FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Śledzik: Dagur? Naprawdę? Heathera po jego stronie? Nic nie

rozumiem.

Astrid: A myślałam, że można jej ufać. Błąd.

Szpadka: Pewnie. Kto by stawiał brata nad przyjaciółmi? Chyba jakiś wariat. Pfu. Nie?

Mieczyk: Brat słyszał, siostro.

Astrid: A mnie ciągle zastanawia kim są ci Łowcy i czego, tak naprawdę, od nas chcą.

Heathera: Cierpliwości, zaraz się dowiesz. Rusz się, Ryker zaprasza na pogawędkę.

Astrid: Ach! Gdyby nie strażnicy, odgryzłabym ci głowę.

Heathera: Hah, jasne, jasne.

Astrid: Po wszystkim co dla ciebie zrobiliśmy? Przygarnęliśmy, nauczyliśmy latać, życie ci ratowaliśmy, nie raz.

Heathera: I jestem wam za to naprawdę wdzięczna, ale przeznaczenia nie oszukasz.

Astrid: Więc wolisz zdradzać przyjaciół i bratać się z tymi bandziorami?

Heathera: Przestań. Przez całe lata musiałam sobie radzić sama, wiesz? Dagur jest moim bratem. Życie by za mnie oddał.

Astrid: Pożałujesz tego. I to bardzo.

Heathera: Hm… Naprawdę? Dzięki za troskę, ale na twoim miejscu martwiłabym się o własną skórę.

Ryker: Wejść.

Heathera: Ryker potrzebuje informacji. Potrafi być bardzo przekonujący.

Czkawka: No dzień dobry. Hej, kolego. Śpisz jeszcze?

Sączysmark: Nie. Bo ktoś tu chrapie. Musisz?! Jak miło. Umieram z głodu. Usmażymy sobie i… No dobra, proszę bardzo, częstuj się. Kochany, nie, przestań. Ej! Złodzieju! Podziel się!

Czkawka: Fajnie, że chociaż jeden ma dobry humor.

Sączysmark: Ej! Oddaj! Ech, weź! Ech. A co ty robisz?

Czkawka: Zastanawiam się, gdzie oni mogli popłynąć.

Sączysmark: A po co się zastanawiasz? Nawet jak ich znajdziemy, to co? Mają te swoje strzały, pamiętasz? Jak chcesz walczyć?

Czkawka: Jak chcę? No… Nie mam pojęcia.

Sączysmark: Hehe, to bardzo ciekawe. Trochę liczyłam, że jednak masz pomysł. Ach. Hakokieł. No nic. Wiedzieliśmy, że ten dzień nadejdzie i w końcu nadszedł. Czkawka się wypalił i to Sączysmark musi obmyślić świetny plan. Wyciśnij drobinki geniuszu z tej pięknej grubokościstej czachy.

Czkawka: Już wiem!

Sączysmark: Nie… Ja bym coś w końcu wymyślił. Niewiele brakowało.

Czkawka: Chodź, zbieramy się. Szykuje się ciężki dzień.

Śledzik: Ooo! O rany, nic ci nie jest?

Astrid: Nie, ale padam z nóg. Całą noc zadawali pytania. Nie dali zmrużyć oka.

Śledzik: Kto?

Astrid: Głównie Dagur i jego Heathera. Ten cały Ryker niewiele mówi. Siedzi i patrzy.

Szpadka: No dobra, ale byłaś twarda. Nie dałaś się. Słówka nie pisnęłaś, bo jesteś najlepsza.

Astrid: No niestety, coś tam powiedziałam.

Szpadka: Ta, bo jesteś najlepsza.

Astrid: Ryker bez przerwy pytał o to samo. O Smocze Oko. Powiedziałam mu gdzie jest.

Śledzik: Zależy im na Smoczym Oku?

Astrid: Jak się okazuje, nawet bardziej niż bardzo. Podobno od dawna już go szukają.

Szpadka: I powiedziałaś im, że gdzie jest, gaduło?

Astrid: Jak to gdzie? Na Końcu Świata. I że strzegą go pozostali jeźdźcy. Całe zastępy.

Mieczyk: Co? Przecież nikt…

Astrid: Nie powinien o tym wiedzieć no wiem.

Śledzik: Ta, Koniec Świata to prawdziwa forteca, setki Smoczych Jeźdźców.

Astrid: Pod dowództwem kapitana Gustawa.

Mieczyk: Czekaj, kapitan Gustaw? Już został kapitanem?

Astrid: Oj, no przecież musiałam coś wymyślić, bo zaraz by tam popłynęli i zajęli wyspę.

Szpadka: Hah, kupili to?

Astrid: Na razie tak, ale w którymś momencie Ryker wyśle w końcu kogoś na przeszpiegi.

Śledzik: Czyli mamy trochę czasu.

Astrid: Tak. Ale musimy się stąd wydostać, zanim odkryją, że blefowałam. Jakieś pomysły?

Mieczyk: Och, kochana, pytanie. Mieczyk ma plan doskonały. Gotowi? Przekopiemy się?

Astrid: Przez dno łodzi się przekopiemy?

Śledzik: Prosto do morza, brawo.

Mieczyk: Genialne, co nie? Nigdy w życiu się nie domyślą. Sam bym się nie domyślił. Bo kto jak kto, ale ja nie umiem pływać. Dobra, zapamiętać: nauczyć się pływać. Na jutro. Najpóźniej do przyszłego tygodnia.

Sączysmark: To ta wyspa? Lądujemy?

Czkawka: Nie.

Sączysmark: A tamta tam?

Czkawka: Też nie.

Sączysmark: A ta tu?

Czkawka: Czy ty możesz się wreszcie… Aa… Przepraszam. Na tej lądujemy. Zgadłeś.

Sączysmark: O nie, już ja znam te dziury. Czemu nie powiedziałeś, że porywasz mnie na wyspę Szeptozgonów?

Czkawka: Bo gdybym ci powiedział, to byś nie poleciał. Poza tym… to nie tylko wyspa Szeptozgonów. Mamy tu jeszcze kogoś.

Sączysmark: A jest i Krzykozgon. Równie dobrze możemy się od razu rzucić do morza.

Czkawka: Przestań panikować. Jak się trochę zbliży to nas pozna i się uspokoi. Miejmy nadzieję.

Sączysmark: Smarku, polecimy na wyspę Śmierci, pośmiejemy się trochę, poginiemy. Najgorszy plan pod słońcem. Zaraz nas pożre! Możemy się, proszę, zbierać?

Czkawka: A ty nie pamiętasz? Dzięki nam odnalazł matkę.

Sączysmark: Ja pamiętam, ale on chyba nie.

Czkawka: Dawaj, dawaj, Szczerbek! Szybciej!

Sączysmark: A może nawet i pamięta, ale matka okazała się, na przykład, ja wiem… wyrodna?!

Czkawka: Lecimy w chmury. Jak się zanurzymy, mocno w prawo.

Sączysmark: I co teraz? Czekamy aż się bestia zmęczy i wracamy do domku?

Czkawka: Nie. Wręcz przeciwnie. Wracamy na dół. W tunelach jest coś, co musimy mieć.

Sączysmark: Czemu ty musisz zawsze wszystko odwrotnie?

Śledzik: Mam!

Mieczyk: Yy… Ech. Yyy… Hej! Mamy nowy plan. Zrobimy tu wielki pożar i…

Śledzik: Ee… Nie!

Szpadka: To ja mam pomysł. Słuchajcie.

Śledzik: A może podejdziemy ich psychologicznie? Poznamy imiona strażników, zakolegujemy się trochę, oni nam zaufają, a my wtedy znienacka…

Mieczyk: Straszna nuda!

Szpadka: To może…

Mieczyk: Kwasem ich!

Szpadka: Ech! Dobra, jak chcecie. Olewacie ogródek pomysłów Szpadki, to nie będzie truskaweczek.

Mieczyk: Za to w ogródku Mieczyka rosną olbrzymie pomidory. Kwasem wypalimy kraty.

Astrid: A skąd, powiedz, weźmiemy kwas?

Mieczyk: Tego jeszcze nie wiem.

Astrid: Kolejny świetny plan. Równie dobry jak ten, żeby ożenić strażnika ze Szpadką, rozwieść ich i dostać klucz w ramach podziału majątku.

Heathera: Ryker chce rozmawiać.

Śledzik: Ze mną?

Heathera: Nie, ze wszystkimi. Idziemy.

Ryker: Zwą mnie Ryker. To jest moja łódź. Wy jesteście moimi więźniami. A wasze smoki należą teraz do mnie.

Dagur: I to jak będą traktowane, zależą wyłącznie od was.

Śledzik: Sztukamięs!

Ryker: Twój Gronkiel bardzo ładnie współpracuje.

Śledzik: Sztukamięs ma na imię!

Ryker: A co mnie to. Liczy się, że wyrabia mi metal od świtu do zmierzchu i od zmierzchu do świtu. Doskonale. Nasze katapulty i balasty nareszcie będą miały czym strzelać.

Astrid: Nie możecie jej tak traktować!

Ryker: Ależ możemy. I będziemy.

Astrid: Ech!

Szpadka: Och. Biedny Wym i kochany Jot. Jak myślisz, co im zrobili?

Mieczyk: Nie, nie, nie patrzę. Nie patrzę, bo palce mam teraz na oczach. No proszę. I to ja rozumiem. Ktoś tu, widzę, wie co dobre.

Łowca: Lubi rybki.

Szpadka: Hej. Rzuć no trochę tłuszczyku. Patrz no, jaka jestem mizerna.

Łowca: Zmykaj stąd.

Ryker: Osiągnie sporą cenę na północnych rynkach.

Mieczyk: A jak. Zdrowa skóra, piękne oczy, niebywały refleks do tego. Chwila… co?

Dagur: Aha. Butki z Zębiroga. Najwyższa jakość za najwyższą cenę.

Ryker: Wszystkie wasze smoki czeka ten sam los. Naturalnie niektóre możemy traktować ciut lepiej.

Szpadka: Nie trzymaj nas w niepewności. Mów.

Ryker: To wy zacznijcie wreszcie mówić! Chcę wiedzieć wszystko o Smoczym Oku i ilu dokładnie Jeźdźców strzeże waszej wyspy! Dobrze, rozumiem. Tuczcie go, tuczcie, panowie. Więcej nam zapłacą.

Szpadka: Błagam! Błagam! Nie, nie tuczcie go! Ja ci powiem, wszystko powiem.

Ryker: Świetnie. Zamieniam się w słuch.

Szpadka: Nie krzywdź go.

Mieczyk: Szpadka, uspokój się! Thorstonowie nie błagają. Chyba, że o jedzenie.

Szpadka: Eee…

Mieczyk: Albo pieniądze, albo nocleg.

Szpadka: Eee…

Mieczyk: Albo o inne rzeczy, których potrzebują. Hm, głupia sprawa. Może ja zamilknę?

Szpadka: Eee…

Ryker: Chcesz pomóc swojemu smokowi? To zacznij już wreszcie mówić.

Szpadka: Nie! W życiu. Ech. Wybaczcie, jakoś na chwilę straciłam głowę.

Ryker: Zabawne. Wkrótce twojego smoka czeka ten sam los. Zabrać ich stąd już!

Sączysmark: A ten Krzykozgon to on nie urósł przypadkiem?

Czkawka: Urósł. I ja właśnie na to liczyłem.

Sączysmark: Świetnie. Nie no, ja też się cieszę.

Czkawka: Słuchaj, skoro urósł, znaczy, że zrzucił skórę. A jeśli zrzucił skórę, to gdzieś tutaj musiał zostawić łuski. I są!

Sączysmark: Jeśli myślisz o tym, o czym myślę, że myślisz to myślę, że to naprawdę fatalny pomysł.

Czkawka: Moim zdaniem doskonały.

Sączysmark: To powiedz mi, bracie, kto wymyślił, żeby dać Sztukamięs na wabia? Też plan doskonały. Wyborny. No dzieło sztuki.

Czkawka: Cicho, nie gadaj już. Mamy pewnie z godzinkę czy z dwie za nim Krzykozgon…

Sączysmark: Błagam cię, przestań już udawać, dobra? Ten smok cię nie kojarzy. Nie zna cię, nie pamięta, daruj sobie.

Czkawka: Szczerbatek i ja odwrócimy jego uwagę, a ty zbierz jak najwięcej łusek i zbierajmy się stąd.

Sączysmark: Czkawka?

Czkawka: Już nawet nie kończ.

Sączysmark: Hahahaha. No to już po nas. Co tu się stało? Umarliśmy?

Czkawka: Krzykozgon rzeczywiście nas nie pamiętał, ale jego matka to już co innego. No popatrz, jest dobre. Ruszaj się, zbieraj łuski, migiem.

Mieczyk: A gdybyśmy się podkopali przez sufit?

Śledzik: To byłby nadkop a nie podkop.

Mieczyk: Ta, na serio? A niby czemu się nie można podkopać do góry?

Szpadka: Słuchajcie, bo ja mam…

Astrid: Cicho, dobra? Zapamiętałam rozkład jazdy strażników. Mam plan. Musimy tylko jakoś otworzyć te drzwi.

Szpadka: Kluczem, który jakiś czas temu wykradłam i mam?

Astrid: Co? Ale chwila, jak…?

Szpadka: Błagam… Proszę… Właśnie. Dajcie mi, proszę, czasem coś powiedzieć, dobra? Ogródek pomysłów Szpadki rodzi dużo owoców.

Astrid: No dobra. Jeśli uda mi się załatwić strażników, rozdzielamy się i lecimy po smoki. A potem spadamy stąd.

Mieczyk: No dobra. A dokąd?

Astrid: Do góry, żeby nie dosięgły nas strzały. Cii… Strażnik! Strażnik! Ja już nie mogę! Chcę ratować swojego smoka! Powiem wszystko, tylko mnie wypuść! Gotowe. Jeszcze jedno. Jeśli ta łódź jest w stylu Kosiarza, to pewnie wszędzie są pułapki, także oczy dookoła głowy.

Mieczyk: O, świetnie. Miło, że wspomniała.

Śledzik: Widzimy się na górze. Heh.

Mieczyk: Ale, że w sensie, że w powietrzu, czy w Walhalii?

Szpadka: Tego nie wiem, zapytajmy… Oj, poszedł sobie.

Śledzik: Och, Sztusia! Ohoho! Strasznie tęskniłem, wiesz? Zaraz sobie uciekniemy, ale najpierw muszę coś sprawdzić. Gronklowe żelazo, wiedziałem! Skąd wytrzasnęli recepturę? Ech, czym ten facet cię karmił?

Astrid: No jestem. Myślałaś, że cię zostawię? Nie żartuj.

Szpadka: Hm… Wym, Jot, przybyliśmy was ocalić.

Mieczyk: Słyszały spasione jaszczury? Ocalamy was. Ruszcie się! Ktoś tu chyba zapomniał, kto kim rządzi.

Szpadka: Właśnie. Kto kim rządzi?

Mieczyk: O-oł.

Śledzik: Ostatni, ostatni składnik. Co to mogło być?

Łowca: Dosyć. Idziemy.

Szpadka: Rusz się! No już, ratujemy wam skórę!

Mieczyk: Weźcie, bo zaraz nas złapią.

Szpadka: Cześć. Jakieś plany na wieczór?

Heathera: Ty chyba nie myślisz, że damy ci uciec.

Astrid: Chyba nie myślę. Ale to sprawi mi sporą frajdę.

Hathera: Tak? Mnie chyba większą.

Dagur: A nie mówiłem? Jasne, że mówiłem. Uparci jak osły. I wkurzający. Ryker. Rykuś. Rykusiek, posłuchaj, proszę, młodszego kolegi, co? Znam się na smokach. Znam się na Jeźdźcach.

Ryker: No i?

Dagur: Pokaż im, że nie żartujesz. Wywal jednego za burtę. Hehehmhm… Ale będzie ubaw.

Heathera: Tak, fantastyczny pomysł. Ciekawe co nas czeka, jeśli Viggo będzie chciał ich osobiście wypytać o Smocze Oko. Mam znacznie lepszy plan. Niech trochę popracują.

Mieczyk: Jeśli można, wolałbym za burtę.

Szpadka: Mhm.

Heathera: Rozdziel ich, żeby nie próbowali więcej uciekać. Niech ci posłusznie służą jak te smoki.

Ryker: Ciekawe. Ten pomysł mi się podoba. Do roboty ich! Następny który spróbuje uciec, leci za burtę. Tak, od razu widać, kto tu myśli w tej waszej familii. Hahahaha…

Dagur: Hahaha… Ma się rozumieć, szefie. To było… Co to miało być, przepraszam?

Hathera: Nic, tylko uratowałam ci życie. Z tego co mi mówiłeś, Viggo jest wyjątkowo niezadowolony gdy traci swój cenny towar. Jeśli coś się stanie Jeźdźcom, Ryker będzie świecił oczami, nie ty.

Dagur: Dbasz ty o swojego braciszka. Jak siostra.

Łowca: Astrid tam.

Czkawka: Jestem pod wrażeniem. Jakie tempo, Sączysmark, i powiem ci, że zręczny jesteś.

Sączysmark: Hehehe. Mamusia czegoś mnie tam nauczyła.

Czkawka: Jeśli to wypali, będę musiał jej podziękować. Dobra. To teraz co? Musimy znaleźć Łowców.

Mieczyk: Ej, to jak to było? Heathera cię pokonała, tak? Zupełnie sama?

Astrid: Bo miała siekierę.

Mieczyk: No dobra, a ty miałaś rączki. Swoje zwykłe, zwinne rączki.

Astrid: Och…

Mieczyk: Czyli wniosek jest taki, żeby zawsze nosić przy sobie siekierkę. W sensie… miotłę. Tak. Miotła dobra rzecz.

Szpadka: Ty już, nie próbuj się, kolego, podlizywać, bo to twoja wina. A ty co? Stajesz po jego stronie, drugi kolego? Ty też się nie popisałeś.

Śledzik: Trzy części wapienia, dwie części piaskowca, jedna część rusy żelaza i jedna wielka łycha zastygłej lawy Gronkla. Aa! A, tak, ju-już sortujemy.

Astrid: Hy, ty naprawdę nie rozumiesz, że taka siekiera daje w walce gigantyczną przewagę?

Mieczyk: Nie daje, jeśli masz maczugę.

Astrid: Ale ja nie miałam maczugi. Ani miecza. Ani kuszy.

Mieczyk: Aha, to teraz sobie wyliczamy? No to nie miałaś też oczu, co strzelają płomieniami, nie? Hehehe…

Astrid: Ooch!

Łowca: Smoki! Smoki na prawej burcie! I Jeźdźcy!

Dagur: Pewnie czkawka i kolega Smarkacz.

Ryker: Szykować katapulty! Łucznicy na stanowiska! Jak tylko znajdą się w zasięgu.

Sączysmark: Słuchaj, zdarzają się fatalne plany każdemu. Ale ten to przekracza w ogóle wszelkie granice.

Czkawka: Dzięki, to ja potraktuje to jak komplement.

Dagur: Nie sądziłem, że jest aż tak szalony.

Ryker: Głupiec.

Heathera: Czkawka nie jest głupi. Na pewno coś knuje.

Ryker: Z przyjemnością go zapytam. Jak tylko strącę go z tego smoka. Łucznicy, strzelać do skutku!

Dagur: Och tak! Mamy ich na talerzu! Yyy… Aa… Co się wydarzyło? Zakryli smoki jakąś dziwną smoczą zbroją.

Ryker: Chodź tu do mnie.

Astrid: Teraz albo nigdy.

Mieczyk: Aaa! Nie… bawi mnie… zamiatać! I lepiej to sobie zapamiętaj!

Astrid: No wybacz. Parę brudów trzeba będzie jeszcze stąd wymieść. Haa!

Mieczyk: Aaa!

Śledzik: Nie! Sztusia, tul go!

Szpadka: Ha! Ha! Ha! Ha! W porządku. Niezły początek. Ale przed wami jeszcze bardzo długa droga, koledzy.

Sączysmark: Zbroja ci się luzuje! Wiedziałem, ze trzeba było na okrętkę, a nie krzyżykowym. Brzydki Sączysmark, brzydki. O nie, a tak chciałem, żeby mamusia była dumna.

Czkawka: Miejmy nadzieję, że wytrzyma. Lecimy i zdejmujemy boczne statki.

Astrid: Dosyć. Chodźmy po smoki.

Heathera: Ja się nią zajmę.

Astrid: Aaa! Wichura, lećmy stąd. Proszę cię, nigdy nie odpuszczasz?

Heathera: A ty?

Dagur: Huhuhu! Odpadł mu kawałek zbroi! Dorwiemy łobuza!

Ryker: Uwaga! Wszyscy celować w Nocną Furię, jasne?!

Łowca: Z całej…

Ryker: I jak to w życiu, wszystko muszę sam.

Astrid: A nie mówiłam, że zadarłeś nie z tymi co trzeba?

Ryker: Chyba jednak nie doceniłem tych… Smoczych Jeźdźców.

Czkawka: Ja dobrze widziałem? To był Dagur? Dagur przystał do Łowców?

Szpadka: No nie tylko Dagur.

Astrid: o tak. Działo się. Będzie co opowiadać.

Śledzik: Łuski Krzykozgona? Hej, bardzo sprytne. Najgrubsza skóra pod słońcem.

Szpadka: Uu, jakie profesjonalne ściegi.

Mieczyk: Eee, bez przesady. Ja tam bym raczej szył na okrętkę.

Sączysmark: Jeszcze słowo, a ci zaszyję tą buźkę.

Czkawka: Patrz, jednak się udało.

Śledzik: Ciężka ta zbroja. Ja tam bym ją wykuł z Gronklowego żelaza. Zdobyłem recepturkę.

Czkawka: Obawiam się, że pewnie nas to czeka. Wygląda na to, ze Łowcy tak łatwo nam nie odpuszczą.

Heathera: Dobra. Co teraz?

Ryker: Wyspowiadamy się Viggo.

Dagur: Yyy, tak. A co mu powiemy?

Ryker: Że coraz mniej dzieli nas od Smoczego Oka.


Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.