FANDOM


HTTYDPP





A tu macie okładkę na mojego bloga ^^ Domi i Aśka pomagały wybierać :* Dziękuję za pomoc sis <3








Kilka faktów:

-Będzie Hiccstrid

-Dojdą nowe postacie

-Będzie to opko trochę romantyczne, przygodowe i czasem smutne. Wszystko na raz hah :D

-Jest to mój 2 blog.

-Piszę go z innego konta.

-Niektórzy znają mnie z charakteru pisma

-Moje pseudo to ,,Szczerb" xd

-Możecie mnie kojarzyć z konta Szczerbiś0315

-Uwaga! Nie umiem pisać xdd

-Przepraszam za błędy jak będą, piszę na tablecie, który się psuje (no może to też trochę moja wina, ale ja się tam nie przyznaję) Xd

-Postacie wyglądają jak w ,,Down on the dragon races"

-Pierwsze 5 lub 6 rozdziałów mogą być przesłodzone (chyba). Potem hihi. Diabeł ze mnie nic wam nie powiem xd. Musicie czekać :D

Chcę powiedzieć, że jest to niespodzianka dla moich kochanych sis, dla Natki mojej. Nata, jesteś najwspanialszą osobą na świecie. Jesteś mega pokręcona, zabawn, miła. Masz cudowny głos, choć słyszałam go tylko przez telefon. Druga moja kochana sis to Domi. Dziewczyno, kocham z tobą gadać, znamy się najdłużej, nie wiem ile, nie liczę, hihi, chociaż wiesz, że liczyć nie umiem hehe. Do ciebie jeszcze nie dzwoniłam, ale uważaj. Xdd. Następna będzie Aśka hihi. Asiu, ty też masz cudowny głos, miło się z tobą pisze i łączy nas jedno. Nie umiemy pisać xd. Potem będzie Justynka hihi. Justy, jesteś cudowną osobą, fajnie się z tobą pisze, jesteś miła i zabawna. Dziewczyny. Szkoda, że nie mieszkam w Polsce i nie możemy się spotkać. Mam nadzieję, że nasza przyjaźń pomimo tylu kilometrów przetrwa wszystko. Kocham was wy moje siostry kofane hehe. Ten blog dedykowany jest dla was. I tylko dla was. Uważajcie, ja potrafię zadzwonić o 4 nad ranem xd. Wie każda z was, że ja o tej porze jeszcze nie śpie haha. Niech nasza paczka i nasze konfy, których nie wiem ile było, zawsze istniały. Kocham to nasze wspólne knucie hihi. A teraz ważny komunikat! Aśka i Domi! Macie nie zdradzać co będzie działo się dalej :* knułyśmy razem i wiem, że nie puszczą farby <3 Od razu mówię, że nie wiedzą wszystkiego!


Rozdział 1. Nowa dziewczyna na Berk

Perspektywa Czkawki

Mam na imię Czkawka. Wiem super imię ale mogło być gorzej. Mam 15 lat. W sumie prawie 16. Mieszkam na wyspie Berk. Jestem synem wodza, Stoika Haddocka. Matki nigdy nie poznałem. Gdy miałem 2 miesiące została porwana, a potem, jak twierdzą inni, pożarta przez smoki. Na brodzie mam małą bliznę. Nie wiem czemu. Mam tu przyjaciół w równoległym wieku. Jest to mój kuzyn Sączysmark, bliższy kumpel Śledzik, Alex, Hedera, moja kuzynka Melody, bliźniaki Mieczyk i Szpadka oraz dziewczyna Mieczyka, Laura. Chodzimy razem na smocze szkolenie. Nie powiedziałbym, że jestem najlepszy, ale też nie najgorszy. Śledzik jest, jakby to powiedzieć, nienajlepszy w dyscyplinach. Jest bardzo nieśmiały i bodajże delikatny. U nas jak nie zabiłeś smoka jesteś nikim. Na razie nas to niedotyczy, bo dopiero się uczymy. Oho, ojciec mnie woła. Ciekawe co tym razem przeskrobałem. Od razu mówię, że nie przyznaję się do tego, że wrzuciłem mydło do wodopoju dla owiec.

-Synu!- krzyknął mój ojciec, a ja powoli schodziłem na dół po drewnianych schodach.

-Co znowu zrobiłem?- zapytałem, choć dobrze wiedziałem co zrobiłem.

-A miałeś coś zrobić?- zapytał mnie podejżliwie. Popatrzył na mnie i wstał od stołu. Oparłem się o ścianę i wpatrywałem się co robi.

-Ja? Ja nic nie zrobiłem.- powiedziałem, udając niewiniątko.

-Ahh, pewnie i tak coś zrobiłeś ale na razie to nie jest ważne.- powiedział stanowczym głosem i spoważniała mu mina.

-No więc o co chodzi?- zapytałem i skrzyżowałem ręce. Podszedł do mnie. Dzieliło nas może pół metra.

-Dzisiaj przypływa mój stary dobry przyjaciel, i...- urwał w połowie zdania.

-I?- spoglądaliśmy sobie w oczy.

-I przypłynie ze swoją córką.- wydusił w końcu.

-Ale co z tego? To takie ważne, że przypłynie tutaj jakaś tam dziewczyna?- czasami go nie rozumiem.

-No... ona będzie spać u ciebie w pokoju.- za wiele, wkurzyłem się.

-Czemu u mnie? Ja nie prosiłem żadnych obcych dziewczyn u mnie w pokoju!- krzyknąłem.

-Ale ona tylko na jeden tydzień. Nim skończą budować dla jej rodziny dom tutaj.- powiedział spokojnym głosem.

-I ona... ona będzie tu mieszkać? Na tej wyspie?- spytałem zdziwiony.

-No tak, jej wyspę zaatakował Drago. Jest, a raczej była zastępczynią tronu Mely.

-Mely?- Ojciec mi zwariował. Co on wygaduje.

-To nazwa ich wyspy. Nie zostało z niej prawie nic, bardzo dużo ludzi zginęło. Ahhh, także jej matka...- głos mu się załamał.

-Bywa...- posmutniałem trochę. Ja nie miałem matki od początku, a ona od teraz, czyli od...- A ile ona ma lat?

-Tyle co ty. W sumie jest trzy miesiące młodsza od ciebie.- znowu spoważniał.

-Aha. To o której oni tu będą?

-O 12.

-Tato.- powiedziałem zażenowany.

-Tak? Coś się stało?- zapytał jakby nie wiedział o co chodzi.

-12 była 20 minut temu.- powiedziałem przekręcając głowę w stonę zegara słonecznego.

-To szybko! Biegnijmy do portu!- krzyknął i już wybiegł z domu. Mi się tak bardzo nie śpieszyło więc szedłem swoim rytmem. Po pięciu minutach byłem w porcie. Ojciec witał się ze swoim przyjacielem.

-Nateszcie jesteś synu. To jest Revil, wódz wyspy Mely. Revil, to jest mój syn oraz przyszły wódz Berk, Czkawka.- przedstawił nas sobie. Podaliśmy sobie ręce na przywitanie.

-Miło mi cię poznać Czkawka.- powiedział z uśmiechem. Zabraliśmy dłonie.

-Mi również.- oddałem uśmiech.

-Poznajcie moją córkę, Astrid.- wskazał na dziewczynę, która wychodziła z łodzi. Po chwili zdecydowałem, że na nią spojrzę. Stała koło swojego ojca. Jest taka piękna. Jej piękne błękitne oczy wyglądają i połuskują jak fale na morzu. Jej blond włosy wyglądają jak promieniste słońce. Jej cera taka jedwabna. Taaa, chyba się zakochałem. Jest cudowna. Ideał po prostu.

-Cześć, jestem Astrid, a ty?- zapytała wyciągając do mnie dłoń. Postanowiłem być kulturalny i ją ucałować, a nie jak facet facetowi podać dłonie.

-Czkawka. Miło mi cię poznać.

-Mi ciebie też.- uśmiechnęła się do mnie zabierając już dłoń, oddałem uśmiech.

-No, Czkawka, synu, oprowadzisz panią Hofferson po wyspie.- powiedział mój ojciec.

-Ale tato, Sączysmark nie może?- nie chciało mi się nigdzie iść. Co prawda jest piękna i w ogóle ale mam coś ważnego do zrobienia.

-Właśnie. Ja z chcęcią oprowadzę tak piękną panią.- i jak na zawołanie pojawił się Sączysmark. Już się do niej przystawiał, a ta dała mu lewego sierpowego w twarz. Z trudem powstrzymywałem śmiech.

-Już wolę sama iść niż z tobą.- powiedziała nasza wojowniczka. Ojciec spojrzał na mnie błagalnie.

-No ok. Mogę ją oprowadzić po wyspie.- zgodziłem się. Co innego mogłem zrobić? Nie da mi później spokoju do końca życia.- Idziemy.- powiedziałem w jej stronę. Przytaknęła lekko głową, dorównała mi kroku i już szliśmy w stronę klifów. Z oddali widziałem jak ojciec prowadzi Revila w stronę naszego domu.

Perspektywa Astrid

On jest taki... taki... taki tajemniczy. Użekły mnie jego piękne zielone oczy, pełne spokoju, takie tajemnicze, a zarazem takie... dzikie. Jest wysoki, lekko umięśniony. Ideał. Zaraz. O czym ja myślę? Nie, nie, nie. Astrid, jesteś wojowniczką, ty nie masz uczuć. Masz być silna. Nie płaczesz, nie kochasz. Masz być twarda jak kamień. Ale on jest taki przystojny... Nie, nie wolno mi się zakochiwać. Ale jak się nie zakochać w takim chłopaku? Nie, nie możesz. On coś do mnie mówi, a ja się rozmarzyłam jego widokiem, obecnością. Wróć na wizję Astrid.

-...tu spędzam większość mojego czasu.- opowiadał chyba o miejscu, w którym akurat byliśmy. Kurcze, a ja nie wiem o co chodzi. Brawa dla Astrid.

-A jeszcze raz jakbyś mógł mi powiedzieć gdzie jesteśmy.- głupie pytanie. Wpadłam. Było trzeba go słuchać.

-Nad klifami.- powiedział stanowczym głosem. Usiedliśmy na klifach. Przysunęłam się do niego. Czemu ja to zrobiłam? W sumie nie żałuję. Od niego bije takie ciepło. Czuję się przy nim bezpiecznie, choć znamy się dopiero może od godziny.

-Opowiedz coś o sobie.- weź Astrid. Bo jeszcze pomyśli, że chcesz go lepiej poznać.

-A co chciałabyś wiedzieć?- zapytał. Ahhh, kiedy on w końcu na mnie spojrzy.

-Wszystko.- czy ja to powiedziałam na głos? Jak na zawołanie spojrzał na mnie. Jego piękne zielone oczy błyszczały jak klejnoty, są takie piękne. Uśmiechnął się do mnie. Oddałam uśmiech.

-No więc jak już wiesz, spędzam tu dużo czasu, myśląc lub rysując. Chodze na smocze szkolenie, ale tak jakoś nie ciągnie mne do zabijania smoków. Nie wiem czemu. Nie mam matki. Porwały ją smoki. Większość uważa, że ona nie żyje. Za dwa miesiące będę miał 16 lat. Pomagam Pyskaczowi, przyjacielowi mojego ojca, w kuźni. No wiesz, wyrabiam miecze, topory i takie tam.- spoglądaliśmy sobie w oczy. Przykro mi było, że nie miał mamy. Ja też nie miałam, od wczoraj zresztą...

-A masz dziewczyne?- kolejne głupie pytanie. Ja dzisiaj w ogóle nie myśle. Uśmiechnął się do mnie ponownie.

-Nie, nie mam. A co?- oznajmił, zapytał, teraz czeka na odpowiedź.

-Tak z ciekawości pytałam.

-Teraz opowiedz coś o sobie.- ciekawe co ja mam mu opowiadać ehhh...

-Jak już pewnie wiesz jestem młodsza od ciebie o trzy miesiące. Moja mama...- wzięłam głęboki oddech- zginęła wczoraj jak napadł naszą wyspę Drago. Chodziłam na szkolenie, większość czasu przesiadywałam w lesie. Tam godzinami myślałam i rzycałam toporem w drzewa. Lubię to robić. To chyba tyle.- skończyłam opowiadać. Ciekawe mam życie haha.

-A masz chłopaka?- zaśmialiśmy się.

-Nie, nie mam.- uśmiechaliśmy się do siebie.

Muszę przyznać, chyba się w nim zakochałam. Pokazał mi całą wyspę. Chodziliśmy tak do 23. Spędziliśmy ze sobą 11 godzin. Było nawet fajnie. Co ja gadam? Przy nim to nie było fajnie tylko cudownie. Nasi rodzice już spali w osobnych pokojach. Ja miałam spać razem z nim. Miał duże łóżko. Ja się położyłam po prawej stronie, on po lewej. Dzieliło nas może ze 40 cm. Leżeliśmy oboje na plecach wpatrując się w sufit. Ciekawe o czym myśli. Napewno nie o mnie. Chyba nie o mnie. Thorze, jak ja bym chciała go mieć tylko dla siebie. Teraz zrobiłam bardzo głupią rzecz. Przytuliłam się do niego. Co mi odbiło? Ale zaraz. Przyciągnął mnie bliżej siebie i mocniej przytulił. Ale jestem szczęśliwa. Po kilku minutach oboje zasnęliśmy.



Dziękuję dziewczyny za poświęcony czas <3 Next jeszcze dziś jak będziecie grzeczne xdd :* Podobało się wam? :D Dawać komy szczerbate mordy wy moje (do wszystkich to było hihi)



Rozdział 2. Prawdę mówiąc, zakochałem się w tobie.

tydzień później 

Perspektywa Astrid

Już minął tydzień odkąd poznałam Czkawkę. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy. Nie jesteśmy parą, chociaż bardzo bym chciała, ale nie wyjawię mu swoich uczuć. Jestem wojowniczką. One nie mają serca, nie kochają, są brutalne i pewne siebie. Ale jak jestem przy nim... moja wojowniczka przestaje istnieć. Codziennie przebywamy ze sobą sporo czasu. Dużo nas łączy. Uczy mnie jak ładnie szkicować. Jest mistrzem tego, a mi idzie na razie całkiem nieźle. Nawet nie wiedziałam, że umie tak dobrze strzelać z łuku. Udaję, że potrafię tylko używać topora i miecza. Lubię jak uczy mnie strzelania z łuku trzymając mnie za ręce i pokazując jak mam nimi poruszać. No wiem, że to kłamstwo, bo umiem strzelać z łuku, ale chcę być blisko niego. Jedno kłamstwo nie zaszkodzi nikomu. Bardzo mi się podoba, kocham go... ale on chyba nie czuje tego samego.

Perspektywa Czkawki

Już minął tydzień odkąd poznałem Astrid. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy. Nie jesteśmy parą, chociaż bardzo bym chciał, ale nie wyjawię swoich uczuć. Jestem bardzo pewny siebie. Ale jak jestem przy niej... ta pewność siebie przestaje istnieć. Codziennie przebywamy ze sobą sporo czasu. Dużo nas łączy. Uczę ją jak szkicować. Idzie jej całkiem nieźle. Uczę ją także strzelać z łuku. Mam wrażenie, że ona tylko udaje, że nie umie. Nie będę jej pytał czy udaje czy nie. Podoba mi się to. Mogę jej pokazać jak się strzela dotykając jej dłoni, czując jej bliskość. Bardzo mi się podoba, kocham ją... ale ona chyba nie czuje tego samego.

W końcu zebrałem w sobie odwagę. Dziś powiem co do niej czuję. Muszę jej to powiedzieć. To zżera mnie od środka. Może mnie pobije może nie. Pożyjemy zobaczymy. Mam nadzieję, że chociaż to nie zepsuje naszej przyjaźni. Taa, nadzieja matką głupich.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się o 9 rano. Wczoraj późno wróciliśmy. Z nim tak szybko czas mija. Gdy byłam już na nogach podeszłam do jego biórka. Leżała tam mała karteczka. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam. Pisało tam:

••• Spotkajmy się na klifach o 10. Czkawka. •••

O 10? Przecież to za chwilę! Na klify jest pół godziny drogi. Szybko wbiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ubrałam się tak jak codziennie i związałam włosy w dwa warkocze. Wybiegłam z domu i udałam się nad klify. Ciekawe co się stało.

Po długim czasie już byłam na klifach. Zobaczyłam Czkawkę, był oparty o wielki głaz. Podeszłam do niego.

-Cześć.- powiedziałam. Uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Cześć.- odpowiedział. Stanęłam koło niego i oparłam się o ten sam głaz.- Cieszę się, że przyszłaś.

-Co się stało, że tak wcześnie chciałeś się spotkać?- musiałam zapytać. Im szybciej powie tym lepiej. Stanął przedemną. Jest ode mnie wyższy i to znacznie wyższy. Patrzyliśmy sobie w oczy. Byliśmy bardzo blisko siebie. 20 cm i bym go pocałowała. Thorze, o czym ja myśle.

-Wiesz... Astrid... No bo ten...- coś się jąka.

-Mów śmiało.- głupio to zabrzmiało ehh.

-Prawdę mówiąc, zakochałem się w tobie.- na Odyna. On to powiedział. Czyli czuje to co ja? Zatkało mnie.

-Co ty mówisz?- powiedziałam to tak cicho, że to aż dziwne, że usłyszał.

-To prawda. Nie chciałem ci tego mówić, ale...- urwał w połowie zdania. Spuścił głowę.

-Ale co?- co ja tak dziwnie mówię, tak jakby z nadzieją. Ehh, Astrid, ogarnij się.

-Ale czuję, że to jest coś prawdziwego i wielkiego. Dlatego postanowiłem ci powiedzieć. Nie gniewaj się.- ostatnie zdanie powiedział strasznie cicho, jakby żałował, że wyjawił swoje uczucia.

-Nie gniewam się. Ale myślę, że to za wcześnie. Znamy się dopiero od tygodnia.- chciałam jakoś wybrnąć. Nie może się dowiedzieć, że go kocham. Nie! Wojowniczki nie kochają tylko zabijają...

-I co z tego? W pierwszej chwili kiedy cię zobaczyłem...- znowu urwał, spojrzeliśmy sobie w oczy.- ...wiedziałem, że jesteś tą jedyną.- powiedział to i było widać, że mu ulżyło.

-Naprawdę?- Thorze, powiedziałam to tak jakoś, romantycznie. Co ja wyprawiam?

-Oczywiście.- powiedział i nabrał powietrza nosem. Ciągle patrzyliśmy sobie w oczy.- Kocham cię.- on mnie kocha... ja go kocham... nie możemy być razem... nie... ja nikogo nie kocham... ale jego tak... chyba zaraz będę płakać... muszę coś wymyślić... to było dla niego trudne... nie, nie mogę płakać... wojowniczka nie płacze... nie rozklejaj się... Astrid... uspokój się... nie pozwól łzom płynąć... nie pozwól... ale to jest silniejsze... brawo dla mnie... pozwoliłam im spłynąć po policzku... zauważył... jakby miał nie zauważyć... ratunku... pierwszy raz płaczę... głupie uczucia...

-I już...- powiedziałam zapłakanym głosem. Nie wiem czemu ale wybuchłam płaczem i uciekłam w stronę lasu.

Biegłam w stronę jednej z jaskiń, którą pokazał mi Czawka. Właśnie. Kocham go... ale... nie... nie mogę... to silniejsze ode mnie. Wbiegłam do jaskini, oparłam się o kamień i zsunęłam się na ziemię. Schowałam głowę w kolanach i zaczęłam płakać. Nawet nie zauważyłam jak przykucnął obok mnie.

-Astrid...- zaczął cicho.- ...nie płacz przeze mnie. Przepraszam. Lepiej będzie jeśli odejdę.- powiedział to tak czule. Nie mogę się mu opszeć.- Mogłem ci tego nie mówić...- spuścił głowę, ja się trochę uspokoiłam i patrzyłam na niego.-...ale chciałem abyś wiedziała. Bardzo mi się podobasz, lubię cię, nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni...- zaczerpnął powietrza.- ...teraz wiem, że ją zniszczyłem. Zrozumiem jeśli nie będziesz chciała się już ze mną zadawać...- nie dokończył zdania, bo mu nie pozwoliłam.

-Skończ już gadać...- podniósł głowę. Czy ja to powiedziałam na głos? Ale to się działo tak szybko. Spojrzał mi w oczy, a ja... na Odyna... co ja robię... mówiłam, że przy nim wojowniczka znika... pocałowałam go... za bardzo go pokochałam... nasz pocałunek się pogłebiał. Stawał się coraz bardziej zachłanny i namiętny. Objął mnie w talii jedną ręką, a drugą podpierał się nade mną na łokciu. Ja oplotłam rękami jego szyje. Było mi tak dobrze. Nikogo bardziej nie kochałam. Chcę być z nim już na zawsze.

Całowaliśmy się dość długo. Czasem przerywaliśmy aby spojrzeć sobie w oczy i zaczerpnąć powietrza. Cały świat wirował. Czuję to... on jest tym jedynym... kocham go... Skończyliśmy się całować. Szkoda... to było cudowne... Patrzyliśmy sobie w oczy z miłością.

-Gdzie podziała się ta niedostępna wojowniczka?- zapytał mnie i bawił się jedną ręką moim warkoczem.

-Przy tobie znika.- jak już znika to nie będę ukrywać, że go kocham.

-Przepraszam, że tak wtedy... musiałem ci to powiedzieć...- rozmawialiśmy ściszonymi głosami, pewnie dlatego aby echa nie było.

-Nie przepraszaj. Czekałam na to już dawno. Kocham cię.- i nieustraszona Astid Hofferson otworzyła się przed chłopakiem dażąc go jakimiś silnymi uczuciami.

-Ja też cię kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo.- znów tonęliśmy w namiętnym pocałunku. Po chwili niechętnie się od siebie oderwaliśmy.

-Chyba trzeba już iść. Siedzimy tu dosyć długo.- powiedziałam. Już nie podpierał się nade mną, a ja nie leżałam na ziemi. Siedzieliśmy obok siebie.

-Masz rację.- powiedział. Stanął na równe nogi i podał mi rękę. Pomógł mi wstać i otrzepaliśmy się z ziemi. Wyszliśmy z jaskini i wolnym krokiem szliśmy w stronę wioski trzymając się za ręce. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy parą.

-A kogo widzą moje piękne oczy!- usłyszeliśmy znajomy głos, to Szpadka. Odwróciliśmy się w jej stronę.

-Kto powiedział, że są piękne. Wyglądają jak twarz Pleśniaka.- a to głos Mieczyka, który stanął koło siostry. Zaczął się z niej śmiać. Ta natomiast przywaliła mu kamieniem w twarz.

-Zamknij się ty rybi móżdżku!- będą się kłócić.

-Sama się zamknij tłusty bekonie!- Mieczyk nie daje za wygraną jak widać.

-Możecie powiedzieć co tu robicie?- zapytał Czkawka ze złością raczej.

-No dla zabawy śledzimy ludzi. Zauważyliśmy was przed chwilą. Hihi- powiedziała Szpadka szczerząc się jak głupia. Czemu mnie to nie dziwi?

-I widać, że mamy nową parę na Berk!- krzyknął Mieczyk i zagwizdał.

-Macie siedzieć cicho jacze łby, zrozumiano?- musiałam coś dodać, nie będę przecież stała tam jak głupia.

-Za późno.- powiedzieli razem i zwijali się ze śmiechu.- My już pójdziemy...- powiedzieli tak gdy spojrzałam na nich groźnie. Szybko pobiegli w przeciwną stronę.

-Oni nie mogą siedzieć cicho?!- byłam na nich ostro wkurzona.

-Takie charaktery. Patrz na plusy. Nikomu nie będziemy musieli mówić skoro już każdy wie.- złapaliśmy się za ręce i dalej szliśmy w stronę wioski.


O nie! Nie myślcie, że Hiccstrid będzie tak szybko już na długo! Hihi! Diabełek ze mnie. ;D Może trochę przesłodzę w pierwszych 5 rozdziałam ale kto powiedział, że cukier w herbacie się nie rozpuści? Xd. Przypomniała mi się herbata u pani Krysi xd (nie zrozumiecie hahaha, nie wszyscy :* ) Ale wyknułam hahaha. Brawa dla dziewczyn, że mi pomogły. Ale to będzie skomplikowane hihi. Nie pozwalam na piękne związki! Mówiłam... Diabeł wcielony xd. Next jtr między ranem a południem? Coś koło tego xd. Dzium dzium dzium. Odbija mi. Xdd. Pozdro dla wszystkich <3 Takie pytanko... Ktoś w ogóle mnie kojarzy ze starego konta? No i z czatu też hehe. Nazywają mnie Szczerb. Taaa, hehe, fajnie xd. Dużo tam przebywam jak coś :* To tyle chyba. Branocc :* i szmoczych snów <3 wy szczerbate mordki kofane <3


P. S. Możecie zacząć się bać mnie i moich niecnych planów co do tego opka hihi.

Nie zapominajcie także pochwalić za pomysłowość Aśki i Domi <3 moje kochane <3 to do której dziś na fb? 3 czy 4 nad ranem xd?



Rozdział 3. Zwariowałeś...

Perspektywa Czkawki

Mojej radości nie ma końca. Chodzę z nieustraszoną wojowniczką Astrid Hofferson, która nie kocha nikogo, a jednak mnie pokochała. Pierwszy raz zapłakała. Czy wzbudzam u niej tak wielkie emocje? Otworzyła się przede mną.

Gdy szliśmy przez wioskę wszyscy nam gratulowali. Spojrzałem na zegar słoneczny. Już 19?! Ale ten czas z nią szybko leci. Dziś już miała spać w swoim nowym domu, ja jednak przyzwyczaiłem się, że gdy wstaję rano widzę taką piękną istotę, która leży obok mnie.

Weszliśmy do mojego domu. Jej ojca nie było, pewnie wypakowywał się. Mojego ojca także nie było. Dziś wróci późno, bo zwołał jakąś naradę. Pewnie dlatego, że zima się zbliża. Przygotowałem coś do jedzenia. Zjedliśmy i poszliśmy do mojego pokoju. Usiadłem na łóżku, a ona obok mnie. Zamknąłem ją w objęciach.

-Co będziemy robić?- zapytała mnie. Ma słodki głos.

-Może porysujemy? Od dwóch dni cię nie uczyłem.- zaśmialiśmy się. Wypuściłem ją niechcętnie z objęć. Wstałem z łóżka i zabrałem z biórka dwie kartki i dwa ołówki. Znowu usiadłem koło niej na łóżku.- Proszę bardzo.- podałem jej kartkę i ołówek.

-Dziękuję.- uśmiechnęliśmy się do siebie.- znowu rysujemy smoki?

-Na razie tak. Jeszcze tak dobrze nie umiesz rysować.- ale idzie jej całkiem nieźle.

-Bardzo śmieszne.- śmialiśmy się długo. Siedzieliśmy tak rozmawiając, śmiejąc się, aż minęły 3 godziny.

-Już chyba muszę iść. Jest 22.- nie, nie chcę aby jeszcze szła.

-A chcesz zostać na noc?

-Jak mi pozwolisz.- uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Dla ciebie kotku wszystko pozwolę.- przytuliłem ją.

-A pocałować się pozwolisz?- spojrzeliśmy sobie w oczy.

-To zależy, czy pani nieustraszona wojowniczka się pozwoli pocałować.

-Już mówiłam, że jej nie ma. Przy tobie znika.- przysunęła się do mnie bliżej.

-Skoro tak.- pochyliłem się nad nią i nasze usta zatopiły się w pocałunku.

Potem już tylko się przytulaliśmy aż w końcu zasnęliśmy.

Obudziłem się dosyć wcześnie. Była 7 rano. Zeszłem na dół nie budzą Astrid. Przy stole siedział mój ojciec.

-Cześć tato.- usiadłem naprzeciwko niego.

-Cześć synu.- uśmiechnął się do mnie. Oddałem uśmiech.- Wiesz co?

-Co tym tazem?

-Mogłeś mi powiedzieć aby nie budować tak wielkiego domu dla Hoffersonów skoro Astrid tu tak jakby nadal mieszka.

-To tylko dzisiaj. Nie chciałem aby wracała tak późno do domu.- a miałem nadzieję, że nie zauważy.

-Ale ja nie mam pretensji. Podoba mi się to, że znalazłeś dziewczynę, ale...- nie lubię jak tak urywa w połowie zdania.

-Ale co? Mógłbyś kończyć zdania?- tak ciężko mu coś powiedzieć?

-Synu, masz dopiero 15, no prawie 16 lat. Masz dziewczynę i ona zostaje u ciebie w pokoju na noc. Ja cię proszę, uważaj...- znowu zwariował. Co on mi sugeruje, ehhh...

-Już wiem co masz na myśli. I my nic złego nie robimy. Jesteśmy za młodzi, nie uważasz?- no czasami mam ochotę mu coś zrobić. Skrzyżowałem ręce.

-Dlatego ci to mówię. Nie chcę aby was później nazywali tak zwanymi ,,młodymi rodzicami".

-Dlatego nic nie robimy. To koniec już tej rozmowy?- czasami wolę być stanowczy i nie drążyć dalej tematu.

-Tak, ja już będę się zbierał. Praca wodza nie jest łatwa. Ciebie też to czeka.- tylko ja nie mam ochoty zostać wodzem.

-Tak wiem...- wstał, założył hełm i udał się w stronę drzwi. Ja nadal siedziałem przy stole.

-Synu...- odwróciłem się i popatrzyłem na niego.- Jak coś, to możesz na mnie liczyć.

-Ok, dzięki.- wypadało podziękować. Niech on już pójdzie.

-Wrócę dziś trochę wcześniej.

-Będę czekał, chyba.- wyszedł, a ja zrobiłem śniadanie. Usłyszałem kroki. Moja pani schodziła ze schodów. Była może 8, coś koło tego.

-Cześć kotku.- powiedziałem i podeszłem do niej.

-Cześć kochanie.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Pochyliłem się nad nią i czule ją pocałowałem. Gdy się oderwaliśmy, usiedliśmy przy stole i zjedliśmy śniadanie. Następnie poszliśmy się trochę ogarnąć. Na szczęście mam dwie łazienki. Gdy już byłem gotowy, usiadłem na łóżku i czekałem na Astrid. Nie czekałem długo, bo po 5 minutach przyszła. Posadziłem ją na moich kolanach, a ona się do mnie przytuliła.

-Co robiłeś gdy spałam?- zapytała po krótkiej ciszy.

-A gadałem sobie z tatą.- powiedziałem chcąc uniknąć tego tematu.

-Jak to coś ważnego nie musisz mi mówić.- pocałowała mnie w policzek.

-To zależy czy chcesz wiedzieć.- nasze głowy były oparte o siebie.

-Mów, zobaczymy co cię tak korci.

-No więc tata martwi się o nas.

-O nas? A co się na stało?- była trochę zdziwiona.

-Martwi się abyśmy...- to takie trudne do powiedzenia? Serio?-... nie zostali, jak on to ujął, ,,młodymi rodzicami".

-On uważa, że my...- spojrzeliśmy sobie w oczy i zaczęliśmy się śmiać.

-Ta... pomyślałem, że zwariował.- nasze czoła się zetknęły, a usta były bardzo blisko siebie.

-Być może...- musnęła lekko moje usta.- Co dziś będziemy robić?

-Dziś są zajęcia.

-Musimy iść? Mam na razie dość walki ze smokami.- westchnęła.

-Nie byliśmy ostatnio, więc tak. Musimy iść. Tylko 2 godziny i potem zrobimy co tylko zechcesz. Dobra?

-No ok. Ale co tylko zachce?- uśmiechnęła się podejżliwie.

-Kotek, dla ciebie wszystko.- pocałowałem ją namiętnie. Wstaliśmy i ruszyliśmy na szkolenie.

Perspektywa Astrid

Po 2 godzinach męczących zajęć wracaliśmy do domu. Pyskacz dał nam dzisiaj wycisk. Nie marzę o niczym innym jak walnąć się na łóżko. Czkawka zaprosił mnie do środka. Weszliśmy na górę do jego pokoju, usiedliśmy na łóżku i przytuliliśmy się.

-I co teraz chcesz robić?- zapytał mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy i uśmiechnęliśmy się.

-Hmmm... To.- uniosłam lekko głowę do góry, a on się nade mną schylił. Po chwili tonęliśmy w namiętnym pocałunku.


Kilka słów? Czm nie xd ;D Od razu mówię, że jak jest za słodko nie moja wina xd. Wy wiecie jak ja lubię psuć rzeczy, które się układają xdd. (przykład macie w drugim opku xd, nie to konto)... Poczekajcie 2 dni, a kopary wam opadną do samej ziemi hihi. Ja to diabeł wcielony hehe. Dzień dobry? Dobra... Dopiero wstałam haha. Przyznaje się bez bicia xdd. Next jeszcze dzisiaj :* Pozdrawiam <3 wy moje szczerbate mordki <3 xdd



Rozdział 4. Plany imprezowe.

Niecałe dwa miesiące później

Perspektywa Astrid

Szliśmy trzymając się za ręce. Naprawdę nie chciało mi się iść na te głupie zajęcia. Nawet nie przypuszczałam, że wcale nie szliśmy dziś na zajęcia. Tylko tak się zdawało. Weszliśmy na arenę i usiedliśmy obok siebie na podłodze. Koło mnie siedział Śledzik, naprzeciwko siedziała Hedera. Po jej prawej stronie siedział Sączysmark, a po lewej Alex.

-To co robimy teraz. Nie mam pojęcia co wymyślić w tym roku.- zaczął Alex.

-A jeśli można wiedzieć, o co chodzi?- zapytałam zgromadzonych.

-Jutro są urodziny bliźniaków i szykujemy im imprezę.- odpowiedział mi Śledzik.

-Nie dawajcie im toporów, bo z porywu radości jeszcze się pozabijają.- parsknęła Hedera.

-Dać im nowe hełmy i po sprawie.- powiedział Czkawka.

-I ile dostaną tych hełmów?- zapytał z ironią Smark.

-Nie mówię, że każdy ma dać.- zaraz zaczną się kłócić, ehh.

-Dać im po beczce piwa. Nic ich tak nie ucieszy.- zaśmiał się Alex.

-Czyli damy im to samo co w tamtym roku?- zapytał Śledzik.

-Można im dać większe, bardziej się ucieszą i nie będą narzekać.- zaproponował Czkawka.

-Szykuje się niezła impreza.- uśmiechnął się Smark.

-Dla ciebie nigdy nie była niezła, a zwłaszcza rok temu.- zaśmiał się Czkawka, a potem wszyscy zaczęli się turlać ze śmiechu.

-A co się stało rok temu?- zapytałam, tylka ja się nie śmiałam. Trudno się śmiać z czegoś o czym w ogóle nic nie wiem. Wszyscy powoli uspokoili śmiech.

-Rok temu jak było piwo na iprezie u bliźniaków, Smark tak się nawalił z bliźniakami, że ożenił się z jackiem (zapomniałam jak się to pisze), a rano miał takiego kaca, że nie ogarniał co się dzieje. Gdy weszliśmy do jego pokoju, leżał na łóżku. Mieczyk był do niego przytulony i ciągle wyznawali sobie miłość, a Szpadka natomiast udawała sprzątaczkę.- i znowu wszyscy w śmiech jak Czkawka skończył opowiadać. Po kilku minutach uspokoiliśmy się.

-W tym roku zamierzam wypić jeden kufel mniej.- zakomunikował Sączysmark.

-A ja zamierzam wypić tyle aż stracę przytomność.- powiedział Alex. Wszyscy się do niego uśmiechnęli.

-A z kim idziecie?- zapytał podniecony Śledzik.

-Ja to bym chciał z tą piękną panią...- wskazał na mnie palcem, a ja posłałam mu złowrogie spojrzenie.- ...ale ona już jest zajęta.- powiedział, zabrał palec i próbował unikać mojego wzroku.

-Nawet jakbym nie była, nie poszłabym z tobą. Nigdy w życiu.- powiedziałam i przytuliłam się do Czkawki. On objął mnie ramieniem.

-Nasza parka to pewnie razem idzie.- powiedziała Hedera puszczając do nas oko.

-Jak widać.- odpowiedział jej mój kochany.

-Ja idę z Hederą.- powiedział Alex i przysunął się do niej.

-Nie powiedziałam, że się zgodziłam. Nie tylko ty mnie zaprosiłeś.- odsunęła się do niego, choć widziałam w jej oczach, że wcale nie chciała być dalej od niego.

-Nie powiesz mi chyba, że pójdziesz ze Smarkiem...- zaśmiał się lekko.

-Yyy... w życiu? Nie mam zamiaru z nim iść.- co ona tak czasem zerka na Czkawkę. On nie zwraca na nią uwagi, a ta tylko na niego patrzy jakby... się...

-Już myślałem, że wolisz jego zamiast mnie.- ...zakochała. Czy ona idzie z Alexem tylko dlatego, że jest bardzo przystojny i chce aby Czkawka poczuł się zazdrosny, czy może dlatego, że chce przypodobać się innym, że najprzystojniejszy chłopak idzie właśnie z nią? O czym ja myślę? Mój jest najprzystojniejszy, niech ona się trzyma od niego z daleka. Czy aby nie jestem zazdrosna? Skąd się biorą tak silne uczucia do niego...

-Nie rozśmieszaj mnie. Obydwoje dobrze wiemy, że Smark nie jest wart żadnej dziewczyny.- zaśmiali się. On ponownie się do niej przysunął ale tym razem ona tylko poprawiła ręką włosy.

Hedera miała czarne włosy. Była ładna i wysoka. Miałyśmy prawie równy wzrost. Często rozpuszczała włosy lub miała splecione je w warkocz. Była miła, delikatna, ale czasem potrafiła przywalić, na przykład Smarkowi, który często dostaje od dziewczyn w twarz. Alex natomiast także miał czarne włosy. Jego oczy były niebieskie, trochę ciemniejsze od moich. Był wyższy ode mnie, ale napewno niższy od Czkawki. On był z nas najwyższy i trochę dziwnie wyglądało, że jestem przy jego boku taka niska. Sięgam mu do szyi, ale to mi nie przeszkadza. Lubię jak chłopaki są wyżsi ode mnie. Wracając do Alexa. Był bardziej skryty w sobie, tajemniczy i bardzo przystojny. Lubił czasem podroczyć się z dziewczynami, ale nie szukał stałego związku. Powiedziałabym, że życie traktuje jak zabawę. Z tego co wiem, lubił wypić, jak każdy z resztą. Zabawne było to, że żadne z rodziców nigdy się nie dowiedziało, że oni od dwóch lub trzech lat mają na swoich imprezach alkohol. Co rok piją chyba coraz więcej. Mam nadzieję, że i ja nie schleję się do nieprzytomności.

-Taa, jasne. Zobaczysz, że za 5 miesięcy na mojej 16 wszystkie dziewczyny na mnie polecą. 16 dla dziewczyn jest ponoć bardzo ważna. Tak słyszałem od Melody. Ponoć uważacie, że chłopak, który już ma 16 lat jest w pełni dojrzały.- Sączysmark chyba nie był zbytnio zadowolony tą rozmową, ale wypiął pierś do przodu na znak dumy.

-Kto to Melody?- zapytałam. Jakoś nie było na wyspie takiej dziewczyny.

-Nasza kuzynka. Niestety...- powiedział Czkawka.

-To wy jesteście kuzynami?- no tego się nie spodziewałam. Jestem tu już prawie 3 miesiące i nie wiedziałam. - Nie widać.

-Też jestem rozczarowany.- odpowiedział posyłając mi uśmiech, który oddałam.

-Ja z kuzynką nie przyjdę!- zawołał Smark.

-I tak byś nie mógł. Ja z nią idę.- powiedział spokojnie Śledzik.

-No proszę was... Nawet Śledź ma parę?!- widać po nim, że jego duma upada.

-Ale czekaj... Ty rozmawiałeś z Melody? Przecież wy się nie lubicie.- zapytała zaskoczona Hedera.

-Tak na chwilę przypłynęła i musiała zostać. Jej mama miała coś ważnego do zrobienia i nie mogła zostać na swojej wuspie.- oznajmił.

-Dziewczyny nie wyjawiają byle komu o tym jak ważna jest dla nas 16.- powiedziała z oburzeniem.

-Ale mi powiedziała. Ha! Nie będziecie się mogły mnie oprzeć. Zdobędę was wszystkie.- i znowu się wychwala. Jak ja go nie lubię.

-Nie zapominaj, że prędzej wszystkie dziewczyny będą Czkawki. On ma pierwszy urodziny.- Alex się zaśmiał.

-A nie widać, że jest już zajęty?- powiedziałam sarkastycznie.

-A no tak, zapomniałem.- zaczął się śmiać sam z siebie.

-Nie bój nic Sączysmark, Szpadka ci została.- i znowu wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

-No niestety, ale Laury to on nie weźmie. Najładniejsza laska jaką w życiu widziałem musi chodzić akurat z Mieczykiem. Co on ma czego ja nie mam?- zapytał oburzony Alex.

-No nie wiem... długich włosów, jesteś dla niej za wysoki, flirtujesz z pierwszą lepszą jaka wpadnie ci w oko, jesteś bardziej skryty w sobie i raczej nie jesteś pewny siebie.- Hedera spojrzała na niego.

-Ehh, to nie prawda... po części nie... jestem pewny siebie... a reszta... no może i prawda...

-Ta... Ty pewny siebie. Zrób coś abym mogła ci uwierzyć.- powiedziała.

-Z przyjemnością.- pochylił się nad nią i ją pocałował. Smark miał minę zazdrośnika, ja z moim chłopakiem, uwielbiam go tak nazywać, powoli zaczęliśmy się oddalać od nich wychodząc z areny, a Śledzik przeglądał swoje karty o smokach.


Teraz informuję, że na dziś to koniec nextów. 2 nexty dziennie wystarczą xd. Choć wiem, że tego nikt nie czyta oprócz moich 2 sis ale co tam xd. Dla was piszę hehe. Jtr kolejne 2 nexty, muszę zacząć pisać xd. Pozdrawiam i tak dalej, bay :*

P. S. Dzięki Nata za podsunięcie fajnego tytułu do tego rozdziału hihi. Sis <3 tego chyba nie czytasz a le co tam xdd



Rozdział 5.Prawda, niby kłótnia,ale i tak cie kocham.

Perspektywa Czkawki

Szliśmy przez całą wioskę udając się nad klify. Po drodze napotkaliśmy Laurę.

Perspektywa Astrid

Na Odyna. Jak ja nie lubię tej całej Laury.

Laura jest wysoką blondynką o kasztanowych oczach. Jest bardzo szczupła i ma wyraźne rysy twarzy. Nie jest ani ładna ani brzydka. Chłopak nie pokochałby jej z charakteru, który ma paskudny, urodą też ich nie zachwyca. Jedyne czym przyciąga chłopaków to jej oczy. Ich kasztanowy kolor jest jedynym takim kolorem na wyspie, potrafią hipnotyzować. Jej oczy są duże, a rzęsy naturalnie długie i grube. Nimi uwiodła wielu chłopaków. Nadal tylko nie rozumiem jak można chodzić z Mieczykiem?!

Ehh, podchodzi do nas... Najbardziej nie lubię jej charakteru. Ma gorszy niż Sączysmar.

Perspektywa Czkawki

-Witajcie moje kochane gołąbeczki.- powiedziała Laura podchodząc do nas. Irytowało mnie czasem jej zachowanie, ale trzeba przyznać, oczy miała nieziemskie.

-Taa, cześć.- przywitała się chłodno Astrid. Widać, że jej nie lubi. Objąłem ją ramieniem.

-Cześć. Czym zajmuje się teraz Mieczyk?- zapytałem po przywitaniu się.

-Kazałam mu wypolerować swój hełm. Powiedziałam, że jak tego nie zrobi będziemy musieli się rozstać.- uśmiechnęła się znacząco.

-Zajmij go jeszcze przez 3 godziny nim się ściemni. Dasz radę na 20 przyjść z nim na plażę Thora?- zapytałem. Na plażę Thora droga trwała godzinę. Trzeba się sprężyć aby wyrobić się z czasem.

-Dam radę. A powiedz mi kochany...- tak tylko powiedziała, do każdego tak mówi, ale jak zobaczyłem rozzłoszczoną minę mojej dziewczyny, chciałem powiedzieć aby mnie przestała tak nazywać.- ...ile piwa tym razem szykujecie?- zapytała.

-Napewno więcej niż w tamtym roku.- uśmiechnąłem się do niej.

-Żeby nie było tak jak rok temu, że ja omało co nie przespałam się z Alexem, a ty nie pocałowałeś Hedery...- posłała mi dziwne spojrzenie. Z ukosa spojrzałem na Astrid. Widać, że jakbym dalej drążył rozmowę, pokłócilibyśmy się, a tego nie chciałem.

Perspektywa Astrid

Jak nie przestanie z nią gadać to zaraz wybuchnę. Nie chcę abyśmy się kłócili, bardzo mi na nim zależy... kocham go... ale... No czuję się zazdrosna! I o czym ta cała Laura gada? Ile oni w tamtym roku wypili, że Smark spał z Mieczykiem, Szpadka sprzątała, a ja dobrze ją poznałam i wiem, że nienawidzi sprzątać, Laura omało nie zdradziła Mieczyka spędzając namiętną noc z Alexem, a Czkawka? Prawie pocałował Hederę?! A może są byłą parą, dlatego Hedera na siłę usiłuje zwrócić jego uwagę? A może po prostu Laura tylko tak powiedziała aby wzbudzić we mnie złość i zazdrość? Nie miałam zamiaru się na razie odzywać. W ogóle chciałam siedzieć cicho. Nie miałam ochoty rozmawiać z tą dziewczyną.

-My już musimy iść. Bądź z Mieczykiem o 20 na plaży.- powiedział mój chłopak, a może powinnam już powiedzieć ,,były"? Mam przeczucie, że jak Laura sobie pójdzie, pokłócimy się i może nawet się rozstaniemy... Nie chciałam tego... Nie chcę go stracić...

-Dobrze. Melody o której przypłynie ze Szpadką i jej ciotką?- zapytała. Patrzyła tylko na niego jakby próbując go zahipnotyzować swoimi oczami. Odwal się od niego dziewczyno... on jest zajęty... ślepa jesteś?

-Za 2 godziny. My idziemy wszystko przygotować.

-Ok. Dozobaczenia!- krzyknęła już i pobiegła w stronę domu Mieczyka. Czkawka nie obejmował mnie ramieniem. Przeniósł rękę na moją talię. Uwielbiałam jego dotyk, jego bliskość, czułam się przy nim bezpiecznie. Szliśmy w milczeniu, nie patrzyliśmy na siebie. Czuliśmy się przy sobie niezręcznie. Chyba pierwszy raz. Dotarliśmy na miejsce i usiedliśmy na klifie. Teraz nie trzymaliśmy się nawet za ręcę. Siedzieliśmy krótko w ciszy, którą w końcu przerwałam.

-To prawda? To prawda co ona o tobie mówiła?- zapytałam cicho. Mieliśmy spuszczone głowy. Dziwne dreszcze przechodziły po moim ciele. Zima była coraz bliżej. Wiał chłodny wiatr. Powoli się ściemniało. Drgnęłam z zimna.

-Zimno ci?- zapytał z troską w głosie spoglądając na mnie. Nie chciałam patrzeć mu w oczy ale wyraźnie wyczuwałam jak przemierzał mnie wzrokiem. Znów drgnęłam.

-Nie zmieniaj tematu.- chciałam aby mi odpowiedział.

-Nie zmieniam, po prostu nie chcę abyć się rozchorowała.- czemu on działa na mnie tak ulegle?

-Martwisz się o mnie?- zapytałam. Zmieniliśmy temat. Zaraz do niego powrócę. Chcę dostać odpowiedź.- Byliście razem?

-Cholernie się o ciebie martwię. Jak mogłaś nie wiedzieć...- wiedziałam... tak zapytałam dla pewności...

-Teraz odpowiedz na drugie pytanie. Byliście razem?- omało co nie krzyknęłam. Nadal nie miałam ochoty na niego patrzeć.

-Nie byliśmy. Rok temu...- zaczerpnął powietrza. - ...chodziłem z Laurą. Nie kochała wtedy Mieczyka. Był on moim dobrym kumplem więc wiedziałem, że ona mu się podoba. Czasem Laura mnie denerwowała. Impreza i nadmiar alkoholu był chyba najlepszym rozwiązaniem. Skoro ja omało nie zdradziłem jej całując się z Hederą, a ona mnie z Alexem. Jedyny, który wiedział jeszcze co działo się na imprezie był Śledzik. Nigdy dużo nie pije. Gdy dowiedziałem się, że Laura całowała się z Alexem i o mało co niedoszło do ich upojnej nocy, zerwałem z nią. Było mi nawet lepiej na duszy, bo miałem powód aby z nią zerwać. Nie gadaliśmy potem. Hedera próbowała mnie pocieszać, ale ja...- odwrócił wzrok ode mnie.- ...nie kochałem jej. Ilekroć próbowała mnie pocałować, odsuwałem się od niej. Alex natomiast chodził z Laurą przez jeden tydzień. Coś im nie wyszło. Pewnie na trzeźwo zrozumiał z jaką wariatką się zadaje. Laura chciała do mnie wrócić. Ja jednak nie miałem ochoty znowu się z nią spotykać. Zostaliśmy tak jakby dobrymi kolegami. Kiedyś wyjawiła mi, że zakochała się w Mieczyku. Ona kochała tylko za to, co kto robi najlepiej. Od jej przyjaciółek dowiedziałem się, że kochała mnie za to, że niby jestem bardzo przystojny i najlepiej całuje. To tylko bzdury.- zatrzymał na chwilę. Lecz to nie są bzdury... jesteś bardzo przystojny i całujesz... no... chyba lepiej się nie da... Powrócił do opowiadania mi o swoim życiu.- Ale gdy powiedziały mi, że ona zakochała się w Mieczyku za jego charakter, za to, że czuła się bezpiecznie przy jego boku, a nie za jakieś pierdoły tak jak dobre całowanie czy to jak wygląda. Chyba od tamtego czasu bardzo się zmieniła. Powiedziałem wtedy Mieczykowi aby spróbował do niej zagadać. Wachał się trochę, ale Szpadka dała mu liścia w twarz i powiedziała, że ma się ogarnąć i iść do niej. Nie minął tydzień, a byli już parą. Do tej pory na razie się nie kłócili. Gdy przypłynęłaś ty, od razu się w tobie zakochałem. Użekły mnie twoje piękne oczy, lśniące włosy, jedwabna twarz, twój cudowny głos, to jak potrafiłaś otworzyć się przede mną, to jak mnie pierwszy raz pocałowałaś mnie, byłem wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Uwielbiam spędzać z tobą czas, czuć zapach twojego ciała...- spojrzeliśmy sobie w oczy, ja znowu drgnęłam z zimna.- ...poczuć twoją bliskość, ogrzewać cię moim ciałem, przytulać cię, rozmawiać z tobą, dawać ci poczucie bezpieczeństwa, kocham jak twoja wojowniczka rozpływa się w powietrzu przy mnie, kocham się z tobą całować, kocham spędzać z tobą noce rozmawiając, kocham cię za to, że jesteś. Chcę abyś była na zawsze moja...- nie wiedziałam co mam mu powiedzieć... znów pozwoliłam łzom płynąć... znów płakałam przez niego... nie, że mnie krzywdził... płakałam za to, że byłam z nim szczęśliwa... kocham go... Drgnęłam tym razem silniej.- ...chcę cię mieć przy sobie w dobrych i złych chwilach. Astrid... kocham cię.- położył mi swoją dłoń na mojej. Drgnęłam jeszcze raz nie tylko z zimna, ale także z powodu dreszczy, które przeszły przez moje ciało gdy tylko mnie dotknął. Uspokajał mnie tym.

-Przepraszam. Mogłeś mieć dziewczynę nim ja się pojawiłam...- ojjj... Astrid... ogarnij się... zbyt mocno płaczesz...- ...nie znałeś mnie wtedy. Po prostu poczułam się zazdrosna, że każda dziewczyna ślini się na twój widok. Czemu Alex nie może być najprzystojniejszym chłopakiem na Berk, tylko akurat ty nim musisz być...- złapałam oddech.- ...nie to, że mi to przeszkadza, ale ja... po prostu...- chwila ciszy... spojrzał na mnie błagalnie abym dokończyła.- ...nie chcę cię stracić. Zbyt mocno cię kocham...- znowu drgnęłam. Przygryzając wargę poczułam, że mam zimne usta, napewno zsiniały. Było coraz zimniej na zewnątrz. Nie wiem ile czasu minęło, zapewne dużo.

-Zimno ci?- zapytał mnie czule.

-Nie. Jest ciepło.- nie chcę aby zabierał mnie gdzieś w ciepłe miejsce. Nie mam ochoty iść do domu.

-Przecież widzę. Masz sine usta.- przysunął się do mnie bliżej i niepewnie mnie przytulił jakby nie wiedział, że na to tylko czekałam.- Jesteś strasznie zimna.- wtuliłam się w jego szyję aby poczuć jego zapach. Nabrał pewności siebie i przytulił mnie mocniej.- Może pójdziemy do domu, rozgrzejesz się.

-Nie chcę nigdzie iść.- spojrzeliśmy sobie ponownie w oczy.

-Przeziębisz się. Nie chcę abyś była chora.- nie dawał za wygraną.

-Jak się tak o mnie martwisz to zrób coś jeszcze abym się rozgrzała, bycie w twoim objęciu mi nie wystarcza.- na Thora pocałuje mnie wreszcie? Ile mam czekać?

-Rozpalić ognisko?- on się ze mną tak droczy? Chce mnie zdenerwować czy naprawdę nie rozumie?

-Ughh, ja już z tobą nie wytrzymam!- krzyknęłam i gwałtownie go pocałowałam. Pogłebił pocałunek przyciągając mnie bliżej siebie. Siedziałam mu teraz na kolanach. Oddawaliśmy sobie pocałunki. Między nami rosła potężna chemia. Całowaliśmy się coraz zachłanniej i namiętniej. Czas się dla nas nie liczył, mijał tak szybko. Jedna sekunda stawała się jedną minutą. Jedna minuta, jedną godziną. Jedna godzina, jedną nocą. Jedna noc w całe nasze życie. Wiedział jak na mnie zadziałać... wiedział co mówić kiedy źle się czuję... wiedział także jak mnie rozgrzać... Nie zwracaliśmy uwagi na otaczające nas zimno i na śnieg, który zaczął padać. My tylko siedzieliśmy i całowaliśmy się jakby cały świat nie istniał. Istnieliśmy tylko my i nasza miłość...


Emm, pod koniec przesłodziłam :D Chyba xd. No ale musi być słodko, bo później już n....tfuuu....bo się jeszcze wygadam hihi ;D Nexta wam zaraz dam, bo ja zamiast pisać kolejne rozdziały to do 5 pisałam z Natką (moja sis kochana <3), a o 6 zasnęłam xdd. Pobudka o 9 i jestem pełna życie xd. Aśka miała rację (moja 2 sis kochana <3), już o 2 powinnam się przespać xdd. Dziękuję Piotrek za wysłuchanie nas no nie do końca hehe, bo poszedłeś sobie o...4? Zapomniałam xdd. Dzięki, że w ogóle z nami wytrzymujesz hehe. Pisać komy, te miłe czy też nie i szykujcie się niedługo na nexta, może za 2-3 godziny hihi. No tego to się nie spodziewacie :3 Pozdrawiam <3


Rozdział 6. Impreza, przebudzenie, szok.

Perspektywa Czkawki

Jak dobrze, że zrozumiała. Przez chwilę bałem się, że ją stracę. Ale tak nie jest...na szczęście.

Siedzieliśmy na klifie. As miała zamknięte oczy i była do mnie wtulona. Siedzieła mi na kolanach. Głowę miała w zagłębieniu mojej szyi. Czułem, że już nie trzęsie się z zimna. Po paru minutach ciszy w końcu zrozumiałem, że pada śnieg. I widać, że od dłuższego czasu. Musiałem coś zrobić aby wróciła do domu. Przeziębi się. Mnie chroni kombinezon, a ją? Krótki rękawek do ramion. Cudownie...

-Astrid.- powiedziałem cicho gładząc jej włosy.

-Nie, nie wracam do domu.- ciekawa odpowiedź. Nie tą chciałem usłyszeć.

-Będziesz chora. Chodź wracamy. Śnieg zaczął padać.- nalegałem, w końcu ustąpi.

-Ale ja nie chcę. Wolę siedzieć tu przy tobie.- wtuliła się we mnie mocniej, ehhh.

-Tam też będziesz mogła. Proszę cię As, zrób to dla mnie.- no musi odpóścić.

-Skoro tam też, to możemy iść.- oderwała się ode mnie. Wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę wioski. Trzymaliśmy się tylko za ręce, szliśmy w milczeniu. Naszych rodziców nie było w domu. Wypłynęli 5 dni temu szukać Smoczego Leża, znowu. Mieli wrócić co najmniej za 2 tygodnie. A skoro rodziców nie ma, to Mieczyk wypije chyba więcej niż wypił ostatnio i w ogóle kiedykolwiek wypił.

Byliśmy już w centrum wioski. Spojrzałem na godzinę. Trochę nam to zeszło, bo na zegarze była akurat równo 20. No, trochę się spóźnimy. Tak też myślałem, ale podbiegła do mnie Melody.

Perspektywa Astrid

Podbiegła do niego jakaś dziewczyna. Pierwszy raz ją widzę. Ma kasztanowe włosy i karmelowe oczy. Jest dosyć ładną i wyższą ode mnie dziewczyną. Wygląda na ten sam wiek co ja i cała paczka ze Smoczego Szkolenia.

-Czkawka!- zawołała i rzuciła się na niego. On puszczając moją rękę, przytulił ją z całej siły.

-Melody, kiedy przypłynęłaś?- zapytał gdy oderwali się od siebie.

-Jakieś 2 godziny temu. Na szczęście waszych rodziców nie ma. To będzie dopiero impreza.- zaśmiała się i spojrzała na mnie.- Cześć, jestem Melody. Kuzynka Czkawki i... Sączysmarka. Ochyda...- widać, że nawet dziewczyny z jego rodziny go nie lubią.

-Cześć, jestem Astrid.- podałyśmy sobie dłonie. - Współczuję takiego kuzyna jak Smark. Jest obleśny.

-Każdy współczuje. Słyszałam, że wy...- tu spoglądała raz na mnie raz na Czkawkę.- ...chodzicie ze sobą.- Najwyraźniej była tym szczęśliwa. Ma ładny uśmiech.

-Już dobre 3 miesiące...- powiedział Czkawka łapiąc mnie w tailii.- Czemu nie jesteś na plaży?

-Z tej okazji, że zaczął padać śnieg przenieśliśmy imprezę do domu bliźniaków. Wszyscy już są. Ja miałam was znaleźć.- oznajmiła.

-Dobra. To idziemy.-powiedział i już wszyscy szliśmy w stronę domu gdzie działa się impreza.

-Znalazłam nasze zakochane gołąbki.- powiedziała do wszystkich Melody gdy wchodziliśmy.

-To jak już wszyscy jesteśmy to otwórzmy te beczki z piwem.- powiedział Mieczyk i wskazał palcem na 5 dużych beczek. No będzie chyba niezła zabawa. Ciekawe tylko to, jakie będą skutki gdy za dużo wypijemy.

Perspektywa Czkawki

Impreza trwała w najlepsze. Po 5 kuflach każdego już kołysało. Ale my woleliśmy wypić więcej. Tak też zrobiliśmy. Nie będziemy nic pamiętać. Nawet Śledzik wypił więcej niż Alex, któremu już dawno urwał się film. Mieczyk wyjął z szafki pustą butelkę. To oznaczało, że będzemy grać. Usiedliśmy w okręgu po obudzeniu Alexa.

-To Szpadka zaczynaj.- powiedział Mieczyk do siostry.

-Z przyjemnością.- zaczęła kręcić butelką. No masz. Wypadło na Sączysmarka. Chłop ma przechlapane. Nienawidzą się od zawsze.

-Ja to z łatwizną przyjmę wszystko co mi zada.- zaczął się chwalić. Ciekawe jak to będzie w teorii.

-Prawda czy wyzwanie?- zapytała.

-Wyzwanie!- wypiął pierś na znak dumy i odwagi. Cały on. Po 7 kuflach już przestawał kontaktować.

-Hmmm. To może...- uśmiechnęła się tajemniczo. Jej to już całkiem odbijało. Ile ona wypiła? 8? 9? Wygląda na mocno pijaną.- ...pocałuj mnie!- no to było dziwne, wypiła chyba całą beczkę. Każdemu szczęka opadła.

-Ehh, no dobra.- pochylił się nad nią i ją delikatnie pocałował. Potem było coraz więcej iskier między nimi. Wstali i poszli do kuchni. My dalej graliśmy.

-To może ja zakręcę.- powiedziała Melody. Wypadło na mnie.- Prawda czy wyzwanie?

-Wyzwanie.- już się boję.

-Zdejmij koszulkę.- serio? Ale mi wyzwanie. Zdjąłem koszulkę, a dziewczyny się na mnie patrzyły. Wyglądały jakby się zakochały. To było dziwne...

-Dobra, teraz ja.- zakręciłem butelką. Wypadło na Alexa.- Prawda czy wyzwanie?

-Prawda.- odpowiedział.

-Kto ci się podoba?- pytanie za 100 punktów. On nie lubi gadać o uczuciach i o dziewczynach.

-No nie obraź się ale podoba mi się twoja dziewczyna, twoja kuzynka i Hedera. A Laura jest dziwna. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Potem każda dziewczyna z wymienionych dała mu z mordę.- Emm, Ała?

Graliśmy jeszcze długo. Wszyscy wypiliśmy bardzo dużo. Nie będziemy pamiętać tej imprezy. Już nawet nie chcę wiedzieć, jakie będą skutki jutro rano.

- Nad ranem tak koło 7 -

Perspektywa Astrid

Obudziłam się nie wiem o której. Głowa mnie tak boli. Pamiętam tylko, że była impreza u bliźniaków. I wszystko wyjaśnia. Na Odyna, ile ja wczoraj wypiłam? Chyba więcej niż 7 kufli. Niedobrze mi. Mam ogromnego kaca. Jeszcze nie otwierałam oczu. Dziwne dreszcze przechodzą mi przez plecy. Za nic nie mogę sobie przypomnieć tamtej nocy. Leżałam na czymś miękkim. Unosiło to moją głowę, a potem opadało. Poczułam, że ktoś przejechał mi palcami po plecach. Oboje drgęliśmy.

Perspektywa Czkawki

Mam straszny ból głowy. Nie pamiętam nic co wydażyło się wczoraj. Czuję jak coś leży na mojej klatce piersiowej. Mam wielkiego kaca, w głowie mi się kręci. Poruszyłem prawą ręką. Poczułem, że coś obejmuję, a raczej kogoś. Przejechałem palcami po skórze. Zamarłem. Oboje drgnęliśmy. Podnieśliśmy się gwałtownie.

-A!- krzyknęliśmy razem.- Co ty tutaj robisz?! Co się wydażyło wczoraj?! Nic nie pamiętam!- oboje wymawialiśmy te zdania ze zdenerwowaniem, niepokojem i szybkością. Zorientowałem się, że osobą, z którą spałem, była...

Perspektywa Astrid

Nasunęliśmy na siebie kołdrę. Byliśmy cali czerwoni ze wstydu. Zorientowałam się, że osobą, z króra spałam, był...

Perspektywa Czkawki

...Astrid.

Perspektywa Astrid

...Czkawka.

-Poczekaj. Na spokojnie. Co się wczoraj wydażyło?- zapytał mnie.

-Ja nic nie pamiętam, za dużo wypiłam...- powiedziałam cicho.- Czy my...

-Na to wygląda...- nie był zadowolony. Tak samo jak ja.

-Skąd wzięliśmy się u ciebie w domu?- to było dziwne. Czemu my nic nie pamiętamy. Choćby ułamek tego co się wydażyło.

-Wypiłem więcej niż miałem...- on też był w szoku...

-Czkawka...a jeśli ja...- spojrzeliśmy na siebie ze strachem w oczach.- ...jestem w ciąży?

-Nie, nie możesz być.- oboje byliśmy wystraszeni.

-Zostawisz mnie jak będę?- zaczęłam płakać. Tym razem się bałam. Pierwszy raz...

-Nigdy cię nie zostawię.- przytulił mnie i gładził po włosach.- Może później o tym pogadamy... Chodź, ubierzemy się i pójdziemy zobaczyć co robią inni.

-Dobra...- oderwaliśmy się od siebie. Nie patrzyliśmy na siebie. Mieliśmy rumieńce na twarzy. Ubraliśmy się i pognaliśmy w ciszy do domu bliźniaków. Może im wyszła lepiej ta noc.

Perspektywa Czkawki

No jest strasznie. Przyznam, że się trochę boję. Jak się rodzice dowiedzą, że spaliśmy ze sobą i to jeszcze kompletnie pijani, że tego nie pamiętamy, chyba nas zabiją. A jak ona będzie w ciąży? Ojciec mówił, że jak coś to mam mu powiedzieć. Ale czy na pewno zareaguje ze spokojem? Ale nawet jeśli, to jej nie zostawię. Kocham ją i nic tego nie zmieni...

Drzwi do ich domu były szeroko otwarte. Weszliśmy do salonu. Nikogo tam nie było. Na podłodze turlało się tylko 5 pustych beczek po piwie. Wypiliśmy wszystko... Szok. Już nie chcę wiedzieć co innym się przytrafiło.

Weszliśmy do otwartej łazienki na dolnym piętrze. To co zobaczyliśmy tam przyprawiło nas o mdłości zarówno jak i wywołało śmiech. A mianowicie...

No no no. Tego się nie spodziewaliście hihi. Mówiłam, jestem nieprzewidywalna hihi :3 Mam do was pare spraw... Jeśli chodzi o temat ze smokami. One będą! Ukażą się już jtr lub 2 stycznia! Czekajcie hihi C: Druga sprawa to mianowicie temat o Hiccstrid. Nie bójcie się nic. To jest chyba przedostatni lub ostatni rozdział, w którym będzie takie słodzenie xdd. Cukier się zawsze musi rozpuścić ;) Trzecia sprawa. Może jakieś dedyki bym dała? Na jtr hihi C: To jak zdobyć dedyk? Odpowiedzieć po prostu na pytania hihi. 1. Astrid będzie w ciąży czy nie? 2. Co para zobaczyła w łazience? (Tu chcę poznać tajemnice waszej wyobraźni ;) Jeśli mnie dobrze znacie, wiecie, że jestem mega powaloną osobą, mam w głowie dziwne rzeczy, więc to też będzie dziwne xdd)... Hmmm... 4 sprawa. Kiedy next? Naturalnie codziennie są 2 nexty ;D do jtr nic się nie zmieniło hehe. To zgadujcie :* 5 sprawa. Nowy rok za parę chwil więc chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze, abyście nowy rok powitali z uśmiechem na ustach, radością w oczach, a w myślach powtarzajcie: ,,Ten rok będzie lepszy niż poprzedni". Życzę wam zdrowia, szczęścia, 0 trudnych chwil, samych radosnych wspomnień, spełnienia marzeń i co tylko sobie zażyczycie <3 A ostatnia sprawa to prośba Piotrka hihi. Chciałeś abym wstawiła to masz : ( ͡° ͜ʖ ͡°) xdd. Jego pomysł! Xdd. Hehe. Piotrek, Justy, Domi, Nata, Aśka hehe dzisiaj sylwek to nie idziemy spać o 6 tak jak wczoraj, tfuu, dziś xd tylko trzymam was do 8 hehe. Znając Aśkę <3 to zostanie do 9 hihi. Trzeba założyć którąś tam tysięczną konfę taką na nowy rok xdd. No dobranoc jak ktoś idzie spać xdd. Abyście się dobrze bawili na sylwku, dużo piwa (jak to mówią u mnie w szkole xd), i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2015 C: (derp) hihi. Zgadywać :* Pozdrawiam i kocham was wy moje szczerbate mordki <3


No miśki, dam wam nexta xd. Normalna przeglondarka mi się trafiła, nawet nie wiecie co ja wczoraj miałam. Mam problem tylko z wklejaniem, bo od razu się ścina, więc będę musiała przepisywać co zajmie mi więcej czasu. Ale przynajmniej będzie hehe

Me gusta po prostu. Miałam pół rozdziału i mnie wywaliło (y) będę dawać kawałki. Czy to przeszkadza? Bo lapka chyba nie dostanę :'(


Rozdział 7. To moja wina. Nasza jak już coś.

Szczęślowego Nowego Roku i takie tam xd. Sprawa dedyków. Dostałam bardzo, bardzo dużo pomysłów i naprawdę, kurde, większość normalnie czyta mi w myślach xdd. To może zaczniemy od pierwszego pytania, ciąża? Hmm.. Dedyk dostają: Roxi1902, Azura 2001, Użytkownik Wikii 89.71.93.46, Szczerbek1234. To tyle. Teraz drugie pytanie, co było w łazience? Hmm.. Dedyk dostają: Szczerbek1234, Pamela25, Waciax. To tyle. Hyhy. Gratuluję :3 Macie fajną wyobraźnię xd, ale nic nie przebije mojej ^^ jest w niej dużo dziwnych rzeczy ^^ Miłego czytania szczerbate mordki :* Będę pisać w kawałkach jak już wiecie, bo inaczej mnie wywala :/ Chlip. Jak chcecie możecie komentować lub poczekać aż napiszę, że to koniec rozdziału i dać następnie koma hehe ;) Miłego dzionka ^^ Zaraz pojawi się pierwsza część ^^


Perspektywa Czkawki

...zobaczyliśmy Smarka i Szpadkę. Leżeli w wannie wypełnioną wodą, cali nadzy i przytuleni do siebie. Było widać po Astrid, że omało co nie zwymiotowała. Mi też było niedobrze. Taki widok. Oni chyba wypili więcej niż my. Ja z Astrid jesteśmy parą, więc nie zdziwiło by nikogo, gdyby dowiedzieli się, że spoliśmy ze sobą, w dodatku pod wpływem alkoholu. Ale oni?! Oni się przecież nienawidzą!

Staliśmy chwilę w otępieniu po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Zakochana para się obudziła. Patrzyli to na siebie, to na nas. Zaczęli krzyczeć, a ja z Astrid postanowiliśmy iść do kuchni. Wydobywał się z niej dziwny zapach i chałas. Ktoś śpiewał. Nie miał talentu niestety.

Perspektywa Astrid

To co zobaczyliśmy w łazience chyba na długo utkwi mi w głowie. Ale to co znajdowało się w kuchni, wywołało u nas atak śmiechu, większego, niż ten, który był w łazience. Mianowicie, znajdował się tam Mieczyk. Ledwo chodził, kiwał się na wszystkie strony. Do wielkiego garnka dodawał różne zioła i przyprawy.

-O jak mliło was wicdzieć kofani.- język mu się plątał.

-Mam pytanie. Co robisz?- zapytał Czkawka usiłując powstrzymać śmiech.

-Obljad gotuję. Nie wlidać?- podeszliśmy do wielkiego garnka. W środku sie siedziała żywa owca. Tak naprawdę się nie niegotowała, bo Mieczyk nie rozpalił ognia. Czkawka poklepał go po plecach i razem ze mną weszliśmy na górę. Był tam Śledzk cały obrzygany. Wyszliśmy z pokoju jak najszybciej. Oszczędzimy sobie tego widoku. Nie dziwię się. Nie jest przyzwyczajony do alkoholu.

-Czkawka...- zapytałam zaniepokojona.

-Tak? Słabo ci? Pójść po Gothi?- gorączkowo zaczął zadawać mi pytania.

-Nie o to chodzi.- odpowiedziałam. Wyglądałam przez okno.

-To o co?- zapytał spoglądając na mnie z zaciekawieniem. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę widocznej stąd jaskini. Była bardzo blisko. Jak było zimno imprezy organizowali właśnie w niej. Ale tylko gdy byli rodzice w domu. Stanęliśmy przed jaskinią.

Perspektywa Czkawki

Ja mu normalnie przywalę jak tylko się obudzi! Jak on może?! Już nieraz mówiłem, że ma się od niej trzymać z daleka! Tfuu... Oberwie.

-E, paro książęca, czas się obudzić.- szturchnąłem śpiącą parę. Byłem naprawdę wściekły.

-Emm, co się dzieje?- zapytał Alex podnosząc się do siadu. Po chwili obok niego znajdowała się Melody. Także siedziała. Nie kontaktowała ze światem.

-Tylko się tak bardzo nie denerwuj. Spokojnie, ok?- szepnęła mi As na ucho.

-Zobaczę. Zabierz ją stąd.- odpowiedziałem patrząc wrogo na Alexa.

-Nie rób nic głupiego. Proszę cię.- przytuliła się do mnie. Nadal szeptaliśmy, a para próbowała odzyskać kontakt z rzeczywistością.

-Wiem co robię.- zerknąłem na sekundę na nią, a potem znowu wbiłem wzrok w Alexa.

-Boję się o ciebie. Uważaj. Kocham cię.- pocałowała mnie w policzek.

-Ja ciebie też. Teraz idź.- As zdjęła swoją futrzaną kurtkę, którą założyła przed wyjściem z mojego domu. Ubrała ją na Melody, która miała potargane spodnie i była w samym staniku, cała pocharatana. Pomogła jej wstać. Widziałem, jak Malody cierpi i z trudem powstrzymuje łzy. Alex wstał gdy dziewczyny celowały się ku wyjściu.- Zabierz ją do mojego domu i pójdź po Gothi.- Astrid tylko przytaknęła i już ich nie było.

Podszedłem do Alexa. Najwidoczniej zrozumiał co zrobił wczorajszej nocy. Widać, że dostał od Melody kamieniem wgłowę, po czym najwidoczniej stracił przytomność. Patrzył na mnie ze strachem i niepokojem. Byłem bardzo blisko niego.

-Wytłumaczysz mi co się wcoraj stało?!- krzyknąłem. Byłem wściekły. Nic nie odpowiedział.- Ile razy ci powtarzałem, że masz trzymać się od niej z daleka?! A ty?! Po prostu się do niej dobierałeś! Nie daruję ci tego!- nadal krzyczałem ze złości. Nic nie odpowiedział. Dałem mu lewego sierpowego w twarz. Potem dostał w brzuch. Nie bronił się jakby wiedział, że zasłużył, bo to była prawda. Na koniec podciąłem mu nogi. Upadł na ziemię. Ukląkłem przy nim.- Jeszcze raz coś jej zrobisz to nie będzie już tak miło, nie skończy się tylko na paru ciosach, zrozumiałeś?- pokiwał tylko głową. Wstałem i pokierowałem się w stronę domu. Wszedłem na górę. Była tam Gothi. Opatrywała niektóre zadrapania Melody. Astrid jak mnie zobaczyła podbiegła do mnie, złapała za rękę i pociągnęła do kuchni.

Perspektywa Astrid

Żeby nic poważnego się nie stało, bo nie będzie dobrze. Ale może jakby Stoik dowiedział się, że Alex dobierał się do Melody i Czkawka go tak pobił, że długo nie wstanie, zrozumiałby, że to była dla niego nauczka.

-Co mu zrobiłeś?- zapytałam z niepokojem.

-Pobiłem go i zagroziłem, że jeszcze raz ją skrzywdzi to nie skończy się na pobiciu.- odpowiedział obojętnie. Widać, że unikał mojego wzroku. Przyglądałam się mu uważnie.

-Dostałeś od niego?- przybliżyłam się abyśmy mogli mówić ciszej.

-Nie. Nawet się nie bronił. Pfff, dobrze wiedział jak zareaguję.- odpowiedział z kpiną.

-Był pijany.- nie chciałam aby się kłócili już do końca życia. Co prawda, Alex skrzywdził Melody, jego kuzynkę, ale nie był tego świadomy.

-Cholera, po co ja piłem.- widać, że się obwinia.- Jakbym nie pił, nie doszło by do tego. Pilnowałbym jej przed nim, a my byśmy nie przespali się ze sobą. To wszystko moja wina.- wiedziałam, on zawsze się obwinia.

-To zacznijmy tak. Czkawka, to nie była twoja wina. Każdy pił i każdy dobrze wiedział, że będzie. Przeszłości nie zmienisz, taka prawda. Nie możesz całe życie się obwiniać. I co z tego, że przespaliśmy się. Nie zabiją nas przecież.- próbowałam go jakoś przekonać. Wiem, że jest uparty i raczej nie odpuści tak łatwo.

-Ale jeśli jesteś w ciąży...- to spojrzeliśmy sobie w oczy- ...to moja wina.

-Nasza jak już coś.- przytuliłam go. Objął mnie jedną ręką w tailii, a ja oparłam swoją głowę na jego torsie.

-Jak dowiesz się czy jesteś czy nie?- zapytał przerywając ciszę.

-Będę musiała pujść do Gothi. Albo czekać miesiąc może 2 aż pojawią się skutki.- odpowiedziałam.

-To kiedy pójdziesz do Gothi?- był za tym co ja. Aby najszybciej się dowiedzieć.

-Za tydzień. Nie chcę iść na razie. Poczekam chwilę.- ucałował czubek mojej głowy.

-Pamiętaj, że jak coś to masz powiedzieć. Nie zostawię cię.- przytulił mnie tym razem dwoma rękami tylko mocniej.

-Pamiętam.- zamknęłam oczy.- Co zrobisz z Alexem?

-Jeszcze nie wiem. Pożyjemy zobaczymy. Chyba zaraz pójdziemy do domu bliźniaków, zobaczymy czy już się wszyscy ogarnęli.- powiedział.

-Ale Czkawka, mamy mały problem.- i znów zaniepokojenie w głosie.

-Poczułaś się źle?- odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy.

-Nie. Chodzi o to, że nigdzie nie było Laury i Hedery.- to było dziwne. One zniknęły.

-Może poszły do swoich domów.- zaspokajał mnie.- Zaraz się znajdą.

Nagle Gothi zeszła na dół. Patrzyła na nas z zaciekawieniem. Pewnie wyczuła alkohol u Melody i przygląda się nam czy nie mamy kaca, i nie chwiejemy się. Pewnie się domyśliła, że każdy pił, skoro były urodziny bliźniaków. Podeszła do nas. Staliśmy koło siebie. Patrzyła raz na mnie raz na Czkawke.

-Może już spokojnie wstać z łóżka?- zapytał, a Gothi tylko kiwnęła twierdząco głową. Patrzyła jeszcze na nas jakiś czas po czym wyszła z domu. Weszliśmy na górę. Czkawka powoli otworzył drzwi do swojego pokoju, w którym znajdowała się Melody. Weszliśmy do pokoju. Melody płakała. Była bardzo wrażliwa choć sprawiała wrażenie silnej i bezuczuciowej. Siedziała skulona na łóżku z twarzą w dłoniach. Podeszliśmy do niej. Czkawka kucnął przy niej, a Melody przytuliła się do niego i wybuchła większym płaczem. Usiadłam koło niej i położyłam rękę na jej ramieniu. Spojrzałam na mojego chłopaka, a on na mnie. Nie był zadowolony. Ja też bym nie była gdyby ktoś zrobiłby mojej kuzynce poważną krzywdę.

Hehe, podobało się? Zostawcie koma :* Next jeszcze dziś, obiecałam 4 xd. A jak już będzie to za godzinkę może 2 pojawią się kawałki kolejnego hehe. Przecież jak nie dam 4 nextow to jtr będę musiała dać więcej heh... To jeszcze 3 będą na dzisiaj xd ;) Bay <3 Kocham was szczerbate mordki (hug)


Rozdział 8. Będzie lepiej dla każdego.

Perspektywa Czkawki

Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę. Melody powoli się uspokajała. W końcu mnie puściła.

-Co mu zrobiłeś?- zapytała cicho szlochając.

-Pobiłem go.- odparłem obojętnie.- Ale zasłużył na większą karę.

-Był pijany i już. Ja też byłam. Co mogłam zrobić? Nic nie pamiętam prawie...- siedzieliśmy znów w ponurej ciszy. Po chwili do pokoju wszedł Alex z sinym okiem. Ma się te siłę.

-A ty czego tu chcesz? Nie wyraziłem się jasno?- spytałem, ale wciąż siedziałem przy łóżku.

Perspektywa Astrid

Kurde, jak oni zaczną się zaraz bić to wkroczę do akcji.

-Chciałem przeprosić.- powiedział cicho.- Melody, wybacz mi. Byłem tak pijany, że nie zdawałem sobie sprawy z tego co robię. Nic prawie nie pamiętam. Dopiero rano zrozumiałem, że zrobiłem ci krzywdę. Nie chciałem tego. Co racja podobasz mi się bardzo ale nie chciałem aby tak wyszło. Dostałem za swoje.- tu spojrzał na Czkawkę.- Już nigdy cię nie skrzywdzę, nawet nie dotkę tylko wybacz mi.- ja po tej przemowie wybaczyłabym mu. Nie wiem czemu. Nie chciał źle.

-Dobra.- powiedziała. Uśmiechnął się lekko.

-Przepraszam Czkawka za to, że skrzywdziłem twoją kuzynkę.- przynajmniej przeprosił.

-Spoko.- powiedział i podniósł się na równe nogi.- Idziemy teraz do bliźniaków. Może dziewczyny już wróciły. Jak nie, zaczniemy je szukać.- oznajmił.

-Mówisz jakbyś był już wodzem.- powiedziała Melody. Ja i ona zaśmiałyśmy się cicho.

-Bardzo śmieszne. Chodźcie.- wyszliśmy z domu. Po drodze omijaliśmy dom Hedery. Przystanęliśmy na wprost niego. Już mieliśmy wejść do środka gdy Hedera spadła prosto na nas. Wszyscy leżeliśmy na ziemi przygnieceni sobą nawzajem. Z trudem podnieśliśmy się.

-Ktoś wytłumaczy mi jakim cudem spadłam z dachu?- zapytała podejżliwie.

-A jak tam w ogóle weszłaś?- zapytam Alex.

-Skąd mam wiedzieć. Pijana byłam i nic nie pamiętam. A tobie co się w oko stało?- ciągle kończyli pogawędkę pytaniem.

-Yyy, eee, dostałem.- ciężko się przyznać do takiego czynu, oj ciężko. Hedera zaśmiała się.

-Od kogo?- zapytała nadal śmiejąc się.

-Najpierw to znajdźmy Laurę, bo wątpię, że wróciła do domu.

-Ok. Chodźcie.- powiedziała i wszyscy ruszyliśmy jej szukać. Po 20 minutach w naszą stronę szedł Pleśniak prowadzący Laurę.

-Jak miło was widzieć.- odpowiedział z ironią Alex.

-A mi wcale nie jest miło. Ta dziewucha ganiała kury po moim polu kapusty!- kipiał ze złości.

-Może miała powód.- powiedziałam.

-A jaki na przykład? Hmm?- staliśmy cicho patrząc się na siebie.- Tak też myślałem. Bierzcie ją i niech mi się to więcej nie powtórzy.- oznajmił i poszedł.

-Serio? Ganiałaś kury?- Czkawka zaczął się śmiać tak jak reszta.

-Możemy o tym porozmawiać w domu?- nie była zachwycona. Poszliśmy wszyscy razem. Mieczyk oprzytomniał trochę i próbował trzymać się z daleka od owcy, którą już wypuścił, na szczęście żywą, upapraną całą różnymi ziołami i przyprawami. Śledzik już był czysty i ubrany w nowe ubranie. Smark i Szpadka nie odzywali się do siebie. Siedzieli oddaleniu, nawet nie patrzyli w swoją stonę.

-To co? Siadamy w kręgu i opowiadamy co się stało?- zaproponował Smark. Przytaknęliśmy wszyscy i usiedliśmy koło siebie tworząc koło.

-To może najpierw ja.- zgłosił się Mieczyk.- Próbowałem ugotować owce.- wszyscy w śmiech, a owca, która stała w kącie, spojrzała na niego wogo.

-Ja spałam na dachu, a potem spadłam z niego.- powiedziała Hedera.

-Ja zwymiotowałem i spałem na łóżku Mieczyka.- Mieczyk zrobił minę obrzydzenia gdy Śledzik powiedział co robił.

-Ja obudziłem się w wannie ze Szpadką, byliśmy nadzy.- i znów zaczęliśmy się śmiać, a oni byli cali czerwoni ze wstydu.

-Ja dostałem od Czkawki, bo dobierałem się do jego kuzynki. No i twojej Sączysmark.- powiedział Alex ze smutną miną.

-Ode mnie też byś dostał gdybym był pierwszy.- powiedział Sączysmark.

-Ja ganiałam kury na polu kapusty Pleśniaka.- oznajmiła Laura. Wszystkie oczy pokierowały się na mnie i Czkawkę.

-Przespaliście się ze sobą?- zapytała szpadka, a nam serce zaczęło walić szybciej.

-Co?! Nie!- krzyknęliśmy razem.

-Akurat. Pewnie się nie przyznają.- powiedział Smark.

-Ja się na drzewie obudziłam.- zmyśliłam, nic innego nie przyszło mi do głowy.

-A jak się tam znalazłaś?- zapytał Alex.

-Nie wiem, pijana byłam.- skierowali teraz oczy na Czkawkę. Tak łatwo uwierzyli.

-Ja spałem na stole u siebie w domu. Emm, bez koszulki.- pewnie przypomniał sobie grę w butelkę. Któraś z dziewczyn kazała mu ściągnąć koszulkę. Nie pamiętam.

-Dobra. Wierzymy wam. Teraz musimy ogarnąć ten syf.- powiedział Mieczyk. Sprzątaliśmy 3 godziny, po czym każdy udał się do swojego domu.

Tydzień później

Perspektywa Astrid

Właśnie wychodzę do Gothi. Muszę się dowiedzieć czy jestem w ciąży czy nie. Wolałabym nie. Jak to będzie wyglądać? 15 no prawie 16 lat i zostaję matką, a Czkawka ojcem. Zabalowaliśmy. Szczęście, że nikt o niczym nie wie. Jest już 19 na zegarze słonecznym. Dawno się ściemniło. Jestem już przed jej drzwiami. Trochę się boję. To będzie bolało. Ehh, raz kozie śmierć. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi i gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Zamknęła za mną drzwi. Stanęłam przed nią i spuściłam głowę.

-Gothi. Powiedziałabyś mi... znaczy... Sprawdziłabyś...- głupio prosić o coś takiego w takim młodym wieku. Urywałam w zdaniach.- ...czy ja... no... ten...- Gothi jakby zrozumiała co chcę powiedzieć, bo kazała położyć mi się na łóżku.

Pół godziny później

To był koszmarny ból. Myślałam, że zaraz padnę. Gothi poszła opłukać ręce, a ja usiadłam na łóżku i czekałam na nią. Po 5 minutach wróciła. Widać, że zaparzyła ziół i podała mi kubek.

-Czy... ja... jestem... no wiesz...- przegryzłam wargę, serce mi waliło, czułam strach i niepokój. Ona popatrzyła na mnie, położyła na moją wolną rękę dłoń i przytaknęła twierdząco głową. Zamarłam.- Mogłabyś tego nikomu nie mówić?- znów przytaknęła.- Mogłabym zostać sama?- powiedziałam to strasznie cicho. Wyszła i zamknęła drzwih Jak ja mu to powiem? A może mnie zostawi? Co powiedzą moi rodzice? Co powiedzą koledzy? Co powie ojciec Czkawki? Jak ludzie na to zareagują? A jeśli Czkawka ucieknie? A może mnke znienawidzi? A jeślk zostanę z tym wszystkim sama? A jeśli zamkną mnie w lochu?

Tysiące pytań, żadnej odpowiedzi. A może ja ucieknę? Albo popełnię samobójstwo? Nie... ja po prostu... nie powiem mu tego... Nie dowie się... nie teraz... może nawet nigdy... Uciekne w końcu, może za kilka dni. A potem... rzucę się prosto w głebokie morze.

Rozmyślałam co zrobić dobre 2 godziny. Byłam w totalnym szoku. Ale nie powiem mu tego. Będzie lepiej dla każdego.

To co? Za 2 godziny następny hyhy. Do północy mam dużo czasu :* Wiecie, nie łatwo pisać tyle rozdziałów, a potem je przepisać, gdy ciągle ktoś cię potrzebuje xdd. Ughh. To za 2 godziny góra 3 następny rozdział :* I dziękuję za 100 komów <3 Bay ^^ Pisać komy ;) Kocham was szczerbate mordki <3 Lecę pisać kolejny rozdział hehe


Rozdział 9. Ciemność nastała już na zawsze... Umarłam...

Perspektywa Astrid

Minęły 2 kolejne godziny. Było już późno. Gothi weszła do pokoju. Byłam cała zapłakana. Położyła swoją rękę na moim ramieni. Chyba mi współczula. Przez moją głupotę będę teraz nazywana tak jak to ojciec Czkawki ujął ,,młodym rodzicem". Oj, bardzo młodym... Chyba się nie pozbieram. Gothi podała mi zioła na uspokojenie. Wypiłam je. Poczułam się trochę senna. Powinnam już iść. Zasiedziałam się u niej.

-Gothi, dziękuję.- uśmiechnęła się do mnie. Oddałam uśmiech ale tylko na chwilę. Moja twarz znów pogrążona smutkiem.- Ja już pójdę.- chciałam wstać ale ona tylko na mnie spojrzała i kazała zostać. Pogłaskała mnie po głowie jak małe dziecko. Przykryła mnie kocem, zdmuchnęła świeczkę i zamknęła drzwi abym była sama. Pewnie poszła do swojego pokoju. Widać, że zostaję tutaj na noc.

Pewnie nie chciała abym wracała sama do domu o takiej godzinie. Mieszkamy od siebie dość daleko. Myślałam jeszcze dłuższą chwilę nad tym. Były tysiące myśli, różne przekonania, miliony pytań, żadnych wskazówek, żadnych odpowiedzi.

Powiedz mu, może cię nie zostawi... Nie mów mu, narobisz kłopotów... Powiedz, nie okłamuj go... Nie mów, to zrujnuje mu przyszłość, ludzie nie będą chcieli takiego wodza... Powiedz, i tak by się dowiedział... Nie mów, uciekniesz i się nie dowie... Powiedz, jak popełnisz samobójstwo, on się załamie... Nie mów, to dla jego dobra... Powiedz, musicie razem przez to przejść... Nie mów, jak najszybciej odejdź z tego świata... Powiedz, rodzice także ci pomogą... Nie mów, rodzice cię znienawidzą... Powiedz, jak zginiesz wszyscy popadną w depresję... Nie mów, każdy cię znienawidzi... Powiedz, będzie dobrze... Nie mów, on cię zostawi... Powiedz, to jego dziecko... Nie mów, to twój kłopot... Powiedz, pomyśl o nim... Nie mów, zostaw go... Powiedz, dla waszego dobra... Nie mów, ojciec go znienawidzi... Powiedz, śmiercią nic nie załatwisz... Nie mów, oszczędzisz rodzicom i jemu wstydu... Powiedz... Nie mów... Powiedz... Nie mów...

I tak jeszcze setki rozmyślań... Tyle argumentów za i przeciw. Którą drogę wybrać? Powiedzieć? Zachować to w tajemnicy?

Miałaś pamiętać, że masz mu powiedzieć prawdę... Stoik mówił, że jak coś to pomoże... Czkawka obiecał, że cię nie zostawi... Powiedział, że cię kocha... Nie chce abyś popełniła samobójstwo... Rodzice się załamią... On się załamie...

Zapomnij co mówił, nic mu nie mów... Stoik nie jest taki delikatny, będzie wściekły... Czkawka obiecał, co nie oznacza, że dotrzyma słowa... Powiedział, że kocha, ale mógł bawić się twoimi uczuciami... On może nie chce, ale jak się dowie o ciąży, sam może cię zabić... Rodzice cię znienawidzą... On cię znienawidzi...

I tak myślałam, myślałam aż pochłonął mnie sen...

Była totalna ciemność. Nic nie było widać. Różne dziwne dźwięki zalewały mnie. Było słychać groźne warczenie, ciche pomruki, odgłos szumiących liści. Wiał silny wiatr, było zimno. Nagle nastała głucha cisza. Ciemność, którą widziałam zniknęła. Była tylko biała przestrzeń. Okręciłam się wokół własnej osi. Jeszcze raz odwróciłam się. Jakieś 5 metrów dalej stał Czkawka. Patrzył na mnie smutno. Podbiegłam do niego. On się oddalił. Ja biegłam, a on był coraz dalej. Za każdym razem jak stawiałam krok, on był krok dalej. Przeszły mnie dreszcze po całym ciele. Im bardziej chciałam się do niego przybliżyć, tym on bardziej się oddalał. Poczułam zimny oddech na moim karku. Był głośny. Przełknęłam głośno ślinę. Przestałam patrzeć na Czkawkę. Odwróciłam się. Poczułam strach, mój strach, należał do mnie. Przede mną stał smok, czarny jak noc, niosący śmierć. Warczał na mnie. Patrzył mi w oczy. Jego źrenice były wąskie, jego oddech bardzo głośny, jego postawa gotowa do ataku, jego oczy wypełnione złością. Oczy... Miał zielone. Tak samo jak Czkawka. Odwróciłam się niepewnie. Już go tam nie było, sama biel po nim została, zniknął... Znów odwróciłam się lecz smoka także nie było. Nastała ciemność, głucha cisza, nie było wiatru, nie było niczego, byłam tylko ja. Znów okręciłam się. Nagle poczułam, że moje ciało przeszywa ogromny ból. Upadłam na kolana. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Moja krew zaczęła krążyć szybciej, moje serce waliło jak oszalałe, moje ciało ogarnął strach, niepokój, brak chęci i siły do walki. Poddałam się... Wokół mnie nisko zaczęła krążyć mgła. Coraz bardziej się zwężała, przybliżała się do mnie. Moje ciało ogarnął dreszcz. Czułam jakby ktoś wbijał w nie igły, bardzo głęboko. Zaczęłam drętwieć. Drżałam z zimna, ze strachu. W pewnej chwili mgła zniknęła. Znów była ciemność. Zamknęłam oczy, po pewnym czasie otworzyłam je. Mgła się pojawiła. Kręciła się coraz szybciej wokół mnie. Zakręciło mi się w głowie. Mgła stała się jeszcze szybsza. W pewnym momencie nie okrążała już mnie, przybrała kształt smoka. Nke mogłam określić ani koloru, ani gatunku. Usłyszałam ryk i mgła z wielką siłą wnikła w moje ciało. Ból nasilił się... ciało całkowicie zdrętwiało... mnóstwo łez zaczęło spływać po policzku. Nie mogłam wydusić żadnego słowa. Chciałam krzyczeć, lecz umysł i ciało odmawiało współpracy. Znów zamknęłam oczy aby po pewnym czasie je otworzyć. Po otworzeniu ich, zamrugałam parę razy. Poczułam jeszcze gorszy ból. Upadłam... poddałam się... nie mogłam walczyć... nie mogłam krzyczeć... Moje powieki znów się zamknęły. Ujżałam tylko zielone oczy. Były pełne żalu. Należyły do Czkawki... Poczułam ostatni ból... Moje serce pękło ze smutku... Te piękne zielone oczy zniknęły... Nic nie czułam... Była cisza... Ciemność nastała już na zawsze... Umarłam...

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała mokra od potu, oddychałam ciężko. Gothi siedziała przy łóżku. Podała mi kubek. Gestem ręki kazała wypić. Nie sprzeciwiłam się. Byłam cała roztrzęsiona. Kazała mi się ponownie położyć. Przetarła moje czoło mokrą szmatką. Pogładziła mnie po włosach. Znów zostawiła mnie samą.

O co chodziło w moim śnie? Był przerażający. Ten smok... Nigdy takiego nie widziałam... W księdze smoków też go nie ma... I te oczy... Zielone... Yakie same jak u Czkawki... Właśnie, Czkawka... Im chciałam nyć bliżej, tym on był dalej... To jakiś znak? Mam się bać? Coś się stanie? I ta mgła... przerażająca... ten ból... taki silny... ten ryk, wniknął we mnie... potem pustka... Poddałam się... Umarłam... Czy tak się stanie naprawdę?

Podjęłam decyzję. Będzie prawidłowa. Nie powiem mu. Nie będzie wiedział. Za 2 dni ucieknę. Ukradnę małą łódź i odpłynę daleko stąd. Daleko od rodziny. Daleko od Czkawki. Gdy dotrę na inny lond, będę musiała się wysoko wspiąć na jakąś skałę. Pożegnam się w sercu ze wszystkimi, których kocham. Skoczę prosto do morza. Utonę. Nie będzie mnie na świecie. Trafię do Valhalli. Będę czuwać nad Czkawką, aby był bezpieczny. Beze mnie będzie mu lepiej.

Znów z rozmyśleń wyrwał mnie sen. Tym razem nic mi się nie śniło...

Spałam dość długo. Obudziłam się o 17. Wstałam z łóżka. Weszłam do kuchni. Gothi na mój widok podała mi śniadanie, a raczej obiad i kazała usiąść do stołu. Zjadłyśmy razem. Po skończonym obiedzie, pomogłam umyć jej naczynia.

-Gothi, dziękuję za gościnę, ale ja naprawdę muszę już iść.- uśmiechnęła się do mnie, oddałam iśmiech. Wyszłam na zewnątrz i pokierowałam się w stronę mojego domu. Szłam jakieś pół godziny. Gdy byłam już przed drzwiami, wyjęłam z kieszeni mały kluczyk z kieszeni mojej spódnicy. Otworzyłam nimi drzwi, a potem zamknęłam. Szybko wbiegłam na górę, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.

Była już 19. Wypłakałam na razie tyle ile mogłam. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Usłyszałamgłośny dźwięk rogu. O nie... Albo wróg jest blisko wyspy albo smoki zaatakowały. Gorszego dnia w życiu nie miałam. Podbiegłam do okna. Tego się właśnie obawiałam. Smoki... Akurat teraz? Serio? Na Odyna! Nagle usłyszałam krzyk ludzi:

-Nocna Furia! Wszyscy padnij!- było słychać tylko charakterystyczny dźwięk tego smoka i po chwili wybuch jednej z katapult. Momentalnie cofnęłam się. Chciałam podejść do mojego topora i pomóc tym, którzy walczyli. Było nas mało, bo reszta wyruszyła na poszukiwanie smoczego leża.

Nim zdążyłam chwycić topór, przez moje okno wleciał smok. Smok... on... te oczy... czarny jak noc... ten sam jak w moim śnie. Teraz nie miałam wątpliwości... to była... Nocna Furia! Warczała na mnie. Wysunęłam rękę powoli aby sięgnąć topora. Bestia była w pozycji gotowej do ataku. Zdołałam chwycić topór. Jej źrenice bardziej się zwężyły. Wydała z siebie głośny ryk, taki sam jak w moim śnie gdy wnikła we mnie mgła. Oddychałam szybko... zaczęłam się cofać do tyłu w stronę schodów. Szła za mną warcząc. Przybliżała się coraz bardziej mnie. Nie spostrzegłam jak daleko się cofnęłam. Zachwiałam się. Upadłam. Spadłam ze schodów. Później była już tylko ciemność.

Hyhy, tego się nikt nie spodziewał :3 Taki rozdział trochę smutny i nudny heh... Przepraszam, że tak późno, ale musiałam to pisać jeszcze raz, bo mój głupi tablet znów miał ochotę nawalić (y) i ostatni, 4 next będzie bardzo późno lub rano może 8-10. Muszę go najpierw napisać xdd, a potem przepisać, jakby wklejanie działało i by mnie nie wywalało, może nexty bylyby już dawno. I ludzie zrozumcie, siedzę tu każdą wolną chwilę i się staram. Piszę tak szybko, że cała się trzęsę xd. Nie wyrabiam o mamo. U mnie zaraz druga w nocy. Mam inną godzinę. Napiszę jeszcze ten next ostatni i jak może wstaniecie to już będzie, a 2 następne to już tradycyjnie jak zawsze po południu. Uff. Głowa mnie już boli. Smoczych snów jak ktoś idzie spać itd. Jak chcecie możecie zgadywać co będzie dalej hehe xd. To ja lecę pisać dalej :* Kocham was szczerbate mordki <3 heh chcieliście smoki to macie :*


Rozdział 10. Ja ci czegoś nie powiedziałam.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się. Nade mną stał Pyskacz i Gothi. Nie byli szczęśliwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Byłam w swoim pokoju. Jestem cała obolała. Z wczoraj pamiętam tego smoka. Jego zielone oczy. Następnie poczułam, że odchylam się do tułu i spadam. Potem była już tylko ciemność.

-Co się wczoraj stało?- zapytałam przecierając zaspane oczy.

-Spadłaś ze schodów. Możesz powiedzieć jak to zrobiłaś?- zapytał Pyskacz.

-Yy, no ja ten, potknęłam się i spadłam.

-Gothi chciała przyjść do ciebie na chwilę. Napisała, że źle się czułaś i postanowiła cię odwiedzić.- spojrzałam na Gothi z podziękowaniem, że nikomu nie powiedziała o ciąży.

-Tak. Czułam się źle.- co mogłam odpowiedzieć. Ale zaraz. Gothi coś miała nabazgrane na piachu.- Emm, Pyskacz?

-Tak?- zapytał.

-Co oznaczają te symbole?- zapytałam. Pyskacz spojrzał się na Gothi. Ta ruchem ręki kazała mi powiedzieć. Spojrzał teraz na mnie.

-Widzisz maleńka, jak spadłaś, chyba uszkodziłaś coś. Gothi nie jest pewna co to może być, ale wie, jakie są tego skutki.- odpowiedział, widać, że bhło mu przykro i nył nieco spięty.

-Jakoe skutki?- zapytałam. Byłam bardzo ciekawa odpowiedzi.

-Przez dokłanie 7 lat będzie trudno ci zajść w ciążę. Oczywiście będziesz mogła ale będzie trudno. Nie wiem co mogłaś uszkodzić.- zamurowało mnie. 7 lat?! Tak długo. Ale lepsze to niż wcale. Czyli będę mogła normalnie zajść w ciążę mając 22 no prawie 23 lata. Lecz teraz co innego mnie martwiło.

-Dzięki Pyskacz za wytłumaczenie. Mogłabym zostać sama z Gothi?- mam do niej bardzo ważne pytanie.

-Dobrze. Ja i tak muszę zrobić w kuźni. A i jeszcze jedno. Czkawka cię szukał i wpadnie jak skończy ostrzyc miecze. Pewnie go zaraz wyszczę wcześniej.- oznajmił i stanął przy drzwiach.

-Yhym, niech przyjdzie.- chociaż nie chciałam aby przychodził. Na razie nie. Puskacz wyszedł i zamknął za sobą drzwi na dole.

-Gothi... Czy ja... poroniłam?- musiałam zadać to pytanie. Ona położyła mi rękę na ramieniu i twierdząco pokiwała głową.

-Możesz już iść. Dziękuję.- uśmiechnełyśmy się do siebie po czym i ona poszła. Zostałam sama.

Czemu się nie cieszę? Czemu nie mam ulgi? Czemu nie jestem szczęśliwa, że nie będę miała w tak młodym wieku dziecka? Czemu czuję smitek? Żal? Rozpacz? Przygnębienie? Czemu żałuję? Czemu trudno przyjąć mi to, że poroniłam? Czemu?

Nie chciałam tego dziecka, a teraz? Tak jakby tęsknię za nim... cząstka mnie ubyła... Dziwne uczucie, najpierw kogoś nie chcieć, a potem mieć żal, że go już nie ma...

A może po prostu udeżyłam się w głowę? Może to wszystko sen? Nie... koszmar? Ale to się stało naprawdę. Straciłam dziecko. Głupi smok. Zaraz... Smok...

Nie zabił mnie, bo jeszcze żyję. Nie mam żadnej rany po nim. Nic mi nie zrobił. Po co wleciał do mojego pokoju, skoro nie chciał zrobić mi krzywdy? A może po prostu gdy zobaczył, że spadłam ze schodów uznał, że nie żyję? Ale mógł mnie porwać i pożreć, tak jak Valkę, zmarłą żonę Stoika, matkę Czkawki. Ale nie zronił tego. Może nie jada ludzi? Hmm...

Ale czemu ja się nie cieszę?! Czkawka może będzie się cieszyć... Ale ja? Też powinnam być szczęśliwa. Taa... Zamiast skakać z radości ja zaczynam płakać. Brawa dla mnie.

Peespektywa Czkawki

Ostatnio jestem bardzo zajęty. To w kuźni muszę pracować, to zastąpić w niektórych sprawach ojca. Nie mam teraz czasu na nic. Szukałem Astrid od wczoraj ale nigdzie jej nie było. Dopiero gdy Pyskacz poinformował mnie, że spadła ze schodów, szybko pobiegłem do jej domu. Była nieprzytomna. Zaniosłem ją na górę i położyłem na jej łóżko. Gothi już tam była. Może Pyskacz powiadomił ją wcześniej, a potem szybko pobiegł po mnie? Wczoraj wieczorem miałem masę roboty przez te głupie smoki. Z chęcią ozabijałbym je wszystkie ale jakoś nie mogę. Nawet walczyć z nimi nie mam oczhoty. Co do mnie i Astrid to ostatnio się nie układa za dobrze. Nie wiem czemu. Martwię się o nią i kocham ją ale... coś się psuje w naszym związku.

Pyskacz kazał mi naostrzyc pare mieczy i toporów, gdyby smoki nagle zaatakowały. Widzę go już z daleka. Idzie w stronę kuźni. Po 10 minutach stał obok mnie.

-No młody. Obudziła się. Możesz już iść, jesteś wolny.- był lekko zdyszany. No nie dziwię się. Lata w te i spowrotem.

-Dzięki.- nim coś powiedział mnie już nie było. Drzwi nie były zamknięte na klucz więc wszedłem bez problemu. Udałem się na górę. Zastałem tam Astrid. Ale zaraz... Ona... Płacze? Podszedłem do niej i usiadłem obok. Ona się do mnie przytuliła.

Perspektywa Astrid

Tak jak mówił Pyskacz, wypuścił go z kuźni szybciej, a ten przyszedł do mnie. Ja go kocham, ale... jakoś tak jest inaczej niż kiedyś. Czasem się sprzeczamy, lecz albo ja albo on przepraszamy się. Ale... Znów ale... Ono zawsze musi być... No bo... przecież jakby go nie było świat by się zawalił. Ja nie chcę go stracić. Nie układa nam się, to jest prawda... Przykra prawda... Tylko ja nie mogę... ten głupi sen, utrata dziecka, smok, który mnie nie zabił. To wszystko dzieje się tak szybko. Za szybko... Mógłby czas zrobić czasem wyjątek i zatrzymać się na parę chwil. Ludzie by myśleli trochę nim podjęliby decyzję. A tak, marnują czas, którego mają mało. A jak mają podjąć szybką decyzję, to zawsze podejmują akurat tą niewłaściwą.

Czkawka podszedł do mnie. Byłam cała we łzach. Nie chciałam aby widział mnie w takim stanie. W ogóle nie chciałam, aby mnie widział. Miałam takie uczucie, że nie chcę aby tu taraz był. Nie chcę aby był przy mnie. Chcę odciąć się od świata, który jest tak niesprawiedliwy. Uciec od wszystkich, których kocham czy też nie. Usiadł koło mnie. Musiałam go przytulić. Tak też zrobiłam. Gładził mnie po włosach i kołysał. Właśnie... Kołysał mnie jak małe dziecko... Wszystko mi się kojarzy z dzieckiem, które mogłam mieć ale straciłam je... Teraz gdy mnie przytulał, nie czułam się tak jak na przykład 4 dni temu. Nie czułam, że jestem bezpieczna, nie czułam tęsknoty za nim choć był blisko, nie czułam nic. Moje uczucia poszły w dal. Uciekły ode mnie, opuściły mnie. Czy ja potrafię jeszcze kochać?

-As. Ja wszystko wiem. To, że będzie trudno ci zajść w ciążę nie jest powodem do płaczu. To tylko 7 lat. Przez te lata akurat dojrzejesz do bycia matką, zobaczysz.- próbował mnie uspokoić.- Chyba, że ty...- nie pozwoliłam mu dokończyć.

-Nie jestem w ciąży Czkawka i nie byłam.- powiedziałam to z takim smutkiem, że miałam wrażenie, że się zaniepokoił.

-Nie lubię kiedy jesteś smutna. Czemu spadłaś ze schodów?- kolejne to samo żenujące pytanie.

-Potknęłam się i spadłam.- i kolejna ta sama odpowiedź z mojej strony.

-Taa, akurat. Bo ci jeszcze uwierzę.- sporzał w moje oczy. Ja w jego nie mogłam dłużej patrzeć. Unikałam ich. Przypomninały mi ciągle o moim ście, o tym smoku, o dziecku...- Powiedz prawdę.

-No dobrze.- powiem mu, ale tylko jemu. I chyba nie do końca prawdę. Ciekawe jak zareaguje.

-Więc słucham.

-Gdy Berk zostało zaatakowane przez smoki, czyli wczoraj wieczorem, szukałam mojego topora. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Jak już go znalazłam zmierzałam ku wyjściu z pokoju. Zapomniałam, że wcześniej rozlałam niechcący wodę i miałam później zetrzeć. Nie patrzyłam gdzie idę, poślizgnęłam się i spadłam.- na taką ściemę to się chyba załapie. Mówiłam przekonująco.

Perspektywa Czkawki

Widać po nie, że ściemnia. Pewnie nie chce o tym gadać. Nie będę dalej wnikać. Ale czuję się przy niej nieswojo. Jak jestem blisko niej nie czuję takiej radości jak kiedyś. Czuję tylko, że jest i tyle. Mam wrażenie, że dziwnie się zachowuje. Wygląda jakby miała depresję. To źle na nią wpłynie tak sądzę. Nie znam się na tym. Po prostu zapytam.

-As. Dziwnie się zachowujesz. Chcesz mi o czymś powiedzieć?- ciekawe czy powie.

-Czkawka. Lubię cię bardzo, tak bardzo bardzo, a kocham jeszcze bardziej.- już się nie przytulaliśmy.

-Je też cię bardzo lubię i kocham. Martwię się o ciebie, zrozum.- powiedziałem to cicho. Nie mogłem głośniej? Przynajmniej usłyszała.

-Jesteś najwspanialszym chłopakiem jakiego miałam, po prostu chłopakiem z moich marzeń. Ale ja cie muszę coś powiedzieć.- głos jej się załamał. Położyła swoje ręce na moich. Spojrzeliśmy sobie w oczy.

-Mów. Nie bój się. Bez względu na to co powiesz ja zawsze będę cię kochać.- ścisnąłem jej dłonie. Patrzyliśmy tak na siebie w ciszy jakby czekając na śmierć. Nie odzywaliśmy się może 10 minut. W końcu usłyszałem jak załamanym głosem zaczyna do mnie mówić...

-Czkawka... ja...

Bum! 4 nexty są yeaahh xd. Yyy, tak jak mówiłam część była na ranem (ale o 6 zasnęłam xdd) teraz 8 obudziłam się. Spałam 2 godziny, głowa mnie boli, jest mi słabo ale wzięłam tableta do ręki i mówię: ,,Napiszę, choćbym miała znowu zasnąć xd (tak właśnie, zasnęłam jak pisałam nexta O.o takie bajery tylko u mnie hehe). 2 kolejne nexty tak jak codziennie ukażą się po południu i przed późnym wieczorem. Xdd. A teraz znowu konkurs na dedyki :D Cieszycie się? Hehe. Pewnie zaraz zobaczę komy typu: ,,Jak mogłaś przerwać w takim momencie?!" xdd. Tak wiem wiem. Mówiłam, diabeł we mnie wcielony xdd. Grunt, że 4 nexty były (przy którym na ostatnim zasnęłam (y)) i jestem spokojna ufff. Ile ja się napracowałam. Dziś wieczorem siądę sobie na spokojnie i poorawię wszystkie błędy jakie były od początku do końca. Przepraszam za nie ale był środek nocy, ja nie myślałam (jak zwykle z resztą xd) i pisałam bardzo szybko aby się wyrobić. Dobra, sprawa konkursu. UWAGA!!! Pytanie brzmi: ,,Co As powie Czkawce?". 2 pytanie: ,,Jak Czkawka na to zareaguje?". Czekam hyhy, macie czas do południa :* Ja idę spać więc smoczych życzę (hyhy 2 godziny spałam), a wy zgadujcie :* Kocham was szczerbate mordki <3


Rozdział 11. Kochałam cię. Kocham cię. I zawsze będę cię kochać. Żegnaj... już na zawsze...

Dedyk dla jedynej osoby, która zgadła: Użytkownik Wikii 178.43.180.242. Gratuluję. I nie zabijcie mnie. To naorawdę smutny rozdział jak na razie ;) Pszepraszam za błędy. Poprawię je o którejś nad ranem xd.

Perspektywa Astrid

- ...ja... ja... ja nie mogę...- powiedziałam to bardzo cicho. Zaczęłam gorzej płakać. Mój puls był bardzo szybki, miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy ze mnie. Widziałam w jego oczach niepokój.

-Proszę powiedz mi...- wzięłam kilka głębokich wdechów.

-Czkawka... ja nie mogę... być już z tobą...- nie chciałam tego, lecz tak będzie lepiej... dla nas... dla niego...

-Co? Czemu?- w jego oczach zobaczyłam żal, smutek, rozpacz. Puścił moje ręce. Unikał moje wzroku.

-Ja tego nie chcę, ale zrozum...- nie dane było mi skończyć, bo przerwał mi.

-Co mam zrozumieć? Że rzucasz mnie ale tego nie chcesz? Ja wiem, że dużo się stało ostatnio i ciągle się sprzeczamy, ale to dopiero od 3 dni. Te 3 dni mogły być ostatnimi trudnymi chwilami. Potem byśmy się już nie kłócili. Może nie poświęcam ci teraz tyle czasu ile byś chciała, bo nie ma mojego ojca i muszę go zastąpić w niktórych sprawach. Ja nie rozumiem. Czemu? Czemu tak nagle zmieniłaś decyzję? Ty mnke po prostu nie kochasz i nigdy nie kochałaś...- nie był zadowolony. Cierpiał przeze mnie.

-Czkawka, to nie tak... Ja cię kocham i zawsze kochałam. Tulko, że...

-Tylko, że co? Że zrywasz ze mną tak dla zabawy? Wiesz co, daj mi spokój...- wstał i zmierzał ku wyjściu. Momentalnie podniosłam się z łóżka i podbiegłam do niego.

-Czkawka...- chwyciłam jego dłoń lecz on ją zabrał.

-Zostaw mnie samego.- nie spojrzał nawet na mnie. Po prostu wyszedł. Odprowadziłam go wzrokiem. Na dole słyszałam jak zamyka za sobą drzwi.

Stałam tam może parę minut. Nie mogłam uwierzyć, w to co przed chwilą zrobiłam. Co się ze mną dzieje? Zaczęłam krzyczeć. Zatrzasnęłam się w pokoju na klucz. Zrzuciłam wszystkie rzeczy z biórka. Wzięłam w ręce topór i zaczęłam nim rzucacz to w drzwi, to w ścianę, to w podłogę. Niechcący wyrzuciłam go przez okno. Trafił w sam środek drzewa. Kopnęłam nogą w ścianę, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać i krzyczeć.

Nie dlatego, że on mnie zranił. To nie była jego wina. To była moja wina. Ja go zraniłam. On mnie kochał, a ja tak po prostu z nim zerwałam. Idiotka ze mnie. Już nigdy się nie pozbieram. Ten głupi smok mógł mnie zabić. Nie raniłabym ludzi, których kocham. Jestem potworem. Czemu ja z nim zerwałam?

Ale ja już przy nim tego nie czułam. Nie czułam bezpieczeństwa gdy był obok. Nie czułam radości, gdy miał przyjść. Bałam się... tych oczu zwłaszcza... Nie ufałam im tak jak kiedyś. Nie zatracałam się w nich, nke mogłam na nie patrzeć już godzinami. Unikałam ich spojrzenia. Gdy na mnie patrzyły, strach i lęk przeszywał moje ciało. Bałam się ich. Te oczy mnie przerażały. Nie tęskniłam za nimi już tak bardzo. Nie tęskniłam w ogóle. Nie chciałam go, ale... w głębi duszy go kochałam.

Zraniłam go. Nie wybaczy mi. Już nigdy nie odezwie się do mnie. Ja nie chcę tak żyć. Teraz nie mam po co żyć. Zamknęłam się w sobie.

Perspektywa Czkawki

Jak ona mogła? Ja ją kochałem, kocham i zawsze będę kochać. A ona? Zerwała ze mną. Zostawiła mnie. Zagrała tylko na moich uczuciach. Zraniła mnie. Serce mi pękło. Nie chcę jej już nigdy widzieć. Spróbuję o niej zapomnieć. Przynajmniej wiem, że mnie nie kochała. To była tylko gra. Tej miłości nigdy nie było, teraz jej nie ma i nigdy nie będzie.

Gdy to usłyszałem, że nie chce już ze mną być, wyszłem z jej mieszkania i pobiegłem do lasu. Nie zwracałem uwagi na to czy ktoś mnke woła, na to czy ktoś próbuje mnie zatrzymać. Biegłem przed siebie. Wgłąb lasu. Tam czuję się dobrze. Jestem sam... sam z moimi myślami... sam z moimi uczuciami... teraz sam ze smutkiem... żalem... rozpaczą...

Po co ja w ogóle się o nią martwiłem? Po co? Nigdy nie kochała. Taka jaka była kiedyś, zimna, bez uczuć, wszystkich biła dookoła, wszystkich raniła... znów powróciła. To był głupi żart. Przez cały czas była taka. Ja dałem się nabrać, byłem jej zabawką.

Dotarłem do Kruczego Urwiska. Tu często myślę... spędzam wiele godzin... w samotności... Przychodziłem tu z nią czasami... nie... muszę zapomnieć... Usiadłem na skale po turecku. Wrzucałem kamyki do jeziora. Zapomniałem o wszysykim. Tu czułem się dobrze. Czułem jak promienie słońca opadają na moją twarz. Wdychałem świeże powietrze. Byłem z dala od problemów, z dala od codzienności. Oddychałem pełnią życia. Wiatr rozwiewał moje i tak już niepoukładane włosy. W słuch wdał się śpiew ptaków, szum liści, plusk wody, szum wodospadu. Motyle latały po łące, ryby wyskakiwały i wskakiwały do jeziora co jakiś czas. Jeden z motyli usiadł na mojej ręce. Miał czerwono-żółtą barwę. Po chwili odleciał.

W tym miejscu nie było noczego poza mną i otaczającym mnie pięknem natury. Zero problemów, zero dziewczyn, zero obowiązków, zero kłopotów, zero smutku, zero żalu, zero łez, zero rozpaczy, zero zmartwień, zero przykrych chwil.

Tylko ja i natura. Tak chciałbym aby było wiecznie. Już na zawsze. Niczego się w tym miescu nie bałem. Nie wyczuwałem niepokoju. Było mi dobrze.

2 dni później

Astrid nie wychodziła z domu. Martwiłem się o nią, jak mogłem nie? Kocham ją ale po tym co mi zrobiła raczej nie mam ochoty z nią rozmawiać. Zamknęła się w sobie. Nie rozmawiała z nikim. Nic nie jadłam, nic nie piła.

Przechodziłem akurat koło jej domu. Drzwi były lekko uchylone. Pewnie ich nie zamknęła. Stanąłem przed nimi. Wachałem się.

Porozmawiać z nią? Przeprosić za taką reakcję? Wybaczyć jej? Wejść i sprawdzić jak się trzyma? Sprawdzić czy jeszcze żyje? Nie... to oczywiste, że by żyła. Melody była u niej wczoraj. Mówiła, że nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku. Siedziała nieruchomo na łóżku i patrzyła w jeden punkt. Mówiła, że się zaniedbała, że była cała zapłakana.

Może powinienem wejść? Tylko na chwilę. Już miałem otworzyć drzwi ale rozmyśliłem się. Przyjdę do niej późnoej. Jest dopiero 5 nad ranem. Ja nie mogłem spać. Ona może jeszcze śpi. Nie będę jej budził. Wycofałem się. Spojrzałem na drzewo, które było trochę dalej od prawej strony jej domu. W samym środku pnia był wbity topór. Jej topór. Podszedłem do drzewa. Chwyciłem za rączkę topora i go wyciągnąłem.

Przełamię się. Wejdę tylko na górę i zostawię jej topór na biórku. Otworzyłem niepewnie drzwi. W środku było ponuro. Nie było już kwiarów, miłego zapachu. Było smętnie i szaro. Wszedłem cicho po schodach. O dziwo miała otwarte drzwi. Wszedłem do jej pokoju i doznałem szoku. W ścianach i podłodze były ślady po toporze. Najwidoczniej z wściekłości rzucała nim po pokoju. Wszystkie jej rzeczy z biórka leżały na podłodze. Położyłem topór na szafce nocnej. Nie było jej w pokoju. Niczego nie było. Był tylko bałagan. Wyczuwałem napięcie, smutek, żal, rozpacz w jej domu, który był pusty. Jej poduszka była cała mokro od wylanych przez nią łez.

Rozglądałem się po całym jej domu. Nie zostało po niej śladu. Może wyszła na spacer? Może nocowała u kogoś? Wyszłem z jej domu i zamknąłem drzwi. Udałem się tam, gdzie miałem się udać. Nad klify.

Perspektywa Astrid

Od 2 dni nic nie jem, nic nie piję, nawet nie śpię. Siedzę tylko na łóżku patrząc na rzeczy, które pozwalałam z biórka na podłogę. Cały czas płakałam. Nie czułam prawie niczego. Popadłam w depresję. Nie chciałam z nikim rozmawiać, z nikim się spotkać. Nie wychodziłam z domu. Miałam dość życia, miałam dość siebie...

Ciągle myślałam o nim... o jego oczach... o jego uśmiechu... o jego ciele... o jego włosach... Uświadomiłam sobie co zrobiłam. Jestem skończoną idiotką. Nie...

Koniec... to już koniec...

Była gdzieś 4 nad ranem. Wstałam z łóżka, przetarłam oczy. Otworzyłam drzwi. Zeszłam na dół nie zamykając ich. Przekręciłam zamek w głównych drzwiach. Przymknęłam je lekko zapominając aby je zamknąć. Ale po co zamykać? To już nie będzie konieczne. Stanęłam na wprost widoku na morze. Było jeszcze ciemno ale powoli się przejaśniało. Ruszyłam nad klify. Szłam tam jakieś 50 minut. Zazwyczaj zajmowało mi to 15 minut ale strasznie się wlekłam. Podziwiałam piękno lasu, zapomniałam na chwilę o problemach.

Gdy dotarłam nad klify stanęłam przed przepaścią i spoglądałam na wschodzące słońce. Raziło mnie w oczy, nie przeszkadzało mi to za bardzo. Wdychałam świeże powietrze. Wiatr rozwiewał moje włosy. Czułam się jakbym już nieżyła i była w Vallhalii. Słyszałam szum liści, śpiew ptaków, fale odbijające się o skały. Spojrzałam w dół. Było dość wysoko. Ocean pode mną był jeszcze piękniejszy. Uśmiechnęłam się na chwilę.

-Kochałam cię. Kocham cię. I zawsze będę kochać. Żegnaj... już na zawsze...- powiedziałam to z myślą o Czkawce. Wzięłam ostatni głęboki wdech, rozłożyłam ręce tak samo jak smok swe skrzydła. Po policzku spłynęło mi kilka łez.

Pożegnałam się z nim ostatnią moją myślą: ,,Kocham cię. Tylko ciebie kochałam". Zamknęłam oczy. Postawiłam krok do przodu, od razu w przepaść, w nicość. Zrzuciłam się. Nie czułam pod sobą gruntu. I nagle...


Mam nadzieję, że się podobało i wierni fani Hiccstrid mnie nie zabiją hehe. No. Znów trzymam w napięciu <3 Jak myślicie co się stanie? :D Dedyk dla osób, które zgadną :* Czekajcie na dalszą część. Właśnie idę ją pisać <3 Przepraszam za błędy. Dziś wszystkie poprawię. Następny next dopiero między 1 a 3 nad ranem xdd. Dobranoc jak ktoś idzie spać ;) Kocham was szczerbate mordki <3


Rozdział 12. Tak jakby nasz ostatni pocałunek.

Hehe. No, zagadka była nawet łatwa. Hmmm. Miałam wcześniej mnóstwo niepewności kto ją złapie lub też nie... Ale to jak pisałam rozdział hyhy. Dziś 3 nexty <3 Już mam kto ją złapie heh. :3 Dedyk dla: DragonsLove, WildDragonRider, Nika Hofferson, CzkawkaHTTYD3, Szczerbek1234, Darcia123, Szczerbatka07, Letniaaa, Pamela25, Użytkownik Wikii 89.71.93.46, Użytkownik Wikii 109.196.112.121, Użytkownik Wikii 78.9.139.144, Astrid Hofferson 12!21. Uff, dużo was haha. Ale było to proste :* Miłego czytania <3


Perspektywa Astrid

...ktoś złapał mnie za rękę. Nie chciałam wiedzieć kto to był. Patrzyłam na ocean, do którego już dawno powinnam spaść. Odwróciłam niepewnie głowę. Ten kto mnie trzymał... miał te piękne brązowe włosy... te cudowne oczy, które mnie przerażały, budziły we mnie lęk i niepewność. Był to Czkawka. Nie chciałam na niego patrzeć, więc znów spojrzałam na ocean pode mną.

-Puść mnie proszę. Nie pozwalam aby ktoś mi przeszkodził w planach.- powiedziałam nadal patrząc w przepaść.

-A ja nie pozwalam ci spaść. I co teraz?- powiedział.- Proszę podaj mi drugą rękę.- niepewnie mu ją podałam. Wciągnął mnie na górę, a ja gwałtownie się w niego wtuliłam i zaczęłam płakać. On jedną ręką mnie przytulił, a drugą gładził po włosach.

-Czemu to zrobiłaś? Czemu próbowałaś się zabić?- musiałam odpowiedzieć. Pierwszy raz od 2 dni cokolwiek powiedzieć do kogoś.

-Bo... zraniłam cię... nie miałam po co żyć...- mówiłam strasznie cicho.

-A teraz masz po co żyć?

-Nie...- bo nie miałam. On mi nie wybaczy...- Czemu mnie złapałeś? Czemu nie dałeś mi spaść? Czemu nie dałeś mi skończyć ze sobą?

-Nie dałem ci spaść, bo cię kocham. Nie rozumiesz tego? Ja nie kocham jak ty, że tylko dla zabawy. Jakbym dał ci umrzeć nie wybaczyłbym tego sobie nigdy.- co on wygaduje.

-Ja cię kocham. Zawsze cię kochałam. Nie bawiłam się tobą. Po prostu tyle się działo ostatnio, że ciężko mi myśleć o tych rzeczach. Nie mogę spojrzeć ci w oczy, bo mnie przerażają. Nie czuję się bezpieczna przy tobie. Nie wiem co się stało ale nie ufam już twoim oczom. Zielony kolor mnie przeraża. Kiedyś mogłam patrzeć w twoje oczy godzinami, a teraz boję się ich. Ja wiem, że cię bardzo skrzywdziłam zrywając z tobą. Ty mnie kochałeś, a ja postąpiłam jak ostatnia idiotka na tej ziemi. I wiem, że mi nie wybaczysz... że już nigdy...

-Wybaczam.

- ...nie odezwiesz się do mnie. Nie będziesz chciał mnie widzieć. Co z tego, że mówisz mi, że mnie kochasz. Ja cię zraniłam. Powinieneś...

-Wybaczam.

- ...sam mnie zepchnąć z tego klifu i było by po sprawie. I tak prędzej czy później znów się zrzucę. I nie będziesz mógł już mnie uratować. Jak nie mogę być blisko ciebie nie mam po co...

-Wybaczam, słyszysz? Wybaczam ci!

- ...żyć. Czekaj, co?- że co on powiedział? Że mi wybacza, czy tylko ja tak usłyszałam?

-Wybaczam ci. Jakbyś umarła ja nie miałbym po co żyć. Kocham cię i zawsze będę.- zaczęłam mocniej płakać.

-Ja też cię kocham.- podniosłam lekko głowę aby móc na niego spojrzeć. Nie na jego oczy. Skupiłam się tylko na nim. Nagle poczułam się bezpieczna. Ufałam mu ale nie ufałam kego oczom. Co było w nich nie tak? Może dlatego, że przypominał mi tego smoka? W końcu przez Nocną Furię straciłam dziecko. Jego dziecko. Uniósł mój podbródek i mnie namiętnie pocałował. To była przyjemna chwila lecz nie trwała długo. Styknęliśmy się czołami. Mieliśmy obydwoje zamknięte oczy.

-Tak jakby nasz ostatni pocałunek.- powiedział.

-Zostaniemy przyjaciółmi?- zapytałam. Wiedziałam, że po tym wszystkim nie będziemy razem. Ale... chciałam z nim rozmawiać, przytalać się do niego.

-Wolałem abyśmy zostali najlepszymi przyjaciółmi ale skoro chcesz tylko samą przyjaźń mogę się zgodzić.- zaśmialiśmy się. Pierwszy raz od paru dni razem z czegoś się śmiejemy.

-Jednak wolę twoją wersję.- wciąż nasza czoła się stykały, nasze oczy były zamknięte tylko, że mieliśmy uśmiechy na twarzach.

-Czyli najlepsi przyjaciele.- zarzuciłam swoje ręce na jego szyję, on objął mnie w talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.

-Kocham cię.- powiedziałam.

-Ja ciebie też kocham. Chodź do domu.- zaproponował. Ale tu było tak przyjemnie, a tam wszystkie wspomnienia wracały.

-Nie. Spędźmy dziś dzień tak jak najlepsi przyjaciele. Chcę zobaczyć jak taki dzień wygląda z tobą.- otworzył oczy, ja też. Odważyłam się w nie spojrzeć. Nie bałam się ich już tak jak wcześniej. Może to miejsce sprawiało, że czułam się lepiej?

-Skoro chcesz wiedzieć to czemu nie.- zaczęliśmy się do siebie bardziej zbliżać. Nasze usta dzielił jeden centymetr. Już mieliśmy pocałować się ale w ostatniej chwili Czkawka powalił mnie na ziemię i zaczął łaskotać po brzuchu. Śmiałam się jak opetana. Nie mogłam złapać tlenu.

-Czkawka. Już przestań, proszę.- śmialiśmy się oboje. Przestał i pomógł mi wstać wyciągając do mnie dłoń.

-I jak? Tak ci się podoba?- uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Bardzo. Tylko, że zemszczę się.- zaśmiał się.

-Już się boję.

-Oj powinieneś.- przybliżyłam się. To była niebezpieczna bliskość.

-Mówiłem, że się boję ale teraz chyba bardziej.- uśmiech nie znikał nam z twarzy.

Perspektywa Czkawki

Zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Lepsze to niż zostać jej wrogiem, a ona moim. Chciałem ostatni raz ją pocałować więc tak zrobiłem. Teraz jak się miała zemścić była bardzo blisko mnie. Znów bym ją pocałował ale nie mogę. Kocham ją ale nie.

Nim się spostrzegłem rzuciła się na mnie i powaliła na ziemię. Leżała na mnie. Sturlaliśmy się z górki i wylądowaliśmy na łące pełnej kwiatów. Było tam małe jeziorko, a do niego wlatywała woda z wodospadu. Leżeliśmy na trawie śmiejąc się. W końcu usiediśmy i gadaliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy aż do późnego wieczora.

Astrid zasnęła opierając się o moje ramię. Wziąłem ją delikatnie na ręce i pokierowałem w stronę wioski. Musiało być późno, bo nikogo już nie było. Wszedłem do jej domu. Udałem się po schodach na górę do pokoju. Położyłem ją delikatnie na łóżku, przykryłem ją kocem i ucałowałem w czoło.

Jest taka piękna jak śpi. Zawsze jest piękna, była piękna i będzie jeszcze piękniejsza.

Wyszłem z pokoju zamykając cicho drzwi. Zszedłem na dół. Wiedziałem, że nic nie jadła od kilku dni. Zrobiłem jej kanapki i zostawiłem na stole w kuchni. Wyszłem z jej domu szczelnie zamykając drzwi i pokierowałem się do siebie.

Nie byłem głodny więc od razu rzuciłem się na łóżko. Dużo jeszcze myślałem o dzisiejszym dniu. I tak niewiadomo kiedy, zasnąłem.

Macie nexta :* Trochę nudny heh. Drugi już będzie mniej nidny :D O mamo <3 Nikt się tego nie spodziewa :3 Aśka i Domi nie pisną nawet słówkiem hah. Jeszcze dziś 2 nexty do 24 (y) idę pisać kolejnego. Za 3 godzinki już chyba będzie ;) I wytłumaczcie mi, jakim cudem to opko ma pierwsze miejsce? O.o Ja na nie zasługuję. Nata na nie zasługuje. Moje powinno na ostatnią stonę iść hah (y) True story. Jak to możliwe, że przeskoczyłam 8 miejsc w ciągu 5 godzin?! E tam xd. Kocham was moje szczerbate mordki <3


Rozdział 13. Siłę na co? Siłę na kolejny dzień bez niego/niej.

Dedyk dla wszystkich, bo kocham was <3 moje szczerbaye mordki <3 i jak mnie zabijecie za to co teraz zrobię to... nwm... xd... Zostanę zabita 3 raz hahah. I tak będę was kochać <3 o luju. Co ja zaraz zrobię xdd. Ale chcieliście smoki i przygody :* hyhy. Sorcia za błędy ale to tak będzie po części moje życie, że się popłakałam (y) przełączam piosenkę na: Where No One Goes i świat staje się piękniejszy <3 mój dzwonek tela xdd. Ok, zaczynamy pisać :* Miłego czytania <3


Niecałe 4 lata później

(Wszyscy wyglądają jak w HTTYD2)

Perspektywa Astrid

Dużo zmieniło się w moim życiu od tamtego przeklętego dnia. Znów nie jestem radosna ale trzeba w końcu zapomnieć. Mam już 20 lat. Nie widziałam go już od bardzo dawna. Minęło więcej niż 3 lata nim ostatni raz go widziałam. Siedzę taraz na skale i patrzę w morze. Morze... gdyby nie on... już dawno by mnie porwało. A teraz? Zamiast mnie... porwało jego... Znów pojedyncza łza spływa mi po policzku jak każdego dnia... Chłodny wiatr rozwiewa moje włosy... Szum fal uspokaja mnie... Świeże powierze daje mi siłę...

Siłę na co? Siłę na kolejny dzień bez niego... Czemu ja mam tak głupie i niesprawiedliwe życie...

Poczułam jak coś łapie mnie od tyłu w talii. Całuje mnie w ramię, potem podnosi się do szyi, a następnie dotyka moich ust. Całować się z nim było mniej pociągające niż z tamtym. Tamtego kochałam od początku, teraz go kocham i zawsze będę kochać. A z nim... jest inaczej... Mam czasem wrażenie, że z pszymusu zgodziłam się być jego dziewczyną.

Dziewczyny zawsze wzdychały na jego widok, na jego mięśnoe, na jego dobrze zbudowane ciało, na jego czarne włosy, na jego niebieskie oczy. Niebieskie... nie zielone... Czarne... nie brązowe.... Jedynie był wysoki tak jak on.

Gdy przestaliśmy się całować usiadł obok mnie na skale i objął mnie ramieniem. Przytuliłam się do niego. Jesteśmy parą już od 2 lat. Jest dla mnie miły, uprzejmy. Jest bardzo pewny siebie. Często się kłócimy ale umie przeprosić. Przez niego jeszcze nie płakałam. Nawet ze szczęścia, że z nim jestem.

Mój prawdziwy ukochany zniknął z mojego życia już więcej niż 3 lata. Tak samo jak wróg? Nie... Ogarnął się trochę. Kolega, tak go mogę nazwać. I jeszcze ktoś. Moja najlepsza przyjaciółka. Była przy mnie w dobrych i złych chwilach. Nie umiem żyć bez tych osób.

Tamtej nocy nokt nie mógł. Czy teraz też nie może? Rodzina z pewnością. Przyjaciele napewno. Ja napewno...

Chciałabym aby byli tutaj znowu. To jest męczące tak ciągle ich chcieć, a nie mieć. Zawsze miałam nadzieję, że pewnego dnia wrócą... Ale mówi się, że nadzieja matką głupich...

Bez nich całą wioskę ogarnął smutek. Czemu mnie tej nocy nie było? Czemu popłynęłam do mojego wuja z niektórymi osbami? Mogłam zostać tutaj. Ale ja popłynęłam...

Tej nocy... Życie wszystkich się zmieniło... Moje... tudzień później... Bez niego jest jak bez tlenu. Nie można bez niego żyć.

-Astrid, słońce. Musisz w końcu zapomnieć.- powiedział i pogładził ręką moje włosy. Nie wiem czy go kocham czy nie. Mam mieszane uczucia...

-Jak zapomnieć? Tyle lat minęło... Oni kiedyś muszą wrócić...- zawsze tak mówię ilekroś mówił abym zapomniała.

-Może kiedyś wrócą. Może ona wróci. Jeszcze będziecie znów najlepszymi przyjaciółkami.- ta sama gadka. Ale przynajmniej mnie pociesza...

-Nie tylko ona. Jeszcze on...- ostatnie słowo wymówiłam bardzo cicho. Już nie przytulaliśmy się. Siedzieliśmy obok siebie i patrzyliśmy na zachodzące słońce.

-Nadal go kochasz?- zapytał po dłuższej ciszy. Co mu odpowiedzieć?

-Sama nie wiem...

-Czyli jednak.- podniósł się. Złapałam go za rękę.

-Alex. Wiesz, że ciebie kocham ale...- przerwał mi.

-Ale jego też. Podejmij decyzję czy chcesz być ze mną czy czekać aż on wróci kiedyś lub nigdy.- zabrał dłoń. Zwykle wybuchał złością lecz teraz był bardzo spokojny.

-Alex. Proszę cię. Dobrze wiesz, że był bliski mojemu sercu. Ty też jesteś.

-Wiem. Ale jak podejmiesz decyzję przyjdziesz do mnie i powiesz prawdę. Nie ciągnijmy tego dłużej jeśli nie ma to sensu. Dobra?- spojrzeliśmy sobie w oczy.

-Dobra.- znów zostałam sama z myślami o nim.

Czy kiedyś wróci? Czy mnie jeszcze kocha? A może nadal kocha ją? Ale ona już jest z innym... A może jej nie kochał? Może już nie żyje? Nie... on napewno żyje. Gdzieś daleko ale żyje.

Nigdy nie mogliśmy ich znaleźć. Robiliśmy wyprawy nawet na 5 miesięcy bardzo daleko. Nikt ich nie znalazł. Nikt nie znalazł tej wyspy. Jakby była ona gdzieś bardzo daleko. Dalej niż my szukamy. Dalej od końca świata.

Pewnie chcecie wiedzieć co się stało? To zacznijmy od początku...

Perspektywa Czkawki

-Dajesz mordko, dajesz.- Szczerbatek wystrzelił prosto w łódź Dagura, po czym ona wybuchła.- Chodź pomożemy reszcie.- podlecieliśmy do moich kuzynów.

-Czkawka, a co jeśli większość dopłynie na wyspę?- ehh, a ten znowu swoje.

- Ughh... Na Odyna! Sączysmark! Zamknij się na chwilę! Dobrze wiesz, że jak Czkawka jest z nami na misji to każdy jego plan wypala!- zaraz będą się kłócić 4 raz w tym dniu.

-Spokój!- powiedziałem, nim Sączysmark chciał ją wkurzyć jakąś gadką.- Nie mamy czasu na kłótnie. Ehh, ja polecę ze Szczerbatkiem na północ, a potem na zachód porozwalać parę statków. Co ja gadam.- zaśmialiśmy się wszuscy.- Wszystkie statki rozwalę jak zawsze. Sączysmark ty lecisz na południe, a ty Melody na wschód. Wszystko jasne?- trzeba ich jakoś do pożądku ustawić.

-Jak słońce kochasiu.- zaśmiała się Melody.

-Yhym. Możesz mnie przestać tak nazywać?- mówi tak do mnie od paru lat.

-Eee, yyy, nie. Nie mogę.- Sączysmark też zaczął się śmiać.

-Bardzo śmieszne, pfff. A możesz powiedzieć czemu?

-Bo wiesz podrywasz wszystkie laski na wyspie i nie tylko. A druga sprawa to minęło tyle lat. No prawie 4, a ty nadal ją...- nie dokończyła, bo Smark wyskoczył przede mną z Hakokłem.

- ...kochasz!- krzyknął i dwójka jaczych łbów, zwanych moimi kuzynami zaczęła się śmiać.

-Ja jej nie kocham. Ile razy mam to powtarzać? Zapomniałem, dobra?- nie mogę czasami z nimi wytrzymać. Są naprawdę spoko ale czasem mnie wkurzają. Coś jak Mieczyk i Szpadka.

-Pff. Zapomniał... Słyszysz Melody? Ciekawe jak się wytłumaczy, że codziennie o niej myśli, a wieczorami ją rysuje.- tu omało nie pospadali ze smoków ze śmiechu.

-Skąd ty... Grzebałeś w mojej szafie!- nie no, serio?

-Yyy, Sączysmark. Uciekaj, radzę ci jak najszybciej.- poradziła mu Melody.

-Taa, ty też uciekaj. Ty go śliedziłam jak wychodził z wieży aby o noej pomyśleć. I jak opowiadałaś mi, że patykiem na piasku pisze jej imię w sercu...- trzeba przerwać ich jakże interesujacą dyskusję.

-Później się wami zajmę. Pogadacie wieczorem jak macie ochotę, a teraz na swoje stanowiska. Im szybciej zniszczymy te cholerne statki tym lepiej dla nas. Yeraz jazda!- krzyknąłem so nich i wystrzeliłem jak z torbety na Szczerbatku.

Gdy na nim latam zapominam o wszystkim. O moim starym domu. O problemach. O tamtej strasznej nocy kilka lat temu. O niej... O wszystkim. To daje mi siłę.

Siłę na co? Na kolejny dzień bez niej...

Gdy latam jestem tylko ja i on. Najlepsi przyjaciele... bracia. Nieraz uratowałem mu życie, a on mi. Uwielbiam szybko latać. Poczuć ten wiatr we włosach, podziwiać piękno oceanu, poczuć w dłoniach chmury. Mogę na nim latać godzinami.

Gdy jestem w domu, wyjmuję kartkę, ostrze ołówek, siadam na łóżku i ją rysuję. Nadal ją kocham. Gdyby nie ja już dawno by jej na świecie nie było. Nie mogłem pozwolić by spadła.

Ciekawe jak się zmieniła przez te niecałe 4 lata. Czy nadal jest taka piękna jak była? Czy nadal w jej błękitnych oczach widać morze? Czy nadal w jej blond włosach odbija się światło słońca? Czy jej uśmiech jest tak samo piękny jak kiedyś? Czy jest bezpieczna? Czy znalazła sobie kogoś?

Miałem inną ale wciąż ją kochałem. Zawsze będę ją kochać. Czemu miałbym przestać? Nawet jakbym chciał to nie mogę. Ciągle ją widzę jak zamykam oczy. Nawiedza mnie w snach, w myślach. Wszędzie...

Chciałbym kiedyś jeszcze ją zobaczyć. Wrócić tam. Ale nie mogę. Dużo dla mnie tutaj zrobili i nie chcę ich zostawiać. Ja też dużo dla nich zrobiłem poznając Szczerbatka.

Ciekawe czy za mną tęskni? Czy mnie kocha? Czy o mnie myśli?

Może kiedyś się dowiem. Miesiąc temu były jej urodziny więc ma już 20 lat tak jak cała reszta. No w sumie Sączysmark będzie miał za miesiąc. Był z nas najmłodszy. Był młodszy od niej o 2 miesiące.

Życie bez niej to nie życie. Przynajmniej mam Szczerbatka. Dobrze, że nie było jej tamtej nocy. Dobrze, że na wyspie z młodych ludzi byłem tylko ja, Sączysmark i Melody. Akurat nie narzekamy teraz.

Pewnie chcecie wiedzieć co się stało? To zacznijmy od początku...

I macie nexta :D Zabijecie mnie? Xdd. Podobało się? Mam nadzieję, że tak :D idę pisać kolejnego. Za jakieś 2 godzinki lub 3 będzie hehe. Pisać komy <3 I mam dla was taką zabawę :D kto będzie uczestniczył ten dostanie dedyka <3 Wymyślcie mi jedno imię żeńskie i jedno imię męskie :D każdego wezmę <3 Kocham was szczerbate mordki <3 w nexcie jak się domyślacie będzie wytłuczenie co się z nimi stało hyhy :3 trzymam w napięciu <3


Rozdział 14. Jak to wszystko się zaczęło? Tu macie odpowiedź.

Peespektywa Astrid

4 lata temu po tym jak pogodziłam się z Czkawką minęły 3 miesiące. On znalazł sobie dziewczynę. Nie uwierzycie ale chodził z Hederą. Do mnie wtedy przystawiali się różni chłopcy ale na razie z żadnym nie chciałam być. Miałam dosyć miłości na razie. Gdy Czkawka zaczął chodzić z Hederą spędzaliśmy mniej czasu ze sobą. Ale i tak chodziliśmy na różne spacery i tak dalej. Hedera nie przepadała za mną od początku. Potem jak widziała mnie i Czkawkę, zawsze próbowała go gdzieś wyciągnąć. Zaprzyjaźniłam się mocno z jego kuzynką, Melody. Sączysmark już się do mnie nie przystawiał. Ogarnął się chłopak.

Czkawka i Hedera chodzili ze sobą 5 miesięcy. Czyli już 8 miesięcy żyłam w zgodzie z nim. Pewnego dnia dostałam zaproszenie od wuja Fina z mojej dawnej wyspy Melody. Niestety Czkawka, Sączysmark i Melody nie mogli płynąć ze mną, ponieważ przypływała di nich mama Melody. Melody zamieszkiwała Berk na jakiś czas nim jej rodzice nie załtwią czegoś ważnego. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i odpłynęliśmy z całą resztą. Gdybym wiedziała co się stanie, nigdzie bym nie odpływała.

Nie było nas 2 tygodnie. Gdy wróciliśmy cała wioska była pogrążona w smutku i żałobie. Nie wiedzieliśmy co się stało. Kolejno pytaliśmy ludzi. Niektórzy nie chcieli nam mówić niczego, bo za bardzo byli zrozpaczeni. Inni mówili, że nie chcą mówić, bo stracili swoje dzieci. Było to dziwne, że nie było nikogo do 25 roku życia. Pobiegliśmy szybko do wodza. To co tam usłuszeliśmy było straszne.

Oni zostali porwani. Mówili, że całą wyspę ogarnął dym, a potem każdy odpłynął w śnie. Wiedzieli dokładnie kto za tym stoi ale nigdy nikt nie odnalazł ich wyspy, ich wodza, i tych, których porwał. Był to wódz Ramon z wyspy Nocy. Porywał dziewczyny o chłopaki do 25 roku żucia. Od 15 roku życia chłopaków posyłał na szkolenia aby stali się wojownikami i podbijali z łatwością każdą wyspę. Dziewczyny porywał po to aby zrobić z nich sprzątaczki, kucharki i to co mnie bardzo martwiło, że brał je i zamykał w oddzielnych lochach. Co noc brał sobie nową ,,niewolnicę" do siebie do pokoju. Większość twierdzi, że miał bardzo mało dzieci choć codziennie sypiał z inną. Cierpiał na jakąś chorobę. Jeśli chłopak był słaby zabijali go, z jeśli dziewczyna próbowała uciec, także była zabita. Małe dzieci przechowywał w jednym bardzo dużym pokoju. Niekiedy wypuszczał je aby pomogły posprzątać lub podać do stołu.

Bardzo martwiłam się o Melody. Chłopaki dobra. Byli silni. Wiedziałam, że sobie poradzą. Ale Melody? Była słaba i bardzo ładna. Każdy się w niej kochał. A jeśli ten głupi wódz coś jej zrobi? Nie chcę nawet o tym myśleć. Płakałam co noc.

Każdy był w szoku. Mama Melody popadła w depresję. Każdy był pogrążony w smutku... Nikt nie wiedział co się z nimi dzieje. Gdzie są. Czy żyją. Czy nic im się nie stało. Jal tam teraz jest. Nikt nie wiedział...

5 miesięcy późnoej chodziłam z Alexem. Nie wiem dlaczego się zgodziłam aby zostać jego dziewczyną. Ehh. Hedera chodziła ze Śledzikiem. Naprawdę dziwne połączenie. Chodziłam codziennie nad klify i patrzyłam w morze. Nigdy nie traciłam nadziei, że kiedyś ich znajdziemy.

O o o. Rodzice mnie przyłapali kurde. 4 nad ranem xdd. Grożą mi, że jak nie wyłączę to zabiorą mi tabka na tydzień. Wolę nie ruzykować. Wstanę o 8 i napiszę resztę. A mam już cały rozdział :* Dobranoc. Pierwszy raz od 3 miesięcy mnie przyłapali buuu. Bay <3 kocham was i myślę, że zrozumiecie... <3

Wódz wysyłał setki statków w poszukiwaniu tej trójki i jeszcze paru małych dzieci. Każdy wierzył, że ich w końcu znajdziemy. Pracę nad poszukiwaniami często utrudniały i nadal utrudniają smoki niszcząc statki, podszebną broń i zapasy na podróże.

I tak od ich porwania minęły niecałe 4 lata. Jak ja za nimi tęsknię, a zwłaszcza za Czkawką. Teraz uświadomiłam sobie jak mocno go kocham. Najbardziej na świecie. Ale na razie chodzę z Alexem. On też jest dla mnie ważny. Nie chcę jeszcze z nim zrywać. Nie chcę ranić drugiej ważnej osoby w moim życiu.

,,Oby tylko dali radę" - zawszwe to powtarzam. Codziennie. Chciałabym ich jeszcze kiedyś zobaczyć.

Perspektywa Czkawki

4 lata po tym jak pogodziłem się z Astrid minęły 3 miesiące. Znalazłem dziewczynę. Chodziłem z Hederą. Nie kochałem jej za bardzo ale była spoko dziewczyną. Wiem od jej przyjaciółek tyle, że bardzo mnie kochała. Gdy była z dziewczynami jej temat był tylko o mnie. Astrid mimo, że przyciągała wielu chłopaków nie chciała żadnego. Zwierzała mi się, że miała na razie dosyć mołości. Gdy zacząłem chodzić z Hederą nie poświęcałem jej już tak dużo czasu. Ale chodziliśmy na spacery i tak dalej. Hedera była najwidoczniej zazdrosna. Jak tylkl nas widziała od razu próbowała mnie gdzieś wyciągnąć. Nie przepadała za Astrid. Od samego początku jak się tylko pojawiła. Udawały tylko, że się lubią ale ja wiedziałem, że było inaczej.

Chodziłem z Hederą 5 miesięcy. Czyli już 8 miesięcy żyłem w zgodzie z Astrid. Pewnego dnia dostała zaproszenie od jej wuja Fina z jej dawnej wyspy Mely. Ja, Sączysmark i Melody nie mogliśmy płynąć z nią, ponieważ po Melody miała przypłynąć jej mama i ją zbarać do domu.

Gdy przypłynęła, następnej nocy ktoś nas napadł. Był to wódz wyspy Nocy, Ramon. Porywał wszystkich do 25 roku życia. Od 15 brał chłopców na szkolenie, a dziewczyny do wiadomych celów oraz do gotowania i sprzątania. Nie pamiętam jak znaleźliśmy się na wyspie, a dokładniej ja, Sączysmark, Melody i kilka maluchów z naszej wyspy. Gościu zadymił całą wyspę gazem usypiającym. Wszyscy wtedy momentalnie zasnęli.

Po dwóch dniach życia w lochu wypuścili nas na pierwszy trening. Mnie i Sączysmarka, byli też inni chłopcy ale nie znaliśmy ich. Nie wiedzieliśmy co działo się z Melody. Mieliśmy oddzielne lochy. Baliśmy się o nią. Ramon ponoć lubił ładne dziewczyny, a ona było bardzo ładna. W pierwszym dniu kazali nam znaleźć 10 białych flag każdy. Wyspa była ogromna i niebezpieczna. Mieliśmy wszyscy prawie 17 lat.

Każdy szedł sam. Ja poszłem tam gdzie nikt nie szedł. Do ciemnego lasu. Mogłem zginąć co za różnica. W środku lasu czaiła się Nocna Furia. Piękny czarny smok o zielonych oczach. Był splątany w sieć. Nie miał jednej lotki. Uwolniłem go, a on tylko przygniótł mnie do ziemi i ryknął. Potem uciekł. Nie zabił mnie choć miał ku temu okazję. Następnego dnia znów mieliśmy trening w terenie. I znów te przeklęte flagi. Trudno było je zdobyć. Poszłem drugi raz do ciemnego lasu. Zobaczyłem znów tego samego smoka. Nie mógł odlecieć. Gdy go rysowałem zauważył mnie. Obok mnie było małe jezioro. Podszedłem do niego. Mam cela i zwinność więc łatwo wyłowiłem rybę. Powoli podszedłem do smoka, który lekko na mnie warczał. Nie miałem przy sobie broni. Nie mogliśmy mieć. Dałem mu rybę. (No wiecie będzie jak w HTTYD1 itd. Tyle, że on na treningach chodził do kuźni, która akurat była w tym czasie wolna.) Nikt o nim nie wiedział. Dałem mu na imię Szczerbatek. Byliśmy jak bracia, naklepsi przyjaciele. W końcu Ramon chciał podbić Smocze Leże. Znalazł je i chciał zniszczyć. Nikt nienawidził smoków. Ukrywałem moją mordkę przez 2 miesiące. W końcu jak przyszło co do czego, gdy tylko uwolnili mnie, szybko pobiegłem do lasu, wsiadłem na mordkę i polecieliśmy w kierunku Smoczego Leża. ,,Trudno, że mnie zobaczą. Przegrają bez nas walkę" - mówiłem tak do mojego przyjaciela. Nie chciałem śmierci żadnego z tych niewinnych chłopaków, no i jeszcze Sączysmarka. Moim kuzynem był przecież i zawsze będzie czy tego chce czy nie.

Gdy tylko wódz mnie zobaczył nie mógł uwierzyć. Nikt nie mógł. Gdy pokonałem Czerwoną Śmierć straciłem nogę. Na wyspie Nocy zapanował pokój ze smokami. Ramon przydzielił mi stanowisko tak jakby prawej ręki.

Teraz chłopaki i dziewczyny mogli być w tych samych lochach. Nie rozdzielaliśmy ze sobą na przykład rodzeństwa. Daliśmy im też trochę swobody. Mogli codziennie wyjść na dwór lub na salę. Na dworze było często zimno więc każdy wolał zostać w środku. Dlatego, że Sączysmark i Melody to moi kuzyni, też byli kimś ważnym lecz mniej ważnymi ode mnie. Pomagali mi w wielu rzeczach. Dowiedziałem się, że Ramon jeszcze nie przespał się z Melody i nie miał zamiaru. Każdy się mnie bał, bo miałem na koncie Nocną Furię, pokonałem Czerwoną Śmierć, byłem zwinniejszy, silniejszy i bardziej inteligentniejszy od każdego na wyspie.

Walczyłem w bitwach. Każde wygrywałem. Ludzie się mnie słuchali i szanowali. Dziewczyny na mój widok wzdychały, a niektóre nawet mdlały jak do nich coś mówiłem. Przyznam, podobało mi się to.

Kochani, jak wiecie zaczyna się szkoła. Buu. Nie wiem jak u was w Polsce zaczynają się szkoły ale u nas już 7. Każdy dobrze wie, ze w Grecji nie ma zimy xd więc nie mamy ferii zimowych. Niestety nie będę mogła wstawiać już 2 nextów dziennie. Dlaczego? Macie odpowiedź: wstaję o 7 rano, a wracam ze szkoły do domu o 19-20. Nim zrobię lekcje, pouczę się (xd, jakbym się uczyła i odrabiała lekcje hah), i jeszcze niektóre rzeczy już mam godzinę 22-23. Potem siedzę do północy lub do 1 nad ranem. W tym czasie mogę na brudno pisać nexta, a w następnym dniu przepisać go tutaj. Jaki mam plan? Czy mam jakiś? Jasne, że mam! Wygląda on tak: w poniedziałki będę pisać na brudno, bo wracam później (7 lekcji bardzo męczących), we wtorek (same języki mam i na większości śpię/nie uważam/nie interesują mnie) będzie 1 next ale no wiecie, późno. W środę (gorsze lekcje niż w poniedziałek) odpada, napiszę na brudno. W czwartek (lekcje na luzie) będzie także 1 next. W piątek napiszę na brudno od razu 2 nexty abym mogła je w sobąte wstawić i może jeszcze w sobotę wstawię kolejnego (jeszcze nwm), a w niedzielę czasem może pojawi się 1 next ale nic nie obiecuję. Wiem, że to dzień wolny ale (czasem idę do kościała, wychodzę gdzie z przyjaciółmi, casem mamy niedzielę handlową więc idę na zakupy, odrabiam lekcje, trochę ogarniam xd, coś tam pouczę się i w poniedziałki wstaję wcześniej więc czasem nawet o 23 już zasypiam) więc jak będę mieć wolny czas to będzie. Jak będę chora (w co wątpię) to też nexty będą. Jeśli piszecie się na to, to napiszcie w komie co o tym sądzicie. Jak nie spodoba wam się ten plan mam drugi: w niedzielę i sobotę będą pojawiać się 2 nexty, a w piątek czasem 1. Jakbyście mogli wybrać który z góry dziękuję <3 Dziś jeszcze wyjątkowo dwa nexta, a jtr niestety tylko jeden, bo mam do zaliczenia chyba więcej niż 12 spr. Życzcie mi powodzenia. Głupia szkoła, głupie gimnazjum xdd. Zabijcie mnie, z grobu będę wam nexty pisać :* To ja pójdę pisać kolejny rozdział, a wy mi piszcie jaki plan wolicie. A i jeszcze dalej trwa konkurs na imiona miśki <3 kocham was moje szczerbate mordki <3


Rozdział 15. Podrywasz każdą, która ci się spodoba. A z żadną jeszcze się nie przespał.

Dedyczki za imiona: Brusek717 (Bjarni, Cyra), Szczerbatek1234 (Iron, Ami), Letniaa (John, Cassie <3), Astrid Hofferson 12!21 (Draks, Miszel), AREDHEL (Emon, Ellyn), Szczrbatka350 (Michael <3, Sofi), Azura 2001 (Sky <3, Fallon), Użytkownik Wikii 87.206.73.136 (Leni, Sonia), Cora20 (Aiden, Nikola), NyarukoQueen (Michał, Michalina <3), Użytkowniczka'Wikii (Will, Issabelle <3), Użytkownik Wikii 91.231.24.83 (Morun, Atram), WildDragonRider (Maxwell, Anna). Było bardzo dużo propozycji, że z godzine siedziałam i myślałam, które imiona wybrać <3 każdego wzięłam. (Jak kogoś ominęłam to napisać ;) ) Jak zauważyliście przy niektórych imionach są serduszka. Oznaczyłam je tak, bo są najładniejsze i sama bym na nie nie wpadła. Te osoby co je wymyśliły dostaną także dedyk w następnym rozdziale. Wszystkim gratuluję i czas zacząć pisać naprawdę długi rozdział hehe. Miłego czytania :*

As((sia)srid) hehe. Dla ciebie dedykuję z całego no...(brak serca to z czego xd) ciała? Dobra kij z tym xdd. Kocham cię i potem proszę o twoją recenzję jak spodobał ci się taki Czkawuś ^^ <3 kocham cię sis <3

Perspektywa Czkawki

-Patrz Szczerbatku.- zaśmialiśmy się, Szczerbek na swój sposób.- Gotowy do rozwalenia tych nędznych łódeczek?- uśmiechnąłem się, założyłem maskę i wzbiłem się do góry. Ustawiłem odpowiednio lotkę na szybki lot.- No Szczerbatku. Pokaż na co cię stać!- poklepałem mojego przyjaciela po szyi, ten przyjaźnie zawarczał gotowy do ataku. Złapałem się mocno rączki na siodle.- Teraz!- na mój okrzyk mordka wycelowała w dół. Wydała z siebie charakterystyczny odgłos dla Nocnej Furii. Lecieliśmy bardzo szybko i ostro kierując się na pięć statków. Szczerbatek zrobił parę obrotów aby być jeszcze szybszym. Byliśmy bardzo blisko tafli oceanu. W końcu na równi z nim lecieliśmy już prosto. Morze rozdzielało się pod wpływem prędkości.- Dawaj mordko, dawaj.- zaczął jeszcze szybciej lecieć. Przelecieliśmy pomiędzy statkami. Na skutek większych fal statki zaczęły się kołysać na wszystkie strony. Ludzie wypadali z pokładu. Wzbiliśmy się ze Szczerbatkiem wysoko w chmury. Zlecieliśmy z prędkością w dół. Smok wystrzelił kolejno pięć niebieskich plazm rozwalając wszystkie statki.- Brawo przyjacielu. Lećmy teraz na zachód.- poklepałem go ponownie po szyi na znak aby ruszał w danym kierunku. Gdy byliśmy już na miejscu, statki dawno były rozwalone. Pewnie Sky to zrobił.- Mamy mniej roboty. Chodź wracamy, bo Ramon będzie się martwić.- spokojnie udaliśmy się do domu. Wylądowałem przed salą gdzie akurat była godzina, w której Ramon wypuścił niewolników. Czekali na mnie przy wejściu Sączysmark, Sky i Melody.

-Gdzie się kuzyn tyle podziewał?- zapytała Melody.

-A tu i tam.- zsiadłem z mordki, która pobiegła pobawić się z innymi smokami i podszedłem w ich stronę.

-Gadaj no ile żeś tych statków dziś zatopił?- zapytał ze śmiechem Sky.

-36 wystarczy?- zaśmialiśmy się wszyscy.

-Kurde. Ja rozwaliłem 12.- powiedział Sky.

-Na zachodzie rozwalałeś?

-Tak. Nie miałem co robić.

-Ojciec wie?- zapytał Sączysmark Sky'a. Sky był synem Ramona. Miał tyle samo lat co my.

-No... nie...- odpowiedział.

-Wiesz, że w końcu powinieneś mu powiedzieć, że wolisz uczestniczyć w misjach, że nie chcesz zostać następcą za 5 lat i wyjść za tą jak jej tam...- Melody położyła mu rękę na ramieniu.

-Atram.- powiedział Sączysmark.

-Właśnie.- widać, że Melody mu współczuła. Sky spuścił głowę, a ona go przytuliła.

-Powinieneś sobie znaleźć dziewczynę i było by po kłopocie. Tyle tutaj ich jest.- powiedziałem. Melody wypuściła go z objęć.

- Łatwo ci mówić. Ty jak wchodzisz do sali to wszystkie mdleją na twój widok. Hah, każda dziewczyna jest twoja stary.- zaśmialiśmy się.

-Bo on bajeruje każdą dziewczynę. Mój kuzyn zmienił się bardzo od tamtego dnia.- powiedziała Melody z uśmiechem na twarzy.

-Tak? A co robię innego?- zapytałem i odwzajemniłem uśmiech lecz oni tego nie widzieli. Nadal miałem maskę na sobie. Ale szczerze mówiąc, straszny ze mnie podrywacz. Lecz to tylko dla zabawy. Kocham tylko jedną.

-Podrywasz każdą, która ci się podoba.- powiedział Sączysmark.

-A z żadną się jeszcze nie przespał.- zaśmiali się po tym co powiedział Sky. Ja skrzyżowałem ręce.

-Bardzo śmieszne.- prychnąłem.

Perspektywa Melody

-To może wejdziemy do środka? Chyba, że chcecie tu zamarznąć.- powiedziałam.

-Tak. Wejdziemy tam. I znów będzie tak samo jak codziennie.- zaśmiał się Sączysmark.

-Oj, chodźcie już.- popchnęłam chłopaków. Czkawka otworzył drzwi i zdjął maskę. Wszystkie dziewczyny zaczęły się rumienić i wzdychać. Trzeba przyznać jest bardzo przystojny, pewny siebie, odważny, szlachetny, silny ale podrywacz z niego wielki.

O proszę. Czyli tak jak zawsze. My idziemy z tyłu za nim on z przodu i teraz będzie każdą wyrywał. O, podchodzi do jednej.

-Co słychać Anno? Pięknie dziś wyglądasz.- ucałował ją w rękę, a ta zrobiła się cała czerwona na twarzy. Było bardzo ładną dziewczyną. Miała 18 lat, piękne rude włosy, błyszczące błękitne oczy, trochę niska, szczupła i lekko jej twarz zdobiły rudawe piegi.

-Z-z-znasz m-moje i-i-imię.- no, Anna już odpłynęła.

-Oczywiście.- zacząl iść dalej. Do trzech dziewczyn puścił oko to omało nie zemdlały. Kolejna gromadka dziewczyn. Hmm. Ciekawe co teraz wymyśli. Podchodzi do nich, a my znowu stajemy i się mu przyglądamy.

-Issabella, słońce ty moje.- ucałował dziewczynę w policzek.- Jak zawsze śliczna.- skierował teraz wzrok na jej koleżanki.- Michalina, Nikola.- uśmiechnął się do nich tym jego uśmiechem podrywacza. Też bym ulagła takiemu ciachu jak mój kuzyn. Wziął jedną pod prawe ramię, a drugą pod lewe. Zaczęliśmy iść dalej.

-Cassie.- wypuścił dziewczyny i podszedł do pięknej brunetki o niebieskich oczach. Każdemu chłopakowi się podoba. Ciężko ją było zdobyć lecz jego jest każda.

-T-tak?- dziewczyna widać, że w nim się zakochała.

-Ktoś mówiła ci, że masz piękne oczy?- znów ten uśmiech.

-N-nie.- tak. W stu procentach zakochana.

-No więc ja będę pierwszy.- złapał ją w tailii, podciągnął do siebie i namiętnie pocałował.- Do jutra.- puścił do niej oko i poszliśmy dalej. Obejrzałam się jeszcze przez ramię. Dziewczyna ledwo trzymała się na nogach. Koło niej stały rozmarzone dziewczyny. Pewnie opowiadała im jak cudownie całuje. Z tego co mi wiadomo całują najlepiej ze wszystkich chłopaków.

-To nie jest sprawiedliwe.- powiedział Sky.

-Ale co nie jest?- zapytał Czkawka i wziął Ami pod ramię.

-No, że wszystkie dziewczyny są twoje! Jestem do ciebie bardzo podobny, a i tak wszystkie lecą na ciebie. Wystarczy, że staniesz w ich zasięgu wzroku.- to była prawda. Sky był bardzo podobny do Czkawki. Wysoki, umięśniony, zielone oczy, brązowe włosy z refleksem rudego, dobrze zbudowany, ideał po prostu. Jak się w nim nie zakochać?

-Ale nie jesteś nim, a to różnica chłopie.- Sączysmark poklepał go po plecach.

-Jeszcze poleci na ciebie dużo lasek, zobaczysz.- ja już na niego lecę. Ale... to mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń. Tego bym nie chciała ale tak mocno go kocham. Ale trochę wygląda jak kopia mojego kuzyna. Trochę? Nie. Bardzo! No prawie identyczni.

-Tak? A ty?- objął mnie ramieniem. Nie powiem, że mi się to nie podobało. Po prostu bym odpłynęła gdybyśmy byli sami.

-Zobaczymy... kiedyś.- uwielbiam się z nim droczyć. Nawet nie zauważyłam jak Czkawka idzie teraz z inną i całuje ją w policzek. To był nie kto inny jak Fallon. Piękna blondynka o kasztanowych oczach. Szkoda tych dziewczyn. Jedna z nich dziś będzie musiała iść do Ramona. Czkawka wypuścił Fallon z objęć i podszedł do chłopaków. Już nie byłam objęta ramieniem Sky'a.

-Brachu, ustawiłeś się.- zaśmiał się Michael. Był silny i odważny. Ciągle mnie podrywał. Brunet, wysoki, piwne oczy. Nie lubiłam go. Zadufany w sobie, o nikim innym nie myśli.

-Bardzo śmieszne. Kiedy będą statki Drago na wyspie Ostatniego Czasu?- zapytał Czkawka.

-Za dwa tygodnie.- odpowiedział mu Iron. Również brunet lecz miał milszą twarz, zielone oczy, które świeciły się na widok Anny. Zakochał się. On i Michael także byli w tym samym wieku co my.

-Melody! Masz przyszykować jedną z dziewczyn na dzisiaj!- krzyknął do mnie Maxwell. Mój najlepszy przyjaciel. Ale tylko przyjaźń nic więcej. Również silny, wysoki, blondyn, błękitne oczy i spokojna twarz. Zastanawiacie się po co powiedział, że mam przyszykować jedną z dziewczyn? Odkąd mój kuzyn został sławny, moim zadaniem jest pomaganie w wojnach, szykowanie dziewcząt do nocy z wodzem i nie tylko z nim.

-Która dziś dziewczyna idzie na koniec swojego życia?- zapytałam gdy do mnie podbiegł, a ja kawałek podeszłam. Koniec życia, bo żadna go nie chciała ale musiała mu ulec, niestety.

-To Anna.- było mu przykro tak samo jak mi.

-Dobrze. Przyprowadź ją do mojego pokoju za 10 minut.

-Dla ciebie wszystko.- uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Bo poczuję się zazdrosny.- powiedział Sky i zaśmialiśmy się wszyscy.

-Ty się lepiej zacznij mnie bać, spróbuj ją tylko tknąć...- podszedł do nas Czkawka.

-Ty, kochasiu. Ja jestem już dorosła. Jakbyś nie zauważył mam 20 lat!- ile on mnie będzie pilnował?

-Po tym co zrobił ci Alex kilka lat temu wolę być czujny. A jak któryś zrobi to samo to nie tylko go pobiję.- prychnął.

-Bo ja będę tak postępować z tobą jak tylko będziesz próbował tknąć jakąś dziewczynę lub ona ciebie.- doigra się jeszcze kiedyś za te pilnowanie mnie. Już miałam mu dać lekko lewego sierpowego w ramię ale moją rękę przytrzymał Smark.- Co ty robisz?!- zapytałam z pretensją.

-Przecież wiesz, że on jest silniejszy od ciebie i nawet go to nie zabili. A podrywa dziewczyny tylko tak dla zabawy. Tylko jedna dziewczyna jest wierna jego sercu. Dobrze wiesz o kogo mi chodzi.- wszyscy spojrzeli na Czkawkę. Nikt oprócz mnie i Smarka nie wiedzieli, że Czkawka kochał kogoś, a mianowicie Astrid, której nikt tutaj nie znał. Staliśmy tak i patrzyliśmy na niego. Ja, Sky, Sączysmark, Maxwell, Michael, Iron i stojący obok niego Emon.

-Ej, mówiłem, ze jej nie kocham. Jasne? To było 4 lata temu jak nie więcej. Możecie już dać mi spokój?- zaczął się tłumaczyć. Oj kocha on ją kocha.

-Pff, jasne jak słońce, że niezapomniałeś.- ja i Smark zaczęliśmy się śmiać, a reszta nie wiedziała o co chodzi.

-Melody. Dziewczyna do przygotowania!- powiedział Maxwell, a ja przestałam się śmiać.

-Yhym. To my już idziemy.- wyszliśmy z sali biorąc Annę, która była bliska załamania.

I jak wam się podoba? Wiem, że tylko napisałam co słychać u Czkawki ale następny będzie także o Astrid. Niezły podrywacz z Czkawusia co nie? Hehe. Dziękuję za taką ilość komów <3 kocham was szczerbate mordki <3 i jak Aśka (sorry) As, chciałabyś znać takiego Czkawkę? Hyhy. A teraz moja prośba kochani do was. Jeśli chcecie wiedzieć o mnie więcej smiało się pytajcie w komach lub na tablicy <3 i możecie mnie zapraszać na swoje blogi. Z miłą chęcią przeczytam i skomętuję <3 jeszcze raz was kocham <3

Next albo dziś późno lub jtr dopiero. Wiecie, jtr to ja mam ful lekcji (trzeba do kogoś zadzwonić, bo nie uważam na lekcjach xd) yy 12 spr do napisania jak nie więcej, gimnazjum jest ciężkie. Wielkimi krokami zbliża się liceum i wyjazd do Polski <3 już nie mogę się doczekać hah <3 kocham :*



Rozdział 16. Ja to czuję w sercu, że jeszcze się spotkamy.

Perspektywa Astrid

Siedziałam codziennie na skałach i rozmyślałam co mam dalej zrobić? Po dwóch tygodniach miałam gotową decyzję. Jak ją tylko przedstawić? Jak na nią on zareaguje? Co się stanie w tym czasie? Ale muszę to zrobić. Bez niego nie mogę żyć...

Wstałam ze skały. Godzina była około 21. Pokierowałam się w stronę wioski. Gdy byłam już niedaleko placu głównego, coś na mnie z góry spadło, powalając mnie na ziemię. Tym czymś, a raczej kimś, był Mieczyk.

-Odbiło ci?!- krzyknęłam do niego wstając i otrzepując się z piasku.

-No to nie ja! To Szpadka mnie z katapulty wystrzeliła!- zaczął się bronić i wskazał na katapultę. Szpadka była o nią oparta. Podeszłam do niej.

-To Mieczyk sam chciał! Ja mu tylko pomogłam!- jedno zwala wine na drugie i na odwrót. Nigdy nie dorosną.

-Przestaniecie w końcu robić chaos w całej wiosce?! Kiedy wy w końcu dorośniecie?! Macie już 20 lat!- jak można tak się zachowywać? No nawet Sączysmark zmienił się choć to było 4 lata temu. A oni? Zachowują się gorzej niż wcześniej.

-No już dobrze. Uspokoimy się.- powiedzieli jednocześnie.

-Akurat.- mruknęłam pod nosem. Niektórzy uważają, że jak nie ma go przy mnie jestem bardziej wredniejsza dla ludzi, a mój głos jest oschły pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Czy to prawda? Sama nie wiem... Odeszłam od nich i dalej szłam w stronę mojego celu.

Już go widzę. A tak dokładniej widzę Alexa. Stresuję się trochę. Zobaczymy co się stanie. Podeszłam do niego cała blada. Łzy miałam w oczach ale nie chciałam ich wyrażać. Nie chciałam na razie wyrażać żadnych uczuć.

-Cześć.- powiedziałam cicho. Nie miał zadowolonej twarzy. Zapewne wiedział co zaraz mu powiem.

-Cześć.- odpowiedział spokojnie.- Masz już decyzję podjętą?- nic nie mówiąc twierdząco pokiwałam głową.- Zajęło ci to tydzień. Nie wiedziałem, że tak trudno wybrać ci czy czekać na niego mając chłopaka czy nie.- mówił to ze spokojem. Nigdy taki nie był. Zaczynam się powoli bać. Coś czuję, że to wywoła u niego agresję.

-Ja chciałam ci powiedzieć, że...- zaczerpnęłam powietrza.- ...nie możemy być razem.- jak dobrze to powiedzieć. Jego reakcja? Zaczyna się denerwować, widać to po jego oczach.

-Wiedziałem! Ty go nadal kochasz! On już dawno nie żyje! Pogódź się z tym! On nie wróci!- on nie wróci sam chciałeś powiedzieć. Ale wiedziałam, że wybuchnie złością.

-Ciekawe co ty byś zrobił? Napewno byś nie stał jak ściana tak jak teraz! Jesteś zwykłym egoistą. Zaraz i tak będziesz miał nową dziewczynę więc o co tyle spiny?- wiedziałam, że to go bardziej zdenerwuje. Uderzył mnie z całej siły w twarz. Przyzwyczajona jestem. Często mnie bił. Nie mogłam się bronić, bo jest silniejszy.- Uderzyłeś dziewczynę, jaki z ciebie dobry chłopak. Napewno każda będzie cię chciała ale nie ja. Mam już tego dosyć! Nie stać cię na nic więcej? Uderz mnie silniej chyba, że stchórzasz.- co prawda prowokuję go tylko. Uderzył mnie jeszcze mocniej. Z moich różowych warg wydobywała się czerwona krew.- Odważny jesteś, taki pewny siebie, pewny wszystkiego co robisz. Jesteś głupi, egoistyczny, agresywny i już wolę chodzić z Mieczykiem niż z takim idiotą jak ty!- znowu dostałam w twarz.

-To sobie do niego idź! Nie chciałaś mieć najprzystojniejszego chłopaka na wyspie to twoja sprawa.- prychnął. Nic już nie powiedział tylko pobiegł w stronę lasu.

-Idiota, egoista, zadufany w sobie.- mruknęłam pod nosem. Na szczęście mój dom był blisko. Szybko do niego wbiegłam. Poszłam do łazienki obmyć wargi z krwi. Miałam mocno czerwony policzek. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. On jutro tu przyjdzie i będzie chciał zgody tak jak zawsze. Jak się nie zgadzam także mnie bije. Nie nazwałabym go nawet mężczyzną. Jaka szkoda, że mnie już jutro nie będzie. Zbliża się 23. O tej porze już w wiosce nikogo nie spotkam. Wszyscy wracają do domów i układają się do snu.

Weszłam do mojego pokoju. Ułożyłam włosy, bo były trochę poczochrane. Wzięłam tylko mój topór, wodę i dwie ryby, które wsadziłam do małej torby. Przewiesiłam ją przez ramię, topór wsadziłam pomiędzy pasek od spódniczki. Wyszłam z domu zamykając szczelnie drzwi. Na szczęście, tak jak zawsze o tej porze, nikogo nie było. Pokierowałam się w stronę portu. Wsiadłam na małą łódkę. Odwiązałam trzymający ją sznur. Odepchnęłam się z nią od pomostu. Odłożyłam torbę na jeden koniec łodzi, a na drugim usiadłam i zaczęłam wiosłować.

Nie wiem w którą stronę mam się udać aby go znaleźć. Będę płynąć przed siebie. Znajdę go. On żyje. Ja to czuje w sercu, że jeszcze się spotkamy.

Tydzień wcześniej

Perspektywa Melody

Zabrałam Annę do swojego pokoju. Zadawała mi mnóstwo pytań. Na niektóre nie znałam odpowiedzi. Tylko Czkawka wiedział co działo się z dziewczynami. Czemu on? Jako prawa ręka Ramona był nawet berdziej ważniejszy niż jego synowie czy ktokolwiek. Po nocce dziewczyny są zabierane właśnie do niego. Tam niektóre mu się wyżalają, inne tylko siedzą i płaczą, a jeszcze inne są przez Czkawkę opatrywane.

Ramon potrafi uderzyć dziewczynę jeśli nie chce mu się oddać. Jest prawie równy z siłą Czkawki ale za grosz nie jest przystojny tak jak on. Wódz ma czarne włosy, piwne oczy i średni zarost. Jest umięśniony, wysoki i wygląda jak stu procentowy wiking. Niektóre dziewczyny jak go widzą mówią: ,,Ale on jest wielki". Wygląda naprawdę groźnie. Nie ma uczuć i serca.

Siedzę teraz już z ładnie ubraną i uczesaną Anną. Szkoda mi tej dziewczyny, jak każdej zresztą. Jak pomyśle co się musi dziać w pokoju... Nie chciałabym tak. Jestem chyba tutaj jedyną ważną dziewczyną. Inne tylko sprzątają i gotują. On uważa, że dziewczyny są słabe. Myli się, ogromnie.

-Anno. Już czas iść.- powiedziałam smutnym głosem.

-Ja nie chcę.- powiedziała cicho ze strachem. Przełknęła głośno ślinę. Ktoś zapukał do drzwi.

-Wejść!- krzyknęłam. Położyłam rękę na ramieniu siedzącej na krześle dziewczyny. Anna była bardzo ładna. Miała rude włosy, jedwabistą cerę, niebieskie oczy, wysoka, szczupła i bardzo spokojna. Do pokoju wszedł Maxwell.

-Melody, trzeba już iść. Jest gotowa?- oznajmił, zapytał, a ja razem ze stojącą już Anną podeszłyśmy do niego.

-Już jest gotowa. Idziemy.- wyszliśmy z mojego pokoju. Ja szłam obok Anny, przed nami Maxwell, a za nami dwóch strażników. Większość dziewczyn uciekało więc przydała się mu ochrona aby ich pilnować. Szliśmy spokojnie i w ciszy. W końcu stanęliśmy przy drzwiach do jego sypialni. Anna oddychała niespokojnie. Nie dziwię jej się.

-Jeszcze wszystko będzie dobrze, zobaczysz.- przytuliłam ją.- Ty kochasz Irona, prawda?- szpnęłam jej aby nikt nie usłyszał.

-Skąd wiesz? A zresztą to już nie ważne. Nie będziemy mogli być razem.- szepnęła mi także już coraz smutniejszym głosem.

-Wiem, bo widze jak na siebie patrzycie. On też cię kocha. Jeszcze będziecie razem.- ostatni raz szepnęłam, uśmiechnęłam się i ją puściłam. Maxwell otworzył drzwi i gestem ręki kazał jej wejść do środka. Ona posłusznie weszła. Jeden ze strażników zamknął szczelnie drzwi i z drugim ich pilnowali. Ja z moim kolegą rozdzieliliśmy drogi. Ruszyłam w stronę sypialni mojego kuzyna. Gdy byłam przed drzwiami zapukałam lekko.

-Wejść!- usłyszałam. Weszłam i jak zwykle zobaczyłam go na łóżku rysującego Szczerbatka. Koło niego leżała ryba. Mordka patrzyła na nią z apetytem przez co miała śmieszną minę. Pewnie Czkawka chciał go w takiej pozycji narysować.

Nie było nexta. Czemu? Bo wpadłam. Tsaa. Nie chodzi o ciążę xd, bo moja naj tak zareagowała xdd. Niechcący pomyliłam się i napisałam do własnego taty słowo na ,,j" dobrze wszystkim znane xd. Teraz ich w domu nie ma, a ja nie mam dziś szkoły więc po kryjomu weszłam hehe. Klapa po całości. To będzie długa rozmowa xdd. Kocham was i przepraszam <3 mam nadzieję, że next się spodobał <3 jeszcze raz przepraszam ale ze mnie idiotka xd.


Rozdział 17. Dobra! Kocham ją nadal! Zadowolona?!

Perspektywa Czkwki

Rysowałem Szczerbatka. Jutro polecimy szukać drugiej Nocnej Furii. Ciekawe czy jakąś znajdziemy. Zapewne nie ale zawsze warto spróbować. Położyłem koło siebie rybę, bo rozśmiesza mnie widok jego mordki, która patrzy na nią z apetytem. Ktoś zapukał do drzwi.

-Wejść!- krzyknąłem, a drzwi się otworzyły i po chwili zamknęły. Rozbraja mnie mina Szczerbatka. Miałem już połowę rysunku.

-To znęcanie się nad zwierzętami!- krzyknął do mnie znajomy i rozbawiony głos. Melody. Ciekawe po co przyszła moja droga kuzyneczka.

-To nie znęcanie się, bo jak skończę to mu ją dam.- wiedziałem o co jej chodzi. Nie patrzyłem na nią. Byłem za bardzo skupiony na rysowaniu.

-Słuchaj. Jest taka ważna sprawa.- usiadła przede mną zasłaniając Szczerba. Westchnąłem głośno i odłożyłem kartkę z ołówkiem na bok. Była spięta.

-Jaka? Tylko mi nie mów, że jakaś dziewczyna uciekła.- na razie tylko jedna zdołała uciec ale akurat mnie nie było.

-No wiesz...- trzeba ją rozluźnić.

-Hej, kotek, mów śmiało.- powiedziałem tym swoim głosem podrywacza. Ona tylko się zaśmiała tak samo jak Szczerbatek.

-Żaden kotek.- z trudem powstrzymywała śmiech. Wiedziałem zawsze jak rozluźnić kobiety.- No więc chodzi o to, że Iron kocha Annę.- wyrzuciła z siebie lekko opanowując śmiech.

-To wiem, widać chyba, prawda?- wyglądała na zaskoczoną. Sam się wkopałem. Brawa dla mnie.

-Skąd rozpoznajesz czy chłopak jest zakochany czy n...- urwała i usiadła bliżej mnie dziwnie się uśmiechając.

-Co ty robisz?- dziwnie się czułem. Rozśmiesza mnie ten jej głupi uśmiech. Przejechała palcami po moim torsie.

-No wiesz... Skoro wiesz jak taki chłopak wygląda w wieku 20 lat to oznacza, że sam tak wyglądasz.- zaśmiała się cicho i przejechała dłonią po moim ramieniu, a potem po ręce.

-Ja? Ja nie jestem w nikim zakochany. Po prostu no... Widać, że się zakochał!- rozczochrała bardziej moje włosy. Otrzepałem głowę aby znów były w takim nieładzie jak wcześniej.

-Oj nie wygłupiaj się. Dobrze wiem ja, dobrze wie Sączysmark i dobrze wiesz ty, że jesteś po uszy zakochany w Astrid. Po tylu latach ją kochasz. To takie słodkie, wiesz?- uśmiechnęła się bardzo szeroko i się odsunęła. Ulżyło mi. Jakoś przy kuzynce nie mogę siedzieć blisko.

-Ja jej nie kocham, okej? Zapomniałem o niej już dawno. Nie pamiętam jej. A z resztą napewno kogoś ma i może nawet planuje ślub i dzieci.- kogo ja oszukuję. Kocham ją tak mocno, że z tęsknoty chcę spaść ze Szczerbatka ale tak aby on mnie już nie ratował. Moja miłość do niej jest tak wielka, że nie da się jej opisać.

-Tak? Jesteś tego pewny?- przytaknąłem twierdząco głową.- To ci coś pokażę. Dobrze wiem, że nie zapomniałeś i nadal ją kochasz.- wstała z łóżka i podeszła do mojego biórka. Poczułem lęk ale co ma być niech się dzieje. Otworzyła małą szafkę i wyjęła z niej całą gromadę kartek. A już myślałem, że tylko mnie podpuszczali abym się przyznał. Usiadła z nimi spowrotem na łóżku przede mną.- A to?- pokazała mi jej rysunek. Jest taka śliczna. Wciąż pamiętam te jej błękitne oczy przypominające morze, blond włosy, w których odbija się jasne słońce, jej jedwabistą cerę, piękny uśmiech, delikatny głos, to jak się rozpływa przy mnie, to jaka była delikatna, bezbronna ale tylko gdy ja byłem obok.

-Dobra! Kocham ją nadal! Zadowolona?!- no niech się już nie czepia.

-Bardzo.- odłożyła rysunki na bok.

-Teraz mów po co mi powiedziałaś, że on ją kocha.- popatrzyła na mnie, a jej mina spoważniała.

-Bo chodzi o to, że Anna go kocha. Miłość z wzajemnością. I...- znów urwała.

-I? Mogłabyś dokańczać zdania?- przypomniała mi się rozmowa z moim ojcem. On też zdań nie kończył.

-I chciałabym cię prosić o pomoc.- powiedziała robiąc maślane oczy.

-W czym ja mam pomóc? Przecież ona jest u Ramona.

-No właśnie. Za tydzień jak pójdzie sprawdzić czy jest w ciąży czy nie i okaże się, że nie ona trafi do ciebie. Chciałabym abyś pomógł jej z Ironem uciec. Proszę.- mówiła błagalnym głosem.

-Ale jak będzie? On jej nie wypuści. A jak urodzi się dziewczynka on ją zabije i kicha.- powiedziałem.

-Wiesz jak żadko to się zdaża, że w ogóle jakaś jest? Czemu on ma niby tylko pięcioro synów i dwie córki? Bo jest chory i po czterdziestce. Proszę cię Czkawka. Ja chcę tylko ich szczęścia. Niektórym dziewczynom pomogłeś uciec jak już należały do ciebie. Dobrze wiesz, że jak nie będzie to się nią więcej nie zainteresuje.- westchnąłem. To prawda. Jak dziewczyna nie zajdzie w ciążę należy do mnie, bo jestem kimś ważnym na tej wyspie. Lecz ja wolę tylko Astrid dlatego niektórym pomagam uciec. Ale niektóre zostają aby nie wzbudzać podejrzeń. Nawet Szczerbatek zrobił proszące oczka. No jemu nie da się odmówić.

-No zgoda. Pomogę im. Ale Ramon o niczym się nie dowie. Bo jak tak to jesteśmy wszyscy skończeni. Jasne?- rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła. Oddałem uścisk. Mordka tylko zawarczała radośnie.

-Jak słońce.- powiedziała i puściła mnie. Wymieniliśmy uśmiechy. W jej oczach widziałem radość, podekscytowanie i wdzięczność.- Dziękuję.- posiedzieliśmy chwilę w ciszy, którą przetwała.- To może ja już pójdę, bo mam parę spraw, a do ciebie ona niedługo przyjdzie.- wstała i wyszła zamykając drzwi.

-Dobra Szczerbat...- chciałem abyśmy skończyli rysowanie ale gdy zobaczyłem jak Szczerbatek wsuwa drógą połówkę ryby, tylko głośno się zaśmiałem.- Ty gadzie ty.- powalił mnie radosny na ziemię i zaczął lizać.- Nie. Przestań. Wiesz, że to się nie spiera!- wygramoliłem się spod niego. Wytarłem się i podeszłem do krzesła, na którym leżała moja torba. Wyciągnąłem z niej drugą rybę, a mina Szczerba bezcenna. Znów się zaśmiałem. Usiadłem na łóżku, położyłem rybę koło siebie i zacząłem kończyć rysunek. Rysowałem jakiś czas.

-No mordko. Rysunek skończony.- uśmiechnąłem się po dwóch godzinach ciężkiej pracy. Pokazałem rysunek Szczerbatkowi, a on się uśmiechnął na swój sposób. To również było zabawne. Dałem mu rybę, a on z apetytem ją pożarł.- Nasze poszukiwania będziemy musieli przesunąć o cały tydzień.- westchnąłem głośno i pogłaskałem gada po głowie.- Aby mi się tylko udało. Jak się Ramon dowie będzie źle.- ktoś zapukał do drzwi.- Wejść!- krzyknąłem, a Szczerbatek ułożył się wygodnie obok mnie. Do pokoju wszedł Sączysmark. Czyli to już koniec.

-Czkawka. Przyprowadziłem Annę.- jak zawsze znudzony. To była jego robota, jedna z niektórych. Przyprowadzał do mnie te dziewczyny, które wychodziły jeszcze w ogóle żywe z sypialni wodza.

-Niech wejdzie.- pokazałem gestem ręki aby weszła. Szczerbatek zasnął i nie reagował. Była zapłakana ale żadnej poważnej rany nie widziałem.

-To ja będę już iść. Dwa tygodnie drogi łodzią od nas Drago znów wyruszył. Mam zebrać najlepszych wojowników i wyruszyć?- zapytał, a Anna usiadła na końcu łóżka.

-Zbierz ich. Wyruszcie za 10 dni. Najpierw niech Sky przeleci się i określi sytuację ale dopiero za tydzień. Zapewne nie spodziewają się nas tak późno więc jak się pojawimy dość późno nie mają szans nawet na odwrót.- ja rządziłem wszystkimi oddziałami. Oczywiście Sky'owi nie mogłem dać udziału w walce i dalekich misjach. Jego ojciec wolał aby szkolili go na wodza. Tyle, że Sky nie chciał być wodzem, a zwłaszcza tak okrutnym jak jego ojciec.

-To ty się nią zajmij, a ja zaraz przyjdę.- powiedział i wyszedł.

-Będzie dobrze.- usiadłem koło dziewczyny, ta przytuliła się do mnie i jeszcze bardziej płakała.- Za tydzień jeśli okaże się, że nie jesteś w ciąży, a napewno nie będziesz, pomogę ci uciec razem z Ironem.- odsunęła się ode mnie, popatrzyła mi w oczy i się uśmiechnęła. Teraz tylko szlochała.- Masz jakieś rany, zadrapania, siniaki lub popażenia?- zapytałem.

-Nie. Nie bił mnie.- zaczęła się trząść i mówiła bardzo cicho.

-Już spokojnie. Za tydzień nie będziesz go na oczy widzieć.- posłałem jej uśmiech.

-Obyś miał rację...- znów się uśmiechnęła.- Dziękuję... no wiesz... za to, że chcesz mi pomóc.- siedzieliśmy tak z pół godziny aż przyszedł Smark. Te dziewczyny, które były u mnie w pokoju nie były przeze mnie podrywane. Wiedziałem, że to tylko pogorszy ich stan w jakim były.

-Można już ją zabrać?- zapytał, a ja twierdząco pokiwałem głową.

-Dziękuję.- wyszeptała mi do ucha przytulając mnie. Smark przerzucił tylko oczami. Anna puściła mnie i wyszła z pokoju z moim kuzynem.

Taki nudny ehh. Mój dzisiejszy dzień to koszmar xdd. Oj chłopaki... Tylko oni potrafią wymyśleć tak głupie rzeczy, że stałam z moją naj i ośmioma chłopakami xd przed panem z polaka xdd. Nie powiem co się stało uff. Dobrze, że nam nauczyciel ostatnią szansę dał i nie posłał do dyry xd ale bym miała ufff. Hehe. Nagana? Nwm jakby się to skończyło ale dobrze jest na razie xd. Next jtr, może 2 ^^ Sorki, że wczoraj nie dałam drugiego ale rodzice kazali mi iść wcześniej spać ughh. Ja to mam szczęście xd Kocham was szczerbate mordki <3 Już niedługo pewnie będziecie mnie dręczyć: ,,Czemu to zrobiłaś?" ,,Jak mogłaś?" ,,On ma żyć!" hehe, takie wskazówki :* zgadywać <3 _słucham Linkin Park xd_ Kto najbliżej prawdy dedyk <3 jeszcze raz KOCHAM WAS SZCZERBATE MORDKI <3


Rozdział 18. Nie. Szczerbatek.

Aktualny tydzień

Perspektywa Astrid

Płynę tak już dwie godziny. Nie mam pojęcia gdzie jestem. Jest tak ciemno, że nawet nie widzę moich własnych rąk. Gdzie ja jestem? O nie. Grzmi. Cudownie. Teraz to mam przechlapane. Wiatr wieje coraz silniej, a moja mała łódka kołysa się na wszystkie strony. Zaczęło padać. Fale zaczynały się wznosić. Były coraz większe. Zalewały moją łódź. Nic nie robiłam. Wiedziałam, że ze sztormem ja sama na małej łódce se nie poradzę. Poddałam się poraz kolejny. W końcu wpadłam do morza. Dalej nic nie pamiętam oprócz ciemności.

Perspektywa Czkawki

- ...zaatakujemy ich z lewej strony od zachodu. Wasza gromada podleci od tyłu z południa i porozwala kilka statków. Sky szykuj się. Zaraz wyruszasz na ogarnięcie sytuacji. Reszta ma zostać tu póki Sky nie wróci. Ja wrócę za dwa dni. Sączysmark przejmiesz dowodzenie póki nie wrócę. Melody, ty natomiast...- stałem oglądając mapę, którą sam stworzyłem i opracowywałem plan ataku. Rozdzielałem każdemu zadania. Gdy zwracałem się do Melody podniosłem głowę, przeleciałem oczami wszystkich zgromadzonych lecz jej nie było. Chrząknąłem.- Gdzie jest Melody?- zapytałem Sączysmarka.

-Ja nie wiem. Od rana nikt jej nie widział. Pewnie jeszcze nie wstała. 7 rano mamy.- ten to zawsze tylko o spaniu.

-Dobra. Później jej powiem co ma robić. Draks, Leni, Aiden i Morun.- zwróciłem się do chłopaków.- Wy polecicie z Melody na zachód. Morun, ty obejmiesz dowodzenie.

-Jasne szefie.- powiedział Morun.

-Możecie się rozejść.- machnąłem ręką i powróciłem do oglądania mapy. Po chwili podszedł do mnie Gustaw.

-Cześć Czkawka. Ja też mogę iść na wojnę? Proszę.- spojrzałem na niego, zrobił proszące oczy.

-Nie.- odparłem.- Masz dopiero 14 lat. Nawet nie przystąpiłeś do szkolenia. Przykro mi ale nie mogę cię zabrać.- znów wbiłem wzrok w mapę.

-Ale za dwa miesiące przystąpię. No proszę.- zaczął błagać.

-To wbrew zasadom. Dobrze wiesz, że muszę ich przestrzegać. Nie chcemy aby Ramon się zdenerwował. A poza tym jeśli zaczniesz szkolenie będziesz musiał się najpierw wszystkiego nauczyć, a to trochę potrwa. Nie zabiorę cię. Możesz już iść.- mówiłem spokojnie ale stanowczo.

-To jest niesprawiedliwe! I tak polecę!- nie no, nie daje za wygraną. Jest tak podobny do Sączysmarka.

-Jedyne co możesz zrobić to polecieć ze Sky'em. Tylko tyle. Jesteś za młody na wojnę i nie puszczę cię, bo narażę cię tylko na śmierć. Nie jesteś gotowy.- miałem ochotę wybuchnąć ale przy dziecku niewypada.

-Ja też chcę mieć 21 lat! Czemu jestem taki mały, ughh.- skrzyżował ręcę i zrobił obrażoną minę. Stanąłem przed nim. Dziwnie to wyglądało. Czemu? Ja jestem bardzo wysoki, a on ledwo do klatki piersiowej mi sięga.

-Jeśli nie chcesz patrolować okolic ze Sky'em możesz wracać do pokoju.- odpowiedziałem stanowczo. Czy on nie rozumie, że jest za młody na wojnę?

-No dobra. Chcę.- już się uspokoił.

-Sky!- zawołałem go, a on podszedł do mnie. Na szczęście jeszcze nie wyszedł.- Weźmiesz Gustawa ze sobą. Będziecie razem patrolowali okolice. Gustaw, masz się go słuchać, bo więcej nigdzie nie polecisz.- Sky nie był chyba zadowolony zbytnio. Wolał sam lecieć i wiem, że zabierze go, bo inaczej nie da nikomu spokoju.

-Chodź młody, wyruszamy za 5 minut.- powiedział Sky. Do sali wbiegła Melody. Przerzuciłem oczami. Rzuciła się na szyję Sky'a.

-Uważaj na siebie.- przytulili się.

-Ty też.- posłali sobie uśmiechy niechętnie się puszczając. Sky jest całkiem dobry ale jakoś gdy widzę kogoś przy Melody to mam ochotę mu przywalić. Nie chcę aby było to samo co z Alexem. Sky i Gustaw wyszli wsiadając na smoki i odlatując. Melody stanęła koło mnie i podniosła się na palcach. Od niej również jestem wyższy.

-Anna nie jest w ciąży. Teraz pomożesz?- wyszeptała mi do ucha i stanęła normalnie.

-Chodź.- wyszliśmy z sali. Iron wiedział, że mu pomogę razem z nią uciec.

Ja poszłem po Irona, a Melody po Annę. Spotkaliśmy się w porcie. Dziewczyny wydały pisk ze strachu.

-Co tu się stało?- zapytała Melody podchodząc do mnie.

-A, no wiesz... musiałem im dowalić od tyłu, bo inaczej by nas zauważyli. Nie bój się, żyją.- gdy doszłem do portu było tam pięciu strażników. Zaszedłem każdego od tyłu i mocno uderzyłem kamieniem o głowę. Potem leżeli nieprzytomni.

-Na szczęście.- odetchnęła razem z Anną z ulgą.

-Nie mamy czasu więc wsiadajcie na smoki i lećcie jak najszybciej. Módlmy się aby nikt nie zauważył zbytnio waszego zniknięcia.- powiedziałem.

-Dziękuję.- powiedziała Anna i mnie przytuliła. Puszczając mnie Iron podał mi dłoń, a ja ją uścisnąłem.

-Dziękuję również.- wymieniliśmy uśmiechy.

-Teraz szybko uciekajcie.- powiedziałem. Wsiedli na smoki i szybko odlecieli.

-To może teraz my uciekniemy do swoich pokoi?- zapytała Melody.

-Tak. To dobry pomysł. Ja wylatuję zaraz więc będziesz w grupie, w której dowodzi Morun. Wrócę za dwa dni akurat na czas. Możesz już iść.- oznajmiłem.

-Uważaj na siebie. Abym nie musiała się o ciebie martwić.- uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Będę. Do zobaczenia.- przytuliłem ją, zagwizdałem, a koło mnie pojawił się Szczerbatek, wsiadłem na mordkę, założyłem maskę i wzbiłem się do góry lecąc na północ.

Nad ranem następnego dnia

Nadal leciałem w tym samym kierunku. Przed nami była lekka mgła. Wlecieliśmy w nią. Szybko wylecieliśmy lecz od razu ostra sieć nas złapała. Zaczęliśmy spadać. Dobrze, że nie byliśmy wysoko. Po upadku miałem na rękach krew. Nie moją. Szczerbatka. Wyjąłem piekło, szybko się podniosłem o rozciąłem nim sieć.

-Nie, Szczerbatek.- ukląkłem przy nim. Nie zwracałem uwagi na tłum ludzi, który zebrał się wokół mnie. Tak jak myślałem, sieć miała kolce. Jeden z nich wbił się w brzuch mordki. Ostrożnie go wyjąłem. Z mojej torby wyciągnąłem wodę i szmatkę. Zwilżyłem nią materiał i obmyłem ranę. Widziałem w oczach Szczerba, że mocno cierpi.- Zadowoleni jesteście?- burknąłem głaszcząc mordkę po głowie. Głośno oddychał.

-Smoczy Jeździec.- ktoś z tłumu powiedział. Tak byłem często nazywany odkąd każdy dowiedział się, że jako pierwszy zacząłem latać na smoku.

-Co się tutaj dzie...- jakiś gruby głos nie dokończył zdania. Nadal klęczałem nad Szczerbatkiem, mocno krwawił. Oby ta strzała nie była zatruta.- Smoczy Jeździec? Ale skąd? Jak? Ktoś mi wytłumaczy jakim prawem to zrobiliście?!- mnie nikt nie mógł łapać lub zabijać. Z każdym miałem pokój oprócz Dagura i Drago. Pomagałem innym w wojnach. To napewno był ich wódz. Nikt się nie odezwał.- Valka! Pomóż mu! I przynieś jakieś opatrunki! Ma się to więcej nie powtórzyć!- zaczął krzyczeć do zgromadzonych.

-Zrozumiano wodzu.- powiedzieli cicho ci co mnie zestrzelili razem ze Szczerbatkiem. Koło mnie klęknęła kobieta. Przypominała mi kogoś. Spojrzeliśmy sobie w oczy.

-Proszę.- dała mi opatrunki.- Pomogę ci.- wymieniliśmy uśmiechy choć ona mojego nie widziała.

Opatrzyłem mordkę. Bardzo cierpiał. Nie miał siły się podnieść. Nie chcę aby umarł. Nie chcę aby mnie zostawił. Bez niego nie będę mógł żyć. Już straciłem jedną osobę, którą kocham, Astrid. Nie mogę stracić drugiej. Jest moim najlepszym przyjacielem, bratem.

-Dziękuję.- wstałem, ona także.

-Może zdejmiesz maskę.- spojrzałem na nią. Rozejrzałem się w około siebie. Każdy miał nadzieję w oczach, a zwłaszcza dziewczyny. Znów się zacznie, no trudno. Zdjąłem maskę i przejechałem palcami po włosach aby były w nieładzie. Dziewczyny zaczęły wzdychać. Wiedziałem, że tak będzie. Spojrzałem na kobietę. Dziwnie się mi przypatrywała. Zaczęła się przybliżać. Jej wzrok przeniósł się na moją małą, prawie niewidoczną bliznę na brodzie. Rozszerzyła oczy.

-Coś nie tak?- zapytałem. Spojrzała znów w moje oczy. Wydawały się takie znajome.

-...

Hehe. Zabijcie mnie teraz xdd. Przepraszam, że tak późno ale kazali mi choinkę rozbierać xdd. No więc, czekam aż mnie do grobu weźmiecie heh. Dedyk dla osób, które zgadną co powie Valka i jak zareaguje Czkawka hehe. Choć to oczywiste ale no trudno xd. Kocham was szczerbate mordki <3 lecę pisać następnego i dziękuję za tyle komów <3 jesteście wspaniali <3 jeszcze raz KOCHAM WAS <3

Rozdział 19. Przypominasz mi go.

Perspektywa Czkawki

-Po tylu latach nareszcie cię znalazłam.- powiedziała i mocno mnie przytuliła.

-Eee, czy my się znamy?- puściła mnie i znów spoglądaliśmy sobie w oczy.

-Ja cię napewno znam. Jak ty wyrosłeś przez te wszystkie lata. Masz już 21 lat Czkawka, prawda?- skąd ona to wie? Nikt nie znał mojej tożsamości oprócz ludzi z wyspy Nocy.

-Skąd ty wiesz ile mam lat i jak się nazywam?- mówiłem z zakłopotaniem.

-Bo matka nigdy nie zapomina swojego dziecka mimo upływu tylu lat.- położyła mi dłoń na policzku. Co ona mówi, że niby ona jest...

-Ty jesteś moją mamą?- tego się nie spodziewałem. Kiwnęła twierdząco głową.- Udowodnij.- nie dam za wygraną.

-Byłeś wcześniakiem, twój ojciec ma na imię Stoik Haddock, ty jesteś moim synem. Masz na imię Czkawka Haddock. Porwały mnie smoki gdy miałeś dwa miesiące. Ja mam na imię Valka Haddock. Niewiele wiem o tobie ale wiem, że jesteś przyszłym wodzem Berk, ponieważ twój ojciec teraz dowodzi. Mało informacji ale niczego nie zaprzeczysz. Masz też kuzynów. Melody i Sączysmarka. Proszę uwierz.- mówiła to z takim przekonaniem i jeszcze to wszystko była prawda.

-To... to jest... niemożliwe...- nie wiedziałem co powiedzieć.

-Nie cieszysz się?- zapytała ze smutkiem.

-Cieszę się i to jak ale nie mogę uwierzyć, że znalazłem cię.- nie wiem dlaczego ale mocno ją przytuliłem. Ludzie wokoło nas wydali charakterystyczny odgłos wzruszenia.

-Przykro mi z powodu smoka. Strzały nie były zatrute. Twój smok zacznie latać zapewne za dwa dni, napewno dłużej to nie potrwa.- kamień spadł mi z serca.

-Jak dobrze... Zaraz, za dwa dni?!- krzyknąłem wystraszony. Już jej nie przytulałem. Odeszłem na bok mówiąc głośno do siebie. Klęknąłem koło mordki.- Nie. Nie tyle. Za długo. Nie zdążymy. Nie dadzą rady bez nas. Sączysmark nie wie jak dowodzić całą flotą. Nie, nie, nie. Mordko proszę cię. Daj znak jakiś, że możemy wcześniej wylecieć. Nie zdążymy inaczej. Przegramy. Nie...- byłem bliski załamania. Oni beze mnie przegrają. Nie starczą mi dwa dni. Nie mogę. Jutro miałem wrócić i przygotować wszystkich, a teraz co? Nie mogę nic zrobić. To będzie porażka. Tyle osób może zginąć.

-Synu co się dzieje?- zapytała moja ee, mama i położyła mi rękę na ramieniu. Wstałem na równe nogi.

-Drago.- niektórzy pobledli.- Mamy z nim wojnę. Beze mnie oni przegrają. Wyspa Nocy przegra. Jak zginą wszyscy ludzie nie wybaczę sobie tego nigdy. Nie, zaraz.- szybko podbiegłem do mojej torby. Jakie szczęście nie było tam mapy. Odetchnąłem z ulgą.- Jest szansa na zwycięstwo. Oby Melody objęła dowodzenie.

-Melody? Dowodzenie? Wojna? Wyspa Nocy? Wytłumaczysz mi co się dzieje?- pytała energicznie. Każdy mi się przypatrywał.

-Może choćby do mojego domu. Ej, wy tam! Dajcie kilka ryb temu smokowi i sprowadźcie szamankę aby dała mu zioła przeciwbólowe!- krzyknął czarnowłosy mężczyzna, wódz jakiejś tam wyspy.

-Szczerbatku, wrócę za chwilę, dobrze?- smok tylko polizał mnie po twarzy. Poszłem z moją matką, wodzem i kilkoma osobami do jego domu.

Perspektywa Sky'a

- ...i wtedy ona mnie pocałowała w policzek! Rozumiesz to? W policzek!- na Odyna, ten dzieciak jest strasznie wkurzający. Nie wiem jak można z nim wytrzymać. Gada coś i gada, a ja go nie słucham. Latamy już tak dobre 16 godzin. Mieliśmy tylko trzy przerwy 3-godzinne. W końcu coś przykuło moją uwagę, a raczej ktoś. To jakaś blondowłosa dziewczyna. Była nieprzytomna na środku oceanu. Głowę i jedną rękę miała na niewielkiej desce.

-Gustaw, mógłbyś się na chwilę uciszyć?- zapytałem wściekły.

-No dobra ale mam ci jeszcze tyle do opowiedzenie! Na przykład raz...- nie będę go słuchał. On zaczął coś opowiadać, a ja zleciałem na dół.

-Kara, bierz ją.- Kara, tak ma na imię mój smok z gatunku Gronkla. Smok wziął ją w szpony. Podleciałem do najbliższego brzegu. Smok odłożył dziewczynę i wylądował obok. Zszedłem i podszedłem do niej. Oddychała znaczy, że żyje. Ale ona śliczna. Blond włosy, jedwabna cera. Budzi się. Ja klęczałem koło niej. Otworzyła oczy, takie piękne. Są błękitne jak ocean. Ale ja kocham tylko Melody choć boję się jej to powiedzieć. Może kiedyś.

-Gdzie ja jestem?- podniosła się do siadu.

-Znalazłem cię, pływałaś na jednej desce na środku oceanu. Co się stało?- zapytałem. Zauważyłem, że ma rozciętą wargę.

-Uciekłam z mojej wyspy. Chciałam znaleźć mojego byłego chłopaka. Wciąż go kocham i to przeze mnie nie jesteśmy razem. Nie powiedziałam mu czegoś ważnego. Miałam także innego chłopaka...- tu dotknęła lekko swojej wargi. Zrozumiałem, że ją bił.- I uciekłam, bo z nim zerwałam. Nie kochałam go. Kocham tylko jedną osobę i zawsze będę ją kochać. Choć nawet nie wiem czy żyje. Minęło tyle lat.- zaczęła płakać.

-Wiesz, jestem strażnikiem pewnej wyspy i moim zadaniem jest również zabrać cię do niewoli.- powiedziałem ze smutkiem. Tyle przeżyła ale co ja mam z nią zrobić. Przecież jej tu nie zostawię, bo zginie.- Tam przynajmniej będziesz bezpieczna.- wstałem i podałem jej rękę. Pomogłem jej wstać.

-Skoro musisz to moje życie nie może być gorsze.- powiedziała cicho. Była przygnębiona.

-Mam na imię Sky, a to moja droga przyjaciółka Kara.- pokazałem jej smoka, a ta zaczęła się cofać.- Spokojnie, ona ci nic nie zrobi. Na wyspie Nocy tresujemy smoki. Wsiadasz czy giniesz?- zapytałem z rozbawieniem. Wsiadłem na smoka. Ona niepewnie podeszła. Na początku się wachała ale pomogłem jej wsiąść. Siedziała za mną.

-Jestem Astrid.- powiedziała z uśmiechem, który oddałem.

-Lecimy.- poklepałem smoka, a on wzbił się w powietrze. Astrid złapała mnie w tailii. Przypomniało mi się jak zabrałem kiedyś Melody na lot późnym wieczorem. Była przytulona do mnie. Jak ja tą dziewczynę kocham.

Perspektywa Astrid

Nic nie pamiętam. Tylko tą ciemność. Lecę teraz na smoku z jakimś gościem o imieniu Sky na jakąś wyspę Nocy. Jakbym tam została pewnie bym zginęła. Musiałam się zgodzić. Bardzo mi przypomina Czkawkę. Znaczy jego oczy i kolor włosów, i jest jeszcze wysoki.

-Przypominasz mi go.- powiedziałam i znów zaczęłam płakać.

-Aż tak za nim tęsknisz?- zapytał.

-Ogromnie.- przytuliłam się do niego.

-Co się z nim stało?- powiedzieć mu czy nie? Powiedziałam. Dowiedział się całej historii. Nie zdradziłam tylko imion. Nie chcę ich wymawiać, bo to zaboli.

-Współczuję. Jeśli trafili do nas to z pewnością chłopaki albo zginą w wojnie za parę dni, a laska albo nie żyje albo już uciekła.- oznajmił. Doznałam szoku.

-Jak to do was? Nie mów mi tylko, że...- nie było dane mi skończyć.

-Jestem jednym z synów Ramona i zastępcą tronu Nocy.- mówił to z takim żalem.

-Ty nie chcesz być wodzem.- powiedziałam.

-Skąd wiesz?- był zaskoczony.

-On też nie chciał. Mówił to tak samo jak ty. Chciałabym go zobaczyć jeszcze raz.- westchnęłam i się trochę uspokoiłam.

-Ej! Zapomniałeś o mnie!- krzyknął jakiś chłopięcy głos z tyłu nas. Odwróciłam się.

-Na Odyna, zapomniałem o idiocie.- westchnął i przerzucił oczami.

-Idiocie?- zaśmiałam się.

-Tak. Jest tak upierdliwy, że mam ochotę go wyrzucić na pożarcie smokom.- raczej go nie lubi. Mały chłopak, na oko piętnastoletni podleciam na Śmiertniku Zębaczu.

-Czemu o mnie zapomniałeś i kto siedzi za tobą. Przecież to nie jest twoja dziewczyna, bo ty kochasz przecież...- nie dokończył, bo Sky posłał mu mordercze spojrzenie.- ...no kuzyneczke Smoczego Jeźdźca.- zaśmiał się głośno.

-Smoczy Jeździec? On u was jest?- zapytałam.

-Tak. Teraz go nie ma. Szykujemy się do wojny.- lecieliśmy w ciszy aż do następnego wieczora.- Dolatujemy właśnie.- oznajmił.

Wlecieliśmy w ciemną mgłę. Po chwili wylecieliśmy z niej. Ukazała mi się wielka wyspa. Wyspa Nocy. Groźnie tu. Wszyscy trenują. Młody chłopak odleciał do innych chłopaków, a my wylądowaliśmy. Zsiedliśmy ze smoka.

-Sky!- krzyknęła jakaś dziewczyna i rzuciła się mu na szyję. Ładna jest. Pewnie są parą.- Jak dobrze, że nic ci nie jest. Martwiłam się o ciebie.- mówiła i w pewnej chwili zaczęła płakać.- Sky?- zapytała. Chłopak puścił ją z objęć.

-Tak?- zapytał i popatrzyli prosto w swoje oczy.

-On jeszcze nie wrócił.- powiedziała drżącym głosem.

-Że co? Miał wrócić dziś rano! Zwołaj wszystkich!- był spięty.

-A jak się mu coś stało?- zaczęła głośniej płakać.

-Nie mogło. Ale teraz szybko zwołaj naradę. Jeśli on jeszcze nie wrócił może być źle. Będziesz musiała przejąć dowodzenie jeśli zostawił mapę. Bez niego możemy przegrać. Pójdę z wami na wojnę.- mówił stanowczo.

-Co? Nie możesz! Twój ojciec...- nie dane było jej skończyć.

-Mój ojciec mnie teraz nie obchodzi. Jeśli go nie ma trzeba go zastąpić. Nie mogę bezczynnie siedzieć.

-Ja ci nie pozwolę.- przybliżyła się do niego.- Dawno chciałam ci to powiedzieć. Kocham cię.- chyba go zatkało.

-Wiesz, ja też cię kocham.- uśmiechnęli się do siebie. Stali tak jakiś czas bardzo blisko siebie.

-Może się w końcu pocałujecie?- ja to powiedziałam na głos? Chyba tak, bo popatrzyli się na mnie rozbawieni, a potem się pocałowali.

-Teraz idź zbierz wszystkich, a ja nową dziewczynę zaprowadzę do lochu.- super, w lochu będę siedzieć. Może oni też tam będą?

-Jasne.- pobiegła, a on zaprowadził mnie do ciemnego powieszczenia.

-Jutro rano będziesz mogła wyjść lecz tej nocy musisz zostać tu.- oznajmił.

-Dobrze.- powiedziałam i już go nie było. Usiadłam na drewnianym łóżku i się położyłam. Momentalnie zasnęłam.

Jutro też dodam nexta. Długi i nudny zapewne ehhh. Niedługo ktoś zginie, bo mam ochotę kogoś zabić xdd. Napiszecie koma? Mam doła ehhh. Czemu to musi być taką trudną decyzją ehhh. No dobra, nie rozklejam się już. Dobranoc jeśli ktoś idzie spać <3 kocham was szczerbate mordki <3 i dziękuję, że jesteście <3 ten rozdział był desykowany dla was <3 kocham was tak bardzo <3


Rozdział 20. Jeśli przeżyję.

Perspektywa Czkawki

Dowiedziałem się, że rano mogę już wylecieć na Szczerbatku. Boję się, że mogę nie zdąrzyć choćby na kawałek wojny. Nie wybaczę sobie tego jeśli coś komuś się stanie.

Przez te dwa dni lepiej poznałem swoją matkę. Sam nie mogłem uwierzyć ale wyrabiała broń w kuźni. Teraz przynajmniej wiem, po kim to odziedziczyłem. Znajduję się akurat na wyspie Wiecznej Prawdy. Są tu naprawdę mili ludzi oprócz dziewczyn. Ciągle wzdychają na mój widok ale szczerze mówiąc i tak je podrywam. Jest tu więcej ludzi niż było na Berk choć wyspa jest dwa razy mniejsza.

Powiedzieli mi, że wódz, Aron, ma konflikt z Ramonem. Ponoć porwał jego córkę. Jak dowiedziałem się, że to Anna, nie mogłem uwierzyć. Dokładnie wskazałem im w jakim kierunku się udali. Byli wdzięczni mi, że pomogłem jej uciec.

Wypytywali się mnie o bardzo dużo rzeczy. Ja natomiast zadawałem pytania tylko matce. Ona bardzo tęskni za moim ojcem. Nie wie tylko w jakim kierunku się udać na Berk. Jest to bardzo daleko stąd.

Gdy nie było mnie na wyspie Nocy ulepszałem ogon Szczerbatkowi aby szybciej dolecieć i zdążyć na walkę z Drago. Na szczęście zostawiłem mapę. Melody obejmie dowodzenie. Jako jedyna wie gdzie co leży dokładnie i zna moje zamiary na atak. Tylko jej najbardziej ufam. Wiem, że nie wygada. Czasem zdaża się, że mamy w swoim wojsku wroga. Dlatego wolę tylko jej o tym mówić na wszelki wypadek. Mieszkam aktualnie z matką w jej domu. Ma dwa pokoje, kuchnię, salon i łazienkę.

W wolnych chwilach wytresowałem młodzieży kilka smoków. Teraz wyspa Wiecznej Prawdy ma pokój ze smokami. Wódz nie był zadowolony, że przybywam z wyspy Nocy ale pomogłem mu kiedyś w wojnie z Dagurem. Każdy mnie miło i serdecznie traktował. Pewnie dlatego, że bali się mnie i mojego smoka.

Wstałem rano. Było gdzieś koło 6. Zszedłem na dół. Moja mama już nie spała. Usiadłem naprzeciwko niej w kuchni.

-Dziś wylatujesz?- zapytała smutna podając mi śniadanie.

-Tak. Zaraz wyruszam.- zjadłem śniadanie w ciszy, nakarmiłem już przebudzonego gada i razem wyszliśmy z domu. Cała wioska mnie miło pożegnała i życzyła powodzenia. Wojna miała zacząć się za pięć godzin. Nie dolecę tak szybko ale mam nadzieję, że nie na koniec. Miałem już wsiadać na mordkę gdy podbiegła do mnie moja matka i mnie mocno przytuliła płacząc. Oddałem uścisk.

-Odwiedzisz mnie czasem?- zapytała. Puściliśmy się i spojrzeliśmy sobie w oczy.

-Jeśli przeżyję.- zaśmiałem się, a w jej oczach zobaczyłem strach i niepokój.- Odwiedzę, nie mart się.- uśmiechnęliśmy się do siebie.

-Uważaj na siebie synu.- położyła mi rękę na policzku, a potem odeszła. Wsiadłem na Szczerbatka i ustawiłem ogon na odpowiednią pozycję.

-Cześć dziewczyny.- puściłem oko do grupki dziewczyn, które momentalnie rozmarzyły się. Uwielbiam to robić. Kilka starszych ode mnie chłopaków zaśmiało się z ich min, a chłopaki w równoległym wieku wydawali się być zazdrośni. Założyłem maskę.- Lecimy stary.- poklepałem mordkę po szyi i wystrzeliliśmy z wielką szybkością w górę. Obyśmy zdążyli.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się cała obolała. Łóżka tutaj nie są zbytnio wygodne. Dali nam do lochów śniadanie. Potem koło 10 nas wypuścili. Weszliśmy wszyscy do dużej sali. Stanęłam i oparłam się o ścianę. W pewnym momencie do sali weszła ta dziewczyna, która całowała się wczoraj ze Sky'em.

-Nie no! My sobie nie poradzimy! Przegramy! Kiedy on wróci!- zaczęła krzyczeć idąc w stronę wielkiego stołu. Za nią szło kilku chłopaków.- Maxwell!- zawołała lekko wkurzona.

-Już jestem Melody!- powiedział. Gdy usłyszałam to imię momentalnie drgnęłam. Czy to może być ona? Nie. Przecież tu dziewczyny nie są ważne. To napewno jest jedną z córek Ramona.

-Gdzieś ty był?! Gdzie jest Sky?! Gdzie Leni i Aiden?! Na was w ogóle nie można liczyć!- zdenerwowała się dziewczyna.

-Przygotowują się.- odpowiedział. W końcu dużo wojowników weszło do sali. Wszyscy zasiedli przy stole. Opracowywali plan ataku. Nie było ich słychać, bo stałam za daleko. Podeszły do mnie niektóre dziewczyny.

-Cześć. Ty jesteś nowa? Mam na imię Cassie.- powiedziała. Bardzo ładna z niej dziewczyna.

-Tak. Astrid.- podałyśmy sobie dłonie.

-Współczuję ci. Tu jest strasznie. Żyjemy w niewoli.- odpowiedziała ze smutkiem.

-Ja już nie mam po co żyć.- czułam jak zbierają mi się łzy w oczach.

-Każdy ma. A rodzina, chłopak?- musiała to mówić? Łzy zaczęły mi się lać po policzkach. Położyła mi dłoń na ramieniu.

-Rodzice nie żyją, a z chłopakiem zerwałam, bo go nie kochałam. Kochałam i nadal kocham takiego jednego. Ale go... porwali...- próbowałam się uspokoić.

-My też tęsknimy za chłopakami ale jest tu taki jeden...- nie było dane jej skończyć, bo do dyskusji wtrąciła się dziewczyna, która stała obok.

-Jest taki seksowny. No ciacho po prostu. Flirtuje z każdą. Niezły z niego podrywacz. Cassie może ci nawet powiedzieć jak całuje.- rozmarzyły się.

-A całuje bosko. Te jego miękkie, ciepłe wargi. Jego umięśnione ciało, słodki głos, piękny uśmiech. I te oczy...- westchnęły wszystkie.

-Aż taki cudowny?- zapytałam ze śmiechem. Zapomniałam na chwilę o problemach.

-I to nie wiesz jak.- znów westchnęły.- Zapewne go poznasz jak wróci. Napewno wróci. On wszystkie wojny wygrywa. Nie da się go zabić. Jest silny, sprytny, bardzo inteligentny, umięśniony, ideał z niego prawdziwy.- ciekawe jak wygląda.

-Wszyscy na stanowiska!- krzyknęła ta dziewczyna i wszyscy wyszli z sali, a my wróciliśmy do lochów.

Czyli wojna zaraz się zaczyna. Przegrają bez niego tak jak mówią czy wygrają? Nic nie wiadomo. Ciekawe czy ich kiedyś tu znajdę. Jest tu sporo wikingów w niewoli. Napewno jeśli żyją, bardzo się zmienili.

Ale późno wstawiam xd i do tego późno wróciłam hah. Rozdział taki se nudny. Ale następny... Heheh. Będzie się działo :D Powiem tak, mam ochotę kogoś zabić aby było trochę akcji więc bójcie się :D możecie zgadywać kto zginie ;) może jedna osoba, może dwie, ewentualnie siedem xd. Nie no, żartuję :D nie uśmiercę siedmiu osób. Jutro wtorek, nie wracam tak późno jak dziś więc dopiszę trochę jutro do rozdziału, który zacznę jeszcze dzisiaj i dodam wieczorem :D Trzeba opisać wojnę, emocje, śmierć :3 Pozdrawiam i kocham was szczerbate mordki <3 W środę nie będzie nexta, ponieważ będę bardzo zajęta :'( ale jtr będzie ;) Czuję się o wiele lepiej :D kocham was jeszcze raz <3 Dobranoc <3


Cholera! (Przepraszam xd) No nie mogę, od godziny próbuję wstawić choć kawałek rozdziału i mnie ciągle wywala grrr. Weźcie dajcie mi pistolet. Ja nie dam za wygraną. Choćbym miała nie spać całą noc ja to wstawię, zobaczycie. Nie dam się! Grrr. Będę próbować i próbować. Już mam migrenę xd. Dam radę. Ja to wstawię! Nawet nie wiem czy to się wstawi xd. Zobaczymy. Przepraszam i miejcie żal do edytora grrr. Cokolwiek nie zrobię to mnie wywali grr. Pewnie to co tu piszę się nie wstawi ale jak będzie, to pamiętajcie, JA TO WSTAWIĘ CHOĆBY W ŚRODKU NOCY!!! Nie poddam się xd kocham was <3


Może kawałkami mi się uda? Zobaczymy:

...


Rozdział 21. Zabij mnie, nie mam po co żyć.

Dedyk dla: Cora20, bo wiedziała kogo zabiję O.o nie do końca ale wiedziała hehe. Drugi dedyk dla: Szcerbek26, bo mi spojlera odwalił, najbliżej prawdy :D xd. Hehe. Nie kombinuj, bo prawdę odkryjesz ;) Żartuję, kombinujcie wszyscy ile wlezie :D Miłego czytania ^^

Perspektywa Melody

Wsiedliśmy wszyscy na smoki. Teraz zastępuję mojego kuzyna. Bardzo się o niego martwię. Z pewnością nic mu nie jest ale mam pewne obawy, że wojna nie wyniesie korzyści. Wręcz przeciwnie. Będzie klęską. Naszą klęską. Przegraną. Lecimy na razie wszyscy na południe.

-Melody? A co jeśli on nie zdąży?- zapytał niepewnie Sączysmark.

-Zdąży. Napewno jeszcze przyleci. Zobaczysz. Nie zostawiłby nas.- mówiłam z żalem. Zbierało mi się na łzy ale nie mogłam teraz płakać.- Cyra, Sonia.- zwróciłam się do dziewczyn. Ja i one dwie jesteśmy jedynymi dziewczynami, które są ważne na tej wyspie. Cyra ma 25 lat i jest starszą siostrą Sky'a, a Sonia ma 18 lat i jest na razie najmłodsza w rodzinie. Zgadza się, od 18 lat Ramonowi pogorszyła się jego choroba i niektóre szamanki mówią, że więcej dzieci nie będzie mógł mieć.

-Tak Melody?- zapytały razem.

-Polecicie z Michaelem, Draksem i Johnem na wschód. Weźcie też kilku set wojowników. Oddział pokieruje Michael.- mówiłam stanowczo. Trzeba już się powoli rozdzielać.

-To my lecimy!- polecieli wszyscy.

-Maxwell, Morun i Will.- zwróciłam się do chłopaków po jakimś czasie.- Lećcie już na zachód. Maxwell, ty pokierujesz oddział. Weź jak najlepszych wojowników. Na zachodzie potrzeba więcej ludzi.

-Jasne. Lecimy!- krzyknął do pozostałych i także się oddalili.

-Bjarni, Emon i Michał. Wy lećcie teraz jak najszybciej na południe i zaatakujcie ich od tyłu. Nie będą mieli drogi ucieczki. Emon pokierujesz wszystkich.- pokiwali głowami i ruszyli z innymi w odpowiednim kierunku. -Leni, leć po oddział. Zastaniemy ich na północy. Zaraz do ciebie dołączę.- pokazałam ruchem ręki aby już leciał. Bez słowa oddalił się. Myślałam chwilę aż coś usiadło za mną i objęło mnie w tailii. -Miałeś zostać.- powiedziałam udając obrażoną.

-Naprawdę miałem?- zapytał rozbawiony Sky.- Nie będę słuchać się ojca. Wolę walczyć niż siedzieć bezczynnie.- odwróciłam się w jego stronę. Pocałował mnie lekko.- Kocham cię.- wyszeptał.

-Ja ciebie też. Tylko nie wiem do jakiego oddziału cię dodać.- powiedziałam.

-Do twojego.- posłaliśmy sobie uśmiechy.

-Skoro chcesz.- przytuliliśmy się. Ucałował mnie w czoło i znów siedział na swoim smoku.- Lecimy na północ.- powiedziałam.

-Jasne.- dołączyliśmy do Leniego i z całym oddziałem czekaliśmy aż rozpęta się piekło.

Perspektywa Czkawki

Wojna zaczęła się, jeśli się nie mylę, trzy godziny temu. Za godzinę lub mniej powinienem tam być. Lecimy naprawdę szybko choć Szczerbatek jeszcze do końca nie wyzdrowiał. Oby im się nic nie stało. Nie wybaczę sobie jeśli ktoś ważny dla mnie zginie. Co jeśli sobie nie poradzą? Nie... poradzą sobie. Jest tam Melody. Ona wie jak ogarnąć plan ataku. Zna dokładnie każde pomierzenie na mapie. Dobrze, że ją zostawiłem. Po co ja w ogóle wyleciałem aby szukać tych smoków?

Perspektywa Astrid

Ponoć od trzech godzin trwa wojna. Ciekawe czy wygrywają, czy przegrywają. Każdy jest w napięciu. Siedzę teraz na łóżku. Na moją prośbę dali mi kartkę i ołówek. Rysowałam Czkawkę. Ciągle go pamiętam. Jego piękny uśmiech, włosy w nieładzie, brązowe z refleksem rudego. I te oczy, te piękne zielone oczy przypominające świeżą trawę. Takie tajemnicze, pewne siebie, pogrążone zaufaniem i miłością. Był i jest dla mnie na zawsze ideałem. Ciekawe czy jeszcze żyje? Jeśli coś mu się stało nigdy sobie tego nie wybaczę. Po co ja w ogóle wypłynęłam do wuja Fina?

Perspektywa Melody

Dużo wikingów już zginęło ale mamy przewagę. Ludzi Drago jest naprawdę dużo. Myślałam, że będzie ich 10 razy mniej. Rzucają na nas ostre sieci, które ranią smoki i strzelają do nas z łuku. Gdzie jest Czkawka? Oby zdążył choćby na koniec. Odwróciłam głowę w lewą stronę. To co tam zobaczyłam mnie sparaliżowało. Na jednym z pustych statków, no nie do końca pustych, bo byli na nim martwi ludzie, zobaczyłam Sky'a. Miał wbitą strzałę w brzuch. Bardziej dostał w plecy i strzała przeszła na wylot, bo ostrze rozcięło mu brzuch. Szybko podleciałam cała zalana łzami. Wylądowałam, zeszłam ze smoka i podbiegłam do niego. Padłam na kolana nad jego ciałem. Ledwo oddychał, a oczy miał zamknięte. Złapałam go za dłoń.

-Sky, powiedz coś, proszę, nie zostawiaj mnie.- mówiłam prawie krzycząc. Obraz mi się rozmazywał przez łzy.

-Kocham cię Melody, przeprasz...- ledwo co wypowiedział te słowa i zmarł.

-Nie! Proszę nie!- zaczęłam krzyczeć i głośno płakać. On nie mógł odejść, nie mógł! Nie mógł mnie zostawić! Trochę się uspokoiłam. Nachyliłam się nad nim i go pocałowałam. Usiadłam po turecku i spoglądałam na jego martwe ciało.

-Jaki wzruszający widok.- usłyszałam suchy głos Drago.- Aż szkoda cię zabijać.- mówił rozbawiony.

-Zabij mnie, nie mam po co żyć.- zbyt mocno go kocham aby żyć dalej bez niego. Chcę być razem z nim. Ciągle siedziałam, a on stał za mną.

-Skoro panienka sobie życzy.- nie reagowałam na nic. Chciałam być już razem z nim. Jak odejdę z tego świata już nic nie rozdzieli naszej miłości.

-Wiesz, że przegrasz.- prychnęłam i się cicho zaśmiałam.

-Może i przegram ale będę mieć satysfakcję, że zabiłem dwoje ważnych dla wyspy Nocy ludzi.- znów się zaśmiał.

-Możesz zrobić to szybciej, chcę już być z nim.- znów złapałam Sky'a dłoń.

-Bo się jeszcze wzrusze. Mi też się śpieszy.- powiedział.

-Długo będziesz przeciągać?- zapytałam z drwiną.

-Skończmy to.- poczułam ostry ból. Jego miecz wbił mi się prosto w serce. Opadłam na podłogę. Nastała ciemność.

Perspektywa Czkawki

-No już mordko. Jeszcze trochę proszę.- lecieliśmy chyba zbyt szybko, bo Szczerbatek nie dawał sobie rady. Byliśmy już tak blisko. Zobaczyłem na jednym z pokładów śmiejącego się Drago. Stał nad martwą... Melody...- Spóźniliśmy się.- czułem, że zaraz serce mi wyskoczy. Gdyby nie ta rana, gdyby nie to, że wyleciałem, ona by żyła. I jeszcze Sky. Obydwoje.- Proszę ostatnimi siłami wylądój na tym pokładzie.- poprosiłem gada załamanym głosem. Szczerbatek też był pełny żalu. Przyśpieszył ostatnimi siłami i wylądował. Otworzyłem piekło, zszedłem ze smoka i wbiłem ostrze prosto w serce Drago.- To za nich ty bezduszny człowieku jeśli można cię tak nazwać.- powiedziałem, byłem wściekły na niego i na samego siebie. Upadł martwy na podłogę. Podbiegłem do Melody i Sky'a. Mieli splecione ręce.- Obyście razem byli szczęśliwi w Valhalli. Przepraszam, to moja wina, gdybym nie wylatywał nie zestrzelono by Szczerbatka i...- nawet nie zauważyłem jak nasi wygrali i zebrali się wokół mnie. Ktoś położył dłoń na moim ramieniu. Obejrzałem się przez ramię. To był Maxwell.

-Miałeś wyruszyć wcześniej lecz nie mogłeś. A to, że postrzelono Szczerbatka było nie do przewidzenia. To nie była twoja wina, naprawdę.- pocieszał mnie ja jednak uważam inaczej.

Odprawiliśmy im pogrzeb, a także jeszcze większości innych wikingów. Wróciliśmy do domu. Poinformowano Ramona, że jego syn nie żyje. Sączysmark choć był załamany śmiercią Melody, nie ukazywał tego. Ja natomiast nie wychodziłem z pokoju, nie wchodziłem do sali, latałem tylko na Szczerbatku. Musiałem poczekać nim do końca wyzdrowieje ale teraz nie ma śladu po ranie.

Od śmierci Melody i Sky'a minął cały rok i kilka miesięcy. Niedługo będę miał 23 lata. Dziś zwołano pierwszą naradę od tamtego czasu. Ramon będzie musiał przedstawić kto teraz ożeni się z Atram i zostanie następcą tronu Nocy. Każdy musiał na niej być, nawet niewolnicy. Oczywiście tylko ci starsi od 15 roku życia. Młodszych nadal nigdzie nie puszczali. Następcą tronu ma zostać 20-letni Michael. Wszyscy wojownicy już się udali do swoich pokojów. Jest dość późno. Szedłem prosto wolnym krokiem. Dziewczyny jak zwykle wzdychają na mój widok. Odwróciłem głowę w prawą stronę. Zobaczyłem Cassie. Przystanąłem. Ktoś koło niej stał i z nią rozmawiał. Cassie jak mnie zobaczyła zamilkła i patrzyła na mnie rozmarzonym wzrokiem. Nie dziwię się. Przecież ją kiedyś pocałowałem. Od śmierci Melody nie byłem w tej sali ani razu. Ta dziewczyna, która stała koło niej spojrzała mi w oczy. Oczy... te błękitne, ta jedwabna cera, te blond włosy. Czy to ona? Jest piękna. Zauważyłem w niej, że zaczęła do mnie podchodzić z niedowieżaniem. Ja również szedłem w jej kierunku. Każdy się na nas patrzył.

-Astrid...- szepnąłem.

Perspektywa Astrid

Rozmawiałam z Cassie. Zaprzyjaźniłyśmy się. Ciągle dziewczyny opowiadały mi o tym chłopaku. Zawsze zapominałam zapytać o imię. W końcu Cassie powiedziała, że od półtora roku nie wchodził do tej sali, bo jego kuzynka zginęła w wojnie. Jak tak rozmawiałyśmy w pewnym momencie powiedziała, że to on. Gdy spojrzałam w jego stronę, a potem na oczy. Oczy... te zielone, te piękne brązowe włosy z refleksem rudego, takie niepoukładane, jest taki cudowny. Czy to on? Zaczęłam iść w jego kierunku z podekscytowaniem. Nie mogłam uwierzyć, że to może być on. Zobaczyłam błysk w jego oczach gdy na mnie spojrzał. Również szedł w moją stronę. Szepnął moje imię, które i tak usłyszałam. To napewno on.

-Czkawka...- powiedziałam cicho lecz on to usłyszał. Stanęliśmy blisko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Po tylu latach mogłam w nich na nowo się rozpływać... Każdy się na nas patrzył z niewiadomą.

Tum dum, xd. Kocham was i rozdział taki nudnawy xd. :D KOCHAM WAS SZCZERBATE MORDKI <3 i dziękuję za taką ilość komów <3 kocham was jeszcze raz <3 Pozdrawiam was wy moi kochani <3 kocham <3 podobało się? Zostawcie podkomentarz xdd ;) Co będzie dalej? Zgadywać :D I przepraszam, miejcie żal na edytor grrr. Mam nadzieję, że Wikia mi to szybko naprawi xd. Od dzisiaj nexty w komach :D


Rozdział 22. Jak myślisz, kocha mnie nadal?

Dedyk dla was <3

Perspektywa Czkawki

Staliśmy blisko siebie. Dzieliło nas 30 centymetrów. Każdy się na nas patrzył. Nikt nie wiedział o co chodzi. Patrzyłem w jej piękne błękitne jak morze oczy, te piękne blond włosy, jedwabną cerę, cała idealna. Chciałbym ją pocałować ale z pewnością mnie nie kocha. Minęło prawie sześć lat. Zapewne już kogoś ma, jest zbyt piękna aby była samotna. Dała mi lewego sierpowego w ramię. No trochę bolało.

-Za co?- zapytałem rozmasowując obolałe miejsce.

-Za to, że podrywasz wszystkie laski jak mi wiadomo.- uśmiechnąłem się do niej. Rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła. Oddałem uścisk.- A to za całą resztę.- wyszeptała mi do ucha. Nikt nie wiedział o co chodzi.

-Po tylu latach nareszcie cię znalazłem.- powiedziałem nie wypuszczając jej z objęć. Ona raczej też nie miała ochoty aby się ze mną rozstać.

-A ja ciebie.- usłyszęliśmy chrząknięcie. Puściliśmy się niechętnie. Przed nami stał Sączysmark.

-Bo z nim to się możesz później poprzytulać.- powiedział rozbawiony.

-Sączysmark. Jak zawsze zazdrosny.- zaśmieliśmy się. Szybko się przytulili. Wszyscy ludzie w sali nadal na nas patrzyli w milczeniu.

-I co? Jak się tu znalazłaś?- zapytałem.

-Popłynęłam, bo miałam już dość Berk. Trafiłam akurat na sztorm i moja łódź się roztrzaskała. Znalazł mnie Sky i tu mnie odstawił. To było jakieś półtora roku temu.- ja i Sączysmark posmutnieliśmy.- Biedny Sky. Umarł tak młodo.- powiedziała ze współczuciem.

-Gdyby nie ja oni by żyli.- powiedziałam z wyżutem. Sączysmark położył mi dłoń na ramieniu.

-To nie była twoja wina, każdy ci to mówi, a nadal nie dociera.- westchnął i przerzucił oczami.- To ci wikingowie postrzelili Szczerbatka i nie mógł latać. Gdyby nie oni zdążyłbyś.- pocieszał mnie.

-Nie, to moja wina, mogłem nie wylatywać.- odpowiedziałem ze smutkiem.- Gdyby nie ja oni by żyli, ona by żyła...- spuściłem głowę. Już większość ludzi wróciło do swoich pokoi, a inni zajęli się sobą i powoli się zbierali.

Perspektywa Astrid

Ona by żyła? Czyli miał kogoś. Wiedziałam. Taki przystojniak nie mógł być samotny. Jestem trochę na niego zła za to podrywanie innych dziewczyn ale to jego życie, ja się nie wtrącam choć nie za bardzo mi się to podoba. Mam ochotę go pocałować, nadal go kocham ale on mnie nie. Tylko kto to ta ona? Jestem bardzo ciekawe. Muszę się ich o to spytać.

-Kim była ta ,,ona"?- zapytałam.

-To była Melody. Zginęła w wojnie. Razem ze Sky'em.- odpowiedział Czkawka. Czuł się winny. Każdy uważał, że to nie była jego wina, ja też tak uważałam. Czyli ta dziewczyna to była naprawdę Melody. Czemu ja jej nie rozpoznałam? Chociaż trzeba przyznać, że bardzo się zmieniła. Teraz tak jak o niej myślę, zbiera mi się na łzy. Czemu ona? Była moją najlepszą przyjaciółką. A teraz jej nie ma. Popłakałam się. Przytuliłam się do Czkawki, a on przycisnął mnie mocniej. Gładził mnie po włosach. Czułam się przy nim tak jak kiedyś. Tak bezpiecznie. Tak cudownie. Tak wspaniale. Kocham go... Czy on mnie też?

-Już późno trzeba się zbierać.- powiedział Sączysmark. Puściliśmy się.

-To ja będę już iść.- powiedziałam.- Dobranoc.

-Dobranoc.- powiedzieli obydwoje. Wróciłam do lochu. Przepłakałam pół nocy. Raz płakałam ze smutku, bo straciłam Melody, a raz ze szczęścia, bo znalazłam go. W końcu zasnęłam.

Perspektywa Czkawki

Od razu wróciłem do pokoju. Nie mogłem uwierzyć. To naprawdę ona. Taka piękna, piękniejsza niż kiedyś. Jak ja ją kocham. Z chęcią bym ją zabrał do siebie i nie wypuszczał z uścisku. Mam tyle pytań do niej, ona pewnie do mnie też.

-Szczerbatek!- zawołałem, a smok stanął w drzwiach.- Chcesz polatać? Chyba dziś ze szczęścia nie zasnę.- powiedziałem, a mordka zaczęła skakać z radości. Nie minęła chwila, a ja już byłem w chmurach. Położyłem się na jego grzbiecie. Patrzyłem w bezchmurne niebo.- Jak myślisz, kocha mnie nadal?- zapytałem i pogłaskałem go. Mruknął coś znacząco. Był rozbawiony.- I tak cię nie rozumiem czasami ale teraz nie wiem czy ty się ze mnie śmiejesz, że myślę o tym czy myślisz, że mnie kocha.- zaśmiałem się i znów byłem w pozycji siedzącej.

Latałem i myślałem do późna. Wróciłem koło drugiej nad ranem. Wleciałem do swojej sypialni przez okno. Od razu rzuciłem się na łóżko. Szczerbatek zmęczony ułożył się wygodnie podgrzewając swoją skałę i zasnął. Postanowiłem zrobić to samo. Zamknąłem oczy. Widziałem ją cały czas. Jest idealna. Chwilę poleżałem i zasnąłem.

Perspektywa Astrid

Wstałam bardzo wcześnie. Jednak nie. Tak mi się tylko wydawało. Było już po dziewiątej. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się na pustą, szarą ścianę. Nie było nic do robienia innego. Usłyszałam jak ktoś wchodzi na korytarz. Przez wszystkie cele przechodził jeden strażnik i Ramon. Często tu przechodzi. Czuję do niego odrazę. Ciekawe, która dziewczyna pójdzie na tortury. Gdy przeszli po wszystkich celach usłyszałam tylko zamykające się z hukiem drzwi.

Dziś nas nie wypuszczą więc będę się tu nudzić. Ponoć sprzątają salę, a na dworze pada deszcz. Położyłam się na plecach i patrzyłam w sufit. Moje myśli znów zaczęły krążyć wokół niego, znów zaczęły się ze sobą bić.

Powiedzieć mu, że tak naprawdę uciekłam z Berk, bo chciałam go znaleźć? Powiedzieć mu, że uciekłam także, bo miałam dość Alexa, który mnie bił? Powiedzieć mu, że Alex to mój były? Powiedzieć mu jak bardzo się o niego martwiłam? Powiedzieć mu, że go nadal kocham? Powiedzieć mu, że zawsze miałam nadzieję, że żyje? Powiedzieć mu, że chcę znowu być z nim? Powiedzieć mu, że chcę być blisko niego? Powiedzieć mu, że mam ochotę go pocałować?

Co ja mam ze sobą zrobić? Jutro też nas nie wypuszczą. Przez dwa okrągłe dni będę się tu nudzić i tęsknić za nim. Teraz jak wiem, że żyke i tu jest chcę z nim porozmawiać tak szczerze. Jak tak czekam to czas mija bardzo wolno. Lecz jak myślę o nim i o rzeczach z nim związanych czas mija szybciej niż sen.

Nastał wieczór. Siedziałam na łóżku i przyglądałam się gasnącej świeczce. Do mojego lochu weszła dziewczyna. Poznałam ją ostatnio. Była to córka Ramona, Sonia.

-Cześć.- powiedziała i usiadła koło mnie na łóżku.

-Cześć.- odpowiedziałam znudzona.

-Mam pewną wiadomość dla ciebie.- była spięta widać to po niej.

-Mów śmiało.- zachęciłam ją ale nie miałam ochoty do uśmiechu.

-Ramon, znaczy, mój ojciec chce ciebie dzisiaj na noc.- wydusiła z wielkim trudem. Sparaliżowało mnie. Nie mogę się sprzeciwić. Nadal do mnie to nie dociera. Ja nie chcę. Położyła mi dłoń na ramieniu.- Chodź, muszę cię przygotować.- powiedziała z wyżutem. Bez słowa wstałyśmy. Jak on to mi zrobi popełnię samobójstwo. Ja tego tak bardzo nie chcę. Wyszłyśmy z celi.

Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Kazała mi ubrać białą sukienkę choć bardziej dziewczyny na taką koszmarną noc powinny ubierać czarne. Sukienka sięgała mi do kolan. Miałam rozpuszczone włosy, które swobodnie opadały mi na ramiona. Za ucho Sonia wczepiła mi kwiatek. Byłam przybita.

-Najlepiej nie wyrywaj mu się, bo będziesz cierpieć. Nie zajdziesz w ciążę raczej. On jest chory i od 18 lat nie miał potomka.- mówiła czesząc lekko moje blond włosy. Ja też jeszcze nie mogę mieć dzieci. Muszę czekać jeszcze dwa miesiące aby moja choroba ustała. Jakoś nadal pamiętam ten dziwny sen, te oczy czarnego smoka. I ten dzień jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a potem poroniłam. Dobrze, że wie o tym tylko Gothi i ja.- Gotowa.- powiedziała. Wstałam z krzesła. Czułam się okropnie.

Wyszłyśmy z pokoju. Szłyśmy w ciszy. Przed nami i za nami byli strażnicy. Zapewne bali się, że ucieknę. Jakby ich nie było pewnie bym to zrobiła. Stanęłyśmy przed wielkimi drzwiami.- Dasz radę.- przytuliła mnie.

Perspektywa Czkawki

Cały dzień nic nie robiłem. Latałem tylko trochę na Szczerbatku, narysowałem go jak prosi mnie o wspólny poranny lot, namalowałem As, porozmawiałem trochę z Sączysmarkiem, a teraz leżę na łóżku i patrzę na rysunki Szczerbatka, które przykleiłem na suficie. Mordka akurat bawiła się na dworze z innymi smokami. Dziś nie miałem jak pogadać z Astrid, bo sprzątają salę i nie wypuszczają niewolników. Jutro też nie będę mógł. Sala jest naprawdę ogromna. Nie mogę się doczekać aby ją znów zobaczyć.

Powiedzieć jej, że ją nadal kocham? Zapewne jest zła, że zarywam do każdej laski, no ale mi się tak nudzi i robię to tylko dla zabawy. Ale przynajmniej jest tutaj i żyje. Szkoda, że nie mogę jej odwiedzić. Do lochów wchodzić mogą tylko dwaj strażnicy, Ramon i teraz zamiast Melody, po dziewczyny do ,,nocki" przychodzi Sonia, córka Ramona. Ciekawe jaka dzisiaj poszła na te koszmarne tortury. Za parę godzin przyjdzie do mnie jakaś. Ciekawe tylko która...

Perspektywa Astrid

Wolałabym teraz umrzeć. Ja naprawdę tego nie chcę. Jaka dziewczyna by chciała? Przynajmniej wiem, że nie będę w ciąży. Skoro on jest chory i ja też to nie powinnam być. Nie dokładnie mnie to pociesza ale zawsze coś. Stałyśmy w ciszy nadal przytulając się. Zapewne czekała na odpowiedź.

-Miejmy nadzieję.- powiedziałam cicho. Czy Thor mógłby zabrać mnie do siebie? Puściła mnie.

-Powodzenia.- położyła mi dłoń na ramieniu. Dwóch strażników otworzyło drzwi do jego sypialni, a mi serce stanęło. Bałam się...

Yeahhh, hehe, macie nexta xd. Czekam na wasze cudowne podkomy <3 xd, a edytor znów nie działa. DROGA WIKIO! JA CZEKAM NA NAPRAWĘ! xd. Jutro też dam rozdział. Hyhy. Musicie czekać. Xd, a fani Hiccstrid, taka podpowiedź dla was: mniej niż 8 rozdziałów lub mniej niż 5 rozdziałów i będziecie ich mieli xd. Jak myślicie co będzie dalej? :D dedyk dam :* Kocham was szczerbate mordki <3 i nexty jeszcze niestety w komach :'( chlip. Naprawią to w końcu? Xd. Pozdrawiam, jesteście wspaniali, cudowni, kochani i kocham was <3 P. S. Next jutro będzie także późno :/ szkoła mnie czasem dobija xd przepraszam za błędy jak były :* Podobało się to nudne opko? Xd Zostaw podkoma xd <3 Dziękuję za taką ilość komów <3 jesteście wspaniali <3

Rozdział 23. Thorze! Astrid...

To co? Kto mnie pierwszy zabije? :D kocham was <3 szczerbate mordki <3 miłego czytania <3

Perspektywa Astrid

Wzięłam głęboki oddech i weszłam do sypialni. Drzwi za mną z hukiem się zamknęły. Przystanęłam na środku pokoju. Nikogo w nim nie było. Wszędzie były pozapalane świeczki. Pokój był duży i ciemny. Na jego biórku leżały kufle po alkoholu. Łóżko było duże, solidne. Na nim znajdowały się dwie ciemne poduszki i czarna kołdra. Było tu upiornie. Stałam sama bez ruchu kilka minut. Może zapomniał? Może to nie ta sypialnia? Może po tych wszystkich piwach zasnął gdzieś? Jednak nie... Coś objęło mnie w tailii. Od razu przekręciłam się. Ramon... Próbowałam się wyrwać ale nic z tego. Był ode mnie silniejszy.

-Spokojnie.- wymruczał cicho. Po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wypuścił mnie z objęć. Zaczęłam powoli się cofać, a on do mnie podchodził. Pech chciał, że trafiłam na ścianę akurat koło łóżka. Serce waliło mi jak oszalałe, nie wiedziałam co mam robić. Nie chcę tego. Przywarł mnie do ściany łapiąc moje nadgarstki. Próbowałam się znów wyrwać ale on tylko nadstawił mój jeden nadgarstek pod palącą się dużą świeczkę, która między naszą dwójką, a łóżkiem. Miałam ochotę krzyknąć lecz nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Głośno przełknęłam ślinę. Ból nasilał się, a wraz z nim pojawiały się łzy, które wolno spływały po moich policzkach.

-Jak nie będziesz spokojna będzie bardziej boleć.- wyszeptał mi do ucha. Zabrał mój nadgarstek spod ognia. Był cały czerwony, miałam mocno poparzoną rękę. Piekła mnie, a ból zaczął narastać. Ramon zaczął całować mnie po szyi. Zacisnęłam zęby, zamknęłam oczy, z których lało się coraz więcej łez. Czasem próbowałam się wyrwać lecz za każdym razem mój nadgarstek lądował przy płomieniu świecy. Jego ręka zaczęła jeździć po moich plecach, potem przeniosła się na ramię. Powoli zsuwał z niego ramiączko mojej sukienki. Gwałtownie się odsunęłam za co dostałam w twarz. Zacisnęłam pięści i uległam. Z nim nie dam rady, jest zbyt silny. Nie chcę tego ale muszę. Czemu moje życie jest takie ciężkie? Czemu Thor się tak na mnie uwziął? Ja nie chcę, tak bardzo tego nie chcę... Wiem jedno. Ta noc, ta straszna noc, będzie mnie orześladować do końca życia... Zostaną także rany... Nie tylko te na nadgarstku... Te w psychice także...

Perspektywa Czkawki

Nie mam co robić. Koszmarnie się nudzę. Może jutro polecę odwiedzić matkę? Dawno jej nie widziałem. Ostatni raz u niej byłem miesiąc temu. Czasem zabieram ze sobą Sączysmarka. Teraz aktualnie dostał nowe stanowisko. Ma mniej czasu więc przeważnie sam wylatuję. Każdy na wyspie Nocy już wie, że odnalazłem matkę. Ramon się godzi abym ją odwiedzał pomimo tego, że ma spór z wyspą Wiecznej Prawdy. Wódz tamtejszej wyspy odnalazł Annę razem z Ironem. Cieszę się, że byli cali. Na dodatek spodziewali się dziecka. Anna zapewne już urodziła. Próbowałem niekiedy odnaleźć drogę do Berk lecz nic z tego. Jestem za daleko, nie znajdę ich już chyba. Zawsze chciałem odnaleźć Astrid lecz teraz ona jest tu. Właśnie. Astrid... Ona może mi powiedzieć którędy tu trafiła. Spróbuję odnaleźć drogę na Berk, narysuję ją na mojej mapie, wrócę na wyspę Nocy i albo Ramon się zgodzi na powrót, albo wezmę Sączysmarka i As ze sobą, i uciekniemy. Leżałem tak jeszcze przez chwilę myślą co zrobię jak ich odnajdę. Powiedzieć ojcu o matce? Czy mają oni pokój ze smokami? Jeśli nie czy się zgodzą żyć w śród nich? I tak setki myśli krążących mi po głowie, na które nie ma żadnej odpowiedzi. Z zamyślenia wyrwał mnie Szczerbatek, który miał ochotę mnie zdenerwować. Powalił mnie na ziemię i zaczął lizać.

-Szczerbatek! Złaź ze mnie! Wiesz, że to nie schodzi!- próbowałem się wyrwać, a ten dosłownie położył się na mnie. Przerzuciłem oczami. Przestał mnie lizać i patrzył na mnie tymi swoimi dużymi, zielonymi oczami.

- Skoro tak gramy już to wiedz, że jutro nie ma latania.- momentalnie się podniósł, wiedziałem, że to zadziała, jak zawsze. Zrobił proszącą o wybaczenie minę. Usiadłem na łóżku biorąc szkicownik i ołówek. Szybko go namalowałem. Wyszedł perfekcyjnie. Już nie będę go męczyć.

- No dobrze... Nie masz kary na latanie ale koniec z lizaniem!- zaśmiałem się, a Szczerbatek szczęśliwy ogrzał swoją skałę, ułożył się wygodnie na niej i momentalnie zasnął.

Perspektywa Stoika

Mojego syna nie ma prawie od sześciu lat. Ciekawe czy jeszcze żyje. A Astrid? Nikt nie wie co się z nią stało. Tyle, że jej nie ma prawie od dwóch lat. Zgodnie z zasadami panującymi na Berk, odbył się pogrzeb Astrid. Pogrzeb Czkawki, Sączysmarka i Melody był zorganizowany już parę lat temu. Tak bardzo mi go brakuje. Czuję, że gdzieś napewno żyje. Chciałbym aby była tu Valka, wiedziałaby co zrobić. Jakby tu byli obydwoje byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. A teraz? Straciłem ich. Czkawka jakby żył miałby teraz 23 lata. Za dwa lata objąłby rolę wodza. Wiedziałem, że tego nie chce ale to jego obowiązek. Gdyby nie on był wodzem, byłby nim Sączysmark. Ale jego też nie ma. Zostałaby Melody, którą bym musiał wydać za mąż. Zgodziłaby się, bo wiedziałaby, że nie ma innego wyjścia. A tak? Nie ma tutaj nikogo. Nie wiem co zrobić w takiej sytuacji. Czkawka najbardziej się nadawał choć nie potrafił zabijać smoków. Ahh, te bestie okrutne zabiły moją żonę. Nigdy im nie wybaczę. Będę zabijał każdego smoka jaki zajdzie mi drogę. Nie odpuszczę im. To w ramach zemsty. Ale jednak Czkawka był odpowiedni. Teraz jak go nie ma, nikogo nie ma, będę musiał zjednoczyć jakąś wyspę. Zgodnie z zasadami będę musiał wydać którąś z dziewczyn za mąż. Najbliższa wyspa to wyspa Chwały. Niedługo syn Ernesta będzie musiał zostać wodzem, a nie ma jeszcze żony. To będzie dobra okazja. Teraz tylko, którą będzie chciał. Laura, Szpadka i Hedera są bardzo ładne i młode. Nie wiem jak to przyjmą ale muszą zrobić to dla dobra wyspy. -Oh, Valka... Czemu cię tu nie ma.- powiedziałem siedząc przy stole gapiąc się w drewniany blat. Usłyszałem odgłos rogu. Smoki znów atakują. Akurat mamy 1 nad ranem. Dziś dosyć późno. Wybiegłem z domu odcinając głowy smokom z nienawiścią w oczach.

Perspektywa Czkawki

Ale mi się nudzi. Ramon widzę ma duże problemy z tą dziewczyną skoro ona tak długo u niego siedzi. Albo już dawno jest martwa? A może to pierwsza, która mu się w pełni oddała bez narzekania? Nie... Nie było jeszcze takiej i raczej nie będzie. Leżę teraz znudzony na łóżku i patrzę na rysunki przyklejone na suficie. Coś dużo ich się nazbierało w ciągu tych sześciu lat. Cały pokój jest nimi zaklejony, a wszystkie pięć szafek w moim biórku jest nimi zapełnione po brzegi. Ledwo się zamykają.

-Co tak długo?! Jest 2 nad ranem!- wykrzyczałem nie za głośno i podniosłem się do pozycji siedzącej. Szczerbatek tylko na mnie spojrzał ze znudzeniem. Najwidoczniej był zły, że przerwałem mu sen.

- Wybacz. Nudzę się tym czekaniem.- mordka tylko coś mruknęła i znów pogrążyła się w śnie. Padłem na łóżko ciężko wzdychając. Nie chce mi się czekać. Jakby ta dziewczyna została przez niego zabita zostałbym poinformowany. A tak? Leże tu i czekam. Zazwyczaj były tu pare minut po północy, a nie ze spóźnieniem dwu godzinnym. Nie oddała się mu, to jest pewne. Musi być mu z nią ciężko, pewnie stawia opór. Ciekawe, która to. Nie no, serio? Już 3 nad ranem! Ile można tam siedzieć?! Zabił ją czy co? Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Nareszcie.

-Wejść!- krzyknąłem nie wstajac z łóżka. -Czkawka. Dziewczyna zaraz przyjdzie.- usłyszałem głos Maxwella. Teraz to on wykonuje pracę jaką kiedyś wykonywał Sączysmark.

-Co ona tam tak długo siedzi? Nudzi mi się.- powiedziałem z ironią.

-Ponoć stawiała dużo oporu.- wyjaśnił krótko.

-Nie dziwię się.- mruknąłem.

-To ja już po nią pójdę. Zaraz wrócę.- i bez zastanowienia wyszedł zamykając drzwi. Szczerbatek nadal spał.

-Na Odyna! Trzy godziny spóźnienia! Ale miałem rację, że stawiała opór.- powiedziałem to na głos. Nie udaję, że nie jestem zdenerwowany, że przyjdzie tak późno. Dostałem ogonem w głowę.

- Za co?- zapytałem podnosząc się do siadu. Mordka tylko mruknął niezadowolony z obrażoną miną.

- A tak, wybacz. Znów cię obudziłem.- zapominam, że jak się nie wyśpi rano będzie marudny.- Już cię nie będę budzić. Odwróć się do mnie plecami, a szybciej zaśniesz.- zaśmiałem się. Szczerbek znów się ułożył i zasnął.

Perspektywa Astrid

Siedziałam na łóżku okryta czarną kołdrą. Byłam cała zapłakana. Patrzyłam tylko w ciemną ścianę nie mrugając. Doznałam szoku. Dostałam kilka razy w twarz, a moja ręka była kilka razy przykładana do ognia. Nie chciałam tego, dlatego stawiałam tyle oporu. Wolałam aby mnie zabił. -Możesz już iść maleńka.- drgnęłam gdy usłyszałam ten głos. Zamknęłam oczy. Pocałował mnie ostatni raz. Siedziałam tak chwilę. Po otwarciu powiek znów byłam sama w pokoju. Zeszłam z łóżka i ubrałam moją sukienkę, która leżała na podłodze. Podeszłam do wysokiego lustra. Stanęłam przed nim i spoglądałam na swoje odbicie. Mój policzek był czerwony, oczy całe zapłakane, trochę siniaków i obić. Moja ręka, szczególnie nadgarstek, była cała czerwona i poparzona. Piekła mnie niemiłosiernie. Cała byłam obolała. Lecz najbardziej bolała mnie moja dusza. Ktoś zapukał do drzwi i wszedł do pokoju. Była to Sonia. Wystraszyła się gdy mnie zobaczyła. Podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Nie oddałam uścisku, nie wiem czemu.

-Na Thora co on ci zrobił.- powiedziała cicho puszczając mnie. Nie odzywałam się, miałam smętną twarz, pogrążoną nienawiścią i brakiem uczuć do jakiejkolwiek osoby. Poprawiła moje poczochrane włosy.

- Chodź, zaprowadzę cię gdzieś. Trzeba cię opatrzyć i mocno pocieszyć.- wzięła mnie za rękę tą zdrową i pociągnęła w stronę wyjścia. Teraz mi to obojętne gdzie idę. Patrzyłam cały czas na podłogę, nie podniosę głowy, nie mam na to ochoty.

-Odynie. Wygląda gorzej niż wszystkie inne.- powiedział chłopak. Po głosie poznaję, że to Maxwell. - Zaprowadzę ją. Ty już idź się położyć.- powiedział do Soni.

-Dobrze. Dobranoc.- i poszła w swoją stronę. Szliśmy w ciszy nie wiem gdzie. Widziałam tylko podłogę. Już nigdy nie podniosę głowy, nie mam na to odwagi. Nie odezwę się do nikogo. Boję się ludzi... są okrutni...

-To tutaj...- powiedział i zapukał do drzwi. Ktoś w nich stanął. Widząc po sylwetce to kolejny chłopak. Co za różnica. Moje życie i tak się już skończyło. Nie spojrzę mu w twarz. - Ja niedługo wrócę.- zostawił mnie z nim samą.

Perspektywa Czkawki

Usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem leniwie i je otworzyłem. Zobaczyłem w nich Astrid. Miała spuszczoną głowę. Maxwell odszedł, a ja stałem i patrzyłem na nią. Nie zdawała sobie sprawy, że stoję koło niej. Złość we mnie narastała. Ja nie wiem co mu zrobię. Chyba go po prostu zabiję.

Yeahhh. Jak myślicie co zrobi Czkawka, a co Astrid? :D I jak na to wszystko inni zareagują :3 ??? Dedyk dam <3 Kocham was moje szczerbate mordki <3 dziękuję za tyle komów <3 jesteście wspaniali <3 Biorę się za pisanie drugiego nexta xd :D a wy zgadujcie :* Podobało się? Zostaw komentarz <3 Przepraszam za błędy jak są <3

Rozdział 24. Że co?!

Macie nexta xd. No więc tak, przepraszam cię Trollka za męczenie cię abyś wkleiła mi rozdziały do opka, bo mi edytor nawala xd. Dedykuję ten rozdział dla ciebie i bardzo dziękuję <3 Już cię chyba nie będę męczyć xd. Coś odświeżę, popykam xd, poprzestawiam, jak zawsze coś wykombinuję i powinno działać. Xd, a jak nie wezmę lapka od naj xd, nigdy nie nawala :D Drugi dedyk dla moich sis (Nata, Aśka i Domi <3) szczególnie dla Domi, która tylko ryczy i ryczy jak czyta moje opko xdd i omało co się nie zabiła czekając na nexta xd. A trzeci dedyk dla: Czkawka986687 za niemal perfekcyjne odgadnięcie fabuły hyhy. I dla Wicii ^^ (nwm jak mam odmienić xd) No to miłego czytania ^^

Perspektywa Czkawki

Stała taka bezbronna. Cała poobijana. Miała poparzoną lewą rękę, a zwłaszcza nadgarstek. Jej policzek był czerwony, a oczy całe zapłakane. Jej twarz była smętna, pozbawiona uczuć. Miała smutne oczy. Cierpiała. Stała tak ze spuszczoną głową nic nie mówiąc. Podszedłem do niej jeszcze bliżej. Zadrżała. Przytuliłem ją. Próbowała mi się wyrwać. Przycisnąłem ją mocniej do siebie. Jestem tak samo silny jak Ramon, a może i nawet silniejszy więc nie ma szans, że mi się wyrwie. Syknęła.

-Przepraszam, nie chciałem.- wyszeptałem. Momentalnie przestała się wyrywać. Puściłem ją. Nieśmiało podniosła głowę. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.

-Czkawka?- powiedziała cicho i rzuciła mi się na szyję. Omało co nie upadłem na ziemię. Zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno. Jedną ręką gładziłem ją po włosach.

-Już dobrze. Jestem tu. On tego pożałuje, zobaczysz.- próbowałem ją uspokoić.

-Ja tego nie chciałam.- powiedziała, a ja to ledwo usłyszałem.

-Wiem. Żadna tego nie chce.- wypuściłem ją z objęć.- Usiądź na łóżko.- powiedziałem. Ona usiadła, a ja wyjąłem z jednej szuflady opatrunki. Usiadłem koło niej.- Daj mi rękę.- nieśmiało mi ją podała.

- Może zaboleć.- polałem jej rękę płynem odkażającym (nie wiem czy mieli takie coś wtedy xd), który jest zrobiony z mięty i pokrzywy. Jękła cicho i zacisnęła zęby. Otarłem lekko ranę wilgotną szmatką. Założyłem opatrunek i spojrzałem na nią.

- Już dobrze.- znów ją przytuliłem.

-Co teraz będzie?- zapytała.

-Będzie dobrze. On tego pożałuje, że w ogóle na ciebie spojrzał.- wtuliła się we mnie. Przycisnąłem ją mocniej do siebie. Siedzieliśmy chwilę w ciszy aż Astrid usnęła w moich objęciach. Do pokoju wszedł Maxwell nie pukając.

-Puka się jakbyś nie zauważył.- powiedziałem sarkastycznie.

-A tak. Zapomniałem. Widzę, że on ją wykończył.- wskazał na śpiącą As.

-No jak widać mamy czwartą rano.- spojrzałam na niego ze znudzeniem.- Dzisiaj tutaj zostaje, możesz iść.- machnąłem ręką.

-Dobra. Przyjdę rano czy coś.- wyszedł zamykając drzwi. Siedziałem jeszcze chwilę aż pogrążył mnie sen.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się koło 15. Długo spałam. Czułam, że jestem do czegoś przytulona. Tym kimś był Czkawka. Już nie spał. Próbowałam się podnieść. Przyszło mi to z trudem. Jestem cała obolała po tej koszmarnej nocy. Nie mam ochoty nawet o tym myśleć.

-Już wstałaś?- zapytał posyłając ten swój piękny uśmiech. Ucałował mnie w czoło. Nie wiem czemu to zrobił. Pewnie pomyślał, że jestem małym skrzywdzonym dzieckiem.

-Jak widać. Od jak dawna nie śpisz?- zapytałam patrząc mu w oczy.

-Wstałem cztery godziny temu ale tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić.- powiedział.

-Przepraszam.- teraz ogarnęłam się trochę i zrozumiałam, że była w jego objęciach przez cały czas. Odsunęłam się trochę.

-Nic nie szkodzi. Było nawet fajnie.- wstał z łóżka. Zauważyłam, że nie ma jednej nogi tylko protezę.

-Na Thora, co ci się stało?- zapytałam z niepokokem. Odwrócił się w moją stronę i cicho się zaśmiał.

-Długa historia.- odpowiedział.

-Nie wiem jak ty ale ja mm chyba dużo czasu.- powiedziałam. Czemu tylko przy nim potrafię się tak otworzyć? To dlatego, że tak bardzo go kocham? -Niecałe sześć lat temu pokonałem Czerwoną Śmierć. Spadłem wtedy ze smoka prosto w ogień. Szczerbatek uratował mi życie łapiąc mnie. Ja straciłem jedną nogę, a on lotkę.- powiedział smutny.

-Współczuję.- posłałam mu niemrawy uśmiech, który jakoś nie chciał znaleźć się na mojej twarzy.

- Kim jest Szczerbatek?- zapytałam.

-To mój smok. Ostatni z gatunku Nocnej Furii. Wybył dzisiaj rano obrażony jak mu powiedziałem, że nie będzie porannego lotu, bo nie zostawię cię tu samej. Choć to było bardzo dziwne, że jak cię zobaczył stał się trochę nieswoi. Nie wiem czemu. Był szczęśliwy i zaniepokojony równocześnie. Ale i tak się na mnie obraził. Beze mnie nie może latać.- opowiedział trochę o swoim smoku. -Może jak zaatakował Berk kiedyś zrobili mu krzywdę i mnie zobaczył?- powiedziałam.

-Czyli na Berk cały czas zabijacie smoki?- zapytał. -No tak. Twój ojciec ich nienawidzi za to, że zabiły twoją matkę.- zrobiło mi się żal, że mu o tym przypomniałam. On tylko się zaśmiał.

- Czemu się śmiejesz? To takie śmieszne?- zapytałam. Zachowuje się dziwnie. Śmieje się z tego, że smoki zabiły mu matkę?

-Moja matka żyje.- uśmiechnął się.

-Jak to?- zapytałam zdziwiona.

-Smoki ją tylko porwały. Trafiła na Smoczą Wyspę, a tam znaleźli ją wikingowie z wyspy Wiecznej Prawdy. Zamieszkała tam. Odnalazłem ją cztery lata temu. Przez przypadek mnie zestrzlili, znaczy Szczerbatka i nie zdążyłem na wojnę. Przeze mnie Melody i Sky nie żyją.- mówił to z żalem na koniec.

-Kochali się.- powiedziałam smutnym głosem.

-Wiem. Tylko jakoś nie lubiłem gdy ktoś był blisko niej. Nie chciałem aby powtórzyła się historia tak jak z Alexem.- drgnęłam na to imię. On to chyba zauważył.

- Coś nie tak? Dziwnie zareagowałaś na to imię.- tak, zauważył. Powiedzieć mu? Ehh, powiem. Nie chcę go dłużej okłamywać.

-No wiesz...- czemu to tak trudno mi powiedzieć? Dlatego, że tak mocno go kocham?

-No nie wiem.- spojrzał na mnie z wyczekiwaniem na odpowiedź.

-Nie będę cię okłamywać.- powiedziałam prosto z mostu.- Gdy ciebie nie było chodziłam z Alexem. Nie kochałam go. Ciągle mnie bił. W końcu z nim zerwałam. Uderzył mnie wtedy parę razy rozcinając mi wargę. Uciekłam wtedy.- wyrzuciłam to z siebie.

-Nie wiedziałem.- odpowiedział. - Chodź. Idziemy do sali. Muszę coś ważnego załatwić.- złapał mnie za rękę. Pomógł mi wstać i pokierowaliśmy się w stronę sali.

Perspektywa Czkawki

Teraz sobie pogadam z Ramonem. Dostanie mu się za to co jej zrobił. Jak tylko odnajdę Berk Alex też ode mnie dostanie. Czemu każdy chłopak ją krzywdzi? Ja bym tego jej nigdy nie zrobiłbym. Nie chciałbym. Kocham ją zbyt mocno. Weszliśmy do sali. O dziwo była już sprzątnięta i ludzie normalnie w niej byli. Zauważyłem Ramona. Stał z Maxwellem i o czymś mówił. Podszedłem do nich razem z Astrid. Ona znowu miała spuszczoną głowę i stawiała trochę oporu. Nie chciała tam iść. Teraz jak stałem za nim chrząknąłem. Odwrócił się zdziwiony.

-Czkawka. Co cię do mnie sprowadza?- zapytał.

-Musimy pogadać.- powiedziałem to ze złością w głosie. Wszyscy w sali momentalnie ucichli i obserwowali sytuację.

-A o czym?- taki niewinny głos.

-Widzisz co jej zrobiłeś?- wskazałem na Astrid, która miała łzy w oczach.

- Pożałujesz tego.- dałem mu z całej siły w twarz pięścią.

-Wodzowi się stawiasz?!- krzyknął oburzony. On nie ma ze mną szans. Jemu zbliża się 50 lat i jest coraz słabszy przez swoja chorobę.

-Mogę. Nic mi nie zrobisz. Jej też nie. Masz jej nigdy więcej nie dotykać.- mówiłem z furią.

-Taki jesteś. Obudził się w tobie wojownik.- zaśmiał się.- Boisz się, że zajdzie w ciążę, urodzi dziewczynkę i ją zabiję?- znów się zaśmiał.

W sumie to także o to mi chodziło. Jej choroba zapewne już minęła.

-Bystry byłeś tylko czasem. Tak, o to mi chodzi. I jeszcze o to, że ją tak pobiłeś ale przeważnie o to, że możesz ją zabić.- prychnąłem.

-Dobra. I tak za bardzo się wyrywała więc miałem w planach ją zabić. Nie możesz mi zabronić.- chrząknął. Kolejny raz uderzyłem go w twarz i popchnąłem na ścianę. Osunął się na podłogę. Podszedłem do niego.

-Nie daruję ci tego.- powiedziałem z ironią.

Perspektywa Asrid

Na Thora! Oni się zaraz pobiją! Nie chcę tego! Nie chcę bójki... A poza tym ja nie mogę mieć dzieci na razie. Muszę to przerwać i mu powiedzieć w końcu. Znów go uderzył z taką siłą, że chyba złamał mu nos. Ramon oddał mu i przeciął wargę.

-Tak chcesz się bawić.- powiedział Ramon.

-Czkawka...- powiedziałam cicho.

-Ty też jak widać.- zakpił.

-Czkawka...- uderzył go ponownie. Ramon podniósł się z ziemi. Nie zwracali na mnie uwagi. Oddał mu. Czkawka kopnął go w brzuch. Ramon zaczął się dusić.

-Pożałujesz tego.- wykrztusił.

-Czkawka...- spróbowałam jeszcze raz.

-Ty bardziej.- prychnął. Kopnął go ponownie w brzuch i podbił mu oko.

-Ja nie mogę mieć dzieci!- krzyknęłam. Od razu przestali się bić i popatrzyli na mnie.

-Od razu powinienem ją zabić.- powiedział Ramon. -Tylko spróbuj.- odpowiedział mu Czkawka. Spojrzeli na siebie wrogo, a potem na mnie.

- A twoja choroba zapewne już dawno minęła. Ty tylko spadłaś ze schodów. To nie jest takie niebezpieczne jeśli spadniesz. Pewnie Gothi tylko się pomyliła i nie było żadnej choroby.- machnął ręką ze znudzeniem.

-No masz rację. Tylko spadłam. I to nie były wysokie schody. Ale ja wtedy...- urwałam. Muszę mu to powiedzieć. U nas jak spadniesz ze schodów zazwyczaj nic nie jest poważnego. Czasem zdaży się, że zwichniesz nogę lub rękę, a ja, prawdziwa wojowniczka nie mogłam mieć dzieci, bo spadłam z 10-u stopni. Taki kiepski żart.

-Co wtedy?- zapytał. Wszyscy wokoło na mnie patrzyli jak na wariatkę. Sączysmark podszedł do Czkawki.

-Ja... wtedy... no... ja...- zaczęłam się jąkać. Jak to powiem nie wiem jak zareaguje on, jak zareaguje Ramon i co powiedzą inni.- ...ten... - westchnęłam.

- Co ja cię będę okłamywać.- machnęłam ręką. Zaczęłam płakać.- Ja wtedy poroniłam.- powiedziałam szybko.

-Co?!- Czkawka, Sączysmark, Ramon i Maxwell krzyknęli równocześnie. -Nie chciałam ci mówić choć kazałeś powiedzieć mi prawdę, a ja cię okłamałam. Nie mogłam ci powiedzieć. Teraz wiem, że źle zroniłam. Zrozumiem jeśli będziesz na mnie zły ale ja się bałam twojej reakcji. Teraz pewnie jeszcze gorzej pogorszyłam sprawę. Przepraszam. To jest zbyt trudne do opisania.- wszyscy się na mnie patrzyli. Niektórzy ze współczuciem, niektórzy ze zdziwieniem lub zamieszaniem. Serce mi waliło, a łzy się lały po policzkach. Bałam się tego jak zareaguje.


Taaa, a ja znowu urywam w takim momencie :3 Taa, ja jestem zła :3 Taa, możecie mnie zabić :3 xdd. Podobało się? :D edytor znowu nawala ehh. Jutro pokombinuję z nim xd. Informuję, że nie idę dziś spać tylko będę pisać nexta na jutro xd. Może napiszę dwa? Nwm. Xd. Zobaczymy :D Taka informacja jest, że w poniedziałek, wtorek i środę nextów nie będzie. Robię małą przerwę, bo mam tyle krt i spr, także tych do poprawienia xd, że no czasu nie będę miała chlip chlip :'( Noo, xd, next znowu w komie przez ten edytor :D jak zareaguje Czkawka? :3 Dydyk daję <3 hyhy A jak Ramon? A jak Sączysmark? :D czekam na wasze pomysły <3 kocham was szczerbate mordki <3 pozdrawiam :* i pisać podkomy xd

Rozdział 25. Czasu nie cofniemy.

Yhyhy nikt nie zgadł :D niektórzy byli blisko ale nie tak blisko :3 yhyhyhy :3 dlatego dedyk dla wszystkich <3 dziękuję za taką ilość komów ^^ Miłego czytania ^^ i wieczoru hyhy albo poranka, zależy kiedy to czytacie xd

Perspektywa Astrid

Upadłam na kolana i zaczęłam głośno płakać. Nie mogłam się pozbierać. To wszystko dzieje się tak szybko. Uczucia są nie do opisania. Jest ich tyle. Wirują w mojej głowie. Twarz miałam schowaną w dłoniach. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.

-Przepraszam.- tylko tyle potrafiłam powiedzieć. Powtorzałam to co parę sekund coraz ciszej. Ledwo było można usłyszeć co mówię. Bałam się jego reakcji. Czy on tutaj jest jeszcze? Może już poszedł? Znienawidził mnie za to, że mu nie powiedziałam? Będzie chciał ze un rozmawiać? Spojrzy na mnie?

-Przepraszam...- to było ostatnie słowo jakie powiedziałam. Wciąż byłam w tej samej pozycji. Moja twarz była cała mokra od łez. Miałam , oczy. Nie chciałam na nikogo spojrzeć. Nie miałam na to odwagi. Ulotniła się ze mnie moja wojowniczka. Zniknęła jak cień w nocy. Czułam tylko rozpacz, ból, cierpienie, smutek, żal, poczucie winy... Poczułam jak ktoś mnie objął. Nie ruszałam się z miejsca. Była totalna cisza. Ktoś zaczął gładzić mnie po włosach.

-Nic się nie stało.- wyszeptał mi do ucha ten głos, który tak kocham. Teraz tylko szlochałam. Nie płakałam już tak bardzo. Zabrałam ręce z twarzy. Przetarłam oczy i spojrzałam na niego.

-Nie... nie jesteś... zły?- wyjąkałam cicho. Klęczeliśmy na kolanach spoglądając sobie głęboko w oczy. Ja się bałam, a on był spokojny. Teraz trzymał mnie tylko za dłonie.

-Jestem, bo mi wcześniej nie powiedziałaś ale wiem, że to było dla ciebie trudne. Następnym razem masz mi powiedzieć prawdę i nie próbować się z tego powodu zabić.- powiedział. Posłaliśmy sobie niemrawe uśmiechy, które pojawiły się tylko na chwilę.

-Ja ci chciałam powiedzieć ale uznałam, że lepiej by było gdybyś nie wiedział.- powiedziałam i smuściłam wzrok wbijając go w podłogę.

-Już dobrze. Było minęło. Czasu nie cofniemy.- wstał i sam pomógł mi ustać na równe nogi.

-Dziękuję.- przytuliłam go z całej siły. Oddał uścisk. Powoli się uspokajałam. Usłyszałam chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na Sączysmarka, który do nas podszedł.

-Wyjaśnicie mi o co chodzi?- zapytał i patrzył na naszą dwójkę wyczekująco.

-No... bo... ten...- zaczęłam ale coś mi nie wychodziło.

-No mówcie. Co się między wami zdarzyło siedem lat temu?- skrzyżował ręce na klatce piersiowej.

-Pamiętasz tą imprezę z okazji urodzin bliźniaków?- zaczął Czkawka.

-No pamiętam. Znaczy... no... nie całkiem...- zaczął się gubić.

-A pamiętasz ile wypiliśmy?- zapytałam.

-No... czekajcie... było chyba... kilka beczek, które zostały opróżnione.- ja też nie pamiętam ile ich było.

-A pamiętasz skutki?- tym razem odezwał się Czkawka. Wszyscy się nam przyglądali z zaciekawieniem.

-Tak. To były straszne skutki.- posłaliśmy sobie wszyscy uśmiechy.

-No... to... my... wtedy... nie pamiętamy jak.. ale...- urwałam w połowie.

-Przespaliśmy się ze sobą.- wyręczył mnie tan, którego tak kocham.

-Tak! Wygrałem!- podskoczył z radości. Był rozbawiony tą sytuacją.

-Co?!- powiedzieliśmy we dwoje.

-A tak... znaczy... yyy...- teraz zaczął się mieszać.

-Co wygrałeś?- zapytał Czkawka.

-Taka głupia sprawa. Bo myśmy się zakładali co tak naprawdę robiliście tej nocy.- powiedział cicho, zachichotał niewinnie i podrapał się z tyłu głowy.

-Odbiło wam?- byłam zła. On chyba też. Zrobili zakład czy przespaliśmy się ze sobą? Co za głupota.

-Ale Śledzik przegrał. Jako jedyny uważał, że nic nie robiliście. Będzie sprzątał po smokach jak wrócimy na Berk.- zaśmiał się. Palnęliśmy się w czoło.

-Nie znamy drogi do Berk idioto. Pomyślałeś chociaż o tym?- zadrwił Czkawka.

-Nie mieliście co robić tylko się o nas zakładać?- zapytałam.

-No nie wiedzieliśmy wtedy więc się założyliśmy. Ale i tak potem się rozstaliście więc Śledzik się ciągle chwalił, że wygrał. Ale zakład trwał dopóki się takiej informacji nie dowiedziałem. Ale mu mina zrzędnie jak mu powiem, że przegrał.- znów się zaśmiał. Przerzuciłam oczami.

-Jesteście niemożliwi. Mam przypomnieć co zaszło w łazience? Ty i...- nie dane było mi skończyć, bo Sączysmark mi przerwał.

-Spróbuj powiedzieć jej imię.- powiedział trochę wystraszony.

-Szpadka.- dokończył Czkawka.

-Jak mogłeś.- schował twarz w dłoniach.

-Ona miała nie mówić. Do mnie się to niedotyczyły.- uśmiechnął się.

-O co tutaj chodzi? Ja nic nie rozumiem.- powiedział zmieszany Ramon łapiąc się za skronie jedną ręką.

-No więc Astrid poroniła siedem lat temu spadając ze schodów. Teraz nie może mieć dzieci przez jakiś czas i nie pozwolę ci jej zabić.- powiedział stanowczo Czkawka łapiąc mnie za rękę.

-Tak, ciekawe. Wiesz jakie są zasady.- uśmiechnął się złowrogo.

-Sączysmark.- zwrócił się do niego Czkawka.- Wiesz co robić.

-Jasne kuzynie.- wyszczerzył zęby.- Hakokieł!- zawołał. Do sali wleciał smok, który cały płonął.

-No to się zabawimy.- zwrócił się do Ramona Czkawka. W pewnej chwili poczułam się źle. Przed oczami widziałam tylko ciemność.

Perspektywa Czkawki

No pięknie. Z napływu emocji mi zemdlała. Dobrze, że ją podtrzymuję jedną ręką.

-Szczerbatek!- zawołałem. Smok pojawił się od razu obok mnie.

-Co zamierzasz zrobić? Zabić mnie?- zaśmiał się.

-Coś co już dawno powinienem zrobić.- prychnąłem. Szybko wsiadłem na Szczerbatka. Położyłem Astrid przede mną.- Teraz mordko.- poklepałem przyjaciela po szyi. Wzbiliśmy się w górę i pokierowaliśmy się w stronę drzwi.

-Zamknąć wrota! Nie pozwólcie im opuścić wyspy!- krzyczał Ramon. Za mną leciał Sączysmark. Drzwi się zamknęły.

-Szczerbatek. Weź załatw sprawę.- powiedziałem do gada. On jednym celnym splunięciem niebieskiej plazmy rozwalił drzwi. Wylecieliśmy z salj zostawiając oszołomionych ludzi. Lecieliśmy chwilę w ciszy, którą przerwał Smark.

-Gdzie lecimy?- zapytał.

-Na wyspę Wiecznej Prawdy.- odpowiedziałem. Już żaden z nas się nie odezwał.

I to koniec :D nie, nie opka xd, rozdziału :D hyhy. Informuję teraz o czymś bardzo ważnym! Next będzie dopiero w czwartek! Mam wiele do poprawienia i napisania xdd. Jeszcze lektura :D o kurde. Tak se napisałam o tej lekturze, spojrzałam na datę i ogarnęłam, że omawiam ją we wtorek xdd. Tsaa. Zawsze za późno ogarnę sytuację :D yhyhyhy. Więc nie pytajcie kiedy next, bo będzie w czwartek wieczorem! Czyli jak wrócę ze szkoły xd. A ja wracam o 20 O.o głupia gimbaza xd. Kto wymyślił szkołę ja się pytam?! Xdd. To życzę wam udanych dni i tak dalej :D mam nadzieję, że się podobało? ;) Pozdrawiam :* Kocham was szczerbate mordki i dziękuję za tyle komów xd <3 jesteście wspaniali <3 https://www.facebook.com/blogi.opowiadania.arty ---> zawitacie? Like mile widziany ;) udos za udos itd :D yhyhy można do mnie lub do Naty pisać wiadomości ;) Jak coś na stronie podpisuję się ,,Szczerb :3,, czyli tak jak tutaj xd. To widzimy się w czwartek. Czasem wejdę ogarnąć sytuację xd. Jeszcze raz kocham was i każdy był blisko prawdy ale było was tyle, że wszystkim dedykuję ten rozdział. Ruski rok by mi zajęło wypisywanie was :D przepraszam za błędy jak były ;) kocham <3 i już tęsknię <3 Bay :* P. S. Domi, nie zabijaj się, bo znowu urwała w jakimś momencie xdd. Setnego razu twej śmierci nie przeżyję :D i ty leniu zacznij pisać (wiesz co :*) już Aśka ma 3 strony, a ty nic -,- xdd kocham was sis <3 i resztę <3 bay <3


Rozdział 26. Ta zagadka... Cz.1

Mamy czwartek więc macie nexta xd :D Dedyk dla wszystkich, bo was kocham <3 mam nadzieję, że się spodoba choć będzie trochę nudny xd :D miłego czytania <3 a edytor znowu nie działa C:

Perspektywa Czkawki

Lecieliśmy w ciszy może z dwie godziny. Astrid nadal się nie ocknęła. Wygląda pięknie jak śpi. Ramon zapewne już wysłał smoki tropiące. Nie uda im się. Już tego dopilnuję. Z chęcią bym go zabił... Ale teraz jest najważniejsza ona i to aby była bezpieczna. Jestem trochę na nią zły, że nie powiedziała mi prawdy wcześniej ale lepiej późno niż wcale. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopięcy głos.

-Dobra! Ja rozumiem! Śpieszycie się i lecicie bardzo szybko ale można było na mnie chwilę zaczekać!- krzyknął podlatując do nas.

-A niech to! Już myślałem, że będziemy mieć chwilę spokoju bez ciebie.- Sączysmark wydawał się zażenowany całą tą sytuacją.

-Gustaw, mógłbyś tak nie krzyczeć na chwilę?- zapytałem znużony.

-Tak tak. Bo wy macie 23 lata i jesteście dorośli, nie to co ja. Ja to małe dziecko, któremu trzeba wszystko mówić i mu rozkazywać.- zaczął znowu naokoło denerwować. Zwłaszcza mnie tym swoim gadaniem i użalaniem się nad sobą.

-Ughh. Jak będziesz miał 18 lat to pogadamy, a teraz skoro jesteś najmłodszy to masz się mnie słuchać.- odpowiedziałem sucho. Do tego dzieciaka nic nie dociera.

-Co?!- krzyknął i załamał ręce.- Mam czekać jeszcze dwa lata?!- Smark przerzucił tylko oczami.

-Nie słyszałeś? Głuchy jesteś? Poczekasz i se pogadacie. A teraz nie dyskutuj i leć spokojnie jak już tu jesteś.- powiedział. Ja leciałem i rozglądałem się za gęstą mgłą, a oni się kłócili.

-Gdyby mnie tu nie było to byście tęsknili.- skrzyżował ręce.

-Szczerze?- przytaknął głową.- Zapomnieliśmy o tobie.- gdy Sączysmark mu dociął, wybuchł szczerym śmiechem, a Gustaw zrobił tylko obrażoną minę i nic więcej nie powiedział.

-Nareszcie dolatujemy.- poklepałem mordkę po szyi. Znów miał mieszane uczucia. Widać było, że był lekko zaniepokojony i szczęśliwy równocześnie. Jest taki odkąd zobaczył Astrid. Tylko, że odkąd się pojawiłem na wyspie Nocy, Szczerbatek nie latał na Berk. Bardzo mnie dziwi ta sytuacja. Może kiedyś się dowiem co się tak naprawdę stało, że on tak dziwnie reaguje na nią. Ciszy się, że tu jest, a niepokoi nie wiem czemu. Może się jej boi? Nie. To co innego.

-W końcu. Nie mam ochoty więcej na niego patrzeć.- powiedział Smark. -Ja już na ciebie nie patrzę.- Gustaw tylko wystawił mu język.

-Na Thora! Zamknijcie się!- zaczynają mnie powoli denerwować coraz bardziej.

-Dobra.- odpowiedzieli razem cichym głosem. Po paru minutach wylądowaliśmy na wyspie Wiecznej Prawdy. Zsiadłem z mordki i zdjąłem maskę. Astrid leżała nieprzytomna na Szczerbatku. Podbiegła do mnie moja matka i mnie mocno uściaskała.

-Pan Smoków raczył odwiedzić w końcu matkę.- zaśmiała się puszczając mnie. -Bardzo śmieszne.- uśmiechnąłem się chwilowo. -Widzę, że Sączysmark i...- spojrzała z niezadowoleniem na młodego.- ...Gustaw też przylecieli. No i jakaś dziewczyna.- na te słowa szturchnęła mnie łokciem w bok i się znacząco uśmiechnęła.

-Napewno nie moja dziewczyna.- chociaż chciałbym powiedzieć inaczej.- I poza tym uciekliśmy.- popatrzyła na mnie z przestrachem.

-Jak to uciekliście? Kim ona jest? Czemu jest nieprzytomna?- zaczęła nerwowo zadawać mi pytania. Westchnąłem głośno.

-Mogę zanieść ją do szamanki i potem wrócić i ci wszystko opowiedzieć?- po co się o to pytałem? I tak bym poszedł nawet bez pozwolenia.

-Dobrze. Chłopcy...- zwróciła się do chłopaków. Sączysmark cicho chrząknął. Jak zwykle...- No już dobrze. Mężczyzno i chłopcze.- zaśmiała się cicho.

-Tak lepiej.- powiedział Smark i zsiadł ze swojego smoka.

-Ej! To nie fair! (czyt. fer / dla niewiedzących xd)- także zsiadł ze swojego smoka, który od razu poszedł bawić się z Hakokłem.

-Czkawka ci dobrze powiedział. 18 lat i będziemy gadać.- prychnął. Przerzuciłem oczami, a moja matka z trudem opanowywała śmiech. Ona tego nie musi znosić na co dzień.

-Ja już pójdę. Powodzenia z tymi głąbami, a raczej jednym większym.- powiedziałem z myślą o Gustawie. Do niego nic nie dociera. Podszedłem do Szczerbatka i zdjąłem z niego Astrid. Mój smok był taki bardziej zaniepokojony jakby jej stanem. O co tu chodzi? Najpierw się cieszy, że ją widzi lecz czuje niepokój. A teraz? On się o nią martwi? Przecież on jej nawet nie zna. To zaczyna się robić niepokojące. Muszę w końcu dowiedzieć się o co chodzi. Mordka szła za nami. Raz polizała jej rękę. Szczerbo nigdy tego nie robił dla obcych. Skąd oni mogą się znać? Zwykle do obcych nie ma dobrego stosunku. Coś tu jest nie tak. Doszliśmy po paru minutach do szamanki. Szczerbatek mnie wyręczył, bo ja miałem zajęte ręce trzymając Astrid więc on lekko zadrapał o drzwi. Po chwili otworzyły się, a w nich stanęła starsza pani, szmanka wyspy, Cleo.

-Wchodź do środka. Coś czuję, że zaraz będzie padać.- powiedziała. Posłaliśmy sobie uśmiechy.

-Dziękuję.- wszedłem do środka.

-Połóż ją na górze w pokoju gościnnym.- przytaknąłem twierdząco głową. Wszedłem ostrożnie na górę aby nie upuścić As. Położyłem ją na dużym łóżku. Klęknąłem przy niej i złapałem ją za rękę. Tak chciałbym ją pocałować ale nie będę ryzykować. Zapewne mnie nie kocha... Do pokoju wparował Szczerbatek. Usiadł koło mnie. Położył swój łeb przy jej ciele. Wydawał się smutny i przygnębiony. Do pokoju weszła także Cleo.

-Będzie żyła?- zapytałem jej i nie spuszczałem zatroskanego wzroku z As.

-Jeszcze jej nie zbadałam. Jakbyś mógł przyjść za parę godzin. Idź do matki. Jest w swoim domu.- wstałem i spojrzałem na nią.

-Dobra.- krótko odpowiedziałem.- Mordko, chodź, idziemy już.- zwróciłem się do gada i już siedziałem na jego grzbiecie. Spojrzałem ostatni raz na Astrid i wyleciałem przez okno. Poleciałem do domu mojej matki. Wszystko jej opowiedziałem. Dostałem po uchu. Za co? Za to, że piłem piwo w wieku prawie 16-tu lat. Po prostu śmiech na sali. Wszyscy dziś nocujemy u niej. Po pięciu godzinach postanowiłem udać się do Cleo. Może As się już obudziła? Wsiadłem szybko na Szczerbatą mordkę i wyleciałem kierując się w stronę jej domu.

Perspektywa Astrid

Obudziłam się w jakimś domu. Strasznie bolała mnie głowa. Nie kontaktowałam jeszcze dobrze ze światem. Zaczęłam sobie powoli przypominać co się stało. Pamiętam tylko, że wyjawiłam wszystko Czkawce... no prawie wszystko... Pamiętam, że pod wpływem wielu emocji kręciło mi się w głowie. Potem nic nie pamiętam, tylko ciemność... Po paru chwilach ocknęłam się. Nade mną stała jakaś starsza kobieta uśmiechając się do mnie. -Jak dobrze, że już się obudziłaś.- przeniosłam się na pozycję siedzącą.

-A pani to kto?- zapytałam. Podała mi coś do picia. Ładny miało zapach.

-Wypij. To zioła. Lepiej się poczujesz. Straciłaś chyba przytomność.- wypiłam to co mi podała. Zabrała ode mnie pusty kubek.- Nazywam się Cleo i jestem tu szamanką. Przyprowadził cię do mnie Czkawka.- powiedziała i akurat w tym momencie do pokoju wleciało czarne stworzenie. Na nim ktoś siedział.- O wilku mowa. (nie wiem czy mieli takie powiedzenie ale co tam xd)- zaśmiała się cicho.- Zostawię was samych.- wyszła z pokoju zamykając drzwi. Postać zsiadła ze stworzenia, którym był smok. Człowiek zdjął maskę. Czkawka. Podbiegł do mnie, usiadł obok i mnie mocno przytulił.

-Jak dobrze, że nic ci nie jest.- wyszeptał mi do ucha. Oddałam uścisk. Siedzieliśmy tak chwilę po czym się puściliśmy.

-Co to jest? A raczej, kto?- zapytałam wskazując na smoka, który był odwrócony do nas plecami.

-To mój smok, Szczerbatek. Z gatunku Nocna Furia jak już mówiłem ale nie wiem czemu nie chce podejść.- wstał i podszedł do niego.

Perspektywa Czkawki

Najpierw się cieszy, potem niepokoi, potem się cieszy, że nic jej nie jest a mimo to boi się do niej podejść. O co tu chodzi?! Podszedłem do niego.

-Ej, mordko. Co jest? Podejdź do niej.- zachęcałem. W końcu smok niepewnie się odwrócił z zamkniętymi oczami. Dziewczyna patrzyła na niego z dziwną miną. Też bym pewnie tak wyglądał jakby smok nie chciał na mnie spojrzeć. Chrząknąłem.- Mógłbyś otworzyć oczy?- widać, że się trochę bał ale powoli je otworzył.

Perspektywa Astrid

Najpierw smok się dziwnie zachowywał. Inne smoki reagowały na mnie inaczej. Gdy się odwrócił miał zamknięte oczy. To było dziwne. Pierwszy raz widziałam jak smok się boi spojrzeć mi w oczy. Powoli je w końcu otworzył. Te oczy... takie same jak... nie... to nie może być prawda... To twn sam smok przez którego spadłam ze schodów. Te oczy... takie zielone... jak wtedy... jak we śnie... Czy on wszędzie musi mnie nawiedzać? I jeszcze jest on najlepszym przyjacielem Czkawki? To nie może być prawda. Ja chyba wciąż śnię. To napewno on. Widać to po nim. Nie tylko on się mnie bał. Ja jego też. Ale dlaczego on mnie? Może mnie zabić w jedną sekundę, a ja jestem bez broni. Czego on się boi? Patrzyliśmy sobie w oczy ze strachem obydwoje.

Perspektywa Czkawki

Co tu się do cholery dzieje?! Mój smok boi się jej? A ona go? W sumie normalne, że ona może się go bać ale on?! Ja nic nie rozumiem. Astrid siedzi po turecku, a on siedzi na wprost niej przy łóżku. Oboje patrzą na siebie ze strachem i zaniepokojeniem. Widać, że As zaraz zacznie płakać, a Szczerbatek wydaje się jakby był gotowy do ucieczki. To za trudne. Nic z tego nie mogę załapać. Czemu oni czują do siebie taką niepewność. To jest jakaś zagadka? Mam to rozwiązać? To się wydaje coraz dziwniejsze...

Macie nexta :D 21 coś xd. Wiem, nudne jak nie wiem xdd :D jtr o tej samej porze lub później także next i komunikat :3 będzie ważny :3 Podobało się? Zostaw koma (yy, podkoma xd) :D edytor znowu nie działa :/ ja to mam szczęście xd :D dedyk dla was moje szczerbate mordki <3 Nie było mnie 3 dni więc jak macie jakieś nexty dane u siebie to napiszcie mi na tablicę ;) bo tak w komie to chyba będzie reklama O.o xd dobra, kij to :D ang 3- / hista 3 / niemiecki 2+ i na razie spoko :D ciekawe co z poprawy matmy O.o xd pewnie 1 :D nic nie umiałam :3 dobra, to też kij xd. Tęskniłam wiecie? <3 Za pisaniem i za wami <3 Dziękuję za komy i za to, że jesteście i w ogóle, że ktoś te nudy czyta xd <3 kocham was szczerbate mordki <3 Branoc lub dzień doberek (chyba źle napisałam xd) xd zależy kiedy czytacie. :D przepraszam za błedy jak były ^^ Pozdrawiam :* <3


Rozdział 27. ...jest trudna... cz.2

Perspektywa Astrid

Zamknęłam oczy. Zaczęłam sobie wszystko powoli przypominać. Ten sen. Cofnęłam się kilka lat w stecz. Czkawka, który się oddalał. Potem znikł. Pojawił się on. Smok. Zielone, groźne oczy. Cały czarny. Głośny oddech. Ciche warczenie. Potem ciemność. Mgła wirująca wokół mnie. Mój upadek. Moje poddanie się. Brak walki. Brak na nią jakiejkolwiek chęci. Kolejna ciemność. Cisza. Przytłaczająca i groźna. Chłód. I znów mgła. Krążyła coraz bliżej mnie. Zmieniła kształt w smoka. Teraz wiem jakiego. Nocnej Furii. Tej samej co była w tym pokoju. Świat zawirował. Mgła wydała głośny ryk, a raczej on... ten smok... Wnikł w moje ciało. Potem znów ciemność. Cisza. Głucha cisza. Brak odczucia jakiegokolwiek pulsu w sercu. Zamknięcie moich powiek. Przed nimi były te zielone oczy, których tak bardzo się bałam, a zarazem kochałam. Kolejny upadak lecz tym razem niżej niż kolana. Ostatni wydech. Śmierć. Moja śmierć. Potem pobudka z bijącym sercem. Niewiadoma. Powrót do domu. Atak smoków. Pojawienie się Nocnej Furii w moim pokoju. Tej samej co we śnie. Te groźne zielone oczy. Warczenie. Ten sam groźny ryk. Brak ucieczki. Kolejne poddanie się. Cofanie się w tył. Upadek ze schodów. Utrata dziecka. Utrata świadomości. Utrata zaufania. Utrata odwagi. Utrata przyjaźni na wieki. Utrata wszystkiego. Utrata jego... jego bezpieczewństwa... jego wierności... jego zaufania... jego mocnego uczucia, którym mnie dażył... jego miłości... To było dla mnie wszystko. Jego miłość była dla mnie wszystkim. Straciłam ją... straciłam go... Jego dotyk, który mnie uspokajał przerodził się w strach. Jego oczy, które mnie pogrążały w zamyśleniu przerodziły się w niepewność. Jego bliskość, przy której czułam się bezpiecznie przerodziła się w chęć oddalenia się od niego. Ja tak go wtedy kochałam i nadal kocham... Starciłam go... Przez moją depresję po tych wszystkich wydarzeniach... Te zielone oczy wydawały mi się groźne, niebezpieczne, tajemnicze, bezuczuciowe, bez miłości, bez zaufania... bez pragnienia bliskości... Nie wiem co by było gdyby go tam nie było. Już bym była dawno martwa. On nie pozwolił mi spaść choć ja tak bardzo chciałam aby mnie puścił. Nasze wyznanie sobie miłości, ostatni pocałunek i zakończenie na przyjaźni. Najlepszej przyjaźni. Potem ponowna utrata... znów jego... znów mojej miłości, o której nie wiedział i nie wie... Potem odnalezienie go po tylu latach. Tych oczu, które już nie były niebezpieczne lecz przepełnione tęsknotą i troską. Te wszystkie późniejsze zdarzenia. Śmierć Melody i Sky'a. Ta koszmarna noc. Wyznanie prawdy przy wszystkich. Kolejna ciemność. A teraz? Siedzi przede mną smok, który mnie tamtej nocy nie zabił chociaż miał ku temu okazję. Tak bardzo chciałam aby on to zrobił... tak bardzo... Po moich policzkach spływały łzy. Było ich coraz więcej. Siedziałam nieruchomo na łóżku z zamkniętymi oczami płacząc...

-Czemu mnie tamtej nocy nie zabiłeś? Miałeś ku temu okazję... Mogłeś mnie zabić... Nie spotkalibyśmy się już więcej... A ty se po prostu odleciałeś... Nawet mnie nie dotknąłeś...- powiedziałam cicho.- Dlaczego?- otworzyłam niepewnie oczy. Patrzył na mnie z żalem i poczuciem winy. Nie miał już wąskich źrenic. Nie warczał. Nie był groźny.- Dlaczego mnie nie zabiłeś? Dlaczego? Ja tak bardzo chciałam! Mogłeś to zrobić! Sama musiałam się siebie pozbyć!- wykrzyczałam coraz bardziej płacząc. Obraz powoli rozmazywał mi się przez łzy.- Ale nie mogłam! Ktoś mi nie pozwolił!- spojrzałam na sekundę na Czkawkę. Nie wiedział o co chodzi. Był w totalnym szoku. Znów spoglądałam w oczy tej bestii.- Mogłeś mnie zabić! Czemu tego nie zrobiłeś?! Czemu?!- znów krzyknęłam i zamknęłam oczy. Zakryłam twarz w dłoniach.- Czemu?- wyszeptałam. Więcej już nic nie robiłam. Siedziałam na łóżku i płakałam. Była cisza. Głucha cisza. Nic poza nią nie było. Napięcie w pokoju rosło lecz nikt nic nie powiedział, nikt nawet się nie poruszył. Było słychać tylko mój szloch. Z każdą chwilą był coraz bardziej cichy. Powoli zanikał. Mieszał się z ciszą. Ustępował. Opuszczał mnie. Pomimo iż siedziałam kręciło mi się w głowie. Mój oddech był nierówny. Serce waliło jakby zaraz miało ze mnie wyskoczyć. Głowa tak pulsowała, że napadał mnie jej ból. Przez ciało moje przechodziły dreszcze.##-O co w tym wszystkim chodzi? Ja nic nie rozumiem.- odezwał się po długiej ciszy Czkawka. Nie odpowiedziałam. Kątem oka spojrzałam na bestię. Nadal siedziała przede mną. Smok miał spuszczoną głowę i zamknięte oczy. Rosło w nim poczucie winy ale także, co było dziwne, radości. Cieszył się i był załamany jednocześnie. Od początku jak mnie zobaczył miał mieszane uczucia. Bał się mnie. Lecz ja także się bałam. Właśnie jego. Baliśmy się obydwoje samych siebie. Znów zamknęłam oczy. Nie płakałam już. Zapadła ponowna cisza. Cisza, która mnie już przytłaczała. Cisza, która mnie przerażała. Cisza, która mnie prześladowała. Cisza, którą znowu przerwano.- Astrid...- wyszeptał ten cudowny głos przy którym wymiękałam. Słyszałam jak do mnie podchodzi. Usiadł koło mnie.- Powiedz mi co się między wami wydarzyło.- złapał mnie za rękę. Poczułam jakby siłę, która we mnie wsiąkała. Czułam jego ciepło jakie od niego biło. Słyszałam bicie jego serca. Był bardzo blisko mnie. Podobało mi się to uczucie. Lecz jednak nadal się nie odezwałam.- Proszę. Chcę wiedzieć czemu się obydwoje tak dziwnie zachowujecie.- spojrzeliśmy sobie w oczy. Patrzył na mnie z czułością, nadzieją na odpowiedź, ze strachem, tak jakby poczuciem winy. Czy on myśli, że zawinił w tym wszystkim? Zapewne tak.- Powiedz coś. Cokolwiek.- nalegał. Spuściłam wzrok. Nie mogłam dłużej patrzeć na jego oczy. Uspokojały mnie ale także wzbudzały we mnie niepokój i lęk. To przez to, że miał te same oczy co ta bestia. Kątem oka zauważyłam, że Czkawka odwrócił głowę w stronę smoka.- Szczerbatku.- smok uniósł głowę i otworzył oczy. Wdrygnęłam się gdy na nie spojrzałam. Czkawka to wyczuł. Wie, że czuję się przy nim nieswojo.- Mógłbyś wyjść na chwilę? Zaraz do ciebie przyjdę. Daj nam chwilę. Na wyjaśnienia i te sprawy.- smok wstał. Zrozumiał, że musi wyjść. Że to było konieczne abym się odezwała. Nie był wcale taki głupi. Chociaż tamtej nocy był. Był głupi, bo mnie wtedy nie zabił. Sama musiałam to zrobić. Poczłapał się w stronę okna. Wyskoczył przez nie. Nie było wysoko więc nic mu nie będzie. W sumie, czemu ja się o niego martwię?- A teraz coś powiesz?- zapytał i jeszcze bardziej się do mnie przybliżył.

-Przepraszam.- tylko tyle przeszło mi przez gardło. To było ciche... mój głos był cichy... przystosowywał się do ciszy, która nas otaczała...

-Za co ty mnie przepraszasz?- zapytał troskliwym głosem. Zaczął gładzić mnie po włosach.

-Za... za wszystko...- znów zaczęłam płakać. Tym razem głośno. Przytulił mnie, a ja się w niego wtuliłam. Zawsze uwielbiałam być przy nim. Czułam się w jego ramionach bezpieczna. Dawało mi to siłę. Tym razem nie kolejny dzień bez niego lecz kolejny dzień z nim. Chciałabym mu się wyżalić. Wszystko powiedzieć. Coś mnie trzymało. Nie ma już tej bestii w pokoju więc czemu nadal nie mam ochoty rozmawiać? Może to przez to napięcie? Może to przez to miejsce w jakim się obecnie znajdujemy? Może przez te wszystkie przeżycia? Sama już nie wiem czy żyję czy nie. Może to wszystko to tylko jeden wielki sen? Może jak się obudzę to okaże się, że nawet takich osób jak tu są nie znałam. Może to ja wcale nie istniałam? Może jestem tylko czyjąś wyobraźnią? Siedzę w czyimś umyśle? Zakładam, że to wszystko co przeszłam to jeden wielki sen, po części dobry jak i zły. Mieszany jak moje uczucia obecnie. Bo jak można tyle przeżyć? Jak można spotkać kogoś takiego jak on? Takiego jak on... czyli jakiego? Takiego, który ma piękne zielone oczy, które skrywały morze tajemnic. Takiego o pięknych rysach twarzy. Takiego o niepoukładanych, brązowych z refleksem rudego włosach. Miłym uśmiechu... cudownym głosie... Takiego, przy którym czuć bezpieczeństwo, ciepło, które od niego bije... Takiego... dla mnie... jedynego... Czułego, miłego, kochanego, przystojnego, wysokiego, silnego, szczerego, zabawnego, odważnego... Ideał z niego. Marzenie każdej dziewczyny. Postrach wielu wojowników. Jeździec Nocnej Furii. Chłopak wielu westchnień na jego widok. Każda chciałaby wiedzieć jak to jest z nim się całować, przytulać, rozmawiać, zamartwiać się, kłócić, śmiać... Ja tego wszystkiego doświadczyłam. Lecz straciłam już większość przez moją głupotę... Każda chciałaby być teraz przy nim... Każda by chciała... Ja nie muszę... Ja już jestem przy nim... Nadal siedzieliśmy w ciszy przytulając się. On mnie uspokajał. Jego dotyk budził we mnie coś więcej niż pragnienie pocałowania go, niż chęć spędzenia z nim każdej wolnej chwili. Kołysał mnie i gładził moje włosy jak małemu, bezbronnemu dziecku. Często to robił. Uwielbiałam to. Siedzieliśmy tak dobrych kilka chwil. Całkiem długich chwil.

-Wytłumaczysz mi na spokojnie co zaszło między wami?- zapytał przerywając ciszę. Przytaknęłam tylko głową.- No więc słucham. Tylko mnie już więcej nie okłamuj. Dobrze?- spojrzeliśmy sobie w oczy puszczając się z uścisku. Trzymaliśmy się tylko za dłonie.

-Nie będę.- znów zatraciłam się w jego oczach. Tak mi ich brakowało, a teraz są tak blisko mnie. Rozpłynęłam się. Patrzyłam na nie z tęsknotą.

-Patrzysz się na mnie jakbyś się zakochała.- zaśmiał się cicho. Zauważył. Miał o tym nie wiedzieć.

-Zamyśliłam się.- burknęłam przygryzając dolną wargę.

-Ciekawe czym.- posłał mi jeden ze swoich pięknych uśmiechów. Jakby tylko wiedział, że moje myśli ciągle krążą wokół niego...

-Nie powiem tego.- oddałam uśmiech.

-Chyba miałaś być ze mną szczera.- powiedział i bardziej ścisnął moje dłonie.

-Ale nie w tej sprawie. Może kiedyś ci powiem.- to oczywiste, że nigdy mu tego nie powiem. Chociaż... nie... nie powiem...

-Dobra. A teraz na spokojnie powiedz co się stało.- nasze miny trochę spoważniały.

-Siedem lat temu dobrze wiesz co się stało po imprezie.- zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Kontynuowałam.- Wtedy zaszłam w ciążę. Nie chciałam ci o tym mówić. Bałam się, że jak się ktoś dowie to nie będą chcieli cię na wodza, a wtedy cała wyspa byłaby już przegraną wyspą w razie kłopotów. Bałam się, że rodzice nas znienawidzą. Bałam się, że ty mnie znienawidzisz, że mnie zostawisz z tym wszystkim samą. Zerwałam z tobą abyś czuł do mnie złość. Chciałam wtedy uciec i skończyć ze sobą. Odejść z tego świata. Narobiłabym tylko problemów. Nie umiałabym nawet żyć bez ciebie, z dala od ciebie. Wcześniej jak byłam u Gothi przed naszym zerwaniem miałam bardzo dziwny, a zarazem realistyczny sen. Byłeś w nim ty. Im bardziej chciałam się do ciebie przybliżyć ty się oddalałeś. Potem był on. Twój smok. Warczał na mnie. Jego oczy były takie same jak twoje. Zielone. Lecz one były groźne. Potem nastała ciemność. Wokół mnie krążyła mgła, która zniknęła po jakimś czasie i znów się pojawiła. Krążąc coraz szybciej przybliżała się do mnie. Gdy była bardzo blisko przybrała kształt smoka. Teraz wiem, że Nocnej Furii. Twojego smoka. Usłyszałam tylko ryk i mgła wsiąknęła we mnie. Upadłam. Czułam ból w sercu. Znów była ciemność. Nastała cisza. Zamknęłam powieki. Ujżałam tylko te zielone oczy. Nie wiem do tej pory czy to były jego czy twoje. Wiem tyle, że umarłam. Po obudzeniu się nie mogłam pojąć co się stało. Myślałam bardzo długo. Postanowiłam, że z tobą zerwę choć bardzo tego nie chciałam. Bałam się także. Po tym śnie twoje oczy wydawały mi się groźne. Nie uspokajały mnie lecz budziły we mnie lęk. Nie czułam się bezpieczna przy tobie choć gdy ciebie nie było tęskniłam za tobą. Nie miałam odwagi nic zrobić. Chciałam być blisko ciebie, a jednocześnie być z dala. Tego dnia nastał atak smoków na Berk. Było już późno, bo trochę zasiedziałam się u Gothi. Miałam wtedy uciec i skończyć ze sobą lecz weszłam na chwilę do mojego pokoju, do którego wleciał smok. Twój smok. Ten sam, ten co był we śnie. Tylko, że miał groźne oczy i na mnie warczał. Cofałam się gdy podchodził do mnie. Nie miałam broni przy sobie. Cofając się trafiłam na schody. Spadłam z nich. Poroniłam. Nie mogłam tego przeboleć. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłam się, że nie zostanę matką w wieku piętnastu lat i nie znienawidzisz mnie. Lecz z drugiej strony byłam załamana. Chciałam je urodzić, bo to była cząstka ciebie. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kochałam choć cię zraniłam. Po namysłam nadszedł dzień rozstania. Potem nie odzywaliśmy się do siebie. Przyszła tylko Melody. Nie miałam ochoty nic ronić. Nie jadłam, nie spałam, nie rozmawiałam z nikim. Siedziałam tylko na łóżku i płakałam. Postanowiłam, że ze sobą skończę ponownie. Im szybciej tym lepiej. Myślałam, że twój smok zrobi to za mnie lecz on nawet nie zrobił mi małej rysy. Nic. Jakby nie chciał abym była martwa. Potem jak wyszłam z domu było bardzo wcześnie. Gdy stojąc nad przepaścią wypowiedziałam ostatnie słowa, że cię kocham i zawsze będę kochać mówiłam prawdę. Jak już postawiłam krok i miałam spaść ty mnie złapałeś. Tak bardzo chciałam ze sobą skończyć. Wiedziałam, że po tym wszystkim nie moglibyśmy się spotykać dalej. Być ze sobą. Być daleko ciebie to nie było by życie. Resztę już znasz.- otworzyłam oczy, które były całe zalane łzami. On patrzył się na mnie dłuższą chwilę. Nic nie mówił. Patrzyliśmy sobie w oczy.- Wiem. Teraz mnie znienawidzisz, bo nie powiedziałam ci wcześniej prawdy. Żyłeś w kłamstwie przez siedem lat. Masz prawo mnie znów zostawić lecz tym razem ja tego nie zniosę i naprawdę skończę ze sobą. Bez ciebie ja nie mogę żyć.- spuściłam głowę. On mnie tylko bez słowa przytulił.

-Powiedziałem, że nigdy cię nie zostawię. Tetaz też nie.- wyszeptał i pocałował moje czoło. Przycisnął mnie mocniej do siebie.- Teraz tylko nie wiem dlaczego Szczerbatek cieszy się na twój widok. To jakaś zagadka?- mówił czułym głosem. Jak ja go kocham.

-Być może.- przestałam już płakać. Znów soedzieliśmy w ciszy przytulając się.

Kochani <3 możecie mnie zabić. Next miał być w piątek ale zabrali mi wszystko, bo miałam załatwiać rzeczy na urodziny mojej siostry. W sobotę weszłam tylko o 1 nad ranem, znaczy już w niedzielę xd po kryjomu na tela. Akurat o tej porze impra się skończyła, a next był cały gotowy na tabku. Dzisiaj mamy niedzielę jak widać xd i mój tata poszedł do pracy, a moja siostra z mamą do cioci na parę godzin. Może 2-3. Kożystam z sytuacji i siedzę teraz na tabku póki nikogo nie ma. Obejrzałam w wolnym czasie ,,Miasto 44" - poryczałam się. A zwłaszcza jak taki jeden młody pod koniec filmu bardziej mówił do Niemców po Polski bardzo piękne słowa. Tak ryczałam, że szkoda gadać. Polecam film (y) 10/10. Szybko wstawiłam rozdział. Na razie chyba najdłuższy chyba jaki napisałam i najnudniejszy. Teraz skapłam, że tylko pisałam z perspektywy Astrid O.o ale akurat sytuacja pasowała. No więc można mnie zabić. Miałam napisać ważny komunikat w piątek ale no nie miałam jak. Rodzice uważają, że jestem uzależniona od JWS xdd (to jest prawda ale ja zaprzeczam aby mi niczego nie zabierali xdd tylko ciii :* xd) Informacja dla ciekawych: JA NIE ZAWIESZAM BLOGA!!! Chciałam tylko powiedzieć, że znacząco opuściłam się w nauce :D xdd dlatego nexty będą co dwa lub trzy dni. W ogóle ktoś jeszcze czyta to głupie i coraz nudniejsze opko? Xdd :D Pewnie nie :D Jak nie wrócą wcześniej to wystukam jeszcze jakiś rozdział na szybko. Po tym co zostało z imorezy powiedziałam wprost do całej mojej rodziny: ,,Ja tego syfu nie sprzątam"- i tak oto siedzę jeszcze w łóżku xdd. Sami już posprzątali, a że mi nie chciało się nigdzie wychodzić (jak zwykle) to ukradłam tabka i wstawiam nexta. Więc napiszcie czy wam się podobało czy nie. To jest najnudniejszy rozdział więc zapewne zasnęliście :D Dziękuję moim sis <3 Aśce i Domi <3 za to, że siedziały ze mną do 4 nad ranem nielegalnie xdd. Całe szczęście nikt mnie nie nakrył :3 Dedyk dla wszystkich, którym się to dziwne opko podoba xd. :D pozdraiwam :* Kocham was szczerbate mordki <3 to kto pierwszy aby mnie zabić? Może ty agencie007 ty mój hehe <3 lub Oliwia xdd :D lubicie mnie wsadzać do grobu :3 hyhy ale żem się rozpisała xd. Kocham was <3 P. S. Tak, właśnie, siedzę sobie teraz nielegalnie na tabku xd. Idę uzupełnić info o sobie, bo chcieliście xd. Przepraszam za błędy ale siedzę na tabku, a edytor nadal nie działa xdd :D bay <3


Rozdział 28. ...do rozrwiązania... Cz.3

Przepraszam za jakiekolwiek błędy ale jak już wiecie piszę lewą ręką xdd. Ciekawe ile mi to zajmie :D pod koniec rozdziału taka mała ważna sprawa xdd OSTRZERZENIE! TO KOLEJNY NUDNY ROZDZIAŁ! xdd :D zapraszam :3

Perspektywa Czkawki

Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie parę minut. Ile ona przeżyła. Wiem, że nie powiedziała wszystkiego ale nie będę na nią naciskać. Może kiedyś sama mi powie. A jeśli mi nie ufa? W sumie to by miało sens. A zwłaszcza, że powiedziała, że bała się moich oczu. Może nadal się ich boi? W końcu się puściliśmy niechętnie. Siedzieliśmy po turecku na przeciwko siebie. Astrid już nie płakała. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Po krótkiej ciszy odezwała się przerywając ją.

-Ile miałeś dziewczyn po mnie?- zapytała. Dość dziwne pytanie jak na nią. Spojrzałem na nią z miną mówiącą: serio? - No co? Ja ci powiedziałam to co chciałeś wiedzieć. Teraz kolej na ciebie.- uśmiechnęła się na chwilę. Ale ona jest śliczna jak się uśmiecha.

-Czyli będę miał przesłuchanie?- twierdząco skinęła głową. Westchnąłem głośno przerzucając oczami. Znów na nią spojrzałem.- Z wyjątkiem Hedery to żadnej.- widziałem jak pod nosem lekko się uśmiechnęła. Ciekawe co to miało znaczyć.

-Ale w twoim pokoju często bywały dziewczyny. Gadaj z iloma spałeś.- zaśmiała się uroczo. Jak ja tą dziewczynę kocham.

-Z żadną.- cicho się zaśmiałem.

-Serio? Z żadną?- wydawała się zdziwiona ale także rozbawiona sytuacją.

-No z żadną.- posłałem jej uśmiech.

-Nawet nie miałeś ochoty?- trochę jeszcze chichotała (nwm jak to się pisze xd). Przeleciałem ją wzrokiem.

-Skoro chcesz wiedzieć to jak tak na ciebie patrzę to...- nie dane było mi skończyć, bo dostałem od niej lewego sierpowego w ramię. Patrzyła na mnie trochę rozbawiona.

-Ja już wiem co ci chodzi po głowie.- zaśmiała się.- Słyszałam, że z ciebie wielki podrywacz ale nie sądziłam, że to prawda.- znów się śmiała i położyła się na plecach patrząc w sufit.

-Bardzo śmieszne.- spojrzałem na jej usta na chwilę. Jak ja bym chciał ją pocałować. O czym ja myślę. Znów spojrzałem na jej oczy, które błyszczały. Takie piękne, błękitne... Przyglądała się uważnie każdemu skrawku na suficie.

-Opowiedz mi wszystko po kolei. Od momentu jak trafiłeś na wyspę po odnalezienie mnie.- zaczęła bawić się warkoczem.

-To będzie długa historia.- powiedziałem.

-Mamy czas.- pokręciłem głową i cicho się zaśmiałem. Cała ona. Nigdy nie odpuszcza. Zamknęła oczy, a obie ręce położyła sobie na brzychu. Opowiedziałem jej wszystko tak jak chciała. Zleciały chyba trzy godziny nim skończyłem opowiadać o wszystkim co robiłem. Słuchała mnie uważnie. Czasem myślałem, że zasnęła ale otwierała nieraz oczy z podziwu.

-Czemu podrywałeś inne dziewczyny?- zapytała. Tego akurat nie powiedziałem. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie z wyczekiwaniem na odpowiedź.

-Nudziło mi się.- odparłem krótko.

-Ale się wysiliłeś.- zaśmiała się.- A tak na serio?- czemu ona tak naciska.

-Rozbawiało mnie to, że każda na mój widok wzdychała. Robiłem to dla rozrywki. Tak jakoś w nawyk mi weszło.- podrapałem się z tyłu głowy.

-Widać. Ja się im nie dziwię. Takie ciacho z ciebie. Marzenie każdej dziewczyny.- zaskoczyła mnie jej wypowiedź. Znów zamknęła oczy.

-Twoje też?- zapytałem tak jakoś...

-Musiałabym się zastanowić.- zaśmialiśmy się.

-Na twój widok też pewnie każdy wzdycha. Taka seksowna laska z ciebie.- czy ja to powiedziałem na głos? Raczej tak po spojrzała na mnie ze śmieszną miną.

-Mówiłam, że widać.- zaśmiała się.- Uzależniłeś się od tego.- znów zamknęła oczy i uśmiechała się tylko.

-Tylko tym razem to z całą pewnością powiedziałem prawdę.- otworzyła jedno oko. Przeleciała mnie wzrokiem i znów je zamknęła.

-Straszny podrywacz z ciebie, wiesz? Jak ty możesz jeszcze nie mieć dziewczyny? Każda by chciała z tobą chodzić, a ty tylko do każdej zarywasz. Znalazłbyś sobie jakąś w końcu.- powiedziała.

-No niestety. Podrywacz to moja cecha rozpoznawcza.- a dziewczyna? Znalazłbym sobie bez trudu. Jest nawet taka jedna. Leżu przede mną, uśmiecha się, ma zamknięte oczy, blond włosy, piękną urodę. Cała jest piękna.

-Nie da się nie zauważyć. Podrywasz każdą? Czy może masz wyjątki?- ona i jej pytania. I za to ją kocham.

-Podrywam każdą jaka jest ładna.- spojrzała na mnie.

-Patrzysz na wygląd? Typowy facet.- parsknęła.

-Bo nie szukam dziewczyny. To tylko rozrywka. Nic więcej.- przejechałem dłonią po włosach, które były w jeszcze gorszym nieładzie niż wcześniej.

-Wyglądasz tak lepiej.- stwierdziła.- W której się zakochałeś? Gadaj.- zaśmiała się. Gdybyś tylko wiedziała, że w tobie przez cały czas...

-Jest taka jedna.- mruknąłem.

-Jak bardzo ładna?- nie przestawała się uśmiechać.

-Kocham ją za jej charakter. Wygląd u niej nie ma znaczenia choć trzeba przyznać to najpiękniejsza laska jaką znałem.- no nie powiem jej wprost, że o nią chodzi.

-A imię? Opis wyglądu i charakteru?- ona i jej ciekawość. Jak jej nie kochać?

-Musiałbym się zastanowić czy by ci powiedzieć czy nie.- zaśmialiśmy się znowu.

-Nie karz czekać mi długo.- usiadła znów po turecku i patrzyliśmy sobie w oczy. Zauważyłem, że w pewnym momencie jej wzrok zjechał na moje usta, a potem znów na moje oczy. Ciekawe o czym teraz myśli.

Perspektywa Astrid

Wiele mi opowiedział. Przeżył więcej niż ja. Śmierć tylu osób. Stracił nogę, kuzynkę, przyjaciół... Tak bardzo chciałabym go pocałować.

-A ty w kim się zakochałaś?- zapytał posyłając mi uśmiech.

-Charakter ma cudowny i jest mega przystojny.- nie powiem mu wprost, że chodzi mi o niego.

-Nie mów, że chodzi ci o mnie.- zaśmiał się.

-Czemu miałoby chodzić o ciebie?- zapytałam trochę zdziwiona.

-Bo słyszę to od każdej, a potem się dowiaduję, że to ja. A poza tym wyglądasz jakbyś się we mnie zakochała.- puścił mi oczko i roześmiał się kładąc się na plecach. Czy tak bardzo widać, że chodzi mi o niego?

-Co? Nie.- zaśmiałam się nerwowo.

-Nie wnikam.- walnęłam go lekko w ramię.

- Za co?- zapytał rozbawiony patrząc się na mnie.

-Za wszystko. I głównie za to, że se żartujesz podrywaczu.- teraz ja się zaśmiałam.

-Ach tak? (chyba, że się pisze Ah tak? xdd nwm :D)- powalił mnie na łóżko. Znajdowałam się pod nim. Podpierał się łokciem. Patrzyliśmy głęboko w swoje oczy. -Ale one są śliczne.- powiedział cicho.

-Kto?- zaśmiałam się.

-Twoje oczy.- odparł.

-Każdej to mówisz?- posłałam mu uśmiech.

-Zależy.- znów to zrobił. Spojrzał na moje usta. Jego wzrok ponownie powędrował na moje oczy.

-Od czego?- zapytałam.

-Od tego na ile są śliczne.- założył mi kilka włosków za ucho.

-W skali od jednego do dziesięciu na ile moje są śliczne jak ty to mówisz.- zaśmiałam się.

-Zdecydowanie dziesięć.

-A najpiękniejsze jakie widziałeś to jakie?- zapewne zielone. Zielone są takie cudowne.

-Twoje.- odparł krótko.

-A najpiękniejsza dziewczyna jaką widziałeś?- jak ja lubię się go o wszystko pytać. Tylko czemu zadaję takie pytania? No dobra... chcę wiedzieć.

-Ty.- powoli zbliżaliśmy się do siebie. Nasze czoła i nosy się styknęły. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Czułam na sobie jego oddech. Nasze usta dzieliło może z dwa centymetry. Jak ja go kocham.- Chyba powinniśmy wstać.- szepnął nie ruszając się.

-Chyba masz rację. Miałeś iść do smoka, a zasiedziałeś się tu z pięć godzin.- posłaliśmy sobie szczere uśmiechy.

-Z tobą warto siedzieć nawet dłużej.- wymruczał. Pocałował mnie... nie, nie w usta... w policzek. Na Thora jak ja go kocham. Z chęcią bym mu powiedziała co do niego czuję, rzuciłabym się na niego i już bym go nie wypuściła.

-Leć już, bo zapewne się niecierpliwi.- zaśmiałam się.

-Już lecę My'lady.- uśmiechnął się.

-My'lady?- zapytałam rozbawiona.

-Tak jakoś... nie podoba się?- zaśmiał się.

-Podoba.- podnieśliśmy się do pozycji siedzącej. Czkawka wstał i podszedł do drzwi. Otworzył je i spojrzał na mnie.

-Przyjdę jutro. Dziś chyba zostaniesz tu.- oznajmił.

-Dobra.- posłaliśmy sobie ostatni raz uśmiechy i wyszedł zamykając drzwi. Opadłam na łóżko. Przegryzłam dolną wargę i zaczęłam zachowywać się jakby mnie pocałował w usta. Wymachiwałam nogami szczęśliwa i omało co nie piszczałam z radości. Jak ja go kocham.

I co? Xd... Ręka mnie tak boli, że nwm xdd ile razy zamykałam oczy pisząc to :D hehehe nie dam się :3 o luju xd to jeden z tych długich rozdziałów xdd. Jtr jest.... no właśnie xd co jest? Kto zgadnie xd. Kto będzie bystry :D zobaczymy :3 Podpowiedź: coś związanego z tym blogiem (i nie, nie chodzi o nexta xd) chociaż jtr też dam nexta. Nie dam się ręce, która z każdym dniem się pogorsza xdd :D a kij z nią :D to święto więc może dwa uda mi się napisać? Nwm. Thorze jak boli xd. I jeszcze drugie ogłoszenie: Dacie like? ---> https://www.facebook.com/blogi.opowiadania.arty <--- bardzo bym prosiła ^^ możecie tam pisać do mnie lub do Naty wiadomości, prośby o udostępnienie waszego bloga ;), przysyłajcie zdj związane z JWS 1 i 2. Jak ktoś ma str na FB np. o modzie lub o modelach eee samochodów xd to pisać i może zronimy udos za udos? ;) Można się zdecydować :D nie zmuszam ;) ale nasza str ostatnio coś nie idzie :/ jak wejdą niektórzy to z wielkim podziękowaniem będziemy obie wdzięczne (czyt. ja i Nata, którą jest Astriś111) za polecenie lub promowanie naszej str <3 koniec wiadomości xd :D Kocham was szczerbate mordki <3 przepraszam za błędy, pisać straszanie ciężko xd Pozdrawiam <3 P. S. Kto zgadnie co jtr za święto jest związane z tym blogiem? ;) kto spostrzegawczy będzie :D czekam <3 i kocham najmocniej <3

ROZDZIAŁ DEDYKOWANY DLA WAS ^^ WY MOJE SZCZERBATE, KOCHANE MORDKI ^^ <3 LOVE <3


Rozdział 29. ...dla mnie... Cz.4

Ręka boli, a ja piszę xdd :D na wfie nie ćwiczyłam, a szkoda xd :/ był pin-pong :/ rozwaliłabym ich xd :D dobra... Piszemy to :D Dedyk dla każdego <3 Rozdział będzie nudny xdd i od razu przepraszam za błędy xd :D Miłego czytania <3

Perspektywa Czkawki

Wyszedłem z domu szamanki. Przed drzwiami czekał już na mnie Szczerbatek. Podeszłem do mordki i lekko poklepałem go po szyi. Wsiadłem na niego i poleciałem na plażę. Zapomniałem na chwilę o wszystkim co się wydarzyło i o tym co miało się wydarzyć... Wylądowaliśmy na miękkim, chłodnym piasku. Fale były spokojne. Słońce zaczęło kryć się do morza. Piękny widok. Zsiadłem z mordki i usiadłem po turecku na piasku. Oglądałem zachód słońca. Wiatr rozwiewał moje włosy, a blask słońca raził mnie po oczach. Plaża bardzo przypominała mi Astrid. Morze kolor jej oczu. Słońce jej blond włosy. Piasek, który czasem jest zimny, a czasem tak gorący, że nie da się po nim chodzić. Wiatr jej spokojny oddech. A gdy zamykałem oczy widziałem ją całą. Oczy, nos, włosy, sylwetka, usta... Koło mnie usiadł Szczerbatek.

-To wszystko prawda? To, że ona spadła?- spojrzałem na niego, a on na mnie. Pokiwał głową. Był smutny i przygnębiony.- A ty wiedziałeś, że ona wtedy...- nie dane było mi skończyć, bo on znów twierdząco pokiwał głową. Zamknął oczy i spuścił łeb.- Już dobrze. Nic się nie stało.- poklepałem go po szyi. Położył mi łeb na kolanach.- Ty wiesz dużo rzeczy... szkoda, że nie mogę cię zrozumieć...- w moim głosie było słychać zawód. Chciałbym rozumieć smoczy język. Czasami rozumiem ich mowę, a czasami nie. On coś tylko mruknął pod nosem.- Czemu jej wtedy nie zabiłeś?- zapytałem. Spojrzał się na mnie. Podniósł się. Ja także.- Proszę odpowiedz. Może zrozumiem.- zaczął coś mruczeć. Zrozumiałem tylko tyle, że musiał.- Musiałeś? Co musiałeś?- zaczyna się robić to coraz dziwniejsze. Gdybym zrozumiał choćby połowę tego co mówił... Znowu mruknął. Powiedział coś o dziewczynie i śmierci. Wspomniał jeszcze o chłopaku, który odniesie zwycięstwo lecz umrze w wieku piętnastu lat.- Nie rozumiem. Jaka dziewczyna i jaki chłopak? To jakaś zagadka? Ta dziewczyna nie żyje? To jest coraz trudniejsze do rozwiązania...- smok tylko polizał mnie lekko po twarzy.

-Nie wierzę...- usłuszałem ciszy, dziewczęcy głos za moimi plecami. Odwróciłem się nepewnie. Przede mną stała dziewczyna. Nie byle jaka. Rude włosy, zielone oczy, jasna cera, tak samo wysoka jak ja. Patrzyła na nas z niedowierzaniem. Głównie to na Szczerbatka.

-Yyy... Znamy się?- zapytałem. Bez słowa niepewnie podeszła do mordki. On nawet nie warczał tak jak na innych obcych. Kolejna zagadka? Życie mnie wykańcza.

-Ja znam te oczy.- powiedziała cicho. Wystawiła rękę, a on dał się dotknąć.

-Dziwne.- powiedziałem to do siebie bardzo cicho. Nie usłyszała tego. Patrzyli sobie w oczy z... tęsknotą? Dobra, to było strasznie dziwne.

-Myślałam, że cię już nigdy nie znajdę.- on ją polizał czy mi się przewidziało? I o czym ona gada?

-Ktoś mi wytłumaczy o co chodzi?- zapytałem. Dziewczyna spoglądała teraz raz na mnie raz na Szczerbatka.

-Hmm... Ten sam... kolor... oczu...- ostatnie słowo wypowiedziała bardzo cicho i podeszła do mnie kawałek. Pokłoniła mi się.

-Eee... Dziwnie się czuję.- powiedziałem. Ale serio, jakaś obca dziewczyna kłania mi się jakbym nie wiadomo kim był, a Szczerbatek ją jeszcze zna i się do niej przymila. Jakbyście się czuli na moim miejscu? Chyba dokładnie tak samo jak ja. Dziwnie.

-Jestem tobie oddana Smoczy Jeźdźcu tak samo jak moja wyspa.- spojrzeliśmy sobie w oczy. Jej były bardziej blade niż moje.

-Ty nic nie rozumiesz, prawda?- zaśmiała się cicho. Nawet ładny ma uśmiech. O czym ja myślę?

-Jak widać nie.- odparłem.

-Jesteś Smoczym Jeźdźcem, Panem Smoków, prawda?- zapytała.

-Tak mnie zwą i tyle.- powie w końcu coś sensownego?

-Czyli moja matka miała rację...- powiedziała cicho.- Jest tu jakaś dziewczyna o blond włosach, błękitnych oczach i w twoim wieku? Znaczy w wieku 23 lat?- ją też zna?

-No jest. Astrid. Skąd się znacie?- wskazałem ręką mojego smoka, który ganiał za motylem. Mamy tyle samo lat, a ja zachowuję się dojrzalej niż on.

-To trzeba opowiedzieć wszystko od początku. Zaprowadź mnie do tej dziewczyny. Muszę was obydwoje zabrać do mojej matki.- super, kolejna zagadka. Ile tego jeszcze będzie?

-Dobra.- wsiadłem na Szczerbatka i wyciągnąłem w jej kierunku rękę aby pomóc jej wsiąść na smoka.

-To nie będzie konieczne.- uśmiechnęła się, zagwizdała, a obok niej pojawił się Koszmar Ponocnik. Dziewczyna wsiadła na niego.- Prowadź.

-Jak sobie panienka życzy.- posłałem jej uśmiech, poklepałem mojego przyjaciela po szyi i wzbiliśmy się w powietrze lecąc w stronę wioski. Ona leciała za nami. Zapomniałem spytać się jej o imię. Zrobię to jak już będziemy w domu szamanki.

Następna krótka część rozdziału jutro, bo dziś już nie dam rady. Ręka odmawia. I tak dużo napisałam ale nudno xd. Kocham was szczerbate mordki i przepraszam <3 nie dam rady nic więcej napisać. Teraz lewą piszę xd. Kurde jak trudno :D to do jutra :'( a, i ten xd To święto to z okazji, że piszę tego bloga już okrągły miesiąc xd. Jutro się rozpiszę ale dziękuję każdemu za czytanie, komentowanie itd. <3 kocham was <3

Perspektywa Astrid

Leżałam na łóżku jeszcze parę chwil. Myślałam o tym co może się wydarzyć. Będzie kolejna wojna? Będą kolejne straty? Wrócimy na Berk? Czy on mnie kocha? Eee... Może o ostatnim zapomnimy? Chociaż nie... Kocham go i chciałabym wiedzieć czy on mnie też ale kiedy indziej mu powiem. Tak leżeć i nic nie robić wcale nie jest ,,fajne". Nudzę się niemiłosiernie. Ciągle nie mogę zrozumieć czemu ten smok, jak mu tam, eee... Hmmm... Chyba... Smargatek? Zapomniałam jego imienia. Trudno... Wracając. Ciągle nie mogę zrozumieć czemu on na mój widok ma mieszane uczucia? Boi się mnie nie wiem czemu... Cieszy się nie wiem czemu... Jest zaniepokojony nie wiem czemu... Czy ja mu coś zrobiłam? Może ktoś go skrzywdził na naszej wyspie? No ale raczej by się nie cieszył jak dziecko... Czemu to musi być takie trudne do zrozumienia? Nagle ktoś zapukał do pokoju.#-Proszę!- krzyknęłam. Nie podniosłam się. Nadal leżałam gapiąc się w sufit.

-A moja kochana jeszcze leży?- zaśmiałam się cicho.

-Żadna kochana kochany.- podszedł do mnie i podał mi rękę pomagając mi się podnieść z łóżka na równe nogi.

-Ale ty jesteś śliczna.- uśmiechnęliśmy się do siebie. Walnęłam go lekko w ramię.

-Nie zarywaj tak.- zaśmialiśmy się. Spojrzałam w stronę drzwi. Stała w nim rudowłosa dziewczyna. Miała blado-zielone (nwm czy z myślnikiem czy bez xd kij z tym) oczy, wysoka i szczupła. Ładna nawet.- Znalazłeś sobie dziewczynę.- uśmiechnęłam się chytrze.

-Co?!- głową wskazałam na dziewczynę. Odwrócił się i cicho się zaśmiał.- A, ona... To jest... eee...- byłam trochę rozbawiona sytuacją.

-Anita. Mam na imię Anita Fersedfor. (Nie miałam pomysłu xd)- miała nawet przyjemny głos. Cichy, delikatny, miły...

-Acha. Już zdążyłaś na niego polecieć?- zaśmiałyśmy się obie.

-Jeszcze chyba nie.- odparła. Była teraz tak sama rozbawiona jak ja.

-Naprawdę? W takim przystojniaku? Każda by od razu się do niego kleiła.- podeszłam do Czkawki bliżej i się o niego oparłam.

-A w dodatku jaki podrywacz. Wytrzymać z nim nie można.- zaczęłyśmy się śmiać.#-Bardzo śmieszne.- mruknął udając obrażonego.

-Oj, nie obrażaj się mój podrywaczu.- zaczęłam z niego żartować.- Przepraszam.- uniosłam się na palcach, no jest ode mnie wyższy i lekko go pocałowałam w policzek. Przyjaciele tak robią prawda?

-Dobra. Wybaczam. Ale wolałbym abyś pocałowała mnie w usta.- te jego zaloty są urocze. No kocham go poprostu.

-Hmm... Może innym razem.- zaśmialiśmy się. W ogóle zapomnieliśmy, że nie jesteśmy sami w pokoju.

-Ładna z was para.- obydwoje spojrzeliśmy na Anitę lekko zarumienieni.

-My nie jesteśmy parą.- powiedziałam.

-Jak to nie jesteście?- widać była zdziwiona. My się serio zachowujemy jak para?

-Jesteśmy przyjaciółmi.- odparłam.

-Najlepszymi. O tym zapomniałaś.- dokończył Czkawka wplatając swoje palce w moje.

-Nie mogłabym.- puściłam mu oczko.- Ogólnie co tu robicie?- zapytałam.

-A tak. Myśmy tu przyszli do ciebie, bo Anita chciała.- wytłumaczył.

-Do mnie? A po co?- ja tej dziewczyny nawet nie znam.

-Muszę zaprowadzić was do mojej matki. Trzeba was poinformować o pewnym zdarzeniu, które nastąpi za kilka lat. To ma związek z wami.- odparła. Spojrzeliśmy zmieszani na chwilę na siebie i znów na nią.- Tylko, że wy nie jesteście parą. Matka 8 lat temu mówiła mi, że jesteście.- była chyba zmartwiona, że z nim nie chodzę. Anita uwierz... chciałabym abyśmy byli parą...

-Byliśmy.- powiedziałam cicho z zawodem w głosie. Mam nadzieję, że nikt tego nie zauważył.

-Czemu już nie jesteście?- zapytała. Nie powiemy jej raczej prawdy.

-To mniej więcej przez Szczerbatka.- a więc tak on ma na imię. Głupia ja myślałam, że Smargatek.- As wtedy spadła ze schodów i eee... No wpadła w depresję.- nie powiedział. Na szczęście. Nie mam ochoty aby każdy o tym wiedział.

-Musiał to zrobić.- spuściła głowę wbijając wzrok w podłogę.

-Musiał? To samo mi powiedział.- puścił moją dłoń i nieco się do niej zbliżył.- Ty coś wiesz, prawda?- podniosła głowę i spojrzała na niego.

-To nie ja. To moja matka wie. Ja muszę was do niej zaprowadzić. Musicie poznać prawdę.- Czkawka spojrzał na mnie.

-Wylatujemy zaraz.- westchnął i przerzucił oczami.- Mam dość zagadek. Dasz radę polecieć czy może poczekamy jeszcze trochę?- zwrócił się do mnie. No tak, ja się niedawno ocknęłam po tym okropnym dniu.

-Dam radę. Tyle, że ja nie mam smoka.- podeszłam do nich i staliśmy we troje koło siebie.

-Polecisz ze mną.- oznajmił.

-Że na twoim smoku?- przytaknął głową.- O nie. Nie wsiądę na niego.- chciałam polecieć z nim ale nie na tej bestii.

-Już leciałaś na nim. Tylko, że byłaś nieprzytomna.- tego nie wiedziałam. W sumie jakoś się tu znalazłam. Właściwie gdzie ja jestem? Później zapytam.

-Dobra.- powiedziałam niechętnie. Zeszliśmy na dół. Czkawka zostawił jeszcze kartkę na biórku, że za kilka dni wróci. Czkawka posadził mnie za sobą. Objęłam go w pasie, a głowę oparłam o jego plecy. On musi być taki wysoki? I taki przystojny? I taki cudowny... odważny... waleczny... miły... szczery... Na Thora! Astrid! Przestań marzyć na chwilę! Nim się zorientowałam wzbiliśmy się w powietrze.

-I jak?- zapytał posyłając mi uśmiech.

-Cudownie.- odwzajemniłam go. Założył maskę i patrzył przed siebie. To latanie jest całkiem przyjemne. A zwłaszcza gdy jest on obok.

-Gdzie lecimy?- zwrócił się do Anity lecącej przed nami.

-Na moją wyspę. Wyspę Jasnej Mgły. (ponownie nie miałam pomysłu xd)

To jest krótkie i ponownie nudne xd, a dlatego krótkie, ponieważ jest to kontynuacja rozdziału, którego wczoraj nie dałam rady już napisać przez tą przeklętą rękę xd. A teraz to ona mnie tak boli, a ja se piszę xdd :D niesłuchanie lekarza xd polecam 2/10 :3 Jtr urodziny mojego taty i nexta nie będzie, bo będę zajęta :/ A tak serio xd nexty miały być co trzy dni, a ja wam dałam trzy nexty w ciągu trzech dni pod rząd xd :D Więc jtr nie będzie. Może dam coś w niedzielę xd :D kocham was szczerbate mordki <3 branoc lub doberek zależy kiedy czytacie xd :D a ja coraz bardziej komplikuję :3 oj to się chyba pociągnie do 50 rozdziałów xd :D dobra, bay <3 kocham <3 i dziękuję za taką ilość komów i za to, że jesteście i czytacie te nudy xd To już miesiąc z wami <3 Dziękuję <3 Jesteście najlepsi <3


Dostałam lapka <3 ile ja już go nie miałam xd :D i paczam se a tu edytor normalnie zaczął chodzić xd czyli tylko na tabku, telu i kompie nie chodzi :3 f**** logic xd :D Dobra, to ja się biorę za pisanie :3 Kocham was szczerbate mordki <3


Rozdział 30. …dla ciebie… Cz. 5

Dedyk dla wszystkich wy moje kochane szczerbate mordki ♥♥♥

Perspektywa Anity

Moja matka mówiła mi kiedyś, że byli parą nierozłączną. Czemu teraz nie są razem? A no tak… Szczerbatek… Ale to nie jego wina. On musiał to zrobić. Nie miał jej zabić ale uczynić tak aby poroniła. Nie wiedział, że sprawy mogą tak zajść… Oni muszą być razem… Muszą… Jeśli nie będą nie wiem co się stanie… Jedynie będzie trzeba czekać… Czas pokaże przyszłość i nie cofnie się do przeszłości… Boję się tylko jak oni obydwoje zareagują na to, co powie im moja matka…

Co jeśli nie uwierzą? W sumie nie znają nas i raczej nam nie zaufają… Tyle, że oni muszą nam zaufać… Bez tego nic nie wskóramy.

Biedny Szczerbatek… Nie chciał źle… Wiem, że bardzo się przejął, że się rozstali. Wie, że tak nie powinno się wydarzyć. On zna większość prawdy… Wie więcej niż ja… Wie tyle samo ile moja matka… I to tylko dlatego, że został wybrany… On… Ostatni z gatunku Nocnych Furii… Oczy… Blizna… Połączenie… Ten wybraniec…

Chciałabym zobaczyć to znamię na jego plecach. Musi być piękne… Znamię… Oznaka połączenia… Siła przyjaźni… Bratniej duszy… Dar…

Dar jakiego zazdroszczę ale także dar jakiego bym nie chciała… Dobry, a zarazem zły… Wyjątkowy, a zarazem odrzucany… Współczuję im… Dokładnie… Im… Nie tylko jemu…

Gdy dowiedzą się w końcu prawdy mogą doznać szoku…

A co jeśli uznają, że jesteśmy wariatkami? A co jeśli uznają, że kłamiemy? A co jeśli nie posłuchają się nas? Nie uwierzą? Nie zaufają? Zignorują? Odejdą?

Nie można do tego dopuścić…

Sama jestem ciekawa tej tajemnicy… Tajemnicy, której za wszelką cenę muszą poznać… Tajemnicy, której nikt by nie chciał usłyszeć, co dopiero przeżyć… Ja natomiast… chcę wiedzieć więcej…

Wiem tylko o chłopaku i zwycięstwie, o dziewczynie i śmierci, o pokonaniu zła i rozpaczy… Obydwoje doświadczą bólu… cierpienia… złości… gniewu… nienawiści… smutku… rozczarowania… braku akceptacji zaistniałych wydarzeń jakie nastąpią…

Z tego co mi wiadomo Astrid jest chora. Ale za dwa miesiące choroba mija i będzie znowu mogła mieć dzieci. No właśnie… dzieci…

Trzeba ich jakoś przekonać aby wrócili do siebie… Tylko jak? Moja matka zapewne będzie niezadowolona jak zobaczy i dowie się, że nie są razem. Może jak dowiedzą się prawdy to wrócą do siebie? A co jeśli tylko pogorszy to sprawę i oddalą się od siebie?

Tak szczerze to myślałam, że odnajdę ich dopiero za trzy lata. Wtedy by już nie mieli odwrotu. Ale teraz? Znalazłam ich. Na szczęście obydwoje byli w tym samym miejscu… Nie byli daleko siebie. Muszą jeszcze dotrzeć na Berk. Są tam potrzebni. Po co? Tego ja nie wiem… Tylko moja matka zna odpowiedź na to pytanie. No i jeszcze Szczerbatek. Ale jego mało kto rozumie. Nie każdy umie mówić w smoczym języku. Moja matka potrafi, ja umiem tylko najprostsze rzeczy. Czkawka natomiast jak widać podszkolił się w tym. Niedługo będzie już umiał rozmawiać ze smokami. Tak samo jak Astrid. Też bym tak chciała. Po części oczywiście. Koniec nie będzie szczęśliwy. Cóż, nie każda bajka kończy się Happy Endem.

Ale czy ich musi się skończyć źle? Czy pozbierają się? Miejmy nadzieję, że w ogóle wrócą do siebie i na Berk. Jak nie to się po prostu załamię, a moja mama chyba dostanie zawału. Oni muszą… taka ich rola… Nie pierwsza i nie ostatnia…

Perspektywa Czkawki

Ta dziewczyna jest jakaś dziwna. Mam teraz mieszane uczucia. Zaufać jej czy nie? Nie widać aby była groźna ale pozory zawsze mogą mylić. Mam tyle pytań i żadnej odpowiedzi.

Po co mamy lecieć do jej matki? Skąd ona zna Szczerbatka? Skąd jej matka wiedziała, że byliśmy parą z As? Czemu akurat chciała abyśmy lecieli tylko my dwoje? Czemu jest ciągle taka zamyślona? I jaką prawdę musimy poznać? O co chodziło Szczerbatkowi z tą dziewczyną, śmiercią, chłopakiem i zwycięstwem?

Ta zagadka zaczyna być coraz dziwniejsza. Chciałbym jeszcze wiedzieć o co chodziło z tym, że Szczerbatek musiał ją zrzucić ze schodów. Mam wrażenie, że oni obydwoje wiedząc coś co ma związek ze mną. I chyb także z Astrid. No bo po co by kazali nam obydwoje lecieć?

Chciałbym się dowiedzieć jak najszybciej tej tajemnicy, o której nie wiem. Coś czuję, że raczej nie będzie to przyjemna informacja. A co jeśli Anita to jedna z ludzi Drago? A jeśli to jego córka? Jeśli jest tak jak przypuszczam zapewne prowadzi nas gdzieś gdzie nas zabiją jej ludzie. Być może chce zemścić się za to, że zabiłem jej ojca. Ale… no właśnie… Jakby była jego córką to by się chciała zemścić tylko na mnie, a nie na mnie i Astrid. No i Szczerbatek nie byłby do niej przyjaźnie nastawiony, Chyba, że jest zahipnotyzowany.

Chcę jak najszybciej dowiedzieć się prawdy. Skąd jej matka może tak dużo o mnie wiedzieć?

Perspektywa Astrid

Raczej nie powinniśmy ufać tej rudej. Mówią, że rude to wredne. Chociaż nie zawsze. Ona wydaje się być całkiem miła. Ale nie zawsze tak może być. Co jeśli to pułapka?

Chciałabym teraz wrócić na Berk. Tylko, że nie sama. Chciałabym wrócić z Czkawką i Sączysmarkiem też mogłabym. No i Gustawem. Chociaż go i tak nikt nie lubi. Chłopak siedemnastoletni, sześć lat od nas młodszy, a zachowuje się jakby był o sześć lat starszy. Jak jego matka z nim wytrzymywała? Szkoda tylko, że nie ma Melody.

Zostawmy przeszłość i żyjmy teraźniejszością myśląc o przyszłości, która zawsze może ulec zmianie.

I jak zawsze mnóstwo pytań krążących po głowie. Skąd matka Anity wie o nas tak dużo? O jaką tajemnicę chodzi? I dlaczego Szczerbatek się mnie boi? Czemu się cieszy? Ehhh, co ja mu zrobiłam? Chcę się już dowiedzieć tej prawdy, bo to jest strasznie męczące tak żyć w niewiadomej i cały dzień rozmyślać o co chodzi. Po Czkawce widać, że jego też to już powoli męczy.

Perspektywa Anity

Lecimy teraz właśnie w stronę mojego domu na wyspie Jasnej Mgły. Nie jest to daleko. Wręcz nawet blisko. Ja lecę na moim Koszmarze Ponocniku o imieniu Bety. Kochana smoczyca z niej. A oni? Lecą na Szczerbatku. Tak słodko razem wyglądają. On taki rozmarzony, ona też. Widać, że się kochają to może wrócą do siebie? Widzę jak na siebie patrzą, jak ze sobą rozmawiają, jak się przytulają. Akurat także w tej chwili. Ona się tak do niego przytula, a po jego oczach widać, że mu się to podoba. Mógłby zdjąć maskę. Lepiej wygląda bez niej.

-Daleko jest ta wyspa?- zapytał spoglądając na mnie.

-Nie. Za jakąś godzinę już będziemy na miejscu.- oznajmiłam.

-Czemu ty nam nie powiesz o co chodzi?- zapytała się Astrid także patrząc na mnie.

-Bo ja nie znam prawdy. W sumie nie całej.- powiedziałam.

-A kto zna całą?- zasypią mnie chyba pytaniami. Czkawka ściągnął maskę.

-Moja matka i twój smok Szczerbatek.- zrobił zawiedzioną minę. Widać, że go to dręczy tak samo jak Astrid.- Jakbym ją znała wyjawiłabym wam ją już teraz ale ja znam tylko niektóre kawałki. Jakbym wam teraz powiedziała to o czym wiem pomieszałabym wam tylko w głowach. Musicie poznać prawdę od początku do końca aby wszystko dokładniej zrozumieć.- wyjaśniłam.

-Skąd znasz Szczerbatka?- zapytał ponownie.

-Długa historia. Nie lataliśmy wtedy na smokach. Ty jako pierwszy zacząłeś na nich latać. My tylko z nimi walczyliśmy. Moja matka zaprzyjaźniła się z jego matką. Nie wiem co się z nią stało ale wiem, że nie żyje. Moja matka ukrywała ją w lesie przed moim ojcem, który ich szczerze nienawidził. To może wydać się trochę zabawne ale twój ojciec miał plany abyśmy obydwoje wyszli za siebie.- zaśmiałam się cicho. Oni obydwoje spojrzeli na mnie dziwnie.- Mieliśmy pięć lat. Spokojnie. Doszło do tego, że obydwoje protestowaliśmy, a nasze matki nie chciały nas jednoczyć z przymusu.- odetchnęli z ulgą. Wiedziałam. Kochają się jak nic.- Wiecie co?

-Nie nie wiemy.- zaśmiał się cicho Czkawka.

-Wyglądacie jakbyście się nadal kochali. Czemu nie wrócicie do siebie?- obydwoje zarumienili się i spojrzeli na siebie, a potem na mnie. Trzeba spróbować. Oni muszą być razem. Od tego zależy wszystko co ma się wydarzyć w przyszłości.

Zbliżamy się ku końcowi ;) Nie! Nie bloga xd Końcowi zagadki xdd :D Hehe. Blog jeszcze się pociągnie xd. Ten rozdział taki nudnawy xd ale to taka zapowiedź. Można się już powoli domyślać o co chodzi xd. Jestem szatanem i nexta dam dopiero we wtorek :3 i no oczywiście w komie xd. Lapka dostanę dopiero w piątek/sobotę/niedzielę. Xdd takie życie :/ :D Ale ja was kocham szczerbate mordki ♥ ♥ ♥ tak mocno ♥ dziękuję za tyle komów, za czytanie, za to, że jesteście ♥ Poczekacie do wtorku? Musicie :* kocham ♥

A jak wam się nudzi to zapraszam tu:

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Roxi1902/%C5%BBycie_to_nie_bajka  blog Aśki :3

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Azura245/Nie_mo%C5%BCna_ci%C4%85gle_w_strachu  blog Sandry :3

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Szczerbatka07/Sometimes.... --> blog Karoliny :3

http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_u%C5%BCytkownika:Justu%C5%9B135/Osaczona --> blog Justyny :3

https://www.facebook.com/blogi.opowiadania.arty?ref=bookmarks  strona na FB moja i Naty ♥

Mam nadzieję, że na coś wejdziecie ♥ ♥ ♥

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.