FANDOM


INFORMACJE

Będę tutaj zamieszczała moje wersje wszystkich trzech filmów z trylogii, odcinków serialu i odcinków specjalnych. Mam nadzieję, że się spodoba. Więc.... zaczynamy?

A i z góry przepraszam za rożne błędy jak się pojawią

Jak wytresować smoka

Wyspa Berk... Jakieś 10 dni drogi na północ od beznadzieji i rzut beretem od "Zamarzniesz Na Śmierć". Taki równoleżnik gdzie wszystko równo leży. Z wyjątkiem mojej osady. Która stoi. Od siedmiu pokoleń z resztą, a mimo to wszystkie budynki są nowe. Mamy tu ryby, owce i... malownicze zachody słońca. Jedyny problem to szkodniki. Gdzie indziej są to zwykle myszy. Względnie jakieś robaki. My mamy... SMOKI..

Normali ludzie by się wynieśli, ale nie my! Jesteśmy WIKINGAMI! Bywamy... nieelastyczni.

​​​​​​Mam na imię... Czkawka. Super imię, wiem. Ale mogło być gorzej. Nasi rodzice sądzą, że głupie imiona odstraszają gnomy i trolle. Jakby nie wystarczały nasze nienagannne maniery.

No, ale okey. Nazwali mnie "Czkawka", ponieważ urodziłem się mały, wątły i słaby. Ludzie nie dawali mi żadnych szans na przeżycie. A taka już tradycja wikingów, żeby najsłabsze w stadzie nazywać "Czkawką". Chociaż teraz to imię nie za bardzo do mnie pasuje. No okey, nadal jestem mały i wątły, ale wyrosłem na silnego wojownika. 

No dobra... tyle o mnie. Teraz opowiem wam prawdziwą historię o tym, jak całe moje życie niespodziewanie się zmieniło.

Nasz wódz, mój tata, wysłał mnie, Astrid, Śledzika, bliźniaki Mieczyka i Szpadkę oraz Sączysmarka na Smocze Szkolenie. Krótko: uczyliśmy się zabijać smoki.

Szybko je ukończyliśmy i wreszcie mogliśmy walczyć ze smokami w prawdziwych atakach.

Pewnej nocy, podczas ataku smoków, stała się rzecz niesłychana. Do stada dołączyła Nocna Furia. Nieprawy pomiot piorunów i samej, samiusienkiej śmierci. W pewnym momencie postanowiłem złapać i zabić potwora, chociaż wszyscy krzyczeli, żeby się chować.

Ledwo co chwyciłem za linę, Furia złapała mnie w swoje szpony i odleciała z wyspy. Mocno mnie uderzyła, a ja zemdlałem. Ostatnie co widziałem to zmartwione twarze mojego taty i mojej ukochanej Astrid.

Obudziłem się nadal w szponach potwora. Byliśmy już daleko od Berk. Ale co jakiś czas pojawiała się jakaś zamieszkana przez ludzi wyspa. Krzyczałem, wołałem o pomoc, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Lecieliśmy i nigdzie nie lądowaliśmy. Z czasem byłem coraz bardziej głodny, z czym idzie wychudzony, byłem spragniony i coraz bardziej zmęczony. Powoli zaczynałem tracić siły na te nawoływania. Aż w końcu umilkłem i już się nie odezwałem ani razu. Już nie miałem takiej chcęci do zabijania smoków jak kiedyś. Jedyne czego chciałem to odpocząć, coś zjeść, napić się, wrócić do domu. Do taty. Do Astrid. Do domu.

Nagle rozpętała się straszna, długa burza. Pioruny błyskały, błyskawice grzmiały i deszcz padał niemiłosiernie. Zrobiło się strasznie zimno, trzęsłem się i czułem, że za moment zamarznę na śmierć. To był mój pierwszy raz w życiu, kiedy poczułem, że się naprawdę boję. Myślałem, że gorzej być nie może. 

Teraz tylko czekać, aż potwór wrzuci mnie do morza, albo mnie zje. Ale nic takiego się nie stało.

Smok wleciał do jaskini na jakiejś znowu zamieszkanej wyspie i delikatnie położył mnie przy ścianie, po czym wyleciał. A ja leżałem bez ruchu i myślałem, że teraz na pewno umrę. 

Lecz po chwili smok wrócił, trzymając w pysku gałęzie i ryby. Położył je blisko mnie, po czym zapalił patyki i delikatnie podsmażył kilka ryb. Surowe odsunął w stronę przeciwną do mnie, a te usmażone podsunął mi pod rękę. Po czym położył się obok mnie, łapą delikatnie pogłaskał mnie po głowie i wziął się za pałaszowanie swojej porcji ryb. A ja nadal leżałem bez ruchu i tylko patrzyłem się na niego z niemą prośbą, żeby nie robił mi krzywdy i żeby zabrał mnie do domu.

Smok widząc mnie delikatnie skulonego i mocno wystraszonego i zmarzniętego, widząc, że nawet jednej rybki nie tknąłem, widząc moje spojrzenie, tylko się do mnie jeszcze bardziej przybliżył, przykrył mnie swoim skrzydłem i znowu zaczął mnie delikatnie głaskać po głowie. Łeb położył na ziemii i powoli zasypiał. A ja poczułem, że on nie chce mi zrobić krzywdy, że chce się zaprzyjaźnić, że z nim jestem bezpieczny. 

Nagle zrobiło mi się cieplej, już się nie trzęsłem, troszkę się wyprostowałem i zacząłem jeść jedną z moich ryb. Smok chyba poczuł, że się poruszam, bo szybko otwierając oczy, podniósł łeb i spojrzał na mnie. Widząc, że tylko jem, delikatnie szturchnął mnie swoim łebkiem, uśmiechnął się i spowrotem położył głowę na ziemii i zasnął. I tak się zaczęła moja przygoda.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.