Jak Wytresować Smoka Wiki
Jak Wytresować Smoka Wiki
Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless.png


Johann: Argh! No niemożliwe! Gdzie jest król wszystkich smoków?!

Krogan: Może te twoje legendy to bujda? Może warto dopuścić możliwość, że nie ma żadnego króla.

Viggo: Czy to jakieś zaćmienie, czy macie na oku bielmo? Wasz wymarzony król jest tutaj. Niebawem już się pojawi. Każda z tych soczewek to jedna klasa smoków. Osobno są bezwartościowe, połączone z pewnością ukażą nam to, czego szukamy.

Krogan: To ja natychmiast wysyłam jeźdźców, nie ma na co czekać. Przetrząśniemy wszystkie wyspy i znajdziemy soczewki.

Viggo: Doskonały plan, gratuluję.

Krogan: Oczywiście masz lepszy pomysł.

Johann: Krogan, wyślij tych swoich ludzi. Mały rekonesans jeszcze nikomu nie zaszkodził. A ty, kolego... Słucham, co ty byś zrobił?

Viggo: Nie marnował czasu. Znamy pewnego osobnika, który to posiada całą garść soczewek, z których specjalnie nie korzysta.

Johann: Tak, masz rację. I chyba już nawet wiem, jak przekonać naszego Czkawkę, żeby nam je dostarczył w trybie natychmiastowym.

Śledzik: Nie rozumiem, czemu Heathera nie zabrała brata na Vanaheim.

Czkawka: Bo potrzebuje czasu, żeby się pożegnać z ojcem.

Mieczyk: A wiecie, czego ja nie rozumiem? Bo jak się takiego jaka zawiesi na drzewie, to skąd on ma wiedzieć, gdzie ma górę, a gdzie dół?

Sączysmark: Co?

Mieczyk: I ten... Też nie rozumiem, czemu nikt nie zauważył, że Heathera ma na pasku soczewkę. No bo co? Nikt się tam nie patrzył?

Dagur: Trochę szkoda, że Smocze Oko przepadło. Moglibyśmy obejrzeć tę drugą soczewkę.

Czkawka: Jaką drugą?

Dagur: Jak byliśmy mali, to ojciec i jej dał, i mnie dał. Zrobiłem sobie ze swojej lupę, no i czasem tam coś podpalałem.

Czkawka: Słuchaj, a masz ją jeszcze?

Dagur: Nie, ale... wiem, kto może mieć. No ale co za różnica. Nie powiesz mi chyba, że sobie skonstruowałeś Smocze Oko? Czyli że sobie skonstruowałeś Smocze Oko. A co ja się w ogóle dziwię?

Czkawka: Wiesz, jak je nazwałem? Smocze Oko Dwa.

Szpadka: Łał, Smocze Oko Dwa, no to się, bracie, mocno wysiliłeś. Jak na mój gust, raczej typowe MNM.

Czkawka: Nie rozumiem, jakie MNM?

Mieczyk: Marność nad marnościami. Taka skrótowa myśl. A co byś powiedział na coś w stylu: "Prawy Thorston" i "Lewy Thorston"?

Czkawka: Ech.

Mieczyk: A co, podwójny Thorston niedobrze, tak? Nie docenia chłopak.

Dagur: Nie sądzicie, że Czkawce należą się jednak wielkie brawa? Powiedz, że to Oko działa.

Czkawka: Wiesz, no... Tak nie do końca. Widzisz tę tarczę na dole? Wkładasz tu różne kamienie szlachetne, żeby uzyskać różne kolory światła. No i właśnie tych kamieni nie mam.

Johann: Może więc przydam się ja, który słynę z dość sporego talentu do pozyskiwania przedmiotów równie cennych, co rzadkich, mistrzu Czkawko?

Sączysmark: No świetnie, a ty skąd się tu wziąłeś?

Johann: Pozwoliłem sobie przywieźć prezent dla panny Heathery. Bowiem to z mojej winy przeszła mnóstwo nieprzyjemności na Północnych Rynkach.

Sączysmark: Daruj sobie, nie trzeba. Heathery nie ma.

Johann: Jaka szkoda.

Czkawka: Ale wróćmy może do twoich talentów i moich kamieni szlachetnych, które mógłbyś mi skombinować.

Johann: Wystarczy jedno twoje słowo, mistrzu, a znajdę ci dowolne kamienie tego świata. Mogę je nawet dostarczyć pod te drzwi w przeciągu trzech, czterech miesięcy.

Czkawka: Nie. O nie. Tak długo to my nie możemy czekać.

Johann: Hm. Cóż, nie jest wykluczone, że można je dostać na Północnych Rynkach. Ale jak się nieraz przekonaliśmy, dzieją się tam rzeczy nieprzyjemne.

Czkawka: No trudno, musimy zaryzykować.

Śledzik: Słuchaj, a może dałoby się jednak inaczej? Gadaliśmy o tym, na północy zrobiło się nie za fajnie.

Johann: No taka szkoda. Bo te Rynki są niczym wylęgarnia wszelkich kosztowności.

Czkawka: Biorę Szczerbatka i będziemy cię osłaniać. Chcę uruchomić Smocze Oko Dwa, i to jak najszybciej.

Johann: Ech. Skoro mistrz nalega, muszę więc powierzyć tobie i czarnej, latającej bestii kwestię swego bezpieczeństwa. Tylko jedno pytanko. Czy jesteś mi w stanie podać dokładne wymiary tych klejnotów?

Czkawka: Nie, dokładne nie. Ale patrz. No przecież mogę wziąć Oko ze sobą, prawda?

Johann: Ach. No kapitalny pomysł. I soczewki może też warto zabrać, żeby tak od razu na miejscu dopasować i ocenić, czy gra, czy nie gra, hm?

Czkawka: Dobra, to... Reszta leci z Dagurem. Spróbujcie odzyskać tę soczewkę.

Mieczyk: Ej, chwila moment.

Szpadka: Bo my lecimy z tobą.

Johann: Niezmiernie mi miło, jestem wręcz zaszczycony, ale jak to mówią, im mniej zamieszania, tym lepiej.

Mieczyk: Hah. A kto tak mówi? Jakieś osły. Poza tym, pragniemy pilnować i strzec naszego wodza. No i ten, i kura ma urodziny i chcemy jej kupić fajny prezent. Ty wiesz, jak ciężko coś dla niej znaleźć?

Czkawka: Ech.

Mieczyk: Zlecieliśmy już chyba wszystkie targowiska tej ziemi. A to kołderka nie taka, a kocyk z sianka to kłuje.

Berserk: Wyżej trochę...!

Dagur: Dzięki, że ze mną przylecieliście. Bo tak między nami to może mi się przydać wsparcie.

Sączysmark: Żartujesz? Niby czemu?

Dagur: Och. Bo jak byłem mały, to ten... śmiali się ze mnie.

Śledzik: Serio?

Dagur: Tak, serio. Był taki jeden. Starszy, potężny, mocny jak Kafar i wredny jak taki Szybki Szpic. Ansson. Ansson zwany Przepaskudnym.

Berserk 2: Hehehe... Ansson Przepaskudny, to dobre.

Wikingowa: Aa, przepaskudny, powiedział? Haha...

Dagur: Hm.

Berserk 2: Tam jest, na łodzi. Tyle, że teraz to jest Ansson zwany Niezdara.

Ansson: Aa... Ał!

Dagur: Och.

Wikingowa: Przepraszam bardzo, za ile by pan chciał...?

Wiking: Kobieto, no mówiłem ci...!

Kupiec: Proszę bardzo, najlepsza jakość.

Mieczyk: Miły człowieku, przepraszam, ale gdzie...

Czkawka: E-e-ee...

Mieczyk: ...znajdziemy naszyjniki na kurzą szyję w rozsądnej cenie?

Szpadka: Właśnie.

Johann: Ehkem. Jeśli pozwolicie, chętnie coś doradzę. Największy wybór ptasiej biżuterii wszelkiej maści po tej stronie Konstantynopola. Na przeciwległym krańcu targowiska, zupełnie po drugiej stronie.

Czkawka: To było sprytne.

Johann: Skorzystajmy z okazji i rozejrzyjmy się za cennościami, których bliźniacze oczy nie powinny oglądać. Och. Mistrzu Czkawko, spełniają się najgorsze obawy. To Łowcy Smoków!

Łowca: Jak czarny diabeł spróbuje tylko otworzyć paszczę, strzelaj jednonogiemu w kolano.

Johann: A niech mnie.

Czkawka: Uwaga! Szczerbek!

Łowca: Koniec zabawy, dzieciaku, oddawaj te smocze soczewki.

Johann: Nie rób tego, mistrzu Czkawko! Ach!

Czkawka: No to chyba nie mam wielkiego wyboru, prawda?

Johann: Nie... nie możesz.

Mieczyk: Hej chłopaki!

Szpadka: A ci czego chcieli?

Czkawka: Łowcy Smoków. Zasadzka. Dzięki za pomoc.

Szpadka: No co ty nie powiesz? Serio zasadzka?

Mieczyk: Ach. Też mi przygoda. Ale do rzeczy. Kupczy, naraiłeś nam taki stragan, że po prostu... Ach. Voilà! Widzieliście kiedy coś równie pięknego? Ale szczerze.

Johann: Hehe...

Szpadka: Hm. Zasadzki wymagają pewnych przygotowań. Przygotowania zaś konkretnej wiedzy. A wiedza z kolei... Aha! To, co tu zaszło, da się wytłumaczyć w jeden sposób. Ci Łowcy wiedzieli, że się pojawimy. A jeśli Łowcy wiedzieli, że się pojawimy... to w naszym towarzystwie jest kret!

Mieczyk: Yy, w sensie że kret, czyli szpieg?

Szpadka: W sensie że szpieg, czyli zdrajca!

Czkawka: Błagam was, co to ma znaczyć?

Mieczyk: Niezłe buty. Taki byłem zaślepiony tą swoją kurą i akcesoriami, że umknęły mi rzeczy najbardziej oczywiste. Teraz wszystko jasne. W naszym kurniku siedzi sobie lisek i nie jest to grzeczny, miły lisek.

Czkawka: A może Łowcy nas przyuważyli i postanowili skorzystać z okazji? Nie ma żadnego szpiega? Dobra. Bierzemy się do roboty, kupujemy te kamienie i wracamy do domu.

Wiking: A sprawdziłaś w schowku na rufie?

Wikingowa: Nie zawracaj mi teraz czupryny!

Dagur: No proszę, proszę. Kolega Ansson zwany Przepaskudnym.

Ansson: No, czyżby mój ulubiony Dagur Tyci-tyci?

Sączysmark i Śledzik: Hehehe...

Dagur: Tak. Od dawna nie jestem Tyci-tyci, jak widać. Bo jestem wodzem i mam ludzi.

Ansson: No co ty nie powiesz? A co cię sprowadza na stare śmieci, mój Tyci-tyci wodzu?

Dagur: Hehehe... Bo jak byliśmy dzieciakami, to pożyczyłeś ode mnie takie coś...

Ansson: Dość sporo wtedy od ciebie pożyczałem.

Dagur: Tak, no sporo. Trochę tego było. Ale takie jedno coś to chętnie bym odzyskał. Nic tam wielkiego, takie kolorowe szkiełko, ładne takie, w... metalowej ramce?

Ansson: Tak, tak, bardzo lubiłem to szkiełko. No, swego czasu to niejedno się nim podpaliło. Może nawet gdzieś tu się jeszcze plącze, kurdupelku.

Dagur: Argh.

Sączysmark: Kolega Przepaskudny pozwoli, że porwę przyjaciela? Co ty wyprawiasz, zabierz mu soczewkę i już.

Dagur: Nie umiem. Hej, stary ja to zaraz bym się na niego rzucił i wywalił łosia za burtę, ale... obiecałem Heatherze, że będę się starał i dawał przykład, no i...

Śledzik: I bardzo dobrze. To się chwali, że się starasz.

Sączysmark: A ty się musisz wściubić z tym nosem? Ach! Dobra. Takie typki zawsze czegoś chcą. Znajdź coś, na czym mu zależy i wymień się za soczewkę.

Śledzik: No proszę. Sączysmark wpadł na pomysł.

Dagur: Ech.

Ansson: Tyci-tyci.

Czkawka: Turkus, kamień słoneczny, ametyst i szmaragd. Mamy cztery, to jeszcze trzy.

Johann: Doskonale...

Mieczyk: No, a Sączysmark? Stabilny nie jest. Co nie? Ufać mu nie można, ciałko ma spore. Ewidentny szpieg, zero wątpliwości.

Szpadka: Nie, właśnie za ewidentny. Hm. Ty, a może taka Astrid? Bo po co by się wiązała z Czkawką?

Mieczyk: Żeby na niego donosić! Eech. W sumie to może być każdy. Każdy poza... No, poza nami.

Szpadka: No jasne.

Mieczyk i Szpadka: Ach!

Mieczyk: A porusz się tylko, krecie.

Szpadka: Powiedział kolega prowokator.

Mieczyk i Szpadka: Ach!

Mieczyk: Prowokator? Dobre słowo. Pasuje.

Mieczyk i Szpadka: Ach!

Johann: O Thorze. Jak to szybko pewne sprawy nabierają cech absurdu.

Czkawka: Jak na mój gust i tak nawet długo wytrzymali. No dobra, potrzebny mi jeszcze rubin. Jakieś pomysły?

Dagur: A może nowa sieć? Miecz z gronkielowego żelaza?

Śledzik: Mój miecz! Skąd ty go w ogóle masz?

Dagur: Proszę cię. Kiedyś was atakowałem średnio co tydzień, myślałeś, że nic sobie nie biorę na pamiątkę?

Śledzik: Ach.

Dagur: Ha-ha. Hm? Argh. I co ja mam zrobić? Facet nie chce złota ani srebra, ani nic nie chce. No mów, Ansson, czego ty chcesz?

Ansson: Chcę ryby z pioruna.

Sączysmark: Czego?

Ansson: Chcę, żebyś ty pomógł mi schwytać rybę z pioruna.

Dagur: Ph. Kiedy to jakaś głupia legenda, jak ty zamierzasz złapać coś, co w ogóle nie istnieje?

Ansson: A, bo istnieje. Widziałem. I ścigam już olbrzyma od lat. Dlatego się tamci ze mnie śmieją.

Berserk i Wikingowa: Hahaha...!

Dagur: A jeśli pomogę ci złapać tę rybę, to co?

Ansson: To słowo, że oddam ci to twoje szkiełko.

Johann: Aż trzy złote dukaty za takie byle co? Johann Kupczy nie kupuje po cenie rynkowej.

Czkawka: Proszę cię. Nie przylecieliśmy tu szukać okazji.

Johann: Ech... Wybacz, mistrzu. Stare nawyki, co zrobić?

Wikingowa: Hm. Heh.

Mieczyk: Słuchaj. Bo ci Łowcy to pewnie wezwali jakieś posiłki. Pokazałbym ci, jak bardzo się tym przejmuję, gdybym nie bał się stanąć plecami do swojej zdradzieckiej siostry.

Szpadka: Mój brat, co wbija nóż w plecy, słusznie mówi. I gorzej, bo mają wsparcie z powietrza.

Kupiec: A nie, nikogo nie widziałem.

Czkawka: Albo zbieramy się teraz, albo zaraz nie będzie co zbierać.

Johann: Ależ mistrzu, brakuje ci raptem jednego topazu i jednego szafiru, prawda? A takie cenności nie leżą sobie bezpańsko na ziemi. Hehe...

Czkawka: No w sumie to tak, masz rację. Na ziemi nie, ale pod ziemią?

Mieczyk: Ty kłamliwa paskudo.

Czkawka: Dobra, mordko. Skoczymy po te kamienie tak, że bestia się nawet nie zorientuje. No dobra, pamiętasz, którędy się wtedy wydostaliśmy? Eee...

Johann: No co? Nie spodziewałeś się chyba, że tak poważny kupiec jak Johann przegapiłby tak nieprawdopodobną okazję i odpuścił te cenne skarby?

Czkawka: Proszę. Nie przestajesz mnie zaskakiwać.

Johann: No to już niebawem to się dopiero zdziwisz, dzieciaku.

Szpadka: Eee... Chłopaki? Bo może przełóżmy te pogaduchy na jakieś później...

Lotnik: Mam! Są ślady! Za mną!

Czkawka: To tak. Mieczyk, Szpadka, zróbcie coś z tymi Łowcami. My idziemy po klejnoty.

Mieczyk: O nie. Nigdzie się nie wybieram z tą... zdrajczynią.

Szpadka: Odezwał się podwójny agent.

Czkawka: Ale już!

Mieczyk: Dobra. Aa-ha-ha! Hahaha...

Dagur: No... A ta twoja piorunująca ryba to na co bierze? Na dorsza, halibuta? Jaczy bobek? A, no to wszystko jasne, ty jesteś wariatem.

Ansson: Ta ryba z pioruna ma słabość do wszystkiego, co się świeci. Jak zobaczysz, to uwierzysz. Długo to raczej nie potrwa.

Dagur: Ach. Aa!

Ansson: Tja! Tym razem cię dopadnę! No co jest, czekasz na zaproszenie?

Dagur: To nie jest żadna ryba! To smok!

Ansson: Kiedy smoki nie mieszkają w wodzie!

Dagur: Wrzeńce mieszkają, wierz mi. Nie no, błagam. Ta-ak jest! Tylko spokojnie, bez nerwów.

Ansson: I co? I dałeś łobuzowi zwiać?

Dagur: No co ty, miałeś ją przy sobie?

Johann: Może jednak warto byłoby postawić smoka na straży? Yy, gdyby zaszła potrzeba nagłej ucieczki. Eureka! Co za wspaniały topaz!

Czkawka: Bomba. Czyli zostaje tylko...

Johann: Szafir! Za tobą, mistrzu Czkawko! A teraz się odwróć i oddaj... soczewki.

Czkawka: Ech. Yyy. Johann. Słuchaj, bo ja nie wiem, ile Krogan czy Viggo ci płacą, ale...

Johann: Płacą? Mnie? Te kanalie? To ja płacę im. Bo to oni mnie służą.

Czkawka: Po co ci te soczewki? I... czemu teraz?

Johann: Ponieważ dzięki nim odnajdę w końcu króla wszystkich smoków. I wtedy, mój drogi chłopcze, stanę się najbogatszym człowiekiem na świecie.

Czkawka: Soczewka Heathery.

Johann: Hahaha. No moje gratulacje, brawo, hehe. Ale co to za smutna minka? Ty myślisz, że mnie było łatwo? Tyle lat musiałem udawać, że obchodzisz mnie ty albo ci twoi przyjaciele. Nie wyobrażasz sobie nawet, ile to razy miałem ochotę wykrzyknąć z całych... Prawdę mówiąc, dziwi mnie, że wcale nie jesteś zaskoczony. I co cię tu przepraszam, bawi?

Czkawka: Bliźniaki i to ich gadanie. Wiesz, zazwyczaj to ich nie słucham, ale... ten dzisiejszy wywód o szpiegach, no może... Może ci Łowcy rzeczywiście pojawili się przypadkiem, ale... Dlaczego zapytali akurat o soczewki? Skąd wiedzieli? W końcu wziąłem te soczewki tylko dlatego, że o to prosiłeś. I wtedy wszystko zaczęło się układać. Widziałeś, jak Viggo[1] zabiera Heatherze soczewkę.

Johann: Mistrzu Czkawko! Ale oni są wszędzie!

Czkawka: Wezwałeś nas na pomoc akurat wtedy, kiedy Łowcy postanowili zaatakować i zająć Koniec Świata.

Łowca: Atakują!

Czkawka: Johann! Dokąd chce lecieć Heathera?

Czkawka: Wysłałeś nas za Dagurem. I zapewniałeś, że będzie sam jak palec.

Dagur: Teraz!

Czkawka: Och.

Berserk: Tak jest!

Czkawka: I twój statek akurat przypadkiem znalazł się na Wyspie Łupieżców, kiedy Dagur czmychnął z więzienia.

Johann: Wcale niełatwo było go przekonać, że rzeczywiście ukradł mi ten statek.

Czkawka: To ty stałeś... za tym wszystkim.

Johann: Od czasu pamiętnych Skręćkarczych Bagien robię, co w mojej mocy, by pozbyć się ciebie i tych twoich zasmarkanych jeźdźców. Ale masz ten irytujący zwyczaj, że nie chcesz ginąć, choć okazji nie brakuje.

Czkawka: Też masz swój irytujący zwyczaj. Nigdy nie przestajesz gadać. I w sumie to zdradzasz wszystkie swoje plany. Szczególnie kiedy myślisz, że masz przewagę. Pamiętasz, zrobiłem takie coś, żeby Szczerbek sobie poszedł. Ale tak naprawdę poprosiłem go o coś zupełnie innego.

Johann: Wiesz, że jak strzelisz plazmą, natychmiast pojawi się Piaskowa Zjawa.

Czkawka: To prawda. Ale ja nie wiem, kto i po co miałby tu strzelać plazmą. Mordko!

Johann: Hehehehe. No, to znaleźliśmy się w ciekawej sytuacji. Oddawaj soczewki, ale już.

Czkawka: Ech.

Johann: Hehehe... Yyy. Co? Argh. Oj, Czkawko. Nie można po prostu? Musisz zawsze wszystko komplikować? A może na pamiątkę starych czasów mam cię uraczyć historią o tym, jak ścigałem się z aligatorami, z samym sułtanem Zanzibaru? Lub inną równie prawdopodobną, co nie moją opowiastką. O tak, Czkawko. Historie, którymi karmiłem ciebie i twego naiwnego ojczulka, to prawdziwe historie kupców, których okradłem i pozbawiłem łodzi. Hehehe...

Czkawka: Ach. O-och. Brawo, dobra robota. Zdrajca. Trudno, jeszcze nie dzisiaj. Mogę się założyć, że będziemy mieli jeszcze niejedną okazję.

Berserk: Żałosne z tymi rybami.

Berserk 2: Patałacha.

Berserk 3: Tak, tak...

Berserk 4: I gdzie ta wasza ryba z pioruna?

Berserk 5: Och, no w szoku jestem.

Berserk 4 i 5: Hahaha...

Śledzik: Co się stało?

Dagur: Bo ta jego ryba to po prostu Wrzeniec.

Berserk 4: Co? Haha...

Dagur: Wrzeniec, ludzie! Olbrzymi, potworny smok, co jak strzeli wrzątkiem, to wypala mięso do kości.

Berserk 4: Yy... Co?

Dagur: A wasz Ansson stanął z tą bestią oko w oko i raz, dwa przegnał na cztery wiatry. Nie ma potwora, czyli wszystkie ryby wasze! Szykujcie się na obfite połowy.

Berserk 4: On prawdę mówi?

Dagur: A ty śmiesz poddawać w wątpliwość słowa wodza? Ten chudzielec uratował mi życie, a wam załatwił żarcie.

Berserkowie: Ooo...

Sączysmark: Ansson-Ansson-niech-ży-je!

Berserk 5: Ansson-Ansson...

Berserkowie: Niech-ży-je! Niech żyje!

Wikingowa: Hahaha! Niech żyje!

Śledzik: No brawo, ale co z soczewką?

Dagur: U Berserków, bracie, umowa to umowa. Nie ma ryby, nie ma nagrody. Nie zasłużyłem.

Ansson: A może jednak? Wodzu.

Astrid: Czekaj. Czyli Johann od lat knuje przeciwko nam, tak? I mówisz, że co... że wpadłeś na to dzięki bliźniakom?

Szpadka: Hehe.

Mieczyk: Ach.

Dagur: I moja soczewka pomoże nam znaleźć tego króla smoków?

Czkawka: Zobaczymy.

Dagur: No to pokaż, co tam jest. Trzymam kciuki.

Czkawka: Okej. Wiesz, co robić.

Śledzik: Pięć różnych klas smoków.

Czkawka: No a soczewki mamy trzy.

Astrid: Czyli ten, kto pierwszy zdobędzie wszystkie pięć...

Śledzik: Zobaczy króla smoków.

Czkawka: Czyli wyścig.

Przypisy

  1. Błąd tłumaczenia: Czkawka, mówiąc o Kroganie, błędnie nazywa go Viggo.