FANDOM


  Szalejące wokół mnie płatki śniegu co chwilę uderzały mnie w policzki. Oczy napełniły się łzami w momncie gdy moźny wiatr zawiał mi prosto w twarz. Mimo to dzielnie szłam w kierunu domu wodza. Otworzyłam raptownie drzwi. Wraz ze mną do izby wdarło się lodowate powietrze. Tupnęłam kilka razy nogami pozbywając się śniegu z butów i weszłam do dallszej częsci chałupy. W domu było przyjemnie ciepło w kominku tańczyły płomyki a przed nim na na fotelu siedziała Valka.

- Witaj Astrid - Powiedziała kobieta - W czymś pomóc?

- Nie. Chociasz właściwie tak. Potrzebuję projekt nowego ogonu dla Szczerbatka który ostatnio stworzył Czkawka. Właśnie go robi 

- Tylko mi nie mów, że wysłał cię w taką pogodę a sam nawet nie raczył się podnieść z miejsca - Valka podniosła brwi do góry

- Nie, nic z tych rzeczy. Poprostu był zajęty wiec powiedziałam mu że ja pójdę - Uśmiechnęła się szeroko

Po tych słowach zapadła cisza. Matka Czkawki patrzyła się na mnie świdrującym wzrokiem tak  jakby się zapatrzyła 

- To mogę ten projekt? - Spytałam gdy długa cisza zaczęła robić się niezręczna

- Oh tak. Przepraszam ale bardzo jesteś podobna do swojej matki -  Odpowiedziała po chwili

- Nic o niej nie wiem - Westchnęłam - Nie wiem jak wyglądali moi rodzice, nawet nie wiem jak zginęli. Jak byłam mała wiele razy pytałam się o to wuja Finna ale za każdym razem odpowiadał, że jestem jeszcze za młoda i że powie mi za parę lat. Tylko że on sam zginął. - Spuściłam wzrok na podłogę

Valce zrobiło się mnie chyba żal. Wskazała mi miejsce na przeciwko swojego. Podeszłam powoli i usiadłam na mekkim fotelu.

- Rok w którym się urodziłaś był najliczniejszym rokiem narodzin w Berk. Wkońcu na świat przyszło kilkoro nowych wikingów. Najstarsza byłaś ty. 16 luty... Pamiętam to jakby było wczoraj. Obchodziliśmy wtedy święto Frigg, boginni miłości. Wszyscy jak co roku ucztowaliśmy w twierdzy. Pogoda była taka jak dzisiaj. Nagle wrota rozwarły się na oścież a do środka wpadł twój ojciec Vegard. 

-Ludzie! - Krzyczał- Alva rodzi! Niech ktoś jej pomoże! 

Wtedy ja i inne kobiety w tym Gudna matka Śledzika popędziłyśmy o domu twojej matki. Towarzyszył nam Vegard ale powiedziałyśmy mu żeby poszedł do twierdzy. Nie posłuchał. Cały poród przeczekał na dworze. Niesamowity był z niego człowiek. - westchnęła Valka - Kiedy weszłyśmy do domu dostrzegłyśmy Alve opierającą się o kant stołu. Przygotowałyśmy prześcieradła i pomogłyśmy jej się położyć na łóżku. Poród był bardzo ciężki lecz po pewnym czasie na świecie pojawiłaś się ty. Owinęłyśmy cię w pieluszki i podałyśmy Alvie. Na jej dotychczas wykrzywionej z bólu twarzy pojawił się uśmiech. Miała piękne bląd włosy tak jak ty. Jej warkocz kończył się w połowie ud, miała wielkie niebieskie oczy ale to właśnie jej uśmiech powalał na kolana wszystkich mężczyzn. Stoicka też. Kiedy zaczęłaś płakać do izby wpadł Vegard. Spojrzał na ciebie. Poraz pierwszy widziałam w jego oczach łzy. Potem klękną obok Alvy chwycił jej dłoń i przycisnął do swojego policzka. Bardzo się kochali. Twoja matka była bardzo podobna do ciebie nie tylko z wyglądu ale i z charakteru. Była nieustępliwa, zawsze stawiała na swoim i nienawidziła podrywów. Nie wiadomo jak Vegard zdobył jej serce. Powiedziała nam, że to na zawsze pozostanie ich tajemnicą. Nie zdradziła nam niczego. Jedno jest pewne, musiał zobić coś niewiargodnego żeby Alva go zauważyła. Po dziś dzień zastanawiam się jak zdobył jej względy bo  to prawie graniczyło z cudem. - Powiedziała i pogrążyła się na chwilę w myślach 

- Jak zginęli? - Zapytałam i uśmiechnęłam się smutno

Valka westchnęła

- Myślę, że to dosyć jasne - Odchrząknęła -Zginęli w taki sposób jak większość tamtejszych wikingów. Smoki. Miałaś wtedy może z 7 miesięcy. Tamtej nocy spadł na mnie obowiązek opiekowania się dziećmi.  Trzymałam na rękach małego Czkawkę który  miał zaledwie 3 tygodnie i obserwowałam walkę z okna. Twoja matka właśnie odwracała uwagę śmiertnika zębacza a twój ojciec zwolnił pułapkę. Natychmiast smoka oplotły sieci. Padł pezwładnie na ziemię starając się wyplątać ale nie mógł. Strzelił wtedy kulą ognia w więzy tak by je przepalić lecz trafił Alvę. Stała się jedną wielką płonącą pochodnią. Po chwili jej martwe ciało padło na ziemię. Widziałam jak Vegard rozpaczliwie próbował zgasić płomienie ale było już za późno. - mówiła Valka. Poczułam w gardle łzawą gulę. -  Uklękł przy niej i pocałował jej poparzone usta. Wziął ciało na ręce i podszedł do smoka który już wyplątał się z sieci. Powiedział trzy słowa " Zabij mnie. Proszę" Wtedy smok splunął na niego ogniem. Po chwili z dwojga kochających się ludzi pozostał tylko popiół. A ja wszystko to widziałam i nie zareagowałam. Może jabym wtedy poszła i powstrzymała Vegarda, może teraz miałabyś ojca - Valka  popatrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym bólem - Pszepraszam - Szepnęła wkońcu po chwili

- To nie twoja wina - Powiedziałam -Widocznie takie było ich przeznaczenie. Zginąć razem. Ich popioły się zmieszały, na zawsze się połączyli. Gdyby to samo spotkało Czkawkę też bym tak postąpiła

Zapadła cisza

- Opowiedz coś jeszcze - Poposiłam po chwili

-Nie wiem. Co chciałabyś wiedzieć?

- Kto urodził się następny, jak to wszystko wyglądało i takie tam...

- Następny urodził się Sączysmark. 1 marzec. Tydzień przed festiwalem roztopów. Było to najbrzydsze dziecko jekie kiedykolwiek widziałam. Ojca znasz. Snotra jego matka była jędzą ale bardzo ją lubiłam. Miała rude marchewkowe włosy. Sączysmark nie ma po niej urody. Ewentualnie tylko niewyparzony język. Umarła przy porodzie. Sączyślin załamał się. Nie chciał wychowywać Smarka ale przemówiłyśmy mu do rozsądku. Potem Śledzik. 6 sierpień. Matka Brunhilda, ojciec Leslaw. Oboje bardzo otyli. Niewiarygodnie różnili się charakterem. Ona była stanowcza i  strasznie krzykliwa. Wszystko chciała robić sama, on to poprostu był większym Śledzikiek. Miły, spokojny, z wadą wymowy. Interesował się smokami. Śledzik całym sobą wrodził się w niego. Niestety nie wiem co im się stało. Kiedy porwał mnie Chmuroskok jeszcze żyli. Niesamowici ludzie - Westchnęła Valka - Wkońcu urodził się Czkawka. 10 październik. Mały, chudy, wątły. Gothi dawała mu małe szanse przeżycia. Byłam przerażona. Stoick też. Wkońcu to był nasz pierworodny. Następca. Przyszły wódz. Jednak jak na wcześniaka Czkawka był silny, walczył o życie. Szamanka mówiła że jeśli przeżyje to w przyszłości będzie mieć wady. Może być nawet niepełnosprawny ale jest normalny oprucz jego ciągłej wątłości - Zaśmiała się cicho - Tak bardzo się zmienił. Nie wiem ja wyglądał kiedy był nastolatkiem. Niebyło mnie. Tak bym chciała cofnąć czas. 

- Nie ma czego żałować - Uśmiechnęłam się - Zadziorny, uparty, mały rybi szkielet. Taaak tylko że ten mały rybi szkielet zmienił całe nasze Berk. Wprowadził smoki. Gdyby nie on nigdy bym nie poznała jekie są to wspaniałe stworzenia.

- Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj - Westchnęła Valka- To wspaniałe mieć takiego syna...

- Oraz narzeczonego - Dodałam. Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.- A Szpadka i Mieczyk? 

- Cuż ich rodzice byli najbardziej wyróżniającymi się ludźmi na Berk -Zachichotała - A więc bliźniaki urodziły sie 25 grudnia. Byli  do siebie podomni jak dwie krople wody. Identyczni. A ich rodzice... Thorze oni byli niesamowici. Z nimi żaden dzień nie był nudny. Biegali,skakali.Mając dwadzieścia lat nadal zachowywali się jak dzieci. Byli świetnymi wojownikami. Katana bo tak miała na imię ich matka miała bląd włosy które zawsze splatała w warkocz z małych warkoczyków. Nosiła grubą czerwoną opaskę na czoło a Buzdygan, ojciec miał jasno brązowe włosy. Jako jedyny na wyspie nie miał brody i był niesamowicie komiczny. Kiedy doszło do tak zwanej wpadki i okazało się że Katana jest w ciąży, przerazili się. Powiedzieli, że nie chcą mieć dzieci i że nie będą ich wychowywać tak więc tydzień po narodzinach Szpadki i Miczyka odpłynęli z wyspy i jak dotąd się nie pokazali. Pytałam ostatnio bliźniaków czy może chcieliby poznać rodziców a oni odpowiedzieli mi że nie. Zeresztą nie dziwie im się. Żyć przez 20 lat bez rodziców którzy cię opuścili a potem nagle się spotkać. To byłby zaduży szok dla nich

- A co działo się potem ? - Spytałam ostrożnie 

- Potem nie wiele mogę ci powiedzieć. Był dokładnie 27 kwiecień. Atak smoków. Chmuroskok mnie porwał. Żałuję że nie było mnie przez tyle czasu w wiosce ale z drugiej strony nigdy nie zamnieniłabym na nic mojego pobytu w sanktuarium. Powiem ci że...

Nagle wypowiedź Valki przerwał gwałtowny dźwięk otwieranych drzwi. W chacie ponownie zawiało chłodem. 

- Ciebie to po coś posłać - Powiedział rozweselony Czkawka otrzepując z włosów śnieg. Za nim powoli dreptał Szczerbatek. 

- Ojeju całkowicie zapomniałam. Projekt! - Popatrzyłam się na niego z przepraszającym uśmiechem. 

Czkawka tylko westchnął przewracając oczami po czym wbiegł po schodach do swojego pokoju. Popatrzyłam na Valkę z uśmiechem kręcąc głową

- Przepraszam że cię zagadałam - Powiedziała po chwili kobieta

- Nic nie szkodzi. Wreszcie wiem co się stało z moimi rodzicami - Spojrzałam w przygasające płomienie w kominku - Z rodzicami wszystkich Jeźdźców. To bardzo cenna wiedza 

'po schodach dało się słyszeć kroki co oznaczało schodzącego Czkawkę. 

- Idziemy milady? - Spytał się tryzmac w reku projekt

- Jasne już już - Wstałam z fatela i podeszłam do chłopaka. Otworzył drzwi. Wychądząc jeszcze raz spajrzałam znacząco na Valkę. Uśmiechnęłam się. Chciałam jej w ten sposób podziękować za tą opowieść. Wiele dla mnie znaczyła. Po chwili jednak odwróciłam się i weszłam w śnieżną zamieć. 

Gdy weszliśmy do kuźni zaczęły się pytania

- O czym rozmawiałyście? - spytał Czkawka

- A co to już nie mogę porozmawiać z twoją mamą bez świadków? - Zapytałam udając oburzenie

- Nic takiego nie zasugerowałem - Chłopak puścił do mnie oko - Tak tylko chcę wiedzieć. Wiesz jaki jestem ciekawski

- Tak wiem wiem. - Powiedziałam i zaczęłam otrzepywać kombinezon Czkawki ze śniegu - Rozmawiałyśmy o moich rodzicach. Wreszcie wiem jacy byli, jak zginęli... Ale też o innych

- i co? - Powiedział chwyciwszy mnie za dłoń

- I nic - Odparłam szczerze - Postanowiłam o tym zapomnieć

Czkawka zmarszczył brwi nie rozumiejąc mojej wypowiedzi'- Jak to zapomnieć?

- Muszę żyć własnym życiem a nie rozpamiętywać przeszłość. Oni nie żyją, już nie wrócą. To bez sensu żebym ich cały czas wspominała i smuciła się z faktu że nie dane było mi ich poznać.  

- Masz rację. Też obrałem taką taktykę kiedy ociec opowiedział mi o mamie - Uśmiechnął się 

- Ale ty odnalazłeś swoją mamę - Westchnęłam. - Koniec z tym rozpamiętywaniem!- Powiedziałam z uśmiechem.- Lepiej berzmy się za ogon dla Szczerbatka

- Dobry pomysł - Odpowiedział Czkawka i wzięliśmy się do roboty

The End

Mówiłam że to będzie krótkie opowiadanie. Ale nie martwcie się. Niedługo kolejne!!! Dozobaczenia

 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.