FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Sączysmark: No nie, Hakokieł, co ty? Szybciej nie umiesz? Jakby mi się marzyło leniwe smoczysko, to bym sobie taką Sztukamięs załatwił. Łuhuuhuhu! Sączy-Sączy-smark-smark-smark!

Czkawka: A temu co dzisiaj?

Astrid: Podobno po tej całej sprawie z Albrechtem i Szeptozgonami non stop ćwiczy jak wariat.

Śledzik: I podobno od zeszłego tygodnia to lata całymi nocami.

Mieczyk: Serio? A Gothi to podobno jak tylko spojrzy na jaka, to mu znikają kości.

Szpadka: No, jak dosiądziesz takiego Straszliwca, to podobno aż ci płomienie z ty...

Astrid: Szpadka! Stój, a co to ma wspólnego z Sączysmarkiem?

Mieczyk: Aaa. Sorry, bo myślałem, że bawimy się w "a podobno". A no, ale – tak na marginesie, z tymi Straszliwcami, mówię wam, to prawda. Hehe. Sprawdzałem.

Sączysmark: Aha. I co, proszę państwa? Siła, moc, szaleństwo.

Czkawka: Słuchaj, trochę ci się chyba smok zmachał. Może na przykład... za dużo wymagasz?

Sączysmark: Za dużo wymagam? Proszę cię, tyle co nic. Hakokieł nie musi odpoczywać. On jest wojownikiem. A my, wojownicy, spełniamy się jedynie w walce. Jak to zawsze mawia tatko...

Astrid: "Wykąp się wreszcie, syneczku?"

Szpadka: "Wyrwij sobie język, syneczku?"

Mieczyk: "Wsadź lepiej jakowi łeb w..."

Sączysmark: Nie. Pudło. Wcale że nie. Tatko mówi: "odpoczynek jest dla mięczaków".

Czkawka: Okej, podziękujmy Sączysmarkowi za te jakże inspirujące słowa.

Sączysmark: Spoko, nie ma za co. No dobra, to co? Trenujecie ze mną, czy może wolicie sobie troszeczkę odpocząć? Sączy-Sączy-smark-smark-smark!

Astrid: Ech... Chętnie bym sobie od kogoś odpoczęła.

Czkawka: Dobra, słuchajcie. Jak wiemy, Albrecht ma wyraźną chętkę na Berk. Co gorsza, zaczął korzystać ze smoków. Jak się nauczy na nich latać, możemy się spodziewać wielkiej powietrznej bitwy z Łupieżcami.

Mieczyk: Ale gdzie?

Czkawka: Tutaj. W powietrzu, Mieczyk. W powietrzu i na smoku.

Sączysmark: A Sączysmark na to: "Spróbuj mi podskoczyć, Albrechcik!".

Czkawka: Super, to tak, yy... Astrid, pobawimy się w dobrych i złych. Będziesz perfidnym najeźdźcą, okej?

Astrid: Wichura, szykujemy się. Ha!

Czkawka: A co robimy my? To proste. Nie dajemy się złapać. Kogo dotknie Astrid – odpada.

Śledzik: I proszę, jak ładnie moja gibka, zwinna księżnisia gubi wroga. Brawo, mała. Łoo...

Astrid: Ha! Z góry rzeczywiście bardzo gibka! Wypadacie, słoneczka!

Śledzik: Nie daj się dziewczynie, tak tylko gada. I tak to ty masz tu największe serducho.

Mieczyk: Mówiłem, że genialny plan.

Szpadka: Hehehe... No. Patrz, gapi się na nas, a w ogóle nas nie widzi. Rewelacja.

Mieczyk: Hehehe. Ćśś, cicho.

Astrid: Wypadasz i wypadasz.

Mieczyk: Ej, a do kogo ona gada?

Szpadka: No do nas nie.

Mieczyk: Ćśś.

Astrid: W sumie to od razu możesz się poddać.

Czkawka: Ła-ał, no proszę. Gadasz jak Albrecht. To co, Szczerbek? Zobaczymy, jak sobie panienka radzi w kompletnych ciemnościach?

Astrid: Ach, oj, Czkawka, jaki ty jesteś przewidywalny.

Czkawka: Szczerbatek, ty sam wiesz co robić. Astrid, kompletnie przewidywalna.

Astrid: Hm?

Czkawka: Nie będzie za szczęśliwa, co? Oj, nie będzie.

Astrid: Kurczę!

Sączysmark: No dobra, smok. Chodź im pokażemy, kto tu jest królem nieba. Płoniesz! Yyy. Eee, Hakokieł? Powiedziałem "płoniesz".

Astrid: I... wypadasz!

Sączysmark: Ej, smok! No coś tak się uparł?! Zapal się! No płoń, no! Co? Macie coś do mnie czy co? Hehe. Nie widzieliście w życiu złośliwego smoka?

Czkawka: Słuchaj, to nie złośliwość, myślę. No bo... Z nim jest chyba coś nie tak. Nie dał rady się zapalić.

Sączysmark: Nieprawda. Nie "nie dał rady", tylko nie chciało mu się, łapiesz? To chyba różnica. Nudzą go te wasze durne zabawy. Może się zapalać, kiedy tylko chce.

Mieczyk: Poważnie? To weź go teraz zapal.

Sączysmark: Eee. Teraz to nie ma ochoty.

Czkawka: Sączysmark, ja serio mówię, trzeba go zbadać. I... myślę, że im szybciej, tym lepiej.

Sączysmark: Dobra. A badaj sobie. Ale ja wam mówię, że wszystko tu jest okej.

Czkawka: To tak. "Brak zapłonu" – brak. "Blada skóra" – bardzo. "Łuszczenie łusek" – owszem.

Sączysmark: I co? Wszystko gra. Wszystkie objawy to dobrze, nie?

Mieczyk: Jasne, stary.

Śledzik: Czkawka, każdy z objawów to poważna sprawa. A wszystkie naraz... Bardzo poważna sprawa.

Czkawka: Czyli... co to może znaczyć?

Śledzik: Z tego, co pamiętam i wyczytałem, Koszmar Ponocnik może stracić zdolność samozapalania się.

Astrid: Ale czemu?

Śledzik: Z masy powodów. Ze starości, przez kontuzję, ze zmęczenia...

Astrid: Bo jego uparty jeździec zajeździł go prawie na śmierć?

Sączysmark: Co ty nie powiesz? A ja ci powiem, że tak zawsze ciężko pracujemy. Okej, nie zapala się, wielkie mi coś. No to jak to się leczy?

Śledzik: Bo... No bo z tymi ognistymi to jest tak, że jak nie są się w stanie zapalać, stają się tak zupełnie, zupełnie bezbronne i...

Sączysmark: I co? No dokończ, mądralo.

Śledzik: No, że... że Hakokieł ma spory problem. I trzeba działać, Sączysmark. Natychmiast.

Sączysmark: Proszę cię, nie przejmuj się nimi. Kompletnie bez sensu ci nagadali. Hakokieł jesteś. Prawdziwy wojownik. Niezniszczalny wojownik. Tak jak ja. Prawda?

Sączyślin: Sączysmark!

Sączysmark: Oo, tata. Cześć. Ee, co tak wcześnie? Nie spodziewałem się.

Sączyślin: Ty, nie widziałeś gdzieś mojej maczugi?

Sączysmark: Co? Nie, nie, nie widziałem.

Sączyślin: Pewien jestem, że gdzieś ją tu zostawiłem.

Sączysmark: Chcesz, pożyczę ci swoją.

Sączyślin: Chcę. Muszę lecieć do portu. Konkurs sobie urządziliśmy, kto ma najtwardszą czachę. Hehe.

Sączysmark: Hehe, super.

Sączyślin: Masz jakiś problem z jaszczurem?

Sączysmark: Co? Z nim? Nie... Wszystko gra, odpoczywa tylko.

Sączyślin: Ty wiesz, co ja myślę o odpoczywaniu?

Sączysmark i Sączyślin: Odpoczywanie jest dla mięczaków!

Sączysmark: Hehe. Eee, tylko krótka przerwa. Cały dzień paliliśmy, grabiliśmy i rozwalaliśmy. Dobrze mówię, Hakokieł? Heh, ryczy tylko tak cicho do siebie i...

Sączyślin: Powiem ci, synek, jak wojownik wojownikowi. Kiedy nasze miecze nie chcą już ciąć jak dawniej, ostrzymy je. Ale przychodzi w końcu taka chwila, że się już naostrzyć nie da. Wtedy sprawiamy sobie nowe. Dzięki za maczugę.

Czkawka: Proszę cię, nie martw się. Wymyślimy coś. Coś wymyślimy, obiecuję.

Sączysmark: Kiedy ja się nie martwię.

Mieczyk: Ee... Stary, ty ryczysz. Łał, jak to jest? Au, au.

Sączysmark: Ryczę?! Och, błagam. Kto tu ryczy? To tylko... jakiś kurz. Nie widzicie, jak tu się kurzy? Jaki brud? Jaki brud!

Astrid: Ej, Sączek, przestań, to nic złego, że płaczesz. To znaczy tyle, że ci zależy.

Sączysmark: Okej. To może... Może na chwilę załóżmy, że mi... że... że mi... że... Z-a-ależy. To skąd mam to wiedzieć? No... No bo, skąd to się wie?

Astrid: A stąd, że... na przykład czujesz, jak ci się w brzuchu przewraca. Zaczynają trząść ci się ręce. I zbiera ci się na łzy bez przerwy.

Sączysmark: Eee, to nie. To ja wybieram kurz. Hehe. Na tę chwilę.

Śledzik: Czkawka. Patrz, znalazłem w zapiskach Borka trochę na temat ognistych. Pisze, co robić, jak się nie zapalają.

Czkawka: O rany, Ognioglisty.

Śledzik: Albo, jak to je Bork sobie nazwał, Pożeracze Ognia.

Mieczyk: Pożeracze Ognia. My jesteśmy pożeracze ognia.

Szpadka: Czad!

Mieczyk: Aua.

Czkawka: Ognioglisty są z tego samego gatunku, co Ponocniki[1]. Hehe, genialnie! Na pewno mają w sobie coś, co da radę rozpalić Hakokła. No dobra, Astrid, bliźniaki i ja przelecimy się po wyspie, zbieramy Ognioglisty, ile się da. Śledzik, ty czytasz dalej.

Sączysmark: Ej! A ja co?

Czkawka: Ty... zostań ze smokiem. Potrzebuje cię.

Astrid: Niech wie, że ci zależy.

Mieczyk: Kici, kici, kici, Ognioglistki. Kici, kici, kici. Ko! Ko! Mmm, ktoś coś pichci. Pachnie jak ta lala. Aa! Aa! Aua! Au! Au! Au! A-a-u! Au! A... Znalazłem!

Czkawka: Ach... I nic. Okej... No, nic z tego nie wyszło, ale...

Mieczyk: Może jak sobie trochę wypije?

Czkawka: A... A co to jest?

Szpadka: Mleko z tych glist.

Astrid: Że co? Że mleko?

Śledzik: Ale Mieczyk... Bo mnie się wydaje, że Ognioglisty nie da się wydoić.

Mieczyk: Ta, no super. Mogłeś trzy godziny temu powiedzieć.

Czkawka: Słuchajcie, a może trzeba by te glisty położyć na smoku, co? Może jakoś przejmie od nich ten ogień.

Sączysmark: Właśnie! Dobre, Czkawka! Bardzo dobre! Glisty na smoku! Ale ty jesteś mądry! No co? Co tak stoicie? Robić coś. Chyba działa. Ludzie, potrzebujemy więcej glist! Już! Już, już, już, już! Już! Słyszycie?! Więcej glist! Więcej glist!

Astrid: Sączysmark, boję się, że na Berk to wyzbieraliśmy wszystkie.

Szpadka: Dawaj! Chciałeś być pożeraczem ognia!

Mieczyk: Heh. No chyba chciałem. Zgoda.

Astrid: Eee, Czkawka? Słuchaj, serio będziemy sobie teraz stać i oglądać bliźniaki?

Czkawka: A powiem ci, że właśnie owszem.

Mieczyk: Ja wygram!

Czkawka: Bo wpadłem na genialny pomysł. Może... Może za często wam tego nie mówię, ale jesteście naprawdę genialni czasem.

Mieczyk: Tss... A to ci dopiero nowość. Ha!

Szpadka: A masz!

Sączysmark: A ty – co ty wyprawiasz?! Chyba miałeś wymyślić, jak mi smoka uratować!

Czkawka: Przecież myślę. Bo Szpadka i Mieczyk zupełnie przypadkiem odkryli, że Ognioglisty palą się mocniej, kiedy są bliżej siebie.

Astrid: Kurczę. Ojej, jakie to ładne.

Szpadka: Łoł. Serio my to odkryliśmy?

Czkawka: Pewnie. Właśnie wy.

Mieczyk: Hahaha. Geniusze.

Czkawka: O ile się nie mylę, jak przeniesiemy smoka tam, gdzie jest mnóstwo Ognioglist, no, kochani... Słucham, słucham. Chcę przez to powiedzieć, że...

Mieczyk: Że wszyscy razem spłoniemy! Pogrom!

Szpadka: Niech żyją geniusze!

Czkawka: Bo chodziło mi o to, że dzięki naszym Ognioglistom znajdziemy inne Ognioglisty. A to nam wskaże drogę.

Mieczyk: Eee, to nie to samo co "wszyscy spłoniemy".

Sączysmark: Ale chwila. Przed chwilą chyba mówiłaś, że nie ma na wyspie więcej glist.

Śledzik: Bo nie ma. Nie na tej wyspie. Ale na Wyspie Ognioglist jest ich pod dostatkiem.

Sączysmark: Na Wyspie Ognioglist?

Śledzik: Tak jest. I tam nas właśnie te maluszki zaprowadzą.

Sączysmark: Proszę cię, mały. Weź się postaraj. Wiem, że gdzieś tam w środku masz ochotę walczyć. Hakokieł, dasz radę. Tak jest. Pięknie. Brawo, mały! Brawo!

Czkawka: W prawo sobie skręcimy. Tu jakby trochę jaśniej.

Sączysmark: Trzymaj się, przyjacielu. Znajdziemy ci te całe glisty. Obiecuję.

Astrid: I co? Wiemy, gdzie lecimy?

Czkawka: Nie. Na razie nie.

Śledzik: Czkawka, szczerze to Hakokieł ledwo już daje radę. Trochę się... boję się, że to się może źle skończyć.

Czkawka: No wiem. Trzeba się pośpieszyć.

Śledzik: Ale poważnie, dla niego to za duży wysiłek. Słuchaj, może lepiej zawrócić?

Sączysmark: Nie! Musimy znaleźć tę wyspę.

Czkawka: Śledzik ma rację, niestety. Nie widzisz, że twój smok ledwo żyje? Robi się niebezpiecznie.

Sączysmark: Proszę cię, mały. Wiem, że dasz radę.

Astrid: Kurczę, musimy wracać.

Śledzik: Hej, patrzcie!

Czkawka: No widzę przecież! To na stówę tutaj. Wyspa Ognioglist, nieźle. Pewnie siedzą sobie w jaskini. Sączysmark, zostaniesz ze smokiem. Tak będzie lepiej. Astrid i ja przyniesiemy wam te glisty.

Sączysmark: Nie. Czkawka, to moja wina. To... To ja go tak załatwiłem. I ja chcę go uratować.

Astrid: Nie ma sprawy, my tu zostaniemy z Hakokłem.

Śledzik: Ale się śpieszcie, dobra?

Czkawka: Wskakuj.

Sączysmark: Ale pięknie.

Czkawka: Prawda? To chyba gniazdo. Pożeracze Ognia. To dlatego Bork je tak nazwał. Te wielgaśne plastry pełne są ognistego miodu. Dlatego Ognioglisty to właśnie Ognioglisty. Jedna mała prośba: nic nie wspominaj bliźniakom. Trzeba bardzo uważać, teraz nie możemy rozwalić gniazda. Dlatego pod żadnym pozorem nie dotykaj... Nie rób! Zostaw!

Sączysmark: Muszę uratować Hakokła! Oderwałem! A to co?

Czkawka: Eee... Jak sądzę, to jest mamusia. Sama Królowa Ognioglist. Szczerbek, spokój. Ona tylko chroni gniazdo. To my jesteśmy tym razem ci źli. Yyy, Sączysmark. Myślę, że to co masz, powinieneś szybciutko odłożyć.

Sączysmark: Nie. Dzięki temu mogę uratować Hakokła. Nie oddam, rozumiesz? Nie oddam.

Czkawka: Szczerbatek, nasza królowa lekko się rozeźliła.

Sączysmark: Aaa.

Czkawka: Szczerbek, gotowy? No to już! Spadamy!

Sączysmark: Ej, nie ma jej. To chyba wygraliśmy.

Czkawka: Myślę, że później to sobie ustalimy. Królowa zniknęła, super. Wylot przed nami, też super. Czyli skrótem sobie poleciała.

Sączysmark: I co teraz? Nie ma wyjścia!

Czkawka: Astrid! Wichura!

Astrid: Zajmiemy się Jej Wysokością. Lećcie ratować Hakokła.

Sączysmark: Patrz, mały, zdobyłem. Dla ciebie. Trzymaj. Liż to, zjadaj, byle szybko. No przestań wybrzydzać, błagam cię. Zjadaj! Zjadaj! Chcesz się dobrać do mojego smoka? To będziesz musiała się zmierzyć ze mną! Nie! Hakokieł, co ty wyprawiasz? Miałeś to zjeść, nie rozumiesz?

Czkawka: Ty nie rozumiesz, on cię próbuje chronić. Robi dla ciebie dokładnie to, co ty chciałeś zrobić dla niego.

Sączysmark: Hakokieł! Nie!

Astrid: Czkawka!

Sączysmark: Hakokieł...

Astrid: O matko.

Sączysmark: Jestem przy tobie, przyjacielu. Wcale nie jesteś jakiś tam miecz, wiesz? Ta, dziwne trochę. Jest cały rozpalony. Hakokieł! Wyzdrowiałeś!

Śledzik: Patrzcie na skórę. Kolor odzyskała, wygląda normalnie.

Czkawka: Czyli w jej jadzie było jakieś uzdrawiające coś. Uratowała mu życie.

Astrid: Oj, strasznie ci się zakurzyły oczy.

Sączysmark: No, trochę tak. Głupi kurz.

Astrid: I gdzie on jest?

Śledzik: Czemu zawsze musimy na niego czekać?

Czkawka: Spoko, już leci. No i super. Heh, wszyscy w komplecie. Sączysmark, tym razem ty pobawisz się w złego smoka.

Sączysmark: Wiecie co? Chyba sobie tym razem darujemy. Przelecimy się rekreacyjnie, popodziwiamy widoczki. Nie ma się co śpieszyć, niech sobie Hakokieł wypocznie.

Astrid: A to nie twój tatuś mawiał, że odpoczynek jest dla mięczaków?

Sączysmark: No mawiał. Ale okazuje się, że na smokach to się tatuś w ogóle nie zna. Nie będziemy się forsować, niech sobie Hakokieł spokojnie wraca do zdrowia. Aaa! Hakokieł! Przestań! Durne smoczysko!

Czkawka: O, no i super. Czyli wszystko w normie. Lecimy?

Przypisy

  1. Błąd tłumaczenia: Koszmary Ponocniki należą z Ognioglistami do jednej klasyklasy ognistej – a nie gatunku.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.