FANDOM


Prolog

Jedenadstoletni chłopiec został brutalnie wyciągnięty ze swojego domu. Jego ciemne włosy były poczochrane, a jedno z brązowych oczu mocno podbite. Próbował wyszarpnąć się z silnego uścisku przytrzymujących go mężczyzn, jednak, co oczywiste, nie miał z nimi najmniejszych szans.

― Mamo! ― krzyknął, w przypływie desperacji odwracając się w stronę swojego domu. Nikt nie odpowiedział.

Przytrzymujący go piraci zatrzymali się na chwilę, by spojrzeć na pogorzelisko, które zaledwie kilka chwil temu było piękną, spokojną osadą. Drewniane, bogato zdobione domy, teraz stały w płomieniach. W powietrzu rozlegały się krzyki kobiet i dzieci. Ciała zabitych mężczyzn wyciągnięto na główny plac i podpalono, a młodych chłopców i dziewczęta ciągnięto na statki.

Dzieci mogły tylko się domyślać, co stało się z ich matkami…

Chłopiec został nagle brutalnie szarpnięty i ruszyli w drogę. Statek, na który zmierzali, był największym z floty, o czarnych żaglach, przyozdobionych symbolem złotego, smoczego oka. Podjął ostatnią próbę walki, zaparł się nogami, wykręcił ręce, wbił paznokcie w przytrzymujące go dłonie… I znów nic to nie dało. Ostatni raz spojrzał w stronę swojego płonącego domu. I zamarł.

W drzwiach pojawiła się jego matka. Jej podarta spódnica pokryta była krwią, podobnie zresztą jak jej nogi. Twarz miała okrutnie pobitą, ręce pokryte szramami i siniakami. Wielkie rozcięcie w jej boku broczyło wszystko dookoła czerwoną posoką.

― Nøkkel! ― wykrzyknęła imię syna, wyciągnęła ku niemu rękę… I w tej samej chwili miecz przeszył jej ciało.

~

Płaczący chłopiec został wepchnięty do ciasnej, ciemnej celi pod pokładem. Drzwi zamknęły się z donośnym trzaskiem, pirat przekręcił klucz w drzwiach i Nøkkel pozostał sam, w ciszy. Skulił się, przyciskając piąstki do mokrych oczu. Pod nosem bez przerwy powtarzał słowo: Mama.

~~

Kolorowy pstrąg spokojnie płynął pod prąd strumienia. Jego wielobarwne ciało wyginało się w równym, nieprzerwanym rytmie.

Nagle objęły go wielkie, mocne szczęki, zacisnęły się, wyduszając z niego ostatnie porywy życia i kłapnęły ponownie, by ostatecznie pożreć rybę.

Szary smok oblizał się ze smakiem i zamlaskał, zadowolony z posiłku. Rozwinął skrzydła i jednym, potężnym machnięciem, wzniósł się w powietrze. Wzlatywał coraz wyżej, dopóki nie znalazł się tuż pod granicą wody, oddzielającą Ukryty Świat od powierzchni Ziemi. Leciał tak, dopóki nie dotarł do wielkiego wodospadu, bramy między światami. Między znanym a nieznanym…

Przysiadł na skale i wciągnął w nozdrza rześkie powietrze z zewnątrz. Drażniło jego delikatne drogi oddechowe, przyjemnie łechtało suche gardło i pobudzało układ krwionośny. Przymknął oczy, wyobrażając sobie, że lata nad powierzchnią, spadająca z nieba woda, o której opowiadał mu ojciec, obmywa jego skrzydła, a prawdziwe, nieograniczone Słońce, przyjemnie ogrzewa skórę.

Otworzył oczy, by wyrwać się z przyjemnej wizji. Wiedział aż zbyt dobrze, że nigdy nie będzie mógł doświadczyć życia poza Ukrytym Światem. Jako syn Alfy, nie mógł go opuścić. W przyszłości sam miał stanąć na czele ogromnego stada smoków. Pozostawały marzenia.

Położył się i zamierzał znów przymknąć ślepia, gdy usłyszał donośny łopot skrzydeł tuż za sobą. Młody Burzochlast o rzadkim, błękitno-białym umaszczeniu, wylądował tuż za nim, groźnie szczerząc kły.

Szary smok dźwignął się na równe nogi i odwrócił do nowoprzybyłego. Podkulił grzbiet i złożył uszy, by pokazać, że nie ma złych zamiarów. Niestety, nie zadziałało. Burzochlast warknął gniewnie i rzucił się na Pomroczność Jasną, wszystkim czterema pazurami celując w jego oczy. Szary ryknął z przestrachem i momentalnie poderwał się w górę.

Dlaczego ten smok atakował? Wszyscy mieszkańcy Ukrytego Świata doskonale wiedzieli, kim jest ten szary smok oraz że nie powinni go atakować, pod groźbą kary… Co się działo z tym Burzochlastem?!

Szary pomknął w stronę swojego gniazda, najszybciej jak potrafił. Nie miał najmniejszych szans w wyścigu z czteroskrzydłym Burzochlastem, ale liczył, że jeśli uda mu się dolecieć do domu na czas, pomogą mu ojciec i matka. Był już niemal na jedno machnięcie skrzydłami, gdy agresor wpadł na niego niczym pocisk. Upadli na ziemię, potoczyli się, gryząc i drapiąc nawzajem, aż w końcu zatrzymali w miękkim piasku. Dookoła wzniosły się tumany kurzu, gdy oba smoki walczyły na śmierć i życie.

Burzochlast starał się zębami i pazurami dosięgnąć gardła Pomroczności Jasnej, podczas gdy mniejszy smok robił wszystko, by zepchnąć z siebie agresora. Z każdą chwilą stawał się coraz słabszy i słabszy, aż w końcu nie wytrzymał i ostre jak brzytwy zęby zacisnęły się wokół jego gardła. Szary czuł, jak z każdą chwilą powietrza w jego płucach jest coraz mniej i mniej, aż w końcu nie czuł już nic.

Stracił przytomność, przestał walczyć i dopiero wtedy został wypuszczony przez napastnika. Burzochlast przyjrzał się mu z pogardą w oczach.

Szary smok nie mógł wiedzieć o pojedynku, który odbył się między Szczerbatkiem a nowoprzybyłym do Ukrytego Świata Alfą stada Burzochlastów, który odbył się kilka godzin temu.

Nie mógł wiedzieć, że jego ojciec przegrał i nie jest już Alfą Ukrytego Świata…

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.