FANDOM


Cześć to mój pierwszy blog i mam nadzieje że się wam spodoba. Od razy przepraszam za błędy orto jeśli się pojawią .

Kilka informacji na początek:

- Akcja zaczyna się podczas ataku smoków

- Stoik nie uczestniczy walce bo jest ranny

- Czkawka ma na początku 4 miesiące

- Walka dobrze gotuje


1.Wszystko nie tak

  Perspektywa Valki
 To nie ma sensu.​ Wikingowie i tak nie zobaczą w nich tego, co ja. Na Berk każdy myśli, że smoki to okrutne bestie, tylko nie ja. Uważam, że smoki są inteligentne i potrafią zbliżyć do siebie ludzi, a nie tylko zabijać. Lecz każdy się do mnie już uprzedził. Po co słuchać stukniętej baby, jak można ja ignorować?
  Uratowałam przed niechybną śmiercią już 4 smoki, lecz w pułapce jest co najmniej dwanaście. Wtem usłyszałam huk i zobaczyłam rozwalony dach naszego domu. Po ostatnim ataku mój mąż, Stoik odniósł poważne obrażenia i leżał w domu z synem. Pobiegłam szybko do domu i chwyciłam miecz ze ściany. Ruszyłam pędem na górę. W kącie pokoju leżał nieprzytomny wódz, a smok stał nad kołyską. Gad miał pancerną skórę, więc mój cios jedynie by go rozzłościł. Zaczęłam skradać się powoli do męża, żeby sprawdzić czy żyje. Stoik na szczęście żył, więc podeszłam cicho do kołyski, mając na celu ogłuszenie smoka i szybkie zabranie dziecka. Zwierzę jednak zobaczyło mnie i odskoczyło od kołyski, a ja szybko porwałam Czkawkę w ramiona. Chciałam podbiec do męża, lecz zauważyłam, że zniknął razem ze smokiem. Rozglądając się po niebie, zauważyłam tego smoka z wodzem w szponach.

- Stoik! - krzyczałam choć wiedziałam, że to na nic.

  Perspektywa Stoika
Obudziłem się w dziwnej jaskini z dość dużym wejściem. Ostatnią rzeczą jaką pamiętałem, był rozwalony dach i ogromny smok przy moim synu. Potem chyba zemdlałem. Leżałem na małym zbiorowisku liści, a obok mnie stał duży stos surowych ryb. Próbowałem wstać, lecz ból był nie do zniesienia, nawet dla wikinga. Nie zauważyłem nawet, kiedy zasnąłem.  
  Gdy już na dobre się obudziłem, do groty wpadało jaskrawe światło dnia. Ból trochę zelżał i mogłem usiąść w pionie. Zobaczyłem w świetle dnia nowe szczegóły jaskini. Była w połowie pokryta lodem, a druga część była tylko solidną skała. W kącie stał mały suchy pień, idealny na ognisko. Kolejna próba wstania nie była taką porażką jak pierwsza. Opierając się o chropowatą ścianę podszedłem do pieńka i z łatwością go wyrwałem . Musiał być stary. Wróciłem do posłania i usiadłem. Pień nie był całkowicie pusty w środku więc będzie dłużej się palił. Chwyciłem dwa kamienie i zacząłem próbować skrzesać iskrę. Lepszy byłby krzemień, ale go nie zauważyłem. Po jakichś 5 minutach piekły się 2 ryby na raz.
  Zacząłem myśleć o Berk. Jakie są szkody po ostatnim ataku, czy mój syn z Valką żyją, czy mnie szukają. Na razie te pytania zostaną bez odpowiedzi.
  Perspektywa Valki
 Gdy odleciały już ostatnie smoki, każdy wypytywał się o wodza. Pierwszy był Pyskacz. Gdy mu opowiedziałam co się stało, poprosiłam go, by to on odpowiadał na wszelkie pytania. Ja nie miałam na to siły. Usiadłam na schodach do twierdzy kołysząc syna na kolanach.

- Przykro mi - usłyszałam i podniosłam głowę by zobaczyć kto mówi. Była to Diana Hofferson. - To moja wina gdybym, najpierw poszła po pomoc Stoik na pewno by tu był - odpowiedziałam z żalem, łkając. - Gdybyś najpierw poszła po pomoc Czkawka mógłby być już w Walhalli. Nie miałaś szans uratować obydwu.-mówiła chcąc mnie pocieszyć. - Może masz rację,ale skąd możesz widzieć - nie dawałam za wygraną. - Wiesz przecież że smoki to okrutne bestie, nie można im niczego darować. Możesz się do mnie wprowadzić z Czkawką na czas odbudowy domu. Mamy dodatkowy pokój - zaproponowała. - Dziękuję, poczekam aż ludzie rozejdą się do domów i pójdę po rzeczy - odparłam. - To ja przygotuję w tym czasie pokój - powiedziała odchodząc.

  Musiałam poczekać godzinę, by wejść do domu. Jakimś cudem kołyska była cała i odłożyłam tam syna. Poszłam szukać torby. W tym bałaganie było to trudne, lecz znalazłam ją pod zniszczonym łóżkiem. Z niemałym kłopotem podeszłam do szafki i zaczęłam się pakować. Czkawka był w tym czasie spokojny, więc robiłam to dość szybko. Gdy się spakowałam wzięłam syna na ręce i poszłam do domu Hoffersonów. Otworzył mi Horacy.

-Witaj Valko, wejdź - powiedział otwierając szerzej drzwi. - Słyszałem co się stało i przyjmij moje wyrazy współczucia. - Dziękuję i mam nadzieję, że nie będę sprawiała wam kłopotów - powiedziałam. - Och nonsens, trzeba sobie pomagać. Pokój jest na piętrze, drugi po lewej - wytłumaczył mi. - Wziąć od ciebie tę walizkę? -Jakbyś mógł, to tak.

  Zaprowadził mnie do pokoju i zostawił samą. Pokój był średniej wielkości, z oknem wielkości nastoletniego wikinga. Koło łóżka stała kołyska koloru morskiego. Łóżko było tak jak, każde jasnobrązowe. Było też tutaj biurko i szafa. Odłożyłam Czkawkę do kołyski i usiadłam na łóżku, myśląc co dalej.

= 2.Nowe życie, nowy początek

  Perspektywa Stoika
  Podsycałem ogień liśćmi z posłania.Nie wiem ile spałem, ale byłem naprawdę głodny. Zniknęła jedna czwarta stosu ryb. Nie czułem prawie bólu, więc postanowiłem wyjść z jaskini i zobaczyć, gdzie ja właściwie jestem. Przy wejściu do jaskini rosła bujna, trawa i krzaczki. Było bardzo cicho, co trochę mnie niepokoiło.

  Widok zapierał dech w piersiach. Ściany były zrobione z lodu a jednak w środku nie było zimno . Wnętrze tworzyły różne formacje skalne, które też były porośnięte zielenią. Z ścian woda leciała kaskadami do wielkiego i głębokiego jeziora .

  Nagle całe pomieszczenie wypełniły dźwięki skrzeków i świstów. Z jednego wylotu wleciała masa smoków różnych ras i maści. Jak najszybciej wróciłem do kryjówki modląc się do Thora by te bestie mnie nie znalazły.
  Perspektywa Valki

Dziś miał się odbyć pogrzeb Stoika, choć ja wierzyłam, że on żyje. Poczułabym jakąś zmianę, że mój mąż odszedł do Walhalli. Nie miałam na to dowodów, więc z nikim się tym przypuszczeniem nie dzieliłam. Poprosiłam Pyskacza, by to on wymówił mowę pożegnalną. Mam wrażenie, że za dużo od niego wymagam. Był to jego najlepszy przyjaciel z czasów dzieciństwa.   Przez całą ceremonię, byłam nieobecna. Jedyne co pamiętam to moment jak wystrzeliłam strzałę na pusty statek z małą urną z listami. Diana w tym czasie trzymała Czkawkę na rękach. Po wszystkim odebrałam syna i poszłam do domu.   Według prawa to jestem teraz odpowiedzialna za wioskę. Jutro wszyscy wrócą do swoich obowiązków, a ja nie wiem czy mnie też to się uda. Mogłabym poprosić starszyznę (nie wiem czy takie zgromadzenie tam było ale u mnie jest) o więcej czasu, ale musiałam wziąć się w garść. Mieszkańcom Berk był potrzebny mądry i stanowczy wódz, a ja chciałabym sprostać temu zadaniu. Horacy zgodził się przez kilka następnych dni pomagać w zarządzaniu osadą.   Wstałam z pierwszymi promieniami słońca. Czkawka jeszcze spał, a na biurku była mała instrukcja dla Diany. Zgodziła się zajmować moim synem przez dzień kiedy ja będę zajęta wioską. Wieczorem po robocie ja będę się zajmować Czkawką.

 Poszłam zrobić śniadanie dla mnie i państwa Hofferson. Kończyłam jeść posiłek, kiedy Horacy zszedł na dół ospały.

- Dzień dobry - powiedziałam. On podskoczył jak oparzony. - Na Odyna nie strasz tak kobieto. A poza tym dzień dobry - zreflektował się po chwili. - Czemu tak wcześnie wstałaś. - Wolałam wstać wcześnie i zrobić śniadanie. Jajecznica na bekonie z dzika, oraz mały napar pobudzający - powiedziałam, kładąc jedzenie na stole. - Pachnie wyśmienicie. A z czego jest ten napar? - spytał podejrzliwie. - Gothi przygotowała kiedyś dla mnie cała buteleczkę tego napoju, ponieważ moja matka nie mogła mnie czasem rano dobudzić, jak byłam młodsza - odpowiedziałam. - I to jest z tej buteleczki? Nie zepsuło się z czasem? - nie dawał za wygraną. - Gotho napisała, że im starszy tym lepiej działa. I wystarczy dodać tylko trzy krople do zagotowanej wody - wyjaśniłam a Horacy skończył jeść. - Naprawdę dobre. To co idziemy zacząć nową pracę? - zapytał z entuzjazmem. Chyba dodałam za dużo naparu do wody. - Nie ma powodu by zwlekać - odparłam bez pewności siebie. Lecz zebrałam się w sobie i pomyślałam, że muszę być silna jak Stoik, gdziekolwiek jest. Ruszyłam do drzwi z wybranym celem.

  Perspektywa Stoika
 Siedzę w tym leżu z dwa dni jak nic. Smoki jakoś omijają moje schronienie, ale nie sądzę by było to na długo. Dwa razy dzienne wylatują z lodowej fortecy i zostają tylko pisklęta. One nie zwracają uwagi jak koło nich przebiegam.

  Podczas nieobecności dorosłych smoków zbieram jak najwięcej liści i patyków na ognisko. Przy okazji niektóre liście są dobre do robienia lin, a z lin można robić sieci. Zapasów mi zostało nie za dużo, ale jak będę jeść minimalne porcje może wystarczy na kolejne dwa dni. Niektóre krzaki wyrywam z korzeniami, by zasłonić jak najmocniej wylot schronienia. Jak wracają, wybieram te specjalne liście i splatam je w liny. Trochę ich już mam, ale to wciąż za mało na nawet mała sieć rybacką. Jak zapada noc ciągle myślę o Berk. Teraz obowiązki wodza spadły na Valkę, a ona nie ma bladego pojęcia na temat wodzowania. Gdy tak myślałem intensywnie o domu nie zauważałem nawet kiedy zasypiałem.   Kiedy się obudziłem w mojej jaskini bawiły się młode smoki.Chciałem je odruchowo walnąć, ale nie mogłem. Gdy na nie patrzyłem, widziałem Czkawkę. Zacząłem  delikatnie popychać je w kierunku   wyjścia. Dorosłe smoki jeszcze nie odleciały, więc musiałem uważać. Pisklaki pobiegły szybko na drugi koniec półki skalnej. Smoki je ignorowały, ale jeden spojrzał w moją stronę. Myślałem, że do mnie podleci i zaatakuje, lecz on odwrócił się i odszedł w inne miejsce. Poczekałem jeszcze chwilę w grocie i usłyszałem świsty i skrzeki. Dopiero jak dźwięki ucichły, wyszłem z jaskini i zacząłem zbierać liście i krzaki. Lecz jeden smok nie poleciał z resztą. Z ukrycia obserwował mnie, a ja tego nie zauważyłem.

   Perspektywa Valki

  Jakoś przeżyłam ten pierwszy dzień. Wiedziałam, że mieszkańcy nie chcą mnie przemęczać, ale ja chciałam rozwiązywać najmniejsze błahostki, by nie rozmyślać o Stoiku. Z tego co słyszałam od Pyskacza, mój mąż załatwiaj większość spraw siłą. Ja chciałam zmienić trochę jego metodę. Horacy mówił mi co mam robić i wtrącał się kiedy sprawa wymykała się spod kontroli. Jest teraz środek wiosny, więc miałam mało do zrobienia. Phlegma narzekała, że Johan spóźnia się z dostawą nasion a  Sven [u mnie Sven mówi ]skarżył się na Pleśniaka, że za głośno gadał w swoim domu. Było tego dużo więcej, ale te dwie sprawy przełożyłam na jutro.

  Wracając do domu Hoffersonów czułam się jak ołowiany worek. A jeszcze muszę się chwile zająć Czkawką.Gdy weszłam w mieszkaniu unosił się przyjemny zapach jedzenia. Horacy miał jeszcze jakąś sprawę u Pyskacza załatwić, więc wróci później. Na stole leżała kartka.

    " Wyszłam z Czkawką na mały spacer po wiosce. Odgrzej sobie zupę i odpocznij.  Diana"

  Rozpaliłam w piecu i czekałam, aż zupa się ogrzeję. Siedziałam jakieś 10 minut dopóki nie stwierdziłam,że można zjeść już obiad. Diana zrobiła barszcz, jedną z moich ulubionych zup. Ledwo skończyłam jeść, a w drzwiach już stała Diana z śpiącym Czkawką. - O już wróciłaś.- powiedziała zdziwionym głosem. Położyła Czkawkę do drugiej kołyski, przyniesionej z mojego domu. -Jak tam pierwszy dzień nowego wodza? - Czuję się wypruta z energii.-odpowiedziałam z wyrzutem- Dlaczego Pleśniak miałby się skarżyć na dzieci biegające mu pod nosem. To tylko dzieci. - Kochana, to jest Pleśniak tego nie zrozumiesz.- powiedziała żartobliwie- A tak właściwie, gdzie jest Horacy? - U Pyskacza.-odpowiedziałam krótko- Mówił, że ma jakąś u niego sprawę i przyjdzie później. - Nie powiedział tobie przypadkiem, jaką sprawę ma do załatwienia?- spytała się podejrzliwie. - Nic mi nie mówił dlaczego.- powiedziałam. Na jej twarzy było widać rozczarowanie.-Co porabialiście dziś z Czkawką? - Obudził się dziś tak około 10 i dałam mu mleko jaka. Potem położyłam go na dywanie i zaczęłam przygotowywać warzywa na obiad. Nie robił niczego konkretnego, tylko rozglądał się po pokoju. Położyłam go do kołyski o 12 i spał tak pół godziny.- powiedziała lekko zmartwionym głosem- Trochę mało jak na takiego malca, więc wzięłam go na mały spacer. Gdy mijaliśmy Kruczę Urwisko, malca tak zaintrygowała polana, że wymusił płaczem bym go położyła na trawie. Nie zauważyłam nawet kiedy zasnął. Wzięłam go na barana i poszłam do domu. - Normalnie dłużej śpi podczas pierwszej drzemki.- odparłam- A która to właściwie godzina? - Chyba 17 30. Wracałam z nim z Kruczego Urwiska z godzinę.- rzekła- - Nie spał 4 godziny! Diana, on prześpi mi całą noc i zbudzi się z samego rana.- powiedziałam oburzona. - Nie denerwuj się tak, bo go obudzisz.- uspokajała mnie- Jesteś teraz zmęczona lepiej pójdź się połóż. - Nich Ci będzie.

  Perspektywa Stoika
 Poczułem na karku ciepły podmuch powietrza. Powoli odwróciłem głowę i ujrzałem wielki czerwono-zielony łeb pancernego smoka. Odskoczyłem od niego jak oparzony. Zamknąłem oczy czekając na śmierć, lecz się nie doczekałem. Delikatnie otworzyłem powieki. Gad przyglądał mnie się z zaciekawieniem ,ale też z dystansem. W jego oczach nie było widać żądzy mordu i śmierci, tylko ciekawość i ostrożność. Stał w gotowości do obrony ewentualnego odlotu, lecz niebezpiecznie blisko mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić, ale serce podpowiadał mi, bym zaufał temu smokowi.
 Smok pochwycił mnie nagle w szpony i zaczął lecieć w kierunku wyjścia. Skorciłem w duchu za swą litość do tej bestii i zacząłem ponownie modlić się do bogów o pomoc. Smok wyleciał na otwarty teren. Widok był piękny. Gdzie  spojrzę tam zamarznięty ocean i lodowce pokryte białym puchem. Gdzie nigdzie wielkie szczeliny na zamarzniętym morzu. Na niebie było niewiele chmur, więc się zdziwiłem, że na lodowcach jest śnieg.
 Gad leciał chyba na północ od leża w stronę wielkiej chmary smoków. Zataczały one koła nad oceanem i w ten z wody wynurzył się gigantyczny smok. Nigdy takiego nie widziałem na oczy. Miał olbrzymie kły i małe oczy, do tego od głowy odchodziły wydłużone płyty, przypominające kolce. Wypluł z paszczy z 5 ławic ryb i zanurzył się z powrotem w wodne odmęty. Wszystkie smoki wraz z porywaczem zaczęły śmigać i łapać ryby, mnie udało się złapać 3 ryby. Po tak zwanym "śniadaniu", gromada zwróciła się w stronę leża. Podczas lotu uświadomiłem sobie, że całe moje życie było kłamstwem. Nie wiem czemu smoki zabierają żywność z Berk skoro mają take posiłki.
 Nie zauważyłem nawet, kiedy wylądowaliśmy. Smoki widziały mnie i ignorowały. Ten pancerny leżał niedaleko mnie i uważnie oglądał co robię. Podszedłem do niego i się położyłem. Może warto zostać tu na dłużej


  == 3 Wielkie zmiany ==
   Perspektywa Valki 
  Miesiąc później
 Ten miesiąc był chyba najgorszy za wszystkich. Mimo że to jest końcówka wiosny to czuje się jakbym przygotowywała osadę na zimę. Mnóstwo zażaleń od mieszkańców, masa wydarzeń i wiele razy musiałam interweniować. Jednym z najdziwniejszych wydarzeń była mała łódka z małym dzieckiem na pokładzie i nikim więcej. Był tylko krótki list.
       " Proszę zaopiekujcie się moja córką gdziekolwiek dopłynie. Ja nie mogłam dłużej, to była dla niej największa szansa. Ma na imię Astrid. Na pokład umieściłam też rodzinny symbol przekazywany z pokolenia na pokolenie.  "
 Na pokładzie znaleźliśmy  małą szkatułkę z tym symbolem. Nie otwarliśmy jej. Damy ją dziewczynie na 15 urodziny. Diana z Horacym zgodzili się nią zaopiekować, ponieważ od dawna chcieli mieć dzieci, lecz nie mogli ich mieć. Małą zanieśliśmy w pierwszej kolejności do Goti. Nie wiemy ile ona była na pokładzie. Na oko wyglądał na sześć, siedem miesięcy. Była opatulona niebieskim wełnianym kocykiem , miała na sobie wełniane rzeczy i dziergane buciki. Gęste i długie jak na tą małą blond włosy, nakryte były  czapeczką.
 Zastanawiało mnie, dlaczego jej matka nie mogła popłynąć z nią. Sam statek był w fatalnym stanie. Drewno było zgnite i ledwo trzymało się razem. Burty były pokryte skorupiakami i licznymi dziurami. Pod pokładem było trochę lepiej. Wszędzie było siano hamujące zimno i wiatr. Tam znaleźliśmy kołyskę z dzieckiem i listem. Goti napisała, że Astrid jest silnym dzieckiem i jest tylko trochę wychłodzona. Musiała być na statku z 3 dni. Normalne dziecko nie przeżyłoby takiego rejsu. W wiosce gadano o tym z tydzień. Największą zagadką dla wikingów był sam fakt, że smoki jej nie zabiły. Dla mnie to kolejny dowód, iż smoki są dobre. Diana nadal chciała zajmować się Czkawką, twierdząc że jako przyszły wódz musi znać dobrze każdego mieszkańca wioski. Ja nie mogłam już gadać bo wzywały mnie obowiązki, więc się zgodziłam. To jest druga kobieta w wiosce która wychowuje dwójkę dzieci, pierwszą jest Anna Thorston.

  Perspektywa Stoika 
 Chyba jestem najbardziej pokręconym wikingiem z całego świata. Nie dość, że mieszkam wśród smoków od miesiąca to jeszcze je ratuje. Ze skór zmarłych smoków tworzę wytrzymałe ubrania. Stare smoki często odlatują daleko od miejsca zamieszkania by umrzeć w walce lub z wycieczenia. Podczas jednych z takich wypraw poszukiwawczych znalazłem złoże nowej wytrzymałej stali. Okazało się, że Gronkle często przylatują tam by wypluć masę lawy. Gdy ta lawa ostyga tworzy się z niej świetne żelazo. Dużo czasu zajęło mi przenoszenie kamieni do sanktuarium.

Nexty będą dodawane w piątek, soboty i niedziele

  I wbijajcie również na tego bloga http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:1234567890ja/%C5%BBycie_Je%C5%BAd%C5%BAczyni_Smokahttp://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.