FANDOM


Mój pierwszy rozdział opowiadania. Nie będzie długi i nie wiem,czy Wam się spodoba,ale mam taką nadzieję. :)

Rozdział 1

-Czkawka...Czkawka,proszę...Nie zostawiaj mnie.-Do moich oczu napływały łzy. Zaczęłam krzyczeć z całych sił. Wszyscy mieszkańcy pod- biegli do leżącego Czkawki. Valka objęła mnie ramieniem i próbowała uspokoić.   

-Astrid,kochana,wszystko będzie dobrze. Czkawka jest silny. Da sobie radę. Pyskacz i Sączysmark podnieśli go i zaczęli iść w stronę domku Gothi. Reszta,z niecierpliwością podążała za nimi. Ja szłam na szarym końcu. Czułam pustkę,ból,gniew. Bałam się,że już nigdy go nie zobaczę. Dotarliśmy na miejsce. Cały tłum czekał na jakąś wiadomość. Nie wytrzymałam. Zaczęłam się przepychać. Nie mogłam dłużej czekać. Weszłam do środka. Przy stole siedzieli Val. Podbiegłam do nich.          

-Czy Czkawka...Czy on...-Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Byłam zmęczona i przestraszona.                                            

-Spokojnie Astrid.-Valka spojrzała na mnie. W jej oczach zobaczyłam oczy jej syna. Były magiczne.-Nic mu nie będzie. Jest po prostu odwodniony i poobijany. Poczułam ulgę. Żyje. To najważniejsze.                                                                                                

-Czy mogłabym go zobaczyć?                                                                                                                                                                          

-Pewnie. Leży u siebie.                                                                                                                                                                                        Udałam się na 1 piętro. Po lewej stronie znajdował się pokój. Napis 'Czkawka' mówił sam za siebie. Otworzyłam drzwi. Na łóżku leżał blady,chłopak. Jego twarz była posiniaczona,a ręce podrapane. To nie był ten sam Czkawka.                               

-Czemu akurat ty?-W moich oczach ponownie zagościły łzy. Usiadłam obok niego. Dotkęłam jego dłoni. Były zimne i szorstkie,ale to nieważne. Chciałam go po prostu zobaczyć. Pocałowałam go w policzek i opuściłam pokój. Zeszłam na dół. Nie było nikogo prócz Gothi i Valki.                                                                                                                                                          

-Astrid. Może chciałabyś porozmawiać?                                                                                                                                                     

-Dziękuję Valko,ale jestem wykończona. Chcę wrócić do domu i odpocząć.                                                                                       

-Dobrze. Nie będę cię zatrzymywać. Dziękuję.                                                                                                                                      

-Za,co?                                                                                                                                                                                                                   

-Za wszystko,co zrobiłaś dla Czkawki,w czasie mojej nieobecności. Jestem ci bardzo wdzięczna.                                               

-Naprawdę niepotrzebnie. Czkawka to mój przyjaciel. Zawsze nim będzie.                                                                                         

-Wiem. Oboje to wiemy.-Po tych słowach lekko się zarumieniłam.                                                                                                    

-Tak...To ja uciekam. Do widzenia.                                                                                                                                                                    

-Do widzenia. Wyszłam na zewnątrz. Zaczęłam iść. Przez całą drogę rozmyślałam o Czkawce. Okłamałam Valkę. On nie jest moim przyjacielem. On jest kimś więcej. Zależy mi na nim. Ufam mu. Mogę zawsze na niego liczyć. Kocham go...

Rozdział 2

Minął już tydzień. Czkawka wciąż leży nieprzytomny. Nie mogę znieść tego czekania. Kiedy wreszcie się obudzi? Kiedy wreszcie wszystko będzie tak jak dawniej. Dzisiaj odbywają się wyścigi smoków,ale raczej nie wezmę w nich udziału. Nie mam na to siły i chęci. Jednak na pewno udam się na arenę, żeby je obejrzeć. Kiedy wychodziłam z domu,zauważyłam Valkę i Pyskacza. Podeszłam i przywitałam się.                                                                                                                                                       

-Dzień dobry.-Uśmiechnęłam się lekko.                                                                                                                                                        

-Witaj Astrid.-Powiedzieli jednocześnie. Zaczęliśmy się śmiać. Chyba po raz pierwszy od tygodnia zaśmiałam się.

-Wybierasz się na wyścigi? Na pewno ich wszystkich zmiażdżysz.-Pyskacz uśmiechnął się do mnie.                                        

-Pewnie bym to zrobiła.                                                                                                                                                                                       

-Jak to?-Valka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.                                                                                                                      

-Zdecydowałam,że nie wezmę w nich udziału. Tyle się ostatnio wydarzyło,że nie mam na to ochoty. Następnym razem.

-Wielka szkoda.-Pyskacz posmutniał.                                                                                                                                                        

-Byłabyś naszą ulubienicą,a właściwie to jesteś nią.-Valka przytuliła mnie. Ja się w nią wtuliłam. Czułam się,jak w objęciach Czkawki.                                                                                                                                                                                                    

-Powinniście już iść. Spóźnicie się.-Valka wypuściła mnie ze swojego uścisku. Pyskacz pogładził mnie po włosach i odeszli. Ja natomiast jeszcze przed wyścigami,postanowiłam zajrzeć do Czkawki. Złapałam za klamkę i weszłam do środka. Dom był pusty. Szczerbatek leżał skulony przy kominku. Obwiniał się za to wszystko. Przysiadłam przy nim i pogłaskałam go po mordce.                                                                                                                                                                                                                  

-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.-Przytuliłam się do niego i zasnęłam. Śnił mi się Czkawka.                                   

-Aaa...Astrid?-Usłyszałam cichy,męski głos. Otworzyłam oczy i odwróciłam się. Nie mogłam uwierzyć,w to,co widzę. Przede mną stał wysoki brunet z zielonymi oczami.                                                                                                                                           

-Czkawka!-Podniosłam się z ziemi i rzuciłam mu się na szyję. Czkawka wtulił się we mnie i zacisnął swoje ręce na moich plecach. Nareszcie! Wreszcie się obudził.                                                                                                                                                  

-Co...Co się stało?-Spojrzał na mnie zdziwiony.                                                                                                                                        

-Długa historia...Spadłeś podczas lotu. Szczerbatek nie zdążył cię złapać.-Łzy zaczęły panować nad moimi oczami.-Bałam się,że...                                                                                                                                                                                                            

-Już. Już dobrze.-Ujął moją twarz swoimi dłońmi.-Jestem cały i zdrowy. Nie musisz się o mnie martwić.                                        

-Nawet nie masz pojęcia,jak mi cię brakowało. -Jeju! Co ja powiedziałam...-Ym. To znaczy...                                                   

-Mam pojęcie. Bo nawet nie wiesz,jak za tobą tęskniłem.-Położył rękę na moim biodrze.-Jesteśmy sami?                                    

-Nie licząc Szczerbatka,tak.                                                                                                                                                                         

-Świetnie.-Przybliżył mnie do siebie.                                                                                                                                                      

-Czkawka,co ty....-Nie zdążyłam dokończyć. Położył mi palec na ustach.                                                                                                  

-Ciii. Nic nie mów. Liczymy się teraz tylko my.-Zaczął się schylać. Jego usta były coraz bliżej moich. Panikowałam,ale jednocześnie byłam podekscytowana. Zamknęłam oczy i ...                                                                                                     

-Czkawka! Synu!-Usłyszeliśmy głos Valki i gwałtownie odsunęliśmy się od siebie. Zrobiłam się cała czerwona,a Czkawka zaczął się śmiać.                                                                                                                                                                                               

-Mamo.-Podszedł do niej i mocno ją uściskał. Po chwili spojrzał na mnie i uśmiechął się. Odwzajemniłam uśmiech.               

-Ja już pójdę. Mam trochę pracy.                                                                                                                                                      

-Astrid,poczekaj.-Złapał mnie za ramię.-Spotkajmy się na Kruczym Urwisku o północy.-Szepnął mi do ucha. Pokiwałam głową.                                                                                                                                                                                                                     

-Do widzenia! Pa.                                                                                                                                                                                              

-Cześć. Wybiegłam z budynku. Byłam szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa.

Rozdział 3

Wyścigi trwały całe popołudnie. Zwyciężyła Szpadka. Nie dziwię się,bo przecież szaleje za nią połowa uczestników. Szkoda,że nie wzięłam w nich udziału. Skopałabym jej...No. Jest 18. O północy spotykam się z Czkawką. Ciekawe po,co. Może chodzi o dzisiejszy poranek. To było dosyć niezręczne.

-Cześć Astrid!-Podchodzą do mnie Szpadka i Mieczyk. Czego oni chcą.

-No cześć.

-Słyszałaś już może wieści,że wygrałam zawody?-Zaczęła się jak zwykle przechwalać.

-Tak. WIeści szybko się rozchodzą.

-A tak właściwie,dlaczego nie brałaś w nich udziału? Przecież z Czkawką wszystko w porządku.-Taa. Cały Mieczyk.

-Nie miałam ochoty.

-Bałaś się przegranej?-Szpadka pewna była swojej wielkości. Miałam to gdzieś.

-Bałam się zwycięstwa. Nie chciałam sprawiać ci przykrości.-Mieczyk zaczął się śmiać.

-Tak,tak. Wmawiaj sobie. Dzisiaj ja jestem najlepsza.

-Dzisiaj.-Puściłam do niej oczko.

-Dosyć tego. Chodź brat. Śmierdzi tu zazdrością.-Szpadka odeszła.

-Nieźle jej dogadałaś.-Uśmiechnął się do mnie i również odszedł. Szłam do domu. Po drodze zaczepił mnie Pyskacz.

-Witam Pannę Hofferson. Dokąd to się idzie.

-A witam. Do domu na kolację.-Uśmiechnęłam się i zaśmiałam.

-Hym. Ciekawie się zapowiada. Co serwujesz?

-Nie mam pojęcia.

-Hahaha!A teraz tak poważnie. Jak tam relacje z naszym wodzem?-Zamurowało mnie. Skąd takie pytanie.

-Dobrze. A dlaczego pytasz?

-Słyszałem,co się działo w domu Haddocków dzisiaj rano.-Puścił mi oko i zączął się śmiać.

-Nic się nie działo! Muszę już iść. Pa,Pyskacz. Biegłam,ile miałam sił w nogach. Niech będzie już ta północ. Dopiero,kiedy dotarłam do domu,zorientowałam się,że jest 22. Szybko wzięłam prysznic i przebrałam się. Wskoczyłam na Wichurę i poleciałyśmy. Czułam wiatr we włosach. Kocham latać. Czuję się wtedy,jak ptak. Dotarłam na miejsce. Zeskoczyłam ze smoka i zaczęłam iść w stronę urwiska. Zrobiło się chłodno. Było mi zimno. Nagle poczułam, jak ktoś dotyka moich ramion. Odwróciłam się i zobaczyłam jego uśmiech.

-Przyszłaś.-Uśmiechnął się do mnie.

-Kazałeś mi.-Zaśmiałam się.

-Nieprawda. Przyszłaś,bo chciałaś.-Miał rację. Poszłabym za nim wszędzie.

-Więc. Dlaczego chciałeś się spotkać akurat tutaj? Przecież moglibyśmy porozmawiać jutro na zajęciach.

-Bo widzisz...-Złapał mnie mocno w talii i przyciągnął do siebie.-Chciałbym coś zakończyć.-Spojrzał w moje oczy.

-A mianowicie?

-A mianowicie,to.-Złapał mój podbródek. Zbliżył swoje usta do moich. Potem je złączył. Nasz pocałunek,z każdą sekundą stawał się coraz bardziej namiętny. Tym razem nikt nam nie przeszkodził.

-No. Udało się.-Powiedział,odsuwając się lekko ode mnie.

-Em. To było...Nie wiem,co odpowiedzieć.

-Nie mów nic. Będzie nam łatwiej.-Znowu poczułam jego usta na moich. Ja złapałam go za ramię. Czkawka pogłębiał pocałunek,a ja nadal nie mogłam w to uwierzyć.

Rozdział 4

Nastał ranek. Niestety. Chciałabym cofnąć się do wczorajszego dnia,a raczej nocy. To było niesamowite. Czkawka mnie pocałował. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Po tylu latach... Dzisaj zajęcia. Ciekawe,jak ludzie zareagują. Bo przecież,chyba jesteś parą. Wow. Ale dziwnie to brzmi.

-Cześć Śledzik. Gdzie podziała się reszta?

-Bliźniaki na śniadaniu,Sączysmark podrywa jakieś dziewczyny,a Czkawka...Nie mam pojęcia.-Na imię Czkawka,zrobiło mi się gorąco,a serce zaczęło szaleć. Nagle wchodzi. Te oczy i ten uśmiech. Cudowne.

-Hej śledzik. Cześć Astrid.-Złapał mnie za szyję i pocałował moje usta.

-Yym. Czy ja o czymś nie wiem?-Patrzył na nas,jak na idiotów.

-Teraz już wiesz.-Czkawka złapał moją rękę i uśmiechnął się do mnie.

-Ale fajnie! Wreszcie jesteście razem!

-Taa. Nareszcie.-Patrzyliśmy sobie w oczy.

-Cieszę się,że wszystko się ułożyło.-Odezwałam się.

-My też. Gratulację gołąbeczki!-Sączysmark poklepał Czkawkę po plecach.-No,stary. Zaszalałeś.

-Dzięki.

-I z czego tu się cieszyć?!-Podeszła do nas Szpadka.-Nie pasujecie do siebie! Jesteś dla niej za dobry! Ta dziewczyna jest nikim.-Słowa Szpadki zabolały mnie. Tym razem się jej udało. Wyprowadziła mnie z równowagi. Uciekłam,zalewając się łzami.

-Astrid! No i po,co to zrobiłaś?!

-Oj daj spokój Czkawka. Możesz mieć każdą. Możesz mieć mnie.

-Nigdy. Dla mnie to ty jesteś nikim!-Wybiegł.

Biegłam,biegłam i biegłam. Dotarłam do Słonecznego Lasu. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam płakać. Usłyszałam szelest. Z krzaków wyszedł Czkawka.

-Hej. Wszystko gra?-Usiadł koło mnie i objął ramieniem.

-A może ona ma rację? Może nie jestem wystarczająco dobra dla ciebie?

-Astrid. Czy ty słyszysz,co mówisz?

-Ale...

-Nie ma żadnego ale! Kocham tylko ciebie. Pamiętaj o tym.-Czy on powiedział,że mnie kocha?

-Ty...Ty mnie kochasz?

-A dziwisz mi się? Od zawsze cię kochałem,ale byłem nieśmiały. Na szczęście to się zmieniło.

-Ja...-Zawiesiłam głos.

-Ty,co?

-Ja też cię kocham.-Po moich słowach,Czkawka zbliżył się do mnie,a potem pocałował.

To,co. Wracamy?

-Musimy? Bo chciałabym zostać tutaj z tobą.-Uśmiechnęłam się.

-Ok. Też wolę to rozwiązanie.-Znowu nasze usta się spotkały. Kocham się z nim całować. Jest w tym niepowtarzalny. Złapaliśmy się za ręce. Oparłam głowę o jego ramię. Stykaliśmy się ze sobą. W końcu zasnęliśmy.

Rozdział 5

Obudziłam się nad ranem. Słychać było odgłosy smoków. Słońce świeciło,a powietrze pachniało świeżością. Koło mnie leżał najprzystojniejszy chłopak z całej wioski. Po chwili również otworzył oczy.

-Witam Pana.-Odezwałam się.-Trochę nam się pospało.-Uśmiechnęłam się.

-A witam,witam. Trochę...O rany!-Spojrzał na mnie,a ja nie wiedziałam,co odpowiedzieć.-Która godzina?

-Nie wiem. Pewnie 9. Coś się stało?

-Dzisiaj jest zebranie wodzów. Całkiem o tym zapomniałem.-Zebranie wodzów? O co tu chodzi?

-Zebranie wodzów?

-Tak. Wodzowie przyjeżdżają z dziećmi i szukają dla nich kandydatów.

-Kandydatów?

-Do zamąż pójścia.

-Serio? Przecież to bez sensu.

-Mi nie musisz tego mówić. Najchętniej nie brałbym w tym udziału,ale cóż. Niestety muszę.

-Rozumiem.-Zapadła cisza. Na szczęście nie na długo.

-Jesteś głodna?-Muszę przyznać,że mój brzuch prawie eksplodował.

-Ym. Tak. Chętnie bym coś przekąsiła.

-W takim razie,zapraszam cię na śniadanie. Mama miała przygotować tosty. Na pewno się ucieszy,że przyjdziesz ze mną.

-Dzięki.

-To,jak.-Powiedział wstając z ziemi.-Wracamy?-Podał mi rękę.

-Wracamy.-Odpowiedziałam i złapałam się jego dłoni. Bez problemu pomógł mi wstać. Wskoczyliśmy na smoki i wznieśliśmy się w powietrze. Po paru minutach,dotarliśmy na Berk. Zatrzymaliśmy się w domu Czkawki. Valka już czekała.

-No nareszcie! Gdzieś ty był mój drogi?-Podeszła do Czkawki i uderzyła go lekko w ucho. Zaczęłam chichotać.

-Ałć! Mamo,jestem już dorosły. A poza tym byłem z Astrid.-Oczy Valki zwróciły się ku mnie.

-Och. Jeśli tak,to nic się nie stało. Ale pamiętaj,że masz się oszczędzać.

-Tak,mamo. Wiem.

-No. Siadajcie.-Z kuchni unosiły się cudowne zapachy. Chciałam zjeść całą blaszkę,ale wyszłabym na głodomora.

-Częstujcie się. A i synu. Zostaw coś dla Astrid.

-Mamo!

-Czkawka,przecież wiem,ile potrafisz zjeść. Obie to wiemy.-Zaczęłam się śmiać. Valka również.

-Hahaha. Bardzo śmieszne.-Powiedział,zagryzając tosta. Jedliśmy i dużo rozmawialiśmy. Dobrze czułam się w ich towarzystwie. Byli,jak rodzina,której nigdy nie miałam.

-Było pyszne. Dziękuję.

-Nie ma za,co kochana.-Uśmiechnęła się Valka.-Na obiad też zostaniesz?

-Nie. Mam trochę obowiązków. Pójdę już.

-Odprowadzę cię.

-Dzięki. Do widzenia.

-Do widzenia Astrid! Czkawka odprowadził mnie do domu. Nie chciałam się z nim żegnać,ale niestety musiałam. Pocałowałam go i weszłam doomu. Położyłam się na łóżko i zasnęłam.

Rozdział 6

Obudziłam się po dwóch godzinach. Dzisiaj odbywa się ten zjazd wodzów,o którym mówił mi Czkawka. Ciekawa jestem kto się zjawi. Niespodziewanie,słyszę dzwonek. Schodzę po schodach i otwieram drzwi. Szpadka.

-Czego chcesz?

-Miło witasz gości. Chciałam cię tylko ostrzec.

-Ostrzec? Niby przed czym?

-Raczej przed kim...

-Słucham?

-Wiesz na pewno o dzisiejszym zjeździe,więc zdajesz sobie sprawę,że przybędzie wiele dziewczyn.

-Nie tylko. Chłopcy też będą. Z resztą,do czego zmierzasz?

-Na twoim miejscu uważałabym na nie. Na pewno nie jednej spodoba się Czkawka.-Szpadka miała rację.

-Zdaję sobie sprawę,ale nie martw się. Dam radę.

-Ok. Jak chcesz. Ale pamiętaj,że cię ostrzegałam.-Odeszła. A ja nie wiedziałam,co myśleć. Musiałam porozmawiać z Czkawką. Udałam się na arenę. Zastałam tam Sączysmarka z pewną dziewczyną. Nie byłam zdziwiona.

-Hej Smark. Kto to?

-Och,to Heather.-Odpowiedział.-Najpiękniejsza dziewczyna.

-Sączysmark. Rumienie się. Cześć. Jestem Heather.

-Miło mi. Astrid. Wybacz,ale nie widziałam cię jeszcze na wyspie.

-Przypłynęłam z ojcem i siostrą na zjazd.

-Aha. Em,z siostrą?

-Meridą. Chyba rozmawia z waszym wodzem.-Że co? Rozmawia z Czkawką? Muszę ich znaleźć.

-Rozumiem. Przepraszam,ale mam sprawę do załatwienia. Fajnie było cię poznać. Na razie. Wybiegłam z areny i udałam się do Czkawki. Drzwi otworzyła mi ruda dziewczyna.

-Tak. Słucham.

-Ym...Ja do Czkawki.

-Przepraszam,ale wódz nie może rozmawiać. Ma swoje obowiązki. Żegnam.

-Ale...-Zamknęła mi drzwi przed nosem. Stałam przed domem,jak słóp soli. W końcu zawiedziona wróciłam do domu. Do mojego pokoju wszedł Śledzik.

-Cześć Astrid. Nie widziałaś może...-Przerwał widząc mnie płaczącą.-Co się stało.-Usiadł obok mnie.

-Nic. Wszystko jest w porządku.-Schowałam głowę w poduszkę.

-Przecież widzę. Chodzi o Czkawkę?

-Zawsze chodzi o niego.-Już nic nie mówiłam. Przytuliłam się do Śledzika. Chciałam,żeby ktoś mnie pocieszył.

-Astrid?-Szybko podniosłam głowę. Nie,no. Akurat w tym momencie musiał przyjść.

-Czkawka...To nie tak...Ja...-Nie dał mi mi dokończyć. Wyszedł zatrzaskając drzwi. Pobiegłam za nim.

-Czkawka! Zaczekaj! Pozwól mi wytłumaczyć!

-Co?! Co chcesz mi tłumaczyć? Ciekawe do czego by doszło,gdybym nie przyszedł.

-O czym ty mówisz?! Śledzik po prostu mnie przytulił. To wszystko.

-Taaa...Lepiej będzie,jak już sobie pójdę. Cześć.-Zostawił mnie z poczuciem winy. Nie dałam rady. Zaczęłam biec w stronę urwiska. Miałam łzy w oczach,ale jednocześnie byłam na niego wściekła!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.