Jak Wytresować Smoka Wiki
Jak Wytresować Smoka Wiki
Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless.png


Śledzik: Ooo. A te śliczne jaskry cudownie się wkomponują w wieńce na pożegnanie naszych pięknych Zmiennoskrzydłych. Ups. Ach, proszę bardzo. Leć, ja zaraz dojdę. Ach. No nie mówicie, że się oparłem o... Aa! Zmiennoskrzydły!

Mieczyk: Aargh!

Astrid: Ech. O masz. Wichura! Ha!

Mieczyk: Argh. Tej Astrid to się nie da podejść. Ale wiem, kogo się da.

Sączysmark: Tyle śmieci w tydzień, poważnie?

Szpadka: W tydzień? Facet, tyle to raptem z wtorku. Reszta czeka na tyłach.

Sączysmark: Ach. O cię Thorze.

Szpadka: No już. Ruszaj się, paniczu. Śmieci same się nie wyrzucą, nie?

Sączysmark: Już. Nie ma za co.

Szpadka: Hehehe...

Mieczyk: Aha! Ha!

Szpadka: Ej!

Mieczyk: Ał. Ał. No weź, oszalałaś?

Szpadka: Ja oszalałam? Pytasz czy ja oszalałam?

Mieczyk: Dobrze wiesz, że jak Zmiennoskrzydłe odlatują, to mam ubaw. Co roku się tak bawię.

Szpadka: Ale mnie to co roku nie bawi. Bo jak mnie tak podchodzisz, to się zaraz irytuję.

Mieczyk: Wiesz... Bo o to mniej więcej tu chodzi.

Szpadka: A może idź z tą zabawą gdzieś indziej zanim ci się stanie krzywda? O świetny pomysł, bratku. Idź straszyć Smarka! Smark to baran, zaraz się nabierze.

Mieczyk: A powiem ci, że pójdę. Ha! Nastraszyć. Niech ma dreszcze.

Sączysmark: Och. Daj spokój, Mieczu. Myślisz, że mam dziś ochotę na te twoje durne gierki? Nie. Nie mam. Uuu, jak ryczy, się boję, heh. Swoją drogą, nieźle ryczy. Heh. Jakoś tak naturalnie. Ał. No jakby prawdziwy pazur. AAA! Proszę nie pytać, bo nie chcę o tym rozmawiać. Ech. Ej. A wy wiecie, co ja przeszedłem? Ta cała migracja przyprawi mnie co najmniej o zgon.

Śledzik: Słuchaj, po prostu zostaw smoki w spokoju. Posiedzą parę dni, odlecą i do przyszłęgo roku ich nie zobaczysz. To nie pierwszy raz, prawda?

Czkawka: Nie widzicie, że je wkurzacie? Biegacie, krzyczycie, ciągle robicie raban. Smoki się denerwują. I zamiast sobie polecieć, siedzą nam na głowie.

Sączysmark: No super, czyli to moja wina?

Mieczyk: Aargh!

Sączysmark: Aa!

Mieczyk: Jestem Zmiennoskrzydły! Aargh! Odlatuje smok.

Czkawka: Spodziewamy się dzisiaj jakichś gości? Throk. Ee... umawialiśmy się?

Throk: Przybywam tu do was z misją natury raczej osobistej i, że tak powiem, rozstrzygającej.

Czkawka: Jasne. To czym mogę ci służyć?

Throk: Wskaż mi, proszę, drogę do wybawicielki mojej i pani serca mego, Szpadki Thorston. Przybywam, by wziąć jej nogi za pas.

Czkawka: Ee... w sensie ona ma wziąć nogi za pas?

Throk: Nie. Wezmę nogi za pas, przerzucę przez ramię i porwę na moją wyspę, gdzie dożyje swych dni jako ma ukochana żona.

Astrid: Co?

Śledzik: Ee... A ona... ona to o tym wie?

Throk: A czy to ma znaczenie?

Astrid: No ty chyba sobie żartujesz.

Czkawka: E-e-e-ej. Bez nerwów. Słuchaj, Throk. Bo u nas inaczej podchodzi się do kwestii ożenków, wiesz?

Throk: Nawet nie kończ, rozumiem. Masz rację, zmiękliśmy przez te ostatnie lata. My na wojnach, panny niezależne. Okiełznanie takiej to często istna męka.

Astrid: Aaa...!

Czkawka: Słuchaj, Śledzik. Yy... bo ty jakby chyba bardziej znasz się na rzeczy. Weź pogadaj z Throkiem. I potem dajcie znać, co wymyśliliście! O, nie, nie, nie! Nie rób tego! Aa! Ej, uważaj!

'Śledzik: Heh. No więc tak. Tak się porobiło na Archipelagu, że współczesne kobiety wymagają co nieco szacunku. Bo są mądre i niezależne. Więc teksty typu: "Moja i mi się należy" już nie przejdą.

Throk: Ale łatwiej brać niż prosić.

Śledzik: Możliwe. Chociaż proszenie damy o rękę przynosi dużo lepsze rezultaty.

Throk: I jak da rękę, znaczy, że będzie mi na wieki oddana.

Śledzik: Otóż to.

Throk: A co będzie nosić zamiast ręki? Jakiś hak?

Śledzik: To jeszcze raz. Musisz sprawić, żeby Szpadka pokochała cię sama z siebie, nie pod przymusem.

Throk: Hm. Nie przekonuje mnie to. Może chodź ze mną, będziesz służył radą.

Śledzik: No dobrze. To... to na początek coś, co przełamie lody. Coś, co da jej do zrozumienia, że ci zależy. Nie krępuj się, wybór jest spory.

Throk: Och, przodkowie.

Szpadka: Pa-pa-pa-pau. Ych. Krzakiem prosto w twarz. Tak, nigdy się nie przyzwyczaję. Więcej ostrego i kłującego w diecie nie zaszkodzi.

Mieczyk: Szpadka wysoko ceni sobie świeży krzak. Co ty kombinujesz, Throczku?

Throk: No dobrze, zaczynamy. Gotowa? Będzie wiersz dla nowoczesnej kobiety. Włosy jej pachną flądrą, skóra twarda, niczym tysiącletniej rafy koral, usta jak małży na słońcu obeschnięty owoc. Żadnej ręki tej kobiety nie pozbawią. Bo nowoczesną jest. Ona jesz Szpa i jest Dka. Bo ona jest Szpadka.

Szpadka: To było... Naprawdę piękne, wiesz? I takie... prawdziwe.

Throk: Szpadko, czy polecisz ze mną na Wyspę Obrońców Skrzydła w charakterze mego gościa na dłużej?

Szpadka: Pewnie.

Mieczyk: Yyy.

Szpadka: Ale czekaj, bo muszę zapytać brata.

Throk: Źle mnie zrozumiałaś, kobieto. Moje zaproszenie tyczy się połowy bliźniaków.

Szpadka: Aa... To nie, to tak to nie ma, kochaneczku. My z bratem albo razem, albo wcale. Ale ty i tak nie rozumiesz.

Throk: Pomóż mi więc. Pomóż mi zrozumieć.

Szpadka: Ee, kiedy to nawet proste. Razem urodzeni, razem wychowani, razem aż po grób.

Throk: Ech... Niech mnie przodkowie trzymają.

Mieczyk: "Razem urodzeni, razem wychowani, razem aż po grób". Ha! No nieźle mu powiedziała, co? Żałujcie, że nie widzieliście Throczka. Normalnie serce mu na tysiąc kawałków...

Astrid: Serio? Żeby coś takiego zrobić własnej siostrze.

Mieczyk: Ale co?

Astrid: Żeby tak stanąć na drodze do szczęścia.

Czkawka: Bo jeśli Szpadka coś czuje do tego Throka, to kto wie, czy przez ciebie nie straci swojej wielkiej szansy na miłość i te sprawy.

Astrid: A pomyśl o sobie teraz. Nie chciałbyś poznać kiedyś pięknej damy i założyć własnej rodziny?

Mieczyk: Hahaha... Hahaha... Ech. Chyba jasne.

Astrid: A gdyby Szpadka powiedziała ci wtedy, że nie ma mowy?

Mieczyk: Nigdy w życiu. Za dobra z niej siostra. Yyy. Jestem potworem! A ty co, myślisz, że nie widzę? Że nie widzę jaki to impas i w ogóle jaki koszmar? Pytasz skąd wiem? Nie rób. I tak już mi wstyd, jestem tylko człowiekiem. No nie. Łamie mu właśnie to jego delikatne, skrzydlate serce. Co ja narobiłem? Masz rację, kuro. Mieczyk musi działać. Szpadka nie pozwoli sobie na szczęście, póki te idealnie zadbane stópki będą chodzić po tej ziemi.

Szpadka: Masz grzyba pod paznokciem. Tu zaradzi tylko porządna manicura, jak chcesz, to brat zna się na rzeczy.

Throk: Niestety nie mogę zostać. Smutek, który mnie przepełnia...

Mieczyk: AAA!

Szpadka: Mieczyk? Aa! Yy. Kiedy to... to jego ciuchy. Nigdy ich nie zdejmuje, serio.

Sączysmark: Ble.

Szpadka: Ma nawet taki swój tekst, że zdejmie je dopiero, jak... Zmiennoskrzydły pożarł mi mojego brata! Uwaga, uwaga. Mieszkańcy Końca Świata i wszystkie istoty bliższe i dalsze. Zebraliśmy się tu, by odczytać ostatnią wolę i testament ukochanego Mieczyka LaVerne'a Thorstona. Pierwszy przedmiot, czyli połowa wypchanego jaka. Hej! Druga połowa była moja!

Sączysmark: Tak? A która?

Szpadka: No chyba jasne, że ta tylna to jego. Serio nie rozumiecie?

Throk: Dla mnie sprawa jest jasne i oczywista. Ych.

Szpadka: Kolejny przedmiot. Siedem i pół kilo idealnie rozdrobnionej soli.

Śledzik: Spoczywaj w pokoju, mój słonolubny przyjacielu. Spoczywaj... Czemu?! Czemu Odynie, czemu?! Trzeba było brać mnie! Nie! Zostaw, jeszcze nie skończyłem! Więcej go już nie zobaczę...!

Astrid: Ale on nie odszedł tak na serio, co nie? No bo... zjadł go Zmienokształtny? Proszę cię, to by było za proste.

Czkawka: No popatrz. O tym samym sobie właśnie myślałem.

Szpadka: "W akcie mej ostatniej woli, proszę, byście spalili te nic nie znaczące dowody mej bytności na tej ziemi i urządzili wielką ucztę na moją cześć, z moją kurą w roli głównej".

Sączysmark: Hm. No, no, robi się interesująco.

Szpadka: Zaraz, nie koniec. "Czekajcie. Nie z kurą, że niby zjecie kurę, ale wraz z kurą, bo kury nie wolno zjadać, a jak ktoś zechce zjeść moją kurę, będę go straszył i nawiedzał, aż mu bokiem wyjdzie". A teraz wybaczcie. Pora odprawić rytuał Schleibeldorga.

Astrid: Schleibeldorga?

Szpadka: Będę siedzieć sama, w swojej chacie, w ciemności i żywić się jedynie ślimakami i paznokciami przez najbliższe dwa dni.

Sączysmark: Fu.

Szpadka: Jeśli ktoś ma na zbyciu, to wiecie. W żałobie człowiek robi się strasznie głodny.

Sączysmark: Pff. Nie oddam swoich paznokci, za długo je zapuszczałem.

Mieczyk: Aa! Ach. Nie obawiajcie się, śmiertelni. Jam, jam oto jest duch Mieczyka LaVerne'a Thorstona.

Czkawka: Przestań, my wiemy, że nie jesteś duchem.

Mieczyk: Ooo... Seriooo? Skąąąd? Skąąąd niby możecie wiedzieć? Ała! Ał. Aaałć, znaczy się. Dobra, macie mnie. Ja żyję. Ale hej, ani słowa siostrze.

Czkawka: A co to znowu za spisek?

Mieczyk: Bo jeśli ma ochotę wyjść za kolegę Throczka, to niech sama o tym decyduje. Wy mi mówiliście, że ma prawo do szczęścia, no nie? Nawet jeśli mam straszyć na pustkowiach i jałowych ziemiach, trudnooo!

Czkawka: Powiem ci, że to jest najgorszy pomysł w całej historii fatalnych pomysłów.

Mieczyk: Dobra. Dajcie im dwadzieścia cztery godziny. Tyle wystraczy naszym gołąbeczkom, by zdecydować czy ich miłość ma jakąś przyszłość, czy to raczej jakaś... wielgaśna smuta. I spory błąąąąąd!

Szpadka: Schleibeldorgan! Schleibeldorgan! Pazur! Łaa! Trzy bęc! Aaa-ha!

Throk: Śledziku, nie wiesz jak długo potrwa ta swoista żałoba?

Szpadka: Czemóż?! Aaa...!

Śledzik: Szpadka? A gdzie ty idziesz?

Szpadka: Do stajni. Rozmówić się ze Zmiennoskrzydłym. Na dobre.

Śledzik: Yy.

Throk: Będzie zemsta. Hm. No to mam zagwozdkę. Miłość do Szpadki na jednej szali, na drugiej zaś obietnica, że będę bronił smoków.

Śledzik: Czyli masz dwa świetne powody, żeby ją powstrzymać. No i takie stado nie w komplecie to nie odleci.

Czkawka: Szpadka, stój! Nie warto.

Szpadka: A ty kim jesteś, żeby mi mówić, co warto a co nie?

Astrid: Nie możesz zabić smoka. Jego śmierć nie zwróci ci brata.

Szpadka: Czyś ty oszalała? Ja miałabym skrzywdzić świętego smoka? Przecież w nim mieszka mój brat.

Sączysmark: Hę? No to teraz to się dopiero zrobiło dziwnie.

Szpadka: Ten tu smok, Florek, będzie mi towarzyszem i bratem. Wytrenuję go, wyuczę, spędzę z nim resztę życia. W radościach i smutkach. Duch mojego brata zawsze już będzie przy mnie. Będzie przy mnie, przy mnie będzie.

Sączysmark: A ja myślałem, że mamy się nie tykać smoków. A ta co robi? A ta bazgrze sobie po smoku.

Czkawka: Szpadka.

Throk: Cała jesteś?

Szpadka: Co? Florek nigdy by mnie sam z siebie nie skrzywdził.

Sączysmark: Hehe. Trzeba by chyba poinformować pana Florka.

Szpadka: Aaa!

Throk: Szpadko. Choć to zaszczyt wciąż ratować ci życie, obawiam się, że smokowi należy jednak zwrócić wolność. A wraz z nim uleci ból, który przepełnia teraz serce twoje. Poleć ze mną, Szpadko. Zacznijmy nowe życie na innej wyspie. Będę dla ciebie dobry. Będę się o ciebie troszczył. I co najważniejsze, będę dla ciebie zabijał.

Szpadka: To było wspaniałe, Throk. Ja... Ja... ja nie chcę pozbywać się bólu! Nie zostawię Florka. I choćbym miała zginąć, to zginę, by z powrotem stać się siostrą swojego brata. Swego brata. Swego brata...

Sączysmark: No dobra, raptem dwa pytanka. Po pierwsze: Czemu robisz to, co robisz? I po drugie, ciut ważniejsze: Czemu i ja to robię?

Śledzik: Sztuka przystrzygania może się wydawać nużąca i nieistotna, ale jak zajrzeć głębiej, człowiek znajduje tu spokój i świetnie się wycisza. Dobrze. Obejrzyjmy teraz nasze dzieła. Może ja pierwszy. Zwie się to "Niespożyty apetyt na życie". Smarku?

Sączysmark: A to jest moja. "Smętna dusza owinięta w nicość". Druga wersja brzmiała "Kiepawe dzieciństwo".

Throk: Ach. A oto "Co ma w sobie smok, czego nie mam ja".

Sączysmark: A już ci mówię, brata. Smok ma w brzuchu jej brata.

Śledzik: Ło. O kurczę, ty się naprawdę zakochałeś.

Sączysmark: Tak, ale w czym?

Throk: Jej oczy, jak atrament potężnej kałamarnicy, którą zgładziłem parę miesięcy wstecz. Sposób w jaki masuje stopy...

Śledzik: Eee... To Szpadka masowała ci stopy?

Throk: Nie mnie. Sobie. Ech, no i bratu...

Sączysmark: I tu Throczku słodki właśnie jest problemik. Bliźniaki chodzą w parach, bierzesz jedno pół, dostajesz i drugie. Nawet, jeśli to drugie siedzi teraz w jelicie wyjątkowo niewidzialnego smoka.

Throk: Ależ jasne. To ja już wszystko wiem. Oświeciło mnie. Bardzo panowie dziękuję. Dziękuję za pomoc.

Mieczyk: No dobra, to piszemy. "Zalety i wady życia takiego umarlaka". Za: zero obowiązków. Bo w końcu jesteś trup. Dość przekonujące. Dobra, dalej. A, racja. Ty całkiem masz po kolei w głowie jak na udomowiony drób. W sensie, kura. Wiem, że wiedziałaś!

Czkawka: Słuchaj, dosyć. Ten twój super genialny plan trochę się nam tutaj chyba sypie. Idziesz i mówisz Szpadce, że żyjesz, zanim ten jej smok, albo jakiś inny smok na serio kogoś pożre.

Mieczyk: Dobra. Ech. To "Czkawka nie może mi już rozkazywać" skreślamy. Nawet po śmierci wciąż jestem sługusem tego jednonogiego dyktatora o słabej szczęce.

Czkawka: Super, powiedziałeś. To co? Załatwmy tę sprawę, dobra?

Mieczyk: Ach. Ał.

Szpadka: Nikt nigdy nie zrozumie tego, co nas łączy. Niestety.

Throk: Ja rozumiem, Szpadko. Wreszcie zrozumiałem.

Szpadka: Co ty? Co ty wyprawiasz? Ej, ale weź go zostaw!

Throk: Nie zamierzam go krzywdzić. Ach! Jeśli ma stać się częścią rodziny... Ach! To musimy ustalić sobie parę spraw. Nie denerwuj się, Florku. Niebawem będziemy braćmi. Zajmę ci tylko chwilę. Hahahaha! Hah! Tak jest, o to chodzi. Czułem, czułem, że w końcu się dogadamy. O, proszę. Zaczynam cię lubić! Aaa...! O, może jeszcze nie do końca się rozumiemy...!

Czkawka: Szpadka? Co się stało?

Szpadka: Throk i Florek nie do końca się zgadzali w paru kwestiach i teraz wszystkie Zmiennoskrzydłe chcą zabić Throka.

Mieczyk: Trochę głupi ten twój słodziak.

Szpadka: Aa! Czkawka, bój się! Za tobą duch Mieczyka.

Czkawka: On nie jest duchem.

Mieczyk: Patrz, to ja.

Szpadka: Ta, na pewno. Bo niby taki duch wcale by tak nie powiedział.

Mieczyk: No nie. Jasne, że by tak nie powiedział, duch rzuciłby coś bardziej w stylu: "A-a-a-a-uuu"! Patrz.

Szpadka: Aa!

Mieczyk: A tak by zrobił duch?

Szpadka: Twój tak.

Throk: Aaa...!

Czkawka: Słuchajcie, trzeba ratować Throka. Szpadka, bierz swojego brata, ducha czy nie ducha, i lecimy na ratunek. Teraz.

Mieczyk: Dobra.

Throk: Ach. Ha!

Czkawka: Spróbujmy wypchnąć ich gdzieś za rafę. Może polecą na inną wyspę.

Throk: Ach! Aaa...!

Czkawka: Mordko, nur!

Throk: Aaa!

Czkawka: Mamy go.

Mieczyk: Łuhu! Tak jest!

Szpadka: Wow!

Śledzik: Wiesz, chyba coś nie bardzo odlatują.

Czkawka: Czekaj, daj im chwilę.

Mieczyk: Wow. Mieczyk Zmiennoskrzydły. Dobre. Ej! Zostawcie mojego smoczego brata!

Śledzik: Przecież nie polecą z takim Mieczykiem na brzuchu. Stado nie może ryzykować.

Szpadka: I wszystko moja wina. Przez tę moją nieśmiertelną miłość do brata, smocza bestia musi zginąć.

Mieczyk: Cicho. Twój brat myśli, że jest jakiś sposób. Tak! Mam pomysł.

Szpadka: Ło-ło! Dobra, kończ.

Mieczyk: Bo zawsze będziemy razem, tylko tak nie bez przerwy.

Szpadka: Jesteś najlepszym bratem. Aa...! Ło! Wow!

Mieczyk: Łuhu! Tak jest!

Szpadka: Łuhu! Tak! Pięknie!

Mieczyk: Hahaha! Łu-łu-łu! Tak! Ech...

Szpadka: Żegnaj Florku.

Throk: Zaczekaj. Chciałbym coś powiedzieć.

Szpadka: No to dalej, słucham.

Throk: Szpadko, zajrzałem dziś w głąb swojej duszy. I zrozumiałem, że ty i Mieczyk, wy musicie być razem. Nie mam prawa odbierać cię bratu i zrywać tej bliźniaczej więzi, która jest w istocie niezwykła. Bo wy jesteście siłą. Siłą, która może zdziałać cuda dla dobra naszego Archipelagu. Ach. Włosy jej pachną flądrą. Skóra twarda niczym tysiącletniej rafy koral.

Mieczyk: To jak tam? W porządku?

Szpadka: Tak. Myślę, że tak. Może mam lekkie wyrzuty, biedny chłopak.

Mieczyk: Wyrzuty? Hej, to znaczy, że ty...

Szpadka: Jasne, że bym z nim nie popłynęła, zwariowałeś? A tak swoją drogą, dzięki, że się dla mnie zabiłeś.

Mieczyk: Hahaha. A, nie ma za co. Okazuje się, że taki truposzek to wcale tak super fajnie nie ma.

Szpadka: No patrz. To się oboje dzisiaj czegoś nauczyliśmy.

Mieczyk: Albo... jedno się nauczyło, a drugie straciło całe mnóstwo czasu.