FANDOM


W twierdzy.

Astrid i Czkawka siedzieli w twierdzy i rozmawiali.

>Czkawka< No, co dziś robiłaś?

>Astrid< A, tradycyjnie. Lot na Wichurze, Akademia, pomoc przy ogródku, lot na Wichurze i znowu Akademia.

>Czkawka< Znalazłem nową wyspę. Jest duża, a niej jest pewna chata. Nie sprawdzałem jej jeszcze. Polecimy tam?

>Astrid<OK, z chęcią^^ Może znajdziemy coś fajnego?

>Czkawka<Kto wie???

'Lecieli przez pół godziny. Rozmawiali o różnych rzeczach, aż na horyzoncie pojawiła się wyspa.' Przez całą jej powierzchnię płynęła rzeka, mieniąca się wszystkimi kolorami w świetle zachodzącego słońca. Było tam dużo lasów i gór.

>Czkawka<To tutaj, lądujmy.

>Astrid<To o tej chacie mówiłeś?

Czkawka przytaknął.Weszli do środka. Wewnątrz były połamane meble i pęłno pajenczyn. W pomieszczeniu była straszna atmoswera. Astrid zobaczyła gruby zeszyt leżący na stole.

>Astrid<Czkawka! Zobacz, tu coś jest!

Chłopak podszedł do stołu i wziął zeszyt. Razem z Astrid wyszli na dwór i usiedli na kłodzie przed chatą. Zaczął czytać.


"Autorem jest Arvena Skyler, jedyna córka wodza Drago Krwawdonia, mam 16 lat. Mieszkam na spokojnej, dużej wyspie, no, takiej... Zwyczajnej, nic specjalnego. Tylko pola i lasy, a na samym końcu góra. Jestem na statku, płynę w nieznane. Dowodzi mój ojciec, ale wiem tylko, że płyniemy się o coś targować. Może o ryby? Zborze? Wyspy? Może nawet życie? Kto wie. Podróżujemy na wschód, płyniemy stałym tempem. Do celu dobijemy za dwa tygodnie. "

Dziennik pokładowy, wpis 2.

"Płyniemy coraz dalej. Naokoło unosi się mgła. Na razie jest jeszcze lekka, ale z doświadczenia wiem, że za dzień, dwa nie będzie nic widać. Czasami  na niebie widać jakieś dziwne sylwetki wielkich stwożeń. Nie wiem, co to jest, ale myślę, że już niedługo się dowiemy. Mam złe przeczucia. Do celu został tydzień i dwa dni. Muszę wypytać ojca po co płyniemy, może dowiem się czegoś więcej.

Dziennik pokładowy, wpis 3.

"Dookoła jest coraz więcej skał. Mgła jest już bardzo gęsta, a sylwetki coraz częściej pojawiają się na niebie. Jedna nawet przeleciała obok mnie. Ciekawe co to jest. A może lepiej nie wiedzieć? Na statku jest jeden okropnie ranny stażnik. Mówi, że to ta bestia mu to zrobiła. On... Nie ma jednej nogi, a tam, gdzie go znaleźli, była ogromna dziura. Wszystkie deski połamane i najeżone żelastwem. Jednak ja chcę zobaczyć tego stwora. Wtedy będę mogła spać spokojnie."

Dziennik, wpis 4.

"Płyniemy bardzo wolno, a wszędzie widać wraki statków. To jest trochę straszne. Ojciec dziś powiedział mi prawdę. To, co widziałam to smok, najbardziej niebezpieczne stwożenie znane ludzkości. Podobno może zabić w sekundę. Przez smoki mam zakaz wychodzenia ze swojej kajuty. Ale ja muszę wyjść. Tu jest okropnie! Chcę zaczerpnąć świeżego powietrza, a nie wąchać rybie smrody z pod pokładu. Już wiem o co będziemy się targować. O ryby, mamy ich całe mnóstwo w schowku, chyba nawet 5 ton.Jutro wychodzę. Na pewno."

Dziennik, 5

Miałam wyjść, ale stało się coś strasznego. Jeden smok odgryzł mojemu ojcu rękę. Teraz ma sztuczną protezę. Po tym ataku boję się wychodzić, ale muszę. Muszę zobaczyć się z ojcem, a jedynym wyjściem jest wyjście zpod pokładu. Dziś się przygotowywałam, trenowałam na manekinie walkę toporem. Myślę, że dam radę. Uda mi się. Na pewno.

6.

Obudziłam się rano. Nie mogłam zwlekać, wyszłam na korytaż. Przeszłam niezauważona. Kiedy uchyliłam drzwi, zobaczyłam scenę terroru. Pokład był rozwalony na drobne kawałki, maszt złamany na pół, płonął.  Wiosła leżały na czymś, co kiedyś było pokładem, a ludzie byli cali poranieni i popażeni. Wpadłam na pomysł. Ukryłam się za rzędem beczek, weszłam do jednej z nich, i przeturlałam się do połowy statku, gdy nagle...

Coś chwyciło mnie w szpony. Poczułam, że unoszę się nad ziemią. Moje serce biło jak szalone. Z dołu słyszałam krzyki, głównie: Smok! Atakować!. Chwyciłam wystające pręty z beczki (była już trochę połamna). Nie śmiałam nawet oddychać. Poczułam gorąco obok siebie. Zrozumiałam, że to ten smok. Zieje ogniem. Moje domysły się potwierdziły-Spojżałam na statek i zobaczyłam, że wszystko stoi w płomieniach. Obok kajuty kapitana, przez płomienie dostrzegłam mojego ojca, słabego, wspartego na deskach. Nawoływał moje imię.

Statek zaczął coraz bardziej się oddalać, leciałam w górę i w górę... Bałam się. Okropnie się bałam. Byłam sparaliżowana. W głowie miałam pustkę. Wcisnęłam się głębiej w beczkę, oparłam głowę na stosie ryb i myślałam. Po jakimś czasie zasnęłam.

Obudziłam się w beczce. Na początku nie wiedziałam, gdzie jestem. Próbowałam sobie przypomnieć, i udało mi się. Pod koszulę wpadło mi kilka ryb, jednak nie miałam siły by je wyjąć. Wtedy poczułam, że się zniżam. Opadałam coraz niżej, aż w końcu smok rzucił beczkę na ziemię. Ja wypadłam z beczki, i zobaczyłam smoka. Wyglądał tak:

Naszkicowałam go w zeszycie.

Kiedy wypadłam, smok jakby wogóle się mną nie przejął. Wsadził łeb do beczki i zajadał się rybami. Ja schowałam się za wielki głaz. Kiedy skończył jeść, zaczął węszyć. Chyba wyczuł ryby pod moją koszulą. Zwinęłam się w kłębek. Smok był coraz bliżej, a ja coraz bardziej się bałam. Jednak nie poddawałam się. Kiedy potwór podszedł do mnie, spanikowałam. Zaczęłam wrzeszczeć na całe gardło. Smok słysząc to próbował zakryć sobie uszy łapami, co wyglądało dość śmiesznie. Przestałam krzyczeć i uśmiechnęłam się mimo woli. Bestia zaczęła mnie obwąchiwać, a ja odsuwałam się coraz bardziej. Za paskiem miałam rybę. Już mi się wydawało, że smok chce mnie rozszarpać na kawałki zębami, a on złapał rybę za moim pasem i zjadł ją. Byłam zdziwiona. Podniosłam jedną rybę z ziemi i podsunęłam ją smokowi pod nos. Wtedy smok usiadł, a jego źrenice zrobiły się większe, i nie wyglądał już jak potwór, tylko zwierzątko domowe. Dałam mu rybę. Smok pozwolił mi się dotknąć.(Wiecie, scena z JWS).

Minęło kilka dni. Nie zapisuję już dat wszystko się pomieszało. Zaprzyjaźniłam się z tym smokiem, a właściwie smoczycą. Domyśliłam się też, jaki to gatunek. Nocna Furia. Ojciec mi o nim opowiadał. Samice mają żółte oczy, a samce zielone. Smoczycę nazwałam Darkness.

Dziś dużo się wydażyło. Zacznę od początku. Obudziłam się, wstałam i chwilę bawiłam się z Darkness, gdy niespodziewanie z góry zleciała sieć, a za nią druga i trzecia. Widziałam, że Darkness jest przerażona. Zaczęły spadać strzały, więc pobiegłyśmy do lasu, by się ukryć. Kto to był? Pewnie wikingowie, może mój ojciec? Nie mogłam tam zejść, i zostawić Darkness na pastwę losu.Musiałam jej pomóc, wyrzec się spotkania z ojcem i powrotu do cywilizacji. To był instynkt, nie zastanawiałam się prawie wcale. Tuż obok przeleciała sieć, i udeżyła Darkness w łapę. Wydała dźwięk podobny do krzyku. Wtedy Darkness pozwoliła mi na siebie wsiąśc. Nie zastanawiałam się długo, wskoczyłam jej na grzbiet. Smoczyca zamachała skrzydłami i uniosła się w powietrzu. To było niesamowite uczucie. Czułam się wolna, jakby już nie było zmartwień i problemów. Wiatr czochrał mi włosy, słyszałam świsty. Nagle tuż obok mojego ucha przeleciała strzała. Darkness przyśpieszyła. Po 15 minutach uciekłyśmy wikingom. Ja leciałam na smoku. Darkness szybowała w powietrzu, pomiędzy skałami i drzewami. Było pięknie...

<<<CDN>>>

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.