FANDOM


Smok 004

Macie tu smoczą wersję Aires, czyli Onyksę.

UWAGA! OPOWIADANIE BĘDZIE Z CZASEM POPRAWIANE! A teraz kilka informacji:
  • to historia Aires (czyt. Ajres) i Burzy
  • bohaterowie mają po 16 lat; przyjmujemy, że JWS 2 było, kiedy mieli po 15 lat.
  • zachęcam do przeczytania mojego poprzedniego opka, jest tam parę faktów ,,zapowiadających", co się wydarzy tutaj
  • mam czasem dziwne poczucie humoru, więc ostrzegam
  • będzie jeden pół-smok
  • żeby nie było, że coś ściągałam: CAŁA FABUŁA POWSTAŁA PÓŁ ROKU TEMU
  • proszę o wyrozumiałość, to dopieo moje drugie opko
  • nad Hiccstrid się zastanowię'
    Okładka-dokładna

    Okładka od Whispera. Dzięki =)

  • i konkursy na dedyka też będą.  
  • Bohaterki wyglądają tak .

Rozdział 1. Tajemnica Finn'a Hoffersona

Na Berk panowało lato. Świeciło słońce, ptaki budziły wikingów swoim pięknym śpiewem... Od bitwy z Drago minęło pół roku. Czkawka coraz lepiej radził sobie w nowej roli, a Valka poleciała z Chmuroskokiem na tydzień do Smoczego Sanktuarium, pomóc wybrać nowego Alfę. Życie mijało powoli i spokojnie. Jednak pewnego dnia pojawiła się osoba, która spowodowała serię różnych wydarzeń.

Czkawka przechadzał się z Astrid po wyspie. Do prawdziwie romantycznej atmosfery brakowało im już tylko zachodu słońca. W pewnym momencie nad ich głowami przeleciał z zawrotną prędkością smok. Wylądował z rykiem orając ziemię szponami.

-Sączysmark, mógłbyś w końcu przestać?! - Czkawka już miał popsuty humor.

I w tym momencie dotarło do niego, że na smoku nie siedzi Sączysmark, a jakaś dziewczyna. Miała włosy w kolorze ciemnego blondu. Przez plecy przewiesiła kołczan, a w reku trzymała łuk. Na jej szyi wisiał naszyjnik z lapiz-lazuli. Wylądowała przed naszą parą zakochanych.

-Hej, radzę uportyfikawć wyspę, bo za parę dni dopłyną tutaj statki z dawną armią Drago Krwawdonia. - walnęła prosto z mostu.

Oboje wytrzeszczyli oczy. Kim ona jest? I czy można jej ufać?

-Kim ty właściwie jesteś?- spytał wódz.

- A, wybaczcie zapomniałam się przedstawić. Jestem Aires. I mam coś jeszcze- z torby przy siodle wyciągnęła jakąś karteczkę.- W sumie po to tu jestem. Wujek kiedyś kazał mi to przekazać Astrid.

-Dla mnie?-Astrid zrobiła dziwną minę.

-Skoro jesteś Astrid, to najwyraźniej tak- Aires wzruszyła ramionami.- Armię zobaczyłam po drodze. Płynęli tutaj z naprawdę pokaźną flotą.

-A jakieś smoki?- spytał zaniepokojony Czkawka.

-Dosławnie parę sztuk. A, jak widzę, wy tutaj ich macie sporo.

-Cóż...

-Na thora i Odyna!- krzyknęła Astrid, gdy skończyła czytać.- Wiedziałaś o tym? -dziewczyna spojrzała na Aires.

-O czym?

Blondynka wcisnęła ,,nowej" kartkę w dłoń. Tak brzmiała treść listu:

Droga Astrid!

Jeśli masz ten list w ręce, znaczy, że nie żyję. Wiem, że nigdy mi nie wybaczysz gdy to przeczytacz. Otóż wiesz, że kiedyś zniknąłem na wiele dni. Byłem w tedy na wyspie Drago... Musiałyście zostać rozdzielone. Twoja siostra nie była tu bezpieczna. Ma specjalny dar, którego tu nikt nie zaakceptuje. Astrid, Aires jest Twoją siostrą.


Finn Hofferson.



Rozdział 2. Amulet smoków.

Dedyk dla Lisica01 za świetne opowiadanie i Błyskawica 01 za poprawną odpowiedź na moją zagadkę. I przepraszam za błędy, bo jestem chora i mylę klawisze.


Aires z wrażenia oparła się o skałę. Zaraz też przyleciały smoki. Cała trójka nie mogła uwierzyć w treść listu.

-Przez tyle lat byłam sama na tej przeklętej wyspie, a teraz się dowiaduję, że mam siostrę!- krzyknęła Aires.

-A ja własnego ojca nie znałam! Kiedy mama zmarła, myślałam, że jestem sama!                         

W tej chwili Szczerbatek wpadł na Czkawkę.

-Nie teraz, mordko! Zostawmy je same na chwilę.

Aires usiadła koło siostry.

-Co on sobie wyobrażał! Żeby nic nie mówić!- złościły się.

Wichurka usiadła koło swojej pani. To samo zrobiła Burza. Spojrzała na przyjaciółkę pocieszająco.Dziewczyna pogłaskała smoczycę po pysku.

-Cóż, teraz przynajmniej wiemy, że nie jesteśmy same- powiadziała Aires, gdy trochę ochłonęła.

Astrid uśmiechnęła się. W tym momencie zawiał lekki wiatr, podnosząc lekko jeden z rękawów nowo przybyłej. Na ramieniu dziewczyny widniało dziwne znamię w kształcie złożonych skrzydeł.

-Co to jest?- Astrid pokazała na wzór.

-To? A, sama nie wiem. Mam coś takiego od urodzenia- wruszyła ramionami.

Kiedy już się pogodziły z faktem, że są siostrami, poszły do wioski.

Szczerbatek od razu przyskoczył do Burzy. Smoki poleciały do morza i za chwilę były całe mokre. Szczerbaty popisywał się, że potrafi lekko zapalać kolce i nimi klaskać. Kiedy zobaczył, jak grzbiet Burzy rozbłysnął pięknym błękitem, zrobił tak głupią minę, jak w tedy gdy zorientował się, że dostał drugą lotkę.

Aires od razu obskoczyli wikingowie. Sączysmak zrobił rozmarzoną minę. Jednak tradycyjnie zaraz dostał kopniaka i na tym się skończyło.

Smoki nurkowały sobie w wodzie. W pewnym momencie Burza jakby coś zauważyła. Zanurkowała i wynurzyła się, trzymając w pysku jakąś skrzynkę. Jeźdźcy podbiegli i otworzyli skrzynkę. Znajdował się tam amulet. Był wykonany ze złota, z czymś w rodzaju róży kierunków. Nad każdym z ramion widniał rubin z wyrytm symbolem danej klasy. Jednak na górze kamienia brakowało. Dołączona kartka mówiła:

Amulet Pierwszych Władców jest bardzo potężną bronią. Pozwala tworzyć nawe gatunki smoków, które będą posłuszne tylko ich stwórcy. Z jego pomocą można również odtważać wymarłe gatunki. Nie działa jednak bez wszystkich Rubinów Klas. Amulet nie może dostać się w niepowołane ręce, gdyż może to doprowadzić do zagłady świata.


Nagle zza pleców jeźdźców wyłonił się Eret.

-Co tam macie?- spytał.

Nagle zauważył Aires.

-Na brodę Odyna, co ty tutaj robisz?!- wykrzyknął.

-Raczej co ty tu robisz?

-Moment, moment. Wy się znacie?- spytał Czkawka.- Z kąd?

-Z wyspy Drago krwawdonia- odpowiedzieli jednocześnie.

Rozdział 3. Pora wam coś powiedzieć...

Zdziwieni? Tak myślę. Sprawdźmy, czy wszystko mam. Boląca głowa- jest. Wena- obecna. Późna godzina- jak najbardziej. I czas- oczywiście. Dedyk dla Błyskawica 01. I ostrzegam: będzie mała niespodzianka. Powraca...Albo wiecie, nie będę psuć Wam niespodzianki. Poczytacie, to się dowiecie.


-Że co?!?!- jeźdźcy wytrzeszczyli oczy.

-Ech... Chyba nadeszła pora, żebym opowiedziała moją historię...- Aires zrobiła krótką przerwę, po czym podjęła opowieść.

-Byłam zwyczajną dziewczyną. Mieszkałam na wyspie Drago. Nigdy nie znałam moich rodziców. Jedyną moją rodziną był wujek Finn. Chociaż jego i tak widywałam raz na parę lat. Kiedy urosłam, okazało się, że jestem bardzo dobra w leczeniu. Jednocześnie smoki jakby inaczej się przy mnie zachowywały. Nie były agresywne, wręcz jakby czuły przedemną respekt. Więc zaczęłam leczyć też smoki. Jeśli któryś z nich był ranny, to było moje zadanie. Ereta, niestety, znam prawie od dziesięciu lat. I pewnego dnia całe moje życie się zmieniło. A raczej ktoś je zmienił- popatrzyła na Burzę.- Pewnego dnia przywieziono rannego smoka. Był niezwykły. Fioletowe łuski. Dwie pary skrzydeł. Dowiedziałam się, że leciał razem z innym czteroskrzydłym smokiem. Kiedy tego złapano, drugi wpadł w furię i spalił statek. Jednak na tym drugim udało się zabrać smoka. Ja ją leczyłam. Drago nie mógł nad nią zapanować. Nie chciała się poddać woli Oszołomostracha. Potem, ktoś powiedział, że jestem zdrajczynią. Nie wiedziałam, co zrobić. Jakoś otworzyłam klatkę.  Wiedziałam, że już po mnie. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam jak grzbiet mojego smoka promieniuje błękitnym światłem. I w tym momencie poczułam, że jest po mojej stronie. Wokół zaczęły uderzać pioruny. Burza złapała mnie, po czym odleciałyśmy. Od tamtej pory podróżowałyśmy po świecie bez konkretnego celu. Oczywiście oprócz ratowania smoków -zakończyła swoją opowieść.

-Właściwie, to czemu tak nie znosisz Ereta?

-A to już zupełnie inna historia.


Po dwóch godzinach siostry szły na plażę. Obok nich przeleciała sobie Nocna Furia.

-Ech, czy Czkawka naprawdę musi wiedzieć o każdym wypowiedzianym słowie?- zaśmiała się Astrid.

Po chwili zorientowała się, że smok nie ma nawet siodła, a co dopiero jeźdźca. Miał też ciemniejszą barwę niż Szczerbatek. Wylądował sobie na skraju lasu, niedaleko brzegu. Obok stało parę innych.

-O na Thora!- szepnęła Aires.- Czy to jest...

-Myślę, że tak.

-To musimy powiadomić naszych.

-Dobry pomysł.

-Tylko nie Furią, bo zaraz tutaj przylecą.

Każda z nich cicho użyła wyjca swojego smoka. To było tylko powiadomienie, a nie sytuacja alarmowa.

Napisały coś na kartce i zostawiły ją na piasku. Powoli podeszły do smoków. Nagle zauważyły, że w cieniu coś stoi. A raczej: ktoś.

-Cóż, miał być Czkawka, ale wy też się nadacie na zakładników.

Z cienia wyszedł... Dagur Szalony. W jednej chwili Nocne Furie przemieniły się w gigantyczne, zielone smoki. Za chwilę z lasu wyszło paru Berserków.


Buhaha! Jestem okrutna dla bohaterów moich opek, nieprawdaż? Cóż, jutro możecie wyczekiwać nexta.


Rozdział 4. Sprawy się komplikują...

Cóż, choruję niestety na brak weny. Mogę napisać tylko tyle, ile kiedyś wymyśliłam. Chlip... To takie smutne. Dobra. Będę wredna. Poczekacie sobie na nexta dwa dni. No chyba, że... Ok. W takim razie proszę o zostawianie pomysłów na wydarzenia na mojej tablicy. Bo ułożona przeze mnie historia jest stosunkowo krótka. Większość pomysłów postaram się wykorzystać. I będą dedyki! Więc życzę weny i chęci pomocy ;)


Dobra wiadomość, przypomniała mi się pewna rzecz która mocno może przedłużyć to opko. Więc wena powraca!


Ech! Głupi komp! Miałam już jedną piątą nexta i nie chciało publikować! Poza tym mam zły humor, bo w dziąsło mam wszyte nici, dodatkowo wyrywali mi zęba i miałam strasznie spuchniętą wargę. I czasu tyż nie mam.


W oddali rozległ się wyjec Hexadosa i Zębacza. Burza podniosła głowę zaciekawiona. Wstała i zaczęła pchać Czkawkę w kierunku plaży.

-Mam tam z tobą iść?- od razu załapał, o co chodziło.

Smoczyca pokiwała głową z zadowoleniem. Za parę minut wszyscy jeźdźcy stali na plaży ze smokami. Gapili się z niedowierzaniem na karteczkę.,,Tu są Nocne Furie" mówiła.

-Jak to możliwe?

-One jeszcze żyją?


Nagle Szczerbatek zaczął warczeć. Podnieśli głowy. Na horyzoncie widać było pare oddalających się smoków. Za to na piasku widniały ślady Furii. Jednak smoki musiały być cięższe niż Szczerbatek i miały dłuższe szpony. W pewnym momencie urywały się. Na ich miejscu pojawiły się dużo większe odciski łap.

-Porwali Astrid i Aires! Porwali je! -krzyknął Czkawka.

Wskoczyli na smoki i rzucili się w pogoń. Burza była w powietrzu już od paru minut.

Dogonili smoki. Zaraz jednak rzuciły się na nich do ataku. Wielkie zielone bestie zaczęły ziać ogniem. Miały przeawagę liczebną. I ktoś siedział na paru z nich. Nie zobaczyli jeszcze osoby, a już ją rozpoznali po obłąkańczym śmiechu. Dagur Szalony. Szczerbatek nagle poleciał do góry, po czym zanurkował. Trafił plazmą którgoś ze smoków, jednak nie przyniosło to większego efektu. Tamte zaczęły gonić Jeźdźców z powrotem na Berk. Nagle jeden z nich zmienił się w Koszmara Ponocnika. Zajął się ogniem i jednocześnie nim zionął. Gdy smoki oddaliły się, była już noc. Jeźdźcy po raz drugi polecieli w kierunku wyspy Berserków.



Aires obudziła się w klatce. Obok niej siedziała siostra.

-Dagur?!- krzyknęła Astrid.-Myślałam, że go wypłoszyliśmy z Berk pięć lat temu!

-Cóż, mówiłam że tutaj będzie. Ale jak widać mają jakieś smoki.

-Myślałam, że ci idioci są tak głupi, że nigdy na to nie wpadną.

-Bo nie wpadli- Aires podniosła głowę. Symbol na jej ramieniu zaczął niezauważalnie świecić.- One same się do nich przyłączyły. I ktoś tutaj idzie. Chyba strażnik.

-Co? Ale jak? Z kąd ty to wiesz?-Astrid była naprawdę zdziwiona.

-Ale co? Powiedziałam tylko, że miałam rację co do tego, że tu będzie i że mają smoki. To aż takie odkrycie?- Teraz

Aires popatrzyła na siostrę jak na wariatkę.

-Powiedziałaś, że same się do nich przyłączyły.

-Nie, nie mówiłam.

-O strażniku też nic?

-Nic- blondynka miała śmiertelnie poważną minę.

W tym momencie rozległy się kroki na korytarzu. Paru strażników wyprowadziło je na arenę. Za poręczą stał nie kto inny, tylko Dagur.

-No, to teraz nam pokażecie, jak tresuje się smoki. No, bo raczej nie macie ochoty tresować wygłodniałych Szramoskrzydłych, prawda?

-Ooo, nasze biedne maluszki dalej nie wiedzą, jak oswaja się smoki? To takie pzykre...-naigrywała się Aires.

Zaraz jednak na arenę wpadły dwa Zębacze i parę Zaduśnych Zdechów. Te drugie miały oczywiście pozbawić je broni, bez narażania życia strażników. O dziwo, smoki zaczęły tylko wytważać mgłę. Zębacze od razu dały im się dosiąść. Zapadała już noc. Po kratach zaraz nie było śladu.

-Kup sobie okulary Dagur, to może coś w końcu zobaczysz!- krzyknęła Aires. Nie wiedziała do końca, co to są okulary. Podpowiedziała jej to intuicja.

W oddali zamajaczyły już sylwetki Jeźdźców. Kątem oka Aires zobaczyła, jak leci na nią smok. A raczej: sam cień smoka. Nie zdążyła się zorientować, co się stało. W jednej chwili poczuła, że z jej znamienia leci krew. I... Smok miał truciznę w zębach, bo zaraz poczuła, jak kręci jej się w głowie. Zaczęła nagle spadać ze smoka. Zdążyła tylko zapamiętać, jak złapała ją Burza. Potem straciła przytomność.


Będzie niedługo 20 komów! 20 kom dostaje dedyk. A next chyba w porządku co do długości, nie? I zagadka: dlaczego na rysunku Aires ma czarne włosy, a w opku napisałam, że ciemny blond? To tyż na dedyka.



Rozdział 5. Kim ja właściwie jestem?

Mam wenę, to coś Wam ciekawego (według mnie) napiszę. Dedyk dla LPwolf. Miłego czytania i wielkiego zdziwienia życzę :D


Aires obudziła się w pokoju Astrid. Jeźdźcy gapili się na nią wielkimi oczami.

-Mówimy jej?- spytał Mieczyk.

-Ale co mówicie?

-Lepiej sama zobacz- Astrid podała jej lusterko.

Dziewczyna zdębiała. Jej włosy przybrały kruczoczarną barwę. Gapiła się na własną głowę równie zdziwiona, co inni.

-Eee... Cóż, tego to ja się nie spodziewałam.

-Uwaga, płynie Armia Drago!!!-wrzeszczał jakiś wiking.

Jeźdźcy zerwali się i wsiedli na smoki. Aires również wsiadła na Burzę. Podrapała przyjaciółkę po głowie.

-Nie powinnyście lecieć. Jesteś jeszcze za słaba- powiedziała Astrid. Jednak jej siostra była już w powietrzu.

Czkawka poleciał tam, gdzie było najwięcej statków. Szczerbatek dwoma strzałami pozbawiał wrogów ich środka transportu. Ogromne kule przelatywały o włos od jeźdźców. Nagle Burza zrobiła beczkę. Aires wypadła z siodła. Ale nie panikowała. Ustawiła się głową do ziemi. Instynkt jej tak mówił. Jej znamię promieniowało błękitnym światłem. Nagle, będąc parę metrów nad ziemią stało się coś niezwykłego. Dziewczyna zwyczajnie rozpostarła skrzydła. Eee... Zaraz, co? Na jej miejscu pojawił się smok. Miał piękne błękitne łuski i gigantyczne skrzydła.Końcówkę błon zdobił wzór przypominający biały płomień. Na głowie widać było trzy pary rogów. Na dodatek można było zobaczyć puch ciągnący się aż do kłębu.

Jeźdźcy wybałuszyli oczy. Statków było coraz więcej. Dziewczyna skierowała się w ich stronę. Nagle, jakby wyparowała. W powietrzu leciał sam cień. Statki jeden po drugim zajmowały się ogniem. Został tylko jeden, na którym wystraszeni wikingowie odpłynęli w pośpiechu. Smoczyca ryknęła ogłuszająco. Po chwili przybrała narmalną, ludzką postać. Ledwo trzymała się na nogach. I znów to samo: wszyscy wytrzeszczają na nią oczy. Wzięła głęboki oddech.

-To co się dokładnie wydarzyło?- spytała.

-Eee... Tak w skrócie, to zmieniłaś się w smoka i w parę minut zniszczyłać ponad 10 statków- wypalił Mieczyk.-Chciałoby się tak umieć, nie siostra?

-No, mega demolka!

-Przestańcie!

-To kim ja właściwie jestem?! Nawet nie pamiętam, co się dokładnie wydarzyło!- dziewczyna była zrozpaczona.

-To ja chyba wiem, co miał na myśli Finn- wtrącił się Śledzik. Wszystkie oczy zwróciły się na niego.-Bo... Ty chyba jesteś...-przełknął ślinę- pół-smokiem.


I co, podoba się? Wiem, że krótkie ale może się nada... Bym zapomniała! Może piszę w miarę dobrze, ale grafika to dla mnie jakieś zbyt skomplikowane. Ogłaszam więc konkurs na okładkę dla tego opowiadania. Oczywiście napiszę, od kogo. I baaardzo proszę o jakieś propozucje, bo jak ja ją narysuję, to tylko będzie odstraszać.



Rozdział 6. Dagur jest groźniejszy, niż myśleliśmy

To jest niesprawiedliwe! Mi ukradli komórkę jakiś rok temu. I co? Rodzice kazali mi kupić se nową z własnych pieniędy! Grosza mi nie dorzucili! I co? Teraz sami mają dotykowe fony, a ja jakąś cegłę! Ale coż, plusy są takie, że oni muszą swoje ładować codziennie. A moja bateria trzyma ponad tydzień. Ale coż, wracając do opka to dziś będzie niespodzianka!


Minął tydzień, odkąd Aires dowiedziała się, że jest pół- smokiem. Wszyscy byli w szoku. Ale przyzwyczaili się do tego. Dziewczyna poszła do lasu poćwiczyć strzelanie z łuku. Strzały kolejno wbijały się w pień drzewa. Potrafiła nawet trafić z zamkniętymi oczami, choć w tedy parę strzał omijało drzewo. Czarnowłosa była tak skupiona, że nie zauważyła postaci stojącej w cieniu. Męszczyzna uśmiechnął się pod nosem. Nikt się jeszcze nie zorientował, że zwiadowcy Dagura śledzą ją od pewnego czasu. I, jeśli wierzyć zapiskom Borka, to niedługo będzie stała po innej stronie. Stop Gronkielowego Żelaza, stali i miedzi nasmarowany skoiem z Niebieskiego Oleandru. Ta mieszanka pozwala podobno kontrolować pół- smoki. Mężczyzna podrzucił strzałę z takim grotem obok innych, które nie trafiły do celu. Dziewczyna właśnie zbierała rzeczy i wracała do osady. Człowiek ruszył za nią cicho.

-I jak tam trening?- spytała jej siostra.

-Eee... Nic wielkiego, strzelałam sobie z zamkniętymi oczami.

-Że jak?! To jest przecież potwornie trudne!

-Cóż, wystarczy mieć wyczucie.

Aires zauważyła, że odkąd wróciła z treningu strasznie boli ją głowa. Poszła do swojego domu. Nagle źrenice jej się zwężyły, i wygłądały zupełnie jak... źrenice smoka. Po chwili, nie wiedząc nawet jak i czemu stała w swojej błękitnołuskiej wersji. Wyleciała przez okno i stanęła przed jakimś wikingiem. Nie miała pojęcie, czemu to robi.

-Zabij Czkawkę- warknął.

Wzbiła się w powietrze. Wypatrzyła go i zanurkowała w jego kierunku. Chłopak w ostetniej chwili odskoczył. 

-Ej, uważaj trochę!- krzyknął. Nagle zorientował się, że ona wcześniej była smokiem tylko raz.

Z paszczy dziewczyny trysnął potężny strumień ognia. W ostatniej chwili Szczerbatek osłonił swojego jeźdźca. Między nimi rozpoczęła się walka. Smoki ryczały na siebie okrążając się nawzajem. Nikt jeszcze nie zorientował się, co się dzieje. Stojący nieopodal wiking schował dziwnie połyskującą, metalową kulkę. Przed chwilą przyleciała Burza. Jeźdźcy zebrali się wokół. W pewnym momencie dziewczyna wróciła do swojej ludzkiej postaci. Nie była do końc pewna, co się wydarzyło. Ale po chwili już wiedziała. Cofnęła się, przerażona. W jej oczach zebrały się łzy. Wsiadła na Burzę i po chwili zniknęły. 

Nikt nie wierzył w to co się właśnie stało. Aires leciała tak do późnego wieczora. Nikt ich nie zatrzymywał. Wylądowały na małej wyspie, żeby odpocząć. Po chwli jednak zobaczyła Berserków. Ktoś uderzył ją w głowę i straciła przytomność.


Jak mówiłam, jestem okrutna. Ja uwielbiam dręczyć głównych bohatreów. Burza ma na głowie cały czas Szramoskrzydłe, a Aires Berserków. Ale mam nadzieję, że się podobało. Jeśli tak, to proszę o komentarze.



Wiecie co? Zauważyłam, że jestem uzależniona od The Hanging Tree. Bez przerwy to śpiewam, gram na pianinie... Coż, ważne, że to jakaś normalna piosenka  XD


Dobra, dopiszę Wam parę zdań ; )


/perspektywa Chmuroskoka\

Valka wracała z Chmuroskokiem na Berk. Smoki, które zostały w Sanktuarium miały tymczasowego przywódcę. Jego jeźdźczyni odetchnęła głęboko. Smok wiedział, jak bardzo nie lubiła oddalać się od Berk. On przez większość czasu za dom miał Sanktuarium. Nigdy nie mógł zapomnieć o tym, co wydarzyło się tamtej nocy. W tedy Valka o mało co nie zginęła. A Burzę zabrali Dragoni. On sam też mało nie stracił życia. Przeklęci łowcy smoków! A ON nigdy nie powiedział Burzy co do niej naprawdę czuje. Owszem, wiedzieli o tym oboje i to z wzajemnością, ale... Tej nocy, kiedy ludzie ich zaatkowali prawie przestał myśleć o sobie. Gdyby choć raz dostał sygnał ostrzegawczy, wiedziałby, że Burza, Iskra lub Piorun żyją. Ale przez tych dziesięć lat nic takiego się nie stało. Stracił przyjaciół, rodzinę... Z zadumy wyrwało go nagle dziwne uczucie. Coś, czego nie czuł od lat. Jego plecy zabłysły na niebiesko, jednocześnie poczuł się jakby walnął w niego piorun. Wiedział, co to jest. Wiedział, co robić, gdzie lecieć. Ale najważniejsze: wiedział od kogo to. Z głośnym rykiem zmienił kierunek lotu i zaczął machać skrzydłami szybciej niż kiedykolwiek. Wiedział, że jeszcze nie wszystko stracone.


Zakochane smoczki.. To taaakie słodkie... 


Aires obudziła się w klatce. Jak się zdążyła zorientować, Burza była w klatce obok, a ją związali. ,,Imbecyle" pomyślała, wyciągając z buta sztylet. Szybko pozbyła się lin. Pogrzebała chwilę ostrzem w zamku i podeszła do przyjaciółki. Kaganiec zaraz wylądował na ziemi.

- No wreszcie, strasznie mnie ten kaganiec gniótł- prychnęła Burza.

Jej jeźdźczyni stała tak chwilę osłupiona.

-To ty gadasz, czy ja ciebie rozumiem!?- wytrzeszczyła oczy.


Cóż, nie chce mi się dziś pisać, ale macie parę zdań.


Wyobraziłam sobie, co to by była za katastrofa, gdyby Play podpisało umowę z Marvelem. Zamiast Farny w reklamie występowałby Hulk. 

Hulk zielony, Hulk jest w Play. Ma stan darmowy!

Tak by to jakoś brzmiało  XD


Czarnowłosa przypomniała sobie, że przecież jest pół- smokiem, więc to raczej normalne. Wskoczyła na siodło i wyszły na pokład.

-Pacanie, nigdy nie zostawiaj mi sztyletu! Chyba, że ćwiczyliście sobie wiązanie supełków!- krzyknęła do zdziwionego Dagura.

-Taak? To chyba jeszcze nie zauważyłaś, ile mamy tu twojego ulubionego metalu!

W tym momencie Burza odbiła się od desek i poleciała prawie pionowo do góry. Zanurkowała, prawie zanurzając statek i poczekała, aż jej pani zabierze łuk. Aires potrafiła wystrzeliwać po kilka bełtów naraz. Berserkowie z trudem unikali strzał. Smoczycę mało co nie trafiła parę razy sieć. Nagle strzała ze statku poleciała wprost na smoczycę. Jednak... Nie dotarła do niej. W ułamku sekundy spaliła się. A właścicielem płomienia był Chmuroskok. Smoki ryknęły radośnie. Zatopiły statek. Burza wyglądała po raz pierwszy na najszczęśliwszą na świecie. Aires dyskretnie zatkała uszy, gdy oboje wymieniali się czułymi słówkami. Okazało się, że na smoku leci matka Czkawki. Jedyną rzeczą, która dręczyła teraz dziewczynę, było to, jak zareagują inni na jej powrót.


Przepraszam, że dziś też tak krótko. Ale cóż, czasu znów brak. Proszę o propozycje nazwy dla tego metalu, bo nie będę cały czas pisać ,,ten metal". O, właśnie to zrobiłam XD


Jestem leniwa, wolno piszę i mam mało czasu. Także sorry, że nexty takie krótkie.


Kiedy wróciły na Berk, jeźdźcy smoków patrzyli na dziewczynę spode łba. Dopiero gdy Aires wytłumaczyła im, co się stało przestali się tak zachowywać. 

-Teraz to mamy problem...

-Skoro Dagur wie, że jesteś pół- smokiem, to już kłopot. A że wie, jak to wykorzystać to już katastrofa!

-Skoro na ciebie to działa, to możliwe, że na smoki też.

-Nie sądzę, one też by na to reagowały.

Dyskutowali tak dłuższą chwilę.

-Halo, ja też tu jestem!- przerwała im czarnowłosa.- Ja proponuję tak: poćwiczę trochę. Zwyczajnie. Nauczę się jakoś z tym walczyć, przecież za którymś razem mi się uda.

Jak powiedziała, tak zrobili. Pyskacz zrobił bardzo niewielkie ilości Nokturnum. Siadali i ćwiczyli. Kazali dziewczynie zmieniać się w smoka. Po paru próbach udawało jej się opóźniać porzemianę. Ale to wciąż było za mało. Pewnego dnia ćwiczyła z siostrą. Astrid wymyśliła, jak pomóc Aires. Wiedziała, że smoki mają bardzo czuły węch. Poczekała, aż dziewczyna zamieni się w smoka.

-Powąchaj Sączysmarka.

Smoczyca spojrzała na nią jak na idiotkę. Parsknęła, mimowolnie idąc w jego stronę. Nagle jej postać zamigotała i Aires zmieniła się w człowieka.

-Udało się!

-Co ci odbiło?! Od niego wali na kilometr, a ty mi go każesz wąchać!!! Jakiś horror! Nigdy więcej mi tego nie rób!


Rozdział 7. Lekcje latania

Haha! Mam jakieś 2 godziny, bo rodzice oglądają Taniec z Gwiazdami. Buhahahahah!


Aires coraz lepiej nad sobą panowała. Pewnego dnia uzgodnili, że ona przecież powinna trochę się pouczyć też jako smok. Smoki miały ją uczyć.

-No, więc tak. Musisz najpierw się w smoka zmienić- mądrowała się Burza.

-Ta, może jeszcze mi powiedz, jak to zrobić.

-No, rzeczywiście. Więc najpierw musisz bardzo chcieć przybrać postać smoka- dziewczyna skupiła się.- Ok, teraz wyobraź sobie, że lecisz. Musisz poczuć, że jesteś wolna, niebo jest twoje!- postać dziewczyny zaczęła migotać.- Dobrze! Tak trzymaj! Jeszcze trochę bardziej się skup!- Burza dopingowała swoją jeźdźczynię.

W pewnej chwili wyrosły jej błękitne łuski i stała przed nimi w smoczej wersji. -Świetnie! 'Teraz rób to, co ja!

Burza rozprostowała swoje gigantyczne skrzydła. Trzeba jeszcze wspomnieć, że stały na klifie. Smoczyca machnęła ogonem. Aires powtarzała to wszystko. Burza odbiła się mocno od ziemi i poszybowała. Dziewczyna powtórzyła to i znalazła się w powietrzu. Zaraz jednak zaczęła spadać. Rozłorzyła skrzydła najmocniej jak mogła. Machnęła skrzydłami i udało jej się utrzymać równowagę. Pofrunęła lotem koszącym tuż nad wodą, robiąc małą ,,fontannę". Ryknęła zadowolona z siebie. Trudno jej było tylko utrzymać równowagę. Musiała trzymać się poziomo, żeby nie wpaść do wody. Machnęła skrzydłami, wzbijając się wyżej i wylądowała koło Burzy.

-Świetnie ci poszło! Jak na pierwszy lot, to profesjonalnie, bym powiedziała!

-Może to dlatego, że już dwa razy leciałam.

-Oj tam! I tak piękny lot.

Ćwiczyły przez parę tygodni. Wreszcie przyszedł czas na ogień. Od dawna drapało ją w gardle.

-No dobra.Jesteśmy w jaskini, więc nic się raczej nie zapali. Masz celować w ten kamień, jasne? -Jasne.

Wzięła głęboki wdech. Poczuła jak w przełyku zbiera jej się potężny ogień. Kolumna płomieni stopiła głaz w mgnieniu oka.

-No, i to się nazywa porządny ogień! Dawaj teraz pojedynczy strzał.

Z jej gardła wydobył się dźwięk podobny do tego, który wydaje Nocna Furia przed strzałem. Strzeliła. Nie była to zwyczajna kula ognia. Przypominała plazmę, lecz była czerwona. Po trafieniu w cel (patrz: kamień) rozchodziła się wokł niego w smugach. Po chwili z kamienia został pył i parę mniejszych kamyczków. -Hm... Masz coś jak taka plazma, tylko bardziej zabójcza. Co to było? Ach! Plazma cieni!

-Znaczyło, że lepiej nie bawić się w berka strzelanego ze mną?

-Tak jakoś.

Minęły kolejne tygodnie. A jeźdźcy zaczęli sie nagle interesować Amuletem Pierwszych Władców. Wiedzieli, że bez brakującego rubinu nic nie zrobią. Astrid miała wrażenie, że gdzieś już widziała ten brakujący kamień.

-Hm, tak właściwie to kiedy jest Zaćmienie słońca? - spytała się pewnego dnia Aires.

-E, chyba za 10 dni.

Była wyraźnie zdenerwowana. Zaczęła coraz częściej i więcej ćwiczyć. Nie tylko swoje smocze umiejętności, ale też strzelanie z łuku i walkę mieczem. W tym drugim była równie dobra i zwinna, jak z łukiem w ręku. Ale wiedziała, co się może stać w Zaćmienie. A raczej: kto może znów powstać.


To był chyba najdłuższy next, jaki napisałam ; ) I od razu zapowiadam, że niedługo będzie bardzo krwawa scena. Żebyście nie narzekali, że nie mówiłam!


Rozdział 8. Coś, co nikomu się dotąd nie udało...

Burza i Chmuroskok żyli sobie spokojnie, jeźdźcy interesowali się Amuletem... Na Berk było spokojnie jak nigdy. Ale to się musiało skończyć. Jeźdźcy zebrali się i ustalili, że za dwie godziny lecą szukać brakującego rubinu. Jeśli Dagur znajdzie go przed nimi...

-To gdzie zaczniemy?

-Proponuję Smocze Sanktuarium lub wyspę Drago.

-Zauwarzą nas.

-Nie, przecież przenieśli się do Dagura.

-Rzeczywiście.

-Cicho!- krzyknął Czkawka.- To najpierw Sanktuarium.

Znamię Aires zabłysło. Odsunęła się na bok chwilę przed tym, jak ptasia kupa wylądowała na hełmie Sączysmarka.

-Już ci się jasnowidzenie włącza?

-Nie wiedziałam o tym wcześniej.

Za pół godziny byli już gotowi. Lot zajął dwie godziny. Gdy wlecieli do Sanktuarium, zorientowali się, że nie ma tu smoków. Przecież jakieś podobno miały tu być. Nikt się jednak tym nie przejmował. Czkawka trzymał APW w torbie, licząc na jakąś jego reakcję. Nic. Szukali od dobrych paru godzin. Wylądowali w jakiejś jaskini. Zjedli i już mieli lecieć na wyspę Drago. Aires, która bawiła się swoim naszyjnikiem walnęła się w czoło.

-Ale ja jestem głupia!!!

Odwiązała sznurek na którym zawieszony był kamień. Wyrwała Czkawce APW i wcisnęła rubin na brakujące miejsce. Przedmiot zaświecił się oślepiająco.

-Nie mogę uwierzyć, że cały czas mieliśmy go pod nosem...

W tym momencie Dagur złapał przedmiot. Nie zauważyli nawet, kiedy podszedł. Jeźdźcy rzucili się za nim w pogoń. Nagle przed nimi pojawił się Szramoskrzydły. Był co najmniej połowę większy od innych. Ryknął, po czym strzelił w sufit. Zaczęły się sypać kamienie. Aires nie zdążyła odskoczyć. W ostatniej chwili pojawiła się nad nią Burza. Ale smok nie może nic poradzić przeciwko trzem tonom kamieni. Wszyscy patrzyli na to w osłupieniu. Nagle spomiędzy gruzów zaczęło się wydobywać błękitne światło. Nawet Dagur stanął w miejscu, patrząc, co się wydarzy. W ułamku sekundy kamienie poleciały na wszystkie strony. Spod nich wynurzyła się Burza. Na jej łapach świeciły poskręcane wzory, grzbiet wręcz promieniował. Na skrzydłach smoczycy tańczyły błękitne płomyki. Ryknęła ogłuszająco. Spod jej skrzydła wyskoczyła Aires. Szramoskrzydły ryknął w odpowiedzi. Burza znów to zrobiła. Urzyła krzyku. Między nią a smokiem rozpoczęła się walka. Szaleńczo strzelały w siebie kulami ognia. Uderzały skrzydłami i gryzły. Wreszcie Burza powaliła przeciwnika. Ryknęła coś do niego. Natychmiast uciekł.

-Ewolucja...-szepnęła jej jeźdźczyni. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała.

Żadnemu smokowi z jej rasy to się jeszcze nie udało. Teraz wszystkie statystyki smoczycy podnosiły się o 3. Więc wszystkie miała o 1 wyższe niż NF, nie licząc trucizny którą miała teraz naprawdę mocną, a której NF nie posiadała. Jednak Dagur szybko się otrząsnął. Pobiegł do jakiegoś tunelu, którego wcześniej nie widzieli. Jeźdźcy popędzili za nim. Astrid z siostrą szybko ich wyprzedziły. Berserk (?) wpadł do okrągłego pomieszczenia. Ledwie siostry zdążyły tam wejść, a zatrzasnęła się za nimi ściana. Kiedy jeźdźcom udało się ją otworzyć, zobaczyli coś przerażającego. Na środku stał jakiś mężczyzna. Miał czarne jak smoła włosy i trupiobladą twarz. A niedaleko, w kałuży krwi leżała jakaś postać.


Kto zgadnie, kogo uśmierciłam dostaje dedyk!!!


Macie linka do ,,Zapytaj" http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Zapytaj_Aires_i_Burz%C4%99


Dedyk dla Astriś032 i dla Sky Nocna Furia. Miłego (lub nie) czytanie życzę.


Jeźdźcy zrozumieli, że tą osobą jest Dagur. Czkawka podniósł APW i zauwarzył, że ten ktoś ma Astrid. Przyłożył dziewczynie miecz do gardła. Obok leżał nieprzytomna Aires. Na ramieniu miała wielką ranę. Niedaleko niej leżał miecz. Widać było, że walczyły. Nagle dookoła nich zmaterializowali się inni. Mieli takie same czarne płaszcze.

-Głupcy- syknął.- Naprawdę nie wiedzieliście, że w Zaćmienie możemy powrócić? My, Bractwo Smoczego Cienia, zawłdaniemy Ziemią! Nikt nas już nie powstrzyma.

-Tervorze...

-Wiem! Ty- zwrócił się do Czkawki.- Oddawaj Amulet albo po niej!

Czkawka nawet się nie zastanawiał. Oddał przedmiot Tervorowi. Nie wiedział, jaki popełnił błąd. Popchnął Astrid w jego stronę. Dziewczyna przytuliła sie do Czkawki. Tervor zaśmiał się ochryple. Nagle wszyscy członkowie Klanu Cienia zniknęli, jakby rozpłynęli się w powietrzu. A razem z nimi zniknęła też Aires.

-No, to mamy kłopoty...- szepnęła Astrid.

Burza ryknęła, ziejąc ogniem. Była naprawdę wściekła.


Sorry za tę nieobecność, ale wiecie, sprawdzian 6- klasisty...


Pierwsze, co zobaczyła Aires to była ściana. Ściana jakiegoś lochu. Ale w tym miejscu czuć było coś... potężnego. Coś bardzo starego i potężnego, o gigantycznej mocy. Ściena lekko świeciła. Dziewczyna dotknęła jej. W tym momencie zobaczyła całą historię smoków.


Na zielonej, wysokiej górze znajdowało się jajo. Miało ciemnofioletowy kolor i dziwnie połyskiwało. Rozpętała się burza. W pewnym momencie uderzył oślepiająco biały piorun. Równo z nim jajo wybuchło. Wyszedł z niego mały smok. Rozejrzał się w poszukiwaniu mamy, lub jakiejkolwiek rodziny. Nikogo takiego przy nim nie było. Maluch schronił się w pustej norze. I tak narodził się pierwszy i najpotężniejszy smok- Obsydian. Nigdy jednak nie widział innego smoka. Gdy dorósł, spotkał pewnego dnia dziwne istoty. Żył już ponad tysiąc lat. Nie widział nigdy czegoś tak dziwnego. Chodziło na dwóch łapach, a w dwóch pozostałych coś trzymało. Na łbach miało sierść, co wyglądało dziwnie. Nie atakował. Czekał na reakcję z ich strony. Ale oni tylko go chwilę podziwiali, a potem odeszli. Okazało się, że mieszkają w drewnianych jaskiniach. Cały tydzień czymś hałasowali i uderzali. Krzątali sie po ,,wiosce" i czegoś poszukiwali. Wreszcie jeden z nich podszedł do smoka, po czym rzekł: ,,Czy możesz obdarzyć ten oto przedmiot swoją mocą? Ma on zaprowadzić harmonię i utrzymać pokój."- pokazał mu okrągły przedmiot. Smok zrobił, o co go proszono. W tedy człowiek uniósł amulet i coś powiedział. Pojawiło się kilka smoków, bardzo do niego podobnych. Też miały dwie pary skrzydeł i te same wzory na ciele. Jednak żaden z nich nie był fioletowy, biały ani zielony. Wiedział, że żaden z nich nie będzie w stanie dojść do Ewolucji. Smok taki byłby szybszy, silniejszy... Ludzie stworzyli kilka gatunków smoków. Te pierwsze nazwano Hexadosy Cieniste, drugie Nocne Furie, a trzecie Wandersmoki. Ludzie tworzyli nowe gatunki i dzielili je na klasy. Smoki i ludzie żyli w zgodzie. Ale wszystko musiało się skończyć. Pewnego dnia jakiś mężczyzna zakradł się na Smoczą Górę. Zabił jednego smoka z każdego gatunku. Jednak nie zdążył uciec przed gniewem Obsydiana. Rozpętała się wojna między smokami i ludźmi. Na Smoczej Górze powstała twierdza. Ale to smoki ją budowały. Jednak z czasem to miejsce opustoszało. Amulet Pierwszych Władców zaginął. Nie wiadomo było, co się stało z pierwszym smokiem, ale jedno było pewne: wciąż żyje. Od dziesięciu tysięcy lat.


Dziewczyna potrząsnęła głową, a wizja zniknęła. Na korytarzu usłyszała kroki. Po chwili do jej celi wszedł Tervor.

-I co? Dołączysz do nas, czy nie?

-To, że ojciec był w Bratctwie nie znaczy, że ja będę!

-Naprawdę... Onykso?

-Skąd znasz moje Prawdziwe Imię?!

-Każdy je przecież ma, wystarczy poszukać.

Wyszedł zostawiając ją oszołomioną. Przecież to była jej największa tajemnica! Skąd on się dowiedział? Jej myśli przerwało łaskotanie na ramieniu. Spojrzała na swoje znamię... A tam, oprócz skrzydeł, pojawił się cały smok! Błękitne znamię najpierw poruszyło się nieznacznie, a potem zaczęło ,,iść" w stronę nadgarstka dziewczyny. Smoczek usadoił się w dogodnej pozycji, choć był dalej tylko znamieniem. Ale nagle jakby się odczepił od niej. Chwilę później dziewczyna miała na ręku srebrną bransoletę przedstawiającą smoka. Wszystkie jego kolce i symbole na łapach były zrobione z lapiz- lazuli. Nie licząc ogona miał dziesięć centymetrów długości. Każda łuska była widoczna, jak prawdziwa. Jednak na tym się nie skończyło.  Zwierzątko wstało, przeciągnęło się i popatrzyło na Aires błękitnymi oczami. Patrzyło, jakby na coś czekało.

-Weź klucze- szepnęła dziewczyna.

Zwierzątko zatrzepotało skrzydłami i po chwili miało to, o co prosiła.

Rozdział 9. Więcej tajemnic

No, sorry za tę nieobecność. Sprawdzian 6- klasisty...


Na Berk...


Burza wściekle rzucała drzewem. Wyrwała je z korzeniami, połamała, spaliła, rzuciła nim, wrzuciła do oceanu, jeszcze raz spaliła, poczym wrzuciła na kupkę 20 innych drzew. Nie mogła się opanować, odkąd Aires zniknęła. Jedynym pocieszeniem dla niej był w tej chwili Chmuroskok. Jeźdźcy obiecali jej, że polecą na poszukiwania jeszcze dziś. Mieli za godzinę wyruszyć, jednak smoczyca dalej nie chciała się uspokoić. W końcu polecieli. Burza miała przeczucie, gdzie jej jeźdźczyni może być. Skierowała się w tamtą stronę i poleciała tak szybko, jak mogła.


U Aires...


Dziewczyna wypadła z celi jak z procy. Smok leciał przed nią, patrolując korytarze. Po drodze nie napotkali nikogo. Znaleźli broń dziewczyny. Gdy dotarli do głównej sali twierdzy, Aires aż zaniemówiła. Pomieszczenie było tak wielkie, że zmieściłyby się tam 4 Oszołomostrachy. W centralnym punkcie na posadzce widniał Czarny Kryształ. Był to najtwardszy materiał na świecie. W oddali rozległ się huk i za chwilę do sali wpadli jeźdźcy.

-Dzięki bogom, że tu jesteś!- krzyknęła Astrid.

Jednak koło niej świsnęła strzała. Wokół nich zmaterializowali się członkowie Bratctwa. Jeźdźcy zbili się w ciasną grupkę i przygotowali do walki.

-Albo jesteście z nami, albo jesteście martwi- syknął Tervor.

Odpowiedzią na jego pytanie był napięty łuk Aires.

-Skoro tak...

Jeden z nich stworzył na ręce kulę czarnej energii. Jednak nie zdążył nią strzelić, bo podłoga zaczęła się trząść. Posadzka rozsunęła się. Nagle z gigantycznej jaskini wyszedł smok. Był co najmniej dwa razy większy od Oszołomostracha. Ciemnofioletowe łuski połyskiwały groźnie. Smok ryknął ogłuszająco rozpościerając dwie pary skrzydeł. Każdy ze smoków wiedział, kim on jest.


No cóż, króciutkie, ale musicie przeżyć. Jestem zuaaaa! Kto zgadnie, co to za smok (każdy zgadnie) dostaje dedyk. I za odgadnięcie, kim jest Nike też są dedyki. Zastanówcie się, kogo Wam przypomina...


Nike.

Kto zgadnie, kim jest Nike też dostaje dedyk.

No to dzisiaj postaram się dać cuś długiego! Dedyk dla Użytkownik Wikii 31.61.129.144, WildDragonRider i Sky Nocna Furia za odgadnięcie mojej zagadki. I dla Sky też za gigantyczną pomoc przy Kordianie. 


To był Obsydian. Wielki, majestatyczny smok wyskoczył z jaskini, do której wejście natychmiast się zamknęło. Ryknął, po czym powiedział:

-Jak śmiecie walczyć ze smokami?! To nie my jesteśmy bestiami, tylko wy! Wymordowaliście Nocna Furie! Przez was Oszołomostrachów już prawie nie ma! - z pyska smoka wystrzelił słup ognia prosto na członków Bratctwa.

Jednak oni przenieśli się parę metrów dalej. Czyli potrafili się teleportować! Jakby za mało tu było czarnej magii. Nagle świat zawirował przed oczami jeźdźców i zobaczyli, że są w zupełnie innym miejscu. Na szczęście smoki i Obsydian przenieśli się razem z nimi. Byli na jakiejś gigantycznej arenie. (i tu zaczynam nawiązywać trochę do Igrzysk Śmierci). Niedaleko wznosiła się czarna góra, a dalej ciągnęła pustynia. Ale ich wrogów tu nie było.

-Macie godzinę na przygotowanie się do walki. Jeśli wyjdziecie z Areny, to uprzedzam, że nie uciekniecie! W korytarzach jest mnóstwo pułapek!- rozległ się czyjś głos.

-Przynajmniej powiedzieli...- mruknęła Astrid.

-To ja lecę do tych korytarzy czegoś poszukać- powiedziała Aires i zaraz zniknęła im z oczu.

Uznała, że najprościej byłoby lecieć, ale zaraz pewnie pojawiłyby się trujące strzały lub coś takiego. Szła już parę minut, a pułapek nie było śladu. Właśnie zastanawiała się, czy to nie było po to, żeby ich zastaszyć, gdy tuż przed nią otworzyła się wielka przepaść. Dziewczyna zatrzymała się w ostatniej chwili. Właśnie chciała zamienić się w smoka i przelecieć nad nią, gdy dostrzegła w ścianie maleńkie dziurki. Machnęła przed nimi łukiem. Po chwili w przeciwległej ścianie tkwiły kolce. Prawdopodobnie były zatrute, ale Aires wolała tego nie sprawdzać. Musiała znależć jakieś inne przejście! Wtedy jej uwagę przyciągnął skalny łuk. Znajdował się dosłownie tuż koło niej. Niestety, nie było tam drzwi. Już miała zawrócić, gdy smok na jej ręce znów ożył. Podfrunął do łuku. Zawisł w powietrzu parę centymetrów przed nim. Za chwilę odsłoniło się tajne przejście. Było zapomniane, a nie było w nim pułapek. Dziewczyna doszła do okrągłej komnaty i chwiciła księgę leżącą pośrodku. Przeczytała ją w biegu. Gdy dotarła z powrotem na Arenę, do walki pozostało dziesięć minut.

-Słuchajcie, czego się dowiedziałam! No więc jestem Stzrelcem..

-A mówiłaś, że Panną!- przerwał jej Mieczyk.

-Nie, nie chodziło o znak Zodiaku! Jestem Strzelcem Szybkoskrzydłym! Ten gatunek pojawia się tylko u pół- smoków. I podobno jakieś już widziano. Parę lat temu. A ten smok- popukała w bransoletkę- to Strażnik. Przeczytałam o  nim mnóstwo nowych rzeczy, ale nie mamy na to czasu. 

-Chiwlkę! Ja wam coś pokażę- powiedział Obsydian ludzkim głosem. Podrapał się i jedna z jego łusek spadła na ziemię. Kiedy straciła kontakt ze skórą smoka stała się cała czarna. Na jej miejsce zaraz wyrosła nowa.- Weź ją- polecił Aires.

Dziewczyna podniosła łuskę. Zorientowała się, że to właśnie jest czarny kryształ. Łuski Obsydiana były inne niż u reszty smoków. 

Kordian

Kordian jako smok ^^.

WP 001118

Kordian od Sky

Kiedy Aires dotknęła łuski, ta zaświeciła i zamieniła się w miecz. Smok usiadł na miejsu, gdzie powinna być rękojeść. Wszyscy gapili się na to z wielkimi oczami. Obsydian uśmiechnął się pod nosem. Nagle zabrzmiał róg i dookoła pojawili się ludzie Tervora. Aires zamieniła się w smoka. Czkawka wyciągnął Piekło. Smoki zniknęły, ale okazało się, że są w klatkach.

-Cóż, my kontra wy. Żadnych smoków- ktoś powiedział.

W ułamku sekundy z ziemi wyrosły dwa wielkie stwory. Ruszyły ociężałym krokiem w stronę jeźdźców. Tervor stworzył ogromne szpile lodu. Ustawiły się poziomo w powietrzu, celując końcami w jeźdźców. W momencie gdy poleciały w ich stronę, usłyszeli huk. Kraty uniemożliwiające wylatywanie z areny pękły. Z dymu wyłonił się czerwony Strzelec. miał czerwony kolor, a końcówki łap, skrzydeł i ogona były czarne. Wylądował na ziemi i zamienił się w cień, niszcząc stwory. Po wielkich szpilach lodu nie było śladu. Klatki rozpadły się, a smok za chwilę zamienił się w człowieka. Przed jeźdźcami stanął brunet w skórzanej zbroi.

-Hej, jestem Kordian. A teraz radzę wam z tąd uciekać.

Nie musiał dwa razy tego powtarzać. Smoki wyleciały z areny. Nikt z nich wcześniej nie myślał, że spotkają drugiego pół-smoka.


Rozdział 10. Odczep się!

Lecieli tak parę minut. Ale oczywiście ich wrogowie nie chcieli odpuścić. Kordian właśnie ich dogonił, kiedy powietrze zaczęły przeszywać strzały. Jedna z nich przebiła się przez błonę na skrzydle Aires. -Szlag!-wyrwało się dziewczynie.

Chłopak gapił się na niż wielkimi oczami.

-Ty jesteś pół-smokiem?

-Nie, żyrafą- przwróciła oczami.

-To gdzie reszta?

-Jaka znów reszta?!

-No, twoje stado, rodzina...- nie zdążył dokończyć, kiedy w jego stronę strzeliła Aires.- Za co to było?

-Słuchaj, nie twoja sprawa!

-Ale co ja takiego powiedziałem?-zwrócił się do Czkawki.

-Jest w złym humorze. Lepiej o nic nie pytaj.

Szybowali już cały dzień. Nigdzie nie było widać końca pustyni. Odsydian gdzieś zniknął. Pewnie nie z własnej woli. To magia Smoczej Twiedzy nie pozwalała mu się od niej oddalać na więcej niż 400 kilometrów.

Smoki były skrajnie wyczerpane, ludzie też. Naraz coś czerwonego mignęło Burzy przed oczami. Skierowała się w tamtą stronę. Przed nią na piasku stała czerwona smoczyca. Warknęła w stronę Burzy. Jednak tamta dokłanie pamiętała swój sen. Wiedziała, kto to jest.

-Nike?-spytała.

-Jeśli coś ci to powie to tak. A teraz się z tąd wynoście!

-Ty żyjesz!

-O co ci chodzi?!

-Jesteś MOJĄ SIOSTRĄ!!!

-Co?!- Nike nie wierzyła własnym uszom.

-Jestem twoją młodszą siostrą.

-Udowodnij to!

-Jak byłaś mała, porwały cię Szramoskrzydłe. Nasz ojciec zginął w walce. Tamte smoki zaniosły cię do jakiegoś wulkanu, a potem zostawiły na pustyni. -S-skąd ty to wiesz?

Smoczyce zaczęły długą rozmowę. Potem zaczęły wręcz skakać z radości. Nike zaprowadziła ich do podziemnej jaskini. Panował tam miły chłodek. Czerwonołuska wyciągnęła masę ryb ze schowka i pokazała im źródełko.

-Ech. To gdzie my się teraz podziejemy? Jesteśmy na środku pustyni- zaczął narzekać Czkawka.

Kordian usiadł koło Aires. Ta zaraz się odsunęła. Chłopak się przysunął. I dostał kopniaka. Aires posłała mu wrogie spojrzenie.

-Odczep się odemnie, jasne?!

Zrezygnowany Kordian poszedł gdzieś sobie.

-Ja wiem jak się stąd dostać gdziekolwiek- wtrąciła Nike.

Aires przetłumaczyła, i wszyscy słuchali w napięciu smoczycy.


Rozdział 11. Bitwa. Część 1.

No, Wy to potraficie zmtywować do pisania! Jak zobaczyłam trzy nowe komy, to mnie wena od razu naszła :).


Wszyscy stali przed źródłem. Połyskiwało to na srebrno, to na błękitno.

-I jak skoczymy w wodę, to niby znajdziemy się nagle na Berk?

-Nawet Mieczyk nie jest aż taki głupi, żeby w to uwierzyć- wtrąciła Szpadka.

-Właśnie, to nas pewnie przeniesie na Berk- popisał sie swoją "inteligencją" Mieczyk.

Nikt już go nie słuchał. Smoki i wikingowie skoczyli w wodę. Czuli się, jakby unosili się w pustce. Po chwili ukazała im się wioska.

-Noo... Zadziałało.

Rozległ się dźwięk rogu.

-Atakują nas!

Pobiegli do portu. W ich kierunku płynęła gigantyczna flota. Na jej czele stał Dagur. Obok niego płynął... Jakiś człowiek, który... Wyglądał zupełnie jak DRAGO!!! Miał tylko mniej blizn i groźniejszy wyraz twarzy. Spojrzał w ich stronę.

-To oni- usłyszeli jego słowa.- Ja się zajmę smokami.

Wszyscy czekali w napięciu na atak. Nieznajomy pobiegł w stronę burty. Skoczył i... Wzbił się w powietrze. PÓŁ-SMOK!!!


Dziś będzie niespodzianka :D.


-DAGUR ŻYJE?!?!-wrzasnął Czkawka.

-To jest niemożliwe! Wszyscy widzieliśmy go martwego.

-To nie był on-zaśmiał się czarny smok.-Połknęliście przynętę.

-A teraz możecie się poddać, albo zginąć.

-Jesteś bratem Drago?-zapytał niepewnie Czkawka.

-Głupcze! Ja JESTEM DRAGO KRWAWDONIEM! Każdy może przejąć ciało jakiegoś smoka, jeśli ma... To- pokazał im dziwny przedmiot.

Aires i Kordian przyjęli postać smoka. Na ciele Burzy i Szczerbatka zapaliły się błękitne symbole. Hakokieł stanął w ogniu. Wym i Jot zaczęli sypać iskrami. Wichura nastroszyła kolce, a Sztukamięs połknęła spory głaz. Byli gotowi. Drago


Rozdział 12. Bitwa. Część 2.

Czarny smok ryknął. Był naprawdę duży. Skierował się w stronę Aires i Kordiana. Aires stawiała na zwinność i szybkość, Kordian- na siłę. Razem rzucili się na Drago. On jakimś cudem unikał ich strzałów. Po paru minutach walki Aires miała rozerwaną błonę na skrzydle, a Kordian był cały podrapany.  Natomiast ich przeciwnik był nietknięty. Wtedy coś się wydarzyło. Zaczął wiać wiatr. Aires machnęła mocno skrzydłami. Podmuch zniósł go parę metrów niżej.

-Jak ty to...

-Nie wiem! Sam spróbuj!

Udało się. Drago był już dużo niżej niż oni. Wywoływali potężne podmuchy wiatru. Nagle Aires zanurkowała. Zdążyła ugryźć go w skrzydło. W tym momencie kły jej przeciwnika znalazły sie niebezpiecznie blisko. W tym momencie poczuła, jak coś w nią uderza z ogromną siłą. Zobaczyła przelatującego Kordiana. Odepchnął ją w ostatniej chwili. Zęby czarnego smoka natrafiły na powietrze.

Burza podleciała do nich. Rzadko używała swojego ognia. Tylko w wyjątkowych sytuacjach. A to właśnie była wyjątkowa sytuacja. Z jej pyska poleciała ognista "strzała". Pocisk był cienką smugą ognia. Smuga ta trafiła Drago prosto w serce. Najpierw spadł na ziemię. Później z jego ciała uniosła się smużka czarnego dymu. Drago opuścił ciało tego smoka.

Zdezorientowane zwierzę podniosło się. Stanęło osłupione, ruszając skrzydłami i machając ogonem. Następnie wzbiło się w powietrze z wyrazem wdzięczności na twarzy.

Ale pozostawał jeszcze jeden problem: Dagur.


Berserk wyskoczył na ziemię.

-Daliście się nabrać na prostą sztuczkę Żywego Cienia. To nie byłem ja.- Uśmiechnął się zwycięsko.-Czkawko Haddock, wyzywam cię na pojedynek na śmierć i życie!

Czkawka wyciągnął miecz. Zaczęli walkę. Najpiewr Dagur przeszedł do ataku. Czkawka sprawnie parował jego ciosy i nie dawał za wygraną. Ostrza błyskały w niewiarygodnym tempie. Nagle stało się coiś, czego nikt by się nie spodziewał.

Miecz Dagura przebił brzuch Czkawki. Wokół rozlała się kałuża krwi. Chłopak nie ruszał się ani nie oddychał. Dagur uśmiechnął się podle, wiedząc, że zwyciężył.

Nikt nie wierzył w to, co zobaczył.


Macie linkeł do czegoś, co skrydwa wiele tajemnic...  http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Wszystkie_zmiany,_kt%C3%B3re_zasz%C5%82y_w_moich_opowiadaniach


Astrid nawet nie próbowała ukrywać uśmiechu. Dagur był zdezorientowany. Nikt nie płakał po wodzu. Nagle postać Czkawki zamigotała i rozpłynęła się. 

Nagle Aires przygwoździła Dagura do ziemi.

-Nie. To ty dałeś się nabrać na Żywy Cień.

Z lasu wyszedł cały i zdrowy wódz. Dagura zamknięto w więzieniu. Jego armia odpłynęła w pośpiechu. Jedyny statek, który został zatopili w niecałych pięć minut. Uwolnili zamknięte w klatkach smoki i oddali je pod opiekę mieszkańców. Oswoili je i zaczęli ternować.

Wszyscy myśleli, że to już koniec ich kłopotów, wojen... Ale to był dopiero początek.


Rozdział 13. Co jest?!

Na Berk było spokojnie. Aires zaczynała lubić Kordiana. Nike mieszkała z nimi i cieszyła się każdą chwilą wąchania smoczymiętki. Burza i Chmuroskok byli very happy. Burza trochę słabo się czuła. Jednak Aires wiedziała czemu, i wręcz była zadowolona tym faktem.  Wszystko toczyło się powoli. Aż do pewnego dnia.

Aires usłyszała w oddali huk. Zamieniła się w smoka i poleciała w tę stronę. Nie wierzyła własnym oczom. Z jeźdźcami walczył Kordian. Ale ona miała dwunastokrotnie lepszy wzrok niż człowiek. Od razu zobaczyła wbitą w szyję przyjaciela strzałkę. A jedyną rzeczą zdolną tak zdenerwować smoka był Smoczy Korzeń.

Przygwoździła go do ziemi.

-Wyciągnijcie strzałkę!- krzyknęła do przyjaciół.

Od razu załapali. Czkawka wyciągnął strzałkę. Po paru agresywnych minutach Kordian uspokoił się.

-E.. Co się stało...?- zapytał niepewnie.

-Dostałeś strzałką z sokiem ze Smoczego Korzenia.

-A... Jak bardzo wszystko niszczyłem?

-Ciesz się, tylko jeden dom uszkodziłeś.- Mruknął Czkawka.

-Ale ty naprawiasz.- Dodała Astrid.

-A kto we mnie strzelił?

-Oj... O tym już nie myśleliśmy...

Wskoczyli na smoki. Jak się spodziewali, Dagura nie było w celi. Zaczęli latać wokół wyspy. Nie znaleźli go.

Burza z Chmuroskokiem przenieśli się na tydzień do jakiejś jaskini.

Pewnego dnia Aires przybiegła cała blada. Nogi się jej trzęsły.

-Chodźcie szybko! Burza... Ona....- zaczęła się jąkać.

-Co jest?! Co się z nią stało?!- spytała zdenerwowana Astrid.

-Sami zobaczcie- zamieniała się w smoka i poleciała do jaskini.

Kiedy stanęli w wejściu, zaparło im dech. Śledzik aż zemdlał.

-Mówiłam...- wyjąkała Aires.


Kto zgadnie, co zobaczyli dostaje dedyczka :). A ostrzegam, że to będzie trudne. I po raz drugi ogłaszam konkurs na oładkę opowiadania! Ponieważ tamtym razem dostałam tylko jedną... I proszę od razu pisać, kto będzie rysować. No i miłego zdziwienia życzę, gdy się dowiecie, co tam było... Sky, ty wiesz. Nie podpowiadaj, błagam!


Rozdział 14. Dzieci?!

Dedyki dla Len715 i Szeptozgonek. Chociaż i tak zgadliście tylko do połowy :P.


Obok Burzy siedziało sześć maluchów. Trzy Stormcuttery i trzy Hexadosy Cieniste.

-Przedstawiam moje dzieci-uśmiechnęła się Burza.- To jest Piorun. Potrafi przyzywać pioruny.-Wskazała na na czerwonego Hexadosa.- To Błyskawica- pokazała srebrnołuską smoczycę tego samego gatunku.- Potrafi tworzyć iluzję.

-To jest Dark-powiedział Chmuroskok, pokazując granatowego Hexadosa.- Potrafi kontrolować cień. Za to Elis kontroluje ogień- wskazał żółto-pomarańczową smoczycę ze swojego gatunku.

-Hades może rozmawiać z duchami- Burza trąciła lekko pyskiem fioletowego Storma. -A to Sky.- Uśmiechnęła się do małej smoczycy. Miała czarne jak noc łuski i błękitne oczy.- Niestety... U niej jeszcze nie odkryliśmy żadnych mocy.


Wszyscy patrzyli z podziwem na pisklaki. Nagle usłyszeli za sobą czyjś śmiech. Za nimi stał Dagur. W ręce trzymał łuk.

Miał naciągniętą cięciwę. Wypuścił strzałę. Czas jakby zwolnił. Grot skierowany był na Sky. Smiczyca pisnęła cicho przerażona. Wiedziała, że nie ucieknie. Burza była za daleko, żeby ją obronić. I nagle... Sky zniknęła.

Pojawiła się na głowie Dagura. Zainteresowana swoją teleportacją przekrzywiła głowę i znów zniknęła. Dagur rozwścieczony rzucił się w pogoń za smoczycą. Ta radośnie piszcząc znikała, by pojawić się parę metrów dalej.

Dagurowi zastąpiła drogę Burza. Spojrzała na niego maksymalnie zwężonymi źrenicami. Ryknęła ogłuszająco. Złapała go w szpony i gdzieś zaniosła.

-Co ty z nim zrobiłaś?- zapytała niepewnie Aires.

-Zostawiłam na klifie. Rzucił się do morza z własnej woli. Szaleniec jakiś. Ale żeby atakować MOJE dzieci, to trzeba mieć tupet.

-Oj trzeba, trzeba.


Rozdział 15. Straciliśmy...

Maluchy szybko rosły. Był spokój, więc wszyscy postanowili poszukać Szeptozgonów w jaskiniach. Uznali, że pójdą bez smoków. Rozdzielili się i każdy poszedł innym korytarzem.

Aires szła tak dłuższą chwilę. Zobaczyła jakiś otwór bięgnący przez ścianę. Był wąski i okrągły. Poszła więc tamtędy. Idąc tym przejściem czuła delikatne brzęczenie z tyłu głowy.  Jakby coś się zbliżało. Zignorowała to jednak. 

Kordian idąc miał takie samo uczucie.  Potrząsnął jednak głową i poszedł dalej.

Czkawka szedł spokojnie. Ściany były gładkie. Musiał być gdzieś blisko jaskini smoków. Wszedł do okrągłego pomieszczenia. Pomieszczenia. Nie jaskini. Na środku stał ktoś aż za dobrze mu znany. Tervor.

Aires poczuła to samo co wcześniej. Że też na to nie wpadła! Nokturnum! Zanim zdążyła zareagować poczuła eksplodujący  w głowie. 


Niom sorry, że tak krótko.


Pozdro dla wrogów Hiccstrid.

Podniosła się z cichym przekleństwem. I z głośnym, kiedy poczuła krew z tyłu głowy. Niewiele myśląc przemieniła się w cień i popędziła w poswzukiwaniu innych. Po drodze znalazła wszystkich oprócz Astrid. Pędzili korytarzami.

Nagle zatrzymali się. W oczach Aires wezbrały łzy. Czkawka cały drżał. Znaleźli Astrid. Martwą.

-Astrid... Nie...- szepnął Czkawka. Ręce mu drżały, próbował nie płakać.

Aires zaczęła płakać. Jeźdźcy spuścili głowy. Wiedzieli, że jedyni ludzie zdoli zamordować Astrid to Klan Cienia. Wyszli z jaskiń. Pogrzeb odbył się następnego dnia. Cała wioska była cicha. Najsmutniej jednak było Wichurze. Nie chciała nic jeść i prawie nikogo do siebie nie dopuszczała.

Minął kolejny miesiąc. Prawie rok, odkąd spotkali Aires. Berk się znieniło. Nie było już tak głośno i wesoło. Wszyscy się jednak pozbierali. Burza zajmowała się dziećmi i wspomagała Aires. Nikt nie zauważył, kiedy pewnego dnia Kordian nagle zniknął.


Wiem, że trochę zaniedbałam to opko :/ Ale muszę się zajmować własną Wikią. Pojawiły się dwa nowe blogi:

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Stra%C5%BCniczki_Medalionu

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Nix

Doradzam również zajrzeć na bloga z Aires oraz bloga o Burzy. Jeśli znajdę czas, to next pojawi się pewnie jutro lub pojutrze.


Aires wyszła z domu. Był wczesny ranek, słońce jeszcze nie wzeszło. W oddali słyszała smoki. Wokół szumiały drzewa. Zamieniła się w smoka. Miała zamiar zrobić krótki lot i zaraz wrócić.

Po paru minutach postanowiłą już wracać. Wtedy poczuła nad sobą powiew wiatru, wywołami potężnymi uderzeniami skrzydeł. Szybko skręciła i wylądowała na wyspie. A smok któy ją gonił, to oczywiście był Szramoskrzydły. Ten sam, którego pokonała ostatnio Burza.

-Poddaj się, albo b'ędziesz mieć z nami do czynienia!- ryknął. -Najpierw mnie pokonaj!- odkrzyknęła.

Chwilę strzelali w siebie kulami ognia, gryźli i walczyli. Aires prowadziła. Właśnie miała wbić kły w przeciwnika. Nie chciałazabijać smoka, ale musiała.

W tym momencie poczuła dwa inne smoki lądujące jej na skrzydłach. Była od nich mniejsza, jednak próbowała się wydostać bez skutku. Czuła tylko, jak coraz mocniej wbijają jej szpony w skrzydła. Poleciały z nią do góry. Skierowały się w stronę wulkany. Tego samego, który mijali parę miesięcy temu uciekając.

Teraz Szramoskrzydłe wleciały do jego wnętrza. A w celntalnym punkcie siedział potężny smok. Niegdyś złote łuski teraz zdawały się płonąć mrokiem. Dawniej bursztynowe oczy świeciły czerwienią. Płonęła w nich czysta nienawiść. Skrzydła wyglądały jak utkane z dymu.

-Wreszcie! Pół-smoki to świetne źródło energii. Jeśli przyprowadzicie tu Burzę, to możecie nawet liczyć na wynagrodzenie.

Smoki posłusznie się ukłoniły. Tamten zdawał promieniować władzą. Zupełnie jak Obsydian. Szarpnęła się, zrzucając z siebie oda smoki. Ten trzeci zdążyła jednak ją zatrzymać. Nad szyją poczuła ostre kły.

-Tylko się spróbuj ruszyć, a pożałujesz!

W tym momencie znalazła się na skalnym pustkowiu. Obok niej stał Kordian.

-Co się stało...?

-Nie wiem. Przenieśli nas gdzieś. E... Twoje skrzydło. Coś z nim nie tak.

Spojrzała na skrzydła. Tam, gdzie przed chwilą była kerw, teraz pojawił się kryształ.

-Kordian... Musimy jakoś ich tu ściągnąć!


Powtórzę powyższe:

Wiem, że trochę zaniedbałam to opko :/.  Ale muszę się zajmować własną Wikią. Pojawiły się dwa nowe blogi:

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Stra%C5%BCniczki_Medalionu

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Onyksa/Nix

Doradzam również zajrzeć na bloga z Aires oraz bloga o Burzy. Jeśli znajdę czas, to next pojawi się pewnie jutro lub pojutrze. Komentujcie! Zbliżamy się do setki :D.


Burza wstała nagle. Na skrzydle czuła ból. Nie jej. Ból Aires. Wiedziała, że coś się stało. Wybiegła cicho z jaskini.

Przeleciała ledwie nad połową wyspy, gdy zaatakował ją ten sam osobnik co zawsze. Zaczęła się walka.


Burza wściekle ryknęła. Tym razem nie będzie darowania życia. Tym bardziej, że ON zagrażał JEJ dzieciom. Najpierw użyła krzyku. Potem strzeliła plazmą i zaatakowała szponami. Po długiej wymianie ciosów oboje byli zakrwawieni i zmęczeni. Klatkę piersiową smoczycy przecinała długa rana. "Będzie z tego kolejna blizna"- pomyślała.

Zablokowała skrzydła i pomknęła w dół.


WRÓCIŁAM!


Smok zrobił to samo. Świetnie. Tuż nad ziemią rozłożyła skrzydła. Błony napięły się, ale wzbiła się w powietrze mijając ziemię o włos. Szramoskrzydły nie miał tyle szczęścia. Uderzył w ziemię tworząc spore zagłębienie. W powietrze wzbiły się tumany kurzu. Burza ryknęła. Tamten podniósł się z ziemi. Z łapy ciekła mu czarna krew. Nim zdążył zareagować, podbiegła i zatopiła kły w jego szyi. W pysku poczuła cierpki smak krwi smoka. Z obrzydzeniem puściła martwe ciało.



Czytam= komentuję   =)

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.