FANDOM


Tak, tak wiem... dawno mnie nie było... ale co mi tam! Sprubuje!!! Może wygram!!! I tak miałam wenę na coś świątecznego (chociaż mogłam upiec pierniki ) ale i tak to napisze!!!! Koniec kropka. No to miłego czytania. Mam nadzieję że miłego...

  • - Wole jego angielskie nazwisko
    • -sorry za nagłą zmiane osoby z trzecioosobowej na pierwszooosobową ale taki był plan...

Snoggletog

Archipelag Barbarzyński. Gdzieś obok wysp Danii, Norwegii i Islandi. Możliwie że wokół Owczych Wysp, bądź tam, gdzie dawniej, była Skandynawia znajdowało się mnóstwo małych czy też dużych i ogromych wysp.Podobno też wszystkie, dawno zatonęły. Wtedy kiedy smoki przemierzały przestworza,a na ich grzbietach, odziani w zwierzęce skóry, lecieli wikingowie, odbywało się święto. Znane na cały, powyżej wspomniany archipelag. Zwało się, Snoggletog. Dalej tą historię opowie ktoś inny.

Zieleń już dawno zniknęła pod białą perzyną. Śnieg pruszył lekko pokrywając świat miękkim puchem. Mimo to zorza połyskiwała, a Gwiazda Polarna błyszczała na czarnym niebie. Wioska, zwana Berk, spała smacznie, nieświadoma tego co ma się zdarzyć za niedługo. Jednak... jedna osoba świadoma była. Nie spała całą noc. Siedziała w pokoju i pochylała się nad projektem myśląc zawzięcie. 

Był to chłopak. Zwał się Czkawka Haddock*. W skrócie Czkawka. Miał brązowe włosy i zielone oczy odziedziczone po matce. Był przyszłym wodzem wyspy, synem sławnego na cały świat, bądź przynajmniej Archipelag Barbarzyński, Stoika Ważkiego.

Chłopak był pewny że To, stanie się następnego dnia. Musi się tylko przygotować.

    • Nie spałem zbyt długo. Pięć minut drzemki to wcale nie tak długo. Na szczęście udało mi się! Wykombinowałem jak zatrzymać smoki na wyspie. Mówcie mi od dzisiaj geniusz! No dobrze... Bez przesady. 

Zagwizdałem cicho, aby nie pobudzić całej wioski, a u mojego boku pojawił się czarny gad o żółto- zielonych ślepiach.

-Cześć Szczerbatku- przywitałem smoka i podrapałem za uszami i pod brodą. Po chwili padł jak długi na ziemię z wyrazem samozadowolenia na pysku, nadal wesoło pomrukując.- Chodź mordko. Musimy gdzieś polecieć- bestia spojrzała na mnie ze smutkiem i zdziwieniem. -Ale obiecuję że na Snoggletog wrócimy- dodałem szybko. Smok warknął wesoło i wrzucił mnie na grzbiet. Rozłożył skrzydła i przygotował się do startu. 

Delikatnie poklepałem smoka po szyi i ustawiłem ogon. 

-Leć- szepnąłem cicho, a smok wystartował zanim zdążyłem chociażby to powiedzieć, jakby czytając mi w myślach. Wiatr zmierzwił mi włosy, a dla uzyskania lepszej prędkości, pochyliłem się lekko. Teraz czas dolecieć na Smoczą Wyspę.

Zmęczony i obolały, razem z kilkoma innymi smokami, Szczerbatek próbował delikatnie ustawić dość duży fragment skał na ziemi.

-Jeszcze troszkę... Jeszcze... Spuszczamy!- krzyknąłem,a smoki puściły liny i rozpierzchły się do lasu.- Dobra robota- poklepałem Szczerbatka po plecach. Teraz to się zaskoczą. Z tą myślą poleciałem do domu.

Na dachach wieszano tarcze, sale ozdabiano lampionami, a dzieci z matkami dekorowały ogromną choinkę, zapewne rano przyniesioną przez Pyskacza, Stoika i Podłosmarka. Astrid wraz z Heatherą, która przyjechała tu na święta z rodzicami, Szpadką i Śledzikiem, próbowali stworzyć na nowo Jaknog. Miejmy nadzieję że się uda bo mój żołądek nie przetrwa kolejnej dawki tego paskudztwa.

Ja zajmowałem się smokami tłumacząc im co i jak. Wikingowie się zaskoczą, czuję to. Tylko żeby się za blisko nie zbliżały. Teraz tylko na Wyspę Ognioglizd po te małe złośliwce i będzie wspaniale. Do wieczora wszystko powinno być gotowe...

Tak jak przypuszczałem. Udało się. Za chwilę będą się żegnac ze smokami. Widziałem miny wszystkich wikingów i chciało mi się śmiać. Skoro ja na to wpadłem to ktoś też chyba powinien! Jeźdźcy z kilkoma wikingami ustawili się przede mną i spojrzeli na mnie znacząco.

-Co?- spytałem nic nie rozumiejąc.

-Czemu się uśmiechasz?! Przecież ty tez musisz pożegnać się ze Szczerbatym!- krzyknął Smark.

-Nie nie muszę...- odpowiedziałem nadal uśmiechnięty. -Co mordko? Powiemy im?- zwróciłem się do smoka. Ten zamruczał twierdząco.- A więc... wykombinowałem jak zachować smoki na wyspie. Zaskoczeni?

-Ale.. ale jak?- spytał Pyskacz.

-Y... Normalnie? Po prostu zabrałem tu trochę skał, ułożyłem w gniazda, zebrałem wodę do zbiorników i podgrzałem wszystko Ognioglizdami. I kto tu jest geniuszem co?- spytałem nadal uśmiechając się przebiegle.

-Jak ty na to wpadłeś?- spytał Śledzik. 

-Norm...- nie zdążyłem nic odpowiedzieć bo Astrid rzuciła się na mnie i... przytuliła mnie. Zaskoczony stałem jak słup i czekałem na...

Ból rozszedł się po całym moim ramieniu od mocnego uderzenia dziewczyny.

-To za to że nie powiedziałeś- zaczęła. Po chwili poczułem lekki dotyk na ustach, ledwie muśnięcie jakby skrzydeł motyla.

-A to...

-Za całą resztę- dokończyłem za nią. Ona uśmiechnęła się do mnie i złapała za rękę chcąc razem podziwiać młode Wichury. Szczerbatek podreptał za nami zadowolony, z mądrości swojego pana i rozpostarty dumą. Podbiegł do Wichury i zaczął skakać wokół niej. Te święta... Na pewno będą niezapomniane. Czuję to.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.