FANDOM


-Dzieje się to we współczesności

-Czkawka, Sączysmark, Śledzik, Szpadka, Mieczyk i Astrid mają po 17 lat

-Wszyscy wyglądają jak w JWS2

-Astrid jest nowa w szkole

-Czkawka jest szkolnym przystojniakiem

-Stoick jest dyrektorem wielkiej firmy samochodowej

-Będzie Hiccstrid

Rozdział 1

Perspektywa Czkawki

Jak co rano obudził mnie budzik, na którym było widać godzinę 6:00. Wyłączyłem go i podszedłem do szafy z ubraniami, z których wyciągnąłem szara bluzę z kapturem oraz jeansy. Wszedłem do łazienki, umyłem zęby, przebrałem się i zrobiłem coś z włosami, ale po chwili poukładały się tak jak chciały. Zszedłem na dół gdzie moja mama razem z tatą jedli śniadanie. Dosiadłem się do nich i jedliśmy w ciszy. Nagle tą niezręczną ciszę przerwał tata, który zaczął rozmowę o szkole.

Stoick – Dzisiaj ma przyjść ta nowa uczennica? – zapytał biorąc łyk kawy.

Czkawka – Tak, ale nie obchodzi mnie to – odpowiedziałem ze znudzeniem.

Już o nic nie pytał. Zjadłem, wypiłem sok i wstałem. Nagle usłyszałem jak ktoś zbiega po schodach na dół. Okazało się, że to moja psina tak biegła. Jest to czarny Owczarek Niemiecki długowłosy o imieniu Szczerbatek. Pogłaskałem go po głowie i udałem się po moją czarno – czerwoną torbę z pumy.

Czkawka – Na razie – powiedziałem i wyszedłem z domu, przed którym stał mój samochód Aston Martin Vanquish S.

Wsiadłem do niego i ruszyłem prosto do szkoły. Gdy dotarłem na miejsce, zobaczyłem moich przyjaciół stojących przed szkołą i śmiejących się z czegoś. Podszedłem do nich w celu dowiedzenia się o co chodzi.

Czkawka – Z czego się tak śmiejecie? – zapytałem uśmiechając się przyjaźnie.

Sączysmark – Widzieliśmy tą nową! Wiesz jaka to dziwaczka? – odparł śmiejąc się.

Czkawka – Co tym razem? – zapytałem ze znudzeniem, bo to normalka.

Mieczyk – Na pierwszej lekcji przyjdzie nasz wychowawca i ją przedstawi – powiedział i wybuchną śmiechem.

Pokręciłem głową i ruszyłem do budynku szkoły. Dzwonek będzie dopiero za 15 minut, więc mam dużo czasu. Postanowiłem zapytać w – fistę, Pana Romana w co dzisiaj gramy na w – fie. Akurat miał dyżur, więc podszedłem do niego.

Czkawka – Dzień dobry – powiedziałem.

Pan Roman – Dzień dobry – odpowiedział z uśmiechem.

Czkawka – W co dzisiaj gramy? – zapytałem z nadzieją na odpowiedź, że w siatkówkę.

Pan Roman – Dzisiaj dziewczyny mają zastępstwo, więc gramy w piłkę nożną – powiedział, a ja opuściłem ręce i ruszyłem pod klasę.

Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcję. Pierwsza matematyka, ale nie ma pani, więc mamy zastępstwo z Panem Romanem i możemy robić co chcemy. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy w swoich ławkach. Ja usiadłem ze Śledzikiem, Sączysmark z Mieczykiem, a Szpadka sama. Po chwili wszedł wychowawca z tą nową dziewczyną. Miała ubrane na sobie czarne jeansy z dziurami, fioletową koszulkę na ramiączkach, a w ręku trzymała czarną bluzę. Miała blond włosy ułożone w warkocza na lewy bok i grzywkę zasłaniającą jej lewe, błękitne oko.

Wychowawca – To jest nowa uczennica. Nazywa się Astrid Hofferson i mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie z nią – powiedział poczym wyszedł.

Pan Roman – Astrid usiądź obok Szpadki – powiedział i wrócił do swojego zajęcia.

Dziewczyna usiadła obok Szpadki, bo nie miała wyboru. Było to jedyne wolne miejsce w klasie. Szpadka od razu zaczęła do niej mówić.

Perspektywa Astrid

Usiadłem obok dziewczyny wskazanej przez wychowawcę. Zaczęła coś do mnie mówić, ale nie zwracałam na nią uwagi. Położyłam łokcie na ławce i oparłam na nich głowę rozmyślając nad tym co będzie dalej. Po chwili poczułam jak ta dziewczyna szturcha mnie w bok.

Dziewczyna – Cześć. Jestem Szpadka, a to Sączysmark, Mieczyk, mój brat, Śledzik i Czkawka – powiedziała wskazując na chłopaków za nami.

Sączysmark – Cześć piękna. Dasz mi swój numer telefonu? – zapytał. Spojrzałam na niego ze złością i odwróciłam się do niego plecami.

Szpadka – I coś zrobił? – zapytała zdenerwowana – Nie przejmuj się nim. Każdej tak mówi – zwróciła się do mnie.

Uśmiechnęłam się do siebie i popatrzyłam na tablicę. Szpadka rozmawiała z resztą, a ja ich nie słuchałam tylko patrzyłam na tablicę. Nagle poczułam jak ktoś szturcha mnie bok. Odwróciłam się w stronę Szpadki i popatrzyła na nią z zaciekawieniem. Pokazała mi na chłopaka o brązowych włosach i zielonych oczach, w których można było się rozpłynąć. Jak on miał…? A! Czkawka.

Astrid – Tak? – zapytałam.

Czkawka – Dzisiaj po szkole idziemy na spacer z naszymi psami. Chcesz iść z nami? – zapytał nieśmiało.

Astrid – Nie wiem. Muszę zapytać mamy – powiedziałam smętnie i popatrzyłam na zegar. Jeszcze 40 minut do końca lekcji – Szpadka co mamy następne?

Szpadka – Czekaj, zaraz sprawdzę – sięgnęła po notes do torby i zaczęła przewracać kartkami – Już mam! Drugą mamy biologię.

Westchnęłam i odwróciłam się. Nienawidzę tego przedmiotu. Dlaczego? W młodszych klasach uwielbiałam go, ale odkąd przyszła nowa nauczycielka w 3 gimnazjum znienawidziłam ten przedmiot.

Perspektywa Czkawki

Astrid jest inna…Jest taka tajemnicza, taka nieśmiała, ale i odważna. Nie mam pojęcia jak ona to robi, ale przyciąga uwagę innych. Resztę lekcji rozmawiałem z moimi przyjaciółmi co jakiś czas spoglądając na blondynkę, która rysowała coś w zeszycie. Zadzwonił dzwonek na przerwę. Wyszliśmy z klasy udając się pod salę biologii. Nagle podeszła do nas Heathera. Chodzi ona do 2a, ale przebywa więcej czasu z nami.

Heathera – Gdzie jest ta nowa? – zapytała z uśmiechem.

Sączysmark – Ta ślicznotka siedzi tam – wskazał na ławkę gdzie siedziała Astrid i rozmawiała z Szpadką.

Heathera natychmiast do niej podbiegła i zaczęła rozmawiać. Nie przysłuchiwałem się tej rozmowie, bo to dziewczyny i na pewno rozmawiają o zakupach i takich tam.

Rozdział 2

Perspektywa Szpadki

Nawet miła jest ta Astrid. Jak pierwszy raz ją zobaczyłam pomyślałam, że jest dziwna, ale jak zaczęłam z nią rozmawiać okazało się, że jest fajna. Teraz jest ostatnia lekcja. Mamy historię, a dzisiaj mamy kartkówkę. Usiadłam obok Astrid i zaczęłam rozmawiać.

Szpadka – Umiesz na kartkówkę? – zapytałam – Ja się wczoraj uczyłam do 23:00, ale nic nie chciało mi wejść do głowy.

Astrid – Mam dla ciebie małą radę. Jeśli chcesz się uczyć, to najlepiej godzinę po tym jak przyjdziesz ze szkoły – powiedziała z uśmiechem.

Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Lekcja nie byłam ciekawa zresztą jak zawsze. Nauczyciel opowiadał nam o II wojnie światowej przez całą lekcję, a Sączysmark i Mieczyk wygłupiali się. Nareszcie skończyła się lekcja i wszyscy pobiegliśmy się przebrać i do autobusu. Dzisiaj nic nie mieliśmy na zadanie i nic do nauki, więc możemy robić co chcemy, a dzisiaj jest piątek!

Śledzik – Astrid, a ty masz jakieś zwierzę? – zapytał.

Astrid – Mam, psa. Nazywa się Wichura i jest Owczarkiem Szkockim – powiedziała i uśmiechnęła się.

Do szatni wszedł Czkawka i kazał nam się nie śpieszyć, bo dzisiaj zaprasza nas wszystkich do siebie na noc.

Czkawka – Astrid przyjdziesz? – zapytał z nadzieją.

Astrid – Hm… - zamyśliła się – No dobrze – odpowiedziała po chwili namysłu i włożyła na siebie kurtkę.

Perspektywa Czkawki

Wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy do mojego samochodu. Jest nasz szóstka, ale jakoś się pomieścimy. Usiadłem na miejscy kierowcy, a obok mnie usiadł Sączysmark. Z tyłu usiedli Szpadka, Śledzik, Mieczyk i Astrid. Jakoś się pomieścili i ruszyliśmy. Podwiozłem każdego do domu, a ostatnia była Astrid.

Czkawka – To przyjść po ciebie czy chcesz do mnie przyjść? – zapytałem patrząc na nią.

Astrid – Przyjdę do ciebie – powiedziała poczym wyszła z samochodu. Podziękowała i weszła do domu.

Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem do domu. Wszedłem do domu, ale nie zastałem rodziców. Pewnie w pracy. Poszedłem do pokoju przebrać się w czarne spodnie i zielony T-shirt. Wszyscy mają przyjść o 16:30, a jest 16:00. Mam pół godziny.

Czkawka – Szczerbatek! – zawołałem – Jedzenie!

Pies szybko zbiegł ze schodów, a ja nasypałem mu karmę. Po kilku minutach usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem je otworzyć i zobaczyłem w nich moich przyjaciół.

Sączysmark – Gdzie Szczerbatek? – zapytał.

Czkawka – Zaraz przyjdzie – odpowiedziałem i spojrzałem na psa Astrid – Masz pięknego pa Astrid.

Astrid – Dziękuję – uśmiechnęła się przyjaźnie i spojrzała za mnie.

Odwróciłem się i zobaczyłem moje psisko. Język jak zwykle miał na wierzchu. Założyłem mu smycz i poszliśmy. Spojrzałem na nasz psy, które świetnie się bawiły. Astrid miała Owczarka Szkockiego, Sączysmark miał Rottweilera, Śledzik miał Buldoga Amerykańskiego, a Bliźniaki miały Goledeny retrievery.

Czkawka – Jak się wabi twój pies? – zapytałem Astrid, gdy usiedliśmy na ławce w parku.

Astrid – Wichura – odpowiedziała głaszcząc swojego psa.

Czkawka – Mój to Szczerbatek, a to Hakokieł, Sztukamięs oraz Jot i Wym – powiedziałem wskazując na psy.

Szpadka – Wiecie, że za tydzień ferie? – zapytała, a my spojrzeliśmy na nią jak na nienormalną – No co?

Śledzik – No łał… - powiedział.

Posiedzieliśmy jeszcze dwie godziny i śnieg zaczął prószyć. Zrobiło się zimno, więc zaproponowałem, że już pójdziemy. Wszyscy niechętnie się zgodzili i ruszyliśmy do mojego domu.

Czkawka – Co chcecie do picia? – zapytałem ściągając buty i kurtkę.

Śledzik – Mnie tam obojętnie – powiedział, a inni wzruszyli ramionami.

Czkawka – To może herbaty? – zapytałem na co reszta przytaknęła i udaliśmy się do salonu.

Powiedziałem im, że mają tu na mnie zaczekać, a ja zaraz wrócę. Poszedłem do kuchni zrobić im herbaty.

Perspektywa Astrid

Usiedliśmy na kanapie i podbiegł do nas Szczerbatek. Chyb polubił się z Wichurą, ale musiała iść do domu. Spojrzałam na mój warkocz i zobaczyłam, że jest już nieźle rozczochrany. Muszę znaleźć łazienkę.

Astrid – Szpadka wiesz gdzie tu jest łazienka? – zapytała blondynki siedzącej obok mnie.

Szpadka – Nie wiem, ale zapytaj Czkawki – powiedziała i wróciła do rozmowy z bratem, ale raczej to była kłótnia.

Wyszłam z salonu i jakimś cudem znalazłam kuchnię. Nie wiem jak, ale znalazłam! Zobaczyłam Czkawkę robiącego herbatę podeszłam cicho do niego i zapytałam.

Astrid – Em…Gdzie tu jest łazienka? – zapytałam nieśmiało.

Czkawka – Są dwie. Jedna jest na górze po lewej stronie, a druga na dole jak wyjdziesz z salonu po prawej – powiedział i uśmiechnął się.

Astrid – Dzięki – powiedziałam oddając uśmiech i wyszłam w poszukiwaniu łazienki.

Wyszłam z salonu i zobaczyłam białe drzwi. To chyba była łazienka. Pociągnęłam za klamkę, ale były zamknięte. Musiałam iść na górę po schodach. Gdy weszłam, zobaczyłam po lewej stronie biała drzwi takie jak poprzednio tylko, że te miały jeszcze połowę szklaną. Ostrożnie pociągnęłam za klamkę i weszłam. Popatrzyłam do lusterka i co zobaczyłam?

Astrid – Jak ja wyglądam? – zapytałam sama siebie – Co, by tu zrobić? Hm…Mam! – rozpuściłam moje włosy sięgające do pleców i zaczęłam rozczesywać je palcami.

Po chwili usłyszałam jakby ktoś otworzył drzwi, ale nie zwróciłam na to uwagi. Dalej rozczesywałam włosy, aż tu nagle…


Rozdział 3

Perspektywa Czkawki

Wyszedłem z kuchni z tacą, na której znajdowywało się 6 herbat. Położyłem ją na szklanym stole, ale zauważyłem, że nie ma Astrid.

Czkawka – A gdzie Astrid? – zapytałem drapiąc się z tyłu głowy.

Szpadka – A co? Zakochałeś się? – zapytała podejrzliwie.

Czkawka – Co? Nie! – odpowiedziałem szybko.

Śledzik – Oj! Szpadka! Astrid gdzieś poszła i jeszcze nie wróciła – powiedział spokojniej.

Wzruszyłem ramionami i usiadłem na kanapie. Nigdzie nie widziałem Szczerba, a szkoda, bo chciałem mu dać karmę. Postanowiłem, że pooglądamy jakiś film. Gdy już miałem wstać, usłyszałem krzyki z łazienki na górze.

Mieczyk – Co to było? – zapytał przestraszony.

Śledzik – Nie wiem i nie chcę wiedzieć – powiedział trzęsąc się.

Sączysmark – Czkawka, ale na pewno zamknąłeś dom? – zapytał.

Czkawka – Tak. Wy tu zostańcie, a ja idę – powiedziałem i wstałem ruszając w stronę schodów.

Powoli i cicho wszedłem na górę i podszedłem pod drzwi. Były otwarte. Szybko wszedłem do łazienki i zobaczyłem…Zobaczyłem Szczerbatka leżącego na Astrid i liżącego ją. Dziewczyna śmiała się i miała…

Czkawka – Rozpuszczone włosy? – zapytałem z uśmiechem ściągając z niej mojego psa.

Astrid – A co? – zapytała wstając.

Czkawka – A nic – powiedziałem głaskając psa – Ale zostaw je rozpuszczone. Do twarzy ci w nich – powiedziałem i wyszedłem z łazienki na dół.

Usiadłem na kanapie, a wszyscy się na mnie spojrzeli. Przewróciłem oczami i westchnąłem. Zacząłem im opowiadać co się stało, oczywiści oprócz tego co powiedziałem As. Zaczęli się śmiać i włączyliśmy Hobbita. Nagle z góry zeszła Astrid i miała rozpuszczone włosy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Usiadła obok mnie, bo było tylko to miejsce wolne i zaczęła patrzeć w ekran plazmy.

Czkawka – Do twarzy ci – szepnąłem do niej, a ona tylko uśmiechnęła się i dalej patrzyła.

Perspektywa narratora

Przyjaciele dość długo oglądali film. Powoli zbliżała się 22:00, więc rodzice Czkawki powinni zaraz wrócić. Spojrzał na uśmiechnięte twarze swoich przyjaciół, a także nowej przyjaciółki. Blondynka siedziała oparta o kanapę, a w rękach trzymała poduszkę. Chłopak wstał z kanapy, ale nikt tego nawet nie zauważył. Podszedł do zmywarki i wyciągnął ogromny talerz. Po chwili wziął się za przygotowanie kanapek. Jako iż jutro była sobota nie musiał iść prędzej spać. Jego rodzice zawsze pozwalali mu iść później spać, ale nigdy o północy. Czkawka wziął talerz z różnymi kanapkami i wszedł do salonu. Jego przyjaciele już prawi usypiali.

Czkawka – Chcecie coś jeść? – zapytał podchodząc bliżej i kładąc talerz na stole.

Sączysmark – Yhym – odparł na wpółprzytomny i powoli zamykał oczy.

Śledzik – Wiesz Czkawka – ziewnął w połowie zdania – Bardziej chcemy już iść spać – powiedział i poszedł w ślady Sączysamrka.

Brunet spojrzał na Mieczyka i Szpadkę, którzy spali już w najlepsze. Jego wzrok powędrował na niebieskooką blondynkę, która jako jedyna przymykała oczy, ale nie wyglądała na śpiącą, ale pozory zawsze mylą.

Czkawka – To ja pójdę wam naszykować pokoje – powiedział i powędrował ku schodom.

Jego dom był bardzo ogromny i liczył około 10 pokoi, w tym 4 do spania. Czkawka przygotował dla każdego pokój i zszedł na dół. Zobaczył swoich przyjaciół już na dobre śpiących. Podszedł do nich i lekko szturchnął ich w bok. Sączysmark, Śledzik i Bliźniaki obudzili się natychmiast.

Czkawka – Przygotowałem wam pokoje – szepnął, by nie obudzić Astrid, która spała na kanapie – Sączysmark śpisz ze Śledzikiem, a Mieczyk z Szpadką – poinformował.

Zraz po tym przyjaciele wstali i powędrowali do swoich pokoi. Gdy już zniknęli, Czkawka popatrzył na śpiącą dziewczynę, która wyglądała jak anioł. Nie chciał jej budzić, więc wziął ją na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Tam delikatnie ją położył na łóżku i już chciał iść, ale nie wiedząc kiedy sam usnął.

Perspektywa Astrid

Ostatnie co pamiętam to, to jak Czkawka wyszedł, a my oglądaliśmy Hobbita. Później chyba zasnęłam. Czuję, że leżę na czymś miękkim, a obok mnie coś leży. Leniwie otworzyłam oczy, które strasznie mnie bolały i zobaczyłam Czkawkę? Co on tu robi i gdzie ja jestem? Rozejrzałam się po pokoju, w którym się znajdowałam i ustaliłam, że jestem w jego pokoju. Szybko wstałam z łóżka i chwiejąc się ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i zeszłam na dół do kuchni. Bardzo chciało mi się pić, ale zobaczyłam kogoś.

Astrid – Halo? – zapytałam podchodząc bliżej, a osoba odwróciła się momentalnie.

Przestraszyłam się, wzięłam coś z szafki obok i uderzyłam tą osobę.

Osoba – Aaaaaaaaaaaaa! – krzyknęła, a ja odskoczyłam do tyłu.

Krzyk rozszedł się na cały dom, bo od razu wszyscy zbiegli na dół i ktoś zaświecił światło. Popatrzyłam na moją rękę, w której trzymałam patelnię, a później na osobę, którą uderzyłam. Był to Sączysmark.

Valka – Co się stało? – zapytała. To chyba była mama Czkawki, a ten obok niej mężczyzna z rudą brodą to chyba jego tata.

Sączysmark – Mój nos! – krzyknął prawie płacząc.

Valka – Pokaż – podeszła do niego i spojrzała na nos, na którym było lekkie zadrapanie – Raczej nic ci nie będzie.

Astrid – Sączysmark…Ja nie chciałam – zaczęłam – Nie wiedziałam, że to ty.

Mieczyk – Ale cię załatwiła! – powiedział uradowany.

Popatrzyłam na Czkawkę i jego ojca, którzy ledwo co powstrzymywali się od śmiechu. Nie wiem co ich tak bawiło, ale mnie nie było do śmiechu. Byłam może 3:00 w nocy, a ja wszystkich obudziłam. No może nie ja, bo to Smark krzyknął, ale ja go uderzyłam.

Stoick – No, masz parę w rękach – powiedział jego ojciec i poklepał mnie po plecach.

Nadal stałam z patelnią w rękach i patrzyłam zawstydzona na Sączysmarka i mamę Czkawki. Kobieta podeszła do mnie i wzięła patelnię poczym wybuchnęła śmiechem, a reszta za nią.

Astrid – O co chodzi? – zapytałam zdziwiona.

Perspektywa Czkawki

Nie wierzę! Ona naprawdę to zrobiła?! Hahahahaha! Ja nie mogę! Sączysmark na pewno zapamięta to sobie! My się śmialiśmy, a Astrid nadal stała zdezorientowana patrząc się na nas. Postanowiłem wyjaśnić jej sytuację.

Czkawka – Astrid, nawet nie wiesz, że jako jedyna załatwiłaś tak Smarka! – powiedziałem pochamując śmiech.

Szpadka – No? Co on ci powiedział, że tak go urządziłaś? – zapytała, spoglądając na blondynkę.

Astrid – Ale on nic, nic mi nie powiedział. Poszłam się czegoś napić i zobaczyłam postać. Myślałam, że to złodziej – powiedziała, a ja jej mina była poważna. Chyba mówiła prawdę.

Stoick – Dobrze. Skoro już wszystko wyjaśnione, to może pójdziemy spać? – zapytał i zaczął iść w kierunku schodów.

Mama podążyła za tatą, a reszta rozeszła się do swoich pokoi. Zostałem tylko ja i Astrid, która miała spuszczoną głowę. Chciałem ją pocieszyć, ale ona na pewno nie będzie chciała. Jest 3:30, więc ten incydent z Sączysmarkiem trwał pół godziny. Nawet nieźle.

Czkawka – To idziemy spać? – zapytałem. Astrid wyglądała na zmęczoną i jakby zaraz miała się tu przewrócić.

Astrid – Ale razem? – zapytała podnosząc na mnie wzrok. Przytaknąłem, a ona wzruszyła ramionami.

Czkawka – To chodź – powiedziałem i chwyciłem ją za rękę, ciągnąc na górę do pokoju.

Gdy znaleźliśmy się w pomieszczeniu, Astrid usiadła na łóżku, a ja położyłem się obok. Mimo, że było już późno nie chciało mi się spać, ale wiedziałem, że jak nie pójdę spać, to As też nie zaśnie. Delikatnie położyłem się na boku, a Astrid obok. Przykryłem nas i zasnęliśmy.


Rozdział 4

Perspektywa narratora

Z samego rana Szczerbatek, pies Czkawki, zaczął krzątać się po kuchni szukając jedzenia. Robił to starannie, by nikogo nie obudzić, jednak nie udało mu się to. Stojąc na dwóch łapach strącił miskę z blatu, robiąc przy tym dużo hałasu. Po chwili ktoś zaczął schodzić po schodach. W oczach psa ukazała się matka jego właściciela. Kobieta podeszła i położyła miskę na swoim miejscu. Wzięła z szafki karmę i nasypała do miski psa. Szczerbatek zadowolony zaczął jeść.

Tym czasem Czkawka nadal spał wraz z Astrid. Dziewczyna jakimś dziwnym cudem była w niego wtulona, ale mu to nie przeszkadzało. Sam ją obiął nawet o tym nie wiedząc. Po kilku minutach zielonooki chłopak zaczął się budzić. Chciał się przeciągnąć, ale coś nie umożliwiło mi to. Spojrzał na swoją prawą stronę i zobaczył blondynkę. Uśmiechnął się pod nosem i delikatnie zdjął jej rękę ze swojej klatki piersiowej.

Czkawka – Która jest? – zapytał sam siebie i spojrzał na jego budzik stojący na nocnej szafce – Dopiero 7:00?

Wstał, wyciągnął zieloną koszulkę i szare dresy. Poszedł do łazienki się przebrać i zszedł na dół gdzie zobaczył Valkę i swojego owczarka. Podrapał go za uchem i podszedł do lodówki i wyciągnął mleko. Postawił go na blacie i wyciągnął miskę. Nasypał do niej płatków i nalał mleka, poczym je włożył do lodówki i usiadł zajadając się śniadaniem.

Valka – A gdzie twoi przyjaciele? – zapytała z zaciekawieniem.

Czkawka – Pewnie jeszcze śpią. Jest dopiero 7:00, a wczoraj nie spali do 22:00 i jeszcze w nocy to co się stało – powiedział i wziął kolejną łyżkę płatków.

Valka – Ale chyba ich rodzice się o nich martwią? – zapytała i uniosła brew do góry.

Czkawka – Chyba nie. Przecież poinformowali ich, że zostają na noc – powiedział.

Nastała cisza, którą przerwało stąpanie po schodach. Stoick, który właśnie się obudził podszedł do swojej żony, całując ją w policzek. Mężczyzna usiadł, biorąc kanapkę i spojrzał na swojego syna.

Stoick – A gdzie reszta? – zapytała. Chłopak westchnął powtarzając to samo co matce.

Perspektywa Czkawki

Trzymajcie mnie! Drugi raz powtarzam to samo! Albo oni robią to specjalnie, albo zbieg okoliczności! Ale przynajmniej nigdy się nie nudzę. To nic, że wyrywam sobie włosy, bo do nich nic nie dociera, ale dobra. Przesłuchanie trwało, by nadal, gdyby nie to, że Sączysmark, Śledzik, Szpadka i Mieczyk nie zeszli do kuchni. Normalnie im będę dziękować!

Sączysmark – Dzień dobry – powiedział.

Valka – Dzień dobry – odpowiedziała – Usiądźcie. Pewnie jesteście głodni, a do domu wrócicie kiedy będziecie chcieli – powiedziała i podała dodatkowe talerze do stołu.

Zastanawiało mnie jedno. Gdzie jest Astrid? Pewnie jeszcze śpi. Ale i tak pójdę później sprawdzić co robi. Moi rodzice po zjedzeniu, wstali i pożegnali się. Zawsze z rana jadą do pracy, więc mam czas dla siebie. Mogę robić co chcę. Poszedłem do pokoju, by sprawdzić czy Astrid śpi. Wszedłem i zobaczyłem ją leżącą na łóżku.

Czkawka – Astrid, śniadanie cię ominie – szepnąłem jej do ucha.

Astrid – Jeszcze chwilę – wymruczała i po chwili otworzyła oczy.

Gdy mnie zobaczyła, szybko usiadła i chyba zarumieniła się. Uśmiechnąłem się do siebie i usiadłem obok niej. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą postanowiłem przerwać.

Czkawka – Idziemy? – zapytałem z uśmiechem, który odwzajemniła.

Astrid – Jasne, tylko pójdę do łazienki – powiedziała.

Wstałem i wyszedłem z pokoju udając się do reszty. Chwilę poczekaliśmy na As rozmawiając o feriach. Ustaliliśmy, że pojedziemy do Zakopanego. Teraz trzeba zapytać tylko Astrid, która właśnie usiadła obok Szpadki.

Śledzik – Astrid, wiesz tak się zastanawialiśmy – zaczął – Czy może chciałabyś pojechać z nami na ferie do Zakopanego? – zapytała spoglądając na nią.

Astrid – No cóż – powiedziała i chyba się zamyśliła, bo przymrużyła oczy. Po chwili jednak odpowiedziała – Jasne. Musze tylko powiedzieć mamie – powiedziała i uśmiechnęła się.

Czkawka – Ok – powiedziałem – Czyli to mamy załatwione. Jest jeszcze jedna rzecz – powiedziałem tajemniczo, a inni spojrzeli na mnie.

Sączysmark – Jaka? – zapytała.

Czkawka – Musimy pomyśleć kiedy pojedziemy – powiedziałem.

Zaczęliśmy jeść śniadanie, myśląc przy tym kiedy możemy jechać. W końcu uzgodniliśmy, że pojedziemy w pierwszym tygodniu ferii na tydzień. Spojrzałem na zegar, na którym widniała godzina 9:45. Spędziliśmy nad myśleniem prawie dwie godziny? My to długo myślimy.

Perspektywa Astrid

Spojrzałam na zegar i postanowiłam już iść. Zresztą nie tylko ja, bo Sączysmark, Szpadka, Mieczyk i Śledzik też. Ubraliśmy kurtki i buty, pożegnaliśmy się z Czkawkę i wyszliśmy. Szłam chodnikiem, bo nie miałam daleko do domu, tylko kilka domów od Czkawki. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Szybko wyciągnęłam go i zobaczyłam na wyświetlaczu numer mojej przybranej mamy, Angeli. Moja mama wyjechała jak miałam 3 lata i nie wróciła do tej pory. Nikt nie wie co się z nią stało i czy w ogóle żyje. Pogodziłam się z jej utratą, bo nawet jej dobrze nie pamiętam. Odebrałam telefon.

Astrid – Mama? – zapytałam.

Angela – Astrid? Gdzie ty jesteś? – zapytała trochę ze zmartwieniem.

Astrid – Wracam do domu – odpowiedziałam obojętnie.

Angela – Aha – westchnęła – A kiedy będziesz? – zapytała po chwili.

Astrid – Za 15 minut – odpowiedziałam i rozłączyłam się.

Schowałam mojego Samsunga Galaxy Note 4 w kolorze białym do kieszeni i udałam się do domu. Gdy weszłam, od razu zobaczyłam mamę myjącą naczynia. Tata pewnie jak zwykle w pracy. Nie mam mu tego za złe, bo chce stworzyć dla mnie przyszłość, ale od czasu do czasu mógłby spędzić czas ze mną i mamą.

Astrid – Cześć mamo – przywitałam się, ściągając buty i kurtkę poczym powiesiłam ją.

Angela – Cześć As – odpowiedział i uśmiechnęła się – Jak było? – zapytała, gdy usiadłam przy stole.

Astrid – Dobrze – powiedziałam. Nie miałam ochoty wspominać o incydencie w nocy – To ja może pójdę do pokoju się przebrać – powiedziałam i poszłam po schodach do mojego pokoju.

Gdy weszłam, zobaczyłam wszystko na swoim miejscu, czyli łóżko pościelone, biurko pod ścianą, a na nim czarny laptop. Obok biurka szafa z książkami i płytami DVD, nad biurkiem regały z resztą książek. Po drugiej stronie szafa z ubraniami, a na niej mój kwiatek, który dostałam od taty. Była to Drakona. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne dresy i żółtą koszulkę poczym udałam się do łazienki przebrać.

2 dni później w szkole

Siedziałam z Szpadką i Heatherą przed klasą matematyczną. Nauczycielki w dalszym ciągu nie ma, bo złamała nogę i nie będzie jej jeszcze przez miesiąc. Chłopaków jeszcze nie ma, bo pewnie jadą z Czkawką. No Mieczyk już jest, ale poszedł do swoich kolegów, Marcina i Łukasza.

Szpadka – Astrid, Czkawka kazał ci przekazać, że w piątek spotykamy się u niego i ustalamy co kto weźmie – powiedziała, gdy spojrzałam na nią.

Astrid – Ok. – powiedziałam. Cieszyłam się, bo Heathera jedzie z nami i jeszcze Łukasz.

Heathera – Patrzcie! Chłopaki idą – krzyknęła, a my ze Szpadą spojrzałyśmy w ich kierunku. Mieczyk od razu do nich podbiegł i przywitał się.


Rozdział 5

Perspektywa Heathery

Siedzę na lekcji fizyki z moją przyjaciółką Victorią. Ma rude włosy i zielone oczy. Odkąd pamiętam zawsze trzymałyśmy się razem. Szkoda, że nie jedzie z nami, bo musi jechać z rodzicami na ferie, ale przynajmniej mam Szpadkę i Astrid. Nasz nauczyciel tak przynudza, że nie wiem. Ciekawe jak bawi się Astrid na lekcji? Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie za kaptur od mojej szarej bluzy. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Łukasza.

Heathera – Co? – zapytałam szeptem.

Łukasz – Co ma później 2b? – zapytał również szeptem.

Heathera – A po co ci to? – zapytałam zdziwiona, bo on nigdy nie interesował się tamtą klasą.

Łukasz – Chcę porozmawiać z Astrid – szepnął i się uśmiechnął. Mnie natomiast zatkało i nie wiedziałam co powiedzieć.

Szybko odwróciłam się w stronę tablicy i spojrzałam na naszego nauczyciela. Siedział z nosem w książkach i nic go nie obchodziło. Spojrzałam na Vici, która uśmiechnęła się lekko.

Victoria – O co chodzi? – zapytała po chwili szeptem.

Heathera – O nic. Co mamy robić – zapytałam przyjaciółkę, która wskazała mi zadanie z podręcznika.

Reszta lekcji minęła spokojnie. Łukasz już więcej się nie odezwał, a ja nie odwróciłam się do niego nawet na sekundę. Oj Czkawka! Jeśli chcesz zdobyć Astrid, to się lepiej postaraj!

Perspektywa Czkawki

Ludzie! Ile można mówić o tych ułamkach dziesiętnych?! Nasz pan od historii chyba nadaje się tylko do historii. Od 20 minut próbuje nam wytłumaczyć dzielenie ułamków dziesiętnych, ale po co ja się pytam? Przerabialiśmy to już! Przynajmniej nie musimy nic robić. Spojrzałem na zegar i stwierdziłem, że zostało jeszcze 25 minut.

Czkawka – Mieczyk – szepnąłem do mojego kolegi z ławki – Na której mamy w – f?

Mieczyk – Chyba na 4, a co? – zapytał szeptem.

Czkawka – Nic – odpowiedziałem i spojrzałem na Astrid, która tak samo jak ja się nudziła.

Po 25 minutach siedzenia i nudzenia się, zadzwonił dzwonek! Dziękuję za to, że ktoś wymyślił dzwonki! Szybko wyszedłem z klasy kierując się pod klasę chemiczną, kładąc plecak na ławce i idąc do Łukasza. Zobaczyłem go jak rozmawiał z Astrid. Postanowiłem nie przeszkadzać, ale po chwili obok mnie pojawiła się Heathera.

Heathera – No Czkawka. Powinieneś uważać na Astrid – powiedziała, a ja spojrzałem na nią zdziwiony – Łukasz jak wspomina o As, staje się tak jakby rozmarzony – dodała.

Czkawka – Co ty sugerujesz? – zapytałem oburzony. Astrid podoba mi się, ale czy tak to widać?

Heathera – Lepiej idź tam zanim ktoś ci zabierze dziewczynę – powiedziała i poszła do Szpadki.

Dobra! Podejdę, a co mi szkodzi! Podszedłem i usłyszałem kawałek ich rozmowy, który brzmiał:

Łukasz – To co? Odpowiesz? – zapytał.

Astrid – Nie i nigdy o to nie pytaj! – krzyknęła i odwróciła się w moją stronę.

Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Łukasza, który oddalał się. Nie wiem oc o im poszło, ale o coś czego As nie chciała powiedzieć.

Czkawka – O co poszło? – zapytałem.

Astrid – Nie twoja sprawa! – powiedziała ze złością w głosie i omijając mnie odeszła.

Popatrzyłem na nią z otwartymi ustami. Zawsze myślałem, że jest miła, ale teraz? Może się bardzo zdenerwowała? Usiadłem na ławce przed klasą i czekałem na dzwonek, który po chwili zadzwonił.

Perspektywa Astrid

Usiadłam z Szpadką, która widząc moje zdenerwowanie nie odzywała się i nie wypytywała mnie o nic. Dzisiaj mamy jakieś doświadczenia przeprowadzać, ale to dla mnie łatwizna.

Lekcja minęła szybko i kolejna też. Teraz mamy w – f razem z chłopakami, bo naszego nauczyciela, którego nie miałam okazji poznać, nadal jest nieobecny. Weszłyśmy z dziewczynami do szatni, a zaraz po nas chłopaki. Nigdzie nie widziałam Czkawki. Chyba się na mnie obraził.

Po 5 minutach weszłyśmy na salę. Chłopaki już dawno rozgrzewali się odbijaniem piłki do siatkówki. Nie wiem dlaczego, ale ja tylko umiem i lubię grać w nogę. Podeszłyśmy razem ze Szpadką po piłkę od siatkówki i zaczęłyśmy odbijać. Nagle zauważyłam, że Łukasz mi się przygląda co mi się nie podobało. Zapatrzyłam się na niego i dostałam piłkę w głowę.

Szpadka – Astrid! Przepraszam! Nie chciałam! – powiedziała ze zmartwieniem, a ja wybuchłam śmiechem. Dziewczyna popatrzyła się na mnie dziwnie – No co?

Astrid – Dlaczego się tłumaczysz? – zapytałam – Przecież to w – f i każdemu mogło się to zdarzyć – powiedziałam już to poważnie i z uśmiechem.

Szpadka – Dobrze, że nie jesteś taka jak mój brat – odetchnęła z ulgą – Znamy się dopiero 4 dni, a już cię lubię.

Astrid – Serio? Ja myślałam, że znamy się dłużej – zaśmiałyśmy się i dalej odbijałyśmy.

W pewnym momencie w – fista zadzwonił. Wszyscy ustawiliśmy się na zbiórce i czekaliśmy na jego przemowę. Czkawka rozmawiał z Sączysmarkiem, Śledzikiem i Mieczykiem, ale nauczyciel nie zwrócił na to uwagi.

Pan Roman – Uwaga! Dzisiaj zagramy sobie w siatkówkę podzieleni na dziewczyny i chłopaki – powiedział.

Ustawiliśmy się w kółko. Chłopaki oczywiście również, ale w swoim. Podzieliłyśmy się na dwie drużyny i usiadłyśmy na ławkach, jako, że chłopaki grali pierwsi. Nawet nieźle im to szło, bo większość serwów odbierał Czkawka. Po 20 minutach my weszłyśmy na boisko i zaczęłyśmy grać. Chłopaki poszli na drugą połowę grać w piłkę nożną, a my tu zostałyśmy. Nawet nieźle mi szło. Byłam z Szpadką i kilkoma innymi dziewczynami z naszej klasy.

Szpadka – Astrid! Odbij! – Krzyknęła w moją stronę, a ja w ostatniej chwili odbiłam piłkę lecącą na podłogę.

Perspektywa Czkawki

Kopnąłem z całej siły w piłkę, która wpadła do bramki. Wygrywaliśmy! Spojrzałem w stronę As, która była zajęta grą w siatkówkę.

Sączysmark – Czkawka! – krzyknął i podał mi piłkę, którą z całej siły wykopnąłem, podając ją komuś innemu.

Śledzik – Lecimy! – krzyknął.

Nagle piłka odbiła się od ściany i szybkością światła popędziła w stronę dziewczyna. Akurat stała tam Astrid, która odwróciła się i dostała w twarz, upadając przy tym. Wszyscy podbiegliśmy do niej.

Pan Roman – Astrid nic ci nie jest? – zapytał kucając obok niej.

Czkawka – Astrid? – również kucnąłem obok niej i złapałem za ramię.

Powoli odsłoniła dłonie z twarzy i zobaczyliśmy krew, która leciała jej z nosa. Pan Roman pomógł jej wstać i kazał iść razem z Szpadką do szatni przemyć twarz. I tak był już koniec, więc…

Po dzwonku wyszliśmy na przerwę. Szukałem wzrokiem Astrid, ale jej nie widziałem. Poszliśmy z Śledzikiem pod naszą klasę, bo mieliśmy wychowawczą. Zauważyłem tam Astrid siedzącą i rozmawiającą z Heatherą, Szpadką i Victorią? Widocznie się zaprzyjaźniły.

Śledzik – Wszystko w porządku Astrid? – zapytał ze współczuciem.

Astrid – Tak – odpowiedziała i uśmiechnęła się niepewnie – Czkawka możemy porozmawiać? – zapytała i spojrzała w moim kierunku.

Czkawka – Tak…Jasne – odpowiedziałem i podrapałem się z tyłu głowy.

Poszliśmy dalej pod drzwi i zaczęliśmy rozmawiać.

Astrid – Słuchaj, chciałam cię przeprosić, że na ciebie tak naskoczyłam, ale Łukasz mnie zdenerwował – powiedziała.

Czkawka – Nie musisz – odpowiedziałem, ale chciałem się dowiedzieć o co im poszło – O co wam w ogóle poszło?

Astrid – Może później ci powiem – powiedziała i odeszła.

4 dni później (piątek)

To nasza 3 lekcja, więc jeszcze dwie i do domciu! Dzisiaj przychodzą do mnie Astrid, Sączysmark, Mieczyk, Szpadka i Śledzik ustalić o której wyjeżdżamy. Pod koniec lekcji ktoś zapukał do drzwi, w których po chwili stanął mężczyzn o błękitnych oczach i brązowych włosach.

Mężczyzna – Dzień dobry – powiedział uśmiechając się – Czy ja mógłbym zabrać Astrid? – zapytał.

Nauczycielka – Oczywiście – powiedziała.

As spakowała się i wyszła. Po dwóch godzinach byłem już w domu informując mamą o tym, że dzisiaj przychodzą moi przyjaciele. Dzisiaj wyjątkowo są w domu, więc będziemy u mnie w pokoju. Nagle dostałem sms’a od Astrid.

Astrid – Przyjdziesz do mnie i podasz mi zadanie domowe?

Czkawka – Jasne. O której?

Astrid – Za godzinę.

Czkawka – Ok..:)

Położyłem telefon na biurku i poszedłem się przebrać i wziąć prysznic. Po 30 minutach byłem gotowy do drogi. Nie chciało mi się jechać samochodem, więc poszedłem na piechotę. Szpadka mi mówiła gdzie mieszka, więc dobrze wiedziałem. Stanąłem przed wielkim żółtym domem. Był takiej wysokości jak mój, tylko, że mój jest biały. Zadzwoniłem do drzwi i po chwili zobaczyłem kobietę o ciemno brązowych włosach i szaro – niebieskich oczach. To chyba była mam Astrid, więc po kim ona ma kolor włosów?

Kobieta – Witaj! Jesteś Czkawka, tak? – zapytała z uśmiechem. Dziwne. Ciągle chodzi uśmiechnięta.

Czkawka – Tak – odpowiedziałem.

Kobieta – Wejdź – wszedłem i zobaczyłem ładnie urządzony przedpokój – Jestem Angela, mama Astrid – podała mi rękę, którą pocałowałem – Astrid!

Astrid – Co?! – krzyknęła z góry.

Angela – Ktoś do ciebie! – odpowiedziała. Po chwili po schodach zeszła blondynka ubrana w krótkie spodenki i koszulkę.

Astrid – Czkawka! – powiedziała i podeszła do mnie – Mamo my pójdziemy do mojego pokoju, a później do Czkawki – powiedziała i uśmiechnęła się.

Poszedłem razem z nią do jej pokoju. Był naprawdę świetnie umeblowany. Usiedliśmy na jej łóżku gzie leżały książki od geografii i angielskiego. Widocznie czekała na mnie. Pokazałem je co ma zrobić i trochę jej nawet pomogłem.

Astrid – Dobra. To teraz idziemy do ciebie – powiedziała.

Czkawka – No ok – uśmiechnąłem się. Powoli wstaliśmy z jej łóżka, na którym siedzieliśmy – Powiesz mi coś?- zapytałem idąc w kierunku drzwi.

Astrid – Ale co? – zdziwiła się.

Czkawka – Może to dziwnie zabrzmieć, ale do kogo ty jesteś podobna? – zapytałem.

As westchnęła i opowiedziała mi swoją historię. Zdziwiłem się, że nie poznała matki, ale to nie jej wina. Miała naprawdę ciężkie życie. Nie wiem co ja bym zrobił, gdybym nie znał mojej mamy, ale jak widać Astrid dobrze dogaduje się z Angelą.


Rozdział 6

Perspektywa narratora

Szóstka przyjaciół siedzi w pokoju Czkawki i myśli nad godziną wyjazdu oraz co ma wziąć. Ojciec chłopaka siedzi w salonie przed telewizorem, a Valka przygotowuje obiad. Jako, że od poniedziałku zaczynają się ferie, rodzice bruneta postanowili wyruszyć razem z nimi. Na początku młodzież nie była zadowolona, ale ostatecznie się zgodziła, by mieć spokój.

Sączysmark – Dobra! To jedziemy o 10:00, a co bierzemy ze sobą? – zadał pytanie dotychczas milczący chłopak.

Czkawka – Na pewno ciepłe ubrania, jakieś swoje rzeczy i mapy, kompasy i takie tam – odpowiedział.

Astrid – Ok – powiedziała i uśmiechnęła się – Która godzina? – zapytała po chwili spoglądając na zegar wiszący w pokoju chłopaka.

Czkawka – 19:20 – powiedział spoglądając na swoją komórkę, a później na dziewczynę.

Astrid – To ja będę się już zbierać – powiedziała, wstając i spoglądając na swoich przyjaciół, których nie zna za długo – Obiecałam mamie, że przyjdę wcześniej, bo tata przyjeżdża – usprawiedliwiła się.

Wszyscy zeszli z góry odprowadzić dziewczynę pod drzwi. Valka i Stoick uśmiechnęli się tylko i pożegnali blondynkę. Astrid wyszła z domu i skierowała się w stronę swojego domu gdzie czekali na nią rodzice.

Gdy weszła, od razu zobaczyła swojego ojca siedzącego przy stole i rozmawiającego z jej matką. Była to dość poważna rozmowa, bo ich twarze nie były uśmiechnięte jak zwykle. Dziewczyna szybko zdjęła swoje buty i kurtkę i podbiegła swojego taty, którego widzi raz na tydzień lub dwa.

Astrid – Tato! Wróciłeś! – krzyknęła radośnie przytulając się do mężczyzny.

Angela – Tak, tata wrócił i postanowił, że zostanie na tydzień. Prawda John? – zapytała, spoglądając na swojego męża, który trzymał w ramionach córkę.

John – Tak – odpowiedział. Astrid szybko odsunęła się od niego – Coś się stało?

Blondynka spojrzała najpierw na kobietę, a później na mężczyznę. W jej oczach gromadził się smutek, którego nie mógł nikt zauważyć. Dziewczyna w domu zawsze była poważna i nigdy nie krzyczała ani nie była smutna, więc jej rodzice nie rozpoznali jej miny.

Astrid – Zostajesz w pierwszym czy drugim tygodniu ferii? – zapytała z poważną miną, spuszczając głowę w dół.

John – W pierwszym, a co? – odpowiedział nic nie rozumiejąc.

Astrid – Tylko, że ja jadę z przyjaciółmi do Zakopanego i nie będzie mnie przez tydzień – powiedziała i popatrzyła w oczy swojego ojca.

John – Oh…Wiesz co? – zapytał – To ja postaram się załatwić wolne na drufi tydzień, co ty na to?

Na twarzy Astrid od razu pojawił się uśmiech, który wszyscy oczekiwali od wielu lat. Niebieskooka pokiwała ze zgodą głową i pobiegła do swojego pokoju pakować rzeczy. Po 3 godzinach była już gotowa, więc teraz mogła spokojnie myśleć o poniedziałku. Zeszła do kuchni gdzie usłyszała dziwną rozmowę rodziców.

John – Martwię się o nią. Nie chcę, by coś jej się stało – powiedział do swojej żony, krzątającej się po kuchni i wsypującej coś do obiadu.

Angela – Nic jej nie będzie – odpowiedziała – Jest dorosła i umie o siebie zadbać – dodała.

John – Ale nie chcę stracić kolejnej osoby, na której mi zależy – powiedział ze smutkiem w głosie.

Astrid wróciła wspomnieniami do dnia, w którym dowiedziała się, że jej mama nie wróciła do domu.

Miała wtedy 3 lata. Siedziała wraz ze swoją nianią w domu i bawiła się swoimi lalkami, które dostawała od taty i mamy. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Kobieta podeszła do nich i otworzyła je, ale ciekawska dziewczynka podbiegła do niani i złapała ją za rękę.

Niania – O co chodzi? – zapytała ze zdziwieniem.

Mężczyzna – Pracuję wraz z panią Hofferson – powiadomił.

Niania – Rozumiem. Coś się stało – zapytała zaniepokojona.

Mężczyzna – Tak. Pani Hofferson podczas jednej z wypraw wyruszyła w las i nie wróciła. Szukaliśmy jej wszędzie, ale na marne – powiedziała i spuścił głowę.

Niania – To niemożliwe – powiedziała zapłakanym głosem.

Mężczyzna – Przykro mi – powiedział i odszedł.

Kobieta zabrała dziewczynkę o blond włosach i dwóch warkoczykach do salonu, dzwoniąc po jej ojca. Po 3 minutach był w domu gdzie opiekunka opowiedziała mu o wszystkim. Mężczyzna wziął córkę na kolana i tłumaczył jej o co chodzi.

Do dziś w jej uszach odbijały się słowa wypowiedziane przez jej ojca ,,Twoja mama nie wróci już nigdy.” Z tymi słowami zawsze budziła się w nocy krzycząc i biegnąc do pokoju ojca.

Astrid otrząsnęła się i weszła do kuchni. Na jej widok małżeństwo zakończyło rozmowę.

Poniedziałek

Perspektywa Czkawki

Wszyscy jesteśmy u mnie w domu i czekamy, aż mama wyjdzie z łazienki. Nie wiem co ona tam tak długo robi, ale na pewno potrwa to jeszcze godzinę. Dobrze, że tata właśnie po nią idzie, bo nigdy byśmy nie wyruszyli. Po chwili oboje pojawili się obok nas.

Czkawka – No nareszcie! – powiedziałem – Co tam robiłaś?

Valka – Ah…Poprawiałam makijaż – odpowiedziała i zaśmiała się.

Stoick – To może jedziemy już? – zapytał, spoglądając po nas.

Heathera – Jasne! – odpowiedziała za nas szybko i ruszyliśmy do wana mojego ojca.

Usiedliśmy na swoich miejscach. Mama siedziała z tatą, Śledzik z Sączysmarkiem, Bliźniaki razem, Heathera z Łukaszem, a ja z Astrid. Wydaje się być nieobecna, ale nie wiem dlaczego. Może to dlatego, że pierwszy raz bez rodziców gdzieś jedzie? Postanowiłem zapytać o co chodzi.

Czkawka – Wszystko w porządku? – zapytała z uśmiechem. Ona momentalnie odwróciła głowę od szyby w moją stronę.

Astrid – Tak. Dlaczego pytasz? – odpowiedziała i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

Czkawka – Tak tylko – odpowiedziałem i modliłem się, by mi uwierzyła, ale chyba się udało, bo nic nie mówiła – A co będziesz robiła po przyjeździe? – zapytałem po chwili.

Wzruszyła ramionami i znów spojrzała na obraz za szybą, który szybko się przemieszał i był rozmazany. Nic dziwnego, że tak szybko się poruszaliśmy skoro Wanem kieruje przyjaciel moich rodziców, Pyskacz. Jest on również moim przyjacielem po mimo jego wieku, ale czasami jest denerwujący. Gdy tylko zobaczył jak rozmawiam z As, zaczął mi mówić, że jesteśmy parą i mam robić wszystko, żeby jej nie stracić.

Po dwóch godzinach zaczęło mi się nudzić. Mamy jeszcze przejechać 12 godzin, więc mam sporo czasu na nudy. Spojrzałem do tyłu gdzie siedzieli moi przyjaciele i rozmawiali ze sobą.

Jest już 21:30 i wszyscy śpią. No może oprócz Astrid, która siedzi i nadal patrzy w szybę oraz Pyskacza, który prowadzi. Co jakiś czas zmieniła się z moim tatą lub moja mamą. Szturchnąłem lekko As w ramię i szybko się odwróciła.

Astrid – Co? – zapytała szeptem, by nie obudzić innych.

Czkawka – Czemu nic nie mówisz? – zapytałem. Tak wiem, jestem bardzo ciekawski, ale nic na to nie poradzę.

Astrid – Ale co mam niby mówić? – zapytała ze zdziwieniem w głosie.

Czkawka – Nie wiem. Po prostu coś powiedz, a nie siedzisz tak cicho – powiedziałem i zaśmiałem się.

As pokiwała głową na boki z niedowierzeniem i posłała mi najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałem. Zaczęła się śmiać, a ja razem a nią nawet nie wiedząc z czego. Oczywiście śmialiśmy się cicho. W pewnym momencie zadzwonił jej telefon.

Astrid – To mama – powiedziała i spojrzała na mnie.

Czkawka – Odbierz – uśmiechnąłem się spojrzałem w tył.

Nie przysłuchiwałem się tej rozmowie, ale nie była za ciekawa. Chyba się pokłóciły, ale nie wnikam w to.

4 godziny później

Perspektywa Astrid

Jesteśmy już na miejscu. Wszyscy się obudzili, choć nie byli z tego zadowoleni. Kto, by nie był, gdyby się obudził o 1:30 w nocy. Weszliśmy do pięknego domku gdzie wszędzie były zgaszone światła i pozapalane świece.

Szpadka – Łał… - wydukała tylko to. W sumie to jej się nie dziwię. Mnie też zatkało.

Valka – Niespodziewałam się, że tak pięknie to wszystko przygotują – powiedziała i położyła swoją walizkę na podłogę.

Stoick – Muszę przyznać co kochanie rację – powiedział i pocałował swoją żonę wszyscy odwróciliśmy się, a Czkawka zarumienił.

Czkawka – Musicie? – zapytał zdenerwowany i zawstydzony.

Zaśmialiśmy się i poszliśmy do swoich pokoi. Ja była wraz ze Szpadką i Heatherą, a chłopaki osobno. Byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się zaczesując grzywkę do góry, która opadała mi na oczy. Dziewczyny jeszcze śpią, a jest już 10:00. Normalka. Zaraz! 10:00?!

Astrid – Szpadka! Heathera! – krzyknęłam, a one szybko wyskoczyły z łóżek – Jest 10:00!

Heathera – Zaspałyśmy! – krzyknęła, biegnąc do walizki i ubierając szybko swoje zielone dresy. Zaśmiałam się, ale po chwili sama wraz z Szpadką ruszyłyśmy po nasze ubrania.

Astrid – Gotowe! – powiedziałam, zapinając niebieską bluzę z kapturem.

Szpadka – To idziemy? – zapytała, a my przytaknęłyśmy.

Po chwili zeszłyśmy na dół gdzie byli już chłopaki, rodzice Czkawki i Pyskacz, który spędza z nami ferie. Przeprosiłyśmy za spóźnienie i usiadłyśmy do stołu. Czkawka ciągle patrzył się na mnie, ale nikt tego nie zauważył. I dobrze.

Valka – To idziemy pozwiedzać? – zapytała i spojrzała na nas uśmiechnięta.

Pyskacz – Jak nie, jak tak! – krzyknął uradowany i wstał od stołu – To gdzie idziemy najpierw?

Stoick – Nie rozkręcaj się Pyskacz – powiedział z powagą w głosie – Każdy pójdzie gdzie chce i ma wrócić do 20:00 – dodał.

Czkawka – Naprawdę? – zapytał – Już jak byłem w domu mogłem wracać o 22:00.

Stoick – Ale teraz mamy wolne i masz wracać o tej porze, którą wyznaczyliśmy razem z mamą – powiedział, a właściwie rozkazał.

Po 10 minutach wyszliśmy z domu i każdy poszedł w swoim kierunku. Ze mną poszedł Pyskacz, ale nie wiem po co? W między czasie zrobiłam sobie kitkę zamiast warkocza, którego tak uwielbiam.

Pyskacz – To gdzie idziemy najpierw? – zapytała, a ja przystałam.

Astrid – My? – zapytałam.

Pyskacz – No tak – powiedział i uśmiechnął się.


Rozdział 7

Perspektywa Astrid

Ja nie mogę! Pyskacz ciągle nawija i nawija! Ileż można?! Dobrze, że już mamy wracać do domu, bo musieliby mnie chyba wywieść karetką z przypadkiem ogłuchnięcia. Wreszcie jesteśmy przed domem!

Weszłam do środka, a zaraz po mnie Pyskacz. Nikogo jeszcze nie było poza rodzicami Czkawki. Na mój widok uśmiechnęli się i wskazali na krzesło obok stołu. Usiadłam wraz z Pyskaczem i czekałam na resztę. Nie musiałam długo czekać, bo po 10 minutach i reszta się znalazła.

Sączysmark – Ale było super! – krzyczał już od samych drzwi – Jutro też tam idziemy!

Czkawka – Tak, tak – powiedział znudzony – Co na kolację? – zapytał siadając obok mnie.

Valka – Zobaczysz – powiedziała i zapadła cisza.

Dostaliśmy kolację, którą były kanapki. Zjedliśmy szybko i udaliśmy się do pokoi. Weszłam jako pierwsza, bo Heathera jeszcze rozmawiała z Łukaszem, a Szpadka poszła do swojego brata. Nagle zadzwonił mój telefon, na którym zobaczyłam nieznany numer. Odebrałam, bo może mama kupiła nowy telefon.

Astrid – Halo? – zapytała ostrożnie.

Głos - …

Nikt się nie odezwał, więc rozłączyłam się. Może to była pomyłka? Nagle drzwi do pokoju uchyliły się i wszedł do nich…Czkawka? Co on tu robi?

Czkawka –Wygląda na to, że mamy nową parę – powiedział, a ja otworzyłam ze zdziwienia szerzej oczy.

Astrid – Kogo? – zapytałam ciekawa.

Czkawka – Heathera i… - uśmiechnął się.

Astrid – Nie mów, że Sączysmark – powiedziałam, a on zaśmiał się.

Czkawka – No coś ty! – odpowiedział – Heathera i Łukasz – dodał po chwili spokojniej.

Uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku, na którym po chwili też usiadł Czkawka. Ciekawiło mnie tylko jedno. Po co on tu przyszedł, bo poinformować o tym, że Heathera i Łukasz są razem to chyba nie. Spojrzał na mnie w tym samym momencie co ja na niego. Zaśmialiśmy się.

Czkawka – A jak było z Pyskaczem? – zapytała ciągle się uśmiechając.

Astrid – Nawet mi nie przypominaj – powiedziałam – Ciągle marudził i opowiadał o swoich przygodach jak to poznał twoich rodziców i tak dalej – westchnęłam.

Czkawka – Współczuję ci. Wiem coś o tym – wstał i podszedł do drzwi, jednak zatrzymał się i spojrzał na mnie – Jutro jest przyjęcie w restauracji. Przyjdziesz?

Astrid – Nie wiem. Może – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się nieśmiało.

Czkawka wyszedł, a ja opadłam na łóżko. Miałam dość wrażeń jak na dzisiaj.

Rano

Perspektywa Czkawki

Obudziłem się dzisiaj dość wcześnie. Była może 7:00. Mieczyk, Łukasz, Sączysmark i Śledzik jeszcze spali i to bardzo mocno. Podszedłem do szafy i wziąłem sobie moje ubrania. Przebrałem się w łazience i ruszyłem na dół gdzie jeszcze nie było nikogo. Szkoda, że nie mogliśmy zabrać Szczerbatka, ale na pewno świetnie się bawi w domu Sączysmarka razem z Hakokłem.

Zrobiłem sobie dwie kanapki i udałem się do pokoju, by obudzić resztę. Rodzicie na pewno dzisiaj będą chcieli znowu nas gdzieś wyciągnąć, ale ja się nie dam. Nie wytrzymam kolejnych 10 godzin z Sączysmarkiem. Wszedłem i zobaczyłem, że jeszcze się nie obudzili. Postanowiłem zrobić im żart, ale do tego potrzebne mi są dziewczyny. Poszedłem do ich pokoju i zapukałem, ale nikt nie otwierał, więc wszedłem do pokoju gdzie jeszcze smacznie sobie spały dziewczyny. Podszedłem do As, która jako jedyna się nie wydrze na pół domu.

Czkawka – As…Astrid – szepnąłem jej do ucha. Odwróciła się na drugi bok i dalej spała – Astrid, wstawaj – powiedziałem nieco głośniej, ale tak, by Heathera i Szpadka nie usłyszały.

Po chwili otworzyła oczy i popatrzyła na mnie w szoku. Nie wiedziałem co ma robić, by nie zaczęła krzyczeć. Przyłożyłem jej palec do ust i uciszyłem. Nie odezwała się tylko patrzyła w moje oczy, a ja w jej.

Astrid – Co ty tu robisz? – zapytała szeptem.

Czkawka – Pomóż mi obudzić Heatherę i Szpadkę – szepnąłem do niej.

Astrid – Ale po co? – ta to jest ciekawska. Zupełnie jak ja.

Czkawka – Powiem jak je obudzisz – powiedziałem i wyprostowałem się.

Astrid wyszła i zaczęła budzić dziewczyny, które reagowały tak samo jak As na mój widok. Uśmiechnąłem się i zacząłem przemowę.

Czkawka – Pewnie zastanawiacie się po co was obudziłem, otóż… - jednak nie dane mi było dokończyć.

Heathera – Jeju! Streszczaj się, a nie gadasz jak jakiś psorek! – rozkazała ze znudzeniem.

Czkawka – Dobra, dobra – powiedziałem – Chcę zrobić chłopakom żart, a wy mi w tym pomożecie – wskazałem na nie.

Szpadka – Zaraz! Dlaczego my?! Pogibało cię? – oburzyła się i wstała.

Astrid – Ale co to za żart? – zapytała po chwili.

Czkawka – Chcę… - opowiedziałem im mój plan i od razu się zgodziły.

Weszliśmy do pokoju z wodą i sznurkami. Przywiązaliśmy chłopaków do łóżka i stanęliśmy w dalekiej odległości od nich. Każdy z nas trzymał wiadro z wodą.

Czkawka – Na trzy lejemy – powiedziałem szeptem, a dziewczyny pokiwały głową – Raz, dwa i…Trzy! – krzyknąłem i wylaliśmy na nich wodę.

Obudzili się szybko wystraszeni, ale nie mogli wstać. Byli przywiązanie i patrzyli na nas ze zdziwieniem. My natomiast śmialiśmy się z nich i nie mogliśmy przestać. Błagali nas, żebyśmy ich rozwiązali, ale nie zgodziliśmy się.

Mieczyk – Szpadka jak tylko stąd wyjdę, obiecuję ci, że długo nie pożyjesz! – krzyknął zdenerwowany.

Szpadka – A kto powiedział, że wyjdziesz stąd? – zaśmiała się, a my razem z nią.

Łukasz – Serio Czkawka? Ty przeciwko nam? – powiedział z urażeniem.

Heathera – Wypuścimy was, ale pójdziecie z nami dzisiaj na zakupy – powiedziała. Spojrzałem na nią z niedowierzeniem. No to ich wkopałem – To jak? – zapytała po chwili ciszy.

Sączysmark – Niech będzie! – krzyknął, a Mieczyk i Łukasz spojrzeli się na niego – No co? Nie mam zamiaru tu leżeć cały dzień! Głodny jestem! – krzyknął.

Rozwiązaliśmy ich poczym poszli do łazienki się wysuszyć. My zeszliśmy na śniadanie gdzie zobaczyliśmy mamę i tatę. Pyskacz pewnie jeszcze spał. Usiedliśmy na krzesłach i czekaliśmy na śniadanie.

Stoick – A gdzie chłopaki? – zapytał spoglądając na nas.

Nie wytrzymaliśmy i parsknęliśmy śmiechem. Opowiedziałem całą pobudkę rodzicom, którzy też zaczęli się śmiać. Po chwili dołączyli do nas Mieczyk, Łukasz i Sączysmark. Po zjedzeniu śniadania rodzice gdzieś wyszli i my też mieliśmy taki zamiar. Mi co prawda nie chciało się iść, bo Sączysmark znów chciał jeździć na nartach, ale znudziło mi się to. Postanowiłem, że dzisiaj nigdzie nie pójdę. Wszyscy wyszli, a ja zostałem w domu.

Po godzinie zacząłem się nudzić, więc poszedłem po laptopa sprawdzić czy coś jest na facebooku. Znowu były tam jakieś teksty od jakichś dziewczyn, które nie dają mi spokoju w szkole. Zauważyłem na stole telefon As, pewnie go zapomniała. Po chwili przyszedł sms. Chciałem wstać i sprawdzić, bo może to od jej rodziców, ale ktoś wszedł do domu. Była to Astrid.

Astrid – A ty nie poszedłeś? – zapytała.

Czkawka – A tak jakoś – powiedziałem – Sms ci przyszedł.

Astrid – Aha – powiedziała i zdjęła kurtkę oraz buty. Podeszła do telefonu i zaczęła coś sprawdzać.

Spojrzałem na nią. Jej mina była dziwna, tak jakby przestraszona. Chyba coś się stało. Włożyła telefon do spodni i usiadła obok mnie. Zamknąłem laptopa i odwróciłem się w jej stronę. Spojrzałem w jej oczy, które były zamyślone i złapałem ją za ręce.

Czkawka – Co się stało? – zapytałem z troską.

Astrid – Nic. Mama prosi mnie bym zadzwoniła później – powiedziała, ale ja wiedziałem, że kłamie.

Perspektywa Astrid

Znowu dostałam jakiegoś dziwnego sms. Wczoraj dostała jednego o treści ,,Jesteś podobna do matki.” Dzisiaj dostałam ,,Jak w szkole?” Nie wiem od kogo on jest, ale ten ktoś musiał znać moją mamę. Nie chcę mówić o tym Czkawce, bo znając go będzie kazał mi to powiedzieć rodzicom, a oni mają swoje problemy.

Czkawka – Chcesz gorącej czekolady? – zapytał, spoglądając na mnie z uśmiechem.

Astrid – Poproszę – uśmiechnęłam się i wstałam.

Poszłam do pokoju po mój tablet, by napisać do mamy na e – maila. Gdy zeszłam, Czkawka już siedziała z czekoladą i pisał coś na laptopie. Usiadłam obok i wzięłam kubek z czekoladą, którą uwielbiam. Spojrzałam ukradkiem na to co robi Czkawka i zaśmiałam się, widząc jak odpisuje na facebooku dziewczynom z naszej szkoły. Po chwili odłożył laptop i popatrzył na mnie.

Czkawka – Z czego się śmiejesz? – zapytał i uniósł jedną brew w górę.

Astrid – Z tego, że musisz odpisywać tym wszystkim dziewczynom – odpowiedziałam i zaśmiałam się głośniej.

Czkawka – Bardzo śmieszne – powiedział – Ale nie myśl sobie, że ty też nie będziesz oblegana przez chłopaków – wyszeptał mi na ucho.

Popatrzyłam na niego pytająco. O co mu chodzi? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, ale jeśli on mówi, że w szkole uważają mnie za najpiękniejszą to się grubo myli. Przecież ja się nigdy do innych nie uśmiecham poza naszą paczką o ile do niej należę. Ale chyba tak.

Astrid – Czy ty mi sugerujesz, że… - zapytałam, ale przerwał mi.

Czkawka – Tak – powiedział i jeszcze bardziej się uśmiechnął.

Astrid – Wiesz, że się mylisz? – zapytała, gdy oparłam głowę o kanapę.

Czkawka – Tak sądzisz? – zapytał z chytry uśmiechem.

Astrid – Tak, tak sądzę – odpowiedziałam i chwilę później zwijałam się ze śmiechu.

Czkawka zaczął mnie łaskotać i nawet nie myślał, żeby przestać. Nienawidzę, gdy ktoś mnie łaskocze, ale w jego przypadku jest to dziwnie przyjemne, ale i tak nienawidzę jak mnie łaskocze ktoś.

Astrid – Przestań! – krzyknęłam nadal się śmiejąc.

Czkawka – A co będzie w zamian za to? – zapytała i na chwilę przestał mnie łaskotać.

Astrid – To – powiedziałam i uderzyłam go w ramię, że spadł z kanapy.

W samą porę, bo drzwi się otworzyły i weszli do nich rodzice Czkawki. Popatrzyłam na zegar, który wskazywał na godzinę 18:00. Więc tak długo tu siedzieliśmy? Mama Czkawki poszła do kuchni, a jego ojciec usiadł naprzeciwko nas w fotelu.

Stoick – Co robiliście? – zapytała i uśmiechnął się podejrzliwie.

Czkawka – A nic – powiedział, jedna jego tata spojrzał na nas swoimi zielonymi oczami, które odziedziczył Czkawka – Siedzieliśmy i przeglądaliśmy facebooka – dodał po chwili.

Stoick – No dobrze – powiedział i spojrzał na mnie – A ty Astrid? Dlaczego tak wcześnie wróciłaś? – zapytał.

Astrid – Pyskacz za bardzo marudził – odparłam i zaśmialiśmy się we trójkę.

Do pokoju weszła Pani Valka i podała kubek mężowi. Usiadła na drugim fotelu, który również znajdował się naprzeciwko nas. Uśmiechnęła się i wzięła łyk kawy, którą pewnie zrobiła jak rozmawialiśmy z ojcem Czkawki. Po chwili drzwi kolejny raz się otworzyły i weszła cała paczka z Pyskaczem na czele. Szybko ściągnęli kurki i buty, które były całe ze śniegu. Spojrzałam przez okno i uświadomiłam sobie, że sypie śnieg.

Valka – Usiądźcie, a ja zrobię kolację – powiedziała i wstała – Pomożesz mi Stoick? – zapytała po chwili.

Stoick – Oczywiście kochanie – odpowiedział i również wstał, udając się do kuchni wraz z mamą Czkawki.

Pyskacz – No co robiła nasz urocza parka? – zapytał. Wraz z Czkawka spojrzeliśmy na siebie trochę zarumienieni.

Czkawka i Astrid – My nie jesteśmy parą! – krzyknęliśmy w tym samym czasie.

Pyskacz – No niech wam będzie – powiedział.

Uśmiechnęłam się i podkuliłam nogi pod brodę. Zostajemy tu jeszcze 3 dni, ponieważ w sobotę rano już jedziemy, a następny tydzień spędzę z rodzicami. Nawet się cieszę, że tata wziął te wolne w pracy, by posiedzieć z nami w domu, ale wydaje mi się, że mama go namówiła. Mimo, że nie jest moją prawdziwą mamą, ale zachowuje się jakby nią była.

Sączysmark – To co robimy teraz? – zapytał, spoglądając na Czkawkę.

Czkawka – Czekamy na kolację – odpowiedziała, a my wybuchliśmy śmiechem.

Mieczyk – A może później pójdziemy wszyscy do czyjegoś pokoju i zagramy sobie w coś? – zaproponował i spojrzała po naszych twarzach.

Śledzik – Ale ty wiesz, że… - zaczął.

Sączysmark – Zgoda! – krzyknął, przerywając Śledzikowi wypowiedź.


Rozdział 8

Perspektywa Czkawki

Na szczęście rodzice poszli już spać, a my weszliśmy do pokoju dziewczyn. Mieczyk uparł się, że musimy zagrać w butelkę i koniec. Czasami zastanawiam się z kim ja się w ogóle zadaję. Usiedliśmy w kółku i zastanawialiśmy się kto ma kręcić. W końcu wypadło na Sączysmarka.

Sączysmark – Uważaj Astriś, bo jeszcze na ciebie wypadnie i co wtedy będzie? – oznajmił i zapytał.

Astrid – Wtedy wylecisz stąd z krzykiem – odpowiedziała z uśmiechem.

Sączysmark – Dlaczego? – zapytał.

Czkawka – Kręcisz czy nie?! – zapytałem zirytowany.

Zakręcił i wypadło na Śledzika. Biedny. Jestem ciekaw co mu teraz zada Sączysmark, ale na pewno nic lekkiego. Po chwili usłyszeliśmy pytanie.

Sączysmark – Prawda czy wyzwanie? – zapytał z chytrym uśmiechem.

Śledzik – Znając ciebie biorę pytanie, albo czekaj! Biorę wyzwanie – odpowiedział.

Sączysmark – No dobrze – powiedział i zaczął się zastanawiać – Co, by ci tu…Mam! Podejdź do Astrid i pocałuj ją w policzek – powiedział, a my wszyscy spojrzeliśmy się na Astrid.

Kipiała cała ze złości. Śledzik musiał wykonać zadanie, więc wstał i podszedł do niej kucając obok. Niechętnie dała się pocałować, ale nawet nie było tego widać. Śledzik zakręcił i wypadło na Szpadkę, która miała zaśpiewać ,,Pójdę boso”, ale jej to nie wyszło, bo za bardzo fałszowała, aż w końcu kazaliśmy się jej zamknąć, bo obudzi mamę i tatę. Później wypadło na As, która miała wyjść na balkon i stać na nim przez 10 minut. Trochę było jej zimno, bo była w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce, co służyło jej za piżamę. Mieczyk miał obliczyć ile jest dwa razy dwa, ale odpowiedział 5. My wybuchliśmy śmiechem. Sączysmark wziął pytanie i miał powiedzieć ile razy oberwał od dziewczyny. Oczywiście nie powiedział prawdy, ale mniejsza. Teraz wypadło na mnie.

Sączysmark – Co wybierasz Czkawuś? – zapytał.

Czkawka – Wyzwanie – odpowiedziałem pewny siebie.

Sączysmark – Masz napisać na fecebooku do Ilony, że ją kochasz – powiedział, a mnie zatkało.

Czkawka – Że co? – wydukałem z siebie.

Szpadka – No, no. Masz pole do popisu Czkawka – zaśmiała się, ale mnie nie było za bardzo do śmiechu.

Skończyliśmy o około 23:00. Chłopaki wraz ze mną poszli do naszego pokoju. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

2 dni później

Perspektywa narratora

Zielonooki chłopak o brązowych włosach siedział właśnie z rodzicami na kanapie przed telewizorem. Wyglądał na zamyślonego, ale tak nie było. Był zmartwiony. Zauważyła to kobieta, która od razu zapytała o co chodzi.

Valka – O co chodzi Czkawka? – zapytała z niepokojem.

Czkawka – Nic – odpowiedział od niechcenia – Astrid od dwóch dni nie wychodzi z pokoju i nie odzywa się – poinformował.

Stoick – A wiesz może co się stało? – zapytał, widząc minę syna.

Czkawka – Nie – odpowiedział krótko.

Valka – A Heathera i Szpadka nie rozmawiały z nią? – zapytała po chwili odrywając wzrok od ekranu.

Brunet westchnął i pokiwał przecząco głową. Odkąd blondynka pojawiła się w jego życiu stał się inny. Bardziej opiekuńczy i czuły. Nigdy nie myślał, że może taki być, ale jak widać pozory mylą. Nagle usłyszeli kroki na schodach i po chwili zobaczyli przygnębioną Szpadkę.

Szpadka – Czkawka… - zaczęła.

Czkawka – Co się stało? – zapytał ze zmartwieniem.

Szpadka – Astrid ma gorączkę i płacze – odpowiedziała.

Valka – Co się stało? – skierowała pytanie do dziewczyny, która stała ze spuszczoną głową.

Szpadka – Nie wiem – odpowiedziała i skierowała się na górę.

Czkawka nic nie mówiąc od razu pobiegł do pokoju dziewczyn. Nie było tam nikogo oprócz Astrid, która szlochała i leżała przykryta, aż po szyję. Chłopak wszedł do pokoju i usiadł obok niej na łóżku. Delikatnie złapał jej rękę.

Czkawka – Co się stało? – zapytał, a dziewczyna momentalnie rzuciła mu się na szuję – Ciii…Co się stało?

Astrid – Moja mama…Ona, ona jest w szpitalu – powiedziała, a jej ciało wstrząsnął szloch – Jest w ciężkim stanie – dodała po chwili.

Czkawka – Wyjdzie z tego, zobaczysz – pocieszył dziewczynę i zaczął głaskać ją po włosach.

Astrid – Nie – szepnęła krótko i oderwała się do chłopaka – Już raz straciłam mamę i nie chcę stracić jej po raz kolejny – powiedziała nadal szepcząc.

Chłopak spojrzał w jej oczy, które tym razem nie były przepełnione obojętnością, lecz strachem i żalem. Żalem, ale do kogo? Tego nie mógł określić. Blondynka wstała z łóżka i chwiejnym krokiem podeszła do drzwi. Czkawka podążył za nią i wkrótce znaleźli się w salonie.

Valka – Astrid masz gorączkę – powiedziała i podeszła do dziewczyny dotykając jej czoła.

Astrid – Tak, wiem – odpowiedziała zachrypniętym głosem.

Valka – Może powinnaś wrócić do domu? – zapytała z troską, ale dziewczyna pokręciła głową na znak niezgody.

Stoick – Nie męcz jej – odezwał się a kanapy i spojrzał w ich stronę.

Kobieta westchnęła i wróciła do męża. Czkawka uśmiechnął się i zaprowadził Astrid do pokoju dziewczyn. Gdy tylko usiadła na łóżku, przykryła się i położyła. Po chwili zasnęła.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się i chyba była noc. Spojrzałam po bokach i zobaczyłam, że dziewczyny śpią. Strasznie kręciło mi się w głowie i było mi niedobrze. Jestem ciekawa co będzie z mamą. Nie chcę jej stracić, tylko ona jedyna mnie rozumie. Co jeśli z tego nie wyjdzie? Nie, przecież jest silna i właśnie tego nauczyłam się od niej. Ale nadal się o nią martwię. Właśnie z tą myślą zasnęłam.

Rano obudziły mnie krzyki z dołu. Szybko zerwałam się z łóżka i nawet nie zakręciło mi się w głowie. Chyba już mi przeszło. Zeszłam biegiem na dół i co zobaczyłam? Zobaczyłam Heatherę i Łukasza, którzy na siebie krzyczą. Chwilę później zobaczyłam resztę moich przyjaciół schodzących po schodach i stających obok mnie.

Śledzik – C – Co jest? – zapytała zaspanym głosem.

Szpadka – Właśnie – dodała i oparła głowę o ramię Mieczyka, który tak samo jak inni przysypiał.

Czkawka – No nic. Trzeba będzie zapytać co się stało – powiedział i pomaszerował w ich kierunku, a my za nim.

Łukasz – I ty się jeszcze nazywasz moją dziewczyną?! – zapytał ze wściekłością.

Heathera – Nie! Zrywam z tobą! – krzyknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.

Czkawka podszedł do nich i ich rozdzielił. Ciekawe o co im poszło? Gdy już Czkawka miał coś powiedzieć, znów zaczęli się kłócić i na siebie krzyczeć. Nie no! Zaraz zwariuję w tym domu! Ponad godzinę zajęło nam uspokajanie ich, bo nie chcieli rozmawiać, ale w końcu udało się. Wszyscy usiedliśmy do stołu.

Czkawka – Więc o co chodzi? – zapytał, spoglądając na nich.

Łukasz – Jej się zapytaj, a nie mnie! – powiedział oburzony i wskazał palcem na Heatherę. Ta tylko popatrzyła się na niego i zrobiła obrażoną minę.

Czkawka – Heathera? – zapytał.

Hetera – No co? – zapytała – Nie moja wina, że leci na każdą dziewczynę! – wykrzyknęła i wstała z krzesła.

Sączysmark – Jak byś była ze mną, to bym nigdy cię nie opuścił – rozłożył ręce w geście przytulenia jej, ale ona tylko prychnęła.

Heathera – Astrid, Szpadka idziemy – rozkazała, my spojrzałyśmy na siebie.

Westchnęłam i podążyłam za nią. W końcu pierwszy raz widzę ją w takim stanie. W pokoju wszystko nam opowiedziała o tym jak Łukasz zaczął uśmiechać się do innej dziewczyna na stoku, a ona do niego. To była naprawdę męcząca rozmowa, podczas której musieliśmy ją parę razy ze Szpadką uspokajać.

Po skończonej rozmowie ustaliliśmy z Szpadką, że ona gdzieś zabierze Heatherę, a ja zostanę, bo nie mogę jeszcze wychodzić. Oczywiście tak powiedziała mama Czkawki. Postanowiłam ten wolny czas wykorzystać na zadzwonienie do taty i zapytać co u mamy. Wybrałam odpowiedni numer i przyłożyłam telefon do ucha. Po chwili odezwał się głos mojego taty.

John – Tak? – zapytał.

Astrid – Jak mama? Co z nią? – zapytałam zmartwionym głosem.

John – Lekarze mówią, że na razie jest w porządku i może jeszcze wyjdzie w tym tygodniu – odpowiedział z radością.

Astrid – Świetnie! – krzyknęłam – Pozdrów ją ode mnie – dodałam z uśmiechem na twarzy.

John – Dobrze, ale teraz musze już kończyć, bo mnie wzywają w pracy – powiedział i rozłączył się.

Cóż, przynajmniej jedna dobra wiadomość w tym dniu. Nagle usłyszałam za sobą śmiech. Doskonale wiedziała do kogo on należy. Odwróciłam się i tak jak przypuszczałam zobaczyłam Czkawkę.

Astrid – Z czego się tak śmiejesz? – zapytałam ze zdziwieniem.

Czkawka – Nie uwierzysz, ale Ilona chce się ze mną umówić – powiedział ze śmiechem.

Astrid – I co z tego? – zapytałam nadal na niego spoglądając.

Czkawka – No to, że kupiła ten żart co wymyślił Sączysmark – odpowiedział, a ja stuknęłam się w czoło – No co?

Astrid – Już nic – powiedziała i usiadłam na kanapie.

Wyłączyłam telefon i schowałam go do kieszeni. Nikt pewnie nie zadzwoni, więc po co mam mieć go włączonego? Spojrzałam na telewizor gdzie były pokazywane jakieś samochody. Nie dla mnie, więc szybko odwróciłam wzrok. Obok mnie usiadł Czkawka i z zaciekawieniem zaczął spoglądać na telewizor. Po godzinie zaczęło mi się nudzić i poszłam do pokoju.

Perspektywa Czkawki

Dobra, cieszę się, że z mamą As jest już w porządku, ale żeby od razu nic nie powiedzieć na to, że idę gdzieś z Iloną? Chyba przez gorączkę w głowie jej się pomieszało. Siedzę i oglądam samochody, ale bardziej skupiam się nad tym czy mam iść z Iloną. Czemu, by nie? Ale czy ona sobie czegoś nie pomyśli? Zaryzykuję!

Po kilku następnych godzinach usłyszałem otwieranie drzwi i do domu weszli mama, tata, Pyskacz, Sączysmark, Śledzik, Mieczyk, Szpadka, Heathera i Łukasz. Ciekawe jak udało im się namówić Heatherę i Łukasza do wspólnej wyprawy?

Stoick – Czkawka jesteś już spakowany? – zapytał, a ja przytaknąłem. Jutro już wyjeżdżamy, a szkoda.

Valka – A Astrid? – zapytała.

Czkawka – Pewnie tak – odpowiedziałem.

Valka – Dobrze – powiedziała – Postanowiliśmy, że dzisiaj wyjeżdżamy, a jutro już będziemy w domu – dodała po chwili.

Czkawka – Ok. – powiedziałem i uśmiechnąłem się.

Wieczorem weszliśmy do wana i zajęliśmy swoje miejsca. Łukasz i Heathera siedzieli osobno, więc Szpadka dosiadła się do Heathery, a Łukasz nadal siedział sam. Ja siedziałem z Sączysmarkiem, Śledzik z Pyskaczem, a Astrid z Mieczykiem. Przez całą drogę rozmawialiśmy o tym co będziemy robić przez następny tydzień.

Mieczyk – Ja i siostra jedziemy na lodowisko, bo się uparła – powiedział do nas szeptem.

Szpadka – Słyszałam! – krzyknęła. Wszyscy zaśmialiśmy się.

Śledzik – A może się jeszcze gdzieś spotkamy? – zapytał nagle.

Sączysmark – Dobry pomysł! – powiedział zadowolony – Tylko gdzie?

Astrid – Możecie u mnie – powiedziała.

Uzgodniliśmy wszystko. Będziemy oglądać horrory. Nie wiem jak wytrzymają to dziewczyny, ale jakoś na pewno. Czekało nas kolejne 14 godzin jazdy, więc zasnąłem po 4 godzinach.

Obudziłem się. Pierwsze co zrobiłem to spojrzałem na mój telefon, a dokładnie na godzinę, która na nim była. Jest 10:00, czyli zaraz powinniśmy być na miejscu. Rozejrzałem się po Wanie i zobaczyłem tylko rozmawiających Pyskacza i tatę. Mama prowadziła. Reszta jeszcze spała, ale ja już nie mogłem. Podłączyłem sobie słuchawki do telefonu i puściłem muzykę. Było tam kilka moich ulubionych, ale najbardziej podoba mi się ta ,,I Need Your Love.” Nagle poczułem szturchnięcie w bok i zobaczyłem Sączysmarka pokazującego na…Astrid! Jak ona pięknie wygląda jak śpi.

Sączysmark – Jeszcze będzie moja – szepnął i uśmiechnął się. Przewróciłem oczami i wróciłem do oglądania jej. Po chwili zaczęła się budzić.

Astrid – Jesteśmy już na miejscu? – zapytała, przeciągając się.

Czkawka – Nie, ale za kilka minut będziemy – powiedziałem i uśmiechnąłem się.

Szpadka – Ile jeszcze? – zapytała siadając bliżej nas.

Śledzik – Jakieś 20 minut – powiedział i wyciągnął książkę do czytania.

Po 20 minutach byliśmy już przed moim domem. Tata wyciągał nasze walizki i podawał je każdemu po kolei. Nagle podjechał biały samochód. Wyszedł z niej tata As i podszedł do niej.

John – Astrid zaraz jadę po mamę do szpitala – powiedział – Jedziesz ze mną? – zapytał z uśmiechem.

Astrid – Jasne – odpowiedziała widocznie szczęśliwa.

John – To chodź – powiedział i wziął jej walizkę – Dziękuję za opieką nad nią – wsiadł do auta i zwrócił się do moich rodziców.

Perspektywa Astrid

Weszliśmy do szpitala gdzie zauważyłam mamę idącą z walizką. Szybko podbiegłam do niej i ją przytuliłam najmocniej jak potrafiłam. Odwzajemniła uścisk i po chwili przytuliła tatę. Dobrze, że mam ich oboje.

Angela – To jedziemy do domu czy na zakupy? – zapytała.

Astrid – Jak chcesz – uśmiechnęłam się, ale jej mina posmutniała. Ciekawe dlaczego?

John – To może do domu? – zaproponował – W końcu obie jesteście zmęczone.

Astrid – Ok. – powiedziałam i wyszliśmy ze szpitala.

Wsiadłam do auta i pojechaliśmy do domu. Tata kazał mamie poleżeć w łóżku, żeby trochę odpoczęła, ale nie zgodziła się. Czasami zastanawiam się czy nie mamy takich samych charakterów.

Tydzień później – poniedziałek

3 lekcja, a dzisiaj mamy 5. Cieszę się, bo mama obiecała mi, że dzisiaj jedziemy na zakupy po nowe buty. Podczas tego tygodnia dużo się zmieniło. Czkawka zaczął chodzić z Iloną, z którą spotkał się podczas ferii. Są szczęśliwi, ale Ilona chyba mnie nie lubi.

Szpadka – Wpadniesz dzisiaj do mnie? – zapytała z podekscytowaniem.

Astrid – Jasne, ale może wieczorem – powiedziałam z uśmiechem.

Szpadka – Spoko – odpowiedziała i podeszła do Mieczyka.

Heathera i Łukasz nadal sie do siebie nie odzywają i chyba już nie będą. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Czkawkę idącego wraz z Iloną. Ma ona czarne włosy i brązowe oczy. Jest ładna, ale podobno jest wredna.

Czkawka – Cześć – powiedział.

Astrid – Cześć – uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.

Ilona – Czkawuś siedzisz ze mną na historii? – zapytała, robiąc słodkie oczka.

Czkawka – Ale… - zaczął. Zawsze siedzi ze mną na historii, ale może zrobić wyjątek.

Astrid – Ok. – powiedziałam, a on podarował mi pełne wdzięczności spojrzenie.

Weszliśmy do klasy po dzwonku i jak zawsze na dzień dobry kartkówka. Skąd ja to znam? Tylko nasz nauczyciel od historii potrafi to zrobić. Dobra. Dostałam 6, ale sama nie wiem jak. Przecież się nie uczyłam, ale nawet mi to pasuje. Po dwóch godzinach zadzwonił dzwonek. I koniec lekcji!


Rozdział 9

Perspektywa Czkawki

Chodzę z Iloną dopiero tydzień i już mam jej dość! Ciągle mówi i mówi i nic z tego nie ma. Sam nawet nie wiem dlaczego z nią chodzę. Wróciłem do domu gdzie jak zwykle siedział i czekał na mnie Szczertek. Moje kochane psisko.

Czkawka – Cześć Mordko! – przywitałem się, a on zaczął mnie lizać – Wystarczy – zaśmiałem się.

Szybko wstałem i podszedłem do szafki. Nasypałem Szczerbkowi karmy i usiadłem kanapie. Nic nam nie zadali, bo pierwszy dzień po feriach, ale nauczyciel od historii trochę przegiął. No niby dostałem 6, ale gorzej z innymi. Po 5 godzinach wrócili moi rodzice i zjedliśmy kolację. Nagle zadzwonił mój telefon.

Valka – Kto to? – zapytała.

Czkawka – Heathera – odpowiedziałem krótko.

Przyłożyłem go do ucha i usłyszałem przestraszony i zrozpaczony głos dziewczyny.

Czkawka – Uspokój się – powiedziałem spokojnie, chociaż sam byłem zdezorientowany.

Heathera – Astrid miała wypadek i jest w szpitalu razem ze swoją mamą – powiedziała zapłakanym głosem.

Czkawka – Gdzie? – zapytałem.

Podała mi adres. Rozłączyłem się i spojrzałem na rodziców, którzy byli bardzo ciekawi. Powiedziałem im wszystko i szybko wsiedliśmy do auta. Po 15 minutach byliśmy na miejscu gdzie zobaczyliśmy ojca As. Chodził w kółko. Podeszliśmy do niego.

Stoick – Co się stało? – zapytał.

John – Angela razem z As miały jechać na zakupy. Nagle z za krętu wyjechała ciężarówka i w nie uderzyła – powiedział, a mi świat się zawalił.

Usiadłem na krześle i zacząłem czekać na informacje. Po godzinie wyszedł do nas lekarz. Miałem złe przeczucia, ale nie mogłem nic zrobić.

Lekarz – Udało nam się uratować pana żonę i córkę – powiedział, a mi kamień z serca spadł – Ale córka się nie wybudziła – dodał.

John – Mogę zajrzeć do żony? – zapytał.

Lekarz – Proszę, ale tylko na chwilę – powiedział i odszedł.

Mama podeszła do mnie i przytuliła. Dobrze, że mam moich rodziców, na których mogę zawsze polegać. Po 5 minutach na sali rozległ się dźwięk respiratoru. Lekarze szybko pobiegli na salę, wypraszając ojca Astrid.

Valka – Co się stało? – zapytała zmartwiona.

John – Powiedziała, że mnie kocha, a Astrid była dla niej jak córka i zemdlała – powiedział, trzęsąc się.

Stoick – Musimy być dobrej nadziei – powiedział z uśmiechem, który mu za bardzo nie wyszedł.

Po kilkunastu minutach lekarze wyszli i podeszli do Pana Hoffersona. Mówili coś i kręcili przecząco głową. Ojciec Astrid usiadł załamany na krześle, a ja wiedziałem, że stało się coś złego.

Stoick – I co? – zapytał.

John – Angela nie żyje – powiedział przez łzy.

Valka – Tak nam przykro – usiadła obok i zaczęła pocieszać go.

John – A co będzie jeśli dowie się Astrid? A co jeśli ona się nie wybudzi? – zadawał pytania, a łzy coraz bardziej spływały mu z oczu. Podszedł do nas lekarz i wręczył Panu Hoffersonowi telefon.

Lekarz – Tylko to znaleziono przy niej – powiedział i poszedł.

John – I co teraz? – zapytał.

Stoick – Wszystko się ułoży – pocieszył go.

John – As zawsze uważała, że Angela jest taka silna jak ona, ale to nie prawda – wyznał – Angela nie wierzyła w siebie, a Astrid przeciwnie. Była podobno do jej matki – powiedział z uśmiechem.

Moja mama podeszła do niego i usiadła obok. To nie może się tak skończyć. Astrid dopiero mieszka tu 3 tygodnie i już jest w szpitalu. Przesiedzieliśmy tak kilka dni, ale As nadal się nie wybudziła. Już niedługo będzie miesiąc i nic. Ojciec Astrid pożegnał się z jego żoną, ale nadal siedzi w domu. Codziennie do niej chodzę i sprawdzam czy się obudziła. Jak śpi przypomina anioła, który na chwilę zasnął i zaraz się obudzi, ale nie wiadomo czy tak będzie. Boję się tylko tego, że Astrid już nigdy nie spojrzy na mnie swoimi niebieskimi oczami…

Perspektywa Astrid

Ciemność…Wszędzie widzę tylko ją. Pochłania mnie cała. Nie mam siły walczyć. Nie wiem co się dzieje wokół mnie. Pamiętam tylko krzyki mamy, która krzyczała moje imię. Później nastąpiła ta ciemność, z którą nie umiem walczyć. Nie chcę się poddawać, ale nie potrafię walczyć. Wiem, że już się poddałam i będę znów z mamą. Tak bardzo chcę ją zobaczyć. Widzę białe światło, a gdy już go dotknęłam, ktoś ciągnie mnie do tyłu. Światło się oddaliło, a ja przestałam oddychać. Więc to już koniec? Moje życie się skończyło? Ale nigdzie nie widzę uśmiechów na twarzach. Łzy i tylko one pojawiają się przed moimi oczami. Nie poddam się! Będę walczyć do końca!

Powoli otworzyłam oczy i odetchnęłam głęboko. Jasne światło nadal mnie raziło. W pokoju nie było nikogo, a sama nie wiedziałam gdzie jestem. Do czasu. Coś zaczęło pikać, spojrzałam na swoje ręce i zobaczyłam kroplówki oraz bandaże. Ktoś wszedł do środka. To chyba lekarz.

Lekarz – Nareszcie się obudziłaś – powiedział z uśmiechem.

Astrid – Co się stało? – zapytałam zachrypniętym głosem.

Lekarz – Miałaś wypadek samochodowy, ale już jest wszystko w porządku – odpowiedział i poprawił mi kroplówki – Odpocznij, a ja powiadomię twoje tatę.

I wyszedł. Zasnęłam pomimo tego, że nie chciało mi się. Gdy obudziłam się, zobaczyłam tatę, Czkawkę, jego rodziców, Pyskacza, Sączysmarka, Szpadkę, Heatherę, Mieczyka i Śledzika. Oni wszyscy przyszli do mnie?

Śledzik – Astrid! – krzyknął w moją stronę.

Astrid – Tak – powiedziałam.

John – Jak się czujesz? – zapytał nawet się nie uśmiechając.

Astrid – Dobrze – powiedziałam. Ale coś mi tu nie pasowało. Gdyby wszystko był ok., to tata uśmiechał, by się – Co z mamą? – zapytałam po chwili.

Wszyscy spuścili głowy, a tata miał łzy w oczach. Oni chyba nie chcą mi powiedzieć, że…Nie! To nie możliwe! Mama nie mogła mnie tak po prostu zostawić! Kocham ją!

Astrid – Chyba nie… - zaczęłam, a z moich oczu popłynęło kilka łez.

Valka – Przykro nam – powiedziała.

Astrid – Nie! – szepnęłam do siebie.

John – Wiem, że teraz będzie ciężko, ale nie możesz się poddawać – powiedział i usiadł na krzesełku obok łóżka.

Astrid – Chcę zostać sama – powiedziałam, a wszyscy wyszli.

Znów nie mam mamy. Kolejny raz to przeżywam tylko, że tym razem bardziej. Rozumiem już wszystko.

Miesiąc później

Dzisiaj pierwszy raz od kilku dni idę do szkoły. Trochę się boję, ale w końcu muszę wyjść z domu. Z ran, które miałam, czyli na rękach, nogach i twarzy została mi tylko jedna, na ręce i nie mogę ćwiczyć przez tydzień na w – fie. Weszłam do szkoły i spotkałam przy wejściu Heatherę.

Heathera – Astrid jak się czujesz? – zapytała od razu przy wejściu.

Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej wraz z nią pod klasę matematyczną. Dzisiaj mam poznać naszą nauczycielkę z matematyki, ale nie obchodzi mnie to. Usiadłam na ławce i zaczęłam czekać na resztę. Po 10 minutach przyszli i dosiedli się do mnie.

Szpadka – Astrid tak mi przykro – powiedziała i przytuliła mnie.

Sączysmark – Dobrze się czujesz? – zapytał zatroskanym głosem.

Astrid – Tak – odpowiedziałam.

Czkawka – To twój telefon – podał mi go – Przynieśli go policjanci, bo twój tata był w szoku – dodał.

Astrid – Dzięki – uśmiechnęłam się.

Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Nauczycielka była całkiem miła jak na nauczyciela. Trochę humor mi się poprawił. Po drugiej lekcji trochę się rozluźniłam i nie myślałam o tym co się wydarzyło.

Astrid – Szpadka w co będziecie grać na w – fie? – zapytałam siadając na ławce obok Sali biologii.

Szpadka – Nie wiem. Chyba w siatę – powiedziała i usiadła obok mnie – Wiesz co się stało? – zapytała nagle, spoglądając na mnie.

Astrid – Nie, a co? – zaciekawiło mnie to co chce mi powiedzieć.

Szpadka – W środę są zawody z siatkówki i jadą dziewczyny z naszej klasy – powiedziała szeptem, by nikt tego nie usłyszał.

Wytrzeszczyłam oczy. Czyli będą zawody, a ja nic o tym nie wiem. Ale to nawet dobrze, bo nie pojadę na nie. Niby po bo, skoro i tak przegram. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Czkawkę.

Czkawka – Co robicie? – zapytał, siadając obok nas.

Szpadka – Rozmawiamy o… - w porę jej przerwałam, bo powiedziała, by coś czego nie ma.

Astrid – O tym co będziemy dzisiaj robić na biologii – odpowiedziałam z uśmiechem.

Czkawka – Aha – powiedział.

Szpadka – Za 2 minuty dzwonek, więc ja się zbieram, poszukać Mieczyka – powiedziała i wstała.

Zostałam sama z Czkawką, który się do mnie uśmiechnął. Oprałam głowę o ścianę, zamykając oczy, ale po chwili moja głowa znalazła się na ramieniu Czkawki, którą tam oparł. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem, a on się tylko uśmiechnął. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcję. Usiadłam razem z Szpadką i zaczęłam notować słowa nauczycielki. Po następnej lekcji, którą był w – f trochę się mi znudziło, ale teraz mamy wychowawczą, więc będzie zabawnie.

Heathera – Dzisiaj wszyscy idziemy do parku z psami, a później do Czkawki. Idziesz z nami? – zapytała.

Astrid – Nie wiem – powiedziałam – Nie wiem czy tata mi pozwoli.

Heathera – Musisz się wyrwać z domu – powiedziała.

Astrid – Nie wiem – westchnęłam.

Perspektywa Czkawki

Zauważyłem Astrid rozmawiającą z Heatherą. Pewnie rozmawiają o dzisiejszym wyjście i Heathera chce namówić As. Chciałbym, żeby poszła, ale jej tata musi się zgodzić. Podszedłem do nich i zacząłem rozmowę.

Czkawka – As przyjdziesz dzisiaj do mnie? – zapytałem z nadzieją, że się zgodzi.

Astrid – Ale tata… - zaczęła, ale jej przerwałem.

Czkawka – Porozmawiam z nim – powiedziałem i uśmiechnąłem się.

Astrid – No dobrze – uśmiechnęła się, a ja ją przytuliłem.

Po ostatniej lekcji zawiozłem wszystkich do domu. Właśnie jadę odwieść Astrid i porozmawiać z jej ojcem. Mam nadzieję, że się zgodzi, bo dawno nie wychodziła. Zaparkowałem auto przed jej domem i wszedłem do jej domu razem z nią. Jej tata siedział i pił herbatę. Z tego co wiem, bo mówił moim rodzicom, jutro wraca do pracy. Ostatnio ciągle spotykają się z mamą i tatą, ale to nawet dobrze.

Czkawka – Dzień dobry – przywitałem się.

John – Witaj – uśmiechnął się do mnie – Co cię sprowadza?

Czkawka – Chciałem zapytać czy As mogłaby dzisiaj przyjść do mnie – powiedziałem – Razem z przyjaciółmi chcemy porozmawiać – dodałem.

John – Zgoda – powiedział patrząc na Astrid, która się do niego uśmiechała.

Czkawka – To przyjdę po nią za godzinę – poinformowałem i pocałowałem Astrid w policzek.

Wyszedłem z jej domu i wsiadłem do samochodu. Wróciłem do domu gdzie jeszcze nie było moich rodziców. Wracają o 20:00, ale idą na spotkanie z ojcem Astrid.

16:00

Właśnie czekam z Iloną, która była pierwsza na naszą paczkę. Trochę się spóźniają, ale mam nadzieję, że przyjdą. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem je otworzyć i zobaczyłem Sączysmarka i Śledzika. Dziewczyn jeszcze nie było.

Czkawka – A gdzie dziewczyny? – zapytałem, zapraszając ich do domu.

Śledzik – Nie wiem. Jeszcze nie przyszły? – zapytał ściągając buty.

Czkawka – Jak widzisz jeszcze nie – odpowiedziałem.

Weszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Ilona obok mnie, ale coś mi w niej nie pasuje. Ciągle się przymila do mnie jak, by chciała, żebym był z nią tylko na pokaz. Zawsze była najładniejszą dziewczyną w klasie, ale odkąd pojawiła się Astrid, już nie była taka popularna. Nagle zadzwonił po raz kolejny dzwonek. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem dziewczyny.

Heathera – Sorry za spóźnienie, ale mama chciała, żebym jej pomogła – wytłumaczyła.

Czkawka – Nic nie szkodzi – uśmiechnąłem się i zaprosiłem je do domu.

Mieczyk – A co będziemy robić? – zapytał siadając na kanapie w salonie.

Czkawka – Nie wiem – wzruszyłem ramionami – Może coś obejrzymy? – zapytałem po chwili.

Ilona – A ja mam lepszy pomysł! – wykrzyknęła – Urządzimy imprezę!

Sączysmark – Dobry pomysł! – krzyknął.

Czkawka – Nie, moi rodzice wracają o 20:00 do domu – powiedziałem.

Szpadka – No to co robimy? – chyba się nudziła.

Westchnąłem. Podszedłem do szafki i wyciągnąłem jakieś płyty. Podałem je moim przyjaciołom, którzy zaczęli je przeglądać. Po chwili wybrali coś i włączyłem film. Ja Astrid, Ilona, Heathera, Szpadka i Mieczyk usiedliśmy na kanapie, a Sączysmark i Śledzik na fotelach. Oglądaliśmy dwie godziny, aż w końcu znudziło nam się to.

Sączysmark – To co teraz będziemy robić? – zapytał, obracając w ręce pilota.

Heathera – Twoi rodzice przychodzą za dwie godziny, więc możemy się przejść – powiedziała, a my zgodziliśmy się.

Ilona – Bierzesz twojego psa? – zapytała, wskazując na niego.

Czkawka – Tak. Chodź Szczerbek! – zawołałem go i wyszliśmy z domu.

Przed wyjściem zapiąłem mu smycz i ruszyliśmy do parku gdzie byliśmy dwa miesiące temu.


Rozdział 10

Perspektywa narratora

Młoda dziewczyna o pięknych niebieskich niczym niebo czy ocean oczach i blond włosach siedziała zamyślona przed oknem. Niebo było pełne gwiazd, które tak bardzo uwielbiała oglądać. Kiedyś robiła to z jej mamą, ale teraz jest to nie możliwe. Cichutko westchnęła, mając w oczach łzy, które po chwili spływały po jej policzkach. Tak bardzo chciała, żeby jej życie było takie jak kiedyś, ale przez nieszczęsny wypadek bardzo się zmieniło. Nie mogła pogodzić się z utratą bliskiej jej osoby, która wychowała ją jak własną córkę. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi, szybko otarła łzy i cichym głosem zawołała ,,Proszę.”

John – As nie śpisz jeszcze? – zapytał, podchodząc do niej i kładąc rękę na ramieniu.

Astrid – Nie – odpowiedziała krótko, ale dała do zrozumienia, że chce być sama.

John – Jeśli jesteś głodna, to powiedz – powiedział, poczym wyszedł z pokoju.

Blondynka oparła głowę o szybę i zaczęła nucić jej ulubioną piosenkę z dzieciństwa. Kilkanaście lat temu nie mogła bez niej zasnąć, a teraz pomaga się jej uspokoić. Nagle usłyszała znajomy dźwięk, którym był sygnał jej telefonu. Astrid podeszła do biurka, na którym leżał i sprawdziła wiadomość, która jej przyszła. Na wyświetlaczu zobaczyła nieznajomy jej numer, ale i znajomy. Odczytała wiadomość o treści ,,Nie smuć się, życie toczy się dalej.” Odłożyła komórkę i usiadła na swoim wygodnym łóżku, zastanawiając się kim może być osoba, która przysyła jej te wszystkie smsy. Po godzinie zasnęła.

Następnego dnia chłopa o zielonych oczach i brązowych włosach z przebłyskiem rudego czekał oparty o ścianę pod klasą, w której miał mieć lekcje na swoich przyjaciół. Dziewczyny z innych klas przechodząc, patrzyły na niego i cicho chichotały. Jednak to nie przeszkadzało chłopakowi. W pewnym momencie usłyszał znajomy, ale i przyciszony głos. Podniósł głowę i zobaczył swoją przyjaciółkę idącą w jego stronę.

Czkawka – Astrid – wyszeptał jej imię odrywając się od ściany.

Astrid – Nie jeszcze reszty? – zapytała z uśmiechem na ustach, który bardzo podobał się chłopakowi.

Czkawka – Jak widać – powiedział – Przyjechałaś z tatą? – zapytał po chwili.

Astrid – Tak, miał po drodze do pracy – odpowiedziała i położyła swoją torbę na ziemi.

Czkawka – Mogę cię o coś zapytać? – zadał pytanie po 5 minutach i spojrzał ukradkiem na nią.

Astrid – Jasne – uśmiechnęła się.

Chłopak wziął głęboki w dech, myśląc przy okazji jak ma powiedzieć to co chce. Nie wiedząc jak zacząć, powiedział prosto z mostu.

Czkawka – Skąd masz te wszystkie wiadomości typu ,,Jesteś podobna do mamy”? – zapytał.

Astrid – Skąd to wiesz? – zapytała ze zdziwieniem – Czy ty grzebałeś w moim telefonie? – mówiąc to zmarszczyła brwi.

Czkawka – Nie, to znaczy – zaczął się jąkać – Miałem twój telefon, bo policja mi go przyniosła i wtedy dostałaś smsa. Na początku nie chciałem sprawdzać, ale sprawdziłem i przeczytałem wszystkie wiadomości jakie masz – przyznał się, spuszczając głowę.

Astrid zastanowiła się chwilę. Nie wiedziała czy ma powiedzieć o tych smsach, czy nie. Ufała chłopakowi, ale nie znała go za dobrze. Ale prędzej czy później i tak, by się dowiedział. Męczyła się w tych myślach dopuki nie usłyszała dźwięku dzwonka i idących w jej stronę przyjaciół. Weszła do klasy i usiadła do ławki wraz z Heatherą, z którą zawsze śmiały się z nauczyciela fizyki. Nim się obejrzała minęła już połowa lekcji, więc skoro zostało tylko pół lekcji mężczyzna zawsze pozwalał im robić to co chcą.

Perspektywa Astrid

Rozmawiałam z Heatherą o pójściu na zakupy, ale jej odmawiałam. Ciągle mam przed oczami ostatni obraz wraz z mamą. Namawiał mnie jeszcze przez chwilę, ale Szpadka dosiadła się do nas i zaczęły nowy temat. Usłyszałam za sobą śmiech Czkawki i Ilony. Odkąd chodzą ze sobą, na wszystkich lekcjach siedzą razem.

Heathera – Ktoś tu jest zazdrosny – szepnęła do mnie.

Astrid – Ja? Wcale nie! – szepnęłam oburzona.

Szpadka – Patrz jak on na ciebie patrzy – wskazała za siebie.

Odwróciłam się i rzeczywiście Czkawka patrzył się na mnie. Uśmiechnął się, ale ja się odwróciłam. Ilona mnie nie znosi, więc nie chcę wpychać w ich związek. Zadzwonił dzwonek na lekcję i wyszłam z klasy. Następną mieliśmy mieć biologię, później matematykę, polski, historię i w – f. Gdy minęła reszta lekcji, udałam się z Szpadką pod salę gimnastyczną. Oparłam się o ścianę i czekałam na dzwonek. Po chwili podeszła do mnie Ilona.

Ilona – Możemy porozmawiać? – zapytała.

Astrid – Wiesz… - spojrzałam na Szpadkę, która zaczęła rozmawiać z Eretem. Jest on w 2a – Zgoda – uśmiechnęłam się niepewnie i ruszyłyśmy w stronę łazienki.

Ilona – To powiedz mi czy masz jeszcze jakieś rany po tym wypadku? – zapytała mnie.

Astrid – Tylko na lewej ręce – odpowiedziałam.

Uśmiechnęła się do mnie, jednak po chwili przycisnęła mnie do ściany chwytając za rękę, na której mam ranę. Syknęłam cicho i spojrzałam w jej oczy.

Ilona – Słuchaj, jeszcze raz zbliżysz się do Czkawki to pożałujesz! – krzyknęła.

Astrid – O co ci chodzi? – powiedziałam ledwo oddychając.

Ilona – Ty już wiesz – zaśmiała się. Nagle zdzwonił dzwonek na lekcję – Masz trzymać się od Czkawki z daleka! – ostatni raz to powiedziała i odeszła.

Wybiegłam szybko z łazienki, udając się do szatni. Ręka bardzo mnie bolała i szczypała. Gdy wszystkie dziewczyny opuściły szatnię, podniosłam rękaw z mojej bluzy i zobaczyłam, krwawiącą ranę. Przyłożyłam sobie chusteczkę i udałam się na salę. Dzisiaj grali w siatkówkę, więc usiadłam jak najdalej od siatki. Po chwili gra rozpoczęła się i co chwilę dosiadały się do mnie dziewczyny lub chłopaki. W pewnym momencie usiadł Czkawka.

Czkawka – Co ci się stało? – wskazał na moją rękę, która była ze krwi.

Astrid – Nic – powiedziałam.

Czkawka – Kto ci to zrobił? – zapytał z zatroskaniem.

Astrid – Nikt – odpowiedziałam szybko.

Czkawka – Astrid – złapał mnie za prawą rękę i spojrzał w oczy.

Astrid – Co? – zapytałam nadal patrząc mu w oczy.

Czkawka – Powiedz mi, proszę…Ufasz mi? – zapytał, a ja nie mogłam odmówić. Nie znam go zbyt dobrze, bo dopiero parę miesięcy, ale czuję, że mogę mu wszystko powiedzieć – Powiesz? – zapytał ponownie.

Astrid – Przepraszam, ale nie – odpowiedziałam i wyrwałam rękę z jego uścisku.

Resztę lekcji siedzieliśmy w ciszy i nie patrzeliśmy na siebie. Może to nawet lepiej? Nie chcę niszczyć jego związku z Iloną skoro jest z nią szczęśliwy. Zadzwonił dzwonek i szybko wybiegłam. Zabrałam plecak z szatni i udałam się do szatni przebrać buty.

Weszłam do domu i usiadłam wygodnie na kanapie. Taty jeszcze nie było, więc miałam mnóstwo czasu dla siebie. Nauczyciele zadawają nam bardzo mało pracy domowej lub w ogóle. I tak to nic nie da, bo za miesiąc koniec szkoły i wakacje. Wichurka usiadła obok mnie i położyła głowę na moich nogach. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać byle co. Po godzinie moja psinka zaczęła mnie lizać po rękach. Domyśliłam się, że jest głodna, więc wstałam i nasypałam jej karmy do miski. Gdy miałam ruszyć do łazienki odkazić ranę, usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się Czkawka.

Czkawka – Mogę wejść? – zapytał z uśmiechem, który odwzajemniłam.

Astrid – Jasne – wpuściłam go do domu i wskazałam na kanapę w salonie.

Czkawka – Przyszedłem po wyjaśnienia – powiedział siadając na kanapę. Zrobiłam to samo.

Astrid – Ale jakie wyjaśnienia? – zapytałam, udając, że nie wiem o czym on mówi.

Czkawka – Kto ci to zrobił? – zapytał.

Astrid – Już mówiłam, ze nikt – powiedziałam, spuszczając głowę w dół.

Czkawka – I ja mam ci uwierzyć? – zapytał – Pytałem Szpadki i powiedziała, że przed salą nie miałaś tego, więc to musiało się stać przed w- f w innym miejscu. Powiedziała też, że poszłaś z Iloną do ubikacji – dodał.

Spuściłam głowę. Nie chcę, żeby przeze mnie Czkawka był nieszczęśliwy. Znalazł swoją miłość, a ja mu to wszystko zepsuję. Nie powiem mu, że zrobiła mi to Ilona. A poza tym jeśli on z nią zerwie, ona będzie się mścić. Czkawka złapał mnie za podbródek i podniósł moją głowę do góry. Patrzyłam teraz w jego oczy, które były smutne. Ale dlaczego, bo chyba nie z mojego powodu?

Czkawka – Proszę…Powiedz – szepnął cicho, ale tak, żebym usłyszała.

Astrid – Nie chcę, żebyś cierpiał – powiedziałam prawie płacząc.

Czkawka – Astrid…Proszę – przytuliłam się do niego. Odwzajemnił uścisk i delikatnie gładził mnie po włosach.

Perspektywa Czkawki

Siedzieliśmy tak przytuleni bardzo długo. Nie wiem co jej się stało ani kto jej to zrobił, bo nie chce powiedzieć. Ale dlaczego powiedziała, że nie chce, żebym cierpiał? Poczułem, że moje ramię staje się mokre. Odsunąłem ją od siebie i spojrzałem w jej zapłakane oczy. Pamiętam jak pierwszy raz przyszła do szkoły. Była taka nieśmiała, ale i pewna. Teraz jest inaczej. W oczach ma tylko smutek i rzadko się uśmiecha.

Czkawka – As proszę, nie płacz – powiedziałem, ocierając jej łzy – Kto ci to zrobił?

Astrid – Już powiedziałam… - przerwałem jej.

Czkawka – Powiedz prawdę – rozkazałem jej z uśmiechem.

Astrid – To…To… - zaczęła – To była Ilona – wyznała szeptem.

Jak to Ilona? Co ona jej zrobiła? Co ta dziewczyna sobie wyobraża?! Przytuliłem Astrid do siebie mocno i powoli kołysałem nami. Nie zasłużyła na to co ją spotkało. Po chwili uspokoiła się i odsunęła ode mnie. Spojrzałem w jej oczy, które były nadal pełne smutku. Nie wiedziałem czy to dlatego, że obwinia się, że zepsuła mój związek z Iloną, czy dlatego, że ciągle myśli o swojej mamie.

Czkawka – Dlaczego jesteś taka smutna? – zapytałem, wycierając jej łzy.

Astrid – Nie jestem smutna – powiedziała i uśmiechnęła się.

Czkawka – Skoro nie jesteś to jutro siedzimy razem na każdej lekcji, na której siedziałem z Iloną – powiedziałem.

Astrid – Ale przecież ona… - zaczęła.

Czkawka – Jutro sobie z nią porozmawiam – przerwałem jej i uśmiechnąłem się.

3 godziny później

Astrid – A twoi rodzice wiedzą gdzie jesteś? – zapytała, siadając na krzesło przy stole.

Czkawka – Nie – odpowiedziałem normalnie – Ale i tak nie ma ich w domu – dodałem.

Astrid – Aha – powiedziała.

Czkawka – Ręka już cię nie boli? – zapytałem siadając obok niej.

Astrid – Nie – odpowiedziała i spojrzała przez okno.

Spojrzałem w stronę gdzie patrzyła i zobaczyłem niebo pełne gwiazd. Teraz już wiem co nasza Astrid uwielbia robić po szkole. Zaśmiałem się w myślach i wstałem. Pomogłem zrobić to samo As i wyszliśmy na zewnątrz. Usiadłem na schodach i pokazałem Astrid, żeby zrobiła to samo. Niechętnie dosiadła się.

Czkawka – Przypominam ci, że nie odpowiedziałaś mi na jedno pytanie – spojrzała na mnie ze zdziwieniem – Skąd masz te wszystkie smsy?

Astrid – Myślałam, że już zapomniałeś – powiedziała z sarkazmem i odwróciła się w moją stronę.

Czkawka – To powiesz czy mam cię zmusić? – zapytałem, powstrzymując śmiech.

Astrid – Eh… - westchnęła – Niech będzie – powiedziała po chwili ściszonym głosem.

As opowiedziała mi o tym kiedy zaczęły się pojawiać te dziwne wiadomości w jej telefonie i o tym, że nikomu nigdy nie powiedziała, że jest podobna do mamy. W pewnym momencie powiedziała coś co mnie bardzo zaskoczyło. A mianowicie to, że to może być jej ojciec, by nie zapomniała o matce.

Czkawka – Ale naprawdę myślisz, że to on? – zapytałem.

Astrid – Ale nikt innym o tym nie wiedział – powiedziała i spuściła głowę.

Czkawka – A z twojej starej szkoły? – zapytałem po chwili.

Astrid – Ze starej szkoły nikt o mnie nic nie wiedział. Nie przyjaźniłam się z nikim – powiedziała – A poza tym nie chciałam, by ktoś wiedział o mnie wiele – dodała, spuszczając głowę.

Westchnąłem. Naprawdę nie wiem jak jej pomóc. Zawsze chciałem jej pomóc, ale ona jest jeszcze trudniejszą zagadką niż podejrzewałem. Nie można jej rozgryźć, a bardzo bym tego chciał. Spojrzałem na telefon i się przeraziłem.

Czkawka – To ja już może pójdę? Jest 21:00 i rodzice pewnie już wrócili – powiedziałem i wstałem.

Astrid – Ok. – powiedziała i przytuliła mnie na pożegnanie.

Czkawka – Przyjechać po ciebie jutro? – zapytałem.

Astrid – Nie trzeba – uśmiechnęła się.

Czkawka – Przyjadę o 7:00. Pasuje? – zapytałem, a ona popatrzyła na mnie.

Astrid – Jesteś uparty – zaśmiała się.

Czkawka – Jak ty – powiedziałem z uśmiechem – To może być? – przytaknęła.

Następnego dnia wstałem bardzo wcześnie. Była chyba 6:00. Szybko zabrałem z szafy zieloną koszulkę i jeansy i udałem się do łazienki. Gdy byłem już gotowy, zszedłem na dół i usiadłem na krześle naprzeciwko taty.

Stoick – Co tak wcześnie? – zapytał.

Czkawka – Jadę jeszcze po Astrid – odpowiedziałem, biorąc kęsa kanapki do ust.

Stoick – To twoja dziewczyna? – zapytał, wskazując na mnie.

Zacząłem się krztusić. Po chwili doprowadziłem się do porządku i spojrzałem na niego z otwartymi oczami i niedowierzeniem. Ja się chyba przesłyszałem? A może za bardzo widać, że się w niej zakochałem?

Czkawka – Co? – zapytałem.

Stoick – A nie? – odpowiedział pytaniem.

Czkawka – To moja przyjaciółka – usprawiedliwiłem się.

Stoick – Najpierw przyjaciółka, później dziewczyna, narzeczona i w końcu żona – zaśmiał się.

Spojrzałem błagalnym wzrokiem na mamą, która przysłuchiwała się temu wszystkiemu z uśmiechem na ustach.

Valka – Jedz, bo nie zdążysz – powiedziała i usiadła.

Po pół godzinie zjadłem i udałem się do mojego samochodu. Po kilku minutach byłem pod domem Astrid, która właśnie wychodziła z domu. Zamknęła drzwi kluczem i wsiadła do samochodu. Przekręciłem kluczyk i ruszyliśmy.

Czkawka – Masz jakieś plany na weekend? – zapytałem z uśmiechem.

Astrid – Nie, a dlaczego pytasz? – odpowiedziała.

Czkawka – Jedziemy z Mieczykiem, Szpadką, Śledzikiem i Sączysmarkiem na basen. Może wybierzesz się z nami? – spojrzała na mnie zastanawiając się.

Astrid – Jasne – uśmiechnąłem się.

Po 5 minutach dojechaliśmy na miejsce. Gdy wysiadaliśmy, podbiegła do mnie Ilona i przytuliła mocno. Spojrzałem zakłopotany na Astrid, która spuściła głowę w dół. Odsunąłem ją od siebie i popatrzyłem ze złością.

Ilona – O co chodzi? – zapytała niewinnie.

Czkawka – Ty się jeszcze pytasz? – zapytałem, marszcząc brwi.

Ilona – Ale o co ci chodzi? – odsunęła się ode mnie.

Czkawka – O to co zrobiłaś wczoraj Astrid! – krzyknąłem na nią zły. Wszyscy, którzy nie byli jeszcze w szkole obeszli nas dookoła.

Ilona – Ale ja jej nic nie zrobiłam – broniła się jak tylko umiała.

Czkawka – Nie kłam – powiedziałem przerywając jej nowe zdanie.

Perspektywa Astrid

Czkawka kłóci się z Iloną przeze mnie, a prawie cała szkoła słucha tego. Trochę czuję się niezręcznie, ale czego ja się w ogóle boję. Obiecałam sobie, że w nowej szkole nikt nie będzie mi mówił co mam robić. Usłyszałam ostatnie słowa wypowiedziane przez Czkawkę.

Czkawka – Zrywam z tobą! – krzyknął i podszedł do mnie.

Ilona – To ja z tobą zrywam! – wykrzyknęła i odeszła.

Po chwili wszyscy weszli do szkoły razem z nami. Dzwonek zadzwonił, więc weszliśmy do klasy. Usiadłam razem z Heatherą, bo mieliśmy fizykę i zaczęłam słuchać uważnie słów nauczyciela. Po tych męczących 45 minutach wyszliśmy z klasy wraz z dzwonkiem. Oparłam się o ścianę mając nadzieję, że nie spotkam Ilony, ale chyba się przeliczyłam. Akurat szła w moją stronę i to dość zdenerwowana.

Ilona – Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęła w moją stronę – Udajesz niewiniątko i odbierasz mi chłopaka! – nadal kontynuowała swój krzyk – I myślisz, że jeśli straciłaś matkę, to coś ci da?!

Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie poczułam jak zbieram wszystkie siły jakie mam. Miałam ochotę uderzyć prosto w twarz, ale się powstrzymałam. Miarka się przebrała! Nikt nie będzie obrażał Astrid Hofferson ani mojej rodziny!

Astrid – A ty to niby taka święta jesteś?! – tym razem jak krzyknęłam w jej stronę – Byłaś z Czkawką tylko dla sławy!

Ilona – Ja?! – zapytała – Chyba żartujesz?! – krzyknęła.

Astrid – Powiedz prawdę! – odkrzyknęłam jej.

Źle to, by się skończyło, gdyby nie Czkawka, który akurat przechodził z Mieczykiem i Eretem. Szybko podbiegł do nas i odsunął Ilonę ode mnie. Spojrzałam na niego ze złością jak nigdy.

Czkawka – Spokój! – krzyknął.

Mieczyk – Dlaczego im przerwałeś?! Tak dobrze szło! – krzyknął, a ja posłałam mu uśmiech.

Czkawka – O co znów chodzi? – zapytał – Ilona czy ty nie możesz dać As spokoju?

Ilona – To jej wina, że mnie zostawiłeś! – krzyknęła, wskazując na mnie.

Astrid – Co?! – byłam wściekła na nią.

Czkawka – To wyłącznie tylko twoja wina – powiedział i puścił ją.

Dziewczyn odeszła w swoją stronę, a ja usiadłam na ławce przed klasą. Nie miałam zamiaru z nikim rozmawiać…No może z wyjątkiem Czkawki. Usiadł obok mnie i lekko przytulił do siebie. Nie wiem czy tak robią przyjaciele, ale chyba tak. Oderwałam się od niego i uśmiechnęłam.

Czkawka – Nie przejmuj się nią – szepnął mi do ucha.

Astrid – Ale ja jej nic nie robię, a ona ciągle coś ode mnie chce – powiedziałam.

Czkawka – Wiem co ci poprawi humor – powiedział – Idziemy dzisiaj z Heatherą, Szpadką, Śledzikiem, Mieczykiem i Sączysmarkiem do kawiarni. Pójdziesz z nami? – zapytał.

Astrid – Hm… - chwilę się zastanowiłam – Zgoda – odparłam i wstałam, ponieważ zadzwonił dzwonek.

Dzisiaj mieliśmy skrócone lekcje, ponieważ coś się stało z wodą i wychowawca powiadomił nas o tym, że do piątku nie mamy przychodzić do szkoły. I co ja będę robiła przez ten czas? Po zakończeniu trzeciej lekcji wszyscy udaliśmy się do szatni. Założyłam moje tenisówki i biorąc torbę, wyszłam z szatni prosto do autobusu.


Rozdział 11

Perspektywa Czkawki

Zaparkowałem samochód w garażu i wszedłem do domu. Rodziców jeszcze nie ma, ale są poinformowani, że wróciłem wcześniej. Za godzinę idziemy do kawiarni, więc szybko wyciągnąłem talerz, patelnię i składniki potrzebne do robienia naleśników. Po kilku minutach kilka było gotowych, więc zjadłem parę, a Szczerbowi nasypałem karmy. Spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że za 10 minut mam być w kawiarni. Szybko wybiegłem z domu ubierając jeszcze buty i pobiegłem do kawiarni o nazwie ,,Bork.” Gdy wszedłem, zobaczyłem moich przyjaciół już siedzących na miejscach. Dosiadłem się do nich i zaczęliśmy rozmawiać.

Sączysmark – Co będziemy jutro robić? – zapytał, biorąc łyk soku.

Szpadka – My raczej jedziemy z rodzicami po na zakupy – powiedziała.

Mieczyk – Nie prawda! – krzyknął – Mamy jechać po karmę dla Jota i Wyma – dodał.

Śledzik – Ale to chyba wszystko jedno – powiedział i spojrzał na nich.

Zamówiłem sobie sok i słuchałem wyjaśnień Śledzika o zakupach. Bliźniaki jak to one nic nie wiedzą, chociaż może czasami…Po pół godzinie Śledzik skończył swój wykład i zapanowała cisza. Co chwilę spoglądałem na Astrid, a ona na mnie. Nie wierzą w to co teraz powiem ale się zakochałem. Ja Czkawka Haddock pierwszy raz się zakochałem i to w mojej najlepszej przyjaciółce. Na razie je tego nie powiem, ale kiedyś będę musiał. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk telefonu Astrid. Szybko odebrała go.

Astrid – Halo?- zapytała – Jestem z przyjaciółmi w kawiarni. Coś się stało? – zapytała ze zdziwieniem.

Po chwili rozłączyła się i spojrzała na nas. Uśmiechnąłem się i zrobiłem pytającą minę. Westchnęła i schowała telefon do kieszeni.

Astrid – Muszę wracać – powiedziała i wstała.

Heathera – Ale dlaczego? – zapytała.

Astrid – Nie wiem. Tata powiedział, że mam przyjechać i koniec – odpowiedziała.

Czkawka – Zawiozę cię – powiedziałem. Uśmiechnęła się i wyszliśmy.

Wsiadliśmy do samochodu i ruszyliśmy z miejsca. Całą drogę milczeliśmy. Czasami zastanawiam się czy ona nie robi tego, żeby mnie zdenerwować. No nic. Trzeba ją zawieść do domu i wrócić do kawiarni. Po 10 minutach byliśmy na miejscu.

Astrid – Dzięki – powiedziała i pocałowała mnie w policzek.

Czkawka – Nie ma za co – odpowiedziałem uśmiechnięty i odjechałem.

Następnego dnia siedziałem na kanapie i czekałem na powrót rodziców z zakupów. Zrobili sobie trochę wolnego i chcieli mnie zabrać, ale nie zgodziłem się. Nie cierpię chodzić po galeriach i oglądać te wszystkie ubrania i kosmetyki. Akurat włączyłem telewizor, gdy zadzwonił mój telefon.

Czkawka – Tak? – zapytałem.

Astrid – Możemy się dzisiaj spotkać? – zapytała tajemniczo.

Czkawka – Jasne, ale kiedy i gdzie? – zapytałem.

Astrid – Tam gdzie wczoraj o 13:00. Może być? – zapytała.

Czkawka – Jasne – odpowiedziałem i rozłączyłem się.

Spojrzałem na zegar i stwierdziłem, że mam jeszcze dwie godziny. W między czasie pobawiłem się ze Szczerbatkiem i zrobiłem sobie obiad. Moi rodzice jeszcze nie wrócili, ale pewnie za chwilę będę. Miałem rację. Akurat 8 minut przed moim wyjściem przyjechali i weszli do domu z masą zakupów. Tatowi wszystko wypadało z rąk.

Valka – Stoick uważaj! – krzyknęła i weszła do kuchni uśmiechając się do mnie – Co tam Czkawka? – zapytała.

Czkawka – Nic. Jadę do kawiarni ,,Bork’’ spotkać się z As – powiedziałem, biorąc kluczyki od samochodu.

Valka – Aha – powiedziała odkrywczo – To już wiem o co chodzi Stoick – skierowała się do taty, który zbierał z podłogi upuszczone opakowania.

Stoick – Ale, że co? – zapytał spoglądając na nią.

Valka – Eh – westchnęła – Nasz Czkawka się zakochał – powiedziała, a ja spojrzałem na nią z wytrzeszczonymi oczami.

Czkawka – Co?! – zapytałem, a raczej krzyknąłem w ich stronę.

Valka – Ale to nic złego – zaśmiała się.

Czkawka – Tato – spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem.

Stoick – Leć, bo się spóźnisz na randkę – powiedział.

Co za czasy? Żeby właśni rodzice mówili takie rzeczy? Ale w sumie to u mnie w domu normalne. Wsiadłem do samochodu i pojechałem na miejsce spotkania. Gdy weszłam do kawiarni, Astrid już tam siedziała i czekała na mnie najwidoczniej zniecierpliwiona.

Czkawka – Cześć – powiedziałem, podchodząc do niej i siadając do stolika.

Astrid – Nareszcie – powiedziała.

Czkawka – Coś się stało? – zapytałem, widząc minę As.

Astrid – Tak – odpowiedziała krótko – Do mojego taty dzwoniła ta sama osoba, która wysyła mi te wszystkie smsy – wytłumaczyła. Spojrzałem na nią osłupiały.

Czkawka – I kim ona jest? – zapytałem.

Astrid – Nie wiem. Nie przedstawiła się – spojrzała na mnie z zaciekawieniem.

Czkawka – Mam pomysł, ale musisz do mnie jutro przyjść – zacząłem.

Astrid – Ale po co? – zapytała – I kiedy? – dodała po chwili.

Zastanowiłem się. Musiałem wybrać taką godzinę, żeby moich rodziców nie był w domu i nikt nam nie przeszkadzał. Wiem!

Czkawka – 16:30 będzie idealna! – powiedziałem szczęśliwy.

Astrid – No dobra – powiedziała.

Chwilę jeszcze posiedzieliśmy i odstawiłem As do domu. Sam wróciłem do domu i od razu położyłem się spać, nie wiedząc, że na moim łóżku śpi jeszcze Szczerbatek. Dopiero rano zorientowałem się, że mój psiak śpi ze mną, ale było już za późno. Cały byłem obśliniony. Westchnąłem i poszedłem się przebrać, wyganiając Szczerba z pokoju.

Godzinę przed spotkaniem z Astriś postanowiłem zadzwonić do niej i powiedzieć, żeby przyszła z Wichurką, bo Szczerb się nudzi. Zgodziła się na szczęście. Rodziców nie było, ponieważ jechali na jakieś przyjęcie czy coś.

Czkawka – Szczerbatek będziesz musiał się podzielić miską – powiedziałem na co on szybko podniósł głowę. Zrobił obrażoną minę – A z Wichurą się nie podzielisz? – zapytałem. Od razu zaczął machać szczęśliwie ogonem.

Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Poszedłem je otworzyć i ujrzałem Astrid. Żądała inaczej. Miała na sobie białe legginsy, jasną jeansową spodniczkę i białą bluzkę. Na głowie miała zrobiony kok, który pierwszy raz widziałem. Był trochę rozszarpany, ale poukładany. Uśmiechnąłem się i zaprosiłem ją do środka. Od razu usiedliśmy na kanapie.

Astrid – To po co mnie tu ściągnąłeś? – zapytała z zaciekawieniem.

Czkawka – Żebyś trochę się wyluzowała i zapomniała o problemach – odpowiedziałem z uśmiechem.

Astrid – I tylko p o to szłam kawał drogi? – zapytała z oburzeniem.

Czkawka – Tak – powiedziałem i oparłem głowę o kanapę.

Astrid – Jesteś niemożliwy – szepnęła bardziej do siebie niż do mnie.

Nastała cisza, która bardzo mnie denerwowała. Nie lubię, gdy ona jest cicho i jeszcze siedzi obok mnie. Postanowiłem zacząć rozmowę o czymś co, by ją uspokoiło.

Czkawka – A jak tam z Wichurką? – zapytałem. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Przewróciłem oczami – Nie sprawia kłopotów?

Astrid – Wichura? – przytaknąłem – Nie. Czasami jest uparta, ale da się z nią wytrzymać – zaśmiała się.

Czkawka – Tak jak jej właścicielka – szepnąłem, ale chyba usłyszała, bo zaraz po tym dostałem w ramię – Za co?

Astrid – Za gadanie – odpowiedziała ze śmiechem.

Znów nastała cisza, której tak bardzo nie cierpię. Ona chyba robi to specjalnie. Raz coś powie i już jest cicho. Ja chyba nigdy tych dziewczyn nie zrozumiem.

Czkawka – Lubisz jak jest cicho? – zapytałem nagle.

Astrid – Wiesz, czasami lepiej jest być cicho niż powiedzieć coś głupiego – powiedziała i spuściła głowę. Od razu wiedziałem, że coś ją trapi.

Czkawka – Co się stało? – zapytałem. Miała już coś powiedzieć, ale jej przerwałem – Masz mi powiedzieć i to całą prawdę – rozkazałem. Westchnęła i zaczęła mówić.

Astrid – Pamiętasz jak mówiłam ci, że przed wypadkiem jechałyśmy z mamą na zakupy? – kiwnąłem głową, że pamiętam – Wtedy pokłóciłyśmy się o to, że taty nie ma cały czas w domu. Przeze mnie zagapiła się i uderzyłyśmy w tą ciężarówkę – spuściła głowę, a z jej oczu poleciały łzy.

Czkawka – Ej, Astrid nie masz się czym przejmować. To nie była twoja wina – powiedziałem, przytulając ją.

Astrid – Widocznie mamy to wrodzone – powiedziała. Spojrzałem na nią zdziwiony – Mama jak wyjeżdżała, z tego co wiem od mojej opiekunki, też pokłóciła się z tatą i już nie wróciła.

Przytuliłem ją mocniej i zacząłem pocieszać. Naprawdę ma ciężkie życie i chyba nie zapomni tego co się kiedyś wydarzyło. Wszystko zaczęło się, gdy jej mama zaginęła. Chciałbym coś zrobić, ale nie mogę. W pewnym momencie przyszedł mi do głowy świetny pomysł. Klepnąłem Astrid w rękę i krzyknąłem.

Czkawka – Gonisz! – uśmiechnęła się i zaczęliśmy grać w ganianego.

Astrid – Jak cię złapię! – krzyknęła, a ja się zaśmiałem.

Dotknęła mnie i w tym momencie ja goniłem ją. Biegaliśmy tak po całym domu, nawet w łazience, bo As nie chciała wyjść. Po godzinie zatrzymała się i oprła o ścianę. Ja natomiast stanąłem naprzeciw niej i położyłem ręce nad jej głową. Patrzeliśmy sobie w oczy i powoli zbliżaliśmy, gdy usłyszałem w drzwiach przekręcanie klucza. Szybko odsunęliśmy się od siebie, a do domu weszli moi rodzice.

Valka – O! Astrid, Czkawka! – krzyknęła radośnie.

Czkawka – Tak mamo, to my – odpowiedziałem z ironią.

Valka – Coś się stało? Przeszkodziliśmy wam w czymś? – zadawała pytania.

Czkawka i Astrid – Nie! – krzyknęliśmy w tym samym momencie i spojrzeliśmy na siebie.

Astrid – To ja już pójdę – powiedziała i poszła do przedpokoju. Ubrała się i pożegnała ze mną i moimi rodzicami i wyszła.

Spojrzałem na mamę z przymrużonymi oczami. Nie wiedziała o co mi chodzi i nawet tata tego nie wiedział. Już miałem coś powiedzieć, ale do domu wszedł Pyskacz. Ja nie mogę! Znowu będę słuchał ich marudzenia jak było na przyjęciu!

Czkawka – To ja może pójdę spać? – zaproponowałem i szybko pobiegłem do swojego pokoju.


Rozdział 12

Perspektywa Heathery

Weekend! Nareszcie mamy wolne! Chociaż nie chodziliśmy do szkoły, jednak czas spędzany z rodzicami na zakupach też jest męczący. Wyszłam z pokoju, który jest blisko kuchni, do której weszłam. Mama, Sara Spooky, jeszcze spała, a tata, Tom Spooky jak zwykle siedziała i czytał gazetę. Nic dziwnego, że tak wcześnie wstaje, skoro jest szefem firmy komputerowej. Zrobiłam sobie płatki i usiadłam obok niego.

Tom – Co dzisiaj zamierzasz robić? – zapytał mnie.

Heathera – Jeszcze nie wiem – odpowiedziałam biorąc łyżkę płatków do ust.

Tom – Wiesz, że mnie dzisiaj nie będzie w domu, a mama jedzie do babci? – zapytał spoglądając na mnie.

Heathera – Wiem, wiem – odparłam zmęczona – To może pójdę do Astrid? – zaproponowałam.

Tom – Jeśli chcesz – powiedział obojętnie i zabrał się za czytanie.

Po zjedzonym śniadaniu udałam się do pokoju gdzie zadzwoniłam do Astrid. Noe było tak wcześnie, bo była 10:00, a znając As to już wstała. Wybrałam jej numer i przyłożyłam telefon do ucha. Po chwili usłyszałam jej głos.

Astrid – Tak? – zapytała.

Heathera – To ja, Heathera – powiedziałam – Spotkamy się dzisiaj u ciebie? – zapytałam z nadzieją, że się zgodzi.

Astrid – Jasne – powiedziała szczęśliwie.

Heathera – A o której? – zapytałam.

Astrid – O 13:00 i weźmiemy ze sobą Szpadkę, co ty na to? – odparła.

Heathera – Ok. – powiedziałam i się rozłączyłam.

Czyli na dzisiaj mamy plany, a ciekawe co będziemy robić jutro. Trudno, najwyżej posiedzę z mamą i będę słuchała na temat jej spotkania z babcią, u której dawno nie byłam. Poszłam się przygotować na spotkanie z As i Szpadką. Ubrałam różową koszulkę z napisem ,,KEEP CALM…”, na to ubrałam szarą bluzę z kapturem, krótkie, jasne szorty jeansowe i niebieskie trampki. Włosy uczesałam w zwykły kucyk, a grzywkę, która upadała mi na prawe oko, przypięłam wsuwką. Byłam gotowa do drogi.

13:00

Siedziałyśmy na kanapie i malowałyśmy paznokcie. Muszę przyznać, że Astrid nawet umie się bawić. Myślałam, że jest inna, a nie jak inne dziewczyny. Trochę może różni się od nas, ale co tam. Ma naprawdę duży dom, ale co się dziwić, skoro jej ojciec jest szefem dużej firmy, a jej mama kiedyś pracowała jako projektantka.

Szpadka – Może pójdziemy jutro na zakupy? – zapytała z uśmiechem.

Heathera – Chętnie bym poszła, ale As chyba nie jest szczęśliwa – wskazałam na dziewczynę, która siedziała zamyślona. Wiedziałam, że wszystkie wspomnienia wróciły.

Szpadka – Przepraszam Astrid, nie chciałam tego powiedzieć – powiedziała ze skruchą i spuściła głowę.

Astrid – Nic się nie stało – uśmiechnęła się – Tylko chciałabym o tym zapomnieć.

Zastanowiłam się przez chwilę. Przecież znam bardzo dobry sposób, żeby zapomnieć o przykrościach. Wystarczy tylko zmienić swój wygląd i po sprawie. Ale czy to jej pomoże? No nic. Trzeba zaryzykować.

Heathera – Mam pomysł. Musisz po prostu się zmienić – powiedziałam z uśmiechem.

Astrid – Zmienić? Ale jak? – zapytała ze smutkiem. Wiem, że jej naprawdę ciężko.

Heathera – Zmienisz wygląd i swoje zachowanie – powiedziałam.

Szpadka – Ale czy ty chcesz…? – zapytała.

Heathera – Tak – odpowiedziałam.

Perspektywa Astrid

Czemu wydaje mi się, że to zły pomysł? Nie wiem. Heathera chce mi pomóc, ale sama nie wiem czy to pomoże. Mama mówiła mi, że każdy jest sobą i nigdy nich się nie zmienia. Może to mi nawet pomoże zapomnieć? Mam nadzieję, że tak. Heathera wraz z Szpadką posadziły mnie przed lusterkiem i chwilę coś robiły z włosami. Poczułam dziwny zapach, który drażnił mój nos. Po godzinie skończyły i zaprowadziły mnie do szafy. Wybrały kilka moich ubrań i kazały mi je założyć. Po chwili wyszłam gotowa.

Szpadka – Łał…Astrid wyglądasz… - zaczęła z uśmiechem.

Heathera – Niesamowicie – dokończyła za nią – Spójrz do lusterka.

Podeszłam bliżej i zobaczyłam coś co mnie zdziwiło, a jednocześnie ucieszyło. Byłam ubrana w czarne ubrania, a mianowicie czarne, długie spodnie, czarna koszulka, a na to czarny sweter. Na głowie miałam wysoko uniesioną kitkę oraz, co mnie najbardziej zdziwiło, niebieskie pasemka.

Astrid – Dziękuję wam dziewczyny! – krzyknęłam szczęśliwa i przytuliłam je obie.

Heathera – Teraz możesz pokazać się chłopakom w szkole – zaśmiała się, a razem z nią Szpadka.

Poniedziałek

Wszyscy się na mnie dziwnie patrzą. Może to przez tą fryzurę? Nie wiem. Ale czy ja dobrze zrobiłam zgadzając się na tą zmianę. Westchnęłam. Usiadłam na ławce przed naszą pierwszą lekcją i czekałam na dziewczyny. Ale zamiast nich spotkałam Mieczyka, Czkawkę i Sączysmarka. Wszyscy mieli rozszerzone usta.

Astrid – No co? – zapytałam.

Sączysmark – Ty wyglądasz – zaczął, ale nie dokończył.

Czkawka – Pięknie – uśmiechnęłam się szeroko.

Śledzik – Co ci się stało? – zapytała po tym jak się ocknął.

Czkawka – Niech zgadnę. Robota Heathery? – zapytał, a ja przytaknęłam. Uśmiechnął się do mnie.

W ciszy czekaliśmy na dziewczyny, które jeszcze się nie pojawiły. Dopiero po dzwonku pojawiły się szybko biegnąc w naszą stronę. Na lekcji nauczycielka matematyki ciągle patrzyła się na mnie. W sumie nie dziwię się jej. Gdybym ja widziała swoją uczennicę wyglądającą jak ja, to sama bym się na nią patrzyła. Po skończonej lekcji poszłam razem z Szpadką pod następną salę, w której mieliśmy mieć lekcję.

Szpadka – Coś się stało? – zapytała widząc moją minę.

Astrid – Nic – odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami.

Szpadka – Mów, bo pójdę po Czkawkę – powiedziała z uśmiechem.

Astrid – No to idź – powiedziałam obojętnie.

Szpadka – No to idę – powiedziała i wstała.

Po chwili przyszła razem z….Czkawką?! Myślałam, że żartuje, a ona mi taki numer wycięła? Szpadka! Niech no ja cię tylko dorwę, to mnie popamiętasz przez następny rok! No i pięknie. Poszła dobie. Eh…Trzeba teraz będzie się spowiadać. No trudno, przynajmniej nie ma kazania.

Czkawka – Co się dzieje? – zapytał siadając obok mnie.

Astrid – Pomóż mi zmyć to coś z głowy – powiedziałam zdeterminowana.

Czkawka – Hej, Astriś. Już, spokojnie – przytulił mnie. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, ale jak zwykle musiało nam coś przerwać, a mianowicie dzwonek na lekcję.

Niechętnie się od siebie oderwaliśmy i ruszyliśmy do klasy. Po 7 godzinach w szkole jestem strasznie zmęczona, ale jeszcze muszę się pozbyć tego czego z głosy. Heathera zgodziła się, chociaż niechętnie, ale się zgodziła. Właśnie weszłam z Czkawką do mojego domu, by pomógł mi to zmyć. Ściągnęliśmy buty i położyliśmy torby w kąt. Poszłam do łazienki po potrzebne nam rzeczy. Po kilku minutach wróciłam i zobaczyłam jak Czkawka dotyka zdjęcia naszej całej rodziny.

Astrid – Idziesz? – zapytałam. Szybko odsunął się od zdjęcia i spojrzał na mnie.

Czkawka – Tak – odpowiedział i ruszyliśmy do łazienki, bo w salonie to tylko nabrudzimy.

Astrid – To co robimy najpierw? – zapytałam podając chłopakowi odżywkę.

Czkawka – Zamknij oczy, a ja cos z tym zrobię – powiedział.

Zamknęłam oczy bez wahania, bo niby czego mam się bać? To przecież Czkawka, mój najlepszy przyjaciel. Po godzinie kazał mi zmyć włosy. Zrobiłam tu, poczym je wysuszyłam. Spojrzałam w lustro i sparaliżowało mnie.

Astrid – Jak ty to zrobiłeś? – zapytałam spoglądając na moje włosy w dawnym kolorze.

Czkawka – Mama kiedyś zrobiła mi wykład z tego – odpowiedział. Zaśmiałam się.

Astrid – Chcesz coś do picie lub jedzenia? – zapytałam z uśmiechem.

Czkawka – Nie – odpowiedział.

Spędziliśmy razem z godzinę. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość. Okazało się, że nasz Czkawuś chce być weterynarzem. Ja też kiedyś chciałam, ale zrezygnowałam, ponieważ nie wytrzymałabym widząc zwierzę, które zdycha. Nagle wstał i gdzieś poszedł. Postanowiłem pójść za nim, ale czy on? Wszedł do mojego pokoju?

Czkawka – Ładnie tu masz – powiedział oglądając moje miejsce do przemyśleń.

Astrid – Dzięki – uśmiechnęłam się.

Czkawka – Czekaj – powiedział i podszedł do łóżka gdzie spod poduszki wystawało coś. O nie!

Astrid – Czkawka! – krzyknęłam, ale było już za późno. Wyciągnął zdjęcie, które pod nią było.

Czkawka – Kto to? – zapytał wskazując na postacie na zdjęciu.

Astrid – Ja, tata i moja prawdziwa mama, gdy miała 3 lata – odparłam i spuściłam głowę – Moja jedyna pamiątka po niej – dodałam.

Czkawka – Wcale, że nie – powiedział. Zdziwiłam się i spojrzałam na niego ze zdziwieniem – Odziedziczyłaś po niej oczy, włosy, pewnie i charakter, ale najbardziej piękność.

Astrid – Hej! – krzyknęłam – Oddawaj to! – rzuciłam się na niego i po chwili upadliśmy na łóżko.

Zaczęliśmy się szarpać. Zdjęcie gdzieś upadło, a my nadal się szarpaliśmy. Była niezła zabawa. W pewnym momencie Czkawka znalazł się nade mną i spojrzał mi w oczy. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam to samo. Powoli zaczął się do mnie zbliżać, a ja jak sparaliżowana nie mogłam nic zrobić. Może nawet nie chciałam? Był już bardzo blisko, jakiś centymetr, albo raczej mniej. Po chwili poczułam na swoich ustach usta Czkawki. Były miękkie i delikatne. Pocałował mnie. Oddałam mu pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętniejszy.

Perspektywa Czkawki

Nareszcie! Tak bardzo ją kocham, ale bałem się jej to powiedzieć. Ale czego ja się bałem? Czasami sam siebie nie rozumiem. Jej usta są takie delikatne jak skrzydła motyka, miękki i smakują jak wiśnia. Dziwne. Nie ma błyszczyka, może jadła? Zresztą nieważne. Ważne jest to, że jesteśmy tutaj we dwoje i nic się innego nie liczy.

Całowaliśmy się tak jeszcze kilka minut, aż zabrakło nam tchu. Oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy. Przybliżyłem się do niej i…

Czkawka – Kocham cię – szepnąłem jej do ucha.

Astrid – Ja ciebie też kocham, Czkawka – odpowiedziała mi szeptem.

Uśmiechnąłem się do niej i nachyliłem. Znowu zatonęliśmy w pocałunku. Gdy się oderwaliśmy od siebie, usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiami. Odsunęliśmy się od siebie szybko i zeszliśmy na dół. Okazało się, że to był tata As.

John – Witaj Czkawka – uśmiechnął się.

Czkawka – Dzień dobry = odwzajemniłem gest.

John – Widzę, że Astrid zmyła tą pasemkę – zauważył.

Astrid – Tak tato, zmyłam – powiedziała zirytowana.

John – I dobrze, bo w ogóle ci nie pasowała – zaśmiał się i ja również.

Astrid – A mówiłeś, że ci się podoba – powiedziała zdenerwowana.

John – Wiesz, że ciebie bym nigdy nie uraził – odpowiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni.

Astrid pokręciła głową i odprowadziła mnie do przedpokoju. Ubrałem buty i dostałem buziaka w policzek na pożegnanie, chociaż chciałbym gdzieś indziej.

Rozdział 13

Perspektywa Astrid

Od naszego pocałunku z Czkawką minął dokładnie tydzień. W szkole wszyscy o nas wiedzą, ale dziewczyny nadal nie dają Czkawce spokoju. Przyznam, że jestem o niego czasami zazdrosna, ale on tylko jak to widzi odpędza do siebie wszystkie dziewczyny. Ciekawi mnie jak on to robi? Przecież nie wyglądam inaczej, no może poza moją miną, ale wyglądam tak samo. Właśnie siedzę na przerwie po 3 lekcji i czekam na Czkawkę, który poszedł gdzieś z Mieczykiem. Zauważyłam, że ostatnio zaprzyjaźnili się i to bardzo. Nagle poczułam jak ktoś szarpnął mnie za rękę, a chwilę później zostałam przyciśnięta do ściany. Spojrzałam na tą osobę, którą okazał się…Łukasz?!

Astrid – Co ty robisz?! – krzyknęłam wściekła na niego.

Łukasz – Uspokój się złotko – zaśmiał się szyderczo i spojrzał na mnie.

Astrid – Zostaw mnie w spokoju! – tym razem krzyknęłam na całą szkołę. Wszyscy, którzy przechodzili, spojrzeli się na mnie – Pomocy!

Łukasz – I co się drzesz?! – zapytał mnie, a właściwie krzyknął w moją stronę.

Zamknęłam oczy, by nie spoglądać na tę jego ochydną gębę. Nagle poczułam szarpnięcie i już myślałam, że coś mi się stało, ale nic nie poczułam. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Czkawkę przyciskającego Łukasza do ściany. Podbiegła do niego, by nie zaczęli się bić.

Czkawka – Słuchaj… - zaczął, ale on tylko prychnął.

Astrid – Czkawka! Nie rób mu nic! – krzyknęłam, jednak on był jak w transie – Proszę! – powiedziałam to prawie płacząc. Spojrzał na mnie i po krótkim wahaniu puścił Łukasza.

Łukasza – Id do tej swojej blondyneczki! – krzyknął odchodząc.

Wtuliłam się w Czkawkę, a wszyscy rozeszli się. Usiedliśmy na ławce i opowiedziałam mu wszystko co się zdarzyło na przerwie za nim przyszedł. Po chwili dołączyli do nas przyjaciele.

Heathera – Co się stało? – zapytała siadając obok mnie – Czkawka?

Czkawka – Łukasz przycisnął ją do ściany – powiedział nadal zły.

Heathera – Niech ja go tylko dorwę, to obiecuję, że… - nie zdążyła, ponieważ zadzwonił dzwonek na lekcję.

Wszyscy weszliśmy do klasy. Miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie ze współczuciem, nawet Ilona. Westchnęłam i zaczęłam słuchać o czym mówi nauczyciel od historii. Po skończonej lekcji udałam się na świetlice gdzie mieliśmy mieć ostatnią lekcję, czyli wolne. Ale zamiast tam poszliśmy do samochodu Czkawki, który odwiózł nas do domów. Zostałam tylko ja, ale zamiast do mojego domu on skierował samochód w stronę jego domu.

Astrid – Dlaczego jedziemy do ciebie? – zapytałam unosząc jedną brew.

Czkawka – Spędzimy trochę czasu razem – uśmiechnął się i dalej jechaliśmy w ciszy.

Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce. Czkawka pierwszy wysiadł z auta i otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. Weszliśmy do jego domu gdzie nie było nikogo. Jego rodzice pewnie w pracy tak jak mój tata. Jutro sobota, więc nie musiałam iść tak wcześnie spać.

Czkawka – Chcesz coś do picia? – zapytał, a ja usiadłam na kanapie.

Astrid – Nie – odpowiedziałam krótko.

Czkawka – A do jedzenia? – pokręciłam przecząco głową. Westchnął i usiadł obok mnie.

Astrid – A twoi rodzice to o której wracają? – zapytałam z uśmiechem.

Czkawka – Zwykle to o 22:00, ale dzisiaj mają jakieś zebranie czy coś to o 23:00 najprędzej – odparł z dziwnym uśmiechem. Przynajmniej dla mnie był on dziwny – O czym myślisz? – zapytał po chwili.

Astrid – O niczym – powiedziałam i wybuchłam śmiechem nie wiedząc dlaczego.

Czkawka – O co chodzi? – zapytał mnie z uśmiechem.

Astrid – Sama nie wiem – zaśmiałam się.

Pokręcił głową i zaczął mnie łaskotać. Nie było mowy, żeby przestał, nawet moje prośby go nie przekonały. Widocznie mamy te same charaktery tylko, że on jest bardziej uparłszy ode mnie. Bawiliśmy się tak jeszcze przez godzinę. Później postanowiliśmy razem zrobić kolację. Spojrzałam na zegar i uśmiechnęłam się sama do siebie. Była 19:00, a ja zwykle o tej porze siedziałam z mamą i właśnie robiłyśmy kolację, tak jak teraz z Czkawką. Uświadomiłam sobie, że lepiej jest myśleć o tych, których nie ma i wspominać szczęśliwe chwile z nimi. Po godzinie usiedliśmy do stołu i zajadaliśmy się zrobionymi kanapkami.

Czkawka – Smakują? – zapytał biorąc jedną do ust. Potwierdziłam skinięciem głowy.

Astrid – A tobie? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

Czkawka – Bardzo – uśmiechnęłam się.

Nagle mój telefon zaczął wibrować. Wyciągnęłam go i zobaczyłam numer taty na wyświetlaczu. Szybko odebrałam, bo nie chciałam, żeby się o mnie martwił.

Astrid – Tak? – zapytałam radośnie.

John – Gdzie jesteś? – chyba był zaniepokojony.

Astrid – U Czkawki – odpowiedziałam i zaśmiałam się widząc Czkawkę patrzącego na swoje buty – Coś się stało?

John – Nie, tylko chciałem wiedzieć o której będziesz – powiedział wyraźnie z ulgą.

Astrid – Nie wiem, ale jak coś do zadzwonię do ciebie – powiedziałam i rozłączyłam się.

Czkawka spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Westchnęłam i pokręciłam głową z niedowierzeniem. Czasami wydaje mi się, że znam Czkawkę dłużej niż pół roku. Jakbyśmy byli przyjaciółmi od zawsze. Ale chyba znudziły mu się moje rozmyślania, bo pocałował mnie i uśmiechnął się.

Czkawka – Kto to był? – zapytała nadal mając uśmiech na twarzy.

Astrid – Mój tata. Chciał wiedzieć kiedy będę – poinformowałam go.

Czkawka – Aha – uśmiechnęłam się pod nosem – Pooglądamy coś? – zapytał po chwili.

Astrid – Jasne – powiedziałam i oparłam głowę o kanapę.

Czkawka wybrał jakiś film. Nawet fajny, ale byłam bardzo zmęczona, że nawet nie wiedziała co się w nim dzieje i o co chodzi. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

24:00

Perspektywa Stoicka

Wróciliśmy razem z moją żoną do domu. Spodziewaliśmy się, że Czkawka będzie już spać, ale nie liczyliśmy na to. Odkąd w lutym skończył 17 lat, stał się bardziej samodzielny i już myśli o planach na przyszłość. Weszliśmy do salonu gdzie zaskoczył nas widok jaki zobaczyliśmy. Astrid i Czkawka spali na kanapie wtuleni w siebie.

Valka – Jak słodko wyglądają – szepnęła do mnie.

Stoick – Zupełnie jak my w ich wieku – uśmiechnąłem się.

Valka – Może nie będziemy ich budzić? – zaproponowała.

Stoick – Pewnie, patrz jak śpią. Lepiej niech tak zostaną – szepnąłem i udałem się na górę do łazienki, by przebrać się w piżamę.

Wszedłem do pokoju i położyłem się obok śpiącej już Valki. Wiedzieliśmy, że Czkawka i Astrid są parą. Ojciec Astrid nawet był szczęśliwy z tego powodu. Uważał, że jego córka w końcu będzie szczęśliwa. Naprawdę podziwiam go. Stracił żonę, którą kochał i wychowywał córkę przez 4 lata sam, później związał się kobietą, którą pokochał, ale również ją stracił po 10 latach. Astrid to naprawdę silna dziewczyna, tyle przeszła i nie załamała się. Dobrze, że Czkawka poznał kogoś takiego jak ona.

Perspektywa Czkawki

Obudziłem się rano. Poczułem, że mam coś na klatce piersiowej. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blond włosy mojej Astriś. Spała jeszcze, więc postanowiłem jej nie budzić. Była 8:00 co wiem przez spojrzenie na telefon. Zamknąłem ponownie oczy i zasnąłem. Obudziło mnie dopiero dzwonienie telefonu. Sięgnąłem po mój, ale to nie był on. As powoli też się budziła i odebrała swój telefon.

Astrid – Tak? – zapytała jeszcze zaspanym głosem – Zaraz będę – odpowiedziała tylko i się rozłączyła.

Czkawka – Co się stało? – zapytałem widząc jej minę.

Astrid – Tata dzwonił i powiedział, że ma mi coś do powiedzenia – wstała z kanapy i poszła się ubrać – Pa! – powiedziała i pocałowała mnie w usta. Oddałem pocałunek.

Czkawka – Pa! – odpowiedziałem jej.

Zniknęła za drzwiami. Uśmiechnąłem się i poszedłem zrobić sobie śniadanie. Chociaż jest mama w domu, ale pewnie jest zmęczona. Po chwili usłyszałem kroki na schodach i zobaczyłem tatę. Usiadł przy stole i patrzył na mnie.

Czkawka – Co? – zapytałem.

Stoick – Nic, tylko mama stwierdziła, że pięknie wyglądacie z Astrid jak śpicie, a mi się przypomniała nasza młodość – powiedziała, a ja westchnąłem.

Czkawka – O której wy przyszliście? – zapytałem obojętnie.

Stoick – O północy – odpowiedział z uśmiechem – Mama jeszcze śpi – dodał.

Czkawka – Aha – usiadłem naprzeciw niego i zaczęliśmy jeść.

Stoick – To opowiadaj jak tam u was – zapowiedział, a ja zakrztusiłem się.

Perspektywa Astrid

Po 15 minutach chodzenia, doszłam do domu. Cicho weszłam do środka i ściągnęłam buty. Gdy weszłam do kuchni, zauważyłam tatę z kobietą. Odwróciła się do mnie, a mnie zamurowało. Była ubrana w białą sukienkę, jej włosy były ścięte do karku i w kolorze blond, a oczy były takiego samego koloru co moje. W ogóle była podobna do mnie.

John – Astrid chciałbym ci kogoś przedstawić – zaczął.

Astrid – Kogo? – zapytałam.

John – Wiem jaka będzie twoja reakcja, ja sam nie mogłem w to uwierzyć, ale jakoś udało się – powiedział.

Astrid – Ale o co chodzi? – zapytałam zaciekawiona, a jednocześnie zaniepokojona tym co chce mi powiedzieć mój ojciec.

John – Astrid, to jest…

Dedyk dla JulciaXD7722, Darcia123, Nika Hofferson i Natalinak2000! Gratuluję koffane!

Rozdział 14

Perspektywa Astrid

Stałam tak nadal nie wiedząc o co mojemu tacie chodzi. Jeśli on chce powiedzieć, że to jest jego nowa kobieta i ma być moją mamą, to niech sobie daruje. Nie mam zamiaru więcej nikogo poznawać i później cierpieć z tego powodu. Nawet jeśli Czkawce, by coś się stało to nie przeżyłabym. Stałam i patrzyłam na tą kobietę, która strasznie przypominała mi mnie. Uśmiechnęła się nieśmiało, a jej wyraz twarzy wyglądał tak znajomo.

John – Astrid to jest Annabeth – przedstawił ją – Twoja mama – dodał.

Zatkało mnie. Moja mama, która zaginęła 14 lat temu stoi tu przede mną i uśmiecha się. Nie! To nie może być prawda! Jej już nie ma! Zniknęła z mojego życia i chociaż bardzo zawsze chciałam ją poznać, to teraz już tego nie chcę.

Astrid – Moja...Że co?! – zapytałam nadal oszołomiona i ze łzami w oczach – Powiedz, że kłamiesz! – krzyknęłam w jego stronę.

John – Nie cieszysz się? – zapytał z uśmiechem.

Astrid – Z czego mam się niby cieszyć? – zapytałam – Z tego, że kobieta, której prawie nie znam, w ogóle jej nie znam, zjawia się w moim życiu po tylu latach?! – po moich policzkach spłynęły łzy.

Annabeth – As, ja ci to wszystko… - przerwałam jej.

Astrid – Zamilcz! – krzyknęłam w jej stronę – Nie chcę cię tu więcej widzieć!

Annnabeth – Ale… - zaczęła.

John – Astrid! – krzyknął na mnie.

Popatrzyłam na niego. Był zdenerwowany. A ja nie mogłam uwierzyć, że na mnie nakrzyczał. Po raz pierwszy od moich narodzin na mnie nakrzyczał. Ubrałam swoje buty i wybiegłam szybko z domu. Nie wiedziałam dokąd mam biec, ale na pewno jak najdalej od domu.

Perspektywa Czkawki

Zjadłem śniadanie z tatą i mamą, która już się obudziła. Wzięła talerze i wsadziła do zmywarki. Poszedłem i usiadłem na kanapie obok mojego psa. Szczerbatek ułożył głowę na moich nogach i spoglądał zaciekawiony na to co robi mama w kuchni.

Stoick – Dzisiaj idziemy z mamą do ojca Astrid – powiedział – Pójdziesz z nami?

Czkawka – Jasne – uśmiechnąłem się. Dobrze wiedziałem, że będzie tam również Astrid.

Stoick – A co tam masz? – zapytał się i wskazał na kartkę leżącą obok kanapy.

Czkawka – Czekaj – podniosłem ją i zobaczyłem, że to zdjęcie As, które widziałem pod jej poduszką – To chyba Astrid – powiedziałem i podałem mu zdjęcie.

Wziął j i uśmiechał się przez chwilę. Nie wiedziałem o co mu chodzi, ale chyba o to co przedstawiało zdjęcie. Szczęśliwa rodzina, której już nie ma. Po chwili oddał mi zdjęcie.

Stoick – Jest podobna do jej mamy, prawda? – zapytał mnie.

Czkawka – Tak – odpowiedziałem.

Nagle do pokoju weszła mama i zaśmiała się widząc nas. Usiadła obok mnie i spojrzała na zdjęcie.

Valka – Czy to As i jej mama? – zapytała. Przytknąłem – Naprawdę była śliczna.

Czkawka – As czy jej mama? – zaśmiałem się. Klepnęła mnie w ramię.

Valka – Obie – powiedziała i oddała mi zdjęcie.

Nagle mój telefon zaczął dzwonić, a na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer. No cóż, trzeba odebrać. Przyłożyłem telefon do ucha i usłyszałem przestraszony głos ojca Astrid. Spojrzałem przerażony na rodziców, poczym rozłączyłem się.

Valka – Co się stało? – zapytała widząc moją minę.

Czkawka – Dzwonił ojciec Astrid – powiedziałem osłupiały.

Stoick – I co? – zapytał.

Czkawka – Astrid uciekła z domu – odparłem, wstałem z kanapy i udałem się ubrać buty.

Valka – Dokąd idziesz? – zapytał mnie idąc za mną wraz z tatą.

Czkawka – Jadę do jej ojca – odpowiedziałem tylko i już miałem wyjść, ale zatrzymali mnie rodzice.

Stoick – Wszyscy jedziemy – oznajmił i wyszliśmy.

Szybko wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu As. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy i udaliśmy się do jej domu. Zadzwoniłem do drzwi, które po chwili otworzył nam jej Pan John. Zaprosił nas do środka i weszliśmy do salonu. Moim oczom ukazała się kobieta o blond włosach i niebieskich oczach taki jak Astrid.

Valka – Co się stało? – zapytała od razu.

John – Gdy As była u was, do mojego domu przyszła ta kobieta. Wpuściłem ją do środka. Z początku nie wiedziałam o co jej chodzi, ale po chwili powiedziała mi wszystko – wyjaśnił.

Valka – I? – zapytała.

John – To jest Annabeth – powiedział – Mama Astrid – dodał.

Czkawka – Aha…Zaraz! Że co?! – wytrzeszczyłem oczy.

Stoick – Ale jak to? – zapytał zdezorientowany.

Annabeth – To może ja wam wszystko wytłumaczę – powiedziała spokojnym głosem. Miała bardzo podobny do As, tylko, że jej głos był bardziej stanowczy.

Usiedliśmy przy stole w kuchni i spoglądaliśmy na mamę As. Nadal trudno mi uwierzyć w jej pojawienie się, ale los ma różne niespodzianki dla nas. Kobieta westchnęła i zaczęła opowiadać.

Annabeth – 14 lat temu wyjechałam w ramach pracy do dżungli gdzie panowały okropne warunki. Miałam padać tam tygrysy – wyjaśniła nam – Jednak pewnej nocy, gdy wszyscy spaliśmy, usłyszałam jakiś szelest. Wyszłam z namiotu i zobaczyłam jednego z tygrysów. Na początku przestraszyłam się, ale po chwili obok niego pojawił się dziwnie ubrany mężczyzna – powiedziała – Podszedł do mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że jest podróżnikiem i od lat podobnie jak ja bada tygrysy. Zaproponował mi, że pokaże wszystko o tygrysach. Zgodziłam się. Poszliśmy do jego chatki i już tam zamieszkałam. Przez 14 lat zdobywałam informacje o tygrysach, ale im bardziej to robiłam, tym bardziej tęskniłam za wami – zakończyła i spojrzała na nas – Jest mi strasznie wstyd, że praca liczyła się dla mnie bardziej niż własna rodzina.

Valka – Astrid świetnie sobie radziła bez Pani – powiedziała mama.

Annabeth – Na pewno – westchnęła.

John – Powiedziałem, że zaginęłaś i prawdopodobnie zginęłaś – odparł – Co noc pytała się czy wrócisz, ale ja odpowiadałem, że nie. Żeby się nie przejmowała, bo zawsze będziesz w naszym sercu – dodał – Aby zapewnić jej pustkę, ożeniłem się z kobietą, którą kochałem.

Annabeth – A gdzie ona jest? – zapytała.

John – Nie żyje. 3 miesiące temu zginęła, bo miała wypadek wraz z As – poinformował.

Annabeth – Przykro mi – chyba naprawdę było jej przykro – Naprawdę nie chciałam, żeby tak to się potoczyło – spuściła głowę w dół.

Stoick – Teraz już nic Pani nie może zrobić – powiedział – Najważniejsze to teraz znaleźć Astrid – dodał.

Przytaknąłem głową. Zaczęliśmy się zastanawiać gdzie mogła pójść, ale nikt nie wiedział gdzie często chodzi. Nagle przypomniałem sobie tą kawiarnię, w której często bywaliśmy.

Czkawka – Chyba wiem gdzie może być – powiedziałem.

John – Gdzie? – zapytał szybko.

Czkawka – W kawiarni ,,Bork” – odpowiedziałem – Często tam przesiadywaliśmy.

Valka – No to jedziemy do kawiarni – powiedziała z uśmiechem.

Weszliśmy do samochodu, oczywiście ojciec As i jej mama wsiedli do swojego i pojechaliśmy do ,,Bork”. Jednak i tam jej nie było. Usiadłem zrezygnowany przy jednym ze stolików podczas, gdy mama rozmawiała z kelnerką. Postanowiłem zadzwonić do naszych znajomych, może tam mogła być.

Czkawka – Heathera? – zapytałem.

Heathera – Czkawka? – odpowiedziała.

Czkawka – Była może u ciebie Astrid, tylko powiedz prawdę, bo jej rodzice się o nią martwią – oznajmiłem z powagą, ale mój głos drżał.

Heathera – Nie, nie był jej u mnie – powiedziała – Ale jak to rodzice? – zapytała po chwili.

Czkawka – Później wytłumaczę ci – rozłączyłem się.

Zadzwoniłem jeszcze do Śledzika, Sączysmarka, Bliźniaków i Ereta, ale nikt jej nie widział. Mama podeszła do mnie i wyszliśmy z kawiarni.

Valka – Kelnerka powiedziała, że jej nie było, ale jeśli się pojawi to da nam znać – powiedziała i westchnęła.

Czkawka – U naszych przyjaciół też jej nie ma – dodałem.

John – To gdzie ona może być? – zapytał ze zdenerwowaniem.

Stoick – Nie zamartwiajmy się. Musimy być cierpliwi – powiedział.

Pojechaliśmy do domów. Od razu, gdy ściągnąłem buty, pobiegłem do mojego pokoju. Położyłem się na łóżku i zacząłem rozmyślać o Astrid. Nie było jej w miejscach, które znam i nawet u przyjaciół. Nagle do mojego pokoju wszedł Szczerbatek. Usiadł obok mnie na łóżku i zaczął lizać po ręce.

Czkawka – Gdzie ona może być Szczerbek? – zapytałem ze smutkiem. On tylko zaskomlał – Tak. Wiem, wiem. Ty też się o nią martwisz – powiedziałem.

Nagle szybko zerwał się z łóżka i wszedł pod łóżko. Na początku mnie to trochę zdziwiło, ale w końcu to Szczerbatek. Jego nie da się zrozumieć. Położyłem się i spojrzałem w sufit. Miałem nadzieję, że z As wszystko w porządku. Nagle obok mnie wskoczył Szczerbuś. Miał coś w pyszczku, a tym czymś była jego zabawka. Zaśmiałem się, to jego stara zabawka, którą zawsze się bawił. Pewnie przypomniał sobie stare czasy.

Czkawka – Chcesz się bawić? – zapytałem śmiejąc się. On podsunął zabawkę w kształcie kości do mnie – Co? – nagle uświadomiłem sobie coś – No tak! Szczerbatek jak ja cię kocham! – przytuliłem mojego psa i zbiegłem na dół, a on za mną.

Valka – Co się stało – zapytała widząc mój uśmiech.

Czkawka – Mam! – krzyknąłem na cały dom.

Stoick – Ale co? – dołączył się do rozmowy. Czkawka – Wiem gdzie może być As! Szczerb mi pomógł i zasłużył na podwójną porcję karmy dzisiaj – uśmiechnąłem się do niego.

Valka – No dobrze, ale co mamy robić? – zapytała.

Czkawka – Zadzwońcie do rodziców Astrid i powiedzcie, żeby przyjechali do stadniny koni – powiedziałem.

Tata zadzwonił do nich, a ja szybko się ubrałem. Dobrze, że Szczerbatek podał mi tą zabawkę. To mój najlepszy przyjaciel! Przypomniałem sobie zdjęcie, które zostawiła u nas Astrid. Była tam razem z mamą i tatą obok konia. Miałem tylko nadzieję, że tam ją znajdziemy.

Rozdział 15

Perspektywa narratora

Młoda dziewczyna siedziała sama na ogromnym kamieniu i błądziła gdzieś myślami. Patrząc w niebo można powiedzieć, że szukała odpowiedzi na swoje pytania. Blondynka dobrze wiedziała, że nie znajdzie odpowiedzi na wszystkie jej pytania, ale zawsze można było spróbować. W pewnym momencie cicho westchnęła i spojrzała w jednym kierunku. A mianowicie na koniu koloru białego. Zwierze podeszło do niej i delikatnie pchnęło w ramię.

Astrid – Co tam mała? – zapytała głaszcząc konia – Wichurka za tobą tęskni.

Koń odpowiedział jej rżeniem. Dziewczyna zamyśliła się tak jakby szukała czegoś co utkwiło jej w pamięci. Nagle usłyszała warkot silnika i zobaczyła dwa dobrze jej znane samochody. Po chwili zobaczyła wysiadającego z czarnego samochodu bruneta, który coś tłumaczył reszcie. W końcu ruszył w kierunku oddalającej się Astrid.

Czkawka – Astrid! Zaczekaj! – krzyknął, jednak dziewczyna nie zatrzymała się.

Po chwili dogonił ją i stanął przed nią. Blondynka wydawała się zdenerwowana i zakłopotana jednocześnie. Czkawka zmusił ją do patrzenia mu w oczy podnosząc jej podbródek.

Czkawka – Astrid – wyszeptał jej imię.

Astrid – Co? – zapytała sucho.

Czkawka – Chodź ze mną – poprosił – Wszyscy się o ciebie martwili, zaraz będzie zmrok – spojrzał jej w oczy.

Astrid – Nie – powiedziała zła i wyrwała się. Stanęła tyłem do chłopaka.

Czkawka – Astriś porozmawiamy w domu, tylko wróć z nami – szepnął jej do ucha obejmując w talii.

Astrid szybko odwróciła się w jego kierunku i przytuliła mocno. Zdziwiony nieco tym odwzajemnił uścisk i ukrył twarz w jej włosach. Po chwili podszedł do nich biały koń dziewczyny.

Czkawka – Ej, a co to za ślicznotka? – zapytał głaszcząc konia.

Astrid – To jest Isabella – uśmiechnęła się i dotknęła konia – Chciałabyś kogoś zobaczyć? – odpowiedziało jej rżenie, które wywołało jeszcze szczerszy uśmiech na jej ustach.

John – Astrid! – krzyknął biegnąc w jej stronę i mocno przytulając. Obok niego byli pozostali – Nie rób mi tak więcej, kochanie – pocałował ją w czoło.

Astrid – Dobrze – uśmiechnęła się i spojrzała w stronę niedawno poznanej kobiety, która uśmiechała się lekko i nieśmiało – Mogę coś pokazać? – zapytała i spojrzała w oczy ojca.

John – Oczywiście – odpowiedział.

Dziewczyna odsunęła się od niego i podeszła do swojego konia. Ten powoli szedł za nią, aż dotarł do gromadki osób, która patrzyła na to z podziwem. Pierwsza odważyła się odezwać Annabeth, która rozpoznała swojego konia.

Annabeth – Isabella, tak bardzo za tobą tęskniłam – przyłożyła nieufnie rękę do głowy konia i zaczęła go lekko gładzić, co podobało się mu.

John – Bardzo się zmieniła – szepnął sam do siebie, ale i tak usłyszała to jego córka.

Astrid nieśmiało uśmiechnęła się do matki co wywołało uśmiech na twarzy Czkawki. Blondyna podeszła do córki i nieśmiało zaczęła mówić.

Annabeth – Astrid, ja wiem, że możesz mnie nienawidzić za to co ci zrobiłam – zaczęła – Ale ja naprawdę nie chciałam tego. Praca tak mnie pochłonęła, że zapomniałam o rodzinie. Wiem, że to moja wina i jeśli mi nie wybaczysz, zrozumiem – spuściła wzrok z dziewczyny na swoje niebieskie buty.

Astrid – Ja… - spojrzała na swojego chłopaka, który patrzył cały czas na nią i uśmiechał się szeroko. W pewnym momencie zwątpiła. Uważała, że było jej dobrze bez poznania prawdziwej mamy, ale przypomniała sobie te wszystkie nie przespane nocy i codzienne wybudzanie się z koszmarów. W tej chwili uświadomiła sobie, że tak bardzo potrzebowała mamy, a teraz kiedy ma ją przy sobie, odtrąca ją. Poczuła napływ odwagi – Ja wybaczam ci za to, że nie było cię ze mną przez 14 lat. W sumie to nawet nie pamiętam jak wyglądałaś i nie wiem jaka byłaś. Znałam cię tylko ze zdjęć i opowieści taty i opiekunki.

Annabeth – Oh, Astrid – z jej oczu zaczęły ciec łzy – Nawet nie wiesz jak się cieszę.

Astrid – Ale to nie znaczy, że będę do ciebie mówić mamo – powiedziała – Na razie nie chcę – dodała spokojniej.

Annabeth – Dobrze – odpowiedziała i przytuliła blondynkę.

Valka – Uważam, że powinniśmy już jechać – powiedziała z uśmiechem.

Wszyscy przytaknęli i wsiedli do swoich samochodów. Po godzinie byli na miejscu pod domem dziewczyny.

Perspektywa Astrid

Cieszę się, że pogodziłam się z mamą, ale jeszcze muszę się przyzwyczaić do wielu zmian. Nadal pamiętam moją mamę, która zginęła. Sama już nie wiem jak mam na nią mówić. Angela czy mama, a jak mam mówić do mojej mamy? Ona ma chyba na imię…Annabeth? Tak, Annabeth. Tata nigdy za wiele o niej nie opowiadał, tylko jak wyglądała i jak bardzo mnie kochała. Nigdy nie wspomniał jej imienia ani nawet jak się zachowywała. Mniejsza z tym. Dojechaliśmy do mojego domu. Wysiadłam z samochodu, a ponieważ tata zaprosił Czkawkę i jego rodziców do nas, to weszliśmy całą szóstką do naszego domu. Po zdjęciu moich biało – różowych Nike’ów poszłam razem z Czkawką do mojego pokoju gdzie na łóżku leżała Wichura.

Czkawka – Tobie też tak robi? – zapytał ze śmiechem – Mnie Szczerbek robi tak codziennie – dodał.

Astrid – Ale przynajmniej nigdy się nie nudzę – odpowiedziałam z uśmiechem poczym usiedliśmy na łóżku.

Czkawka – I co teraz? – spojrzałam na niego ze zdziwieniem – Pogodzisz się z mamą? – zapytał widząc moją minę.

Astrid – Pogodziłam się z nią tylko nie wiem czy mam do niej mówić mamo, czy… - urwałam przypominając sobie jej imię.

Czkawka – Annabeth – zakończył moją wypowiedź.

Westchnęłam i położyłam się na łóżku. Po chwili poczułam jego ciepłe usta na moich. Pogłębiłam pocałunek, ale nagle ktoś zapukał do pokoju. Szybko oderwaliśmy się od siebie i cicho zaśmialiśmy.

Astrid – Proszę! – powiedziałam głośno, by osoba weszła.

Do pokoju weszłam moja ma…Annabeth. Uśmiechnęła się i spojrzała na Czkawkę, który również się uśmiechał. Czyżby oni się polubili, a może mi się tak wydaje? Wstałam i podeszłam do niej.

Astrid – O co chodzi? – zapytałam.

Annabeth – Zrobiłam kolacje i chciałam zapytać czy przyjdziecie na dół – uśmiechnęła się.

Astrid – Jasne, powiedz tacie, że za chwilę przyjdziemy – odpowiedziałam i spojrzałam na Czkawkę.

Annabeth wyszła, a my jeszcze chwilę porozmawialiśmy z Czkawką i zeszliśmy na dół.

Usiedliśmy naprzeciwko naszych rodziców i zaczęliśmy jeść zrobione przez mojego tatę spaghetti. Naprawdę świetnie sobie radzi w kuchni. Jedliśmy w ciszy i co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie. Nagle poczułam skrobanie po nogach, zerknęłam pod stół i zobaczyłam Wichurkę. Zapomniałabym, zawsze dawałam jej jakieś przekąski, ale teraz raczej nie wypada. Nagle rozmowę zaczął mój tata.

John – Astrid, niedługo są wakacje i postanowiliśmy z mamą, że pojedziemy we trójkę nad morze – powiedział. Ucieszyłam się, ale zaraz mina mi zrzędła, gdy przypomniałam sobie o czymś.

Astrid – Ale tato ja nie mogę jechać – odpowiedziałam. Widocznie był zdziwiony moją odpowiedzią, bo uniósł pytająco brwi – To były ostatnie wakacje z mamą – dodałam szeptem.

Annabeth – To chyba nie był najlepszy pomysł – stwierdziła i uśmiechnęła się do mnie – Jeśli nie chcesz, to nie musimy jechać.

Dalej siedzieliśmy i jedliśmy w ciszy. Gdy skończyłam, wstałam i włożyłam talerz do zmywarki. Wzięłam z szafki karmę dla Wichury i wsypałam jej do miski. Od razu podbiegła uszczęśliwiona i zaczęła zjadać smakołyki.

Astrid – To ja idę do pokoju – powiedziałam krótko i skierowałam się ku górze.

Perspektywa Czkawki

Astrid dziwnie się zachowuje. Gdy jej ojciec powiedział o wyjeździe nad morze, tak jakby posmutniała i od razu przypomniała sobie o jej mamie. Ale się jej nawet nie dziwię, gdybym ja stracił mamę, to nie wiem co bym zrobił. Astrid świetnie daje sobie radę i wiem, że poradzi sobie. Ale nie da rady sama. Po zjedzeniu kolacji zaczęliśmy się już zbierać. Była może 21:00, bo trochę zasiedzieliśmy się na rozmowach.

Valka – Mam nadzieję, że uda się wam przekonać Astrid do wyjazdu – powiedziała przyjaźnie.

John – Ja też – westchnął i uśmiechnął się przymusowo.

Stoick – Czkawka pożegnaj się z Astrid i jedziemy – powiedział i wyszedł zapalić samochód.

Skierowałem się w stronę schodów, które prowadziły do jej pokoju. Zapukałem lekko, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Uchyliłem drzwi i zobaczyłem ją leżącą z laptopem na łóżku. Na uszach miała słuchawki w kolorze czarnym, takim jak jej laptop. Usiadłem cicho za nią i zasłoniłem oczy, chyba się wystraszyła, bo od razu się wyrwała i ściągnęła słuchawki patrząc w moją stronę.

Astrid – Czkawka! – krzyknęła oburzona. Zaśmiałem się cicho, ale tak jak przypuszczałem usłyszała to i uderzyłam mnie w ramię.

Czkawka – Za co?! – krzyknąłem ze śmiechem, rozmasowując sobie ramię.

Astrid – Za skradanie – uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek – A to za to, jak bardzo cię kocham – tym razem ja się uśmiechnąłem.

Nagle usłyszałem wołanie mamy. Przewróciłem oczami i spojrzałem na As. Pocałowałem ją lekko i niemalże wybiegłem z pokoju wprost na dół, gdzie czekała mama. Uśmiechnąłem się głupio i wyszliśmy, poczym pojechaliśmy do domu.


Rozdział 16

Środa

Perspektywa Czkawki

Zostały jeszcze 3 lekcje. Mam nadzieję, że szybko miną i będą chociaż ciekawe. Co się zmieniło przez te 4 dni? Astrid pogodziła się z jej mamą i już oficjalnie mówi do niej ,,mama’’. Dzisiaj razem z całą paczką mamy iść do ,,Borka’’ i omówić co będziemy robić w weekend, bo mamy robić razem projekt. Nasza wychowawczyni nam go zadała i mamy przynieść go za miesiąc. Trochę nam to zajmie, ale zdążymy. Czekałem na Astrid, która poszła gdzieś z Heatherą i Szpadką i do tej pory jeszcze nie wrócili.

Mieczyk – Przyszły już? – zapytał podchodząc do mnie.

Czkawka – Jeszcze nie – odpowiedziałem – Na pewno zaraz przyjdą.

Mieczyk – Jakby Szpadka nie przyszła mnie, by to pasowało – zaśmiał się, a zaraz po tym przyszli do nas Śledzik i Sączysmark.

Śledzik – Jeszcze nie przyszły? – zapytał ze znudzeniem. Pokiwałem przecząco głową – Nie ma ich już 10 minut.

Westchnąłem i zrezygnowany usiadłem na ławce przed klasą. Nagle Sączysmark wskazał na coś głową. Spojrzałem w tą stronę i zobaczyłem nasze panie w dobrym humorze.

Sączysmark – Wróciły – prychnął. Podeszły do nas i popatrzały ze zdziwieniem.

Szpadka – No co? – zapytała i wzruszyła ramionami.

Sączysmark – Ileż można na was czekać?! – zapytał ze złością, a my spojrzeliśmy się na niego – No co?!

Mieczyk – Uspokój się Smark – zaśmiał się pod nosem.

Heahera – Ale o co chodzi? – zapytała – Nie było nas tylko 5 minut – dodała.

Śledzik – Jak pięć minut? Przecież widać na zegarze, że 10 – powiedział z oburzeniem co pierwszy raz można od niego usłyszeć.

Heathera – Jakbyś wiedział, że ten zegar jest zepsuty, to byś siedział cicho – warknęła z oburzeniem i odwróciła się do As.

Zaśmialiśmy się. Podszedłem do Astrid i objąłem ja ramieniem, uśmiechnęła się i wtuliła we mnie. Dobrze, że mam ją, bo ja nie wiem nawet co bym bez niej robił. Chyba się nudził. Moje rozmyślenia przerwała Astrid, która dołączyła się do rozmowy.

Astrid – To zaraz po szkole idziemy do ,,Borka”? – zapytała jak zawsze z uśmiechem.

Czkawka – Tak – kiwnąłem głową.

Szpadka – Co my mamy później? – zapytała i zaczęła grzebać w plecaku.

Śledzik – Jeśli się nie mylę, to matematykę – odpowiedział.

Szpadka – Uff… - załapała się za głowę i pokiwała na boki – Dobrze, że wzięłam.

Astrid – Wzięłaś co? – zapytała.

Szpadka – Tą kartkę co nauczycielka mi dała - pokazała nam ją. Była to kartka z zadaniami z matematyki.

Zadzwonił dzwonek i weszliśmy na lekcję. Teraz mieliśmy niemiecki, czyli jedna wielka nuda. Nauczycielka sprawdzała zadanie domowe w zeszycie, ale i tak wszyscy mieli, bo było bardzo łatwe. Na matematyce powtarzaliśmy to co poznaliśmy na początku roku, a na polskim, który był ostatni omawialiśmy jeszcze ten projekt co mamy go zrobić. W końcu zadzwonił dzwonek i wszyscy udaliśmy się do szatni. Dzisiaj przyjechałem samochodem, więc będziemy szybciej w kawiarni.

Gdy miałem już wejść do szatni, w której było zgaszone światło, usłyszałem krzyki. Szybko wszedłem, zaświeciłem światło i potknąłem się o coś. Wylądowałem na ziemi i zobaczyłem całą paczkę leżącą na ziemi jeden na drugim. Nie wiem co się stało, ale na pewno ktoś coś zrobił. Szybko wstałem i podszedłem do przyjaciół, którzy nadal leżeli na sobie.

Astrid – Czkawka nie stój tak! Pomóż mi! – ledwo co powiedziała.

Podszedłem do niej i chwyciłem za ręce wyciągając ją z pod reszty. Oboje upadliśmy tak, że ona leżała na mnie. Uśmiechnąłem się chytrze i pocałowałem ją w usta. Pogłębiła pocałunek, ale nie dane było nam dłużej trwać w tej chwili, ponieważ Smark musiał się odezwać.

Sączysmark – Ej, kochasie! Pomożecie czy nie? – zapytał próbując się wydostać.

Czkawka – Pomożemy? – szepnąłem As na ucho.

Astrid – Nie mamy innego wyboru, jeśli mamy się spotkać – zaśmiała się i pomogła mi wstać.

Podeszliśmy do nich i próbowaliśmy pomóc im wstać, ale to nie było takie łatwe. Gdy już wstali, ubraliśmy buty i mieliśmy już wychodzić, gdy Szpadka jęknęła. Odwróciliśmy się w jej stronę i zobaczyliśmy ją trzymającą się za nogę.

Mieczyk – Szpadka? – zapytał ze zdenerwowaniem, widząc swoją siostrę.

Szpadka – Moja noga – syknęła i odsłoniła ranę, z której spływała krew i coś wystawało.

Czkawka – Czekaj – powiedziałem i podszedłem do dziewczyny, która stała nieruchomo.

Z jej uda wystawał odłamek szkła. Delikatnie go wyciągnąłem sprawiając przy tym ból Szpadce. Po chwili już go nie było w nodze, tylko w mojej ręce. Mieczyk podszedł do swojej siostry i podał jej chusteczkę. Szybko zabraliśmy ją zamiast do kawiarni, do lekarza. Spędziliśmy tam chyba z godzinę, ale nic jej nie będzie. Okazało się, że miała szklaną butelkę po Tymbarku i stłukła się, gdy upadała. Aktualnie siedzimy u mnie i omawiamy ten projekt.

Sączysmark – To co kto robi? – zapytał po chwili ciszy.

Czkawka – To ja może naszykuję potrzebne materiały, a wy poszukajcie czegoś w Internecie – powiedziałem.

Mieczyk – Mnie tam nawet pasuje! – powiedział uradowany. Zaśmialiśmy się i zabraliśmy do planowania reszty.

Po dwóch godzinach planowania i śmiechu przyjaciele zaczęli się zbierać. Za tydzień spotykamy się również u mnie i możemy siedzieć do nocy. W końcu i tak będzie 1 maja i mamy wolne. Pożegnałem się z As pocałunkiem w policzek i zostałem sam w domu.

Perspektywa Astrid

Następnego dnia wstałam o 6:00 ranem i jeszcze szukałam po omacku mojego budzika. Musiałam podnieść głowę, by zobaczyć gdzie jest. Znalazłam! Teraz wystarczy tylko wyłączyć go i zejść na śniadanie. Wstałam z łóżka i podeszłam do mojej szafy zabierając z niej potrzebne rzeczy. Udałam się do łazienki, odświeżyłam, umyłam zęby i przebrałam. Zeszłam na dół na śniadanie i usiadłam przy stole.

Annabeth – Widzę, że dzisiaj idziesz z rozpuszczonymi włosami – uśmiechnęła się, a ja spojrzałam na nią ze zdziwieniem.

Astrid – Jak to? – zapytałam – Dzięki, że mi przypomniałaś! - krzyknęłam i pobiegłam do łazienki.

Zrobiłam szybko koka, który nie wyszedł mi i wyglądał jak poczochrany, ale może być. Wróciłam do stołu gdzie siedział już tata. Pewnie przyszedł pod moją nieobecność. Usiadłam naprzeciwko i spojrzałam na niego.

Astrid – W następnym tygodniu masz wolne? – zapytała szybko.

John – Nie, a co? – popatrzył na mnie z zaciekaniem.

Astrid – Myślałam, że spędzimy razem czas – powiedziałam obojętnie – Ale może spotkam się z Czkawką lub Heatherą i Szpadką – dodałam.

Westchnęłam i spojrzałam na mamę. Położyła miskę moich płatków przede mną, ale jakoś przeszła mi na nie ochota. Po kilku minutach spojrzałam na zegar i stwierdziłam, że zostało mi 20 minut do dzwonka.

Astrid – Ja już pójdę do szkoły – powiedziałam i wstałam, ale zatrzymała mnie mama.

Annabeth – Podrzucę cię – zaproponowała. Przytaknęłam i poszłam ubrać się w moją niebieską kurtkę i biało – różowe Nike. Dzisiaj było dość pochmurnie i zimno, a do tego padał deszcz, więc tak się ubrałam – Możemy jechać – powiedziała.

Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do auta. Jakoś nie chciało mi się rozmawiać, ale mama zaczęła temat, więc musiałam go kontynuować.

Annabeth – Ile masz dzisiaj lekcji? – zapytała z uśmiechem.

Astrid – Pięć, a co? – teraz to ja zapytałam zaciekawiona.

Annabeth – Zabiorę cię po szkole na zakupy – powiedziała – Wichurce skończyła się karma. A jutro ile masz lekcji?- teraz to mnie dopiero zdziwiła.

Astrid – Po co ci to wiedzieć? – zapytałam ostrożnie. Zaśmiała się – Jutro mam trzy – rzuciłam szybko, gdy dojechałyśmy pod szkołę.

Wysiadłam z samochodu i już miałam zamknąć drzwi, ale mama coś powiedziała. Popatrzyłam na niż i uśmiechnęłam się poczym zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku szkoły.

Podeszłam do mojej paczki stojącej obok okna i rozmawiającej. Czkawka stał obrócony Tylem, więc wpadł mi do głowy świetny pomysł. Gdy reszta mnie zauważyła, pokazałam im, żeby byli cicho, a sama podeszła od tyłu do Czkawki.

Astrid – Buuu! – krzyknęłam. Chłopak podskoczył i odwrócił się w moją stronę trzymając się w miejscu gdzie było serce. Zaśmiałam się cicho.

Czkawka – Astrid! Nie rób mi tak więcej! – powiedział i odetchnął z ulgą.

Astrid – Najprzystojniejszy chłopak w szkole boi się własnej dziewczyny? – zapytałam i uniosłam jedną brew do góry. Ręce miałam skrzyżowane na piersiach i wyczekiwałam na odpowiedź.

Czkawka – Nie, nie boję się ciebie – prychnęłam i odwróciłam się w stronę Szpadki. Dzisiaj czuła się już lepiej, ale na pewno zapamięta, żeby na przyszłość nie nosić szklanych butelek w plecaku.

Chwilę jeszcze rozmawialiśmy i zadzwonił dzwonek. Weszliśmy do klasy, a że pierwszą mamy wychowawczą to usiadłam razem z Szpadką, więc mogłyśmy obgadać co i jak z projektem.

Szpadka – Ja dzisiaj po szkole idę od razu na Internet i szukam potrzebnych wiadomości, a ty? – zapytała prosto z mostu.

Astrid – Jeszcze nie wiem – wzruszyłam ramionami – Mama prosiła mnie bym pojechała z nią po karmę dl Wichury, bo się skończyła – powiedziałam po chwili widząc jej zdziwienie na twarzy.

Szpadka – Aha – powiedziała i już się nie odzywała.

Po kilku minutach poczułam jak ktoś klepie mnie po plecach. Odwróciłam się do tej osoby, którą okazał się Czkawka siedzący wraz z Mieczykiem. Przewróciłam oczami i spojrzałam na nich.

Mieczyk – Czkawka pyta czy się na niego dalej fochasz – powiedział i wskazał palcem na chłopaka.

Astrid – Hm, niech pomyślę…Nie – zaśmiałam się i rzuciłam pełne radości spojrzenie brunetowi. Odwzajemnił je uśmiechem.

Czkawka – To, jeśli się nie gniewasz przyjdziesz dzisiaj do mnie? – zapytał. Uniosłam brwi i spojrzałam na niego podejrzliwie – Mieczyk, Szpadka, Sączysmark i Śledzik nie mogą – usprawiedliwił się.

Astrid – No dobra – powiedziałam i odwróciłam się do tablicy.

Po lekcjach, które skończyły się szybko, zobaczyłam pod szkołą samochód mamy. Podbiegłam do niego i wsiadłam. Mama na mój widok uśmiechnęła się i odpaliła samochód. Nagle zaczęłam temat.

Astrid – Mamo? – zapytałam. Spojrzała na mnie – Mogę dzisiaj przyjść do Czkawki?

Annabeth – Jasne. Nawet miły ten chłopak – powiedziała.

Astrid – Wiem. Wszyscy mi mówią, że on ma szczęście, że na mnie trafił, a ja uważam inaczej – powiedziałam.

Annabeth – Uważasz, że ty masz wielkie szczęście trafiając na Czkawkę – uśmiechnęłam się – Też tak miałam z twoim ojcem – dodała.

Perspektywa Johna

Wróciłem z pracy dzisiaj wcześniej. Moich pań w domu nie było, a na stole leżała kartka. Annabeth napisała, że jedzie z As na zakupy. Westchnąłem i podszedłem do lodówki zabierając z niej kanapki zostawione przez moją żonę i usiadłem na kanapie. Jednak nie dane mi było zjeść, ponieważ ktoś zaczął dzwonić do drzwi. Niechętnie wstałem i poszedłem, by otworzyć je. Moim oczom ukazała się Eva. Była to brązowowłosa dziewczyna, nosząca okulary i zawsze chodząca w spodniczkach. Kiedyś była najlepszą przyjaciółką Astrid, ale pokłóciły się nie wiem o co.

John – Eva? – zapytałem. Przytaknęła – Co ty tu robisz?

Eva – Chciałabym przeprosić As – powiedziała i spuściła głowę.

John – Może wejdziesz? – zaproponowałem. Zgodziła się i weszła do salonu gdzie usiedliśmy na kanapie – Wiesz, że to już prawie pół roku odkąd się pokłóciłyście?

Eva – Wiem, ale wcześniej nie miałam odwagi – przyznała smętnie. Po chwili rozejrzała się i zmarszczyła brwi – A gdzie jest Pani Angela?

John – Widzisz – westchnąłem – Ona zginęła kilka miesięcy temu podczas wypadku samochodowego. Była razem z Astrid w samochodzie, ale jej nie udało się uratować – wyznałem na chwilę wracając do wspomnień.

Eva – Przykro mi – powiedziała – A jak Astrid to przeżyła? – zapytała po chwili.

John – Przez miesiąc nie chciała wychodzić z domu i w ogóle z pokoju – powiedziałem – Ale teraz wróciła jej mama i jest w porządku.

Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwieniem. W pewnej chwili nawet zbladła. Jej oczy przybrały większy rozmiar niż przedtem. Uśmiechnąłem się i zaczął opowiadać wszystko po kolei. Nawet dobrze mi się z nią rozmawiało.

Perspektywa Czkawki

Za chwilę powinna przyjść Astrid. Rodzice już dawno są w domu, więc wiedzą o przyjściu mojej dziewczyny. Szczerbatek zaczął szarpać mnie za spodnie.

Czkawka – Głodny? – zapytałem. Podszedłem do szafki i wyciągnąłem karmę poczym wsypałem ją do miski Szczerba. Ucieszył się, więc miałem na chwilę spokój.

Do drzwi zadzwonił dzwonek. Poszedłem otworzyć je i zobaczyłem Astrid. Uśmiechnąłem się i zaprowadziłem do salonu. Rodzice uśmiechnęli się przyjaźnie.

Astrid – Dzień dobry – powiedziała.

Valka i Stoick – Dzień dobry – odpowiedzieli z uśmiechem i wrócili do oglądania telewizora.

Poszliśmy do mojego pokoju na górę.

Usiedliśmy na łóżku i siedzieliśmy cicho przez chwilę. Co jakiś czas zerkałem na nią, ale ona była zamyślona. Zacząłem zastanawiać się czy coś się między nami nie zepsuło. Zachowujemy się raczej jak przyjaciele, a nie jak para. Może powinniśmy być przyjaciółmi? Ja ją bardzo kocham i za nic w świecie nie chcę jej stracić, ale jeśli ona zdecyduje, że powinniśmy być przyjaciółmi nie sprzeciwię się. Chcę tylko jej szczęścia. Z moich zamyśleń wyrwało mnie lekkie szturchnięcie w bok. Spojrzałem na blondynkę, która uśmiechała się nieśmiało. Przypominała taką jaką widziałem ją pierwszy raz. Spokojna, nieśmiała, zagubiona i samotna.

Astrid – Coś się stało? – zapytała z troską w głosie. Nie mogłem jej powiedzieć tego o czym myślałem – Wszystko w porządku?

Czkawka – Tak, nie martw się – przytuliłem ją i zacząłem gładzić delikatnie po jej włosach. Dobrze, że mam ją.

Astrid – Czkawka – odsunęła się i spuściła wzrok – Co będzie, gdy skończymy szkołę? – zapytała. Prawdę mówiąc nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Nie będziemy się widywać, to fakt, ale na pewno jej nie zostawię.

Czkawka – Kochanie nie musisz się martwić. Ja zawsze będę z tobą – powiedziałem całując ją w usta. Odwzajemniła go i przybliżyła się bliżej. Niechętnie oderwałem się od nie i spojrzałem w jej oczy – Kocham cię – wyszeptałem.

Znów zatopiliśmy się w namiętnym pocałunku. Gdy się od siebie oderwaliśmy, zobaczyłem na telefonie, że jest 20:00, więc nie było mowy, aby As sama wracała do domu.

Astrid – Wiesz, muszę już iść – czy ona czyta mi w myślach? Złapałem ją za nadgarstek.

Czkawka – Nie musisz – zdziwiła się – Możesz tutaj spać, a ja cię nie puszczę.

Astrid – Ale… - zaczęła.

Czkawka – Nie ma żadnego ,,ale’’. Wiem, że jutro jest szkoła, ale zdążysz do domu, bo mamy na 10:00 – powiedziałem.

Astrid – No dobrze – odpowiedziała.

Poinformowałem rodziców, że As będzie spać u mnie w pokoju. Mama zadzwoniła to rodziców Astrid i powiedziała co i jak. Na szczęście zgodzili się. Podałem dziewczynie kilka moich ubrań i poczekałem aż się przebierze. Sam zrobiłem to samo i położyliśmy się spać.

Czkawka – Śpij dobrze As – pocałowałem ją w usta.

Astrid – Ty też – odwzajemniła pocałunek i wtuliła się we mnie. Po chwili oboje zasnęliśmy.

Rozdział 17

Perspektywa Astrid

Rano obudziłam się wtulona w Czkawkę. On sam jeszcze spał, więc zamknęłam na chwilę oczy, ale o czymś sobie przypomniałam. Szybko zerwałam się z łóżka budząc przy tym Czkawkę. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja tylko wskazałam głową na zegar. Była na nim 9:00.

Astrid – Ja muszę już lecieć – powiedziałam.

Czkawka – Szkoda, ale chyba nie masz zamiaru w tych ciuchach, co? – zapytał i wskazał na mnie. Rzeczywiście byłam w jego ubraniach.

Astrid – To ja lecę się przebrać – powiedziałam, zebrałam moje ubrania i udałam się do łazienki.

Włosy wyjątkowo rozpuściłam i ubrałam się. W domu się odświeżę, jeśli zdążę. Wyszłam z łazienki ubrana, ale nie uczesana. Mówi się trudno. Pożegnałam się z Czkawką i szybko wybiegłam do domu.

Po 10 minutach dotarłam do domu. Na szczęście był otwarty, a mama siedziała w kuchni. Taty jak zwykle nie było, ale już zdążyłam się przyzwyczaić. Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Mama podała mi kanapki i szeroko się uśmiechnęła.

Annabeth – Widzę, że jesteś głodna – zaśmiała się.

Astrid – I to bardzo – powiedziałam – Zaraz muszę iść do łazienki przebrać się i odświeżyć i biegnę do szkoły – powiedziałam.

Annabeth – Ale przecież mogę cię podwieźć – zaproponowała. Zgodziłam się i udałam do łazienki. Wzięłam prysznic i umyłam zęby. Ubrałam moją niebieską bluzę i krótkie jeansowe spodenki. Włosy spięłam w zwykły kucyk i wyszłam gotowa z łazienki.

Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu. Po kilku minutach byłyśmy pod szkołą. Pożegnałam się z mamą i weszłam do budynku. Przy drzwiach od razu przywitała mnie Heathera i powiedziała coś co mnie zszokowało.

Heathera – Wiesz, że dołączyła do nas nowa uczennica? – popatrzyłam na nią z rozszerzonymi oczami.

Astrid – Zupełnie o tym zapomniałam! – westchnęłam i poszłam pod moją klasę. Stali tam już moi przyjaciele. Podeszłam do nich i przywitałam się.

Śledzik – Podobno na tej lekcji ma ta nowa uczennica przyjść – zaczął rozmowę.

Sączysmark – Zamawiam ją! – wykrzyknął. Wszyscy westchnęliśmy i lekko zaśmialiśmy się.

Szpadka – A ty chociaż wiesz czy ona jest ładna czy brzydka? – zapytała – A może ma chłopaka?

Zapanowała cisza. W sumie ona ma rację! Smark nie wie tego i nie powinien zamawiać dziewczyny. Może będzie wredna, a może nie. Ciekawi mnie tylko cz będzie ładna czy brzydka. Nie wiem czemu. No dobra! Jestem zazdrosna o Czkawkę! A właśnie, gdzie on jest?

Astrid – Gdzie jest Czkawka? – zapytałam.

Czkawka – Za tobą – usłyszałam jego głos. Szybko odwróciłam się i uśmiechnęłam. Pocałował mnie w policzek i spojrzał na resztę – Co macie takie miny?

Mieczyk – Mówimy o tej nowej co ma dzisiaj przyjść – odpowiedział.

Czkawka – I co z tego? Przecież nic o niej nie wiemy – uśmiechnął się.

Szpadka – Tsa…Tak nie mówiłeś jak przyszła As – powiedziała.

Mieczyk – Może już wtedy się zakochał? – spojrzała na mnie niego pytająco. Nieco się zarumienił i chrząknął. Aha, czyli wiadomo.

Dyskusja trwała, by nadal, gdyby nie dzwonek, któremu jestem wdzięczna, na lekcję. Mieliśmy akurat matematykę, ale skończyliśmy cały dział i możemy robić co chcemy. Czkawka usiadł obok mnie i spojrzał mi w oczy.

Astrid – Co? – zapytałam, gdy nie przestawał patrzeć mi w oczy.

Czkawka – Nic, kocham cię – przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się.

Astrid – Ja ciebie też – cmoknęłam go w policzek.

Nagle ktoś wszedł do klasy. To był nasz wychowawca. Powinnam go w tym momencie zatłuc za przeszkadzanie, ale zauważyłam dziewczynę za nim. Była to nie wyższa ode mnie rudowłosa dziewczyna z zielonymi oczami. Można było zauważyć niewielkie piegi na jej nosie. Była chyba zestresowana, ale nie wiem. Wychowawca zaczął przemowę.

Wychowawca – To jest Maritza Simon. Będzie chodziła z wami do klasy – powiedział.

Michał – A dlaczego nie przyszła do drugiej klasy? – zapytał.

Wychowawca – Bo u was jest nieparzysta liczba uczniów – powiedział i wyszedł.

Nauczycielka – Maritza, usiądź w ławce za Astrid i Czkawką – powiedziała. Dziewczyna usiadła za nami i lekko się uśmiechnęła. Czkawka od razu odwzajemnił uśmiech, co nie spodobało mi się.

Czkawka – Jestem Czkawka, a to jest Astrid – powiedział. Szturchnęłam go w bok – Ała! – dziewczyna zaśmiała się. Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem – Astrid to moja dziewczyna.

Maritza – Ja jestem Maritza – wyciągnęła w naszą stronę rękę. Uścisnęliśmy ją.

Resztę lekcji rozmawialiśmy z nią. Dołączyła się do nas nawet nasza paczka. Od razu wszyscy polubili Maritzę. Ale denerwowało mnie to, że ciągle patrzyła na Czkawkę, a on na nią. Czyżby się zakochał w niej? Lepiej, żeby nie, bo zapamięta mnie do końca życia! A nie będzie to długo!

Po wszystkich lekcjach wyszłam jako pierwsza z klasy. Dzisiaj byłam nie w humorze i postanowiłam udać się do ,,Borka’’. Miałam nadzieję, że Czkawka pójdzie ze mną.

Astrid – Idziesz dzisiaj do kawiarni? – zapytałam w szatni.

Czkawka – Wiesz, chciałbym, ale obiecałem Maritzy, że pokażę jej miasto – przytaknęłam spokojnie, chociaż w środku miałam ochotę wybuchnąć – Może kiedy indziej?

Astrid – No dobrze – ubrałam buty i wyszłam z szatni.

Zobaczyłam Heatherę. Szybko ją dogoniłam i na szczęście się zgodziła pójść ze mną do ,,Borka’’.

Perspektywa narratora

Tym czasem przystojny brunet, który od kilku miesięcy nie był adorowany przez swoje wielbicielki, właśnie szedł chodnikiem w stronę domu. Gdy dodarł do wyznaczonego przez niego miejsce, przywitał się z rodzicami i rzucił plecak w kąt. Już miał wychodzić, gdy…

Stoick – A dokąd to się wybieramy? – zapytał z podejrzliwym głosem.

Czkawka – A – podrapał się z tyłu głowy – Dzisiaj przyszła do nas nowa uczennica i obiecałem jej, że oprowadzę ją po mieście – powiedział szybko.

Stoick – Ale wiesz, że masz dziewczynę? – zapytał i uniósł jedną brew w górę. Jego syn tylko przytaknął – Żebym później nie słuchał pretensji od jej rodziców – uprzedził.

Czkawka – Spoko, nie będziesz. Kocham Astrid nad życie – upewnił i uśmiechną się.

Chłopak szybko udał się w stronę domu rudowłosej dziewczyny. Nikt nie mógł stwierdzić co on o niej myślał. Kochał blondynkę, ale do zielonookiej miał pewną słabość. Szybko doszedł do budynku gdzie zobaczył stojącą przed bramą Maritzę.

Czkawka – Cześć – przywitał się.

Maritza – Cześć – odpowiedziała i uśmiechnęła się niewinnie – To gdzie najpierw idziemy?

Czkawka – Do naszej słynnej kawiarni ,,Bork’’ – odpowiedział.

Ruszyli. Przez całą drogę śmiali się z byle czego. Dziewczyna opowiadała mu o swojej poprzedniej szkole i o tym jak bardzo tęskni za przyjaciółmi. Chłopak natomiast słuchał wszystkiego i zapewniał, że w Berk znajdzie przyjaciół.

Maritza – A z Astrid długo jesteście razem? – nagle zapytała.

Czkawka – Tak, od dwóch miesięcy – odpowiedział dumnie i nagle dotarło do niego, że powinien być zadowolony z takiej wspaniałej dziewczyny.

Maritza – Wygląda na sympatyczną – zaczęła – Ale czy, aby na pewno taka jest? – zapytała podejrzliwie patrząc na chłopaka.

Czkawka – Wiesz, Astrid to Astrid. Jej nikt nie zrozumie – odparł – Czasami jest miła, czasami zła, ale dla mnie zawsze jest taka sama – dodał.

Maritza – Masz szczęście, że ją masz – spuściła głowę w dół – Mój chłopak zostawił mnie dla innej – szepnęła ze łzami w oczach.

Akurat oboje stanęli przed kawiarnią, w której znajdowała się dziewczyna zielonookiego i jej przyjaciółka. Czkawka nie wiele myśląc przytulił smutną dziewczynę. Astrid w tym samym momencie odwróciła głowę w stronę szyby gdzie zobaczyła koszmarny dla niej widok. Dziewczyna była w szoku, upuściła trzymany w ręce długopis i spoglądała na dwojga.

Heathera – As, co ci… - w tym momencie spojrzała, w kierunku gdzie spoglądała jej przyjaciółka. Tak samo jak blondynka siedziała w osłupieniu.

Astrid – Ty też to widzisz? – zapytała płaczliwie i bardzo cicho. Miała nadzieję, że to tylko przewidzenie, ale nie. Jej najbliższa osoba stała i obściskiwała inną dziewczynę, której nawet jeszcze nikt nie znał. Tego była dla niej za wiele – Heathera, chodź! – wysyczała przez zęby i wstała oburzona.

Heathera – As, co ty chcesz zrobić? – zapytała podążając za przyjaciółką ku drzwiom. Blondynka jedynie westchnęła i wskazała na stojącą parę – Tylko nie rób głupot.

Oburzona, wściekła i rozczarowana zachowaniem chłopaka blondynka wyszła wraz z czarnowłosą przyjaciółką w stronę bruneta i nowo poznanej dziewczyny. Stanęła naburmuszona i spoglądała na tę scenkę z zazdrością. Stała się cała czerwona.

Tym czasem chłopak otworzył oczy i spotkał go szok. Napotkał pełne złości, smutku i żalu spojrzenie jego dziewczyny. Szybko oderwał się od Maritzy i lekko przestraszony spojrzał błagalnie w stronę Heathery stojącej za Astrid.

Czkawka – As, ja ci to wszystko wytłumaczę – zaczął spokojnie, lecz w środku był roztrzęsiony – To nie tak…

Astrid – A jak? – zapytała zachowując spokój, ale nie mogła wytrzymać dłużej. Powstrzymywała ją tylko silna wola i przyjaciółka stojąca za nią.

Czkawka – My tylko… - przerwała mu zielonooka dziewczyna stając przed nim i wpatrując się w niebieskie oczy zdenerwowanej blondynki.

Maritza – On mnie tylko pocieszał – odpowiedziała spokojnie.

Astrid spoglądała zmieszana raz na chłopaka, raz na dziewczynę i tak przez chwilę. Nie mogła zrozumieć o co chodzi. W jej głowie kroiło się tysiące myśli, ale na żadną nie było odpowiedzi. Już miała przeprosić za swoje zachowanie, gdy przypomniał jej się obraz Czkawki tulącego Maritzę. Od razu oprzytomniała i zaczęła gniewną rozmowę.

Astrid – Ale to nie zmienia faktu, że dla niej masz czas, a dla mnie nie! – wykrzyknęła, nie panując nad emocjami.

Heathera – Astrid, chodźmy już – szepnęła błagalnie, jednak niebieskooka nie dawała za wygraną i dalej prowadziła swój dialog.

Czkawka – Przecież spędzam z tobą każdą wolną chwilę! – teraz to jego opanowała złość jakiej nigdy nie doznał – Jeśli tego nie zauważyłaś to nie pasujemy do siebie! – wszyscy zamilkli.

Para spoglądała sobie w oczy z nienawiścią, tak przynajmniej wyglądało. Maritza spuściła głowę w dół i cofnęła się tylko odrobinę. Tym razem to ona czuła się winna, a nie blondynka.

Astrid – Dobrze! Jeśli tak bardzo pragniesz być ze swoją dziewuchą, to proszę bardzo! – w jej oczach pojawiły się łzy – A ty! – zwróciła się do rudowłosej dziewczyny – Pożałujesz tego!

Maritza – Przepraszam – wyszeptała łkając i pobiegła w swoją stronę.

Każdy rozszedł się w swoją stronę.

Wieczorem

Perspektywa Heathery

Wróciłam do domu po odprowadzeniu Astrid. Naprawdę była załamana. Tyle przykrości spotkało ją w życiu i teraz, gdy znalazła kogoś komu może ufać, zawiodła się. Weszłam zmęczona do domu i od razu spotkałam zdziwione miny moich rodziców.

Tom – Coś się stało? – zapytał. Usiadłam obok na kanapie i westchnęłam.

Heathera – Była niemała sprzeczka – wyznałam.

Sara – Z kim? – położyła książkę, którą dotychczas czytała i poprawiła kosmyk grzywki, który opadał jej na nos.

Heathera – No Astrid i Czkawka zerwali ze sobą przez tą nową – powiedziałam i spojrzałam na nich.

Tom – Przecież tak do siebie pasowali i teraz… - nie dokończył, ponieważ przerwałam mu.

Heathera – I teraz przyszła ta nowa Maritza Simon i koniec – powiedziałam i wstałam z kanapy, kierując się w stronę pokoju – Jutro mam się spotkać z Astrid o 14:00.

Weszłam do pokoju i opadłam na łóżko. Nie miałam na nic siły. No, ale trzeba się przebrać.


Rozdział 18

Perspektywa Czkawki

Wczoraj wróciłem do domu późno. Rodzice jeszcze nie wiedzą co się stało i na razie niech tak zostanie. Nie wiem o co chodziło Astrid. Przecież tylko pokazywałem Maritzy miejsca w Berk, które mogłaby odwiedzić, a z nią spędzam więcej czasu. Nigdy jej nie zrozumiem. Wstałem rano, przeciągnąłem się i zszedłem na śniadanie. Mama z tatą już siedzieli przy stole, a gdy tylko mnie zobaczyli, wskazali na miejsce obok siebie. Niechętnie ruszyłem w ich stronę i usiadłem, biorąc naszykowane przez mamę płatki.

Stoick – O której wczoraj wróciłeś? – zapytał spoglądając na mnie i jednocześnie smarując kanapkę.

Czkawka – A czy to ważne? – przewróciłem oczami.

Valka – Tak, ważnie – odparła – Chcemy wiedzieć co robiłeś? – dodała.

Czkawka – Byłem z Maritzą i oprowadzałem ją po Berk – wzruszyłem ramionami. Rodzice spojrzeli na siebie i ponownie na mnie.

Stoick – Ale chyba coś było nie tak – zaśmiał się – Mam nadzieję, że nie zrobiłeś niczego głupiego.

Valka – Tak jak na przykład zerwanie z Astrid czy coś – oni i to robią na złość? Zaraz nie wytrzymam!

Dalej jedliśmy w ciszy aż nie zadzwonił mój telefon. No tak, wczoraj przez przypadek wsadziłem go do spodni do spania. Zobaczyłem numer ojca Astrid? Dziwne, przecież chyba nie chce na mnie nakrzyczeć, że zerwałem z jego córką.

Czkawka – Słucham? – zapytałem.

John – Jest może u ciebie Astrid? – zapytał z nadzieją.

Czkawka – Nie, a co? – szybko odpowiedziałem.

John – Nie wróciła w nocy, a u Heahery jej nie ma – westchnął – No nic. Dziękuję ci i przepraszam.

Rozłączył się. Zdziwiony jeszcze przez chwilę patrzyłem na ekran telefonu. Szybko otrząsnąłem się i spojrzałem przestraszony na rodziców. Ich miny były pytające i lekko zaniepokojone. Przypomniały mi się słowa jej ojca ,,U Heathery jej nie ma’’.

Valka – Co się stało, Czkawka? – zapytała. Szybko spojrzałem na nią.

Czkawka – Wczoraj posprzeczaliśmy się z Astrid i zerwaliśmy – wyznałem. Mama tylko westchnęła i pokręciła głową na boki – A jej ojciec dzisiaj dzwonił czy jej nie widziałem.

Valka – I co my mówiliśmy? Jak kochasz Astrid to jej nie rań – powiedziała.

Stoick – Nie martw się. Jest rozsądną dziewczynę i nic głupiego nie zrobi – pocieszył mnie.

2 dni później, poniedziałek

Wszedłem do szkoły. Astrid znalazła się, ale nie chciała nic mówić gdzie była. Pewnie musiała wszystko przemyśleć. No cóż, może coś zrozumiała? Podszedłem do moich przyjaciół stojących pod naszą klasą, ale gdy tylko mnie zobaczyli, dziwnie zaczęli się uśmiechać.

Czkawka – Cześć! – przywitałem się.

Wszyscy – Cześć! – odpowiedzieli nadal z tymi dziwnymi uśmieszkami.

Czkawka – Dobra! Gadać o co chodzi! – rozkazałem. Oni tylko spuścili głowy – No!

Śledzik – No, bo – zaczął.

Mieczyk – Ty pokłóciłeś się z Astrid, a Szpadka z nami – powiedział, a ja westchnąłem. Ale zaraz dodał coś co mnie zamurowało – A Maritza jest w szpitalu.

Czkawka – Co? – wyszeptałem. Jednak nie usłyszałem odpowiedzi, bo zaraz po moim pytaniu zadzwonił dzwonek.

Wszyscy usiedliśmy w swoich ławka tyle, że nie było w klasie trzech osób. A mianowicie Marizty, Szpadki i As. Nagle do Sali wszedł nasz wychowawca i rozejrzał się po klasie. Jego wzrok zatrzymał się na mnie i na moich przyjaciołach, którzy siedzieli przede mną.

Wychowawca – Haddock, Ingerman, Jorgenson i Thorson! – wywołał nasze nazwiska – Proszę ze mną!

Wszyscy spojrzeli się na nas ze zdziwieniem. Ja sam byłem również zdziwiony, ale nie mogłem nic powiedzieć, bo nie wiedziałem o co chodzi. Wyszliśmy z klasy i skierowaliśmy się do pokoju dyrektorki. Coś czuję, że to coś poważnego. Gdy weszliśmy, kazała nam usiąść i zaczęłam rozmowę.

Dyrektorka – Mamy poważny problem – powiedziała, a mnie momentalnie przeszły ciarki.

Sączysmark – A jaki? – mógłby się zamknąć chociaż teraz. Dyrektorka westchnęła.

Dyrektorka – Panna Simon jest w szpitalu, a panny Hofferson i Thorson nie chcą nic powiedzieć – wyjaśniła.

Czkawka – A co my mamy z tym wspólnego? – zapytałem bardzo cicho, prawie, że nie słyszalnie.

Dyrektorka – Porozmawiajcie z nimi. One nie chcą nic mówić, a Maritza mówi, że widziała Astrid w jej domu – to chyba jakiś żart! Który dzisiaj?! Nie, dzisiaj nie ma 1 kiwetnia!

Wychowawca – To wszystko? – zapytał. Kobieta przytaknęła i wyszliśmy.

Nie mogłem zrozumieć tego co przed chwilą do mnie dotarło. Czyżby As mogła takie coś zrobić? Przecież to niemożliwe. Znam ją bardzo dobrze, ale wtedy była bardzo wściekła i roztrzęsiona. Mogła zrobić absolutnie wszystko. Ale, żeby Szpadka? Nie no, to już chamstwo w państwie! Nie wiedzą, a już osądzają! Co za?!

Kilka dni później

Perspektywa Astrid

Dzisiaj przyszłam pierwszy raz do szkoły. Nie mogłam się pozbierać po zerwaniu z Czkawką i jeszcze to co później się stało…Nie ważne. Na szczęście Szpadka i Heathera mi wierzą. Wszyscy tak jakoś dziwnie na mnie spoglądają, tak jakbym coś zrobiła. Odetchnęłam głęboko i położyłam torbę z daleka od klasy. I tak mają mnie za kogoś kim nie jestem, więc po co się jeszcze im narażać?

Heathera – Nie przejmuj się – przytuliła mnie – Na pewno wszystko się wkrótce wyjaśni.

Astrid – Ale… - oderwałam się od niej – Nikt mi nie wierzy. Nawet Czkawka będzie uważać mnie za… - nie dokończyłam, ponieważ Szpadka mi na to nie pozwoliła.

Szpadka – Nie ważne co on myśli. Masz nas – uśmiechnęła się i momentalnie uścisnęła moją dłoń.

Spojrzałam na nią zdziwiona. Wskazała na coś głową i już wiedziałam o co jej chodzi. Czkawka wraz z Mieczykiem, Śledzikiem i Sączysmarkiem szedł pod salę. Szybko odwróciłam się i zamknęłam mocno oczy, by nie spojrzeć na niego.

Szpadka – Usiądziesz ze mną – szepnęła. Uśmiechnęłam się niewidocznie.

Heathera – Oho! Patrzcie kto idzie – zwróciła się do nas.

Odwróciłam się i zobaczyłam…Ilona? Przecież ona mnie nienawidzi. Czego ona chce ode mnie?! Podeszła bliżej i uśmiechnęła się. Zdziwiona odwzajemniłam gest i zmieszana spojrzałam na przyjaciółki. Nie były zadowolone.

Ilona – Astrid, ja wiem, że zrobiłam ci krzywdę – zaczęła – Ale ja chciałabym cię bardzo przeprosić. Wiem jak się czujesz – spuściła głowę. Nawet żal mi się jej zrobiło.

Astrid – Wiesz, nie ma sprawy – podałam jej dłoń – To co? Rozejm? – spojrzała na mnie, a później na moją dłoń. W końcu uścisnęła ją.

Ilona – Rozejm – odpowiedziała.

Heathera – Ale ty tak na poważnie? – zapytała z oburzeniem.

Ilona – Was też chciałam przeprosić – powiedziała.

Dziewczyny popatrzyły na siebie i z uśmiechem podały jej dłonie. Nagle na korytarzu rozbrzmiał dzwonek co oznaczało lekcję. Heathera poszła do swojej klasy, a my weszliśmy do swojej. Usiadłam z tyłu razem z Szpadką i czekaliśmy na nauczyciela, który się jeszcze nie pojawił. Kontem oka zauważyłam, że Czkawka co jakiś czas spogląda na mnie co nie spodobało mi się.

Perspektywa Czkawki

Dzisiaj Astrid przyszła pierwszy raz do szkoły, a Maritza ma podobno jutro przyjść. Jestem ciekaw co nam powie. Widziałem jak Ilona podeszła na przerwie do As, Heathery i Szpadki. Czyżby się pogodziły, czy może znów im coś nagadała?

Mieczyk – Czkawka – szepnął i szturchnął mnie lekko.

Czkawka – Hm? – spojrzałem na niego pytająco. Wskazał na biurko, przy którym stał nauczyciel, wychowawca i dyrektorka oraz…Łukasz?

Wychowawca – Astrid, wstań – rozkazał. Posłusznie wykonała jego polecenie – Łukasz mówi, że widział cię jak wchodziłaś do domu Maritzy.

Astrid – Ale… - w jej oczach było widać strach.

Łukasz – Teraz się nie wykręcaj – zaśmiał się chytrze.

Wychowawca – Cisza! – krzyknął i spojrzał na Astrid. Nie wyglądała najlepiej. Pewnie przestraszyła się konsekwencji. Owszem, wierzyłem jej, ale teraz? W ogóle się nie broni tak jakby była winna. Może jest?

Astrid – To nie byłam ja – szepnęła, a jej oczu poleciało kilka łez. Pewnie chciała nabrać wychowawcę na nie – Ja…Ja byłam u niej…

Łukasz – I co? Przyznała się – powiedział szybko.

Wszyscy spojrzeliśmy na nią. Zapanowała cisza i było słychać tylko głębokie oddechy blondynki. Nagle tą ciszę przerwała Szpadka krzycząc.

Szpadka – To nie mogła być Astrid! – wszyscy przenieśliśmy na nią wzrok – Jej rodzice mówili, że jej nie było, ale jak wróciła wyglądała inaczej!

Dyrektorka – Co znaczy inaczej? – zapytała. Astrid westchnęła i podniosła głowę z powagą.

Astrid – Ja to zrobiłam – powiedziała poważnie. Spojrzałem na nią przestraszony.

Wychowawca kazał jej wyjść, a zaraz po nim wyszli nauczyciele. Zostaliśmy sami, ale nawet nie chciało nam się psocić. Po prostu byliśmy w szoku. Astrid już się więcej nie pojawiła na lekcjach. Ja natomiast zastanawiałem się dlaczego? Dlaczego Astrid to zrobiła? Po skończonych lekcjach udałem się do domu. Ale podczas jazdy zadzwonił mój telefon. Szybko go odebrałem, bo dzwoniła mama Astrid.

Czkawka – Słucham? – zacząłem.

Annabeth – Słuchaj, mógłbyś mi podać As do telefonu? – zapytała. Zdziwiłem się, bo nie było jej ze mną.

Czkawka – Przepraszam, ale jej nie ma ze mną i nie wiem czy pani wie, ale zerwaliśmy ze sobą – westchnęła.

Annabeth – Dobrze, dziękuję ci Czkawka – rozłączyła się.

Ciekawe dlaczego Astrid powiedziała, że jest ze mną skro mnie nienawidzi? Może ma jakieś problemy? Szybko odrzuciłem tą myśl i zająłem się jazdą.


Rozdział 19

Perspektywa Astrid

Wróciłam zmęczona do domu. Spojrzałam na zegar w salonie i mogłam z ulgą stwierdzić, że dopiero 19:00. Usiadłam na wygodnie na kanapie i zamknęłam oczy, opierając głowę o nią. Nagle usłyszałam chrząknięcie, szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam moich rodziców. Nie mieli za ciekawych min.

Astrid – O co chodzi? – zapytałam znudzona. Nic odpowiedzieli tylko popatrzyli na siebie porozumiewawczo – No co?

John – Możesz nam powiedzieć gdzie byłaś? – zapytała i skrzyżował ręce. Mama postąpiła tak samo.

Astrid – Nie, nie mogę wam powiedzieć – odpowiedziałam i znów zamknęłam oczy, jednak po chwili znów usłyszałam pytanie.

John – Gdzie byłaś? – zapytał surowym tonem. Spojrzałam na niego zaciekawiona i usiadłam prosto – Słuchamy.

Astrid – Byłam tam gdzie powinnam być – odpowiedź była krótka.

Mama westchnęła i usiadła obok mnie. Tata pozostał nie wzruszony i nadal stał i patrzył surowym wzrokiem na mnie. Nigdy tak nie postępował. Zawsze postępował inaczej, słuchał mnie i próbował porozmawiać, a teraz? Wszystko się zmieniło.

Annabeth – As, my chcemy ci tylko pomóc – powiedziała spokojnie.

Astrid – A w czym? – zapytałam najzwyczajniej w świecie.

John – Astrid! – krzyknął ze złością. Każdy pewnie, by podskoczył, ale nie ja. Byłam tym wszystkim zmęczona. Ja też pozostałam niewzruszona.

Annabeth – Uspokój się – popatrzyła na niego. Ja mój wzrok tym razem skierowałam na podłogę – Powiesz gdzie byłaś? – zapytała.

Astrid – Nie chcę – wyszeptałam – Nie mogę i proszę wad dajcie mi już spokój – te słowa skierowałam do obu rodziców i tym razem wypowiedziałam je nagłos.

John – Dobrze – westchnął – Jutro porozmawiamy, a teraz do pokoju – rozkazał.

Zdenerwowana ruszyłam na górę. Miałam ich wszystkich dosyć. Nikt mi już nie wierzył. Przedtem przynajmniej Szpadka, Heathera i Ilona były po mojej stronie, ale jak się teraz przyznałam? Pewnie nie chcą mieć ze mną do czynienia. Ale naprawdę to nie byłam ja. Powiedziałam tylko tak, żeby dali mi spokój.

Usiadłam na łóżku i zatopiłam wszystkie moje smutki w poduszce. Moje łzy lały się strumieniami, a ciałem wstrząsał wstrząs. Nie miałam już na nic siły. Byłam sama i nikt nawet nie był ze mną. Wichura wdrapała się na łóżko i położyła obok mnie delikatnie skomląc. Podniosłam głowę i popatrzyłam w oczy mojego psa. Moja jedyna przyjaciółka.

Astrid – Tylko ty jedyna mi wierzysz – szepnęłam i wytarłam łzy – Tylko ty jedyna zostałaś ze mną. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i nic nas nie rozdzieli, nawet śmierć – pogłaskałam ją i przytuliłam mocno.

Następnego dnia wstała w okropnym nastroju. Byłam na wszystko wściekła, a dzisiaj jeszcze musiałam się spotkać z…Ciężko mi to powiedzieć, ale z tym z kim wczoraj się spotkałam. Zeszłam z łóżka, ale na moje nieszczęście nogi miałam zawinięte w pościel. Potknęłam się i padłam karcąc się za to w myślach. Wyciągnęłam z szafy jakieś ubrania i szybko weszłam do łazienki. Odświeżona i przebrana przeszłam cicho przez korytarz i zeszłam na dół. Wichura już tam była i czekała. Miałam zamiar dzisiaj ją zabrać ze mną.

Astrid – Gotowa? – zapytałam szeptem. Podskoczyła i przyniosła smycz. Nałożyłam jej smycz i po cichu weszłyśmy do przedpokoju.

Po ubraniu butów i kurtki wyszłyśmy. Skierowałam się z Wichurą w stronę kawiarni ,,Bork’’. Miałam nadzieję, że nikt nas nie widział.

Perspektywa Czkawki

Mój budzik zaczął dzwonić. Zacząłem macać ręką po szafce nocnej, na której się znajduje mój budzik, ale nie mogłem go znaleźć. Nagle coś spadło. Lekko otworzyłem przymrużone oczy i zobaczyłem mój budzik obok łóżka. Niechętnie wstałem i podniosłem go kładąc na szafkę. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem szarą koszulkę i czarne dresy. Po wyjściu z łazienki, d o której się udałem, zszedłem na dół gdzie nie zastałem rodziców. Pewnie jeszcze spali. Ale za to był mój pies.

Czkawka – Co Szczerbek? Głodny? – zapytałem psa. Szybko podbiegł i usiadł obok sowich misek. Nalazłem mu wody i nasypałem karmy. Zniesmaczony spojrzał na mnie – No cóż, dzisiaj masz inną karmę, ale wypróbuj ją – powiedziałem.

Pies niechętnie zbliżył się do pokarmu i zjadł kilka z kulek. Widocznie mu posmakowało, bo po chwili jadł już normalnie. Pokiwałem głową na boki i usiadłem do stołu, robiąc sobie płatki.

Czkawka – Jak zjemy to idziemy na spacer. Co ty na to? – podniósł głowę i wywiesił język. Czyli zgadza się.

Po 10 minutach zapiąłem mu smycz i wyszliśmy. Rodzicom zostawiłem kartkę, że wychodzę ze Szczerbem, więc nie powinni się martwić. Postanowiłem pójść do ,,Borka’’. O tej porze nikogo nie ma. Gdy szedłem w tamtym kierunku, zobaczyłem dobrze znaną mi osobę. Podszedłem powoli do niej.

Czkawka – Maritza? – odwróciła się w moją stronę – Co ty tu robisz? Nie powinnaś być w domu?

Maritza – Cicho – szepnęła – Patrz! – wskazała na obraz za szybą kawiarni. Zamurowało mnie – I co ty na to?

Czkawka – Co oni tam robią? – zapytałem.

Maritza – Też chciałabym to wiedzieć – westchnęła – Myślisz, że zrobiła to Astrid z…? – zapytała po chwili.

Czkawka – Nie wiem – odpowiedziałem i dalej przyglądałem się ich rozmowie. Miałem tylko nadzieję, że to nie prawda.

W pewnym momencie zauważyłem, że Astrid zdenerwowała się. I to jeszcze jak! Wstała i uderzyła ręką w stół. Nigdy jeszcze tak wściekłej jeszcze jej nie widziałem, nawet podczas tego jak zauważyła, że przytulam Maritzę. Nagle Szczerbatek zaczął cicho warczeć.

Czkawka – O co chodzi przyjacielu? – zapytałem.

Maritza – Chyba ,,o kogo?’’ – powiedziała. Wskazała na psa stojącego obok As. To była Wichura, ale po co jej ona? Może się boi? – Idzie! – szepnęła.

Blondynka odeszła do stołu i skierowała się w stronę drzwi. Zobaczyłem jak klamka się porusza, a z za drzwi wychodzi As. Szybko podeszliśmy do niej z oczekiwaniem na wyjaśnienia. Na nasz widok jeszcze bardziej jej oczy zaczęły świecić, co mogło oznaczać tylko złość.

Astrid – Znowu wy?! – krzyknęła – Dajcie mi spokój!

Maritza – Uspokój się – powiedziała spokojnie. Dziewczyna spojrzała na nią z jeszcze większą wściekłością niż na mnie.

Astrid – Czego wy ode mnie chcecie?! – zapytała.

Czkawka – Wyjaśnień – wtrąciłem się.

Astrid – Przecież przyznałam się! To chyba wam wystarczy?! – odwróciła się, ale złapałem ją za nadgarstek. Spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.

Czkawka – Co robiłaś z nim? – zapytałem uparcie.

Astrid – Z kim? – zdziwiła się i spojrzała na Wichurę – Śpieszę się.

Maritza – Odpowiedz nam na pytanie i damy ci spokój – odparła.

Astrid – Nie odzywaj się! – krzyknęła.

Czkawka – Co z nim rozbiłaś?! – zapytałem ostro. Wyrwała rękę z mojego uścisku i odetchnęła głęboko – Co robiłaś z Łukaszem?!

Na moje słowa stanęła jak słup soli. Nie wiedziałem czy mam być na nią zły czy może współczuć. Chciałem tylko dowiedzieć się czy to ona zrobiła to Maritzy, a jeśli ta to dlaczego? Miałem tylko nadzieję, że moje podejrzenia nie są słuszne i to wszystko okaże się nieprawdą. Staliśmy tak i patrzyliśmy sobie w oczy tak jak kiedyś, tylko, że te spojrzenie było pełnie nienawiści, strachu i żalu. Nie było żadnej miłości, którą siebie darzyliśmy.

Czkawka – Odpowiesz? – zapytałem cicho, ale nie na tyle, by mnie nie usłyszała. Nic nie odpowiedziała tylko patrzyła przestraszona.

Maritza – My chcemy ci tylko pomóc – położyła rękę na jej ramieniu – Astrid, powiedz nam.

Astrid – Bo…Bo – jąkała się, a z jej oczu popłynęły łzy. W tej chwili pożałowałem, że zostawiłem ją samą.

Maritza – Uspokój się i powiedz czy to zrobiłaś – powiedziała.

Astrid – Nie mogę – powiedziała i uciekła. Nie mogłem zrozumieć co się stało, ale gdy tylko spojrzałem w kierunku gdzie przedtem popatrzyła As, od razu zrozumiałem o co chodzi.

Czkawka – Zaraz mu – zacząłem i już miałem wejść do kawiarni, ale powstrzymała mnie Maritza.

Maritza – Daj spokój, nie jest tego wart – powiedziała.

Zdenerwowany odszedłem od kawiarni prosto do mojego domu. Musiałem sporo przemyśleć.

Perspektywa Szpadki

Rodzice pojechali na zakupy gdzieś poza miasto, więc cały dom dla siebie. No, nie cały, bo mój brat jeszcze tutaj mieszka. Zjadłam śniadanie i miałam zamiar wyjść do Heathery, ale ktoś mi w tym przeszkodził, a mianowicie mój brat.

Mieczyk – I co? Do Heathery się idzie – zaśmiał się głupio.

Szpadka – Tak, baranie! – odpowiedziałam z irytacją.

Mieczyk – Ej, nie pozwalaj sobie! – krzyknął. Odwróciłam się jego kierunku i spojrzałam jak na dziwoląga.

Szpadka – Że co? – zapytała oburzona jego zachowaniem – Co mi zrobisz?

Mieczyk – Eee… - zastanowił się – Ja…No tego, no – zaczął się jąkać. Cudem powstrzymałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem – Powiem rodzicom!

Na jego słowa stanęłam nieruchomo. Nie no, teraz to już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Chyba się zdenerwował, bo od razu rzucił się na mnie i oboje wylądowaliśmy na podłodze. Zabawa trwała w najlepsze, a nasz psy jeszcze zaczęły nas lizać.

Szpadka – Ej, Jot! Po której jesteś stronie? – zapytałam ze złością.

Mieczyk – Obaj są po mojej! – krzyknął uradowany, ale jego radość nie trwała zbyt długo, ponieważ Wym go ugryzł – Ej!

Tydzień później

Perspektywa Czkawki

Stoję przy oknie na przerwie między piątą, a szóstą lekcją. Przez ten tydzień wiele się pozmieniało. Astrid nie odzywa się do nikogo, a w klasie dali jej już spokój. Oparłem się o ścianę i spojrzałem w kierunku gdzie siedziała Astrid. Wraz z Heatherą, Szpadką i Iloną siedziały pod ścianą obok drzwi od klasy, w której mieliśmy mieć lekcję. Nagle podszedł do mnie Mieczyk wraz z Sączysmarkiem.

Sączysmark – I co? Nadal pokłóceni? – zapytał, a ja spojrzałem na niego z przymrużonymi oczami.

Mieczyk – I po coś pytał? Teraz to będzie na nas zły – wtrącił się i uśmiechnął lekko w moją stronę. Akurat przechodziła Maritza, więc postanowiłem, że porozmawiam z nią i dopytam jeszcze o tą całą sytuację w jej domu.

Podszedłem bliżej i lekko złapałem za ramię. Odwróciła się zdziwiona moim zachowaniem, ale i z uśmiechem. Odwzajemniłem go i ruszyliśmy w głąb korytarza pogrążeni w rozmowie. Miałem nadzieję, że dowiem się czegoś więcej.

Maritza – Tylko tyle pamiętam – zakończyła swoją wypowiedź.

Czkawka – A jakiś charakterystyczny znak, coś co mogło, by nam pomóc? – wymieniałem. Popatrzyła na mnie dziwnie.

Maritza – Nie… - zawahała się na chwilę – Ale jak obudziłam się poczułam jakiś dziwny męski perfum – przymrużyła oczy.

Czkawka – Męski perfum, męski perfum – zacząłem powtarzać szeptem do siebie – A wiesz może jak on pachniał?

Maritza – Nie jestem pewna, ale chyba inaczej niż u nas w klasie – powiedziała – Bardziej przypominał mi jak wchodzimy do klasy po 2a – dodała.

Zamyśliłem się. Więc może to nie była Astrid. Podziękowałem Maritzy i udałem się do klasy, ponieważ zadzwonił dzwonek. Usiadłem z tyłu gdzie zawsze, a za mną Astrid z Iloną. Dziwnie się na mnie spojrzały i zaczęły notować słowa nauczycielki. Nagle usłyszałem jakiś szmer i huk. Szybko odwróciłem się i zobaczyłem…

Perspektywa Astrid

Notowałam słowa nauczycielki, które bardzo szybko mówiła. Jednak w pewnym momencie zaczęła mnie boleć głowa i kręcić w głowie. Powstrzymałam odruch wymiotny i spojrzałam na Ilonę. Coś do mnie mówiła, ale nie słyszałam jej, Nie wiem czemu. Później widziałam tylko ciemność.

Uchyliłam lekko powieki i ujrzałam jakiś pokój. Usiadłam, ale natychmiast tego pożałowałam. Przez moją głowę przeszedł okropny ból. Rozejrzałam się po pokoju i ze spokojem stwierdziłam, że jestem w moi pokoju. Nagle usłyszałam skrzypnięcie, a drzwi się lekko uchyliły.

Annabeth – Astrid? – zapytała i otworzyła szerzej drzwi – Obudziłaś się.

Astrid – Tak, a co się stało? – dotknęłam ręką głowy, którą nadal przeszywał nieznośny ból.

Annabeth – Zemdlałaś w szkole – odparła. Aha, czyli jedno mamy już wyjaśnione. Została tylko jedna rzecz.

Astrid – A jak się tu znalazłam? – popatrzyłam w jej oczy.

Annabeth – Czkawka przywiózł cię tutaj – zatkało mnie.

Poprosiłam mamę, by wyszła. Chciałam sobie wszystko przemyśleć. Spojrzałam w sufit i przypomniałam sobie co było zanim przeprowadziłam się do Berk. Wtedy miałam szczęśliwą rodzinę, co prawda nie poznałabym mamy, ale miałabym spokój. Westchnęłam i spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że jest 19:00. Bardzo długo myślałam. Nagle usłyszałam głos mamy.

Annabeth – As! Ktoś do ciebie! – krzyknęła. Natychmiast się zerwałam z łóżka i zbiegłam ze schodów. W progu zobaczyłam Łukasza – To wy sobie porozmawiajcie – powiedziała poczym poszła do kuchni.

Astrid – Po co tu przyszedłeś? – zapytałam sucho. Uśmiechnął się dziwnie.

Łukasz – Przyznasz się? – zapytał. Szybko skierowałam wrok na niego.

Astrid – Do czego? – zapytałam – Przecież nic nie zrobiłam! – krzyknęłam oburzona.

Mama wyszła z kuchni i popatrzyła na nas z niepokojem. Uśmiechnęłam się i uspokoiłam ją. Ale chyba nie przekonałam jej, bo miałam nadal grymas na twarzy. Odwróciłam się w stronę Łukasza.

Astrid – Może już sobie pójdziesz? – zapytałam z ironią i przewróciłam oczami.

Łukasz – Może tak, może nie – szepnął.

Astrid – Tam są drzwi – wskazałam w stronę wyjścia. On tylko prychnął, ale na moje szczęście zauważyłam coś co mnie trochę zdziwiło, ale i uszczęśliwiło.

Pod mój dom podjechał samochód Czkawki. Chłopak wyszedł z niego i zaczął iść w stronę moich drzwi. Łukasz go nie zauważył i dalej patrzył na mnie z tym jego obrzydliwym uśmiechem. Po chwili Czkawka znajdował się na progu i niezachwycony spoglądał na Łukasza.

Czkawka – Ekhm – chrząknął. Łukasz szybko odwrócił się w jego stronę – Nie przeszkadzam? – zapytał.

Łukasz – Owszem – powiedział surowo.

Czkawka – Nie pytam się ciebie tylko As – powiedział. Zarumieniłam się i pokiwałam przecząco głową.

Łukasz – Jeszcze porozmawiamy – te słowa skierował w moja stronę i wyszedł zatrzaskując drzwiami.

Oparłam się o nie i na chwilę zamknęłam drzwi. Szybko sobie przypomniałam o obecności Czkawki i momentalnie otworzyłam oczy, ale go nie było przede mną. Rozejrzałam się i zobaczyłam go w kuchni przy mojej mamie. Westchnęłam i weszłam do pomieszczenia. Na mój widok mam się uśmiechnęła.

Annabeth – Jesteś głodna, słońce? – zapytała z uśmiechem. Zaprzeczyłam i oparłam się o ścianę, ciągle jeszcze kręciło mi się w głowie.

Astrid – Mogę wodę? – zapytałam cicho.

Annabeth – Jasne – podała mi szklankę, która po chwili stała się pusta – To może pójdziecie do twojego pokoju, co As?

Astrid – Yhym – skierowałam się w stronę schodów prowadzących do mojego pokoju. Czkawka podążył za mną i razem weszliśmy do pokoju. Usiadłam na łóżko, a on patrzył na mnie – Co?

Czkawka – Nic – odpowiedział krótko – Jak się czujesz? – zapytał po chwili.

Astrid – Może być – wzruszyłam ramionami i westchnęłam.

Czkawka – Na pewno? – zapytał. Przytaknęłam.

Astrid – A ty co tu robisz? – spojrzałam na niego pytająco.

Czkawka – Postanowiłem przynieść ci zeszyty do przepisania – powiedział i usiadł obok mnie na łóżku.

Coś mi tu nie pasowało. Przecież prędzej Heathera lub Szpadka przyniosła, by mi zeszyty, a nie Czkawka. Coś mi tu nie gra. On na pewno coś kombinuje, tylko co? Spojrzałam szybko na niego.

Astrid – Dobra, wiem, że przyszedłeś po coś jeszcze – zaśmiałam się lekko co wywołało uśmiech na ustach chłopaka.

Czkawka – Skąd wiedziałaś? – zapytał i uniósł jedną brew.

Astrid – Zapomniałeś, że znam cię na wylot – uśmiechnęłam się.

Czkawka – Chciałem jeszcze porozmawiać – powiedział cicho. Zdziwiłam się, bo przecież on omijał mnie szerokim łukiem – Nie patrz tak na mnie. Wiem, że myślałaś, że mam cię gdzieś, ale…

Astrid – Ale to nie prawda – przerwałam mu.

Uśmiechnął się smutno i spojrzał w dół. Spojrzałam na moje ręce, które były złączone i delikatnie się trzęsły. Zamknęłam na chwilę oczy, by zapomnieć o rzeczywistości, ale nie było mi dane. Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Szybko otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą Czkawkę. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

Czkawka – As, powiesz mi prawdę, proszę – powiedział cicho i bardzo spokojnie. Jeszcze nigdy nie słyszałam, by tak mówił – Zrobiłaś to ty?

Astrid – Ech – westchnęłam. No miałam zrobić? Powiedzieć mu prawdę czy zachować to w tajemnicy? – Sama nie wiem – szepnęłam.

Czkawka – Ale chyba powinnaś pamiętać? – pokiwałam przecząco głową – Astrid, my chcemy tylko pomóc. Pomyśl o przyjaciołach, rodzicach, o mnie – spojrzałam na niego.

Astrid -…- milczałam, nie chciałam, aby ktoś mieszał się w moje sprawy. A już napewno nie chciałam nikogo narażać.

Czkawka – As – szepnął. W moich oczach pojawiły się łzy, które po chwili spłynęły po moich policzkach – Nie płacz, masz mnie – przytuliłam się do niego mocno. Obią mnie i mocniej przytulił.

Powoli się uspokajałam, chociaż przychodziło mi to z trudem. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna i mimo tego, że zerwaliśmy…No może ja z nim zerwałam, ale on mnie wspiera. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego przyjaciela. Powoli odsunął mnie od siebie i delikatnie złapał za podbródek. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

Czkawka – Powiesz? – zapytał szeptem.

Astrid – Czkawka, ja… - zaczęłam i odetchnęłam głęboko – Ja, ja tego nie zrobiłam – powiedziałam to w końcu.

Czkawka – Wiedziałem – powiedział do siebie i uśmiechnął się do mnie – Ale kto?

Astrid – Nie wiem – odparłam, chociaż prawda była inna.

Czkawka – Ja wiem, że ty wiesz – złapał mnie za ramiona, a jego kąciki ust uniosły się.

Astrid - ,,Powiedzieć czy nie powiedzieć?’’ – pytałam sama siebie w myślach. A co jeśli…? Nie, musisz być stanowcza. Sama sobie nie poradzisz, już zresztą próbowałaś i nic z tego – Zrobił to Łukasz – wyznałam w końcu z ulgą.

Czkawka – Ale dlaczego? – zapytał. Wzruszyłam ramionami, a drzwi lekko uchyliły się.

Do pokoju weszła moja mama. Na widok mój i Czkawki siedzących blisko siebie, uśmiechnęła się. Szybko zrozumiałam o co jej chodziło, więc odsunęłam się najszybciej jak potrafiłam od chłopaka. Zaśmiała się i weszła do pokoju.

Annabeth – Jesteście może głodni? – zapytała.

Astrid – Ja tylko trochę – odparłam z uśmiechem na ustach i wstałam. Niestety na moje nieszczęście znów zaczęło kręcić mi się w głowie i już byłam przygotowana na ból z powodu upadku, ale poczułam jak ktoś mnie obejmuje.

Annabeth – Astrid! – krzyknęła. Szybko otworzyłam oczy i napotkałam zatroskane spojrzenie Czkawki.

Czkawka – Chyba nie chcesz nas opuścić? – zapytał żartobliwie i pomógł mi powrócić do normalnej pozycji.

Astrid – Jeszcze nie mam takiego zamiaru – zachichotałam cicho i popatrzyłam na drzwi, w których nie było już mamy.

Czkawka – To…Idziesz jutro do szkoły? – zapytał.


Rozdział 20

Perspektywa Czkawki

Spojrzała na mnie zdziwiona. Widocznie nie było to dobre pytanie, ale…Ale…No właśnie, zawsze jest jakieś ,,ale’’. Chciałbym jej powiedzieć, że ją kocham, lecz nie wiem jak na to zareaguje. Może kiedyś jej to powiem.

Astrid – Tak – to słowo, które chciałem usłyszeć wyrwało mnie z transu.

Czkawka – Co ,,tak’’? – spojrzałem na nią zdziwiony.

Astrid – Pójdę jutro do szkoły – odparła i wyszła z pokoju. Zniesmaczony poszedłem za nią i dotarliśmy do salonu gdzie zadowolona usiadła. Czasami jej nie rozumiem, ale właśnie to podoba mi się w niej najbardziej. Ta tajemniczość.

Czkawka – To ja już pójdę, bo mam jeszcze coś do załatwienia – przytaknęła i uśmiechnęła się nieśmiało. Tak jak w dniu kiedy ją poznałem. Pożegnałem się z jej mamą i wróciłem do domu.

Następnego dnia obudziłem się dość wcześniej. W nocy nie mogłem zasnąć, cały czas myślałem o As. Można powiedzieć, że ponownie się w niej zakochałem, chociaż kochać jej nie przestałem. Dzisiaj miałem zamiar ujawnić wszystko co powiedziała mi wczoraj Astrid. Ale wracając. Ubrałem się, odświeżyłem i gotowy zszedłem na śniadanie. Rodziców już nie było, a szkoda. Zapowiadał się tak bardzo przyjemny poranek.

Czkawka – Szczerbek wychodzę, a ty nic tu nie zbrój! – wykrzyknąłem wychodząc z domu po zjedzonym śniadaniu.

Wsiadłem do mojego samochodu i po kilku minutach znalazłem się pod szkołą. Wszedłem do środka i od razu poczułem ten sam zapach, który używa Astrid. Musiała tu gdzieś niedaleko być. Rozejrzałem się i dostrzegłem blondynkę siedzącą ze spuszczoną głową na schodach.

Czkawka – As, wszystko w porządku? – zapytałem podchodząc do niej. Momentalnie podniosła głowę.

Astrid – Czkawka? – była zdziwiona moją obecnością, ale w jej oczach widziałem ulgę – Co ty tu robisz?

Czkawka – Niech pomyślę…Co ja tu robię? – zapytałem sam siebie. Po chwili odpowiedziałem – Chodzę do szkoły jak każdy – zaśmiała się.

Astrid – Jak ty to robisz? – zapytała. Zdziwiłem się jej pytaniem, bo nie wiedziałem o co chodzi.

Czkawka – Ale co? – pokręciła głową na boki i uśmiechnęła się lekko.

Astrid – Zawsze umiesz każdego pocieszyć – teraz zrozumiałem o co jej chodzi. Chciałem coś dodać, ale zadzwonił dzwonek na lekcję.

Zamiast pójść w stronę klasy, poszedłem w stronę gabinetu dyrektorki. Miałem zamiar ujawnić całą prawdę na temat As. Zapukałem do drzwi, a po usłyszeniu zaproszenia wszedłem. Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.

Dyrektorka – Czkawka? A ty nie na lekcji? – zapytała zaskoczona.

Czkawka – Mam do Pani ważną informację – odpowiedziałem poważnie. Wskazała na krzesło przy biurku i kazała usiąść. Po wykonaniu czynności odważyłem się powiedzieć całą prawdę.

Dyrektorka – O co chodzi? – westchnąłem.

Czkawka – Wiem kto to zrobił, wiem kto zrobił to co się stało Maritzy – powiedziałem.

Dyrektorka – Mów – usadowiła się wygodniej i spojrzała na mnie.

Opowiedziałem jej o wszystkim co powiedziała mi As. O tym co robił u niej Łukasz i jak kazał jej być cicho. Była bardzo zaskoczona tym i kazała mi pójść z nią do klasy gdzie mam lekcję. Gdy weszliśmy, wszyscy na nas dziwnie spojrzeli.

Dyrektorka – Astrid Hofferson, pozwól na chwilę z nami – powiedziała.

Dziewczyna szybko wstała i podeszła do nas. Posłała mi zmartwione spojrzenie, ale ja odpowiedziałem jej uśmiechem. Po drodze dołączył do nas Łukasz…

Sprawa się rozwiązała. Astrid została uniewinniona, a Łukasz zawieszony w prawach ucznia. Dyrektorka podziękowała mi i kazała udać się na lekcję. As przez cały dzień nie odzywała się do mnie, a ja nie wiedziałem dlaczego. Może była na mnie zła? Przecież chciałem dobrze i zrobiłem to dla niej. Po wszystkich lekcjach udaliśmy się do szatni. As już miała wychodzić, ale zatrzymałem ją.

Czkawka – Dlaczego nie odzywasz się do mnie? – zapytałem.

Astrid – Dlaczego powiedziałeś o tym wszystkim? – odpowiedziała pytaniem. Westchnąłem i popatrzyłem jej w oczy. Nikogo oprócz nas nie było w szatni.

Czkawka – Wiesz, że chciałem tylko pomóc – przeszyła mnie wzrokiem i odeszła kilka kroków kiedy ją chwyciłem za nadgarstek –Przepraszam.

Astrid – Co? – szepnęła. Widocznie nie wiedziała o co mi chodzi – Za co ty mnie przepraszasz? – dodała po chwili.

Czkawka – Po prostu – zacząłem – Przepraszam.

Nic nie odpowiedziała, nawet nie musiała. W jej oczach zobaczyłem wdzięczność jakiej nigdy. Przytuliła się do mnie mocno. Obiąłem ją ramieniem i przytuliłem mocniej do siebie. Znów poczułem to samo uczucie co wtedy, gdy powiedziałem, że ją kocham. Po kilku sekundach oderwaliśmy się od siebie.

Astrid – To ja powinnam podziękować – szepnęła i uśmiechnęła się.

Czkawka – To może pojedziemy do mnie do domu i porozmawiamy? – zaproponowałem. Niechętnie, ale się zgodziła. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do mojego domu.

Otworzyłem jej drzwi wejściowe i zaprosiłem do salonu. Usiadła na kanapie i popatrzyła na mnie tępo. Usiadłem obok niej i zacząłem rozmowę.

Czkawka – Wiesz, dużo myślałem o tym co się stało i… - zaciąłem się. Popatrzyłem na jej minę. Nie wyrażał żadnych uczuć – I…

Astrid – I? –zapytała ze śmiechem.

Czkawka – Może pójdziemy do mojego pokoju? – zapytałem. Przytaknęła. Udaliśmy się w stronę schodów, a już po chwili byliśmy w pokoju. Usiedliśmy na łóżku i spojrzeliśmy na siebie.

Astrid – To o co chodzi? – odetchnąłem głęboko i już miałem pewność co do niej czuję.

Czkawka – Dużo myślałem o naszym zerwaniu – zacząłem, a ona momentalnie spuściła głowę – Co się stało, As?

Astrid – No, bo ja chciałam cię przeprosić za tą kłótnię, którą zrobiłam – powiedziała – Nie potrzebnie tak na ciebie naskoczyłam – dodała po chwili.

Czkawka – Wiem, że mogłaś być zdenerwowana i coś sobie pomyśleć. Wyglądało to, no wiesz – zaśmiałem się, jednak po chwili spoważniałem – Dużo o tym myślałem i już wiem, że – trzymałem ją nadal w niepewności – Że nadal cię kocham i nie potrafię bez ciebie żyć.

Chwyciłem jej podbródek i głęboko spojrzałem w niebieskie oczy. Były przepełnione szczęściem i miłością. W jej oczach pojawiły się momentalnie łzy, ale chyba szczęścia. Delikatnie przysunąłem się do niej i musnąłem jej usta moimi. Przysunęła się bliżej i pogłębiła pocałunek. Teraz naprawdę poczułem jak bardzo ją kocham.

Oderwaliśmy się od siebie po kilku minutach. Popatrzyła mi w oczy, w których mogła widzieć tylko szczęście i miłość. Jest dla mnie bardzo ważna i nie zamieniłbym jej na żadną inną dziewczynę. Uśmiechnęła się i zarumieniła.

Czkawka – Kocham cię – wypowiedziałem na głos. Jeszcze bardziej się zarumieniła i zaśmiała.

Astrid – Ja ciebie też kocham, Czkawka – odpowiedziała.

Czkawka – To mówimy o naszym powrocie? – zapytałem.

Astrid – Jeśli chcesz – uśmiechnąłem się – To co? Zapraszamy resztę? – zapytała po chwili.

Czkawka – Jutro. Dzisiaj chcę się nacieszyć tobą – złożyłem na jej ustach lekki pocałunek, który został odwzajemniony. Nagle usłyszałem trzask drzwi – Chyba rodzice wrócili.

Astrid – A ty mówiłeś im o tym, że my…? – zaczęła, ale jej przerwałem.

Czkawka – Tak, ale czas to naprawić – uśmiechnąłem się i wstałem. Chwyciłem As za rękę i popatrzyłem na nasze dłonie – Idziemy!

Zeszliśmy na dół po schodach i zobaczyliśmy moich rodziców. Tata przeglądał jakieś papiery w salonie, a mama przygotowywała obiad w kuchni. Na nasz widok momentalnie przestali pracować i spojrzeli na nas z uśmiechami.

Stoick – Wróciliście do siebie? – zapytał z nadzieją. Przytaknęliśmy, a on uściskał nas najmocniej jak potrafił.

Czkawka – Tata, udusisz nas – wysyczałem przez zęby, gdyż nie mogłem nabrać powietrza.

Valka – Bardzo się cieszymy – odparła – Może zostaniesz u nas na noc? Raczej nie macie nic zadane? – spoglądała na nas z uśmiechem na twarzy, który widzę codziennie.

Astrid – Ale… - spojrzała na mnie. Posłałem jej szczery uśmiech i przytaknąłem – Ech…Będę musiała poinformować mamę – powiedziała.

Valka – To ja ją poinformuję, a i tak jutro jest piątek, więc nie musicie się uczyć – poszła do kuchni. Uśmiechnęliśmy się do siebie i popatrzyliśmy na mojego ojca, który lekko zaśmiał się widząc mamę nucącą w kuchni.

Czkawka – To my już pójdziemy – oznajmiłem.

Stoick – Dobrze! – odkrzyknął mi, gdy byliśmy w połowie schodów.

Weszliśmy do mojego pokoju i opadliśmy na łóżko. Myślałem, ze ta rozmowa będzie trudniejsza, ale jak widać nie była. Po chwili poczułem coś na klatce piersiowej. Poniosłem głowę i zobaczyłem blond włosy Astrid. Obiąłem ją ramieniem i zamknąłem na chwilę oczy, by oderwać się od rzeczywistości, która jest całkiem przyjemna.

Tydzień później

Perspektywa Astrid

Otworzyłam lekko powieki i rozejrzałam się powoli. Momentalnie zorientowałam się, że jest dopiero 2:00 w nocy. Strasznie kręciło mi się w głowie i od czasu do czasu było zimno. Chyba będę chora. Wiem, że to dziwne, bo mamy połowę kwietnie, a ja się już rozchorowałam. Położyłam się z powrotem, chociaż nie było to łatwe, ponieważ, gdy tylko położyłam się, moją głowę przeszył okropny ból. Trzeba będzie jakoś przetrwać ten tydzień.

Rano wstałam ostrożnie po mimo bólu mojej głowy. Rodziców już pewnie nie było w domu, a ja miałam zamiar pójść do szkoły. Dzisiaj mieliśmy jedyny sprawdzian w tym tygodniu i co by zaszkodziło mi go napisać? Nic. Odświeżyłam się i ubrałam w czarne legginsy z białym paskiem i czarną koszulkę z białym sercem. Włosów jakoś specjalnie nie spinałam, tylko w nieułożonego koka. Grzywka oczywiście musiała być rozpuszczona. Byłam gotowa do wyjścia. Założyłam moje białe adidasy i poszłam do szkoły. Gdy dotarłam pod budynek, zakręciło mi się lekko w głowie. Ale to nic, dam radę. Powoli weszłam do środka i od razu udałam się do szatni gdzie przebrałam buty i poszłam pod salę matematyczną. Byłam jedyną dziewczyną z mojej klasy, która się tam kręciła. Po chwili jednak zauważyłam Heatherę, Śledzika, Sączysmarka, Czkawka i Szpadkę. A jak wiadomo, tam gdzie Szpadka tam i Mieczyk. Szedł dokładnie za nią i rozmawiał z Eretem, który niedawno dołączył do naszej paczki.

Szpadka – Gratuluję! Jesteś pierwszą dziewczyną! – wykrzyczała na przywitaniu i uściskała mnie.

Astrid – Tak, dzięki – odpowiedziałam trochę zachrypniętym głosem, co mogło zaniepokoić trochę Czkawkę.

Czkawka – Coś cię boli? – zlustrował mnie swoim zielonymi oczami. Uśmiechnęłam się i zaprzeczyłam.

Śledzik – Dzisiaj ten sprawdzian z fizyki, nie? – zapytał.

Sączysmark – Niestety – wysyczał – Nie mogli kiedy indziej go wsadzić, tylko na początku tygodnia! – dodał rozzłoszczony.

Reszta pokręciła tylko głowami ze śmiechem oprócz mnie. Ja w tym momencie powstrzymywałam odruch wymiotny i przymknęłam na chwile powieki. Głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej, a na korytarzu panował chaos. Na dodatek jeszcze zadzwonił dzwonek na lekcję. Usiadłam w ławce wraz z Czkawką, który przyglądał mi się od samego początku.

Nauczycielka – Mamy dla was pewną informację – zaczęła, a ja oparłam się łokciami o ławkę i patrzyłam w dół – Dzisiaj niestety mamy awarię wody i jej naprawa może potrwać kilka dni. Dlatego przez cały tydzień nie chodzicie do szkoły, a dzisiaj macie tylko 3 pierwsze lekcję.

Podniosłam szybko głowę i znów ten ból. Ach…Będę musiała chyba coś wziąć na ból. Spojrzałam ukradkiem na Czkawkę, który patrzył na mnie z troską. Spojrzałam na niego i dziwnie się popatrzyłam.

Czkawka – As, przecież widzę, że coś cię boli – westchnęłam i przytaknęłam. Od raz na jego twarzy pojawiło się jeszcze większe współczucie i troska.

Astrid – Nie martw się, wytrzymam – zapewniłam go, a przynajmniej próbowałam.

Czkawka – Ale jakby coś to powiedz – uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam notować słowa nauczycielki.

Reszta lekcji minęła tak samo, czyli na notowaniu słów nauczycielki i wygłupach chłopaków siedzących w ostatniej ławce. Następna była chemia, a po niej biologia i koniec. Jak ja wytrzymam? Jakoś na pewno. Właśnie podchodziłam do ławki przy klasie, ale poczułam szarpnięcie do tyłu i kogo zobaczyłam? No oczywiście, że mojego kochanego Czkawkę. Przyłożył mi dłoń do czoła i lekko się krzywił. Aż tak źle?

Czkawka – Astrid powinnaś iść do lekarza albo zostać w domu – odparł.

Astrid – Nic mi nie będzie – broniłam się jak tylko mogłam, ale coś mi nie wychodziło.

Czkawka – Jesteś blada, masz gorączkę i pewnie źle się czujesz. Jak ty chcesz wytrzymać? – przytuliłam się do niego i zamknęłam na chwilę oczy. Przy nim czuję się najbezpieczniej – Kochanie, zawiozę cię po szkole do domu – odsunął mnie od siebie.

Astrid – Yhym – skierowałam się w stronę klasy.

Po tych dwóch lekcjach naprawdę źle się poczułam. Przy pomocy Czkawki jakoś doszłam do szatni i ubrałam moje buty. Strasznie było mi zimno i nawet w samochodzie mojego chłopaka. Szpadka, Sączysmark, Śledzik i Mieczyk jechali z nami, ponieważ po Heatherę i Ereta przyjechali rodzice. Oparłam głowę o siedzenia i poczułam czyjąś dłoń na mojej. Spojrzałam na tą osobę, którą okazał się Czkawka. Uśmiechnął się, odwzajemniłam gest.

Szpadka – Zimno mi- powiedziała trzęsąc się.

Mieczyk – Trzeba było się ubrać! – zaczął się śmiać, jednak po chwili przestał. Oberwał zapewne od siostry.

Wszyscy parsknęli śmiechem, ale nie ja. Ja nawet nie potrafiłam się podnieść, gdy lekko zsunęłam się z siedzenia. Postanowiłam się trochę przespać, żeby później mieć trochę czasu dla siebie. Obudziło mnie szturchnięcie w bok. Otworzyłam leniwie oczy i rozejrzałam się. Byliśmy już pod moim domem.

Czkawka – No, odwieźliśmy wszystkich i teraz przyszła kolei na ciebie – zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego i…I nic. Nawet nie potrafiłam go uderzyć jak miałam to w zwyczaju – Chyba jednak sama nie dojdziesz.

Astrid – Co? – zapytałam i widziałam tylko jak posyła mi uśmiech, a później wyszedł i tyle go widziałam. Po chwili moje drzwi się otworzyły, a przy nich stał Czkawka.

Czkawka – Pani pozwoli? – zapytała z tym jego uśmieszkiem i odpiął mi pasy – Trzeba się tobą zająć – wziął mnie na ręce i powoli szedł kierunku mojego domu.

Astrid – Nie musisz – wyszeptałam, ponieważ gardło bolała mnie jak nigdy.

Czkawka – As, muszę – odparł – Jak już nie umiesz mnie uderzyć to musi być z tobą naprawdę źle – dodał.

Weszliśmy do domu, poczym Czkawka zaniósł mnie na górę do mojego pokoju. Aż dziwne, że oboje mamy pokoje na górze. Położył mnie na łóżku i przykrył. Wtuliłam się mocniej w poduszki i zamknęłam oczy. Nie miałam na nic ochoty.

Czkawka – Pewnie chce ci się pić? – jak on mnie dobrze zna.

Astrid – Yhym – przytaknęłam.

Czkawka – Zaraz wracam – pocałował mnie w policzek i wyszedł. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, ale widocznie nie było mi to dane. Zaraz po chwili chłopak przyszedł z herbatą – Proszę, kotku.

Astrid – Dziękuję – podniosłam się lekko i zrobiłam mu miejsce, żeby mógł usiąść – Nie zmuszaj się do siedzenia przy mnie…

Czkawka – Ale ja chcę tu być przy tobie – przerwał mi w połowie zdania. Uśmiechnęłam się i pocałowałam lekko w usta.

Położył się obok mnie i przytulił do siebie. Przylgnęłam mocniej do niego i powoli zasypiałam. Nie wiem jak, ale zasnęłam, a Czkawka chyba zaraz po mnie.

Perspektywa narratora

Młodzi spali wtuleni w siebie okrycie ciepłą, przyjemną i miękką w dotyku pościelą. Było to dość dziwne, bo żaden z nich nie przykrywał się ani swoją drugą połówkę, więc dlaczego byli przykryci? Odpowiedź jest prosta, matka blondynki wracając prędzej z pracy zajrzała do pokoju córki z zamiarem sprzątnięcia kurzu na jej meblach, który panoszył się tam od kilku dni. Zobaczywszy chłopaka obejmującego czule jej córkę, okryła ich i zeszła robić obiad. W pewnej chwili Annabeth poczuła ciepłą dłoń na ramieniu. Rozpoznałaby ten dotyk zawsze. John, ojciec Astrid wrócił również prędzej do domu.

Annabeth – Masz może ochotę na naleśniki? – zapytała odwracając się, tak by mogła spokojnie zobaczyć twarz męża.

John – Oczywiście – uśmiechnął się szarmancko i pocałował kobietę w policzek – A As wróciła? – zapytał po chwili.

Annabeth – Tak, jest na górze razem z Czkawką – mężczyzna zdziwił się i spojrzał na żonę – No co się tak patrzysz? Śpią.

John – Co? – podszedł bliżej.

Annabeth – Nie jestem pewna, ale Astrid ma chyba gorączkę – wspomniała przy okazji.

John – No to wszystko jasne – mruknął z uśmiechem i usiadł przy stole – Za chwilę pojadę po lekarstwa – oznajmił.

Kobieta przytaknęła tylko mu i powróciła do wykonywania swojej czynności, a mianowicie szukania składników potrzebnych do zrobienia obiadu.

Tym czasem Czkawka powoli budził się z przyjemnego snu. Zdążył się zorientować, że opieka jest bardzo męcząca, ale dla tej wyjątkowej dziewczyny mógł zrobić wszystko. Popatrzył na nią i z lekkim uśmiechem wstał z łóżka, jednak po chwili usłyszał ciche kaszlnięcie, a gdy się odwrócił, zobaczył blondynkę z rozpalonymi policzkami.

Czkawka – Twoi rodzice już pewnie wrócili – poinformował, ale dziewczyna nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.

Astrid – Muszę iść nakarmić Wichurę – wyszeptała z powodu bolącego gardła i wstała z łóżka.

Czkawka – O nie! – zaśmiał się lekko pod nosem i złapał dziewczynę w pasie – Ja to zrobię – dziewczyna posłała mu uśmiech, lecz po chwili zastąpiło go niezadowolenie.

Astrid – Ja też chcę to zrobić – odparła ledwie słyszalnie.

Czkawka – Ależ ty uparta – wysyczał przez zaciśnięte zęby – No dobra, skoro już musisz – poddał się.

Astrid posłała mu tylko niewinny, ale i najbardziej słodki uśmiech jaki mogła zrobić. Brunet chwycił ją za rękę i razem zeszli do kuchni gdzie napotkali rozbawione miny rodziców dziewczyny.

Annabeth – Tata zaraz pojedzie po lekarstwa – powiadomiła za nim ktokolwiek coś powiedział.

Astrid – Aha – usiadła na krześle, a zaraz po niej chłopak.

Annabeth – Może się czegoś napijesz, Czkawka? – zagadnęła.

Czkawka – Dziękuję, ale na razie nie – uśmiechnął się jak na niego przystało i skierował swój wzrok na dziewczynę – To ja już będę leciał – cmoknął ją w policzek i wstał.

Astrid odprowadziła go jeszcze wzrokiem i z lekkim uśmiechem mogła stwierdzić, że jest najszczęśliwszą dziewczyną na Berk.

Kilka dni później

Perspektywa Astrid

Już nie jestem aż tak bardzo chora. Jeszcze muszę brać te wszystkie lekarstwa, które mi nie smakują, ale mogę już wychodzić. Pamiętam jak byłam mała, a tata ciągle dawał mi te lekarstwa i mówił, że jeśli je wezmę, to mama przyjdzie w nocy i ucałuje mnie na dobranoc. Oczywiście nigdy się tak nie zdarzyło, bo albo zasypiałam lub po prostu nie chodziłam spać. Wiem, dziwne to. Wracając. Dzisiaj mam pójść na noc do Czkawki gdzie będzie cała nasza paczka.

John – Astrid, chyba nie chcesz się spóźnić?! – krzyknął z dołu. Momentalnie wróciłam do rzeczywistości.

Astrid – Już idę! – odkrzyknęłam i zabrałam moją torbę. Zbiegłam szybko po schodach i stanęłam przed tatą – Nie musiałeś się tak wydzierać na cały dom – powiedziałam uśmiechając się sarkastycznie.

John – Co ja z tobą mam? – zapytała sam siebie i bardzo cicho, jednak usłyszałam to. Ale dałam mu spokój by szybciej znaleźć się u Czkawki.

Wsiadłam do samochodu ojca z tyłu i ruszyliśmy. Przez całą drogę milczeliśmy, co było trochę dziwne. Kiedy, gdy byliśmy we dwoje, zawsze rozmawialiśmy przez całą drogę. Zawsze było wesoło, a gdy dołączyła do nas Angela, zrobiło się jeszcze weselej. Zapomniałam o mamie i o moim poprzednim życiu, które trwało 7 lat. Teraz jest inaczej…Ja dorosłam, tata odnalazł swoją miłość, a ja mamę. Zakochałam się i poznałam przyjaciół. Nic już nie jest takie samo. Dojechaliśmy pod dom mojego Czkwusia.

John – Baw się dobrze i nie balujcie do rana – uśmiechnął się błaho i mrugnął okiem.

Astrid – No co ty? – zapytałam zdziwiona.

John – To, że rodzice Czkawka śpią dzisiaj u nas to nie znaczy, że nie musicie posprzątać – uprzedził. Przewróciłam oczami, a on tylko się zaśmiał – Wykapana mama.

Astrid – Mówisz to tyle razy, że już ten tekst znam na pamięć – uśmiechnęłam się z wdzięcznością i wyszłam z pojazdu.

Zadzwoniłam do drzwi, jednak nikt mi nie otwierał przez dłuższy czas. Gdy miałam jeszcze raz zadzwonić, usłyszałam szuranie, a po chwili drzwi otworzyły się. Stała w nich znajoma mi dziewczyna, ale i nieznajoma. Miała długie brąz włosy ułożony w dokładnego koka, a jej oczy…Oczy były takie same jak u Czkawki, tylko bardziej blade. Uśmiechnęła się do mnie.

Astrid – Em…Jest Czkawka? – zapytałam bardzo cicho, jakbym nie chciała usłyszeć tej odpowiedzi.

Dziewczyna – Tak – odparła – Wejdź – wskazała gestem ręki do środka.

Niepewnie to zrobiłam i weszła powoli do salonu. Zastałam tam moją paczkę siedzącą na kanapie i śmiejącą się z czegoś. Czkawka spojrzał na mnie i od razu się poniósł witając mnie pocałunkiem i przytuleniem.

Czkawka – Poznałaś już moją kuzynkę? – przytaknęłam i spojrzałam w jej kierunku.

Dziewczyna – Twoja dziewczyna jest bardzo miła – wskazała na mnie z uśmiechem. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że skądś ją znam.

Szpadka – A może je przedstawisz sobie? – zapytała znudzona naszą gadaniną.

Czkawka – A, tak – uśmiechnął się – Astrid, to jest Eva. Eva, to jest Astrid.

Eva i Astrid – Że jak?! – krzyknęłyśmy w tym samym momencie. Wszyscy spojrzeli na nas zdziwieni i wytrzeszczali oczy.

Czkawka – No co? – zapytał.

Eva – Ja i As chodziłyśmy do jednej szkoły dopóki się nie wyprowadziła – wytłumaczyła im.

Uściskałyśmy się i zaśmiałyśmy na widok min pozostałych. Najlepsza była Sączysmarka. Później było jeszcze lepiej.


Rozdział 21

Perspektywa Astrid

Wszyscy usiedliśmy na podłodze w pokoju Czkawki. Chłopak wyciągnął laptopa i położył go na środku. Ciekawe co on kombinuje? Zaczął w coś klikać, aż w końcu przestał. Uśmiechnął się chytrze i spojrzał na nas.

Czkawka – Patrzcie – pokazał na ekran, a mnie zmurowało. On chce oglądać horror? – Co wy na to?

Sączysmark – Mnie tam pasuje – uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem.

Śledzik – Mnie to nie przekonuje – uff! Przynajmniej jeden jest ze mną, ale raczej go nikt nie posłucha.

Czkawka – A ty? – wszyscy spojrzeli na mnie wyczekująco. Co miałam niby im powiedzieć? Że nie lubię horrorów? Nie moja wina, że gdy miałam 5 lat, mój kuzyn mi puścił horror i od tego czasu nie cierpię ich.

Astrid – Ech – westchnęłam i z trudem zgodziłam się – Tak.

Wszyscy z uśmiechem oprócz mnie i Śledzika zeszliśmy na dół, ale przedtem przebraliśmy się w piżamy, żeby w razie czego jak uśniemy będziemy spali w piżamach. Tam usiedliśmy wygodnie na kanapie, no nie wszyscy, a Czkawka poszedł włączyć ten cały horror. Po chwili dołączy do nas i usiadł obok mnie. Oparłam głowę na jego ramieniu i i odetchnęłam głęboko. Zaczęło się…

Godzina później

Już od kilku minut trzymam się bardzo mocno Czkawki. Chyba mu to nie przeszkadza, ale nie wiem. Mój oddech był lekko przyśpieszony co chyba zaniepokoiło Czkawkę, bo co chwila spoglądał na mnie z troską.

Czkawka – Wszystko w porządku? – zapytał szeptem, żeby inni nie usłyszeli. Przytaknęłam i wróciłam do oglądania horroru.

Nagle zobaczyłam coś co mną wstrząsnęło. Na ekranie zobaczyłam jadący samochód, który po chwili uderza w coś. Wszędzie było pełno krwi i szkła. A dalej…Nawet nie chcę mówić. Przypomniał mi się wypadek z mamą Angelą. Nie wiem co się tam stało, ale pewnie też było dużo krwi. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Perspektywa Czkawki

Po godzinie od naszej rozmowy z As horror skończył się. Chciałem się podnieść, ale zauważyłem, że moja księżniczka śpi. Nie chciałem jej budzić, więc poinformowałem, że zaniosę ją do pokoju. Nie miałem już zamiaru wrócić, bo sam byłem padnięta, a reszta pewnie też. Wskazałem im ich pokoju, do których od razu się udali. Natomiast ja udałem się z Astrid do pokoju, poczym położyłem ją do łóżka, a sam położyłem się obok i przykryłem nas. Pocałowałem moją dziewczynę w czoło i zasnąłem.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się w nocy. Strasznie chciało mi się pić, nie wiem dlaczego. Może od tych wrażeń? Zauważyłam, że jestem w łóżku Czkawki, a on sam obok mnie. Przetarłam oczy i wstałam powoli kierując się w stronę drzwi.

Astrid – Musi tu być ta ciemno? – zapytałam sama siebie ze złości, gdyż uderzyłam się w głowę.

Zeszłam na dół i podeszłam do lodówki by wziąć wodę czy sok. Nie zaświeciłam światła, ponieważ co mogłoby mi się stać? Nic, przynajmniej tak myślałam. Gdy już znalazłam wodę, nalałam ją sobie do szklanki i odłożyłam na miejsce. Miałam już się odwrócić, ale usłyszałam jakiś dziwny szmer. Zmarłam…Odwróciłam się szybko i…Nikogo nie zobaczyłam. Może to moja wyobraźnia?

Astrid – Za dużo horrorów – szepnęłam do siebie i pokręciłam głową.

Zabrałam szklankę i ponownie się odwróciłam, ale tym razem wydarłam się na cały dom. Zobaczyłam przed sobą dwa dziwne cienie i upuściłam szklankę, która potłukła się, a ja w nią wdepnęłam.

Perspektywa Czkawki

Spałem sobie słodko myślą, że mam w ramionach moją Astriś, ale coś mnie obudziło. Mianowicie było to krzyk osoby dobrze mi znanej. Szybko wyskoczyłem z łóżka i zbiegłem na dół świecąc przy okazji światło. Spojrzałem na resztę paczki, którzy stali jak słupy wpatrując się w jeden punkt. Popatrzyłem tam gdzie i oni i zobaczyłem moją As trzymającą się blatu i ciężko oddychającą, a na ziemi Sączysmarka i Mieczyka.

Eva – Co się tu stało? – zapytała ze zdziwieniem.

Czkawka – Właśnie – dodałem nieźle zszokowany.

Sączysmark – Zapytaj się swojej dziewczyny – wyjęczał i podniósł palce do góry.

Mieczyk – Ma dziewczyna głos – następny wyjęczał.

Szpadka – I dobrze wam, barany! – Zaśmiała się – Po co, żeście w ogóle tu przyłazili?

Sączysmark – Jak nam się zachciało pić…? – zaczął, ale dalej nie słuchałem.

Szybko podbiegłem do Astrid, która była cała roztrzęsiona. Chyba oglądanie horroru nie był najlepszym pomysłem. Przytuliłem ją mocno, żeby się uspokoiła. Po chwili oderwała się ode mnie i spojrzała głęboko w oczy.

Astrid – Mogłam powiedzieć, że nie cierpię horrorów – wyszeptała i przylgnęła do mnie ponownie.

Czkawka – Nic się nie stało – powiedziałem z uśmiechem. Nagle coś zobaczyłem – A to co? – wskazałem na rozbitą szklankę.

Astrid – Chciałam się napić i… - nagle syknęła i prawie się przewróciła. Spojrzałem na nią, a później na jej stopę, która była cała we krwi.

Czkawka – Chodź – powiedziałem i wziąłem ją na ręce.

Kazałem im się pozbierać i iść do pokoi, a ja poszedłem do mojego pokoju razem z As. Położyłem ją delikatnie na łóżku i zabrałem się za opatrywanie rany. Było przy tym trochę łez i syknięć, ale udało się. Trochę się na tym znam i mogę stwierdzić, że nic jej nie będzie.

Czkawka – Wszystko już dobrze – pocałowałem ją w usta i uśmiechnąłem szczerze.

Astrid – Ale mogłam uprzedzić – zaczęła – Mój kuzyn kiedyś włączył mi horror i od tego czasu się boję – opowiedziała mi wszystko.

Czkawka – Nic się nie stało, a teraz śpij, bo jest 1:00 w nocy – oznajmiłem.

Astrid – Yhym. Dobranoc – pocałowała mnie, a ja oddałem pocałunek i ponownie nas przykryłem.

Obiąłem ją i przytuliłem mocniej przybliżając do siebie. Po chwili oboje zasnęliśmy.

Rano obudziłem się trochę jeszcze zmęczony, ale wyspany. Spojrzałem na Astrid, która spała sobie słodko i nie miałem po prostu serca jej budzić. Wziąłem telefon i ustaliłem, że jest 8:00 rano. Sam się zdziwiłem, że tak wcześnie wstałem z własnej woli. Zwykle, gdy jest wolne wstaję najwcześniej o 10:00, ale o 8:00? Dziwne. Zszedłem na dół jeszcze w piżamie by zrobić nam śniadanie, ale jak się okazało ktoś mnie wyprzedził. Moi rodzice wrócili już? Ech, mogłem się domyślić, ale na szczęście było posprzątane wszystko.

Valka – O! Już wstałeś – uśmiechnęła się i wskazała, żebym usiadł.

Stoick – Co się stało, że tak wcześnie? – zapytał chwile po tym jak usiadłem. Popatrzyłem na niego ze zmęczeniem i wymownie. Dał mi spokój.

Valka – Ty to się jednak dałeś po ojcu – zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami.

Czkawka – A po kim miałem się dać? Po sąsiedzie? – zamilkła, a później wybuchał razem z tatą śmiechem. Ja to mam rodziców. Z nimi nie można się nudzić.

Po chwili zaczęliśmy jeść, ale coś mi tu nie pasowało. Nie było jeszcze moich przyjaciół, a oni potrafią wyczuć jedzenie na kilometr. Chyba nie wyspali się wczoraj.

Czkawka – Reszta jeszcze śpi? – zapytałem i zacząłem jeść przygotowane płatki. Mama przytaknęła i dalej jedliśmy w ciszy, aż ktoś nie przyszedł, a mianowicie moja paczka wraz z Evą.

Eva – O! Śniadanko już jest? – zapytała przeciągając się – A Astrid obudziła już się?

Czkawka – Nie, a co? – zdziwiło mnie jej pytanie.

Eva – Wiesz, ona chyba sama nie zejdzie – powiedziała.

Przypomniałem sobie momentalnie o co jej chodziło. Opowiedziałem o wszystkim rodzicom, którzy nie byli z początku zadowoleni, ale uspokoili się, gdy zapewniłem, że wszystko jest już w porządku. Po zjedzeniu śniadania zabrałem kanapki, które zrobiła moja mama dla As i zaniosłem jej. Po cichu wszedłem do pokoju i przyjrzałem się jeszcze śpiącej dziewczynie. Wyglądała tak słodko i uroczo. Położyłem jedzenie na szafkę i pocałowałem ją delikatnie w usta. Od razu się obudziła.

Astrid – Czkawka? – zapytała zaspanym jeszcze głosem.

Czkawka – Nie, listonosz – zaśmiała się i usiadła uważając na nogę – Przyniosłem ci śniadanie.

Astrid – Dziękuję, kotku – cmoknęła mnie w policzek i zabrała jedną z kanapek.

Czkawka – Boli jeszcze noga? – popatrzyła na nią i zaprzeczyła. Uśmiechnąłem się z ulgą – To dobrze. Moi rodzice już są.

Astrid – I co? – chyba była trochę przestraszona.

Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się głupio. Gdy zjadła, odniosłem talerz i szklankę soku do kuchni, poczym wróciłem do niej. Akurat przeglądała moje szkice i zatrzymała się na jednym. Uśmiechnęła się do siebie i posłała mi wdzięczny uśmiech.

Czkawka – Co tam masz? – zapytałem siadając obok niej.

Astrid – Też cię kocham – przytuliła się do mnie.

Na rysunku była ona z rozpuszczonymi włosami, a obok podpis ,,Kocham moją Astriś’’. Pamiętam jeszcze jak ją rysowałem, a ona się wtedy śmiała, bo kazałem jej, żeby się nie ruszała co w jej przypadku jest niemożliwe. Ona neumie usiedzieć na miejscu, więc…

Ten rozdział dedykuję Oliwii - Astrid Hofferson 12!21, która poprawiła mi humor i pomogła w wyborze nexta.


Rozdział 22

Perspektywa Sączysmarka

Sączysmark – No i gdzie on jest?! – krzyknął wściekły na pół korytarza.

Czekamy przed klasą na Czkawkę już dobre 10 minuta, a za 5 minut jest dzwonek. Co on sobie wyobraża?! Jak się coś obiecuje to się słowa dotrzymuje, a nie! Niech tylko się pokaże…! Minutę przed dzwonkiem pokazał się wielmożny Pan.

Sączysmark – Ileż można czekać? – zapytałem szeptem siadając za nim i Astrid w ławce. Teraz mamy wychowawczą i piątek, bo dopiero dzisiaj naprawili problem z tą wodą. Mogliśmy nie iść, ale nauczyciele się uparli jak osły!

Wychowawca – Ja teraz wyjdę na kilka minut, a wy – wskazał na naszą paczkę – Macie siedzieć cicho – i wyszedł. Normalka. Zawsze tak mówi, a jak narozrabiamy to nic nie robi.

Mieczyk – To co robimy? – przysiadł się do naszej ławki, a Astrid i Czkawka usiedli naprzeciwko nas.

Szpadka – O! Mam pomysł! – powiedziała głośno, że wszyscy się na nas popatrzyli. Co za dziewczyna!

Sączysmark – Cicho! – uciszyłem ją ze złością.

Szpadka – Nie uciszaj mnie kiedy mam tu ważną przemowę! – klepnąłem się w czoło i westchnąłem – No, więc… - zaczęła szeptać, ale nie usłyszeli tego Śledzik i Mieczyk, którzy podeszli do Ereta. Nie powiem, plan mi się bardzo spodobał.

Po kilku minutach zawołaliśmy naszego Śledzika i Mieczyka. Biedactwa nie wiedzieli o co chodzi i co za chwilę przeżyją. Chciałbym widzieć ich miny!

Perspektywa Czkawki

Szpadka miała dość skuteczny i zarazem śmieszny plan. Zwołaliśmy naszych przyjaciół, którzy niczego nie podejrzewając udali się w naszym kierunku. Śledzik pierwszy usiadł na lekko połamanym krześle, lecz długo sobie nie posiedział, ponieważ natychmiast się podniósł.

Sączysmark – Co się stało? – zapytał sarkastycznie.

Śledzik – Nie, nic. Nie wygodne to krzesło – powiedział czerwieniąc się. Ledwo co powstrzymałem uśmiech.

Mieczyk – Co jest? – zapytał i usiadł na krześle gdzie siedział Śledzik.

Nagle po naszej klasie rozległ się huk. Wszyscy spojrzeli w naszym kierunku, a właściwie w kierunku Mieczyka, który leżał na ziemi, a pod nim pęknięte na pół krzesło. Nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać. Astrid trzymała się już za brzuch ze śmiechu. Za nami podążyła cała klasa. Biedny Mieczyk nie wiedział co się stało i ciągle leżał na podłodze w szoku. Nagle do Sali wszedł nauczyciel i na widok połamanego krzesła, a na nim Mieczyka, zamarł.

Wychowawca – Czy was nie można nawet na chwilę zostawić? – zapytał upuszczając jakiś kartki.

Szpadka – Bo wie Pan – zaczęła ze śmiechem – Mieczyk taki jest ciężki, że krzesła się pod nim łamią – zaśmiała się.

Mieczyk – I kto to mówi? – powiedział i po chwili wstał.

Wychowawca – Połóż te krzesło w kącie – powiedział i pozbierał kartki, poczym usiadł przy biurku.

Biedny i obrażony na swoją siostrę po chwili przysiadł się do nas. Nie był chyba zachwycony tym kawałem, co mnie zdziwiło. Przecież sam uwielbia robić je. Dziwne. Po chwili Smark wstał.

Astrid – Ej! A ty gdzie? – zapytała szeptem.

Sączysmark – Gorąco się zrobiło – odparł i podszedł do okna, by je otworzyć.

Szpadka – Już to widzę – zaśmiała się znów – Przecież na zewnątrz jest wiatr i patrzcie – wskazała na chłopaka otwierającego okno.

Po chwili do klasy dostał się wiatr rozwiewający kilka kartek wychowawcy, który główkował już kilka dobrych minut nad nimi. Zdenerwowanym wzrokiem popatrzył na Sączysmark, który próbował zamknąć okno. Drzwi się otworzyły.

Śledzik – Zamykaj! Zamykaj! – krzyczał tym swoim piskliwym głosem.

Sączysmark – A co robię? – był zdenerwowany, ale czy tym, że nie mógł zamknąć okna, czy tym, że Śledzik go irytował? Tego nie wiem – Gotowe – dodał, gdy zamknął okno.

Czkawka – Wy już lepiej siedźcie na miejscu – powiedziałem i wskazałem na wychowawcę, który mruczał coś pod nosem i nie wyglądał na zadowolonego.

Po 20 minutach, które były już spokojne, zadzwonił dzwonek na przerwę. Wszyscy wyszliśmy z klasy i skierowaliśmy się pod klasę od fizyki. Mieliśmy szczęście, bo nauczyciel był dość miły i pozwalał nam pod koniec lekcji rozmawiać. Jak znam Bliźniaki na pewno coś jeszcze wykombinują, ale co? Wszyscy usiedliśmy pod klasą, bo ławka była zajęta przez innych uczniów.

Mieczyk – Ach, jak dobrze – rozciągnął nogi i oparł się o ścianę.

Astrid – Ty lepiej weź te nogi, bo ktoś się jeszcze przewróci – ostrzegła go i spojrzała na mnie z uśmiechem.

Mieczyk – E, tam! – machnął ręką i zamknął oczy.

Na jego nieszczęście albo i szczęście Sączysmark szybko biegł w naszym kierunku i nie widząc nóg Mieczyka potknął się i przewrócił niedaleko nas. Szybko spojrzał na nas, ale jego wzrok zatrzymał się na zdziwionym blondynie. Powoli do niego podchodził.

Mieczyk – No co? – wzruszył ramionami i ponownie zamknął oczy.

Sączysmark – Ja ci zaraz powiem co! – odsunął się, ale niestety przez korytarz szedł nas wychowawca z papierami, które wcześniej wypełniał. Sączysmark uderzył w niego, a papiery, które trzymał w rękach wpadły do kosza – Ups!

Szpadka – To nie nasz problem tylko twój – powiedziała i szybko zabrała swoja torbę udając się do klasy, gdyż zadzwonił dzwonek. Postąpiliśmy tak samo również Sączysmark.

Wychowawca – Ile ja jeszcze się z wami pomęczę?! – krzyknął, że było go słychać na cały korytarz i pewnie w klasach. No trudno.

Po skończonych lekcjach udaliśmy się pieszo do domu, ponieważ dzisiaj do szkoły podwieźli mnie rodzice, a właściwie mama. Nagle zauważyłem zielony samochód jadący w naszą stronę. Odsunąłem As na bok, a Mieczyk od razu podbiegł do stojącego już pojazdu.

Mieczyk – Jak jeździsz baranie?! – krzyknął rozzłoszczony.

Mężczyzna – Jak ty się odzywasz do ojca? – zapytała gniewnie mężczyzna. No to kicha.

Mieczyk – Tata? – zapytał. Siostra chłopaka podeszła obok i razem wsiedli do samochodu.

Astrid – Co za dzień – zaśmiałem się i cmoknąłem ją w policzek.

Czkawka – Masz rację – odpowiedziałem.

Dalej szliśmy w całkowitej ciszy. Sączysmark i Śledzik dawno byli już w swoich domach. Ja natomiast odprowadziłem Astrid i zostałem wynagrodzony wspaniałym pocałunkiem. Sam udałem się do domu i od razu poszedłem do pokoju mając na dziś już dość wrażeń.

Perspektywa Astrid

Rano obudziłam się po tym dość dziwnym dniu. Wczoraj Bliźniaki z Sączysmarkiem odstawili szopkę jak jeszcze nigdy. Jestem ciekawa co wychowawca im zrobi, ale raczej nic. Wracając. Wstałam i podeszłam do szafy wyciągając z niej jakieś ubrania. Mianowicie ubrałam na siebie białą koszulkę odkrywającą mi jedno ramię z czarnym sercem na środku, a do tego czarne legginsy i byłam gotowa. Włosy spięłam w warkocza dorabiając do tego jeszcze mniejszego. Po odświeżeniu się zeszłam na dół mając nadzieję, że rodzice są w domu. Na moje szczęście byli.

John – Jesteś głodna? – zapytał wstając i podając mi do stołu kanapki.

Astrid – Jasne – odparłam z uśmiechem. Siadając cicho syknęła by rodzice nie usłyszeli, ale się przeliczyłam.

Annabeth – Noga dalej cię boli? – przytaknęłam – Może nie powinnaś pojechać z nami na zakupy?

Astrid – Nie, nic mi nie będzie – zapewniłam ją i zaczęłam zajadać kanapkę.

Annabeth – Na pewno? – zapytała.

John – Daj jej spokój – uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest – Wiesz, że jeszcze nigdy z nią nie wygrałaś – zdziwiłam się.

Astrid – Jak to? – zapytałam.

Popatrzyli na siebie z uśmiechami i tylko przytaknęli. Nie miałam pojęcia o co im chodzi, ale chciałam się dowiedzieć. Wiem, że jestem ciekawska i muszę wszystko wwiedzie, ale już taka jestem. Co ja na to poradzę? Spojrzałam na nich z oczekiwaniem na wyjaśnienia. Oni tylko westchnęli.

John – Bo widzisz, jak jeszcze mama z nami była… - tu zatrzymał się i złapał mnie za dłoń mocno ściskając ją – Kłóciłyście się zawsze. Miałem z tego ubaw, bo żadna nie chciała odpuścić. Ja musiałem was później uspokajać.

Astrid – To przynajmniej wiem po kim mam charakter – zaśmiałam się lekko i skończyłam kanapkę.

Annabeth – Możemy już jechać – oznajmiła i wstała. Postąpiłam tak samo i razem udaliśmy się do samochodu.

3 godziny później

Nie powiem, zakupy były udane. Nigdy przedtem nie spędzaliśmy tak czasu. Za godzinę mam się spotkać z Czkawką i mamy iść do parku na spacer. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli.

John – Astrid! – znowu mnie wołają – Chodź tu!

Astrid – Zaraz! – krzyknęłam z pokoju.

John – Nie zaraz tylko już! – westchnęłam i przewróciłam oczami. Powoli zeszłam na dół i zobaczyłam w drzwiach Czkawkę. Tak wcześnie? – Zaopiekuj się nią, bo dziś nie kontaktuje.

Posłałam mu piorunujące spojrzenie i usłyszałam cichy chichot za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Czkawkę. Od razu przestał. Ubrałam buty i kurtkę, bo zrobiło się coś zimno i wyszliśmy.

Astrid – To idziemy? – zapytałam. Momentalnie przystanął i popatrzył na mnie smutno – Coś nie tak?

Czkawka – Nie możemy iść do parku – spuścił głowę.

Astrid – Dlaczego? – przytuliłam go i zamknęłam oczy wdychając jego zapach.

Czkawka – Rodziców nie ma w domu, bo pojechali do lekarza – zaniepokoiłam się i chyba to wyczuł, bo od razu wyjaśnił mi o co chodzi – Mama źle się poczuła.

Astrid – Nic nie szkodzi. To co? Idziemy do ciebie? – przytaknął. Skierowaliśmy się w stronę jego domu.

Weszliśmy do budynku, który był pusty. Od razu buchnęło w nas odrobinę ciepła. Czkawka pomógł mi zdjąć kurtkę, a ja natomiast ściągnęłam buty. Poczekałam, aż mój chłopak wykona tę samą czynności i weszliśmy do salonu. Usiadłam na kanapie, a mój kochany Czkawuś poszedł nalać mi sok. Taki chłopak to skarb i jest jedyny. Po chwili wrócił z napojem i usiadł obok mnie podając mi szklankę.

Czkawka – To co robimy? – zapytał nieśmiało. A może mi się tylko tak wydawało?

Astrid – Nie wiem – wzruszyłam ramionami – Może porozmawiamy o czymś? – zaproponowałam po chwili.

Czkawka – A o czym? – zaśmiał się.

Astrid – O wszystkim – uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego. Obiął mnie ramieniem.

Czkawka – To… - zaczął – Co zamierzasz robić w przyszłości?

Zamurowało mnie. Od razu z takimi pytaniami? Eh, co za facet! Spojrzałam na niego zdziwiona, ale i z uśmiechem. Czasami zastanawiam się co by się stało, gdybym nie przeprowadziła się do Berk. Czy poznałabym wtedy Czkawkę? Czy Angel żyła by teraz? I czy w ogóle moja mam się odnalazła, a ja żyłabym w przekonaniu, że ona nie żyje? Chyba za bardzo się zamyśliłam, bo zobaczyłam zatroskane spojrzenie Czkawki. Szybko się ocknęłam.

Czkawka – Wszystko w porządku? – przytaknęłam i wtuliłam się w niego.

Astrid – Mam pytanie? – popatrzył na mnie – No nie patrz tak na mnie.

Czkawka – A jak mam patrzeć na taką ślicznotkę? – zaśmiał się. Uderzyłam go w ramię – Czyli jednak wróciłaś?

Astrid – To źle? – zapytałam z urazą. Od razu zaprzeczył – A wracając do pytania. Czy wytrzymasz beze mnie dzień?

Czkawka – Jasne, że tak – odpowiedział po krótkim namyśle. Zaraz się przekonamy czy mówisz prawdę! Popatrzyłam na niego z chytrym uśmiechem.

Astrid – Skoro ,,tak’’ to jutro się przekonamy – odparłam. Popatrzył na mnie z przerażeniem – No co?

Czkawka – Ale… - uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko umiałam – No dobra – westchnął.

Astrid – To ja już pójdę – poinformowałam.

Wstałam i już miałam udać się do przedpokoju, gdy poczułam czyjąś dłoń na mojej talii, a później uścisk na nadgarstku. Odwróciłam głowę i zobaczyłam bruneta o zielonych oczach, które tak bardzo kocham. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Oddałam mu pocałunek, nagle usłyszałam zgrzyt w zamku, a po chwili drzwi otworzyły się. Szybko oderwałam się od Czkawki, a do salonu weszli jego rodzice.

Valka – O! Astrid! – uśmiechnęła się na mój widok.

Astrid – Dzień dobry – odwzajemniłam uśmiech i ominęłam rodziców chłopaka.

Stoick – Już idziesz? – zapytał.

Astrid – Niestety muszę – odparłam – Obiecałam mamie, że jej pomogę – ubrałam buty i kurtkę, poczym wyszłam.


Rozdział 23

Perspektywa Czkawki

Nowy dzień, nowe przygody, które nas spotykają. Czas mija tak szybko i nigdy nie można go cofnąć, choć bardzo tego pragniemy. Spędzamy każdy dzień z bliskimi i myślimy co będzie, gdy ich zabraknie. Nigdy tego nie wiemy, ale rozumiemy to, gdy widzimy ich ostatni raz…

Otworzyłem zaspane jeszcze oczy z myślą o spotkaniu z moją ukochaną, jednak w porę przypomniało i się o tym co wczoraj uzgodniliśmy. Będę musiał się pomęczyć, W końcu się zgodziłem na moje nieszczęście. Tak, nieszczęście. Nie wiedziałem co się dzisiaj wydarzy i zgodziłem się na to. Zszedłem na dół omijając przy okazji mojego psa, który leżał rozciągnięty przed schodami. Rodzice dzisiaj mieli wolne, więc mogliśmy wybrać się na zakupy. Usiadłem chwiejnie na krześle i popatrzyłem na mamę, która krząta się po kuchni, później na czytającego gazetę ojca. Mogłem tylko dziękować za takich rodziców.


Valka – Za dwie godziny wybieramy się na zakupy – powiedziała spokojnie i z uśmiechem jak na nią przystało – Wybierzesz się z nami? – kątem oka spojrzała na mnie.

Czkawka – Czemu nie – odpowiedziałem i zabrałem się do pałaszowania moich płatków.

Stoick – Coś taki markotny? – zapytał mnie. Odłożył gazetę i spojrzał w moje oczy, które były tego samego koloru co jego. Mogłem ze spokojem przyznać, że oczy i przebłysk rudego koloru na włosach odziedziczyłem po nim, a włosy po mamie. Co do charakteru, to mam go po obu rodzicach.

Czkawka – Nie wiem czemu, ale dzisiaj czuję, że zdarzy się coś okropnego – wyznałem.

Stoick – Niby co? – zapytał.

Czkawka – Nie wiem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Mój ojciec zaśmiał się i popatrzył na mamę. Ich wzrok skupił się na mnie, a uśmiechy na ich ustach nie zmywały się. Czy oni coś wiedzą czego ja nie wiem? Mam nadzieję, że nie. A jeśli tak, to niech to powiedzą.

Valka – A to nie przypadkiem przez to, że dzisiaj nie spotkasz się z Astrid? – zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami – Twój ojciec też tak miał.

Czkawka – Tata? – zdziwiłem się. On, taki twardy i miał to samo co ja?

Valka – Ile razy panikował, gdy chodziłam gdzieś sama – uśmiechnąłem się do siebie wiedząc, że As nic nie grozi i mogę być o nią spokojny. Jednak bardzo się myliłem.

Od razu po zakupach przywołałem do siebie Szczerba. Nie mogłem mu niczego nie kupić. Dzisiaj jest 5 rocznica jego przybycia do naszego domu. Czarny Owczarek przybiegł bardzo szybko do mnie i zaczął mnie lizać po twarzy. Cały Szczerbek! Uśmiechnąłem się, a gdy przestał już mnie lizać, zapiąłem mu nową smycz w kolorze czerwonym i podałem mu nową piłkę. Ucieszył się, bo zaraz zaczął się nią bawić. Westchnąłem i usiadłem wygodnie na kanapie czekając na moich rodziców, którzy poszli porozmawiać z Panem Feniksem, naszym sąsiadem. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

Czkawka – Otwarte! – krzyknąłem myśląc, że to rodzice robiący ze mnie żarty. Jednak pukanie nie ustawało – Idę!

Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Moim oczom ukazał się…Maritza? Co ona tu robi? Zdziwiony wpuściłem ją do środka i od razu zacząłem słuchać tego co ma mi do powiedzenia.

Maritza – Łukasz miał wypadek – wyznała. Mnie zamurowało, ale po co ona mi o tym mówi?

Czkawka – Ale, po co mi to mówisz? – spuściła wzrok w dół, a ja spojrzałem naprawdę zdziwiony na nią – Coś nie tak?

Maritza – W samochodzie razem z nim był ktoś jeszcze – odparła.

Czkawka – Dobra, ale kto? – nie dawałem za wygraną. Wzruszyła ramionami.

Maritza – Nie wiadomo – westchnęła – Oboje od razu przewieźli do szpitala w stanie krytycznym.

Nagle drzwi do domu otworzyły się, a w nich stanęli moi rodzice. Byli nieco zdziwieni obecnością Maritzy, ale nic nie odpowiedzieli. Położyli zakupy w kuchni i podeszli bliżej mnie ze zmartwionymi minami. Oho, coś się święci!

Valka – Czkawka – zaczęła – Mieczyk szuka Szpadki i…

Stoick – Czy może widziałeś ją? – dokończył za mamę.

Czkawka – Niestety nie, ale Maritza mówi, że Łukasz miał wypadek i ktoś był razem z nim w samochodzie – wyznałem z niepokojem.

Valka – Ale ty chyba nie myślisz, że… - spojrzała mi w oczy – O nie!

Stoick – Musimy szybko jechać do tego szpitala! – rozkazał, ale po chwili zwrócił się do Maritzy – Wiesz gdzie to jest?

Dziewczyna przytaknęła. Wszyscy wsiedliśmy do samochodu taty i skierowaliśmy się w stronę szpitala gdzie leży Łukasz i prawdopodobnie Szpadka. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Szybko wysiedliśmy i pobiegliśmy do środka.

Valka – Przepraszam, czy wie Pani kto był jeszcze samochodzie z Łukaszem Lublińskim? – mama skierowała się do recepcjonistki.

Recepcjonistka – Chwileczkę… - zaczęła sprawdzać coś w komputerze.

Ja spojrzałem na bok i zobaczyłem rodziców Astrid oraz Heathery i kłócącą się Astrid. Czyli nic nie zwykłe… Zaraz! Astrid! Co ona tu robi?! Jej nie można nawet na jeden dzień zostawić samej?! Już miałem biec w jej stronę, ale usłyszałem słowa recepcjonistki.

Recepcjonistka – Tak, były z nim trzy dziewczyny – powiedziała.

Valka – A jakie? – zapytała.

Recepcjonistka – A pani to rodzina? – mama westchnęła.

Valka – Szukamy jednej dziewczyny, która może się tu znajdować, a rodzice się o nią martwią – powiedziała zdenerwowana, co rzadko się jej zdarzało – To co?

Recepcjonistka – No, dobrze. Były z nim Astrid Hoffereson, Szpadak Thorson i Heathera Simon – powiedziała.

Zrobiło mi się słabo. Szybko wskazałem na As i jej rodziców oraz rodziców Heathery. Mama wraz z nami pobiegła do nich i przywitała się. Astrid jednak nas nie zauważyła i nadal kontynuowała swoją dyskusję z lekarzem.

Astrid – Co Pan sobie wyobraża? Niech mnie Pan tam wpuści! – wydarła się na cały szpital. Kilku pacjentów spojrzało się na nią.

Lekarz – Przepraszam młoda Panienko, ale nie mogę nic zrobić – powiedział i wyminął ją.

Moja dziewczyna dosłownie kipiała ze złości. Ciekawe co ją tak zdenerwowało. Odwróciła się w moją stronę i zrobiła wielkie oczy zadając pytanie ,,Co ty tu robisz?’’. Podszedłem do niej i przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem.

Czkawka – Co się stało? Co robiłaś z Łukaszem? – zacząłem zadawać pytania, na których dźwięk moja dziewczyna spuszczała głowę w dół, a w jej oczach pojawiały się łzy – Astriś?

Astrid – Spotkałam się z Heatherą i Szpadką, ale później – rozpłakała się.

Annabeth – Czkawka, Łukasz zaciągnął je do samochodu i wywołał wypadek – powiedziała, kładąc dłoń na moim ramieniu – Ale on nie miał takiego szczęścia.

Czkawka – Czy to znaczy, że on…? – przytaknęła. Teraz wiem jak musi czuć się Astrid – Kochanie, nic ci nie jest? – założyłem kosmyk opadających jej włosów za ucho.

Astrid – Nie, ale Heathera i Szpadka… - jej głos się załamał.

Przytuliłem ja mocniej do siebie i wiedziałem, że nie mogę wytrzymać bez niej nawet jednego dnia. Została tylko jeszcze jedna kwestia. Co będzie jak się dowie Mieczyk?


Usiadłem w domu na kanapie nadal wstrząśnięty tym o czym się dowiedziałem. Nie mogłem znieść myśli, że teraz na miejscu Szpadki i Heathery mogłaby być moja Astrid. Nie przeżył bym tego. A najgorsze jest to, że jeszcze Mieczyk o niczym nie wie ani rodzice Szpadki. Mama już do nich dzwoni, ale nie chcę usłyszeć tego jak im to mówi. Mieczyk będzie załamany. Po chwili dołączył do mnie tata, który co jakiś czas spoglądał na mnie. W końcu nie wytrzymałem.

Czkawka – O co chodzi? – zapytałem z wyraźną złością.

Stoick – Wiesz, to co dzisiaj zaszło z Astrid przypomniało mi coś – zaczął. Spojrzałem na niego zaciekawiony.

Czkawka – Co? – zapytałem szybko.

Stoick – Gdy byliśmy młodzi, ja i twoja mama uwielbialiśmy jeździć motorem. Kiedyś, w pewną noc mieliśmy wypadek – w jego oczach był smutek, a w moich przerażenie – Twoja mama mogła nie przeżyć, a jednak udało się jej to. Wiesz dlaczego? – zaprzeczyłem – Bo ja w nią wierzyłem.

Czkawka – Czyli…? – podniósł na mnie wzrok i zaśmiał się cicho.

Stoick – Czyli musisz wierzyć w Astrid tak jak ja w twoją mamę. Twoja mama i Astrid to kobiety, które nikogo nie słuchają i chcą robić wszystko po swojemu – zaśmiałem się, przyznając mu rację.

Czkawka – To akurat muszę ci przyznać – odpowiedziałem z uśmiechem.

Nagle do pokoju weszła skołowana mama. Upadła na kanapie obok mnie i zamknęła oczy. Wymieniłem szybko spojrzenie z tatą i odwróciłem się zmartwiony w stronę mamy. Tata również przesiadł się z ulubionego fotela na kanapę.

Stoick – Coś się stało, Val? – zapytał z troską.

Valka – Rodzice Szpadki i Mieczyk zaraz jadą do szpitala i chcą się dowiedzieć co z Szpadką – westchnęła i otworzyła oczy.

Czkawka – Ale to chyba dobrze? – zapytałem.

Valka – No tak, ale…Co by było, gdyby na miejscu Szpadki i Heathery była Astrid? – zapytała.

Zamknąłem oczy powracając wspomnieniami do wydarzenia, które miało miejsce kilka miesięcy temu. Znów zobaczyłem Astrid leżącą w szpitalu tak bezwładnie. Ledwo co wtedy oddychała. Pamiętam, gdy popatrzyłem na respirator i usłyszałem coraz szybsze pikanie. Nie mogłem wtedy nic zrobić, chociaż tak bardzo chciałem. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu.

Czkawka – Tak? – zapytałem. Od razu usłyszałem głos mojej Astriś.

Astrid – Czkawka, możemy się jutro spotkać? – zdziwiłem się, ale co mogłem zrobić?

Czkawka – Jasne, a gdzie? – zapytałem.

Astrid – Może u mnie w domu? – zgodziłem się – To cześć.

Czkawka – Cześć – zakończyłem rozmowę i rozłączyłem się.

Valka – Coś się stało? – od razu zapytała mnie ze zdziwieniem.

Czkawka – Astrid prosiła, żebym jutro do nie przeszedł – oznajmiłem i przeciągnąłem się leniwie – To ja już może pójdę spać.

Stoick – Dobrze – westchnął.

Udałem się do mojego pokoju. Szczerbek już leżał na moim łóżku z wyciągniętym jęzorem. Zaśmiałem się sam do siebie i poszedłem przebrać się moją piżamę. Po ogarnięciu się, położyłem się do łóżka i niemal natychmiast zasnąłem.


Następnego dnia wstałem późno. W końcu mamy sobotę, więc co mi szkodzi? Nic. Przeciągnąłem się i przeczesałem dłonią włosy. Spojrzałem na mój lewy bok i cicho się zaśmiałem. Szczerbatek leżał rozciągnięty na całą stronę.

Czkawka – Szczerbek, zejdź – rozkazałem i sam wstałem.

Udałem się do mojej szafy, z której wyciągnąłem szarą bluzkę z jakimś czarnym napisem i jeansy. Poczesałem włosy, jednak później ułożyłem je w nieładzie, tak jak zawsze. Odświeżony wyszedłem z łazienki i udałem się do kuchni. Spojrzałem na zegar. Jest 10:00, a u As mam być o 13:00. Mam jeszcze trzy godziny.

Valka – Zaraz wychodzę do pracy, śniadanie masz tu zrobione – przytuliła mnie i pocałowała w policzek.

Czkawka – Mamo – jęknąłem na co zaśmiała się cicho.

Valka – Ja już lecę – powiedziała i wyszła z domu.

Westchnąłem i wziąłem się za śniadanie. Po pół godzinie uwinąłem się ze śniadaniem i zaczęło mi się trochę nudzić. Postanowiłem sobie trochę poszkicować.

2 godziny później

Moje ,,trochę poszkicować’’ zamieniło się w dwie godziny. Nagle usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Szybko go wyciągnąłem z kieszeni i przeczytałem sms’a. Był od Astrid o treści ,,Szpadka obudziła się wczoraj i za dwa dni wychodzi ze szpitala’’. Szybko zerknąłem na godzinę i ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że za 30 minut mam być u Astrid. Szybko zebrałem się i wyszedłem z domu. Po 10 minutach byłem na miejscu. Zadzwoniłem do drzwi, które po chwili otworzyła mi As.

Astrid – Wejdź – uśmiechnąłem się.

Czkawka – To o czym chciałaś porozmawiać? – pocałowała mnie w policzek i usiadła na kanapie. Zrobiłem to samo – Co się dzieje?

Astrid – A co ma się dziać? – wiem, że udawała. Coś ją gryzło.

Czkawka – Astrid, powiedz co jest – przytuliłem ją do siebie i pocałowałem lekko w głowę – Astrid…

Astrid – No, bo Szpadka się obudziła, a Heathera? – zaczęła – A Heathera nie – wyszeptała.

Czkawka – Nie martw się, Heathera jest silna i wyjdzie z tego – wyszeptałem – Nie masz się co martwić.

Astrid – Dziękuję – odsunąłem ją od siebie i ze zdziwieniem popatrzyłem na nią. Za co ona mi dziękuję?

Czkawka – Za co ty mi dziękujesz? – zapytałem.

Uśmiechnęła się lekko i cmoknęła mnie w policzek. Uwielbiam kiedy to robi. Spojrzałem jej w oczy i lekko uśmiechnąłem się. Dobrze, że ją mam, że mamy siebie. Kocham ją i za nic nie oddałbym jej nikomu. Już wiem, że mam wszystko czego potrzebuję.

Astrid – Za to, że jesteś – wypowiedział słowa, na które czekałem.

Czkawka – Ja też – uśmiechnęliśmy się do siebie – Wiesz, że Sączysmark ma dwa dni osiemnastkę? – zapytałem po chwili.

Astrid – Już? – była zdziwiona.

Czkawka – Tak – zaśmiała się i pocałowała mnie – Kocham cię.

Astrid – Ja ciebie też – odpowiedziała.

Dedyk dla Astrid Hofferson 12!21 za 500 komentarz oraz dla JulciaXD7722 za cierpliwe czekanie na next!

Rozdział 24

Dwa dni później

Perspektywa Astrid

Za godzinę mamy wszyscy być u Smarka, a ja jeszcze nie jestem przygotowana! Wiem, nigdy tak się nie stroiłam, ale nie każdy obchodzi osiemnaste urodziny na co dzień. Nie jest Nawe tak źle. Została mi tylko jeszcze fryzura do zrobienia i jakiś lekki makijaż nikomu nie zaszkodzi. Po pół godzinie byłam już gotowa. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo jak to ujął mój chłopak ,,ładnie wyglądasz w rozpuszczonych włosach’’. Zaśmiałam się na wspomnienie tego. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zerwałam się z ubikacji i zbiegłam na dół prosto do drzwi, które powoli otwierała mama.

Astrid – Ja to zrobię – uśmiechnęłam się. Nieco zdziwiona odeszła, a ja otworzyłam drzwi i od razu na moich ustach zagościł uśmiech. W drzwiach stał nikt inny jak Czkawka.

Czkawka – Ślicznie wyglądasz, kochanie – pocałował mnie w policzek. Lekko się zarumieniłam – Gotowa?

Astrid – Jasne – zamknęłam za sobą drzwi i wsiedliśmy do samochodu Czkawki.

Przez całą drogę śmialiśmy się z tego co Sączysmark wymyśli na swoich urodzinach. Znając go będzie niezła zabawa. W końcu dojechaliśmy. Jego dom to trochę mniejsza Villa niż Czkawki w kolorze żółtym. Przechodząc przez bramę coś na mnie wskoczyło tak, że upadłam na mojego chłopaka.

Astrid – C-Co to jest? – wskazałam na stworzenie siedzące mi na nogach.

Czkawka – A! To jest Hakokieł – serio? Aż tak się zmienił? – Nie poznajesz go? – zapytał po chwili.

Astrid – No, wiesz… Trudno jest rozpoznać kogoś, kogo nie wiedziało się przez tyle miesięcy – usprawiedliwiłam się trochę oburzona i wstałam z Czkawka, a przynajmniej próbowałam.

Czkawuś… Oh! Jak ja uwielbiam tak na niego mówić! No, więc mój Czkawuś złapał mnie za rękę i przybliżył swoje usta do moich. Zatopiliśmy się w namiętnym pocałunku, którego nie mieliśmy zamiaru przerywać. Jednak wykrakałam. Zaraz po tym usłyszeliśmy ciche śmiechy.

Czkawka – Co jest? – szepnął podnosząc się i pomagając mi.

Heathera – I dlaczego im przerwaliście? Tak słodko wyglądali – zachwyciła się. Posłałam jej złowrogie spojrzenie.

Mieczyk – Ty chyba nie widziałaś ich min! – krzyknął rozśmieszony.

Czkawka – A co mają do tego nasze miny? – był również wściekły.

Śledzik – Nie wiadomo co by się stało, gdyby nie to, że… - przerwałam.

Astrid – I ty przeciwko nam? – zapytałam.

Sączysmark – Dobra, wchodzimy! – rozkazał.

Po wejściu od razu rozejrzałam się po domu. Myślałam, że ma inny gust, ale muszę powiedzieć, że jego mieszkanie mnie zaskoczyło. Nowoczesne meble w nowoczesnych kolorach? Kto by pomyślał? Ja na pewno nie. Zdjęliśmy buty i od razu popędziliśmy do salonu gdzie miała odbyć się ta cała impreza. No właśnie! Nie powiedziałam, że Heathera również się obudziła i wyszły razem z Szpadką po jednym dniu. Lekarz powiedział, że nic im nie dolega, więc mogą spokojnie wrócić do domu.

Szpadka – To co robimy, geniuszu? – zaśmiałam się pod nosem.

Sączysmark – Tylko nie ,,geniuszu’’! – teraz to wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem – No co?

Eret – Nic, nic – usiadł na kanapie, a my podążyliśmy za nim.

Sączysmark – To ja idę po napoje – wyszedł.

Spojrzałam na Czkawkę, gdy rozmawiał z Eretem. Wydawał się być zajęty, nie będę mu przeszkadzała. Dosiadłam się do Heathery i Szpadki rozmawiających o… Chłopakach?!

Astrid – Czy ja o czymś nie wiem? – usiadłam obok nich.

Szpadka – A co masz wiedzieć? – spojrzałam na nią wzrokiem by mi powiedziała, bo jej nie uwierzę – No dobra!

Astrid – Czyli? – uśmiechnęłam się.

Heathera – Przyjeżdża mój kuzyn, który podoba się Szpadce odkąd pamiętam i… - dalej nie słuchałam, ponieważ wiedziałam o co może jej chodzić. Znam to na pamięć.

Nagle poczułam uścisk na mojej talii. Odwróciłam głowę, choć wcale nie musiałam tego robić. Pocałowałam bruneta w usta. Chyba był zadowolony, bo oddał pocałunek tylko… No właśnie. Oddał go bardziej namiętniejszego i dłuższego. Gdy się od siebie oderwaliśmy, usiedliśmy na kanapie z powrotem. Po chwili do salonu wparował Sączysmark.

Szpadka – I co? Nie zgubiłeś się? – no to się zacznie wieczór, że nie wiem.

Sączysmark – A wyobraź sobie, że nie – odpowiedział i zrobił dziwną minę – A ty jeszcze nie rozpłynęłaś się na myśl o kuzynie Heathery? – odegrał się.

Szpadka – A ty jeszcze tu stoisz? – uniosła jedną brew w górę i spojrzała na niego wymownie.

Sączysmark – A ty… - chciał coś powiedzieć.

Czkawka – Uspokójcie się! – powiedział głośno i stanowczo. Wszyscy się na niego popatrzyliśmy, ale on tylko się uśmiechnął.

Sączysmark – Ale to nie fair! Nawet nie dałeś mi się odegrać! – wskazał na dziewczynę.

Astrid – Robimy coś czy będziemy się kłócić? – zapytałam z sarkazmem.

Właśnie siedzimy w pokoju Sączysmarka i gramy w kto pierwszy mrugnie. Nie wiem kto taką durną grę wymyślił, ale spoko. Przynajmniej się nie nudzimy. Jak na razie od godziny oglądamy jak Mieczyk i Szpadka patrzą sobie w oczy i nie mrugają. To zaczyna być nudne! Położyłam się na plecach i popatrzyłam na sufit. Jak tak popatrzeć jest to lepsze zajęcie niż gapienie w oczy.

Mieczyk – Mrugnęłaś! – szybko wstałam z nadzieją na skończenie tej zabawy, ale nie! Szpadka musiała dorzucić swoje trzy grosze.

Szpadka – Sam mrugnąłeś! – krzyknęła.

Mieczyk – Ja? – zapytał.

Szpadka – Tak, ty! – odpowiedziała.

Astrid – Nie wytrzymam! – szepnęłam sama do siebie, jednak usłyszał to…

Sączysmark – Proponuję zabawę w ganianego! – co?!

Wszyscy spojrzeliśmy na niego z otwartymi ustami i rozszerzonymi oczami. On sam popatrzył na nas ze zdziwieniem, jakby to było normalne. Niechętnie się zgodziliśmy, ale jeszcze nie wiedziałam jak ta zabawa może się rozkręcić…

Gonimy się po salonie już od ponad 15 minut. Ja niestety gonię i to wszystkich. Akurat biegłam za Śledzikiem, gdy on się potknął i upadł na Sączysmarka biegnącego przed nim. Sama poślizgnęłam się i upadłam na szczęście obok nich. Podbiegli do nas pozostali, jednak ja popchnęłam Czkawką na Ereta, a ten wpadł na Szpadkę, która z kolei upadła wraz z Heatherą na Śledzika. Widok był naprawdę komiczny. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.

Eret – Nie wiem co cię tak śmieszy – wydukał spod Czkawki.

Astrid – Szkoda, że nie widzicie swoich min – powoli płakałam ze śmiechu, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi – Zapraszałeś jeszcze kogoś?

Sączysmark – Zejdźcie! – posłusznie wykonali polecenie, chociaż nie obyło się bez krzyków i śmiechu.

Chłopak podszedł do drzwi i otworzył je. Po chwili do domu wparowała cała nasza klasa. Czyli jakieś dwadzieścia ileś osób. Kątem oka zobaczyłam jak Sączysmark niesie jakieś butelki, oby tylko nie z alkoholem. I się przeliczyłam. Tak, to był alkohol.

Sączysmark – To co? – spojrzał na wszystkich – Imprezka!

Puściliśmy głośno muzykę i zaczęło się… Każdy już pił oprócz mnie i Czkawki. Nie wiem dlaczego on nie pije. Ja nie lubię alkoholu, ale on? Była dopiero 21:00, a zabawa miał trwać do 23:30, ale znając naszego przyjaciela, przedłuży się do 24:00. Nagle usłyszałam czyjś fałszujący śpiew. Odwróciłam się i zobaczyłam samego mieszkańca tego domu tańczącego i śpiewającego oraz pijącego do tego. Nagle podszedł do mnie Czkawka z…

Astrid – O nie, nie zmusisz mnie – ostrzegłam.

Czkawka – Chociaż jednego – zrobił te swoje oczka, którym się nie mogła oprzeć. Wiem, że nie powinnam, ale jeden to chyba nie zaszkodzi. Najwyżej będę miała kaca. Przytaknęłam i wzięłam od niego napój.

Astrid – Ale błagam, ucisz go – szepnęłam do niego za nim wzięłam łyka.

Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Po dwóch godzinach każdy już prawie bawił się. Ja sama też. Cały czas tańczyłam z Czkawką i nie odrywaliśmy się od siebie nawet na krok. Po następnej godzinie każdy już leżał pijany. Niektórzy nawet już spali, ale nie dziwię się. Jest w końcu, chyba, 24:00 w nocy. W oddali było jeszcze słychać nadal tańczącego i fałszującego Sączysmarka.

Sączysmark – Nienawidzę szkoły… Ikh! – no i dostał czkawki – Pójdziemy sobie jutro na… Ikh! Łów – poczym padł na stół powoli zasypiając.

Perspektywa Czkawki

Otworzyłem oczy i próbowałem wstać, jednak dwie rzeczy mi to nie uniemożliwiły. Pierwsza to ból głowy, okropny ból głowy, a druga to coś, a raczej ktoś na mnie leży. Przetarłem oczy i spojrzałem na osobę leżącą na mnie. Był to… Mieczyk?! Co?! Coś my wczoraj robili? Zaraz, gdzie Astrid? Szybko zrzuciłem Mieczyk z siebie wstałem. Chwiejnym krokiem zacząłem szukać mojej dziewczyny, ale nigdzie jej nie widziałem. Po chwili usłyszałem jakieś jęki, odwróciłem się zobaczyłem budzącego się Ereta.

Ereta – Moja głowa – jęknął i zaczął się rozglądać – Ej, Czkawka. Gdzie jest Astrid?

Czkawka – No właśnie nie wiem – odpowiedziałem i ruszyłem na dalsze poszukiwania.

Po chwili znalazłem się w łazience, gdzie zobaczyłem blondynkę. Leżała, a raczej spała na podłodze. Szybko podszedłem do niej i zacząłem ją budzić, ale tylko coś mruknęła pod nosem i przewróciła się na drugą stronę. Mam pomysł. Nachyliłem się nad nią i delikatnie musnąłem jej usta. Otworzyła powoli oczy i popatrzyła się na mnie wstając.

Astrid – Czkawka? – zapytała, gdy już oprzytomniała – Gdzie… Gdzie ja jestem?

Czkawka – Chyba usnęło ci się w łazience – zaśmiałem się.

Astrid – Chyba – wstała i przytuliła się do mnie – Zimno mi.

Czkawka – Nie dziwię się. Jakbym przez całą noc spał na ziemnej podłodze, też było by mi zimno – odparłem.

Wyszliśmy z łazienki i udaliśmy do reszty, która jeszcze spała. Wpadł mi do głowy pewien pomysł, ale nie wiem czy As będzie chciała się do niego przyłączyć. Opowiedziałem jej o moim pomyśle i na szczęście się zgodziła. Po chwili wróciliśmy do domu z wiadrami wody. Czas na ekspresową pobudkę! Oblaliśmy wszystkich wodą i jak oparzeni podskoczyli do góry.

Sączysmark – Co jest?! – krzyknął oburzony.

Czkawka – Ekspresowa pobudka! – krzyknąłem zadowolony.

Astrid – I to gratis! – dodała.

Eret – Żartownisie – wymamrotał i przetarł oczy.

Heathera – Trzeba posprzątać – wstała, jednak po chwili znów usiadła.

Astrid – Co się stało? – zapytała.

Heathera – Co myśmy wczoraj robili? – wszyscy spojrzeliśmy na siebie. Nikt nic raczej nie pamiętał, a jednak.

Astrid – Ja pamiętam tylko Smarka tańczącego i fałszującego na stole – zaczęliśmy się śmiać.

Chłopak zrobił zdziwioną minę. Westchnęliśmy i zaczęliśmy sprzątać. Po dwóch godzinach dom był w takim stanie jak go zastaliśmy wczoraj. Wszyscy powoli zaczęli opuszczać mieszkance Sączysmarka i na nas też przyszła pora. Odwiozłem Astrid do domu przyczym umówiłem się z nią wieczorem w moim domu. Wróciłem do domu o 10:15. Rodzice już siedzieli z niezadowolą minę.

Czkawka – Cześć! – uśmiechnąłem się, jednak oni nie odwzajemnili gestu.

Valka – O której to się wraca? – uniosła brew do góry i spojrzała na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem.

Czkawka – No, tak. Zasiedzieliśmy się – przyznałem siadając przy stole.

Valka – A co obiecałeś? – westchnąłem i przewróciłem oczami.

Stoick – Daj chłopakowi spokój – uśmiechnąłem się do niego – Pamiętasz jak ty też wracałaś późno do domu i się wymigiwałaś od odpowiedzi?

Mamę zatkało, za to tata bawił się w najlepsze. Aha, czyli nie tylko ja jestem takim, jak to ona ujęła, ,,gagatkiem’’. Zaśmialiśmy się na widok jej miny i zaczęliśmy jeść śniadanie. Przez cały czas panowała cisza, aż w końcu postanowiłem ją przerwać.

Czkawka – Dzisiaj przychodzi do mnie Astrid – zacząłem.

Valka – Dobrze – odparła – My z tatą jedziemy do babci, więc macie czas dla siebie.

Stoick – Tylko nie roznieście domu – przewróciłem oczami przypominając sobie jak kiedyś tak do mnie powiedział tata, gdy wraz z mamą pojechali na zakupy, a ja zostałem sam w domu. Miałem wtedy, chyba, 7 lat? Tak.

Czkawka – Mam 18 lat – przypomniałem im.

Valka – Ale wiesz, nie chcemy jeszcze zostać dziadkami – zacząłem się krztusić. Spojrzałem na rodziców z niedowierzeniem i zaczerwienieniem. Czy oni właśnie to powiedzieli?

Czkawka – To… Ja już może pójdę do siebie – wstałem i poszedłem do pokoju.


Rozdział 25

Perspektywa Czkawki

Kilka godzin później

Od godziny siedzę w pokoju i próbuję dodzwonić się do As. Mieliśmy się spotkać już godzinę temu u mnie, a jej nadal nie ma. Mam nadzieję, że jej się nic nie stało, bo nie przeżyłbym tego. Niespokojny wierciłem się na łóżku wyczekując na moją dziewczynę, lecz nic z tego. Nie pojawiała się. Nagle drzwi od pokoju uchyliły się, a do pokoju weszła moja mama.

Valka – Czkawka, my zaraz wyjeżdżamy – oznajmiła z uśmiechem, ale widząc moją minę uśmiech natychmiast zszedł jej z twarzy – Co się stało?

Czkawka – Astrid spóźnia się od godziny, a na dodatek nie odbiera telefonu – zmarszczyłem brwi.

Valka – Może coś jej wypadło? – usiadła obok mnie.

Czkawka – Nie, ty jej nie znasz. Nawet, gdyby jej coś wypadło, to poinformowałaby mnie o tym – powiedziałem.

Valka – Może masz rację – westchnęła i położyła mi dłoń na ramieniu – Postaram się zadzwonić w drodze do jej rodziców.

Czkawka – Dziękuję – przytuliłem się do niej. W duchu cieszyłem się, że mam tak wspaniałych rodziców.

Po 15 minutach od wyjazdu rodziców ktoś zadzwonił do drzwi. Zbiegłem szybko na dół by zobaczyć kto to. Otworzyłem drzwi i mnie zamurowało. W progu stała Astrid ze spuszczoną głową, ubrana tylko w cienką koszulkę i krótkie spodenki. Wciągnąłem ją szybko do środka zamykając za nią drzwi. Zaprowadziłem ją do salonu, gdzie zostawiłem ją na chwilę samą. Po chwili wróciłem z kubkiem gorącej herbaty.

Czkawka – Co się stało? – usiadłem naprzeciwko niej i wpatrywałem się w jej oczy przepełnione smutkiem.

Astrid – Pokłóciłam się z rodzicami – wyszeptała. Wydawało mi się, że w jej głosie usłyszałem drżenie. Podniosłem jej głowę, którą spuściła, za podbródek.

Czkawka – O co? – przylgnęła do mnie i zaczęła cicho szlochać – Hej, skarbie, co się stało? – głaskałem ją po włosach uspokajając.

Astrid – Pokłóciliśmy się o to, że wróciłam nad ranem i… - spojrzałam w moje oczy – I powiedzieli, że żałują, że się urodziłam.

Przytuliłem ją do siebie kołysząc nami. Próbowałem nie tylko ją uspokoić, lecz także siebie. Nie mogłem pojąć jak mogli tak powiedzieć do swojej córki, jedynek córki. Gdy już się lekko uspokoiła, pocałowałem ją w usta. Odwzajemniła pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałem w jej oczy i znów zatonęliśmy w pocałunku…

Następnego dnia obudziłem się w dobrym nastroju. Nagle coś zaczęło mnie szmerać po nosie. Uchyliłem powieki i zobaczyłem jasny, blond kosmyk. Uśmiechnąłem się na wspomnienie o wczorajszym dniu. Po chwili moja dziewczyna obudziła się z uśmiechem na ustach.

Czkawka – Wstajemy? – zapytałem.

Astrid – Jasne – uśmiechnęła się.

Wstaliśmy, ubraliśmy się i udaliśmy do kuchni w przygotowaniu czegoś do jedzenia. Muszę przyznać, że As robi świetne naleśniki, które udają się tylko mojej mamie. Po zjedzeniu śniadania Astrid niestety musiała już iść.

Czkawka – Kocham cię – pocałowałem ją w usta.

Astrid – Ja ciebie też, ale muszę już iść – odparła, gdy się od siebie oderwaliśmy.

Czkawka – Już tęsknie – powiedziałem za nim jeszcze wyszła.

Astrid – Też cię kocham, kotek – zaśmiała się i już miała wyjść, gdy…

Gdy drzwi otworzyły się, a do środka weszli moi rodzice z uśmiechniętymi wyrazami twarzy. Podrapałem się po głowie i zarumieniłem widząc ich spoglądających na Astrid. Dziewczyna pożegnała się i wyszła. Udaliśmy się wszyscy do salonu, gdzie zaczęliśmy rozmowę. Poważną rozmowę, która zmieni moje życie na zawsze.

Stoick – Mamy ci coś do powiedzenia – oznajmił tonem, którego nie znoszę. Czuję się wtedy jakbym coś zrobił, jakby miał do mnie żal o coś.

Czkawka – Aha – przewróciłem oczami siadając na kanapę – O co chodzi?

Valka – Mamy ważną informację – zaczęła.

Czkawka – Tyle to ja wiem – prychnąłem.

Stoick – Czkawka, nie denerwuj mnie – zrobił groźną minę, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Zawsze tak jest.

Specjalny dedyk dla Anonimek <3 i JulciaXD7722! Kocham was, kochane!

I dedyk dla Astrid95, Ika123 i Darcia123! Gratuluję wam!

Valka – Chodzi o to, że… - zaczęła nerwowo stukać w ramię.

Ja kiedyś z nimi nie wytrzymam! Chcą mi coś powiedzieć, ale mi tego nie mówią i budują we mnie napięcie! Jak ja nienawidzę kiedy ktoś tak robi! Oni dobrze o tym wiedzą i pewnie robią mi to specjalnie! Stałem tak i patrzyłem na rodziców, którzy mieli dość poważne miny. Chwila! Przeskrobałem coś? W poniedziałek, wtorek i środę byłem grzeczny. No, czwartek do takich nie należał, ale nic nadzwyczajnego się nie stało, a w piątek to każdy głupiał, więc? Nic nie zrobiłem! Po chwili tata westchnął i zaczął swoją codzienną przemowę.

Stoick – Wiesz jak bardzo cię kochamy… - i się zaczyna. A nie mówiłem? Najpierw zaczyna się od ,,wiesz jak bardzo cię kochamy…’’, a kończy na ,,nie pyskuj mi tu!’’ – To co teraz ci powiemy… Nie chcemy, żebyś czuł się odtrącony.

Czkawka – Mówcie, bo zaraz mnie coś trafi! – powiedziałem zniecierpliwiony.

Stoick – Musisz tak krzyczeć? – ech, o co tu chodzi?! Ukryta kamera czy coś?!

Czkawka – Powiecie mi w końcu o co chodzi?! – założyłem ręce na wysokości klatki piersiowej i patrzyłem na rodziców zniesmaczony – No?

Valka – Dobrze, tylko uspokój się – westchnęła i podniosła wyżej głowę – Tylko tak jak mówił tata… - przewróciłem oczami – No dobrze, już co mówimy.

Stoick – Chodzi o to, że – wziąłem szklankę ze stołu by zanieść ją do kuchni – Chodzi o to, że mama jest w ciąży – powiedział szybko.

Szklanka momentalnie wypadła mi z rąk powodując huk w domu. Spojrzałem na nich z rozszerzonymi oczami przepełnionymi zdziwieniem. Przeżyłem szok! Ja… Ja mam mieć młodsze rodzeństwo? Przecież ja sam sobą nie umiem się zająć, a oni mi tu z rodzeństwem wyskakują?! Niech to…! Popatrzyli na mnie wystraszeni.

Czkawka – Chcecie, żebym zawału dostał?! Trzeba było tak od razu, a nie wystawiać moją cierpliwość na próbę! – uśmiechnęli się i odetchnęli z ulgą.

Valka – Cieszysz się? – zapytała z nadzieją.

Czkawka – No cóż, będę starszym bratem – przytulili mnie. Prawie co się nie udusiłem – Dusicie… Mnie – ledwo co powiedziałem.

Stoick – Będziesz wspaniałym bratem – uśmiechnąłem się dumnie i usiadłem na kanapie.

Valka – Tak jak i ojcem – i nagle coś do mnie dotarło. Przecież ja i As… Chyba nie jest w ciąży? Oby nie! Moje oczy nabrały ogromnych rozmiarów – Coś nie tak?

Czkawka – Co? A! Nie, nie – wymusiłem uśmiech.

Poniedziałek

Przez cały wczorajszy dzień myślałem nad tym co powiedziała mi mama. Czy na pewno byłbym dobrym ojcem? Czy w ogóle Astrid jest w ciąży? Nie chciałbym tego, ale jeśli już by była, to zaopiekowałbym się nią. Nigdy bym jej nie zostawił. Cieszyłem się, że jeszcze nikt nie wiem, że będę miał rodzeństwo.

Dzisiaj wyjątkowo przyjechałem pierwszy do szkoły niż moi przyjaciele. Na korytarzu panował chaos jak codziennie. Nikt jeszcze się nie wyszumiał przez ten weekend, ale co ja się dziwię? Sam się nie wyszumiałem. Nagle usłyszałem charakterystyczny głos, który tak bardzo kocham. Astrid rzuciła mi się na szyję i z uśmiechem opowiedziała mi o co jej chodzi.

Astrid – Gratuluję, Czkawka! – zaśmiała się. Za nią stała nasz paczka.

Mieczyk – No, teraz będziesz wiedział co ja mam z Szpadką – siostra uderzył go prosto w głowę.

Astrid – Nie mów, że się nie ciszysz? – posmutniałem trochę. Astrid podniosła mój podbródek patrząc w oczy – O co chodzi?

Czkawka – Ja sam sobą nie umiem się zająć, a co dopiero rodzeństwem i to młodszym – wyznałem.

Sączysmark – Nie załamuj się, pomożemy ci – położył mi dłoń na ramieniu i uśmiechnął się szczerze. Naprawdę cieszę się, że mam takich przyjaciół, są jak rodzina.

Kilka godzin później

Już cała szkoła wie, że będę mieć młodsze rodzeństwo, ale ja się pytam: Jak?! Nikt o tym nie wiedział oprócz As i paczki, ale oni nie wygadaliby. Chyba, że… Nie no! Nie daruję im tego! Stanąłem przed klasą i rozglądałem się po korytarzy wypatrując mojej dziewczyny, która miała tylko iść zapytać się w co gramy na w-fie. Po chwili zobaczyłem ją idącą w moim kierunku, lecz minę miała niezadowoloną. Ciekawe co się tym razem stało? Gdy doszła już do mnie, oparła się o ścianę i zaczęła nerwowo poruszać palcami. Jej oddech był przyśpieszony i to bardzo.

Czkawka – As – stanął przed nią – O co chodzi?

Astrid – O nic! – warknęła i dalej spoglądała przed siebie, czyli na mnie.

Czkawka – Jak ,,o nic’’? Przecież widzę – złapałem ją za ramiona i głęboko spojrzałem w oczy – Powiedz – rozkazałem jej delikatnie, lecz stanowczo.

Astrid – No, bo ten nauczyciel mnie zdenerwował – powiedziała przygryzając wargi na słowo ,,ten’’.

Czkawka – Pan Roman? – nie mogłem uwierzyć. Przecież on bardzo lubi Astrid, więc co mógłby jej takiego zrobić? – Niemożliwe.

Astrid – Nie wierzysz mi? – zmarszczyła brwi i wpatrywała się we mnie z gniewem w oczach. Przytuliłem ją, jednak odepchnęła mnie.

Czkawka – W ciąży jesteś, czy co?! – krzyknąłem zdenerwowany. Wszyscy się na nas spojrzeli z… No właśnie, spojrzeli na nas ze zdziwieniem i szczęściem. Astrid stała jak słup i wpatrywała się we mnie z szokiem w oczach. Odetchnąłem głęboko i popatrzyłem na blondynkę. Uśmiechnęła się pod nosem i podeszła bliżej mnie szeptając mi na ucho jedno słowo: ,,nie’’. Pocałowałem ją, jednak ta chwila nie mogła trwać wiecznie, gdyż podbiegli do nas przyjaciele.

Mieczyk – Będę wujkiem? – zapytała skacząc w górę i klaskając jak mała dziewczynka.

Szpadka – Kiedy chrzest? – dziewczyna posłała jej surowe spojrzenie.

Sączysmark – No, no, Czkawuś – zaśmiał się – Teraz będziesz miał dwie kobiety z zachciankami.

Czkawka – Astrid nie jest w ciąży – powiedziałem, na co wszyscy wytrzeszczyli oczy – No co? – zaśmiałem się.

Śledzik – Jeszcze nie? – momentalnie spojrzałem na Astrid. Wyglądała jakby zaraz miała wyjść z siebie.

Eret – No cóż… - zaczął, jednak nie pozwoliłem mu dokończyć. Szybko zatkałem mu usta dłonią.

Perspektywa Astrid

Jeszcze tylko dwie lekcję i będę wolna. No, może nie do końca, ponieważ dzisiaj idę na grób mamy. Nie byłam tam od czasu pogrzebu, po prostu nie mogłam się odważyć tam pójść. Cały czas miałam ten obraz przed oczami. Tata wie o wszystkim i poinformuje mamę, bo nie zdążyłam tego zrobić. Usiadłam w ławce razem z Czkawką i słuchałam słów nauczyciela, chociaż nie miałam na to ochoty. Przez całą lekcję przyglądał mi się Czkawka, ale nie zwracałam na to uwagi. Postanowiłam zapytać na przerwie, która właśnie się zaczęła.

Astrid – Czkawka, dlaczego cały czas patrzyłeś się na mnie? – spojrzałam na niego. On natomiast odwrócił wzrok i zarumienił się.

Czkawka – Wiesz, chciałbym cię przeprosić za to co powiedziałem dzisiaj rano – stanęliśmy przed klasą.

Astrid – A, o to chodzi! – zaśmiałam się – To nic. Rozumiem cię.

Czkawka – A masz jakieś plany po szkole? – zapytał.

Astrid – Nie. To znaczy tak. Chciałam pójść na grób mamy – spuściłam głowę.

Czkawka – Pierwszy raz od… - przytaknęłam – Nie przejmuj się – dodał.

Astrid – Wychowała mnie, a ja chciałam spotkać moją prawdziwą mamę. Nie doceniałam tego i mam za swoje, a w dniu wypadku pokłóciłyśmy się – powiedziałam.

Czkawka – Pójść z tobą? – zaprzeczyłam.

Weszliśmy do klasy, gdzie mieliśmy fizykę. Po 45 minutach wyszłam szybko i pobiegłam do szatni. Nawet nie pożegnałam się z Czkawką, tylko pobiegłam od razu na grób. Po 10 minutach znalazłam się przy kamiennym nagrobku. Szary, skamieniały i bez żadnych uczuć. Tak właśnie wyglądało moje życie po wypadku. Mama zawsze powtarzała mi, że będę szczęśliwa, że kiedyś jej zabraknie. A ja będę musiała iść mimo wszystko do przodu. Gdyby nie moi przyjaciele i rodzina, pewnie by tak nie było. Stałabym nadal w tym samym miejscu. Przejechałam palcami po nagrobku, na którym były napisane inicjały „Angela Hofferson’’.

Astrid – Cześć… mamo – wydukałam powstrzymując łzy – Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale nie mogłam się pozbierać. Wiesz, wiele się pozmieniało. Jestem z Czkawką, znalazłam mamę i niedługo Pani Valka urodzi dziecko – westchnęłam, a w moich oczach pojawiły się łzy.

Stałam tak i wpatrywałam się w szarą tabliczkę. I pomyśleć, że ja mogłabym być na jej miejscu. To ja mogłabym zginąć, a nie mama. Co by było? Pewnie to samo. Nagle poczułam dotyk na ramieniu, a po chwili usta na moim policzku. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć kto to jest.

Czkawka – Jak się czujesz? – zapytał patrząc w to samo miejsce co ja.

Astrid – Tak sobie – odparłam – A co ty tu robisz? – spojrzałam na niego, gdy on postąpił tak samo.

Czkawka – Wiesz, że nigdy cię nie zostawię – wyszeptał.

Oparłam się o jego ramię i zamknęłam oczy. Po chwili odeszliśmy i wróciliśmy do naszych domów. Gdy weszłam do pomieszczenia, mama akurat podawała obiad z uśmiechem na twarzy. Szkoda, że ja go dzisiaj nie miałam. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że nie jestem do niej aż tak bardzo podobna. Może tylko z wyglądu, ale z charakteru nie. A może to przez to, że większość czasu spędziłam z tatą? Usiadłam do stołu.

Annabeth – I jak? – uśmiechnęła się, ale wiedząc moją minę, uśmiech zszedł jej z ust.

Astrid – Nie za dobrze – niemrawo się uśmiechnęłam – Mamo?

Annabrth – Tak? – podniosła wzrok na mnie.

Astrid – Dlaczego nigdy nie poznałam twoich rodziców? – zadałam pytanie, które od dłuższego czasu mnie dręczy.

Miesiąc później

Siedzę i rozmyślam na tym co się ostatnio wydarzyło. A wydarzyło się wiele. Dowiedziałam się dlaczego nie poznałam rodziców mamy. Pop prostu nie utrzymują z mamą kontaktów i są pokłóceni. W między czasie zdążyłam pokłócić się z Czkawką, ale nie żałuję tego. Przynajmniej dowiedziałam się co o mnie myśli, ale jest jeden minus. Muszę z nim siedzieć na połowie lekcji.

Heathera – As, co taka zamyślona? – zaśmiała się. Odkąd pamiętam zawsze jest uśmiechnięta.

Astrid – A, nic – odwzajemniłam uśmiech i zaczęłam wpatrywać się w jeden punkt przede mną. Czkawka.

Heathera – Aha, już wiem o co chodzi – powiedziała to podejrzliwym głosem.

Astrid – Co? O niego? Nie – odwróciłam wzrok – On mnie już nie kocha, ja go też nie.

Heathera – Uważaj, bo uwierzę – odwróciła się w moją stronę – O co wam poszło w końcu?

Astrid – Nie chciałam mu o czymś powiedzieć – mój ton głosu zmienił się w sekundę na oschły i obojętny.

Zadzwonił dzwonek na lekcję. Tym razem była wychowawcza, którą zrobili nam dwa razy w tygodniu, ponieważ nauczycielka od fizyki jest na chorobowym do końca miesiąca. Usiadłam, a właściwie przesiadałam się do Szpadki. Wychowawca coś tam przeglądał i co jakiś czas patrzył na nas.

Szpadka – I jak tam? Nadal pokłóceni? – zapytała. Posłałam jej wymowne spojrzenie – Oj, no! Nie gniewaj się – szepnęła.

Astrid – Możemy nie poruszać tego tematu? – szepnęłam i zaczęłam rysować coś w zeszycie podczas, gdy Szpadka poszła do Mieczyka.

Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i zobaczyłam dobrze znaną mi osobę. No pięknie, Czkawka. Jeszcze jego tu brakowało. Ale po co on tu jest? Przecież pokłóciliśmy się. Spojrzałam na niego z pytającą miną.

Czkawka – Wiem, że… - nie dokończył, bo Mieczyk wydarł się na całą klasę.

Mieczyk – On cię nadal kocha! – wszyscy, nawet wychowawca, na nas spojrzeli.

Szpadka – Siedź cicho, matołku! – zaśmialiśmy się. Wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć.

Czkawka – Wiem, że powiedziałem, że cię nie kocham, ale to nie prawda – spojrzał mi w oczy – Nie potrafię bez ciebie wytrzymać nawet minuty, kocham cię Astrid.

Astrid – Ja, ja też cię kocham – pocałowałam go. Na szczęście nikt nas nie wiedział i dobrze!

Wyszliśmy na przerwę i udaliśmy się pod salę gimnastyczną. Nasza paczka stanęła w kącie i zaczęliśmy pogawędkę, jak zawsze. Czasami mówimy takie rzeczy, że aż uśmiać się idzie. Tym razem Mieczyk i Szpadka wymiatali.

Szpadka – Chcesz jabłko? – zapytała.

Śledzik – Ty… Dajesz mu jabłko? – zdziwił się tak jak my.

Eret – Coś nie możliwego – mruknął roześmiany.

Mieczyk – Nie, dzięki. Jestem na diecie – odparł.

Szpadka – Chyba na diecie bez mózgowej – powiedziała jakby sama do siebie, ale i tak ją usłyszeliśmy.

Mieczyk – Odezwała się! – i zaczęła się kłótnia.

Szpadka – Zachowujesz się jak dziewczyna! – wykrzyknęła tak, że musiała ją słyszeć połowa szkoły.

Mieczyk – Ktoś tu musi się tak zachowywać – odparł – Skoro ty się zachowujesz jak chłopak – dodał.

Szpadka – Uważaj, bo w ciążę zajdziesz! – zaśmialiśmy się – A, nie. Żaden by cię nie chciał.

Mieczyk – A ciebie? – zapytał.

Czkawka – Ej, spokój! – przerwał kłótnie.

Weszłyśmy z dziewczynami na salę, gdzie czekali już na nas chłopaki. Szybko podbiegłyśmy do nich i zaczęła się rozgrzewka. Dzisiaj tylko nasza klasa miała w-f, ponieważ druga miała dodatkowy WOS. Zaczęłam odbijać z Szpadką piłkę do siatkówki i nawet nieźle nam to wychodziło.

Szpadka – Może poprosimy Pana Romana, żebyśmy dzisiaj robili co chcemy? – szepnęła mi na ucho.

Astrid – W sumie dobry pomysł – uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy w stronę nauczyciela, który tak nie dawno mnie zdenerwował.

Sączysmark – Gdzie idziecie?! – krzykną z drugiego końca Sali.

Szpadka – Idziemy coś załatwić! – krzyknęła i ruszyła przed siebie.

Po chwili byłyśmy tuż przy nauczycielu. Spojrzał najpierw na mnie, a później na Szpadkę. Dziwnie się poczułam, ale jakoś spróbowałam spojrzeć na niego. Szpadka chrząknęła i po chwili zaczęła dyskusję.

Szpadka – Chciałybyśmy poprosić Pana, żebyśmy dzisiaj grali w co chcemy – zaczęła. Nauczyciel zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.

Pan Roman – No nie wiem. Możliwe, że ktoś chcę w coś grać – zasugerował.

Szpadka – Ale wszyscy chcą robić coś innego! – chyba powstrzymywała się przed wybuchnięciem tak jak ja przedtem. Tylko, że mnie to nie wyszło – A pozytem jest koniec roku, więc co mamy niby robić?

Pan Roman – Masz rację, ale… - niestety przerwała mu blondynka.

Szpadka – Co ,,ale’’? Ja chcę grać w coś innego! – krzyknęła.

Każdy spojrzał na nas, a ja stałam się cała czerwona. Nie wiem dlaczego przyjaźnię się z Szpadką. Pewnie dlatego, że bardzo ją lubię i zawsze potrafi rozśmieszyć. Popatrzyłam na chłopaków, którzy stali jak słupy i patrzyli na tą scenę. Nagle moja przyjaciółka zrobiła coś czego się nie spodziewałam. Uklękła przed nauczycielem i złożyła ręce jak do modlitwy.

Szpadka – Błagam! Błagam! Błagam! – zrobiła takie smutne oczka, że chyba nigdy by nie odmówił.

Pan Roman – No nie wiem – westchnął.

Szpadka – Niech mi Pan tego nie robi! – szarpnęła go za rękę aż prawie upadł. Wszyscy płakali ze śmiechu. Nie powiem, ja też już nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.

Pan Roman – Dobrze, już dobrze – pomógł jej wstać – Dzisiaj możecie robić co chcecie! – zwrócił się do reszty klasy.

Zadowolone miałyśmy odchodzić, ale zatrzymał mnie nauczyciel. Powiedziałam Szpadce, że zaraz przyjdę i ma na mnie poczekać przy ścianie. Niechętnie się zgodziła i odeszła. Ja natomiast popatrzyłam na Pana Romana.

Pan Roman – Astrid, przepraszam – wydukał – Nie powinienem na ciebie tak od razu krzyczeć.

Astrid – Ja też przepraszam – uśmiechnęłam się – Jestem trochę uparta – dodałam.

Pan Roman – Wiem i cieszę się, że Czkawka wybrał właśnie ciebie – zarumieniłam się.

Astrid – To ja już pójdę – powiedziała i poszłam w stronę Szpadki.

Razem doszłyśmy do chłopaków, którzy nadal płakali ze śmiechu. Gdy tylko nas zobaczyli, od razu podbiegli do nas i zaczęli gratulować Szpadce.

Sączysmark – To był dobre! – zaśmiał się.

Śledzik – Dziewczyno! Coś ty tam robiła? – zapytał nadal w szoku.

Szpadka – Spełniałam obywatelski obowiązek – zaśmialiśmy się – A As pogodziła się z Panem Romanem – wskazała na mnie.

Czkawka – Doprawdy? – spojrzał na mnie z tym swoim uśmieszkiem.

Astrid – No, tak – odparłam odwzajemniając ten jego uśmieszek.

Mieczyk – Szpadka, pamiętasz? Jutro jedziemy do wuja Leona – przypomniał jej.

Szpadka – O nie! – jęknęła.

Śledzik – O co chodzi? – zapytał.

Mieczyk – Powiem jedno: Gdybym chciał przedłużyć ostatni dzień życie, to bym pojechał do niego – odparł.

Zaczęliśmy się śmiać. Poodbijaliśmy sobie jeszcze piłką, gdy dołączył do nas Eret i tak zleciała cała lekcja. Po w – fie mieliśmy jeszcze ostatnią lekcję, a mianowicie biologię. Skończyliśmy szybko materiał, więc nauczycielka nam zaproponowała, abyśmy robili projekty w grupach. Nas jest 30 w klasie, więc mamy 5 grup, ale Eret nie umiał się dogadać ze swoją grupą, nauczycielka dołączyła go do nas. Pewnie zrobił to specjalnie. Usiedliśmy przed klasą i zaczęliśmy robić różne rzeczy.

Perspektywa Czkawki

Zacząłem przeglądać sms’y, które dostałem podczas lekcji. Jeden był od taty. Szybko go odczytałem i zmartwiłem się. Musiała to zauważyć As, bo od razu zapytała o co chodzi.

Astrid – Coś się stało? – zapytała.

Czkawka – Mama źle się poczuła, ale już jest ok. – uśmiechnąłem się.

Astrid – Wiesz, tak już będzie – uśmiechnęła się.

Czkawka – No, no. Ktoś tu się tym interesuje – zaśmiałem się za co dostałem łokciem w bok – No co?

Astrid – No co? – naśladuje mnie.

Czkawka – Mówię tylko prawdę – usprawiedliwiłem się.

Astrid – Ech, chłopaki – westchnęła i wstała.

Popatrzyłem na nią nieco zmieszany. Znowu coś palnąłem? Ten mój długi język… Nie było sensu za nią biec, gdyż zadzwonił dzwonek na lekcję. Usiadłem w ławce z Śledzikiem, bo As zawsze siedzi z Szpadką. Odziwo co raz lepiej dogaduje się też z Maritzą, co mnie bardzo cieszy. Nauczycielka zaczęła coś tłumaczyć, ale zbytnio jej nie słuchałem. Byłem zajęty przyglądaniem się mojemu kotkowi.

Sączysmark – Ej, kochasiu – oprzytomniałem natychmiast. Chłopak siedział przede mną z uśmiechem, a wraz z nim Mieczyk i Eret.

Czkawka – Co wy tu robicie? – zapytałem zdziwiony całą tą sytuacją.

Śledzik – Znowu nie słuchasz? – zapytał.

Mieczyk – A mówią, że ja to jestem przygłup – zrobił bardzo dziwną minę, że zaczęliśmy się śmiać.

Czkawka – Może zawołamy dziewczyny? – kątem oka spojrzałem na Astrid rozmawiającą z Szpadką – Co?

Eret – W sumie, nie głupi pomysł – zawołał je i po kilku minutach byliśmy już całą paczką przy ławce.

Szpadka – To co chcieliście? – chyba była znudzona.

Sączysmark – A porozmawiać – uśmiechnął się z rozmarzeniem w stronę blondynki.

Szpadka – Niby o czym? – odparła ponuro. Widocznie towarzystwo Sączysmarka jej nie odpowiadało.

Mieczyk – A ja wiem? Czkawka, ty tu jesteś specem od myślenia! – zwrócił się w moją stronę – Dawaj książkę! – popatrzyliśmy na niego ze zdziwieniem, bo Mieczyk i książka? To chyba sen!

Szpadka – Ja śnię! – wykrzyknęła uradowana.

Mieczyk – No co? Zamierzam od tera czytać – oburzył się.

Szpadka – Amen! – złożyła ręce razem i odetchnęła z ulgą.

Spojrzałem na moją nieobecną księżniczkę. Wydaje się, że ciągle o czymś myśli, ale boi się do tego przyznać. Zaraz się dowiem. Już ja mam na nią swoje sposoby. Zaśmiałem się w myślach i usiadłem bliżej niej, całując ją w skroń.

Czkawka – Co tam zamyślona? – szepnąłem.

Astrid – Kto? Ja? – podniosła wzrok na mnie. Teraz wiedziałem, że się czymś przejmuje.

Czkawka – Nie, ja – uśmiechnąłem się – O co chodzi? Mi możesz powiedzieć wszystko.

Astrid – No właśnie nie – zdziwiłem się – Ale obiecuję, że później ci powiem.

Czkawka – Skoro chcesz – nie będę na nią naciskał, bo i tak nie pomoże.

Tak się rozgadaliśmy, że nawet nie słyszeliśmy naszej nauczycielki. Coś mówiła do nas, ale my nie zwracaliśmy na to uwagi. Nawet As już poprawił się humor, chociaż jeszcze się nie uśmiechnęła. Usłyszałem tylko ostatnie słowa nauczycielki.

Nauczycielka – Mieczyk, powiedz na jakie pytanie odpowiada rzeczownik – rozkazała z uśmiechem, który nigdy nie znika z jej twarzy.

Mieczyk – Kto? Co? – zrobił wielkie oczy, a my zaczęliśmy się śmiać.

Nauczycielka – No co? Dobrze powiedział – zaśmialiśmy się.

Mieczyk – Ale na serio, o co jej chodziło? – teraz to już nawet Astrid parsknęła śmiechem.

Zaraz po ostatniej lekcji wszyscy wybiegliśmy z klasy i równocześnie ze szkoły. Szybkim krokiem ruszyłem do mojego samochodu, do którego równie szybko wsiadłem. Po kilku minutach byłem już w domu, gdzie czekała na mnie mama. Zdecydowała, że aż do porodu nie będzie pracować i zostanie w domu. Wraz z tatą uszanowaliśmy jej decyzję, więc teraz tylko tata wychodzi wcześnie rano do pracy. Wszedłem do ciepłego pomieszczenia i od razu mój wzrok powędrował na siedzącą na kanapie mamę. Uśmiechnąłem się pod nosem i przywitałem się.

Valka – Jak było w szkole? – zapytała jak zwykle z uśmiechem.

Czkawka – Tak jak zawsze, czyli ciągła głupawka Mieczyka – zaśmiała się i spojrzała na mnie.

Valka – Wszystko w porządku? – westchnąłem i usiadłem obok – Czkawka?

Czkawka – Mamo… Ja się po prostu boję – wyznałem.

Valka – Czego? – zapytała.

Czkawka – No, bo wiesz… Ja z As – zacząłem – Wiesz o co mi chodzi – dodałem szybko rumieniąc się.

Valka – Ah! O to ci chodzi! – zaśmiała się i oparła o oparcie.

Czkawka – Jeśli Astrid jest w ciąży, to… - nie dokończyłem, ponieważ przerwała mi mama.

Valka – Na pewno nie jest – odpowiedziała spokojnie.

Zdziwiłem się. Skąd ona może to wiedzieć? A co jeśli ona już z nią o tym rozmawiała? Nie. Popatrzyłem na nią ze zdziwieniem, ale i nadzieją. Miałem tak naprawdę nadzieję, że ma rację.

Valka – No co? Nie ma obiawów – tym razem to ja uśmiechnąłem się do niej szeroko i przytuliłem.

Czkawka – Dziękuję ci mama – szepnąłem.

Valka – Za co? – była zdziwiona.

Czkawka – Za to, że jesteś – wyszeptałem i wtuliłem się w nią jeszcze mocniej.

Rok później

Znowu za miesiąc wakacje, a wraz z nią nowa szkoła. Postanowiliśmy razem z moją paczką, że pomimo braku wspólnej szkoły, będziemy się ze sobą spotykać. Ale i mam niespodziankę! Już od czterech miesięcy mam młodszego brata, którego wszyscy rozpieszczają. Nie powiem, że ja nie, bo bym skłamał. Jest bardzo uroczy, a wszyscy mówią, że przypomina mnie pomimo tych bardziej szmaragdowych oczu podobnych do mamy i tych bardziej rudych włosów z przebłyskiem brązu. Takie same jak ma tata. Astrid prawie co weekend jest u nas i pomaga mi w opiece nad małym, gdy rodzice gdzieś wychodzą lub są jeszcze w pracy. Wynajęliśmy również opiekunkę by opiekowała się moim bratem, gdy ja jestem w szkole, a rodzice w pracy. Usłyszałem dzwonek do drzwi i momentalnie się zerwałem. W drzwiach zobaczyłem moją blondynkę.

Czkawka – Wejdź – cmoknąłem ją w policzek i gestem ręki zaprosiłem do środka.

Astrid – Twoich rodziców jeszcze nie ma? – zdziwiła się, bo o tej porze zawsze byli.

Czkawka – Nie, dzisiaj zostają dłużej w pracy – odpowiedziałem i zacząłem robić herbatę. Gdy nagle usłyszałem płacz dziecka – As, mogłabyś?!

Astrid – Jasne! – odkrzyknęła i po chwili już jej nie było.

Po kilku minutach położyłem kubki z herbatą na stole i usiadłem na kanapie czekając na moją dziewczynę. Po chwili zeszła po schodach z małym na rękach. Muszę przyznać, że wygląda ślicznie, gdy tak idzie z nim. Usiadła obok mnie i podała mi Kevina.

Astrid – Teraz ty się nim zajmujesz – zaśmiała się widząc moją minę – Nie patrz tak na mnie, bo ci nie ustąpię!

Czkawka – Ty to jednak wredna jesteś – mruknąłem biorąc małego na do siebie.

Astrid – Słyszałam! – dźgnęła mnie palcem żebro.

Czkawka – No i miałaś słyszeć – pokazałem jej w język i pocałowałem małego w głowę.

Perspektywa Astrid

Kevin jest taki uroczy. Cały Czkawka jakby nie patrzeć! Cieszę się, że mój chłopak, tak, właśnie mój chłopak umie zajmować się dziećmi! Oglądaliśmy razem coś w telewizorze, gdy nagle mały zaczął płakać. Chłopak spojrzał na mnie błagalnie, a ja zaśmiałam się w duchu. Nie na co dzień widzę go z taką miną, więc trzeba to wykorzystać. Zabrałam małego i poszłam go nakarmić z butelki. Po pół godzinie zasnął, a ja wróciłam do Czkawusia.

Astrid – A co to za wylegiwanie? – zaczęłam udawać jego mamę.

Czkawka – Oj, mamo! – zaśmiałam się.

Astrid – Nie ma ,,mamo’’! Wstajesz i idziesz do pokoju! – roześmialiśmy się. Poczym usiadłam na kanapę obok Czkawki – I jak tam braciszku?

Czkawka – Co? – chyba nie wiedział o co mi chodzi. Zaraz mu to uświadomię.

Astrid – Jak się czujesz jako brat? – zapytałam.

Czkawka – Nie jest nawet źle. Wiesz, tobie chyba bardziej to wychodzi – spojrzałam na niego z uśmiechem – Będziesz wspaniałą matką – wypalił po chwili.

Zarumieniłam się i lekko uśmiechnęłam do chłopaka. Czkawka położył dłoń na moim policzku i delikatnie jeździł kciukiem po nim. Moje serce zaczęło jeszcze szybciej bić. Kocham go i to bardzo. Tak się cieszę, że spotkałam go na swojej drodze życia, bo bym chyba nigdy się nie zakochała. Czkawka uśmiechnął się do mnie i musnął moje usta.

Czkawka – Kocham cię o to bardzo – szepnął w moje włosy.

Astrid – Ja ciebie też kocham – odparłam.

Czkawka – Astrid, co będzie później? Co będzie, gdy wyjedziemy na te studia? – oderwałam się od niego, bo byliśmy przytuleni.

Astrid – O czym ty mówisz? – przestraszyłam się.

Czkawka – Będziesz chciała być nadal ze mną? – spojrzał mi w oczy, które były przepełnione miłością do niego.

Astrid – Oczywiście, że tak, głuptasie – zaśmiałam się i pocałowałam go – Kocham cię i nic ani nikt tego nie zmieni – zapewniłam go.

Czkawka – Kocham cię As – pocałował mnie.

Nasz pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanniejszy i namiętniejszy. Po chwili jego pocałunki przeniosły się na moją szyję, ale nagle usłyszeliśmy otwieranie drzwi. Szybko odskoczyliśmy od siebie i zobaczyliśmy zaskoczone miny rodziców As.

Czkawka – No to będzie kazanie – szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się mimowolnie.

Valka – As, ty tutaj? – zapytała ze zdziwieniem.

Astrid – Tak, przyszłam pomóc Czkawce w opiece nad małym – uśmiechnęłam się lekko.

Valka – Cały Stoick – spojrzała na męża, a później na Czkawkę.

Stoick – Co? – zapytał zaskoczony spoglądając na mamę Czkawki.

Valka – Ty też prosiłeś moją mamę o pomoc przy Czkawce – odparła i wzruszyła ramionami.

Czkawka – Hej, ja tu jestem – wtrącił się.

Valka – Przecież widzę – zaśmialiśmy się i udaliśmy do kuchni.

Usiadłam na krześle tuż obok mojego chłopaka. Uśmiechnął się delikatnie i skierował wzrok na swoich rodziców. Po chwili przede mną pojawił się kubek z sokiem, o który wcale nie prosiłam. Popatrzyłam na mamę Czkawki, która tylko posłała mi szczery uśmiech i usiadła naprzeciwko nas.

Valka – Hm, to co zamierzacie robić później? – zadała znienacka pytanie.

Czkawka – Mamo – jęknął.

Valka – No co? – zapytała – Chyba mam prawo wiedzieć?

Astrid – No, tak – odparłam.

Czkawka – No, to my się zbieramy – wstał i złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego i zmarszczyłam brwi – Widzimy się jutro! – krzyknął przy schodach.

Pokręciłam z uśmiechem głową i poszłam za nim do pokoju. Następnego dnia w szkole czułam, że ten dzień będzie inny, taki wyjątkowy. Wszyscy siedzieliśmy pod klasą czekając na naszą nauczycielkę z matematyki. Jednak nadal się nie zjawiała, a był już dobrze po dzwonku. Nagle przyszedł do nas jakiś nieznany facet. Pewnie nauczyciel.

Nauczyciel – Dzień dobry wszystkim! – przywitał się – Niestety wasza nauczycielka, Pani Werker, jest w ciąży i zrezygnowała z pracy w szkole. Od teraz ja będę waszym nauczycielem matematyki.

Wszyscy – Dobrze! – odpowiedzieliśmy i weszliśmy do klasy.

Nauczyciel – Nie wiem co jeszcze przerabialiście, więc dzisiaj macie wolną – poinformowała, a my spojrzeliśmy na niego z niedowierzeniem – No co? – dodał.

Sączysmark – Nasza nauczycielka nigdy nam na to nie pozwalała – jego głos brzmiał jakby z ulgą.

Po chwili każdy się poprzesiadał i zaczęły się rozmowy. Zdziwiło mnie tylko, że nie ma jeszcze Bliźniaków. Po kilku minutach drzwi otworzyły się z hukiem, a do klasy wparowały Bliźniaki. Nauczyciel aż spojrzał się na nich.

Czkawka – No, tak. Bliźniaki. Jeszcze Pan dużo o nich usłyszy – zaśmiał się.

Szpadka – Cześć – powiedziała zdyszana i przysiadła się po chwili z Mieczykiem do nas.

Śledzik – Dobrze, że nie jeździcie autobusem do szkoły – zaczął.

Eret – Właśnie, codziennie byście biegli za nim – dokończył za przyjaciela.

Mieczyk – Co?! Jeszcze mnie nie pogibało, żeby biec za autobusem, który ma mnie zawieść do szkoły! – wykrzyknął. Znów wszystkie oczy powędrowały na nas.

Szpadka – No co? Dobrze mówi! – poparła brata.

Cała klasa wpadła w śmiech w tym nauczyciel. Teraz już wie co może się po nas spodziewać i mam nadzieję, że nie wykorzysta tego przeciw nam. Tuż po dzwonku wszyscy udaliśmy się pod następną klasę.

Sączysmark – No nie! Znowu ta biologia? – wykrzyknął z irytacją.

Szpadka – Przecież tak bardzo uwielbiałeś Panią, że zawsze dostawałeś dobre oceny – zatrzepotała rzęsami.

Sączysmark – Ale to nie znaczy, że… - na szczęście przerwał mu Czkawka.

Czkawka – Dobra! Koniec tematu! – zaśmiałam się widząc jego minę. – No co? – zwrócił się do mnie.

Astrid – Nic, nic – zachichotałam i odwróciłam się do Szpadki, która właśnie… Tłukła swojego brata.

Westchnęłam i usiadłam wygodnie na ławce i popatrzyłam na moich przyjaciół. Jeszcze tak niedawno nie znałam tutaj nikogo, a teraz? Mam prawdziwych przyjaciół i chłopaka. Ciekawa czy, gdyby nie to, że Angela chciała się przeprowadzić, nie poznałabym och nigdy? Nie czas na rozmyślania. Dzwonek zadzwonił na lekcję, więc musieliśmy się udać na lekcję. Usiadłam wraz ze Szpadką, bo akurat na tej lekcji z nią siedziałam i zaczęłam notować słowa nauczycielki.

Nauczycielka – Słuchajcie, jak wiecie za niedługo koniec roku… - spojrzała na nas.

Mieczyk – Dzięki Ci – złożył ręce jak do modlitwy i popatrzył z ulgą w górę.

Nauczycielka – No, tak. To by było na tyle – powiedziała, lecz zaraz dodała – Skończyliście już podręczniki, więc chcę, abyście zrobili projekty.

Mieczyk – A mogło być tak pięknie – jęknął i opuścił ręce.

Nauczycielka – Przydzielę was do grup i myślę, że na jutro zdążycie go zrobić – powiedziała. Każdy na nią spojrzał z błagalnym wzrokiem.

Po nieudanej lekcji poszliśmy na wolna lekcję. Jako, żeby dzisiaj mamy tylko 3 lekcję, więc mogliśmy swobodnie iść do domu. Nauczycielka od polskiego rozchorowała się, więc mamy szczęście. Powoli ubieraliśmy się, bo naprawdę nie śpieszyło się nam. Chwilę później byłam już w domu, gdzie tata siedział na kanapie. Zdziwiło mnie tylko, że nigdzie nie ma mamy. O tej porze lubiła przebywać w kuchni.

Astrid – Cześć! – zawołałam wchodząc do salonu i kierując się ku schodom.

John – Cześć! – odparł i dalej oglądał telewizor.

Położyłam torbę w kącie i zeszłam na dół. Trochę panowała dziwna atmosfera w domu, ale starałam się zachowywać jak zwykle. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wodę do szklanki, poczym usiadłam obok taty.

Astrid – Nie ma mamy? – zapytałam znienacka.

John – Wyszła w jakiejś pilnej sprawie – odpowiedział obojętnie.

Astrid – Yhym – dalej już siedziałam w ciszy – Dzisiaj idę do Czkawki.

John – Po co? – zmarszczył brwi.

Astrid – Mamy zrobić projekt. Z przyjaciółmi – powiedziałam.

John – No, dobrze – westchnął.

Kilka godzin później stałam przed domem mojego chłopaka. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął nikt inny jak Czkawka. Ubrany był w szarą bluzę i ciemne jeansy. Szybko weszłam do środka i udałam się do jego pokoju, gdzie jak się okazało, byli już wszyscy.

Śledzik – Więc co robimy? – zadał pytanie jako pierwszy.

Czkawka – Mieczyk będziesz pisał, a my będziemy swoje pomysły łączyć – powiedział z lekkim uśmiechem.

Mieczyk – Dobra, ale gdzie mam pisać? – podrapał się po głowie.

Czkawka – Jak to gdzie? Na laptopie – odparł.

Blondyn usiadł posłusznie na łóżku z laptopem w rękach i zaczął zapisywać nasze pomysły. Jak na razie szło nam dobrze. Nagle zgasło światło jak i wszystko co elektroniczne.

Mieczyk – Koniec! Nic nie zapisałem! Nic! Kaput! – wykrzyknął trzymając się za głowę.

Szpadka – Zamknij się! – krzyknęła w jego stronę.

Mieczyk – Z tobą nie gadam! – odparł.

Szpadka – Ja z tobą też! – wysyczała.

Mieczyk – To się zamknij! – uśmiechnął się z satysfakcją.

Szpadka – Sam się zamknij! – krzyknęła.

Mieczyk – To ty się zamknij! – również wykrzyknął.

Szpadka – Ty się zamknij! – już nie wytrzymałam i wstałam w łóżka.

Astrid – Obaj się zamknijcie! – popatrzyłam na wszystkich. Wszyscy byli zdziwieni oprócz Czkawki. On uśmiechał się do mnie, więc odwzajemniłam gest.


Rozdział 26

Perspektywa narratora

Rodzeństwo posłusznie wykonało polecenia wściekłej przyjaciółki. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, którą przerwał blond chłopak przypominając reszcie o zadanym projekcie.

Śledzik – To co teraz zrobimy? – zapytał.

Czkawka – Zaraz zawołam tatę, na pewno coś poradzi – oznajmił chłopak i wybiegł z pokoju prawie wywracając się o swojego psa, który spał spokojnie przy drzwiach.

Mieczyk – Łamaga – szepnął w stronę siostry.

Szpadka – Słyszałam! – warknęłam wyraźnie rozwścieczona.

Mieczyk – I miałaś słyszeć! – krzyknął uśmiechając się z satysfakcją.

Szpadka – Ty… Ja ci dam dopiero w domu – powiedziała spokojnie.

Sączysmark – Czy wy umiecie wytrzymać dzień bez kłótni? – zapytał nagle.

Astrid, Śledzik, Mieczyk, Szpadka – Nie! – odpowiedzieli, a właściwie krzyknęli odwracając się. Dobrze, że nie było widać ich min w ciemności, bo na pewno nie były szczęśliwe.

Znów nastała cisza. Tym razem nikt nie odważył się jej przerywać. Przyjaciele posłusznie czekali na właściciela domu, aż w końcu raczy się zjawić. Jednak nie zjawił się. Po kilku minutach czekania Astrid nie wytrzymała i wyszła z pokoju, lecz nikt nawet tego nie zauważył. Dziewczyna powoli i ostrożnie schodziła po schodach, aż w końcu na coś wpadła.

Astrid – Aaaaaaaaaaaa! – wydarła się na cały dom.

Czkawka – Spokojnie, co tak krzyczysz? – zaśmiał się widząc jej wystraszoną minę dzięki świecy, którą trzymał w ręce.

Astrid – Jeszcze się pytasz?! Mało zawału nie dostałam! – odetchnęła z ulgą.

Czkawka – No przepraszam, ale to nie moja wina – uśmiechnął się tak, że blondynka nie mogła oprzeć się mu – A światło za chwilę będzie – dodał.

Astrid – To dobrze. Przynajmniej będę widziała gdzie mam celować w Bliźniaki – spojrzała na swoje paznokcie obojętnie.

Czkawka – Czy ty wszystko rozwiązujesz siłą? – zapytał poważnie.

Astrid – Tak – odparła i weszła na schody.

Chłopak zauważył jej trudności z dotarciem do pokoju, więc postanowił jej w tym pomóc. Wziął ją na ręce, że przestraszona pisnęła. Jednak to nie zrobiło na nim większego wrażenia.

Astrid – Oberwiesz jak tylko mnie postawisz, zobaczysz! – zagroziła.

Czkawka – A kto powiedział, że cię puszczę? – uniósł pytająco prawą brew.

Astrid – Jak o następnym facecie powiem: ten jest inny, walnijcie mnie, proszę – wymamrotała sama do siebie, jednak chłopak doskonale to słyszał.

Czkawka – Co mówiłaś? – zapytał.

Astrid – Nic, nic – zaśmiała się nerwowo.

Po chwili oboje byli w pokoju, gdzie panowała dziwna cisza. Para pomyślała, że pewnie ich paczka gdzieś poszła, choćby do ubikacji, która była w pokoju. Bez zastanowienia Czkawka pocałował Astrid w usta. Pocałunek stawał się coraz namiętniejszy, ale niestety ktoś musiał go przerwać. Nie zauważyli nawet, że już pojawiło się światło.

Sączysmark – Ej, przestańcie się migdalić! – powiedział.

Szpadka – Dlaczego? To takie słodkie – uśmiechnęła się do zakochanych.

Mieczyk – Dla ciebie nawet Smark jest słodki – zaśmiał się, za co oberwał od siostry – Musiałaś?! Mówiłem, że kopie jak chłopak? Auć!

Czkawka – Gdzie byliście? – zapytał po chwili.

Śledzik – Cały czas w pokoju – poinformował.

Czkawka i Astrid – Co?! – nie wierzyli w to co przed chwilą usłyszeli.

Sączysmark – Spoko, my nic nie widzieliśmy – spojrzał na nich znacząco.

Astrid – Sączysmark! – krzyknęła ostrzegawczo i rzuciła mu zirytowane spojrzenie.

Sączysmark – No co? Chyba, że mam powiedzieć waszym rodzicom co tu się działo? – zapytał.

Astrid – Już nie żyjesz! – krzyknęła i w tej samej chwili cała czwórka wylądowała na podłodze.

Każdy z kimś walczył. No może oprócz Śledzika, który wolał dostać niż skrzywdzić przyjaciół. Niefortunnie i Mieczyk walczył z Sączysmarkiem, a Szpadka z Astrid. Jedynie biedny nieco grubszy blondyn leżał pod nimi wszystkimi i nic niw mówił. Czkawka, który zwijał się ze śmiechu tuż obok nie mógł nic na to poradzić. Nagle i Szczerbatek dołączył do zabawy i pchnął właściciela na całą bójkę. Teraz i on wdał się w nią. Nagle do pokoju weszli rodzice bruneta.

Stoick – Co tu się… - zaniemówił, gdy zobaczył tą całą zabawną ,,piramidę’’ przyjaciół. Szybko wymienił spojrzenia z żoną.

Valka – Co wy tu… - nie dane było jej dokończyć, bo wszyscy wskazali na Czkawkę i krzyknęli ,,to on!’’.

Stoick – Ale… - nie dokończył, ponieważ parsknął śmiechem wraz z Valką. Przyjaciele spojrzeli na siebie, a później na rodziców Czkawki.

Czkawka – Dobra, nie powiem, to jest jeszcze bardziej niż dziwne – szepnął, na co reszta tylko przytaknęła.

Stoick – No – no co?! – nie mógł nabrać powietrza ze śmiechu – Gdybyście widzieli swoje miny i to jak leżycie…

Wszyscy szybko spojrzeli na siebie i zastygli. Widok naprawdę był zabawny. Śledzik leżał pod nimi wszystkimi i tylko podtrzymywał ręką swoją głowę. Sączysmark leżał zaraz na nim i wyglądał jak po przebiegnięciu 2 kilometrów Mieczyk i Szpadka nadal wymieniali się ciosami leżąc pod Czkawką. Natomiast nasza para trzymała się za ręce i próbowali uspokoić Bliźniaki. Wszyscy parsknęli śmiechem.

Czkawka – Dobra, nie ma jak dobra zabawa, ale złaźcie – zaśmiał się i zaczął powoli się podnosić, jednak coś mu to uniemożliwiało. A mianowicie byli to jego przyjaciele – Ej, co jest? – zmarszczył brwi.

Mieczyk – No co? Stary, ciekawe jak tu się podnieść, gdy bije cię siostra, która wygląda jak chłopak? – zapytał się za co oberwał w nos.

Szpadka – Mówiłam, żebyś się zamknął! – próbowała się podnieść – Złaź ze mnie Czkawka!

Czkawka – To powiedz to As – wskazał głową na blondynkę, która znajdywała się najwyżej.

Szpadka – As, no nie bądź taka – poprosiła ją siostra bliźniaka – Ja tutaj z nim nie wytrzymam! – krzyknęła rozluźniając się, że aż wszyscy pospadali – Wow, no nareszcie!

Rodzice chłopaka jeszcze przez dłuższy czas przyglądali się temu całemu cyrkowi, aż nie uznali, że sami sobie poradzą. Przypomniały im się własne wygłupy, które nie były mniej śmieszniejsze od tych, które przed chwilą widzieli. Na samą myśl o rozśmieszającym ich Pyskaczu, który zawsze sprawiał uśmiech na twarzach innych, zachciało im się nagle śmiać. Ale trzeba było przyznać, że młodzi nie byli wcale gorsi. Wręcz przeciwnie. Możliwe nawet, że byli o wiele lepsi. Tak czy siak uznali, że już mogą sobie pójść. Po jakimś czasie przyjaciele zabrali się do pracy, którą skończyli szybciej niż im się to wydawało.

Czkawka – Skończyliśmy dzisiaj wcześniej, więc możemy teraz odpocząć – opadł zmęczony na łóżko.

Sączysmark – Ej, Panie ,,zmęczony’’? – stanął przed nim i skrzyżował ręce – To co my mamy robić – wskazał na resztę paczki.

Czkawka – A, bo ja mam wiedzieć? Róbcie co chcecie – powiedział, lecz zaraz pożałował swoich słów. Byli u niego Bliźniaki, a znając ich mógł zostać bez domu – Tylko przypilnujcie Mieczyka i Szpadkę – dodał szybko.

Szpadka – Zero zaufania! – oburzyła się i odwróciła z zamiarem wyjścia.

Czkawka – Wszystko słyszałem, a poza tym chcę zostać z dachem nad głową! – usprawiedliwił się.

Mieczyk – Gumowe ucho – odparł i wyszedł z pokoju.

Po chwili i pozostali rozeszli się w swoje strony. Bliźniaki, jak to one mają w zwyczaju, poszli gdzieś w kąt, by wymieniać się wzajemnymi ciosami. Śledzik od razu popędzi w stronę kuchni, a Sączysmark nie miał nic do roboty, więc tylko usiadł na kanapie w salonie i oglądał telewizję. Nasza Astrid, zaklimatyzowana wśród przyjaciół, powędrowała do kuchni, gdzie znajdował się Śledzik. Jednak ona nie była tam w tym samym celu co on. Nasypała karmy Szczerbatkowi, którego tak uwielbiała, zresztą z wzajemnością, i zaczęła się z nim bawić. Po godzinie kasztanowłosy chłopak wyszedł w końcu ze swojego pokoju i udał się na poszukiwania przyjaciół. Znalazł ich wszystkich poza… Poza Bliźniakami. Nie było to wcale dziwne, więc nawet się nie przejmowali. Po chwili, jednak, usłyszał jakiś huk i trzask, jakby drzwiami. Szybko pobiegł na górę, lecz na miejscu był już ojciec Czkawki. Dopiero teraz zauważył blondyna z dredami klęczącego przed drzwiami.

Stoick – A ten co? Modli się? – zapytał szczerze zdziwiony postawą młodego chłopaka.

Czkawka – No właśnie nie wiem – podrapał się z tyłu głowy i uśmiechnął zdenerwowany w stronę ojca.

Stoick – To ja już może pójdę – wycofał się w stronę drzwi do kolejnego pomieszczenia. Było ich tak dużo w tym domu, że nawet on się czasami gubił.

Gdy rudowłosy mężczyzna sobie poszedł, Czkawka gniewnie spojrzał na Bliźniaka, a później na jego siostrę, która akurat otworzyła drzwi.

Czkawka – Co wy wyprawiacie? Dom mi zdemolujecie! – wyrzucił to w końcu z siebie.

Mieczyk – Co? Ale, że ja? – jak zwykle nie wiedział o co chodzi.

Astrid – Nie, kosmici – dołączyła się do rozmowy.

Szpadka – Inwazja kosmitów! Ratuj się kto może! – krzyczała biegając w kółko po całym pokoju.

Czkawka – Cicho! – wszedł do pokoju i pociągnął za sobą resztę.

Po godzinnym kazaniu chłopaka przyjaciele opuścili jego dom. Następnego dni humor dalej dopisywał rodzeństwu. Najśmieszniejsza rzecz stała się dopiero potem. Akurat na w – fie klasa biegała. Na rozgrzewkę mieli przebiegnąć 60 metrów i wtedy zaczęło się. Ostatni biegli Mieczyk i Szpadka. Gdy chłopak już przebiegł, ruszyła jego siostra. Ta rozpędziła się i nie mogła wyhamować. Pech chciał, że akurat przed metą jak spod ziemi wyrósł kamień. Dziewczyna zahaczyła o niego i wylądowała tuż przed swoim bratem.

Pan Roman – Szpadka, nic cie nie jest? – zapytał, krzycząc z daleka.

Szpadka – Chyba nic! – odkrzyknęła nadal leżąc, a nad nią stał jej brat.

Mieczyk – Umarła? Umarła? Umarła! - zaczął śpiewać, lecz nie dane było mu dokończyć, ponieważ jego śpiew zagłuszył śmiech klasy. Nawet sam nauczyciel się roześmiał.

Szpadka – Zabiję cię! – krzyknęła wstając.

Mieczyk – To będą dwa pogrzeby i kto ich udzieli, jak nie ja? – zapytał biegnąc przed siebie, a za nim jego siostra.

Na kolejnej lekcji również nie obyło się bez śmiechu i dorzuceniu pary groszy od Mieczyka. Biologia, kto jej nie kocha? Nie ma takiego, a zwłaszcza w towarzystwie Mieczyka i Szpadki. Nauczycielka wpadła na kolejny wspaniały pomysł po cenieniu prac. Oczywiście napracowani, aż do nocy przyjaciele otrzymali stopnie celujące.

Nauczycielka – Jak wiecie jest już prawie koniec roku, więc możecie się przesiąść jak chcecie – poinformowała.

Momentalnie wszystkie wzroki powędrowały na naszą najpopularniejszą parę w szkole, a nawet w mieście.

Mieczyk – Tego za Chiny nie rozdzielisz! – cała klasa wpadł w śmiech, jak co lekcję. Tak samo było z nauczycielką.

Rozdział 27

Perspektywa Astrid

Jeszcze tylko kilka tygodni i będą wakacje. Jestem tylko ciekawa co będziemy robić później. Wiadomo, że na studiach będziemy musieli się rozstać i nie będziemy się tak często widywać ani rozmawiać, ale obiecaliśmy sobie, że zawsze będziemy przyjaciółmi. Ale jednak jest coś, co ciągle mnie dręczy. Mianowicie. Boję się, że jeśli kogoś z nas zabraknie, co będzie dalej. Czy wszystko się rozpadnie? Czy oddalimy się od siebie? Czy w ogóle zerwiemy kontakt? Na to pytanie nie poznam na razie odpowiedzi.

Jak co dzień z uśmiechem na twarzy, odkąd mam przyjaciół, wspaniałych przyjaciół, wstałam i udałam się do łazienki. Nadal w tym samym dobrym humorze zeszłam na śniadanie. Rodzice dziwnie się na mnie spojrzeli, ale nic nie powiedzieli. Po chwili jednak to ja przerwałam tą ciszę.

Astrid – Zaprosiłam do siebie dzisiaj Ilonę, Heatherę i Szpadkę – poinformowałam ich, ale to nie zrobiło na nich większego wrażenia.

Annabeth – Jasne – uśmiechnęła się i wzięła łyk kawy, chyba, bo nie wiem co było w kubku.

Astrid – A w sobotę idę do Czkawki – dodałam.

John – Nie ma sprawy – odparł obojętnie, jednak ja wiedziałam, że coś jest nie tak. Przedtem widziałam, że cieszy się za każdym razem, gdy mówiłam, że idę gdzieś. A teraz? Teraz to nawet go nie obchodzi.

Astrid – I mam sprawę. Wiecie, że nie długo mam 19 lat i… - zaczęłam, ale ktoś mi przerwał.

Annabeth – Dokładnie za 10 miesięcy – poprawiła mnie. Spojrzałam na nią wymownie i nadal kontynuowałam.

Astrid – No, więc jak mama to ujęła. Za 10 miesięcy mam 19 lat i uzgodniliśmy z Czkawką, Sączysmarkiem, Szpadką, Mieczykiem, Śledzikiem, Eretem, Heatherą oraz Iloną, że chcemy zamieszkać razem. Nie będziecie mieli nic przeciwko? – zapytałam.

John – Nie, dlaczego? Jestem szczęśliwy, że się cieszysz – uśmiechnął się i wstał, całując mnie w policzek, a później mamę – Przepraszam, ale musze już lecieć.

Pożegnał się i wyszedł, a raczej wybiegł prosto do samochodu. Westchnęłam i usiadłam markotna do stołu, gdzie siedziała moja mama. W tym samym momencie powróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Pożegnanie mamy, która tak właściwie żyła, zaprzyjaźnienie się z Angelą, przeprowadzka. Obrazy przelatywały mi nadal przed oczami. Zaprzyjaźnienie się z moją paczką, śmierć Angeli, pierwszy pocałunek z Czkawką. Tyle wspaniałych chwil. I pomyśleć, że kiedyś mogą one odejść tak po prostu gdzieś w niepamięć. Z zamyśleń wyrwał mnie głos mamy.

Annabeth – As, wszystko w porządku? – przyjrzała mi się.

Astrid – Tak – uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam do szkoły.

Po drodze, oczywiście, spotkałam moich przyjaciół. Bardzo się zmienili odkąd ich poznałam. Teraz mają większe zaufanie jeden do drugiego, czego właśnie im zawsze brakowało. Czkawka od razu pocałował mnie i uśmiechnął szczerze. Odwzajemniłam gest i ruszyliśmy. Po 10 minutach byliśmy na miejscu, a nawet przed klasą.

Czkawka – Coś taka smutna dzisiaj, co? – on jako jedyny chyba zauważył mój nastrój.

Astrid – Nie, nic – uśmiechnęłam się tym razem z wdzięcznością, że więcej nie dopytywał. A może nie robił tego, bo zadzwonił dzwonek na lekcję?

Czkawka – Siedzisz ze mną? – zadał pierwszy pytanie.

Astrid – Jasne – poszłam za nim do jego ławki i już nie żałowałam tego.

Dzień dopiero się zaczynał, a mój chłopak już poprawił mi humor. Jak on to robi? Ma jakiś dar, czy co?

Po kilku następnych lekcjach mój humor znacznie się poprawił. Nie myślałam nawet o tym co będzie kiedyś. Przecież żyję teraźniejszością i tylko nią. Podeszłam do okna, bo akurat mieliśmy wolną. Zaczęłam rozglądać się po ulicy, na której było pełno przejeżdżających samochodów. Wygląda na to, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Myślałam, że to Czkawka, ale jednak się pomyliłam.

Heathera – Dzisiaj u ciebie o 16:00, tak? – zapytała od razu.

Astrid – Tak – uśmiechnęłam się.

Heathera – Co taka rozpromieniona? – chyba zauważyła mój uśmiech, który miałam od rozmowy z Czkawką.

Astrid – Wiesz, jak ma się takiego chłopaka, jak Czkawka, to… Sama rozumiesz – Heathera zachichotała i oparła się o parapet tak jak ja.

Heathera – Możesz mi doradzić? – zapytała nagle.

Astrid – To zależy w czym? – obie zaśmiałyśmy się.

Heathera – Chciałam ściąć grzywkę i włosy, tylko nie wiem czy będzie mi do twarzy – zamyśliłam się i przez chwilę obserwowałam jej twarz. Wszystko dokładnie przeanalizowałam.

Astrid – Myślę, że będziesz świetnie wyglądać – uśmiechnęłam się.

Chciałyśmy jeszcze trochę porozmawiać, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję. Jak ja nienawidzę tych dzwonków! Weszłam do klasy i zajęłam, miejsce obok Szpadki. Nie ma ciekawszej lekcji niż historia. Po skończonej lekcji, która nie okazała się być ciekawa jak zwykle, wyszłam ze szkoły w towarzystwie mojego chłopaka. Przez pół drogi szliśmy w ciszy, aż nie odezwał się on.

Czkawka – Masz dzisiaj czas? – zapytał nagle, że nawet nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.

Astrid – Niestety nie. Umówiłam się z dziewczynami, ale jutro, czemu nie? – odparłam.

Czkawka – No to jutro po ciebie przyjadę i gdzieś zabiorę, ok.? – zrobił dziwną minę czy tylko mi się wydawało?

Astrid – Ok. Pa! – cmoknęłam go w policzek i weszłam do domu.

Sobota

Perspektywa Czkawki

Wszystko gotowe? Myślę, że tak. Teraz tylko czekać na resztę i będzie dobrze. Usiadłem na kanapie w salonie i czekałem na przyjaciół. Rodzice wyjechali na ważne spotkanie i nie będzie ich przez kilka dni, a mnie znowu zostawili pod opiekę Kevina. Nie, że go nie lubię, bo lubię. Ale boję się, że nie upilnuję go i coś mu się stanie. Na szczęście za dwa tygodnie wakacje i mam nadzieję, że gdzieś wyjedziemy. Mamy również w planach z paczką wyjechać gdzieś na tydzień, dawno nie spędzaliśmy czasu razem. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie oni. I nie myliłem się, po chwili wszyscy siedzieliśmy na kanapie w salonie.

Eret – A gdzie twoi rodzice? – zapytał.

Czkawka – Wyjechali na spotkanie, więc mam przez kilka dni wolny dom – uśmiechnąłem się.

Śledzik – Ale co? Małego też wzięli czy zostawili tobie? – tym razem to on się odezwał.

Czkawka – Mam się nim zająć – wytłumaczyłem mu.

Sączysmark – Astrid będziesz mogła sprawdzić jak Czkawuś sprawdzi się na przyszłość – powiedział, a reszta parsknęła śmiechem. Mnie i As nie było jakoś do śmiechu.

Astrid – Bardzo śmieszne – przewróciła oczami i spojrzała na mnie.

Szpadka – To co robimy? – wszyscy spojrzeliśmy na nią – No co? Nie przyszłam tu się nudzić!

Mieczyk – Ty się zawsze nudzisz! Nawet jak jest zabawa! – skierował słowa w stronę siostry.

Szpadka – Zamknij się! – odpowiedziała tylko i skrzyżowała ręce. Widocznie nie miała dzisiaj nastroju na wygłupy. To nawet i dobrze, bo nie wiem do końca do czego oni są zdolni. Ale na razie wolę nie wiedzieć, bo mam zamiar jeszcze pożyć.

Przeszliśmy do mojego pokoju, by było ciekawiej oraz, żeby nie obudzić Kevina. Prawdę mówiąc nadal nie umiałem go uspokoić, gdy zaczynał płakać. Zawsze robiła to mama lub tata, a w przypadku, gdy ich nie było, robiła to Astrid. Nie było nic w tym dziwnego, że Mieczyk zaczynał głupieć, gdyby nie to, że mały właśnie zaczął płakać.

Sączysmark – No, Czkawka. Masz okazję – uśmiechnął się kpiąco.

Astrid – Zamknij się! – wydarła się na niego, poczym spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem – Pójdę do niego.

Czkawka – Dziękuję – szepnąłem i posłałem jej szczery uśmiech.

Po chwili wróciła z maluchem na rękach i usiadła obok nas. Kevin był dziwnie spokojny przy niej. Postanowiliśmy zagrać w butelkę, ale, że As jest zajęta małym, to nie zmuszaliśmy jej zbytnio do gry. Po skończonej zabawie zaproponowałem przyjaciołom coś do zjedzenia. Chętnie się zgodzili i ruszyli na dół, a ja w tym czasie poszedłem do sypialni rodziców, gdzie blondynka usypiała mojego młodszego brata.

Czkawka – Byłabyś wspaniałą matką – szepnąłem jej do ucha. Zadrżała i odwróciła się momentalnie.

Astrid – Za to ty byłbyś koszmarnym ojcem – zażartowała i zaśmiała się.

Czkawka – Ktoś musi być koszmarny, żeby ten drugi ktoś był wspaniały – odparłem.

Astrid – Dziękuję – ukłoniła się lekko, gdyż miała Kevina na rękach.

Czkawka – Mogę? – zapytałem niepewnie, lecz dziewczyna przytaknęła.

Wziąłem brata na ręce i spoglądałem jak zmęczony powoli zasypia. Nawet słodko wyglądał. Co ja mówię? Wyglądał cudnie! Uśmiechnąłem się do siebie w myślach i odłożyłem go do jego łóżeczka. Gdy odwróciłem się, napotkałem błyszczące od szczęścia oczy mojej dziewczyny.

Astrid – Kocham cię – szepnęła i pocałowała lekko.

Czkawka – Ja ciebie też – oderwałem się od jej ust i spojrzałem w oczy – Nawet nie wiesz jak bardzo – oddałem pocałunek.

Mieczyk – Fuu… Czy wy zawsze musicie to robić? – zapytał z wyrzutem.

Czkawka - ,,To’’, czyli co? – zaśmiałem się podobnie jak reszta.

Sączysmark – Ty już dobrze wiesz co? – spojrzał na nas znacząco.

Westchnąłem i wszyscy razem zeszliśmy na dół. Przygotowaliśmy kolację, co nie było łatwe, gdy w pobliżu były Bliźniaki i Sączysmark. Ale moi przyjaciele to najlepsze co mogło mi się przydarzyć w życiu.


Rozdział 28

Perspektywa narratora

Od spotkania przyjaciół minął tydzień. Już dokładnie za trzy dni miał zakończyć się kolejny rok szkolny, na który tak bardzo cieszyło się większość uczniów. Oczywiście i nasi przyjaciele bardzo długo czekali na ten moment, a że czekał ich jeszcze rok wspólnej nauki i wspólnych zabaw, nie był to dla nich problem. Akurat oni jako ci, którzy byli zaraz za odchodzącą klasą, musieli przygotować całe pożegnanie. Nie było, by nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że szybko na to przystali.

Czkawka – To kto robi dekoracje? – rozejrzał się po przyjaciołach, jednak żaden z nich nie zgłaszał się.

Śledzik – Czkawka, uważam, że ty jako ten najbardziej uzdolniony plastycznie, powinieneś to robić – odważył się powiedzieć za resztę.

Czkawka – No niech będzie. Ale co robi reszta? – zadał ponownie pytanie.

Astrid – Ja mogę zająć się… Ym… Pomogę ci! – uśmiechnęła się w stronę chłopaka.

Czkawka – A przed chwilą nie byłaś zainteresowana – uniósł jedną brew i spojrzał na nią.

Astrid – Ale już jestem – przygryzła nerwowo wargi.

Czkawka – To Mieczyk, w takim razie, zajmiesz się muzyką, Sączysmark i Szpadka – skierował się do dwójki – Wy zajmiecie się pokazem zdjęć.

Sączysmark – Skoro muszę… - jęknął.

Czkawka – Musisz – uśmiechnął się.

Mieczyk – Zaraz! A Śledzik? – zbuntował się.

Czkawka – Śledzi pomoże Mieczykowi – oznajmił i powędrował w kierunku klasy, w której odbywała się kolejna lekcja.

Reszta po chwili dołączyła do niego i w taki oto sposób znaleźli się w pomieszczeniu. Gdy wszystkie lekcje dobiegły końca, paczka udała się na salę gimnastyczną, gdzie miało być ów wydarzenie. Blondyn z dredami przyniósł nawet laptop, by odszukać potrzebnych piosenek. Można powiedzieć, że wszystko szło zgodnie z planem, ale do czasu…

Mieczyk, po wyborze piosenki wraz z Śledzikiem, miał zawieszać dekoracje, które przygotował zielonooki brunet kilka godzin wcześniej. Pomóc mu w tym miała Szpadka, jednak nie była to dobra decyzja, gdyż po kilku minutach na Sali rozległa się ich kłótnia. Oczywiście pozostałych to wcale nie zdziwiło.

Mieczyk – Trzymaj tą drabinę, a nie…! – krzyknął oburzony. W prawdzie dziewczyna trzymała drabinę jak należy, ale jej brat chciał zrobić jej na złość.

Szpadka – No przecież trzymam! – odgryzła się.

Mieczyk – Właśnie widzę – mruknął i dalej zawieszał dekoracje. W pewnym momencie drabina lekko się zachwiała. – Mówiłem, że masz trzymać!

Szpadka – No trzymam, matołku! – krzyknęła.

Mieczyk – Sama jesteś matołek! – odkrzyknął siostrze.

Szpadka – Zamknij się! – teraz to naprawdę się zdenerwowała.

Mieczyk – Niech ktoś ją zmieni! – poprosił błagalnie.

Czkawka słysząc całą kłótnie nie miał ochoty na więcej, więc postanowił wysłać tam Astrid. Niezadowolona posłuchał ago i podeszła do drabiny. Przez chwilę był spokój, lecz nie na długo. Po Sali znów rozległ się krzyk Mieczyka.

Mieczyk – Nie ruszaj się! – rozkazał z góry, co lekko podenerwowało dziewczynę.

Astrid – Przecież nic nie robię! – oburzyła się.

Mieczyk – Jak nie, jak tak! – krzyknął z góry.

Astrid – Jak tak, to sam sobie trzymaj tą drabinę – obrażona, no może bardziej urażona, puściła drabinę i skrzyżowała ręce.

Mieczyk – Astr… Nieeeee…! – w tym momencie po całej Sali rozległ się jego krzyk i huk metalu o podłogę.

Wszyscy przerażeni podbiegli za kurtynę i zobaczyli przewróconą drabinę, klęczącą obok Astrid i Mieczyk pod drabiną. Widok nie był przerażający. Wręcz przeciwnie, był przekomiczny. Sączysmark szybko podniósł drabinę, a bliźniak wydał jeden dźwięk.

Mieczyk – Au! – jęknął.

Czkawka – Zostawiłem was tylko na chwilę, a wy już takie coś odstawiacie? – zapytał.

Mieczyk – Powiedz to twojej dziewczynie. Chciała mnie zabić – usprawiedliwił się. Wszyscy spojrzeli na blondynkę.

Astrid – No co? Marudził gorzej niż kobieta w ciąży – i ona usprawiedliwiła się.

Czkawka – No dobra, wracamy do pracy – poinformował.

Po dwóch kolejnych godzinach wszystko było gotowe. Nawet nie trzeba było nic poprawiać. Teraz tylko przez dwa dni nie można było ćwiczyć na w – fie, al. były też tego plusy. Jeśli nie można było ćwiczyć na w – fie, to na pewno była godzina wolna i mogli robić na co mieli ochotę. Oczywiście za zgodą nauczyciela. Teraz tylko trzeba było czekać na zakończenie roku i upragnione wakacje. Po skończonej pracy przyjaciele udali się do swojej ulubionej kawiarni, ,,Bork’’. Oczywiście należało im się trochę odpoczynku po tak dobrze wykonanej pracy.

3 dni później

Po trzech dniach wszystko było przygotowane jak należy. Jednak przydały się małe poprawki, ale nie były zbyt duże. To właśnie dzisiaj nasi przyjaciele mieli zakończyć starą drogę, która niosła za nimi wiele przeżyć i wejść na nową, pełną dla nich niespodzianek i wspaniałych dni, według nich. Mimo, iż czekał ich jeszcze jeden rok nauki w liceum, które tak zdążyli polubić, dla nich był to nowy rozdział życia. Chcieli go jak najlepiej zapamiętać i nie wracać więcej do przeszłości. Na Sali zgromadzili się wszyscy uczniowie, dyrektor, wychowawcy oraz nauczyciele. Nikt nie mógł przegapić tak wspaniałego, a zarazem smutnego pożegnania starszych klas. Gdy wszyscy już pozajmowali swoje miejsca, a na Sali ustał gwar i harmider, a nastała cisza, przewodniczący, a zarazem absolwent liceum, wyszedł na scenę. Przyjaciele nie mogli się napatrzeć na to piękne pożegnanie, bo dobrze wiedzieli, że za rok i oni tak samo zostaną pożegnani.

Przewodniczący – Dziękuję za przybycie wielu osób. Między innymi Pana dyrektora, nauczycieli oraz wszystkich uczniów – tymi słowami zaczęto całą ceremonię pożegnania – Dzisiaj jest dla nas szczególny dzień, ponieważ…

Sączysmark – Czkawka, ucz się, bo za rok ty tak będziesz mówić – szepnął do niego czarnowłosy.

Czkawka – Dlaczego ja? – zapytał cicho.

Śledzik – To chyba oczywiste, że większość uczniów wybierze ciebie – przewrócił oczami i powrócił do przyglądania się całej sceny.

Czkawka – A co jeśli się nie zgodzę? – szepnął marszcząc brwi.

Astrid – To wtedy ja cię zmuszę – szepnęła do niego i lekko musnęła jego policzek – Zobaczysz – dodała, gdy chłopak pokręcił z uśmiechem głową.

Nagle nastała cisza. Wszyscy przyglądali się pustej scenie, która mimo poważnej atmosfery, przypominała już o wakacjach, a nie pożegnaniu. Zebrani już mieli coś zrobić, lecz na scenę wbiegł uczeń czwartej liceum i zaczął mówić swój wiersz wykuty na pamięć. Wszyscy uczniowie cicho chichotali, gdyż sam wiersz miał raczej akcent zabawny niż poważny.

Mieczyk – To miało byś smutne, a nie radosne – szepnął.

Szpadka – Właśnie! – poparła brata – Ja miałam tu płakać, a nie się śmiać. Nawet przygotowałam się na tę okazję – mówiąc to wyciągnęła z torebki kilka paczek chusteczek.

Mieczyk – A ja się zastanawiałem gdzie się podziały chusteczki – podrapał się po głowie – I nadal nie wiem – wszyscy uśmiechnęli się w duchu, że nawet w smutnych chwilach rodzeństwo potrafiło rozweselić atmosferę.

Później nastała już cisza między, tak dobrze znaną wszystkim, paczką. Cała uroczystość odbyła się tak jak ją zaplanowano. Nie było żadnych pomyłek, a na piosenkach wybranych przez Mieczyka, każdy uronił łezkę. Nic dziwnego, skoro żegna się już na zawsze i nie wiadomo czy spotkanie kiedyś nastąpi. Na zakończenie znów wyszedł przewodniczący.

Przewodniczący – Tak wiele zrobiliście dla nas. Trudno to wyrazić słowami, lecz zapewniamy was, że na pewno pozostaniecie w naszej pamięci na zawsze. Nie mówmy ,,Żegnajcie!’’, lecz ,,Do widzenia!’’ – tym akcentem zakończono uroczystość pożegnalną.

Po pożegnaniu się z wszystkimi, można było już opuścić budynek szkoły. Grupa przyjaciół właśnie przekraczała próg szkoły, gdy nagle usłyszeli tak dobrze znany im głos. Wołał ich wychowawca.

Czkawka – Coś się stało? – zapytał, gdy mężczyzna doszedł do nich.

Wychowawca – Nie, skądże! – zaprzeczył – Chciałem tylko powiedzieć, że pożegnanie z wami będzie bardzo ciężkie – powiadomił.

Astrid – Ale przecież mamy jeszcze rok do spędzenia ze sobą – uśmiechnęła się ciepło i życzliwie, jak nigdy dotąd.

Wychowawca – No tak, ale jak żegnaliśmy czwarte klasy, czułem, że żegnam się z wami – oznajmił.

Czkawka – Przecież przez ten rok może wszystko się zdarzyć – uśmiechnął się.

Sączysmark – Pewnie! – przyłączył się do rozmowy – A Bliźniaki na pewno przez wakacje coś wymyślą i my tego dopilnujemy – zaśmiał się na samą myśl o tym.

Mieczyk – Ale co my? – zapytał, jak zawsze, nie w temacie.

Wychowawca – Jesteście najlepszą klasą jaką miałem – oznajmił i po chwili dodał – Spokojnych, miłych i przede wszystkim bezpiecznych wakacji – powiedział i przytulił każdego po kolei.

Czkawka – Nawzajem! – krzyknął, gdy już przekroczyli próg i z uśmiechem opuścili szkolne mury.

Czkawka, Sączysmark, Śledzik, Mieczyk, Szpadka, Astrid, Heathera, Eret, Ilona i Maritza przechadzali się po mieście w celu dojścia do ich ulubionej kawiarni. Nikt już się nie przejmował co będzie dalej. Żyli chwilą, która była teraz. W pewnej chwili blond chłopak zapytał o coś.

Śledzik – Co teraz? – spojrzał na przyjaciół.

Czkawka – Przyjaźń na zawsze, zabawa, wakacje… - zaczął wyliczać.

Astrid – I zero zamartwiania się co dalej – dodała.

Mieczyk – Zero, ale to zero nauki – przyłączył się przytulając przyjaciół.

Szpadka, Sączysmark i Śledzik – Nowe przygody! – dodali z uśmiechem i rozmarzeniem, które było u nich nieczęste. Na samą myśl o tym przyjaciele uśmiechnęli się do siebie.

Eret – Imprezy – wtrącił się.

Ilona, Maritzai Heathera – I zakupy! – krzyknęły równocześnie szczęśliwie. Chłopakom natychmiast miny zmieniły się. Uśmiech na ustach zmienił się w strach w oczach.

Czkawka – Chyba nie mówicie poważnie? – zapytał ostrożnie i z nadzieją, że żartują.

Heathera – Nie – odparła za przyjaciółki.

Astrid – Ale nie będziemy was, aż tak męczyć – powiedziała i pocałowała bruneta w usta.

Czkawka – Zapomnieliśmy o czymś – dodał szybko z chytrym uśmiechem.

Wszyscy spojrzeli na siebie zmieszani i pytaniem w oczach. Nie mieli pojęcia o co chodziło przyjacielowi i nawet nie zauważyli tego jego chytrego uśmiechu, który zawsze pojawiał się, gdy miał jakiś plan. Popatrzyli pytająco na Czkawkę.

Czkawka – Kto pierwszy w kawiarni?! – krzyknął i wyprzedził przyjaciół, którzy zdenerwowali się, w pozytywnym znaczeniu, i uśmiechnęli pod nosem mając w głowie tylko jedno zdanie: ,,Cały Czkawka’’.

Szybko ruszyli za nim, by nie pozwolić mu dotrzeć jako pierwszemu do celu, przy czym było dużo śmiechu, bijatyk i krzyku ze śmiesznymi groźbami. Słyszało ich na pewno całe miasto, ale się tym nie przejmowali. Dla nich najważniejsze było, że są razem i nic ani nikt ich nie rozdzieli.

Co było dalej? Hm, dobre pytanie. Po udanych wakacjach przyjaciele wrócili do starej szkoły, za którą i tak tęsknili. Znów zaczęły się narzekania na nauczycieli i prace domowe, jak to każdy uczeń ma w zwyczaju. I oczywiście kto nie zapomniałby o wspaniałej rozrywce zarówno na lekcjach jak i przerwach, dostarczającej przez Bliźniaki. I tak znów ukończyli rok szkolny. Wszyscy po następnym roku nauki i tak zwanej przez nich ,,męczarni zdali maturę, mimo obaw ze strony niektórych i trzeba było się pożegnać, lecz obiecali sobie, że nigdy o sobie nie zapomną i zawsze będą trzymać się razem, mimo, że będą tak daleko od siebie. Co było później? Tego nikt nie wie, poza naszymi przyjaciółmi. Może zapomnieli o sobie, co nie było w ich stylu? A może znowu się spotykali jak dawniej? Nikt nie jest tego pewien, ale jedno wiem. To nie była przyjaźń tylko miłość!

Koniec...

Czyli to koniec tego bloga. Nawet nie zauważyłam jak szybko zleciało te 5 miesięcy, tak dokładnie równe 5 miesięcy. Zaczynając go nie wiedziałam, że tak spodoba się czytelnikom. Dziękuję wszystkim za te miłe komentarze, które sprawiały, że chciałam dalej pisać i za te z uwagami, dzięki którym wiedziałam jakie błędy popełniałam i starałam się ich więcej nie popełniać. W szczególności chciałam podziękować: Anonimek <3, JulciaXD7722, Kiraari oraz Astrid95. Dziękuję wam, kochane! <3

Przepraszam was, że dodaję next dopiero dziś, ale przez cały tydzień w szkole mieliśmy zamęt z klasami, ponieważ w wakacje będzie odnawianie klas i musieliśmy posprzątać naszą klasę, a że już skończyliśmy naukę w tej szkole, musieliśmy wszystkie nasze rzeczy zabrać.

Polecam jeszcze ten blog - http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Astrid_Hofferson_12!21/To_nie_by%C5%82_najlepszy_pomys%C5%82... i jeszcze ten - http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:JulciaXD7722/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87_rozja%C5%9Bnia_serca_pe%C5%82ne_tajemnic... - Oba są naprawdę świetne i miło się je czyta.

Link do części drugiej mojego poprzedniego bloga ,,Przepraszam za kłopot...Dziękuję za miłość! - http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:DragonsLove/Nigdy_nie_uciekniesz_przed_przeznaczeniem,_ale_mo%C5%BCesz_zmieni%C4%87_los

Dla tych, którzy chcą sobie poczytać więcej to zapraszam na mojego drugiego bloga - http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:DragonsLove/Przepraszam_za_k%C5%82opot...Dzi%C4%99kuj%C4%99_za_mi%C5%82o%C5%9B%C4%87

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.