FANDOM


Jesteś? Zostaw po sobie ślad!
 
64
 

Ankieta stworzona dnia maj 27, 2014, o godzinie 15:58.
Oddanych głosów: 64

Dziękuję! Nawet nie wiecie, ile każde "TAK" dla mnie znaczy!

Wstęp

Dostałam natchnienia i postanowiłam napisać tą historię. Dzięki za przeczytanie! O głównej bohaterce przeczytacie T.U.


#1 Jajko

Smoczyca opiekowała się jajkami jak najlepiej umiała. Była jednak młoda i niedoświadczona- to były jej pierwsze jajka. Swoje gniazdo zrobiła więc na brzegu.  Codziennie starannie doglądała jajek. Dziwiło ją jedno- a mianowicie jego kolor. Było ono bowiem beżowe- inne niż reszta jajek. Mimo wszystko wszystkim jajkom poświęcała dużo uwagi i dbała o odpowiednią temperaturę. Chroniła też przed innymi smokami.

Był sztorm. Smoczyca zabrała swoje jajka, lecz jedno- inne niż wszystkie- poturlało się w bok. Chwilę później płynęło, niesione przez morskie fale.

Mimo braku matki, mała Furia*  wewnątrz tej beżowej skorupki rozwijała się dobrze. Zbliżał sie kres podróży i kres dorastania.

Kilka dni póżniej jajko wylądowało na brzegu. Gdy oświetlały je promienie zachodzącego słońca, przebiły skorupkę i ukazała się sylwetka małego smoka.                                                                                                                                                                 ____________________________________________________________________________________________________*Furia- nie imię lecz skrót od Nocna Furia

#2 Witaj wyspo!

Był piękny dzień na Nieznanej Wyspie (nie odkrytej dotąd przez żadnego Wikinga). Skorupka jajka zaczęła pękać. Po chwili po piasku stąpała śliczna Nocna Furia. Miała kremową maść i śliczne, duże, fioletwe oczka, które obecnie obserwowały nieznany świat. Drzewa, paprotki, piasek i kwiaty- to ukazało się pierwsze maleńkiej. Potem mała smoczyca spojrzała na bezkresny ocean. Póżniej mimowolnie uniosła swoją małą główkę do góry. W obu przypadkach zamarzyła o zwiedzeniu tych błękitów. Następnie zapoznała się ze swoimi nóżkami i... skrzydłami. Nie wiedziała jednak jak używać tych błon. Bo któż ją miał nauczyć ? Na owej wyspie nie było też smoków. Dlaczego? Nikt nie wiedział i nie wie do dziś.  

Po kilku godzinach, mala duria była bardzo znudzona słoną wodą i piaskiem na plaży. I wtedy znów spojrzała na dżunglę. Ogarnęło ją dziwne uczucie- ciekawość. Kusząca wizja wszelakich różności innych niż piasek i morze była nieodparta. Maleńki gad pomaszerował na swych nóżkach do gąszczu zieleni i kolorowych kwiatów.

#3 Różne nowości

Wszędzie zieleń. Ale nie monotonna- wręcz przeciwnie!- różnorodna. Nie tylko pod względem odcieni. Oj nie! Kuszące zapchy unosiły się wszędzie. Prócz tego co chwila widać było jakiś nowy, interesujący kwiat. Wyglądało to pięknie. Tu fiolet, tam róż, tu żółty... A tam? Pomarańnczowy i czerwony! Niezliczone ilości nowości- Furia ani trochę nie żałowała wędrówki. Nareszcie oderwała się od monotonii. Ocean jest piękny, plaża też i smok był tego świadom, lecz te rzeczy się nudzą. Dżungla to co innego.

Trudno było się oderwać od wszelakich roślin i owadów- było ich tu mnóstwo. Motyle, muchy, żuczki i tak dalej. Motylki były równie kolorowe co kwiaty. To wszystko sprawiało, że Nocna Furia co jakiś czas ustawała w wędrówce, siadała na ziemi i przyglądała się dokładniej roślinom, i mieszkającym pod nimi owadom.  Jednak, jak na samiczkę przystało, najbardziej interesowały ją kwiaty. Nie tylko jednobarwne. Były też dwu albo nawet trzy czy cztero-barwne! To było tak niesamowite, że smok nie myślał wcale o zmęczeniu i znużeniu. Chciał odkrywać i oglądać. Jak najwięcej, jak najdokładniej, jak najintensywniej. 

Coś przekicało za Furią. Ta odwróciła się i obserwowała zarośla. Nagle jej oczom ukazał się zielony stworek o wielkich oczach. Smoczyca nie wiedziała co to za stworzenie. W istocie była to żaba, która teraz przyglądała się smokowi równie intensywnie, jak gad jej. To stworzenie naprawdę zaintereswało maleńką. Zbliżyła się, ale żaba się spłoszyła i odskoczyła w paprocie. Furia obserwowała zarośla ale nic. Żaba nie ukazała się ponownie. Po odczekanej chwili, smoczyca trochę zapomniała o żabce i ruszyła w drogę powrotną. Chociaż Dżungla bardzo się jej podobała, smoczątko nie chciało zostać tam na noc. Bało się, bo im dłużej tam siedziało, tym dziwniejsze dźwięki dobiegały z zarośli. Wy już się pewnie domyślacie, że to stworzenia nocne, ale Nocna Furia nie wiedziała dużo.

#4 odpoczynek

Po 2 godzinach smok z powrotem znalazł się na plaży. Wędrówka powrotna nie sprawiła trudności i odbyła się bez przeszkód.

Był zachód słońca. Furia odrobinę stęskniła się za plażą i morzem. Jednak zapatrzyła się na cudowne ostatnie chwile zachodu- równie cudowne co motyle w dżunglii. Widok ten napawał smoczycę zdumieniem. Potem smoczyca przypomniała sobie po kolei wszystko, co zobaczyła w dżunglii. Od traw i kwiatów po różne robaczki aż do motyli. Chwilę później przypomniała sobie o zielonym stworzeniu o wielkich oczach. 

-Ciekawe, czy kiedyś jeszcze zobaczę to zielone coś- pomyślała mała...

Popatrzyła w gwiazdy i ogarnęło ją znów nieznane uczucie. Nagle stała się taka maleńka. Potem znużona zasnęła. 

Zabawa w najlepsze bieganie, kwiaty, motyle i dziwne zielone coś! Mnóstwo radości i śmiechu! Swawole, gonitwa, odkrywanie wyspy- to wszystko śniło się naszemu smoczątku. Było  to tak cudowne, że smoczek zaczynał wierzyć, że to prawda. Owy sen czyli zabawy z ową żabką, trwał przez całą noc i umilił ją. 

#5 Poczucie głodu

Smoczyca w końcu się obudziła i oprzytomniała. Sen z żabką w roli głównej i beztroskimi zabawami okazał się tylko marzeniem, które zajęło głowę smoka. Po przepudzeniu znów ujrzała niebo, piasek, dżunglę i ocean. Ale nie to ją teraz interesowało. Poczuła głód- burczenie i dziwne uczucie pustki w żołądku. Instynkt "powiedział"- musisz znaleźć coś do jedzenia mała. Smok zamierzał go posłuchać.

Smoczyca szła wzdłurz plaży. Nagle zobaczyła krzaczek z dziwnymi, małymi, fioletowymi owockami. Wyglądały dość smakowicie. Ale nie wzrok miał zweryfikować potencjalny pokarm. Na nim nie można polegać w tych sprawach. Zatem smok zaczął owe owoce obwąchiwać- starannie i dokładnie. Po chwili zastanowienia decyzja zapadła- trzeba zjeść owoce. I tak też się stało. Okazały się one przepyszne. Wkrótce krzaczek był pusty, a brzyszek smoczka prawie pełny. 

Po spożyciu tych owoców, smoczyca położyła się na piasku i poddała się obserwacji fal. Chciała odpocząć po posiłku. Wcale się jej nie spieszyło. Instynkt podpowiadał jej, że dość długo pozostanie na tej wyspie. Ten sam instynkt, który rozkazał jej coś zjeść i ocenił, czy owoce są zdatne do spożycia. Zatem smok postanowił mu zaufać. Słuchać jego rad i robić to co rozkaże. W końcu jak dotąd jej nie zawiódł.

#6 Samotność

Mimo spędzonych tu kilku dni, smoczyca czuła się samotna. Nie wiedziała czemu... W głowie siedziała jej jedna myśl pchana do głowy przez instynkt "mama". Ale co to jest? Co to mama? Coś groźnego, miłego, dziwnego? A może to roślina? Mała nie wiedziała nic o tym pojęciu... I nagle! Nagle zobaczyła coś bardzo dziwnego! Przed jej oczyma stanął obraz: Nocna Furia wysiaduje jajka. Już miała się przyglądnąć... Już... Niestety, wspomnienie, bo obraz był jej wspomnieniem a raczej typowym obrazem instynku, zniknęło. I wtedy smok zdał sobie sprawę. Ten obraz określa słowo 'mama'. Mała Furia usiadła na piasku, a z jej oczu popłynęły łzy.

Zdała sobie sprawę... Zdała sobie sprawę ze wszystkiego. Że nie ma przy niej mamy. Że powinna być. Że to jej mama powinna ją uczyć życia. Że to mama wysiadywała jej jajko. Właśnie! Jajko! 

Mały smok podszedł do skorupki. Była tak, jak zaraz po wykluciu. Tylko tyle pozostało małej po starym życiu wewnątrz. Życiu pełnym matczynej miłości. 

I znów polały się łzy. Dlaczego? Dlaczego los chciał, aby to właśnie ona nie miała nikogo? Była sama? Czy spotka swoją rodzinę? Smoczyca o tym nie wiedziała, ale spotkanie miało wydarzyć się w przyszłości. 

Po rozmyślaniu smok udał się po jagody do jedzenia.

#7 Zagrożenie

Mała nadal rozmyślała o pojęciu "mama" i dlaczego znalazła się na tej pustej wyspie. To było dla niej bardzo dziwne. Ona się tu wykluła, a wy znacie tę historię od czasu sztormu.

Rozmyślania trwały całe wieki, tak by się zdawało, jednak dzień dopiero sie zaczynał. I nagle mała, spoglądając w niebo, zobaczyła coś, naprawdę dziwnego! Oto w górze coś leciało. Stado czegoś. Instynkt podpowiedział;

-To są smoki, mała. Tak! To są smoki. 

Mała chciała się z nimi spotkać. Instynkt odezwał się ponownie, tym razem, tonem ostrzegawczym:

-O nie nie! Nie tak prędko kochana! Tam nie ma nikogo z twojej rodziny. Mogą cię zaatakować. Smoki nie przepadają za pisklętami odmiennych gatunków.

Smoki lecące w górze były Koszmarami Ponocnikami. Smoczyca nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Nie wiedziała, co ją czeka. Instynkt podpowiadał, że musi się schować, ale gdzie? W dżunglii? Nie zna tych smoków i nie wie, czy mogą się tam przemieszczać. A jak wiecie, mogą. Wtedy Smoczyca zrobiła coś, co okazało się najrozsądniejszą opcją.

Na skraju dżunglii rosły jagody, o czym wiecie. Ale nie tylko te jadalne. Rosły tam też czerwone owoce. W istocie były one trujące, o czym poinformował smoczycę instynkt. Mała postanowiła się wysmarować jagodami i ukryć w krzaczku. Węch ją ominie, a krzaczek zasłoni.

Koszmary przystanęły na plaży, lecz tylko po to, by odpocząć przed dalszą podróżą. Na wyspie nie było mięsa. Dlatego smoki tam nie osiadły. W rzece pływały ryby, ale były one małe i dobrze się ukrywały.

Nagle z krzaków wysoczyła... żaba! Jeden ze smoków wystrzelił w nią strumieniem ognia, ale ta umknęła. Całe to zajście widziała nasza mała. Zobaczyła strumień ognia. Wtedy znów odezwał się instynkt:

-Mała! To podstawowa smocza umiejętność. Ty też taki masz. Tylko wygląda inaczej i na razie maluszku, jest słaby... Póki nie urośniesz, musisz się ukrywać. Smoki będą tu przystawać. I to nie tylko takie.

I  tak mała przeczekała w krzaczku pobyt smoków, rozmyślając o żarze z paszczy i przybyszach. Zobaczyła też dwa walczące smoki, które... Się zapalały!

-Nie-e. Ty tak nie potrafisz- odezwał się instynkt.

Tak więc 2 czy 3 godziny smoczyca przeczekała. I rozmyślała o ogniu i co jeszcze smoki potrafią. Odkryła do czego służą skrzydła. Tak. Ona też je ma. Ale czy używa się ich tak samo? Nie wiadomo...

Zagrożenie minęło...

#8 To nie tylko impuls

Od ostatnich wydarzeń minęły dwa miesiące. Jak się okazało, wędrujące smoki co jakiś czas przystawały na wyspie. Smoczyca za każdym razem stosowała technikę maskowania jagodami. Jednak trochę podrosła, a krzaki zdawały się być ciut małe.

Smoki bezustannie czując zagrożenie lub widząc przykładowo żabę, strzelały ogniem. Po godzinie, góra dwóch, znów wzbijały się w powietrze. Mała bardzo zadrościła smokom umiejętności. Wiedziała, że może latać i ziać ogniem, ale nie wiedziała jak się do tego zabrać. Bo niby kto ma ją nauczyć?

Był spokojny dzień. Tego dnia mała nie dostrzegła z oddali smoków. Zaczęła rozważać. Rozważać nad lotem i obroną. Ale co najpierw? Najpierw obrona, czy lot? W ostateczności smoczyca zabrała się za trenowanie strzałów, najpierw posiliwszy się solidnie.

Na początku zebrała myśli i skupiła się. Coś poczuła! Tak! Coś jest w jej wnętrzu. Jakiś pocisk! Da radę. Tak! Da! Następnie przyturlała jakieś kamyczki. Tym razem skoncentrowała się jeszcze mocniej, dodatkowo skupiając się na celu. Otworzyła pasczę. W jej gardle rozbłysło światełko i... zgasło.

-Rób to impulsywnie. Pozwól mi tobą kierować. Koncentracja- w porządku, ale tu potrzeba impulsu- i wtedy smoczyca dała się ponieść instynktowi.

Otworzyła paszczę. I bam! Jeden kamyk się rozkruszył. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to impuls pobudza do działania. Ale myśl o skupieniu pomogła. Gduby nie skoncentrowała się czego chce, instynkt by się nie odezwał. Teraz 3 razy wystrzeliła pociski. 3 kamienie się rozkruszyły. 

Obrona z głowy. Ale póki co ona jest młoda, a jej ogień- nie w pełni rozwinięty. W końcu ma 2 miesiące i około 2 tygodnie. Na razie pierwszą opcją ochrony jest stary sprawdzony krzaczek jagód i zapach trujących owoców. 

#9 Tylko wytrwali są niezwyciężeni

Kolejne smocze odwiedziny i kolejne ich wzloty... Zaraz! Moment! Wzloty! Mała całkiem zapomniała, że teraz czas na próby lotu. Weszła na jakiś wyższy kamień po kilku mniejszych i spojrzała na choryzont. Z prawej czysto, z lewej też. Czołowo- też. Można przez jakieś 30 minut spokojnie uczyć się latać. 

Skrzydła- są. Sprawne? Tak! Gotowe? Ta... Nie! Smoczyca nie wiedziała jak się do tego zabrać. Rozłożyła więc lotki i się im przyjrzała. Spróbowała poruszyć. Jest! Teraz rozpędziła się i zaczęła machać i machać. Przeleciała około 4 metrów i... plum! Do oceanu. Próba numer 2. Rozbieg i... lot! Tym razem udało się przelecieć około 10 metrów! To już prawie po mistrzowsku. Próba trzecia. Rozbieg i... leci! Poleciała 10 metrów w przód i z powrotem na plażę. Tak...

To był rozbieg, ale smoki nie leciały z rozbiegu. Musi nauczyć się wzbijać z miejsca. Podskok. Już miała machać skrzydłami... Ech. Nic z tego. Weszła na skałkę. Skok i m achanie. Znów nic. I jeszcze 5 takich prób i nic... Dobra. Smoczyca zebrała myśli i siebie. Złożyła to w całość pełna koncentracja. Najpierw dwa machnięcia skrzydłami. I... Już! Taak! Leciała. Leciała do góry. Zrobiła małe kółko i wylądowała- dość niezdarnie. Ale to nic. Podstawy są. Z resztą- krzaczek trujących jagód nigdzie się nie wybiera...

#10  5 miesięcy pobytu

Pięć miesięcy i ciągle to samo. Kryjówka jagodziana została zastąpiona przez krzaki, chociaż nacieranie się jagodami nie wyszło z nawyku. Z resztą- było to dodatkowe zabezpieczenie. Mimo iż smoczyca ćwiczyła strzelanie i loty, a plazma i skrzydła były coraz mocniejsze, i tak nie miałaby szans z dorosłymi smokami. Zwłaszcza, że na wyspie najczęściej bywały Koszmary Ponocniki. 

Smoczyca zwiedziła całą wyspę i znała ją bardzo dobrze. Znała zwierzęta na niej żyjące- choć było ich nie tak dużo, wiedziała, które rośliny nadają się do jedzenia, a które nie, wiedziała też, która woda jest dobra i wiele podstawowych rzeczy. Co ciekawsze, po pewnym czasie zaprzyjaźniła się z żabką. 

Loty były coraz dłuższe. W końcu Mała umiała oblecieć całą wyspę, a nawet zapuścić się około pół kilometra od wyspy. Codziennie żarliwie trenowała loty. Codziennie ćwiczyła strzały plazmą. Wkrótce odkryła też, że nie może strzelać plazmą w nieskończoność. Przekonała się też, że inne smoki również nie mogą strzelać ogniem. Posiadają swoisty limit.

Tak więc ćwiczenia strzałów ograniczały się do 8 dziennie. Celami były kamyki. Później kraby i inne paskudztwa. Przez te pięć miesięczy, smoczyca doskonaliła smocze umiejętności. Wiedziała, że kiedyś się nie ukryje i będzie zdana na to, co umie. Jak wiecie ćwiczenie czyni mistrza, a nasza mistrzyni była coraz bliżej doskonałości.

#11   Przeklęta wyspa

Smoczyca bez problemu latała. Plazmę opanowała w stopniu dobrym. Przed obcymi smokami broniła się, staczała boje i wygrywała. Ale to już się robiło nudne. Ciągle to samo. Te same rośliny, te same trwy, skały, ten sam piasek. W końcu tego dnia minęło 9 miesięcy od jej wyklucia.

-Leć, jesteś wolna. Nie jesteś w klatce. Jesteś jak ptaki. Możesz lecieć, gdzie chcesz! To twój czas- instynkt powtarzał.

Smoczyca zbierała się do lotu. O nie! Smoczyca pomyślała o swoich skorupkach. Całkiem o nich zapomniała. A tylko to jej zostało. Wzięła liście i na szybko skleciła worek. 

Teraz leciała nad oceanem z workiem w pyszczku. A w worku jej wspomnienia. Worek to niezbędna rzecz.

                                                                           Lecę bo chcę, lecę bo życie jest złe

Lot trwał już od dwóch godzin. Smoczyca czuła zmęczenie, ale nie miała gdzie się zatrzymać. W końcu zobaczyła ląd. Była to dość spora wyspa. Udała się tam. Leciała wysoko, więc zobaczyła wyspekę od góry. Przeważał niebieski. Smoczyca nie wiedziała, że to jest właśnie "Błękitna przystań"- ostoja smoków wodnych. Dla nich to raj na ziemi. Nie wiedziała. co na nią czeka. A nie były to kolorowe sny i marzenia.

#12  "Błękitna przystań"

Nowe otoczenie- jest. Niezliczone ilości wody- są. Nieznane rośliny- są. Dużo zwierząt- tak. Wszystko to było przeciwieństwem poprzedniej wyspy, którą furia nazwała "Klatką bezdenną". Jeszcze więcej różnorodności i- co ważniejsze- nowe jedzenie. W przeciągu dwóch dni smoczyca opanowała w stopniu dostatecznym łapanie ryb. Odkryła dzikie kaczki. Polowała w miarę potrzeby- nie za dużo. No cóż... W końcu tego nauczyło ją życie i instynkt dzikości. Nie musiała się uczyć w szkole, że każdy organizm jest potrzebny aby utrzymać równowagę i za dużo ubytków, a wyginie. To wiedziało każde dzikie stworzenie. Od zajączka, po smoki. Prawa natury- bezlitosne prawa życia. Słaby zginie. Sam lub z pomocą. Silny przetrwa i wyda na świat potomstwo. Dzikość, dzikość to wie. Nie to co my- przyzwyczajeni do wygód. Kanapa, fotel, łóżko i ciepłe ubrania. Natura rządzi jej członkami i nie zapewnia tego.

Wracając do wyspy, smoczyca polubiła to miejsce. Postanowiła tam pozostać, chociaż wiedziała, że tutaj częściej będzie narażona na ataki intruzów. Trudno. Teraz siedziała w buszu i oglądała starannie swoją skorupkę. Na szczęście nie dostrzegła uszkodzeń. Przyniosło jej to ulgę- w końcu to jedyna pamiątka po mamie- i taka jest prawda. Lecz, czy ją zobaczy? Smoczyca przestała się tak tym przejmować, jak 7 miesięcy temu. Nie, to była całkiem inna smoczyca. Zdecydowana, pewna siebie, troszczyła się o wszystko wokół, ale nie za delikatna. Majestatyczne stworzenie, budzące respekt.

A na wyspie mnóstwo było wody. Wikingowie nazwali ją błękitną przystanią, gdyż wyspa była ich przystanią, a wody na niej było mnóstwo. Ale to nie jedyne powody i niebawem smoczyca miała się o tym przekonać. 

I tak 4 dni na wyspie minęły spokojnie. Mogłoby się wydawać, że to raj na ziemi...

#13 Niebezpieczeństwo z głębin

Dni mijały. Furia polubiła wyspę. Mnóstwo wody. Jej ulubionym miejscem był Wielki Wodospad. Pokochała go od pierwszego spojrzenia. Widok zapierał dech w piersiach i wprawiał w zadumę.

Nad rzeką było fajnie. Rośliny, zwierzaki i... Straszliwce Straszliwe! Jednak Furia potrafiała zjednywać ku sobie i wkrótce stała się przyjaciółką tych smoków. 

W wodzie zaczęły unosić się bąbelki. Początkowo smoczyca nie zwróciła uwagi, ale później czynność zaczęła się wzmagać. Nagle z wody wyskoczył zabłąkany, prawie dorosły, gromogrzmot. Teraz był w locie i zaczął atakować

-Spryt i plazma! Potrafisz, jesteś jednym z najsprytniejszych i najszybszych na lądzie! A twoje pociski? Jedne z lepszych. Dodatkowo 8 splunięć. On też ma limit- po raz pierwszy od dawna odezwał się instynkt.

Skrzydła- hop! Smoczyca walczyła z gromogrzmotem, zaczynając od uników. Teraz wystrzeliwała plazmę błyskawicznie. Już 4 splunięcia i ... gromogrzmot ucieka! Zwycięstwo! Niestety. Smoczyca była zdezorientowana. Nie wiedziała co robić. Fala dźwiękowa uderzyła z siłą witalną młodego osobnika. Wkrótce smoczyca spadła na ziemię. Ostatkami sił skryła się w buszu.

-Mała, ten smok był młody, tak jak ty. Ani ty, ani on- nie kontrolujecie się w pełni. Musisz znaleźć więcej tych smoków, obserwować i spróbować się zaprzykaźnić. Inaczej zginiesz na wyspie. Niedługo musisz opanować nową umiejętność.

Takich ataków miało być więcej. Gromogrzmot to nie jedyny smok na wyspie. Wodne smoki potrafią być... ekstremalnie niebezpieczne...

#14  Czujny wzrok

Już drugi dzień furia obserwowała gromogrzmoty. Wiedziała, że posługują się falą dźwiękową, mają skrzydła, ogony itd. Czyli to co ona. Jedyna rzecz, która zadziwiła smoczycę u tych smoków była pewna umiejętność. Smoki te poruszały się w wodzie. Tak jakby w niej latały. My nazywamy tę umiejętność pływaniem, ale ona widziała tylko pływające ryby.

-Pamiętasz te ryby? Te smoki są jak one. Pływają i żyją pod wodą- odezwał się instynkt.

I tak przez kolejne dni trwała czujna obserwacja zachowań i zwyczajów tych niezwykłych smoków.  Smoczyca dodatkowo się przyglądała, gdy smoki pływały. Chciała się tego nauczyć, ale ona nie miała płetw i przystosowanych skrzydeł. Dlatego nauka była trudniejsza.

Najpierw ostrożnie weszła do wody. Przeczekała w niej chwilkę i zaczęła się poruszać, jak kazał instynkt- tak, jakby się skradała. Sięgaj łapy. Ruszaj się. Skradaj. Tak to miało wyglądać. Potem Furię olśniło. Ona też ma skrzydła. Nie przystosowane, ale mogą działaś jak koło ratunkowe. I tak 3 dni zmudnej nauki. Czas płynął, jak woda, a smoczyca coraz lepiej sobie radziła. Oczywiście pamiętała. Trzeba obserwować gromogrzmoty. Może jeszcze się czegoś nauczy.

#15 Pierwszy pływ

"Tylko wytrwali są niezwyciężeni". Smoczyca przekonała się o tym na własnej skórze. Trenowała lot i strzały plazmą. Udało się. Opanowała je w stopniu bardzo dobrym. Nawet na 5+...  Tak, metoda prób i błędów. 

Teraz- żmudne ćwiczenia. Pływanie = ciężka praca. To nie to samo co chodzenie- w pływaniu napiera na ciebie woda. No cóż. Taki los. Jeśli chcesz przetrwać na "Błękitnej Przystani" musisz albo nauczyć się pływać, albo opracować plan na życie. 

Aby nauczyć się pływać, musisz wiedzieć, jak to się robi. Dlatego Furii zalecało się częste i intensywne obserwacje nie tylko ryb, ale i gromogrzmotów. Obcowanie z wodą też wskazane. Z tymi rzeczami smoczyca nie miała żadnych kłopotów, co więcej, kochała bawić się wodą i obserwować pływanie. Te przydatne nawyki pozowliły doprowadzić do tego cudownego wydarzenia.

Smoczyca weszła do wody i zaczęła... płynąć! Tak! Udało jej się! Płynęła. Zgrabnie przebierała kończynami. Do pomocy używała swych skrzydeł. A pływanie wychodziło jej tak dobrze, że nikt nie uwierzyłby, że to jej pierwszy prawdziwy pływ. Ale i tak smoczyca codziennie chodziła podglądać gromogrzmoty. Wiedzy nigdy za dość. Teraz do codziennych ćwiczeń, zaraz po trenowaniu strzałów i lotów, było pływanie.

- Och, gdybym mogła załapać się do wodnej społeczności i znaleźć kogoś, kto mnie polubi i w ogóle- pomyślała nasza smoczyca.

#16 Wrzątek

I na tej wyspie są plaże... A jak wiemy, smoczyca je uwielbiała. No cóż. W końcu na plaży się wykluła. Teraz obserwowała morze. Nagle zobaczyła bąbelki. Pierwsza myśl to Gromogrzmoty. Dlatego schowała się w krzaczkach. Ale to nie były gromogrzmoty. To było coś innego, coś większego i wyglądało na niebezbieczne...

Turkusowa skóra, płaska głowa, duże skrzydła, wyłupiaste, dzikie oczy i róg. Naturalnie, nasza furia nie wiedziała cóż to za dziwaczne stworzenie. Nigdy przedtem go nie widziała. I to również było straszne. Domyślasz się, Czytelniku kto to? Naturalnie, to sam wielki Wrzeniec zwany Parzyplujem.

Stworzenie bez problemu dostrzegło smoczycę. Ta wyłoniła się- zupełnie straciła kontrolę nad ruchami. Dlatego wyszła, odważnie (a przynajmniej tak to wyglądało), naprzeciw temu olbrzymowi z głębin. Nagle spód paszczy- trochę jaśniejszy niż reszta głowy, nadął się, jak u rechoczącej zaby. Teraz smok wyglądał słodko. I nagle... Smok zaczął pluć wrzątkiem. Furia umknęła i popędziła  w głąb puszczy. Wrżatek był tak potworny, że czuła go jeszcze przez 5 sekund biegu. 

Bieg był długi- musiała dotrzeć aż nad rzekę. Tam oceniła całą sprawę. Smok miotał wodą, i to nie byle jaką. Ale to nie było ważne, Ważne że miotał jakąkolwiek wodą. Z tego wynikało, że olbrzym mieszka w wodzie. Kolejny morski smok. A ta wyspa- jest otoczona wodą i pełna wody. I nasza kochana smoczyca na pewno jeszcze spotka tego potwora z głębin- prędzej czy później- ją dopadnie...

#17 Czy to już koniec?

Przeraźliwy ryk potwora niczym z koszmarów obiegł wyspę w 1 sekundę. Ptaki w koronach drzew wzbiły się w powietrze z niewiarygodną prędkością. Po chwili słychać było pisk i cisza...

Iliris leżała na piasku. Jej bezwładne ciało woda delikatnie muskała od strony głowy. Potwór dotarł na plażę. Chytrymi oczyma spoglądał łakomie na to małe bezwładne smocze nieszczęście. 

- Chyba nie żyje - zauważył.

Delikatnie musnął łapą w skrzydło. To opadło bezwładnie na piasek, który kleił się do mokrej powłoki.

- Będzie pyszna przekąska. Mniaaam!

Nie, to nie był wrzeniec. To była o wiele groźniejsza bestia. Sporo większa od wrzeńca. Błękitne oczy. Srebrne łuski. Długie, białe jak perły, śmiertelne zęby. Długie ciało i olbrzymie skrzydła. 4 łapy. Idealny morderca bez chrzty litości. Nie zabija dla głodu, ale dla przyjemności. Tego gatunku nikt jeszcze nie odkrył.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.