziwi? Podązałem za nimi razem ze Szczerbatkiem. Doszliśmy na miejsce teraz czas na najtrudniejsze.

Afrodyta- Więc robimy tak ciołki ja idę z nią porozmawiać a wy tu czekacie.

Czkawka - Ale chyba bym wolał iść z tobą.

Sączysmark - Ja też.

Afrodyta - Nie Kotek ty tu zostajesz z Czkawką - powiedziała z nutą seksapilu w głosię - potem CI to wynagrodzę.

Bez pukania weszła do jej domu.

Perspektywa Afrodyty.

Weszłam do domu. Był nawet ładny. Podobny z budowy do mojego. Nigdzie jej na dole nie było. Skierowałam się na górę. W domu było tylko słychać echo stuknieć moich butów. Weszłam po schodach pewna siebie. Zawszetaka jestem. Na przeciwko mnie były drzwi bez pukania ani nic je otworzyłam.

Astrid - Czkawka jeśli to ty to wynocha!

Afrodyta- Jezu chyba trochę się pomyliłaś czy ja Ci wyglądam na niedorajdę i faceta? Odpowiedź brzmi nie....

Wstała gwłatownie i obróciła si w moją stronę. Obejrzała mnie od stóp do głów. Uwielbiam to jak ludzie patrzą na mnie z zazdrośćią.

Astrid - Fajnie wyglądasz.

Afrodyta - Ja zawsze tak wyglądam, ale przejdźmy do rzeczy.

Stanełam opierająć rękę na biodrze i patrząc w jej kierunku.

Afrodyta - Chodzi o to, że nie mogę patrzeć jak niszczysz sobie tą piękne buźkę płaczem. Zmarszczki CI się kobieto porąbią co ty wyprawiasz?

Spojrzała na mnie dziwnie

Astrid - Bo może mam do tego powody? Nie przyszło Ci to do głowy?

Afrodyta - No cóż nie zaspecialnie. A wyglądasz nie za dobrze wiesz o tym? 

Astrid - A wogóle cie to interesuje co sie ze mną dzieję?

Afrodyta - No wreśćie się domyśliłaś kochaniutka - przewróciłam oczami

Astrid - No coż całowałaś się z moim chlopakiem. Pamiętasz?

Afrodyta - Ja z Czkawką? Haha zabawna jesteś...\

Astrid- Chyba dobrze widziałam...

Afrodyta - Palantko to nie był Czkawka tylko Sączysmark jezu....

Astrid - Na prawdę? - spytała z n utą nadzieji w głosie

Afrodyta - No tak chyba CI mówię, I ktoś tu chybą czeka na małe przeprosiny nie mogę tak na niegopatrzeć bo psuje sobie tą swoją piękna buźkę.

Astrid - Czkawka? Aż tak cierpi>?

Afrodyta - A jak? Ma byc szczęśliwy, że stracił osobę którą kocha?

Astrid - Zachowałam się jak idiotka.

Afrpodyta - Brawo! A teraz ubierz się jakoś i idź z nim porozmawiać.

Już zaczełam wychodzić, ale złapała mnie za rękę.

Astrid - Dziękuje Afrodyto.

Afrodyta - Okey nie ma sprawy. Wiesz co chyba się polubimy a teraz idę bo ktoś na mnie czeka.

Perspeektywa Astrid.

Wyszła z mojego pokoju najpierw zarzucając wlosami a potem kręcąc tyłkiem oprócz tego jest naprawde fajna. Jak mi ulżyło, że to nie był on. Pora go przeprossić od razu wsiadłam na wichurę i poleciałam do niego. Niepewnie zapukałam do drzwi otworzył mi Czkawka.

Astrid - Musimy porozmawiać.

Czkawka - Jasne wejdź.

Weszła do jego domu od razu przeszład do sedna.

Astrid - Przepraszam Czkawka.

Czkawka - Za co? - widocznie chciał usłyszeć westchnełam odwróciłam się w jego stronę.

Astrid - Za to, ze nie chciałam cię słuchać i, że ci nie wierzyłam zachowałam się jak idiotka wybaczysz mi?

Westchnąl i podeszdł do mnie i mnie pocałował. POcałował mnie!

Astrid - Czy to znaczy tak?

Czkakwa - Oczywiście Astrid...

Przytuliłam sie do niego.

Astrid - Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy. 

Oderwałam się od niego. Popatrzyłam w jego oczy którzych mi tak brakowało.

Astrid - Mogę odzyskać mój pierścionek?

Czkakwa - Jasne - wyjął go i załorzył mi na palca. I tym razem ja go pocałowałam.

Astrid - Kocham cię wiesz?

Czkawka - Wiem...


Rozdział 22 - Czekaj co ? 

Po tym jak Astrid do mnie przyszła i mnie przeprosiła bardzo mi ulżyło. Myślałem, że ją już straciłem na dobre. Afrodyto dziękuje spisałaś się na medal. Cały wieczór spędziliśmy na rozmawianiu i opowiadaniu sobie na wzajem różnuch histrori. Uśmialiśmy się po pachy. Jak wyszła bo zrobiło się już późno poszłem od razu na górę i usnołem. Miałem dzisiaj na prawdę męczący dzień. Obudziłem się z rana. Wstałem umyłem się i dałem Szczerbatkowi jedzenia. Po czym sam zjadłem śniadanie. Udałem się do Akademi bo czekają mnie dzisiaj kolejne zajęcia od bardzo długiego czasu. Nie zlicze ile ich już było, ale wiem na pewno, ze nie było takich na których bliźniaki by się nie pobili. Weszłem na arenę. Byli już wszyscy.

Czkawka - Cześć wam. Macie pomysły na dzisiejsze zajęcia?

Mieczyk - Ja mam! Ja mam!

Czkawka - Tak?

Mieczyk - Kto lepiej pobije moją siostre!

Szpadka - Okey! Ale mojego brata.

Mieczyk - Nie!

Szpadka - Tak

Mieczyk - nie

Szpadka - tak

mieczyk - nie

Czkawka - Koniec!.

Szpadka popatrzyła się tylko na brata i za chwilę na niego skoczyła żeby go powalić prawym sierpowym.

Czkawka - To może inne propozycje?

Astrid - A może podkrywamy jakieś ciekawostki o naszych smokach?

Śledzik - Astrid świetny pomysł. Proszę Czkawka! - spojrzał na mnie błagalnie.

Dopiero zauważyłem, że w kącie stoi Sączysmark razem z Afrodytą.

Czkawka - Co o tym sądzisz Sączysmark?

Sączysmark - Sądze, że jest piękna.

Czkawka - Nie o to pytałem... - spojrzałem na nich z zarzenowaniem.

Sączysamrk - O co chodzi?

Afrodyta - Kotek masz dzisiaj na tych zajęciach podkrywać nowe zdolności swojego smoka. Proste nie sądzisz?

Czkawka - Prostę. A teraz chodź tu bo Hakokieł czeka.

Afrodyta - Idź już jezu ja będę się przyglądała.

Sączysmark - Okey moja piękna - Po czym ją pocałował

Czkawka - Okey jak już skończyliście...

Nie zdążyłem dokończyć bo do akademi wszedł jakiś facet. Był cały ubrany na czarno z peleryną i z jakąś maską.

Czarny koleś - Hej to co idziemy zwalczać zło?

Każdy się na niego patrzył jak na ducha. I nie dowierzającym wzrokiem.

Astrid - Zwalczać zło?

Czarny koleś - No tak a co innego mam robić?

Czkawka - Kim jesteś?

Czarny koleś - Jestem Batman. A wy?

Czkawka - Jestem Czkawka to mój smok Szczerbatek, a to jest Astrid i wichura, Sączysamrk i Hakokieł, Śledzik i Sztukamieś Bliżniaki Mieczyk i Szpadka i ich smok Jot i Wym i na koniec Afrodyta.

Batman - Uszanowanie dla pięknych panien.

Dopiero teraz można było zauwarzyć jak się rozgląda po arenię. I nagle jego twarz zmieniła wyraz.

Batman- Gdzie ja jestem?

Podszedłaem do niego.

Czkawka - Witaj przyjacielu na Berk.

Rozjeżał sie jeszcze raz.

Batman - Wiecie co pomyliłem opowiadania. narka.

Po czym zniknął tak szybko jak się pojawił.

Astrid - To było dziwne.

Afrodyta-  Zgadzam sie z tobą na prawdę dziwne. jezu...

Czkawka - I to nawet bardzo. Dobra to na czym skończyliśmy?


Rozdział 23 - Czego chcecie? Cz1

Reszta zajęć mineła w spokoju. Nik już nie wspomniał na temat tego batmana.

Czkawka - Na koniec dzisiejszego dnia w akademi popatrujemy naszą wyspę Berk. No to tak Bliźniaki w jedej grupie z Śledzikiem, Sączysmark z Afrodytą a ja z Astrid.

Sączysmark - Dziękuje Czkawka.

Każdy się dziwnie na niego spojrzał.

Sączysmark - No co?! Zrobicie wielką aferę o to, że pierwszy raz dziękuje Czkawkce?

Astrid - To takie nietypowe jak na Ciebie.

Afrodyta - Jezu skończcie już - złapała go pod rękę i z gracją wsiadła na Hakokła - Będziecie teraz się zachwycać czy już zaczniemy?

Każdy poszedł za jej przykładem wsiedliśmy na swoje smoki. Wylecieliśmy z akademi. Każdy się udał w swoją stronę. Jak byliśmy daleko od reszty mogliśmy porozmawiać w spokoju.

Astrid - To na pewno dobry pomysł, żeby bliźniaki i Śledzik latali razem?

Czkawka - Ale wiesz to już lepsze niż bliźniaki, Sączysmark i Afrodyta w jednym...

Astrid - Afrodyta jest fajna.

Czkawka - Jak tam uwarzasz..

resztę lotu żadne z nas się nie odezwał zrobiliśmy kilka okrążeń i wróciliśmy na arenę tam zastaliśmy już Afrodyte i Sączysmarka. Zeszliśmy ze smoków.

Astrid - My nic nie znaleźliśmy. A wy?

Afrodyta - Oprócz pięknych widoków nie.

Złapała go w tali i położyła głowe na jego ramianiu. Ochydne to. Wogóle nikt się nie spodziewał, że Sączysmark znajdzie sobie dziewczynę. Za chwilę z wielkim hukiem do akademi wparowały bliźniaki i Śledzik.

Śłedzik - Czkawka! Znaleźliśmy intruza.

Mieczyk zdjął go ze smoka i rzucił na ziemię. Afrodyta jak to zobaczyła od skoczyła od Sączysmarka i odwróciła wzrok w innym kierunku. Dziwne.

Czkawka - gdzie go znaleźliście?

Mieczyk - Jak siostra dostała odemnie z prawego sierpowego zleciała ze smoka a ja przez przypadek za nią.

Szpadka - Chyba było na odwrót tępaku!

Mieczyk - Może i racja...

Czkawka - I co było dalej?

Szpadka - No i zrobiliśmy wielkie Auuu jak zlecieliśmy na niego. Chował się w krzakach i patzrył na wioskę.

Spojrzałem na swoją dziewczynę przewróciła oczami. Śledzk stał i nic nie mówił tak samo jak Sączysmark, ale Afrodyta jakoś dziwnie się zachowywała. Nie mogła ustać w miejscu.

Afrodyta - To jak skończyliśmy to ja sobie pójdę.

Jak zaczeła wychodzić spojrzałem na Sczerbatka a ten zagrodził jej drogę.

Czkawka - Nigdzie nie idziesz Afrodyto.

Odwróciła się.

Afrodyta - Niby dlaczego?

Astrid - Chyba trzeba go wtrącić do celi i przesłuchać a skoro należysz do akademi to ty razem z nami - znowu w ten swój piękny sposób przewróciła oczami.

Śledzik wziął intruza i zamknął w klatce Hakokła. Nie musieliśmy długo czekać, aż się obudzi.

Czkawka - Kim jesteś?i Czego od nas chcesz?!

Intruz- Jestem Erik.

Astrid - A odpowiedź na drugie pytanie?!

Erik - Jesteś śmieszna ślicznotko myśląc, że Ci odpowiem.

Sączysmark - Odpowiadaj bo...

Erik - Bo co? To ja mam to nie wy... - zaczął grzebać w kieszeni

Mieczyk - Siostra patrz zauwarzył...

Szpadka - No przecieź widzę.

Podszedłem do nich.

Czkawka - Co zauwarzył?

Szpadka - że brakuje mu tego.- wyjeła z kieszeni jakiś gwizdek.

Erik - To moje z kąd to masz?! - Rzucił się na kraty i próbował się wydostać.

Śledzik - A gdzie ci tak śpieszno kolego Eriku.?

Zauwarzyłem, że Afrodyta stoji w końcie jakaś nerwowa. Wziołem od bliźniaków gwizdek i zaczołem łamać.

Erik - Nie rób tego! Okey wszystko wam powiem.

Afrodyta złapała nerwowo powietrze.

Czkawka - No to słuchamy.

Erik - To jest gwizdek.

Mieczyk - To już wiemy mądralo.

Każdy się na niego spojrzał myśląc Zamknij się wreście

Erik - To nie jest zwykły gwizdek. Dzięki niemu smoki stają się dzikie. Przysłał mnie wódz mojej wyspy.

Astrid - Po co?!

Erik - Miałem za zadanie sprawdzić czy działa a jeśli tak zabrać wszystkie smoki a zwłaszcza waszą nocną furię - spojrzał się w stronę Szczerbatka smok podszedł do mnie gotowy mnie bronić - U nas na wyspie też trasujemy smoki, ale inaczej niż wy. My je uczymy zabijać na zawołania, ale nie przybyłem tu sam wykonać to zadanie. Co nie siostrzyczko?- Spojrzał w kąt w którym stoji Afrodyta.

10629553 633464116769091 8143264500856262679 n

Boje bazgrołki :D

Rozdział 24 - Czego chcecie? Cz2 Dedyk dla Silver M

Perspektywa Afrodyty

Natychmiastowo każdego wzrok spojrzał w moim kierunku. Zaczełam łapać gwałtownie powietrze zaraz mnie złapią. Spojrzał w stronę wyjścia. Tak niedaleko może z trzy metry. Spojrzałam po raz kolejny w ich stronę. Szli do mnie.

Czkawka- Czemu to zrobiłaś? My Ci zaufaliśmy!

Afrodyta - Ale to nie tak.

Czkawka - Aniby jak? 

Afrodyta - Przepraszam - Spojrzałam w stronę Sączysmarka.

Po czym rzuciłam się biegiem do wyjścia. Zdążyłam wyjść, Oni polecą za mną. Mają smoki a ja? Na szczeście moje buty są wygodne. Jak wybiegłam z akademi stanełam przy wyjściu w kącie jak najciaśniej, żeby mnie nie zauważyli. I mi się udało. Każdy poleciał. Przynajmniej  mam taka nadzieję. Odczekała tylko chwilę. Weszłam z powrotem do akademi. Zaczełam biec do brata. Nagle usłyszałam huk. Odwróciłam się w stronę dźwięku. To były kraty. Zostałam uwięzniona w akademi. Zauwarzyłam jakiś ruch, Postać zeczeła wychodzić  z cienia. Był to Sączysmark.

Sączysmark - Czemi nam to zrobiłaś? Czemu mi to zrobiłaś? - pytał podchodząc do mnie.

Afrodyta - Nie chciałam. To nie tak. Na prawdę.!

Sączysmark - A jak? Wytłumaczysz mi?

Afrodyta - Tak!

Erik - To się zaczyna przedstawienie.

Spojrzałam w jego stronę. jUż nie mogłam wytrzymać wybuchłam.

Afrodyta - To wszystko bez ciebie! - zaczełam iść w jego kierunku.

Erik - Jak to przezemnie?!

Afrodyta - Mogłam mieć tu lepsze życie - usłyszałam trzask, ale nie zwróciłam na to uwagi - mogłam mieć lepiej. Tak masz rację przybyłam tu z planem zabrania im wszystkich smoków  i co?! - chodziłam w kółko wymachując rękami. - Spotkałam dużo wspaniałych ludzi a te smoki?! Brak mi słów po prostu wspaniałe. A co najważniejsze po raz pierwszy w życiu zakochałam się! Nie mogłam im tego zrobić! Chciałam się dopasować. Każdego dnia myślałam, ze uwolniłam się od męk z naszej wyspy a ty to skrzaniłeś pojawiając się! Jak mogłeś mi to zrobić?

Erik - To polecenie naszego wodza...

Afrodyta - Po prawka twojego - wyjełam z kieszeni taki sam gwizdek jak miał Erik i go złamałam. Upadłam na kolana i zaczełam płakać.

Nagle na ramieniu poczułam dotyk.

Sączysmark - Afrodyto, kochanie wszystko będzie dobrze.

Afrodyta - Jak ma być dobrze?! Wszystko skrzaniłam.

Poczułam drugi dotyk na drugim ramieniu.

Czkawka - Afrodyto wszystko słyszeliśmy. Już jest w porządku. Jeśli chcesz możemy o wszystkim zapomnieć.

Wstałam i otarłam łzy.

Afrodyta - Na prawdę?

Czkawka - Tak możesz nadal mieszkać na Berk.

Afrodyta - Dziękuje - przytuliłam go jak naj mocniej umiałam.



Astrid - Afrodyto nie zapominaj, że on jest mój.

Afrodyta - No tak przepraszam - wyszłam z jego objęć.

Sączysmark - No to chodź do swojego księcia.

Uśmiechnełam się. Nie sądziłam, że jestem w stanie się zakochać. Podeszłam do niego i go pocałowałam. Był zaskoczony. Przytuliłam się do niego.

Sączysmark - Wszystko jest już dobrze kochanie - mówił gładząć mnie po włosach.

Afrodyta - Kocham CIę wiesz? - spojrzałąm na niego

Sączysmark - Ja ciebie też.



Astrid podeszła do Czkawki a on objął ją w tali. Dobrze, że są znowu razem.

Czkawka - Nie sądziłem, że Sączysmark znajdzie dziewczynę.

Astrid - Czkawka uwierz ja też.

Zaczeliśmy się śmiać. Puśiłam sączysmarka a on mnie objął od tyłu i położył głowę na moim ramieniu.

Czkawka - Wychodzi na to, że mamy spokój.

Erik - Jeszcze nie Czkawka jeszcze nie. To dopiero początek...

Rozdział 25 - Dzień jak co dzień... Niestety

Czy ja  dobrze usłyszałem? 

Czkawka - Co masz na myśli, że to jeszcznie nie koniec?

Afrodyta - Gadaj debilu. Skrzaniłeś wszystko i nie pozwolę, żebyś zrobił to drugi raz głąbie!

Sączysmark - I to jest Afrodyta jaką znam i w której się zakochałem.

Każdy siię na niego spojrzał wzrokiem Możesz się zamknąć wreśćie

Sączysmark - Okey, okey juz nic nie mówię.

Astrid - Gadaj wreście - dopiero teraz zauważyłem, że idzie w jego stronę se swoim toporem. Gotowa go w każdym momeńcie wypuścić. Podeszła do klatki. Swoją bronią zaczepiła o jego koszulkę przyciągając go do krat. Przy czym delikatnie go raniąc - I co dalej milczysz?! Gadaj, albo rozwalę ci tą piękną buźkę chociaż będzie mi szkoda!

Spojrzałem na nią tak jak każdy.

Czkawka - piękną?

Afrodyta - Będzie Ci szkoda?

Mieczyk - Astrid się zakochała w Eriku.

Szpadka - A Czkawka będzie mój

Nawet nie zauważyłem jak puściła naszego intruza a topór leciał w stronę bliżniaków w ostatiej chwili zniszczył go Szczerbatek bo inaczej by pozbawił mieczyka głowy.

Czkawka - Co ci strzeliło do głowy!

Astrid - Nikt nie będzie mówić, żę się zakochałam w Eriku. Bo kocham kogo innego.

Mieczyk - A niby kogo Sączysmarka?

Astrid - Czkawkę durniu.

Teraz nie udało mi się powstrzymać mojej ukochanej. Rzuciła się na Mieczyka powalając go na ziemię.

Astrid - Odwołaj to!

Mieczyk - Ale co?!!

Astrid - Moja pięść zaraz Ci to przypomni! - zaczeła podnosić rękę zkładając ją w pięść szykując się do uderzenia

Mieczyk - Dobra już pamiętam odwoływuje to!

Astrid - Tak? - spojrzała na niego - a co niby?

Mieczyk - No ten wiesz. No wiesz o co mi chodzi.

Astrid - Czyli nadal nie pamięrasz?!

Czkawka - Dobra dość już tego - podeszłem do Astrid złapałem ją i ściągnołem z Mieczyka łapiąc ją za biodra i przyciągając do siebie. Pocałowałem ją a ona odała pocałunek.. Odwróciła się żebym mógł ją złapać w tali.

Astrid - Właśnie tego było mi trzeba.

Czkawka - No widisz jak Cię znam? Ale teraz przejdziemy do Erika i do mojego pytania dobrze?

Astrid - Może być, ale bym wolała ,żebyś mnie znowu pocałował.

Ucałowałem ją w czubek głowy po czym puściłem i podeszłem do brata Afrodyty. Nie zdążyłem nic powiedzieć bo uprzedziła mnie jego siostrzyczka.

Afrodyta -  Wiesz co jesteś palantem, ciołkiem, durniem mam jeszcze tego tysiące - krzyczała chodząć w kółko. - ale tego nie powiem, Chociaż....

Śledzik - Sączysmark możesz uspokoić swoją ddziewczynę.

Sączysmark -Mogę, ale jest taka piękna jak się złości.

Znowu każdy się na niego spojrzał. A głównie Afrodyta. Podeszła do niego i podniosła jego podbrudek.

Afrodyta - Nie zapominaj, że ja zawsze jestem piękna.

Sączysmark - No aleź oczywiście.

Puściła go.

Czkawka - No to czemu to jeszcze nie koniec- wreście doszłem do głosu.

Erik - Macie mnie - spojrzał w stronę Afrodyty - i moją zbuntowaną siostrzyczkę. Przypłyną po nas, I powasze smoki a zwłaszcza po nacną furię.

Czkawka - Szczerbatek jest mój jak byś nie wiedział i nie mam zamiaru go oddać.

Erik - Wiesz co lepeij mi sie rozmawiało z tą ślicznotką.

Szpadka - Mówisz o Astrid? Nie wątpie.

Czkawka - ile macie tych gwizdków? - skierowałem swoje pytanie do Afrodyty

Afrodyta - Były dwa, ale sązniszczone więcej nie zrobią mo nie mają nie skarzonej krwi.

Śledzik - Krwi?

Afrodyta - Tak krwi idioto a co myślałeś?

Erik - Może was oświece mój gwizdek nie jest zepsuty 

Szpadka - Jest to znaczy nie wiem coś ty brat z nim zrobił?

Mieczyk - Nakarmiłem Jota i Wyma

Szpadka - Idiota

Afrodyta - Czyli nie ma go braciszku 

Erik - Ale nie zapomnijcie, że przypłyną mnie odbić i zniszczyć waszą wioskę.

Sączysmark - Ale czego chcecie?

Afrodyta - Kotek mówił już słuchaj uważniej. Chcą Szczerbatka

Czkawka - Ale go nie dostaną.

Nagle usłyszeliśmy huk. Każdy padł na ziemię oprócz Afrodyty. Patzryła się w górę. Mój wzrok skierowałem na to co ona. Widać było jak gwałownie wciąga powietrze. Patrzyła na fioletowy dym

Afrodyta - Mamy problem...

Czkawka - Jaki?

Afrodyta - To nie będzie zwykła wojna. Będzie się toczyła o śmierć i życie.

Astrid - Czyli zagłada?

Afrodyta - Tak

Rozdział 26 - Wojna

Perspektywa Czkawki

Czkawka - Co masz na myśli mówiąc, że to będzie zagłada?

Afrodyta - Już Ci tłumacze - obróciła się w moją stronę - Chodzi o to, że to nie będzie jakaś zwykła tam wojna.

Astrid - Co masz dokładniej na myśli.

Afrodyta - Jak wam wcześniej mój kochany braciszek powiedział my szkoliliśmy smoki na zabójców.

Mieczyk - Przejdziesz wreście do sedna? Bo nam się nudzi razem z siostrą.

Szpadka - Mów za siebie - powaliła go na ziemię.

Erik - Oni tak zawsze? - spytał naszą gromadkę

Afrodyta - Ciebie nikt o zdanie nie pytał.

Astrid - To może wrócimy do tematu? - powiedziała podchodząc do mnie i łapiąc mnie w tali - bo może nie wiecie zaraz oni tu będą.

Afrodyta - Okey nasze smoki to znaczy wasze nie zatkują ludzi ale nasze tak na zawołanie potrafią w pieć sekund zabić bezbronnego człowieka.

Czkawka - Czyli trzeba się ich pozbyć. Ile macie tych smoków?

Erik - Mamy dwa koszmary ponocniki jednego śmiertnika zębacza może z trzy straszliwce straszliwe i tyle. Bo myło za mało nie skarzonej krwi.

Afrodyta - Dziękuje łaskawie ze wyręczenie braciszku.

erik - A Afrodyta mówiła wam, że ma...

Nie skończył dokończyć bo dziewczyna podbiegła do niego i przykwoździła go do krat.

Afrodyta -(szeptem) jeszcze jedno słowo a porzałujesz i osobiście zedre z twoję buźki skórę.

Erik - Weźcie ją proszę!

Razem z Astrid odciągaliśmy ją od Erika.

Astrid - Co Ci strzeliło do głowy i o co mu chodzi?!

Afrodyta - Innym razem wam wytłumacze a teraz lepiej zajmnijmy się Gregoriem.

Śledzik - Gregoriem? 

Afrodyta - Tak - spojrzała na brata - to imię naszego wodza. 

Czkawka - Okey - zwróciłem się do wszystkich - jaką mamy strategie?

Mieczyk - Ty tu jesteś panem smoków i powinieneś wiedzieć wszystko.

Czkawka - Ja panem smoków kto niby tak mnie nazywa?!

Szpadka - To Mieczyk tylko on!

Mieczyk - To prawda. Czekaj co?... - już leżał na ziemi.

Astrid - To zajmnijmy sie wojną kto jest za?

Sączysmark - Ja i Afrodyta pewnie też - spojrzał się na swoją dziewczynę kiwneła głową.

Śledzik - ja też.

Mieczyk - No czemu nie

Szpadka - Jak wyżej.

Czkawka - To może po prostu wylecimy na spotkanie z gregorim i zrobimy to co zawsze jak mamy nie spodziewaną wojne?

Astrid - Odpowiadam za wszystkich. gadzamy się - popatrzyła na wszystkich z gniewem w oczach mówiącym Niech tylko ktoś spróbuje mi odmówić Nikt nie zaprzeczył - to na smoki kochani i na wojnę lub zagładę jak tam wolicie.

Każdy wsiadł na swojego smoka Afrodyta gdzieś znikneła jak nikt nie patrzył. Erika tu zostawiamy. Wylecieliśmy na spotkanie z Gragorim. Po wyleceniu z Akademi zobaczyliśmy jakiegoś waceta na smokach.

Afrodyta - To Gregori - usłyszałem szept Afrodyty przesiąkniety strachem

Czkawka - wszystko będzie dobrze nikt nie ucierpi - taką mam nadzieję dodałem w myślach ruszyliśmy na wrogów. 

Razem ze Szczerbtkiem podlecieliśmy do Koszmara Ponocnika na, którym siedział facet przy kościach. Z bląd włosami niebieskimi oczami. Był ubrany w czarną tunikę. Tak jak ja kilka lat wcześniej i futrzane buty.

Gregori -  I to ma być jeździec nocnej furi?!

On to ma tęperament.

Czkawka .- Poprawka nie nocnej furi tylko szczerbatka.

Gregori - Jakie to urocze Szczerbatek piękne imię jak na pana smoków to lepsze imię powinieneś wymyślić.

No i kolejny nazywa mnie panem smoków. A może na prawdę nim jestem? Nie mam czasu teraz na moje rozwarzania.

Czkawka - Czego chcecie od mojej wyspy?

Gregori  - To pan smoków i wódz wyspy? jeszcze lepiej. Co to za pytanie? Oczywiście, że waszych smoków a zwłaszcza nocnej furi czy Szczerbatka jak ty go nam nazywasz? Zresztą nie ważne. Zaczynamy atakować.

Dał sygnał mieczem, którego wcześniej nie zauważyłem. I jego ludzie ptzystąpili do ataku. Jeźdźcy zaczeli atakować. Zaczeła się walka a po Afrodycie nadal śladu.

Gragori - Słyszałem, że dziewczyna moja dziewczyna odwróciła się od nas.

Czkawka - Afrodyta była twoją dziewczyną? Ona chodzi z Sączysmarkiem.

gregori - Chodzi z sączysmarkiem co?! Jak ona mogła naj pierw zdradzić swój lód i własnego chłopaka?

Czkawka - Nie no serio przykro mi - nic dziwnego, że go zostawiła Sączysmark lepszy chociaż dziwnie mi się do tego przyznać. Czkawka opanuj się. Skarciłem własnego siebie teraz nie jest czas na patrzenie kto jest lepszy. Zaczynam zachowywać się jak bliźniaki.

Gregori - jeśli jest  Ci przykro to nie znaczy, że sie wycofamy. Trzeba się pozbyć Afrodyty i ciebie.

Czkawka - Nikogo nie będzisz się pozbywał. Zrozumiano?

Dałem znak Szczerbatkowi, żeby wystrzelił plazmę. bez trudu ją iminął. Tak to się nie będziemy bawić.

Gregori - Jeszcze pięć strzałów a twój smoczek będzie bez użyteczny.

Czkawka - Jesteś pewny?

Szczerbatek jak by zrozumiał co się dzieję i co mam na myśli. tak jak w tedy ratując mnie przed śmiercą w lodzie zaczął się świecić na niebiesko. Dzięki temu ma nielimitowane strzały.

Czkawka - I co powiesz na to? Przystąpiliśmy do ataku.

Perspektywa Afrodyty.

Wybiegłam z akademi. Gregori nie może mnie zobaczyć. Zabije mnie za to, że go zdradziłam. jak ja mogłam z nim chodzić? Nie rozumiem. Teraz naj ważniejsze jest to, że muszę znaleść swoją siostre bliźniaczkę o której nie pozwoliłam powiedzieć Erikowi. Zauwarzyłam ją ona mnie też biegła w moją stronę. Była taka jak ja. Może trochę niższa. Nagle z nieba spadla strzała, która przebiła jej serce. Zaczeła upadać. złapałam ją za nim uderzyla o ziemię. Spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami po czym resztkami sił powiedziała.

Nora - Tak strasznie Cię przepraszam Afrodyto. Zawiodłam Cię nie zołałam CI pomóc,

Afrodyta - to nie była twoja wina Noro. Tylko mojaa.

Nie otrzymalam już odpowiedzi. Jej głowa opadła bezwładnie na moje ręcę brak pulsu. No to pięknie. jej śmierć nie mogła pójść na darmo. Pomyślą, że to ja. Zostawiłam ją na ziemi a sama z wielkim trudem zaczełam uciekać do lasu.

Rozdział 27 - Znowu tak samo, ale inaczej... Dedyk dla wszystkich czytających... :D

Perspektywa Afrodyty.

Biegłam. Biegłam przed siebie ile sił w nogach. Nikt nie może mnie zobaczyć. Zwłaszcza z mojego lódu. Zabiją mnie. Nagle myśl dotarła do mnie z taką mocą, że upadłam na kolana. Nie pomyślałam. Myślałam tylko o sobie. Przez śmierć mojej siostry bliźniaczki ile pociągnie to za sobą odpowiedzialoności. Sączysmark. Na samą myśl o nim z moich oczu zaczeły spadać łzy. Pomyśli, że to ja. Że to ja nie żyje. Afrodyta ogarnij się. Przeciesz wrócisz. Wstałam i dalej pobiegłam przed siebie.

Perspektywa Czkawki.

Wszystko dzieje się tak szybko. Astrid, Szpadka i chłopaki pokonali wszystkie złe smoki. No to dobrze. jeszcze możemy wygrać. Nie ukrywam, żę parę moich dobrych ludzi poległo. Tak jak chyba w każdej wojnie. Dopiero teraz do moich uszu dobiegł śmiech Gregoriego a następnie krzyk Sączysmarka.

Gragori - Pierwsza część planu poszła jak składka.

Czkawka - Czekaj co? - spojrzałem się na niego - coś ty zrobił?

Gregori - Och Czkawka. Widać, że nie umiesz słuchać spójrz w dół - mój wzrok powędrował za jego wzrokiem. Ujrzałem Afrodyte. Leżała na ziemi cała we krwi. A z jej piersi wystawała strzała. No to pięknie. Obok niej klęczał Sączysmark. Trzymając głowę swojej ukochanej na kolanach - Widzisz to pierwsza część mojego planu. A polega ona na tym, żeby pozbyć się jeźdźców z rozpaczy za osobą, którą lubili - spojrzał na zapłakanego Sączysmarka - lub kochali - zaniósł się śmiechem

Czas się go pozbyć. jej śmierć nie mogła pójść na darmo. Nagle na smoku Astrid podleciał do nas Erik.

Gregori - Widzę, że mój najlepszy człowiek do mnie wrócił.

Usłyszałem śmiech Erika.

Erik - Czy ty na prawdę myślisz, ze po tym co zrobiłeś wrócę do ciebie? Zabiłeś moją siostrę. Jestem z wami - spojrzał na mnie - Dzięki niej sobie coś uświadomiłem. A mianowicie co to jest przyjaźń.

Czkawka - Dobrze posątpiłeś.

Gregori - Jakie to słodkie. Aż mi się chce rzygać.

Spojrzałem na Erika on na mnie. Kiwnołem głową. Walke czas zacząć. Szczerbatek zaczął pluć plazmą. Gregori na swoim smoku ją omijał. Wzbiłem się z Szczerbatkiem w górę. Po czym znowu na dół. Dałem znak by wsytrzelił plazmę. Tak też uczynił. Gregori starcił równowagę i zaczął spadać. Erik jednym strzałem kolcem Wichury zakończył jego życie. Przebiło mu serce. Na ziemię padł martwy a jego smok uciekł. Ludzie zauwarzyli, że ich wódz nie żyje zaczeli się wycofywać. Po chwili został tylko mój lód.

Czkawka - Wygraliśmy tą wojnę. Zapraszam wszystkich na świetowanie w twierdzy. Ciałami zajmą się smoki.

Podleciałem do mojej gromadki. Sączysmark nadal płakł. Astrid stała koło niego i go pocieszała. Tak jak bliźniaki. Nie bili się tylko siedzieli koło niego i patrzyli się na martwą Afrodytę.

Sączysmark - Czemu Czkawka akurat ona czemu?! - pytał przyciskając martwe ciało do siebie.

Podeszłem do niego i położyłem dłoń na ramieniu.

Czkawka - Nie wiem przyjacielu nie wiem.

Dwie godziny później

Smoki pozbyły się wszystkich ciał. Wszystko było tak jak dawniej. No nie całkowicie. Oprócz tego, że dopiero co wygraliśmy wielka wojnę. A sączysmark starcił ukochaną i cały czas siedzi w twierdzy i ją opłakuje. kiedy innie bawią się w spaniałe. Siedziałem w rogu żeby wszystko w spokoju przemyśleć. Nagle usłyszałem trzask drzwi do środka weszła po cichutku nie jak kto inny jak sama Afrodyta.

Czkawka - Ale jak? - spytałem jak mnie zauwarzyła. Podbiegła do mnie przygwoździła mnie do sciany i zakryła buzię.

Afrodyta - Nie tak głośno zrozumiano?

Kiwnołem głową. Puściła moje usta.

Czkawka - Jak możesz żyć widziałem jak strzała przebiła twoje serce.

Afrodyta - To nie byłam ja.

Czkawka - A kto? - spytałem nic nie rozumiąc

Afrodyta - Pamiętasz jak Erik chciał coś powiedzieć a ja mu zabroniłam? - w odpowiedzi pokiwałem głową - no właśnie. Miałam siostrę bliźniaczkę. Która zgineła za mnie. A ja uciekłam.

Czkawka - a czemu się ukrywasz?

Afrodyta - Długa. - zamilkła i patrzyła się w coś. Co ją zamurowało. Podążyłem za jej wzrokiem. To co ujżałem mnie też zamurowało - Miałam zrobić mu niespodziankę, ale teraz widzę, że wogóle nie cierpi. 

Łzy zaczeły spływać po jej pięknej buzi. Wybiegła z twierdzy. Łzy też zaczeły napływać mi do oczu. Miałem ochote uciec z krzykiem, ale nie zrobiłem tego chociaż taką miałem ochotę. Poszłem w stronę mojej ukochanej, która czynem, który przed chwilą wykonałą złamała mi serce.

Perspektywa Astrid 

Nie wiem co we mnie wstąpiło. Po prsotu mu współczuje. Nie wiem jak ja bym się czuła. Jeśli był by to Czkawka. Pocałowałam Sączysmarka na oczach wszystkich a co najważniejsze zobaczył to Czkawka. Który teraz szedł w naszym kierunku.

Mieczyk - tatara i kicha.

Spojrzałam się w stronę Mieczyka

Astrid - Zamknij się człowieku.

Sączysmark wstał i szedł na spotkanie ze swoim kuzynem. Ominął go nawet nie racząc na niego spojrzeć. Wstałam.

Astrid - Czkawka wcale to nie tak jak myślisz.

Czkawka - Czyli na całowałaś Sączysmarka? ISam dobrze widziałem. Nie jestem ślepy.

Spojrzała w jego oczy, które kiedyś patrzyły na mnie z miłością i troską. Teraz było w nich widać wkurzenie i smutek. Zraniłam go tym głupim czynem. Na prawdę go zraniłam

Astrid - Nie wiem czemu to zrobiłam! Po prostu mu współczółam to była tylko chwila nie opanowanych emocji.

Miałam gdzieś, że każdy się na nas patrzy.

Czkawka - Czyli jeśli komuś coś się stanie i będzie cierpiał będz iesz go całować? - spytał. Widać było, że się tylko trzyma żeby nie wybiec z tąd z krzykiem. ja z resztą też.

Astrid - Nie to miałam na myśli.

Czkawka- Ale tak powiedziałaś.

Astrid - Czkawka ja...

Czkawka - Nie skończ. To nie ma już sensu Astrid.

Astrid - CO nie ma sensu?

Czkawka - My - spojrzał na mnie - My Astrid.

Po czym zawołał Szczerbatka i wyleciał z twierdzy i tyle go dzisiaj widziano. Co ja narobiłam on mi nie wybaczy.


Rozdział 28 - Wszystko się wali...

Perspektywa Czkawki.

Leciałem na Szczerbatku czułem wiatr we włosach. Jak ja to uwielbiam. Zupełnie cała złość mi mineła. Czułem się tak jak dawniej na nocnych lotach z moim przyjacielem. Ale ni znowu musiałem o niej pomyśleć. Tak bardzo mnie zraniła. To była chwila jak mi tłumaczyła no na pewno. Może i tam racja. Nie Czkawka nie zapominaj, że ona go pocałowała. Karciłem samego siebie. No nieźle... ja ją kocham. Chciał bym, żeby była moją przyjaciółką, ale nigdy nic nas nie połączyło. nie nawidzę cierpieć. Nie mogę. Nie powiesze się chyba z tego powodu. Chwila nawet dobry pomysł. nie! O czym ja myśle. Złamane serce nie jest powodem do zabicia się. Żyje się dalej, ale człowiek  czuje się tak jak by stracił kawałek swojego serca. A tan kawałek serca wróci tylko z miłością. Czy ja potrafie kochać? O tak? Czy to boli? Trzy razy tak. A nawet więcej. Nikomu tego nie rzycze. Ale Afrodyta. też to widziała a może trzeba ją znaleść i pocieszczyć?! O tak na pewno przyda mi się z kimś szczera rozmowa. Poleciałem w stronę lasu.

Perspektywa Astrid

Astrid - Nie no pięknie po raz kolejny go straciłam, ale to chyba już na dobre - chodziłam w kółko wymachując rękami. Nie zorientowałam się, że myślę na głos.

Śledzik - Astrid?

Astrid - Co? - krzyknełam - przepraszam, ale jestem zdenerwowana tą całą sytuacją z Czkawką - klapnełam koło niego na ławce.

Śledzik - Wszystko się ułoży.

Astrid - Taaa - spojrzałam na niego był odwrotnością mnie. Ja byłam smutna i zdenerwowana. Od niego biła wesołość - jak to zrobić, żeby to tak nie bolało Śledzik?

Śledzik - Astrid pamiętaj złamane serce boli. 

Astrid - Ale to by się nie wydarzyło jeśli ja bym jego nie złamała. On mnie kochał od bardzo dawna. A ja jak się o tym dowiedziałam i się w nim zakochałam. Nie zrobiłam nic, żeby przy mnie został.

Śledzik - Na pewno mu niedługo przejdzie. Wiesz jaki on jest. Teraz lata na Szczerbatku i pewnie wszystko przemyśla.

Astrid - Może i masz rację - próbowałam posłać mu uśmiech, ale wyszedł mi tylko grymas - Ale teraz będzie inaczej on mi tak szybko nie wybaczy tak jak w tedy ale i co najgorsza wogóle nie wybaczy. - wstałam z ławki - Dziękuje Śledzik przydała mi się taka rozmowa i jak pozwolicie to pójdę do domu. Nie mam siły na sprzątanie.

Śledzik- Jasne nie ma sprawy - odparł

Ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze usłyszałam jeszcze kłótnie bliźniaków.

Mieczyk - Ona idzie do domu ja też chce!

Szpadka - To co, że idzie ty nie jesteś nią!

mieczyk - A z kąd wiesz?

Szpadka - Bo ty chłop jesteś no nie?

Dalej nie usłyszałam wyszłam z twierdzy. na szczęscie, że jest nie daleko mojego domu. Otworzyłam drzwi. Weszłam do środka. Cisza. Tak jak zawsze. poszłam na górę. Palnełam się na łóżko. Dopiero teraz pozwoliłam moim łzą popłynąć po moich policzkach. Złamane serce bardzo boli. Nie ja tak dłużej nie mogę. Wstałam i z trzaskiem wybiegłam z domu. udałam się nad klif. I jeszcze te wymioty.

Perspektywa Afrodyty.

Jak wybiegłam z twierdzy ile sił w nogach biegłam jak najdalej od tego miejsca. Jak on mógł. Złamał mi serce tak samo jak Astrid Czkawce. Może na marne ich godziłam nie wiem. Dobiegłam nad krucze urwisko. Chyba tak to nazywają. Usiadłam na kamieniu i zaczełam płakać. Afrodyta nie płaczę zawsze jest wredną jędzą Mówił mi jakiś głos w mojej głowie, ale teraz jest inaczej. Nie potrafię machnąć włosami i mieć na to wywalone. Teraz jest inaczej. Usłyszałam coś. Spojrzałam w kierunku z którego dochodził dźwięk był to Czkawka. Usiadł koło mnie.

Czkawka - Dobrze wiem jak się teraz czujesz. 

Afrodyta - Nie wiem co się ze mną dzieję! - spojrzałam na niego.

Czkawka - Co masz na myśli?

Afrodyta - Niszcze sobie reputacje wredej jędzy i tak dalej. Jestem Afrodyta ta z których machną włosami na przykrość i idą dalej. A teraz nie mogę.

Czkawka - to może odwiąze Cię na wyspę. I będzie się zachowywać tak jak opisałaś?

Afrodyta - czemu nie.

Wstałam i suiadłam na Sczerbatka a Czkawka przedemną. Wziliśmy się w powietrze, Po paru minutach byliśmy pod moim domem. Podeszłam do drzwi, ale jeszcze się odwróciłam

Afrodyta - Dziękuje za wszystko.

Czkawka - Nie ma sprawy.

Po czym wzbił się w niebo.

Perspektywa Astrid

Z łzami w oczach biegłam nad klif. Muszę ze sobą skończyć. Wiem, ze to głupie, ale moje serce tego nie wytrzyma. Moja dusza się roztszaska i umrę. A ja wole szybko śmierć. Dobiegłam na miejsce. Spojrzałam w dół. daleko do dołu. Bardzo dobrze. Zrobiłam jeden krok po tem drogi i skoczyłam.

Perspektywa Czkawki

Po odwiezieniu Afrodyta postanowiłem zrobić jeszcze jedno kółko. leciałem właśnie koło  klifów. Jak zobaczyłem jakaś dziewczynę. To była Astrid! Skoczyła. Co ona robi. Jak najszyciej ze Szczerbatkiem. Nadal jestem zły, ale ona nie może zginąć. Złapałem ją w ostatniej chwili. Ustawiłem ogon Szczerbatka, zeby mógł sam latać i odwróciłem się w jej stronę.

Czkawka - Co ty sobie wyobrażałaś skacząc z tego klifu?!

Astrid - Musiałam - spojrzała mi głęboko w oczy - Musiałam bo ty mnie nie nawidzisz.

Czkawka - Nie - teraz ja spojrzałem w jej oczy - próbowałem Astrid próbowałem, ale nie potrafię. Kochałem Cię, kocham i zawszę będę kochał.

Złapałem jej podbrudek w ręcę i pocałowałem.

Astrid - Czyli wybaczasz mi?

Czkawka - Nie wiem Astrid nie wiem.


Rozdział 29 - Może być...

Perspektywa Czkawki

Razem z Astrid z tyłu polecieliśmy na Berk zaraz miały zacząć się zajęcia w akademi. Na prawdę nie wiem czy zdołam jej to wybaczyć. Tak pocałowałem ją bo mi na niej zależy. Ale nie wiem czy potrafie tak żyć. Czkawka nie użalaj się nad sobą. Dobra podjołem decyzje. Dolecieliśmy na miejsce wszyscy już byli. Tak samo jak ich smoki jak na razie jest dobrze. Przepraszam poprawka nie ma Afrodyty. Wylądowaliśmy. Zeszłem ze Szczerbatka a Astrid zaraz za mną.

Czkawka - I co nadal nie pogodziłeś się z Afrodytą?

Sączysmark - Afrodytą? A ona przypadkiem nie umarła? - spytał mnie ze smutkiem w oczach

Czkawka - Czyli nic wam nie mówiła?

Mieczyk - Ej no Czkawka przejdź dp sedna wiesz,  że nie lubimy myśleć.

Szpadka - Racja.

Już miałem dalej kontynuować jak do akademi weszła pani o. której rozmawiamy. Tak jak mi mówiła miałą na wszystko wywalone podeszła do nas kręcą tyłkiem i wymachując włosami.

Sączysmark - Jak to możliwe?!

Rzuciła w jego stronę jedno krótkie spojrzenie.

Afrodyta - Jezu ty masz jeszcze szczelność się do mnie odzywac? - zamachneła włosami - Cześć Czkawka, Śledzik, bliźniaki, Astrid.

Mieczyk - Czekajcie ja tu tutaj czegoś nie rozumiem.

Szpadka - A ty kiedyś wógule coś rozumiałeś?

Mieczyk - No nie

Szpadka- To siedź cicho głabie.

Astrid - To może nam zdradzisz jak to możliwe, że żyjesz - od samego początku się nie odezwała stała w kacie przy Wichurze nie patrzyła się na nią ani na smoka. Tylko na mnie.

Afrodyta - Jak dobrze pamiętacie ostatnio mój kochany braciszek - rozejżała się - którego tutaj nie ma chciał wam coś powiedzieć. A ja mu przerwałam. Ciało, które znaleźliście to była moja siostra bliźmiaczka Nora.

Mieczyk - Ty miałaś bliźniaczkę?

Szpadka - Chyba przed chwilą to powiedziała ciołku..

Mieczyk - Racja.

Szpadka - Ty nigdy nie wydoroślejesz?

Mieczyk - A bo ja wiem.

Czkawka - Okey cisza. Afrodyta żyje i bardzo się z tego cieszymy.

Śledzik - To co będziemy dzisiaj robić?

Czkawka - Właśnie chciałem powiedzieć. Ty Śledzik, Saczysmark, Afrodyta i bliźniaki pilnujecie Berk.

Sączysmark - A ty i Astrid? - spytał nie przestajać patrzeć się na Afrodytę, ktłra zachowywała się tak jak by go nie było.

Czkawka - Ja i Astrid musimy porozmawiać na osobności.

Mieczyk - Rozumiem. Czyli nudy ja tam się ulatniam razem z siostrą.

Szpadka - Mów za siebie - powaliła go na ziemię i poszła w stronę smoka.

Po chwili wylatywali z akademi. zostałem tylko ja i Astrid.

Astrid - O czym chciałes porozmawiać?

Podeszłem do niej i złapałem ją za ręcę.

Czkawka - Moja odpowiedź brzmi tak Astrid.

Astrid - Czylimi wybaczasz? - spytała nie pewnie

Czkawka - Tak kochanie - po czym się pocałowaliśmy.


Rozdział 30 - Wspaniale ale szczęście nie trwa długo... Dedyk dla moich fanów <33

Perspektywa Astrid.

On mi wybaczył. Myślałam, że to sen. Szczypałam się kilka razy jednak to nie był sen! Jak się cieszczę. Już nigdy go nie zdradzę. 

Astrid - Teraz wiem co to jest prawdziwa miłość Czkawka. - spojrzałam się na niego. Jak barkowało mi tych oczu. Takich zielonych z których bija taka miłość, że aż mi się słabo robi. Serce bije szybciej, że omal nie wyskoczy z piersi. Robi się ciepło na duszy. Czujesz się jak byś się unosił w górę w piękne obłoki dumasz. Wracasz do rzeczywistości. Wszystko jest znowu na swoim mijescu. Wystarczy tylko, że on na ciebie spojrzy lub się uśmiechnie a ty znowu odlatujesz na nowo. Wiecie co to jest? Tak to jest miłość. - wiesz jak Cię kocham?

Czkawka - Tak, ale ja cię kocham mocniej.

Wtuliłam się w jego pierś. jak jestem przy nim czuje sie taka bezpieczna i tak cudownie. Nie istnieje dla mnie nic więcej orócz nas i tej chwili. Moje serce przyśpiesza rytm kiedy on całuje mnie w czubek głowy. Czuje się jak bym miała nogi z waty. Uginają się podemną. Bym upadła jeśli bym nie wtulała się w chłopaka z, którym chce spędzić reszte mojego życia. Czuje się tak pięknie z nim przy boku. Mam ochotę go nigdy nie wypuścić z moich objeć. Bo się boje, że go raz na zawsze stracę. Oderwałam się od niego nie chętnie. Spojrzałam w jego oczu. takie zielone. Jak trawa. Można szukać w nich ukojenia. Posłał uśmiech w moją stronę. Znowu odpływam. Do rzeczewistości przywrócił mnie jego piękny melodyjny głos.

Czkawka - Astrid no powiedz co Cię tak dręczy.

Znowu spojrzał na mnie. Astrid opanuj się nie możesz odlecieć. Dzisiaj za dużo już sobie na to pozwoliłam.

Astrid - No chodzi o to, że my się pogodziliśmy a Sączysmark a Afrodyta? To była moja wina bo ja go pocałowałam.

Czkawka - Astrid - złapał moją twarz w ręcę i popatrzył mi prosto w oczy. Znowu miękne.Co się ze mną dzieję? - To nie była twoja wina. pamiętaj to już się wydarzyło. Liczy się tu i teraz w końcu się pogodzą a jeśli nie ja to zrobię razem z tobą.

Astrid - Mówisz na poważnie?

Czkawka - Czy ja cię kiedyś okłamałem?

Astrid - masz rację przepraszam.

Znowu się w niego wtuliłam.

Czkawka - Nie masz za co przepraszać. kochanie.

Staliśmy tak w milczeniu. Ciesząc się swoim towarzystwem. Oderwałam się do niego złapałam pierwsze lepsze wiadro i zwymiotowałam. Czkawka podszedł do mnie wyraznie zaniepokojony.

Perspektywa Czkawki.

Podeszłem do niej przykucnołem koło niej i położyłem rekę na ramieniu.

Czkawka - wszystko dobrze? 

Astrid - Tak mam tak od dłuższego czasu Czkawka.

Wstała i podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Nie mam pojęcie o co chodzi.

Astrid -  Czkaaa...- przerwała - powiedz mi, że terac co ci powiem nie zmieni naszych relacji a ni nic tym podobne.

Czkawka - Jasne.

Odsuneła się od demnie ale patrzyła mi w oczy.

Astrid - Ja Czkawka chy... Chyba jestem w ciąży.

Czkawka - To wspaniale.

Podeszłem do niej. I ją pocałowałem. Starałem się wyrazić w tym pocałunku wszystkie moje emocje. Potem stało się coś dziwnego. Poczyłem sie słabo. Nogi się podemna ugieły zemdlałem.

Perspektywa Astrid.

No nie zemdlał. Śmiesznie to wygląda. Cieszy się to też dobrze. Podniosłam go razem ze Szczerbatkiem i poszliśmy do Gothi. Ułożyliśmy go na łóżku. Jak go zbadała opowiedziałam jej całą sytuację. To co usłyszałam na pewno tego nie oczekiwałam. Jak zsotaliśmy sami. Po raz kolejny pozwoliłam popłynąć. Łzą po moich policzkach. Afrodyta jak mi kiedyś mówiła to powoduje zmarszczki. No to pięknie. Będę miała ich okropnie dużo.

Perspektywa Czkawki.

Obudziłem się u Gothi. Astrid siedziała o bok i płakała. Wstałem i podeszłem do niej. Ucałowałem w czubek głowy i przytuliłem. Zaczeła płakać w moje ramię.

Czkawka - AStrid kochanie co się stało?

Spojrzała w moje oczy.W jej oczach pięknych niebieskich gościł smutek i strach.

Astrid - Obiecaj, że jak Ci powiem to mnie nie zostawisz samej.

Czkawka - Obiecuję Astrid.

Astrid - Ja nie jestem w ciąży Czkawka. Tak mi przykro.

Przytuliłem ją. Potrzebowała tego. Ucałowałem w skroń.

Czkawka - Astrid. Nic się nie stało. nie płacz. To nawet lepiej jesteśmy jeszcze młodzi. Na prawdę nic się nie stało.

Astrid - Dziękuje! Co ja bym bez ciebie zrobiła?!

Czkawka - Nie wiem, ale wiem, ze cię kocham.

Wtuliła się we mnie.


Rozdział 31 - Jak pogodzić dwie ropuchy?

Perspektywa Czkawki.

Kobieta na, której mi tylko zalerz teraz wtula się w moje ramiona. Jak ja ją kocham? Jeszcze nawet jak miałem 15 lat i nie było Szczerbatka. Staliśmy jescze chwile w milczeniu. Ucałowałem ją w czoło. Po czym nie chętnie wyszłem z jej objęć i wsiadłem na Sczerbatka. Ona tak samo jak ja z niechęcią wsiadła na Wichurę.

Astrid - To gdzie lecimy? - oczy miała jeszcze zaczerwienione od łez.

Czkawka - lecimy poszukać reszty. No wiesz trochę za cicho jest nie sądzisz?

Astrid - No w sumie racja to na co czekamy?

Wzbiła się w powietrze ja uczyniłem to samo. Lecieliśmy na Berk nigdzie ich nie było. Zastalismy ich na plarzy Thora. Ku mojemy zdziwieniu to nie bliźniaki się kłócili. Tylko Afrodyta i Sączysmark. Z ich tymi krzykami to z daleka można usłyszeć. Wylądowaliśmy bez szelestnie koło nich. Ale i tak bliźniaki musiały brać w tym udział. Prowokowali ich do walki. Można było się spodziewać. A śledzik? stał z boku nic nie mówiąc. Dałem znak Szczerbatkowi żeby wystrzelił plazmę między kłócących się. Każdego wzrok skierował się na mnie. O to chodziło.

Czkawka - Co wy robicie? Słychać was aż na Berk!

Mieczyk - Ślepy jesteś? Kłócili się.

Szpadka - Tak mało brakowało do bójki - pocierała ręcę.

Czkawka - nie was pytałem - co ja z nimi mam? - no to o co się kłóciliście? - zwróciłem się do nie dawno zakochanej po uszy w sobie pary. Astrid podeszła do mnie i się przytuliła. Już nie było widać, że płakała to dobrze - więc?

Sączysmark - To Afrodyta zaczeła!

Afrodyta - I co masz jescze bezczelność do mnie się odzywać? Po tym co mi zrobiłeś? - pytała się go przeszywając go piorunującym wzrokiem zaczął sie cofać.

Sączysmark - Ale to nie była moja wina, że się pocałowaliśmy. - spojrzał na nas - widzisz Astrid i Czkawka się pogodzili. My tak nie możemy? 

Afrodyta - Nie! - na krzyk znowu się cofnął - to co innego. Oni to nie my. Astrid i ja to zupełnie dwa odmienne charaktery. Jeśli nie zauwarzyłeś.

Sączysmark - Ale Afrodyto.

Afrodyta - Milcz jak do mnie mówisz. Muszę to sobie wszystko przemyśleć!

I oddaliła się mrucząc coś pod nosem tak samo jak Sączysmark. Za chwilę już ich nie było. Każdy oprócz bliźniaków nie odzywał się.

Śledzik - Interesujące.

Astrid - Co ty nie powiesz - zadrwiła z niego

Śledzik podbiegł do nas i mocno nas przytulił.

Śledzik - Jak się ciesze, że sie pogodziliście. We dwójke tworzycie piękną parę. Taką całość.

Czkawka - Dziękuje - udało mi sie z siebie wydusić - a możesz nas puścić?

Puścił nas.

Astrid - To co robimy z piękna i bestią?

Mieczyk - Piekną i bestią?

Astrid - Poprawię sie z Afrodytą i Sączysmarkiem.

Czkawka - Trzeba ich pogodzić. Nie zniosę więcej takich wybuchów złości ze strony Afrodyty. Wystarczy, że mamy bliźniaków.

Szpadka - Racja - uśmiechneli się dumnie

Mieczyk - to nasza robota i nikt nie ma prawa nam jej zabrać.

Czkawka - To robimy tak ja z Astrid idziemy porozmawiać, Ty śledzik rób co tam chcesz. A wy macie niczego nie wysadzić zrozumiano?

Bliźniaki - Tak jest!

Perspektywa Astrid.

Wsiedlismy na smoki. Lecieliśmy w milczeniu. Wiem, ze cisza to nie dźwięk, ale ja się czuje jak bysmy lecieli w hałasie. Wylądowaliśmy po środku Berk. Dom Afrodyty i Saczysmarka mieszą się na przeciwko siebie.

Czkawka - To ty idź do Afrodyty a ja do Smarka. ok?

Astrid - Okey.

Poszłam w wyznaczonym kierunku przez mojego chłopaka. weszłam do domu bez pukania. Udałam się do jej pokoju. tak jak on kiedyś u mnie. Wchodząc do pomieszczenia zauwarzyłam okropny bałagan. Afrodyta stała przy rozwalonym lustrze a ręce miała całe we krwi. Podeszłam do niej i ja za nie złapałam.

Astrid - Coś ty zrobiła?

Afrodyta - Wkurzyłam się na niego.

Wyjeła rece z mojego uścisku i usiadła na łóżku ja koło niej.

Astrid - Tak wiem, ale to też była moja wina. Przepraszam.

Spojrzała sie na mnie. Po tem znowu w podłogę.

Afrodyta - jezu nie ma sprawy wkońcu jesteś moją przyjaciółką.

Astrid - A wybaczysz tak Sączysmarkowi.? - zapytałam

Afrodyta - Kocham go to się nie zmieniło. Można spróbować.

Astrid - Wsawaj i się ogranił. - spojrzała się na mnie z wkurzonym wzrokiem - nie o to chodzi. Wyglądasz pięknie. Zmyj tą krew a ja zaczekam na dworze.

Afrodyta - Okey.

Wstałyśmy ja poszłam do drzwi ona do łazienki. Ta dziewczyna czasami to na prawdę trufny orzech do zgryzienia. Wychodząc przed dom ujżałam Czkawkę. Podbiegłam do niego on mnie objął i pocałował w czubek głowy.

Czkawka - I co udału Ci się?

Astrid - Tak a tobie.

Czkawka - tez

Dalej nie rozmawialiśmy sie po z domu wyszła Afrodyta i Sączysmark. Szla pewnym krokiem nie to co on. Spotkali się na samym środku koło nas.

Afrodyta - Wiec co masz mi do powiedzenia? - chciała udawać twardą, ale zbytnio jej nie wychodziło.

Sączysmark - Ze bardzo Cię przeprszam. Kocham Cię i serce mi się kraja kiedy nie mogę przy tobie być.

Zdziwiłam sie tak jak Czkawka. Nie sądziłam, ze usłyszę kiedyś takie słowa z jego strony.

Afrodyta - też cię kocham - teraz z jej uczu popłyneła łza. On do niej podszedł wytarł ją kciukiem i mocno ją przytulił. - to jak już wszystko między nami dobrze?

Sączysmark - tak kochanie.


Rozdział 32 - Nowa czy stanowi zagrożenie dla miłości?

Perspektywa Czkawki

Po tym jak Afrodyta i Sączysmark się pogodzili. Podbiegł do nas Pyskacz. Musiało to być coś ważnego bo już darł sie z daleka.

Pyskacz - Czkawka! Astrid! Reszta! - podbiegł do nas cały zasapany

Czkawka -O co chodzi Pyskacz? Stało się coś?

Pyskacz - Nowi! Okręt właśnie dobija do portu. A ty jeseś wodzem i musisz ich przywitać.

Astrid - Co racja to racjaa. To jak lecimy?

Czkawka - No pewnie.

Wsiadłem na Szczerbatka reszta na swoje smoki. Wzbilismy się w powietrze. Dolecieliśmy do portu chwile

przed statkiem. Najpierw na brzeg wyszedł jakiś chłopak chyba w moim wieku. Był dość wysoki blądyn o niebieskich 

oczach. Ubrany był w koszulkę w kolorze czarnym. Spodnie miał zielone. I kozaki do tego. Podszedł do mnie

i podał mi rękę.

Bruno-Jestem Bruno i jestem wodzem naszej wyspy.

Czkawka - Ja jestem Czkawka. tak wiem głupie imię - uścisnołem jego rękę. Czyli wódz wyspy.- Co was do nas sprowadza?

Bruno - Chodzi o to, że na naszą wyspę był atak dzikich smoków i tylko ja i moja dziewczyna przeżyliśmy bo nas w tedy nie było.

Astrid podeszła do mnie i przytuliła mnie. Na jej widok oczy zrobiły mu się oczy wielkie jak spodki

ale zaraz się opanował.

Astrid - jeju przykro mi.

Bruno - Dziękuje.

Czkawka - Bruno to jest Astrid. Astrid to jest Bruno. To jest... - przerwała mi.

Astrid - To jest mój chłopak - pocałowała  mnie w policzek.

Czkawka- Wyjełaś mi to z ust kochanie - posłała w moją stronę pełen miłości uśmiech

W tej samej chwili na pokład wyszła dziewczyna. Chuda wysoka. Włosy miała rudę i wilekie zielone oczy

Ubrana była w niebieską sukienkę. Pod spodem czarne leginsy. Buty z na płaskiej podeszfie do kolan z futrem.

Rzuciłem w sumie tylko jedno spojrzenie w jej stronę.

Perspektywa Astrid.

Na pokład wyszła śliczna dziewczyna. Spojrzałam się na Czkawkę. Ale on patrzył na mnie. Posłał mi piękny uśmiech.

Znowu odpływam i ja się nazywam wojowniczką? Haha śmieszna jestem. W tym czasie ona podeszła do nas.

Bruno - To jest moja dziewczyna Katy. Katy to jest Czkawka i Astrid.

Uścineliśmy jej rękę. Od razu zauważyłam jak ona sie gapi na mojego Czkawkę. Mocniej przylgdełam do niego.

I posłałam w jej stronę spojrzenie, żeby nawet sobie nie myślała, że on mnie zostawi dla niej. Katy mi tylko

odpowiedziała chytrym uśmieszkiem a potem bez słów powiedziała Jeszcze zobaczymy Ja ci dam. Jeszcze zobaczymy.

Dopiero teraz podeszli do nas pozostali.

Astrid - To jest Mieczyk,Szpadka nasze bliźniaki - pokazywałam na każdego ręką - to Afrodyta i Sączysmark 

- tzrymali sie ze ręce - A to Śledzik.

Katy - Miło poznać.

Bliźniaki zaczeli się bić, az wkońcu spedli do wody. 

Czkawka - to ja was oprowadzę. 

Poszłam od nich pomóc wyjść Szpadce. Jak sie oddalili kawałek Katy wysłała mi jeszcze chytry uśmieszek przez ramię.

Afrodyta - Czy tylko ja mam wrażenie, ze panna doskonała kety dobiera się do Czkawki?

Astrid - Niesety nie tylko ty...


Rozdział 33 - On jest mój!

Perspektywa Astrid

Stałam koło mokrej Szpadki i Mieczyka. Koło nich stał Sączysmark z Afrodytą. Odprowadzaliśmy wzrokiem Bruna, kety i Czkawkę. Niezręczną cisze przerwała Afrodyta.

Afrodyta - Ej Astrid. Halo ziemia do ciebie. Tamta laska kleji się do twojego faceta a ty tylko patrzysz?

Astrid - A co mam robić? - spojrzałam na nią z oburzeniem

Afrodyta - Nie wiem wszytko. Tylko, zeby ona sie od niego odwaliła.

Astrid - Ja mu ufam.

Afrodyta - Ale wiesz mężczyzna jest jak pies nie jest wierny tylko jednej - spojrzała się na Sączysmarka ten dał jej kuksanca w bok i od razu sie uśmiechneła.

Astrd - No wiem.

Mieczyk - Skoro no wiesz? Co wiesz?

Szpadka - Że Kety ma chrapkę na naszego wodza.

Astrid - I mojego chłopaka - dodałam - dziwi mnie, że Bruno tego nie widzi.

Afrodyta- Nie tylko ciebie. Czkawka nie zabrał ze sobą smoka. - odwróciłam się w stronę, którą pokazywała Afrodyta. Nie zauwarzyłam, że został z nami Szczerbatek, który siedzi i patrzy się za swoim panem - więc wsiadaj na smoka i leć do niego.

Astrid - Na pewno? Nie pomyśli, że jestem zazdrosna? - spojrzałam w jej piękne zielone oczy

Afrodyta - Już Ci mówiłam. Pomyśli, że tobie na nim zależy. Musisz dać jej do zrozumienia, że on należy do ciebie.

Astrid - Okey to ja idę.

Podeszłam do Szczerbatka ustawiłam mu ogon, żeby mógł sam latać. Podeszłam do Wichury i wsiadłam na nią.

Astrid - Widzimy się później!

Afrodyta - No pewnie. A ty chodź ze mną mam pewne plany - pociągneła Sączysmarka za sobą.

Wzbiłam się w powietrze. A szczerbatek za nami. Nie odeszli zbyt daleko doszli dopiero do połowy Berk. A ta Kety nie spuszczała z niego wzroku. Wylądowałam przed nimi razem ze Szczerbatkiem. Kety się zchowała za Bruno a on był gotowy oddać za nią życie. Czkawka podszedł so swojego smoka i coś tam do niego powiedział. Nie słuchałam. Po czym podszedł do mnie ściągnął mnie z Wichury, Przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Wtuliłam się do niego.

Czkawka - Przepraszam, że Cię tak zostawiłem. - powiedział całując mnie w czubek głowy.

Astrid - Nie ma sprawy.

Spojrzałam się na Kety która nie chowała się za Bruno i pokazałam jej język. Wiem, ze zachowuje się dziecinnie, ale nie mam wyboru. Nie chcę go stracić. Oderwałam się od Czkawki. Objął mnie ręką w tali. Spojrzałam sie na nowo przybyłych.

Astrid - Och jak mi przykro nie powiadomilismy was, że żyje ze smokami i na nich latamy - powiedziałam z sarkazmem.

Bruno - To prawda.

Czkawka - Tak to prawda - posłał mi spojrzenie mówiące Bądź milsza Ja mu w odpowiedzi uśmiechnełam się. I od razu jego cała złość mineła. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy.

Czkawka- W zasadzie to nie jest moja dziewczyna.

Posłałam mu spojrzenie typu co ty gadasz? 

Czkawka - Ona jest moją narzeczoną.

Ulżyło mi na duszy. Stanełam na palcach i pocałowałam go w policzek.

Czkawka - To jak pozwolicie my sobie już pójdziemy mam plany.

Bruno - Jasne nie ma sprawy.

Kety - Nie!

każdy się na nią spojrzał.

Czkawka - Czemu nie?

Kety - No bo  ty nam jeszcze wszystkiego nie pokazałeś.

Czkawka zaczął się wachać. Muszę coś zrobić w oddali zauważyłam idących bliźniaków i Śledzika. Zawołałam ich. Podeszli do nas.

Astrid - Mieczyk, Szpadka, Śledzik pokażecie im resztę wyspy? - spojrzałam się na nich Tylko spróbujcie mi odmówić!

Szpadka,Mieczyk,Śledzik - Jasne. Czemu nie.

Czkawka - to fajnie. To my sobie już pójdziemy. 

Złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę jego domu. Spojrzałam się jeszcze na Kety bez głośnie wymówiła.

kety - Myślisz, że wygrałaś? Nie nie wygrałaś. Tak chcesz pogrywać? To będzie wojna.

Nie no ludzie mam się bić o własnego narzeczonego?

Rozdział 34 - Jeszcze nie wygrałaś...

Perspektywa Astrid.

Szliśmy w stronę jego domu. Nie mam pojęcia co on wymyślił. Zaczynam się powoli bać. Ale zarazem ciesze się, ze woli mnie od niej. Wyrwaliśmy się od panny doskonałej Kety i reszte dnia przynajmniej mam taki zamiar spędzić tylko z nim.

Astrid - Czkawka. Gdzie ty mnie tak ciągniesz? - pytałam się go

Czkawka - Zobaczysz kochanie tylko poczekaj.

Doszliśmy to jego domu. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Pociągnął mnie od razu na górę.

Czkawka - Zamknij oczy.

Zrobiłam to o co poprosił.

Czkawka - Ale nie podglądaj. Dobrze?

Astrid - No dobrze.

Przeszliśmy resztę schodów. Czkawka mnie prowadził. 

Astrid - Jeśli na coś wpadnę do pożałujesz. zroumiałeś?

Czkawka - Tak rozumiem. Nie martw sie i mi po prostu zaufaj.

Jak weszliśmy na samą górę. Weszliśmy do jego pokoju.

Astrid - Mogę otworzyć wreście oczy? - spytałam już trochę poirytowana

Czkawka - Jescze chwila - słyszałam jak coś poprawiał - okey już możesz.

Otworzyłam oczy. Jego pokój zmienił się całkowicie. Na ścianach wisi teraz mnóstwo naszych rysunków. Jest piękny. Wygląda zawalająco.

Czkawka - I co podoba Ci się?

Odwrócił mnie w swoją stronę. Żebym mogła popatrzeć mu w oczy.

Czkawka - Tylko mów prawdę.

Astrid - Podoba mi się. I to nawet bardzo.

Uśmiechnął się i złożył pocałunek na moich ustach. który stawał się coraz najmiętniejszy. Trwaliśmy w tej chwili dość długo dopóki nie przerwało nam pukanie do drzwi.

Czkawka - Zaraz wracam. Czekaj tu na mnie. 

schodząc na dół wysłał mi jeszcze chytry uśmieszek. Usadowiłam się na jego łóżku. I czekałam. Na dole słyszałam jakiś hałas. Postanowiłam spojrzeć z kim rozmawia Czkawka. W sumie nie powinnam być zaskoczona było to oczywiście Kety. Panna idealna. I przystawiała sie do Czkawki. Postanowiłam na razie nie zdradzać swojej obecności. Patrzyłam w milczeniu. Jak się do niego zbliża coraz bliżej, aż się dotykają. Szepcze mu coś do ucha. A on się nie zgadza i cały czas jej coś tłumaczył. I wkońcu nachyliła się do niego, żeby dotknąc swoimi wargami jego cudownych warg, które są przeznaczone tylko dla mnie. Tego już za wielę. Zeszłam trochę po schodach.

Astrid - O Cześć Kety nie przeszkadzam.

Oderwała się od niego i spojrzała w moją stronę.

Kety - Nie miałam pijęcia, ze tu jesteś.

Astrid - A widzisz jestem? 

Kety - To ja sobie już pójdę. 

Uśmiechneła się zalotnie do Czkawki a on i tak na nią nie patrzyl. Spoglądał na mnie i się pewnie zastanawiał ile widziałam. 

Czkawka - Ale to nie tak jak myślisz kochanie.

zobaczymy kogo on będzie Kety.

Rozdział 35 - tego już za wiele... Cz 1

Perspektywa Czkawki.

No nie, Przyszła do mnie. Okey to zrozumiem, ale, że namawiała mnie do rzucenia Astrid dla niej. To jest chore. I jeszcze ten pocałunek. Dobrze, ze wkróczyła Astrid bo nie wiem co byś się dalej wydarzyło. Po jej wyjściu Astrid zeszła po schodach i usiadła na krześle mocno wkurzona bliska płaczu. Podeszłem do niej. I usiadłem obok.

Czkawka - Czemu jesteś wkurzona? 

Astrid - To przez nią.

Czkawka - Przez Kety?

Astrid - Tak a przez kogo? - podniosła głowę i popatrzyła w moje oczy wkurzonym wzrokiem 

Czkawka - Ale o co chodzi - posłałem jej uśmiech a w jej oczach odrobinkę zagościło szczęscie, ale szybko znikło. Nawet nie jestem pewny czy tego sobie nie przywidziałem - wiesz, że mi możesz wszystko pwiedzieć.

Wstała i staneła przedemną.

Astrid - Na pewno chcesz wiedzieć o co chodzi z piękną panną doskonałą?

Czkawka - Tak chce wiedzieć.

Astrid - Już Ci mówię - było widać jak złość w niej buzuje i wzrasta - to wszystko przez to, że jesteś takim cholernym ciachem.

Czkawka - Ciachem? - pytajac podeszłem do niej i złapałem ją za ręcę, żeby się trochę uspokoiła.

Astrid - Tak ciachem. I jak ona Cię widzi to ślinka jej cieknie.

Czkawka - Czyli mi się nie zdawało.

Astrid - No nie zdawało. A bruno? Wogóle tago nie widzi - zaczeła się śmiać.

Czkawka - Astrid kochanie posłuchaj mnie.

Swoją uwagę skupila na moich oczach. Przy okazji przestała się śmiać.

Astrid - Tak?

Czkawka - Jak jestem tylko twoim ciachem - ciachem nie no - i zawsze nim będę nie obchodzi mnie żadna Kety dla mnie liczysz się tylko ty. Zrozumiałaś.

Astrid - Tak zrozumiałam.

Podeszłem do niej i ją pocałowałem. Na chwilę wtuliła się w moje ramiona, ale się oderwała i szła w stronę drzwi.

Czkawka - gdzie ty idziesz? 

Podbiegłem do niej próbując dotrzymać kroków. Wyszła na dwór. Rozejżała się wkółko.

Astrid - Nie widzę wichury. Wichura - krzykneła 

Smoczyca zaraz się koło niej pojawiła razem ze Szczerbatkiem. Wsiadła na swojego smoka a ja na mordkę. 

Czkawka - Gdzie lecisz?

Astrid - Do smoczej akademi.

Czkawka - Po co do akademi zajęcia są dopiero za godzinę.

Astrid - Zobaczysz.

Wzbiła sie w  powietrze a ja za nią.

Perspektywa Astrid.

Nie no tego już za wielę. Muszę pokazać tej dziewczynie kto tu ustala zasady. Wlecieliśmy do smoczej akademi. Zauwarzyłam Afrodytę siedziała na kolanach Smarka i o czymś rozmawiali. Śledzik zapisywał coś w księdze. A bliźniaki jak to ona biły się cały czas. Ale co najważniejsze jest tam Kety i Bruno. Czas zaczynać. Zeskoczyłam z Wichury. Szłam w stronę tej jędzy. Myślalam, że jest nią Afrodyta, ale się mylilam. Mijałam po koleji moich przyjaciół. Czkawka cały czas nie pewnie mnie obserwował. A ta panna niech wie co to jest zadzierać z nieustraszoną Astrid Hofferson.  Coraz bliżej byłam Kety.

Czkawka - Astrid co ty zamie...

Nie dokończył bo rzuciłam się na Kety przy czym obie wylądowałyśmy na ziemi.

Rozdział 36 - Tego już za wiele... Cz2

Perspektywa Astrid

Nie no już nie mogę! Muszę jej pokazać co potrafię. Rzuciłam się na nią. Uderzyłyśmy o ziemię. Nikt nie przyszedł jej na ratunek bo byli mocno zszokowani. Siedziałam na jej biodrach. i trzymałam za ręcę. Próbowała mnie zwalić, ale jej na to nie pozwalałam. Zamiast zaragować krzykiem czy nawet placzem ona zaczeła się śmiać. Jeszcze bardziej wkurzona uderzyłam ją w nos z, którego od razu popłyneła krew. Ona wreście zrozumiała i próbowała mi oddać. Zaczełam ją szarpać za włosy. Dość dużo jej wyrwałam. Teraz nie będą takie piękne. Jak na razie tylko bliźniaków odmórowało. Stali kilka metrów dalej i się wydzierali. To spojrzenie w ich stronę wystarczyło, żeby mnie powalić na placy. Teraz to ona na mnie siedziała. Złożyła w rękę w pieńść i ruszyla ją w moją stronę. W ostatniej chwili zdązyłam się jej wyrwać. Staliśmy chwilę patrząc się na siebie. Wziełam swój topór i zaczełam biec w jej stronę. Jak byłam tak blisko. Szczerbatek mnie złapał i zaczął nieść w stronę Czkawki. Bruno podbiegł do Kety i pytał czy wszystko jest okey.

Astrid - Szczerbatek puść mnie! - darłam się na smoka, ale on mnie dopiero postawił przed Czkawką.

Czkawka - Coś ty sobie myślała rzucając się na Kety? - patrzył na mnie takim wzrokiem od, ktorego kroiło mi się serce. 

Astrid - Zasłużyła na to. - podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona. - Puść mnie!

Czkawka - Jak chcesz - puścił mnie odwróciłam sie do niego plecami bo już dłużej nie mogłam patrzeć w jego piękne oczy, które są teraz przepełnione złoscią.

Mieczyk - Czkawka i coś ty zrobił?

Szpadka-  Tak fajnie im szlo!

Posłałam uśmiech w ich stronę. Afrodyta podeszła do mnie.

Afrodyta - Dobże zrobilaś! Musiałaś jej pokazać kto tu rządzi.

Astrid - No wiem, ale teraz Czkawka nawet na mnie nie chce spojrzeć.

Afrodyta - Hymmm - mierzyla go przez chwilę wzrokiem ale szybko zaczela kontynuować - nie nie prawda. Jest po prostu zszkowany.

Astrid - Dziękuje - przytuliłam się do niej.

Spojrzałam z niechęcią na Kety. Byla cała we krwi. Ja też jej krew mialam na sobie. Ale miałam to gdzieś. Bruno odszedł od panny doskonałej i podszedl do mnie.

Bruno - Jesteś jakaś chora? Czy co?!

Astrid - Ja chora! Powaliło Cię?

Bruno - Żadna dziewczyna nie skaczę na drugą tak po prostu.

Astrid - Ale to nie było tak o!

Bruno - A niby jak. Chyba złamałaś jej nos.

Astrid - No i dobrze zasłużyła.

Bruno - Ona zasłużyła jesteśmy to ledwie dzień a wy już się pobiłyście. I co ona jest ta zła! Tak? Nie ty nią jesteś.

Już byłam taka wkurzona brakowało jescze chwile a bym się na niego rzuciła. Ale z tego uratował mnie Czkawka, który do nas podszedł i objął mnie w tali.

Czkawka - Bruno  ona mówi prawdę.

Bruno - Co ty mówisz? 

Czkawka - Mówię, że Astrid miała powód, żeby się na nią rzucić.

Bruno - Niby jaki?!

Podeszla do niego Kety, która nadal udawała niewiniątko.

Czkawka - Taki, że ta twoja panna chciała mnie pocałować!

Przytulił mnie jeszcze mocniej do siebie dodajac mi przy tym otuchy.

Kety - To nie prawda. On chciał mnie! Ona jest zazdrosna, ze woli mnie od niej. A ja kocham ciebie.

Spojrzałam na nią piorunującym wzrokiem. z chęcią bym się na nią jeszcze raz rzuciła.

Mieczyk - Ej ale Czkawka mówi prawdę!

Każdy się na niego spojrzał.

Mieczyk - No co?

kety - Z ska ty możesz to niby wiedzieć?

Szpadka - A może dlatego, ze ja z bratem i Śledzikiem podglądaliśmy was przez okno? Haloo!

Wkurzylam się, że naruszyli naszą prywatność, ale tym razem im odpuszcze.

Bruno - Naprawde tak było? 

Śledzik,Mieczyk,Szpadka - Tak było.

Odsunął się od niej.

Bruno- Czemu to zrobilaś? ja ci nie wystarczam!

Kety - ALe to nie tak!

Bruno - Niby jak! Nie nie checę tego słuchć.

Odwrócił się od nas i wyszedł z akademi.

Kety - To wszystko przez was! 

I wybiegła. Wtuliłam się w Czkawkę. Ucałował mnie w czubek glowy.

Czkawka - Może się umyjesz i dokończymy to co zaczeliśmy?

Podniosłam głowę i znowu ujżałam jego piękne oczy przepelnione miłością. Tak się do nich przyzyczailam.

Astrid - Jasne czemu nie.

Posłałam mu chytry uśmieszek.


Rozdział 37 - Na ratunek!

Perspektywa Czkaki

Złapałem ją za rękę i pociągnałem. Zaczeła iść za mną. Szliśmy na piechotę do mojego domu. Po drodze dużo rozmawialiśmy. Jak doszliśmy na miejsce. Weszliśmy od razu na górę. Przyciągnołem ja do siebie i delikatnie pocałowałem.

Czkawka - Wiesz co?

Astrid - CO?

Czkwka - Pięknie tak wyglądasz jak się bijesz o mnie wiesz? - posłałem jej uśmieszek wtuliła się we mnie

Astrid - Ale wiem jedno. Ze było warto pobić się o takiego faceta. A teraz idę się umyć.

Czkawka - Dobra idź 

Wypuściłem ją niechętnie. Za chwile znikneła w łazience. Usiadem na łóżku i patrzyłem się na moje rysunki. Nie mogę się przyzwyczaić, że one tutaj wiszą. Usłyszałem pukanie do drzwi. Poszłem otworzyć. Za nimi stał, Sączysmark, Afrodyta, Śledzik i bliźniaki.

Czkawka - czy coś się stalo?

Afrodyta - Jezu. Jeśli by się nic nie stało to by nie było nas tutaj.

Czkawka - To o co chodzi?

Sączysmark - Dobrze widziałeś jak Bruno wyszedł a za nim wybiegła Kety?

Czkawka - Tak widziałem.

Sączysmark - Widziałem jak Kety odlatuje na Hakokle!

Czkawka - Jesteś pewny, że Ci się nie przywidzialo.

Szpadka - Czkawka! Halloo nasze smoki są a jego nie ma.

Mieczyk - Więc wychodzi na to, że to byl Hakokieł.

Sączysmark - Więc musisz mi pomóc.

Nagle poczułem na swojej tali czyjeś ręcę była to Astrid, ktora już zmyła z siebie całą krew.

Astrid - W czym ma Ci pomóc.?

Sączysmark - Kety zabrala mi mojego smoka.

Spojrzałem na moją narzeczoną. Zmarszyła czoło i się bacznie mu przyglądała.

Astrid - A jak mogła na nim uciec skoro to twój smok?

Mieczyk - Normalnie!

Szpadka - No właśnie! Jego smok wiecie jaki jest.

Mieczyk - Nie wierny. Czasami nawet go zjada.

Sączysmark rzucił im wściekłe spojrzenie.

Bliźniaki - No co? My tylko prawdę mówimy. - w tym samym czasie ruszyli ramionami. Następnie się na siebie spojrzeli i już leżeli na ziemi. Jot i Wym zaczeli ich roździelać.

Czkawka - Czyli Kety porwała Hakokla?

Afrodyta - No tak! jezu.... - przewróciła oczami.

Astrid - To co robimy?

Momentalnie każdego wzrok skupił sie na mnie.

Czkawka - Czy ja zawsze muszę wiedzieć wszystko już nie wyrabiam!

Astrid - Juz okej.

Staneła na palcach i pocałowała mnie w policzek.

Sledzik - Ja też nie wiem.

Mieczyk - A może wsiądziesz na swoją nocną furię. 

Szpadka-  Alfę wszystkich smoków.

Mieczyk - Szczerbatek jest najszybszy dasz radę go dogonić. 

Czkawka - Dawno to widziałeś? - zwróciłem się do Sączysmarka

Sączysmark - Nie od razu przybieglem tutaj.

Astrid - To co ty Czkawka lecisz?

Czkawka  - A mam inny wybór.?

reszta - No nie.

Czkawka - To robimy tak Sączysmark leci ze mną, Afrodyta z Astrid a reszta na swoich smokach. 

Reszta - Okej

weszliśmy na swoje smoki. Każdy byl na swoim miejscu.

Czkawka - To lecimy odbić Hakokła.

Wzbiliśmy się w powietrze...

Rozdział 38 - Hakokieł

Perspektywa Czkawki

Wzbiliśmy się w powietrze. Skierowaliśmy się w stronę którą pokazywal Sączysmark.

Sączysmark - A co jeśli ich nie znajdziemy?!

Czkawka - Znajdziemy.

Sączysmark - A co jeśli on nie wróci?

Astrid - On wróci.

Posała mi jeszcze współczujący uśmiech i odleciała z powrotem do Szpadki. Przez kolejne pietnaście minut przelecieliśmy w ciszy. Dopóki Sączysmark nie zauwarzył Kety i Hakokła.

Sączysmark - Czkawa! Tam są! 

Czkawka - Widzę. Ale nie możemy zdradzać naszej obecności.

Astrid - To co robimy?

Mieczyk - Wiklkie bum!

Szpadka-  Zgadzam się!

Czkawka - Żadnego bum nie będzie! Robimy tak ja z Sączysmarkiem i Szczerbatkiem podlecimy nad nimi i odbijemy Hakokla. Wy trzymacie tyły.

Astrid - Czkawka?

Czkawka - Tak - spojrzałem się w jej stronę

Astrid - Jak mi pozwolisz to ja bym chciała się z nią policzyć.

Czkawka - Sączysmark zgadzasz się?

Sączysmark - Może być. Dziewczyna lepiej to załatwi. Są groźnijsze

Afrodyta - No tak

Szpadka - Wiadomo

Czkawka - To robimy tak Astrid zamieniasz się mijescami z Saczysmarkiem. A cała reszta pilnujecie tyło,

Reszta - Tak jest!

Astrid zamieniła się z Sączysmarkiem miejscami. Wziliśmy się trochę wyżej w powietrze i bez problemu dogoniliśmy Kety. 

Czkawka - Gotowa?

Astrid - Tak!

staneła na Szczerbatku po czym skoczyla prostu na chakokła.

Perspektywa Astrid

Wylądowałam za nią. Zaskoczona odwróciła się do mnie. Złapałam ją za ręcę. Uniemożliwiłam jej wszelką próbę ataku.

Kety - Jak ty tu się znalazłaś?!

Astrid - Nocna Furia mówi Ci to coś?

Kety - Tak mówi. Ale jak dogoniliście mnie?

Astrid - znowu się powtarszam. Szczerbatek ostatnia nocna furia. Alfa wszystkich smoków. A zarazem najszybszy.

Kety - No bardzo ciekawe.

Przestała się rzucać. Chwilę myślała.

Kety - Ciekawa jestem czy zdola cię złapać.

Byłam zaskoczona i nie zdolałam się niczego złapać. Zaczełam spadać w doł. Mam nadzieję, ze Czkawka mnie złapie.


Rozdział 39  - Witaj przyjacielu... 

Pespektywa Astrid

Zaczełam spadać w dół. Zdązyłam jeszcze złapać się nogi Kety. Próbowała mnie zrzucić, ale się jej nie udało. I obydwie spadłyśmy ze smoka. Leciałyśmy coraz niżej. Ustawiłam się w pozycji, żeby wolniej spadać.  W takich sytuacjach przydał by mi się taki srój jaki ma Czkawka. Zbliżałyśmy się do ziemi. Już tak blisko. Piękne było moje życie. Ale na szczęscie tuż 5 metrów przed ziemią złapał mnie Czkawka. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy bo zlapał też Kety. Do Berk nikt się nie odezwał. Sączysmark z Afrodytą lecieli na Hakokle a Wichura leciała koło mnie. Czkawka nie chciał puścić mnie na mojego smoka. Pewnie myślał, ze nie polecę na Berk i miał by racje. Cała drogę spedziłam w szponach Szczerbatka. Wylądowaliśmy w akademi. Postawił nas na ziemi a sam wylądował obok. Śledzik jak by wiedział co się wydarzy zamnął kraty.

Czkawka - Co ty sobie Kety myślałaś zrzucając Astrid z Hakokła?

kety - No, że tylko ona spadnie.

Astrid - A nie przyszło Ci do głowy, ze bym mogła zginąć?! - już nie wytrzymuje. Najchętniej bym ją zatkukła na śmierć.

Czkawka - Astrid ma racja mogła zginąć a ty razem z nią. Ale na szczęscie was w pore złapałem.

Posłał mi uśmiech, Na który musiałam po prostu odpowiedzieć.

Kety - To co, że by zgineła. Zasługuje na to.

Astrid - Niby czym zasługuje?! 

Zaczełam iść w jej stronę. Czkawka dał jakiś znak wichurze i zagrdziła mi drogę kolcami. Odwróciłam się w  jej stronę.

Astrid - Ty też przeciwko mnie?

Czkawka -Astrid - odwrócilam sie z powrotem do niego - nikt nie jest przeciwko tobie.

Astrid- A to niby jak wytłumaczysz? - wskazałam ręką  w stronę mojej smoczycy

Czkawka-  Nie chciałem, żebyś się znowu rzuciła na Kety.

Astrid - Ale ona na to zasługuje.

Czkawka - Tak wiem.

Kety - Ja wcale nie zasługuje.!

Spojrzałyśmy się na siebie gniewnie.

Czkawka - Pogodzicie się?

Kety,Astrid - Nigdy w życiu!

Mieczyk - Czkawka!

Czkawka - Co? - spojrzał na bliźniaków.

Szpadka - Astrid ma rację. Ona chciała ją zabić!

Mieczyk - ale nie zabiła

Szpadka- ale mogła

Mieczyk - nie 

Szpadka - Tak

Mieczyk - nie

Astrid - Możecie dorosnąc?

Podeszłam do mojego chłopaka i się w niego wtuliłam.

Astrid - Dziękuje  - wyszeptałam mu koło ucha

Czkawka - Zawsze do usług - odpowiedział mi równieź szeptem.

Afrodyta - To co robimy z panną doskonałą?

Sączysmark - Ale ty jesteś tą panną.

Afrodyta - Tak wiem, ale nie zmieniaj tematu.

Ostatnio ciszę się, że Afrodyta tu zamieszkała.

Czkawka - teraz zamkniemy  ją w celi a ty Śledzik lecisz po Bruno. Trzeba sobie powyjaśniać kilka spraw.

Kety - Tylko nie Bruno. Proszę.

Haha czyli jej słaby punkt to Bruno, Wspaniale...


Rozdział 40 <3 - Nic nie rozumiem...

Perspektywa Czkawki

Kety usiadła w kacie. Usiadła tak żeby nie bylo jej widać. Śledzik poleciał szukać Bruno. Bliźniaki się jak to oni kłócili. Sączysmark z Afrodyta stali koło nad i coś szeptali. Astrid podeszła do mnie.

Astrid - To wszystko jest bardzo dziwne.

Czkawka - Nawet nie wiesz jak bardzo.

Afrodyta - To jest jakieś dziwne. Czy tylko ja nic nie ogarniam. - spojrzeliśmy się na nią - no co?

Sączysmark - no bo to jest dziwne.

Czkawka - No tak wiadomo.

Astrid - Serio tak trudno jest zrozumieć, że jesteśmy razem?

Czkawka - No jak widzisz trudno...

Afrodyta - Ona jest chora czy co?! Wy tyle już przeszliście jak mieliście 15 lat. - znowu się na nią spojrzaliśmy. Wzruszyla ramionami - No ona tak po prostu zjawiać się nie może. I rozbijać związek.

Astrid - Czkaka ona ma rację. To co z nią robimy?

Czkawka - |Nie mam pojęcia. Na razie czekamy na Śledzika i bruno.

Afrodyta - Okey

Sączysmark - spoko

Astrid - ok

Stalismy i jescze chwile rozmawialiśmy. Dopóki do akademi nie wleciał Sledzik na Sztukamięs a znim razem Bruno.

Astrid - No ile można czekać?

Bruno - No przepraszam.

Śledzik - On nie chciał na początku tu wogóle przylecieć.

Czkawka - dobra rozumiemy.

Podeszłem do Krat i je otworzyłem i wyciągnąłem Kety na środu areny

Kety - Czego wy chcecie? - chciała być wredna, ale jej nie wychodziło. Łzy płyneły po jej policzkach.

Astrid - I co teraz nie jesteś taka ostra?

Podeszłem do mojej narzeczonej i mocno ją przytuliłem.

Czkawka - Astrid kochanie uspokój się.

Astrid - Dobrze

Czkawka - Wieć kety o co ci chodzi?

Kety - Ja nic nie pametam

Afrodyta - Na pewno? Bo mi sie nie wydaje.

Kety - Ja serio nie pamiętam. Nic z ostatnich dwóch dni!

Nagle Bruno zrobił coś co nas zszokowalo. Podszedł do Kety i ją przytulił a ona się w niego wtulila.

Bruno - a jednak to prawda...

Czkawka - Jaka prawda.

Bruno - Ona mi kiedyś wspominała, że jest chora, ale ja myślałem, że żartuje...

Rozdział 41 - Chora?

Perspektywa Astrid

Co chora? Ja jej nie wieże. Zapewne boji się konsekfencji. Odciągnełam Czkawkę od reszty.

Astrid - *szeptem* Czkawka ja bym jej nie ufała. Po tym co robiła.

Czkawka - *szeptem* czemu ma kłamać?

Nie no. On tak serio?!

Astrid - Ty tak serio? - krzyczałam. Każdy jej wierzy.

Czkawka - *szeptem* nie tak głośno usłyszą nas.

Astrid - I co ztego? Mam to gdzieś!

Czkawka - *szeptem* porozmawiajmy na spokjnie.

Astrid - *szeptem* ty serio tego nie widzisz? Żebym nie miała potem racji.

Czkawka - *szeptem* rozumiem. Czyli znowu tak jest.

Astrid - *szeptem* Co znowu jest?

Czkawka - *szeptem* Tak jak - wzruszył ramionami - tak jak mielismy 15 lat. To samo było z Heatherą. Pamiętasz?

Astrid - *szeptem* tak pamiętam.

Czkawka - *szeptem* no właśnie. Byłaś o nią zazdrosna. 

Astrid - *Szeptem * ja nie jestem o nią zazdrosna! Po prostu mam złe przeczucia.

Podszedł do mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego.

Czkawka - Pamiętaj, że kocham ciebie.

Astrid - Mam nadzije - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Nie usłyszał dobrze.

Puścil mnie i wrócil do reszty. Ja jeszcze stałam i się na nich gapilam. On jej wierzy jak może! W tedy też miałam rację ze Heathera nie była do końca szczera. A potem uratowalam jej rodzićów. I zostałyśmy przyjaciółkami. A z Kety tak nie będzie. Ja to wiem. Jakieś świateło zapale sie we mnie gdzieś głeboko i ostrzega. Nie ostrzega tylko parzy! Z zamyślenia wyrwała mnie Afrodyta.

Afrodyta - I co on też jej wierzy.

Wzruszyłam ramionami jak by mnie to wogóle nie obchodzilo. Ale obchodziło i to bardzo.

Astrid - No na to wygląda. A ty?

Afrodyta - MI już nie podobała się od samego początku. Ja za nic jej nie zaufam.

Astrid - Ja też nie. Ale teraz idę do domu. Zmęczona tym wszystkim jestem.

Afrodyta - Jasne. Będę miała panną Kety na oku.

Astrid - Dzieki

Przytuliłam się do mojej przyjaciółki. Po czym wsiadłam na Wichurkę i odleciałam bez słowa. Poleciałam prosto do domu. Weszłam do sowjego pokoju. I położyłam się na łóżku. Usnełam.  Z samego rana obudzilo mnie walenie do drzwi. zeszłam je otworzyć. Za drzwiami byl Czkawka z resztami jeźdźców, ale bez Kety wcale mnie to nie ździwliło.

Astrid - Stało się cos? - spytałam się z chytrym uśmieszkiem chociaż wiedzialam, że coś jest nie tak

Czkawka - woja z Kety na czele.

Wiedziałam Czkawka. Mówiłam!

Rozdział 42 - Która to już wojna?

Perspektywa Astrid

Haha wiedziałam, że tak będzie! Ja zawsze mam rację. Ja nigdy się jeszcze nie myliłam. Ja potrafię wyczuć co się stanie.

Astrid - Widzisz a nie mówiłam Ci? - pytałam wsiadając na Wichurę

Czkawka - Tak wiem. Przepraszam.

Astrid - teraz nie mamy na to czasu. Dużo ich jest? - swoje pytanie zwróciłam do Śledzika. Wzbiliśmy się w powietrze.

Śledzik - Malo damy radę. Nawet nie wiem czy to można nazwać wojną.

Astrid - Jasne rozumiem. 

Lecieliśmy w stronę wojny. Śledzik miał rację. Mało ich było.

Mieczyk - Widzicie mało ich. Damy radę raz dwa.

Szpadka - Racja jeden wybuch i po nich!

Przewróciłam oczami z irytacji. Oni nigdy się nie zmienią. Szukałam wzrokiem Kety. Odnalazłam ją na smoku. Siedziała na na śmiertiku zębaczu. Na takim jak moja Wichura. Pozostali podązyli moim wzrokiem, żeby zobaczyć co mnie tak zszkokowało.

Astrid - Mamy jakiś plan?

Czkawka - Tak mamy.

Afrodyta - A może zamiast mówić tak mamy to nam o nim powiesz. Bo nie mamy zbytnio czasu.

Sączysmark - Ale tyn jesteś piękna jak się złościsz.

Afrodyta - Tak wiem - zarzuciła swoimi brązowymi włosami i posała mu szeroki uśmiech - więc?

Czkawka - Robimy tak ty Astrid zajmnijesz się Kety.

Astrid - Ja? - udawałam zaskoczoną chociaż doskonale chcialam się jej pozbyć raz na zawsze.

Czkawka - Tak ty. - posłał mi piękny uśmiech który odwzajemniłam - ja z resztą pozbędziemy się jej ludzi.

Afrodyta - Okey

Sączsymark - Może być

Mieczyk - Możemy coś wysadzić?

Szpadka - Jak wyzej

Czkawka - Tylko łodzie wrogów.

Bliźniaki - Fajnie!

I już nie było reszta podązyła z nimi. Skierowałam smoka na Kety. Lecieliśmy w jej stronę. 

Kety - O Astrid. Ciebie na serio jest ciężko się pozbyć.

Astrid - Och nawet nie wiesz jak, Z resztą tak jak ciebie.

Kety - Ty cały czas mi się nataczasz. I wszystko psujesz.

Astrid - Ja wszystko psuje! Bylo idealnie dopóki się nie pojawiłas! Czego ty wogóle chcesz?

Kety- Wiedziałam, że o to zapytasz. Chce Czkawki.

Astrid - On jest mój - ale ona mnie wkurza musze się jej pozbyć. Przystąpilam do ataku.

Perspektywa Czkawki.

Pozbyliśmy się wszystkich. Spojrzałem w stronę Astrid i kety. Walczyła moja ukochana i wygrywała dopóki nie stracila równowagi i spadła ze smoka. Zacząłem lecieć w jej stronę, ale byłem za daleko. Spadła i straciła przytomnośc. Podleciałem do niej. Zeskoczyłem ze Szczerbatka i połżyłem jej głowę na moich kolanach i kciukiem wytarłem krew z jej policzka. Otworzyła oczy.

Astrid - Czkawka.?

Czkawka - Tak kochanie.

Astrid - Pamiętaj, że cię kocham

Jej oczy zaczeły się powoli zamykać.

Czkawka - Też cię kocham.

Zamkneła oczy. I jej głowa bezwładnie opadła na moje kolana. Nie! nie możecie mi jej zabrać! Nie możecie. Sprawdziłem puls nic nie wyczułem. Ona odeszła. A ja nawet jej nie peprosiłem. Łzy zaczeły płynać mi po policzku. Wytrała je Afrodyta która kucneła koło mnie i mocno przytuliła.

Czkawka - Ona odeszła.

Afrodyta - Ciii... Tak wiem.

Rozdział 43 - Astrid czemu?

Perspektywa Czkawki

Czemu? Czemu? Astrid nie zostawiaj mnie. Kocham Cię. Od zawsze. Nadal tuliłem do siebie martwe ciało mojej ukochanej. Wygraliśmy mini wojnę. Pozostali jeźdżcy usiedli wkółko mnie i się nie odzywali. Tylko Afrodyta siedziala kolo mnie. Płakaliśmy razem. Próbowała mnie pocieszyć, ale zbytnio jej to nie wychodziło. Szeptała coś do mnie. Nie słuchałem. Miałem to gdzieś moje życie starcilo sens. Bez niej? Nie wyobrażam sobie tego. 

Afrodyta - Co teraz robimy? - spytała najdelikatniej jak umiała.

Czkawka - Nie mam pojęcia - łzy nadal spływały strumieniami po policzkach.

Sączysmark -  Ja też nie wiem.

Mieczyk - Ja wiem jedno. bez niej nie będzie taak samo

Spojrzeliśmy się na niego. Szpadka też. Każdy był zszkowowany, że Mieczyk powiedział taką mądre słowa.

Szpadka - Wiesz co brat?

Mieczyk - No?

Szpadka - Bardzo mnie zaskoczyłeś - wzruszyła ramionami - ale masz rację. Nie będzie tak samo

Każdy przytaknął jej racje. Znowu zapadła ta głośna cisza. Wiem, że cisza to nie dźwięki ale dla mnie to nie do wytrzymania.

Czkawka - Nie mogę w to uwierzyć.

Śledzik - Czkawka nikt nie może w to uwierzyć.

Afrodyta - Ona - wytarla łzy na swoim policzku. - była pierwszą przyjaciółka jaką miałam.

Sączysmark mocno ją przytulił i zaczął gładzić po włosach. Ja brakuje mi jej usmiechu. Oddal bym wszystko żeby jeszcze raz zobaczyć te piękne oczy, które patrzyły na mnie z miłoscią. Tak mi jej brak. Nadal siedzieliśmy w nie znośnej ciszy. Opłakujac śmierć Astrid. Nagle się poruszyła. Ale nie zwracałem na to uwagi wiedziałem że to nie prawda. Tylko moje wyobrażenia. Położyłem ją na ziemi koło mnie. Wstalem z moim śladem poszła reszta moich przyjaciół. Pogłaskałem Szczerbatka. Patrzył na mnie współczującym wzrokiem. Nagle poczułem czyjąś rekę na ramieniu. Nie spojrzałem w stronę tej osoby bo miałem to gdzieś. Przed chwila stracilem osobę która kocham. Usłyszałem jakiś głos, Nie mogłem w to uwirzyć. Odwrociłem się błyskawicznie w stronę z ktorego dochodził. Ujżałem Astrid żywą. Rzuciła mi się na szyje. Pocałowałem ją. Następnie się we mnie wtuliła.

Czkawka - Astrid- z moich oczu znowu zaczeły lecieć łzy.

Astrid - CIii Czkawka. Wszystko będzie dobrze. Żyje! nie cieszysz się?

Czkawka - Oczywiście, że się cieszę.

Ucałowałem ją w czubek głowy.

Czkawka - Astrid tak bardzo Cię przepraszam.

Astrid - Nic się nie stało przyzwyczaiłam się już. - posłała mi uśmiech pełen miłości. Jak ja ja kocham.

Czkawka - Kocham Cię wiesz?

Astrid - Tak wiem.

Rozdział 44 - Czkawka i czkawka?

Persepktywa Czkawki.

Jak dobrze, że ona żyje. Nie mam pojęcia co ja bym bez z niej zrobił. Przytuliłe ją mocno do siebie. Stalismy tak chwilę w milczeniu.

Afrodyta - Może teraz mi pozwolisz przytulić swoją przyjaciółkę?

Czkawka - No tak jasne

Wypuściłem ją niechętnie. Podeszła do Afrodyty i się przytulily.

Astrid - i co wygraliśmy?

Śledzik - Tak

Astrid - A co z Kety?

Mieczyk - Jak spadałaś uciekła.

Szpadka- Pewnie ldatego, że ujżala Mieczyka.

Mieczyk - No racja - wzruszył ramionami. Jeszcze tylko trzy, dwa, jeden - czekaj co?

Szpadka - to - jedną ręka powaliła go na ziemię.

Astrid - Czyli Kety uciekła? - spytała łapiąc mnie za rękę.

Czkawka - Tak. Masz mnie teraz całego dla siebie.

Sączysmark - Ale wy jesteście obleśni.

Podeszła do niego Afrodyta i też złapała ze rękę.

Afrodyta - Nadal jest obleśne.

Sączysmark - Jak ty to robisz to nie.

Mieczyk - Moim zdaniem nadal jest to obleśne.- Ale tym razem to Astrid powaliła go na ziemię - za co?

Astrid- Za to, ze żyjesz.

Czkawka - To może wrocimy do wioski i zajmniemy si tym co robiliśmy?

Reszta - Może być.

O jacy są jednomyślni. Każdy wsiadł na swojego smoka. My z Astrid polecieliśmy do mojego domu. Weszliśmy do domu. Szczerbatek został i bawił sie z Wichurą.

Czkawka - Masz pomysł co będziemy robić?

Astrid - Tak jeden mam.

Złapała mnie za rękę i pociągneła w stronę kuchni.

Czkawka - Co będziemy robić?

Astrid - Upieczemy cisteczka na powrót twojej mamy.

Czkawka - To ona wogóle gdzies wyjechała. Nie widziałem jej długo.

Astrid - Pewnie CI mówiła a ty nie pamiętasz.

Wziełam faruch Valki i założyła go na siebie. Usiadłem na krześle. Astrid zeczeła wyjmować wszystkie potrzebne składniki aż wkońcu zabrala się za robotę. Siedziałem na krześle z 20 minut i patrzyłem się jak moja narzeczona kręci się po kuchni. Nagle dostałem w twarz mąką.

Czkawka- A to za co?

Astrid - za to, że się na mnie tak gapisz.

Zaczelismy się śmiać. Śmialiśmy się tak, że aż złapałem czkawkę.

Astrid - Ty Czkawka masz Czkawkę

Czkawka - zauważyłem - nadal czkałem

Usiadla mi na kolanach. Zdmuchneła z mojich ust makę i mnie pocałowała.

Astrid - I co przeszło.

Czkawka - Chyba tak.

Teraz to ją ją pocalowałem. One zeszła z moich kolan i znowu oberwałem mąką. Bawiliśmy sie świetnie aż nagle...

Rozdział 45 - Przeszłość  Dedyk za rozwiązanie zagadki dla Agaciorek03

Perspektyw Astrid

Bawiliśmy się doskonale, ale nie. Chwila spokoju nie jest nam pisana. Drzwi od mieszkania Czkawki otworzyły się z wielkim hukiem. I ktoś wszedł do środka.

Głos - Wróciłam.

Wybiegłam z kuchni i rzuciłam się na nowo przybyłą osobę. Poleciałyśmy na ziemię. Czkawka pobiegł za mną i ściągnał mnie z niej.

Czkawka - Co tu wyrabiasz?

Astrid - Jak to co?

Czkawka - jak możesz atakować moją matkę - spytał się z oburzeniem

Podał rękę osobie, i podniósł ja na nogi. Nic nie było widać bo nie wiadomo z kąd wzieła się mgła.

Głos - Dziękuje.

Czkawka - Astrid przeproś to było nie ładne z twojej strony.

Astrid - Ale to nie Valka - wzruszyłam ramionami - chyba tak o dla zabawy bym się na nikogo nie rzuciła.

Głos - Ona ma rację Czkawka. - postać wyszla z mgły. Tak żeby można było ją zobaczyć - to ja Kety. Czy ja Ci wyglądam na twoją matkę?

Czkawka - Co ty znowu tutaj robisz?

Przewróciłam oczami. Znowu miałam rację i wiedziałam doskonale co zaraz mu powie.

Kety - Chce ciebie Czkawka - zaczeła iść w jego stronę. A ja nadal stałam w miejscu i przypatrywałam się całej sytuacji z irytacją - I nie wiesz jak bardzo.

Doszedł do ściany nie miał jak już się wycofać. Kety podeszła do niego i zaczeła bawić się jego włosami. A ja nadal stałam i się patrzyłam.

Czkawka - Ale ja Cię nie kocham.

Kety - Pokochasz. Nie martw się. Nie będziesz miał wyboru.

Czkawka - A bruno?

Kety - Już się go pozbyłam. Teraz wystarczy tylko to.

Wyjeła ze swoich butów nóż i od razu rzuciła go w moją w stronę. Jakie było to przewidywalne celowala w moje serce. Ja odruchowo złapałam nożyk i rzuciłam go na ziemie obok siebie. Na jej spojrzenia wzruszyłam tylko ramionami.

kety - Widać, ze jej nie zaleźy. To juz nic nie stoji nam na przeszkodzie.

Mi nie zależy! Chyba ją pogieło. Złapałam swój topór i po cichu podeszłam do Kety i Czkawki. Nie mogła mnie zauwarzyć ponieważ całowała Czkawkę. Mój chłopak się na mnie spojrzał. Pokiwałam mu głową i zaczą oddawać pocałunki jak by wiedział, ze coś kombinuje. Trwali w pocałunku kiedy ja podniosłam topór nad jej plecami byłam gotowa uderzyć. Kiedy drzwi się ponownie otworzyły i tym razem weszła Valka. Kety oderwała sie od Czkawki i kazdy z nas patrzył na nowo przybyłą.

Czkawka - Mama?

Astrid - Valka?

Kety - Ciocia?

Valka - Tak dzieci to ja.

Rozdział 46 - Rodzina?

Perspektywa Czkawki

Czy ona serio powiedziała ciocia czy mi się tylko zdawało?

Czkawka - Ciocia?

Spojrzałem się na Astrid też bardzo się zdziwiła.

Valak - No tak jestem jej ciociom.

Czkawka - Mamo czemu nic mi nie powiedziałaś?!

Valka - A pytałeś sie? 

Wzruszsłem ramionami.

Czkawka - Mówiłaś, że będziesz cały czas ze mna szczera!

Valka - Tak wiem.

Czkawka - To się dopiero dowiaduje, ze się całowałem ze własną kuzynką?!

Valka - Całowaliście się?!

Astrid - Tak całowali się! By do tego nie doszło jak byś powiedziała!

Kety - Pierwszy raz się z nią zgadzam! MOgłaś mi powiedzieć że mam kuzyna!

Czkawka - One mają racje!

Astrid - Byśmy unikneli takiej sytuacji! Dobrze, ze mu jeszcze do łóżka nie wlazła!

Kety - Własnie! czekaj co?

Czkawka - Masz nam coś do powiedzenia?

Valka - Nie myślałam, ze wy sie spotkacie.

Astrid - Ona całowała mojego narzeczonego!  Jeśli byś go powiadomiła to by do tego nie doszło!

Valka - Tak wiem głupio mi.ł

Astrid - Głupio? 

Podeszłem do niej i złapałem ja za ramiona żeby się uspokoiła.

Czkawka - Astrid kochanie uspokuj się. Pamiętaj, że to moja matka

Astrid - Pamiętam! Ale nie wiesz jak mnie to zraniło.

Wyrwala mi sie z uścisku i wybiegła z mieszkania.

Kety - Ja nadal nie mogę w to uwierzyć!

Czkawka - Ja też. 

Valka 0 Dajcie mi to wytłumaczyć.

Czkawka - Mamo ja nie chce na razie niczego słyszeć chce mieś spokój. 

Zawołałem Szczerbatka i poleciałem za Astrid.

Rozdział 47 - Piękne zakończenie histori... Dedyk dla SzCzErBaTeK 121

Persektywa Czkawki

Bez problemy doginiłem Astrid.

Czkawka - Astrid!

Odwróciła się.

Astrid - Czkawka?

Czkawka - Tak. Możemy pogadać.

Astrid - no hymm - nie mogła się zdecydować - no dobra. 

Wylądowaliśmy na plaży. Zsiedliśmy ze smoków i usiedliśmy na skale.

Astrid - To o czym chcesz porozmawiać.

Czkawka - Na początku pamiętaj, ze bardzo i tylko ciebie kocham.

Astrid - Ja cb też Czkawka

Czkawka - To mże wrócimy do mnie do domu. I spokojnie porozmawiamy?

Astrid - Mozemy. W sumie to nie załadnie się zachowałam.

Polecieliśmy do mnie do domu. Na miejscu zastaliśmy Kety i mame jak siedzieły przy stole i piły herbate.

Valka - O jak dobrze, ze jesteście. Usiądzcie - pokazała nam ręką na dwa puste krzesła. 

Usiedliśmy.

Kety - To może zaczniesz. Bo czekalyśmy tylko na nich.

Valka - No to zacznę od początku - poprawiła się na krześle - Jak mnie smok porwał jak jeszcze byłeś mały. Porwał też moją siostrę i jej dziecko. Ale ona zgineła. Więc ja sama zostałam z Kety. Wychowywałam ją aż do 18 roku życia. Potem wyruszyła w swiat.

Czkawka - Czy ja dobrze rozumiem. Wychowywałaś cudze dziecko a mnie nie było juuż łaska.

Valka - Czkawka to nie tak jak myślisz.

Czkawka - To niby jak?

Valka - ja myślalam, że tak będzie łatwiej.

Czkawka - Lawtiej każdy myślał że nie żyjesz!

Valka - Tak wiem przepraszam.

Kilka mięsięcy później

Afrodyta - Możesz łaskawie na chwilę złapać te włosy?

Astrid - Tak mogę. 

Afrodyta - To złap.

Valka - Dziewczyny spokojnie.

Podeszła do nas i podpieła mi włosy.

Valka - Pamiętajcie, że to jest ważny dzień.

Astrid,Afrodyta - Tak wiemy.

Afrodyta - Wystarczy tylko poprawić tutaj. -przygladzila material. Rozpuściła z powrotem moje włosy - Pięknie!

Astrid - Dziękuje.

Byłam ubrana w białą sukienkę z koronka do kolan. I złote sandaly na obcasie. Włosy miałam rozpuszczone. Moja najlepsza przyjaciółka była ubrana w niebieską sukinekę podobna do mojej i czarne buty na wysokim obcasie. Włosy miała spiete w koka. Wyglądała zachwycająco.

Valka - Już czas.

Złapała mnie za rekę wyszłyśmy z domu. Przed nim było pelno gości. A co najważniejsze Czkawka. Doszłyśmy do ołtarza. Puścila mnie. Podeszłam do Czkawki i złapałam go za rece. Wypowiedzielismy slowa przysięgi i co najważniejsze pocałunek. Wreście jesteśmy małżeństwem.

Po ślubie odbyła się dluga impreza. Czkawka i Astrid żyli długo i szczęsliwi tak samo jak Sączysmark i Afrodyta. Śledzik znalazł sobie piękna dziewczynę Anastazje. Bliźniaki jak to bliźniaki tylko wybuchy w głowie...

The End


Mam wielką nadzieję, że moje wypociny wam się podobały. bardzo bardzo dziękuje że mnie wspieraliście. Za odblokowywanie weny. I za te komentarze! Bardzo mi pomagały.. Co do kolejnego bloga wszystko zależy od was czy chcecie, zebym dalej pisała. No to jeszcze raz bardzo dziękuje. Do Zobaczenia. Papa :D

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:345astrid345/Witaj_w_moim_%C5%9Bwiecie...  nowy blog :D

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.