FANDOM


(Dodano nową stronę „Scenariusz filmowy Jak wytresować smoka, stworzony dzięki blogowi użytkowniczki Kimiko95. '''Czkawka''': Wyspa Berk. Jakieś 10 dni drogi na północ od Beznadziei ...”)
 
Linia 611: Linia 611:
 
'''Stoick''': Co? Przecież na to czekałem.
 
'''Stoick''': Co? Przecież na to czekałem.
   
'''Czkawka''': Eee,,, Tak?
+
'''Czkawka''': Eee... Tak?
   
 
'''Stoick''': I wiesz mi… Potem jest jeszcze lepiej. Poczekaj aż wypatroszysz swojego pierwszego Zębacza. Albo urwiesz Gronklowi łeb i zatkniesz na włóczni. Ale mi ulżyło! Naprawdę przez chwilę się bałem, synu. Przez tyle lat byłeś najgorszą ofermą jaka kiedykolwiek chodziła po tej wyspie. Na Odyna… Ciężko było. Prawie cię spisałem na straty. A ty, cicha woda, tylko się tak czaiłeś. Och, niech to Thor trzaśnie! Ach. Ale skoro tak ci dobrze na ringu, to nareszcie mamy o czym pogadać. Tak? A… Właśnie. Coś… Coś ci przyniosłem. No wiesz, żebyś miał. Do ćwiczeń.
 
'''Stoick''': I wiesz mi… Potem jest jeszcze lepiej. Poczekaj aż wypatroszysz swojego pierwszego Zębacza. Albo urwiesz Gronklowi łeb i zatkniesz na włóczni. Ale mi ulżyło! Naprawdę przez chwilę się bałem, synu. Przez tyle lat byłeś najgorszą ofermą jaka kiedykolwiek chodziła po tej wyspie. Na Odyna… Ciężko było. Prawie cię spisałem na straty. A ty, cicha woda, tylko się tak czaiłeś. Och, niech to Thor trzaśnie! Ach. Ale skoro tak ci dobrze na ringu, to nareszcie mamy o czym pogadać. Tak? A… Właśnie. Coś… Coś ci przyniosłem. No wiesz, żebyś miał. Do ćwiczeń.
Linia 665: Linia 665:
 
'''Stoick''': Tak! Tak trzymaj synku!
 
'''Stoick''': Tak! Tak trzymaj synku!
   
'''Czkawka''': Jasne. Już się nie mogę doczekać. Tak się cieszę, że… spadamy. Spadamy stąd. No niestety. Wygląda na to, że musimy sobie urządzić małe wakacje. Bezterminowe. Ach, bracie. A! Co to…! Yyy… Aaa… Co ty tu robisz?
+
'''Czkawka''': Jasne. Już się nie mogę doczekać. Tak się cieszę, że… spadamy. Spadamy stąd. No niestety. Wygląda na to, że musimy sobie urządzić małe wakacje. Bezterminowe. Ach, bracie. A! Co do…! Yyy… Aaa… Co ty tu robisz?
   
 
'''Astrid''': Chcę wiedzieć co jest grane. Nikt nie może nagle zrobić się taki dobry jak ty. A już szczególnie ty. No gadaj no…
 
'''Astrid''': Chcę wiedzieć co jest grane. Nikt nie może nagle zrobić się taki dobry jak ty. A już szczególnie ty. No gadaj no…

Wersja z 15:14, wrz 30, 2014

Scenariusz filmowy Jak wytresować smoka, stworzony dzięki blogowi użytkowniczki Kimiko95.

Czkawka: Wyspa Berk. Jakieś 10 dni drogi na północ od Beznadziei i rzut beretem od Zamarzniesz Na Śmierć. Taki równoleżnik, gdzie wszystko równo leży. Z wyjątkiem mojej osady… która stoi. Od siedmiu pokoleń z resztą, a mimo to wszystkie budynki są nowe. Mamy tu ryby, owce i malownicze zachody słońca. Jedyny problem to szkodniki. Gdzie indziej to są zwykle myszy, względnie jakieś robaki. A my mamy… smoki. Normalni ludzie by się wynieśli, ale nie my… Jesteśmy Wikingami. Bywamy… nieelastyczni. Mam na imię Czkawka. Super imię, wiem. Ale mogło być gorzej. Nasi rodzice sądzą, że głupie imiona odstraszają gnomy i trolle. Jakby nie wystarczały nasze nienaganne maniery.

Wiking 1: Aaa! Dobry wieczór!

Wiking 2: Wynocha!

Wiking 3: Do broni!

Wiking 4: A ty tu co? Schowaj się!

Wiking 5: Po co się tu plączesz?

Wikingowa: Do domu, ale już!

Stoick: Czkawka!

Czkawka: Co…?

Stoick: Dlaczego on się znowu plącze pod…? Co ty tu robisz, co? Zmiataj stąd.

Wiking w tle: Dobra, jest!

Czkawka: To jest Stoick Ważki. Wódz naszego plemienia. Ponoć dziecięciem będąc, gołymi rękami urwał jakiemuś smokowi łeb. Czy ja w to wierzę? O tak.

Stoick: Co tym razem?

Wiking: Gronkle, Zębacze i Zębirogi. A Harv widział Koszmara Ponocnika.

Stoick: Jakieś Nocne Furie?

Wiking: Na razie nie.

Stoick: I dobrze.

Pyskacz: O, jak miło, że jednak wpadłeś. Myślałem, że cię capnęły.

Czkawka: Co? Kogo? Mnie? Nie no… co ty. Ja jestem dla nich za bardzo napakowany. Nie poradziłyby sobie z taką… no wiesz… masą.

Pyskacz: Czemu? Na wykałaczkę w sam raz.

Czkawka: Ten mięśniak z niewyparzoną gębą i wymiennym kikutkiem to Pyskacz. Jestem jego czeladnikiem… od małego. A raczej jeszcze mniejszego.

Stoick: Na dolną linię obrony.

Wiking: Tak jest.

Stoick: Potraktujemy ja katapultami.

Czkawka: A mówiłem… Osada stara a nowych domów dostatek.

Wiking: PALI SIĘ!

Astrid: Doba, lecimy! No już, chodźcie!

Czkawka: A to Śledzik, Sączysmark, bliźniaki Mieczyk i Szpadka, i… Astrid. Ci to mają fajną fuchę.

Pyskacz: Nie!

Czkawka: Oj, no weź. Choć raz da mi iść. Muszę się wreszcie wykazać.

Pyskacz: Wykazałeś się wiele razy. I to wybitną głupotą.

Czkawka: Ale dwie minuty, no… Zabiję smoka i moje życie diametralnie się zmieni. Może któraś mnie nawet zechce.

Pyskacz: Nie umiesz machać młotem, ani rąbać toporem, nawet rzucać dobrze nie umiesz.

Czkawka: Okej, fakt. Ale to może rzucać za mnie.

Pyskacz: No widzisz, no ja właśnie o tym mówię! Właśnie o tym!

Czkawka: Ale wystarczy pomniejsza kalibracja i…

Pyskacz: Nie, nie, nie, Czkawka. Jeżeli masz stąd kiedykolwiek wyjść i walczyć ze smokami, musisz wreszcie skończyć… z tym.

Czkawka: Mam rozumieć, że chodzi ci o mnie, tak?

Pyskacz: Właśnie, bo o to chodzi. Skończ z byciem takim jakimś no…

Czkawka: Oooo….

Pyskacz: Ooooo tak.

Czkawka: Ooo… Nie, niebezpieczną pan tu prowadzisz grę. Wiesz co się dzieje, kiedy taka pierwotna energia nie znajduję wyjścia? Dzieją się rzeczy straszne!

Pyskacz: Zaryzykuję, wiesz? Miecz, ostrzenie, na zaraz.

Czkawka: Kiedyś wreszcie mnie puszczą. Bo u nas jak nie zabiłeś smoka, to jesteś nikim. Zębacz to absolutne minimum. Z Gronklem już ciężka sprawa. Ale za Gronkla to już na pewno bym znalazł dziewczynę. Albo taki… Zębiróg Zamkogłowy. Co dwie głowy to nie jedna. Podwójny szpan.

Wiking: Wywęszyły owce!

Stoick: Ogień zaporowy na dolną grań.

Wiking: Głuchy jesteś?! Strzelaj!

Czkawka: Jest też Koszmar Ponocnik. Tylko najlepsi mają odwagę z nim walczyć. Gad ma dość nieprzyjemną zdolność samozapłonu.

Stoick: Jeszcze raz! Ja się nim zajmę!

Czkawka: Ale największe wyzwanie to smok, którego nikt nigdy nie widział. Nazywamy go…

Wiking 1: NOCNA FURIA!

Wiking 2: PADNIJ!

Stoick: Skaczcie!

Czkawka: Nigdy nie porywa owiec. Nigdy się nie pokazuje i… nigdy nie chybia. Nikt nigdy nie zabił Nocnej Furii. I dlatego ja będę pierwszy.

Pyskacz: Ach… Pilnuj pieca, Czkawka. Ja idę pomóc chłopakom. Czekasz. Nie idziesz. Tak? Rozumiemy się? Aaaa!

Wiking 1: Czkawka, a ty dokąd?!

Wiking 2: Wracaj tu!

Czkawka: Tak, tak. Zaraz będę!

Stoick: Uwaga chłopcy! Te diabły chcą się jeszcze odgryzać!

Czkawka: No co jest? Dajce mi się wykazać, dajcie mi się wykazać… Trafiłem go… Trafiłem go! Mam nadzieję, że ktoś to widział! Nie licząc ciebie… Aaaaa!

Stoick: Ach… Pilnujcie, żeby któryś nie uciekł.

Wiking: Jasne!

Stoick: Przygasłeś jakby…

Czkawka: A i jeszcze o jednym wam nie mówiłem… Przepraszam… tato. Ale trafiłem Nocną Furię. Ach… Tato… Nie jak ostatnie 5 razy, serio. Teraz naprawdę pięknie trafiłem. Wy byliście zajęci, ale ja go miałem na celowniku, no i dostał i spadł. Dokładnie nad Kruczym Urwiskiem. Trzeba przeczesać teren i będzie…

Stoick: Dość! Już dość. Wszystko za co się bierzesz, kończy się katastrofą. Nie widzisz, że mam poważniejsze problemy? Zima za pasem, a ja mam całą osadę do wyżywienia.

Czkawka: No wiesz, tak między nami, to niektórym nie zaszkodziła mała dieta, nieprawdaż?

Stoick: To nie są żarty, Czkawka! Och, dlaczego choć raz nie zrobisz tego co ci karzę?

Czkawka: To, bo to, bo to silniejsze ode mnie. Jak widzę smoka to muszę go zabić, no. Taki przymus mam jakby.

Stoick: O tak… No, na pewno masz. Ale pogromcą smoków to ty nie jesteś. A teraz idź do domu. Dopilnuj żeby tam dotarł. Ja muszę po nim posprzątać.

Szpadka: Hahaha.

Mieczyk: No to się popisałeś

Sączysmark: To takie miłe, że chciałeś nam pomóc, wiesz? I pomogłeś.

Czkawka: Dziękuję, dziękuję, starałem się no…

Sączysmark: Auć! Hehehehe.

Czkawka: Naprawdę go trafiłem.

Pyskacz: Jasne.

Czkawka: Ojciec zawsze wie lepiej.

Pyskacz: No, to u was rodzinne.

Czkawka: A, a jak coś mówię, to patrzy na mnie z takim jakiś rozczarowaniem, jakby mu dali za mało wędliny w kanapce. „Kierowniku, przepraszam. Pan chyba źle zrozumiał moje zamówienie. Chciałem tłustego chłopaka, z łapami jak golonki i żeby miał bary, co najmniej jak szafa. No i co? No i dostałem jakiś rybi szkielet”.

Pyskacz: Nie… Niepotrzebnie to tak dramatyzujesz. Nie chodzi o to, że nędznie wyglądasz. To twój charakter najbardziej go drażni.

Czkawka: O, dzięki, że mi to podsumowałeś.

Pyskacz: Oj, zrozum no. Przestań na siłę próbować kimś, kim nie jesteś.

Czkawka: Ja tylko próbuję być jednym z nas.

Stoick: Albo my wykończymy je, albo one nas. To jest jedyny sposób. Jeśli znajdziemy ich leże i je zniszczymy, odlecą. Poszukają innego domu. Próbujmy dalej, za nim wszystko zamarznie.

Wiking: Jak dotąd żaden okręt nie wrócił.

Stoick: Jesteśmy Wikingami, to ryzyko zawodowe. Kto ze mną płynie? Dobra… Ci, którzy zostają, niańczą Czkawkę.

Podłosmark: Płynę z tobą Stoick.

Stoick: No i to rozumiem.

Pyskacz: Ach, to idę spakować gacioszki.

Stoick: Nie. Zostaniesz i będziesz szkolił nowych rekrutów.

Pyskacz: O, świetnie. Ta, a jak będę zajęty, Czkawka zastąpi mnie w kuźni. Będzie kuł żelazo, ostrzył topory i miecze. Nikt go nie będzie pilnować. Najbezpieczniejszy możliwy układ.

Stoick: No i powiedz, co ja mam z nim zrobić.

Pyskacz: To na szkolenie go poślij.

Stoick: Ja mówię poważnie.

Pyskacz: No i ja też.

Stoick: Sam by się zabił za nim wypuściłbyś pierwszego smoka z klatki.

Pyskacz: Tego nie możesz wiedzieć.

Stoick: No więc, niestety mogę…

Pyskacz: Nie, nie możesz…

Stoick: Nie. Właśnie mogę, niestety.

Pyskacz: Nie, nie możesz!

Stoick: Przestań! Wiesz o co mi chodzi. Już jako niemowlę był jakiś… inny. Ach, robi co chce. Na niczym nie potrafi się skupić. Zabieram go na ryby, a on rozgląda się za… za trollami.

Pyskacz: Ale trolle istnieją. I kradną onucki. Ale tylko z lewej nogi. Bądź tu mądry…

Stoick: Ach, kiedy ja byłem chłopcem…

Pyskacz: Och, zaczyna się…

Stoick: …ojciec kazał mi walić głową w ogromny głaz. No i waliłem. Wiedziałem, że to głupie, ale słuchałem ojca. I wiesz co się stało?

Pyskacz: Nabiłeś sobie guza.

Stoick: Pewnego dnia ten głaz pękł. Heh, wtedy zrozumiałem, że Wiking może wszystko, rozumiesz? Może… Może przenosić góry, kosić drzewa jak trawę, okiełznać morze. Już jako chłopak wiedziałem kim jestem i kim kiedyś będę. A Czkawka tego nie wie.

Pyskacz: Nie ochronisz go przed przeznaczeniem. Ale możesz go przygotować. Wiem, że szanse są marne, ale prawda jest taka, ze cały czas i tak go nie upilnujesz. W końcu i tak się gdzieś wymknie, a jak znam życie to już to zrobił.

Czkawka: Bogowie się na mnie uwzięli. Inni to gubią nóż albo kubek. Ale nie ja… Mnie się udało zgubić całego smoka. Ał! O kurcze. T-trafiłem go. Tra-Trafiłem! Teraz… Teraz wszystko będzie inaczej. Tak! Albowiem własnoręcznie ubiłem bestię… Zabiję cię smoku. Zaraz… Zaraz wytnę ci serce i zaniosę swojemu ojcu. Jestem Wikingiem. Jestem Wikingiem! Co ja zrobiłem?

Stoick: Czkawka…

Czkawka: Tato. Ee… Mu-muszę ci coś powiedzieć tato.

Stoick: Ja też muszę coś z tobą omówić synu. Czas, żebyś nauczył się zabijać smoki.

Czkawka: Czy ja naprawdę muszę zabijać smoki?

'Stoick i Czkawka': Co?

Stoick: Yyy, mówi pierwszy.

Czkawka: Nie, nie. Ty mów pierwszy.

Stoick: Więc tak… Chciałeś to masz. Smocze szkolenie. Zaczynasz jutro rano.

Czkawka: O matko, a mogłem mówić pierwszy. Eee, bo tak sobie pomyślałem, że, no wiesz… Jest u nas nadwyżka Wikingów zabijających smoki, ale jest też deficyt Wikingów na przykład piekarzy, albo Wikingów inkwizytorów…

Stoick: Masz, to dla ciebie.

Czkawka: Ale ja nie chcę zabijać smoków.

Stoick: Haha, ale jasne, że chcesz.

Czkawka: Podejście drugie… Tato, ja nie potrafię zabić smoka.

Stoick: Ale nauczysz się, nauczysz.

Czkawka: Nie… Wiesz, mam jakieś takie silne przeczucie, że nie.

Stoick: Już czas, chłopcze.

Czkawka: Ty mnie w ogóle słuchasz?

Stoick: To nie są żarty, synu. Biorąc do ręki ten topór, stajesz się takim jak my. To znaczy chodzisz jak my, mówisz jak my, myślisz jak my. Musisz skończyć z… z tym.

Czkawka: Mam rozumieć, że chodzi ci o mnie.

Stoick: Tak?

Czkawka: Ta rozmowa jakby przestaje przypominać dialog.

Stoick: Tak?!

Czkawka: Ech… Tak.

Stoick: Dobrze. Nie oszczędzaj się Niedługo wrócę. Mam nadzieję.

Czkawka: A ja będę czekał. Chyba…

Pyskacz: Zaczynamy smocze szkolenie.

Astrid: Raz kozie śmierć.

Mieczyk: Liczę na poparzenia trzeciego stopnia.

Szpadka: Ja to bym chciała jakieś otarcia. Najlepiej na łokciach albo na pleckach, nie?

Astrid: No, bez blizny to w ogóle nie ma zabawy.

Czkawka: A no, przecież… Ból, sama radość.

Mieczyk: No świetnie… A ten tu po co?

Pyskacz: Dobra, dobra, zaczynamy. Temu, któremu pójdzie najlepiej spotka wielki zaszczyt zabicia swojego pierwszego smoka na oczach całego plemienia.

Sączysmark: Czkawka już zabił jedną Nocną Furię, to znaczy, że odpada, czy że… Poważnie, koleś ma bujną fantazję.

Pyskacz: Ale nie martw się. Jesteś mały i słabowity, smoki nie będą traktować cię poważnie. Uznają, że jesteś chory, albo upośledzony i rzucą się na tych, którzy wyglądają na prawdziwych Wikingów. Hehe. Za tymi drzwiami czeka tylko kilka z wielu gatunków smoków, z którymi nauczycie się walczyć. Śmiertnik Zębacz.

Śledzik: Atak 8, zbroja 10.

Pyskacz: Zębiróg Zamkogłowy.

'Śledzik: Spryt plus 7 razy 2.

Pyskacz: Koszmar Ponocnik.

Śledzik: Obrażenia 15.

Pyskacz: Straszliwiec Straszliwy.

Śledzik: Atak 8, jad 12.

Pyskacz: Możesz się zamknąć?! I wreszcie… mały Gronkiel.

Śledzik: Nacisk szczęk 6.

Sączysmark: Ej, ej, zaraz. Może najpierw trochę teorii?

Pyskacz: Obawiam się, że to praktyka czyni mistrza. I wpierw… ogólne zasady przetrwania. Jak masz się zabić… to nie żyjesz. Dobra, co jest wam teraz najbardziej potrzebne?

Czkawka: Lekarz?

Śledzik: Bonus do szybkości?

Astrid: Tarcza.

Pyskacz: Tarcze. Już! Najważniejszy element wyposażenia to wasza tarcza. Jeśli będziecie musieli wybierać między mieczem a tarczą, bierzcie tarczę.

Czkawka: Co?

Mieczyk: Zabieraj łapy z mojej tarczy.

Szpadka: Weź sobie inną.

Mieczyk: Sama Se weź, tą z kwiatkiem. Laski lubią kwiatki. Ach…

Szpadka: Ups. Kwiatków to ci mogę nasadzić.

Pyskacz: Mieczyk, Szpadka, odpadacie.

'Mieczyk i Szpadka': Co?

Pyskacz: Wiecie co można jeszcze robić z tarczą? Hałasować. Zdezorientujcie smoka, za nim w was trafi. Każdy smok ma ograniczoną liczbę splunięć. Ile splunięć ma Gronkiel?

Sączysmark: Pięć?

Śledzik: Nie, sześć!

Pyskacz: Sześć! Po jednym na każdego z was.

Śledzik: Wiedziałem, że… Aaa!

Pyskacz: Śledzik, odpadasz.

Śledzik: Aaaa!

Pyskacz: Czkawka, nie chowaj się.

Czkawka: Aaa!

Sączysmark: Ej, zrobiłem sobie siłkę u starych w piwnicy. Może wpadniesz, to sobie poćwiczymy. Przecież widzę, że ćwiczysz. Aa!

Pyskacz: Sączysmark, odpadasz!

Czkawka: No, to zostaliśmy jeszcze we dwoje, nie?

Astrid: Nie, jesteś sam.

Pyskacz: Ma jeszcze jedno splunięcie! Czkawka!! I razem sześć. A teraz wracaj do łóżka, ty przerośnięta parówo. Jeszcze będą kolejne okazje, nie ma strachu. Zapamiętać sobie: smok nie przegapi żadnej okazji… żadnej, żeby was zabić.

Czkawka: To dlaczego ja jeszcze żyję? Nadzieja matką głupich. Dlaczego po prostu nie odlecisz?

Pyskacz: Jaki błąd popełniła dziś Astrid?

Astrid: Za wcześnie zrobiłam unik i salto. Wypadłam z rytmu i wyszła mi słaba śruba z kopnięciem.

Szpadka: Co ty nie powiesz?

Sączysmark: Nie, nie… Byłaś świetna, z resztą jak zwykle.

Pyskacz: Astrid ma rację. Trzeba sobie stawiać poprzeczkę. Jaki błąd popełnił Czkawka?

Szpadka: Ee, w ogóle przyszedł?

Mieczyk: Nie dał się zjeść?

Astrid: Wszystko chce robić po swojemu.

Pyskacz: Dziękuję, Astrid.

Szpadka: Co?

Pyskacz: Macie to wykuć na blachę, jasne? Smoczy Podręcznik. Wszystko co wiemy o wszystkich smokach, o których wiemy. O, jej… Dziś nie zaatakuj. Wkuwajcie.

Mieczyk: Zaraz… Mamy czytać?

Szpadka: Pogibało jego, czy co?

Sączysmark: Po co mamy czytać jakieś nudy, jak prościej zabić to coś o czym ktoś te nudy napisał.

Śledzik: A ja to czytałem już ze 7 razy. I… i jest taki smok co charka wrzątkiem prosto w twarz. Albo taki drugi, który…

Mieczyk: Tak… Bardzo ciekawe. Sam Se mogę o tym poczytać.

Szpadka: Tylko po co?

Sączysmark: Wy se czytajcie, a ja coś pójdę rozwalać.

Szpadka: Ej! Mieczyk: Co?

Szpadka: Nie wkurzaj mnie.

Czkawka: To co? Pouczymy się razem?

Astrid: Już przeczytałam.

Czkawka: A, ja jeszcze nie… Czyi co…? No… No dobra, to widzimy się na… treningu. Podstawowe rodzaje smoków. Smoki burzy, smoki grozy, smoki mroku. Gromogrzmot, smok samotnik zamieszkujący morskie jaskinie i podwodne rowy. Niepokojony wytwarza potężną falę dźwiękową zdolną zatopić statek lub zabić dorosłego mężczyznę. Śmiertelnie niebezpieczny, zabijać bezwzględnie. Drzewokos. Ogromny gad z ostrymi jak brzytwa skrzydłami, który z łatwością ścina pnie drzew. Niezwykle niebezpieczny, zabijać bezwzględnie. Parzypluj. Opluwa ofiarę wrzącą wodą. Śmiertelnie niebezpieczny… Ach! Skrzydłochlast. Nawet świerzo wyklute osobniki skutecznie plują kwasem. Gronkiel. Zębiróg Zamkogłowy. Wandersmok. Gnatochrup. Szepcząca Śmierć. Spopiela ofiarę, pożera ofiarę, dusi ofiarę, patroszy ofiarę od środka… Śmiertelnie niebezpieczny… Śmiertelnie niebezpieczny… Zabijać bezwzględnie… Zabijać bezwzględnie… Zabijać bezwzględnie… Nocna Furia. Szybkość nieznana. Rozmiar nieznany. Przeklęty pomiot burzy plujący błyskawicami, które niosą śmierć. Pod żadnym pozorem nie atakować. Jedyna szansa to schować się i modlić, aby cię nie znalazł.

Stoick: Wiem, że gdzieś tam są. I to blisko. Trzymać kurs. Kurs na wiatr.

Wiking 1: Ster prawo na burt. Kurs na Piekielny Przesmyk.

Wiking 2: Prawo na burt!

Wiking 3: Jest prawo na burt!

Wiking 4: Prawo na burt! I trzymać kurs!

Czkawka: Ej, wiesz co? Przypadkiem zauważyłem, że w podręczniku nie ma prawie nic o Nocnych Furiach. Są jakieś inne książki, albo jakiś drugi tom? A może jakaś ulotka na temat… Aa!

Pyskacz: Skup się, Czkawka. Chcesz się skompromitować? Tematem dzisiejszej lekcji jest atak. Zębacze są diabelsko zwinne i szybkie. Więc musicie być jeszcze zwinniejsi i szybsi.

Śledzik: Aaa! Zaczynam wątpić w pana metody pedagogiczne!

Pyskacz: Wiecie co to jest martwa strefa? Kąt pod którym smok nic nie widzi. Znajdźcie ją, trzymajcie się jej i go załatwcie.

Szpadka: Ble… Ty się w ogóle myjesz?

Mieczyk: To se znajdź własną martwą strefę.

Szpadka: Zaraz sam będziesz martwy, wiesz?

Pyskacz: Może was nie widzi. Czy was nie słyszy, to inna sprawa. Hehe.

Czkawka: Ej, a Nocna Furia gdzie ma martwą strefę?

Pyskacz: Jakoś nikt, kto próbował to ustalić, nie przeżył, więc przestań się obijać.

Czkawka: No wiem, no wiem, ale tak teoretycznie…

Astrid: Czkawka… Idzie.

Sączysmark: Spoko, mała, ja to załatwię.

Astrid: Ej!

Sączysmark: Bo słońce miałem prosto w oczy, rany. Niby co mogłem zrobić? Zablokować słońce? Mogłem, ale miałem mało czasu.

Astrid: Aaaa!

Czkawka: Skoro Nocne Furie atakują w nocy, to pewnie w dzień odsypiają, nie? Jest jakaś nuta w moim rozumowaniu?

Pyskacz: Czkawka…

Astrid: Aaa! Czkawka!

Mieczyk: Uuu, zakochana para.

Szpadka: Też se wybrała…

Czkawka: Cze-czekaj. Może najpierw ja?

Pyskacz: Ładnie Astrid.

Astrid: Co ty sobie żarty jakieś robisz? Jakbyś jeszcze nie wiedział, to idziemy na wojnę. Może się zdecyduj, po czyjej stoisz stronie.

Czkawka: Ha… Ty nie masz zębów. A mógłbym przysiąc, że… masz. A… A… Nie… Nie… Czekaj… Ja więcej już nie mam. Ee… Mhm…

Pyskacz: A potem jednym kłapnięciem odgryzł mi rękę i połknął w całości. Spojrzałem mu w ślepia i zrozumiałem, że jestem smaczny. Musiał przekazać to dalej, bo nie minął miesiąc, a jakiś koleżka odgryzł mi nogę.

Śledzik: To musi być niezłe uczucie tak mieć rękę w smoku, nie? I jakby jakoś nadal można nią było ruszać to można by go zabić od środka miażdżąc trzustkę czy coś tam.

Sączysmark: Kurcze, jak ja ich nienawidzę. Pomszczę pana piękną rękę i piękną nogę też. Każdemu smokowi, którego dorwę odgryzę łapy. Tymi zębami.

Pyskacz: Nie, jak już macie odgryzać to skrzydła i ogon. Jak nie może latać to już wam nie ucieknie. Smok, który nie lata, to martwy smok. Ach… No dobra, ja tam idę spać. I wy też powinniście. Jutro ćwiczymy z większymi sztukami.

Szpadka: Jee…

Pyskacz: Żeby krok po kroku zbliżyć się do Koszmara Ponocnika. Pytanie komu przypadnie zaszczyt zabicia go.

Mieczyk: Oczywiście mnie. To moje przeznaczenie, patrzcie.

Śledzik: Hy… Mama pozwoliła ci zrobić tatuaż?

Mieczyk: Nie tatuaż, to znamię.

Szpadka: Ta? Od urodzenia jestem na ciebie skazana i wiem, że wcześniej tego nie miałeś.

Mieczyk: Właśnie, że miałem, tylko pierwszy raz widzisz mnie z tej bańki.

Czkawka: Szczerbata mordko! Przyniosłem ci coś na ząb. Takie małe śniadanko. O matko. Ale zapachy. Ee, mamy łososia, pysznego islandzkiego dorsza i wędzonego węgorza. Nie, nie, nie, nie, nie. Nie. Spokojnie. Wiem, mnie też węgorz specjalnie nie leży. No właśnie i o to chodzi… O to chodzi… Jedz sobie co chcesz, a mną się nie przejmuj. A ja tu sobie rozłożę rzeczy i zajmę się swoimi sprawami. Nic nie robię. Dobrze… Dobrze… No i proszę. Raczej nie odleci, nie? Łaa! Ooo! Nie, nie, nie, nie! Aaa! O bogowie! To działa! Tak! Tak! Udało się! Aaa! Super!

Pyskacz: Dzisiaj popracujemy w grupach. Smok, który ma mokry łeb nie będzie ziać ogniem, ale Zębiróg Zamkogłowy to wyjątkowo wredna bestia. Jeden łeb sieje gazem, a drugi go podpala. Musicie się rozeznawać który jest który.

Śledzik: Ma też ostre jak brzytwa kły, którymi wstrzymują śmiertelną truciznę. Preferuje atak z Nienacka, kiedy ofiara…

Czkawka: Możesz łaskawie przestać?

Sączysmark: jak tylko smok wychyli jeden ze swoich łbów to go… Jest!

Szpadka: Ej! To my! Gamonie!

Mieczyk: Macie takie wielkie tyłki, że wzięliśmy was za smoka. Hehehe…

Sączysmark: Ale to nic złego. Ja to nawet lubię takie większe… Ała…

Mieczyk: Aaa!

Astrid: Czekaj.

'Astrid i Szpadka': Aaa!

Mieczyk: Nie! Ranny jestem! Bardzo ranny jestem!

Śledzik: Nasze szanse przeżycia niebezpiecznie zbliżają się do zera. Łoo… Ło Boże… O… He… Nie ten łeb. Zaraz mnie złapie!

Pyskacz: Uciekaj!

Śledzik: ZRÓBCIE COŚ! Aaa!

Pyskacz: Dawaj go, Czkawka!

Czkawka: Nie no, błagam.

Pyskacz: Czkawka!

Czkawka: Sio! Sio! Sio! I żebym… i żebym… żebym ci nie musiał powtarzać. No! Teraz dobrze. Wracaj do swojej klatki. I przemyśl sobie jak się zachowałeś. Okej. To c… Koniec lekcji? Ponieważ mam kilka spraw do… No… No to ja… No, do jutra, tak? Ej! Ło! Ej, ej, ej, ej, ej!

Mieczyk: Ty, Czkawka, gdzieś się tego nauczył?

Sączysmark: W życiu czegoś takiego nie widziałem.

Czkawka: A… A… Zapomniałem zabrać topór. Yy… Nie… Nie czekajcie na mnie.

Astrid: Aa!

Czkawka: Dogonię was.

Astrid: Jja! Jaaa!

Pyskacz: A o to Straszliwiec Straszliwy.

Mieczyk: Ha. On jest mniejszy od mojego… Aaa! No weźcie go, weźcie no! Kurcze, nawet ty byś tak nie umiała.

Czkawka: No świetnie.

Wiking: Co tam Czkawka?

Astrid: Czkawka? To ty?

Czkawka: Astrid. Cześć. Cześć Astrid. Cześć Astrid. Cześć Astrid.

Astrid: Ja wiem, że każdy ma swoje sprawy, ale zachowujesz się dziwnie. Znaczy dziwniej.

Pyskacz: No cóż, ale przynajmniej znaleźliście to leże?

Stoick: Niczego nie znaleźliśmy.

Pyskacz: No świetnie

Stoick: Mam nadzieję, że tobie poszło lepiej niż mnie.

Pyskacz: Jeżeli koniec twoich kłopotów z Czkawką można uznać za sukces to tak.

Phelgma: No nareszcie! To dla nas taka ulga, Stoick!

Wiking 1: Lepiej późno niż w cale, jak to mówią, nie?

Wiking 2: Kiedyś to się musiało skończyć, prawda?

Wiking 3: Trzeba to uczcić porządną wyżerką.

Stoick: Umarł?

Pyskacz: Nie, ale… Przez większość czasu gdzieś znika. Trudno go winić, bycie idolem potrafi się dać we znaki, wystarczy, że pokarzę się w wiosce to zaraz obskakują go tłumy fanów.

Stoick: Czkawkę?

Pyskacz: Kto by pomyślał, nie? Żebyś ty widział co on robi ze smokami.

Czkawka: No dobra, mordko. Zaczniemy bez szaleństw i na spokojnie. Czyli ten… Czyli ten. Pozycja 3. Nie, 4. No dobra, spróbujmy… Spróbujmy. No dawaj. Dawaj, mordko, dawaj. Przepraszam! Moja wina. Tak, tak, poprawię się. Pozycja 5… Eee… 3. Super! O to chodzi! Tak! Nie, no niesamowite, ten wiatr w moich… Aaa! Ściąga! STOP! Nieee! O matko! O bogowie. Czekaj, czekaj. Bo musisz się ustawić pod kątem. Czekaj. Nie, nie! Bardziej w moją stronę! W moją… Aaa! Taak! No błagam… Eee… Nie dzięki, mam swoją. Heh… Od środka to już nie jesteś ognioodporny, co? No masz. Wszystko, czego nas o was uczą to nie prawda. Tato! Wróciłeś… Aa… Pyskacza akurat nie ma, więc…

Stoick: Wiem. Przyszedłem do ciebie.

Czkawka: Do mnie?

Stoick: Ukrywasz coś przede mną.

Czkawka: Kt-kto? Ja… ja… ja..?

Stoick: Myślałeś, że ile minie czasu za nim się dowiem?

Czkawka: Aa… ja… ja nie do końca wiem o co ci…

Stoick: Jeszcze się na tej wyspie nie wydarzyła rzecz, o której bym nie wiedział.

Czkawka: Oł…

Stoick: No… Porozmawiajmy. O tobie i smokach.

Czkawka: A… No masz, no… Tato, nie złość się, ja… ja… ja chciałem ci powiedzieć, tylko, że nie wiedziałem od czego zacząć.

Stoick: Hehehe…

Czkawka: Hehehe… Nie… Nie… Nie jesteś wściekły?

Stoick: Co? Przecież na to czekałem.

Czkawka: Eee... Tak?

Stoick: I wiesz mi… Potem jest jeszcze lepiej. Poczekaj aż wypatroszysz swojego pierwszego Zębacza. Albo urwiesz Gronklowi łeb i zatkniesz na włóczni. Ale mi ulżyło! Naprawdę przez chwilę się bałem, synu. Przez tyle lat byłeś najgorszą ofermą jaka kiedykolwiek chodziła po tej wyspie. Na Odyna… Ciężko było. Prawie cię spisałem na straty. A ty, cicha woda, tylko się tak czaiłeś. Och, niech to Thor trzaśnie! Ach. Ale skoro tak ci dobrze na ringu, to nareszcie mamy o czym pogadać. Tak? A… Właśnie. Coś… Coś ci przyniosłem. No wiesz, żebyś miał. Do ćwiczeń.

Czkawka: Kurcze… Dzięki.

Stoick: Matka chciałaby, żebyś to nosił. To połówka jej napierśnika.

Czkawka: Ehe…

Stoick: Ja mam drugą. Pomaga… Pomaga zachować więź. Zasłużyłeś sobie. Możesz być dumny. Dotrzymałeś danego mi słowa.

Czkawka: Powoli będę… Kładł się spać, więc ten…

Stoick: Słusznie, masz rację. Dobrze nam się gadało.

Czkawka: Tak, tak… To co? Widzimy się w domu.

Stoick: Trzeba to powtórzyć.

Czkawka: Super… Dzięki, że wpadłeś i za ten… ten…

Stoick: No właśnie… Tak wpadłem… Mam nadzieję, że ci się podoba…

Czkawka: Ten kask…

Stoick: Ten hełm. No to… Tak… Dobranoc.

Czkawka: Ach.

Astrid: Nie wtrącaj się, jasne? Zamierzam wygrać.

Czkawka: Spoko, nie no, nie krępuj się.

Astrid: Tym razem.. Tym razem będę lepsza! Jaaa! Nie! Nie! Do jasnej trolla mordy! W kubeł chowany!

Stoick: Cisza! Cisza!

Czkawka: No to lecę…

Pyskacz: He… Nie tak prędko.

Czkawka: A-ale… Bo się spóźnię na…

Astrid: Co? Spóźnisz na co?! Tak właściwie!

Stoick: Dobra, teraz spokój. Babka wybierze zwycięzcę.

Pyskacz: Ach, udało ci się Czkawka! Udało ci się! W nagrodę będziesz mógł zabić smoka!

Sączysmark: Tak!

Stoick: Tak! Tak trzymaj synku!

Czkawka: Jasne. Już się nie mogę doczekać. Tak się cieszę, że… spadamy. Spadamy stąd. No niestety. Wygląda na to, że musimy sobie urządzić małe wakacje. Bezterminowe. Ach, bracie. A! Co do…! Yyy… Aaa… Co ty tu robisz?

Astrid: Chcę wiedzieć co jest grane. Nikt nie może nagle zrobić się taki dobry jak ty. A już szczególnie ty. No gadaj no…

Czkawka: Eee…

Astrid: Zacząłeś trenować z kimś czy co?

Czkawka: T-t-t-trenować? Nie, ż… Ale niby…

Astrid: I co to za głupie wdzianko?

Czkawka: Ee… No nie… No wiem… Straszny obciach, nie? Ale chodzi o to, że… Ach… Co? O… Okej, okej, okej… Nie, nie, nie będę ci ściemniać, otóż w tajemnicy szyję kaftaniki. No, nakryłaś mnie, będziesz mogła wszystkim powiedzieć. Złap mnie za klatę i zawlecz do wioski. Zasłużyłem… Aaaałaa… Musisz być taka brutalna?

Astrid: To za kłamstwa. A to… za całą resztę.

Czkawka: A no pięknie.

Astrid: Uważaj! Uciekaj! Uciekaj!

Czkawka: Nie! Nie! Spokojnie! Spokojnie. Ona żartuje. Przestraszyłaś go.

Astrid: Ja jego, tak? Co… to jest?

Czkawka: Astrid. Szczerbatek. Szczerbatku, Astrid. No tora… I kicha. Ej, ej, ej, ej, a ty niby dokąd, co?

Astrid: Aa… O na brodę Odyna! Już po mnie! Aaaaa…! Czkawka! Masz zdjąć mnie stąd!

Czkawka: Najpierw daj mi szansę jakoś to wytłumaczyć.

Astrid: Nie obchodzi mnie nic, co chcesz mi powiedzieć, rozumiesz?

Czkawka: To nic nie powiem. Ale pokazać mogę? Proszę, Astrid.

Astrid: A teraz ląduj.

Czkawka: Szczerbatek, ląduj. Delikatnie. Widzisz? Potulny jak baranek.

'Czkawka i Astrid': Aaaa…!

Czkawka: Szczerbatek! Jak ty się zachowujesz?! Niedobry smok! Hehe… Za-zazwyczaj bardzo się mnie słucha. O nie… Szczerbatek, co ty robisz, co? Ona ma nas lubić. No jasne, jeszcze zrób beczkę. No bardzo ci dziękuję… Ty gadzie ty…

Astrid: No dobrze. Przepraszam. Przepraszam. Tylko odstaw mnie już na ziemię. Aa! No dobra. Muszę ci przyznać, to jest całkiem fajne. A raczej… niesamowite. A on to w ogóle… To co teraz?

Czkawka: Ech…

Astrid: Czkawka. Jutro masz ostatni etap szkolenia. No wiesz, że będziesz musiał zab… zabić smoka.

Czkawka: Ech, nawet mi nie przypominaj.

'Czkawka i Astrid': Aaa!

Czkawka: Szczerbatek, co się dzieje? O-o co chodzi? Schowaj się.

Astrid: Gdzie oni lecą?

Czkawka: Nie mam pojęcia. Szczerbatek, musisz nas stąd zabrać, słyszysz? Zobacz. Wszystkie niosą zdobycz.

Astrid: A… nas to też dotyczy? Aaa!

'Czkawka i Astrid': Aaa!

Czkawka: Ojciec oddałby wszystko, żeby znaleźć to miejsce. O, jak miło wiedzieć, że nasze jedzenie się nie marnuje, tylko jest wywalane do dziury.

Astrid: Same nawet tego nie tkną. Co… to jest?

Czkawka: Dobra, mordko, czas na nas. Szybko!

Astrid: Nie… Nie… Ale naprawdę, zastanów się… U pszczół jest dokładnie to samo. Te małe to robotnice, a ten wielki królowa. Rozkazuje im. Powiemy twojemu tacie.

Czkawka: Nie. Nie… Nie… Nie… Jeszcze nie. Za-zabiją Szczerbatka… Nie… Astrid… Musimy wszystko dobrze przemyśleć.

Astrid: Posłuchaj. Właśnie znaleźliśmy Smocze Leże. Coś, czego szukamy odkąd przypłynęli to nasi przodkowie. A ty byś chciał to zataić? Że-żeby ratować swojego smoka? Żartujesz sobie?

Czkawka: Nie.

Astrid: No dobrze. To jaki mamy plan?

Czkawka: Daj… Daj mi czas do jutra. Postaram się coś wymyślić.

Astrid: Dobrze.

Czkawka: Ach…

Astrid: To za to, że mnie porwałeś. A to za całą resztę.

Czkawka: A-a ty co? Na co się gapisz?

Stoick: Wreszcie mogę się wam bez wstydu pokazać! Gdyby ktoś mi powiedział, że w ciągu paru krótkich tygodni Czkawka przestanie być… yyy… no wiecie… Czkawką… i jeszcze zajmie pierwsze miejsce na smoczym szkoleniu to bym go przywiązał do masztu! Albo pogonił precz, bo bym się bał, że to wariat! Naprawdę! Słuchajcie… A jednak… Proszę bardzo… Nie wiem, czy jestem bardziej zaskoczony czy dumny. Naprawdę. Dzisiaj mój syn zostanie Wikingiem. Dzisiaj stanie się jednym z nas!

Astrid: Uważaj z tym smokiem, dobrze?

Czkawka: To nie smok mnie teraz najbardziej martwi.

Astrid: Co zamierzasz?

Czkawka: Położyć temu kres. Przynajmniej spróbuję. Astrid… Gdyby coś… poszło nie tak… Nie pozwól, żeby znaleźli Szczerbatka.

Astrid: Nie pozwolę. Ale… postaraj się, żebym nie musiała.

Pyskacz: Już czas, chłopcze. Daj im popalić.

Sączysmark: Pokaż klasę!

Śledzik: Dawaj Czkawka!

Stoick: Hm… Ja bym wybrał topór.

Czkawka: Jestem gotowy.

Wiking 1: Dawaj, Czkawka, dawaj! Załatw go!

Stoick: Co to ma znaczyć?

Wiking 2:On chce zginąć.

Czkawka: Spokojnie… Spokojnie… Nie jestem jednym z nich.

Wiking 3: Stoickowi się to nie spodoba.

Stoick: Zabrać go stąd.

Czkawka: Nie. Chcę, żeby wszyscy to zobaczyli. One nie są takie, jak nam się wydaję. Nie musimy ich zabijać.

Wiking 4: Co on wygaduje?

Stoick: Kazałem go stąd zabrać!

Czkawka: Aaa!

Stoick: Z drogi do diabła.

Astrid: CZKAWKA! Czkawka!

Stoick: Tędy!

Wiking 5: Czkawka, nie daj się!

Wiking 6: Trzeba im pomóc!

Pyskacz: Nocna Furia?

Czkawka: Dobra, Szczerbatek, uciekaj, bo będzie źle. Leć! Leć!

Astrid: Stoick, nie!

Czkawka: Tato, nie! Tato, on jest niegroźny! Nie! No nie! Tato! Rusz się, smok! Szczerbatek nie! Nie! NIE! Nie, nie, nie, błagam! Nie róbcie mu krzywdy. Nie róbcie mu krzywdy!

Stoick: Zamknijcie go z resztą. Powinienem się domyślić. Było zbyt pięknie.

Czkawka: Tato…

Stoick: Mieliśmy umowę!

Czkawka: No… No wiem… Tak… A-ale to było za nim ja… To nie jest takie proste.

Stoick: Ta cała twoja przemiana… to podstęp. Kłamstwo.

Czkawka: To nie tak. Ja… Ja… Ja chciałem ci wszystko powiedzieć, ale nie… Dobrze, to moja wina, ukarz mnie, ale błagam, nie rób krzywdy Szczerbatkowi.

Stoick: Temu smokowi? To o niego się teraz martwisz? Nie o ludzi, których prawie zabił?

Czkawka: On tylko chciał mnie chronić, nie jest agresywny.

Stoick: Te bestie zabiły setki naszych!

Czkawka: A my ich zabijamy tysiące, tato! One się tylko bronią to wszystko! Porywają nasze owce, bo same nie mają wyboru. Jeśli nie zbiorą wystarczająco jedzenia, same zostają pożarte. Na ich wyspie jest jeszcze coś, tato… Też smok, ale…

Stoick: Na ich wyspie.

Czkawka: Ale…

Stoick: A więc znalazłeś ich leże?

Czkawka: Użyłem tego słowa?

Stoick: Jak je znalazłeś?

Czkawka: Ale… Nie, nie… Ja-ja… To nie ja, to Szczerbatek, tylko… Tylko smok może znaleźć tę wyspę. O nie, nie. Nie, tato, proszę. Nawet o tym nie myśl. Nie masz pojęcia na co się targasz. To nie jest coś z czym można walczyć. Tato, błagam cię. Uwierz mi, że nie masz najmniejszych szans. Ach… Tato… Nie. Choć jeden raz w życiu może posłuchałbyś co do ciebie mówię!

Stoick: Jak mogłeś zdradzić swój lud? Nie jesteś Wikingiem. I nie jesteś moim synem.

Czkawka: Ha…

Stoick: Przygotować okręty! Żagle wstaw! A potem kurs na Piekielny Przesmyk. Wskażesz nam drogę, demonie.

Astrid: Kiepsko, co? Pewnie czujesz się okropnie. Straciłeś wszystko co miałeś. I ojca i plemię, najlepszego przyjaciela.

Czkawka: Dziękuję, że mi to podsumowałeś. Dlaczego go po prostu nie zabiłem, gdy miałem ku temu okazję? Dla wszystkich byłoby prościej i lepiej.

Astrid: Fakt, reszta z nas by tak zrobiła. Więc dlaczego ty nie? Dlaczego ty nie?

Czkawka: Sam nie wiem. Nie umiałem.

Astrid: To nie jest żadna odpowiedź.

Czkawka: A niby czemu to cię tak nagle strasznie interesuje?

Astrid: Bo tak się składa, że to co powiesz jest dla mnie bardzo ważne.

Czkawka: A, na miłość bo… Bo jestem tchórzem, bo jestem słaby, bo nie chcę zabijać smoków.

Astrid: To nie umiesz, czy nie chcesz?

Czkawka: A co-A co za różnica? Nie chcę! 300 lat tradycji i jestem pierwszym Wikingiem, który nie zabija smoków.

Astrid: I pierwszym, który na nich lata. No więc?

Czkawka: Nie zabiłem go, bo był tak samo przestraszony jak ja. Patrząc na niego widziałem samego siebie.

Astrid: Teraz pewnie jeszcze bardziej się boi. Co zamierzasz zrobić?

Czkawka: Eee… Pewnie coś bardzo głupiego.

Astrid: Tak? Bo myślałam, ze już to zdążyłeś.

Czkawka: No to coś szalonego.

Astrid: I to jest odpowiedź.

Stoick: Meldować gdzie jesteście i trzymać się w zasięgu głosu.

Pyskacz: Stoick, słuchaj. Bo tak sobie słuchałem, co chłopcy mówią i ten… I wiesz… Niektórzy to się zastanawiają co my tu w ogóle robimy. Oczywiście nie mówię o sobie, ja… ja wiem, że ty zawsze masz jakiś plan, ale niektórzy, nie ja, za-zastanawiają się, czy tym razem na pewno też, a jeśli tak, to jaki?

Stoick: Znaleźć leże, ubić smoki.

Pyskacz: A, jasne. Czyli to co zwykle. Kupą chłopaki. Proste a działa.

Stoick: Ćśś.. Odsuń się.

Wiking 1: Prawo na burt.

Wiking 2: Prawo na burt.

Wiking 3: Prawo na burt.

Wiking 4: Prawo na burt.

Śledzik: Jak chcesz się pożreć, to wskakuj na Gronkla i masz to jak w banku.

Mieczyk: Możesz liczyć na pomoc największego zachara na świecie.

Czkawka: Eee…

Mieczyk: No, to ja.

Sączysmark: Stary, genialny plan.

Czkawka: Ale ja nie…

Szpadka: Jesteś szurnięty… I to mnie kręci.

Czkawka: Uf…

Astrid: No… To jaki mamy plan?

Pyskacz: Oo… Heh. No patrzcie. Znalazł się.

Stoick: Teraz cicho. I przygotować się do walki. Nareszcie.

Astrid: E-e.

Sączysmark: Czekaj, a jak on…

Czkawka: Ćśś, spokojnie. Wszystko gra. Wszystko gra.

Sączysmark: Hahaha. Ej, a ty dokąd?

Czkawka: Dam ci coś, dzięki czemu może nie zlecisz.

Stoick: Kiedy zaatakujemy tę górę, rozpęta się tu prawdziwe piekło.

Pyskacz: U mnie w gatkach też. Dobrze, że wziąłem na zmianę.

Stoick: Nie wiem, jak to się skończy, ale skończy się dzisiaj. Aaaa!

Pyskacz: I to już koniec?

Wiking: ZWYCIĘSTWO!

Stoick: Jaki tam koniec! Zewrzeć szyki! Utrzymać teren! Wycofać się!

Pyskacz: Na brodę Thora, co to jest?

Stoick: Odynie Wszechmogący. Katapulty!

Wiking 1: OGNIA!

Wiking 2: Uciekać na statki!

Stoick: Nie! NIE!

Pyskacz: A to cwaniaczek.

Stoick: Jestem głupcem. Prowadź wszystkich na drugą stronę wyspy.

Podłosmark: Jasne.

Stoick: Pyskacz, ty też, słyszysz?

Pyskacz: Chyba jednak zostanę, gdybyś wpadł na jakiś głupi pomysł.

Stoick: Będą mieli większe szansę, jeśli ta bestia skupi się na mnie.

Pyskacz: Chciałeś powiedzieć na nas.

Stoick: Tutaj!

Pyskacz: O nie, tutaj! Noe chodź! Zjedz mnie!

Stoick: Nie! Mnie!

Czkawka: Miecz, Szpadka, bez szaleństw. A ty Śledzik szybciej.

Mieczyk: O, patrzcie, latam na smoku! Wszyscy latamy na smokach!

Czkawka: Wyżej! Szybko!

Pyskacz: Z tego chłopaka jest jeszcze bardziej uparty skurczybyk od ciebie.

Czkawka: Śledzik, popisz się.

Śledzik: Więc tak… Pancerna czacha i ogon stworzony do gruchotania kości. Trzymajcie się od nich z daleka. Małe ślepia, duże nozdrza. Polega na słuchu i węchu.

Czkawka: Dobra. Smark, Śledź, znajdźcie jego martwą strefę. Pohałasujcie, może zgłupieje. Miecz, Szpadka, sprawdźcie, jaki ma zasięg plucia. Wkurzcie go.

Szpadka: To moja specjalność.

Mieczyk: Od kiedy? Ja jestem bardziej wkurzający. Oo.

Czkawka: Po prostu go czymś zajmijcie. Uwolnię Szczerbatka i wracam.

Sączysmark: Żaden problem, poradzimy sobie!

Śledzik: No…

Mieczyk: Trolla morda!

Szpadka: Elfi zadek!

Mieczyk: Śmierdzi ci z paszczy!

Szpadka: Haha… Aaa!

Śledzik: Aa… On nie ma martwej strefy.

Czkawka: Jest. Leć pomóż chłopakom. Dobra, zaraz to ściągnę.

Sączysmark: Ty, to działa.

Śledzik: No ba. Gronkiel mi nawala! Sączysmark! Zrób coś! Nic mi nie jest! A teraz jest… A… Nie… Nie…

Sączysmark: Ale miejscówka. Jakiś problem stary? Coś ci wpadło do oka?

Śledzik: Nie, nie, nie, nie…

Astrid: Brawo Smarczek, jesteś debeściak!

Sączysmark: Aaa! Hehehe… Matko.

Czkawka: Tata? Dobry pomysł mordko.

Stoick: Czkawka… Ee… Przepraszam. Za-za wszystko.

Czkawka: Nie ma sprawy.

Stoick: Nie musisz tego robić.

Czkawka: Jestem Wikingiem, to ryzyko zawodowe.

Stoick: Jestem dumny, że jesteś moim synem.

Czkawka: Dziękuję.

Astrid: Lecą! Pomóżcie Sączysmarkowi!

Mieczyk: Robi się!

Szpadka: Robi się!

Mieczyk: Ja byłem pierwszy! Nie wtrącaj się!

Szpadka: Daj mi prowadzić!

Mieczyk: Nie! W drugą stronę! Wkurzasz mnie!

Szpadka: Normalnie jak ci przyleję, to…!

Mieczyk: Ja tobie kiedyś przyłożę…

Szpadka: Tak, akurat.

Mieczyk: Tak, akurat.

Szpadka: Zobaczymy!

Mieczyk: Zobaczymy!

Szpadka: Nie!

Mieczyk: Tak! Ty, zobacz, udało się.

Wiking: Nocna Furia!

Pyskacz: Kryć się!

Astrid: Aaaa…!

Czkawka: Złapałeś ją?

Astrid: Leć!

Czkawka: Ten olbrzym ma skrzydła. No dobra, zobaczymy czy umie ich używać. Myślisz, że umie latać? Czyli lata.

Śledzik: Tak, tak, nieźle!

Sączysmark: Świetnie!

Czkawka: Tak go nie pokonamy. Czas się ulotnić. No dalej mordko!

Wiking: Dawaj Czkawka!

Czkawka: Będzie ziać! Uważaj! Dobra, koniec zabawy! Lecimy na niego. Co jest?! Tylko na to cię stać?! Wytrzymaj mordko, jest dobrze. Jeszcze tylko troszeczkę. Jeszcze chwila. Teraz! Nie! NIE! Aa!

Stoick: Czkawka! Czkawka!! Synu!Czkawka… Och, synu. To moja wina. Ja tak strasznie przepraszam. Czkawka. Och. On żyje. Uratowałeś mu życie. Dziękuję. Ocaliłeś mojego syna.

Pyskacz: No, cóż, przynajmniej część.

Czkawka: Ech… Ech, cześć Szczerbatek. Tak… Tak mordko, ja też cię kocham. Aa… Aa.. Co? Aa.. Zaraz… Jestem w domu? I… I ty też tu jesteś. A mój tata wie, że tu jesteś? Aa… Co? Okej, okej. Szczerba… Nie… Szczerbatek. Szczerbatek! No, błagam, no… Uf… Uf… Ech… Okej… Aa… Uf… Aaa! Okej. Dzięki mordko. Łaaa! Szczerbatek, zaczekaj.

Sączysmark: To co? Lecimy! Trzymać się i będzie dobrze!

Astrid: Kto się ściga?

Czkawka: Co? No, wiedziałem. Umarłem.

Stoick: Hahaha. Nie, choć bardzo się starałeś. I jak? Podoba się?

Wiking 1: Zobaczcie! To Czkawka!

Wiking 2: No, no. Wreszcie się obudziłeś!

Stoick: Chyba wszystkim brakowało właśnie… tego.

Czkawka: Mam rozumieć, że chodzi ci o mnie?

Pyskacz: No, między innymi. Ta część to moja robota. Ale w takim trochę Czkawkowskim klimacie. Nada się?

Czkawka: Aaa… To i owo bym zmienił. Aaa…

Astrid: To za to jak mnie nastraszyłeś.

Czkawka: Ej no, ale no błagam, zawsze mnie będziesz tak traktować? A może się jakoś przyzwyczaję.

Pyskacz: Witaj w domu.

Wiking 1: Nocna Furia!

Wiking 2: Uwaga!

Astrid: Hah.

Czkawka: Gotowy? Wyspa Berk. Przez 9 miesięcy w roku pada tu śnieg, przez resztę grad. Żarcie jest surowe i pozbawione smaku. Ludzie jeszcze bardziej. Na szczęście są jeszcze zwierzaki. Gdzie indziej mają kucyki, względnie jakieś kanarki. My mamy… smoki.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.