FANDOM


  • Akcja dzieje się po JWS2
  • Bohaterowie mają po 21-22 lat
  • Szczerbatek jest alfą, a Czkawka wodzem
  • Są nowe smoki i bohaterowie
  • Pisane z perspektywy Czkawki
  • Jest Snoggletog

Świąteczna Przygoda Czkawki

Wstałem niesamowicie wcześnie. A raczej obudził mnie szczerbaty. No tak, kazałem mu to zrobić. Jutro Snoggletog, dziś gruntowne przygotowania.

Wstałem i ubrałem się. Mordka wyglądał na zdziwionego. Nigdy nie dawałem się zbudzić za pierwszym razem.

- No co przyjacielu? Dziś mamy mnóstwo pracy. Nie, nie polatamy - powiedziałem widząc jego błagalną minę.

Jednak smok nie dawał za wygraną. Za wszelką cenę chciał mnie złapać i wylecieć. Po pewnym czasie musiałem mu odpuścić.

- No dobrze, dobrze. Polecimy na małą wędrówkę - zgodziłem się zmęczony ciągłą ucieczką po pokoju

Uradowany Szczerbaty wydawał się zachwycony. Skakał i biegał tak, że prawie zawaliła się podłoga.

Po dziesięciu minutach wyszliśmy z domu. Nie było to łatwe z powodu Valkii. Nie chciała mnie puścić bez śniadania.

Na szczęście w porę pojawiła się Astrid, która ją zagadała. Wtedy uciekliśmy.

Lecieliśmy nad wioską. Była cała pokryta śniegiem. Smoki nadal latały. Dopiero jutro miały odlecieć. Mieszkańcy od wschodu słońca budowali drzewko tarczowe w centrum. To tradycja, której nie można zaprzestać. Istnieje od stuleci.

- No Mordko, czas na wycieczkę - powiedziałem drapiąc smoka po głowie - Lećmy na Swędzipachę!

Szczerbatek zaczął pikować w dół, prosto na środek budowy. Około metr przed, ostro skręcił unikając zderzenia. Ostatnio kochał się w ten sposób popisywać.

Niestety, widział to Śnieżek. Młody smok z gatunku Śniegopluja. Niedawno odkryty. Jego właścicielką jest Mara. Pomimo, że ma dopiero 10 lat, świetnie radzi sobie z tyą niezwykle energiczną bestią, która robi co chce.

Śnieżek widząc poczynania Szczerbatego, postanowił go naśladować. Wzleciał w górę, a potem pikował.

Niestety, nie wyrobił się na zakręcie. Całe drzewo zostało zniszczone. Taki plus, że Śniegoplujowi nic się nie stało. Po wypadku uciekł gdzieś w las.

Obserwowałem to wszystko z góry. Słyszałem narzekania Pyskacza i innych. Właściwie, święto od kilku lat jest podzielone na dwie części. Jedna z nich zaczyna się, gdy zbudowane zostanie drzewo. Wtedy świętuje się z smokami. Druga, jest następnego dnia. To ta tradycyjna część, w której wikingowie są sami. W tym roku nie byłoby obu tych części. Wylądowałem obok Pyskacza. Wyglądał na wściekłego.

- I po co sprowadzałeś tu tego smoka? Odkąd tu mieszka, powoduje same problemy! - krzyknął

- To smok Mary. Nie mogę go nie zabrać. W dodatku, ty sam kazałeś zabierać wszystkie nowoodkryte gatunki do Berk! - odpowiedziałem

To była prawda. Pyskacz zawsze mówił, że każdy smok się na coś przydaje. Śniegopluj pluje śniegiem. Chwilowo nie znaleziono jeszcze na to zastosowania.

- No dobra, dobra. Na szczęście nie rozwalił całego. Odbudujemy to w około cztery godziny - powiedział

- To dobrze. Musimy świętować, zanim odlecą - odparłem wskazując na Szczerbatka który skakał po zaspach

Wtedy podbiegła do mnie mała dziewczynka. To była Mara. Była niższa odemnie o około dwie - trzy głowy.

- Panie wodzu, mógłbyś znaleść mojego kochanego smoczka? - zapytała z łzami w oczach - Chcę go odzyskać!

- Dobrze, już dobrze. Znajdę go. Szczerbaty! - zawołałem - Musimy znaleść tego złoczyńcę!

Zanim dziewczyna powiedziała coś na ten temat byliśmy już wysoko w powietrzu.

Po godzinie poszukiwań zaczął padać śnieg. Niesamowicie utrudniało to poszukiwania. Szczególnie, że cel był biały i szybko się poruszał.

Jakiś czas potem rozpętała się śnieżyca. Musieliśmy się gdzieś zatrzymać.

Na szczęście po drodze trafiliśmy na jaskinię. Tam zatrzymaliśmy się w oczekiwaniu na koniec zamieci. Jaskinia nie była głęboka. Miała jakieś pięć metrów długości i dwa szerokości. Spokojnie się tam zmieściliśmy. Jednak był jeden problem. Nie mieliśmy drewna i przez wejście wiało tak mocno, że nie było sposobu na rozpalenie ogniska.

- No Mordko, jeśli będzie tak dalej, to zamarzniemy - strwierdziłem - Musi być jakiś sposób, by zamknąć to wejście!

Na chwile wysunąłem głowę poza pomieszczenie. Od razu w twarz uderzyły mnie tumany śniegu. Dawno tak nie padało.

Nagle zaówarzyłem, że coś się poruszyło. To był Śnieżek. Przyglądał się nam z zaciekawieniem.

Wtedy wpadłem na pewien pomysł.

- Śnieżek, chodź! Nie bój się! Pomożesz nam!

Smok wyglądał na mocno zdziwionego. Zwykle wszyscy kazywali mu odejść, a ja chciałem od niego pomocy.

Ostrożnie wszedł do środka. Wyraźnie się bał.

- No mały, masz okazję się wykazać. Możesz zalepić to wejście swoim śnieżnym oddechem! - powiedziałem

Maluch z zadowoleniem i dumą wykonał polecenie.

- No, to teraz możemy iść spać. Dobra robota mały!

Smok popatrzył się w moim kierunku. Patrzył na mnie błagalnie.

Zrozumiałem go i powiedziałem:

- Spokojnie, nikt nie jest na ciebie zły. Możesz z nami wrócić do Berk

Rozweselony skoczył i przewrócił mnie. Szczerbaty musiał siłą go odciągać.

W końcu mnie puścił i pozwolił zasnąć pod skrzydłem Mordki. Następnego dnia rano śnieżyca mineła. Mogliśmy wracać do domu.

Gdyby jeszcze to było takie łatwe. Odlecieliśmy w takie rejony, których nie kojarzyłem.

Rozglądałem się szukając jakiegokolwiek znaku mówiącego, gdzie jest dom.

Kiedy rozmyślałem, podszedł do mnie Szczerbaty i Śnieżek. Spytałem, czy znają drogę powrotną.

Mordka pokręcił głową, że nie. Jednak Śniegopluj wyleciał i rycząc nakazywał nam lecieć za nim. Polecieliśmy.

Na szczęście nie musieliśmy tego żałować. Po około dziesięciu minutach szaleńczo szybkiego lotu trafiliśmy prosto do Berk.

Był już Snoggletog.Smoki odleciały, a wikingowie szli do twierdzy na wielką ucztę.

- Wiesz, Śnieżek, mam pewiem pomysł - powiedziałem

Kilka godzin później zasiadłem na tronie w głównej sali. Musiałem pare razy opowiedzieć, co mi się stało, że wróciłem dopiero następnego dnia. Wtedy w końcu wikingowie zaczeli podziwiać problematycznego Śniegopluja.

- Niestety, po dotarciu tutaj, Śnieżek odleciał, zanim się zorientowaliśmy - opowiadałem. Przestałem dopiero, gdy zobaczyłem Marę płaczącą przy jednym z okien.

Podczas rozdawania prezentów podeszłem do niej i powiedziałem

- Chodź, dla ciebie mam coś specjalnego

Pyskacz, który był wtajemniczony w calą sprawę, na środku twierdzy położył wielką skrzynię z napisem ,,Dla Mary,,

Dziewczyna od razu przestała płakać i otworzyła prezent.

Kilka sekund później roześmiana leżała na podłodze. Na niej siedział jej ukochany Śniegopluj.

Gdy pozwolił jej wstać, od razu podeszła do mnie i przytuliła.

- Dziękuje - wyszeptała - Dzięki tobie moje smoczątko w końcu przestało być beznadziejne.

Chwilę potem wszyscy ucztowali na całego.

To święto niczym się nie różniło od pozostałych. Jednak dla mnie i Szczerbatego to była niesamowita przygoda, z wspaniałym zakończeniem.

~Koniec~

Tą pracę stworzyłam na konkurs. Mam nadzieję, że się spodoba ;)

~Asiek5443~

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.