FANDOM


(Interwiki.)
(Nie pokazano 6 wersji utworzonych przez 6 użytkowników)
Linia 1: Linia 1:
Czkawka: U nas w Berk nikt już nie walczy ze smokami. Żyjemy sobie razem i pracujemy. Zajęło nam to raptem… 300 lat. Jest tylko jeden mały szkopuł. Zapomnieliśmy poinformować zwierzaki.
+
{{scenariusz}}
  +
'''[[Czkawka]]:''' U nas w Berk nikt już nie walczy ze smokami. Żyjemy sobie razem i pracujemy. Zajęło nam to raptem… 300 lat. Jest tylko jeden mały szkopuł. Zapomnieliśmy poinformować zwierzaki.
   
Gruby: Nie no, nie znowu. A sio! Idźcie sobie. Wynocha. Sio mówię. Sio. Ile razy mam powtarzać, od owiec precz. No dobra, zwierzaki wy moje, dajcie no tu kapkę mleczka.
+
'''[[Gruby]]:''' Nie no, nie znowu. A sio! Idźcie sobie. Wynocha. Sio mówię. Sio. Ile razy mam powtarzać, od owiec precz. No dobra, zwierzaki wy moje, dajcie no tu kapkę mleczka.
   
Wiadro: To kury znoszą jajka, tak?
+
'''[[Wiadro]]:''' To kury znoszą jajka, tak?
   
Gruby: No i znowu to samo. Weź ty się kiedyś naucz.
+
'''Gruby:''' No i znowu to samo. Weź ty się kiedyś naucz.
   
Wiadro: Nie?
+
'''Wiadro:''' Nie?
   
Gruby: No dobra, to jeszcze raz. Ale ostatni, tylko słuchaj uważnie. Wełna. Jajka. Mleko. To nie jest takie trudne, prawda? Ach… Patrz teraz. Łapiesz ładnie za wymię. O tak właśnie. I ciągniesz. Eee… I ciągnę. Ciągnę. Łoo… Skończyło się mleko. Kiepsko trochę.
+
'''Gruby:''' No dobra, to jeszcze raz. Ale ostatni, tylko słuchaj uważnie. Wełna. Jajka. Mleko. To nie jest takie trudne, prawda? Ach… Patrz teraz. Łapiesz ładnie za wymię. O tak właśnie. I ciągniesz. Eee… I ciągnę. Ciągnę. Łoo… Skończyło się mleko. Kiepsko trochę.
   
Czkawka: Łuhu!
+
'''Czkawka:''' Łuhu!
   
Astrid: Cha, cha, cha.
+
'''[[Astrid]]:''' Ha, ha, ha.
   
Czkawka: Ła! Hej, Astrid!
+
'''Czkawka:''' Ła! Hej, Astrid!
   
Astrid: Ups. Sorry, nie specjalnie. Hej! Ale to nie fer! Aa! Aha, to tak chcesz się bawić tak?
+
'''Astrid:''' Ups. Sorry, nie specjalnie. Hej! Ale to nie fair! Aa! Aha, to tak chcesz się bawić tak?
   
Czkawka: Tak, to znaczy jak? Nie wiem o co ci chodzi. Ła! Ty!
+
'''Czkawka:''' Tak, to znaczy jak? Nie wiem o co ci chodzi. Ła! Ty!
   
Astrid: To akurat nie ja, to ona. Bystra dziewczyna.
+
'''Astrid:''' To akurat nie ja, to ona. Bystra dziewczyna.
   
Czkawka: O-o. Fatalnie, zamarzł ogon. Astrid!
+
'''Czkawka:''' O-o. Fatalnie, zamarzł ogon. Astrid!
   
Astrid: Czkawka! Lecę!
+
'''Astrid:''' Czkawka! Lecę!
   
Czkawka: Nie! Uciekaj!
+
'''Czkawka:''' Nie! Uciekaj!
   
Astrid i Czkawka: Aaaa!
+
'''Astrid''' i '''Czkawka''': Aaaa!
   
Czkawka: Astrid?
+
'''Czkawka:''' Astrid?
   
Astrid: Tu jestem. Strasznie mi zimno.
+
'''Astrid:''' Tu jestem. Strasznie mi zimno.
   
Czkawka: Chodź do mnie. A gdzie smoki? Szczerbatek?
+
'''Czkawka:''' Chodź do mnie. A gdzie smoki? Szczerbatek?
   
Astrid: Wichura? Noo…
+
'''Astrid:''' Wichura? Noo…
   
Czkawka: Patrz, jest światło.
+
'''Czkawka:''' Patrz, jest światło.
   
Astrid: Damy radę, przeżyjemy.
+
'''Astrid:''' Damy radę, przeżyjemy.
   
Czkawka: Niesamowite, co?
+
'''Czkawka:''' Niesamowite, co?
   
Astrid: Uratowały nam życie. Och…
+
'''Astrid:''' Uratowały nam życie. Och…
   
Czkawka: Eee… No ta… To… to no… To cali i zdrowi.
+
'''Czkawka:''' Eee… No ta… To… to no… To cali i zdrowi.
   
Astrid: Jak… Jak ryby zupełnie. Ech.
+
'''Astrid:''' Jak… Jak ryby zupełnie. Ech.
   
Czkawka: Aaa!
+
'''Czkawka:''' Aaa!
   
Pyskacz: Aha… I wszystko jasne. Tak też sądziłem. Nie daje mleka, co? Żadna nie daje.
+
'''[[Pyskacz]]:''' Aha… I wszystko jasne. Tak też sądziłem. Nie daje mleka, co? Żadna nie daje.
   
Stoick: To, to my już wiemy. Pytanie brzmi: dlaczego?
+
'''[[Stoick]]:''' To, to my już wiemy. Pytanie brzmi: dlaczego?
   
Pyskacz: Przypomniało mi się kiedy mamusia zamieszkała z jedną kozą. Wredna była, złośliwa, nic tylko żarła i żarła. Koza tak się jej bała, że wyschło jej mleko.
+
'''Pyskacz:''' Przypomniało mi się kiedy mamusia zamieszkała z jedną kozą. Wredna była, złośliwa, nic tylko żarła i żarła. Koza tak się jej bała, że wyschło jej mleko.
   
Stoick: Czyli? Co ty właściwie sugerujesz?
+
'''Stoick:''' Czyli? Co ty właściwie sugerujesz?
   
Pyskacz: Żeby matek z kozami nie mieszać. Tak jak nie mieszać zwierzaków ze smokami. Przestaliśmy z bestiami walczyć to się rozpanoszyły i robią co chcą. A zwierzaki się boją. Jak powiedziałem: boją się.
+
'''Pyskacz:''' Żeby matek z kozami nie mieszać. Tak jak nie mieszać zwierzaków ze smokami. Przestaliśmy z bestiami walczyć to się rozpanoszyły i robią co chcą. A zwierzaki się boją. Jak powiedziałem: boją się.
   
Wiadro: Ooch…
+
'''Wiadro:''' Ooch…
   
Gruby: O-o… Ty, Wiadro, chyba cię nie uciska wiadro?
+
'''Gruby:''' O-o… Ty, Wiadro, chyba cię nie uciska wiadro?
   
Wiadro: Nie, nic mnie nie BOOOOLI!
+
'''Wiadro:''' Nie, nic mnie nie BOOOOLI!
   
Gruby: Gwoli wyjaśnienia, ilekroć wiadro ciśnie, zbliża się burza.
+
'''Gruby:''' Gwoli wyjaśnienia, ilekroć wiadro ciśnie, zbliża się burza.
   
Wiadro: Żadna burza, wszystko w porządku.
+
'''Wiadro:''' Żadna burza, wszystko w porządku.
   
Gruby: Wiadro…
+
'''Gruby:''' Wiadro…
   
Wiadro: Ale ja nie chcę żadnej burzy. Jeśli piorun mi w wiadro trzaśnie stracę resztki mądrości. Oooch…
+
'''Wiadro:''' Ale ja nie chcę żadnej burzy. Jeśli piorun mi w wiadro trzaśnie stracę resztki mądrości. Oooch…
   
Gruby: Oho… Ciasne, ciaśniutkie wiaderko. A im ciaśniejsze Wiadra wiadro tym większa ta burza.
+
'''Gruby:''' Oho… Ciasne, ciaśniutkie wiaderko. A im ciaśniejsze Wiadra wiadro tym większa ta burza.
   
Stoick: Ale to nie możliwe. Burze o tej porze? Za wcześnie jeszcze.
+
'''Stoick:''' Ale to nie możliwe. Burze o tej porze? Za wcześnie jeszcze.
   
Pyskacz: Na zdrowy rozum, no proszę cię, nikt jeszcze nigdy wiadrem pogody nie przepowiedział. Od tego to mamy kurze kostki i gęsie nóżki.
+
'''Pyskacz:''' Na zdrowy rozum, no proszę cię, nikt jeszcze nigdy wiadrem pogody nie przepowiedział. Od tego to mamy kurze kostki i gęsie nóżki.
   
Gruby: Nie wiem, czy pamiętasz, ale wiadro Wiadra dokładnie przewidziało Olafową zadymę.
+
'''Gruby:''' Nie wiem, czy pamiętasz, ale wiadro Wiadra dokładnie przewidziało Olafową zadymę.
   
Wiadro: Straszliwe to było. Ze 2 tygodnie wydobywaliśmy Pleśniaka.
+
'''Wiadro:''' Straszliwe to było. Ze 2 tygodnie wydobywaliśmy Pleśniaka.
   
Gruby: Tylko po to, żeby do końca świata tego żałować. Stoicku, zaufaj ty Wiadru.
+
'''Gruby:''' Tylko po to, żeby do końca świata tego żałować. Stoicku, zaufaj ty Wiadru.
   
Stoick: Sam sobie ufaj Wiadru. Ja potrzebuję drugiej opinii. Gothi, potrzebuję twojej rady. Powiedz mędrczyni, będzie burza? Co ona tam nabazgrała?
+
'''Stoick:''' Sam sobie ufaj Wiadru. Ja potrzebuję drugiej opinii. Gothi, potrzebuję twojej rady. Powiedz mędrczyni, będzie burza? Co ona tam nabazgrała?
   
Pyskacz: Nabazgrała: „A ty jak myślisz?” Hę?
+
'''Pyskacz:''' Nabazgrała: „A ty jak myślisz?” Hę?
   
Stoick i Pyskacz: Aaa.
+
'''Stoick''' i '''Pyskacz''': Aaa.
   
Stoick: A ty skąd wiesz pani? Z kurzych kostek wywróżyłaś, czy z gęsich nóżek?
+
'''Stoick:''' A ty skąd wiesz pani? Z kurzych kostek wywróżyłaś, czy z gęsich nóżek?
   
Pyskacz: Ee… Aha. Tak. Bazgrze, że w całej okolicy słychać wrzaski Wiadra.
+
'''Pyskacz:''' Ee… Aha. Tak. Bazgrze, że w całej okolicy słychać wrzaski Wiadra.
   
Czkawka: No, a wtedy smoki schowały nas pod swoimi skrzydłami. Rozumiecie?
+
'''Czkawka:''' No, a wtedy smoki schowały nas pod swoimi skrzydłami. Rozumiecie?
   
Śledzik: W życiu tego nie widziałem, nigdy. Nawet w Smoczej Księdze.
+
'''[[Śledzik]]:''' W życiu tego nie widziałem, nigdy. Nawet w Smoczej Księdze.
   
Astrid: Prawda? Coś niesamowitego. Jakby obudziły się w nich jakieś instynkty, no nie wiem, rodzicielskie.
+
'''Astrid:''' Prawda? Coś niesamowitego. Jakby obudziły się w nich jakieś instynkty, no nie wiem, rodzicielskie.
   
Czkawka: Niezły numer. Całe wieki próbujemy wybić smoki, a tera w tym ratują nam skórę.
+
'''Czkawka:''' Niezły numer. Całe wieki próbujemy wybić smoki, a tera w tym ratują nam skórę.
   
Astrid: No. Ja cię, gdyby nie one, zamarzlibyśmy na śmierć.
+
'''Astrid:''' No. Ja cię, gdyby nie one, zamarzlibyśmy na śmierć.
   
Śledzik: Czy ja wiem? Zawsze mogliście się ten, no… nawzajem podgrzewać.
+
'''Śledzik:''' Czy ja wiem? Zawsze mogliście się ten, no… nawzajem podgrzewać.
   
Czkawka: No co ty? Fu.
+
'''Czkawka:''' No co ty? Fu.
   
Astrid: Oszalałeś?
+
'''Astrid:''' Oszalałeś?
   
Sączysmark: Hej, misia. Jeśli nadal ci zimno… Ej!
+
'''[[Sączysmark]]:''' Hej, misia. Jeśli nadal ci zimno… Ej!
   
Mieczyk: Yy, Czkawka. Słuchaj, tatusiek cię szuka.
+
'''[[Mieczyk]]:''' Yy, Czkawka. Słuchaj, tatusiek cię szuka.
   
Szpadka: Nieźle wkurzony.
+
'''[[Szpadka]]:''' Nieźle wkurzony.
   
Czkawka: Odkąd się urodziłem, zawsze jest nieźle wkurzony. Mogę się założyć, ze nic nie przeskrobałem.
+
'''Czkawka:''' Odkąd się urodziłem, zawsze jest nieźle wkurzony. Mogę się założyć, ze nic nie przeskrobałem.
   
Stoick: Jeśli burza będzie sroga, to może nas tu odciąć. Miesiącami nie będziemy ani polować, ani łowić.
+
'''Stoick:''' Jeśli burza będzie sroga, to może nas tu odciąć. Miesiącami nie będziemy ani polować, ani łowić.
   
Czkawka: Tato, chyba trochę za wcześnie na burzę. Mamy raptem środek zimy. Najstraszniejsze huragany to dopiero za miesiąc.
+
'''Czkawka:''' Tato, chyba trochę za wcześnie na burzę. Mamy raptem środek zimy. Najstraszniejsze huragany to dopiero za miesiąc.
   
Stoick: Gothi jest innego zdania.
+
'''Stoick:''' Gothi jest innego zdania.
   
Czkawka: Dobra, ale po co mi to mówisz? Nie mam wpływu na pogodę.
+
'''Czkawka:''' Dobra, ale po co mi to mówisz? Nie mam wpływu na pogodę.
   
Stoick: Wiem, ale na smoki już chyba masz. Jeśli nie przestaną straszyć zwierząt, jak jeden mąż powymieramy tu z głodu. Aa, jakieś sukcesy?
+
'''Stoick:''' Wiem, ale na smoki już chyba masz. Jeśli nie przestaną straszyć zwierząt, jak jeden mąż powymieramy tu z głodu. Aa, jakieś sukcesy?
   
Gruby: Ani kropli. A męczyliśmy tego biednego jaka przez bite 3 godziny.
+
'''Gruby:''' Ani kropli. A męczyliśmy tego biednego jaka przez bite 3 godziny.
   
Czkawka: Ale przecież wiecie, że smoki nie robią tego specjalnie. No bo one przecież nawet nie jedzą mięsa. Wolą ryby.
+
'''Czkawka:''' Ale przecież wiecie, że smoki nie robią tego specjalnie. No bo one przecież nawet nie jedzą mięsa. Wolą ryby.
   
Pyskacz: Prawda, ale są ogromne, zieją strasznym ogniem i przez ten cały wielki rozejm straszliwie się panoszą. Zwierzęta dosłownie drżą na ich widok.
+
'''Pyskacz:''' Prawda, ale są ogromne, zieją strasznym ogniem i przez ten cały wielki rozejm straszliwie się panoszą. Zwierzęta dosłownie drżą na ich widok.
   
Stoick: W tym momencie przerywasz i mówisz: „Ja to załatwię”
+
'''Stoick:''' W tym momencie przerywasz i mówisz: „Ja to załatwię”
   
Czkawka: No dobra. Ile mam czasu? Wiemy kiedy ta burza?
+
'''Czkawka:''' No dobra. Ile mam czasu? Wiemy kiedy ta burza?
   
Gruby: Jakoś za tydzień.
+
'''Gruby:''' Jakoś za tydzień.
   
Czkawka: Ach, to super. Tydzień to fura czasu.
+
'''Czkawka:''' Ach, to super. Tydzień to fura czasu.
   
Wiadro: Aaaa…!
+
'''Wiadro:''' Aaaa…!
   
Gruby: Poprawka. 3 dni, 6 godzin.
+
'''Gruby:''' Poprawka. 3 dni, 6 godzin.
   
Czkawka: A, rozumiem. Mniej czasu. To trochę jakby mamy problem. No dawaj przyjacielu, wiem, że dasz radę. Chodź tu! Ech! Smoczki są miłe i wystarczy je lepiej poznać.
+
'''Czkawka:''' A, rozumiem. Mniej czasu. To trochę jakby mamy problem. No dawaj przyjacielu, wiem, że dasz radę. Chodź tu! Ech! Smoczki są miłe i wystarczy je lepiej poznać.
   
Astrid: Oj, wiem. Wyglądają strasznie, ale to wielkie, łuskowate gady.
+
'''Astrid:''' Oj, wiem. Wyglądają strasznie, ale to wielkie, łuskowate gady.
   
Mieczyk: Tak jak Sączysmark. Cha, cha. Oj…
+
'''Mieczyk:''' Tak jak Sączysmark. Cha, cha. Oj…
   
Sączysmark: Ty jesteś brat, prawda?
+
'''Sączysmark:''' Ty jesteś brat, prawda?
   
Mieczyk: Siostra.
+
'''Mieczyk:''' Siostra.
   
Astrid: Czekaj!
+
'''Astrid:''' Czekaj!
   
Czkawka: Ach…
+
'''Czkawka:''' Ach…
   
Śledzik: Słuchajcie, a gdyby tak spojrzeć na to z ich perspektywy? O, dzień dobry, panie smoku, jestem sobie mała owieczka. Beczę sobie, stukam kopytkami. Beee. Be-e-e. Dajcie spokój, wcale nie wydaje się taki wielki. Jestem jednak po stronie owiec.
+
'''Śledzik:''' Słuchajcie, a gdyby tak spojrzeć na to z ich perspektywy? O, dzień dobry, panie smoku, jestem sobie mała owieczka. Beczę sobie, stukam kopytkami. Beee. Be-e-e. Dajcie spokój, wcale nie wydaje się taki wielki. Jestem jednak po stronie owiec.
   
Czkawka: Ej, słyszałem gdzieś, że kiedy to, czego się boisz, czymś cię pozytywnie zaskoczy, przestaje być takie straszne. No dalej, idziemy kochane. Trochę bliżej. No właśnie, rozumiecie? Tak zrobimy z owcami. Udowodnimy im po prostu, że nie mają się czego obawia… Łohoho… W tym tempie nie będzie ani mleka, ani jaj.
+
'''Czkawka:''' Ej, słyszałem gdzieś, że kiedy to, czego się boisz, czymś cię pozytywnie zaskoczy, przestaje być takie straszne. No dalej, idziemy kochane. Trochę bliżej. No właśnie, rozumiecie? Tak zrobimy z owcami. Udowodnimy im po prostu, że nie mają się czego obawia… Łohoho… W tym tempie nie będzie ani mleka, ani jaj.
   
Stoick: Tak, tego się obawiałem. Nie zdążyliśmy na czas, spiżarnie świecą pustkami. Jeśli burza będzie taka straszna jak mówią, nie wyjdziemy z tego cało.
+
'''Stoick:''' Tak, tego się obawiałem. Nie zdążyliśmy na czas, spiżarnie świecą pustkami. Jeśli burza będzie taka straszna jak mówią, nie wyjdziemy z tego cało.
   
Pyskacz: Bez jedzenia to na pewno.
+
'''Pyskacz:''' Bez jedzenia to na pewno.
   
Stoick: Słuchaj, trzeba jakoś przekabacić te całe kury i jaki.
+
'''Stoick:''' Słuchaj, trzeba jakoś przekabacić te całe kury i jaki.
   
Pyskacz: Średnio mi się to podoba, że moje życie zależy od jakiegoś bezmózgiego ptactwa i włochatego ptactwa co sypia we własnym budzie.
+
'''Pyskacz:''' Średnio mi się to podoba, że moje życie zależy od jakiegoś bezmózgiego ptactwa i włochatego ptactwa co sypia we własnym budzie.
   
Stoick: Całe szczęście nasz los spoczywa w innych rękach. Mojego syneczka.
+
'''Stoick:''' Całe szczęście nasz los spoczywa w innych rękach. Mojego syneczka.
   
Czkawka: No dobra, a może żeby zwierzaki przestały się bać, wystarczy im pokazać, że smoki… no wiecie… smoki też się boją.
+
'''Czkawka:''' No dobra, a może żeby zwierzaki przestały się bać, wystarczy im pokazać, że smoki… no wiecie… smoki też się boją.
   
Astrid: Pamiętacie Magnusa Bez Litości? Trochę straszny typ, co? Makabrycznie się go bałam, gdy okazało się, że Bez Litości boi się ciemności.
+
'''Astrid:''' Pamiętacie Magnusa Bez Litości? Trochę straszny typ, co? Makabrycznie się go bałam, gdy okazało się, że Bez Litości boi się ciemności.
   
Mieczyk: Czyli, że za dnia bez litości.
+
'''Mieczyk:''' Czyli, że za dnia bez litości.
   
Szpadka: A w oparach nocy… Mieczyk. Au!
+
'''Szpadka:''' A w oparach nocy… Mieczyk. Au!
   
Mieczyk: Przestań. To poważna rzecz.
+
'''Mieczyk:''' Przestań. To poważna rzecz.
   
Astrid: Oj, po prostu kiedy się okazało, że też się boi, ja bałam się trochę mniej.
+
'''Astrid:''' Oj, po prostu kiedy się okazało, że też się boi, ja bałam się trochę mniej.
   
Czkawka: Właśnie. To co? To pokażemy jakom, że smoki to też zwierzaki i też się boją.
+
'''Czkawka:''' Właśnie. To co? To pokażemy jakom, że smoki to też zwierzaki i też się boją.
   
Astrid: Ty wiesz, chyba działa.
+
'''Astrid:''' Ty wiesz, chyba działa.
   
Czkawka: Ach…
+
'''Czkawka:''' Ach…
   
Astrid: Nie martw się.
+
'''Astrid:''' Nie martw się.
   
Czkawka: Martwić? Ja się nie martwię. Martwię się według ciebie?
+
'''Czkawka:''' Martwić? Ja się nie martwię. Martwię się według ciebie?
   
Stoick: Wszystko wnosić. Wszystko co macie. Nie wiadomo ile tu sobie posiedzimy. Jak się trzyma Wiadro?
+
'''Stoick:''' Wszystko wnosić. Wszystko co macie. Nie wiadomo ile tu sobie posiedzimy. Jak się trzyma Wiadro?
   
Gruby: Sam zobacz. Zawsze lubił sobie pojeździć na taczce.
+
'''Gruby:''' Sam zobacz. Zawsze lubił sobie pojeździć na taczce.
   
Stoick: Gruby, daj, ja się nim zajmę. Bierz Pyskacza i lećcie po dzieciaki, pora wracać.
+
'''Stoick:''' Gruby, daj, ja się nim zajmę. Bierz Pyskacza i lećcie po dzieciaki, pora wracać.
   
Śledzik: No ej, co ty robisz?!
+
'''Śledzik:''' No ej, co ty robisz?!
   
Astrid: No już. Uspokój się. Na miejsce, słyszysz?
+
'''Astrid:''' No już. Uspokój się. Na miejsce, słyszysz?
   
Czkawka: Wiesz czego dzisiaj się nauczyłem? Kury są bardzo… no wiesz… odważne.
+
'''Czkawka:''' Wiesz czego dzisiaj się nauczyłem? Kury są bardzo… no wiesz… odważne.
   
Śledzik: Hej, a im tak pokazać, że smoki i kury mają ze sobą sporo wspólnego? No bo znoszą w końcu jajka. Straszliwiec Straszliwy zniósł jedno przedwczoraj.
+
'''Śledzik:''' Hej, a im tak pokazać, że smoki i kury mają ze sobą sporo wspólnego? No bo znoszą w końcu jajka. Straszliwiec Straszliwy zniósł jedno przedwczoraj.
   
Czkawka: No proszę, proszę. Jajo to jajo drogie panie. No chyba, że wybuchnie.
+
'''Czkawka:''' No proszę, proszę. Jajo to jajo drogie panie. No chyba, że wybuchnie.
   
Pyskacz: Koniec zabawy dzieciaki, burza jest bardzo blisko.
+
'''Pyskacz:''' Koniec zabawy dzieciaki, burza jest bardzo blisko.
   
Czkawka: Yy, nie. Chwila. Nie możemy wracać, zwierzęta dalej się boją.
+
'''Czkawka:''' Yy, nie. Chwila. Nie możemy wracać, zwierzęta dalej się boją.
   
Pyskacz: Twój ojciec chce mieć wszystkich w Twierdzy.
+
'''Pyskacz:''' Twój ojciec chce mieć wszystkich w Twierdzy.
   
Czkawka: Dobra, to idźcie. JA muszę jeszcze trochę pospacerować ze zwierzętami. Za bardzo się boją.
+
'''Czkawka:''' Dobra, to idźcie. JA muszę jeszcze trochę pospacerować ze zwierzętami. Za bardzo się boją.
   
Pyskacz: Z zamrożonej kury, dzieciaku, to jajek nie będzie. Trzeba zapędzić zwierzęta do obory. Albo gdziekolwiek.
+
'''Pyskacz:''' Z zamrożonej kury, dzieciaku, to jajek nie będzie. Trzeba zapędzić zwierzęta do obory. Albo gdziekolwiek.
   
Gruby: Nie ma obory to nie ma ich gdzie trzymać.
+
'''Gruby:''' Nie ma obory to nie ma ich gdzie trzymać.
   
Czkawka: No a Twierdza?
+
'''Czkawka:''' No a Twierdza?
   
Gruby: Czyli, rozumiem, że chcesz mieć zwierzaki i smoki pod jednym dachem. Ech, dobrze to się nie skończy.
+
'''Gruby:''' Czyli, rozumiem, że chcesz mieć zwierzaki i smoki pod jednym dachem. Ech, dobrze to się nie skończy.
   
Czkawka: Ale nie mamy wyboru.
+
'''Czkawka:''' Ale nie mamy wyboru.
   
Pyskacz: Trzymajcie je z dala od smoków!
+
'''Pyskacz:''' Trzymajcie je z dala od smoków!
   
Astrid: Tędy!
+
'''Astrid:''' Tędy!
   
Śledzik: Chodźcie, chodźcie. Nie rozpraszać mi się. Idziemy.
+
'''Śledzik:''' Chodźcie, chodźcie. Nie rozpraszać mi się. Idziemy.
   
Pyskacz: Pilnować!
+
'''Pyskacz:''' Pilnować!
   
Sączysmark: Spoko. Sączysmark panuje nad sytuacją. Ło! Ał! Ał! Ał! Eche, ał! No i wszystko mnie boli.
+
'''Sączysmark:''' Spoko. Sączysmark panuje nad sytuacją. Ło! Ał! Ał! Ał! Eche, ał! No i wszystko mnie boli.
   
Czkawka: Ach…
+
'''Czkawka:''' Ach…
   
Pyskacz: Chwila, synek, a ty dokąd?
+
'''Pyskacz:''' Chwila, synek, a ty dokąd?
   
Czkawka: No chyba trzeba je złapać.
+
'''Czkawka:''' No chyba trzeba je złapać.
   
Pyskacz: Daruj sobie, mały. Nie masz szans. Nie pozbierasz ich, nie w taką burzę.
+
'''Pyskacz:''' Daruj sobie, mały. Nie masz szans. Nie pozbierasz ich, nie w taką burzę.
   
Czkawka: Mam Szczerbatka, uda się. Z resztą nie mam wyboru. Bez zwierząt wszyscy umrzemy z głodu.
+
'''Czkawka:''' Mam Szczerbatka, uda się. Z resztą nie mam wyboru. Bez zwierząt wszyscy umrzemy z głodu.
   
Pyskacz: Nie. Twój ojciec mnie przecież zabije, jak się dowie, że ty…
+
'''Pyskacz:''' Nie. Twój ojciec mnie przecież zabije, jak się dowie, że ty…
   
Czkawka: Nie, nie zabije.
+
'''Czkawka:''' Nie, nie zabije.
   
Pyskacz: Czkawka, nie rób mi tego. Astrid, ty jesteś rozsądna dziewczyna, nie no… Weź nie odlatuj mi. Astrid. Stój, ja nie pozwalam. Czy wyście poszaleli już?! Wracać mu tu!
+
'''Pyskacz:''' Czkawka, nie rób mi tego. Astrid, ty jesteś rozsądna dziewczyna, nie no… Weź nie odlatuj mi. Astrid. Stój, ja nie pozwalam. Czy wyście poszaleli już?! Wracać mu tu!
   
Stoick: Stoły do drzwi. Barykadujemy.
+
'''Stoick:''' Stoły do drzwi. Barykadujemy.
   
Pyskacz: Stoick! Burza zniszczyła oborę. Wszystkie zwierzęta pouciekały.
+
'''Pyskacz:''' Stoick! Burza zniszczyła oborę. Wszystkie zwierzęta pouciekały.
   
Stoick: A gdzie mój syn i dzieciaki?
+
'''Stoick:''' A gdzie mój syn i dzieciaki?
   
Pyskacz: Przysięgam, próbowałem ich powstrzymać. Polecieli szukać zwierząt.
+
'''Pyskacz:''' Przysięgam, próbowałem ich powstrzymać. Polecieli szukać zwierząt.
   
Gruby: Ech, przyprowadziłem dwie sztuki. Pomyślałem, że nie jest źle. Założą nam tutaj ładne stadko.
+
'''Gruby:''' Ech, przyprowadziłem dwie sztuki. Pomyślałem, że nie jest źle. Założą nam tutaj ładne stadko.
   
Pyskacz: Weź ty się lepiej dokładnie przyjrzyj.
+
'''Pyskacz:''' Weź ty się lepiej dokładnie przyjrzyj.
   
Gruby: Oj… eee… żartowałem chłopaki.
+
'''Gruby:''' Oj… eee… żartowałem chłopaki.
   
Czkawka: Musimy wyłapać ile się da! Zagonimy je z powrotem do Twierdzy!
+
'''Czkawka:''' Musimy wyłapać ile się da! Zagonimy je z powrotem do Twierdzy!
   
Śledzik: Możemy polecieć koło domciu? Skoczyłbym tylko po kożuch.
+
'''Śledzik:''' Możemy polecieć koło domciu? Skoczyłbym tylko po kożuch.
   
Mieczyk: Ty, siostra, patrz. Twarz mi całkiem zdrętwiała, straciłem czucie.
+
'''Mieczyk:''' Ty, siostra, patrz. Twarz mi całkiem zdrętwiała, straciłem czucie.
   
Szpadka: Ach!
+
'''Szpadka:''' Ach!
   
Mieczyk: Nic nie poczułem.
+
'''Mieczyk:''' Nic nie poczułem.
   
Szpadka: E tam, taka zabawa to do niczego.
+
'''Szpadka:''' E tam, taka zabawa to do niczego.
   
Czkawka: Patrzcie! Są! Szybko!
+
'''Czkawka:''' Patrzcie! Są! Szybko!
   
Śledzik: Jaki na lewo!
+
'''Śledzik:''' Jaki na lewo!
   
Sączysmark: Kury na prawo!
+
'''Sączysmark:''' Kury na prawo!
   
Śledzik: Hej!
+
'''Śledzik:''' Hej!
   
Sączysmark: Halo! Tu się lata, nie?! Kury! Chodźcie kokoszki! Za mną! Tu jest bezpiecznie! No szybko! Smok, gdzie ty? Co robisz? Łooo!
+
'''Sączysmark:''' Halo! Tu się lata, nie?! Kury! Chodźcie kokoszki! Za mną! Tu jest bezpiecznie! No szybko! Smok, gdzie ty? Co robisz? Łooo!
   
Śledzik: Owce! Tędy moje owieczki. Beee. Be-e-e. Bee. Jeny, to działa! Beee. Ło! Bee…
+
'''Śledzik:''' Owce! Tędy moje owieczki. Beee. Be-e-e. Bee. Jeny, to działa! Beee. Ło! Bee…
   
Astrid: Spoko, jestem! Trafione! Sączysmark! Przestań się wygłupiać, wszystko mi psujesz!
+
'''Astrid:''' Spoko, jestem! Trafione! Sączysmark! Przestań się wygłupiać, wszystko mi psujesz!
   
Sączysmark: Sama bierz się za kury przy pomocy smoka, co się w ogóle nie słucha!
+
'''Sączysmark:''' Sama bierz się za kury przy pomocy smoka, co się w ogóle nie słucha!
   
Astrid: Czkawka! Owce uciekają!
+
'''Astrid:''' Czkawka! Owce uciekają!
   
Czkawka: Brawo, przyjacielu.
+
'''Czkawka:''' Brawo, przyjacielu.
   
Astrid: Czkawka?! Strasznie pada i wieje, słyszysz?! Ja nic nie widzę!
+
'''Astrid:''' Czkawka?! Strasznie pada i wieje, słyszysz?! Ja nic nie widzę!
   
Czkawka: Bądź tak dobry i daj trochę światła. Na dwunastej! Jaki uciekają!
+
'''Czkawka:''' Bądź tak dobry i daj trochę światła. Na dwunastej! Jaki uciekają!
   
Mieczyk: Dobra! Widzę! Jakie wielkie jaki! Jaki trafione.
+
'''Mieczyk:''' Dobra! Widzę! Jakie wielkie jaki! Jaki trafione.
   
Stoick: Puszczać mnie natychmiast! To jest rozkaz!
+
'''Stoick:''' Puszczać mnie natychmiast! To jest rozkaz!
   
Pyskacz: Czy ja ci bał, baryło wyglądam jak jak?!
+
'''Pyskacz:''' Czy ja ci bał, baryło wyglądam jak jak?!
   
Stoick: Czkawka, co ty wyprawiasz?
+
'''Stoick:''' Czkawka, co ty wyprawiasz?
   
Czkawka: Tata… Przepraszam, znowu zawiodłem.
+
'''Czkawka:''' Tata… Przepraszam, znowu zawiodłem.
   
Stoick: Tym razem to nie twoja wina. Wracamy do Twierdzy.
+
'''Stoick:''' Tym razem to nie twoja wina. Wracamy do Twierdzy.
   
Pyskacz: A którędy?
+
'''Pyskacz:''' A którędy?
   
Stoick: Przecież po śladach.
+
'''Stoick:''' Przecież po śladach.
   
Pyskacz: W teorii to może i dobra myśl.
+
'''Pyskacz:''' W teorii to może i dobra myśl.
   
Śledzik: No to… Co teraz robimy?
+
'''Śledzik:''' No to… Co teraz robimy?
   
Stoick: Dzieciaki. Przytulamy się. Co one wyprawiają?
+
'''Stoick:''' Dzieciaki. Przytulamy się. Co one wyprawiają?
   
Czkawka: Chronią nas, tato.
+
'''Czkawka:''' Chronią nas, tato.
   
Astrid: Taki smoczy instynkt.
+
'''Astrid:''' Taki smoczy instynkt.
   
Śledzik: Łooo…
+
'''Śledzik:''' Łooo…
   
Stoick: Te twoje smoki zrobiły na mnie wrażenie.
+
'''Stoick:''' Te twoje smoki zrobiły na mnie wrażenie.
   
Czkawka: Prawda? Niesamowite.
+
'''Czkawka:''' Prawda? Niesamowite.
   
Gruby: Przybyli. Cali i zdrowi.
+
'''Gruby:''' Przybyli. Cali i zdrowi.
   
Wiadro: Ty widzisz? I zwierzaki przeżyły.
+
'''Wiadro:''' Ty widzisz? I zwierzaki przeżyły.
   
Gruby: Ooo… I smoki przyprowadzili. No proszę, coś takiego…
+
'''Gruby:''' Ooo… I smoki przyprowadzili. No proszę, coś takiego…
   
Astrid: Halo?! Proszę o uwagę!
+
'''Astrid:''' Halo?! Proszę o uwagę!
   
Czkawka: Kokoszki znów znoszą jajka!
+
'''Czkawka:''' Kokoszki znów znoszą jajka!
   
Wiadro: Czyli miałem rację, to kury znoszą jajka!
+
'''Wiadro:''' Czyli miałem rację, to kury znoszą jajka!
 
Czkawka: Zawarliśmy pokój ze smokami, bo okazało się, ze możemy im ufać. Co ciekawe, smoki mają instynkt i potrafią nas chronić. I to wszystkich. A w Berk od razu zrobiło się cieplej.
 
   
  +
'''Czkawka:''' Zawarliśmy pokój ze smokami, bo okazało się, ze możemy im ufać. Co ciekawe, smoki mają instynkt i potrafią nas chronić. I to wszystkich. A w Berk od razu zrobiło się cieplej.
   
 
{{Scenariusze}}
 
{{Scenariusze}}
  +
[[en:Animal House (transcript)]]
 
[[Kategoria:Scenariusze]]
 
[[Kategoria:Scenariusze]]

Wersja z 21:38, kwi 9, 2019

Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless


Czkawka: U nas w Berk nikt już nie walczy ze smokami. Żyjemy sobie razem i pracujemy. Zajęło nam to raptem… 300 lat. Jest tylko jeden mały szkopuł. Zapomnieliśmy poinformować zwierzaki.

Gruby: Nie no, nie znowu. A sio! Idźcie sobie. Wynocha. Sio mówię. Sio. Ile razy mam powtarzać, od owiec precz. No dobra, zwierzaki wy moje, dajcie no tu kapkę mleczka.

Wiadro: To kury znoszą jajka, tak?

Gruby: No i znowu to samo. Weź ty się kiedyś naucz.

Wiadro: Nie?

Gruby: No dobra, to jeszcze raz. Ale ostatni, tylko słuchaj uważnie. Wełna. Jajka. Mleko. To nie jest takie trudne, prawda? Ach… Patrz teraz. Łapiesz ładnie za wymię. O tak właśnie. I ciągniesz. Eee… I ciągnę. Ciągnę. Łoo… Skończyło się mleko. Kiepsko trochę.

Czkawka: Łuhu!

Astrid: Ha, ha, ha.

Czkawka: Ła! Hej, Astrid!

Astrid: Ups. Sorry, nie specjalnie. Hej! Ale to nie fair! Aa! Aha, to tak chcesz się bawić tak?

Czkawka: Tak, to znaczy jak? Nie wiem o co ci chodzi. Ła! Ty!

Astrid: To akurat nie ja, to ona. Bystra dziewczyna.

Czkawka: O-o. Fatalnie, zamarzł ogon. Astrid!

Astrid: Czkawka! Lecę!

Czkawka: Nie! Uciekaj!

Astrid i Czkawka: Aaaa!

Czkawka: Astrid?

Astrid: Tu jestem. Strasznie mi zimno.

Czkawka: Chodź do mnie. A gdzie smoki? Szczerbatek?

Astrid: Wichura? Noo…

Czkawka: Patrz, jest światło.

Astrid: Damy radę, przeżyjemy.

Czkawka: Niesamowite, co?

Astrid: Uratowały nam życie. Och…

Czkawka: Eee… No ta… To… to no… To cali i zdrowi.

Astrid: Jak… Jak ryby zupełnie. Ech.

Czkawka: Aaa!

Pyskacz: Aha… I wszystko jasne. Tak też sądziłem. Nie daje mleka, co? Żadna nie daje.

Stoick: To, to my już wiemy. Pytanie brzmi: dlaczego?

Pyskacz: Przypomniało mi się kiedy mamusia zamieszkała z jedną kozą. Wredna była, złośliwa, nic tylko żarła i żarła. Koza tak się jej bała, że wyschło jej mleko.

Stoick: Czyli? Co ty właściwie sugerujesz?

Pyskacz: Żeby matek z kozami nie mieszać. Tak jak nie mieszać zwierzaków ze smokami. Przestaliśmy z bestiami walczyć to się rozpanoszyły i robią co chcą. A zwierzaki się boją. Jak powiedziałem: boją się.

Wiadro: Ooch…

Gruby: O-o… Ty, Wiadro, chyba cię nie uciska wiadro?

Wiadro: Nie, nic mnie nie BOOOOLI!

Gruby: Gwoli wyjaśnienia, ilekroć wiadro ciśnie, zbliża się burza.

Wiadro: Żadna burza, wszystko w porządku.

Gruby: Wiadro…

Wiadro: Ale ja nie chcę żadnej burzy. Jeśli piorun mi w wiadro trzaśnie stracę resztki mądrości. Oooch…

Gruby: Oho… Ciasne, ciaśniutkie wiaderko. A im ciaśniejsze Wiadra wiadro tym większa ta burza.

Stoick: Ale to nie możliwe. Burze o tej porze? Za wcześnie jeszcze.

Pyskacz: Na zdrowy rozum, no proszę cię, nikt jeszcze nigdy wiadrem pogody nie przepowiedział. Od tego to mamy kurze kostki i gęsie nóżki.

Gruby: Nie wiem, czy pamiętasz, ale wiadro Wiadra dokładnie przewidziało Olafową zadymę.

Wiadro: Straszliwe to było. Ze 2 tygodnie wydobywaliśmy Pleśniaka.

Gruby: Tylko po to, żeby do końca świata tego żałować. Stoicku, zaufaj ty Wiadru.

Stoick: Sam sobie ufaj Wiadru. Ja potrzebuję drugiej opinii. Gothi, potrzebuję twojej rady. Powiedz mędrczyni, będzie burza? Co ona tam nabazgrała?

Pyskacz: Nabazgrała: „A ty jak myślisz?” Hę?

Stoick i Pyskacz: Aaa.

Stoick: A ty skąd wiesz pani? Z kurzych kostek wywróżyłaś, czy z gęsich nóżek?

Pyskacz: Ee… Aha. Tak. Bazgrze, że w całej okolicy słychać wrzaski Wiadra.

Czkawka: No, a wtedy smoki schowały nas pod swoimi skrzydłami. Rozumiecie?

Śledzik: W życiu tego nie widziałem, nigdy. Nawet w Smoczej Księdze.

Astrid: Prawda? Coś niesamowitego. Jakby obudziły się w nich jakieś instynkty, no nie wiem, rodzicielskie.

Czkawka: Niezły numer. Całe wieki próbujemy wybić smoki, a tera w tym ratują nam skórę.

Astrid: No. Ja cię, gdyby nie one, zamarzlibyśmy na śmierć.

Śledzik: Czy ja wiem? Zawsze mogliście się ten, no… nawzajem podgrzewać.

Czkawka: No co ty? Fu.

Astrid: Oszalałeś?

Sączysmark: Hej, misia. Jeśli nadal ci zimno… Ej!

Mieczyk: Yy, Czkawka. Słuchaj, tatusiek cię szuka.

Szpadka: Nieźle wkurzony.

Czkawka: Odkąd się urodziłem, zawsze jest nieźle wkurzony. Mogę się założyć, ze nic nie przeskrobałem.

Stoick: Jeśli burza będzie sroga, to może nas tu odciąć. Miesiącami nie będziemy ani polować, ani łowić.

Czkawka: Tato, chyba trochę za wcześnie na burzę. Mamy raptem środek zimy. Najstraszniejsze huragany to dopiero za miesiąc.

Stoick: Gothi jest innego zdania.

Czkawka: Dobra, ale po co mi to mówisz? Nie mam wpływu na pogodę.

Stoick: Wiem, ale na smoki już chyba masz. Jeśli nie przestaną straszyć zwierząt, jak jeden mąż powymieramy tu z głodu. Aa, jakieś sukcesy?

Gruby: Ani kropli. A męczyliśmy tego biednego jaka przez bite 3 godziny.

Czkawka: Ale przecież wiecie, że smoki nie robią tego specjalnie. No bo one przecież nawet nie jedzą mięsa. Wolą ryby.

Pyskacz: Prawda, ale są ogromne, zieją strasznym ogniem i przez ten cały wielki rozejm straszliwie się panoszą. Zwierzęta dosłownie drżą na ich widok.

Stoick: W tym momencie przerywasz i mówisz: „Ja to załatwię”

Czkawka: No dobra. Ile mam czasu? Wiemy kiedy ta burza?

Gruby: Jakoś za tydzień.

Czkawka: Ach, to super. Tydzień to fura czasu.

Wiadro: Aaaa…!

Gruby: Poprawka. 3 dni, 6 godzin.

Czkawka: A, rozumiem. Mniej czasu. To trochę jakby mamy problem. No dawaj przyjacielu, wiem, że dasz radę. Chodź tu! Ech! Smoczki są miłe i wystarczy je lepiej poznać.

Astrid: Oj, wiem. Wyglądają strasznie, ale to wielkie, łuskowate gady.

Mieczyk: Tak jak Sączysmark. Cha, cha. Oj…

Sączysmark: Ty jesteś brat, prawda?

Mieczyk: Siostra.

Astrid: Czekaj!

Czkawka: Ach…

Śledzik: Słuchajcie, a gdyby tak spojrzeć na to z ich perspektywy? O, dzień dobry, panie smoku, jestem sobie mała owieczka. Beczę sobie, stukam kopytkami. Beee. Be-e-e. Dajcie spokój, wcale nie wydaje się taki wielki. Jestem jednak po stronie owiec.

Czkawka: Ej, słyszałem gdzieś, że kiedy to, czego się boisz, czymś cię pozytywnie zaskoczy, przestaje być takie straszne. No dalej, idziemy kochane. Trochę bliżej. No właśnie, rozumiecie? Tak zrobimy z owcami. Udowodnimy im po prostu, że nie mają się czego obawia… Łohoho… W tym tempie nie będzie ani mleka, ani jaj.

Stoick: Tak, tego się obawiałem. Nie zdążyliśmy na czas, spiżarnie świecą pustkami. Jeśli burza będzie taka straszna jak mówią, nie wyjdziemy z tego cało.

Pyskacz: Bez jedzenia to na pewno.

Stoick: Słuchaj, trzeba jakoś przekabacić te całe kury i jaki.

Pyskacz: Średnio mi się to podoba, że moje życie zależy od jakiegoś bezmózgiego ptactwa i włochatego ptactwa co sypia we własnym budzie.

Stoick: Całe szczęście nasz los spoczywa w innych rękach. Mojego syneczka.

Czkawka: No dobra, a może żeby zwierzaki przestały się bać, wystarczy im pokazać, że smoki… no wiecie… smoki też się boją.

Astrid: Pamiętacie Magnusa Bez Litości? Trochę straszny typ, co? Makabrycznie się go bałam, gdy okazało się, że Bez Litości boi się ciemności.

Mieczyk: Czyli, że za dnia bez litości.

Szpadka: A w oparach nocy… Mieczyk. Au!

Mieczyk: Przestań. To poważna rzecz.

Astrid: Oj, po prostu kiedy się okazało, że też się boi, ja bałam się trochę mniej.

Czkawka: Właśnie. To co? To pokażemy jakom, że smoki to też zwierzaki i też się boją.

Astrid: Ty wiesz, chyba działa.

Czkawka: Ach…

Astrid: Nie martw się.

Czkawka: Martwić? Ja się nie martwię. Martwię się według ciebie?

Stoick: Wszystko wnosić. Wszystko co macie. Nie wiadomo ile tu sobie posiedzimy. Jak się trzyma Wiadro?

Gruby: Sam zobacz. Zawsze lubił sobie pojeździć na taczce.

Stoick: Gruby, daj, ja się nim zajmę. Bierz Pyskacza i lećcie po dzieciaki, pora wracać.

Śledzik: No ej, co ty robisz?!

Astrid: No już. Uspokój się. Na miejsce, słyszysz?

Czkawka: Wiesz czego dzisiaj się nauczyłem? Kury są bardzo… no wiesz… odważne.

Śledzik: Hej, a im tak pokazać, że smoki i kury mają ze sobą sporo wspólnego? No bo znoszą w końcu jajka. Straszliwiec Straszliwy zniósł jedno przedwczoraj.

Czkawka: No proszę, proszę. Jajo to jajo drogie panie. No chyba, że wybuchnie.

Pyskacz: Koniec zabawy dzieciaki, burza jest bardzo blisko.

Czkawka: Yy, nie. Chwila. Nie możemy wracać, zwierzęta dalej się boją.

Pyskacz: Twój ojciec chce mieć wszystkich w Twierdzy.

Czkawka: Dobra, to idźcie. JA muszę jeszcze trochę pospacerować ze zwierzętami. Za bardzo się boją.

Pyskacz: Z zamrożonej kury, dzieciaku, to jajek nie będzie. Trzeba zapędzić zwierzęta do obory. Albo gdziekolwiek.

Gruby: Nie ma obory to nie ma ich gdzie trzymać.

Czkawka: No a Twierdza?

Gruby: Czyli, rozumiem, że chcesz mieć zwierzaki i smoki pod jednym dachem. Ech, dobrze to się nie skończy.

Czkawka: Ale nie mamy wyboru.

Pyskacz: Trzymajcie je z dala od smoków!

Astrid: Tędy!

Śledzik: Chodźcie, chodźcie. Nie rozpraszać mi się. Idziemy.

Pyskacz: Pilnować!

Sączysmark: Spoko. Sączysmark panuje nad sytuacją. Ło! Ał! Ał! Ał! Eche, ał! No i wszystko mnie boli.

Czkawka: Ach…

Pyskacz: Chwila, synek, a ty dokąd?

Czkawka: No chyba trzeba je złapać.

Pyskacz: Daruj sobie, mały. Nie masz szans. Nie pozbierasz ich, nie w taką burzę.

Czkawka: Mam Szczerbatka, uda się. Z resztą nie mam wyboru. Bez zwierząt wszyscy umrzemy z głodu.

Pyskacz: Nie. Twój ojciec mnie przecież zabije, jak się dowie, że ty…

Czkawka: Nie, nie zabije.

Pyskacz: Czkawka, nie rób mi tego. Astrid, ty jesteś rozsądna dziewczyna, nie no… Weź nie odlatuj mi. Astrid. Stój, ja nie pozwalam. Czy wyście poszaleli już?! Wracać mu tu!

Stoick: Stoły do drzwi. Barykadujemy.

Pyskacz: Stoick! Burza zniszczyła oborę. Wszystkie zwierzęta pouciekały.

Stoick: A gdzie mój syn i dzieciaki?

Pyskacz: Przysięgam, próbowałem ich powstrzymać. Polecieli szukać zwierząt.

Gruby: Ech, przyprowadziłem dwie sztuki. Pomyślałem, że nie jest źle. Założą nam tutaj ładne stadko.

Pyskacz: Weź ty się lepiej dokładnie przyjrzyj.

Gruby: Oj… eee… żartowałem chłopaki.

Czkawka: Musimy wyłapać ile się da! Zagonimy je z powrotem do Twierdzy!

Śledzik: Możemy polecieć koło domciu? Skoczyłbym tylko po kożuch.

Mieczyk: Ty, siostra, patrz. Twarz mi całkiem zdrętwiała, straciłem czucie.

Szpadka: Ach!

Mieczyk: Nic nie poczułem.

Szpadka: E tam, taka zabawa to do niczego.

Czkawka: Patrzcie! Są! Szybko!

Śledzik: Jaki na lewo!

Sączysmark: Kury na prawo!

Śledzik: Hej!

Sączysmark: Halo! Tu się lata, nie?! Kury! Chodźcie kokoszki! Za mną! Tu jest bezpiecznie! No szybko! Smok, gdzie ty? Co robisz? Łooo!

Śledzik: Owce! Tędy moje owieczki. Beee. Be-e-e. Bee. Jeny, to działa! Beee. Ło! Bee…

Astrid: Spoko, jestem! Trafione! Sączysmark! Przestań się wygłupiać, wszystko mi psujesz!

Sączysmark: Sama bierz się za kury przy pomocy smoka, co się w ogóle nie słucha!

Astrid: Czkawka! Owce uciekają!

Czkawka: Brawo, przyjacielu.

Astrid: Czkawka?! Strasznie pada i wieje, słyszysz?! Ja nic nie widzę!

Czkawka: Bądź tak dobry i daj trochę światła. Na dwunastej! Jaki uciekają!

Mieczyk: Dobra! Widzę! Jakie wielkie jaki! Jaki trafione.

Stoick: Puszczać mnie natychmiast! To jest rozkaz!

Pyskacz: Czy ja ci bał, baryło wyglądam jak jak?!

Stoick: Czkawka, co ty wyprawiasz?

Czkawka: Tata… Przepraszam, znowu zawiodłem.

Stoick: Tym razem to nie twoja wina. Wracamy do Twierdzy.

Pyskacz: A którędy?

Stoick: Przecież po śladach.

Pyskacz: W teorii to może i dobra myśl.

Śledzik: No to… Co teraz robimy?

Stoick: Dzieciaki. Przytulamy się. Co one wyprawiają?

Czkawka: Chronią nas, tato.

Astrid: Taki smoczy instynkt.

Śledzik: Łooo…

Stoick: Te twoje smoki zrobiły na mnie wrażenie.

Czkawka: Prawda? Niesamowite.

Gruby: Przybyli. Cali i zdrowi.

Wiadro: Ty widzisz? I zwierzaki przeżyły.

Gruby: Ooo… I smoki przyprowadzili. No proszę, coś takiego…

Astrid: Halo?! Proszę o uwagę!

Czkawka: Kokoszki znów znoszą jajka!

Wiadro: Czyli miałem rację, to kury znoszą jajka!

Czkawka: Zawarliśmy pokój ze smokami, bo okazało się, ze możemy im ufać. Co ciekawe, smoki mają instynkt i potrafią nas chronić. I to wszystkich. A w Berk od razu zrobiło się cieplej.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.