Jak Wytresować Smoka Wiki
Advertisement
Jak Wytresować Smoka Wiki
Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless.png


Stoick: No, ja wiem. Nic specjalnego się nie dzieje. Hm? Ach. Aaach!

Lotnik: Ał!

Stoick: Ach! No, Czaszkochrup! SOS! Aaach. O, no teraz to wam już, łachudry, nie daruję. A ty co tak dłu... Czaszkochrup? Nie rób mi tego. Ach!

Lotnik: Hehehe... Oo!

Pyskacz: A masz, ty latająca kupo ognia!

Lotnik 2: Ooo...!

Sączyślin: Bierzemy go, mały!

Gustaw: Się robi, Śliniaku.

Sączyślin: Ty, nie mów tak, nie przy ludziach.

Gustaw: Heheha.

Czkawka: Tato. Ale... Bo ja-ja nie wiem, dlaczego. Co się stało?

Pyskacz: Poleciał na patrol, jak zwykle. Zaatakowali go ci na smokach, bił się jak na wodza przystało.

Czkawka: Ale sam? Czemu on był sam?

Pyskacz: No wiesz, nie taki sam, byliśmy w pobliżu, ale... znasz swojego ojca. Robi, co chce i kiedy chce. Przylecieliśmy najszybciej jak się dało i...

Czkawka: Jasne, wiem. Przepraszam. Przepraszam cię. Ja po prostu...

Pyskacz: Wiem, mały. Wszystko wiem. Ale robimy, co w naszej mocy.

Śledzik: No i co?

Astrid: Hej i co?

Szpadka: No i co?

Mieczyk: Jak on się czuje?

Astrid: Co z nim? No mów.

Szpadka: No powiedz coś.

Astrid: Wyjdzie z tego?

Pyskacz: Dajcie mu teraz spokój. Ja wam wszystko opowiem.

Sączyślin: Musimy zaatakować. I Johanna, i Krogana, i tych jeźdźców raz a dobrze. Przestańmy się ciągle bronić. Drużyna A i wy, plus smoki razem...

Astrid: Niewiele możemy im zrobić.

Śledzik: Tak to wygląda. Są świetnie wyszkoleni plus mają ogromną przewagę liczebną.

Sączysmark: Ale dobra strategia i może się nawet udać.

Pyskacz: Strategia i dobry przywódca. Stoick leży nieprzytomny, nie możemy nic zrobić.

Sączyślin: Świetnie, to mamy siedzieć i czekać na śmierć? Skoro Stoick nie jest w stanie pełnić swoich obowiązków, to niech ktoś go zastąpi i podejmie jakieś decyzje.

Wikingowa: Po co go zastępują?

Czkawka: Ech.

Astrid: Nie znam dzielniejszego wojownika. Wyjdzie z tego, poradzi sobie, zobaczysz. Z-zmiana tematu, bo w-wiesz, bo właśnie wracamy z Twierdzy. Ludzie potrzebują wodza, liczą że ktoś przejmie obowiązki. Sam wiesz, co to znaczy.

Czkawka: Nie. Nie, nie mogę. Jeszcze nie.

Astrid: Czkawka.

Czkawka: Mam się poddać? Przekreślić go tak od razu? Nigdy w życiu.

Pyskacz: Trudno, wszystko teraz w rękach Thora.

Astrid: W sensie wódz.

Pyskacz: I wódz, i my.

Czkawka: Och. Ech.

Stoick: Zastanówcie się teraz, co jest dla was w życiu najważniejsze. I co jesteście w stanie poświęcić, by to zdobyć? Ile zaryzykować? Leć w świat. Leć i znajdź w końcu to, czego szukasz. A jak już znajdziesz, pamiętaj, zawsze będę na ciebie czekać. Nie zapominaj, że dobro wielu jest ważniejsze niż dobro garstki.

Czkawka: Ech. Ach. Heh. Nie, proszę, nie teraz. Doceniam i dziękuję, ale po prostu nie teraz. Trzeba by coś zrobić z tymi jeźdźcami. Ale co? Jak mam zostawić ojca? On by mnie nie zostawił. A jeśli on...? Jak on...? Jak on...? No wiesz. No a mnie nie będzie? W życiu bym sobie nie wybaczył.

Astrid: Daj spokój, chyba jasne, że da radę. Stoick to Stoick.

Śledzik: Też jakoś nie mogliśmy spać.

Astrid: Tylko mi nie mów, że się teraz obwiniasz, błagam cię.

Szpadka: Niech się obwinia. Gdyby nie poleciał na swój Koniec Świata, to by tu był i ocalił ojca.

Mieczyk: Jego samolubny wybór jest przyczyną tej katastrofy.

Astrid: Co?

Szpadka: Z drugiej strony, gdybyśmy nie polecieli, skończyłoby się to sto razy gorzej.

Mieczyk: I w sumie, to finał byłby pewnie podobny.

Czkawka: Niby czemu?

Szpadka: Bardzo się cieszymy, że pytasz.

Mieczyk: Dwa słowa. Jeden solidny wykrzyknik. Loki-szoki!

Mieczyk i Szpadka: Hehehe...

Sączysmark: Hahaha! Działa!

Mieczyk: Hehehe. Hehe. Tak jest!

Sączysmark: Łoo... Hakokieł. Yy. Hako...! Argh.

Mieczyk i Szpadka: Hehehe. Loki!

Gothi: Ech. Hy.

Mieczyk: Blalalala... Ha!

Szpadka: Bu-uuu! Pięknie.

Mieczyk i Szpadka: Hehehe...

Mieczyk: Loki dopadł Gothi.

Wikingowa: Nie zdzierżę tych bliźniaków!

Wiking: Co to ma znaczyć? Co oni nawyprawiali?!

Wikingowa: Ty widziałeś? Widziałeś to?

Astrid: Aaa! Och.

Mieczyk i Szpadka: Loki!

Astrid: Pff.

Stoick: Aa!

Śledzik: Aaa...!

Astrid: Ahaha!

Stoick: Aaa...!

Dagur: Łuhahaha!

Johann: Hahaha...!

Mieczyk: I dlatego państwo moi mili, nigdy przenigdy nie bawimy się w Loki-szoki. I właśnie. Super, że polecieliśmy na Koniec Świata, bo tak to to rozpirzylibyśmy te wyspę na strzępy i pewnie poginęli gdzieś po drodze.

Śledzik: A co wy tu w ogóle wymyślacie? Jesteśmy zbyt rozważni i inteligentni, żeby tak się dać robić i nabierać. I gdybyśmy tu zostali, nasza historia potoczyłaby się zgoła inaczej.

Mieczyk: Eech.

Śledzik: Spokój. Pełna harmonia. Stanowimy jedność. Jedność z ziemią, niebem, księżycem, smokami i...

Czkawka: Hehe.

Śledzik: ...co najważniejsze – ze sobą. O wojnach nikt już tu nie pamięta.

Johann: Och!

Śledzik: Smoki nie muszą korzystać ze swoich smoczych mocy. A nasz nieustraszony wódz wie, że jedyną powinnością jego ludu jest nieustannie się kształcić, medytować i kontrolować emocje.

Johann: Ech.

Tłum: Aaa...!

Johann: Hyhy... Ahahaha!

Śledzik: Hej, hej, chwila.

Johann: Przepraszam? Hm?

Śledzik: Moja historia, co mi się wtrącasz?

Sączysmark: Zawsze tak to się kończy. Jesteśmy wikingami, walczymy, grabimy, wykorzystujemy słabszych i taki nasz urok.

Śledzik: Poważnie? No dobra, w porządku. Skoro taki z ciebie jasnowidz, to co by się niby...?

Sączysmark: Och, no tak się cieszę, że pytasz w końcu. O ile mnie pamięć nie myli, a nie myli, zanim opuściliśmy Berk, mianowali mnie oficjalnym sprawdzaczem broni. I pewnie po chwili dostałbym awans na oficjalnego sprawdzacza i wynalazcę. O tak, mam to przed oczami. Stworzyłbym broń... jakiej świat jeszcze nie widział. Broń ostateczną.

Pyskacz: Niech mnie Thory trzymają. A cóż to jest za ślicznota?

Sączysmark: Taka tam broń, jakiej świat jeszcze nie widział. Broń ostateczna. Maczusiekomiecz.

Pyskacz: Powiem ci przyjacielu, że chyba się zaraz wzruszę. Pewnych rzeczy nie da się oddoświadczyć.

Sączysmark: Myślisz? To może spróbuj sobie nieoddoświadczyć tego, czego teraz doświadczysz.

Pyskacz: Jacy oni piękni.

Tłum: Wow! Kochamy cię! Święty smok! Kochamy cię! Jest cudny! Mistrz!

Astrid: Hahaha! Ojej.

Sączysmark: Ach.

Tłum: Sączy-smark! Sączy-smark!

Astrid: Och. Jak marzenie.

Tłum: Niech żyje nam! Niech żyje nam!

Sączyślin: Patrzę na ciebie i dumny jestem, żem Jorgenson, synu. Z ciebie jestem taki dumny.

Sączysmark: Hah i wcale mnie to nie dziwi. Bo od dziecka rozmawialiśmy sobie na wszystkie tematy. A obyło się bez większych zgrzytów i jestem twoim ulubionym synem. Hę?

Astrid: O, Sączysmarku, drugiego takiego jak ty na całym świecie nie ma. Proszę, pozwól mi włożyć te świeżo wypastowane buty na twe boskie stopy.

Sączysmark: Aał!

Astrid: Ty chyba w życiu nie wyprodukowałeś nic bardziej obrzydliwego.

Sączysmark: Powiedziała, co wiedziała. Ta, co psuje marzenia.

Astrid: Och.

Sączysmark: Bo wy nie rozumiecie, że wystarczy jedno pociągnięcie starego pędzla, by nieodwracalnie zmienić bieg historii.

Śledzik: Nie. A ty nie rozumiesz, że nawet smok czasem zmienia skórę.

Sączysmark: Ale co ty mi tu znowu wmawiasz? Hakokieł ciągle zmienia skórę. Równo co pół roku.

Śledzik: Kiedy to metafora, przecież nie chodziło dosłownie o skórę.

Sączysmark: Aha? Ty trzymaj kamfory na wodzy, co?

Śledzik: Jakie znowu kamfory? Ty w ogóle dobrze słyszysz?

Czkawka: DOSYĆ! Słyszycie?! Cicho być! To wszystko nie ma znaczenia! Co za różnica, czy byśmy zostali czy nie?

Mieczyk: No ale jak to? Nie na tym polega zabawa? Że "co by było, gdybyśmy nie odlecieli"?

Czkawka: To nie jest żadna zabawa. To nie jakieś wygłupy, albo inne durne zgadywanki. To jest rzeczywistość. Co się stało, to się stało. Wytresowaliśmy smoki, opuściliśmy Berk i dlatego mój ojciec oberwał i umiera! I to jest moja wina. I wszystko byłoby fajnie. Byłoby po prostu normalnie, gdybym wtedy dawno temu nie trafił Szczerbatka. Wy to wiecie, ja to wiem, Berk to wie. Wszyscy wiedzą i milczą! Nawet on to wie. Przepraszam, mordko. Nie chciałem, sprowokowali mnie. Wiesz, że nigdy nie żałowałem, że cię wtedy trafiłem. No wiem, wiem, znowu wyszło jakoś koślawo. Słuchaj, ja... przepraszam, nie obraź się, ale chcę być teraz sam.

Astrid: Powiem coś i sobie pójdę. Dobrze wiesz, że ty i Szczerbatek nie spotkaliście się przypadkiem, tak sobie po prostu, prawda? A gdybyś wtedy nie strzelił, zobacz. Jak myślisz, jak by to teraz było? Jak by wyglądał nasz świat?

Czkawka: No dalej. Muszę w coś trafić. Błagam, niech coś leci. Och. Ach, jak zawsze pudło.

Śledzik: Hej, słuchaj. Ty wiedziałeś, że taki kichacz pulchny to rośnie do metra wysokości i ma włochatą łodygę, i zębate liście?

Czkawka: Tak? No coś ty, w życiu, nie wiedziałem. Ale teraz wiem i bardzo ci dziękuję.

Sączysmark: Haddock! I co, masz dla mnie złotą siekierkę?

Czkawka: A-aha. Ta... Ta-ta-tak, prawie gotowa. Pracowałem dzień i noc.

Sączysmark: Tak? To czego się teraz lenisz? To mój prezent zaręczynowy. Dla Astrid. Ma być idealna, jasne?

Stoick: Sączysmark! Hahaha! Jak życie? Co i rusz mi donoszą, jak to pięknie nam likwidujesz smoczki.

Sączysmark: Hahaha! Wodzu, ty to masz ten humor. Co mam powiedzieć? Jedni po prostu mają w sobie to coś, a inni jakoś tak mniej, prawda? Hm? Sączy-smark!

Stoick: Skoro mowa o smokach synu, już chyba najwyższa pora. Może wyjdziesz z tej twojej kuźni i w końcu coś upolujesz?

Czkawka: Ale...

Stoick: Nie. Nie. Nie chcę tego słuchać. Od wielu lat częstujesz mnie wymówkami, pora coś wreszcie zdziałać. Albo wrócisz ze smoczym łbem pod pachą, albo nie wracaj w ogóle.

Czkawka: Tato.

Stoick: Nie. Ćśś. Rozumiemy się?

Czkawka: "Albo wrócisz ze smoczym łbem pod pachą, albo nie wracaj w ogóle. Rozumiemy się? Bo zabicie takiej bestii, co to sobie żyje i nic nie robi, to czyni cię mężczyzną. Nikt nie wie czemu, ale czyni i już". Nocna Furia. Sączysmark by oszalał. Ojciec też. Wszyscy by oszaleli. Aaach! Ach! Aaa-aa-aaa! Łuch! Ja chyba sobie śnię. Bo to jest jakiś obłęd! Łaaa...! Ach!

Stoick: Wielkie nieba. Czy to mój syn? Mój syn na smoku?

Pyskacz: I to na Nocnej Furii, wodzu.

Stoick: To nam się trafiła gratka.

Czkawka: Ach. Tu jestem. No dawaj potworze, no już! Ło. Łoch!

Stoick: Czkawka! Aaa! Ach! Nawet nie waż się tykać mojego syna!

Pyskacz: Ha!

Stoick: Aaach!

Pyskacz: Haha.

Stoick: Hm... Czkawka!

Czkawka: Ekhem. Ekhem. Ach. Och! Ahał! Ahaha...

Pyskacz: Dopasowałem ci nogę, możesz sobie na nim latać. Bo chyba cię to kręci, z tego, co widziałem.

Czkawka: No to się już chyba ode mnie nie uwolnisz, co?

Stoick: Ten smok ocalił mojego syna. A tym samym ocalił mnie. Ocalił nas wszystkich. Więc od tej chwili na Berk nigdy już nie będziemy zabijać smoków!

Tłum: Łuhu!

Sączysmark: Pff. Hehehe. Haha. Oł.

Mieczyk: A czemu on zawsze musi mieć jedną nogę?

Szpadka: Właśnie. Mogłabyś czasem dać chłopakowi pożyć.

Mieczyk: Chcesz brachu, to ja ci wymyślę nogę. Yhym.

Czkawka: Nie, dzięki. Nie trzeba.

Mieczyk: A co to za w ogóle jakieś jacze byle co? To przecież wszystko baje. Nasza wersja była lepsza.

Śledzik: Astrid chciała pokazać Czkawce, że wszystko jest tak, jak miało być. I że tak jest dobrze.

Czkawka: I chyba ma rację. No bo, nawet gdyby inaczej się to potoczyło i tak bym bronił swoich smoków. A wy – i tak bylibyście tacy, jacy jesteście.

Sączysmark: Haa. Suuupe-e-er. Czyli co? Ty choćby nie wiem co, jesteś bohater, a ja zawsze będę barani łeb?

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka i Śledzik: Takie życie.

Sączysmark: Idźcie stąd, paskudy.

Czkawka: Heh. Dzięki. Bardzo wam dziękuję. Za dzisiaj. I... za wszystko.

Mieczyk: Jak nasz kuzyn matki ciotki babki wnuka, zwany Larry, lubił sobie mawiać:

Szpadka: "Jak widzisz owcę na wzgórzu, to lepiej nawet nie próbuj".

Czkawka: Jasne? Czyli eee... To co, to chyba lecimy, co? Spotkamy się na arenie. Załatwię jedną sprawę i was znajdę. To nie tak, że cię zostawiam. Muszę powstrzymać Johanna i tych jeźdźców, bo inaczej będzie źle, tato. Ale ty masz walczyć. Bo musisz żyć, jasne? Berk cię potrzebuje. Ja cię potrzebuję.

Astrid: Czkawka! Chodź szybko, nie ma czasu.

Heathera: Ech...

Czkawka: Co się dzieje?

Heathera: Ech. No niestety jeźdźcy Johanna zaatakowali Vanaheim.