FANDOM


Z dedykacją dla Wichurka27, oraz Syberii, które chciały, abym im coś opowiedział.

Rozdział 1

Oto Berk. Wyspa… Po co ja to piszę? Przecież wszyscy wiedzą o co chodzi, więc przewińmy taśmę do przodu… <szszszszsz> Nazywam się Czka… <szszszszsz> A to wódz naszej.. <szszszszsz> Myślałem że Cie capnęły… <szszszszsz> Dzieją się rzeczy Straszne! <szszszszsz> tym razem naprawdę… <szszszszsz> inni to gubią kubek, albo nóż… <szszszszsz>.

No i jesteśmy. Od tego momentu opowiem wam historię i zobaczymy co się stanie dalej.
-Trafiłem go, trafiłem! – Krzyczał młody wiking – teraz wszystko się zmieni. Albowiem własnoręcznie ubiłem bestię.

Czkawka oparł nogę na łapie związanego smoka, a ten czując ciężar warknął i strząsnął z siebie niewygodnego buta. Przestraszony chłopak odskoczył do tyłu, widział, że czarny smok, najgroźniejszy na całym archipelagu, bestia, przed którą drżeli nawet najdzielniejsi wikingowie, obserwuje go swoimi zielonymi oczami. Smok leżał bezbronny, bez nadziei na przeżycie i jedyne co mógł, to patrzeć na młodego wikinga, który za chwilę ma stać się prawdziwym mężczyzną w oczach swojego plemienia.

-Teraz cię zabiję, smoku, wytnę ci serce i zaniosę swojemu ojcu. Jestem wikingiem. JESTEM WIKINGIEM! – Krzyczał Czkawka i nie myśląc już więcej o sumieniu i o tym że musi zabić związane i pozbawione możliwości samoobrony zwierzę, wbił nóż w klatkę piersiową smoka. Nóż z trudne przebił się przez smocze łuski, ale nie dosięgnął serca. Bestia zaryczała w bólu, ale nie była w stanie nic zrobić. Chłopak w panice wyciągnął nóż i znowu wbił go w pierś potwora, tym razem nóż wszedł głębiej, ale mocno się wyszczerbił. Po jego wyjęciu Czkawka wiedział, że kolejny taki cios jedynie złamie ostrze, dlatego wskoczył na grzbiet smoka, przycisnął mu nóż do gardła i nachylił się do smoczego ucha.

-To moja szansa, aby zostać docenionym, w końcu ojciec będzie ze mnie dumny, wszyscy w wiosce mnie zaakceptują i może nawet znajdę dziewczynę, a to wszystko dzięki tobie, Przyjacielu. – Razem z ostatnim słowem, chłopak poderżnął smokowi gardło, a krew wyciekła na ziemię, ochlapując wszystko dokoła. Nocna Furia leżała nieruchomo na ziemi. Była martwa. Czkawka początkowo chciał wziąć jej serce, ale ze swoim słabym nożem, nie uda mu się go wyciąć, dlatego postanowił że zabierze smoczy łeb i pokaże ojcu, ile jest wart. Niestety, głowa nie dość że była ciężka sama w sobie, zbyt ciężka dla chłopaka, to młody wiking nie miał czym jej odciąć, dlatego postanowił zabrać smocze zęby. Wyobraźcie sobie jego zdziwienie, gdy otworzył paszczę bestii, a tam znalazł gołe dziąsła. Chłopak jednak się nie poddawał i rozciął je, znajdując ukryte zęby, ostre jak topory wikingów, oraz mocne jak ich tarcze. Chłopak wziął wszystkie zęby, po czym udał się w stronę wioski.

-Teraz im wszystkim pokażę, będę najlepszy!

Rozdział 2



Nad ranem Czkawka wstał wyjątkowo wcześnie. Ponieważ wczorajszego dnia wrócił do domu w środku nocy, dlatego postanowił dzisiaj podzielić się swoim osiągnięciem z resztą wioski. Zszedł ze swojego pokoju na piętrze i czekał aż jego ojciec się obudzi. Postanowił poczekać z prostego powodu: niewyspany wiking, którego ktoś budzi, to bardzo zły wiking, a kiedy zły wiking jest wodzem, to może być bardzo nieprzyjemnie. Gdy Stoik się obudził i zastał syna przy stole, był bardzo zaskoczony.

-Dzień dobry, co robisz tak wcześnie na nogach? Na pewno wróciłeś do domu bardzo późno, chciałem Ci powiedzieć, że zaczynasz dziś smocze szkolenie. Dlatego od teraz – Wódz wręczył synowi topór – stajesz się taki jak my, mówisz jak my, chodzisz jak my, myślisz jak my. Rozumiesz?

-Tak tato, ale mam jeszcze jedną prośbę – Powiedział chłopak

-Tak, a jaką? – Wódz stał się bardzo podejrzliwy, zwłaszcza, że jego syn wczorajszego dnia sprawił masę problemów, a jeszcze nie dostał żadnej kary i już śmie o coś prosić.

-Chcę, abyś przed szkoleniem, zebrał wszystkich wikingów, chciałbym im coś powiedzieć i pokazać, obiecuję, że będziesz ze mnie dumny.

-No dobrze, tylko nie przynieś mi więcej wstydu. – Powiedział wódz, po czym wyszedł z domu. Czkawka był zadowolony, skoro zaczyna smocze szkolenie, i przyjdą wszyscy, to znaczy że powie im o zabiciu smoka na arenie, miejscu, w którym właśnie to się robi, oraz udowodni że jest coś wart pierwszego dnia swojego szkolenia. Nie wiedział jednak, jak duże będzie miało to konsekwencje.

Kilka godzin później, smocza arena była otoczona przez wikingów. Gdy Czkawka wchodził do środka, stało tam już 6 osób: Stoik, Pyskacz, bliźniaki, Śledzik i Astrid. Sączysmark najwyraźniej się gdzieś zapodział. Wódz wyspy widząc że jego syn już przyszedł, rozpoczął przemowę.

- Jak zapewne wiecie, dziś rozpoczyna się smocze szkolenie. Dlatego chciałbym wszystkim uczestnikom życzyć powodzenia, oraz powiedzieć o tegorocznej nagrodzie dla zwycięzcy, a jest to…

-Zwycięzca zabije smoka na oczach całego plemienia! – Wykrzyknął uradowany Pyskacz przerywając tym samym swojemu przyjacielowi.

-Pyskacz! Ja to chciałem powiedzieć! Eh, tak jak powiedział, zwycięzca zabije smoka tu, na arenie, na oczach całego plemienia. – Stoick odczekał chwilę, aż wszyscy się uciszą, ponieważ wikingowie zaczęli rozmawiać między sobą i dało się wyraźnie słyszeć najczęstsze wątki: „Kto będzie zwycięzcą?”, „Jakiego smoka będzie musiał zabić zwycięzca?”. Gdy rozmowy ucichły, Stoik kontynuował – Jest coś jeszcze, mój syn chciał coś powiedzieć wszystkim zgromadzonym.

Czkawka wyszedł na środek, każdy spodziewał się przeprosin, za wczorajsze zniszczenie wioski, albo oznajmienia, że rezygnuje ze szkolenia, każdy zgromadzony miał swój pomysł, co chciałby powiedzieć młody chłopak, jednak zanim ten rozpoczął, oczy wszystkich spoczęły na bramie wejściowej do areny. Stał tam Sączysmark, dźwigając czarny łeb, odcięty łeb Nocnej Furii. Znowu rozpoczęły się rozmowy, a Sączysmark stanął dumny i gdyby słowa miały temperaturę, to on by się teraz opalał w szeptach wikingów.

-Na brodę Odyna, co to jest? – Zapytał Stoik.

--To jest głowa Nocnej Furii! To ja ją zabiłem! – krzyczał Sączysmark, zrobił dramatyczną pauzę  i kontynuował – Tymi rękoma! Sam ubiłem bestię i przyniosłem jej łeb jako dowód!

Tłum zaczął wiwatować i krzyczeć, każdy był niesamowicie szczęśliwy, w końcu ktoś zabił najstraszniejszego smoka na archipelagu! Gdy krzyki znowu trochę ucichły, odezwał się Stoik

- Powiedz mi chłopcze, jak Ci się to udało?

Zanim Chłopak się odezwał w słowo wszedł mu Czkawka:

-A gdzie są zęby tego potwora?

- Eeee, wybiłem mu je podczas walki, i eee, chwila, a skąd ty wiesz że ten smok nie ma zębów? Przecież ma zamkniętą paszczę!

- Bo to ja go zabiłem! – Czkawka wyciągnął sakiewkę i wysypał na dłoń wszystkie zęby – a ty tylko przyniosłeś łeb z trupa, którego zostawiłem!

Oczy wszystkich wędrowały od jednego młodzieńca, do drugiego. Miny obserwatorów były pomieszaniem niepewności i fascynacji, natomiast między kuzynami wytworzyła się tak nieprzyjemna i ciężka atmosfera, że nawet toporem by się nie przecięło powietrza. Ciszę przerwał Stoik, który nigdy nie posiadał empatii i nie wyczuwał żadnego napięcia:

-Synu, jestem z ciebie dumny! Zabiłeś najgroźniejszego potwora jakiego znaliśmy i jeszcze przyniosłeś dowód. Mogę teraz śmiało nazywać cię swoim synem! – Wódz odwrócił się znowu do publiczności. – Dziś wieczorem wypływamy na poszukiwanie Smoczego Leża, skoro nie ma tam już Nocnej Furii, możemy zaatakować je bez strachu! Niech wszyscy chętni przyjdą o zachodzie słońca do portu, odpływamy razem z odpływem!

Wszyscy się rozeszli, na arenie pozostał Pyskacz i jego uczniowie, przy czym Sączysmark był w tak paskudnym nastroju, że tylko Koszmar Ponocnik będzie w stanie zatrzymać młodzieńca jeśli nie wytrzyma i puszczą mu nerwy.

- Ty! To twoja wina! I tak jesteś nic nie wartym śmieciem, dlaczego się odzywałeś? Ta sława należała się mi! – Krzyczał, chciał się zemścić na Czkawce, który się od niego odsuwał – niby jak zabiłeś tego smoka, skoro się mnie boisz? Jesteś nikim, sam pewnie znalazłeś martwe ciało!

Bliźniaki przeczuwając bójkę, chciały się przyłączyć, i przywaliły Sączysmarkowi tarczą w łeb (ponieważ na dzisiejszej lekcji miały być tylko tarcze), a ten stracił przytomność.

-Ej brat, chyba wszystko zepsułyśmy, teraz Sączysmark zostanie pobity przez Nocnego zabójcę

-Ej, mieliśmy go nazwać Zabójcą furii, albo zabójcą z furią…

-Nie!

-Tak!

-Nie! – tradycyjną kłótnię bliźniaków przerwał Śledzik, który rozepchnął ich aby jak najszybciej podejść do Czkawki

-Słuchaj, to niesamowite, jesteś pierwszym wikingiem, który zabił nocną furię i jeszcze przechytrzyłeś Sączysmarka, teraz będziemy mogli uzupełnić informacje w smoczej księdze i skąd wiedziałeś aby wziąć zęby? Jak na to wpadłeś? – Śledzik się rozkręcał coraz bardziej, ale Czkawka był na tyle zszokowany całym zajściem, że ominął chłopaka bez słowa i zapyta Pyskacza

-Czy możemy na dziś skończyć? Chyba mam dość wrażeń jak na jeden dzień.

-Eeee, tak, tak jasne, ale jutro zaczynamy z samego rana, nie spóźnijcie się! Teraz możecie iść do domu – powiedział pyskacz, po czym zaczął mamrotać do siebie – niesamowite, Czkawka zabił Nocną Furię, mój mały pomagier w kuźni jest teraz wielkim smokobójcą.

Kierując się do wyjścia Astrid puściła Czkawce oczko i się uśmiechnęła, chłopak nie wiedząc jak zareagować, odwzajemnił uśmiech i ruszył do domu. Przy palenisku czekał na niego ojciec. Torby były już spakowane, a ogień palił się rozgrzewając całą chatę.

-Synu, teraz, kiedy udowodniłeś, że jesteś prawdziwym wikingiem, chciałbym Ci coś wręczyć – Stoick dał synowi hełm – To hełm, który chciałbym, abyś od dziś nosił zawsze ze sobą, jest… zrobiony z połówki napierśnika twojej matki, pomaga…. Pomaga zachować więź, Ona też by tego chciała. Teraz sprawuj się dobrze i pokaż im na tym szkoleniu, jak się powinno zabijać smoki!

Po swoim monologu, Wódz wziął swoje torby i poszedł do portu. Od teraz wszystko będzie inaczej, dawne życie Czkawki przeszło do historii, od teraz wszystko będzie inaczej, będzie lepiej. Musi być! Ale czy aby na pewno, czy utopia może być wieczna? Kto dziś jest bohaterem, jutro będzie żebrakiem.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.