FANDOM


Cześć wszystkim! To moje pierwsze opko w życiu. Chciałem się wypróbować.

Dobra, na początek (dużo) informacje:

  1. W prologu będą powtórzenia.
  2. Wszystko dzieje się w współczesności.
  3. Jest magia, ale nie jest to związane z Harry'm Potterem.
  4. Czkawka i Astrid na początku się nie znają.
  5. Na początku Czkawka myśli, że jest zwyczajnym chłopcem.
  6. Heathera będzie przyrodnią siostrą Czkawki, ale to Czkawka będzie adoptowany i na początku Czkawka mieszka w domu dziecka.
  7. Valka wygląda inaczej niż w JWS2 i jest czarownicą.
  8. Czkawka jest nieśmiały.
  9. Będą nowe postacie, niektóre mogą być ściągnięte.
  10. Są różne moce.
  11. Pochyła czcionka to myśli.
  12. Pochyło-pogrubiona to sny.
  13. Pogrubiona info odemnie.
  14. Jeśli istnieje podobne to przepraszam.
  15. Reszty dowiecie się w opku.

Zaczynamy:

PROLOG

Myślał, że jest całkiem zwyczajny, że nic w jego życiu się nie zmieni. Mylił się, i to bardzo. Choć jeszcze o tym nie wiedział. Niewiedział o niczym. Niewiedział, że ma moc, niewiedział, że zabiorą go z kraju, niewiedział, że spotka kogoś niezwykłego, dzięki komu pozna, co to jest miłość. Niewiedział też, że znajdzie sobie przyjacół.

Chłopak, o którym mowa wyżej, nazywa się Czkawka Haddock. Jest on bardzo przystojnym, oraz nieśmiałym brunetem o zielonych oczach. Jest też popychadłem i wyśmiewiskiem szkoły. Czy brunet sobie poradzi? Czy uda mu się opanować swoje moce? Pewne jest jedno... jego życie nigdy nie powróci do normalności, gdy to wszystko, co opisałem na górze, się stanie.

Podobało się czy nie? Piszcie co poprawić. Jakby coś, przyjmuje postacie. Kto chce niech pisze informacje o swoim bohaterze. Nexty będą nieregularnie. Sory że takie krótkie.


ROZDZIAŁ 1 

Czkawka

Cześć! To ja Czkawka. Dobra, wcale mi się nie uśmiecha to, że to ja muszę wam opowiadać, tylko dlatego, że autorowi się tak zachciało. O mnie już było, więc przejde od razu do mojego kolejnego, jakże szarego dnia.

No więc tak, obudziłem się, zaraz potem spojrzałem na kalendarz, (bo mi się zapomniało, który dzisiaj jest dzień). Piątek! No nie! Znowu do szkoły! Ja nie chceeeee!!!!! Następnie spojrzałem na zegarek. O nie. Czemu nikt mnie nie obudził? Już 8:40 przecież.

Wstałem, szybko ubrałem się w czarne jeansy, białą koszulkę z motorem, (ale chyba nie potrzebnie to powiedziałem, bo tej koszulki nie będzie widać), oraz niebieską bluzę z kapturem i rysunkiem czarnego smoka, dalej umyłem na szybko zęby, wyszedłem z mojego pokoju, (mam nadzieję, że autor powiedział wam o tym, gdzie mieszkam), potem z Domu Dziecka. Wsiadłem do mojego czarnego audi i pojechałem wprost do szkoły.

Zaparkowałem samochód i wszedłem do szkoły. Włożyłem kurtkę do szafki i biegiem ruszyłem w strone klasy.

Gdy już tam dotarłem, zapukałem do drzwi. Po chwili usłyszałem głos nauczycielki, wołający słowo "proszę". Od razu pociągnąłem za klamkę i wzedłem do środka.

- Przepraszam za spóźnienie - powiedziałem.

- Masz pojęcie, która godzina? - zapytała się mnie zdenerwowana pani od muzyki. Aha. Tak. Zapomnniałem wspomnieć, że dziś pierwsza jest muzyka. Sorki.

No więc, po pytaniu nauczycielki spojrzałem na zegarek na mojej ręce.

- Tak - odpowiedziałem. -  Jest 8:44.

- Siadaj na miejsce - powiedziała pani Prążycka.

Cała ta minuta, która pozostała do skończenia lekcji, strasznie mi się dłużyła. Nie będę opowiadać, bo było strasznie nudno.

Na przerwie zostałem trochę poobijany przez moich wiecznych prześladowców, czyli tak jak zwykle, ale na lekcji, już się coś zmienieło.

10 minut lekcji, i do naszej klasy wszedł jakiś facet. Porozmawiał trochę z nauczycielką, a potem pani kazała mi z nim iść.

Dobra, jest trochę więcej niż w prologu. Podoba się czy nie? Wciaż czekam na postacie.


next

Spakowałem się i wyszedłem za nim. Podeszliśmy pod moją szafkę, ja się ubrałem i wyszliśmy ze szkoły. Poszliśmy na parking, gdzie stał przecudny samochód, do którego On kazał mi wejść.

Rozejrzałem się po parkingu. Nie ma mojego auta. Musieli go zabrać. Pomyślałem i odrazu wszedłem do auta.

Jechaliśmy chyba cały dzień, bo właśnie zaczynało się ściemniać. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się. W końcu postanowiłem przerwać tę ciszę, przez co rozpętałem chwilową kłótnę.

- Dokąd jedziemy? - zapytałem.

- Z dala od tego kraju - odpowiedział mężczyzna.

- Czyli dokąd?

- Do miasta magii.

- Miasta czego?

- Magii.

- A dlaczego mnie tam zabierasz? Czemu nie kogoś innego?

- Bo nikt inny nie ma żadnych mocy.

- A ja to niby mam?

- Masz.

- Skąd możesz to wiedzieć?

- Umiem rozpoznać czy ktoś ma jakieś moce czy nie.

- Ale...

- Żadnych "ale". Nie denerwój mnie lepiej, bo to może się źle dla ciebie skończyć! - zdenerwował się.

Natychmast przestałem się kłócić. Ale musiałem zadać jeszcze to konkretne pytanie, może trochę głupie.

- A daleko jeszcze?

- Nie, zaraz będziemy.

Uh. Już myślałem, że się jeszcze bardziej zdenerwuje.

ROZDZIAŁ 2

Na początek bardzo przepraszam za to, że długo mnie nie było, ale miałem karę na kompa, fona, a tableta to ja nie mam. Lecz oto kara mi się skoczyła i jestem. Cały czas czekam na postacie i jeszcze raz sorka, ale tym razem za to, że to będzie bardzo krótki next oraz... życzę miłego czytania, no. A i jak nie będzie postaci to nie będzie nexta, bo te postacie są mi naprawdę potrzebne do następnego nexta, a ja nie umiem wymyślać postaci. Bye.

Dojechaliśmy do jakiegoś bardzo ładnego domu. Nie powiem, podoba mi się.

- Już jesteśmy. Tutaj będziesz mieszkać - powiedział mój przewoźnik chyba. -  A i służący pokaże ci co i jak, dobrze? - spytał się..

- Yyy...tak, jasne - odpowiedziałem mu.

Wyszedłem z auta, po czym ono wraz z kierowcą odjechało. Wszedłem do ogródka. Było tam mnóstwo kwiatów. Szedłem tak gapiąc się na te kwiaty, aż w końcu wlazłem w drzwi. Otworzył je ten, służący (?) i uśmiechną się do mnie.

- Czekałem na ciebie, panie - powiedział.

Nic mu nie odpowiedziałem. Ten gestem ręki zaprosił mnie do środka.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.