FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Czkawka: To jest Berk. Przez wieki wikingowie zmagali się ze smokami w straszliwych bitwach. Ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Poznałem Szczerbatka. Razem pokazaliśmy ludziom, że zamiast walczyć ze smokami, można na nich latać, żyć z nimi w zgodzie, a nawet je tresować.

Czkawka: To co, ludziska, bawimy się w najlepsze triki. Pisze się ktoś?

Sączysmark: Ja!

Śledzik: Yhh... wiesz, kolego, myślę, że ten...

Sączysmark: Ja!

Astrid: Na słodkiego Thora, co miota piorunami, leć!

Sączysmark: Spokojnie, lala, polecimy. A kiedy polecimy, niebo, moja panno, przetną straszliwe pio...runy! Aaa! Och! Ha! Aaa! O nie! Ech! Aaa...! Hej! Ja żyję. Ha! Ja żyję! A jak inaczej?

Śledzik: To teraz ja. Sztukamięs gotowa? No to hop! Ha! Pobiłem własny rekord.

Szpadka: Ja, ja teraz!

Mieczyk: Nie, bo ja!

Czkawka: Błagam, macie jednego smoka.

Mieczyk: A, no tak.

Mieczyk i Szpadka: Ha!

Mieczyk: Dawaj w lewo.

Szpadka: Nie! W prawo.

Mieczyk: Hej! W lewo.

Szpadka: Nie! W prawo.

Mieczyk i Szpadka: Och! Aaa...

Mieczyk: O ja! Jak pięknie i strasznie! Aaa!

Szpadka: Mogliśmy zginąć.

Mieczyk: Ech, co nie. To jeszcze raz?

Astrid: Hej! Teraz moja kolej. A ty patrz, mały, i się ucz. Jedziemy! No dawaj, Wichura! Na ogonie! Teraz wir. Szybko, spirala w górę! Pięknie, siostrzyczko!

Sączysmark: Łał.

Śledzik: Dobra jest.

Sączysmark: Ta... Lepiej pokaż, co umiesz bez smoka. Au!

Czkawka: No nieźle. Wypadałoby teraz pokazać klasę, co, stary?

Sączysmark: Ale super! Ty, widziałeś?

Szpadka: No, to było ekstra.

Astrid: Tak, facet wygrywa.

Czkawka: Znowu najlepsi. Brawo, Szczerbatku.

Czkawka: Ta, smoczki! Większość mieszkańców Berk pewnie się zgodzi, że ze smokami fajnie się żyje w zgodzie, ale niestety smoki to zawsze... no właśnie, smoki.

Wikingowa: A sio! Zły smok! Puszczaj! Zostaw mi bochen! Puszczaj, ty wredna żmijo!

Wiking: Złaź mi z dachu, ty szkodniku jeden!

Wiking 2: Puszczaj! Zostaw! To moje jabłuszka!

Wiking 3: Ty tchórzliwa różowa bestio, zaraz cię stłukę!

Wikingowa 2: Co za bestia! Oddawaj mi majty!

Wiking 4: Kryć się! Znowu atakują!

Wiking 5: Uwaga! Smocza kupa!

Czkawka: Fu! Ble! Fu! Ohyda. Ooo... kupa. Fu! To jest serio obrzydliwe. Cześć, [Gruby]], czołem, Wiadro. Sorry za te... hehe.

Wiadro: Codziennie o trzeciej. Trzeba przyznać, punktualnie. Chylę wiadra!

Gruby: Zawsze to lepsze, niż kiedy strasznie ziały. Ty, chcesz, to mamy tu dla twojego ojca fajną rybkę. Wiadro, daj no małemu dorsza.

Wiadro: Ale że już zjadłem? I co, smakował mi?

Czkawka: Yyy... bo wiesz co, Wiadro, bo to nie ty, to... yyy.

Czkawka: Większość z nas w miarę swoich możliwości starała się zaadaptować. Zawsze są jednak wyjątki. I te wyjątki zrobią wszystko, żeby smoki zniknęły z naszego życia.

Pleśniak: Pięknie! No, nie dadzą się wyspać. Hm... smoczyska. Mogłem się tego spodziewać. Siedzi taki na dachu i wyżera kapustkę. Hy! Całe pole kapustki! A sio! Grr... Grzybku, mam tego dosyć.

Stoick: Rogacza dajcie na tyły. Zaraz będą rybacy ze swoim połowem.

Pleśniak: Stoick!

Pyskacz: Aaa, jest nasz Pleśniak. Co dzisiaj nie tak?

Stoick: To nie jest dobry moment, przyjacielu. Właśnie lokujemy zapasy. Zima się zbliża.

Pleśniak: Znowu te przeklęte smoczyska! Te bestie nie mają prawa mieszkać wśród cywilizowanych ludzi!

Pyskacz: A myślisz, że ty to co? Niby czemu twoja chata stoi na drugim końcu wyspy?

Pleśniak: Ha... Proszę, pewnie, żartuj sobie, żartuj. A te przebrzydłe bestie w tym czasie powywalają wam wozy! Dachy powyrywają! Wszystko zrujnują!

Wiking: Pleśniak dobrze mówi!

Pleśniak: Nie dają się nawet wyspać spokojnie na starość! Widzisz te worki, co mam po oczami?

Wiking 2: Dobrze Pleśniak prawi.

Pyskacz: Dobrze prawi. Obrzydliwe te worki.

Pleśniak: Smoki to dzikie i nieprzewidywalne bestie.

Wiking 3: Dzikie bestie!

Pleśniak: Roztrzaskały biedakowi czaszkę, jak jakie jajeczko!

Wiadro: Jajeczko? Kocham jajeczko! Miękkie żółtko i białko, i na twardo.

Pleśniak: Trzeba pozamykać te bestie, i to w klatkach. Nie pozamykasz, to wyżrą nam wszystkie zapasy i zniszczą naszą cudowną wioskę.

Wiking 4: Wyżerają!

Czkawka: Ale one wcale nie są złe. To tylko smoki, a smoki to smoki.

Stoick: Posłuchaj, bracie. Skoro masz jakiś problem, to ja go rozwiążę.

Pleśniak: A owszem, owszem. Mam problem, Stoicku. I myślę, że nie tylko w swoim imieniu żądam, żebyś, jak mówisz, go rozwiązał.

Stoick: Ech... Tak dalej być nie może. Smoki rzeczywiście robią, co chcą. Ty! A może tak znaki ostrzegawcze?

Pyskacz: Znaki? Dla smoków?

Stoick: Proszę cię, dla mieszkańców.

Pyskacz: Znaki? Dla wikingów? Kiedy my niespecjalnie czytamy.

Stoick: Ech. To wypleciemy ogromną sieć i rozciągniemy nad całą wioską.

Pyskacz: Sieć? Słyszałeś, że smoki zioną ogniem?

Stoick: Dziękuję ci bardzo, nie musisz ciągle ironizować. Ech. Może ten Pleśniak ma rację, trzeba znaleźć jakiś...

Czkawka: Ee, tato, chwila. Może ja bym się zajął smokami.

Stoick: Ty?

Czkawka: No, a kto? W końcu trochę się, musisz przyznać, na nich znam. Żaden inny facet nie da sobie rady.

Stoick: Nie jesteś jeszcze facet, syneczku.

Czkawka: Jeszcze nie, ale gdybyś dał mi w końcu szansę...

Stoick: W sumie – czemu nie. Dam ci twoją szansę. Zaczynasz od jutra.

Czkawka: No dobra, dzieciaki. Szykują nam się tu małe zmiany.

Wikingowa: Wynocha! A sio! Proszę cię, bestio jedna, zabieraj się od mojego chleba! A sio!

Czkawka: Spokojnie! Ja pomogę! Tylko... Nie! Bardzo ładnie. Och! Co jest?! Aha? Szczerbatek! Weź ich jakoś uspokój, ja ugaszę owcę! No dobra.

Wiking: Z drogi!

Wiking 2: Oddawaj wóz, złodzieju!

Wiking 3: No oddawaj, dawaj z powrotem!

Wiking 4: Mam dość tych smoków!

Sączysmark: A co robi Czkawka?

Mieczyk: Yyy... A ja wiem? Chyba jakąś demolkę ze smokami.

Szpadka: Super!

Wiking 5: Nie wytrzymam z tymi smokami! No, nie wytrzymam!

Wiking 6: Wracaj tu, ty bestio!

Astrid: Oj! To co? Pomożemy mu?

Mieczyk: Ale że teraz?

Szpadka: Może za chwilę.

Czkawka: Wybacz, musiałem. Ech...

Astrid: Aha... I wybiła trzecia.

Czkawka: O, pięknie. Aua! Wszystko mnie boli. Nawet to!

Astrid: Czkawka!

Czkawka: Astrid, świetnie. Nie wyglądam aż tak fatalnie, co? Och, jeszcze czego. Smocze politowanie. O... hej, Astrid! Jaka milusia niespodzianka!

Astrid: No, jak ci minął dzień?

Czkawka: Ach... Straszna nuda. Tak łaziłem tu i tam. No wiesz.

Astrid: Ta, no właśnie wiem. Spoko, wszystko widzieliśmy. I tak jesteś dzielny, że jeszcze żyjesz.

Czkawka: Ech... Co najmniej przez miesiąc będzie mi się śniła płonąca owca!

Stoick: Synu! Synek! Co tam się dzieje, co?! Wieś wygląda jak pole bitwy!

Czkawka: No wiem, że nie jest najlepiej.

Astrid: Jest fatalnie!

Czkawka: No tak, ale... Yyy... To dopiero pierwszy etap mojego super ekstra planu.

Stoick: Tak? Rozumiem więc, że jest plan.

Czkawka: Bo jest! I-i to nie byle jaki plan. Bardzo... taki skomplikowany, mnóstwo rysuneczków, parę ruchomych elementów. Tak, mówię ci, niezła rzecz.

Stoick: Aha. Lepiej, żeby to była prawda. Pleśniak ma coraz więcej zwolenników. Jeśli nie uda ci się zapanować nad smokami, wtedy dopiero się zacznie.

Czkawka: Nie bój się, maluchu. Nic się nie zacznie, obiecuję.

Astrid: Zdajesz ty sobie sprawę, że tam jest jakiś zyliard zyliardów smoków, a ty jesteś sam, sam jeden? Byłoby fajnie, gdybyś miał ten plan.

Szpadka: To ma być plan? Chcesz trenować smoki?

Mieczyk: Tutaj? Tu przecież z nimi walczyliśmy.

Czkawka: Tak, ale już nie walczymy, co nie? Dobre miejsce, dużo miejsca.

Astrid: Coś mi się zdaje, że smoczki są lekko podenerwowane.

Śledzik: Oj, bo smoczki to takie wrażliwe stworzonka. Szczególnie moja Sztukamięs. Straciła tutaj kuzyneczkę, ale cicho, drażliwy temat.

Astrid: W sumie ekstra, że twój tata ot tak dał nam arenę.

Czkawka: Tak, byłoby ekstra, gdyby dał, tak, ale nie... dał, nie, więc bardzo cię proszę, nie poruszajmy, to drażliwy temat.

Astrid: Ej, czyli że tatusiek o niczym nie wie, tak?

Czkawka: I widzisz! Poruszyłaś! A mówiłem, że drażliwy. Słuchajcie, no dobra, sprawa wygląda tak: smoki robią sobie, co chcą. Chcemy, żeby żyły z nami i nie niszczyły wszystkiego na swojej drodze, ale nie potrafią, więc trzeba im pomóc. Wioska zamienia się trochę w ruinę, dlatego mówię poważnie, trzeba działać.

Mieczyk: Jasne! Nie ma to jak totalna smocza demolka. No, siostra, wchodzimy w to!

Czkawka: Nie, bardziej chodziło mi o...

Szpadka: Słuchaj, brat, to zrobimy tak: na początku musimy strasznie, straszliwie wkurzyć smoczyska.

Mieczyk: Prosta sprawa. Wkurzać to my potrafimy.

Czkawka: Słuchajcie, ja poważnie mówię. Pleśniak chce nam pozamykać wszystkie smoki. W klatkach! Nie wiem, co wy na to, ale ja się nie zgadzam. Nie zgadzam się.

Mieczyk: Ja też nie. Szpadka przeprasza.

Czkawka: Super, że przeprasza. Kolejny problem: smoki wyżerają nam absolutnie wszystko. Dobra, jest sobie smok i rzuca się na coś, na co mu nie wolno. Można mu to spokojnie zabrać. Wystarczy lekko podrapać czy połaskotać pod brodą.

Sączysmark: Nie, nie, nie, nie, nie. Może na Szczerbatka działa takie łaskotanko. My z panem Hakokłem mamy lekko inne zasady. Kiedy chcę, żeby mój smoczek puścił bułę, patrzę mu w oczy i krzyczę: "Puszczaj tę bułę! Puszczaj, ale już!". I co? Puścił, nie?

Mieczyk: Hehe. Robimy coś?

Astrid: No... może za chwilę.

Czkawka: No i fajnie. Słuchajcie, przed nami fura pracy, ale damy radę. Mówię wam. Damy radę opanować smoki.

Sączysmark: Eee... może ktoś podrapać mi smoka tam, gdzie, no wiecie... Hej! Hej, jesteście tam?

Śledzik: Hę? A gdzie smoki?

Szpadka: Coś łatwo poszło.

Sączysmark: Spadamy?

Czkawka: Dziwne trochę. Skoro nie ma ich w wiosce, to gdzie są?

Astrid: Coś mi podpowiada, że może tam.

Wiking: Stój! Stój, wredny! Oddawaj! Moje! Oddawaj!

Astrid: Wichura?

Sączysmark: Hakokieł?

Stoick: Wszystko nam bestie wyżarły. Ani grama zapasów na zimę.

Pleśniak: I co, a nie mówiłem? A posłuchałeś starego Pleśniaka? Nie. Myślałeś, że te dzieciaki dadzą radę? Widzisz, do czego są zdolne smoki. Klatki to za mało. Przepędzić je!

Czkawka: Tata, obiecuję, wszystko naprawię. My już naprawdę wiemy, jak...

Stoick: Wystarczy, synu. Jak mam ci powierzyć kontrolę nad wszystkimi smokami, skoro nie potrafisz zapanować nad własnym?

Czkawka: Oj, Szczerbatek.

Stoick: Wiadro! Gruby! Wszyscy na wodę! Potrzebujemy ryb.

Gruby: Trochę późno, Stoicku. Te całe zapasy to my przez pół roku łowiliśmy.

Stoick: Nie chcę słyszeć, że późno! Na wodę, ale już!

Gruby: No jasne, naturalnie, heh. Nie mów szefowi, że za późno, heh. Coś ty zawsze taki pesymista?

Wiadro: No taki się ja chyba urodziłem.

Czkawka: Tata, czekaj. Proszę cię, posłuchaj no. Znam smoki lepiej niż kto...

Stoick: Nie przeszkadzaj teraz. Ludzie nie mają co jeść. Smoki narobiły wystarczających szkód. Do wieczora wszystkie mają się znaleźć w klatkach. Zrozumiałeś?

Pleśniak: Ee, zamykanie niewiele da. Trzeba je stąd szybko przepędzić!

Stoick: Masz rację, Pleśniaku. Dzisiaj uwięzimy smoki, a jutro, Czkawka, bardzo mi przykro, przepędzisz je z wyspy. Nie mamy wyboru.

Sączysmark: Nie no, nie wierzę. Ale jak to? Życie bez smoków?

Astrid: Jakieś to strasznie dziwne. Przyzwyczaiłam się, że otwieram oczy, a tam uśmiechnięta, słodka, smocza paszcza.

Śledzik: Wiecie, że codziennie przed snem Sztukamięs lizała mi stopy? Kto mi będzie to teraz robił?

Szpadka: Myślę, że Mieczyk z ochotą.

Mieczyk: Niech będzie. O której to kładziesz się spać?

Astrid: No dobra, chodźcie. Miejmy to już z głowy, co?

Śledzik: Koszmar. Najgorszy dzień ze wszystkich. Nigdy w życiu nie zobaczymy już słodkich smoczków.

Czkawka: No nie, no, tak nie może być. Szczerbatek jest moim najlepszym przyjacielem.

Pleśniak: Och, Szczerbatku, jak ja będę za tobą tęsknił. Ty wiesz, gdzie popełniłeś błąd? Myślałeś, że smoki da się tresować. Ale smoki to smoki. Nic na to nie poradzisz! Taka ich natura. A z naturą, dzieciaku, nie wygrasz.

Wikingowa: O, dziękuję, Szczerbatku.

Czkawka: Ej, wiecie co? Ten stary Pleśniak miał rację. Idziemy, stary!

Sączysmark: Żegnaj, Hakokieł.

Astrid: Strasznie mi przykro, Wichurko. Leć, proszę.

Sączysmark: Hmm... Mam wrażenie, jakby jakieś ostre pazury wydzierały mi to coś z piersi.

Astrid: Tak to właśnie jest, kiedy pęka ci serce.

Sączysmark: Co ty, ja nie mam serca! Nie jestem jakaś baba!

Czkawka: Nie, nie zamykać! Nie ma mowy, nie zamykamy smoków.

Astrid: Hej, co robisz? Twój ojciec zmienił zdanie? Czy może znowu przypadkiem o niczym nie wie?

Czkawka: Eee... No tak jakoś. Hej! Smoki to smoki, tyle. Nic na to nie poradzimy. Taka już ich uroda. Ale wiecie co? Możemy je wykorzystać.

Gruby: Ech... No i widzisz, znowu nic.

Wiadro: Ale że co, że znowu zjadłem? A smakowały mi chociaż? O nie! Znowu ten pesymizm.

Czkawka: Sączysmark! No już! Nastrasz rybki na kolację.

Gruby: Smoki atakują!

Sączysmark: Juhu!

Gruby: Hej! Dzięki, smoku!

Sączysmark: Widzieliście? No piękne to było.

Czkawka: Hej! Wszyscy za mną.

Pleśniak: Co jest?

Astrid: Niespodzianka, przyjacielu!

Czkawka: Równo trzecia, pora użyźnić gruncik.

Pleśniak: Uży... co?

Śledzik: Dawaj, słodziaku! Pora na zrzut!

Czkawka: Lepiej się uśmiechnij! Masz trzy miesiące pracy z głowy!

Śledzik: Uhuhu! Ale...! Bez pudła!

Astrid: Ty, ale skąd wiedziałeś, że się uda?

Czkawka: Bo smoki to smoki. Robią to, co smoki lubią najbardziej. Wystarczy wykorzystać ich słabostki i jest cacy. A wiecie, dzięki komu na to wpadłem?

Pleśniak: Tutaj się schowali, wodzu. Jak dla mnie to smoki nie wyglądają na zniewolone.

Stoick: Racja. Synu, chyba cię o coś prosiłem.

Śledzik: Ojeju, boję się. Skrzywdzi nas!

Szpadka: Za ładna jestem, żeby gnić w lochu.

Mieczyk: Kto ci to powiedział?

Stoick: Zignorowaliście moje polecenia. Musicie ponieść konsekwencje.

Astrid: A nie mówiłam? Mówiłam, że będzie kicha. Czemu ty mnie nigdy nie słuchasz?

Czkawka: Tato, jeżeli naprawdę chcesz nas karać, to skup się na mnie.

Stoick: Nie. Wszyscy jesteście tak samo winni.

Pleśniak: O, zapowiada się widowisko, Grzybku. Czuję, że będzie dosyć gorąco.

Stoick: Bawiliście się na arenie bez mojej zgody, uwolniliście smoki, chociaż wyraźnie kazałem je uwięzić. Parę rzeczy, kochani, musimy sobie wyjaśnić. Dlatego właśnie...

Pyskacz: Będziecie tresować smoki w Smoczej Akademii.

Pleśniak: Hę?

Stoick: Pyskacz! Musiałeś? Ja chciałem powiedzieć!

Pyskacz: Oj, przepraszam. Masz rację. No to mów.

Stoick: Kiedy już popsułeś niespodziankę!

Pyskacz: To weź im powiedz to, że taki dumny jesteś i te tam...

Stoick: Pyskacz! Ech... No ten... Czkawka. Bo ja, jak powiedział... Dzieciaki, jestem z was dumny! Od tej chwili tresujecie tu swoje smoki. Arena jest wasza.

Sączysmark: Hakokieł, ty draniu!

Astrid: Ty wiesz, jak tęskniłam?

Śledzik: Chodź do tatusia, mała!

Czkawka: Cześć!

Pleśniak: Jeszcze was, smoczydła, dopadnę.

Stoick: No to wpadłeś, synku. Będziesz trenował smoczki.

Czkawka: Co ty, tatku. To frajda. Mam Szczerbatka. Szczerbatek pomoże.

Astrid: Ekhem.

Czkawka: I... oni też pomogą.

Czkawka: Smoki to smoki – tego nie zmienimy. Ale właściwie – warto to zmieniać? Smoki to potężne i niesamowite istoty.

Astrid: Smocza Akademia w Berk. Fajnie brzmi, co nie?

Czkawka: Strasznie chcę się uczyć i będę, bo chcę wiedzieć o smokach absolutnie wszystko. A wy nie?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.