FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Dagur: Hahahaha.

Berserk: Hahaha.

Heathera: Proszę cię, zrób coś. Machaj, tnij, ratuj!

Dagur: Moja słodka. Nie siłuj się tak.

Czkawka: Skup się. Musimy jej pomóc.

Dagur: Proszę! A kogo tu znowu przywiozło?! Bez ciebie to już by nie było to samo. Zaraz się chyba wzruszę, bo rodzinka w komplecie. Ludzie! Porwać mi Nocną Furię!

Czkawka: A! Łańcuchami na nas? Ognia! Jak to? Smokoodporne?

Dagur: Heh, i co? Zaskoczony? Myślałeś, że tak prosto pójdzie, to się przemyślałeś.

Heathera: Aach!

Czkawka: Aa! O nie. Trochę za blisko było. Zmieniamy taktykę. Skoro łańcuchów nie ruszymy… Rozwalamy kołowroty.

Dagur: Hah. Chodź do Dagura.

Czkawka: Ognia! No, piękny strzał.

Dagur: Ekhm, ekhm, kolego. Po co komu smokoodporne łańcuchy, skoro można rozwalić kołowroty?!

Berserk: Ał.

Czkawka: Słuchaj, nie pokonasz tego gościa i jego ludzi sama, rozumiesz?

Heathera: Ale nie jestem sama! Mam Szpicrutę!

Czkawka: A nie szkoda ci Szpicruty? Co ona ci zrobiła?

Heathera: Och.

Czkawka: Proszę cię. Będzie jeszcze nie jednak okazja. Obiecuję.

Heathera: Eeech! Z tymi kołowrotami, całkiem sprytne.

Czkawka: Ta. Dzięki. Mieliśmy sporego farta. Gadałem z Johannem. Mówił, że Dagur zniszczył ci wioskę. I odebrał rodzinę. Przykro mi.

Heathera: Czkawka, on musi za to zapłacić.

Czkawka: I zapłaci. Ale nie musisz wszystkiego robić sama.

Heathera: Czy ja wiem? Jakoś od zawsze jestem sama. Wiesz, byłam jeszcze dzieciakiem, kiedy zabrali mnie od prawdziwych rodziców.

Czkawka: Prawdziwych rodziców?

Heathera: No tak. Ale… prawie nic nie pamiętam. Zamierzchła przeszłość. Zostało mi parę jakiś urywków. Pamiętam, na przykład, ręce taty. Takie twarde i męskie, ale…. Delikatne. I pamiętam zapach jego tarczy. Chyba nie wolno było mi się nią bawić, ale tata czasem pozwalał. Jeszcze coś. Tata dał mi róg. Nie wiem tak naprawdę po co, ale w sumie tylko tyle mi po nim zostało. Szkoda… Szkoda, że nie wiem kim był. Ojej. Przepraszam, że zamknęłam smoki. Ja… Ja się bałam, że nie puścicie mnie do Dagura.

Mieczyk i Szpadka: Mmm…

Śledzik: Jak to mówią, na zaufanie trzeba zasłużyć.

Heathera: Dzięki, Śledzik, jesteś wielki.

Śledzik: Hmhmhmhmm…

Sączysmark: A ja ci powiem, że też bym im nie ufał.

Astrid: Ci „oni” cię słyszą.

Sączysmark: Zazdrość to wyjątkowo brzydka cnota, ale na twoim miejscu też bym zazdrościł.

Astrid: Ech…

Czkawka: Zrozum wreszcie, jesteśmy po twojej stronie. Jesteś jedną z nas.

Śledzik: No, wrzuciłem Szpicrucie ślimaków na śniadanko.

Sączysmark: Err… A ja zrobiłem miejsce w mojej chatce.

Czkawka: A ja mu to wybiłem ze łba, bo nie będziesz spała w jego chatce.

Sączysmark: Ech…

Mieczyk: Mimo, że to ty zniszczyłaś nasze łodzie, ty pozamykałaś nasze smoki i to ty uciekłaś w środku nocy. Chwila moment. Czemu mamy cię lubić?

Heathera: Mieczyk, naprawdę przepraszam.

Mieczyk: Hej. To było… jakieś szczere. Co ja mam ze sobą zrobić? Ach. Ach,. Ogarnia mnie wzruszenie. Zbiera mi się na mdlenie. Trzymajcie.

Szpadka: Ech, sam się trzymaj.

Śledzik: Gdybyś miała jakieś problemy…

Sączysmark: A może bym cię tak oprowadził? Serio, to ja tu rządzę.

Heathera: Ee… Dzięki, bardzo, bardzo. Ja…

Szpadka: Hej. Fajnie, ze wróciłaś. Bo fajnego masz smoka.

Astrid: Chodź, porywam cię na ploty.

Heathera: Uwielbiam ploty.

Astrid: Ha! Dwa topory w sam środeczek.

Heathera: Nieźle, ale ja mam tu lepszy… Cudo.

Astrid: Dziewczyno, błagam cię, zrób mi takie cudo.

Heathera: Wiesz, tak jakoś mam, że wolę konfrontacje. Patrzę sobie wrogowi prosto w oczy.

Astrid: No niezła taktyka. Ale nie ma to ja… och!

Heathera: Hm. Że element zaskoczenia? Podoba mi się.

Astrid: Wiesz, ulubiona zabawa Czkawki.

Heathera: Aa… Między wami coś tego, nie?

Astrid: Co? Gdzie? Przyjaźnimy się.

Heathera: Oj, daj spokój. Przecież widzę, że coś się kroi.

Astrid: Weź. Przysięgam. Kumple.

Heathera: Hm. Fajny jest.

Astrid: No, mmoże jeśli kogoś kręci taki wszechwiedzący, bohaterski typ.

Heathera: Zatopione.

Astrid: A ten… Ty i Sączysmark, to dopiero wymarzony duet, co? Hahaha.

Heathera: Hahaha…

Astrid: Tak serio to nie wiem, czy ci dziękować czy współczuć.

Heathera: E tam, Smark jest niegroźny. Z resztą wiesz, macho przechwałki mnie nie kręcą. Wolę mądralińskich. Typu Śledzik.

Astrid: Śledzik?! Żartujesz sobie.

Heathera: Hehehe, co? Śledzik jest śmieszny. I słodki.

Astrid: Czekaj, czekaj. Ale Śledzik, Śledzik? Ciapowaty grubasek?

Heathera: Hahaha, dobra. Może już dosyć o chłopakach. W co tu się można jeszcze pobawić?

Astrid: Hahahaha. Goń mnie! Hahaha! Aaaa!

Heathera: Aaaa! Ooo! Aaa! Ech. Dzięki, zdążyłaś.

Astrid: Gramy do trzech razy sztuka?

Heathera: Ehe, dzięki. Chcę ci coś pokazać. Goń mnie, kochana!

Astrid: Dawaj, mała!

Czkawka: He-e-ej, mordko. Już daruj sobie. Dosyć. Jak będziemy węszyć, nigdy nam nie zaufa. Ach. Czekaj, czekaj. Przecież to pieczęć mojego ojca.

Astrid: Po co mnie zaciągnęłaś na swoją wyspę? Zostawiłaś coś?

Heathera: Nie.

Astrid: Bądź czujna, dobra? Oczy i uszy otwarte.

Heathera: Och, no musi tu być.

Astrid: Powiesz w końcu o co chodzi, czy mam tak stać?

Heathera: Ooch… Ech.

Astrid: Hop, hop!

Heathera: Nie widać, szukam.

Astrid: Czegoś, w stylu, na przykład… Aaa! Aa! A!

Johann: Nie!

Astrid: Johann tutaj?

Johann: Panna Astrid, co za niezwykłe spotkanie. Zabrałaby może, panienka, siekierkę? Co by moja przerażona dusza wróciła z powrotem do ciałka.

Astrid: Och!

Heathera: Jesteś. Dzięki ci, Thorze.

Johann: Och. Panno Heathero. Tak się cieszę, że panna żyję. Kiedy Straszliwiec wrócił z listem, co go posłałem, nażarłem się strachu. Zaś kiedy dobiłem tu i odkryłem jeno pogorzelisko, obawiałem się najgorszego.

Astrid: Aha. Czy ktoś mi powie, co tu się dzieje?

Johann: Droga panno Astrid, kiedy pragniesz egzotycznych przypraw z dalekich stron, bądź nietypowych barwionych skór, czy też dokładnych wskazówek co do miejsca przebywania pewnego obłąkanego, indź, Berserka... Johann kłania się w pas. Hehehehe.

Astrid: Dagur.

Heathera: A jeśli potrzebujesz kogoś kto rozprawi się z okrutnym Berserkiem… kłaniam się ja.

Astrid: Czyli on ma mapę, a ty siekierkę. I co dalej?

Johann: Dagur wyruszył nabyć całkiem nową flotę od podejrzanych jegomości na Morzach Rozpaczy. Ostrzegam. Nowe statki wyposażone są w najnowocześniejsze antysmocze kołowroty i katapulty. Kiedy dobije targu, już go niestety nie namierzę. Rozpłynie się w powietrzu. Uleci. Niczym liść albo dym. Huu.

Astrid: Ech.

Johann: I straciłem informatora. Znaczy nie będzie już jakże cennych i jakże kosztownych informacji.

Heathera: Jasne. Dzięki za wszystko. Astrid, idziemy.

Astrid: A ty co? Zostajesz?

Johann: A za jakie grzechy miałbym się przytwierdzać do latającego gada?

Pyskacz: Czkawka! Właśnie o tobie, synek, myślałem. Narzekałem chłopakom, że bez Szczerbatka, to ani rusz. Te dzikie Zębacze przyprawiają mnie o szczękościsk. Ta, ta… Wy i te wasze maniery.

Czkawka: Trochę nie mam czasu. Muszę do ojca, ważna sprawa.

Pyskacz: Aa, to leć, szukaj go w Twierdzy. Ale dzisiaj dzień biadolenia, więc będziesz się musiał ustawić w kolejce. Hehe.

Stoick: Echchch…

Sven: Wodzu, te moje maluchy doprowadzają mnie do szaleństwa. Panoszą się po domu, brudzą, paskudzą, niszczą. Ani chwili spokoju. Jestem u kresu sił.

Stoick: Ech, bo kto trzyma w domu owce?! Wyrzuć je na dwór czem prędzej!

Sven: Ane na dworze będzie im smutno.

Czkawka: Tato!

Stoick: Synek?

Czkawka: Musimy poważnie pogadać.

Heathera: Trzeba lecieć teraz. Jak Dagur się zaszyje, będzie po sprawie.

Śledzik: Czekaj, czekaj. Mamy się bić z Berserkami sami? Bez Czkawki i Szczerbatka?

Heathera: Hej, też bym się czuła raźniej, gdyby tu byli, ale ich nie ma. A czas nagli. Teraz albo nigdy. Dagur ma już smokoodporne łańcuchy i haki, a zasadza się na jeszcze lepszy sprzęt. Ale… jeśli zaatakujemy razem, nie będzie miał żadnych szans.

Śledzik: Aaa… Żadnych szans to raczej będzie miał atak bez Szczerbatka. Dziewczyno, to nasz najpotężniejszy smok na stanie. Ale ty jesteś ulubiona.

Sączysmark: To nie tak, ze my bez Czkawki to nic… Ale miło mieć taką Nocną Furię w pogotowiu. Hmhmhm.

Heathera: Słyszałaś co mówił Johann? To nasza ostatnia szansa. Weź im powiedz.

Astrid: Ale… Ach… Bo… Słuchaj…

Heathera: Żartujresz. Dobra, nie ważne. Że niby mam wam ufać, że jesteście po mojej stronie? A ja durna się nabrałam.

Sączysmark: A niech mnie. Głupio wyszło.

Stoick: Skąd to wziąłeś?

Czkawka: Od Heathery.

Stoick: Hmm…

Czkawka: Pamiętasz, parę lat temu ukradła nam Wichurę.

Stoick: Aa… Ta Heathera.

Czkawka: Tato, jak nic, na rogu jest twoja pieczęć.

Stoick: To prawda.

Czkawka: Chciałbyś mi może coś powiedzieć?

Stoick: Ach… Kiedy wodzowi rodzi się dziecie, wszyscy przesyłają prezenty z dalekich stron. Jak przyszedłeś na świat, Pyskacz zrobił ci malusieńką siekierkę. W rękojeści idealnej dla dziecięcych rączek. Hah. Chciałem żebyś zaczął siekać, nim jeszcze otworzysz oczy. Hahaha. Twoja matka o mało nie rzuciła mnie dzikom. Hahaha.

Czkawka: Pamiętam ją, wiesz?

Stoick: Wiem. Strzygłeś nią owce, też pamiętam.

Czkawka: Ja… yyy… No bo… Ee… yy… Wiesz… No, bo… bo ten róg to… No… Heathera mówiła, że dostała go od ojca, ale widnieje na nim twoja pieczęć.

Stoick: Hmm…

Czkawka: Tato… Czy Heathera to moja siostra?

Stoick: Ach…

Heathera: Czyli zostaniemy same, mała. Jak to zwykle.

Astrid: Ej. Jest jeden warunek. Porywamy, nie zabijamy. Porywamy i nic więcej. Zgoda?

Heathera: Jasne. Zatopimy flotę i podrzucimy Dagura na Wyspę Łupieżców. Niech sobie gnije.

Astrid: Super. No to lecimy z tobą.

Mieczyk: Hehehe.

Sączysmark: Mnie dziękuj, słodka. Bo to ja ich przekonałem, wiesz?

Śledzik: Czy ty, to nie byłbym tego taki pewien.

Sączysmark: Stul ten rybi dziób.

Śledzik: Jak tylko sobie poszła, wpadłeś w te słodkie ciuciuruciuciuciu. Oj ciuciuciuciuciuciuciu.

Sączysmark: Bo cię ździelę! Mam tik, okej? Się robi kiedy zbliża się bitwa.

Heathera: Hej. Czemu zmieniliście zdanie?

Astrid: Przez Czkawkę. Nigdy w życiu by cię przecież samej nie puścił. Więc… I ja cię nie puszczę.

Heathera: Patrz, znajdziemy go raz dwa.

Astrid: Ekstra. No to zabieram mapę. Proszę. Dla Czkawki w razie czego. Słucham? Jaki jest plan?

Heathera: Zaatakować tam, gdzie zaboli.

Dagur: Ach… Wprost fantastyczny dzień na zakupy. Co ja gadam? Każdy dzień jest dobry na zakupy. Hahahaha.

Bestial: Hahahaha.

Dagur: Ty z czego rżysz?!

Bestial: Ee… Ykhm… Złoto gotowe na targi, panie. Czy przenieść na rufę?

Dagur: Nie. Zostawić pod podkładem.

Bestial: Ależ panie, oni przywiozą statki. Będą oczekiwali zapłaty.

Dagur: WIEM! Ale zamiast złota dostaną w samo serce.

Czkawka: Heathera! Halo?! Gdzie oni się podziali? Co? O nie.

Heathera: Mamy go.

Mieczyk: Czekaj, to tak. Przypuszczamy barbarzyński atak, czyli lecimy, krzyczymy i rozwalamy!

Heathera: Nie. Spróbujemy go zaskoczyć.

Berserk: Smoki! Smoki, panie!

Dagur: Przygotować najcięższe haki! Rozwinąć łańcuchy! Zapolujemy na zwierzaki.

Sączysmark: Ach. Za wysoko. Nurkujemy!

Śledzik: Mamy tylko odwrócić uwagę Dagura i siedzieć na tyle wysoko, żeby nie oberwać.

Sączysmark: Musimy lecieć niżej, bo w nich… Wyżej lecieć! Hakokieł, wyżej! Aaa!

Astrid: Ha!

Berserk: Hmhmhm. Hmhmhm… Ach.

Dagur: Co oni tak krążą i krążą?

Berserk 2: Aa! Ał…

Astrid: Cześć, fajną masz minę.

Heathera: Pięknie.

Berserk: Ochch…

Heathera: Cii. Powoli.

Dagur: Co jest? Ach…

Berserk: Hę?

Dagur: Hę? Ach… Co tu się wyprawia? Chodźcie do mnie, tchórze! Aa! Co się dzieje? Znowu wy?

Heathera: Niespodzianka.

Astrid: Co dwie siekierki to nie jedna.

Dagur: Co dwie siekierki to nie 12 statków. Mogłem się tego spodziewać.

Heathera: Szpicruta, wykończ go!

Astrid: Nie! Proszę! Przestań! Obiecałaś, porywamy, nie wykańczamy.

Heathera: Tak mi przykro, zmieniłam zdanie. Dagur jakoś nie porwał mi wioski. Pożegnaj się, draniu.

Dagur: Ach! Hahahahahaha! Jak mnie zabijesz, nigdy się nie do…

Heathera: Bogom się będziesz spowiadał. Szpicruta.

Czkawka: NIEE! Przestań! Nie! Aaa…

Heathera: Nie przeszkadzaj.

Czkawka: Nic nie rozumiesz.

Heathera: Obiecałeś, że nadarzy się okazja. I proszę bardzo.

Czkawka: Ej, mówiłaś, że dostałaś róg od ojca.

Heathera: Dostałam, ale co to ma w ogóle być?

Czkawka: Patrz. To jest pieczęć mojego ojca.

Heathera: Pieczęć Stoicka na moim rogu? Czy to znaczy, że…

Czkawka: Że wiele lat temu Stoick dał ten róg wodzowi Berserków, Oswaldowi Zgodnopysznemu, w prezencie dla nowonarodzonej córki.

Heathera: Ale…

Czkawka: Ty byłaś tą córką, rozumiesz? Oswald Zgodnopyszny był twoim ojcem. I… niestety, również ojcem Dagura.

Heathera: O nie.

Czkawka: Słyszysz? Dagur jest twoim bratem. Nie możesz go zabić.

Heather: Astrid…

Astrid: Ja… yyy… Mamy problem! Przypłynęło wsparcie! Uwaga!

Czkawka: Rusz się. Musimy uciekać.

Berserk: Abordaż! Ratować wodza! No!

Dagur: Ach! Co prawda to prawda. Nie zawiodłeś, bracie. A może jesteś moim… wujaszkiem? Hehe. Świat stanął na głowie, co? Hahahahaha… Agr!

Czkawka: Szybko! Wskakuj!

Dagur: Ty patrz, jestem twoją jedyną rodziną. Zostań ze mną. Nie walcz z przeznaczeniem. Oj, ja wiem, że czujesz w żyłach naszą dziką krew. Gdzie ty lecisz? Wracaj, siostrzyczko! Hethera Obłąkana brzmi nieźle, prawda? Nie? Jeszcze do mnie wrócisz! A ja cię powitam! Jak brat swoją siostrę! I się porozjeżdżała rodzinka. CO JEST?! Coś ostatnio mało czujny jestem.

Czkawka: Dobra, ludzie, wracamy do domu.

Śledzik: W prawdzie z ciężkim sercem, ale za to z bardzo miłą chęcią.

Heathera: Ach…

Astrid: Czyli… uciekasz? A wiesz… Myślałam, że znudziła ci się samotność.

Heathera: Bo znudziła.

Astrid: To zostań. U nas jest fajnie. Masz tu przyjaciół i… masz mnie.

Heathera: Ach… Ja wiem. Po prostu… Muszę to wszystko przemyśleć. Jesteś wielka, wiesz? Dawno nikt się tak o mnie nie troszczył. Lecimy, mała.

Czkawka: Bardzo… Bardzo się zbliżyłyście, co? Przykro mi, naprawdę.

Astrid: Dzięki. Dobrze, że jesteś.


Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.