FANDOM


Hejka! Jest to moje pierwsze opowiadanie, które zamieszczam na tej wiki, więc proszę was o wyrozumiałość. Jeśli będziecie mieć jakiekolwiek uwagi, piszcie w komentarzach. Jestem na nie bardzo otwarty ;) Dodam tylko jeden mały spojler: Opowiadanie może czasem odbiegać od realiów z jak wytresować smoka :) A no i początek będzie pisany w pierwszej osobie, ale tylko początek.


POCZĄTEK:

Kiedyś, bardzo dawno temu, po tym świecie chodził niepokonany smoczy jeździec, przez niektórych zwany był nawet pod innym imieniem - smoczym mścicielem. Nie był zwany tak bez powodu. Tropił on łowców smoków i uwalniał smoki. Swego czasu siał on postrach w ich szeregach. Każdy łowca słysząc "Smoczy jeździec" dostawał gęsiej skórki. Dodatkowym powodem strachu przed nim było to, że latał on na najgroźniejszym gadzie, jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi. Był on jeźdzcem Nocnej Furii. Jednak nic co dobre nie trwa wiecznie. W końcu znalazł się łowca, który miał dość odwagi by stanąć z mścicielem i jego bestią oko w oko. Wykorzystał on wtedy fakt, iż jeździec był już zmęczony ciągłą walką i podstarzały, jednak mimo to walka z nim sprawiła mu problem. Po wielu wymianach ciosów, smoczy jeździec poległ, a łowca zrzucił jego ciało w przepaść. 

Po tej porażce żaden smok nie był już bezpieczny. Zwłaszcza jeden gatunek. Obawiając się powrotu mściciela, łowcy zapolowali na Nocne Furie, diametralnie zmniejszając liczebność tegoż gatunku. Po wybiciu ostatniej nocnej furii, łowcy zamierzali wymordować pozostałe smoki. Jednak dlaczego ja wam o tym opowiadam? Otóż historia lubi się powtarzać i w niedalekiej przyszłości na świat znów przyjdzie kolejny smoczy jeździec, który będzie siał postrach wśród łowców smoków, na swej Nocnej Furii. 


Rozdział 1:

Wysoki brunet leżał na swoim niewygodnym łóżku. Miał on nieco zadziorne spojrzenie i szmaragdowe oczy. Miał on piętnaście lat i był synem wodza wyspy - Stoika. Brunet miał na imię Czkawka i daleko mu było do swego ojca. Chłopak miał charyzmę i nawet potrafił posługiwać się bronią, jednak było to za mało dla jego ojca, który chciał idealnego syna. Czkawce często to przeszkadzało i przez to często chodził krętymi ścieżkami, by zrobić ojcu na złość. Mieszkał on na wyspie Berk. Od ponad trzystu lat wyspę tą niemal co noc nawiedzają smoki, przez co wikingowie muszą je zabijać. Czkawka jednak był inny. Gdy wszyscy dostrzegali w gadach zagrożenie, on potrafił dostrzec w nic coś innego...piękno. Wiedział, że smoki to niezwykle majestatyczne stworzenia. Na codzień brunet pomagał w kuźni przyjaciela jego ojca - Pyskacza. Pyskacz jako jeden z niewielu dogadywał się z Czkawką. 

Chłopak w końcu wstał z łóżka i wyszedł z domu. Był już wieczór, a on szedł w stronę polany, na której miało się odbyć ognisko, które organizował właśnie Pyskacz. Mieli się na nim zjawić także Astrid, Sączysmark, Śledzik i Mieczyk oraz Szpadka, którzy byli bliźniakami. Wszyscy nie przepadali za Czkawką, natomiast on się tym nie przejmował. 

Gdy ognisko już przygasało, Pyskacz zaczął opowiadać hisotrię.

-A opowiadałem wam hisotrię o smoczym jeźdzcu?- zapytał mężczyzna.

-Nie.-odpowiedział Śledzik, który był chyba zaciekawiony.

-No to posłuchajcie.-zaczął przyjaciel Stoika.- Dawno temu żył pewien człowiek, zwany smoczym jeźdzcem. Był on niezwykle potężny, a latał na nocnej furii. Nikt nie wie jakim cudem udało mu się opanować takie bydle, jednak to pokazywało, jakim niebezpiecznym człowiekiem był. Siał on postrach wśród łowców smoków, których tropił i mordował bez żadnej litości. Nikt nie śmiał wyzwać go na pojedynek, aż do pewnego czasu. Pewnego dnia dorwał go jeden z łowców i zaatakował. Po wyczerpującej walce, smoczy jeździec został pokonany i zabity, a jego ciało zrzucone w przepaść. Wszystkie nocne furie wytępiono w nadzieji, że żaden smoczy jeździec już nie powróci. Od tamtej pory minęło z sto lat, więc chyba zadziałało.-powiedział Pyskacz.

...

Około północy ognisko zupełnie już wygasło i wszyscy ruszyli w swoją stronę. Czkawka przez całą drogę do domu rozmyślał nad opowieścią Pyskacza. Chłopaka zastanawiało to, że ktoś zdołał oswoić smoka i to takiego, jak Nocna Furia. Najgroźniejszy smok znany wikingom. Mimo że uważany był za wymarły gatunek, wciąż potrafił siać postrach. Nagle Czkawka zauważył latające kształty na niebie, które przysłaniały gwiazdy. Był to atak smoków. Po wiosce krzątali się już wikingowie, którzy biegli co sił do zbrojowni, by wziąć z tamtąd broń. Czkawka pobiegł jak najszybciej do kuźni Pyskacza. Gdy tylko dobiegł do celu, zobaczył mężczyznę naprawiającego miecze dla wikingów.

-Myślałem, że cię dopadły!-zawołał Pyskacz.

-Mnie? No coś ty, nie dałyby rady przecież.- odparł Czkawka.

-Śmiem wątpić. Dobra bierz się do roboty, młody.- rzekł Pyskacz, po czym dał brunetowi kilka mieczy i toporów do naprawienia. Czkawka był bardzo dobry, jeśli chodzi o kowalstwo. Czasem przyjaciel jego ojca myślał, by dać swoją kuźnię właśnie Czkawce, gdy Pyskacz przejdzie na emeryturę. 

Nagle na niebie rozległ się charakterystyczny świst i niebo przecięła kula plazmy, lecąca w stronę jednej z wież ostrzegawczych. 

-NOCNA FURIA!- krzyknął ktoś z tłumu. W Czkawce coś się odezwało. Postanowił zapolować na tego smoka. Oczywiście Pyskacz nigdy by go nie puścił na pewną śmierć, dlatego też chłopak musiał się wykazać niezłą pomysłowością.

-Pyskacz, muszę zabić tego smoka.- powiedział beztrosko Czkawka.

-Czy ci Thor rozum odebrał?!- krzyknął kowal.

-To moja jedyna szansa na zdobycie szacunku. Zrozum.

-Rozumiem aż za dobrze, Czkawka. Nie pójdziesz na pewną śmierć. Zostaniesz tutaj i naostrzysz bronie. Ja idę pomóc w wiosce.- oznajmił Pyskacz po czym wybiegł z okrzykiem bojowym, by pomóc walczącym wikingom. Tymczasem brunet spojrzał w stronę swojej wyrzutni sieci. To moja jedyna okazja, pomyślał. Gdy nikt go nie widział, wybiegł z wyrzutnią, na najbliższe wzgórze, wycelował i...czekał. Czekał, aż nadarzy się okazja, by się wreszcie wykazać. Nagle chłopak znów usłyszał świst Nocnej Furii, a gdy tylko zobaczył jej zarys na niebie, strzelił. Gad wydał okrzyk bólu, po czy spadł bezwładnie do lasu. 

Czkawka był przepełniony radością. Nawet nie brał ze sobą swojej wyrzutni sieci. Poprostu pobiegł jak najszybciej do wioski, by podzielić się nowinami z swoim ojcem. Gdy dobiegł do twierdzy, wszystkie nie schwytanie smoki odleciały pozostawiając swoich braci w sieciach. Wiele z tych smoków nie przeżyje, a te które przetrwają...skończą na arenie. Czkawka czym prędzej podbiegł do Stoika, który sprawdzał stan wioski.

-Tato! Musimy pogadać!- wołał chłopak.

-Nie teraz, Czkawka. Jestem zajęty.- odpowiedział oschle wódz wioski. 

-To ważne!

-No to proszę bardzo, mów.

-Zestrzeliłem Nocną Furię!- zawołał Czkawka, po czym wszyscy wikingowie, którzy go słyszeli, parsknęli śmiechem. Nikt nie wierzył, że takiej fajtłapie udało się zestrzelić tak groźnego smoka. 

-Zjeżdżaj młody i nie marnuj mojego czasu!- warknął Stoik. 

-Jak sobie chcesz...- odpowiedział smutno Czkawka, po czym powlekł się do domu. Gdy przechodził obok bandy Sączysmarka wszyscy się z niego śmiali, oprócz jednej osoby. Astrid stała w milczeniu i przyglądała się całej tej sytuacji. Było jej szkoda Czkawki. Sama nie chciałaby znaleźć się w jego skórze. 

Tymczasem Czkawka leżał w swoim łóżku i myślał. Bolało go to, że nikt nie chciał mu uwierzyć. Zamierzał on jutro z samego rana odnaleźć zestrzelonego smoka i własnoręcznie zabić, by wikingowie uwierzyli w jego słowa. Nagle do pokoju bruneta wszedł Stoik.

-Czkawka, musimy sobie coś wyjaśnić, chłopcze.- zaczął wódz.

-O co chodzi?- zapytał Czkawka.

-Postanowiłem, że od jutra pójdziesz na smocze szkolenie. Dziękuj za to Pyskaczowi, który mnie do tego namawiał od dłuższego czasu. 

-Jasne.

Czkawka nie zamierzał chodzić na smocze szkolenie. Nie chciał on robić tego, co chce jego ojciec. Chciał mu się w końcu postawić. No i chodzi tam też Sączysmark. Jednak wiedział on, że nie ma wyboru. Jutro z samego rana musiał pójść na to szkolenie, cokolwiek by go tam nie czekało. Długo nad tym rozważał i w końcu poszedł spać z tą myślą.

Następnego dnia, Czkawka zamierzał najpierw odszukać Nocną Furię. Wziął tylko swój notes, gdzie wyrysował mapę prawdopodobnego miejsca upadku smoka i swój podręczny nóż. 

Błądził po lesie już od godziny i nie mógł znaleźć Nocnej Furii, aż nagle zobaczył połamane drzewo. To było dla niego wskazówką. Na ziemi odnalazł ślady, prowadzące w dół, gdzie leżała Nocna Furia. Czkawka był zdeterminowany. Podbiegł do smoka i wyciągnął swój nóż. Zamierzał go zabić. Jednak gdy tylko podszedł bliżej, zobaczył, że smok jest przytomny. Wpatrywal się w niego swoimi wielkimi, zielonymi oczami, oczekując na śmierć. Czkawka widząc w oczach smoka strach, miał wątpliwości. Próbował się przełamać, jednak nie mógł. 

-Co ja zrobiłem?- zapytał sam siebie.Postanowił wykonać odważny krok. Rozciął liny, wiążące Nocną Furię, by ta mogła w spokoju odlecieć. Gdy tylko smok poczuł, że jest wolny, stanął na swoje łapy i powalił Czkawkę. Swoimi wąskimi szparkami w oczach wpatrywał się w bezbronnego bruneta. Chłopak mógł już tylko liczyć na łaskę smoka. Ten wysilił się na taki sam gest, jak Czkawka i tylko wydał ostrzegawczy ryk, po czym odszedł. 

Tymczasem na arenie trening trwał w najlepsze. Pyskacz instruował swoich podopiecznych o róznych klasach smoków i o tym jakie to niebezpieczne bestie. Gdy tylko zjawił się Czkawka, przeszedł do niebezpieczniejszych prób. Z jednej z klatek uwolnił Gronkla. Ten był niezwykle rozjuszony i rzucił się od razu na Czkawkę. Ten nawet nie unikał smoka. Przygwożdżony do ściany ciężarem gada, znów czekał na łaskę smoka. Na szczęście w porę interweniował Pyskacz, który zaciągnął smoka z powrotem do swojej klatki.

-Coś ty sobie myślał, Czkawka?!- zawołał kowal, gdy tylko zamknął smoka. Chłopak jednak nic nie odpowiedział tylko wyszedł bez słowa, po czym udał się do domu. Tam rozważał, czy wrócić do Nocnej Furii w lesie, czy nie. W końcu nie wiedział on nawet o tym czy smok tam jeszcze będzie, czy może już odleci. Zamierzał on jednak zaryzykować. 

Wieczorem wziął swój notes i rysik, po czym udał się na poszukiwania smoka. Następnie wyszedł z domu, uprzednio sprawdzając, czy nikt za nim nie idzie. Gdy był pewny, że nikt go nie śledzi, udał się do lasu na poszukiwania. Krążył po nim długie godziny i gdy już myślał, że smok odleciał, od strony Kruczego urwiska rozległ się ryk Nocnej Furii.

...

Jak najszybciej zbiegł do kotliny, gdzie znajdował się smok. Chłopak ukrył się za wysokim kamieniem, skąd obserwował Nocną Furią oraz dokładnie ją narysował w swoim notesie. Zauważył wtedy, że smok nie mógł latać, co spowodowane było brakiem jednej lotki w jego ogonie. Nagle Czkawkę dopadły wyrzuty sumienia, bo to w końcu przez niego Nocna Furia nie mogła odlecieć. Chłopak postanowił zaryzykować i zejść do smoka. Na jego nieszczęście, gad zdołał go zobaczyć. 

-Spokojnie, nic ci nie zrobię.- Czkawka uspokajał smoka, gdy tylko ten szykował się do strzału. Nocna Furia nieco złagodniała, ale ciągle zachowywała ostrożność. Gad podszedł do pobliskiego jeziorka, by z tamtąd złowić rybę, jednak nic z tego nie wyszło. Czkawka postanowił pomóc i złowił dla smoka rybę rękoma. Gdy chciał ją podać smokowi, zauważył, że nie ma on zębów. Jak wielkie było jego zdziwienie gdy okazało się, że gad miał wysuwane zęby. 

Po godzinie siedzenia w kotlinie, Czkawka musiał już wracać do wioski, by żaden wiking nie nabrał podejrzeń. Choć brunet załorzyłby się, że nikt oprócz Pyskacza nie zauważyłby jego zniknięcia. Wróciwszy do wioski od razu poszedł do swojego domu, gdzie jak zwykle nie było Stoika, który zajmował się wioską. Tam Czkawka do późna sporządzał plany nowego ogona dla Nocnej Furii. Skończył późną nocą i od razu skierował się do kuźni by zacząć. Kiedyś często przychodził nocą do kuźni. W końcu to wtedy zrobił swoją wyrzutnię sieci. Szybko napalił w piecu i wziął się do pracy. Na początku zamierzał zrobić stalowy szkielet, na którym zamierzał rozwinąć wytrzymały materiał. Ogon został przez niego skończony dopiero wczesnym rankiem. Musiał szybko posprzątać kuźnię i zabrać protezę ogona, by żaden wiking nie zauważył go niosącego stalowy smoczy ogon. 

Późnym rankiem zaczęło się smocze szkolenie. Jak zwykle, Czkawce poszło najgorzej z całej grupy. W końcu kto nie mógłby się tego nie spodziewać? Byłoby zaskoczeniem gdyby ten chłopak był najlepszy. Po zakończonym treningu, Czkawka poszedł do smoka, by zanieść mu coś do jedzenia. W tym celu wziął z sobą kosz pełen ryb.

...

Całą drogę przeszedł dość szybko, gdyż na miejscu był w mgnieniu oka. Gdy doszedł do Kruczego urwiska, zobaczył Nocną Furię zwisającą na gałęzi drzewa niczym nietoperz. Czkawka niepewnie podszedł do smoka, gdyż wciąż bał się, że ten go zaatakuje. Gad był wyraźnie zaciekawiony zawartością kosza, który przyniósł ze sobą brunet i gdy tylko młody wiking kopnął kosz, by wyleciały z niego ryby, Nocna Furia zeszła z drzewa i zaczęła jeść. Nagle smok zaczął się dziwnie zachowywać. Brunet nie wiedział czym było to spowodowane, aż nagle zobaczył węgorza, który widocznie przestraszył Nocną Furię. Po skończonym posiłku, Czkawka zdecydował się na odwarzny krok. Zamierzał on dotknąć smoka. Powili zbliżał się on do niego z wyciągniętą ręką, jednak gad wyczuł jego intencje, warcząc złowrogo. 

-To nie mogło być takie proste...- powiedział Czkawka. 

Wieczorem brunet musiał wrócić do wioski. W domu już czekał na niego Stoik, który miał mu coś do przekazania. Gdy tylko zobaczył swojego syna, który próbował przekraść się do swojego pokoju, wódz zawołał go.

-Czkawka!- zawołał.

-Tak, tato?- zapytał Czkawka.

-Ostatnio zachowujesz się podejrzanie. Na całe dnie znikasz w lesie, nie pokazujesz się w kuźni. Czy ty masz coś do ukrycia?

-Ja? Czemu miałbym mieć coś do ukrycia? Przecież zachowuję się tak jak zwykle.- plątał się brunet.

-Jutro z samego rana wypływam z wikingami na poszukiwania smoczego gniazda. Postaraj się nie puścić wioski z dymem, chłopcze!- zagroził Stoik.

-Oczywiście.- Odparł Czkawka, po czym udał się do swojego pokoju. Tam wziął się za plany siodła i linki, którą mógłby sterować ogonem Nocnej Furii. W końcu smok sam nie mógł latać.

Następnego dnia, Czkawka jak zwykle udał się najpierw na smocze szkolenie. Tam byli już wszyscy i gdy tylko zjawił się brunet, Pyskacz rozpoczął szkolenie. Dzisiaj ćwiczyli w parach walkę z Zębirogiem. Niestety Czkawce do pary przypadł...Sączysmark, który cały czas się z niego nabijał.

-Lepiej wracaj do domu, Czkawuś. To miejsce dla prawdziwych wikingów!- prowokował go Sączysmark. Czkawka jednak nie odpowiadał, tylko skupiał się na przeżyciu. Tak naprawdę miał w głębokim poważaniu to, co sądził o nim Sączysmark. Brunet ciągle miał jednak asa w rękawie, a był to...węgorz. Chłopak postanowił zaryzykować, bo w końcu wczoraj Nocna Furia przed nim uciekała, to i dlaczego Zębiróg miał się go nie bać? Gdy tylko gaz wydzielany przez jedną z głów smoka opadł, do akcji wkroczył Czkawka zaganiając gada do klatki. Nikt nie mógł się nadziwić, że to Czkawce udało się poskromić smoka. Jakże wielkie było zdziwienie zebranych, gdy chłopak tak poprostu wyszedł z areny. Pyskacz i reszta próbowali za nim pobiec, lecz gdy tylko wyszli z areny, bruneta już nie było.

Późnym wieczorem Czkawka zawitał w kuźni, by tam stworzyć siodło i linkę do ogona. Jednak postanowił zrobić to z czarnego materiału, który zlewałby się z łuskami smoka, dzięki czemu trudnieł byłoby to zauważyć. Pracę udało mu się dość szybko skończyć, dzięki czemu na spokojnie posprzątał kuźnię i ruszył do domu. Zdołał jeszcze nawet pójść spać na dwie godziny. Z samego rana zebrał ogon, siodło oraz kosz pełen ryb na plecy i szybkim krokiem poszedł w stronę Kruczego urwiska. Tam zobaczył smoka.

-Smoku!- zawołał. Nocna Furia skierowała na niego swoje podejżliwe spojrzenie. Czkawka postawił przed nim kosz ryb, który zajął jego uwagę i wziął się za zamocowywanie ogona. Było to nie lada wysiłkiem, by smok nie poczuł na swojej kończynie człowieka, jednak brunetowi się udało. Jednak żeby zamocować siodło, Czkawka musiał oswoić gada. To było dla niego prawdziwym wyzwaniem. Gdy tylko Nocna Furia skończyła swoje śniadanie, chłopak po raz kolejny postanowił zbliżyć się do smoka z wyciągniętą ręką. Smok się trochę wachał, czy zaufać człowiekowi, jednak po dłuższej chwili dał się dotknąć, a co za tym idzie- także oswoić.

-Jakby cię tu nazwać? Może Szczerbatek?- zaproponował Czkawka, na co smok z radością kiwnął głową.- Chcesz znów latać?- brunet znów zapytał, na co Nocna Furia kiwnęła twierdząco głową. Czkawka pokazał siodło smokowi,który je obwąchał. Nie widząc sprzeciwu, Czkawka przystąpił do łączenia siodła z ogonem. Po skończonej pracy, dosiadł smoka. Ten czując ciężar na swoich plecach, wzniósł się w powietrze. Jednak przez brak zrozumienia i doświadczenia Czkawki, wraz z smokiem szybko runęli na ziemię.

Rozdział 2:

Najbliższe dni, Czkawka spędzał w kuźni, na smoczym szkoleniu i trenując latanie wraz z Szczerbatkiem. Dzięki czasie spędzonym z smokiem, na smoczym szkoleniu brunet był najlepszy, co zdziwiło chyba każdego. Nikt nie wiedział, co było przyczyną tak nagłego postępu tego chłopaka, jednak przez to zyskał wiele w oczach wikingów. Jednak zbliżał się koniec szkolenia i najlepszy miał okazję zabicia pierwszego smoka. Kandydatów było dwóch. Astrid i Czkawka. Mimo to to nie najlepsza wojowniczka była faworytem, tylko Czkawka. 

Brunet właśnie kierował się do Szczerbatka, by z nim trochę potrenować, ale nie wiedział, że po drodze śledziła go Astrid. Na miejscu wojowniczka zobaczyła widok, który zmroził krew w jej żyłach. Zobaczyła bowiem jak Czkawka rozmawia z smokiem! I to Nocną Furią! Był to dla niej szok. Jak najszybciej pobiegła do wioski, by o wszystkim poinformować wodza, któy niedawno wrócił z wyprawy. Nie wspomniała jednak, że widziała Czkawkę. Nie wiedziała dlaczego, ale było w nim coś, co ją przyciągało do niego niczym magnes. W Kruczym urwisku smok został uwięziony przez kilkunastu wikingów. Miał być atrakcją na jutrzejszym ostatnim dniu smoczego szkolenia. Wieczorem miał zostać wyłoniony kandydat do zamordowania Nocnej Furii. 

Dwójka kandydatów stała na przeciw siebie. Jedno z nich miało zostać wybrane do zamordowania smoka. Miejscowa szamanka Gothi miała wybrać osobę, która dostąpi tego zaszczytu. Na arenie zapadła cisza. Szamanka długo nie wybierała kandydata, aż w końcu zdecydowała...wybrała Czkawkę. Chłopak starał się udawać radość. Nie cieszył się ze względu na czas spędzony wraz z Szczerbatkiem. Dzięki niemu dostrzegł, że smoki nie są groźne. Niestety nie mógł nic zrobić. 

Następnego dnia, Czkawka poszedł na arenę. Na trybunach już siedzieli prawie wszyscy wikingowie z wioski. Brunet stał przed wrotami do areny. Nie wiedział jeszcze, że będzie walczył przeciwko Szczerbatkowi. Przed walką, podszedł do niego Stoik.

-Synu, jestem z ciebie dumny.-rzekł wódz.

-Dzięki...tato.- odpowiedział Czkawka, po czym wybrał sobie broń, był to nóż, a następnie wszedł na arenę. Tam Stoik wygłosił przemowę, której Czkawka w ogóle nie słuchał. Skupiał się na swoim zadaniu. Nagle klatka się otworzyła, a z niej wyszedł Szczerbatek. W brunecie się zagotowało, widząc spętanego przyjaciela. Ruszył do niego, biegnąc i rozciął krępujące go liny. Na szczęście wikingowie nie zauważyli siodła, co znaczy, że zadziałało. Widzowie byli zdziwieni poczynaniami Czkawki, który nie zamierzał zabić smoka.

-DOŚĆ TEGO!- krzyknął Czkawka.

-Zabij go!- krzyknął ktoś z tłumu.

-Dzisiaj nie zginie żaden smok.- mówiąc to, zasłonił smoka swoim ciałem.

-Co ty wyprawiasz, Czkawka?!- krzyknął Stoik.

-To, co widzisz!

-Złapać go! Natychmiast!- rozkazał wódz. Czkawka wskoczył na siodło Szczerbatka, zaś smok od razu zerwał się w powietrze, zataczając koło w powietrzu. Wszystkiemu wpatrywała się zdezorientowana Astrid, która szybko pobiegła za Czkawką, który nie odleciał jeszcze z wyspy. Domyślała się, dokąd może się kierować, więc pobiegła do kruczego urwiska. Intuicja jej nie okłamała, gdyż Czkawka rzeczywiście tam był.

-Czego chcesz?- zapytał brunet nie odwracając się.

-Co ty robisz?- zapytała Astrid.

-Ratuję przyjaciela.

-Nie musisz uciekać.

-Nie znasz mojego ojca. On zaraz tu przybiegnie i zabije go.- wskazał na smoka.- A mnie wyrzuci z wyspy. Lepiej żebym uciekł.

-Odwrócę ich uwagę.- zaproponowała Astrid.

-Nie ma sensu. Za dużo ryzykujesz. Powiedz, że próbowałaś mnie powstrzymać, ale nie dałaś rady Nocnej Furii. Być może kiedyś wrócę.- powiedział Czkawka, po czym wzbił się na Szczerbatku w powietrze. 

...

Chwilę po tym, jak Czkawka odleciał, w Kruczym urwisku zjawił się Stoik, a z nim dwunastu wikingów z Sączyśłinem na czele. Wódz od razu zauważył Astrid, która wpatrywała się w niebo. Pełen złości, Stoik cisnął swoim toporem o ziemię.

-Próbowałam go powstrzymać, wodzu, ale jego Nocna Furia mnie zaatakowała i ledwo zdołałam uniknąć śmierci.- powiedziała Astrid, jak kazał jej Czkawka.

-Zebrać wszystkich w twierdzy!- rozkazał wódz.

Godzinę później wszyscy wikingowie zebrani w twierdzy czekali na przemowę wodza, który bacznie obserwował wszystkich zebranych. W końcu wstąpił na podest i zaczął przemowę.

-Z pewnością wiecie, że Czkawka uciekł z wyspy na Nocnej Furii.- zaczął Stoik.

-Co zamierzasz z tym zrobić?!- krzyknął któryś z wikingów.

-Jutro wyruszymy z wyprawą i odnajdziemy Czkawkę. Następnie zabijemy jego smoka, zaś jego samego...oskarżymy o zdradę i skażemy na...śmierć.- powiedział Stoik. Na te słowa Astrid zamarła. Pyskacz również się tym bardzo przejął. Gdy tylko Stoik wyszedł z twierdzy, kowal pobiegł za nim.

-Czy tobie rozum odjęło?! Chcesz skazać na śmierć swojego jedynego syna?!- Pyskacz próbował przemówić do rozsądku swojemu przyjacielowi. 

-On nigdy nie był moim synem, Pyskacz. Ja go nigdy nie chciałem. Słaby, wątły...to miał być przyszły wódz Berk?- zapytał Stoik.

-Opanuj się! Valka nigdy by ci tego nie wybaczyła!- krzyknął rozwścieczony Pyskacz.

-Jej tu nie ma! Smoki ją zabiły!- wódz wioski odpowiedział krzykiem. Kowal wiedział, że teraz nie zdoła przemówić do rozsądku Stoikowi, więc poszedł do kuźni. Tam zajął się swoją pracą.

Tymczasem Astrid trenowała w lesie. Cały czas myślała nad słowami wodza. Czkawka nie mógł wrócić, a ona nie wiedziała jak go ostrzec. Przecież musiał być jakiś sposób by się z nim skontaktować.

W tym samym czasie Czkawka leciał na Szczerbatku przed siebie. Obaj szukali jakiejś wyspy, niedaleko domu, by się na niej ukryć. Czemu niedaleko Berk? Chłopak sam nie mógł sobie odpowiedzieć na to pytanie. Poprostu czuł, że musi być w miarę blisko domu, ale nie za blisko, by w razie potrzeby wrócić. Brunet domyślał się, co go będzie czekało po jego powrocie. Wiedział, że Stoik był wybuchowy pod wpływem chwili. 

Lecieli tak przez dłuższy czas, aż nagle znaleźli wyspę idealną. Była ona dość mała, jednak z powietrza udało się dostrzec pozostałości po jakiejść zrujnowanej osadzie. Właśnie tam Czkawka kazał wylądować Szczerbatkowi. Po wylądowaniu zszedł z siodła i rozejrzał się po ruinach wioski. Na jego szczeście, znalazł kuźnię zdatną do pracy i nie uszkodzoną chatę. W środku przeważał zapach stęchlizny. Chłopak zachowując ostrożność, wszedł w głąb chaty, w celu jej przeszukania. Znalazł tam miecz z dziwnie lekkiej stali. Był on niezwykle wytrzymały, bardziej niż miecz z normalnej stali. Oprócz tego, znalazł też sporo skór zwierząt domowych, a także czarny materiał. Postanowił to wszystko wziąć i zrobić z tego strój do latania, bo w normalnych ubraniach szybko marzł na tak dużych wysokościach. 

Rozdział 3:

Od ucieczki Czkawki z Berk minęły trzy miesiące. Dotychczasowe próby odnalezienia bruneta kończyły się niepowodzeniem. Mimo to Stoik się nie poddawał. Zamierzał znaleźć i ukarać swojego syna. Oprócz tego, rózni kupcy dostarczali na Berk niepokojące informacje. Ponoć na południowych wodach, łowcy smoków zostali zaatakowani przez zamaskowanego jeźdzca Nocnej Furii. Wiadomość ta mocno zaniepokoiła wikingów, a najbardziej Stoika, któy domyślała się kto jest nowym smoczym jeźdzcem. 

Tymczasem Czkawka siedział w kuźni na swojej wyspie. Planował on atak na konwój łowców smoków. Jednak to musiało na niego poczekać. Jego priorytetem było odzyskanie swoich notatek z Berk. W tym celu musiał on wrócić tam w przebraniu i skontaktować się z zaufaną osobą. Brunet liczył, że będzie to Astrid, która chciała mu pomóc przy ucieczce. Szybko założył strój wikinga, zamiast swojego stroju do latania i wskoczył na siodło Szczerbatka, który od razu poleciał na Berk. 

-Jak myśłisz mordko, zgodzi się nam pomóc, czy nas wwyda?- zapytał Czkawka. Smok spojrzał się na niego, jakby chciał go podnieść na duchu.-Nie chcę by stała ci się krzywda.- dodał Czkawka.

Po trzech godzinach lotu, wylądowali w Kruczym urwisku. Tam brunet zostawił smoka, a sam poszedł do wioski. Zatrzymał się dopiero pod domem Astrid, na którą czekał. Nagle Czkawce stanęło serce, gdy przeszedł koło niego jego ojciec, który na szczęście go nie poznał. W końcu było o to trudno. Przez te trzy miesiące chłopak dorobił się paru blizn i ściął włosy na krótsze, dzięki czemu zmienił się nie do poznania. W końcu zobaczył Astrid, która wracała z areny. Ona również nie poznała Czkawki.

-Astrid, poczekaj chwilę.- rzekł brunet. Dziewczyna się zatrzymała i zamarła, słysząc głos Czkawki.

-Co ty tu robisz?!- zapytała prawie krzycząc.

-Lepiej nie tutaj. Chcę ci przekazać, byś się ze mną spotkała tego wieczoru w Kruczym urwisku. Pilnie potrzebuję twojej pomocy.- powiedział Czkawka, po czym odszedł. 

Właśnie nastał wieczór. Czkawka czekał na Astrid w nadzieji, że ta go nie wyda wodzowi. Nie chciał ryzykować śmierci Szczerbatka. Nagle zobaczył Astrid. Była sama i nie miała przy sobie nawet broni. Ucieszyło to Czkawkę, któremu kamień spadł z serca.

-Nikt cię nie śledził?- zapytał Czkawka. Zza jego plecy wyszedł Szczerbatek, który do tej pory spał. Chciał on bronić swojego przyjaciela, w razie jakby Astrid go zaatakowała.

-Nikt mnie nie śledził.- odparła blondynka, kierując wzrok na smoka. Patrzyła na niego z strachem oraz podziwem. W końcu była to Nocna Furia.

-To dobrze. Chcę cię prosić o przysługę. Wkradnij się do mojego pokoju i zabierz moje notatki oraz notes. Ja w tym czasie polecę po swój strój i uwolnię smoki. Ale masz czekać na mój sygnał. Gdy usłyszysz świst smoka, wtedy wikingowie będą zajęci walką ze mną, a ty wkradniesz się.

-Za dużo ryzykujesz, Czkawka.

-Dam sobie radę.

-Nic nie rozumiesz. Twój ojciec chce zabić twojego smoka, a ciebie skazać na śmierć.- powiedziała przejęta Astrid.

-Domyślam się. Dam sobie radę, nie takie rzeczy już robiłem.- Czkawka uspokajał Astrid. Czym prędzej wskoczył na siodło smoka i odleciał na swoją wyspę, aby się przebrać. Tam wziął jeszcze swój miecz, który znalazł w chacie i przypiął Szczerbatkowi do siodła. 

-No mordko, gotów znów zaryzykować?- smok odpowieciał wesołym ryknięciem, co oznaczało tak. Razem wzbili się w powietrze i ruszyli na Berk. Tam niedaleko domu wodza czekała Astrid na sygnał Czkawki. Była już dość późna noc, co dodatkowo sprzyjało Czkawce, który był prawie niewidoczny. Nad centrum wioski, Szczerbatek wydał charakterystyczny dźwięk Nocnej Furii, co postawiło na nogi wszystkich wikingów. Przy arenie, Czkawka zeskoczył z siodła Szczerbatka, a następnie wbiegł do areny. Smok pobiegł za nim. Jeszcze przed uwolnieniem smoków, brunet przełączył tryb ogonu smoka na automatyczny, by w razie niebezpieczeństwa Szczerbatek odleciał bez jeźdzca. Smokowi to się nie spodobało, ale dobrze znał Czkawkę i wiedział, że ma plan. 

-Strzel w kraty i uwolnij smoki.- rozkazał Czkawka. Nocna Furia wykonała polecenie i uwolniła wszystkie gady. Dzięki temu, udało się zrobic zamieszanie w wiosce. Jeździec czym prędzej wybiegł z areny, a tam czekało na niego dwudziestu wikingów, z Stoikiem na Czele. Reszta wioski zajmowała się pokonaniem smoków z areny. 

-Leć Szczerbatku!- krzyknął Czkawka, wyciągając swój miecz. Smok bardzo niechętnie, ale wykonał polecenie swojego przyjaciela, tym samym zostawiając go samego.

-A więc jednak wróciłeś.- powiedział powoli Stoik.

-Zostawiłem tutaj parę rzeczy, które są mi niezbędne.- powiedział spokojnie Czkawka.

-Poddaj się, synu.

-Nigdy!- krzyknął brunet po czym rzucił się z krzykiem na wikingów. Wiedział, że nie ma szans. Mimo to walczył do samego końca, aż jakiś wiking nie uderzył go w potylicę. 

Tymczasem Astrid wybiegła z domu wodza i zobaczyła smoka Czawki, który na nią czekał. Ten wskazał na siodło, dając do zrozumienia, żeby wojowniczka na nim poleciała. Ta pomimo lęku zaryzykowała i razem polecieli po wsparcie innych smoków. Astrid wiedziała, że smok Czkawki nie zrobi jej krzywdy.

Czkawka obudził się następnego dnia w lochu. Trafiła mu się najgorsza cela. Było w niej zimno, ciemno i mokro. Pilnowało go dwóch strażników. Brunet liczył, że Szczerbatek przyleci jak najszybciej. Nagle do jego celi wszedł Stoik, który bez słowa postawił go na nogi siłą i związał mu ręce liną.

-Czkawko Haddocku, za swą zdradę zostajesz skazany na karę śmierci. Wyrok zostanie wykonany poprzez zepchnięcie cię z klifu na skały.- oznajmił Stoik, ciągnąc go za sobą na klif, z którego miał skoczyć. Czas dłużył mu się niemiłosiernie. Zaczynał tracić nadzieję, gdy już dochodził do klifu. Mimo wszystko, chłopak nie żałował niczego. Przez ostatnie tzry miesiące żył pełnią życia. W końcu doszli do celu. Przy klifie stał Sączyślin, Pyskacz oraz Gothi. Kowal nawet nie chciał aptrzeć na to co się zaraz stanie. Miał za złe przyjacielowi, że skazał na śmierć swojego syna. 

-Czy przyznajesz się do zdrady?- zapytał Sączyślin. Nagle w oddali Czkawka zobaczył wiele dziwnych kształtów. Szybko się zorientował, że leci odsiecz.

-Czy przyznaję się, że zdradziłem? Robiłem to co musiałem, by chronić przyjaciela. Chcecie wiedzieć kto zdradził? Mój ojciec. Skazał na śmierć syna. Za to spotka cię zemsta Odyna, tato.- powiedział Czkawka, po czym sam skoczył z klifu. Pyskacz szybko spojżał w dół i...nie wierzył. Czkawka leciał na Nocnej Furii wraz z Astrid. To jeszcze bardziej zdenerwowało Stoika. 

-Dzięki mordko.- powiedział Czkawka do Szczerbatka.

-Jesteś szalony.- powiedziała Astrid.

-Być może, ale to jeszcze nie koniec. Szczerbatku zabierz Astrid na naszą wyspę. Tu chyba nie będzie już mile widziana.- rozkazał Czkawka, po czym przeskoczył na jakiegoś Śmiertnika Zębacza.

-No dobrze smoki!- zaczął Czkawka.- Spalić!- wydał rozkaz, po czym wszystkie smoki zabrały się do palenia budynków na Berk. Czkawka sam spalił zbrojownię oraz dom swojego ojca. Nalot smoków nie trwał jednak długo, gdyż Czkawka rozkazał szybko się wycofać, a sam poleciał na Śmierniku do domu, na swojej wyspie. Tam już czekał Szczerbatek, a z nim Astrid.

...

Czkawka spokojnie rozkazał Śmiertnikowi wylądować obok Szczerbatka. Następnie zszedł z niego i skierował się do Astrid.

-Mogę zadać ci pytanie?- zapytał.

-Jasne.- odpowiedziała dziweczyna.

-Czemu mi pomogłaś? Przeze mnie nie możesz nawet wrócić do wioski, bo spotka cię ten sam los, co mnie. Warto było ryzykować?- Czkawka tym pytaniem wprawił Astrid w osłupienie. W końcu jak miała mu powiedzieć, że na parę tygodni pzred jego ucieczką zaczęła coś do niego czuć. 

-Ja...nie wiem...poprostu czułam, że musiałam.- odpowiedziała po chwili.

-Dziękuję.- powiedział po chwili milczenia brunet.- Za to, że mnie nie wydałaś.- dodał.

-Nie ma sprawy.

-Skoro już tu jesteś, to chyba będziesz potrzebowała smoka, a tak się składa, że ten Śmiertnik Zębacz chyba cię polubił.- rzekł Czkawka, wskazując na smoka, który łasił się do Astrid.

-No nie wiem...

-Dosiadłaś Nocną Furię. Dasz sobie radę. 

-No dobrze.- powiedziała Astrid. Czkawka instruował Astrid, jak oswoić smoka. Mimo uczuciu strachu, udało jej się oswoić Śmiertnika, którą nazwała Wichura. Wieczorem, gdy Czkawka siedział przy swoich notatkach, w kuźni, przyszła do niego Astrid, któa trzymała w ręku jego notes i różne notatki, które miała wykraść z jego pokoju. 

-Dlaczego tak dużo siedziałeś nad tą legendą o smoczym jeźdzcu?- zapytała blondynka.

-Bo widzisz...Odkąd poznałem Szczerbatka zastanawiam się nad tym, czy będę kolejnym smoczym jeźdzcem. W końcu każdy latał na Nocnej Furii. A Szczerbek jest prawdopodobnie ostatnim przedstawicielem tej rasy.

-Życia nie oszukasz, Czkawka. Na Berk słyszałam od kupców, że ciebie już nazywają smoczym jeźdzcem. Na południowych wodach jesteś utrapieniem łowców.

-Zaatakowałem ich jeden konwój smoków. To były te smoki, z którymi po mnie przyleciał Szczerbatek.

-Czy chcesz, czy nie...ty już jesteś smoczym jeźdzcem.- powiedziała Astrid, na co Czkawka się uśmiechnął pod nosem. 

Następnego dnia, z samego rana, brunet wyleciał wraz z Szczerbatkiem, by zaatakować konwój, który miał za niedługo przepływać tymi wodami. Jak na zawołanie, Czkawka w oddali zobaczył łódź łowców. Jak najszybciej do niej podleciał. W locie założył swoją maskę z kilkoma kolcami po środku, by łowcy nie zobaczyli jego twarzy. Jeszcze zanim wróg zauważył jeźdzca, ten zdołał zniszczyć maszt, przez co statek stanął na wodzie. Łowcy zaczęłi do niego strzelać z kusz, jednak ten ominął wszystkie bełty, oprócz jednego, który trafił go w obojczyk. Nie poddając się jednak niszczył dalej statek łowców, przypadkowo robiąc dziurę, przez którą wyleciały wszystkie smoki. Misja Czkawki została zakończona i wydał Szczerbatkowi rozkaz powrotu do domu.

-Dobrze się spisałeś, mordko.- pochwalił smoka. Brunet trzymał się w siodle ostatnimi siłami i gdy tylko wylądowali, ten zsunął się z siodła. Na szczęście zobaczyła go Astrid, która natychmiast do niego podbiegła. Szybko zdjęła górną część kombinezonu, by opatrzeć jego ranę. Na nieszczęście nie znała się ona na opatrywaniu ran. Nie miała jednak już czasu. Wyjęła bełt, który tkwił w Czkawce, przez co rana jeszcze bardziej krwawiła. Szybko przyłożyła opatrunek do rany i uciskała tak długo, aż przestała krwawić. Po jakimś czasie, Czkawka odzyskał przytomność. Leżał on w łóżku, w chacie. Obok niego siedziała Astrid, któa co jakiś czas przemywała mu rozpalone czoło. 

-Co się stało?- zapytał chłopak.

-Żyjesz! Trafił cię bełt i ledwo przeżyłeś.- powiedziała zmartwiona.- Niestety masz bardzo wysoką gorączkę.

-Dzięki.

-Nie ma za co. Masz u mnie dług.- powiedziała z uśmiechem Astrid.

-Najwyraźniej.

...

Czkawka nie mógł długo leżeć w jednym miejscu. Pomimo sprzeciwów Astrid, jeździec poszedł do kuźni. Zamierzał on wymyślić plan, jak uprzykrzyć łowcą żyia. W końcu nie mogli tak bezkarnie porywać smoki. W tym celu, wyciągnął swoje notatki i je analizował. Przez ostatnie dwa miesiące prowadził obserwację pobliskiej bazy łowców, jednak było ich za dużo, by przeprowadzić samotny atak. Sam też niepotrzebnie nie chciał narażać Astrid, w której od dziecka był zakochany, jednak tego nie okazywał. Wiedział, że nie ma najmniejszych szans u niej, więc nawet się tym nie przejmował. Nagle jego pracę przerwała Astrid.

-Widzę, że jesteś zajęty.- zaczęła.

-Tak trochę.- odparł Czkawka, wpatrując się w mapę bazy łowców.

-Co to?- wojowniczka wskazała na mapę.

-Plan bazy łowców smoków. Mam zamiar ich jutro zaatakować. Jest ich tam jednak zbyt dużo.

-Przyda ci się chyba moja pomoc.

-Nie chciałbym niepotrzebnie ryzykować czyimś życiem. Mam dla ciebie inne zadanie. Potrzebuję kogoś na Berk, żeby mnie na bieżąco informował. Gdy uporam się z tutejszymi łowcami, postaram się przemówić do rozumu ojca.

-Czyli chcesz żebym tam poleciała? Za ciepło to mnie nie przyjmą...

-Powiesz, że groziłem zrównaniem wioski z ziemią, jeśli mi nie pomożesz. To powinno przekonać mojego ojca.- powiedział Czkawka.

-Jak mnie tam przetransportujesz?

-Niedługo będzie przepływał Johan. Powiem mu o moim planie, a on cię zabierze na Berk.

-Myślisz, że to zadziała?- zapytała z niedowierzeniem w oczach Astrid.

-Mam taką nadzieję.- powiedział Czkawka. 

Wieczorem przepływał Johan, który zawsze lubił Czkawkę. Jeździec wytłumaczył swój plan kupcowi, który się zgodził przewieźć Astrid na Berk. Miał on powiedzieć, że znalazł ją nieprzytomną na małej łódce. Po wytłumaczeniu planu, chłopak pożegnał się z kupcem oraz blondynką, a sam poleciał do bazy łowców. Musiał działać niepostrzeżenie, więc zostałwił Szczerbatka w lesie. Smok nie chciał zostawiać swojego przyjaciela bez opieki, ale Czkawka doskonale wiedział, co robi. Poza tym nie chciał narażać przyjaciela. Gdy wyszedł z lasu, zwabił jednego z łowców, który poszedł za brunetem. W bezpiecznej odległości, Czkawka ogłuszył przeciwnika, zabierając jego strój. Dzięki temu mógł niepostrzeżenie dostać się do bazy łowców i sabotować ich działania.

Czkawka spokojnie rozglądał się po całym kompleksie, gdy nagle zobaczył jak wszyscy zbierają się na jakimś placu, więc postanowił, że i on tam pójdzie. Niestety szybko tego pożałował. Zobaczył bowiem, jak jeden z łowców zabija nieposłusznego smoka. Ten widok rozdrażnił Czkawkę, który chciał się rzucić na łowcę, jednak nie mógł wzbudzać podejrzeń. Wiedział tylko jedno. Wiedział, że spali tą bazę w cholere. A każdego łowcę, który zabił smoka, zabije własnoręcznie. Nagle Czkawka wpadł na jakiegoś łowcę, przez co jego chełm spadł mu z głowy. Chłopak dziękował w tym momencie samemu Odynowi, że w trakcie nalotów na łowców nosił swoją maskę.

...

Tymczasem Johan dopłynął do wyspy. Z pokładu statku wyszła Astrid. Wikingowie wlepiali w nią spojrzenia z niedowierzeniem. Na jej nieszczęście w pobliżu znajdował się Stoik, który od razu podszedł do wojowniczki, która myślała, co powiedzieć wodzowi. 

-Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie, dlaczego pomagałaś mojemu synowi.- powiedział wódz, groźnym tonem.

-Wodzu...on groził, że zrówna wioskę z ziemią, jeśli mu nie pomogę. Nie miałam wyboru.- kłamała Astrid. Dziewczyna miała nadzieję, że Stoik jej uwierzy, bo inaczej słono mogła zapłacić za pomoc Czkawce. 

-Skoro pomagałaś mu nie z swojej woli...możesz czuć się już spokojnie. W końcu jesteś wśród swoich.- wojowczniczce kamień spadł z serca. Na szczęście Stoik jej uwierzył. Dziewczyna jak najszybciej ruszyła do swojego domu. 

Tymczasem u Czkawki sprawy miały się nieco gorzej. Chłopak cały czas obawiał się o to, że ktoś znajdzie Szczerbatka, albo odkryje jego tożsamość. Na nieszczęście nie udało mu się jeszcze wybadać zamiarów łowców. Nagle do bazy wbiegł łowca, który został ogłuszony przez Czkawkę. Jeździec nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Mężczyzna od razu wydał, że został ogłuszony przez smoczego jeźdzca. Następnie wskazał na postać Czkawki. Nagle zobaczył, jak przez drugą bramę, łowcy prowadzą Szczerbatka w klatce. 

-Poddaj się, albo twój smok zginie.- rozkazał jeden z łowców. Nagle na dachach pojawili się kusznicy, celujący do Nocnej Furii. Na ziemi także do klatki smoka zbliżali się łowcy z mieczami. Czkawka nie mógł naraż przyjaciela, więc nie mając wyboru...poddał się łowcom. Jeden z mężczyzn zakuł jego dłonie w kajdany, a następnie zaprowadził do celi. Było tam pusto, ciemno, a w okół roznosił się smród stęchlizny. Jeździec mógł liczyć tylko na siebie. Nagle łowca otworzył kraty celi i dosłownie wrzucił tam bruneta. Chłopak padł z hukiem na ziemię. Czuł przeszywający ból w prawej ręce i wiedział, że musiała się złamać, pod wpływem upadku. Szybko usiadł, oparł się o ścianę i...czekał. Na co? Tego jeszcze nie wiedział, ale starał się utworzyć jakiś w miarę sensowny plan ucieczki. Miał on tylko nadzieję, że łowcy nie zdążyli zrobić Szczerbatkowi krzywdy. Chłopak rozejrzał się po swojej celi i w ciemnym rogu zobaczył zarys postaci. Był to młody mężczyzna, w wieku zbliżonym do Czkawki. Miał krótkie, siwe włosy, co wydało się Czkawce dziwne, pomimo młodego wieku. Oczy miał koloru szarego. Siedział skulony, jakby się czegoś bał.

-Jak się nazywasz?- zapytał po chwili brunet.

-Jestem Rengar.- odparł bez namysłu więzień.

-Miło mi...ja jestem Czkawka.

-Czy ty...jesteś smoczym jeźdzcem?- zapytał Rengar, który słyszał, co działo się na placu.

-Tak.

-Mam dla ciebie radę. Nie próbuj uciekać. Łowcy zabiją i ciebie i twojego smoka.

-Dzięki za ostrzeżenie.

...

Tymczasem na Berk życie toczyło się jak zwykle, czyli spokojnie. Każdy wiking zajmował się swoją pracą. Na wyspie trwały ostatnie dni, przed wielkimi zbiorami zapasów przed zimą. Mieszkańcy cieszyli się ostatnimi pogodnymi dniami, jednocześnie pracując ciężko. Stoik przechadzał się po wiosce, jednocześnie robiąc spis wszystkich zapasów, jakich udało się do tej pory zebrać. 

W międzyczasie Astrid siedziała w lesie i rzucała swoim toporem w drzewa. Wojowniczka czekała, aż przybędzie Czkawka, który nie dawał znaku życia od tygodnia. Blondynka zastanawiała się, co musiało przydarzyć się jej przyjacielowi. Zmęczona po długim treningu i oczekiwaniu na bruneta, Astrid poszła w końcu do swojej chaty, gdzie poszła spać.

W tym samym czasie, Czkawka siedział na przesłuchaniu u jednego z łowców. Był dowódca ich bazy. Nazywał się Viggo i z postury przypominał bardziej Czkawkę, niż normalnego łowcę smoków. 

-To może zaczniemy jeszcze raz.- zaproponował łowca, uderzając Czkawkę pięścią w twarz. Brunet tylko wypluł krew na podłogę i nic nie odpowiedział.

-Nic ode mnie nie wyciągniesz.- powiedział związany jeździec po chwili.

-Może jednak mi się uda.- rzekł mężczyzna i ruchem ręki kazał wprowadzić smoka Czkawki do pomieszczenia.- To może zawrzemy taki układ: ty mi powiesz, gdzie ukryłeś smocze oko, a ja oszczędzę twojego smoka. Nagle Czkawka sobie przypomniał o co chodzi Viggo. Kiedy pierwszy raz dokonał nalotu na łowców, wkradł się do kajuty kapitana, a tam znalazł dziwną podłużną rzecz, która na końcu miała wyrzeźbiony łeb smoka. Brunet zabrał to w bezpieczne miejsce i schował tak, by żaden łowca tego nie odnalazł. 

-Nie zabijesz go. Dobrze wiesz, że za tego smoka dostaniesz tyle pieniędzy, że będziesz jednym z bogatszych ludzi.- powiedział Czkawka.

-Może i tak, a może nie.- powiedział łowca, który po raz kolejny uderzył chłopaka, tym razem w brzuch. Czkawka przez chwilę nie mógł złapać oddechu, przez co zaczął się dusić, jednak szybko zdołał złapać trochę powietrza. Po chwili Viggo kazał odprowadzić Czkawkę do lochu. Chłopak nie wiedział ile przetrzymóją go łowcy. Może tydzień, może miesiąc. Brunet stracił już rachubę czasu. Przez ostatni czas, Czkawka był bity na przesłuchaniach. Jego złamana ręka wyglądała...bardzo źle. Wiedział, że ktoś musi mu ją opatrzeć.Mimo to, bardziej przejmował się o Szczerbatka. Czkawka wiedział, że musi jak najszybciej znaleźć drogę ucieczki i postanowił uciec właśnie dzisiaj w nocy. Miał już nawet plan.

Gdy księżyc był już w zenicie, Czkawka postanowił zasymulować chorobę, by zwabić do siebie jedynego strażnika. Gdy jego plan zadziałał, a łowca podszedł, by sprawdzić co się dzieje z Czkawką, ten szybko ogłuszył mężczyznę kamieniem, a następnie wybiegł z więzienia. Rozejrzał się po placu, gdy nagle zobaczył Szczerbatka, który był na samym środku. Jeździec szybko podbiegł do jego klatki i otworzył ją najciszej, jak potrafił. Gdy tylko otworzył klatkę, Nocna Furia polizała swojego jeźdzca po twarzy, w ramach podziękowania.

-Nie mamy czasu, Szczerbatku.- powiedział Czkawka ostatkami sił. Był on zupełnie wykończony. Szybko wskoczył na siodło smoka, a ten od razu wzbił się w powietrze. Brunet zdał się na smoka i dał mu wybrać kierunek lotu. Lecieli na północ, na swoją wyspę. Gdy tylko do niej dolecieli, Czkawka zsunął się z siodła. Zaklnął lekko pod nosem, że nie było tu Astrid, którą przecież Czkawka wysłał na Berk. Mimo to, chłopak ostatkiem sił ruszył do chaty, skąd wyjął opatrunki i opatrzył najpierw swoją rękę, a potem resztę ciała. Potem padł na łóżko i...zasnął. A przy nim leżał Szczerbatek. Czkawka obudził się następnego dnia. Wstał on dość późno, gdyż dopiero po południu.

Gdy brunet się ubrał, postanowił polecieć na Berk, by tam Astrid mogła mu powiedzieć, co dzieje się na wyspie. Po dwóch godzinach lotu, chłopak wraz z smokiem wylądowali w lesie. Tam Czkawka bawił się z Szczerbatkiem do czasu, aż nie zobaczył w lesie Astrid. Z początku przyglądał się jej z ukrycia, jednak w końcu postanowił z nią pogadać.

-Masz jakieś wiadomości dla mnie?- zapytał jeździec

-Nie działo się nic ciekawego. Bliźniaki jak zwykle coś spaliły, Stoik wyruszył z wyprawą, by odnaleźć smocze leże, a przy okazji i ciebie pewnie.- odpowiedziała Astrid.

-Czyli nic ciekawego. 

-Jak tam radzi sobie Wichura.- Astrid zapytała o swoją smoczycę.

-Czasem bawi się ze Szczerbatkiem, jednak ostatnio jej nie widziałem.- odpowiedział szczerze Czkawka.- Jednak na pewno jest na wyspie. Poprostu przez ostatni tydzień łowcy...trochę mnie poobijali.- rzekł jeździec, pokazując lekko spuchniętą rękę.

-W coś ty się znowu wpakował?

-Byłem trochę nieuważny i mnie złapali. Miałem nawet okazję porozmawiać z tamtejszym przywódcą.- pochwalił się jeździec. 

-Uważaj na siebie.- powiedziała Astrid, lekko uderzając go w ramię. 

Rozdział 4:

Minęły już cztery miesiące, odkąd Czkawce udało się wymknąć z rąk łowców smoków. Po ostatniej wizycie u Astrid, brunet dowiedział się, że Stoik zamierza zorganizować wielką ucztę i turniej, na którym miał wyłonić się przyszły wódz Berk. Chłopak postanowił przypłynąć na rodzinną wyspę pod przykrywką jakiegoś wojownika i wziąć udział w turnieju. Dlaczego? Sam tego nie wiedział. Coś w nim nakazywało tak zrobić. 

Brunet właśnie siedział w swojej kuźni i obserwował Szczerbatka bawiącego się z Wichurą. Brakowało mu towarzystwa na wyspie. Czasem nawet wydawało mu się, że popada w obłęd. Nagle Czkawka zawołał Szczerbatka i obaj wylecieli na Berk. Wichura poleciała za nimi. Po dwóch godzinach lotu, byli już w lesie, a dokładniej w Kruczym urwisku. Tam Czkawka zostawił obydwa smoki, zarzucił na siebie płaszcz z kapturem, który założył i ruszył do wioski. Przechodził między domami, więc nie było opcji, żeby jakikolwiek wiking go zauważył. Brunet nagle zauważył, że jest za domem Astrid. Zapukał w jej okno. Blondynka była zdziwiona widokiem Czkawki w kapturze, którego w pierwszej chwili nie poznała. Dopiero po chwili zorientowała się, kim jest postać, która zapukałą w jej okno.

-Co ty tu robisz, Czkawka?- zapytała blondynka.

-Długo by opowiadać. Czekaj na mnie w Kruczym urwisku.- powiedział Czkawka, po czym poszedł w swoją stronę.

Brunet czekał na Astrid już pół godziny, bawiąc się w międzyczasie ze smokami, aż nagle zobaczył postać blondynki. Dziewczyna ucieszyła się na widok smoka, którego bardzo dawno nie widziała. Wichura zareagowała w podobny sposób. 

-Więc co cię tu sprowadza?- zapytała po chwili Astrid.

-Postanowiłem wziąć udział w turnieju.- powiedział Czkawka beztrosko. 

-Nie czujesz, że bardzo dużo ryzykujesz?

-Może. Nie mam jednak zamiaru prowadzić wojny z moim ojcem. 

-Stoik jest chyba tego samego zdania. Od kilku tygodni nie wypłynął na żadną wyprawę. Chyba dał sobie spokój.

Następnego dnia wieczorem do Berk zaczynały przypływać pierwsze statki. Wychodzili z nich wodzowie oraz ich dzieci z różnych wysp. Czkawka jednak chodził  po wiosce i przyglądał się mieszkańcom i gościom. Niespodziewanie, nagle wpadł na niego jakiś chłopak o rok starszy od Czkawki. Był on dość masywnej postury. Miał kwadratową głowę, na której znajdowały się kruczoczarne włosy. 

-Wybacz mi...kimkolwiek jesteś.- powiedział chłopak, który wpatrywał się w Czkawkę. Jeździec nic nie odpowiedział, tylko ruszył przed siebie. Kierował się on do twierdzy, która powoli się wypełniała. Brunet znalazł najbardziej zacienione miejsce i oparł się o ścianę, przez co nie było go widać. Nagle stanął obok niego ten sam chłopak, który wpadł na Czkawkę. Jeździec nie miał najmniejszej ochoty się z nim zaprzyjaźniać.

-Znów się spotykamy.- zaczął chłopak.

-Zjeżdżaj!- rozkazał Czkawka.

-Już, nie wściekaj się tak.- powiedział wiking, po czym poszedł dalej. Nagle Czkawka zobaczył, jak do twierdzy wchodzi Astrid, której towarzyszył syn jakiegoś wodza. Był on wysoki,, mniej więcej postury Czkawki. Miał też blond włosy i przenikliwe spojżenie. Gość nie odstępował dziewczyny nawet o krok, co chyba nie spodobało się wojowniczce, która rozglądała się za Czkawką. Gdy tylko zobaczyła postać w kapturze, domyśliła się, ze jest to Czkawka. szybko zbyła dotychczasowego towarzysza i skierowała się do przyjaciela.

-Nowe znajomości?- zapytał brunet, gdy tylko podeszła do niego Astrid.

-Nawet nic mi nie mów. Przechwalał się jak Sączysmark.- zaśmiała się wojowniczka.

-Współczuję. Tym bardziej, że idzie tutaj.

-Tutaj zniknęłaś!- powiedział gość.- A ty to kto?- zapytał się Czkawki.

-Nie twój zakichany interes!- odparł krótko Czkawka, co zaskoczyło Astrid. Nie spodziewała się, że jej przyjaciel może być aż tak gwałtowny.

-Dobrze ci radzę...uważaj na język. Pokonałem wielu takich jak ty!- wiking się wywyższał. W oczach Czkawki pojawiły się wesołe iskierki. 

-Wyjdźmy na zewnątrz. Pokażesz mi, jakiś mocny.- zaproponował Czkawka, na co wiking się zgodził. Czkawka jeszcze bardziej zasunął kaptur na głowę, by nikt go nie rozpoznał. 

Na zewnątrz jeździec stanął oko w oko ze swoim przeciwnikiem, który coś jeszcze do niego mówił, jednak Czkawka go w ogóle nie słuchał. Nagle z twierdzy wyszedł jakiś masywny wiking. Był on już niec stary. Brunet domyślał się, że był to jakiś wódz.

-Tandal, co ty robisz?!- zawołał do swojego syna.

-Zamierzam się pojedynkować z tym oto chłystkiem!- odkrzyczał syn wodza i ruszył z atakiem na Czkawkę, który był odwrócony plecami. Gdy tylko usłyszał za swoimi plecami ruch, zatrzymał pięść swojego przeciwnika i wymierzył mu pięścią w twarz, przez co Tandal padł.

-To cię oduczy atakować ludzi, którzy stoją odwróceni.- powiedział wolno Czkawka, po czym wszedł do twierdzy, mijając wodza jakiejś mało znaczącej wysepki. W środku skierował się do Astrid, która patrzyła na niego zdumiona. Nie sądziła, że Czkawka potrafi tak dobrze walczyć. Nagle na podest wkroczył Stoik, który rozpoczął swoją przemowę.

-Witam wszystkich zgromadzonych na uczcie! Już jutro rozpocznie się turniej, na którym zostanie wyłoniony przyszły wódz wioski. Mam nadzieję, że rywalizacja będzie bardzo zacięta!- powiedział wódz, po czym ruszył na swoje miejsce. 

-Nie sądziłam, że walczysz tak dobrze.- pochwaliła Astrid, która przyglądała się walce.

-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- odparł Czkawka, z zawadiackim uśmiechem.

Po chwili Czkawka skierował się ku wyjściu, co nie uszło uwadze Astrid, która od razu podążyła za przyjacielem. Przy wrotach zdołała go jeszcze złapać.

-Nie zostajesz?- zapytała.

-Nie przepadam za tłumami. Poza tym Szczerbatek się o mnie martwi.

-To idę z tobą.

-Jeśli chcesz.- powiedział Czkawka, po czym wyszedł z twierdzy. Zaraz za nim wyszła Astrid, która szła do Kruczego urwiska, gdzie czekały na nich smoki. Oboje postanowili, że poćwiczą trochę latanie. Tak więc wskoczyli na smoki i zaczęli się ścigać. Po paru okrążeniach wyspy, Czkawka dał wygrać Astrid, tłumacząc się tym, że ogon Szczerbatka się zaciął. Wojowniczka jednak domyślała się, że przyjaciel celowo dał jej wygrać. Późnym wieczorem pożegnali się i Astrid ruszyła w stronę wioski. Czkawka natomiast został w Kruczym urwisku wraz z smokami.

Następnego dnia, z samego rana rozpoczął się turniej. Pierwsza runda turnieju polegała na pokazie siły. Kandydaci mieli za zadanie jak najszybciej dobiec do mety, dźwigając jednocześnie ciężką belę drewna. Na arenie zebrała się cała wioska i wszyscy kandydaci, włącznie z Czkawką, który przygotowywał się do wyścigu, jednocześnie wypatrując Astrid na trybunach. Gdy wreszcie ją zobaczył, ukradkiem się uśmiechnął. Nie miał on na sobie peleryny ani kaptura, jednak na szczęście nikt oprócz Astrid go nie poznał. 

-Gotowi?- zapytał wódz Berk. Gdy wszyscy potwierdzili kiwnięciem głowy, Stoik wydał pozwolenie na rozpoczęcie biegu. Każdy wziął na barki swoją ciężką kłodę, a następnie wybiegł. Na początku Czkawka był jednym z ostatnich, lecz gdy wszyscy opadali z sił po szybkim starcie, Czkawka powoli wysuwał się na prowadzenie. W końcu biegł łeb w łeb ze swoim wczorajszym "znajomym" Tandalem. Jednak w końcu jeźdzcowi udało się go wypzredzić tuż przed metą. Gdy dobiegł do końca, rzucił kłodę na ziemię i na chwilę padł na kolana. 

-Wygrał...- zaczął Psykacz, ale nie wiedział, jak Czkawka miał na imię.

-Rengar.- powiedział Czkawka, nie chcąc zdradzać prawdziwej tożsamości. Jednocześnie widząc Astrid w pierwszym rzędzie, uśmiechnął się do niej i puścił oko, czego nikt prócz niej nie zauważył.

-Wygrał Rengar!- krzyknął kowal. Zaraz po tym brunet wyszedł jak najszybciej z areny. Następnie poszedł do lasu, do Kruczego urwiska. Zaraz za nim szła Astrid, która chciała dotrzymać towarzystwa swojemu przyjacielowi. Jednocześnie miała coś do przekazania Czkawce.

-Zaczekaj!- krzyknęła do przyjaciela.

-O co chodzi?- zapytał Czkawka.

-Mam dla ciebie wiadomość. Wczoraj gdy wracałam z Kruczego urwiska, zatrzymał mnie twój ojciec. Chciał on żebym wyszła za mąż za tego wikinga, który wygra turniej. No, a niestety nie mogę się sprzeciwić woli wodza.- powiedziała Astrid. Czkawce zamarło serce. W końcu jego przyjaciółka, no i w sumie miłość też, miała sobie zmarnować życie z jakimś rozpieszczonym synkiem wodza. 

-Czekaj...co?!- zapytał z niedowierzaniem Czkawka.- Generalnie masz sobie zmarnować życie ze zwyciężcą?- zapytał jeździec.

-No...

-Czemu się nie sprzeciwisz? 

-Jak mam się sprzeciwić wodzowi?

-Czyli co...królestwo i ręka księżniczki za wygranie turnieju?- zastanawiał się Czkawka.

-To wcale nie jest śmieszne.

-Przynajmniej ty tak uważasz.- Czkawka próbował rozśmieszyć przyjaciółkę.- Na razie się tym nie przejmój. 

-To nie takie proste...

-To jest bardzo proste. W razie czego zjawi się tu smoczy jeździec i ci pomoże.- powiedział Czkawka.

-Co ty dokładnie chcesz zrobić, Czkawka?- zapytała z niedowierzeniem Astrid.

-Przybyłem tu tylko po jedno, po wygraną, Astrid...i zamierzam wygrać oraz uratować ciebie przed zmarnowaniem sobie życia. W końcu na razie wystarczy mi tylko królestwo.- powiedział Czkawka z uśmiechem. Chciał też wywołać uśmiech u Astrid. Nie nawidził widoku smutnej przyjaciółki.

Po długiej rozmowie, oboje skierowali się do Kruczego urwiska, by tam pobawić się ze swoimi smokami. Przy okazji, Czkawka chciał wyrwać swoją przyjaciółkę z smutku. 

Następnego dnia nastała kolejna runda zawodów. Czkawka stał na arenie, przyglądając się zamyślonej minie Astrid, która patrzyła na jeźdzca z nadzieją. Dziś miało być trudniej, gdyż miały odbyć się walki. Jednak przed rozpoczęciem drugiego dnia turnieju, Stoik wygłosił swoją przemowę.

-Zapewne wielu z was liczy na nagrodę za zwycięstwo w turnieju. Stawką jest nie tylko tron Berk, ale i także ręka naszej najlepszej wojowniczki...Astrid!- rzekł Stoik, wskazując na wojowniczkę. W jeźdzcu znów coś się zagrzał na myśl, że wygrać może ktoś inny niż on sam. Nagle podszedł do niego Tandal.

-Nawet nie myśl, że wygrasz. Raz szczęście ci sprzyjało, ale dzisiaj to ja będę lepszy.- powiedział wiking, po czym ruszył przygotowac się do walki. Pierwszy pojedynek odbył się między Tandalem, a Simonem. Po dość krótkim pojedynku wygrał Tandal. Następny pojedynek odbył się między Czkawką, a Gunterem. 

Czkawka stał spokojnie na nogach i czekał na pierwszy cios przeciwnika. Gdy tylko jego przeciwnik zaatakował pierwszy, jeździec zrobił szybki unik, dzięki czemu nie uderzyła go masywna ręka Guntera. Następnie Czkawka przeszedł do ataku, jednak Gunter poradził sobie z Czkawką, jak z dzieckiem. Wiking wykorzystał nieuwagę bruneta i uderzył go tak, że Czkawka poleciał kilkanaście centymetrów dalej i nie wstawał. 

-Czkawka wstawaj, proszę.- błagała po cichu Astrid, by nikt jej nie usłyszał. Traciła nadzieję, gdy nagle jeździec Szczerbatka zaczął się podnosić. Po mimo swojego oszołomienia, zaczął z całą brutalnością atakować Guntera. Nie miał litości dla swojego przeciwnika. Nagle otyły wiking runął na ziemię, jednak Czkawka nie przestawał okładać go pięściami. Bił go po twarzy, aż Gunter nie stracił przytomności. Potem wstał, chwiejąc się na nogach i spojrzał na Astrid, która nie mogła powstrzymać radośći. Pomimo braku sił, chłopak posłał jej lekki uśmiech i zrobił miejsce dla kolejnych walczących.

Tak mijał czas. Czkawka i Tandal na przemian toczyli swoje walki, aż w końcu stanęli na wprost siebie. Jeździec ledwo trzymał się na nogach, co było widać, natomiast Tandal wyglądał na pełnego sił. Brunet w myślach powtarzał sobie, że nie może zawieść Astrid i musi wygrać, bez względu na wszystko. Tak więc ruszył do ataku, jednak Tandal go ominął i kopnął w plecy, przez co Czkawka upadł. Podniósł się z grymasem bólu i kontynuował walkę.

-Nie lepiej się poddać? I tak nie masz szans.- prowokował Tandal.

-Prędzej zginę!- krzyknął brunet i ruszył do kolejnego ataku. Jednak wiking cały czas blokował jego ciosy. Znużony w końcu Tandal ruszył do ataku na Czkawkę, który w obronie radził sobie bardzo dobrze. Jednak Tandal wykorzystał nieuwagę Czkawki, który spojrzał się na Astrid i kopnął go w nogę, w której słychać było chrupnięcie, jakby została złamana. Brunet upadł z krzykiem i leżał. Pyskacz zaczął odliczać. Wiedział, że jeśli kowal doliczy do dziesięciu, to Czkawka odpadnie z turnieju. Na to nie mógł sbie pozwolić. Ostatkiem sił powstał i zaatakował Tandala, który bawił tłumy. Zaatakować go od tyłu, czego się zupełnie nie spodziewał. Szybko powalił go na ziemię i z całej siły uderzył głową Tandala o podłoże. Wiking stracił przytomność, a Czkawka wstał.

-Nic mu nie będzie!- krzyknął brunet, po czym wyszedł z areny włócząc nogą. Widząc jego stan. pobiegła za nim Astrid, która w ostatniej chwili złapała przyjaciela, który prawie upadł.

-Nie było warto, Czkawka.- powiedziała Astrid, zanosząc go do Gothi. 

-Dla ciebie? Zrobiłbym to jeszcze raz.- odparł Czkawka z uśmiechem. Nie zważał on na ból w lewej nodze. To było dla niego bez znaczenia. Ważne, że nie zawiódł przyjaciółki, która liczyła na niego. Pocieszała go myśl, że jutro ostatni dzień turnieju. Miał on już nawet plan.

...

Niedługo potem oboje doszli do chaty Gothi. Tam szamanka opatrzyła nogę Czkawki, który nie mógł wytrzymać bólu w nodze. Po dość długiej chwili, Czkawka wyszedł z chaty Gothi, gdzie czekała na niego Astrid. Kulejąc, brunet podszedł do przyjaciółki i razem skierowali się do wioski. Przez całą drogę Astrid co chwilę zerkała na Czkawkę, któremu była wdzięczna.

-Może powinieneś sobie odpuścić ten turniej?- zapytała niepewnie blondynka.

-Żartujesz?- Czkawka nie dowierzał.

-Naprawdę doceniam, że tak się poświęcasz, ale,..nie chcę abyś aż tyle poświęcał dla mnie.

-Posłuchaj mnie.- rozkazał brunet.- Ja się poddać nie zamierza. Za daleko już zaszedłem, by tak poprostu to wszystko rzucić i odejść.- powiedział Czkawka, po czym oboje skierowali się do swoich smoków, by spędzić z nimi trochę czasu. 

Nastęnego dnia, Czkawka przyszedł na arenę, kulejąc. Pomimo złamanej nogi, nie zamierzał się poddawać. Chłopak spojrzał na wszystkich zgromadzonych. Jeździec rozglądał się za Astrid, której nie mógł dojrzeć. W końcu jednak zobaczył postać wojowniczki, która przeciskała się na swoje miejsce. Gdy wszyscy kandydaci stali w szeregu, swoją mowę wygłosił Stoik.

-Dziś nastąpi kulminacyjny moment naszego turnieju! Oto dziś ostatni dzień zawodów. Dzisiaj zmierzycie się z tym, z czym plemię Wandali mierzy się niemal każdej nocy! Stoczycie walkę z najdzikszymi smokami, zamieszkującymi tę wyspę!- oznajmił wódz Berk, po czym usiadł na sowim tronie. Jego wzrok skierowany był na Czkawkę. Chłopak był jego faworytem. Jakże wielkie byłoby jego zaskoczenie, gdyby dowiedział się, że jest to tak naprawdę jego syn, pod przykrywką. 

Każdy kandydat miał tylko jedne podejście. Ewantualna ucieczka oznaczała przegraną w turnieju. Jako pierwszy walczyć miał Tjalf, syn Togmara wodza Urserków. Tjalf był jednak bardzo tchórzliwy i gdy tylko zobaczył łeb Koszmara Ponocnika, jak najszybciej opuścił arenę. Tak było z niemal z każdym wikingiem, aż do czasu, gdy Tandal nie spotkał się twarzą w twarz z gadem. Na oczach Czkawki, wiking zabił smoka, co spowodowało okrzyk radości wszystkich zgromadzonych, opróćz Astrid. Kiedyś by się cieszyła, ale odkąd Czkawka pomógł wytresować jej Wichurę, wojowniczka zmieniła swoje nastawienie do smoków. 

Czkawka musiał jednak szybko opanować swoje nerwy i stanąć smokiem do "walki". Nie zamierzał on robić żadnemu gadowi krzywdy. Nagle z klatki wybiegł rozjuszony Śmiertnik Zębacz. Smok od razu wycelował kolcami w Czkawkę, który poprostu minął je i okrążał smoka. Gad jednak nie dał podejść jeźdzcowi bliżej i zionął w jego stronę ogniem, na co Czkawka upadł. 

Szczerbatek leżał spokojnie, gdy nagle wyczuł, że jego przyjacielowi zagraża niebezpieczeństwo. Szybko zerwał się na swoje łapy i ruszył na arenę. Wikingowie przestraszyli się ryku Nocnej Furii i zaczęli zrywać się do ucieczki. Sytuację opanował jednak Stoik, który przyglądał się sytuacji. Nagle zobaczył jak Szczerbatek wdarł się na arenę i osłaniał swoim ciałem Czkawkę.

-Spokojnie, mordko.- Czkawka uspokoił swojego smoka. Następnie wraz z Szczerbatkiem zagonili Śmiertnika Zębacza spowrotem do klatki. 

-Czkawka!- krzyknął Stoik, który wydawał się być zdezorientowany.

-Daj mi to wszystko wytłumaczyć.- powiedział powoli Czkawka.

-Złapać go!- wydał rozkaz wódz Berk, a następnie wszyscy wikingowie rzucili się na Czkawkę. Szczerbatek próbował chronić swojego jeźdzca, jednak wikingowie i jego dopadli. Całej sytuacji przyglądała się Astrid. Brunet patrzył się na Astrid, jakby chciał by wojowniczka uciekła zabrać Wichurę w bezpieczne miejsce, co dziewczyna uczyniła.

Tymczasem Czkawka leżał w...twierdzy. Brunet był pilnowany przez trzech strażników. Chłopak rozejrzał się za swoim smokiem, jednak nigdzie go nie zauważył. Chciał wstać, jednak poczuł przeszywający ból w lewej nodze. Chwilę potem do twierdzy weszła Astrid, która zabrała Czkawkę.

-Nic ci nie jest?- spytała z lekką niepewnością, widząc ledwo chodzącego przyjaciela.

-Gdzie jest Szczerbatek?!- dopytywał się Czkawka. Nic innego się nie liczyło dla niego w tym momencie.

-Stoik zakuł go i wypłynął.- powiedziała Astrid.

-Muszę...muszę go odnaleźć. Muszę...

-W takim stanie? Nie pozwolę ci, Czkawka.

-Astrid, Szczerbatek to mój jedyny przyjaciel i nie mogę go stracić.

...

Niedługo potem, Czkawka biegł do Kruczego urwiska wraz z Astrid, by na Wichurze polecieli na poszukiwania Szczerbatka. Brunet domyślał się, gdzie smok może płynąć z Stoikiem. W końcu wódz Berk nie raz wypływał, by odszukać smocze leże, więc mógł wykorzystać do tego celu Nocną Furię. Po niedługim czasie, Astrid wzbiła w powietrze Wichurę, a następnie cała trójka poleciała ratować smoka Czkawki. Ponieważ jeździec wiedział, gdzie jego ojciec zabrał Szczerbatka, to on kierował Śmiertnikiem Zębaczem. 

Po dwóch godzinach lotu, zobaczyli wyspę. Nie była to zwykła wyspa, a...dom smoków. Ich wyspa. W chmurach latały przestraszone gady, a lasy stały w płomieniach. Czkawka z oddali zobaczył wielką Czerwoną Śmierć. Brunet przyspieszył Wichurę tak szybko, jak tylko mógł. Następnie zeskoczył ze smoka na łódź, gdzie znajdował się Szczerbatek, rozkazując Astrid by ta pomogła wikingom. Podczas lądowania, jeździec uderzył się w złamaną nogę, jednak to nie spowodowało, że zamierzał się poddać. Szybko podszedł do Szczerbatka i zaczął go uwalniać. Nagle z nieba statek zalała fala ognia, przez co Czkawka wraz z Szczerbatkiem zaczęli kierować się ku dnie. Mimo to jeździec nie przestawał rozkuwać swojego smoka. Czuł, że kończy mu się powietrze, gdy nagle ktoś zaczął go wynurzać. Ku jego zaskoczeniu, był to Stoik, który potem zanurzył się po Szczerbatka. Po niedługiej chwili obaj się wynurzyli.

-Zdołasz nam pomóc?- zapytał Stoik.

-Jasne!- powiedział Czkawka, wskakując na siodło Szczerbatka.

-Uwarzaj na siebie...synu.- rzekł wódz, po czym klepnął bruneta w ramię. Jeździec dał rozkaz Szczerbatkowi, by ten pomógł Astrid i Wichurze, które walczyły ze smokiem. Wikingowie słysząc świst Nocnej Furii odruchowo chwycili za broń, by potem przyglądać się walce Czkawki z ogromnym smokiem. Nagle Czerwona Śmierć uderzyła ogonem smoka wojowniczki przez co ta spadała z dość durzej wysokości. Czkawka jak najszybciej atka ku niej, by w ostatniej chwili złapać przyjaciółkę, następnie odstawił ją na ziemię i sam poleciał walczyć z ogromnym gadziskiem. Jeździec oblatywał smoka by znaleźć jego słaby punkt.

-Jak myślisz, mordko, przenosimy walkę w powietrze?- Czkawka zapytał się smoka. Nocna Furia tylko ryknęła ochoczo i strzeliła z całej siły w pysk Czerwonej Śmierci. Rozjuszony smok rozpostarł swe potężne skrzydła, a następnie wzbił się w powietrze. Czkawka leciał coraz wyżej, by ominąć ogień smoka, by nagle szybko zlecieć ku ziemi w kierunku wody. Jednak Czerwona Śmierć nie dała się wymanewrować i leciała za Czkawką i Szczerbatkiem. Całemu widowisku przyglądali się Wandalowie, którzy obserwowali to wszystko z zapartym tchem. Czkawka lecieł znów ku chmurom, by z zaskoczenia zaatakować olbrzymiego smoka. Niebo rozświetlały pociski Nocnej Furii, która z pełnym szałem atakowała olbrzyma. W końcu jednak Czerwona Śmierć odpowiedziała, zionąć ogniem, który spalił sztuczny ogon Szczerbatka i wraz z Czkawką zaczęli spadać, a za nimi leciał ogromny gad. Gdy już otwierał swą paszczę, Szczerbatek odwrócił się i strzelił do smoka, który zapłonął od wewnątrz. Jeździec wiedział, że nie było dla niego i Szczerbatka już ratunku. Z jednej strony zaraz rozbiją się o ziemię, a z drugiej przygwoździ ich wielkie cielsko martwego już gada. Mimo to, Nocna Furia ostatkiem sił złapała Czkawkę po czym...uderzyli w taflę wody, obaj będąc nieprzytomnymi. 

Astrid leciała już drugą godzinę, wypatrując Czkawki na tafli oceanu, jednak nic nie mogła zobaczyć, przez mgłę. Bez nadziei wróciła na ląd, gdzie czekał na nią Stoik. Wódz żałował swojego postępowania wobec Czkawki i godził się z myślą, że zawiódł swojego syna i martwą żonę. Jednak Astrid w oddali zobaczyła czarną plamę, któa dryfowała po oceanie. Szybko wskoczyła na Wichurę i obie poleciały do czarnego punktu, którym okazał się Szczerbatek. Smoczyca chwyciła Nocną Furię swoimi szponami i obie ruszyły w stronę plaży. Tam odstawiły Szczerbatka, który w swoich łapach trzymał nieprzytomnego Czkawkę. Astrid szybko pochyliła się nad przyjacielem, by sprawdzić czy jego serce wciąż bije, jednak niczego nie słyszała. Usiadła na piasku bezradna, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Była zrozpaczona. Stoik widząc Astrid zrozumiał, że z Czkawką coś się stało i klęknął obok syna. W końcu obudził się Szczerbatek, który polizał swego jeźdzca po twarzy, jednak nie otrzymał żadnej reakcji. Zmartwiło to smoka, który trącił łbem rękę przyjaciela. Bezskutecznie. Czkawka wciąż leżał nieprzytomny. Do bruneta nagle podeszłą Astrid, która chwyciła rękę przyjaciela, mając nadzieję, że to coś pomoże.

-Nawet nie waż się mnie zostawiać!- ostrzegła wojowniczka, z łzami w oczach. Całej scenie przyglądali się wikingowie, którzy ściągnęli swoje chełmy, w geście szacunku. Nikt nie miał już nadziei na to, że Czkawka się obudzi. Gdy wszyscy udali się na poszukiwania jakiejś ocalałej łodzi, Astrid siedziała przy ciele jeźdzca, cały czas trzymając jego chłodną dłoń. Szczerbatek również leżał przy swym przyjacielu, który nigdy go nie opuścił i smok chciał się za to odwdzięczyć. Nagle Astrid zobaczyła, jak Czkawce drgnął palec u ręki, a następnie brunet otworzył oczy, kaszląc. Wojowniczka nie mogła w to uwierzyć i jak najszybciej podbiegła do przyjaciela i przytuliła go. 

-Wygraliśmy?- zapytał chłopak, widząc pobojowisko.

-Tak. Wygraliśmy.- odpowiedziała z uśmiechem Astrid. 

...

Rozdział 5:

Czkawka leżał w swoim łóżku...na Berk. Chłopak sam nie pamiętał jak się tu znalazł. Ostatnie co zapamiętał, to uderzenie w zburzony ocean, a następnie ogromny chłód. Brunet spróbował wstać, lecz nagle się przewrócił. Gdy spojrzał na podłogę...zobaczył, że nie ma lewej nogi. Szczerbatek jednak szybko mu pomógł

-Dzięki, mordko.- powiedział Czkawka, głaszcząc Nocną Furię pod brodą. Wspierając się na smoka wyszedł z domu, a tam spotkał go niespodziewany widok. W wiosce było pełno smoków, a wikingowie ich nie atakowali. Brunet myśłał, że jest w Vallhali. Jego rozmyślania szybko przerwał jednak Stoik.

-Widzę, że już jesteś na nogach.- powiedział wódz.

-Nie lubię bezczynnie leżeć.- odparł Czkawka. 

-Twoja noga była całkowicie odmrożona, więc trzeba było cię jej pozbawić. Przykro mi, synu.- rzekł Stoik, wskazując na protezę jeźdzca.

-Nic się nie stało. 

-Oczywiście Pyskacz przerobił siodło twojego smoka. Możesz na nim latać bez przeszkód.- powiedział Stoik, po czym oddalił się. Czkawka wskoczył na siodło Szczerbatka jak najszybciej i poleciał w stronę swojej starej wyspy. Zamierzał zabrać stamtąd swój strój smoczego jeźdzca i maskę. W końcu wciąż musiał się uporać ze łowcami smoków. Po niedługim czasie, Czkawka stał na środku wioski w swoim wygodnym stroju. Chwilę potem dobiegła do niego Astrid.

-Czkawka!- krzyknęła.

-Coś się stało?- zapytał zdziwiony.

-Można tak powiedzieć. Sączysmark i reszta chcą mieć własne smoki.- powiedziała Astrid.

-Sączysmark powiadasz...dobrze. Przyda mi się każda pomoc w walce z łowcami smoków.- brunet mówił to bardziej do siebie, po czym skierował się za wojowniczką, która zaprowadziła go na arenę. Tam Czkawka pokazał wszystkim, jak ujarzmić gada, zyskując jego sympatię. Tak oto Sączysmark stał się jeźdzcem Koszmara Ponocnika, bliźniaki dosiadły Zębiroga, a Śledzik wybrał Gronkla. Gdy wszyscy wybrali sobie smoka, Czkawka po prostu wyszedł z areny i odleciał ze Szczerbatkiem. Zaraz za nim poleciała Astrid, która martwiła się o przyjaciela.

-Coś się stało?- zapytała zmartwiona blondynka.

-Można tak powiedzieć.- rzekł Czkawka, lecąc na Szczerbatku.

-Co dokładnie?

-Jeszcze niedawno wszycy wikingowie na Berk zabijali smoki. Nagle ja pokonuję olbrzymiego smoka i każdy chce mieć własnego smoka. To wszystko jest dla mnie takie nowe...tymbardziej zachowanie ojca. Jeszcze kilka miesięcy temu próbował mnie zabić, a teraz? 

-Powinieneś się cieszyć. Zmieniłeś Berk na lepsze.

-Może i powinienem, ale się nie cieszę.

-Rozumiem, że to wszystko jest dla ciebie nowe. Sama też czułabym się tak samo na twoim miejscu, ale życie bywa przerwotne.- powiedziała z uśmiechem blondynka. Parę chwil potem oboje ruszyli w stronę wioski. Tam Czkawka udał się do lasu, by wszystko przemyśleć z dala od jakiejkolwiek ludności. 

...

Dobra piszę tego nexta tak gdzieś o pierwszej w nocy xD 

Po jakimś czasie, Czkawka usłyszał skrzek Śmiertnika Zębacza, a chwilę później wylądowała Astrid, która miała dla jeźdzca informację.

-Czkawka, twój ojciec chce się z tobą spotkać.- powiedziała wojowniczka.

-Co on ode mnie chce?- zapytał Czkawka.

-Wyglądał na zadowolonego, więc nie wiem.- odparła Astrid, po czym poleciała do wioski. Czkawka wsiadł na Szczerbatka i poleciał za przyjaciółką. Razem wylądowali nieopodal wodza, który doglądał pracy wikingów. Czkawka szybko zszedł z Nocnej Furii i podszedł do Stoika.

-Chciałeś mnie widzieć?

-Owszem. Mam dla ciebie wiadomość. Na Berk przypływa twój kuzyn Alf wraz z rodziną.- zakomunikował Stoik. Czkawce uśmiech zszedł z twarzy. Doskonale pamiętał, jak jego kuzyn nim pomiatał. Na dodatek był rozpieszczony. Jeździec nigdy za nim nie przepadał,

-Jak długo?

-Miesiąc.

-W takim razie wracam za miesiąc.- powiedział Czkawka, po czym wskoczył na siodło Szczerbatka i wzbił się w powietrze. Zaraz za nim poleciała Astrid, która chciała przekonać Czkawkę, by ten został. Wiedziała jednak dlaczego brunet nie chce przebywać na Berk wraz z Alfem.

Wiem, że krótki bardzo next, ale muszę iść spać. Około 17 powinno się coś pojawić :)

...

-Wszystko w porządku, Czkawka?- zapytała Astrid.

-Jasne. Dlaczego pytasz?

-To dlaczego nie chcesz zostać na Berk. Rozumiem, że twój kuzyn zawsze cię wyśmiewał i tym razem będzie tak samo, ale...choć spróbuj. Dla mnie.

W tym momencie zapadło milczenie. Czkawka wciąż leciał z kamienną miną. Myślał on nad słowami wojowniczki. W końcu po jakimś czasie Czkawka się odezwał.

-Dobrze...zostanę.- powiedział brunet.- W każdym razie spróbuję.

Chwilę potem oboje skierowali się do wioski. Tam wszyscy wikingowie już przygotowywali wyspę do jutrzejszego przybycia gości. Czkawka stał jednak z boku i obserwował. Myślał on nad tym, co go jutro będzie czekać. W końcu Alf nienawidził Czkawki, zresztą z wzajemnością.

Wieczorem Czkawka siedział wraz z Szczerbatkiem w Kruczym urwisku. Obaj cieszyli się ostatnimi chwilami wolności. Wszystkie smoki miały być schowane, by nie stała im się krzywda, w końcu Alf i jego ojciec Gorn nie wiedzieli, że na Berk nie zabija się już smoków i lepiej żeby nie wiedzieli. Uznaliby to za zdradę, a tego Stoik nie mógł przeboleć. W końcu jego brat uznałby go za zdrajcę.

Następnego dnia wszyscy stali w porcie i oczekiwali gości. Około południa do portu przybiła dość duża łódź, z której wyszli Alf i Gorn. Alf był w wieku Czkawki. Był dość krępy i miał włosy krótkie, kręcone i czarne. Na twarzy po lewej stronie miał dość dużą bliznę. 

Gorn był już starym wikingiem, z długą siwą brodą. Był on postury Stoika. Ubrany był w długi czarny płaszcz, a strój miał przepasany pasem, u boku którego zwisał swobodnie miecz. 

-Bracie!- zawołał Stoik, podchodząc do Gorna z wyciągniętymi rękoma. Obaj się uścisnęli, następnie przyszła pora na Czkawkę i Alfa. Jeździec ledwo się powstrzymywał by nie walnąć kuzyna w twarz, gdy zobaczył, że jego wzrok jest wlepiony w Astrid. Starał się jednak nie zwracać na to uwagi. Podszedł on do Alfa z wymuszonym uśmiechem i gdy kuzyn chciał go teatralnie uściskać, Czkawka odsunął się, przez co wiking się przewrócił na twarz, co spowodowało głośny śmiech Wandali. Następnie wszyscy ruszyli do twierdzy, gdzie odbywała się wielka uczta, na której Czkawka musiał brać udział. Wykorzystując jednak nieuwagę Stoika, szybko wymknął się z twierdzy, a zaraz za nim poszedł Alf.

-Gdzie to się szanowny kuzynek wybiera?- zapytał Alf z szyderczym uśmiechem.

-A co cię to interesuje?- odparł Czkawka z spokojem.

-Takie kaleki jak ty nie powinny same chodzić po lasach.- wiking wskazał na protezę jeźdzca. Jednak Czkawka nie odpowiedział na tę zaczepkę. Alf podszedł do Czkawki i popchnął go prosto w błoto.

-To za tamto w porcie, śmieciu.- powiedział Alf, jednak natknął się na Astrid, która uderzyła go pięścią w twarz, przez co także i on wylądował w błocie. Potem pomogła wstać Czkawce i razem z nim ruszyła do wioski, zostawiając Alfa samemgo.

...

Rozstali się dopieru przy chacie Czkawki. Brunet poszedł się przebrać w swój strój do latania, a następnie skierował się do Szczerbatka. Na miejscu szybko założył swoją maskę i wskoczył na siodło Nocnej Furii. Smok, gdy tylko poczuł na sobie ciężar jeźdzca, od razu wzbił się w powietrze. 

-Dobrze się wyrwać na trochę z wioski, mordko.- powiedział Czkawka. Smok mu przytaknął wystrzałem kuli plazmy. Po chwili obaj przelecieli przez chmurę dymu. 

Nagle zobaczyli na wodzie statek, który płynął do portu w Berk. Zaciekawiony i nieco zmartwiony Czkawka kazał smokowi podlecieć na statek, Na pokładzie brunet zsiadł z smoka by przeszukać okręt. Jednak ku jego zdziwieniu statek był zupełnie pusty. Wracając do Szczerbatka, jeździec potknął się o coś. Gdy spojrzał, zaniemówił...potknął się o rękę trupa. Gdy się dokładnie rozejrzał, zobaczył więcej ciał zamordowanych ludzi. Niektórzy mieli rany szarpane inni natomiast byli całkowicie spaleni. Jakby była to sprawka smoków. Szybko wrócił do Szczerbatka i razem udali się na Berk. Jednak zanim tam polecieli, jeździec poprosił Nocną Furię, by ta zatopiła okręt. Czkawka nie mógł pozwolić, by wywołało to panikę w wiosce.

Gdy dolecieli do lasu, brunet zostawił tam Szczerbatka, a sam poszedł do domu. Nie zamierzał on informować nikogo o swoim znalezisku. Nie chciał tym bardziej martwić Stoika, który i tak na głowie miał Gorna i Alfa, którymi musiał się zająć. 

Następnego dnia poszedł na spotkanie z Sączysmarkiem i resztą w twierdzy. W końcu brunet musiał ich wyszkolić w lataniu na smokach, by w walce z łowcami nie zginęli oni i smoki. Gdy wszyscy się już zebrali, Czkawka skierował się do lasu, a reszta poszła za nim. Po drodze bliźniaki się wygłupiały, więc jeździec Nocnej Furii musiał ich uspokoić. Nagle zobaczył Alfa, który szybkim krokiem szedł w jego stronę. Gdy tylko podszedł do Czkawki, wymierzył mu cios z pięści w twarz, przez co chłopak upadł na ziemię. Oczywiście Sączysmark i bliźniaki zaczęły się śmiać, Śledzik stał przerażony. Tylko Astrid podbiegła do Czkawki, by pomóc mu wstać. Brunet jednak odrzucił propozycję pomocy. Wstał i własnych siłach i również uderzył Alfa w twarz, tylko z utwardzanej części jego kombinezonu, przez co kuzyn jeźdzca padł bezwładnie na ziemię, a z jego nosa zaczęła lecieć krew.

-Lepiej ze mną nie zadzieraj!- ostrzegł Czkawka, kopiąc swojego kuzyna w brzuch, gdy próbował się podnieść.

-Jeszcze mi za to zapłacisz...kuzynie.- zagroził Alf, po raz kolejny próbując wstać. 

Po chwili Czkawka szybko się opamiętał i poprowadził jeźdzców dalej w las. Przez resztę drogi nikt się nawet nie odezwał. Każdy był raczej zaskoczony zachowaniem bruneta, który raczej starał się unikać bójek. W końcu jednak doszli do Kruczego urwiska, gdzie czekały na nich ich smoki. Po chwili przerwy, Czkawka rozpoczął trening. Nie był on jakoś wybitnie trudny. Jeźdzcy mieli za zadanie poprostu utrzymać się w siodle smoka. Z racji tego, że Astrid trenowała z Czkawką najdłużej, to jej najlepiej poszło.

Po zakończonym treningu wrócili do wioski całą grupą. Tam jednak na Czkawkę czekała niemiła niespodzianka. Przed skrajem lasu czekał na niego Alf, Stoik oraz Gorn. Cała trójka miała raczej nietęgie miny, co spowodowało lekkie zmartwienie Czkawki. 

-Musimy pogadać, synu.- powiedział twardo Stoik.

-Dobrze, ale oni idą ze mną.- powiedział Czkawka, wskazując na jeźdzców. Wódz zgodził się i po chwili wszyscy szli do domu wodza, by tam porozmawiać.

-Coś się stało?- zapytał w końcu brunet,

-Ty się jeszcze pytasz, gówniarzu?!- zagrzmiał Gorn, który został uspokojony przez Stoika.

-Czkawka, Alf nam powiedział, że go pobiłeś. Bez powodu.- Stoik oskarżał syna.

-To nie było tak!- powiedziała Astrid, ale brunet ręką dał znak, by na razie nic nie mówiła.

-Owszem, pobiłem Alfa, ale nie bez powodu. To on pierwszy zaczął bójkę. Ja go tylko chciałem nauczyć, by nie zadzierał ze mną.- powiedział spokojnie Czkawka.

-A kim ty jesteś?! Zwykłą ofermą!- krzyknął Gorn.

-Wodzu, Czkawka mówi prawdę. To Alf go pierwszy zaatakował. Sam to widziałem.- powiedział Śledzik, w obronie jeźdzca.

-Bracie, twój syn mógł ich przekupić.

-Wątpię. Śledzik nigdy by mnie nie okłamał. A skoro to twój syn pierwszy zaatakował mojego, to załatwimy mu niezłą pracę, za dodatkową próbę okłamania mnie.- powiedział Stoik. Czkawka szybko wyszedł z domu, a za nim reszta paczki. Po wyjściu podeszła do niego Astrid.

-Nie przejmój się tym idiotą.- powiedziała Astrid, widząc minę Czkawki. Chłopak jednak nic nie powiedział, tylko poszedł dalej. 

Wieczorem Czkawka chodził po wiosce bez celu, gdy nagle natknął się na swojego kuzyna, a jakże, który na dodatek próbował dobierać się do Astrid, choć dziewczyna ewidentnie chciała się oderwać, jednak Alf był za silny. Wiking był tak zajęty, że nie zauważył Czkawki, który od razu zdzielił kuzyna w twarz z pięści. Alf szybko odpowiedział mocniejszym uderzeniem, jednak Czkawka wykonał unik. Szybko podciął nogi wikinga, który wylądował na ziemi. Gdy starał się podnieść, kopnął go w twarz, przez co upadł. Potem podszedł do niego i dla pewności kopnął go jeszcze raz, przez co Alf stracił przytomność.

-Nic ci nie jest?- zapytał, wpatrując się w Astrid zmartwionym wzrokiem. 

-Wszystko w porządku.- odparła wojowniczka, która również wpatrywała się w zielone oczy Czkawki.

-Co ten palant od ciebie chciał?- chłopak wskazał na kuzyna, który leżał w błocie. 

-Chciał mnie poderwać i pocałować jednak w porę pojawiłeś się ty. Dziękuję.- powiedziała, obdarzając Czkawkę uśmiechem, a potem poszła do swojego domu, zostawiając Czkawkę samego. Ten odwrócił się plecami od, wydawałoby się, nieprzytomnego kuzyna. Jednak Alf wstał po cichu i wyjął sztylet z kieszeni, po czym skierował się do nic niespodziewającego się Czkawki. Chłopak miał za mało czasu na reakcję, więc Alf spokojnie dźgnął bruneta sztyletem w brzuch. Na szczęście jego strój był na tyle wytrzymały, że ostrze nie zdołało się wbić całe, jednak rana i tak była dość groźna. Brunet padł na kolana, a jego kuzyn kopnął go, przez co wylądował na ziemi. Ostatkiem sił, Czkawka wstał i skierował się po pomoc. Trzymał się za ranę, z której ciągle leciała szkarłatna ciecz. Na szczęście Astrid nie oddaliła się znacznie. Gdy tylko blondynka zobaczyła jeźdzca, który ledwo stoi na nogach, jest blady, a z jego brzucha leciała obficie krew, szybko podbiegła do niego, złapała pod rękę i zaprowadziła do Gothi. Czkawka przy chacie znachorki stracił przytomność, co jeszcze bardziej zmartwiło Astrid. Bez pukania weszła do domu zielarki i położyła na łózku Czkawkę. Staruszka od razu zaczęła opatrywać ranę, bo wiedziała, że teraz liczy się każda sekunda. 

W tym czasie Astrid poszła po Stoika, który doglądał pracy wikingów. Gdy tylko wytłumaczyła mu stan jego syna, wódz od razu pobiegł do chaty Gothi, gdzie leżał Czkawka. Tam dowiedział się, że zielarka nie daje Czkawce dużo szans na przeżycie, gdyż rana była zbyt poważna, jakby mogło się wydawać. Stoik chciał rozerwać winowajcę gołymi rękami, w końcu przez niego mógł stracić syna, jednak nie wiedział kto mógł próbować zabić Czkawkę. Astrid siedziała przy łóżku, na którym leżał Czkawka i trzymała go za rękę. Z jej oczu leciały łzy. Bała się. Bała się tego, że straci przyjaciela. Przesiedziała u boku Czkawki całą noc. Nad ranem do zielarki przyszedł Stoik, który zobaczył ledwo żywą wojowniczkę, która miała strasznie podkrążone oczy.

-Powinnaś odpocząć.- powiedział Stoik.

-Ja...nie mogę.- odparła z trudem Astrid, która walczyła z samą sobą by nie zasnąć.

-Gothi zajmie się Czkawką, a ty idź spać, dziecko. Gdy się wyśpisz wrócisz tutaj.

-Ehh...no dobrze.- powiedziała blondynka, po chwili milczenia. Niedługo potem wyszła z chaty. 

Stoik siedział obok syna. Od lekarki dowiedział się, że stan Czkawki się pogarszał z dnia na dzień. Chłopak miał wysoką temperaturę. Zbyt wysoką. Zielarka dawała mu co najwyżej jeszcze tydzień. Stoik nie mógł się pogodzić z tą myślą. Nie mógł przecież tak poprostu stracić syna, który był dziedzicem Berk. 

Po południu do Czkawki znów przyszła Astrid. Ku jej zdziwieniu, w chacie byli także pozostali jeźdzcy oraz Stoik. Wódz miał smutne wieści do przekazania. Astrid była mocno zmartwiona, zachowaniem zgromadzonych, którzy patrzyli się na nią z politowaniem.

-Astrid, Czkawka...umiera.- powiedział łamiącym się głosem Stoik.

-Jak to?!- zapytała wojowniczka, bliska płaczu.

-Ma zbyt wysoką temperaturę, poza tym stracił mnóstwo krwii. Gothi dała mu tydzień, choć jego stan pogarsza się coraz szybciej. W takim tempie umrze za trzy dni.- rzekł wódz, który siłą powstrzymywał łzy, które same pchały mu się do oczu.

-Nie...nie!- Astrid usiadła u boku Czkawki. Nawet nie miała okazji powiedzieć mu tego, co do niego czuje. Wychodząc, Stoik i reszta kładli ręce na ramieniu Astrid, jednak ona była zajęta rozmyślaniem co będzie, jeśli Czkawki nie będzie. Była to dla niej straszna wizja. Nawet nie starała się powstrzymywać łez, które spływały jej po policzkach. Ściskała rękę Czkawki z całej siły w nadziei, że to cokolwiek pomoże. Patrzyła jak Gothi zmienia opatrunek brunetowi. 

Astrid siedziała z Czkawką do wieczora. Wtedy do chaty przyszedł Stoik, który zabrał ją do twierdzy.

...

Była tam zebrana już cała wioska. Astrid stanęła w zaciemnionym miejscu, by nikt jej nie zobaczył. W oddali przyglądała się Alfowi. Zachowywał się bardzo dziwnie, nawet jak na niego. Twarz miał bladą, jakby się czegoś bał. Blondynka zauważyła także, że trzęsły mu się ręce. Nie przejmowała się tym jednak, bo ciągle myślała o Czkawce. Bała się, że go straci. W końcu Stoik rozpoczął swoją przemowę.

-Smutne czasy nastały na Berk. Zapewne wielu z was nie wie, ale mój syn, Czkawka, jest w ciężkim stanie. Lada moment może umrzeć. Został zaatakowany sztyletem. Jeśli ktokolwiem wie coś na temat człowieka, który zaatakował Czkawkę, niech teraz to powie!- rozkazał Stoik. Wikingowie rozglądali się po całej hali, jednak trwała cisza. Zawiedziony wódz wyszedł z twierdzy. Astrid równierz wyszła z budynku i od razu skierowała się do chaty Gothi.

Następnego ranka Astrid obudziła się siedząc obok Czkawki, który wciąż nie odzyskał przytomności. Wojowniczka nawet nie wiedziała, kiedy usnęła. Nagle zauważyła, jak brunet zaczął się nagle pocić, miał dreszcze i jęczał z bólu. Dziewczyna szybko pobiegła po Gothi, która zaparzyła ziół i wcisnęła je Czkawce. Po paru chwilach wszystkie objawy zniknęły i jeździec znów wyglądał, jakby spał. Jednak czas mu się powoli kończył i Astrid to wiedziała. Tymbardziej nie chciała opuszczać przyjaciela. 

Czkawka widział ciemność. Nic nie czuł oprócz nieprzeniknionego chłodu. Nie mógł się ruszać, jakby był przykuty kajdanami do jednego miejsca. Nic nie pamiętał. Nagle poczuł strach przed pustką, która go otaczała. Ciemna, nieprzenikniona, mroczna...Słyszał śmiech, jednak nie taki zwykły. To był mroczny śmiech. Nagle setki głosów wciskało mu się do jego głowy,

-Nie możesz tutaj zostać.- usłyszał Czkawka. Chłód w okół niego narastał z każdą sekundą. Nie wiedział co się dzieje. Nagle...strach. Przed stratą. Szczerbatka, domu, przyjaciół...przytłaczające uczucie. Czkawka nie wiedział, co się dzieje. Nagle zobaczył przed sobą mały strumień światła i kajdany go puściły. Starał się biec do oświetlonego miejsca, jednak wydawało mu się, jakby z każdym krokiem się oddalało. 

Tymczasem Astrid ze strachem spoglądała na przyjaciela. Oddech bruneta był strasznie nierówny. Blondynka wiedziała, że patrzy na śmierć swojego przyjaciela. Trzymała go za rękę. W okół niej stał Stoik oraz jeźdzcy. Każdy miał jeszcze małą iskierkę nadziei, że Czkawka zaraz się obudzi i wszystko wróci do normy. Nagle oddech Czkawki ustał. Astrid, gdy to zauważyła, mimowolnie zaczęła płakać. Jeźdzcy również nie kryli swoich łez. Stoik, mimo starań, również nie zdołał powstrzymać łez. W końcu jego jedyny syn umarł. 

Nagle coś się stało. Wszyscy wpatrywali się w Czkawkę z nadzieją, bo po chwili zaczął znów oddychać. Każde spojrzenie było teraz skierowane na klatkę piersiową jeźdzca. Po chwili stało się coś jeszcze wspanialszego. Brunet odzyskał przytomność. Jako pierwsza zauważyła to Astrid, która od razu rzuciła się na szyję przyjaciela, który nie krył zaskoczenia. Po chwili podszedł do niego Stoik, który zamierzał go wypytywać. 

-Czy wiesz, kto cię zaatakował?- zapytał Stoik. Czkawka spojrzał się na swój górny strój od latania. Wstał z łóżka, wkładając w to cały zapas swoich sił i się ubrał. Do pasa przypiął także miecz. W końcu Czkawka miał do pogadania z Alfem.

-Czy wiem? Doskonale. To był Alf.- powiedział bez zastanowienia Czkawka.

-Niemożliwe.- rzekł Stoik.

-Dobierał się do Astrid, więc postanowiłem jej pomóc. Kiedy Astrid poszła, a ja myślałem, że Alf jest nieprzytomny, on wstał i się do mnie zakradł. Wtedy dźgnął mnie sztyletem. Na szczęście mój strój jest utwardzany, bo nie miałbym szans na przeżycie.- opowiedział brunet.

-Co zrobisz?- zapytał Stoik, widząc miecz Czkawki.

-Odpłacę się.

-Idę z tobą!- zadeklarowała Astrid głosem, który nie znosił sprzeciwów.

Jeździec szedł z wojowniczką przez wioskę. Ich celem był Alf, który siedział w kuźni. Blondynka wywabiła wikinga na tył kuźni, gdzie czekał Czkawka. Widząc go, Alf zamarł. Jego ciało sparaliżował strach. Bowiem Czkawka miał nie żyć. 

-Alf, to nic osobistego.- powiedział spokojnie Czkawka, wyciągając miecz. Jednak kuzyn jeźdzca był szybszy i chwycił Astrid i przyłożył jej sztylet do gardła.

-Tylko spróbuj, a ona zginie!- ostrzegł Alf.

-Dobrze,- powiedział Czkawka, odkładając miecz na ziemię. W tej samej chwili wojowniczka wyrwała się wikingowi, który rzucił w nią sztyletem, na szczęście niecelnie. Był teraz bezbronny. Brunet chwycił swój miecz i powoli kierował się w stronę kuzyna, który starał się iść do tyłu. Wiedział, że nie ma jak uciec. Cała trójka kierowała się na główny plac, gdzie już czekał Stoik. 

-Czy przyznajesz się do próby zabójstwa Czkawki?- zapytał wódz, surowym głosem.

-Tak.- przyznał się bez wahania wiking, który liczył na łagodną karę.

-Zatem Czkawka, oddaję Alfa w twoje ręce, synu.- powiedział Stoik.

-Nie mam za złe, że próbowałeś mnie zabić, kuzynku, ale...próbowałeś zabić Astrid, a za to...cię zabiję.- zagroził Czkawka, podchodząc coraz bliżej, aż stanęli oko w oko.

-Czkawka, proszę, wybacz mi! 

-Spokojnie. To nie będzie szybka śmierć.- powiedział z szyderczym uśmiechem Czkawak, po czym wbił swój miecz prosto w brzuch Alfa. Po chwili wiking padł na kolana, powoli się wykrwawiając. Czkawka stał nad swoim jeszcze żywym kuzynem. Musiał go zabić. Nie mógł ryzykować śmierci bliskich mu osób. Poza tym...musiał się zemścić. Chwilę potem na plac przybiegł Gorn, a zaraz za nim Stoik, który wszystko mu wytłumaczył. Jednak brat Stoika nie miał zrozumienia. Rzucił się na Czkawkę z bronią. Chłopak uniknął ataku, ogłuszając przeciwnika. Następnie Stoik kazał zanieść Gorna na statek, który następnie odpłynął. Czkawka stał w porcie, a obok niego stała Astrid. 

-Zrobiłeś, co musiałeś.- powiedziała wojowniczka. Czkawka jednak milczał. Bo co miał powiedzieć? W końcu przed chwilą zabił swojego kuzyna. Może i w słusznej sprawie, ale nie sprawiło to, że jeździec wyzbył się wyrzutów sumienia. 

Rozdział 6:

Od zabicia Alfa minął ponad rok. Przez ten czas niewiele się zmieniło. Czkawka zajmował się szkoleniem jeźdzców. Łowcy smoków już zapomnieli o smoczym jeźdzcu, gdyż brunet przez ten czas nie atakował ich. 

Dla Czkawki był dziś wyjątkowy dzień. Dlaczego? Dziś były jego siedemnaste urodziny. Jakoś niezbyt się tym przejmował. Ot kolejny dzień! Nie przepadał on za imprezami na jego cześć. Również starał się unikać spotkań z wikingami, którzy od razu zaczęłiby składać mu życzenia. Dzisiejszy dzień, Czkawka miał zamiar spędzić wraz z Szczerbatkiem, z którym ostatnio rzadziej przebywał i chciał mu to wynagrodzić. 

...

Niedługo potem, brunet wraz z Szczerbatkiem wykonywali różne sztuczki w powietrzu. Latali tak bardzo długo, aż jeździec stracił poczucie czasu.

-Chyba powinniśmy wracać, mordko.- powiedział Czkawka do Szczerbatka, a Nocna Furia zawróciła w stronę Berk. Wylądowali w samym środku wioski. Na szczęście nie było żadnego wikinga, więc brunet spokojnie poszedł do swojego domu. Niestety spotkał po drodze Sączysmarka.

-Czkawka! Wszyscy cię szukali. Twój ojciec urządził ucztę w twierdzy.- powiedział Smark, po czym zaciągnął jeźdzca do twierdzy, gdzie była zgromadzona już cała wioska. Czkawka poczuł się nieswojo. Nigdy nie lubił tak dużych imprez, w dodatku na jego cześć. Wolał latać ze Szczerbatkiem i cieszyć się wolnością.

Czkawka zobaczył swojego ojca, który machał do niego ręką, by podszedł. Nie mając zbyt wielkiego wyboru, chłopak podszedł do wodza, który jak to zwykle wygłosił przemowę, której Czkawka nie słuchał. Brunet planował już, jak uciec swojemu ojcu, gdy zobaczył, że pozostali jeźdzcy wołają go, by posiedział z nimi. Jak najszybciej wymknął się z otoczenia Stoika i podszedł do przyjaciół. Tam zobaczył, jak bliźniaki spierają się o to, kto więcej zje, czemu przyglądał się Sączysmark i śmiał się z głupoty Thorstonów. Śledzik siedział i czytał jakąś książkę, a Astrid bawiła się swoim toporem.

-Co tam u was?- zapytał Czkawka.

-Mieczyk sądzi, że zdoła mnie pokonać.-prychnęła Szpadka. Czkawka starał się nie zwracać uwagi na bliźniaków.

-Stoik zagadał cię prawie na śmierć, co?- zapytała ze śmiechem Astrid. Czkawka jednak nie odpowiedział, tylko usiadł obok przyjaciółki.

Cała uczta skończyła się o północy. Wszyscy rozeszli się do swoich domów. To samo zrobił Czkawka. W domu szybko poszedł do swojego pokoju, a następnie spać.

Następnego ranka, obudził się bardzo wcześnie. Szybko udał się na poranny lot ze Szczerbatkiem, potem go nakarmił, a następnie poszedł szkolić jeźdzców. 

...

Wieczorem Czkawka postanowił polecieć na Szczerbatku do bazy łowców smoków. Oczywiście nie informował nikogo o swoim planie, nie chcąc przez to brać wsparcia. Uważał, że pozostali jeźdzcy tylko by mu przeszkadzali, a poza tym nie chciał się martwić o to, że komuś mogła stać się krzywda. Gdy tylko doleciał, łowcy od razu zaczęłi do niego strzelać z kusz, jednak Szczerbatek zręcznie omijał pociski. Szybko zeskoczył z siodła smoka na środek bazy, karząc Szczerbatkowi ogłuszyć strażników na murach. Sam zajął się łowcami wewnątrz. Rzuciło się na niego pięciu rosłych łowców. Brunet szybko chwycił swój miecz i stanął do nierównej walki. Szybko uniknął ataku dwóch mężczyzn i zajął się kontratakiem. Szybko przebił ciało jednego z łowców swoim mieczem, gdy jeden z nich próbował nacierać na Czkawkę. Następnie przerzucił swoją broń do lewej dłoni i sparował atak z zaskoczenia, czego przeciwnik się nie spodziewał, następnie Czkawka podciął swojego wroga i przybił jego ciało mieczem do ziemi. Nagle jeden z łowców ściągnął chełm z twarzy Czkawki. Chłopak zamarł. Na szczęście w porę zjawił się Szczerbatek, który ogłuszył łowców, a następnie zabrał Czkawkę, który uprzednio podniósł swój chełm z ziemi. Jak najszybciej kazał się oddalić swojemu smokowi. 

Tymczasem na Berk Stoik szukał swojego syna, który nagle przed nim wylądował.

-Gdzieś ty był?!- zapytał wódz Wandali.

-Musiałem załatwić pewną sprawę.- odparł Czkawka.

-W co tym razem się wpakowałeś?

-W nic, naprawdę.- Czkawka próbował uspokoić swojego ojca, jednak na nic się to zdało. Stoik potrafił poznać, kiedy jego syn kłamał.

-To coś poważnego?- dopytywał się wiking.

-Tak.- odpowiedział Czkawka po chwili.- Poleciałem ze Szczerbatkiem zaatakować bazę łowców smoków. Podczas walki jeden z nich ściągnął mi chełm z twarzy. Prawdopodobnie już wiedzą, kim jest Smoczy Jeździec, bo przecież każdy na archipelagu potrafi poznać Czkawkę Haddocka, syna Stoika Ważkiego.- powiedział brunet.

-Czemu nie poprosiłeś o wsparcie?

-Nie chciałem się martwić o to, że komuś stałaby się krzywda. Poza tym oni nie są gotowi i tylko by mnie spowalniali.

-No dobrze, synu. Teraz nic na to nie poradzimy.- powiedział Stoik, po czym obaj poszli w stronę domu.

Następnego dnia, Czkawka wstał markotny. Nie spał przez większość nocy, tylko zastanawiał się, co zrobić w tej sytuacji z łowcami. Nawet nie udał się na poranny lot ze Szczerbatkiem. Jego zachowanie nie zostało zauważone przez pozostałych jeźdzców, którzy zastanawiali się, co się stało Czkawce. Każdy, kto próbował się o to dopytywać, zostawał odsyłany przez chłopaka bez żadnych informacji. W końcu jednak Astrid postanowiła się dowiedzieć, przez co jej przyjaciel był taki zamyślony.

-A tobie co się stało?- zapytała, widząc Czkawkę pracującego w kuźni nad jakąś mapą. Gdy tylko ją usłyszał, brunet zaczął nerwowo sprzątać swoją mapę, by Astrid nic nie zauważyła.

-Nic, a co miałoby się stać?- zapytał brunet z nerwowym uśmiechem. Chwilę później do kuźni wszedł Pyskacz.

...

Po południu, Czkawka jak zwykle udał się na patrol w okół wyspy. Nie brał nikogo do pomocy, chcąc mieć spokój od zadawania pytań. Do wioski wrócił dopiero wieczorem. Od razu skierował się do domu, po czym poszedł spać.

Następnego dnia obudziło go pukanie do drzwi od jego pokoju. Jeździec szybko otworzył je, a tam stał Sączysmark.

-Czkawka, twój ojciec kazał mi ciebie przyprowadzić. Podobno na Berk przypłynął jakiś łowca.- powiedział Jorgenson, po czym razem z Czkawką wybiegł do portu. Tam czekali już pozostali jeźdzcy oraz Stoik. Brunet zauważył, że łowca wydawał mu się dziwnie znajomy. Po chwili przypomniał sobie, że ogłuszył go, zabierając mu jego strój i wdzierając się do bazy łowców. 

-Oto i Smoczy Jeździec!- zawołał mężczyzna.- Mój pan ma dla ciebie propozycję.

-Dziękuję, ale mój syn jej nie wysłucha.- powiedział Stoik.

-Ależ nalegam. Zależy od tego los tej marnej wysepki.- rzekł łowca. Czkawka zamarł.- Wszystko co musisz zrobić, to przylecieć na naszą wyspę sam ze swoim smokiem, a my się wami zajmiemy. Jeśli weźmiesz przyjaciół zginą oni i cała wioska zostanie zrównana z ziemią. Wszysko zależy od ciebie, Smoczy Jeźdzcu. Masz na to dwa dni.- rzekł mężczyzna, po czym skierował się do swojej łodzi i odpłynął.

Czkawka siedział na kamieniu w Kruczym urwisku i rozmyślał nad planem działania. Zamierzał jutro z samego rana polecieć do łowców smoków. Chciał to zrobić w tajemnicy, gdyż jego przyjaciele nigdy by się na to nie zgodzili, a tym bardziej Stoik. Czkawka jednak nie miał wyboru. Chwilę potem usłyszał skrzek śmiertnika. Zaraz potem obok bruneta usiadła wojowniczka.

-Nie musisz tego robić.- powiedziała spokojnie.- Znajdziemy sposób.

-To nie takie proste, Astrid. Nie chcę ryzykować waszego życia, dla mnie. Tym bardziej niewinnych Wandali. To zbyt duża cena do zapłacenia.- odparł Czkawka.

-Czkawka, mamy przecież smoki, wikingów, którzy są gotowi do walki w każdej chwili. Każdy doskonale zna cenę, jednak jesteśmy gotowi ci pomóc. Tylko ty tę pomoc musisz przyjąć.- Astrid położyła rękę na ramieniu jeźdzca.

-Jesteście pewni, że chcecie ryzykować?- upewniał się brunet.

-Tak.- powiedziała Astrid. Zaraz po tym oboje wsiadli na swoje smoki i polecieli do twierdzy. Tam Czkawka czekał, aż Astrid przyprowadzi jeźdzców. Niedługo potem wszyscy się zjawili.

-Skoro wszyscy są to rozumiem, że jesteście gotowi zginąć dla mnie?- zapytał Czkawka, przygnębiony tą myślą.

-Tak.- odparli wszyscy jednogłośnie.

-Więc mam plan.- zaczął.- Kiedy ja polecę do łowców, wy okrążycie wyspę i będziecie czekali na mój znak. Gdy zobaczycię kulę plazmy Szczerbatka, wtedy zaatakujecie. Nie ryzykujcie, jeśli jej nie zobaczycie. Ich baza jest doskonale ufortyfikowana. Będziecie musieli atakować z zaskoczenia. Będziemy mieli szansę na zniszczenie tamtejszej kryjówki, lecz jeśli się nie uda...oni zniszczą Berk. To będzie nasza ostatnia linia obrony. Jeśli ktokolwiek z nas przeżyje atak na bazę łowców wraca natychmiast do wioski i szykuje się do obrony naszego domu. Na szczęście nie będziemy osamotnieni, bo pomogą nam w obronie smoki.- powiedział Czkawka. Każdy siedział ze spuszczoną głową, pogrążony w swoich rozmyślaniach.

-Damy radę, Czkawka.- powiedział Sączysmark.

-Bliźniaki mam do was prośbę. Kiedy rozpocznie się walka, zróbcie to, co robicie najlepiej. Niszczcie.- powiedział brunet,

-Możesz liczyć na artystów w dziedzinie sztuki demolki.- powiedział Mieczyk.

-W takim razie wszystko ustalone. Wylatujemy jutro z samego rana.- rzekł Czkawka, po czym wyszedł z twierdzy. Jego celem był dom, gdzie chciał w szczegółach dopracować swój plan. 

...

Następnego ranka wszyscy spotkali się pod twierdzą. Po uzgodnienu najmniejszych szczegółów, jeźdzcy wsiedli na swoje smoki, a następnie ruszyli w stronę przyczółku łowców smoków. Lecieli w ciszy. Każdy bał się o to, co niedługo nastąpi. Czkawka był najbardziej spięty. Obawiał się o swoich przyjaciół i o całą wioskę, bo w razie niepowodzenia on to wszystko straci. Na zawsze. 

-Jeśli ta misja to nie samobójstwo, to coś bardzo podobnego.- powiedział Sączysmark by przerwać ciszę.

-Masz rację.- rzekł Czkawka.- Nie możemy jednak przegrać. Zbyt dużo od tego zależy.

-Spokojnie, Czkawka, nie przegramy.- powiedziała Astrid, by uspokoić przyjaciela. Mimo to sama miała wątpliwości.

Po następnych dwóch godzinach dolecieli do bazy łowców. W między czasie Czkawka poleciał do ich bazy, a reszta poleciała na smokach, by wyczekiwać sygnału Czkawki. Brunet wylądował w samym sercu bazy. Tam czekał na niego Viggo oraz dziwny mężczyzna, ubrany w ciemny płaszcz ze skóry smoka. Spod kaptura wystawała jego długa, czarna broda. Jeździec zdołał także zauważyć, że owy mężczyzna miał metalową rękę. Szybko zszedł z siodła Szczerbatka, a następnie wolnym krokiem podszedł do Viggo.

-Mówiłem, że przyjdzie.- rzekł z dumą łowca.

-A więc to jest ten słynny smoczy jeździec, który nęka moich ludzi.- powiedział mężcyzna w kapturze.

-We własnej osobie.- odpowiedział chłodno Czkawka.

-Widzę, że zjawiłeś się sam. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. Chyba przeceniłeś naszego przyjaciela, drogi Viggo.

-Ależ oczywiście...Drago.

-Czego ode mnie chcesz?- zapytał Czkawka.

-Bo widzisz, drogi Czkawko, jesteś niczym...wrzód. Atakujesz moją bazę, nękasz łowców, atakujesz konwoje. To mnie zaczyna irytować. Idąc śladami moich przodków, postanowiłem pozbyć się problemu i...zabić cię. Twojego smoka też. By nie było już żadnego Smoczego Jeźdzca.- powiedział Drago. Czkawka jak najszybciej rozkazał Szczerbatkowi dać sygnał do ataku. Zaraz po tym jeździec wyciągnął swój miecz i zaatakował pobliskich łowców. Szybko pozbawił ich życia. Po chwili do zabawy dołączyli pozostali jeźdzcy. Zaraz bo tym w bazie łowców rozpętało się prawdziwe piekło. Brunet kątem oka widział, jak Astrid powala łowcę smoków, który próbował ją ogłuszyć. Jeździec rozejrzał się dookoła i szybko zobaczył postać Drago, który próbował się wymknąć. Szybko pobiegł do przywódcy łowców i zaatakował go. Ten odparł jego atak i jednym ruchem powalił Czkawkę na ziemię. 

-Więcej nie próbuj.- ostrzegł Drago, po czym wycofał się z bazy. 

Brunet szybko wstał, by pomóc swoim przyjaciołom w walce. Nagle zobaczył, jak do Sączysmarka mierzy z kuszy jakiś łowca. Brunet szybko pobiegł w stronę przyjaciela, by w ostatniej chwili uratować go przed niechybną śmiercią. Zaraz po tym szybko ruszył w stronę Astrid, która nie radziła sobie z walką przeciwko trójce łowców.

-Zapewne potrzebujesz pomocy.- powiedział jeździec, osłaniając swoją przyjaciółkę przed atakiem z zaskoczenia.

-Przydałaby się.- odparła blondynka, blokując atak łowcy.

...

Chwilę potem stali oparci plecami do siebie, by wzajemnie się osłaniać. W okół nich przybywało łowców. Na szczęście zjawił się Szczerbatek i Wichura i pomogli w walce. Czkawka szybko wskoczył na siodło Nocnej Furii i wzbił się w powietrze by zaatakować łowców. Jego plan poskutkował i chwilę potem w okolicy nie było żadnego łowcy. 

Walki trwały jeszcze trzy godziny, zanim jeźdzcy definitywnie pokonali łowców. Po bitwie każdy był zmęczony i nie miał siły na powrót, więc Czkawka postanowił, że odpoczną w bazie łowców.

-Wszyscy są cali?- zapytał brunet, gdy dosiadł się do przyjaciół.

-Tak, spokojnie Czkawka.- powiedział Sączysmark, czyszcząc swój miecz.

-Jednak to nie było samobójstwo. Wygraliśmy!- krzyknął Śledzik.

-Tak.- odparł Czkawka. Niedługo potem Czkawka usnął. Miał dziwny sen. Śniło mu się, że do Berk przypłynął Drago wraz ze swoją armią łowców smoków, a następnie zrównał wioskę z ziemią. Widział stosy ciał, a na nich swoich przyjaciół. Potem zobaczył samego siebie. Klęczał przed Drago z mieczem w brzuchu. Nieopodal leżał martwy Szczerbatek. Potem usłyszał śmiech Drago. 

Obudził się cały spocony. Czuł na sobie zmartwione spojrzenia przyjaciół.

-Musimy wracać na Berk!- rozkazał, po czym szybko wstał, wsiadł na Szczerbatka i odleciał. Zaraz po nim, w powietrze wzbiła się reszta jeźdzców. Do wioski wracali w milczeniu. Brunet cały czas zastanawiał się nad swoim snem. Rozkazał przyspieszyć Szczerbatkowi. Po dwóch godzinach szalenie szybkigo lotu dolecieli do Berk. Niedługo po nim w wiosce wylądowała cała reszta. 

-Co się stało, Czkawka?- zapytała Astrid, która była zmartwiona stanem psychicznym swojego przyjaciela. 

-Nic.- odparł krótko Czkawka. 

-Przecież to widać.- powiedziała wojowniczka, kładąc rękę na ramieniu przyjaciela.- Mi możesz powiedzieć.- dodała.

-Miałem dziwny sen. Berk zostało zrównane z ziemią przez Drago. Dlatego kazałem wrócić do wioski. Bo on tu może w krótce przybyć.

-Spokojnie, Czkawka, wszystko będzie dobrze. W razie ataku damy sobie radę.

...

Na Berk mijały jednak dni, a potem tygodnie i nikt nie widział nigdzie Drago. Czkawka przestał się nim przejmować i zaczął zajmować się przygotowywaniem jeźdzców do następnej akcji. W końcu nie mogli dać łowcom żyć w spokoju i mordować smoki. Dlatego Czkawka prowadził jeszcze cięższe treningi, by pozostali byli gotowi do walki z łowcami. W końcu kiedyś Drago zaatakuje Berk, więc lepiej być gotowym.

Tego dnia trening był odwołany. Na Berk przypływali w końcu Berserkowie, by odnowić swój pakt o nieagresji. Czkawka doskonale wiedział, z czym się to wiązało. Do wioski przypływał syn Oswalda, Dagur. To nie mogło być zbyt przyjemne, w końcu Dagur uwielbiał wyżywać się na Czkawce. Jednak na szczęście jeźdzca nie będzie wtedy w wiosce, gdyż leciał obserwować działania łowców na południu. Początkowo Stoik nie chciał się na to zgodzić, jednak po długich namowach uległ swojemu synowi. 

Jeździec właśnie się przygotowywał do wylotu, gdy do jego pokoju weszła Astrid.

-Uważaj tam na siebie.- powiedziała.

-Czyżbyś się martwiła o swojego przyjaciela?- zapytał Czkawka z lekkim uśmiechem.

-No co ty? Ja? Martwić się o ciebie?

-Skoro tak twierdzisz. Po co przyszłaś?- brunet zmienił temat.

-W sumie to chciałam ci zaproponować pomoc.- powiedziała wojowniczka.

-Nie ma mowy. Nie chcę żeby ktokolwiek ryzykował.

-Czyżbyś się martwił?- odegrała się Astrid.

-Owszem. To zbyt niebezpieczne. Poza tym musisz mnie zastąpić, Astrid. Dobrze wiesz, że te głąby słuchają mnie, choć nie zawsze i ciebie. Nikt inny sobie nie da rady.

Wieczorem Czkawka odleciał z wyspy. Leciał on bardzo długo. W końcu dolecieli do wyspy, gdzie swój przyczółek założyli łowcy smoków. Czkawka rozkazał Szczerbatkowi, by ten wylądował pośród lasu. Po wylądowaniu, smok zostawił swego przyjaciela i poszedł poszukać jakiegoś strumienia, by się z niego napić.

...

Tymczasem na Berk uczta, na której miał sotać podpisany pakt o nieagresji, trwała w najlepsze. Obaj wodzowie, Stoik i Oswald, przygotowywali pergamin z postanowieniami traktatu. Nagle ucztę przerwał Czkawka, który nagle wbiegł do twierdzy. Wyglądał na zmęczonego. Zaraz za nim biegł Szczerbatek, który dotrzymywał towarzystwa swemu przyjacielowi.

-Tato, musimy pogadać.- powiedział Czkawka.

-To musi zaczekać, synu.- odparł zdenerwowany Stoik.

-To ważne.- upierał się jeździec.

-Pogadamy potem.- Czkawka zawiedziony wyszedł z budynku. Zaraz za nim wyszła Astrid i pozostali jeźdzcy.

-Coś się stało?- zapytała wojowniczka.

-Owszem. Byłem na zwiadzie, gdy do bazy łowców wleciał jakiś człowiek na smoku. Jednak to nie wszystko. Przyprowadził ze sobą przyjaciela. Rozmiarami dorównywał Czerwonej Śmierci. No i na dodatek zionął lodowymi kolcami! Razem zmasakrowali łowców, uwolnili smoki i...odlecieli. Jak gdyby nigdy nic.- opowiedział całą historię jeździec.

-Czyli twierdzisz, że nie tylko my latamy na smokach? Niesamowite...- powiedział Śledzik.

-Taki wielki smok, co robi demolkę? Odjazd. Też chcę takiego!- krzyknął Mieczyk, jednak jeźdzcy go zignorowali.

-Powinniśmy tam polecieć i sprawdzić.- powiedziała Astrid, a Czkawka się z nią zgodził. Wciąż jednak nie dawała mu spokoju sytuacja z jeźdzcem. Potrzebował sojuszników w walce z Drago, a tamten człowiek miał taki sam cel, co Czkawka, czyli uwolnienie smoków z rąk łowców.

Następnego dnia jeźdzcy wylecieli z Berk do bazy łowców. Po drodze, by umilić sobie dość długą podróż, ścigali się, dzięki czemu po całym dniu lotu, byli w połowie drogi. W końcu jednak odaleźli małą wyspę, na której postanowili odpocząć. Szybko wylądowali i rozpalili ognisko. Czkawka jednak poszedł się przejść, by wszystko przemyśleć. W tym celu udał się na plażę. Tam usiadł na wielkim kamieniu i wpatrywał się w horyzont, gdzie zachodziło słońce.

-Nie wiedziałam, że lubisz oglądać zachody słońca.- powiedziała Astrid, siadając obok przyjaciela.

-To jeszcze wiele musisz się o mnie dowiedzieć.- odparł Czkawka z uśmiechem.

-Na to wygląda. Coś cię gryzie i nie zaprzeczaj. Widać to gołym okiem. Chodzi o tamtego jeźdzca?

-Chyba nie muszę już odpowiadać. Sama zgadnęłaś, co mnie gryzie. Chciałem mu zaproponować wspólną walkę przeciwko Drago. Sami go nie pokonamy, Astrid.

-Rozumiem. Zastanawiasz się, czy zgodzi się nam pomóc. To oczywiste, że tak, Czkawka. Mamy przecież tych samych wrogów. 

-Niby tak, jednak może nie zechcieć tyle ryzykować. Niemniej jednak dzięki za wsparcie. Bez twojej pomocy nie dałbym chyba rady.- powiedział Czkawka, uśmiechając się.

-Dałbyś, tylko w gorszym stylu.- odparła wojowniczka, odwzajemniająć uśmiech. 

...

-Wątpię. W końcu kto mi pomagał, kiedy nie mogłem się normalnie pokazać na Berk? Albo wtedy, kiedy wróciłem ranny do kryjówki. Zawdzięczam ci życie i nie tylko. 

-Przestań, bo się jeszcze zawstydzę.- rzekła z uśmiechem Astrid. 

-Jednak, co najważniejsze, dzięki temu wszystkiemu zrozumiałem jedną rzecz. Jesteś dla mnie najważniejsza i chciałem ci powiedzieć, że...kocham cię (Ależ emocje, ależ zwrot akcji xD). -powiedział Czkawka, po czym nastąpiła niezręczna cisza, która trwała sekundę, ale dla jeźdzca wieczność.

-Naprawdę?- Astrid nie kryła zaskoczenia, a także radości. W dowiedziała się, że brunet czuje do niej to samo, co ona do niego.- Ja też, Czkawka.- powiedziała wojowniczka, po czym się pocałowali (Spokojnie, nie będzie przesłodzone, jak moja herbata XD)

Niedługo potem oboje ruszyli w stronę obozowiska, gdzie wszyscy jeźdzcy spali w najlepsze. Para postanowiła, że nie powie im o sobie, dopóki nie powstrzymają Drago. W końcu nikt nie mógł pozwolić sobie na rozproszenie, bo mogłoby to kosztować życie. Następnego dnia, z samego ranka jeźdzcy wyruszyli w podróż. Tym razem nie prześcigali się, przez co znacznie zwolnili tempo. Wszyscy lecieli w zwartym szyku.

-To co robimy tam na miejscu?- zapytał Sączysmark.

-Na razie zbadamy, czy jakiś łowca nie przeżył. Może powie nam, w którą stronę poleciał ten jakże tajemniczy jeździec.- odparł brunet.

-Czekaj, czy ja dobrze rozumiem? Mamy szukać jakiegoś kolesia na smoku, który w dodatku ma drugiego smoka wielkości Czerwonej Śmierci? Czy tobie rozum odjęło?!- krzyknął Sączysmark. 

-Spokojnie, Smarku. Mam plan, W końcu mamy wspólnego wroga, więc powinien zgodzić się nam pomóc.- wyjaśnił jeździec. 

Reszta podróży minęła w milczeniu. Po niedługim czasie dotarli jednak do celu. Im oczom ukazały się wielkie lodowe kolce. Cała baza była doszczętnie zniszczona. Gdy tylko jeźdzcy podlecieli bliżej, łowcy od razu zaczęłi wystrzeliwać w ich strony sieci. Na szczęście w porę uniknęli ich i wylądowali. Pozostali przy życiu łowcy rzucili się do ataku, jednak szybko zostali rozbici, gdyż była ich naprawdę garstka.

-Jestem Eret, syn Ereta! Czego tu szukacie?!- krzyknął łowca.

-Jeźdzca, który was zaatakował. W którą stronę poleciał? Gadaj bo nie będę taki przyjemny.- zagroził Czkawka. Eret jednak nie przejął się tymi groźbami, 

-A co ty niby możesz?- zapytał lecz szybko zobaczył, jak zza plecy Czkawki czeka Szczerbatek gotów do wystrzału plazmy. -No dobrze, powiem.- rzekł, obawiając się Nocnej Furii.

-W którą stronę?

-Na północ.- powiedział Eret,

-Czkawka, przecież na północy jest Berk. Nie możliwe żeby gdzieś tam był ten jeździec.- powiedziała Astrid.

-Nie na Berk, Astrid. Dalej.- powiedział Czkawka, po czym wskoczył na siodło Szczerbatka. Chwilę potem rozkazał powrót do wioski, by tam odpocząć.

Na Berk dolecieli wieczorem następnego dnia. Stoik od razu wypytywał się, gdzie byli, na co Czkawka skłamał, że na dalekiej wyspie, by trochę odpocząć. Następnie skierował się nad klify, które leżały na północ od wioski. Tam wpatrywał się w horyzont z nadzieją, że zobaczy tam jeźdzca. Nawet nie zauważył, jak siada obok niego Astrid.

-Myślisz, że gdzieś tam może być?- zapytała wojowniczka.

-Jeśli wierzyć tamtemu łowcy, to tak. Bardziej martwi mnie to, za jaką cenę będzie chciał nam pomóc.- powiedział Czkawka.

-Co masz na myśli?

-Wszystko ma swoją cenę, As. Tymbardziej pomoc w walce z wrogiem. 

-Nie myśl o tym w ten sposób. To jest znacznie mniej skomplikowane, niż myślisz.

-Jutro tam lecę. Sam. 

-Napewno nie chcesz wsparcia? W końcu jeźdzcy zawsze ci pomogą.- powiedziała Astrid, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.

-Musze to zrobić sam. Poza tym jak polecimy większą grupą, to może się nie pokazać.- rzekł jeździec, po czym wstał. Zaraz po nim wstała Astrid i razem poszli do wioski.

Postanowiłem, że jeszcze przed moim wyjazdem napisze wam nexta :D

Brunet pożegnał się z Astrid pod swoim domem, a następnie wszedł do środka, gdzie już czekał Stoik. Jeździec próbował ominąć swojego ojca, jednak ten wyczuł, co próbuje zrobić jego syn i zagrodził mu drogę. Wódz patrzył się na niego swoim surowym spojrzeniem.

-Czekam na wyjaśnienia.- powiedział Stoik.

-Jakie?- zapytał Czkawka.

-Gdzie zniknąłeś po waszym przylocie?

- Byłem się przejść do lasu. Teraz przepraszam, ale idę do swojego pokoju spać.- powiedział jeździec, po czym wymknął się do swojego pokoju, nie czekając na odpowiedź swojego ojca. 

Następniego dnia wstał, zanim zaczęło jeszcze świtać. Obudził Szczerbatka i dał mu jeść, po czym obaj wylecieli na północ w poszukiwaniu tajemniczego jeźdzca. Brunet miał nadzieję, że pomoże on mu w walce z Drago. Gdy byli już dość daleko od Berk, Czkawka zauważył zarys smoka, a na nim postać, która trzymała jakąś dziwną laskę. Jeździec miał na sobie jakąś dziwną maskę z rogami po bokach, co robiło spore wrażenie. 

- Kim jesteś?- zapytał jeździec, gdy tylko się zbliżył. Z tej odległości zauważył, że jego smok miał dwie pary skrzydeł.

- Jestem Smoczym Jeźdzcem i chciałem ci zaproponować wspólną walkę przeciwko naszemu wrogowi.- odparł Czkawka. Jednak jeździec nie odpowiedział, tylko wskazał ręką, by brunet leciał za nim. 

W końcu dolecieli do celu. Była to wielka twierdza wykonana z lodowych kolców tego wielkiego smoka. Niemniej rozmiar tej wielkiej lodowej góry robił wrażenie. 

Tymczasem na Berk, Stoik właśnie szukał Czkawki. Od samego rana nie mógł go odnaleźć i trochę go to martwiło. Tymbardziej się zmartwił, gdy zobaczył jeźdzców trenujących na arenie bez Czkawki. Jeźdzcy, gdy tylko zobaczyli wodza, natychmiast przerwali swój trening.

- Nie widzieliście może Czkawki?- zapytał wiking.

- Nie widzieliśmy go od samego rana.- odpowiedział Śledzik.

- Nie wiecie może, gdzie on zniknął?

- Niestety nie, wodzu.- odpowiedziała tym razem Astrid. Oczywiście skłamała i doskonale wiedziała, gdzie znajduje się teraz jej chłopak. Nie zamierzała jednak tego powiedzieć, gdyż jeźdzcy od razu polecieliby go szukać, a tego Czkawka raczej wolał uniknąć. W końcu wtedy tamten jeździec mógłby się nie zgodzić pomóc im w walce z Drago.

- No nic. Wróci.- rzekł Stoik, po czym wyszedł z areny.

W międzyczasie, Czkawka właśnie schodził z siodła Szczerbatka, klepiąc go przyjacielsko w głowę. Zobaczył, jak tajemniczy jeździec zdjął chełm i zaniemówił. Oto przed nim stała kobieta z podobnym kolorem włosów i takimi samymi oczami, co Czkawka. Oczywiście tego jeździec nie zauważył. Był bardziej zaskoczony tym, że tajemniczym jeźdzcem okazała się być kobieta. W dodatku już dość stara, bo dało się zauważyć pasmo siwych włosów.

- Jestem Valka, a ty to...?

- Czkawka.- w tym momencie to kobieta zamarła wpatrując się w Czkawkę. Czy jest możliwe? pomyślała. W końcu tak samo nazywał się jej syn. Musiała się upewnić.

- Czy ty przypadkiem nie pochodzisz z Berk?- zapytała.

- Owszem.- odparł bez zastanowienia Czkawka, po czym Valce na chwilę stanęło serce. Więc jednak to był jej syn. Nie mogła w to uwierzyć. W końcu nie widziała go już siedemnaście lat. 

- A więc to naprawdę ty. Muszę ci coś powiedzieć. Otóż...jestem twoją matką.- powiedziała kobieta. Czkawka stanął w bezruchu. Z jednej strony był szczęśliwy, a z drugiej zawiedziony. W końcu po siedemnastu latach spotyka jakąś obcą kobietę, która twierdzi, że jest jego matką. To przecież niemożliwe.

- Ale...to niemożliwe. Moja matka zginęła podczas ataku smoków.

- Nie do końca. Porwał mnie Chmuroskok, którego zdążyłeś poznać. W wiosce wszyscy myśleli, że smoki mnie pożarły pewnie. Jednak zacznijmy od początku. Jak zwykle Berk zaatakowały smoki. Próbowałam to powstrzymać, gdy nagle zobaczyłam, jak jakiś smok wdziera się do twojego pokoiku. Czym prędzej ruszyłam ci na ratunek. W twoim pokoju zobaczyłam coś, co upewniło mnie w moich przekonaniach, że smoki nie są groźne. Widziałam wtedy, jak Chmuroskok się z tobą bawił. Wtedy nagle do pomieszczenia wbiegł Stoik i wystraszył Chmuoskoka, który zrobił ci wtedy twoją bliznę na policzku. W przypływie gniewu podpalił cały dom, a następnie zabrał mnie ze sobą. Zobaczyłam, jak Stoik rzuca się w płomienie, by cię uratować. Tamtego dnia straciłam was obu, bo nie zabiłam smoka.- opowiedziała całą historę z łzami w oczach. Czkawce zrobiło się żal swojej matki.

- To już chyba wiem po kim to odziedziczyłem.- rzekł z uśmiechem Czkawka.

- Jak Stoik przyjął wiadomość o twojej przyjaźni z Nocną Furią.- zapytała Valka, zmieniając temat rozmowy. 

- Na początku...dość chłodno. Musiałem uciekać z wyspy. Jednak potem, gdy wraz z Szczerbatkiem pokonaliśmy Czerwoną Śmierć, zmienił zdanie. Jak wszyscy na Berk. Od tamtego czasu żyjemy w zgodzie ze smokami.

- Aż trudno uwierzyć.- powiedziała kobieta.- Na Berk nie zabija się już smoków? Niedowiary!

- W sumie to przyleciałem tu po to, żeby zaproponować ci wspólną walkę przeciwko Drago.

- Nie wygłupiaj się, Czkawka. Drago nie można pokonać, co najwyżej trochę osłabić. On jest najpotężniejszym łowcom smoków na całym archipelagu, jak nie na świecie. 

- To chyba dobrze, że ma za przeciwnika Smoczego Jeźdzca.

- Nie wiesz, w jak głęboki ogień rzucasz siebie i swoich bliskich, synu. Drago jest szaleńcem, którego stać na wszystko. Walka z nim to samobójstwo.

- Dopóki jest choć cień szansy na pokonanie go, to skorzystam. Jednak potrzebuję do tego wsparcia. Potrzebuję ciebie, mamo.

- Dobrze, możesz na mnie liczyć, ale pamiętaj, że najpierw trzeba osłabić Drago jak najbardziej, a następnie wydać mu bitwę na własnych warunkach.

Czkawka wrócił do wioski dopiero późnym wieczorem. Niestety bez Valki, która jeszcze nie chciała wrócić na Berk. Jeździec wylądował na samym środku wioski, gdzie o dziwo nie było nikogo. Nie przejął się tym jednak i poszedł do swojego domu, gdzie nie czekał na niego Stoik. Trochę go to zdziwiło. Szybko wyszedł i skierował sie do domu Astrid. Po chwili drzwi otworzyła mu wojowniczka.

- Hej, nie wiesz może gdzie się podziała cała wioska?- zapytał brunet z uśmiechem.

- Zebrali się w twierdzy, by omówić, co jest jeszcze do zrobienia przed nadchodzącą zimą. Mało mnie to jednak interesuje, więc zostałam. Wejdziesz?

- Właściwie to chciałem zaproponować ci spacer.

- Jasne! Poczekaj chwilę.- powiedziała Astrid, po czym chwilę później wyszła z chaty. Para skierowała się do lasu.

- No i jak spotkanie z tym jeźdzcem. Udało ci się?

- Tak. Mamy wsparcie jej i smoków.- powiedział Czkawka.

- Jak to jej?- zapytała zdziwiona Astrid,

- Bo widzisz. Ta jeźdzczyn to...moja matka.- oznajmił brunet.

- To wspaniale! Nie cieszysz się?- zapytała się zmartwiona wojowniczka.

- Cieszę cię, ale...to dla mnie trochę dziwne.

Dobra kończę, bo nie mam już siły XD Następny next pojawi się za 11 dni. Postaram się go wstawić w okolicach godziny 12. Narazka! :D

Dobra, udało mi się jeszcze zorganizowac trochę czasu na nexta XD

- Pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na mnie i pozostałych jeźdzców.- powiedziała Astrid i pocałowała Czkawkę w policzek. 

Niedługo potem wrócili do wioski. W domu, Stoik znów zaczął wypytywac Czkawke o to, gdzie był, jednak brunet szybko poszedł do swojego pokoju, pozostawiając swojego ojca bez odpowiedzi. 

Następnego dnia czekał na jeźdzców na arenie, gdzie miał odbyć się jak zwykle trening. W końcu zjawili się wszyscy oprócz bliźniaków, które jak zwykle zaspały. Oczywiście Mieczyk obwiniał Szpadkę, a bliźniaczka swojego brata. Jednym słowem - codzienność. 

- Najpierw mam dla was dobre wieści.- zaczął Czkawka.- Wczoraj odnalazłem tego tajemniczego jeźdzca. Łowcy nie kłamali i rzeczywiście kryjówkę miał na północy. Co najważniejsze, zdobyliśmy sojusznika w walce z Drago.- oznajmił brunet.

- To wspaniale!- krzyknął Śledzik.

- No, a teraz bierzmy się za trening!- rozkazał Czkawka i chwilę później wszycy siedzieli na swoich smokach. Jednak nagle zerwały się chmury burzowe, a potem słychać było grzmoty, przez co Czkawka odwołał trening. Każdy poszedł do swojego domu. Prawie każdy. Czkawka poszedł do kuźni by tam popracować nad ulepszeniem ogona Szczerbatka. Nie przeszkadzało mu to, że wszędzie dookoła lał deszcz. 

- Co robisz?- zapytał Pyskacz, wchodząc do kuźni.

- Zamierzam ulepszyć ogon Szczerbatka, by był jeszcze szybszy.- wyjaśnił jeździec.

- To powodzenia.- rzekł Wiking i wszedł do budynku połączonego z kuźnią, który był domem Pyskacza. Nagle w kuźnię uderzył piorun, przez co cała stanęła w płomieniach. Zauważając to, wszyscy wikingowie wybiegli z domu, by pomóc ugasić pożar, który mimo deszczu szybko się rozprzestrzeniał. Czkawka czym prędzej pobiegł pomóc przyjacielowi wydostać się z budynku ogarniętego ogniem. Kiedy pomógł Gburowi wydostać się, drogę zagrodziła mu podpalona belka. Mimo to, szybko wydostał się z budynku. o paru minutach, pożar był już całkowicie ugaszony, a wikingowie odetchnęli z ulgą, gdyż kuźnia była bardzo blisko spiżarni, gdzie trzymane były zapasy na zimę. Gdyby była tam pożar, Wandali czekałaby bardzo niebezpieczna zima.

No to ten, do zobaczenia z 11 dni XD

Ufff wróciłem znad morza :D Miałem pecha i się podczas pobytu tam rozchorowałem XD

Następnego dnia z samego rana wikingowie pomagali w odbudowywaniu kuźni po pożarze. Mieli oni jednak bardzo dużo do roboty, gdyż ogień zdołał zniszczyć niemal cały przybytek. Wandalowie nie łamali się jednak i w pocie czoła pracowali. Jeźdzcy pomagali naprawiać dach, co szło dość prężnie dzięki pomocy smoków.  Odbudowa przebiegła naprawdę szybko, bo po południu prawie cała kuźnia została odbudowana. 

Po skończonej pracy jeźdzcy udali się na patrol w okół okolicznych wysp. Czkawka przeczówał, że gdzieś niedaleko znajdują się łowcy, którzy tylko czekają by zaatakować Berk. Starał się jednak dłużej nad tym nie myśleć i skupić się na patrolu. W końcu dwie godziny później jeźdzcy spotkali się w centrum wioski by ogłosić, że nie zobaczyli nic podejrzanego. 

Wybaczcie, że teraz taki krótki, ale jestem zmęczony dziesięciogodzinną podróżą. Jeszcze wieczorem postaram się coś dodać ;)

Po skończonym patrolu, Czkawka udał się do lasu, by tam posiedzieć w samotności. Ciągle się zastanawiał, co może planować Drago. Jeźdzca martwiło to, że miał tak mało informacji. 

Wieczorem brunet wrócił do domu, gdzie ku jego zdziwieniu Stoik rozmawiał z Astrid. Nie zwrócił jednak na to uwagi i usiadł koło paleniska, gdyż wieczory na Berk robiły się coraz chłodniejsze.

- Astrid, chciałem ci przekazać, że na Berk przypływa twój wujek Finn i jego córka Tali.- oznajmił wódz. Czkawka usłyszał cichy okrzyk zadowolenia Astrid, gdyż bardzo lubiła ona swojego wujka.

- Nie wie wódz, kiedy przypłyną?

- Tak się składa, moja droga, że przypłyną jutro z samego rana.- odparł wiking. 

Tymczasem Czkawka grzebał patykiem w palenisku i zastanawiał się nad możliwymi poczynaniami Drago i łowców smoków. W końcu kiedyś musieli się znów pokazać. Tylko gdzie? Tego brunet niestety nie mógł wiedzieć. Kątem oka widział szczęśliwą Astrid. Cieszył się, widząc uśmiech na jej twarzy. Jeździec jednak szybko wyrwał się z zamyślenia i poszedł do swojego pokoju, by tam jeszcze raz przestudjować możliwe miejsca pojawienia się któregoś z łowców. Chłopak był tak zamyślony, że nie zauważył kiedy obok jego stanęła wojowniczka, wtulając się w jego plecy.

- Nad czym tak myślisz? - zapytała Astrid.

- Gdzie może zaatakować Drago. Od paru dni nie widziałem żadnego łowcy w okolicy. Niegdyś niemal codziennie widziałem statki łowców, a teraz? Teraz żadnego. To jest podejrzane. - odparł Czkawka. 

- Za bardzo się tym przejmujesz, Czkawka. Musisz w końcu od tego wszystkiego odpocząć. 

- Ale ja nie mogę, Astrid. W każdej chwili łowcy mogą wyjść z ukrycia, a jeśli wtedy zaatakują Berk?

- Wtedy się obronimy. Mamy smoki i...Smoczego Jeźdzca. - Astrid oparła głowę na ramieniu Czkawki. 

- Może masz rację. - odparł po cichu brunet. - Słyszałem, że jutro na Berk przypływa twoja rodzina. - jeździec zmienił temat.

- Mój wujek i kuzynka (bo chyba córka wujka to kuzynka, prawda? Jeśli nie to mnie poprawcie :D). Będą tu tydzień.

- To wspaniale, Astrid!

Następnego ranka Czkawka wstał bardzo wcześnie. Jak zwykle co rano udał się na lot ze Szczerbatkiem, by nie wyjść z formy. Chciał być jak najlepiej przygotowany do ewentualnej walki z Drago. Kiedy wrócił do wioski, część już się zbierała w porcie, jednak Czkawka musiał dzisiaj pomagać w ostatnich naprawach kuźni. Nagle zobaczył Astrid, któa oprowadzała swoją kuzynkę po wiosce.

- No, a to jest nasz szef i następca wodza, Czkawka. - wojowniczka przedstawiła jeźdzca kuzynce. Miały one podobny kolor włosów i były w tym samym wieku wieku, jednak na tym podobieństwa się kończyły. Tali w niczym nie przypominała Astrid. Była spokojna i raczej nieśmiała, co było przeciwieństwem dziewczyny Czkawki. Jeździec zauważył jednak, że wojowniczka nie powiedziała, że był też Smoczym Jeźdzcem. Oprócz tego widział dziwny błysk w oku Tali, kiedy ta patrzyła się na Czkawkę.

Ehh...nie mam więcej siły nic pisać. Jutro około 15 powinien pojawić się next :)

- Witam cię na Berk.- przywitał się brunet,

- Czkawka, to moja kuzynka, Tali.- wyjaśniła wojowniczka.

- Czkawka! Musisz to zobaczyć, szybko!- jeździec usłyszał Sączysmarka.

- Co się stało?- zapytał chłopak.

- Śledzik widział łowców, którzy zatrzymali się niedaleko Berk na jakiejś wyspie.- wyjaśnił Smark.

- Nie ma czasu, lecimy!- rozkazał Czkawka, który szybko przywołał Szczerbatka. Astrid równierz chciała przyzwać Wichurę, jednak jej chłopak ją powstrzymał.

- Ty zostań tutaj. Polecę z Sączysmarkiem i Śledzikiem.- powiedział jeździec i wzbił się w powietrze. Niedługo potem dołączyli do niego dwaj pozostali jeźdzcy i udali się na południe. Ku zaskoczeniu Czkawki, jeźdzcy zatrzymali się na jego starej kryjówce. 

- Łowcy zniszczyli całą wioskę.- powiedział Śledzik.

- To nie oni. Zastałem ją taką, kiedy uciekłem z wyspy. Tu była moja kryjówka.

Cała trójka obleciała wyspę, która nie była duża i dolecieli do plaży gdzie zobaczyli statek łowców. Szczerbatek zaczął zachowywać się nerwowo, jakby coś wyczuwał, jednak Czkawka uspokoił go kładąc mu dłoń na głowie. Szybko wylądowali. Natychmiast przeszukali okolicę. Gdy znów spotkali sie na plaży, zostali okrążeni. Łowców nie było dużo, bo tylko dwunastu. Jeźdzcy natychmiast zaatakowali. Czkawka walczył jak lew z czteroma przeciwnikami. Było ich jednak za dużo. Nagle brunet poczuł przeszywający ból w prawym ramieniu, a gdy tam spojrzał, zobaczył wystający bełt. Szybko dał rozkaz do odwrotu. Szybko wskoczyli na grzbiety smoków i odlecieli na Berk. Tam Czkawka szybko poszedł do domu, by jakoś opatrzeć ranę. Niestety po drodze spotkał Astrid i Tali, które rozmawiały pod chatą wojowniczki. Szybko zauważył zmartwiony wzrok Astrid, która wpatrywała się w ranę chłopaka.

- Idziemy do Gothi!- rozkazała dziewczyna. Czkawka nawet nie próbował się stawiać, gdyż wiedział, że w takich chwilach Astrid nie znosi sprzeciwu.

...

Do chaty starej zielarki parze towarzyszyła Tali, która wyglądała na bardzo się bardzo zmartwiona raną jeźdzca. Astrid jednak tego nie zauważyła, czego o Czkawce powiedzieć nie można było. Starał się on jednak nie zwracać na to uwagi. Gothi szybko opatrzyła ranę bruneta, która wcale nie była groźna. Gdy wyszedł, przed chatą czekały obie dziewczyny. Astrid wypytywała swojego chłopaka o to, czy się dobrze czuje, na co Czkawka z rozbawieniem odpowiadał. 

Wieczorem Czkawka siedział w swoim pokoju i majstrował w swoim kombinezonie, kiedy usłyszał pukanie. Odwrócił głowę w kiedunku drzwi, gdzie zobaczył swojego ojca.

- Możemy porozmawiać? - zapytał Stoik.

- Jasne! - odparł Czkawka.

- Synu, masz już siedemnaście lat, a za parę lat zostaniesz wodzem. Jednak aby tego dokonać, musisz się w tym celu wiele nauczyć. Dlatego najlepiej by było, gdybyś już teraz zaczął się przygotowywać do tej roli. Na południowym archipelagu jest akademia, gdzie każdy wielki przywódca uczęszczał. Postanowiłem, że i ciebie tam wyślę, Czkawka. Nauki trwają trzy lata. Do tego czasu nie będziesz mógł opuszczać tamtejszej wyspy, synu. - rzekł Stoik. Czkawka nie wiedział, co powiedzieć.

- Tato...ja nie mogę. Jestem Smoczym Jeźdzcem i do tego toczę walkę z Drago. Podczas mojej trzyletniej nieobecności może zginąć bardzo wiele smoków, a ja na to nie pozwolę! 

- Przedewszystkim jesteś przyszłym wodzem Berk, Czkawka. Poza tym Drago nie można pokonać.

- Zrozum, że nie mogę, tato. Trzy lata to zbyt dużo, jak na walkę z tak groźnym przeciwnikiem. Wychodzimy, Szczerbatek. - powiedział Czkawka, po czym wraz z smokiem wyszli z domu. Zaraz po tym wskoczył na siodło smoka i razem wzbili się w powietrze.

...

Czkawka latał tak aż do północy. Wylądował w samym centrum wioski, jednak nie zamierzał wracać do domu. Był wściekły na Stoika, bo przecież wiedział, że jeździec miał na głowie walkę z Drago, a mimo to i tak próbował wysłać go do jakiejś szkoły dla przyszłych wodzów, gdzie spotkałby same rozkaprysione dzieci wielkich przywódców. Wraz z Szczerbatkiem skierował się do Kruczego Urwiska, gdzie chciał spędzić noc z dala od wioski. 

Następnego dnia chłopak spacerował wioską. Był sam środek południa. Niestety po drodze spotkał Stoika.

- Gdzieś ty był przez całą noc?!

- Byłem w lesie, tato. - odparł Czkawka i szybko skierował się do kuźni. Tam nie mając nic do roboty, poprosił Pyskaca by ten dał mu jakieś miecze do naostrzenia. 

Astrid tymczasem szła przez wioskę ze swoją kuzynką. Obie rozmawiały na różne tematy, świetnie się przy tym bawiąc. Co chwilę wybuchały głośnym śmiechem. Szły w stronę kuźni, by naostrzyć topór Astrid. Przed budynkiem wojowniczka zauważyła Szczerbatka. Czkawka nawet nie zauważył, kiedy do kuźni weszła jego dziewczyna i Tali. Dopiero kiedy Astrid dotknęła ramienia chłopaka, ten wyrwał się ze swoich rozmyślań.

- Coś się stało? - spytała zmartwiona Astrid.

- Nie, wszystko jest w porządku. - odparł brunet. - Co dla was zrobić? - zapytał z wymuszonym uśmiechem, co nie uszło uwadze Astrid.

- Mógłbyś naostrzyć mi ten topór? - zapytała wojowniczka. Czkawka przytaknął i wziął się do roboty.

- Astrid, dlaczego mi nie powiedziałaś, że wasz przywódca jest Smoczym Jeźdzcem? - Tali wyglądała na lekko zawiedzioną tą tajemnicą. 

- Czkawka po prostu lubi trzymać wszystko pod kontrolą, nawet swoją tożsamość. - odparła.

- Gotowe, oto twój topór, Astrid. - rzekł jeździec, wręczając broń wojowniczce.

- Tali zaniosłabyś mój topór do domu do domu? Ja muszę jeszcze coś załatwić w twierdzy.

- Jasne!

- No więc, co cię gryzie, Czkawka? - zapytała Astrid, gdy jej kuzynka wyszła z kuźni.

- Ojciec powiedział, że muszę się zacząć przygotowywać do roli wodza. W tym celu chce mnie wysłać do jakiejś akademi...na trzy lata.

- Jak to?! A co z Drago?! Nie możesz sobie tak poprostu tam polecieć. Jeźdzcy cię potrzebuję, ja cię potrzebuję, Czkawka.

- Nie zamierzam. Walka z Drago jest dla mnie zbyt ważna. 

Niedługo potem oboje wyszli z kuźni, Szybko dołączyła do nich Tali, więc para zaczęła udawać zwykłych przyjaciół. Niestety Astrid zauważyła, że jej kuzynka zaczęła się zbyt przymilać do jeźdzca. Nie mogła nic na to poradzić, bo gdyby prawda wyszłaby najaw, reszta jeźdzców zajęłaby się nimi, a nie walką z łowcami. W końcu cała trójka pożegnała się pod twierdzą. Czkawka wskoczył na Szczerbatka i poleciał na północ, by odwiedzić swoją matkę.

Valka siedziała na jednym z kamieni i bawiła się z Chmuroskokiem, gdy nagle usłyszałą dźwięk Nocnej Furii, który wywołuje strach u każdego Łowcy Smoków. Niedługo potem zobaczyła swojego syna, zsiadającego z siodła Szczerbatka, przyjaźnie przy tym klepiąc gada po łbie.

- Hej, mamo! - przywitał się Czkawka. Valka od razu podbiegła do niego i go przytuliła.

...

- Czkawka! Co cię tu sprowadza? - spytała kobieta.

- Musiałem trochę odpocząć od wioski i ojca.

- Coś się stało?

- Tak. Tata chce mnie wysłać na jakąś wyspę do akademi, w której będę się przygotowywał do roli wodza. Na trzy lata. Tłumaczył to tym, że każdy wielki przywódca tam uczęszczał. Jednak trzy lata to zbyt długo. W tym czasie zbyt wiele smoków może ucierpieć. - powiedział Czkawka.

- Rozumiem. Przyleciałeś tu po moją radę? 

- Tak. Co byś zrobiła na moim miejscu, mamo?

- Rozumiem zachowania Stoika, ale nie każdy wielki wódz chodził do jakiejś akademi. Przede wszystkim musisz skupić się na walce z Drago, synu. Jeśli ktokolwiek ma jakieś szanse w walce z nim, to właśnie ty.

- Dzięki. Jeśli chodzi o powrót do wioski, to moja propozycja jest wciąż aktualna. Jesteś tam potrzebna. - Czkawka próbował przekonać swoją matkę.

- Wybacz mi, synu, ale jeszcze nie mogę. Obiecuję ci, że tam wrócę i razem będziemy rodziną, ale to jeszcze nie czas, Czkawka.

Tymczasem Tali i Astrid siedziały w pokoju wojowniczki i rozmawiały. Niestety temat rozmowy cały czas krążył w okół Czkawki, co niekoniecznie podobało się Astrid. Była wściekła na kuzynkę, ale jednocześnie nie mogła jej winić. Wojowniczka chciała powiedzieć kuzynce, że Czkawka to jej chłopak, jednak problemem Tali było to, że niekoniecznie zawsze dotrzymywała sekretów. Zwłaszcza w tych sprawach. Astrid ze spokojem wysłuchiwałą westchnień kuzynki, ilekroć ta wymawiała imię Czkawki. Nagle usłyszały dźwięk lecącego Koszmara Ponocnika. Zaraz potem do chaty Astrid wszedł zdyszany Sączysmark. Dostał ostrą reprymędę od wojowniczki za brak pukania, jednak on nie miał na to czasu.

- Gdzie jest Czkawka? Przypłynął jakiś człowiek, który twierdzi, że zna Czkawkę i potrzebuje jego pomocy. - wyjaśnił Smark.

- Nie wiem. Ostatnio widziałyśmy go, jak wchodziłyśmy do twierdzy. Wsiadł na Szczerbatka i odleciał. - powiedziała Astrid. Nagle usłyszeli świst Nocnej Furii. Chwilę potem Sączysmark złapał przyjaciela i jeźdzcy udali się do portu, gdzie czekał znajomy bruneta. Okazało się, że tym człowiekiem był Rengar, dawny znajomy Czkawki z więzienia łowców.

- Czkawka łowcy zaatakowali moją wioskę. Potrzebujemy waszej pomocy, inaczej zginą niewinni ludzie. - powiedział szybko Rengar. Czkawka nie zastanawiał się.

- Zwołajcie resztę! Gdzie twoja wyspa się znajduje?

- Leć na południe. Gdy zobaczysz dym, to będzie moja wioska. - wyjaśnił Rengar, gdy tylko wszyscy się zebrali, od razu wylecieli z wyspy. Lecieli w milczeniu. Czkawka bał się, że może być już za późno. W końcu dolecieli. Zaatakowali łowców z zaskoczenia. Czkawka pośród zgliszcz budynków zauważył Drago, który zabijał resztki obrońców.

- Któż to mnie zaszczycił swoją obecnością. Sam SMOCZY JEŹDZIEC! Patrzcie bezbronni mieszkańcy wyspy Zaratos, przybyła wasza ostatnia nadzieja wraz z swoją bandą jeźdzców! 

- Za dużo gadasz, Drago! - odpowiedział Czkawka, zsiadając z Szczerbatka, który mierzył do łowcy. 

- Skazałeś tych ludzi na śmierć, Czkawko Haddocku. Tak samo jak tych w akademii dla wodzów. Jesteś bezradny. 

- Zginiesz! - krzyknął brunet i rzucił się do ataku. Drago cudem uniknął ciosu i zaatakował swojego przeciwnika od tyłu. Czkawka jednak wyczuł zamiar łowcy i wykonał unik. Musiał jednak szybko uciekać, bo zauważył coraz więcej łowców na horyzoncie. Wioska Rengara była już stracona. Przez niego. 

Kiedy dolecieli na Berk, jeździec nie miał dobrych wieści dla Rengara, który również jak Drago zaczął oskarżać Czkawkę. On jednak był pogrążony we własnych myślach. Wiedział, że zawiódł. Mógł przecież walczyć do końca, każąc przyjaciołom uciekać. Mógł zostać i tam zginąć w obronie niewinnych. On jednak stchórzył i uciekł.

- Ej, to nie była twoja wina, Czkawka. Łowców było zbyt dużo, by zostać tam i walczyć. - powiedziała Astrid, widząc swojego chłopaka nad klifami. Szybko usiadła obok niego i go objęła. 

- Mogłem tam zostać, walczyć. Uciekłem. To moja wina. Drago poczuje się teraz zbyt pewnie. 

...

- Nie możesz się obwiniać. Jesteś tylko człowiekiem i jak każdemu człowiekowi, tobie również może zdażyć się porażka.

- Ta porażka kosztowała życie niewinnych, Astrid. To niedopuszczalne.

- Jeszcze dorwiemy Drago, zobaczysz. Wtedy zemścimy się za śmierć wszystkich niewinnych ludzi. - powiedziała wojowniczka i pocałowałą chłopaka. 

Czkawka wciąż zastanawiał się nad słowami Drago. Jego następnym celem będzie akademia dla przyszłych wodzów. Jeździec nie mógł na to pozwolić. Chcąc, czy nie, musiał tam lecieć, by zapewnić bezpieczeństwo wyspie. Sam jednak nie mógł tego zrobić. Potrzebował wsparcia. Możliwie jak największego. W tym celu udał się jeszcze tego samego dnia do swojej matki. Potrzebował pomocy jej i smoków. Kiedy Valka usłyszała całą opowieść, zgodziła się bez wahania. W końcu chodziło tu o życie bezbronnych ludzi, ale też i przyszłych następców wodzów swoich wysp. Na Berk Czkawka wrócił późną nocą.

- Gdzie byłeś? - spytał zmartwiony Stoik.

- Musiałem załatwić pewną sprawę. Mam jednak dla ciebie wiadomość. Polecę do tej szkoły dla wodzów. - poinformował jeździec, podając kosz z rybami Szczerbatkowi.

- To wspaniale, synu! Jestem z ciebie dumny. 

- Nie po to, by się uczyć. Drago powiedział, że jego następnym celem będzie właśnie ta akademia. Zamierzam polecieć tam z jeźdzcami i całym dostępnym wsparciem, by obronić wyspę. 

- Jak to? Wyspa jest bardzo silnie strzeżona, Czkawka. Nie ma opcji, by Drago ją splądrował.

- Widziałem jaką siłą on dysponował. Na Zaratosie, Łowców było tysiące. Może nawet dziesiątki tysięcy. Dodatkowo Drago jest bezwględny i nieprzewidywalny, co zwiększa jego szanse. 

- Będziesz potrzebował więcej wsparcia w takim razie. Smoki nie wystarczą, synu.

- Wiem. Dlatego proszę cię o pomoc, tato. Zwołaj najlepszych wojowników jutro z rana w twierdzy. 

- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

Czkawka wstał z samego rana, nim wstało jeszcze słońce. Szczerbatek spał, więc brunet nie miał serca go budzić. Chłopak był zamyślony. Szybko ubrał się w swój strój do latania i założył chełm, w którym zawsze lata. Następnie szybko udał się do twierdzy. Tam jeszcze nikogo nie było. O świcie zjawili się Astrid i Sączsmark, a następnie reszta jeźdzców. Niedługo potem Stoik, za którym podążali najlepsi z najlepszych wojowników. Była ich dwudziestka. Chwilę później słychać było, jak nad Berk przelatują setki smoków. Czkawka wiedział, co to oznacza. Zaraz potem do twierdzy weszła jego matka, która nie chciała jeszcze zdradzić swojej tożsamości. 

- Myślę, że możemy już zaczynać. - rzekł Czkawka, kładąc ręce na stole, przy którym wszyscy się zebrali. Leżała tam duża mapa. - Drago ma przeważające siły, które na pewno zostaną użyte podczas ataku na akademię dla wodzów. Naszym priorytetem będzie ewakuować wszystkich przyszłych wodzów, by żaden z nich nie zginął podczas ataku. Cała wyspa jest silnie strzeżona, jednak Drago napewno zauważy słabe strony obrońców, dlatego też zebrałem was tutaj. Pomożecie obrońcom przygotować się do walki przeciw Drago. On napewno nie przewidział pomocy od nas. Spodziewa się tam tylko mnie, co daje nam przewagę. Poza tym mamy smoki i możemy przeprowadzić ataki z góry. Bez względu na wszystko, osłaniajcie się nawzajem. Jakieś pytania?

W krótce jeźdzcy oraz matka Czkawki wsiedli na smoki i wylecieli. Zaraz za nimi do łodzi weszli wikingowie pod wodzą Stoika i Pyskacza. Prowadziła ich wielka chmura smoków. Do celu dotarli dopiero po parunastu godzinach. Wtedy jeszcze nic nie zwiastowało nadchodzącego ataku ze strony Drago. Wyspa wiodła spokojne życie. Czkawka widział duży teren, ogrodzony murem, a w okół niego jakąś wioskę. Domyślił się, że teren za murem to akademia. Na wyspie była wielka góra, gdzie schowała się Valka wraz z smokami. Czkawka i wikingowie zatrzymali się w porcie. Na powitanie im wyszedł wódz wyspy.

- Kim wy u diabła jesteście i co to za chmara smoków?! - zapytał wściekły mężczyzna. 

- Jestem Smoczym Jeźdzcem. Wraz z wojownikami z Berk i tymi smokami, przybyłem by pomóc wam w obronie tej wyspy przed atakiem Drago Krwawdonia. Musicie natychmiast ewakuować mieszkańców wioski i całą akademię. 

- Nonsens. Nasza wyspa jest świetnie broniona. Żaden Drago nam nie zagraża. 

- Jesteście w stanie się obronić, gdy wróg dysponuje tysiącami wojowników? Drago jest bezwzględny i nieprzewidywalny. Nie macie szans, bez mojej pomocy. 

- Posłuchaj mojego syna Sigmunt. Łowcy dokonali masakry na Zaratos. Czkawka tam był i wsztsko widział. Nie sposób było zliczyć wszystkich najeźdzców. - powiedział Stoik.

- Skoro tak twierdzisz, Stoiku. Natychmiast wydam rozkaz do ewakucaji wyspy. Zostaną tutaj tylko obrońcy. Najlepiej będzie zaszyć się w zamku. 

...

Parę godzin później Czkawka siedział w swoim tymczasowym pokoju i rozmyślał nad taktyką. Na szczęście nie musiał się martwić o mieszkańców i uczniów, którzy zostali przeniesieni w bezpieczne miejsce. Jeździec zastanawiał się, z której strony Drago mógłby przeprowadzić główny atak. Był jednak zbyt zmęczony, by nad tym rozmyślać. Szybko wstał od biurka, na któym leżała mapa wyspy, a następnie podszedł do okna. Widział przez nie, jak jeźdzcy pomagali budować barykadę w drzwiach bramy twierdzy, gdzie znajdowała się akademia. 

Tymczasem Drago siedział w swojej kajucie. Oprócz niego, by tam jeszcze jego najbardziej zaufany człowiek - Viggo. Obaj wymyślali plan ataku. 

- Panie, a co z Smoczym Jeźdzcem? - zapytał łowca.

- Będzie tam na nas czekał. Wraz ze swoimi jeźdzcami i wsparciem z Berk. Nie stanowią jednak większego zagrożenia. - powiedział Drago. 

- Jaki będzie nasz następny krok?

- To się jeszcze okaże, Viggo. 

Strasznie krótki, wiem, ale jutro dodam więcej:))

Tymczasem na wyspie przygotowania do obrony właśnie się skończyły. Czkawka siedział w wielkiej sali, a wraz z nim byli jeźdzcy, Sigmunt oraz Stoik i Pyskacz. Wszyscy omawiali plan obrony.

- Gdy tylko na horyzoncie pojawią się statki łowców my i wszystkie smoki, które z nami przyleciały, zaatakujemy ich. To powinno przerzedzić ich szeregi. Następnie, gdy zbliżą się na odpowiednią odległość, ostrzelacie ich statki z katapult. Naszą pierwszą linią obrony będzie wioska pod bramami tego zamku. Zauważyłem tam wieże obronne. Wykorzystamy je, ustawiając tam łuczników. - powiedział Czkawka.

- Dobry plan. - zgodził się Sigmunt. - Zdziesiątkujemy ich, zanim zdążą podejść do bramy. - dodał.

- Nie damy rady. Będą zbyt liczni. Łucznicy...tylko ich spowolnią, byśmy my mogli się w spokoju przegrupować. W rzeczywistości poślemy ich na samobójstwo. - rzekł ponuro jeździec Nocnej Furii.

- Na pewno nie ma innego rozwiązania?

- Nie. To jedyna opcja. Naszą drugą linią obrony będą mury tego zamku. Ustawimy tam kuszników oraz kotły z gorącą smołą. To powinno jeszcze bardziej spowolnić Drago. Na dodatek zaatakujemy łowców z powietrza. Mamy mocną barykadę, ale zakładam, że łowcy zdołają się przebić, dlatego nasza piechota musi się mieć na baczności. Kiedy się wedrzą do środka, rozpocznie się prawdziwe piekło. 

Parę godzin później Czkawka patrolował tereny w okół akademi. Nagle zobaczył w oddali kilka okrętów. Po chwili pojawiło się ich więcej. Znacznie więcej. Po minucie, na horyzoncie było niezliczenie wiele statków łowców. Brunet szybko podniósł alarm. Chwilę potem zobaczył Valkę, a za nią setki smoków. Chwilę potem obok niego znaleźli się jeźdzcy. Wszyscy ruszyli do ataku. Czkawka z Szczerbatkiem lecieli przodem. Łowcy byli przerażeni, słysząc dźwięk Nocnej Furii. Czkawka od razu wziął się do roboty i zaczął niszczyć okręty łowców, a chwilę potem dołączyła do niego całą reszta. Jeździec widział, jak niektóre dzikie smoki wpadały w ręce wroga, starał lecieć im na ratunek, jednak nie każdemu smokowi mógł pomóc. Po parunastu minutach nalotu, Czkawka wydał rozkaz do odwrotu ze względu na poniesione straty. Niedługo potem wylądował w zamku, gdzie czekał na wydanie rozkazu ostrzału z katapult. Jeździec stał na murze obok Astrid i patrzył, jak do wyspy zbliża się co raz więcej statków. Nie wiedział jak zatrzymać Drago. Mieli zbyt mało ludzi, by się obronić. Nawet smoki niewiele mogły pomóc.

- Jak mamy z tym walczyć, Astrid? - zapytał chłopak.

- Damy radę. Jesteśmy przygotowani na atak. Poza tym zdołaliśmy choć trochę osłabić Drago. - odpowiedziała Astrid, kładąc rękę na ramieniu Czkawki by dodać mu otuchy. Brunet patrzył jak łowcy się zbliżają. W końcu dopłynęli na tyle blisko, by zacząć ostrzał. Natychmiast wydał sygnał do rozpoczęcia ataku, a chwilę potem nad ich głowami świstały głazy różnej wielkości. Niektóre były nawet podpalone. Czkawka i Astrid widzieli, jak niektóre pociski trafiały w okręty, zatapiając je.

- Oby bogowie wojny mieli nas w obiece. - powiedział Czkawka, po czym poszedł do zamku. Tam reszta jeźdzców przygotowywała się do następnego ataku. 

- Wreszcie jakaś porządna demolka. - powiedział Mieczyk

- To może być twoja ostatnia demolka. - powiedział Czkawka. - Wszyscy macie na siebie uwarzać. Będziecie mi jeszcze potrzebni.

W końcu pierwsi łowcy wylądowali na plaży. Kiedy tylko weszli do wioski, łucznicy zaczęli swój ostrzał. Wielu łowców zginęło, mimo to posuwali się wciąż naprzód. Czkawka obserwował to wszystko z muru. Jednak wróg wciąż nadchodził i niedługo potem odciął wszystkich łuczników od zamku. Tymczasem na murach robiło się gorąco. Kusznicy ostrzeliwali łowców, którzy próbowali przełamać barykadę. Nie było to łatwe z uwagi na ostrzał i naloty z powietrza. Czkawka starał się jak tylko mógł, by uprzykrzyć łowcą życia. Słyszał krzyki najeźdzców, na których została wylana gorąca smoła. Z oddali widział, jak ostatnie oddziały łuczników walczyły w odciętych dzielnicach wioski. Postanowił im pomóc. Dzięki temu choć część łuczników przeżyła, a teraz dla chłopaka ważny był każdy obrońca, który zdolny był jeszcze trzymać broń. Gdy wrócił do zamku, niektórzy łowcy już zdołali się tam wedrzeć. Jednak jego ojciec radził sobie naprawdę dobrze. Z oddali widział, jak Valka i Astrid dokonują nalotów na łowców. Brunet uśmiechnął się na ten widok. Słyszał szczęk odbijanych ostrzy. Nagle w oddali zauważył Viggo, który przyglądał się walczącym. 

...

Czkawka szybko wylądował nieopodal łowcy, który zdawał się go nie zauważać. Brunet szybko chwycił swój miecz i podszedł do Viggo.

- Gdzie jest Drago? - zapytał jeździec.

- Myślisz, że Drago marnowałby swój cenny czas na jakąś nędząną wysepkę? Ja prowadzę ten atak, a ty...za chwilę zginiesz. Nie macie szans, opierając się potędze łowców. - rzekł Viggo.

- Więc choć i spróbuj mnie zabić. - powiedział Czkawka i zaatakował przeciwnika. Ten zdołał w ostatniej chwili chwycić swój miecz i odeprzeć atak bruneta, po czym przeszedł do kontrataku. Z ich mieczy sypały się iskry. Obaj wkładali w tą walkę całe swoje serca. Raz za razem atakowali i bronili się. Zdawałoby się, że tego pojedynku nic nie rozstrzygnie, gdy nagle Czkawka zauważył chwilowe roztropienie przeciwnika i powalił Viggo, przykładając mu miecz do gardła.

- Zabicie mnie nic ci nie da. Łowcy będą walczyć do upadłego. Poza tym chyba wygrywają nie sądzisz. - Viggo wskazał na płonące domu i zawaloną barykadę. Bitwa rozgorzała na dobre. Wszędzie dookoła widać było trupy. Przy każdym nalocie smoków, wiele z nich ginęło. Czkawka widział, jak jeźdzcy osłaniają się nawzajem.

- Przekaż Drago, że jeśli boi się sam stanąć przeciw mnie, to znajdę go i zabiję. - Jeździec schował swój miecz i wsiadł na Szczerbatka, a następnie zaatakował łowców z powietrza. Czkawka nie zamierzał przegrać tej bitwy. Musiał jednak przegrupować swoje siły, dlatego też odciął posiłki dla najeźdzców walczących w zamku. Następnie wraz z pozostałymi rozprawił się z łowcami walczącymi w zamku. Niedługo potem wszyscy mogli się przegrupować. Czkawka udał się do wielkiej sali, gdzie niedługo potem zjawiła się reszta.

- Jak bardzo jest źle? - zapytał Czkawka.

- Nasza barykada została zniszczona, a łucznicy są odcięci od zamku. Wielu poległo walcząc tutaj, w zamku. 

- Wśród smoków też są duże straty, Czkawka. - powiedziała Valka. - Ta bitwa może zakończyć się klęską. - dodała.

- Nie możemy tracić wiary! Od tego zależy czy wygramy, czy też nie! - powiedział jeździec.

- Masz rację, synu. - rzekł Stoik. 

- Jaki jest plan? - zapytał Sigmunt.

- Narazie musimy się przegrupować. Łowcy napewno wyślą zmasowany atak. Jeśli przetrwamy to, przetrwamy też resztę bitwy. 

Nagle do wielkiej sali wbiegł jeden z kuszników. Zdyszany podbiegł do Czkawki.

- Panie, Viggo stoi pod naszymi murami. Żąda spotkania ze Smoczym Jeźdzcem poza murami miasta. W lesie nieopodal. - oznajmił.

- Niech tak będzie. Astrid, pójdziesz ze mną. Będę potrzebował pomocy w razie zagrożenia. Niech polecą też smoki, tylko, by w razie czego zaatakować z góry. - rozkazał Czkawka, a następnie wraz z Astrid udał się do lasu, gdzie czekał Viggo. Brunet był pełen obaw. Co jeśli to była zasadzka?

...

- Czkawka, jesteś pewien, że twój plan zadziała? - zapytała pełna wątpliwości Astrid. Nie chciała, by jej chłopakowi stała się krzywda.

- Tak szczerze, to nie. Ale przynajmniej mamy wsparcie. - odparł brunet. Niedługo potem doszli do miejsca spotkania, gdzie czekał na Czkawkę Viggo, który najwyraźniej miał dla niego propozycję.

- Oto przybył Smoczy Jeździec. Martwiłem się, że nie rozwarzysz mojej propozycji! - zawołał łowca.

- Przejdźmy do sedna. - odparł Czkawka, który nie chciał wysłuchiwać przemowy Viggo. Oprócz niego, w miejscu spotkania było kilkunast łowców dobrze uzbrojonych. Niektórzy chowali się w drzewach i wymierzali swoje strzały w stronę Astrid i Czkawki. Brunet domyślił się już, że była to zasadzka.

- Dobrze, więc. Opuść tą wyspę raz na zawsze, a zostawimy tych ludzi w spokoju i ciebie przy życiu. - powiedział łowca.

- Nie ma takiej opcji. - chwilę potem Czkawka dał sygnał Valce, która pilnowała smoków. Parę chwil później w lesie rozpętało się prawdziwe piekło. Wszędzie dookoła paliły się drzewa, a powietrzu oprócz czadu, unosił się smród spalenizny. Łowcy ukryci w krzakach i drzewach krzyczeli.

- Sprytnie. - rzekł Viggo i zaatakował Astrid. Czkawka natychmiast rzucił się jej na ratunet. Oprócz ochrony wojowniczki, nic się dla niego nie liczyło, dlatego rzucił się z Viggo w płomienie. Na szczęście jego kombinezon chronił go przed ogniem. Viggo szybko zepchnął z siebie Czkawkę i znów zaczęli swój pojedynek. Tym razem walczyli do upadłego. Viggo, chcąc jak najszybciej wydostać się z płomieni, zaczął z całej swojej siły atakować Czkawkę, który w tej chwili był bezbronny. Brunet cały czas starał się unikać swojego przeciwnika, co mu się udawało. Szybko sięgnął po swój miecz i przejął kontrolę. Tym razem to on atakował. Widział w oczach Viggo bezradność i...strach. Wiedział, że zaraz zginie. Dlatego też ostatkiem sił rzucił się na Czkawkę i powalił go na płonące drzewo. Szybko zdjął z jego twarzy maskę i zaczął okładać pięściami po twarzy. Wszystkiemu przyglądała się bezradna do tej pory Astrid, która szybko ruszyła Czkawce na ratunek. Brunet szybko podniósł się z ziemi, założył swoją maskę i odciągnął Astrid od Viggo, by samemu dokończyć to, co zaczął. Wziął swój miecz i przyłożył do gardła leżącemu przeciwnikowi.

- Wkrótce i Drago do ciebie dołączy, Viggo. - powiedział Czkawka, po czym zabił swojego przeciwnika. Następnie wziął Astrid za rękę i pobiegł w kierunku zamku, by jak najszybciej uciec z płonącej rzeźni. 

...

- Czkawka, łowcy szykują się do ataku na nasz zamek. - powiedział Stoik, gdy tylko pojawił się w zamku. 

- Odeprzemy ich. Viggo nie żyje, nie mają dowódcy. Niedługo pójdą w rozsypke. - powiedział Czkawka, po czym wsiadł na Szczerbatka, któy już na niego czekał. - Polecę sam. - dodał, po czym wzbił się w powietrze. Czkawka zamierzał schować się w chmurach, by następnie przypuścić atak na łowców. Łowcy zachowywali się tak, jak przewidział to Czkawka, byli zupełnie bezradni. Niektórzy próbowali nawiązać walkę z jeźdzcem, jednak szybko ginęli od kuli plazmy Szczerbatka. Niedługo potem wszyscy złożyli broń i poddali się obrońcom.

- Czkawka, chciałem ci podziękować za uratowanie naszej wyspy. Mieszkańcy Hirindium są ci dozgonnie wdzięczni. Poza tym wiedz, iż możesz liczyć na nas, jako sojuszników, gdy przyjdzie czas ostatecznych porachunków. - powiedział Sigmunt.

- Dziękuję. Potrzebuję sojuszów, żeby pokonać Drago. W razie gdyby Drago znów się zbliżał, wyślij do Berk Straszliwca z wiadomością. Przybędziemy z pomocą jak najszybciej. - odparł Czkawka, po czym wraz z resztą odlecieli do domu.

- Czkawka, mam dla ciebie dobre wieści. - powiedziała Valka. - Wracam z wami do domu. 

Około 17 pojawi się jeszcze next :)

Tak wiem, że nie było nexta o 17, za co jeszcze raz przepraszam, ale tak jak pisałem w komentarzu, było zbyt gorąco :/ 

- To wspaniale, mamo! - krzyknął Czkawka, jednak nikt go nie słyszał, ze względu na maskę, którą miał na twarzy.

- Muszę tylko wrócić do Sanktuarium po swoje rzeczy. - powiedziała kobieta.

Na Berk wszyscy zostali powitani niczym bohaterowie, którymi bez wątpienia byli. Gdy jeźdzcy tylko zeszli ze swoich smoków do Astrid od razu podbiegła Tali wraz z Finnem. Czkawka przyglądał się temu obrazkowi z uśmiechem. Nagle zobaczył przed sobą Stoika.

- Synu, jestem z ciebie dumny. Udowodniłeś, że będziesz wspaniałym wodzem, Czkawka. - rzekł wiking, przytulając mocno jeźdzca.

- Tato...łamiesz mi żebra. - powiedział ledwo brunet. 

- Ach tak. Wybacz, ale muszę iść. Obowiązki wodza wzywają. - oznajmił Stoik, po czym skierował się do centrum wioski. Czkawka w tym czasie poszedł do lasu. Nie zauważył jednak jak podążyła za nim Astrid.

- Byłeś wspaniały, Czkawka. Dzięki tobie mieszkańcy tamtej wyspy przetrwali, a Drago stracił sporo wojska. To olbrzymi sukces. - powiedziała Astrid, stając obok jeźdzca.

- Nie byłoby tego sukcesu, ggdyby nie pomoc moich wiernych przyjaciół, smoków i woli walki. - odparł Czkawka, siadając pod drzewem, ciągnąc za sobą wojowniczkę.

- Masz rację. Czemu się tak uśmiechasz? - zapytała Astrid.

- W końcu będę miał normalną rodzinę, As. Moja mama powiedziała, że wraca na Berk. Niedługo tutaj będzie. - oznajmił chłopak.

- To wspaniale! Teraz do szczęścia brakuje nam tylko pokonania Drago. 

...

Rozdział 7:

Czkawka siedział właśnie w kuźni, gdy zauważył jakąś zbieraninę w centrum wioski przy twierdzy. Postanowił się tym jednak nie przejmować i zająć się swoją pracę. Jeździec chciał stworzyć ognisty miecz. Jednak musiał najpierw zrobić schemat budowy broni. Nie było to łatwe zadanie. Nagle do budynku wpadł podekscytowany Śledzik.

- Czkawka! Podobno do wioski wróciła twoja mama! - oznajmił.

- Wiem, Śledzik. - odparł z rozbawieniem Czkawka. - Sama mi to powiedziała, kiedy wracaliśmy z Hirindium. - dodał.

- Czyli ty o tym wiedziałeś? Czy trzymasz przed nami jeszcze jakieś sekrety? - zapytał otyły wiking. 

- Jest jeszcze trochę spraw, o których nie wiecie. - powiedział Czkawka. - Ale nieważne. 

Niedługo potem, jeździec skończył swoją pracę w kuźni i postanowił pójść do domu. Po drodze widział nieco skołowanych wikingów, którzy zapewne nie wierzyli, że Valka wróciła na Berk. W domu zastał swoich rodziców siędzących razem przy stole, którzy rozmawiali, głośno się przy tym śmiejąc. Czkawkę cieszył fakt, że miał w końcu dwoje rodziców. Stoik i Valka byli tak zajęci sobą, że nie zauważyli własnego syna. Brunet, nie chcąc im przeszkadzać, wyszedł z domu i poszedł polatać ze Szczerbatkiem. Gdy wrócił, zobaczył Astrid i Tali, które rozmawiały ze sobą.

- Hej! - przywitał się Czkawka.

- Hej, Czkawka. - Astrid przywitała się z chłopakiem, prawie się do niego przytulając, jakby chciała coś udowodnić.

- O czym rozmawiałyście?

- O niczym ważnym, Czkawka. - odparła Tali.

Wybaczcie, ale jest za gorąco żeby coś wymyśleć, nawet w nocy. Aktualnie siedzę przy w pełni otwartym oknie i prawie nie czuję wiatru :(

- To ja wam nie będę przeszkadzał. - rzekł Czkawka.

- Przecież nie przeszkadzasz. - powiedziała Astrid. Jeździec czuł się coraz dziwniej. Wydawało mu się, jakby Astrid była o coś zazdrosna. Kątem oka zauważył, jak Tali odwraca się i idzie w stronę twierdzy.

- Co to miało być, Astrid? - zapytał zdezorientowany chłopak.

- Chodźmy się przejść, Czkawka. - zaproponowała wojowniczka. Czkawka zgodził się bez namysłu. Chciał wiedzieć dlaczego Astrid zachowywała się w ten sposób. Chwilę potem oboje ruszyli w stronę klifów. Na miejscu usiedli pod drzewem, które rosło niedaleko.

- Możesz mi w końcu wytłumaczyć twoje zachowanie? - zapytał Czkawka, który był już lekko zniecierpliwiony.

- Jasne. - odparła Astrid. - Choć dziwię się, że sam tego nie zauważyłeś. Chodzi o to, że Tali się w tobie zakochała, a ja boję się, że cię stracę (zaś autor nie wierzy, że to pisze XD). - wyjaśniła Astrid. Czkawka wybuchł dość głośnym śmiechem.

- Astrid, ty tak naprawdę? Teraz ja ci coś wyjaśnię. Na całym świecie nie ma dla mnie drugiej tak ważnej osoby, jak ty. - powiedział Czkawka, po czym przytulił Astrid. Oboje nie wiedzieli, że całej tej sytuacji przyglądała się Tali, w której coś pękło. Nagle znienawidziła swoją kuzynkę. 

Następnego dnia, Czkawka wstał z samego rana. Jak zwykle założył swój kombinezon i udał się na poranny lot ze Szczerbatkiem. Latali bardzo długo i zanim Czkawka zdążył się zorientować, było już południe. 

- Chyba trochę zgubiliśmy poczucie czasu, co Mordko? - zapytał jeździec. Smok odparł mu tylko cichym pomrukiem, jakby chciał się z nim zgodzić. Niedługo potem byli w wiosce.

Wybaczcie, ale muszę wziąć jeden dzień przerwy od pisania nextów. Po prostu czuję, że moja wena się powoli wypala :( Jutro około 19 powinien się pojawić next :)

Obaj wylądowali przed domem Czkawki. Jeździec czym prędzej zsiadł z siodła i wpuścił Szczerbatka przodem do chaty, a następnie sam starał się przekraść do swojego pokoju. Na szczęście udało mu się uniknąć rodziców i usiadł przy swoim biurku, by zająć się swoimi szkicami nowych projektów. Czkawka miał naprawdę masę pomysłów na ulepszenie ogona Szczerbatka, czy sowjego stroju do latania. Nagle do jego pokoju wszedł Stoik.

- Gdzie byłeś? - spytał wódz.

- Latałem ze Szczerbatkiem. - odparł jeździec.

- Nie przestajesz mnie zaskakiwać, synu. - rzekł Stoik. - Najpierw zakończyłeś nasze waśnie ze smokami, a teraz dzięki tobie na Berk jest twoja matka. Jestem z ciebie dumny, Czkawka.

- Dzięki, tato. 

- To ja już może nie będę ci przeszkadzał. Widzę, że masz wiele pracy. - powiedział wiking, po czym skierował się ku wyjściu. 

Następnego dnia, Czkawka wstał dość późno, ponieważ pracował nad szkicami do późnej nocy i zasnął nad biurkiem, przez co strasznie bolały go plecy. Mimo to wstał z krzesła i skierował się na dół, gdzie przy palenisku krzątała się Valka, gotując coś.

- Wstałeś nareszcie. - powiedziała kobieta. - Była tu jakaś dziewczyna. Mówiła, że nazywa się Astrid, chyba cię szukała.

- W takim razie ja już powinienem wychodzić. - oznajmił Czkawka i wyszedł z chaty na poszukiwania swojej dziewczyny. Chodził po wiosce bardzo długo, aż znalazł ją w porcie. Astrid pomagała rybakom przy rozplątywaniu sieci. Czkawka wykorzystał sytuację i spróbował ją przestraszyć. Gdy bardziej się do niej zbliżył, wojowniczka szybko się odwróciła i zaatakowała bruneta.

- Czkawka! Przepraszam. - powiedziała dziewczyna i szybko odeszła od jeźdzca.

- Nic się nie stało. - odparł z uśmiechem. - Podobno mnie szukałaś.

- Owszem. Chciałam cię wyciągnąć na lot ze mną i Wichurką, ale spałeś, więc propozycja jest już nieaktualna. - powiedziała z uśmiechem Astrid.

- No skoro tak. - rzekł Czkawka.

Nie wiem czemu, ale wczoraj jak dodawałem, to najwyraźniej next mi się urwał, bo pisałem dłuższy XD

Czkawka pożegnał się z Astrid i zajął się własnymi sprawami w kuźni. Jeździec chciał zacząć budowę swojego ognistego miecza, jednak w tym celu potrzebował czegoś, co zdołałoby zapalić jego broń. Nie zastanawiał się długo i poszedł do Sączysmarka. Wiking siedział przed swoim domem i pokazywał swoje mięśnie Tali, która najwyraźniej miała serdecznie dość towarzystwa Smarka, dlatego ucieszyła się, gdy zobaczyła Czkawkę.

- Sączysmark, musimy pogadać. - powiedział jeździec.

- Ale ja przecież nic nie zrobiłem, to bliźniaki. - Sączysmark zaczął się nerwowo tłumaczyć.

- Nie o to mi chodzi. Potrzebuję pomocy twojej i Hakokła.

- Po co?

- Pracuję nad nową bronią. Potrzebuję śluzu Ponocnika.

- Jasne. - powiedział Sączysmark o obaj poszli w stronę smoka, który spał za domem Smarka. Czkawka powoli i ostrożnie podszedł do Hakokła, by go nie obudzić, albo zdenerwować. Następnie wyciągnął dzbanek, który miał pod ręką i zgromadził tam śluz smoka. 

Wybaczcie, ale ja naprawdę nie mam weny :( Nie dam rady więcej napisać :/ 

Wieczorem Czkawka miał czas, żeby polatać ze Szczerbatkiem. Szybko zrobił pożądek w kuźni i skierował się na poszukiwania smoka, który gdzieś się zgubił. Oczywiście Nocna Furia siedziała przy paśniku i pożerała kolejne ryby. Smok ucieszył się na wieść o wspólnym locie i zaczął radośnie skakać wokół Czkawki. Jeździec szybko wskoczył na siodło Szczerbatka i chwilę potem obaj wzbili się w powietrze. Lecieli bez celu, po drodze wykonując różne akrobacje, gdy usłyszeli skrzek Śmiertnika Zębacza.

- Widzę, że nie tylko ja wpadłam na pomysł lotu ze smokiem. - powiedziała Astird.

- A myślełem już, że jestem skazany na samotność. - odparł z uśmiechem Czkawka. - To co? Może mały wyścig? - zaproponował jeździec, zakładając swój chełm. Astrid zgodziła się bez namysłu, a chwilę później oboje lecieli bez opamiętania. Lecieli bardzo długo, aż w końcu smoki się zmęczyły, więc oboje musieli znaleźć jakąś wyspę by tam odpocząć. Kiedy w końcu znaleźli jakiś ląd, Czkawka zobaczył statki z flagami łowców smoków. Wraz z Astrid postanowili, że sprawdzą, co się tam dzieje. Szybko wylądowali w pobliskim lesie i wraz z smokami skierowali się w stronę statków. Doszli aż na plażę. 

- Czkawka, spójż! - powiedziała Astrid. - Czy to nie jest Drago? - zapytała, wskazując na mężczyznę w pelerynie ze smoczej skóry.

- Tak, to on. - odparł Czkawka. - Co on kombinuje?

- Nie wiem, ale to chyba nic dobrego. - odparła wojowniczka. 

Drago stał na plaży i rozmawiał z kupcem, który miał dostarczyć jego armii dostawy broni i zbroi. Było to dość kosztowne, jednak dzięki zrabowanym kosztownością z różnych wysp, łowca mógł sobie na to pozwolić. 

- Ceny ostatnio poszły w górę. - powiedział kupiec.

- Umawialiśmy się. Ja nie zmieniam warunków. - ostrzegł Drago.

- Albo dostanę więcej, albo koniec z dostawami. Ostatnio wzrosły cła, a ja muszę mieć z czego wyżywić rodzinę. 

- Rodzina to twój ostatni problem. Nie zapłacę ci więcej.

- W takim razie nie dostaniesz najnowszej dostawy. - powiedział kupiec, który był pewien siebie.

- Jestem Drago Krwawdoń i zawsze dostaję to, czego chcę. ZABIĆ GO! - krzyknął mężczyzna, a chwilę potem kupca otoczyła garstka łowców. W krótce słychać było błagania o litość i krzyk, który niedługo potem ucichł. Drago tylko lekko się roześmiał, a następnie kazał wziąć dostawę towaru swoim ludziom na pokład statku. 

Czkawka patrzył w szoku na plażę. Chciał szybko wsiąść na Szczerbatka a następnie zaatakować łowców, jednak było to samobójstwo. Szybko odciągnął Astrid, która także była w szoku, a następnie oboje wsiedli na swoje smoki i ruszyli w drogę powrotną na Berk. 

Znowu next nie był zbyt długi, ale postaram się żeby przyszłe były coraz dłuższe :)

Ech...dajcie mi parę dni na zebranie mojej weny i napisanie czegoś. Tak z trzy dni powinny starczyć :) Postaram się napisać długi next :D

Czuję, że moja wena powoli wraca do formy. Jej! XD 

Zanim się obejrzeli, byli już na Berk, gdzie życie toczyło się swoim zupełnie normalnym torem życia. Nikt nie wiedział o tym, co nie tak dawno widzieli Czkawka i Astrid. Żaden wiking nawet nie myślał o tym, że Drago był niedaleko wyspy, na której mieszkali Wandale. Niestety w krótce się to zmieniło. Czkawka zaraz po wylądowaniu pobiegł do swojego ojca, który rozmawiał z Pyskaczem. 

- Tato, musimy porozmawiać. To bardzo ważne. - powiedział jeździec.

- Coś się stało? - zapytał zmartwiony Stoik. W końcu nie często widywał swojego syna tak roztrzepanego. 

- Zacznę od początku. Razem z Astrid ścigaliśmy się, aż nasze smoki się zmęczyły. Zobaczyliśmy wyspę, a niedaleko okręty łowców. Na plaży był Drago, który rozmawiał z jakimś kupcem...najwyraźniej nie chciał mu sprzedać czegoś, na czym bardzo zależało Drago, dlatego kazał go zabić, a następnie wziął skrzynie tego kupca i odpłynął. 

- Wiesz, gdzie jest ta wyspa? - dopytywał się wódz. 

- Tak. Jakieś cztery godziny lotu na południe. Nie ma tam jednak nic, co by wskazywało, gdzie Drago może się ukrywać. Łowcy zadbali o ty, by nie pozostał po nich żaden ślad. - powiedział jeździec. Nagle zobaczył, jak obok niego staje Astrid.

- Trzeba zabezpieczyć Berk. - rzekł Stoik, po czym skierował się ku wyjściu z kuźni. 

- To nic nie da. Drago musi uzupełnić swoje wojska, po porażce na Hirindium. Stracił tam wtedy jednego ze swoich najlepszych dowódzów i większą część swojej armii. Napewno się bardzo dobrze ukrywa i nie ujawni się na razie. - powiedział Czkawka. 

- Co proponujesz, synu?

- Lepiej na razie nie siać paniki, wśród Wandali. Póki co nie ma jeszcze ku temu powodów.

- Racja. Idę powiedzieć twojej matce nowiny, które przyniosłeś. Na pewno będzie chciała to usłyszeć. - powiedział Stoik, a następnie wyszedł z kuźni na poszukiwania Valki. 

W tym samym czasie Czkawka chodził bez celu po wiosce. Zastanawiał się, gdzie Drago może mieć swoją kryjówkę, kiedy się ujawni i jaką wyspę zaatakuje następnie. Miał tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi, co go przytłaczało. Starał się przewidzieć każdy ruch Krwawdonia, co było wręcz niemożliwe. 

- Czkawka! Zaczekaj! - jeździec niespodziewanie usłyszał za sobą głos Śledzika.

- Coś się stało, Śledzik? - zapytał nieco zdziwiony Czkawka. Widział na twarzy przyjaciela, że niedawno coś odkrył. 

- Tak. Dałem Sztusi jakiś dziwny głaz i zaczęłą pluć lawą. Gdy wyschła, zobaczyłem to. - wiking wyciągnął w stronę Czkawki coś, co przypominało metal...choć dużo bardziej wytrzymały. Był on bardzo lekki, tak lekki jak miecz, który brunet znalazł w swojej starej kryjówce.

- To jest...metal? - zapytał Czkawka.

- Tak, tylko o wiele bardziej wytrzymały. Myślę, że nadałby się przy wykuwaniu tarcz i broni. - rzekł podeskcytowany Ingerman.

- Bardzo dobrze, Śledzik. - pochwalił go Czkawka. - Zanieś to Pyskaczowi, on powinien zrobić z tego użytek. - poradził brunet, a następnie skierował się w stronę klifów. Miał on tam ulubione miejsce, w którym lubił rozmyślać. A w tej chwili właśnie tego potrzebował. Musiał się skupić w ciszy i spokoju nad następymi krokami Drago. W końcu łowca nie mógł wiecznie siedzieć w ukryciu i prędzej czy później musiał zaatakować swój następny cel. W tej chwili, Czkawka żałował swojej pochopnej decyzji, że zabił Viggo. Mógł on mu się teraz przydać, w końcu był on w najbliższym otoczeniu Drago, co musiało oznaczać, że znał plany Krwawdonia. 

- Niech zgadnę, zastanawiasz się nad następnymi krokami Drago? Musisz czasem odpocząć, Czkawka. - jeździec usłyszał za swoimi plecami Valkę.

- To mi nie daje spokoju, mamo. On gdzieś tam teraz siedzi i planuje swój następny atak, a ja muszę wiedzieć, jaki będzie jego następny cel. - powiedział brunet.

- Nie musisz brać wszystkiego na swoje barki tylko dlatego, że jesteś Smoczym Jeźdzcem. W okół siebie masz mnie, twojego ojca, przyjaciół. Wszyscy jesteśmy tutaj po to, aby cię wspierać, Czkawka. Dlatego teraz idź odpocząć, a potem wszyscy razem będziemy się zastanawiać, nad następnym krokiem Drago. 

- Dzięki, że wróciłaś do wioski, mamo. Byłoby znacznie trudniej bez ciebie. - rzekł jeździec, po czym przytulił swoją matkę, a Valka odwzajemniła uścisk. Następnie Czkawka poszedł do domu, by tam po ciężkim dniu pójść spać. Niestety nie miał on zbyt spokojnego snu. Przez prawie całą noc dręczyły go koszmary. W jednym z nich znów widział rzeź całej Berk. Tym razem widok był jeszcze gorszy. Wszędzie zgliszcza spalonych domów. Dookoła pełno stosów ciał obrońców, a w samym środku Czkawka, który rozpaczliwie walczył ostatnimi siłami. Wiedział, że zaraz zginie z rąk Drago i gdy łowca już miał wykonać ostateczny cios...obudził się. Czkawka leżał w swoim łóżku, cały zalany potem. Wyjrzał przez otwór, który pełnił rolę okna i stwierdził, że jest środek nocy. Mimo to nie mógł zasnąć z powrotem.

Moja wena wróciła już chyba na dobre! W końcu nie czułem zmęczenia, gdy pisałem ten next, więc jest ogromny postęp. Więcej już jutro! :D

Nie mogąc znów zasnąć, Czkawka wyszedł z domu, by złapać trochę świeżego powietrza. Miał nadzieję, że dzięki temu szybko zapomni o męczącym go koszmarze i szybko wróci do łóżka. Tak jednak się nie stało. Sen wrócił z zdwojoną siłą, gdy tylko jeździec wyszedł na dwór. Czkawka miał wrażenie, jakby cała wioska miała zaraz stanąć w płomieniach, a na ląd mieli wychodzić łowcy smoków. To wszystko przytłaczało go. Nagle chłopak usłyszał kroki i głos Sączysmarka.

- Co ty tu robisz o tej porze, Czkawka? - zapytał zdziwiony wiking. Nie spodziewał się on spotkać swojego przyjaciela o tak późnej porze. 

- O to samo mogę spytać ciebie, Sączysmark. - odparł jeździec.

- Nie mogłem usnąć, więc postanowiłem, że pójdę do lasu i poćwiczę. - rzekł Smark.

- Ty też usnąć nie możesz? Chciałem po prostu złapać trochę świeżego powietrza. - wyjaśnił Czkawka.

- To może ja ci już nie będę przeszkadzał i pójdę. - powiedziawszy to, Sączysmark szybko skierował się w stronę lasu. Czkawce wydawało się, że jego przyjaciel coś ukrywa, jednak postanowił się tym nie interesować. W końcu miał masę swoich problemów na głowie. 

Nim Czkawka się zorientował, nastał już świt. Niektórzy wikingowie zaczynali już powoli wychodzić ze swych chat, by zająć się swoimi codziennymi zajęciami. Jeździec w tym czasie siedział na swoim ulubionym klifie i wpatrywał się w ocean, który się przed nim rozciągał. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że gdzieś tam musi być Drago, który na pewno coś planuje. Czkawka dostawał na tym punkcie niemal obsesji. Nie mógł przestać myśleć nad dalszymi posunięciami łowców. W końcu jednak postanowił dać temu choć na chwilę spokój i pójść do wioski. Było już południe, więc wioska była pełna krzątających się wikingów, brunet jednak na to nie zawrzał i szedł przed siebie. Bez celu. Nagle zobaczył na swojej drodze Szczerbatka, który domagał się lotu. Jeździec szybko wskoczył na siodło smoka, a następnie obaj wzbili się w powietrze. Lecieli bardzo szybko, wykonując różne akrobacje. W końcu jednak się zmęczyli, więc Czkawka postanowił wrócić na Berk. 

Reszta pojawi się wieczorem :)

Po powrocie do wioski, Czkawka postanowił zebrać jeźdzców w twierdzy. Postanowił on posłuchać swojej matki i wraz z przyjaciółmi zastanowić się nad możliwymi poczynianiami Drago i jego armii. W końcu kwestią czasu było to, aż łowcy wynurzą się z ukrycia i zaatakuję ze zdwojoną siłą. Czkawka był teraz jedyną osobą, która mogła temu zapobiec.

- Po co my tu jesteśmy? - zapytał Mieczyk.

- Drago się teraz ukrywa, ale na pewno ma jakiś plan. My musimy dowiedzieć się, co on kombinuje, aby zaatakować jako pierwsi i go zaskoczyć. - wyjaśnił Czkawka.

- A ty wiesz, że to trochę ryzykowne, prawda? - zapytał Śledzik.

- To jak chcesz pokonać Drago? 

- Myślałem, że będziesz chciał najpierw zawierać jak najwięcej sojuszy, by mieć jakiekolwiek szanse na pokonanie łowców. 

- Masz rację. - powiedział Czkawka. - Śledzik, mam ważne zadanie dla ciebie. Ty zajmiesz się sojuszami, a ja i reszta zajmiemy się tropieniem Drago.

- A niby jak chcesz to zrobić? - zapytał ze zdziwieniem Sączysmark. - Jakbyś zapomniał, to Drago się ukrywa.

- Nie wszyscy łowcy się ukrywają. Drago nie może całkiem zniknąć i zostawić swoje interesy. Na pewno jego ludzie zajmują się w tym czasie jego sprawami. To będzie nasz cel. Będziemy ich tropić, aż w końcu jeden z łowców doprowadzi nas do Drago.

- To się może udać, Czkawka. - powiedziała Astrid. 

- To skoro wszyscy wiedzą, co mają robić, możecie się rozejść. - powiedział Czkawka, po czym wyszedł z twierdzy. Skierował się w stronę klifów. Cały czas się zastanawiał, gdzie może być Drago i co on kombinuje. Domyślał się, że będzie chciał go przechytrzyć, ale nie wiedział w jaki sposób. Gdy szedł, znów po drodze widział Sączysmarka, który się nerwowo rozglądał, czy nikt za nim nie idzie. Trochę zdziwiło to Czkawkę, który postanowił się zakraść za wikingiem, by sprawdzić, co on knuje. Szedł tak dobre paręnaście minut aż doszedł za Smarkiem do celu. Tam nie wierzył własnym oczom. Widział Tali i Sączysmarka (Nie, jednak pomysł ze szpiegostwem wydaje się o wiele lepszy XD). Nagle gałąź złamała się pod jego stopą, co zaalarmowało Smarka, który zaczął się rozglądać. Czkawka szybko schował się w krzakach, by przyjaciel nie zauważył jego kombinezonu. 

- Coś się stało, Sączysmark? - zapytała zdziwiona Tali.

- Wydaje mi się, że ktoś nas obserwuje. - powiedział Smark.

- Spokojnie, to pewnie jakieś zwierze. - odparła Tali. 

Czkawka postanowił jak najszybciej udać się w kierunku klifów. Dotarł tam bardzo szybko. Wręcz błyskawicznie. Chwilę później usłyszał za sobą kroki, a następnie znajome głosy.

- Co ty tutaj robisz, Czkawka? - zapytał zdziwiony i przestraszony Sączysmark.

- Siedzę. Lubię to miejsce i często tu przychodzę. Pytanie jednak brzmi: co TY tutaj robisz? 

- Pomagam kuzynce Astrid w pewnej sprawie. Chyba poszukamy innego miejsca. 

- Nie szukajcie. Ja mam coś do załatwienia w kuźni. - powiedział Czkawka po czym skierował się do wioski. 

W wiosce panował spokój, jak zwykle. Jeździec nie miał problemów, by dojść do kuźni. Na miejscu postanowił zająć się swoim ognistym mieczem, który musiał dokończyć. Praca szła mu bardzo szybko, jednak miecz miał bardzo skomplikowaną budowę, więc wieczorem Czkawka musiał skończyć swoją pracę z powodu zmęczenia. Wziął się za sprzątanie pomieszczenia, co było czasochłonne, gdyż brunet zrobił niezły bałagan. Kiedy jednak w końcu cała kuźnia została posprzątana, jeździec skierował się do domu, gdzie bardzo szybko zasnął. Niestety znów męczył go koszmar. Tym razem jednak zupełnie inny. Stał naprzeciw jeźdzcom z wyciągniętym mieczem. Najpierw rzucił się na bliźniaki, potem Śledzika i Sączysmarka. Cała czwórka nie miała najmniejszych szans w walce z brunetem. Ostatnia na drodzę stanęła mu Astrid, która stała naprzeciw niego ze swoim toporem. Walka na początku była zacięta, jednak w krótce to Czkawka zyskiwał przewagę. W jego oczach wojowniczka widziała obłęd. To zdecydowanie nie był Czkawka, którego kochała. Kiedy blondynka całkiem opadła z sił, jeździec wytrącił topór z jej ręki i popchnął ją na ziemię. Czkawka zbliżał się do niej powoli szykując miecz do ostatecznego ciosu. 

Czkawka obudził się z głośnym krzykiem, który zapewne obudził całą wioskę. Jego ręce trzęsły się i odmawiały posłuszeństwa. Głos jeźdzca drżał, a oddech był niezwykle przyspieszony. Spojrzał przez okno i widział wschodzące słońce. Szybko wstał i się ubrał, a następnie wyszedł z domu. Cały czas miał przed sobą obraz swoich martwych przyjaciół i strach w oczach Astrid. 

- Co ci jest, Czkawka? - usłyszał za sobą przejęty głos Astrid.

- Nic. Po prostu miałem koszmar. - odparł jeździec. Astrid jednak wiedziała, że Czkawka nie mówi jej całej prawdy.

-  Nie przejąłbyś się zwykłym koszmarem, Czkawka. Mi możesz powiedzieć.

- No dobrze. Śniło mi się, że zabiłem was wszystkich. - powiedział.

- Czkawka, to był tylko sen. Nie musisz się tym przejmować. - powiedziała wojowniczka, po czym objęła chłopaka, by go uspokoić.

- Nie, to nie był zwykły sen. Od paru dni mam koszmary. Wszystkie dotyczą Berk. 

- Za bardzo przejmujesz się Drago i tym, że zaatakuje. Popadasz w obłęd. Kiedy ostatnio odpoczywałeś, tak naprawdę?

- Nie pamiętam.

- Właśnie. Powinieneś dać sobie spokój na parę dni. - powiedziała Astrid.

- W tym czasie Drago może wyjść z ukrycia i zaatakować, kiedy nie będziemy się tego w ogóle spodziewać.

- No to skoro nie chcesz tego zrobić dla siebie, to zrób sobię przerwę dla mnie, Czkawka. 

...

Jeździec postanowił posłuchać Astrid i chwilę po rozmowie z nią skierował się do Szczerbatka. Czkawka postanowił, że poleci gdzieś na parę dni, żeby nie myśleć o Drago. Gdy tylko szykował Nocną Furię do lotu, zza pleców usłyszał głos Astrid.

- Chyba nie myślałeś, że polecisz sam? 

- Tak naprawdę, to myślałem o tym. 

- W takim razie byłeś w błędzie. W końcu ktoś musi cię pilnować. - powiedziała Astrid.

- Bez przesady. Nie jestem dzieckiem, żeby się pakować w kłopoty, As. - odparł Czkawka.

- Przecież kłopoty, to twoje drugie imię, Czkawka. Jak ty mógłbyś bez nich żyć? - zapytała wojowniczka.

- Lećmy już! - rozkazał chłopak, chcąc zmienić temat tej rozmowy. Astrid bez słowa wsiadła na Wichurę, a natępnie cała czwórka wzbiła się w powietrze. Przez całą drogę Czkawka i Astrid rozmawiali i śmiali się, dzięki czemu jeździec zapomniał o swoich problemach, a nawet koszmarach. Był wdzięczny swojej dziewczynie za to, że chciała z nim lecieć. Wiele to dla niego znaczyło.

Parę godzin później odnaleźli niewielką wyspę, gdzie można było odpocząć. Czkawka nakazał Szczerbatkowi by wylądował tam, a następnie to samo zrobiła Astrid. Po odnalezieniu miejsca na obozowisko od razu podzielili się obowiązkami. Czkawka poszedł szukać drewna, a Astrid przygotowywała ognisko. 

Next krótki, ale nie mam czasu i siły. Jutro next może się nie pojawić, gdyż jadę na działkę i wracam wieczorem :)

Kiedy wszystko było gotowe, Czkawka poprosił Szczerbatka, by ten podpalił stos patyków. Czkawka wyjął parę ryb z torby przywiązanej do siodła Nocnej Furii, a następnie nadział dwie ryby na patyk, resztę dając smokom. Następnie Brunet i Astrid oparli się o smoki, przykładając ryby do ogniska. 

Tymczasem na Berk Sączysmark, jak co wieczór, spotykał się z Tali. Kuzynka Astrid pilnie potrzebowała jego pomocy. Pewnego dnia dostała zapieczętowany list, od łowców smoków, w którym pisało, że pojmali oni jej matkę, Erin. W zamian chcieli informacji dotyczących Berk i Smoczego Jeźdzca. Sączysmark miał pomóc Tali w odbiciu kobiety.

- Nie mogłaś o to zapytać Czkawki? - zapytał Sączysmark.

- On ma pewnie dużo na głowie i nie znalazłby czasu, żeby mi pomóc. Z resztą nie widziałam go dzisiaj w wiosce.- odparła Tali.

- Jednak walka w dwójkę, przeciwko łowcom to dość kiepski pomysł. - ciągnął Smark.

- Damy sobie radę. Z resztą i tak na razie nie wiem, gdzie oni ukrywają moją mamę. 

- Najlepiej będzie poczekać na Czkawkę. To on jest na tej wyspie specjalistą od walki z łowcami. Jest też jego matka.

- Chodzi ci o Valkę? Może ona mogłaby pomóc. - powiedziała Tali, po czym skierowała się do domu wodza, gdzie miała nadzieję znaleźć kobietę. Po parunastu minutach marszu, w końcu doszła do celu. Zapukała w drewniane drzwi, a następnie otworzyła je Valka, zdziwiona gośćmi o tej porze.

- Czkawki nie ma. Pewnie gdzieś wyleciał i nie szybko wróci. - powiedziała.

- Właściwie to ja do pani przyszłam. - powiedziała Tali.

- Coś się stało? - zapytała zdziwiona i zmartwiona Valka.

- Parę dni temu dostałam zapieczętowany list...od łowców smoków. Pisali w nim, że pojmali moją mamę, a w zamian za jej uwolnienie mam przekazać im informacje o Berk i Smoczym Jeźdzcu. Potrzebuję pani pomocy. 

- Chcesz, żebym pomogła ci odbić twoją matkę z rąk łowców. Chętnie, ale potrzebujemy do tego Czkawki. Z resztą nawet nie wiadomo, gdzie ona jest trzymana. Wstrzymaj się na razie. Czkawka chętnie pomoże, jak tylko wróci. - powiedziała Valka.

- No cóż...dziękuję. - odparła Tali i poszła do domu.

Czkawka spał w najlepsze oparty o Szczerbatka, gdy tymczasem Astrid trzymała pierwszą wartę. W końcu byli na zupełnie obcej wyspie i nie wiadomo, co mogłoby się stać. Nagle usłyszała dziwny szelest, wśród drzew. Dźwięk nie przypominał jej żadnego zwierzęcia, więc szybko postanowiła obudzić Czkawkę. 

- Co się stało? - zapytał jeździec, gdy tylko został obudzony.

- Ktoś tu chyba jest. Trzeba to sprawdzić. - powiedziała Astrid.

- Dobra rozdzielmy się. Ty sprawdzisz plażę, a ja miejsce, skąd słychać było kroki. Spotkamy się tutaj, gdy sprawdzimy teren. 

Para szybko się rozdzieliła i każdy poszedł w swoją stronę. Oczywiście wraz ze smokami. W końcu musieli się liczyć z tym, że mógłby to być jakiś wrogo nastawiony człowiek, a nawet grupa. Jeździec szybko dotarł do miejsca, skąd Astrid usłyszała kroki. Czkawka zobaczył odciski butów i złamane gałęzie, co oznaczało, że wojowniczka miała rację. Jednak pomimo upływu czasu, nie miał żadnego tropu. Postanowił więc, że wróci do obozowiska z nadzieją, że Astrid coś znalazła. Tam niestety czekała na niego przykra niespodzianka.

- Poddaj się Smoczy Jeźdzcu. - powiedział łowca, który trzymał przy gardle Astrid miecz. Nagle z nikąd Czkawkę okrążyło dwudziestu łowców. 

- Czego chcesz? - zapytał Czkawka.

- Ciebie. - odparł mężczyzna. - A przy okazji słyszałem, że podobno masz słabość do tej blondynki, więc zabierzemy i ją. Jeśli będziesz sprawiał jakiekolwiek kłopoty, wtedy ona zginie. Więc jak będzie? 

- Dobrze. Tylko ją puśćcie. - powiedział jeździec, po czym łowca popchnął Astrid na ziemię, przez co upadła. Następnie wszyscy łowcy rzucili się na nich i zakuli w kajdany. 

...

Czkawka i Astrid siedzieli pod pokładem, na okręcie łowców. Nie wiedzieli dokąd są zabierani, ale Czkawka wiedział, że nie będą to przyjemne wakacje. Ciągle pamiętał swój pobyt w lochach łowców smoków. Jeździec miał tylko nadzieję, że Astrid będzie cała. W rogu stały klatki z Szczerbatkiem i Wichurą. 

- Co teraz zrobimy? - zapytała Astrid.

- Nie wiem. Na razie możemy tylko czekać na dalszy rozwój wypadków. - odparł Czkawka. Nagle oboje usłyszeli kroki, a następnie ujrzeli postać kapitana statku. Był to rosły mężczyzna z twarzą oszpeconą wieloma bliznami. Był on całkowicie łysy. Z jego pasa zwisał mu wielki miecz. 

- Nie wierzyłem, kiedy moi ludzie powiedzieli mi, że przywlekli mi na mój statek Smoczego Jeźdzca i jego ulubienicę. - mężczyzna przywitał się szyderczym tonem, stając nad Czkawką. - Drago Krwawdoń chętnie się z tobą spotka, gdy tylko dopłyniemy na miejsce. - dodał.

- Nie wątpię. - odparł Czkawka. 

- Niestety, ale muszę porwać twoją ukochaną. W końcu ktoś musi pilnować naszej małej umowy. Jeśli będziesz grzeczny, to ona przeżyje. Jeśli nie...to lepiej już teraz się z nią pożegnaj. - rzekł łowca, a następnie uwolnił Astrid, po czym wziął ją na górny pokład. Dziewczyna próbowała się wyrwać ze stalowego uścisku, jednak łowca uderzył ją w głowę, przez co wojowniczka straciła przytomność. Czkawka jedynie patrzył na to z bezradnością. Nie miał szans w samotnej walce. No i nie chciał ryzykować życia Astrid, 

Reszta wieczorem ;)

Wieczorem okręt dopłynął do celu. Była to wyspa na kompletnym odludziu. Niewiele roślin tam rosło, oprócz zwykłych chwastów. Czkawka zauważył, że był prowadzony do jakiejś jaskini, gdzie prawdopodobnie czekał na niego Drago. Jeździec widział przed sobą strażnika, który prowadził Astrid z nożem przy gardle, na wypadek wybryków bruneta. Po parunastu minutach doszli do celu podróży.

- Czyżby to był sam Smoczy Jeździec? - zadrwił Drago. - W końcu mam cię na smyczy. - dodał, równie driącym tonem. Czkawka jednak nie miał zamiaru odpowiadać na jego zaczepki.

- Prawdę mówiąc, myślałem, że już zawsze pozostaniesz nieuchwytny niczym powietrze. Aż tu nagle dostaję wiadomość, że na jednej z moich wysp pojmano Smoczego Jeźdzca i jego ukochaną. 

- Zostaw Astrid w spokoju! - przerwał Czkawka uwalniając się z uścisku łowcy. - Jak chcesz, to możesz wziąć mnie, ale ją zostaw. Puść wolno. W końcu to chyba na mnie ci zależy.

- Widzisz drogi Czkawko, to nie takie proste. Oboje mi się przydacie. Ta twoja blondynka wyśpiewa nam wszystkie sekrety Berk. - rzekł Drago.

- Po moim trupie! - wtrąciła się Astrid.

- Wtedy mi się nie przydasz. Po jego trupie. - przywódca łowców wskazał na Czkawkę. - Tak, dobrze zrozumiałaś. Będziemy torturować twojego ukochanego przy tobie. To od ciebie zależy, ile Czkawka będzie cierpiał. Może obejść się bez bólu albo w katuszach. - powiedział Drago.

- Astrid, nawet nie próbuj im niczego mówić. On próbuje cię oszukać! Wtedy nie będziesz mu do niczego potrzebna i Drago zabije nas wszystkich. - wtrącił się Czkawka. 

- To jak będzie? - zapytał Drago, lekceważąc jeźdzca.

- Nic ode mnie nie wyciągniesz. - odparła hardo Astrid.

Zanim zaczniecie czytać nexta, przeczytajcie to ;) 

Ponieważ już za dwa tygodnie rozpoczyna się rok szkolny nexty będą krótsze, a od września będą pojawiać się znacznie rzadziej, niż do tej pory. Spowodowane jest to tym, że idę teraz do technikum i muszę wziąć się poważnie za naukę, więc poświęcał jej będę sporą część czasu :) 

Czkawka i Astrid siedzieli w tej samej celi, dzięki czemu mogli się nawzajem ogrzewać, gdyż w lochu było strasznie zimno. Co prawda dostali koce, jednak były one podziurawione i pełne świerzbu. W celi obok, zauważyli postać skulonej kobiety. Kiedy tylko zobaczyła, jak Astrid i Czkawka wrzucani są za kraty, od razu podeszła na tyle, na ile pozwalały jej stalowe pręty.

- Was też pojmali z rodzinnej wyspy? - zapytała kobieta bardzo słabym głosem, jednak rozpoznała go Astrid.

- Ciocia Erin? - zapytała z niedowierzeniem Astrid. Wojowniczka nie mogła uwierzyć, że łowcy złapali jej ciotkę. Była ona podobna z postury do Valki. Włosy takigo samego koloru, jak Astrid. Oczy koloru piwnego.

- Astrid? Jakim cudem cię złapali? Co z Tali? - dopytywała się kobieta. 

- Powinna być bezpieczna na Berk. - odparła blondynka.

- To dobrze. Kim jest twój przyjaciel, z którym cię tu wrzucili?

- Jestem Czkawka. - rzekł jeździec. - Łowcy znają mnie też pod pseudonimem Soczego Jeźdzca, a Astrid jest tu poniekąd przeze mnie. - wyjaśnił.

- To ty jesteś tym jeźdzcem? - zapytała z niedowierzeniem. - Wyobrażałam sobie ciebie inaczej. Nagle do celi wkroczył strażnik, który zakuł Astrid i Czkawkę, a następnie bez słowa zaciągnął w stronę jakiś stalowych drzwi, dość solidnie wyglądających. Brunet wiedział już, co go czeka, jednak miał nadzieję, że Astrid nie wyda ani jednego sekretu Berk. 

- Wybacz, że nawet nie dałem ci rozgościć w twojej nowej celi, Jeźdzcu. - zakpił Drago. - Jednak mam co do ciebie pewne plany. Na twoim miejscu modliłbym się, aby twoja dziewczyna szybko wydała Berk. 

- Wal się Drago. Ona niczego nie zdradzi. Możesz mnie torturowac do woli, ale ona nie puści nawet paru z ust. - rzekł Czkawka, na co łowca tylko prychnął. Następnie chwycił Czkawkę i przywiązał do belki zwisającej z sufitu.

- Gotowy? - Drago zadał retoryczne pytanie, po czym uderzył chłopaka drewnianym kijem z metalową końcówką. Czkawka tylko zagryzł wargi, gdy tylko poczuł uderzenie. Łowca jednak na tym nie zaprzestał i co chwilę zadawał Czkawce masę bólu, co jeździec cierpliwie znosił. Astrid jednak widziała grymas na jego twarzy, który mówił, że miał dość. 

- Próbuj dalej...ona nic ci nie powie. - powiedział Czkawka, po czym splunął rosto w twarz Drago. Ten tylko się uśmiechnął i zaczął okładać Czkawkę bez opamiętania. Jednak kiedy widział, że nie przynosi to efektu, sięgnął rozżażony pręt i przyłożył go do najpier do pleców jeźdzca, a następnie na brzuch. Z gardła bruneta wydarł się krzyk, który zmroził krew w żyłach Astrid, która była zmuszana do oglądania tego koszmarnego widoku.

- Dalej będziesz tak milczała? Twój chłopak cierpi, a ty nie chcesz mu pomóc? - zapytał Drago.

- Już ci powiedziałem...ona...nic...nie powie. - wtrącił się chłopak.

Tortury minęły dopiero po trzech godzinach. Dla Czkawki były to naprawdę trzy długie godziny bólu. Mimo to był dumny z Astrid, że nie wydała Berk.

- Astrid, proszę obiecaj, że bez względu na to, co Drago by ze mną nie robił, nie wydasz Berk. - rzekł brunet.

- To nie takie proste, Czkawka. Nie chcę żebyś tak cierpiał. - odparła Astrid.

- To nic w porównaniu z tym, co będzie jak Drago pozna nasze sekrety. - powiedział jeździec. Gdy doszli do celi, strażnik po prostu wrzucił ich do środka. Tam do krat podeszła Erin, zaniepokojona stanem zdrowia Czkawki.

- Co oni mu zrobili?

- Torturowali go, by wydobyć ze mnie sekrety Berk.

...

- Nic mi nie będzie. - wtrącił się Czkawka.

- Musimy się stąd wydostać. - powiedziała Astrid. - Wszyscy razem. - dodała.

- To nie możliwe. - rzekł jeździec, opierając się o ścianę celi. - Łowców jest zbyt wielu, by spróbować ucieczki. Z resztą cała trójka by nie uciekła. Ktoś by musiał zostać i zapwenić reszcie czas na przygotowanie smoków do lotu i ucieczkę. Chwilowo jest to niewykonalne. - kontynuował chłopak. Astrid musiała mu przyznać rację. Jednak nie mieli czasu, by czekać na dobrą chwilę do ewakuacji. 

- Nie mamy tyle czasu. - powiedziała Erin, co poparła Astrid.

Wybaczcie, ale dzisiaj nie mogę skupić myśli na pisaniu, chociaż mam w głowie całkiem spory next :/ Może później coś się pojawi, jednak wątpię :) W każdym razie jutro powinienem wstawć już normalnego nexta :D Aha no i jeszcze mam wiadomość do Kaczki XD Weź się na mnie nie obrażaj za te tortury bez szczegółów :D

Wybaczcie, ale byłem dość niespodziewanie na żużlu, przez co wróciłem do domu dośc zmęczony i nie dam rady nic napisać :) Wiem, że może to brzmieć, jakbym się wykręcał, ale przyrzekam, że mówię prawdę :D

Czkawka tracił już rachubę czasu. Wydawało mu się, jakby łowcy przetrzymywali jego i Astrid od miesięcy, jednak w rzeczywistości byli więzieni już trzeci dzień. Drago każdego dnia torturował jeźdzca na oczach Astrid, jednak żadne sposoby tortur na dziewczynę nie działały, a przynajmniej starała się, żeby to tak wyglądało. Tak naprawdę chciała powiedzieć wszystkie tajemnice, byle Drago przestał torturować Czkawkę. 

- Astrid, już czas. Musicie uciekać. - powiedział jeździec.

- A co z tobą? - zapytała zdziwiona wojowniczka.

- O mnie się nie martw. Ktoś musi zostać i zapewnić wam czas. Poza tym mam porachunki do wyrównania. - rzekł Czkawka.

- Ty chyba żartujesz. Myślisz, że tak po prostu cię tu zostawię?!

- Tak! Sprowadzisz pozostałych jeźdzców i moją mamę ze wszystkimi smokam...i zabierz Szczerbatka. Proszę. 

- Dobrze. - powiedziała Astrid po dłuższej chwili namysłu. - Tylko nie waż się zostawiać mnie samej.

- Obiecuję. A teraz idź. - rozkazał jeździec, po czym otworzył celę kluczem, który ukradł jednemu z łowców. - Weź te klucze i idź po swoją ciotkę. - powiedział, chwytając miecz ze stojaka. Następnie Czkawka skierował się w prawo, gdzie było pomieszczenie, w którym był torturowany. Zamierzał zmierzyć się z Drago. Wiedział, że to szaleństwo, bo przy tym stanie zdrowia ledwie był w stanie utrzymać miecz, jednak musiał się poświęcić. Musiał dać trochę czasu Astrid.

- Nie myślałem, że tak szybko zechcesz uciec, Smoczy Jeźdzcu. - powiedział Drago, jakby się spodziewał Czkawki.

- Kiepskie masz tu warunki. Bywałem w lepszych lochach. - odparł Czkawka. Łowca jednak nie odpowiedział, tylko chwycił swój miecz i zaatakował Czkawkę, który ledwo zablokował uderzenie. Był zbyt osłabiony, mimo to walczył. Raz za razem atakował Drago sprawiając, że Krwawdoń ledwo blokował ataku jeźdzca. 

...

Tymczasem Astrid biegła wraz ze swoją ciotką korytarzami do miejsca, gdzie trzymane były smoki wojowniczki i Czkawki. Po drodze nie napotkały żadnego łowcy dzięki temu, że Czkawka wszystkich odciągnął. Astrid szybko uwolniła Wichurę, a następnie Szczerbatka.

- Ty weźmiesz Wichurę. - powiedziała Astrid, wskazując na Śmiertnika Zębacza, zaś sama wskoczyła na siodło zdezorientowanego Szczerbatka, który nie mógł lecieć sam. 

- A co z twoim przyjacielem? - zapytała Erin.

- Kazał nie ryzykować i go zostawić. - wojowniczka odparła po chwili milczenia. Nie chciała zostawiać Czkawki samego, ale wiedziała, że bez pomocy stąd nie ucieknie, więc musiała lecieć na Berk. Obie natychmiast odleciały, jednak Szczerbatek stawiał lekki opór. Nie chciał zostawiać swojego jeźdzca i przyjaciela.

W tym samym czasie Czkawka wciąż walczył z Drgao. Pojedynek był zaciekły, jednak łowca zaczął powoli przeważać. Nagle jeździec usłyszał dźwięk Nocnej Furii, który stopniowo cichł. Drago wykorzystał chwilowe rozproszenie swojego przeciwnika i powalił Czkawkę na ziemię. Jeździec czekał już tylko na dalszy rozwój wypadków.

- Bez swojego smoka nie jesteś już taki groźny. Żaden jeździec nie potrafił funkcjonować bez Nocnej Furii, a ty nie jesteś żadnym wyjątkiem. - rzekł łowca, chwytając Czkawkę za szyję i przyciskając go do ściany.

- Nie lekceważ przeciwnika. - odparł chłopak i wyjął swój sztylet, który następnie wbił Drago w żebro, dzięki czemu zdołał uwolnić się od jego uścisku. Nie chcąc tracić czasu, jak najszybciej skierował się ku ucieczce. Miał nadzieję, że Astrid zdołała odlecieć na bezpieczną odległość. 

Czkawka z każdym krokiem nabierał siły, której brakowało mu przez liczne tortury. Powalił każdego łowcę, który stanął mu na drodze do ucieczki. W końcu natknął się na wysokiego mężczyzną z maską zakrywającą połowę twarzy. Ów mężczyzna miał na głowie kaptur, przez co prawie całą jego twarz była zakryta.

- Nie uciekniesz stąd, Smoczy Jeźdzcu. 

- Kim ty jesteś?! - zapytał Czkawka.

- Zabójcą. - odparł mężczyzna, a następnie rzucił się na jeźdzca. Czkawka ledwo zdołał uniknąć ataku. Zabójca był bardzo szybki i zwinny, przez co trudno go było trafić. W końcu jednak został ogłuszony przez jakiegoś łowcę.

...

Czkawka obudził się w swojej celi. Nie wiedział ile był nieprzytomny, a ostatnią rzeczą, którą pamiętał, to walka z zabójcą. Jeździec zastanawiał się, kim mógł być ten mężczyzna, Nie trwało to jednak zbyt długo, gdyż do jego celi wszedł Drago we własnej osobie. 

- Widzę, że już się obudziłeś. - rzekł nadwyraz spokojnie.

- Czego chcesz? - odparł oschle Czkawka.

- Tej twojej zabitej deskami wioski. Chcę ją zrównać z ziemią, żebyś patrzył, jak wszystko, co jest ci bliskie zostaje ci brutalnie odebrane. Żebyś cierpiał, Czkawko Haddocku. - powiedział Drago spokojnym głosem, jakby było to coś normalnego. 

- Po moim trupie. 

- W takim razie nie pozwólmy ci czekać. - rzekł Drago, prostując się. Ruchem ręki nakazał strażnikom zabrać jeźdzca do sali tortur. Czkawka nawet nie śmiał myśleć, co tam na niego czeka. Kątem oka widział tego zabójcę, który podążał za strażnikami. 

...

Nie no ja naprawdę nie umiem pisac scen tortur XD

W tym samym czasie Astrid i Erin były już w drodze powrotnej na Berk. Wojowniczka martwiła się jednak o Czkawkę. Wiedziała, że jej chłopak potrafi wiele znieść, ale jeśli jeźdzcy w porę nie przybędą mu z pomocą, to on zginie. Starała się jednak wymazać najczarniejsze scenariusze z głowy i przedewszystkim zachować chłodną głowę. W końcu Czkawka postąbiłby w takiej sytuacji tak samo. 

W końcu po długim locie Astrid i jej ciotka postanowiły się zatrzymać na pobliskiej wyspie. Była na bardzo mała, a niemal całą powierzchnię zajmował las. Nie było jednak w pobliżu innej wyspy, a smoki również były zmęczone długą i dość szybką podróżą.

Czkawka siedział w swojej celi. Jeździec był zupełnie zmęczony torturami, jakie zapewnił mu Drago, który chciał złamać chłopaka i wydusić z niego wszystkie sekrety Berk.

- To ty jesteś tym Smoczym Jeźdzcem? - pewien mężczyzna wyrwał Czkawkę z zamyślenia.

- Owszem. - odparł brunet.

- Bardzo dobrze. Potrzebujemy kogoś, kto potrafi walczyć i stanąłby po naszej stronie. 

- Co masz na myśli?

- Ja i jeszcze paru innych więźniów planujemy stąd wielką ucieczkę. Ty możesz nam w tym pomóc. - rzekł mężczyzna.

- To wam się nie uda. - powiedział Czkawka. - Łowcy mają przewagę liczebną, a poza tym w tej bazie jest jakiś zabójca, który pracuje dla Drago. Niezwykle niebezpieczny, nie dacie rady go pokonać.

- Dlatego potrzebujemy ciebie, Smoczy Jeźdzcu. 

- Odpada. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego ile ryzykujecie. 

- Jak wolisz. - odparł zrezygnowany mężczyzna, a następnie oparł się o ścianę swojej celi. W lochu było bardzo ciemno, ale Czkawka zauważył na twarzy tego człowieka bliznę, dośc sporych rozmiarów.

Następnego dnia Astrid i Eira wstały z samego rana, a następnie obudziły smoki. Gady nie były zbytnio zadowolone, jednak rozumiały obecną sytuację, więc dały się obudzić bez większych problemów. Po zjedzeniu śniadania, które uprzednio musiało zostać upolowane, obie wsiadły na smoki, a następnie ruszyły. Astrid miała nadzieję, że lecą w dobrym kierunku, gdyż tak naprawdę podróżowały na ślepo. Dodatkowo wojowniczka czuła presję czasu, gdyż Czkawka mógł być właśnie torturowany. Nie było czasu do stracenia.

Jeździec został brutalnie obudzony przez jednego ze strażników. Nic nie mówiąc, zawlekł tylko bruneta do sali, którą zdążył już doskonale poznać. 

- Może dzisiaj w końcu opowiesz mi o zabezpieczeniach Berk i jej słabych stronach, co? - zapytał Drago.

- Nigdy. - odparł Czkawka, za co doczekał się pierwszego uderzenia w brzuch stalową rękawicą, nabijaną ćwiekami. Miejsce uderzenia strasznie go bolało, jednak on nie zamierzał się poddawać. Nie mógł narazić swoich rodziców, przyjaciół, Astrid oraz całej wioski. 

- Nadal nic? - zapytał łowca, po czym tą samą rękawicą uderzył tym razem Czkawkę w twarz. - Chyba zostanie ci po tym blizna. O ile przeżyjesz. 

- Rób co chcesz, Drago, a i tak ci nic nie powiem. - Czkawka nadal się zapierał. Drago postanowił przejść dalej. Chwycił pobliski sztylet i zaczął powoli nacinać skórę Czkawki, by cierpiał jak najbardziej, ale by nie umarł. Mimo wszystko miał resztki przypominające honor i wolał pokonać swojego wroga w otwartej walce na polu bitwy. Jednak i w ten sposób łowca nic nie wskórał. Jeździec milczał niczym grób.

Tortury ciągnęły się jeszcze parę godzin, jednak bezskutecznie. Czkawka wciąż nie miał zamiaru zdradzać swojej rodziny, przyjaciół i wioski. Nawet za cenę własnego życia. 

...

Następnego dnia, po południu, Astrid i Eira doleciały do Berk. W wiosce przywitała ich zmartwiona Valka, gdyż Astridi Czkawki nie było przez niemal tydzień. Matka jeźdzca była jeszcze bardziej zmartwiona, ponieważ nigdzie nie widziała Czkawki.

- Gdzie jest Czkawka? - zapytała Valka.

- Zostaliśmy pojmani przez łowców smoków. Po paru dniach mi i mojej cioci udało się uciec, a Czkawka postanowił zostać i zapewnić nam czas na ucieczkę. - wyjaśniła Astrid.

- Jak to?! Przecież to szaleństwo! - krzyknęła matka Czkawki.

- Wiem, ale nie sposób byłoi go przekonać. Muszę teraz zebrać wszystkich jeźdzców, a potem lecieć odbić Czkawkę. Będę też potrzebowała wsparcia pani smoków. 

- Najpierw musisz odpocząć, bo zapewne ty i twoja ciotka przebyłyście długą drogę. No i mów do mnie Valka. - powiedziała z wymuszonym uśmiechem, a następnie poszła w tylko sobie znanym kierunku.

Tymczasem Czkawka siedział oparty o ścianę i czekał, sam nie wiedział na co. Był zmęczony ciągłymi torturami, jednak wciąż nie zamierzał zdradzać Berk. Nagle do jego celi przyszedł strażnik, który trzymał jakiegoś mężczyznę, którego jeździec skądś kojarzył. Łowca po prostu rzucił nim o ziemię, a następnie wyszedł. Pod światłem zobaczył, że ten mężczyzna musiał przejść wiele tortur i to dość brutalnych. Miał całe ręce w ranach, podobnych do ran Czkawki. Jedno oko miał strasznie spuchnięte.

- Nie sądziłem, że będę w celi z samym Smoczym Jeźdzcem. Jestem Eret. - powiedział mężczyzna, siadając obok chłopaka.

- Znam cię. - rzekł jeździec. - Byłeś w bazie łowców, którą zniszczył jakiś jeździec z lodowym smokiem. 

- Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Nie jestem już łowcą. Drago posądził mnie o zdradę i tkwię w tym lochu jakieś parę miesięcy. Wraz z innymi planuję ucieczkę, jednak jest to samobójstwo. Wielu z nas jest zbyt słabych by walczyć.

Następne dni minęły Czkawce na codziennych torturach, rozmowie z Eretem oraz planowaniu wielkiej ucieczki. Po wielu namowach, jeździec w końcu zgodził się pomóc więźniom, jednak bez wsparcia mogli sobie nie poradzić. Mimo wszystko Czkawka postanowił walczyć. W końcu pewnego dnia usłyszał jakiś dziwny chałas z świata zewnętrznego. Niedługo potem w lochu usłyszał znajome głosy.

- Gdzie on może być? - Czkawka usłyszał głos swojego ojca. 

- Spójrz tam, Stoik. - powiedział Pyskacz, wskazując na kraty, przy których stał jeździec.

- Czkawka, na Thora! Co oni ci zrobili? - zapytał wódz Berk, podważając kraty celi, które na szczęście wypadły z zawiasów. 

- Nie ma teraz na to czasu. - powiedział Czkawka, wychodząc z celi. - Gdzie jest reszta? - zapytał.

- Zapewniają dywersję. - oznajmił Pyskacz.

- Dobrze. Musimy uwolnić resztę więźniów. - rozkazał Czkawka, chwytając miecz, który wisiał na stojaku na bronie. Po jakimś czasie wszyscy więźniowie byli uwolnieni i gotowi do walki. Nagle do lochu wszedł zabójca.

- No proszę, proszę, nasz Smoczy Jeździec znów postanowił uciekać. - powiedział, powoli zbliżając się do Czkawki, który tym razem nie zamierzał dać się pokonywać. 

- Musicie pomóc reszcie. - powiedział Czkawka do swojego ojca i Pyskacza. - Ja się zajmę nim. - brunet wskazał na zabójcę. Po chwili wszyscy więźniowie, Pyskacz oraz Stoik wyszli z lochu, by walczyć z łowcami. W tym czasie Czkawka stanął twarzą w twarz z zabójcą, by po chwili skrzyżować swoje miecze. Obaj mieli w swoich oczach rządze mordu. Jeździec przeszadł do szybkiego ataku, czym zaskoczył swojego przeciwnika, który nie spodziewał się tego po osłabionym jeźdzcu. Chwilę potem role się jednak odwróciły i to zabójca sprowadził Czkawkę do obrony. Z ich mieczy sypały się iskry. Obaj nie chcieli dać za wygraną przeciwnikowi. W końcu jeździec zdołał ogłuszyć wroga, po dość długiej walce. Jak najszybciej wybiegł z lochu, gdzie czekała na niego Astrid ze Szczerbatkiem. Brunet jak najszybciej wskoczył na swojego smoka, a następnie wzbił się ku górze. Zaraz za nim poleciała Astrid na Wichurze. Ruchem ręki dał pozostałym jeźdzcom znać, że mają wracać do wioski.

- Co oni ci tam robili, Czkawka? - zapytała Valka, widząc swojego syna, jego pokaleczone ręce oraz twarz.

- Wolę o tym nie mówić. - rzekł chłopak.

...

Lecieli bardzo długo, aż wszystkie smoki niemal zaczęły opadać z sił. Niestety w pobliżu nie było żednej wyspy, na której można by się było zatrzymać. Kiedy w końco na horyzoncie zamajaczył kawałek lądu, każdy od razu dał sygnał swojemu zmęczonemu smokowi, by przyspieszył. W ten sposób po około piętnastu minutach wylądowali na dość dużej polanie, na której rozbili obóz.

- Sączysmark, pójdziesz po drewno na opał, a Ja i Pyskacz pójdziemy coś upolować. - oznajmił Stoik, po czym wraz z przyjacielem ruszył w głąb lasu, gdzie także Sączysmark się skierował. W tym czasie pozostali jeźdzcy szykowali ognisko, czy miejsce, gdzie będą mogli się przespać.

- Wszystko w porządku, Czkawka? - zapytała zmartwiona Valka, widząc ledwo trzymającego się na nogach Czkawkę.

- Tak, mamo, tylko jestem trochę zmęczony. - odparł jeździec, równocześnie starając się zakryć swoją świeżokrwawiącją ranę. Niestety to mu się nie udało.

- Trzeba to opatrzyć. - powiedziała Valka, a następnie sięgnęła po torbę z siodła Szczerbatka, gdzie Czkawka często trzymał różne rzeczy, które mogą się przydać w trakcie zranienia. Szybko znalazła jakieś bandaże (zapewne nie było ich w tamtych czasach, ale darujmy sobie już to xD), a następnie skierowała się ku swojemu synowi. Valka bardzo sprawnie opatrzyła ranę jeźdzca.

- Dziękuję. - powiedział brunet, gdy jego matka już skończyła. Kobieta odpowiedziała tylko uśmiechem. - Gdzie jest Śledzik? - zapytał chłopak.

- Już nie pamiętasz. Przecież wysłałeś go po to, by zawarł nowe sojusze w walce przeciw Drago. 

- Racja.

Pół godziny później ognisko było już rozpalone, a każdy piekł przy nim swoją rybę. Nagle koło jeźdzca usiadła Astrid, korzystając z uwagi, że wszyscy zajęci byli rozmowami, postanowiła spędzić parę chwil z Czkawką.

- Wszystko w porządku? - zapytała Astrid.

- W jak najlepszym. - odparł. - Aco? Czyżbyś się martwiła? - zapytał z uśmiechem.

- Wydaje ci się. - odparła szybko Astrid. - Ale cieszę się, że dotrzymałeś obietnicy i nie zostawiłeś mnie samej.

- Nigdy nie rzucam słow na wiatr.

- Ale czemu po prostu nie powiedziałeś tego wszystkiego Drago. Te wszystkie tortury. Nawet ja bym tego nie zniosła i prędzej czy później powiedziałabym wszystko. - powiedziała po chwili dłuższego milczenia.

- Nie chciałem nikogo narażać. Ciebie, jeźdzców i rodziców oraz reszty Berk. A moje życie byłoby za to dość małą ceną. - rzekł jeździec. - A jak tam twoja ciotka? - chłopak zmienił temat rozmowy.

- Dobrze. Dowiedziałam się, że łowcy porwali ją, by wydobyć z Tali informacje na temat Berk. Więc twoje poświęcenie było niewiele warte. 

- To po co my byliśmy potrzebni Drago?

- Chyba się domyślił, że może niewiele wskurać na mojej kuzynce. - odpowiedziała Astrid. Czkawka jednak nic nie odpowiedział, tylko pogrążył się we własnych myślach.

Następnego dnia z samego rana zwinęli swoje obozowisko i odlecieli w stronę Berk. Lecieli spokojnym tempem, ponieważ nie musieli się spieszyć. W ten sposób podróż minęła im jeszcze dwa dni, zanim dotarli na Berk. Tam Wandalowie z radością powitali Czkawkę, niczym bohatera. W całym tym tłumie, brunet dostrzegł Śledzika, który próbował się do niego przedostać. 

- Czkawka, na Thora! - krzyknął wiking, gdy tylko zobaczył swojego przyjaciela z tyloma ranami. - Co ci się stało?

- Długa historia. Udało ci się nawiązać jakieś sojusze?

- Owszem. Berserkowie na czele z Dagurem i jego siostrą zadeklarowali się nam pomóc, tak samo Albrecht i jego Łupieżcy. Nawiązałem także sojusz z jakimś dziwnym plemieniem Obrońcami Skrzydła, któremu przewodzi Mala i chce się spotkać z tobą. - powiedział Śledzik.

- Dobrze się spisałeś, Śledziku. Jesteśmy niemal gotowi do ostatecznego uderzenia na Drago.

...

Wieczorem Czkawka leżał na swoim łóżku i powoli zaczynał układać plan działania. W końcu ostateczna walka z Drago zbliżała się nieubłaganie. Brunet musiał też jak najszybciej wykorzystać fakt, że łowcy smoków są teraz najbardziej osłabieni i wystawieni na atak. Jednak rozmyślania Czkawki przerwała mu Astrid, cicho pukając w drzwi chłopaka.

- Przeszkadzam? - zapytała.

- Nie, skąd. - odparł Czkawka z uśmiechem. - Co cię tu sporowadza, Astrid?

- Przyszłam sprawdzić, jak się czujesz. - powiedziała wojowniczka, siadając obok Czkawki. - Martwiłam się o ciebie. - dodała po chwili.

- Przecież ci obiecałem, że nie dam się zabić. Mimo wszystko dzięki za troskę. - rzekł i pocałował ją w czoło.

- Nad czym pracujesz?

- Staram się wymyślić porządny plan ataku na Drago. Jest bardzo osłabiony, więc musimy to wykorzystać. W najbliższym czasie będę się chciał spotkać z Dagurem, Albrechtem i tą Malą oraz Sigmuntem. 

Wybaczcie, ale goni mnie dzisiaj czas, ale raczej dzisjaj coś się jeszcze pojawi ;)

Przez resztę wieczoru Czkawka i Astrid rozmawiali na różne tematy, doskonale się przy tym bawiąc. W końcu jednak musieli się pożegnać. 

Przez tydzień, Czkawka powoli nabierał sił i dochodził do zdrowia. Oczywiście jego forma wciąż pozostawiała jeszcze wiele do życzenia, jednak jeździec robił ogromne postępy. W końcu jednak nadszedł czas, aż brunet był już w pełni swoich sił i mógł rozesłać wiadomość swoim sojusznikom o naradzie, którą zwołał na Berk.

- Czkawka, musimy pogadać. - powiedział Stoik poważnym głosem, gdy jego syn próbował wyjść z domu by polatać ze Szczerbatkiem.

- Tak, tato? - zapytał ostrożnie jeździec.

- Ostatnio zauważyłem, że spędzasz więcej czasu z Astrid. - rzekł wódz Berk. Czkawkę zamurowało, przez co nie mógł nic powiedzieć.

- Astrid...ona pomaga mi w opracowaniu planu ataku na Drago. - powiedział jeździec, co chyba niezbyt zadziałało na jego ojca.

- A czy nie sądzisz, że Śledzik by ci bardziej pomógł? - ciągnął tę rozmowę Stoik.

- Potrzebuję drugiej opinii bardziej doświadczonego wojownika. - Czkawka próbował wybrnąć z trudnej sytuacji. Co tym razem raczej zadziałało na wikinga, który puścił go wolno, a brunet odetchnął z ulgą po wyjściu z chaty. Szybko wskoczył na siodło Szczerbatka i tyle go widziano. 

...

Późnym południem Czkawka wylądował w centrum wioski. Zmierzał w kierunku chaty Śledzika, by znów wysłac go jako posłannika. Ku jego zaskoczeniu, Ingermana nie było w swojej chacie. Gdy jeździec miał już odchodzić, zza jego pleców usłyszał głos przyjaciela.

- Czkawka, co cię do mnie sprowadza? - zapytał wiking.

- Mam dla ciebie zadanie, Śledziku. Chciałbym, żebyś znów udał się do wszystkich przywódców wysp, którzy zgodzili się nam pomóc. Zawiadom ich o tym, że na Berk zwołuję radę. - rzekł Czkawka.

- Jasne. - odparł Śledzik i ruszył w kierunku Sztukamięs, a następnie poleciał.

Rozdział 8:

Odkąd Śledzik wyleciał z Berk, by przekazać wiadomość o radzie sprzymierzonym przywódcom minął tydzień. Czkawka, więc wyczekiwał Śledzika, który niedługo powinien przybyć do wioski. Tak też się stało i wieczorem Ingerman przybył do wioski i zawiadomił jeźdzca o tym, że Dagur, Albrecht, Mala oraz Sigmunt są już w drodze na Berk. 

Parę dni później cała czwórka przypłynęła do wioski, gdzie w porcie zostali przywitanie przez Czkawkę oraz resztę jeźdzców.

- Witam na Berk i dziękuję, że postanowiliście się stawić na tej naradzie. - powiedział Czkawka, po czym poprowadził do twierdzy. Droga nie była długa, więc dotarli po paru minutach.

- Rozumiem, że mamy ci pomóc w walce z Drago Krwawdoniem. - rzekł Albrecht.

- Owszem. Drago jest zagrożeniem nie tylko dla smoków, ale i ludzi. Gdy przejmie kontrolę nad smokami zajmie się nami. Potrzebujemy każdej armii, by mu się przeciwstawić. - odparł jeździec.

- Jaki jest plan? - zapytał Dagur.

- Łowcy są teraz bardzo osłabieni, ale to nie znaczy, że są kompletnie bezsilni. Wciąż mają potężną flotę, więc walka na możu odpada. Musimy stawić czoła Drago na lądzie, gdzie szanse będą wyrównane. 

- Podoba mi się. - rzekł przywódca Berserków.

- Gdzie mamy zaatakować Drago? - zapytał Sigmunt. Czkawka jednak nie odpowiedział, tylko zaczął rozmyślać. W krótce miał już pomysł.

- Na północy jest idealna wyspa. Smocze Sanktuarium, wybudowane przez Alfę smoków. Tam będziemy mieli największe szanse ze wsparciem z powietrza. - wyjaśnił brunet, jednak zauważył niezadowolenie na twarzy swojej matki.

Właśnie na licznik wskoczyło 100 komentarzy XD Naprawdę nie wiem, z czego ja się tak cieszę, bo przecież w większości są to te same osoby :D Właśnie za to chciałem wam podziękować. Poświęcacie swój czas by czytać to, co ja napiszę i jeszcze to komentujecie ;D W większości to właśnie dzięki wam tyle ochoty do pisania i nie chcę zawieść waszych oczekiwań, jakie by one nie były. Dobra dosyć gadania, a wzruszające przemówienie autora zostawmy sobie na sam koniec XD Łapcie nexta! :D

Narada trwała jeszcze długo. W ielu aspektach Czkawka i pozostali wodzowie nie mogli dojść do jednoznacznego porozumienia. Dlatego też jeździec bardzo się ucieszył, gdy cała narada się skończyła i mógł wrócić do swoich zwykłych obowiązków. W końcu musiał zadbać o to, aby wszyscy jeźdzcy byli gotowi do walki. 

- Ale po co my tyle trenujemy? - zapytał Mieczyk, gdy wszyscy znajdowali się na arenie.

- Po to, żebyscie byli gotowi na walkę z Drago. - odparł Czkawka. - Zadanie macie bardzo proste. Musicie mnie pokonać. - wyjaśnił jeździec.

- Łatwizna! - krzynął Sączysmark. - Patrzcie, jak to się robi. - rzekł Smark, po czym przystąpił do ataku. Czkawka jednak z łatwiścią przewidział ruchy przyjaciela i zanim zaatakował, został powalony. 

- No i co, Sączysmark? Nadal taka łatwizna? - Czkawka zapytał z uśmiechem, gdy tylko Sączysmark wstawał z posadzki areny. Mimo wszystko postanowił nie odpowiadać. - Kto następny? - jeździec znów zapytał. Do walki wyrwały się bliźniaki, które również zostały bardzo szybko powalone przez Czkawkę. Następny w kolejce był Śledzik, który nawet nie starał się bronić przed Czkawką.

- Ze mną tak łatwo ci nie pójdzie. - powiedziała Astrid, stając na przeciw bruneta i szykując się do ataku. Oboje wpatrywali się sobie głęboko w oczy, wyczekując ataku. W końcu jednak to Czkawka zaatakował pierwszy, ku zdziwieniu Astrid, która ledwo zablokowała atak chłopaka. Następnie zaczeli krążyć w kółko, powoli zbliżając się do siebie. Widok był niesamowity. W końcu dwoje najgroźniejszych wojowników na Berk, za czego jednym był Smoczy Jeździec, walczyło ze sobą. Nie mogło być nudno. W końcu po dość długiej potyczce, wygrał Czkawka, co chyba nikogo nie zdziwiło. 

- Musicie się jeszcze trochę nauczyć, zanim poślę was w wir walki. - rzekł Czkawka.

Trening trwał do samego wieczora, jednak w końcu wszyscy byli już zmęczeni, więc każdy ruszył w swoją stronę. Czkawka przez całą drogę miał wrażenie, że coś się za niedługo stanie. Miał też rację, gdyż niedługo potem całe centrum Berk stanęło w płomieniach. Czkawka szybko ruszył tam, gdyż niedaleko swoją chatę miała Astrid. Na miejscu wszyscy wikingowie walczyli z płomieniami. Jeździec w tłumie znalazł swojego ojca, więc szybko do niego podbiegł z zamiarem dowiedzenia się , co się stało.

- Co się stało? - zapytał Czkawka.

- Ktoś podpalił całe centrum wioski. Prawdopodobnie było to celowe, a podpalacz musi być gdzieś całkiem niedaleko. - powiedział Stoik. Czkawka zauważył w oddali postać biegnącą w stronę klifów. Szybko pobiegł w tamtym kierunku, jednak na miejscu ślad się urwał. Wyglądało to tak, że podpalacz dosłownie wyparował. 

...

Czkawka spędził jeszcze chwilę nad klifami, by poszukać jakichś wskazówek, jednak nic nie znalazł. Podpalacz dosłownie rozpłynął się w powietrzu. W końcu jeździec postanowił wrócić do wioski i poinformować swojego ojca o swoim pościgu. Miał on też pewne podejrzenia, dotyczące tożsamości podpalacza.

- Sądzę, że to mógł być jeden z łowców. - powiedział Czkawka. 

- Bardzo możliwe. - zgodził się Stoik. 

- Trzeba będzie zacząć jak najszybciej odbudowę, zanim ruszymy do ataku. 

- Zaraz po ugaszeniu pożaru, od razu ruszyliśmy z usuwaniem skutków podpalenia. Niedługo będziemy wszystko odbudowywać. Jednak ofensywa na Drago nie może czekać, synu. - powiedział Stoik. 

Następnego dnia wszyscy wikingowie zaczęli odbudowywać centrum Berk. Na szczęście pożar nie dotknął spichlerzy i zapasów w nich zebranych. Mimo wszystko było bardzo dużo szkód do usunięcia. Żaden Wandal jednak nie narzekał, tylko ciężko pracował. Dzięki temu naprawy trwały trzy dni, także dzięki pomocy smoków.

(Chyba nie ma co już przedłużać fabuły ;D)

W krótce nadszedł dzień, na który wszyscy czekali. Na Berk zebrała się wielka armia Berserków, którzy mieli najlepszą flotę, a także Obrońców Skrzydła, Łupierzców, Hirindium oraz oczywiście Berk, którzy posiadali dobrze wyszkoloną piechotę. Siłami powietrznymi, czyli smokom, przewodził Czkawka z pomocą Valki. W krótce w twierdzy odbyła się narada.

- Dzisiaj nadszedł ten dzień. Dzień, w którym wyruszymy na bitwę przeciwko siłom Drago. Nie będzie to łatwe starcie i wielu nie przeżyje. - powiedział Czkawka, po czym zrobił pauzę. - Jednak dołóżmy wszelkich starań, by te ofiary nie poszły na marne. - kontynuował.

- Kiedy wyruszamy? - zapytał Sigmunt.

- Gdy tylko odwiedzę swoich jeźdzców. - odparł Czkawka, po czym wyszedł z twierdzy, by udać się na arenę. Tam czekali na bruneta jego przyjaciele. 

- To już dzisiaj. - powiedział Czkawka na wstępie. - Ostateczna walka, która ma zakończyć walkę między smokami, a łowcami smoków. - dodał.

- A co jeśli, gdzieś tam w świecie ktoś tylko czeka żeby zająć miejsce Drago? - zapytał Śledzik.

- Łowcy będą zbyt zdezorganizowani, by znów zebrać ich w jedną wielką całość. - odparł Czkawka. 

- Co będzie potem? Gdy już skończymy z łowcami? - zapytała Astrid.

- Wszyscy będziemy żyć w pokoju ze smokami, żaden łowca nie będzie nam zagrażał, a Smoczy Jeździec nie będzie już zapewne potrzebny. - odparł brunet. 

Gdy Sączysmark i reszta wyszli z areny, zostali tam tylko Czkawka i Astrid. Oboje pragnęli ze sobą porozmawiać, gdyż może nie będą mieli okazji. 

- Uwarzaj na siebie, Czkawka. - powiedziała Astrid. - Nie daj się zabić Drago. - dodała.

- Nie zamierzam. - odparł jeździec. - Ty też uwarzaj na siebie. Zapamiętaj jedno. Nie ważne co by się ze mną działo, nie ryzykuj i nie idź mi na ratunek. - rzekł.

- Nie mogę ci tego obiecać. - odpowiedziała.

Po krótkim pocałunku oboje ruszyli w stronę smoków. Czkawka dał sygnał aby wypływać. Tak oto z Berk wyruszyła potężna armia. Jeździec przewidział ruchy Drago. Domyślał się, że po wykryciu jego kryjówki, uderzy w Smocze Sanktuarium, gdyż wiedział o jego istnieniu. Nie wiedział tylko, kiedy uderzy.

...

Po paru godzinach cała armia dopłynęła na miejsce. Tam wszyscy zaczęli przygotowywać pozycje obronne, by jak najlepiej przygotować się na przybycie Drago. Czkawka wraz z jeźdzcami latali nad wyspą i wypatrywali okrętów łowców. 

- Widziałeś coś? - zapytał Stoik, gdy tylko Czkawka wylądował.

- Na razie cisza. Jak idzie budowanie pozycji obronnych? - zapytał jeździec.

- Bardzo sprawnie. Strzelcy zajęli dogodne pozycje. Jesteśmy prawie gotowi na przybycie Drago. - odparł wódz Bermk, który nadzorował prace przy przygotowywaniach do obrony.

- Więc pozostaje nam tylko czekać na łowców. - powiedział Czkawka, po czym usiadł na kamieniu, który leżał nieopodal. 

Wieczorem jeźdzcy znów wylecieli na patrol w okół Sanktuarium. Kiedy mieli już wracać z wieśćmi o tym, że łowców na razie jeszcze nie ma, Czkawka zauważył pierwsze okręty zbliżające się dość szybko. Nie tracąc czasu poleciał zawiadomić o tym sojuszników i jak najszybciej nakazał powrót na swoje pozycje. Valka w tym czasie skierowała się po pomoc Alfy.

Gdy tylko pierwsi łowcy wyskoczyli na lą ze swoich okrętów, zostali ostrzelani przez kuszników i łuczników, którzy mieli doskonałe pozycje. Dzięki temu jeźdzcy mieli jeszcze chwilę czasu na przygotowanie się. W krótce jednak ruszył zmasowany atak łowców smoków. Wtedy do akcji wkroczył Czkawka i reszta i zaczęli atakować łowców z powietrza, co znaczące przerzedziło i tak liczebne oddziały wroga. Jeździec Nocnej Furii szybko wzbił się w powietrze by jak najszybciej znaleźć Drago. Udało mu się to dość sprawnie. Szybko zeskoczył z Szczerbatka do miejsca, gdzie stał łowca.

- To koniec, Drago! Tylko ty i ja! - zaczął jeździec.

- Nawet nie wiesz, co właśnie zaczynasz, jeźdzcu. - rzekł Drago.

- Twój koniec. Nie masz z nami żadnych szans. 

- Czyżby? - Zapytał z drwiącym uśmiechem, po czym zaatakował Czkawkę. Jednak szybko przestał, gdy zobaczył Valkę i olbrzymiego smoka za jej plecami. - Nie ważne jak dużymi smokami byś nie dysponował, Smoczy Jeźdzcu, to i tak mnie nie pokonasz. - powiedział, po czym rzucił się na Czkawkę. Zaczął się pojedynek, który miał rozstrzygnąć losy wszystkich smoków. Oto na przeciw siebie stali dwaj wrodzy i potężni ludzie. Przywódca łowców smoków kontra Smoczy Jeździec. Obaj napierali na siebie niezwykle agresywnie i żaden nie chciał dać za wygraną. Kontra za kontrę, cios za cios. Pojedynek jednak przerwał olbrzymi lodowy kolec, wytworzony przez Alfę, dzięki czemu Drago zdołał trochę uciec. Czkawka zaklął pod nosem, a następnie przywołał Szczerbatka, po czym wzbił się w powietrze. 

Jedyne co widział, to jeden wielki chaos i bitweny zgiełk. Nagle w całym tym chaosie dostrzegł Astrid i Sączysmarka, którzy osłaniali się nawzajem. Brunet nie sądził, że dożyje momentu, w którym jego ukochana i Smark będą z sobą współpracować. Widział jednak, iż nie dają sobie już rady, więc postanowił kazać Szczerbatkowi wlecieć tam na pełnej prędkości i wystrzelić pocisk plazmy. Po chwili oboje byli wolni i wskoczyli na swoje smoki.

- Jaki jest plan? - Astrid przekrzykiwała powietrze, doganiając Czkawkę i mijając pociski strzelców.

- Muszę znaleźć Drago! - odkrzyknął brunet, po czym zanurkował, by wyratować z opresji tym razem swojego ojca.

- Uwarzaj na siebie! - powiedziała, po czym powróciła do walki z łowcami. Czkawka widział, jak Astrid powala jednego z nich, a następnie dobija toporem. Szybko jednak rzucił mu się w oczy Drago, który zabijał jednego z Berserków. 

- Tym razem mi nie uciekniesz! - krzyknął Czkawka, zeskakując z Szczerbatka. 

- Nawet nie mam zamiaru. - odparł Krwawdoń, atakując bruneta, który jednak zdołał uniknąć ataku, sprawiając, że Drago wystawił się na atak. Szybko więc przeszedł do kontrataku, który Drago ledwo wytrzymał. Obaj stali naprzeciw siebie i czekając, aż któryś z nich zaatakuje pierwszy. Czkawka czekał cierpliwie na pierwszy ruch Drago i gdy ten próbował atakować, jeździec szybko odskoczył i kopnął łowcę w plecy. 

- To już twój koniec. - powiedział Czkawka, szykując swój miecz do ostatecznego ciosu, gdy nagle bruneta zaatakował zabójca, ratując swojego przywódcę. - Znowu ty?! - krzyknął ze zdziwieniem, próbując unikać ciosów mężczyzny. W porę z pomocą przyszła mu jednak Astrid.

- Chyba przyda ci się pomoc. - powiedziała, atakując zabójcę, który walczył teraz z dwoma przeciwnikami na raz.

- Chętnie. - odparł Czkawka z uśmiechem, atakując przy tym swojego przeciwnika. Zabójca wiedział, że jest na przegranej pozycji, więc postanowił się jak najszybciej ewakuować.

- Leć szukać Drago. - powiedziała, całując szybko Czkawkę, po czym ruszyła do ataku na jakiegoś samotnego łowcę. Czkawka znów wskoczył na siodło Szczerbatka, po czym zwnów wzbili się w powietrze. Szybko znalazł Drago. Tym razem łowca walczył z jego ojcem. Jeździec szybko wylądował obok Krwawdonia, po czym szybko zeskoczył z siodła i zaatakował przeciwnika.

- Czy nie mogę się ciebie pozbyć?! - krzyknął Drago, atakując Czkawkę. 

- Stań i walcz! - odparł jeździec, rozpoczynając swój kontratak. 

- Możesz mnie nawet pokonać, na moim miejscu będą twoi nowi wrogowie, a wielu ich sobie narobiłeś podczas twojej przygody. - powiedział łowca, broniąc się przy tym przed morderczymi atakami Smoczego Jeźdzca.

- Nawet jeśli, to ich wytropię, a następnie zabiję! - krzyknął brunet, powalając Drago i przykładając mu swój miecz do gardła. 

- Będą cię tropić, jak ty tropiłeś łowców. Zniszczą i zabiją WSZYSTKO co kochasz i co jest dla ciebie cenne. A gdy już to wszystko stracisz, gdy stracisz to, o co walczyłeś, zgłoszą się tylko po twoje puste ciało, a następnie zabiją. Zapamiętaj moje słowa, Jeźdzcu. Bo wkrótce stracisz wszystkich, których kochasz. - powiedział Drago, po czym nastąpił jego koniec. Czkawka stał nad truchłem swego przeciwnika. Jego walka została skończona, jednak czy aby na pewno?

W krótce po zabiciu Drago, łowcy rozpierzchli się po całej wyspie. Trochę czasu zajęło, zanim zostali wytropieni. Czkawka w tym czasie siedział na kamieniu i rozmyślał nad słowami Drago. Wiedział, że jeśli to, co jego wróg powiedział przed śmiercią było prawdą, to musiał opuścić Berk na jakiś czas. Nagle obok niego przysiadła się zmęczona, jednak zadowolona, Astrid.

- Czemu siedzisz taki smutny, Czkawka? Wygraliśmy! To już jest koniec tego całego koszmaru. Możemy odpocząć. - powiedziała, przytulając się do jeźdzca. 

- Chciałbym, żeby to był koniec, Astrid. Jednak mam coś jeszcze do zrobienia. - rzekł tajemniczo brunet. W krótce jednak nie przejmował się przyszłymi kłopotami, gdyż zatonął w pocałunku z Astrid...który widzieli wszyscy jeźdzcy oraz rodzice bruneta. Przerąbane. Czkawka jednak się tym nie przejmował.

W krótce potem wszyscy zaczęli szukać łodzi, by pochować na nich swoich poległych. Nie było to jednak kłopotem, gdyż w pobliżu oceanu było pełno łódek łowców. Po odprawieniu całej ceremonii pogrzebowej Wandalowie, Berserkowie, Łupieżcy oraz reszta ruszyła na Berk, by tam odprawić ucztę za wielkie zwycięstwo z łowcami oraz przypieczętowanie związku między Smoczym Jeźdzcem, który równocześnie był następdą wodza Berk oraz Astrid, zwykłej wojowniczki.

( ͡° ͜ʖ ͡°)

( ͡° ͜ʖ ͡°)

Koniec XD

Tak tak wiem, że końcówka strasznie oklepana, a w bitwie nikt nie umarł, jednak śmierć nie zając, nie ucieknie przecież XD

Niedługo pojawi się kontynuacja, która mam nadzieję, że się wam spodoba, gdyż również będą nieprzewidziane momenty, których byście się nie spodziewali oraz fabuła, która moim skromnym zdaniem, jest ciekawa, a raczej takiego opowiadania jeszcze nie było :D

Chciałem też jeszcze raz bardzo podziękować za wsparcie, jakie dawaliście mi, komentując, często dawając jakieś rady. Jestem wam ogromnie wdzięczny i mam również nadzieję, że moje kolejne opowiadania będą co raz lepsze i nie zawiodą waszych oczekiwań ;)

No dobrze, jeśli zechciecie przeprosin za strasznie oklepaną końcówkę, która przyznaję, do końca w moim stylu nie jest, bo nie lubię pisać cukierkowych opowiadań XD Także ten P R Z E P R A S Z A M 

( ͡° ͜ʖ ͡°)  ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.