FANDOM


Kilka informacji

  1. Nie ma związku z JWS są tylko postacie w nim występujący 
  2. Astrid mieszka na innej wyspie
  3. Piszę z perspektywy Astrid
  4. Wszyscy wyglądają jak w JWS 2
  5. Astrid, Czkawka i reszta paczki mają po 17 lat
  6. Będzie Hiccastrid
  7. Jest Valka
  8. Pogrubiona czcionka to myśli lub sny
  9. Wystąpią postacie innych bajek

Sorry za wszelkie błędy ortograficzne, stylistyczne i gramatyczne oraz inne błędy dysortografia robi swoje

Ostrzegam mój pierwszy blog więc bądźcie wyrozumiali

Prolog

Jest piękny dzień na Erendol, mieszkam na obrzeżach wioski z mamą, mój tata zginął podczas jednego z ataków smoków, których na Erendol nie jest mało. Smoki atakują prawie codziennie, nie dając ludziom spokoju. Na szczęście teraz na Erendol, jest zima i smoki nie atakują, aż tak często. Jednak gdyby nie te ataki, nie miałabym co robić, jest to moja jedyna rozrywka. Co prawda jest jeszcze jedna rzecz, którą często robię: spławianie bezsensownie podrywających mnie chłopaków. Inne dziewczyny mają spokój, tylko ja jestem tak oblegana. A dlaczego ? Odpowiedź jest bardzo prosta. Mam długie blond włosy i podobno piękne, duże błękitne oczy. To sprawia, że moje życie na Erendol jest piekłem. Na szczęście mam też przyjaciółkę, która zawsze mnie pocieszy. Nazywa się Heathera (Heathera z Jeźdźców smoków) jest to najbliższa mi osoba na Erendol.  

Jutro jest jedyny lubiany przeze mnie dzień tygodnia, czyli sobota, jest to dzień smoczego szkolenia, na którym zawsze jest super. Oby jutro był dobry dzień!!

1. Smutne wieści

Słońce leniwie zaczęło wstawać i wchodzić do mojego pokoju, nie chciało mi się wstawać, ale musiałam zebrać się na trening. Jest to trening samoobrony przed smokami. Nie jest to przyjemne, słuchać tam na okrągło różnych podrywy, ale chodzę tam bo mam się na kim i na czym się wyżyć. Oczywiście jestem najlepsza, pomimo iż jestem jedyną dziewczyną na treningu. Pocieszając się tą myślą, leniwie wstałam z łóżka i poszłam się umyć oraz ubrać w mój ulubiony strój czyli niebieskie leginsy, skórzana spódniczka i bordowa bluzka z futerkowym kapturem oraz obowiązkowo naramienniki. Kiedy właśnie kończyłam się ubierać, mama weszła do mojego pokoju.

Mama<Astrid, musimy porozmawiać !

Astrid<O czym ?

Mama<A o tym, że podjęłam pewną ważną decyzję.

Astrid<Możesz jaśniej?

Mama<No bo postanowiłam, że się przeprowadzimy.

Astrid<Gdzie?

Mama<Na Berk.

Astrid<Dlaczego ?

Mama<Ponieważ za niedługo znowu zaczną się ataki smoków.

Astrid<A co to ma dorzeczy!

Powiedziałam strasznie wkurzona, nie dowierzając w to co mówi moja własna matka.

Mama<A to że nie chcę cię stracić!

Mama zaczynała się wydawać lekko poirytowana moimi ciągłymi pytaniami. A ja już nie wytrzymałam i wybuchłam. Ta rozmowa sprawiła, że już nie mogła się powstrzymać i całą złości zaczęłam pokazywać swojej mamie.

Astrid<A od kiedy jestem taka malutka i nie umiem o siebie zadbać ?

Mama<Astrid to nie tak...

Astrid<Jak nie tak nie rozumiem o co Ci chodzi!! Zresztą nie ważne, wychodzę!!

Mama<Dokąd idziesz?

Zaczęła mówić ze złością i poirytowaniem w głosie. To do niej niepodobne, ale cóż już taka bywała. Trzeba to po prostu przeboleć.

Astrid<Najpierw do Heathery, apotem na trening.

Zatrzasnęłam drzwi i wyszłam, zszokowana tym, wszystkim co usłyszałam. Niedługo po tym jak wyszłam, zaczął prószyć śnieg, więc założyłam na głowę kaptur. Po tym co usłyszałam od mamy miałam ochotę się komuś wyżalić. Tym kimś była oczywiście moja przyjaciółka Heathera. Hetera nie mieszkała daleko, ale droga strasznie mi się dłużyła, a podczas drogi do głowy cisnęło mi się wiele myśli. Heathera na pewno mnie zrozumie. Jestem wojownicza, dlaczego moja mama tak mnie traktuje ?  Z zamyślenia wyrwał mnie Clares. Był to chłopak, którego nie cierpiałam najbardziej ze wszystkich na wyspie.

Clares<Hej Astrid, co u ciebie?

No nie, nie wytrzymam! Zostawcie mnie wszyscy, chcę pobyć sama!!

Astrid< Hej, idę do Heathery, bo niedługo wyjeżdżam na Berk i już tu nie wrócę.

Powiedziałam to zirytowanym i buntowniczym tonem, ale on nic sobie z tego tonu nie robił jak zwykle nigdy nie brał pod uwagę tonu głosu zawsze patrzył tylko na słowa, które okazały się chyba jak na ta okoliczność szokujące. Zasmucił się, nic nowego, na okrągło mnie tylko podrywał i się łasił, jakby nie wiadomo co.

Astrid< A teraz wybacz, idę do przyjaciółki.

Mówiłam ciągle tym samym tonem. Teraz nie tylko rozmowa z mamą wydawała się irytująca, fakt, że Clares mnie zaczepił był tylko kolejnym powodem do irytowania się. Że też oni muszą mnie na okrągło zaczepiać, w sumie z tej przeprowadzki będzie choć jeden plus będę mieć od nich spokój! Ta myśl trochę mnie pocieszyła. Zaczęłam iść dalej w kierunku domu Heathery. Na szczęście, od tego miejsca nie było już daleko do jej domu. I po dwóch minutach byłam już pod jej drzwiami. Zapukałam, na szczęście była w domu i mi otworzyła.

Heathera< Hej, co się stało? Dlaczego jesteś taka przygnębiona? Wejdź i mi wszystko opowiedz.

Astrid<Dobra, co mam do stracenia.

Weszłam i opowiedziałam jej wszystko, włącznie z tym, jak mnie mama potraktowała. i jak jeszcze potem Clares mnie zirytował zaczepiając w połowie do niej.

Heathera<Ni przejmuj się tym na pewno wszystko będzie dobrze

Astrid<Trochę ciężko się nie irytować.

Hethera<Wiem, ale musisz chociaż spróbować. Okey ?

Astrid<Dobra.

Powiedziałam to raczej bez przekonania, ale nie chciałam jej obrazić podczas jednego z naszych ostatnich spotkań.

Heathera<A tak w ogóle, to kiedy wyjeżdżasz?

Astrid<Jeszcze nie wiem.

Zapadła niezręczna cisza, którą przerwałam. Ponieważ zobaczyłam która godzina. Było 20 po 9 i za dziesięć minut miał się zaczął trening więc szybko się zerwałam

Astrid<Hej, już tak późno? Zaraz spóźnię się na trening, no to pa.

Heathera<Pa. I powodzenia

Astrid<Dzięki!

Odpowiedziałam jej stojąc już na progu drzwi. Szybko zamknęłam drzwi i zaczęłam biec. Biegłam sprintem jakiś kilometr, byle zdążyć na arenę! Na trening! Na szczęście zdążyłam dobiec na czas. Trening był dosyć luźny, a wódz miły dla mnie. Tylko zastanawiam się, dlaczego? To dosyć dziwnie, zwykle jest miły dla mnie miły tylko w moje urodziny! Co tu jest grane ?

2.Żagle staw

Gdy wróciłam, mama powitała mnie słowami:

Mama<Pakuj się, za godzinę opuszczamy wyspę.

To mnie totalnie zaskoczyło.

Astrid<Że co?

Mama<Za godzinę tu na dole i ani minuty spóźnienia!

Astrid<Nie mogę się nawet z Heatherą pożegnać?

Mama<Powiedziałam jej, kiedy, co i jak, powiedziała, że przyjdzie do portu. A teraz idź się pakować.

Zaczęłam powoli wchodzić po schodach nie dowierzając w to co usłyszałam. Zszokowana zaczem się pakować. Nie miałam wiele rzeczy, więc po pół godziny byłam spakowana, ale poszłam się jeszcze umyć po treningu, gdyż nie miałam jeszcze czasu. Tylko się umyłam i zeszłam na dół.

Mama<To co możemy już iść?

Astrid<Tak.

Mama<Dobra to choć.

Astrid<Okej.

Port był dosyć daleko i zajęło nam 20 minut zanim tam doszłyśmy. Drogę dodatkowo utrudnił nam śnieg, który zaczął padać, gdy byłyśmy w połowie drogi. W ciągu kilku minut utworzyły się pół metrowe zaspy. Utrudniało to dojście do portu, ale udało się nam zdążyć na czas. Tam pożegnałam się z Heatherą i dostałam prezent od członków szkolenia: był to wielki, lśniący topór. Z każdym się pożegnałam i weszłam na pokład. Heathera jeszcze długo odprowadzała mnie wzrokiem i machała do mnie, a ja jej odmachiwałam. Żal mi było, że zostanie sama, ale już chwilę po tym jak zniknęła za horyzontem, poszłam do swojej kajuty i zasnęłam. Ciągle miałam koszmary i nie mogłam spać. Postanowiłam więc, że wyjdę na pokład tam siedziałam i rozkoszowałam się cudowną pełnią, wiatr rozwiewał mi włosy i czułam słony zapach morza było to cudowne uczucie. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w końcu zasnęłam na pokładzie. Rano obudziła mnie mama, która od razu mnie zapytała co ja tu robię, a ja wszystko jej powiedziałam. Po tym wszystkim poszłyśmy do kajuty i zjadłyśmy śniadanie. Nagle kapitan zaczął coś krzyczeć. Szybko wyszłam na pokład i usłyszałam kapitana.

Kapitan<Berk na horyzoncie!!

Wtedy po raz pierwszy od wyjazdu, zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy się z kimś zaprzyjaźnię.

3.Kim on jest?

Po 10 minutach byliśmy już na Berk. Wszyscy witali nas gromkimi brawami. Do mojej mamy podszedł Wódz, tak mi się wydaje, bo wszyscy ustępowali mu miejsca. Był to wysoki mężczyzna z długą rudą broda i gęstymi, zaplecionymi w kok włosami, które przykrywał hełm z wielkimi rogami.

Stoick<Witamy na Berk, mam nadzieję, że dobrze będzie się wam tu mieszkało.

Mama<Dziękuję, Stoick. A to moja córka, Astrid.

Skąd moja mama go zna?

Stoick<Miło mi.

Astrid<Mi też.

Wydaje się... miły!

Stoick<Zapraszam do mnie. Na razie muście tam  mieszkać, dopóki nie dokończymy waszego domu.

Mama<Nie mamy nic przeciwko temu.

Poszliśmy więc do domu Wodza, było tam cudownie: pięknie pachnące zioła na ścianach, niesamowite meble i obrazy, a przy pięknie nakrytym stole, stała szczupła kobieta.

Mama<Valka!

Valka<Korni! Dawno się nie widziałyśmy.

Stoick<Może usiądziecie?

Mama<Tak, oczywiście.

Usiedliśmy, a mama zaczęła opowiadać. Dowiedziałam się, że mieszkała kiedyś na Berk, i że Stoick oraz Valka są jej przyjaciółmi. A mój ojciec przypłynął tu, zakochali się z mamą w sobie i razem popłynęli na Erendol. Opowiedziała mi również, jaka była szczęśliwa, kiedy dowiedziała się, że jest ze mną w ciąży.

Stoick<Miło się gawędziło, ale jest już późno i na pewno jesteście zmęczone.

Mama<O tak!

Stoick<Więc tak. Korni, ty śpisz w pokoju gościnnym, a Astrid u naszego syna.

Co? Oni mają syna, a ja mam spać u niego w pokoju? To jakieś żarty.

Valka<Astrid, twój pokój jest na górze, po tych schodach, a twój Korni, tutaj na dole.

I Valka pokazała mojej mamie pokój gościnny, ukryty za zdobionymi pięknymi płaskorzeźbami, dębowymi drzwiami. Ja poszłam na górę razem z Valką, która pomagała mi wnieść bagaże. Na górze zobaczyłam chłopaka siedzącego przy biurku i coś rysującego, miał na sobie dziwny kombinezon i nie miał lewej nogi. Kim on jest? Dlaczego nie ma nogi? Tyle pytań tłamsiło mi się w głowie, że, aż mnie rozbolała. Tak byłam zajęta chłopakiem, że nie zauważyłam czarnego smoka, leżącego na skale znajdującej się naprzeciwko łóżka. Wyglądał zupełnie jak nocna furia, a myślałam, że ich istnienie to tylko legenda. Trochę się przestraszyłam, a Valka zaczęła mówić do chłopca siedzącego przy biurku.

Valka<Synu przez kilka tygodni będzie u ciebie spała Astrid, opowiadałam Ci o niej. Proszę Cię, bądź dla niej miły.

Chłopak wstał od biurka, zaczął zbierać jakieś papiery i odpowiedział. Miał głęboki, spokojny i budzący zaufanie głos.

Chłopak<Dobra, nie ma problemu.

Powiedział to niezbyt przekonany i jakby trochę zniechęcony

Valka<To zostawię was samych, abyście mogli się poznać.

Chłopak<Okey.

Astrid<Dobrze.

Trochę przestraszona, zostałam sama. Ale zaraz, zaraz, dlaczego ja się boję? Jestem wojowniczką.

4.Jak to możliwe?

Staliśmy tak jeszcze chwilę w ciszy. Ja w tym czasie położyłam swoje bagaże na podłodze. Minęła jeszcze chwila zanim ten chłopak się się odezwał.

Chłopak<To nazywasz się Astrid tak?

Astrid<Tak, a jak ty się nazywasz?

Chłopak<Czkawka. Możesz się śmiać, przywykłem.

Astrid<Niby czemu mam się śmiać? To zwykłe imię.

Ładnie go pokarali takim imieniem. Zżerała mnie ciekawość o tego smoka, więc zapytałam.

Astrid<Co ten smok tu robi?

Czkawka<Mieszka, to mój najlepszy przyjaciel.

Smok i człowiek przyjaciółmi? Niezły świr z tego Czkawki.

Perspektywa Czkawki

Nie wyśmiała mojego imienia. Ciekawe czy zapyta się o Szczerbatka wygląda, jakby się go trochę przestraszyła, ale wydaje mi się, że jest spoko. Miejmy nadzieje, że nie palnę niczego głupiego i nie nastawię jej wrogo bo wygląda jakby umiała nieźle przyłożyć.

Perspektywa Astrid

Astrid<Jak to niby możliwe?

Czkawka wszystko mi opowiedział, o tym jak poznał, wytresował i nazwał tego smoka Szczerbatek. Opowiedział również o tym, jak go uratował i jak stracił nogę, wzruszyło mnie to.

Czkawka<Chciała byś jutro pójść zobaczyć, jak z przyjaciółmi tresujemy smoki? Od razu Ci ich przedstawię.

Astrid<Dobra, a pokazałbyś mi gdzie tu jest łazienka bo chciała, bym się umyć.

Czkawka<Chodź, pokażę Ci.

Astrid<Dzięki.

Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Stwierdziłam, że jest bardo miły i kto wie może nawet się zaprzyjaźnimy ?

Po tej rozmowie poszłam się umyć i spać. Czkawka odstąpił mi swoje łóżko, a sam przespał się z Szczerbatkiem. Rano wstałam bardzo wcześnie, umyłam się i czekałam, aż Czkawka zejdzie, żeby pójść do Akademii. Bardzo polubiłam Czkawkę wczorajszego wieczoru, jest bardzo miły i podobny do mnie. Czkawka zszedł na dół po pół godziny, wtedy zjedliśmy śniadanie i polecieliśmy na Szczerbatku do Akademii. Tam było czworo ludzi i 3 smoki, jeden był dwugłowy wszystkie inne widziałam, ale tych smoków na Erendol nigdy nie było. Gdy wylądowaliśmy, Czkawka przedstawił mi wszystkich.

Czkawka<To są bliźniaki, Mieczyk i Szpadka.

Bliźniaki biły się nie wiadomo o co, więc nawet nas nie zauważyli. bliźniaki były bardzo do siebie podobne mieli identyczne hełmy i włosy w tym samym odcieniu tyle, że mieczyk miał dredy, a Szpadka dwa grube warkocze po dokach głowy. Oboje nosili zawieszone na szyi zęby jakichś smoków. wyglądali raczej dziwne. Poszliśmy kawałek dalej, gdzie stało dwóch mężczyzn. Czkawka mi ich przedstawił.

Czkawka<To Śledzik, zna całą księgę smoków, a to Sączysmark.

Sączysmark był napakowanym facetem z lekkim zarostem, czarnymi włosami i kwadratową twarzą, a Śledzik potężnym, opasłym chłopakiem i tak jak Sączysmark miał lekki zarost.

Czkawka<Uwaga wszyscy, chcę wam przedstawić Astrid, sprowadziła się do nas z Erendol.

Wszyscy<Hej Astrid.

Sączysmark<Witaj moja piękna!

Powaliłam go i stopą przygniotłam twarz do ziemi.

Astrid<Nie nazywaj mnie tak.

Czkawka<Dobra, Astrid przedstawie Ci jeszcze nasze smoki.

Astrid<Świetnie.

Czkawka< To jest Sztukamięs. Smok Śledzika.

Pokazał mi wspaniałego jasnobrązowego Gronkla z fioletowymi plamkami na skórze był cudowny. Kawałek za nim stały dwa pozostałe smoki.

Czkawka<To jest smok Sączysmarka Hakokieł,a to jest Jot i Wym, który należy do bliźniaków.

Zobaczyłam czerwono-pomarańczowego Koszmara Ponocnika i smoka nieznanej mi rasy w kolorze zielonym z czerwonymi płytkami na głowach idącymi przez grzbiet znowu rozdwajające się na podwójny ogon i zakończone na końcówkach obu ogonów. Postanowiłam zapytać Czkawkę co to za smok bo strasznie byłam ciekawa jak ta rasa się nazywa.

Astrid<Jakiej rasy jest Jot i Wym? Bo nigdy nie widziałam takiego smoka.

Czkawka<Jest to Zębiróg Zamkogłowy. Jest z klasy tajemniczej. Zamieszkuje niewiele wysp, dlatego możliwe, że nigdy go nie widziałaś.

Astrid<Jest piękny.

Czkawka<Dobra to może przejdziemy do zajęć ?

Śledzik<No wypadało by.

Mieczyk<A może dziś zrobimy wolne ?

Czkawka i Śledzik popatrzyli się na niego z oburzeniem.

Mieczyk<Ja tylko żartowałem.

Czkawka<Śmieszny żart to dobra przechodzimy do zajęć dziś będzie quiz. Drużyny są takie Śledzik, Astrid, a druga drużyna to Bliźniaki i Sączysmark.

Okazało się, że Śledzik faktycznie zna się na smokach. Nasza drużyna wygrała 100 do 10 te dziesiątkę dostali tylko na zachętę. Po zajęciach, przez resztę dnia Czkawka pokazywał mi wyspę. Było cudownie!!!

5.Niespodzianka

Wieczorem siedziałam w pokoju i bawiłam się ze Szczerbatkiem. Naprawdę świetnie się bawię ten smok jest świetny, po prostu w życiu bym nie uwierzyła, że można się zaprzyjaźnić z smokiem. Ta zabawa była bardo fajna, ale bałam się co powie Czkawka, jak to zobaczy. Aż tu nagle do pokoju wszedł Czkawka.

Czkawka<Hej, jak Ci minął dzień?

Astrid<Dobrze, a tobie?

Czkawka<Mi też dobrze. Wstań jutro trochę wcześniej, mam dla ciebie niespodziankę.

Astrid<Jaką?

Czkawka<To niespodzianka. To jak wstaniesz?

Astrid<Dobra. Dobranoc.

Czkawka<Tylko nie spóźnij się!

Co to za niespodzianka ? Jejku, nie wiem, czy będę spała dziś w nocy. Ciekawości mnie zżerała i na okrągło o tym rozmyślałam, ale po chwili już spałam. Obudziłam się wcześnie rano, ale Czkawka, był ode mnie szybszy. Zeszłam i zjedliśmy przygotowane przez niego śniadanie, a potem wsiedliśmy na Szczerbatka i wzbiliśmy się, aż do chmur.

Astrid<Gdzie lecimy i co to za niespodzianka? No powiedz!!

Czkawka<Nie!

Astrid<No weź powiedz.

Czkawka<Nie! Nie powiem Ci.

Astrid<Dlaczego ty jesteś taki uparty?

Czkawka<No dobra, skoro nalegasz. Lecimy na Smocza Wyspę, znaleźć Ci smoka.

Astrid<Serio? Dziękuję!

Po tych słowach objęłam go rękami i przytuliłam się do niego. Potem już się nie odzywaliśmy i po kilku minutach wylądowaliśmy na polanie pełnej Śmiertników. Chwilę stałam bez ruchu, aż po chwili zaczęłam podchodzić do jednego z nich miał ubarwienie niebiesko-żółte. Czkawka powiedział mi co i jak, żeby nawiązać więź, ze smokiem. Podchodziłam do niego powoli, żeby nie wystrzelił kolcami. Postarałam się go pogłaskać, za pierwszym razem mi się nie udało, więc  się cofnęłam. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem smoczyca dała się pogłaskać. Spróbowałam na nią wsiąść, udało mi się. Wtedy usłyszałam głos Czkawki.

Czkawka<Jak ją nazwiesz?

Astrid<Hm! Nie wiem. Może? Wichura.

Czkawka<Ładne imię.

Siedzieliśmy dobrą chwilę na grzbietach swoich smoków. Czkawka majstrował coś przy lince do ogona, a ja głaskałam Wichurę po łbie. Bardzo jej się to podobało! Gdy Czkawka skończył majstrować, zaczął mówić.

Czkawka.<To co może gdzieś polecimy przed wyścigiem ?

Astrid<Dobra, możemy. Tylko gdzie chcesz lecieć?

Czkawka<W moje ulubione miejsce. Co ty na to?

Astrid<Dobra to lecimy.

Zaczęliśmy wracać na Berk.

Astrid<Cudownie jest tak wzbić się w powietrze i poczuć się jak smok.

Czkawka<Łatwo mówić siedząc na grzbiecie smoka. A czy potrafisz polecieć sama?

Mówiąc te słowa przesuną jakąś wajchę staną na Szczerbatku zeskoczył. Przestraszyłam się trochę, że coś mu się stanie, a on w tej samej chwili włożył ręce w paski odstające od spodni podniósł ręce na wysokości ramion i rozłożył swoje skrzydła i lotkę sterującą na plecach. Byłam pod wielkim wrażeniem. Wtedy Czkawka zaczął się wznosić coraz wyżej w moją stronę. Po chwili podleciał do Wichury i zaczął mówić.

Czkawka<I jak Ci się podoba ?

Astrid<Niesamowite.

Czkawka<Ciesze się, To co lecimy w moje ulubione miejsce ?

Astrid<Dobra. Do wyścigu jest jeszcze trochę czasu.

Czkawka<Szczerbatek!!

Szczerbatek podleciał do Czkawki i złapał go. Zaczęliśmy kierować się w stronę wyspy ta nie polecieliśmy do wioski tylko na krucze urwisko. Tam wylądowaliśmy na polanie obok której znajdowało się jeziorko pełne ryb, rosło tam tylko jedno drzewo, za to dawało ono sporo cienia. Cała polanka znajdowała się w równym, 10 metrowym wgłębieniu w kształcie koła.

Czkawka<I jak podoba Ci się.

Astrid<Bardzo!

Czkawka<Cieszę się.

Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja oddałam mu uśmiech. Zobaczyłam Szczerbatka rysującego coś dużym pniem drzewa. Zaczęłam się śmiać, a Czkawka razem ze mną, usiadłam na brzegu jeziorka, a Czkawka obok mnie. Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, aż Czkawka zaczął mówić.

Czkawka<Trzeba już wracać, za chwilę będzie wyścig smoków.

Astrid<Dobra... Nie prześcigniesz mnie. Będę pierwsza w wiosce.

Czkawka<Nie dam Ci tej przyjemności.

Perspektywa Czkawki

O nie! Nie wygrasz ze mną. Nie ze Szczerbatkiem, jest najszybszym smokiem z wszystkich na Berk. Wyprzedziłem ją po jakichś 20 sekundach. Ha! I co, dalej Ci tak wesoło? Doleciałem pierwszy, Astrid przyleciała 3 sekundy po mnie.

Czkawka<No i co. Wygrałem

Astrid<Och no dobrze niech Ci będzie. A teraz wybacz, idę się szykować na wyścig.

Czkawka<I tak nie masz szans.

Nie ma szans, pokonam ją jak wszystkich.

Perspektywa Astrid

Przed wyścigiem musiałam jeszcze pomalować i siebie, i Wichurę. Wybrałam piękny błękitny i intensywny pomarańczowy, aby pasowały do Wichurki.

Czkawka<Astrid, za trzy minuty zaczyna się wyścig. Pospiesz się

Dobra teraz jesteśmy gotowe!

Astrid<Dobra już idę Czkawka. Chodź Wichura, idziemy. Pokażemy, kto jest najlepszy!

Właśnie przyszliśmy na start, kiedy przyszedł sędzia, którym był Stoick.

Stoick<Witam na kolejnym wyścigu. Wyniki dotychczasowych wyścigów są takie: Czkawka pierwsze miejsce z 12 wygranymi, dalej bliźniaki 7 wygranych, na kolejnym miejscu Sączysmark z 3 wygranymi. Ostatnie miejsce zajmuje Śledzik oraz nowo przybyła Astrid, którzy nie wygrali ani jednego wyścigu. Dobra bez dalszych ceregieli gotowi, start!!

Wystrzeliłam jak burza, choć Czkawka był szybszy. Lecz przez resztę wyścigu nie miał takiego farta ja złapałam 10 białych owiec, a on tylko dwie. Jeszcze tylko czarna owca i wygram. Niestety na ostatniej prostej nie miałam tyle szczęścia i Czkawka wyprzedził mnie o włos. W efekcie to on wygrał.Nagle usłyszałam głos Stoicka.

Stoick<Czkawka wygrywa!! Dziękuje wszystkim za przybycie następny wyścig za miesiąc zapraszam serdecznie.

Ledwie wylądowaliśmy, a Czkawka już zaczął iść w moją stronę.

Czkawka<Mówiłem, że wygram!

Astrid<Mówiłeś, ale następnym razem ja wygram.

Czkawka<Zobaczymy.

Reszta dnia była nudna, podobnie jak cały miesiąc. Przepraszam, ten miesiąc był nudny poza chwilami spędzonymi z Czkawką. Z każdym dniem coraz bardziej go lubiłam, ufałam mu i stał się moim przyjacielem. Czasami gdy patrzył mi w oczy, lub się do mnie uśmiechał, czułam się dziwnie. Często robiło mi się gorąco i miałam mętlik w głowie. Co się ze mną dzieje, gdzie ta niedostępna i samotna Astrid Hofferson? Czemu ja muszę to sobie robić, czemu nie mogę się ogarnąć i przestać się tak czuć ?

6.Wyprawa

Zbliżają się Migdaliska, czyli święto obchodzone na Berk z okazji zakończenia zimy. Wtedy  smoki odlatują złożyć jaja. Byłam smutna, że Wichura odleci i zostanę w te Święta sama. Zaraz, zaraz, nie jestem sama zawsze mogę spędzić te święta z Czkawką. O kurczę, przecież podczas Migdalisk mają być tańce, mam nadzieje, że Czkawka mnie zaprosi, inaczej trudno, w ogóle nie pójdę. Mam pomysł, jutro po zajęciach w Akademii zapytam się go, z kim idzie. Z tych rozmyślań wyrwała mnie mama.

Mama<Astrid! Zejdź na chwilę.

Astrid<Już idę!

Zerwałam się z łóżka i zeszłam na dół. Okazało się, że przyszedł Czkawka.

Czkawka<Hej Astrid.

Astrid<Hej, dlaczego przyszedłeś ?

Czkawka<Chciałem się zapytać, czy miałabyś ochotę polecieć z nami podczas Migdalisk razem ze smokami.

Serio lecieć ze smokami było by cudownie.

Astrid<Dobra, ale nie wiem, czy mama się zgodzi.

Czkawka<Już z nią rozmawiałem, zgodziła się.

Astrid<Świetnie, to kiedy lecimy?

Czkawka<Jutro.

Astrid<Dobra, a kiedy wracamy ?

Czkawka<Za 2-3 dni. Miejmy nadzieje, że jak najszybciej.

Astrid<Dobra, to ja idę się spakować i spać.

Czkawka<Dobra, hej!

Uśmiechnął się do mnie zawadiacko i popatrzył mi prosto w oczy.

Astrid<Hej.

Poszłam na górę się umyć i spać. Nie mogłam zasnąć i zastanawiałam się, jakby tu go podpuścić, żeby mnie zaprosił, bo nie widzi mi się go zapraszać. Mam również nadzieję, że będą to cudowne trzy dni. Trudno, zobaczy się jutro. I już po chwili spałam. W nocy miałam intrygujący sen:

Stałam nad klifem. Nagle usłyszałam ryk nocnej furii. Mimowolnie ruszyłam się, skała zaczęła osuwać mi się pod nogami. A ja zaczęłam biec w głąb lasu

W tym właśnie momencie, obudziła mnie mama.

Mama<Ktoś do ciebie przyszedł.

Astrid<Kto ?

Mama<Czkawka, prosił abym Ci powiedziała, że za pół godziny masz być gotowa do drogi. Powiedział, że po ciebie przyjdzie.

Astrid<Dobra. Dzięki mamo.

Mama<Za 10 minut śniadanie.

Astrid<Okey.

Poszłam się umyłam i ubrałam moje ulubione niebieskie leginsy, brązową skórzaną spódniczkę ozdobioną pasem z czaszkami i bordową bluzkę z futerkowym kapturem. Do tego oczywiście założyłam naramienniki, które uwielbiałam nosić. Potem zeszłam na śniadanie. Mama przygotowała mi również jedzenie na drogę.

Astrid<Dzięki mamo.

Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Czkawka, więc poszłam i otworzyłam. Okazało się, że miałam rację.

Czkawka<Hej jesteś gotowa?

Astrid<Tak, jestem.

Czkawka<Dobra. To co, lecimy do Akademii, tak ?

Astrid<Tak, lecimy.

7.Długa podróż

Dotarliśmy na Arenę po 4 minutach. Zauważyliśmy tam tylko Koszmara Ponocnika i Gronkla. Brakowało jeszcze Zębiroga. Wlecieliśmy na Arenę i zapytaliśmy się o bliźniaki.

Astrid<Tylko nie mówcie, że bliźniaki się połamały, kłócąc się na arenie.

Śledzik<Nie, tym razem nie odpowiedziałaś poprawnie, bliźniaków jeszcze nawet nie było.

Czkawka<Spoko Astrid, jeszcze mają pięć minut.

Astrid<Dobra, to teraz zobaczmy jeszcze, czy wszystko mamy.

Czkawka<Śledzik, zabrałeś namiot?

Śledzik<Tak.

Sączysmark<A ty zabrałeś?

Czkawka<Jasne, a miałeś jakieś wątpliwości?

Astrid<A ty Smark, zabrałeś drewno?

Sączysmark<Dla ciebie wszystko, moja piękna!

Dostał ode mnie z lewego sierpowego, a zrobiłam to tak mocno, że padł na ziemie jak długi. W tym momencie usłyszeliśmy chichot bliźniaków, oraz głos Mieczyka.

Mieczyk<Ale fajne widowicho, też chcę tak oberwać.

Szpadka<Nie ma sprawy, brat.

Usłyszeliśmy tylko głuchy stukot i nic poza tym. I nagle zobaczyliśmy Jota i Wyma tyle, że na Wymie nikt nie siedział. Tuż za smokiem wszedł jęczący z bólu i lekko posiniaczony Mieczyk. Usłyszeliśmy od niego tylko.

Mieczyk<Było super.

I już nic nie usłyszeliśmy bo padł na ziemie. Zemdlał. Wszystkich zamurowało, dało się słyszeć tylko cichy chichot Szpadki.

Czkawka<Dobra, niech ktoś ocuci Mieczyka, bo trzeba zaraz ruszać.

Śledzik podszedł do balii, wziął wiadro napełnił je chłodną wodą, podszedł do Mieczyka i......Chlup. Mieczyk został oblany zimną wodą.

Czkawka<Szpadka, zabraliście ze sobą to, o co was prosiłem?

Szpadka<Jasne! A o co nas prosiłeś?

W tym właśnie momencie ocknął się Mieczyk.

Mieczyk<Zaraz, co się stało?

Astrid<Zemdlałeś.

Mieczyk<No, ale super było.

Czkawka<Mhh. Wracając, Szpadka, zabraliście zapasy na wyprawę?

Mieczyk<No tak, tyle ile nas prosiłeś.

Czkawka<Jeszcze jedno pytanie. Astrid, masz dla każdego wodę na podróż?

Astrid<Tak już daje.

Dałam, każdemu po jednym flakonie wody, kiedy doszłam do Czkawki i dałam mu flakon, on się tylko do mnie uśmiechnął i odezwał.

Czkawka<Dobra, skoro wszystko jest, to możemy lecieć.

Wszyscy<Okej to lećmy.

Czkawka wzbił się w powietrze i wyleciał z Akademii, a my za nim. Gdy tylko to zrobiliśmy, smoki same wiedziały dokąd lecieć. Było to niesłychane zjawisko. Lecieliśmy pół godziny w milczeniu. Po tym czasie odezwał się Sączysmark.

Sączysmark<Toooo jakie, są składy w namiotach?

Czkawka nic się nie odezwał, więc Sączysmark sięgnął po drastyczne środki.

Sączysmark<Hej, Czkawuś!!

Czkawka zerwał się nagle jakby przed chwilą uwolnił się z opętania.

Czkawka<Po pierwsze nie nazywaj mnie tak, albo jak wylądujemy to oberwiesz. I po drugie czego chcesz?

Sączysmark< Niczego ważnego, właśnie się tylko zastanawiałem, jakie składy będą w namiotach i tyle. Bo z tego co wiem mamy dwa trzyosobowe.

Czkawka<Tak, zgadza się, są dwa trzyosobowe. A co do twojego pytania to nie wiem, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

Sączysmark< To może takie składy: Astrid, Szpadka i ja w jednym, a Ty, Mieczyk i Śledzik w drugim.

Astrid<Wolałabym być z kimś innym, niż z tobą w namiocie.

Nie chcę, aby to był Mieczyk, bo wtedy nie przeżyje nocy, Śledzik z kolei jest trochę gruby, więc zająłby dużo miejsca, a ja i Szpadka musiałybyśmy się cisnąć. A Sączysmark, cóż, sprawa oczywista, na okrągło tylko podrywa. Ciekawe z kim Czkawka mnie przydzieli.

Sączysmark<To z kim w takim razie maja być dziewczyny ?

Astrid<Może z Czkawką na przykład ?

Czkawka jakby tego nie usłyszał i zerwał się dopiero po słowach Sączysmarka.

Sączysmark<Czkawka, to jak w końcu będzie ?

Czkawka<Sorry, nie słuchałem was, a jak wy chcecie ?

Astrid< Ja mogę być ze Szpadką, ale na pewno nie z Sączysmarkiem!

Nastała dość długa chwila ciszy. Którą przerwał Czkawka.

Czkawka<Dobra, to zrobię tak bliźniaków ze sobą nie połączę, więc Mieczyk idzie do drugiego namiotu z Sączysmarkiem. Teraz pytanie, gdzie ja mam spać oraz Śledzik.

Wtedy do rozmowy nieoczekiwanie dołączyła się Szpadka, która do teraz siedziała cicho.

Szpadka<Ja nie che być ze Śledzikiem, bo on głośno chrapie.

Wszyscy popatrzyli się na nią dziwnie tak, jakby nie dowierzali własnym uszom.

Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam.

Czkawka<Dobra to ustalone: Ja, Astrid i Szpadka w jednym, a Sączysmark, Mieczyk i Śledzik w drugim.

Astrid<Okej, może być.

Powiedziałam zwykłym tonem, ale w duszy byłam bardzo szczęśliwa cieszyłam się, że to jest właśnie Czkawka, a nie kto inny.

Reszta drogi minęła spokojnie ja w tym czasie zdążyłam się przespać. Nagle poczułam, jakby ktoś mnie szturchał, zaczęłam leniwie się rozglądać. Nagle poczułam, że znowu ktoś mnie szturcha i usłyszałam czyjś głos.

Czkawka<Hej, śpiąca królewno wstawaj. Już dolatujemy!

Spojrzałam w górę i zobaczyłam nad sobą Czkawkę uśmiechającego się zawadiacko. Oddałam mu uśmiech i spojrzałam przed siebie. Tam zobaczyłam piękną wyspę z ogromnym jeziorem pośrodku. Nie było to zwykłe jezioro, ale jezioro, które lśniło wieloma odcieniami czerwieni, żółci, pomarańczu i niebieskiego był to przepiękny widok, a cała wyspa była pełna wielu gatunków smoków. A morze otaczające wyspę lśniło wieloma odcieniami niebieskiego i błękitu. Był to cudowny widok, cieszyłam się, że zgodziłam się tu przylecieć, bo warto było.

8.Perłowe jezioro.

Po dwóch minutach, wylądowaliśmy obok jednej z wielu małych sadzawek znajdujących się na tej wyspie. Ta sadzawka mieniła się żółcią i błękitem, była dosyć spora. Gdy tylko wylądowaliśmy i zeszliśmy z smoków, smoki od razu poszły kawałek dalej i od razu się położyły. Muszą być zmęczone tą długą podróżą. W tym momencie odezwał się Śledzik.

Śledzik<Hej, może rozłożymy namioty i zapalimy ognisko?

Czkawka jakby dalej był nieprzytomny, więc ja odpowiedziałam za niego.

Astrid<Dobra, to chodźcie, przejdźmy po rzeczy i wy rozłożycie namioty, a ja i Szpadka pójdziemy po wodę. Szpadka, tylko pytanie, wiesz gdzie tu jest strumień ?

Szpadka< Tak, około 50 metrów w tamtą stronę i potem w lewo.

Astrid<Okej, to teraz dopijcie wodę z swoich flakonów i podajcie mi je.

Wszyscy poszli po rzeczy i po flakony na wodę. Mieczyk i Szpadka przynieśli cztery wielkie kosze ryb, Śledzik i Czkawka przynieśli dwa zwinięte w rulony namioty, a Sączysmark niósł wielki kosz drewna.

Astrid<Dobra, to teraz dajcie mi jeszcze swoje flakony i pójdziemy po wodę, a wy w tym czasie rozbijecie obóz. Dobra ?

Śledzik<Nie ma sprawy.

W tym samym czasie, Sączysmark przyniósł sześć flakonów na wodę. Uśmiechnął się do mnie szarmancko, na co ja odpowiedziałam mu prawym sierpowym. I wtedy zaczął się zwijać z bólu.

Sączysmark<Czy ty musisz być taka brutalna ?

Astrid< Żadna brutalna, tak się komunikuje. Okej, to chodź Szpadka, idziemy po tą wodę.

Szpadka<Dobra o to chodź!

Szłyśmy tak jak Szpadka wcześniej mówiła i dotarłyśmy do małego wodospadu, który był zbudowany z żółto szkarłatnej skały. a woda spływająca z niego mieniąca się tak cudownie w blasku zachodzącego słońca. wpadając do sadzawki zmieniała kolor z żółto pomarańczowego na błękitno niebieską był to cudowny widok. Aż nie chciało się stąd odchodzić, ale Szpadka jakby nie zwracała uwagi na ten widok tylko podeszła do wodospadu i zaczęła napełniać flakony. Jak tylko to zobaczyłam, otrząsnęłam się z tego cudownego transu i zaczęłam napełniać flakony, gdy napełniłam dwa flakony odezwała się Szpadka.

Szpaka< Astrid długo jeszcze będziesz je napełniała?

Astrid<Co? Nie, zaraz możemy wracać.

Mówiąc to, zaczęłąm napełniać trzeci flakon. Chwile potem, flakon był już napełniony. Więc odpowiedziałam Szpadce.

Astrid<Hej Szpadka możemy już iść.

Szpadka<No nareszcie!

Zaczęłyśmy iść, ciężko było mi odejść od tego miejsca, to takie piękne miejsce. Kiedy doszliśmy do obozu, bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Obóz był całkiem gotowy: ogień rozpalony, namioty rozłożone i chłopcy przytaszczyli nawet kilka głazów, żeby można było sobie usiąść przy ogniu.

Astrid<Łał, jestem pod wrażeniem nie sądziłam, że tak szybko się uporacie.

Śledzik<Jakie szybko, z godzinę was nie było.

Sączysmark<Z tego co pamiętam źródło jest niedaleko.

Szpadka<No byłyśmy tam tyle, bo Astrid stała tam i stała jak słup przez pół godziny.

Astrid<Wcale nie stałam tak długo.

Szpadka<Właśnie, że tak.

Astrid<Wcale, że nie!!

Czkawka<Dobra spokój, może zjemy kolacje i pójdziemy spać, wszyscy na pewno są głodni i zmęczeni.

Sączysmark<To jeden z twoich najlepszych pomysłów.

Czkawka<Dobra to, może panie usiądą.

Astrid<Okej.

Usiedliśmy i Czkawka podał wszystkim rybę do usmażenia na ogniu. Gdy wszyscy dostali rybę, Czkawka usiadł obok mnie. Piekliśmy i jedliśmy w ciszy i po tym jak zjedliśmy, poszliśmy do namiotów spać. Ja spałam pośrodku pomiędzy Szpadką, a Czkawką. Tylko, że nie wiem dlaczego, nie mogłam spać. Więc postanowiłam pójść sprawdzić co tam u Wichury. Wyszłam z namiotu i skierowałam się w kierunku w którym spała Wichura. Podeszłam do niej spała, więc poczułam się samotna, nie chciałam nikogo budzić więc usiadłam tylko obok Wichury i zaczęłam ją głaskać po łbie. Nagle usłyszałam głos, był to głos Czkawki.

Czkawka<Astrid, co ty tu robisz?

Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, więc siedziałam w ciszy, chwile się zastanawiałam, aż w końcu wymyśliłam, co by mu powiedzieć.

Astrid<Po prostu nie mogłam spać, więc poszłam zobaczyć, co u Wichury.

Czkawka<To mam pomysł, może pójdziemy razem na spacer ?

Astrid<Czemu nie.

Może teraz go zapytam, z kim idzie na tańce. Wstałam i poszłam za nim.

Czkawka<Pozwolisz, że pokażę Ci jedno super miejsce. Tylko mam pytanie: ufasz mi ?

Astrid<Też mi pytanie, jasne, że ci ufam.

Wtedy zawiązał mi oczy przepaską, chwycił za rękę i zaczął prowadzić. Czułam się, jakbym za chwilę miała się zarumienić. O nie, tylko nie to, nie rumień się Astrid, nie rumień! Nie szliśmy długo, po kilku minutach zdjął mi opaskę i zobaczyłam jezioro na środku wyspy. Ale było to jakieś dziwne, bo nie było ciemne jak powinno być po zmierzchu. Z jeziora tliła się lekka perłowa poświata. Było to coś niesamowitego. Zaczęliśmy się powoli zbliżać do jeziorka. Z bliska było jeszcze cudowniejsze niż z daleka. Kiedy przyjrzeć się bliżej tafli wody, można było zobaczyć malutkie, świecące glony. A pomiędzy glonami dało się gdzieniegdzie dojrzeć ciemną taflę jeziora.

Astrid<Dobra, muszę Ci przyznać to jest wspaniałe, a raczej niesamowite.

Czkawka nic mi nie odpowiedział na te słowa, więc postanowiłam, że zapytam się go o kilka rzeczy. Usiadłam więc na najbliższej skałce i zaczęłam mówić.

Astrid<A tak na marginesie, mam do Ciebie pytanie.

Perspektywa Czkawki 

Te słowa wyrwały mnie z totalnego zamyślenia myślałem tylko o Astrid i tańcach które mają się niedługo odbyć. Muszę ją jakoś zaprosić na te tańce, a jak się nie uda, cóż w ogóle nie pójdę!

Czkawka<Jakie, jeśli można wiedzieć?

Astrid<A no takie, że dziwnie się dziś zachowujesz. I jesteś jakiś hmm.....markotny.

No nie! Dlaczego w końcu musiała zadać mi to pytanie ? Siedziałem dłuższą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu już wiedziałem, co mam powiedzieć.

Czkawka<Po prostu jestem zmęczony i to wszystko.

Astrid<Ach. Ale mam do ciebie jeszcze jedno pytanie, co będziesz robić podczas tańców ?

 Astrid, czy ty musisz być taka dociekliwa ? Postanowiłem spróbować jej odpowiedzieć z obojętnością, a było to bardzo trudne.

Czkawka<No nie wiem, może polatam na Szczerbatku, albo pójde pomóc Pyskaczowi. Jeszcze nie mam pojęcia

Perspektywa Astrid

Po tych słowach poczułam mieszaninę złości i smutku. Dlaczego on nie idzie Dobra, trudno trzeba wytoczyć ciężkie działa.

Astrid<Dlaczego nie idziesz?

Starałam zapytać się normalny tonem, ale nie wyszło mi i w moim tonie, można było wyczuć nutę smutku. Astrid, opanuj się! 

Czkawka<Bo nie lubię tańców.

Kiedy to mówił schylił głowę lekko w dół, jakby nie chciał, abym ujrzała jego oczy i twarz. O proszę cię, nawet mi tu nie ściemniaj, dobrze wiem, że teraz kłamiesz.

Czkawka<A ty, co będziesz wtedy robić ?

Astrid<AAA.......... nic ciekawego. Albo będę się nudzić w domu, albo pójdę na tańce i tam się będę nudzić.

Powiedziałam to lekko zdawkowym tonem, na co on zareagował w ten sposób, że podniósł głowę, a w jego oczach dało się dojrzeć tlącą się niepewność.

Czkawka<Czyli, że nikt Cię nie zaprosił ?

Powiedział to, jakby nie dowierzał w to co usłyszał. Och, na miłość boską, ogarnij się! Ale mimo to, starałam się mówić normalnym tonem.

Astrid<No jeszcze nie, a nawet gdyby zaprosił to i tak nie będę mieć ochoty tańczyć. Bo nie będzie ciebie.

Przez chwile, gdy patrzyłam w jego twarz, zdawało mi się jakby się zarumienił. Może on czuje to samo, co ja do niego ? On po tych słowach jakby się speszył i już się nie odzywał. Zaczął się patrzeć w jezioro, aż przerwałam tą chwilę ciszy.

Astrid<A ciebie nikt nie zaprosił?

Czkawka<No i to jest właśnie prawdziwy powód, dla którego nie chcę iść. Bo nie mam z kim! Dziewczyna jak pójdzie sama, nic się nie stanie, bo zawsze ktoś ją zaprosi. No, a chłopak jak już sam, to jest dużo gorzej. Więc wolę w ogóle nie iść.

Jego twarz nabrała wyrazu, jakby po tym co powiedział ulżyło mu. I właśnie wtedy wpadłam na genialny pomysł.

Astrid<To może skoro ty nie masz z kim iść i ja nie mam z kim iść. To może pójdziemy razem, jako przyjaciele.

Czkawka tylko się uśmiechnął i odpowiedział mi. 

Czkawka<Dobra, czemu nie.

Widać po nim było, że jest mu o wiele lżej i, że jest szczęśliwy. Siedzieliśmy chwilę w tej ciszy i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, aż po chwili Czkawka się odezwał.

Czkawka< Too...może pójdziemy już do namiotu, co?

Astrid<Co...A ...Tak, dobra.

Wracaliśmy powoli. Czułam się głupio, że nie zapytałam go o jedną ważną rzecz, ale trudno jutro też jest dzień i jutro mu to powiem. Gdy dotarliśmy do namiotu, ja weszłam pierwsza, on drugi. Gdy się położył zwróciłam twarz w jego stronę i patrząc się na niego, zasnęłam. Rano obudziłam się wcześniej od Czkawki, wiedziałam to, pomimo iż obudziłam się odwrócona twarzą do Szpaki, czułam jego rękę na mojej talii. Nie chciałam jej zdejmować, wtedy czułam, że jest blisko mnie. Nie strząsnęłam jego ręki, ani się nie oddaliłam, wręcz przeciwnie jeszcze bardziej się do niego przybliżyłam i jeszcze raz zasnęłam, tylko, że teraz zasnęłam w jego ramionach. Było to cudowne uczcie.

9.Czy to sen ?

Nie wiem, ile tak spałam, ale obudziła mnie Szadka. Szturchała i zobaczyłam ją, jak patrzy się na mnie z otwartymi oczami dopiero po chwili zorientowałam się, że ja dalej jestem w objęciach Czkawki. W tej chwili strzepnęłam jego rękę mimowolnie i z niechęcią. Gdy to zrobiłam usiadłam i zarumieniłam się. Wtedy Szpadka się odezwała.

Szpadka<Co jest między tobą, a Czkawką?

Astrid<Nic nie jest.

Szpadka<To dlaczego spałaś w jego objęciach?

Astrid<Nie mam pojęcia.

Było to jawne kłamstwo, bo dobrze wiedziałam, jak się znalazłam w tej sytuacji. Była to tak niezręczna sytuacja, że strasznie się zarumieniłam.

Szpadka<Astrid, ty się zakochałaś!

To przekroczyło wszelkie granice nie sądziłam, że Szpadka jest taka kumata.

Astrid<Wcale, że nie. A nawet jeśli to masz nikomu nie mówić co się tu zdarzyło. Dobra ?

Szpadka<Ale tak nikomu, nawet bratu?

Astrid<Nawet bratu.

Szpadka<Dobra, trudno.

Astrid<Dzięki.

Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie i wyszłam z namiotu. Przy rozpalonym ognisku siedział tylko Śledzik.

Śledzik<Hej> Jak się spało?

Szpadka<Astrid na pewno dobrze. Mnie tam trochę gorzej.

Gdy tylko to powiedziała, spojrzałam na nią wzrokiem mówiącym: ,,Tylko spróbujesz powiedzieć, a Cię zabije"

Śledzik<Aha. A Czkawka jeszcze śpi, tak?

Astrid<Tak, śpi.

Szpadka<A mój brat śpi? Bo mam ochotę brutalnie go obudzić.

Wtedy nie wiadomo skąd nadszedł Mieczyk.

Mieczyk< Sorka, siostra, muszę Cię rozczarować, bo nie śpię.

Szpadka<Ahhh...Wielka szkoda.

Astrid<A Sączysmark?

Mieczyk<Poszedł poszukać drewna.

Śledzik<Dobra, kto chce rozpalić ognisko?

Nie miałam nic lepszego do roboty więc się zgłosiłam.

Śledzik<Dobra, Astrid tu masz drewno, a ja pójdę po kosz z rybami.

Astrid<Dzięki.

Wzięłam się za rozpalanie ogniska. Szło mi to dość mozolnie więc zawołałam Wichurę, która jednym zionięciem rozpaliła ogień. Gdy ognisko paliło się już w najlepsze, przyszedł Śledzik.

Śledzik<Astrid gdzie jest Wichura bo chce ją...

Dopiero teraz zobaczył Wichurę obok mnie.

Śledzik<...nakarmić.

Astrid<Niema sprawy. Wichura, idź do innych smoków i zjedz coś.

Ta zaryczała ze szczęścia.

Astrid<Grzeczna dziewczynka.

Szpadka<To może zjemy coś, umieram z głodu.

Mieczyk<Siostra, to jeden z twoich najlepszych pomysłów.

Zabraliśmy się do jedzenia. Kiedy już nie mogłam dokończyć i rzuciłam Wichurze resztki ryby, z namiotu wyszedł Czkawka.

Czkawka<Hej wszystkim! To kiedy idziemy uczyć smoki latać ?

Astrid<Może na przykład zaraz, jak tylko Sączysmark dokończy w końcu swoją rybę.

Czekaliśmy na niego jakieś 10 minut. Potem poszliśmy przejść się po wyspie i pomóc smokom nauczyć się latać. Wieczorem, gdy wróciliśmy do obozu byliśmy padnięci. Każdy pomagał małym innego gatunku nauczyć się latać. Jako iż Czkawka najlepiej tresował smoki on pomagał bliźniakom i Sączysmarkowi, którym nie za dobrze to szło. Ja pomogłam połowie Śmiertników, Czkawka 3/4 Straszliwców, Śledzik wszystkim Gronkielom, których było najmniej z wszystkich młodych. A bliźniaki jak to bliźniaki tylko dzięki pomocy Czkawki nauczyły 1/3 Zębirogów, jak latać. Sączysmark poradził sobie wyjątkowo dobrze i nauczył wszystkie Ponocniki, jak latać. Jutro mieliśmy nauczyć latać smoki, które zostały i pojutrze już mieliśmy wrócić do domu. Miał to być dzień przed tańcami.

Gdy tylko wróciliśmy do obozowiska zjedliśmy, szybko kolację i poszliśmy nakarmić smoki. Gdy zostaliśmy tylko ja i Czkawka, podeszłam do niego.

Astrid<Masz ochotę przejść się na spacer ?

Czkawka<Jasne.

Poszliśmy znowu nad jezioro, było tu jeszcze piękniej niż wczoraj bo dziś księżyc świecił w pełni. Usiadłam na brzegu jeziora, a Czkawka obok mnie. Wtedy postanowiłam, że zrobię to właśnie teraz.

Astrid<Czkawka, mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz zamknąć oczy.

Czkawka<Co to za niespodzianka ?

Astrid<Zamkniesz oczy to się przekonasz..

Czkawka<No dobra.

On zamkną wtedy oczy, a ja zbliżyłam swoje wargi do jego ust i złożyłam na jego ustach pocałunek. Bałam się jego reakcji, a on ku mojej radości, oddał mi pocałunek. Trwaliśmy tak w tej chwili dobrych kilka minut. A kiedy w końcu przestaliśmy, powiedziałam mu te jedyne słowa, które tak dawno chciałam mu już powiedzieć.

Astrid<Czkawka, kocham Cię.

Czkawka<Ja ciebie też.

Po tych słowach położyłam swoją głowę na jego ramieniu, a on objął mnie ręką w talii. Siedzieliśmy tak z pół godziny, aż ja się odezwałam.

Astrid<Czkawka, tylko nie mów nikomu to będzie nasz sekret. I postaraj się, żebym nie obudziła się w ciebie wtulona. Bo dziś rano Szpadka mnie obudziła, a ja zorientowałam się, że jestem w ciebie wtulona i trochę głupio mi było. Zwłaszcza, że to Szpadka, a wiesz jaka ona jest.

Czkawka<No wiem. Ale pytanie: na serio obudziłaś się wtulona we mnie?

Astrid<Ciebie przecież bym nie okłamała.

Czkawka<No w  sumie. Może już wrócimy do namiotu. Bo Szpadka jeszcze coś zacznie podejrzewać.

Astrid<To chodź.

Wracaliśmy do namiotu trzymając się za ręce. Przed namiotem jeszcze raz się pocałowaliśmy i weszliśmy do namiotu. Czkawka wszedł pierwszy, a ja tuż po nim. Gdy tylko się położył i położyłam się blisko obok niego. A on położył swoją rękę na mojej talii i pocałował w policzek. Chwilę potem już spaliśmy. 

Perspektywa Czkawki

Gdy tylko się obudziłem poczułem jej włosy na mojej twarzy. Leżała tuż obok mnie płasko na ziemi. Wygląda tak uroczo kiedy śpi. Upewniłem się, że Szpadka śpi i pocałowałem Astrid w usta, ona niemal natychmiast się obudziła i odwzajemniła pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy położyliśmy się płasko i chwile tak leżeliśmy trzymając się za ręce. Potem wyszliśmy z namiotu. Byli tam wszyscy oprócz Sączysmarka i Szpadki która spała.

Mieczyk<O, cześć wam. Mogę iść obudzić moją siostrę?

Czkawka<Jasne, bo im szybciej wytresujemy te smoki, tym szybciej będziemy mieć spokój.

Astrid<Mam nadzieję, ze Sączysmark tego nie usłyszy, ale gdzie on jest.

Nagle usłyszeliśmy jego głos i zobaczyliśmy go. Pojawił się zupełnie nagle, jak widmo.

Sączysmark<A co, misia, już za mną tęsknisz?

I nagle zaczął całować swoje bicepsy, jak zawsze, gdy chciał zaszpanować.

10.Nie ma to jak w domu.

Perspektywa Astrid

Gdy tylko zobaczyłam Sączysmarka całującego swoje bicepsy, przeszła mi ochota na śniadanie i miałam nadzieję, że jak najszybciej pójdziemy do smoków. Nagle zobaczyłam Szpadkę wylatujące z namiotu. Wyglądała jakby przed chwilą dostała niezłego kopniaka. Zobaczyliśmy również Mieczyka wychodzącego z namiotu i chichrającego się pod nosem. Ledwie Szpadka wstała, a rzuciła się na swojego brata. Zaczęła go okładać pięściami, ale Czkawka to przerwał.

Czkawka<Dobra, teraz nie jest czas. Nie zostało nam wiele smoków, które trzeba nauczyć latać, więc bierzmy się za to i wracajmy do domu. Okej?

Szpadka<Okej.

Mieczyk<Dobra, a tak w ogóle to przepraszam siora.

Czkawka<No i super. Sączysmark ty dziś pomożesz bliźniakom, tak samo Śledzik. Zrozumiano?

Bliźniaki, Sączysmark, Śledzik<Tak jest.

Oddalili się w pośpiechu do grupy smoków, które im przydzielono. A ja zaczęłam rozmawiać z Czkawką.

Astrid<Dlaczego przydzieliłeś ich do jednej grupy ?

Czkawka<Bo chciałem spędzić trochę czasu z tobą. Czy to nie wystarczający powód ?

Astrid<Wystarczający.

Uśmiechnęłam się do niego, a on oddał mi uśmiech i złapał mnie za rękę. Po tym, jak to zrobił poszliśmy do smoków, które trzeba było jeszcze nauczyć latać. Przy pomocy Czkawki zajęło mi to pół godziny. Potem podeszliśmy do obozowiska, zobaczyć czy już skończyli, tak jak podejrzewaliśmy, czy jeszcze nie. Więc złożyliśmy obozowisko i poszliśmy jeszcze na chwilę nad jezioro. Usiedliśmy na jego brzegu, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Po chwili pocałowaliśmy się. Był to namiętny i pełen uczuć pocałunek. Kiedy w końcu zakończyliśmy tę cudowną chwilę, Czkawka się odezwał.

Czkawka<Pewnie już skończyli. To co wracamy do domu?

Astrid<Wyobraź sobie, podpisuję się obiema rękami.

Uśmiechnęłam się do niego przychylnie, on dodał mi uśmiech i zaczęliśmy wracać do obozowiska. Tak, jak przewidywał Czkawka, wszyscy już wrócili.

Astrid<Hej, jak tam, lecimy do domu?

Bliźniaki, Sączysmark, Śledzik<Z wielką chęcią.

Astrid<Zostały trzy rzeczy do zrobienia, mianowicie: nakarmienie smoków, zapakowanie wszystkich rzeczy i udanie się po wodę.

Śledzik<Ja mogę nakarmić smoki.

Sączysmark<To ja zapakuję rzeczy.

Czkawka<A bliźniaki Ci pomogą.

Sączysmark<A wy gdzie pójdziecie?

Zdawało się jakby tymi słowami chciał podkreślić, że my też mamy coś zrobić. A nie tylko się obijać czego wcale nie robiliśmy.

Astrid<No chyba po wodę ?

Czkawka<Tylko musicie nam dać flakony.

Po tych słowach Sączysmark poczuł się jakby zmieszany, i posłusznie oddał flakon tak jak pozostali jeźdźcy.

Astrid<Dzięki.

I oddaliłam się z Czkawką, gdy byliśmy pewni, że nas nie widzą złapaliśmy się za ręce. Doszliśmy do źródła, a tam szybko napełniliśmy flakony i usiedliśmy przy skale. Chwile tak siedzieliśmy z moja głową opartą na jego ramieniu. Niestety musieliśmy przerwać tą chwilę, bo usłyszeliśmy nawoływanie Sączysmarka. W obawie, aby nas nie zobaczył, odkleiliśmy się od siebie, zebraliśmy flakony i poszliśmy w stronę obozowiska. Gdy tam dotarliśmy, zobaczyliśmy wszystkich na smokach. Zwartych i gotowych do powrotu.

Czkawka<Dobra, tu jest dla każdego po flakonie wody. Niech każdy weźmie po jednym i możemy wyruszać.

Wszyscy wzięli po flakonie, my wsiedliśmy na smoki i wyruszyliśmy. Lecieliśmy jakieś 8 godzin w zupełnej ciszy. Ja w tym czasie zasnęłam na jakieś 3-4 godziny. Obudził mnie Czkawka, który zeskoczył na Wichurę i połaskotał mnie w pasie. Zerwałam się natychmiast, a on się tylko uśmiechną i skoczył w dół. Szczerbatek go złapał i Czkawka znowu siedział na swoim smoku. Dopiero po minucie spojrzałam przed siebie i zobaczyłam Berk. Byliśmy bardzo blisko, więc po trzech minutach, wylądowaliśmy już na placu głównym, był akurat zmierzch więc prawie nikogo nie było. Gdy tylko zsiedliśmy ze smoków wszystkie udały się wraz z młodymi do domów. Nasi przyjaciele też już poszli, zostałam tylko ja, Wichura, jej młode, Czkawka i Szczerbatek. Nagle Czkawka się odezwał.

Czkawka<Szczerbatek, idź do domu.

Ten mruknął żałośnie ale usłuchał i po chwili już go nie było. Ja z kolei puściłam Wichurę, a ta pobiegła do swojego domku wraz z młodymi. Wtedy Czkawka się odezwał.

Czkawka<To co, może krótki spacerek na plażę.

Popatrzył się mi głęboko w oczy. Jak tu nie odmówić tym pięknym, głęboko zielonym oczom.

Astrid<Dobra, ale krótki, bo moja mama jeszcze zacznie coś podejrzewać.

Złapał mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę plaży. Gdy byliśmy już na plaży usiedliśmy na rozgrzanym jeszcze od słońca piasku i patrzyliśmy na jeszcze nie do końca schowane za horyzontem słońce. W pewnym momencie zamknęłam oczy i poczułam czyjeś wargi delikatnie dotykające moich warg. To był Czkawka. Oddałam mu ten pocałunek tyle, że namiętniej. Oddawaliśmy sobie pocałunki dobrych kilka minut. To była niezwykła chwila, trwaliśmy w niej. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy zaszło słońce. Wtedy odezwałam się do niego.

Astrid<Musze już iść, zanim mama zacznie coś podejrzewać.

Czkawka<No to cześć. Do jutra i nie zapomnij, jutro są tańce.

Zawołałam do niego już ze sporej odległości, ale wystarczająco głośno, aby usłyszał.

Astrid<Nie bój się, nie zapomnę.

Odwróciłam się w stronę wioski i zaczęłam biec, co chwila spoglądałam do tyłu. Czkawka dalej został w tym samym miejscu. Gdy weszłam do wioski, poszłam od razu do domu. Gdy weszłam do środka nikogo nie było, więc poszłam  od razu na górę. Poszłam się umyć i ubrałam w świeży strój. Byłam tak zmęczona, że prawie natychmiast zasnęłam.

Gdy obudziłam się następnego ranka, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Leżałam tak i rozmyślałam o dzisiejszych tańcach. W co by się tu ubrać ? Zastanawiałam się nad tym jakieś 20 minut, aż w końcu mnie oświeciło. Kiedy już chciałam wstawać, do pokoju weszła moja mama. Wtedy usiadłam leniwie na łóżku i zaczęłam rozmowę.

Astrid<Hej mamo.

Mama<Hej, jak było na wyprawie?

Astrid<Bardzo dobrze. Wichura wróciła cała i zdrowa z trzema młodymi.

Mama<To cudownie.

W tej chwili wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Nie zjadłam śniadania tylko odrazu, wyszłam. A wgłowie miałam pełno myśli. Gdybym została, pewnie zaczełaby narzekać na Czkawkę ja to robi od miesiąca. Niech ona przestanie się czepiać mojego życia. Myśląc o tych sprawach, zaczęłam iść w kierunku domu Czkawki. Miałam ochotę z nim polatać, ale nie zabrałam Wichury, bo opiekowała się młodymi.

Na szczęście dom Czkawki był niedaleko, więc szybko tam dotarłam. Gdy tam dotarłam, zapukałam do drzwi. Otworzyła mi je Valka.

Valka<Witaj, Astrid, po co przyszłaś?

Astrid<Dzień dobry. Czy jest Czkawka?

Valka<Tak, jest w swoim pokoju. Proszę, wejdź i pójdz do niego.

Astrid<Dziękuję.

Weszłam do jego domu i od razu poszłam na górę, do Czkawki, robiłam to bardzo cicho, aby mnie nie usłyszał. Weszłam do jego pokoju. Siedział właśnie przy biurku i coś szkicował. Szczerbatek leżał na swojej skałce, ale nawet nie zareagował, podeszłam więc do biurka, zakryłam mu oczy i zapytałam się.

Astrid<Zgadnij, kto to?

Czkawka<Hmm... Ciężko powiedzieć, a może to ty Astrid?

Astrid<Zgadłeś!

Wtedy zdjęłam ręce z jego oczu i opadłam na łóżko. Ledwie to zrobiłam, a Czkawka już zadał mi pytanie.

Czkawka<Po co do mnie przyszłaś ?

Astrid<Bo chcę dzisiejszy dzień spędzić z tobą, głupku.

Czkawka<Dobra, a jak chcesz spędzić ten dzień ?

Dobrze wiedziałam, że się tylko droczy. Zawsze tak robi. On dobrze wie, gdzie ja chce lecieć.

Astrid<No nie wiem, nie wiem wymyśl coś.

Czkawka<To może. Plaża Thora.

Astrid<Z wielką przyjemnością.

Była to niezwykła końcówka zimy, bo już nie było śniegu więc siedzenie na plaży było bardzo przyjemne. Zwłaszcza, że słońce grzało dość mocno.

Czkawka<To zapraszam na pokład! Szczerbatek.

Smok zerwał się ze skały i podbiegł do swojego jeźdzca.

Czkawka<Lecimy stary.

Szczerbatek się ucieszył i pozwolił, abyśmy na niego wsiedli. Gdy Czkawka wszystko ustawił, wylecieliśmy jak burza przez okno w jego dachu. Nim się obejrzeliśmy, byliśmy już na plaży Thora. Czkawka pierwszy zszedł ze smoka i zanim zdążyłam zsiąść wziął mnie na ręce i wrzucił do wody, byłam wściekła. 

Astrid<Hej. A to za co ?!

Czkawka<Za nic.

Uśmiechnął się do mnie zawadiacko i wyciągnął ręke, aby pomóc mi wstać. Kiedy wstał podcięłam go tak, że cały wylądował w wodzie.

Astrid<Chyba nie sądziłeś, że ujdzie Ci to płazem.

Zaczęłam się śmiać, a on tylko się uśmiechnął wstał i zaczą chlapać mnie wodą, ja oczywiście mu oddawałam, ale po 10 minutach byliśmy cali mokrzy. Wtedy Czkawka rozłożył koc, a ja na nim usiadłam. On usiadł obok mnie, a ja wtedy położyłam się na jego kolanach. Siedzieliśmy na plaży do popołudnia. Gdy wróciliśmy okazało się, że jest szesnasta. Zostało dwie godziny do tańców, więc poszłam do swojego domu. Ku mojej uldze, nikogo tam nie zastałam. Więc poszłam na górę się szykować.

11.Nieudane tańce.

Zastanawiałam się w co by się ubrać, aż w końcu mnie oświeciło. Zabrałam ubrania i poszłam się umyć. Weszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel, podczas której umyłam włosy. Moje włosy, gdy są mokre wyglądają okropnie więc odrazu zaczełam je suszyć i czesać. Gdy tylko się wysuszyłam, założyłam ubrania, które miałam założyć. Byłam ubrana tak, jak na co dzień z tą różnicą, że zamiast bordowej bluzki, miałam błękitną. Kierdy się ubrałam poszłam do pokoju i tam kombinowałam z włosami. Nagle do mojego pokoju weszła mama.

Mama<Co robisz ?

Astrid<Próbuję coś wykombinować z włosami na tańce.

Mama<Po prostu je zapleć tak, jak na co dzień, tak wyglądasz najlepiej.

Astrid<Dobra, dzięki mamo.

Mama<A można wiedzieć, z kim idziesz na tańce? Bo słyszałam, że idziesz z tym przystojnym Sączysmarkiem.

 Coś ty mamo powiedziała, że niby z kim idę?! Proszę cię, nawet sobie nie żartuj. Pomimo tego, co usłyszałam starałam się mówić stonowanym i spokojnym głosem.

Astrid<Nie idę z Sączysmarkiem. Kto Ci w ogóle powiedział, że z nim idę ?

Mama<No jego rodzice mi powiedzieli, że powiedział z nim idziesz.

Nie no, jak tylko jutro go spotkam, stłukę go na kwaśne jabłko.

Mama<To mogę się dowiedzieć z kim idziesz ?

Och na miłość boską! Odczep się odemnie, co Cię wogółe obchodzi moje, życie! Byłam już totalnie zła, ale postanowiłam jej powiedzieć, a potem odrazu pujść do Czkawki. Więc już nielicząc się z konsekwencjami, zaczęłam mówić. Awanturniczym tonem.

Astrid<No dobrze, skoro musisz wiedzieć idę z Czkawką...

Zauważyłam na jej twarzy grymas zdziwienia i niezadowolenia, ale dobrze wiedziałam jaka będzie jej reakcja. Od trzech tygodni tylko narzeka na Czkawkę, jaki to on jest i że zadużo spędzam z nim czasu.

Astrid<...I nie chcę słyszeć, że Ci się to nie podoba, pójdę z nim tak, czy siak!

Mama zaniemówiła, więc wykorzystałam sytuację, wstałam sprzed biurka i poszłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je z wielkim hukiem i zatrzasnęłam. Zeszłam szybko po schodach i podbiegłam do drzwi postąpiłam tak samo, jak z drzwiami od mojego pokoju. Na dworze był już zmierzch, więc niebo przybrało barwy tęczy. Nie było mi jednak dane nawet podziwianie widoków, bo zobaczyłam Sączysmarka stającego blisko drzwi.

Sączysmark<Witaj Astriś, czy masz ochote iść z najprzystojniejszym facetem z wioski na tańce?

Astrid<Dwie sprawy. Pierwsza: nie nazywaj mnie tak! Druga: już z kimś idę.

Sączysmark<Z kim idziesz ?

Powiedział to tak, jakby sam nie dowierzał w to, co usłyszał. A jego mina przybrała zabawny grymas. Mieszaniny smutku i zawodu.

Astrid<Odpowiem Ci tylko raz. Z moim przyjacielem.

Było ta absolutne kłamstwo, ale oboje obiecaliśmy, że nikomu nikomu nie powiemy.

Sączysmark<W sensie, że z Czkawką. Najmilsza, nie idź z nim, pójdź ze mną, a nie z nim.

Astrid<Och na litość boską, weźcie mnie zostawcie i odczepcie się ode mnie, mam was wszystkich dosyć.

Po tych słowach od razu zaczęłam iść w stronę domu Czkawki. Wiedziałam, że jego rodzice poszli 3 godziny wcześniej do Twierdzy, więc był sam w domu. To nawet lepiej, przynajmniej będę mogła od razu porozmawiać z Czkawką. Byłam niedaleko jego domu, więc przyspieszyłam. Gdy znalazłam się przed jego drzwiami, nie zdążyłam zapukać, ponieważ drzwi otworzył mi tuż przed nosem Czkawka.

Czkawka<Hej, właśnie miałem po ciebie iść. To co, idziemy na te tańce ?

Astrid<Tak szczerze, to nie mam ochoty na nie iść.

Czkawka<Dobra, nie ma problemu. Też szczerze nie mam za bardzo ochoty na nie iść. To co, może polecimy, gdzieś na Szczerbatku?

Astrid<A może po prostu pójdziemy do twojego pokoju?

Czkawka<Dobra to nawet leszy pomysł, bo zapowiada się, że będzie przymrozek.

Astrid<Spoko, cieszę się, że się zgodziłeś nie iść na tańce.

Czkawka<To żaden problem. A tak w ogóle to, może wejdziesz do środka?

Astrid<Dobra.

Weszłam do środka. Gdy tylko Czkawka zamknął drzwi, na schodach pojawił się Szczerbatek, żeby zobaczyć kto przyszedł. Czkawka zaczął iść na górę, a ja poszłam za nim. Czkawka usiadł przy biurku, a ja na jego łóżku. Wtedy odezwał się Czkawka.

Czkawka<Dlaczego nie chciałaś iść na tańce.

Astrid<Bo będzie tam Sączysmark i moja mama! A nie mam ochoty psuć sobie przez nich nerwów.

Czakwka<A co się takiego stało ?

Astrid<A nic wielkiego: najpierw moja mama wyprowadziła mnie z równowagi narzekaniem, że dlaczego nie idę z Sączysmarkiem. A potem, gdy wyszłam z domu zaczepił mnie Sączysmark, próbując mnie namówić, żebym z nim poszła.

Czkawka<A dlaczego twoja mama narzekała, że nie idziesz z Sączysmarkiem. Skąd wogóle jej przyszło do głowy, że z nim pójdziesz ?

Astrid<Dowiedziała się od jego rodziców, że on podobno mnie zaprosił i że się zgodziłam.

Czkawka<A to kłamca.

Astrid<Wiem, jutro się na nim zemszczę!

Czkawka<Z przyjemnością Ci pomogę.

Astrid<Dzięki.!

Mówiąc to uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością. On oddał mi uśmiech i usiadł obok mnie. Gdy tylko to zrobił, położyłam swoją głowę na jego kolanach i patrzyłam się w jego piękne, szmaragdowe oczy. Gdy w nie patrzyłam, mijała mi cała złość. Nic więcej się nie liczy, tylko te piękne, głębokie, przepełnione spokojem oczy. Patrzyliśmy się tak na siebie dosyć długo, aż w pewnym momencie Czkawka padł na łóżko. Ja wtedy usiadłam i zaczęłam go łaskotać. On zaczął się śmiać.

Astrid<To za to, jak mnie brutalnie wczoraj obudziłeś.

On złapał mnie w talii powalił na łóżko i pocałował. Pocałunek, był pełen miłości i prośby o przebaczenie. Trwaliśmy w tym pocałunku dobrych kilka minut, aż w końcu oderwaliśmy się od siebie gdy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu. Czkawka zerwał się z łóżka i poszedł sprawdzić kto o.

Perspektywa Czkawki.

Kto to może być o tej porze? Myślałem, że wszyscy są na tańcach. Podszedłem do schodów, okazało się, że to moja mama. Od razu usłyszałem pytania z jej strony.

Valka<Czkawka, dlaczego nie jesteś na zabawie? Miałeś iść podobno z Astrid.

Skąd ona o tym wie? Muszę zacząć uważać, bo nie widzi mi się, aby poznali prawdę.

Czkawka<Nie mieliśmy ochoty iść na tańce, więc siedzimy na górze i rozmawiamy.

Valka<Aha. Dobranoc.

Czkawka<Dobranoc.

Uff.. Na szczęście szybko zrezygnowała z wypytywania mnie. Odwróciłem się w kierunku Astrid. Siedziała na łóżku, z przestraszoną miną. Poszedłem w jej kierunku. Gdy byłem obok łóżka usiadłem, a z jej ust zaczęły napływać pytania.

Astrid<Kto to był?

Czkawka<Moja mama.

Astrid jakby jeszcze bardziej się przestraszyła. Wiedziałem, jakie myśli chodzą jej po głowie, więc zacząłem ją uspokajać.

Czkawka<Spoko, mama nic nie powiedziała na to, że jesteś u mnie. Od razu poszła spać.

Astrid<Czkawka, mam do ciebie pytanie.

Czkawka<Skoro musisz to pytaj.

Astrid<Mogę dzisiaj spać u ciebie? Bo nie mam ochoty wracać do domu i słuchać narzekań mamy.

Czkawka<Dobra, nie ma problemu.

Uśmiechnąłem się do niej zawadiacko, a ona oddała mi uśmiech tyle, że jej mówił ,,Dziękuję Ci".

Czkawka<To co teraz robimy?

Było to pytanie retoryczne, bo wiedziałem co odpowie.

Astrid<Hmm... Niech pomyślę ? Może wrócimy do tego, co twoja mama przerwała.

I zaczęła mnie całować. Był to pocałunek pełen miłości i uczucia. Siedzieliśmy tak może nawet 20 minut.

Perspektywa Astrid

Po naszym namiętnym pocałunku, położyliśmy się na łóżku. Ja wtulałam się w Czkawkę, a on jakby nie chcąc mnie puścić, objął mnie rękami w talii. I w tej pozycji zasnęliśmy. Rano, kiedy się obudziłam, Czkawka jeszcze spał, więc go nie budziłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jesteśmy w takiej samej pozycj w jakiej zasnęliśmy. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie wiem ile tak leżałam, aż w pewnym momencie poczułam, że ramiona Czkawki puszczają mnie, a chwilę po tym dostałam pocałunek w usta, był on delikatny i krótki, jakby tylko symboliczny. Ale mimo to otworzyłam oczy i zobaczyłam na wpół pochylonego nade mną Czkawkę. Gdy tylko otworzyłam oczy on uśmiechnął się do mnie, a ja oddałam uśmiech. Wtedy usłyszałam jego głos.

Czkawka<Jak się spało ?

Astrid<Fantastycznie. Chociaż pobudka, była mizerna, wiem, że potrafisz lepiej całować.

Czkawka<Chodzi Ci, że tak.

I wtedy pocałował mnie jak jeszcze nigdy, był to przepełniony miłością pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie gdy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi po schodach. Okazało się, żę to Valka.

Valka<O nie wiedziałam, że Astrid będzie u Ciebie spała.

Czkawka<Nie miała już siły wracać do domu, więc zaproponowałem jej, że może zostać.

Było to doskonałe kłamstwo. Pomimo iż przeważnie beznadziejnie kłamał, tym razem mu się udało.

Valka<Pójdę i przygotuję wam śniadanie.

Czkawka<Dzięki mamo!

Gdy tylko Valka zeszła na duł zaczełam rozmawiać. Bo niedowierzałam własnym uszom. Czy on kłamał nigdy tego nie robił, a jeśli już to nie tak perfekcyjnie. 

Astrid<Czkawka, dlaczego kłamałeś.

Czkawka odkręcił głowę i spuścił głowę, jakby był właśnie przesłuchiwany. Przynajmiej takie wrażenie odniosłam.

Astrid<No weź mi powiedz. Proszę!

Podniusł głowe i zaczą mówić.

Czkawka<Dobra zrobiłem to, żeby nie mieć przesłuchania u mamy. Jest strasznie wścibska. 

Astrid<Dobra, ale to nieusprawiedliwia twojego kłamstwa.

Odwruciłam się do niego plecami udając obrażoną mine.

Czkawka<Dobra to chodz powiemy mojej mamie prawde i cała wioska będzie wiedziała, że jesteśmy razem. Co ty na to ?

Spojrzałam się na niego. Karcącym wzrokiem.

Astrid<To jeszcze gorsze niż twoje kłamstwo, ale i tak masz przeprościć.

Dalej udawałam obrażoną minę. A on tylko zaczą udawać jakby się zamyślił.

Czkawka<A czego byś chciała ?

Astrid<Serio chcesz wiedzieć.

Czkawka<Tak chce.

Astrid<Dobra sam tego chciałeś.

I zepchnełam go z łużka na, którm siedzieliśmy. wydobył się przytm głośny chuk. On po chwili wstał i zaczą mnie łaskotać po biodrach. Zaczełam się śmiać w niebogłosy, a on tylko niewinnie się uśmiechał.

Astrid<Prosze prestań!

Czkawka<Dobra pod jednym warunkiem!

Astrid<Dobra zrobie wszystko tylko przestać.

On wtedy przestał, a ja dalej leżałam zmęczona nic się nie odzywając. Po chwili Czkawka się odezwał.

Czkawka<Mój warunek jest taki, że spędzisz dzisiaj ze mną dzień. Co ty na to ?

Astrid<Dardzo chętnie. I tak wole narazie nie wracać do domu.

Czkawka<Dobra to może zejdziemy na śniadanie.

Astrid<Czemu nie. Szczerze jestem głodna.

Czkawka<To chodz.

Zeszliśmy na dół. Valka krzontała się w kuchni. I gdy tylko weszliśmy odezwała się.

Valka<Można wiedzieć co tak spadło tam na górze ?

Popatrzyliśmyna siebie znacząco, uśmiechając się. Ja odpowiedziałam, bo Czkawka był zbyt rozbawiony tym pytaniem.

Astrid<Czkawka jes takim niezdarą, że spadł z łużka.

Mówiąc to popatrzyłam się na niego ze złośliwym uśmieszkiem, a on tylko oddał mi uśmiech pełen rozdawienia i przekory. przestaliśmy na siebie patrzeć ponieważ kontem oka dostrzegliśmy, że valka sie odwróciła w naszą stronę. 

Valka<Usiądzie przy stole zaraz podam śniadanie.

Czkawka<Mamo, a gdzie tata ?

Było to dobre pytanie ponieważ nigdzie go nie było widać.

Valka<Poszedł załatwić coś z Wiadrem i Gróbym.

Czkawka<Acha dzięki.


12.Najlepszy dzień w życiu

Reszte śniadania zjedliśmy w ciszy. Po śniadaniu poszliśmy na góre do Szczerbatka i zanieśliśmy mu jego śniadanie. Gdy zjadł cały kosz ryb wsiedlismy na niego i polecieliśmy na krucze urwisko. Nie mogłam zabrać Wichury bo jeszcze tydzień będzie się opiekować swoimi młodymi. Było mi bardzo szkoda, że nie możemy razem latać no, ale trudno. Przecież z powodu, że smoki maja młode odwołano nawet  zajęcia w smoczej akademi. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Czkawki.

Czkawka<Za chwile lądujemy trzymaj się.

Szczerbatek gwałtownie obniżył lot i po chwili stał juz na ziemi, ale ja dalej kurczowa trzymałam sie czkawki bojąc się, że zaraz znowu porwie nas w szaleńczy lot. Ale wtedy usłyszałam głos Czkawki.

Czkawka<Astrid, możesz mnie puścić bo cieżko mi oddychać ?

Astrid<Co ? A przepraszam.

I w tym momencie puściłam Czkawkę i powoli zeszłam ze Szczerbatka. Czkawka podszedł do mnie i chwy cił moją dłoń. Staliśy tak moż z pół godziny, aż Czkawka zaczą rozmowę.

Czkawka<Może usiądziemy.

Astrid<Okey.

Usiedliśmy na skraju urwiska dalej trzymając się za ręce, a ja położyłam swoją głowę na jego ramieniu. Siedzieliśmy tak chwile, aż Czkawka się odezwał.

Czkawka<Zastanawia mnie to od trzech tygodni, ale wciąż zapominam się zapytać.

Astrid<Więc pytaj, teraz masz czas.

Czkawka<Czemu twoja mama jest taka dlamnie nie miła. no bo często kiedy po ciebie przychodziłem otwierała ona i mówiła, że Ciebie nie ma.

Astrid<Nie wiem. A mi naokrągło narzeka,  że zadaje się z tobą, a nie z tym jak to ona ujeła cudownym Sączysmarkiem.

Czkawka<Może prubuje Cię z nim zeswatać.

popatrzyłam się na niego karcąco, a on uśmiechną się z własnego rzartu i spojrzał mi w oczy.

Astrid<Nawet sobie tak nie rzartuj. to okropne. Dobrze wiesz, że kocham tylko ciebie. A zachowanie mojej matki mnie przytłacza.

Mówiąc to zaczełam płakać.  W końcu wyrzuciłam z siebie to utrapienie, ale to tak boli. Zachoanie mojej mamy mnie rani. Dlaczego ona tego nie widzi!

Czkawka<Wiem, że mnie kochasz. Bo ja Ciebie też kocham

Zaczą nadchodzić zmierzch więc padały na nas wielobarwne pronienie słońca. A Czkawka patrzył się na mnie z smutkie w oczach, ale pochwili spuściłam głowe siedziałam tak chwile. Ale czkawka  wzią swoja ręką podniusł moja opuszczoną głowę i mnie pocałował. Był to pocałunek pełen uczucia i namiętności. Trwaliśmy w tej chwili bardzo długo. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy Czkawka położył się na trawie. Zrobiłam to samo tylko, że moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej. Czułam jak bije jego serce teraz tak mi bliskie i kochane prze ze mnie. Leżeliśmy tak do wieczora, aż w końcu byliśmy tak zmęczeni, że zasneliśmy. Noc była bardzo ciepła. Czułam na swojej skurze ciepłe podmuchy wiatru w pewnej chwili poczułam, że ktoś mnie obejmuje. Noc była bardzo spokojna i cicha. Gdy obudziłam się o świcie zorientowałam się, że osodą która objeła mnie w nocy, był to Czkawka. Nie chciałam go budzić więc nie uwalniałm się z jego objęć. Było to cudowne uczucie być tak bylisko osoby na której zależy Ci najbardziej na świecie. Leżałamtak z godzine, aż w końcu Czkawka się obudził. Gdy puścił mnie z objęć odrazu usiadłam i zobaczyłan, że za nim leży skulony Szczerbatek. Zastanawiałam jak zareaguje mama, gdy wróce w końcu ni było mnie w domu ponad 36 godzin w domu. Z zamyslenia wyrwał mnie Czkawka.

Czkawka<To co wracamy do domu ?

Astrid<Do czyjego domu mojego, czy twojego ?

Czkawka<Może do twojego, bo u mnie byliśmy wczoraj.

Astrid<Dobra, ale nie wchodzimy dzrzwiami tylko oknem w moim pokoju.

Czkawka<Nie ma problemu.

Astrid<To co wracamy ?

Czkawka<Dobra. To wsiadaj i lecimy.

Usiadł na Szczerbatka i zaczą coś majstrować. Po chwili siadł normalnie i wyciągnął ręke w moją stronę. Ja połozyłam sowją dłoń na jgo ręce i wśiadłam na Szczerbatka.. Gdy tylko wsiadłam Szczerbatek zerwal się io wałtownie poleciał do góry. Zaczą wzbijać się wysoko w chmury. Gdy tak lecieliśmy uniosłam ręce w górę, a chmury rozstępowały się przed moimi rękami, tak jak tłum ludzi rozstępuje się przed swoim wodzem. Chmury te rozstępywały się delikatnie muskając moje dłonie i nadgarstki. Było to niesamowite, ale nagle zaczeliśmy spadać w dół. Zorientowałam się, że Szczerbatek poprostu złożył skrzydła, w tym samym momencie zobaczyłam przed sobą wioskę. Miotana brzaskiem wschodzącego słońca wyglądała niesamoiće. Lecz nagle poczułam wstrząs. Okazalo się, że Szczerbatek po prostu rozłożył skrzydła i zaczeliśmy lecieć prosto do wioski. Zobaczyłam swój dom, który stał nimalże na obrzeżach wioski. Czkawka nagle zwolnił i zaczą wykonywać manewr,  aby wleciec do mojego pokoju przez okno. Udało mu sie wlecieć bez szelestnie. Odrazu po zsiąściu z Szczerbatka poszłam zobaczyć, czy mama jeszcze śpi.  Na szczęści. Odrazu potem wruciłam do pokoju, gdzie zobaczyłam wyskakującego przez okno Szczerbatka i Czkawkę siedzącego na moim łużku.

Astrid<Gdzie poszedł Szczerbatek ?

Czkawka<Do Wichury, ale spokojnie powiedziałem mu, że ma być cicho.

Astrid<To dobrze.

Mówiąc te słowa usiadłam koło niego i spojrzałam w jego przepełnione głębioł i spokojem oczy.. Poczułam wtedy nieodpartą chęć pocałowania go co też zrobiłam. Zarzuciłam swoje ręce na jego szyje i zaczełam całować. Z początku zdziwił się troche, ale po chwili zaczą oddawać pocałunek. Siedzieliśmy tak dość długo. Do chwili gdy uysłyszeliśmy otwieranie drzwi. Odskoczylismy wtedy od siebie jak poparzeni, ale było za puźno. Sojrzeliśmy za siebie, stała tam moja mam. Z mina pełną  zdziwiena i lęku. Nie stała tak długo bo pochwili zemdlała. No to pieknie! Ciekawe co powie jak się obudzi. Wstałam szybko z łuzka i podbiegłam do niej i zawołałam do Czkawki.

Astrid<Czkawka pomuż mi ją zanieści na lużko.

Czkawka<Okey.

Pomógł mi ją zanieść do jej pokoju i położyc na łużku. Gdy to zrobilismy odezwał sie do mnie głosem pełnym przerażenia i strachu.

Czkawka<To ja może bde wracać do domu. Lepiej, żeby mnie tu niebyło, kiedy twoja mama się obudzi.

Astrid<W sumie masz racje. No to idz.

Czkawka<Podejdz tu tylko na chwile.

Astrid<Dlaczego ?

Czkawka<Podejdz to sie przekonasz.

Zaczełam do niego podchodzić kiedy byłam blisko pocałował mnie namietnie. Niestety nie staliśmy tak długo. Gdy oderwaliśmy się od siebie zaczą mówić.

Czkawka<Wzszystkiego najlepszego.

O kurcze! Jak mogłam zapomnieć mam przecierz dzisiaj urodziny. Po tych słowach Czkawka wyją z jednej ze skrytek w swojim kombinezonie. Wyją z niego małe pudełeczko i wręczył mi. Był to srebrny naszyjnik w krztałcie Węzła Celtyckieg. Był w naszych dwóch ulubionych kolorach niebieskim i zielonym. Był przecudowny.

Astrid<Dzięki Czkawka. Wsumie to nawet zapominałam, że mam urodziny.

Czkawka<Nie ma za co. Ten symbol będzie oznaczać moją miłość do ciebie. Ja mam taki sma.

I wyją z pod kombinezonu taki sam naszyjnik jak ten który mi przedchwilą wręczył. Scował go z powrotem i zaczą iść w kierunku drzwi.

Czkawka<Przyjdz wieczorem na plaże. Urządzimy małą impreze.

Astrid<A kto będzie?

Czkawka<Blźniaki, Sączysmark, śledzik i Ja.

Astrid<Wporządku. Raczej przyjde, ale przyjdz pomnie przed, dobra ?

Czkawka<Okey!

Uśmiechną się do mnie i wyszedł. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i ryk Nocnej Furii. Byłam szczęśliwa. Żadne moje urodiny na Elendor nie były chociby fajne. A te zapowiadają się wręcz fantastycznie. Usiadłam na łużku mojej mamy i czekałam. Zamim się obudziła, a ja przez ten czas rozmyślałam o wyjątkowości tego dnia. Gdy nagle usłyszałam głos mojej mamy.

Mama<Gdzie ja jestem ?

Astrid<Jesteś w swoim pokoju zemdlałaś.

Starałam się to mówić tak jakby nigdy nic. Naszczęście narazie była w zbyt wielkim szoku, żeby sobie przypomnieci co sie stało. I oby tak pozostało!

Astrid<Pujde zrobie Ci  herbate.

Mówiąc to wyszłam z pokoju i skierowałam sie na dół. Położyłam dzbanek z wodą w ogniu i przygotowałam liście herbaty. Teraz zostało mi tylko czekać na wodę. Oparłam się o blat i zaczełam się martwić co będzie jak mama sobie przypomni, że zobaczyła jak całuje się z Czkawką. To może być niemal wszystko. Zastanawiałam się do chwili, gdy usłyszałam, że woda się gotuje. Wziełam rękawice z smoczej skóry i zjełam dzbanek. Zalałam cherbate i otsączyłam liście. Pachniało cudownie. Gdy  poczułam ten zapach przypomniałao mi sie moje pierwsze spotkanie z Czkawką. Tak pachniał jego dom i sypialnia. Były to niesamowite wspomnienia. Ale pochwili przypomniaałam sobie, że musze anieści mamie herbate co też zrobiłam. Wchodząc do pokoju ujżałam ją siedzącą w jej ulubionym fotelu. Podeszłam do niej i zaczełam rozmowe.

Astrid<Prosze twoja herbata.

Mama<Dziekuje Astrid.


13.Niespodziewana decyzja. 

Mama wzieła odemnie herbate i usiadła na fotelu. Ja dalej stałam w tym samym miejscu. Niewiedziałam co zrobić, aż pochwili nawiedziła mnie myśl. Przerwałam więc cisze która zapanowała w pokoju.

Astrid<Ide się umyć.

Mama<Okey.

Astrid<Przynieść Ci coś potem ?

Mama<Nie dzięki.

Uśniechneła się do mnie słabo. Oddałam jej uśmiech i poszłam do swojego pokoju zabrawłam z niego świerze ubranie, recznik i zaczełam zmierzać w stronę łaźenki. Tam wziełam kompiel i przebrałam się w świerze ubrania. Odrazu potem poszłam do pokoju, usiadłam przy biurku i zaczełam rysować. Rysowałam różne rzeczy ludzi i smoki. Najwięcej było obrazkó z Czkawką i Szczerbatkiem.

W tym samym czsie.
Prespektywa Korni (Mamy Astrid)

Siedziałam w cichym pokoju i słyszałam tylko szum wody w łazience. Zastanawiałam się dlaczego zemdlałam. Nigdy jeszcze nie zemdlałam więc wydało mi się to dziwne. Gdy zaczełam wstawać wspomnienia uderzyły mi do głowy jagbym gostała błyskawicą. Były to szybkie obrazy i sceny, ale już wiedziałam dlaczego zemdlałam. Postanowiłam porozmawiać z Astrid.  Chyba nie jest do końca ze mną szczera i wydaje mi się, że przeprowadzka to był duży błąd. Wstałam z fotela i zkierowałam się w strone dzrzwi, a potem do pokoju Astrid.

Perspektywa Astrid

Zaczełam właśnie kończyć kolejny rysunek. Gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Usłyszałam tylko odgłos skrzypieńa drzwi. Odwruciłam sie w tamtą stronę i zobaczyłam moją mamę. Szybko, ale i starają się udawać, że właśnie miałam to zrobić, zaczełam zbierać moje rysunki, które schowałam do biurka. Wtedy rozległ sie głos mojej mamy, ale nie był to ten jej naturalny ton pełno było w nim wsiciekłości i zawodu. Po głowie zaczeły mi chodzić najczarniejsze myśli. A co jeśli sobie przypomniaja ? Jeśli tak to co zrobi ?

Mama<Astrid, możemy porozmawiać ?

Astrid<Jasne.

Mama<Chciałam cię zapytać dlaczego nie było Cię tyle w domu ?

Astrid<Tyle czyli ile ?

Mama<No nie było cię pułtorej dnia i chciałabym wiedzieć co wtedy robiłaś ?

Upsss.....No to wpadłam! Jak by jej tu odpowiedzieć ?

Astrid<Byłam najpierw na tańcach, a potem poszłam z Czkawką na Krucze Urwisko.

Oby kupiła to kłamstwo bo nic innego nie wymyśle! Siedziałam cała spięta czekając co ona powie. Nagle usłyszałam jej głos tak ostry jakby wbiło się tysiące noży w jedno miejsce.

Mama<Ale to dalej nie wyjaśnia dlaczego nie było cię, aż tyle.

O bogowie....niech się w końcu odczepi odemnie!

Astrid<Siedzieliśmy i rozmawialiśmy z Czkawką, a potem zasneliśmy i obudziłam się dopiero wieczorem.

Mama<Ale wdomu nie było cię dwie noce. Co robiłaś podczas drugiej ?

Czułam się już zmęczona tymi kłamstwami i byłam bardzo zirytowana jej dociekliwością.

Astrid<No stwierdziliśmy, że urządzimy imprezę z Sączysmarkiem, Śledzikiem i Bliżniakami. Wię polecieliśmy po nich i potem spotkaliśmy się na plazy Thora. Impreza trwała do czwartej, a byliśmy tak zmęczeni, że chwilkę się zdrzemneliśmy, a potem wruciliśmy do domu.

Mama<Gdy się obudziłam zdawało mi się, że był tu Czkawka, ale niewiem może mi się tylo zdawało.

Jejku zaczynasz mnie wkurzać i bardzo irytować!

Astrid<Tak był tu. Na plaży zaproponował, że mnie odprowadzi.

Mama<Zdawało mi się, że czkawka jest twojim przyjacielem. Czy tak ?

Astrid<Tak jest. Dlaczego pytasz ?

Było to pytanie retoryczne bo wiedziałam do czego zmierza.

Mama<Bo niestety będziesz musiała się z nim pożegnaci. Bo jutro wracamy na Erendol.

Niewierzyłam własnym uszom. Co czy ona właśnie to powiedziała ? Czy mi się tylko zdawało ? Trudno powiem jej niech ma świadomości, że za żadne skarby sie nie zgodzę!

Astrid<Dlaczego ?

Mama<Bo dostałwm wiadomości od wodza, że na Erendol nastał pokuj ze smokami. Stwierdziłam więc, że wrucimy tam, a ty znowu bedziesz przyjażnić się z Hetherą.

Przekroczyła już wszelkie granice byłam zła. Odczuwałam tą złości na całym ciele. Nigdy by w cos takiego nie uwierzyła.

Astrid<Ale mamo ja niechce wracać.

Ta odpowiedz jej prawie wogule nie zaskoczyła. Poprostu spytała się mnie zimynm głosem.

Mama<Dlaczego ?

Trudno powiem jej niech ma tą świadomości, że robi mi krzywdę. Ale za nic stąd nie wyjade.

Astrid<Bo mam tu chłopaka.

Odrzekłam to dobitnym i pełnym pewności siebie głosem. Widocznie te słowa ja zaskoczyły bo widać to było na jej tważy.

Mama<Kogo ?

Zapytała z niedowierzaniem w głosie. Teraz już nie wytrzymałm i znalazłam ujści dla swojej złości.

Astrid<Nie domyślasz się ? Wiem, że sobie przypomniałaś, że rano całowałam się z Czkawką. Wiem, że Ci się to niepodoba i dlatego chcesz wracać na Erendol, aby nas rozdzielić, ale nie uda Ci się. Kocham go i zostane na tej wyspie choćby nie wiem co.

Moja mama zaniemówiła. Wstałam od biurka i zaczełam iść w kierunku drzwi. Otworzyłam je i odrazu za soba zatrasnełam. Poszłam zaniosłam Wichurze kosz ryb i odrazu skierowałam się w stronę domu Czkawki. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi Stoick. 

Stoick<Witaj Astrid. Po co przyszłaś ?

Astrid<Chciałam sie dowiedzieć czy jest Czkawka ?

Stoick<Nie nie ma go. Mam mu przekazaci jakąś wiadomości.

Astrid<Jakby wódz mugł. To nich wódz powie, że jestem na Kruczm Urwisku i czekam na niego.

Stoick<Dobrze przekaże. 

Astrid<Dziękuje!

Zaczełam iść w stronę urwiska. Rozmyślałam o rozmowie z mamą. Po 10 minutach doszłam do urnisku. Usiadłam na jednym z klifów i podciągnełam nogi do brody. Schowałam w nich twarz i zaczełam płakać. Było to dla mnie poniżające. Jak moja mama mogła mnie tak potraktować ? Czuje się poniżona i nieważna, jakbym wogule nie miała znaczenia! Dlaczego musze naokrągło być tak traktowana.  Nagle usłyszałam szelest skrzydeł i stukot metalu o kamieć. Mimo to nie podniosłam wzroku i dalej płakałam. Nagle poczułam, Ze ktoś siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem. Przemówił do mnie pełen spokoju i zatroskany głos.

Czkawka<Co się stało ?

Dopiero teraz podniosłam głowe i zaczełam przecierać łzy.

Astrid<Nic się nie stało.

Czkawka<Nie kłam przecierz widzę.

Astrid<Nie powiem Ci tego bo zabardzo mogę Cie zranić.

Czkawka<I tak chcę wiedzieć.

Astrid<Nie powiem Ci.

On jakby czytał w moich myślach i sam się zapytał.

Czkawka<Twoja mama sobie przypomniała ?

Ja tyko pokiwałam głową i położyłam swojgłowe na jego kolanach. A Czkawka zaczą dleikatnie gładzić moje włosy.

Czkawka<I co powiedziała ?

Astrid<Jeśli musisz wiedzieć, to jutro chce spowrotem wypłynąć na Erendol.

Wtedy nagle przestał gładzić moje włosy, a jego głos się załamał.

Czkawka<A ty co jej na to powiedziałaś ?

Astrid<Nic specjalnego. Powiedziałam jej jaka jest prawda i, że nigdzie się stąd nie ruszam.

Czkawka<Jednak miałaś racje, że wolał bym nie wiedzieć.

Zaczą spowrotem gładzić moje włosy, a ja tylko leżałam. Siedzieliśmy tanm, aż nastał zmierzch. Wtedy Czkawka zaczą mówić. Ja byłam już całkiem spokojna, a jego głos odzyskał normalną barwę.

Czkawka<To co idziemy świętować twoje urodziny.

Astrid<Jasne ten dzień i tak niemoże być już gorszy.


14.Impreza

Wstaliśmy i zaczeliśmy iść w kierunku plaży. Szliśmy tak trzymając się za ręce. Nie obchodziło nas już czy będą wiedzieć, czy nie bo przecież i tak jutro wyjeźdzam więc cgce spędzić te chwile z nim i nie będe się tego wstydzić. Skoro i tak nie będe już nigdy widzieć jego pięknych oczu i słyszeć tego prepełnionego spokojem głosu. Szliśmy kilkanaście minut, gdy Czkawka nagle się odezwał.

Czkawka<Zamknij oczy to niespodzianka.

Astrid<Skoro muszę.

Zamknełam oczy posłusznie, a on dodatkowo zakrył je swoimi dłońmi. Niechciałam się już sprzeczać zwłaszcza z nim. W kocu to kilka ostatnich godzin spędzonych razem. Po chwili poczułam pod nogami piasek. Naszczęście po piasku nie szliśmy długo. Nagle usłyszałam jakieś szmery i szpty. PO chwili usłyszałam głos Czkawki.

Czkawka<Dobra to tutaj możesz otworzyć oczy.

Otworzyłam oczy. Ukazał się przedemną cudowny krajobraz. Było tu zapalone ognisko dookoła którego były poustawiane cztery krutkie kłody. Po mojej lewej stronie były dwa  duże głazy. Jeden pełnił role stołu na kturym stał tort i kilka upieczonych kurczaków. Na drugim głazie leżała ogromna beczka piwa.

Wszyscy<Sto lat Astrid.

Astrid<To wszystko dla mnie ? Nie no nie wiem co powiedzieć.....dziękuje wam.

Szpadka<Oj tam! Oj tam! Nic wielkiego. Zebyś ty widziała urodziny Czkawki. To dopiero była impreza.

Mieczyk<No niezła impra. 

Czkawka<Dobra nie rozprawiajmy o moich urodzinach. To są urodziny Astrid. To co może zjemy tort.

Śledzik<Może pokroisz.

Podeszłam do stołu z nożem ktury wręczył mi Śledzik. Tort był naprawdę piękny. Dwu piętrowy pokryty lukrem. Otoczenie obu pięter było zrobione z moich ulubionych kwiatów, wykonanyych z lukru. Mojimi ulubionymi kwiatami są Niebieskie Oleandry. Które niestety są zabyjcze dla smoków, ale i tak to moje ulubione kwiaty. Boki pięter buły zdobione wzorkami podobnymi do młodych pędów winorośli. Ale najbardziej spodobało ni się wierzchnie pokrycie tortu. Był to muj wizerunek podpierającej się na toporze był to bardzo realistyczny wizerunek, aż sama niemogłam uwierzyć. Tuż obok wipisane jakby z pędów winorośli ,,Dla Astrid w jej 17 urodziny". To wszystko było oplecione lukrowymi trujwymiarowymi gałązkami Oleandrów. Aż szkoda było go krojić.

Astrid<Jedno pytanie kto robił ten tort ?

Śledzik<Phlegna, ale to Czkawka ozdabiał, a ja i Sączysmark mu pomagaliśmy, ale większość on zrobił.

Astrid<Czkawka, czy to prawda ?

Czkawka<Cóż skoro muszę to nieskromnie przyznam, że tak.

Szpadka<Na co czekasz kruj go!

Zaczełam go kroić. Każdy dostał kawałek z trzema tak pięknie wyrzeźbionymi Oleandrami, że wyglądały jak żywe. Zjedliśmy tort, który był przepyszny, agdy tylko wszyscy skończyli Mieczyk i Sączysmark odrazu poszli nalać sobie piwa. Po puł godziny wipili po trzy kufle i zaproponowali abyśmy  pokoleji wymyślali dla kogoś zadania. Pierwsza była Szpadka, która miała za sobą dwa kufle piwa. 

Szpadka<No więc zadanie dla Czkawki.

Czkawka siedział obok mnie. Ja właśnie dopijałam drugi kufel, a on dopiero pierwszy. Gdy skończył odezwał się do Szpadki.

Czkawka<No dobra słucham.

Szpadka<No więc musisz wejści do wody po kolana do morza z Astrid na ramionach. A potem masz ją zrzucić do morza.

Napoczątku nie zabardzo załapałam o co chodzi bo byłam już lekko pijana. Zdałam sobie sprawe dopiero wtedy, gdy Czkawka wzią mnie podniusł i zaczą iść w stronę morza. Nagle usłyszałam jego głos mówiący mi do ucha.

Czkawka(szept)<Przepraszam!

I chwile po tym gdy to powiedział leżałam już w morzu. Wytrzeźwiałam już prawie całkiem, bo woda była bardzo zimna i poczułam słony smak w ustach. NAgle Czkawka wyciągną w moim kierunku dłoń i pomugł mi wstać. Nie byłam na niego wściekła bardziej na Szpadkę. Gdy wracaliśmy Szepnełam mu zadanie dla szpadki, aby się odegrać, za to co kazała mu zrobić. Gdy doszliśmy do kłody zobaczyliśmy, że Sązcysmark i Śledzik właśnie pieczą kurczaki. A szpadka i Mieczyk chichrali się w najlepsze. Gdy usiedliśmy Czkawka odrazu się odezwał.

Czkawka<Dobra teraz ja zadaje zadanie. No to zadanie dla Sączysmarka.

Sączysmark<Dobra słucham.

Czkawka<Musisz pocaławać Szpadkę.

Szpadka<Dobra, ale w policzek.

Czkawka<Nie! Musi w usta.

Szpadka<Je no weż.

Sączysmark do niej podszedł i ją pocałował. Graliśmy tak pijąc kolejne kufle, aż oprużniliśmy beczkę. Po godzinie od oprużnienia beczki skończyliśmy grę i mieliśmy wracać do domu, ale wszyscy byli tak zmęczeni. Ze poprostu położyliśmy się na piasku i zasneliśmy. Gdy obudziłam się poczułam, czyjąś ręke na swojej tali. Osoba ta spała za mną myślałam , że to Czkawka. Odwruciłam się w tamtą stronę. Ale nie był to Czkawka! Był to ..........Sączysmark!!  Odrazu zepchnełam jeg ręke z mojej tali i szybko się poderwałam. 


15.Szara rzeczywistość

Stałam i patrzyłam się na niego z wrogością, a on tylko spał. Postanowiłam się zemścić. Wzieła zamach i kopnełąm go w brzuch. On natychmiast się obdził i zaczą zwijać się z bólu i mówić przez zaciśnięte zęby.

Sączysmark<A to za co.

Astrid<Taki gratis.

Byłam zbyt wściekła, aby nawet to powiedzieć. On trzymał ręke na mojej tali nikt nie ma prawa tego robić! Pomijając Czkawkę, on jest inny. Właśnie, gdzie Czkawka ? Zaczełam się rozglądać po miejscu wktórym wczoraj była impreza. Nie było już tego bałaganu który zostawiliśmy w nocy. Wszystko było pięknie wysprzątane. I nie tylko czkawki nie było. Nie było róównierz Śledzika. Postanowiłam usiąści na kłodzie i poczekać. Może przyjdą za chwilę. Nie myliłam się czekałam 20 minut, aż wkońcu z lasu wyłonił się Czkawka, a za nim Śledzik. Rozejrzałm się po miejscu naszej imprezy, wszyscy jeszczze spali. Nawet Sączysmark, którego przecież tak brutalnie obudziłam. Czkawka rozmawiał o czymś ze Śledzikiem, chyba mnie nawet nie zauważyli. Dopiero, kiedy wstałam i zaczełam iść w ich kierunku przestali roznawiać. Przyśpieszyłam tempa i pochwili już byłam obok nich. Gdy byłam tuż obok nich przystanełam, a oni zrobili to samo. Czkawka zaczą rozmowę.

Czkawka<Gdzie idziesz ?

Astrid<Do domu. Uciekanie przed rzeczywistością jet cudowne. Ale prędziej, czy pużniej z tą reczywistością się trzeba zmierzyć.

Czkawka<Okey. Pujści pomuc Ci się spakować ? Jest dopiero piąta więc twoja mama nie zauwarzy.

Astrid<Okej dzięki!

Uśmiechnełam się i zaczełam iść w kierunku wioski. Czkawka odwzajemnił uśmiech i zaczą iść za mną. Dogonił mnie dopiero wtedy kiedy byliśmy już niemal w lesie.

Dedykt dla wdzystkich krórzy wytrwali tę 27 dniową przerwę i dalej będą to czytać. Dziękuje i wiedzcie że trudnością było czekać aby to napiać

Szliśmy powoli, nagle las zaczą się przeżedzać. Zbliżaliśmy się do wioski. Zaczełam się zastanawiać co zrobić z Wichurą. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. A co jeśli mama się na to nie zgodzi? Najchętniej bym tu została. Niestety.... dl'a'czego musiałam być taka nieostrożna?

Czkawka<Dlaczego milczysz. Wydajesz się jakaś nieswoja.

Astrid<Poprostu się zastanawiam jak teraz będzie na Erendol.........Niby się tam zmieniło, ale napewno będzie tak samo.

Moja twarz przybrała wyraz zakłopotania, a moja warga mimowolnie została przygryziona prze zęby. Było mi strasznie smutno i niemal się rozpłakałam.

'Dlaczego' musze go opuzczać? A gdyby ta gdzieś się ukryć i tu zostać.

Zaczeliśmy wychodzić z lasu byliśmy blisko miejsca w który znajdował się  mój dom. Zanim sie obejrzałam byliśmy już pod drzwiami. Ostrożnie je zaczełam otwierać, aby sprawdzić, czy nikt nie kręci się na dole. Nikogo tam nie było. Uff mam szczęcie widocznie mama jeszcze śpi.

Astrid<Dobra wchodż, ale starajmy się być cicho.

Czkawka<Okej.

Przeszliśmy przez dolne piętro i skirewaliśmy się w stronę schodów. Weszliśmy po schodach i odrazu udaliśmy się do mojego pokoju. Zamknełam za sobą drzwi na klucz i zaczełam rozmowę z Czkawką.

Astrid<Uff....no to teraz nikt nie wejdzie.

Czkawka<No to jak będzie pomuc Ci się spakować czy może mam już sobie iść?

Astrid<Dzięki, że chcesz mi pomóc.

Uśmiechnełam się do niego z wdzięcznośćą. Nastała niezręczna cisza podczas, której patrzyłam w te piękne szmaragdowe oczy. Jaka szkoda, że uż nigdy ich nie zobacze! Po chwili cisza zaczeła mnie przytłaczać więc ją przerwałam.

Astrid<Jeśli czcsz mi pomus to zdejmij moją torbę z szafy, a ja w tym czasie wszystko poukładam na łóżku.

Czkawka<Okey.

Czkawka pomugł mi się spakować w niecałe 20 minut. Potem usiedliśmy na łóżku wtuleni w siebie. Siedzieliśmy tak 10 minut. Do momentu, gdy ktoś zapukał do drzwi i odezwał się znajomy głos.

Tak chcieliście to macie ciąg dalsz!

Głos<Hej Astrit mogę wejść ?

Niewierze to naprawde ona? Nie musiałam się przesłyszeć to napewno nie....

Astrid<Hethera!

Właśnie otworzyłam drzwi i stałam z zdziwioną miną, a ona sie tylko uśmiechała. Po chwili oddałam jej uśmiech,ale dalej nie wierzyłam w toc widzę. Stałam tak jeszcze chwile, aż hethera się odezwała.

Hethera<To wpuścisz mnie, czy nie?

Te słowa wyrwały mnie z totalnego zamyślenia.

Astrid<Co, a tak jasne. Prosze wejdz.

Weszła i zaczeła się rozglądć po pokoju. Czkawka dalej siedział na łóżku, a ja dalej stałam w drzwiach i wpatrywałam się w nia z niedowierzanie.

Hwthera<Piękny pokuj.

Popatrzyła się na mnie przymilnie, a ja oddałam jej niewyraźny uśmiech. Po chwili odwruciła głowe i pokazała na Czkawkę.

Hethera<A to kto ?

No proszę Cię bez takich pytań! Poczułam jak się rumienie i jiewiedziałam co odpowiedzieć. Popatrzyłam niezncznie na Czkawkę,a pochwili poszłam i usiadłąm obok niego na łóżku.

Astrid<No mój przyjaciel nazya się Czkawka.

Hethera popatrzyła się na mnie krzywo i zaczeła mówić do Czkawaki.

Hethera<To nie ty i twoji przyjacielepomogli mi pięć lat temu uwolnić mojich rodziców z rąk łupierzców?

Popatrzyłam się to na jedno, to na drugie.

Asrid<To wy się znacie?

Czkawka<Tak znamy się jak już powiedziała pięć lat temu pomogłem jej uwolnić rodziców.

Hethera<Miło cię znowu widzieć Czkawka.

Czkawka<Mi ciebie równierz.

Astrid<Dobra Hethera pomorzesz mi zanieści rzeczy do portu zdaje się, że za pół godziny wypływamy.

Hethera<Tak jasne, ale przydał by się ktoś jeszcze do pomocy.

Astrid<Nie ma sprawy. Czkawka pomożesz nam prawda ?

Czkawka<Jasne i tak nie mam nic do roboty.

Wzieliśmy moje rzeczy i poraz ostatni spojrzałam na mój pokuj. Potem zeszliśmy na duł i wyszliśmy z domu. Wtedy odezwała się do mnie Hethera.

Hether< To jak idziemy do portu czeka tam na nas moja nowa kolerzanka. Niedawno przybyła na Elendor. Jest bardzo miła. To co idziemy.

Astrid<Okej, a ile lat ma ta twoja kolerzanka?

Zadając to pytanie zaczełam iść, a oni poszli zamną. Więc szliśmy tak rozmawiająć.

Hethera<Piętnasicie, a nie tylko ona przybyła.

Astrid<Czy mam zacząć się bać iść do portu?

Hethera<Spokojnie to rzaden z tych namolnych.

Astrid<Dobra pocieszyłaś mnie. Czyli jednak chce wiedzieć kto przyjechał.

Hethera<Pamiętasz syna naszego wodza Pierr'a.

Astrid<Prawie go nieznam po co przyjechał?

Hethera<Ma bodajrze coś wręczyć tutejszemu wodzowi.

Astrid<Acha.Ale jeszcze jedno jak się nazywa tak dziewczyna ?

Hethera<Ma na imię Chocolata. (czy.Czekola)

Astrid<Dzięki.

Szliśmy chwile w ciszy gdy byliśmy może z poł kilometra od portu, gdy Czkawka zaczą rozmwę.

Czkawka<Hethero ponoć u was na wyspie jest  pokuj ze smokami, to prawda?

Hethera<Tak, a dleaczgo pytasz?

Czkawka<Bo Astrid ma smoka i chciałą go zabrać, ale matka zabroniła jej.

Hethera<To do niej niepodobne.

Ja siedziałam cicho i się nieodzywałam. Nie chciałam pogarszać sytuacji która i tak była już beznadziejna. Dlaczego? Odzyskałam swoją przyjaciółkę, ale dlaczego musze stracić osobe która nadała sen mojemu życiu, osobe która jest moim życiem. Dlaczego. Negatywne myśli krążyły po mojej głowie niczym szalone, aż z tej pątaniny wrwał mnie Czkawka.

Czkawka<Astrid co jet czemu nic nie mówisz.?

Astrid<Po prostu się zamyśliłam.

Czkawka<Pamiętaj niewarze co sie stanie ja i tak będe blisko ciebie.

Mówiąc to wyją z pod kombinezonu naszyjnik. Taki sam jak ten, który wrenczył mi na uradziny. Taki sam jak ten który codzienne nosiłam na szyji. Taki sam jak ten dzięki któremu czułam sie blisko niego nawet jeśli tak nie było. Ten drobny gest, niby nic nieznaczący, a jednak... Tak bardzo podnosi na duchu. Podniosłam głowe poptrzyłam się w jego piękne oczy, oczy tak często mi bliskie. Oczy, których mogę już nigdy nie zobaczyć. Mimo to uśmiechnełam się wdzięcznie i odwruciłam głowę przed siebie. Już byliśmy w porcie stały tam dwie postacie jedną była dziewczyna, a drugą chłopak.

Meżczyzna był blądynem o niebieskich oczach, niewile niższy odemnie. Jego twasz miała naturalnie chłodny i tajemniczy wyraz. Jego włosy sięgału ramion i były pocieniowane, miał równierz grzywkę delikatnie opadająca na czoło i przysłaniającą oczy. Na prawym uchu nosił niebieski, kryształowy kolczyk w kształcie rąbu. Wyglondał na jakieś 18 lat.  Ubrany był w jasno szarą bluzke z długim i wąskim wcięciem na klatce piersiowej. Bluzka była lużna i delikatnie związana pasem na biodrach. Nosił dosyć obcisłe spodnie w kolorze ultramarynowej szarości,. Spodnie chował do brązowych kozaków sięgających 2/3 łydki. Kozaki znajdowały się na delikatnym opcasie. Cały struj okrywał dodatkowo czarny płaszcz wykonany z  gładkiego materiału.

Dziewczyna miała włosy w kolorze rudo-marchewkowym. Jej włosy delikatnie falowane, rozwiewane przez morską bryzę wyglądały cudownie. Grzywka jej włosów opadał delikatnie i układała sie w długie pasma delikatnie opadające na twarz. Miała je tak długie, że sięgały, aż pasa. Miała wielkie zielone oczy, a jej wyraz twarzy był roześmiany acz zarazem wojowniczy. Na jej szpiczastych uszach znqjdowały się kolczyki w kształcie okręgów o średnicy około 3 centymetrów. Nosiła czarną sukienkę do połowy uda z materiałowym paskiem na biodrach. Sukienka nie miała rękawów, kończyła się odrazy na ramieniu. Na klatkę piersiową opadał jej czerwony medalion w kształcie serca, zawieszony był na czarno białym sznurku. Dziewczyna nosiła równierz zakolanówki sięgające nieco ponirzej połowy uda. Miały one czaro-białe pasy. Nosiła równierz krótkie, brązowe buty z wystający językiem. Aby buty nie spadały były zapinane dużą złotą klamrą. Całościowy efekt jej stroju robił niesłychane wrarzenie.

Domyśliłam się, że dziewczyna to na pewno kolerzanka Hethery, Chcolata. Chłopak to pewnie syn wodza Erendol, Pierre (czyt. Pierr). Własinie staneliśmy w porcie, gdy Hethera się odezwała.

Hethera<Cześć. Przyprowadziłam Astrid. Za chwilę pujde jeszcze po jej mamę. Ale mam prosibę pomurzcie jej i Czkawce zapakować jej rzeczy. Okej.

Gdy to powiedziała odłożyła moje dwie torby i poszła spowrotem w stronę wioski.

Pierre<Dobra nie ma problenu.

Głos Pierra był głęboki, opanowny, spokojny i chłodny. Chłud jego głosu sprawiał, że na myśl przychodziły najsroższe zimy i zawieje. Ale postanowiłam porozmawiać z Nori. Więc zwruciłam głowę w jej stronę i zaczełam rozmowę.

Astrid<Chyba się nieznamy? Mam na imię Astrid, a ty?

Chocolata<Mam na imię Choolata.

16. Powrót na Erendol

Jej głos był przepełniony energią i pogodą. Zdawała się od niej emitować niezwykle pozytwna energia, którą mnie napełniła. Już się tak nie bałam powrotu na Erendol. Na pewno będzie dobrze!

Astrid<Kiedy przyłynełaś na Erendol?

Chocolata<Miesiąc temu.

Wtedy do rozmowy wtrącił się Czkawka.

Czkawka<Dobra to gdzie położyć twoje bagarze Astrid.

Astrid<Niewiem. Może niech Nori i Pierre nam pomogą.

Pierre<Dobra. Gdzie są twoje bagarze.

Astrid<Tutaj.

Pokazalam mu dwie torby. Znajdowały się tam głównie moje rysnuki, ubrania i podarunki od przyjaciół z Berk. Będzie mi ich brakować.

Pierre wzioł jedną torbę, a Chocolata drugą. Pierre szedł jako pierwsz tuż za nim Chocolata, a ja i Czkawka jako ostatni. Popatrzyłam się na niego smutno, a on popatrzył się na mnie i uśmiechną pocieszająco. Odrazu potem weszliśmy  na statek. Tam  skierowaliśmy się pod pokład, gdzie zostawiliśmy moje bagarze. Chocolata i Pierre wyszli, a ja zostałam sam na sam z Czkawką. Patrzyłam prosto w jego oczy. Tak niewiele zostało tych chwil kiedy mogę to zrobić.

Ja patrzyłm w jego oczy, a on w moje. Staliśmy tak chwile, aż w pewnym momencie rzuciłam się w jego ramiona i przytuliłam. Po raz ostatni jestem blisko niego. To ostatni raz kiedy go widzę na oczy. W tej chwili myślałam tylko o nim i o niczym więcej. Nagle usłyszała jak ktoś chodzi po pokładzie. oderwaliśmy się szybko od siebie i wysliśmy z pod pokładu. Była to moja mama i Hethera. Obie niosły bagarze mojej mamy. Gdy moja mama znikneła pod pokładem Czkawka podszedł do mnie i pocałował mnie szybko w usta i pożegnał się.

Czkawka<Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy.

Astrid<Ja też.

Po tych słowach Czkawka zszedł ze statku, a my właśnie odbiliśmy się od brzegu. Czkawka obrucił się w miejscu i patrzył na mnie, a ja stałam przy burcie i dalej patrzyłam na niego. Wpatrywałam się w Berk do momenut gdy zniknął za horyzontem.

Ciąg dalszy nastąpił ;)

Ale, nawet gdy zniknął za horyzątem dalej siedziałam w tym miejscu i patrzyłam się w to jedno miejsce. To miejsce, w którym tyle zostawiłam, tylu ludzi, tyle wspomnień i tyle najcudowniejszzych chwil, których wspminanie budzi smutek i ból.

Z tego zamyślenia wyrwała mnie  Hethera.

Hethera< Dlaczego tak siedzisz ?

Astrid<A nic jakos tak się zamyśliłam.

Hetera jakby nieustatysfakcjonowana tą odpowiedzią usiadła obok mnie i zaczeła mnie wypytwać:

Methera<Dlaczego więc jesteś taka smutna?

Astrid<Wcale nie jestem smutna po prostu szkoda mi trochę opuszczać tamtych przyjaciół. Bo rzycie na Berk, było piękniejsze i pełne niesamowitych chwil znimi spędzonych, a no i nie dokuczał mi prawie nikt.

Hethera<Prawie, to znaczy..

Astrid<No wiesz dobrze o kogo możło chodzić.

Ona jakby dalej udawała głupią.

Hethera<Niestety, ale niedomyślam się. Powiesz kto ton był.

Astrid<No dobra..., ale nie powiem tego bwprost to będzie Quiz.

Hethera<Skoro musi być, niechaj będfzie.

Astrid<Dobra, a więc....zadawaj pytania, a ja będe odpowiadać ,,tak" albo ,,nie".

Hethera uśmiechneła się i zaczeła zadawać pytania.

Hethera<Czy jego smok to Zębiruk zamkogłowy?

Astrid<Nie, masz jeszcze dwa pytania.


Hethera zrobiła gest jakby się zamyśliła. Siedziała tak, może z  trzydzieści sekund po czym zapytała.

Hethera<Dobra: Czy jago smok to Ponocnik?

Astrid<Bingo, A jakl on miał na imię.

Hethera tylko się uśmiechneła, a po chwili śmiała się już w najlepsze. Dalej śmijąc się w najlepsze zaczeła mówić:

Hethera<Serio! Sączysmark!? I jak dałaś mu popalić?

Teraz nawet ja zaczełam się śmiać. Przez śmiech, słowa były ledwie słyszalne.

Astrid<Nic specjalnego....tylko kilka razy dostał sierpowym i raz oberwał koipniakiem w brzuch.

Hethera przestała się śmiać i mówiła już teraz lekko rozbawionym głosem.

Hethera< A teraz nieco inne pytanie. Kto był twoim najlepszym przyjacielem na Berk?

Astrid<A może sprubujesz zgadnąć ?

Herhera<Jejku trudno zgadnąć, może...Szpadka?

Astrid<Nie do końca strzelaj dalej.

Hethera<Jejku nie wiem, daj jakąś podpowiedz!



 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.