FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Sączysmark: Ej! Ja tu próbuję spać chyba! Głupi ten wulkan.

Mieczyk: Kura! Już, już, spokojnie. Mam dość tych pseudowstrząsów. Niech się raz a porządnie nadmie i buchnie, i będzie po sprawie.

Szpadka: Właśnie. Albo się weź zahamuj, albo daj popalić!

Śledzik: Wszystko będzie dobrze. Wulkan od trzech miesięcy siedzi cicho. Po co miałby się budzić? Prawda?

Astrid: Czkawka. Aa! Te wstrząsy...

Czkawka: Stają się coraz silniejsze. Zauważyłem. Łao! Gotowi? Wszyscy mają gronklowe żelazo? Super. Tak jak ćwiczyliśmy, jasne? Staramy się nie wylewać. Towaru jest mało, pilnujcie się. Och. Kurczę, naprawdę nie jest dobrze.

Sączysmark: Co ty nie powiesz? Nie no, moje "S"! Czkawka, no patrz, no! Ty wiesz, ile to "S" dla mnie znaczy?

Czkawka: Uspokój się, mamy gdzieś twoje "S". Lej żelazo w szczeliny i nie kwękaj.

Mieczyk: Pięknie.

Szpadka: Łał!

Mieczyk: Czekaj...

Sączysmark: Ał! Aa... Yy...

Mieczyk i Szpadka: Zatopiony!

Sączysmark: A... Yy... Aa...

Mieczyk: Komuś grillowanego Smarka?

Szpadka: Z lekko podwęglonym lawasosem?

Czkawka: Mieczyk, Szpadka!

Mieczyk: E, i po zabawie.

Sączysmark: Aa... Piękne to było "S"...

Szpadka: No dalej, Wym! Dawaj Jot!

Sączysmark: Esz... Nie mogę... Aa...

Astrid: Kompletna katastrofa.

Mieczyk: Wiesz, widywałem gorsze.

Śledzik: W sensie, że powodowałeś chyba?

Mieczyk: Tsa. Chciałbym. Ale to już dzieło samego Odyna, przyjacielu. A ja? Ja jestem jeno śmiertelnikiem.

Sączysmark: Ee... Ech. I co Czkawkoś, szczęśliwy?

Czkawka: Słucham? Czemu? Co ja zrobiłem?

Sączysmark: Trzeba było zwiewać z tej dziury wieki temu, ale nie! Bo pan wódz nasz będzie badał sytuację! Czkawka sytuacji badacz.

Astrid: Ty wiesz, że prędzej wyhoduję pod pazurami smoczy korzeń niż przyznam mu rację.

Mieczyk: Strata czasu. Łobuz potrzebuje strasznej masy światła. Więc jeśli nie masz tej cierpliwości...

Astrid: Myślę, że może jednak pora wracać do Berk. Viggo i Ryker przepadli, Smocze Oko przepadło, nawet matka natura już tu nas nie chce.

Sączysmark: Hę?

Szpadka: Ee. Matka ziemia? Nasza ziemna matka?

Mieczyk: Najstarsze wzmianki pochodzą z pewnego babilońskiego eposu, gdzie opisano już zarówno twórczy, jak i matczyny aspekt jej dwoistej natury. Spróbuj czasem poczytać.

Astrid: Nie rozumiesz? Wygraliśmy. Możemy wracać do domu.

Czkawka: Wiem, co powiesz. Ma rację.

Mieczyk: Serio? No to bosko. Bo akurat urządziliśmy wyprzedaż.

Czkawka: Co przepraszam? Co-co?

Szpadka: Słuchaj człowieku, ten hełm jest pierwsza klasa. Nie wybrzydzaj.

Mieczyk: Może nawet uda się opchnąć nasze kukły, te wiesz...

Szpadka: Kupujesz pan teraz? Dostawa za darmo. Ech, człowieku, bo padnę ci tutaj.

Mieczyk: Plecione ręcznie, z własnych włosów.

Astrid: Ble...

Mieczyk: Jakie "ble"? Sama jesteś "ble". Chciałabyś takie loki.

Czkawka: A kto, za przeproszeniem, kupi to wasze rękodzieło, co?

Szpadka: Sprzedane! Poszło rękodzieło!

Wiking: Ahahyhy...

Czkawka: Och, no jasne.

Sączysmark: Hej, pytanko: To, kiedy się zabieramy?

Czkawka: Jak wulkan się ustabilizuje. Wypadałoby znaleźć jakiś nowy dom dla smoków z wyspy, nie uważasz?

Astrid: Dziwna sprawa. Johann tutaj? Ale po co?

Johann: A niech mnie. Nie widziałem takich zniszczeń od czasów cesarza Nicefora. Kiedy to wojska jego w puk zostały rozbite w bitwie o Pliskę. Podobno chan Krum kazał okuć czaszkę Nicefora w srebro i popijał z niej do obiadu miody. Straszliwe. Ale do rzeczy. Czekają was porządki. Przywiozłem multum różnych towarów, które uprzyjemnią ten znój. Hm?

Czkawka: Przykro mi, nie będzie żadnego sprzątania.

Johann: No nic, Mistrzu Czkawko, proszę, może to poprawi ci humor. A kto wie, czy nie wprawi w euforię. Ciekaw jestem nad czym to Mistrz znowu pracuje, że zamówił aż tak osobliwe przedmioty. Hm?

Czkawka: To jakby nie ma już znaczenia.

Szpadka: Sprzedane!

Łupieżca: Haha.

Szpadka: Dzięki.

Czkawka: Dobra, myśl, myśl. Przydałoby się coś, co nie tylko wytrzyma temperaturę lawy, ale...

Śledzik: Nie rozerwie się na dzień dobry od gigantycznego ciśnienia.

Czkawka: A, no właśnie. Halo, musicie? Skąd by coś takiego wziąć? Dosyć tego, już mi sprzątać!

Śledzik: Hehehe...

Czkawka: Ej, to może wcale nie takie głupie. A gdybyśmy połączyli kokony Śmiercipieśnia z gronklowym żelazem?

Śledzik: Ale, że co? Że te same kokony Śmiercipieśnia, które nie pękły pod naporem wody niemal na samym dnie oceanu?

Czkawka: Te same, bracie!

Śledzik: Najważniejsze to dobrać odpowiednie proporcje, żeby nie zaszła żadna niepożądana reakcja.

Czkawka: Aa!

Śledzik: Och! Ło!

Czkawka: Hahaha! No proszę, proszę, nie do wiary.

Śledzik: Okej, ale może nie pękajmy jeszcze za bardzo z radości. Nie mamy więcej kokonów Śmiercipieśnia, a nawet gdybyśmy mieli, Sztusia nie naprodukuje tyle żelaza, żeby zalepić całą wyspę.

Czkawka: Czyli potrzebujemy Gronkli i kokonów. W sumie, chyba nawet wiemy, gdzie szukać.

Sączysmark: Oo, nie ma mowy! Nie lecę na tę wyspę pieśni. Smok się nazywa Śmiercipieśń! Wiecie, czemu tak się nazywa?

Czkawka: Astrid i ja załatwimy kokony.

Sączysmark: Fajnie, to mi się podoba.

Czkawka: Śledzik, ty zostajesz i szukasz skał do produkcji żelaza, i jakiegoś miejsca na płynny metal.

Sączysmark: Łohoho! Jeszcze lepiej. Takie plany to są plany.

Mieczyk: A my to co? Jaka nasza rola?

Czkawka: Zwabicie nam tu stado Gronkli. Z Mrocznej Głębi.

Mieczyk i Szpadka: Yy.

Sączysmark: A, buraki, trzeba się było nie narzucać.

Czkawka: A Sączysmark pomoże burakom, moje gratulacje.

Sączysmark: W życiu gorszego planu nie słyszałem.

Czkawka: Dziwna sprawa.

Astrid: Słuchaj, czemu ja nic nie słyszę?

Czkawka: Nie ma smoka?

Astrid: Że co proszę?

Czkawka: Tak... Całkiem świeże rany.

Astrid: Myślisz, że Łowcy?

Czkawka: Nie wiem, Łowcy tak się nie bawią, bo to straszliwie brutalne. Ee... Czekaj, czekaj. Nie wierzę. Garff?

Astrid: O cię, Thorze. Masz rację, to Garff. O nie, no biedactwo, co oni ci zrobili? Ale jak to? A gdzie drugi Śmiercipieśń?

Czkawka: Niestety, mógł nie mieć tyle szczęścia.

Astrid: Szczęścia?

Czkawka: Wiesz no, Garff dał radę, jeszcze żyje.

Astrid: Aha... Ledwo.

Czkawka: Już, już, spokojnie. Będzie dobrze.

Astrid: Słuchaj... Viggo przecież odszedł, więc...

Czkawka: Kto tu dowodzi, no właśnie. I czemu Łowcy zaczęli atakować Śmiercipieśnie?

Łowca: Nie podoba mi się to, nie tak się poluje na smoki.

Krogan: Panowie mają wątpliwości? Dobrze słyszę?

Łowca: Eee...

Krogan: Nie, nie, chwileczkę. Ja bardzo przepraszam, że podsłuchiwałem.

Łowca: Yy-hym...

Krogan: A teraz proszę powiedzieć, bom ciekaw, co nie tak w mej metodzie?

Łowca: Eee... Trochę brakuje frajdy. Oszustwem ciupinę trąci.

Krogan: Oszustwem? Oszustwem. Kiedy masz rację, masz rację. Ale. Jesteśmy kim, powiedz. Obłudnikami, co kupczą nieszczęście. No, ale nic. Jeśli wolisz, przyjacielu, po swojemu... Powodzenia życzę. Może kiedyś się jeszcze spotkamy.

Łowca: Puszcza mnie pan? Zero konsekwencji?

Krogan: Naturalnie. I pomyślnych wiatrów.

Łowca: Ehe. Hahaha. Oo...

Łowca 2: Oo.

Krogan: Czy ktoś jeszcze ma jakieś uwagi, wątpliwości? Zamieniam się w słuch.

Mieczyk: Ale jak mogłaś sprzedać wszystko Johannowi?

Szpadka: Było na sprzedaż? Było. To czemu się czepiasz?

Sączysmark: Możecie przestać paplać?

Szpadka: Wiecie jak to się nazywa?

Sączysmark: Śmierć na miejscu?

Mieczyk: Raczej symbioza, mój drogi.

Szpadka: No właśnie.

Sączysmark: Symbio-co?

Mieczyk: Symbioza. Czyli inaczej współistnienie zupełnie różnych organizmów z korzyścią dla obu stron.

Szpadka: Symbioza często prowadzi do pasożytnictwa.

Sączysmark: Paso-co?

Mieczyk: Pasożytnictwo, czyli jednostronna relacja symbiotyczna, w której jeden z gatunków zwany pasożytem wykorzystuje swego gospodarza. Patrz ty i Hakokieł. Wyobraź sobie, że latacie razem, harmonia idealna. To nazwiemy symbiozą.

Szpadka: Lecz kiedy Hakokieł zaczyna cię wykorzystywać, czyli że nic z siebie nie daje, staje się pasożytem.

Sączysmark: Hakokieł! Wiecie co? To może weźcie się teraz zsymbiotyzujcie i weźcie za te Gronkle, albo wypasożytuję was na amen!

Mieczyk: Och ty, przyjacielu. Może nieco przypadkiem, ale utworzyłeś całkiem zmyślne czasowniki.

Sączysmark: Robić, nie gadać!

Szpadka: Żal patrzeć, jak się rozum marnuje.

Mieczyk: Nawet taki słodki, choć malutki i ograniczony. O-oł.

Łowca: Ładujemy na smoki, chłopaki!

Krogan: Nie. Nie. Nie tego szukam.

Łowca 2: Miły panie, gdyby zdradził nam pan, czego pan właściwie szuka i po co konkretnie...

Krogan: Będę wiedział, jak zobaczę. A moje plany to już nie twoja sprawa. Na razie... Paszczogon. I to mi się podoba. Chcę więcej takich. Tyle ile da radę.

Szpadka: No to lecimy! Haha! Łoho! Aa...

Sączysmark: A ja myślałem, że będzie symbioza.

Szpadka: I jest symbioza! Ale u nich, kozi łbie!

Sączysmark: Hej, wyzwanie nic nam w tej sytuacji nie pomoże, koleżanko.

Szpadka: A mnie właśnie pomaga, tłuczku. Ła!

Sączysmark: Ał!

Szpadka: Ee.

Mieczyk: A pamiętacie, jak Łowcy podporządkowali sobie Kafary? Jak je omotali tymi wibracjami?

Szpadka: Bo z całej siły walili młotami w ziemię.

Sączysmark: Hm.

Szpadka: Nawiąż z nimi kontakt, pobawcie się trochę, a ja i brat załatwimy Gronkle, zgoda?

Sączysmark: Sączysmark!

Szpadka: Ee. Coś czuję, że nie wszyscy dziś będą szczęśliwi.

Mieczyk: My będziemy na pewno.

Mieczyk i Szpadka: Pasożyty!

Sączysmark: Dobra, chłopaki. Co powiecie na bliższe relacje? Aa... Bliźniaki? Pomożecie? Ach. Aa!

Mieczyk: Chodź, zabieramy te żarłoki, póki jest czas.

Szpadka: A co ze Smarkiem?

Mieczyk: Związki i przyjaźnie to rzecz nieprosta. Sam do tego dojdzie.

Sączysmark: Aa! Na pomoc!

Czkawka: Ech.

Astrid: Wiem, że boli. Wiem, przepraszam. Ech, Czkawka... Ja nie wiem, czy on... No wiesz. Idź. Posiedzę z nim trochę. Nie oddamy Końca Świata. Trzeba powstrzymać tych Łowców zanim skrzywdzą inne smoki. Wiesz, że tak. Spotkamy się na wyspie, obiecuję. Zostanę z nim tak długo, jak... Nic mi nie będzie. Mam Wichurę. Nie bój się. Parę łyków, grzeczny chłopak. Jestem tu, mały. Nie zostawię cię.

Śledzik: Ach! Proszę bardzo. Dwa małe piaskowce, trzy kawałki wapienia, jedna grudka żelaza. Dwa małe piaskowce, trzy kawałki wapienia... Och! Nie, nie, nie, nie, nie, nie! Ma być dokładnie według przepisu, czyli trzy kawałki wapienia!

Mieczyk: A ja myślałem, że trzy piaskowce.

Śledzik: Nie.

Szpadka: A co z boksytami?

Śledzik: Słucham?! Słucham?! W gronklowym żelazie nie ma boksytów!

Mieczyk: Ee. Ale zaraz, zaraz. Ja znam tę dziurę. Czy to jest nasza dziura?

Szpadka: Na dziki!

Mieczyk: Zachowałeś się jak prawdziwy pasożyt.

Śledzik: Co? Kiedy nie miałem wyboru!

Szpadka: Zawsze jest jakiś wybór. Pytanie czy wybierzesz, czy nie.

Mieczyk: Dzikodole. O, dole nasz. Będziemy tęsknić. Byłeś, dole, nad naszym tecznikiem i miłą naszą ością.

Szpadka: Nie lękaj się dziku mój, bowiem niebawem nowy powstanie dół. Dzikodół. I bić się będziemy aż po symbiotyczny kres twych dni, bo zwą nas po prostu Genowefa i Jeam. Łehehe... Aa! Hej!

Śledzik: Państwo skończyli?

Mieczyk: Jeszcze trzy wersy, a czwarty najlepszy. Ła!

Szpadka: Aa!

Mieczyk: A-ale prawda jest taka, że nie znoszę poezji.

Śledzik: A gdzie Astrid?

Czkawka: U Śmiercipieśni. Później ci opowiem. A gdzie Sączysmark?

Mieczyk: W Mrocznej Głębi.

Szpadka: Później opowiemy. Aa!

Czkawka: Śledzik! Musimy zatamować przecieki.

Śledzik: No to dawaj przodem. Dobra, kochani, zaczynamy przedstawienie. Pomóżcie mi to zabrać.

Czkawka: Dobra. Najniżej jak się da, mordko. Ło!

Śledzik: Wapień dla państwa. Aaa. O, komu, komu piaskowca?

Szpadka: Się leci!

Czkawka: Ach!

Śledzik: Się uda, słyszysz?

Czkawka: A! Taką mam właśnie nadzieję.

Śledzik: Wybacz, no wybacz, bo tak się ucieszyłem.

Czkawka: To teraz lecimy do wulkanu. Chodźcie!

Śledzik: Przecież nas spali. Ach!

Mieczyk: I choć wiadomo, że nie ma nic lepszego niż porządny wyrzut magmy, to...

Szpadka: Aa! Słusznie, Genowefo.

Mieczyk: Następnym razem chcę być Jeam'em.

Czkawka: Raz kozie śmierć. Kochani, jedziemy!

Śledzik: Haha! Łu! Hahaha! Ale Gronkle, o nie!

Mieczyk: Ee... Słuchajcie...

Czkawka: Fatalnie.

Sączysmark: Aaa! Niechże ktoś pomoże! Te pasożyty nie chcą się odczepić!

Śledzik: Genialne. Nowe ujście dla lawy, no przecież.

Sączysmark: Ha, wiedziałem, że na to wpadną. Znam się jak nikt, symbioza idealna. Aa!

Czkawka: Tak jest!

Śledzik: Łuhu!

Czkawka: Strasznie się cieszę, że przeżył. Marnie to wyglądało.

Astrid: Raz, dwa wróci do zdrowia. Niesamowity smok, silna bestia.

Czkawka: Znam drugą taką silną.

Astrid: Czkawka, to się nie może powtórzyć. Ktoś, kto tak krzywdzi smoki...

Czkawka: Wiem o tym. Znajdziemy go i załatwimy. Posłuchajcie, Łowcy Smoków nie odpuścili. Wiem, że wolelibyście wracać na Berk...

Śledzik: Kto powiedział, że chcemy na Berk? Ja się nigdzie nie wybieram.

Szpadka: W życiu! Też się nigdzie nie ruszam.

Mieczyk: Że co? Miałbym porzucić miejsce, które w każdej chwili może wylecieć w powietrze?

Sączysmark: Dobra. Zostanę. Ale z dala od bliźniaków! Zostawili mnie z Kafarami. Na szczęście jestem twardzielem, więc przetrwałem, ale...

Mieczyk: A symbioza na Końcu Świata w pełnej krasie, siostro.

Szpadka: Myślisz bracie, że Johann odsprzeda nam nasze rzeczy?

Mieczyk: Nie. Ten typ to raczej pasożyt.

Szpadka: Zdecydowanie.

Łowca: Aa...

Łowca 2: A kto przejmie władzę, jak go rozszarpie na strzępy?

Łowca 3: Pewnie będzie głosowanie. Zdaje się, że to najlepsza opcja.

Krogan: Hahaha... A. Ha. Ta jest.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.