FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Gustaw: Dawaj mała! Lecimy! Huhu! Ahaha! O nie. O nie, niedobrze! I co? I co? I co teraz? Co teraz?!

Czkawka: Gustaw, ile razy mam ci powtarzać? Tu nie wolno się bawić.

Gustaw: Ale ja się nie bawiłem. Ja trenowałem smoka.

Sączysmark: Hah, biedactwo. Okażesz takiemu trochę ciepła i już cię maleństwo zaczyna naśladować. Ee… W sensie mnie.

Astrid: Chcesz być obleśny i wkurzający?

Gustaw: Nie. Chcę latać na smoku.

Sączysmark: Rozejrzyj się, mały. Wszystkie wolne miejsca są zajęte. Więc, o ile któreś z nas nie kopnie w kalendarz, nie masz szans. Ja nie chcę kopnąć w kalendarz!

Czkawka: Sączysmark, możesz później? Próbujemy ustalić, co z Dagurem.

Mieczyk: Jakim Dagurem?

Sączysmark: W zeszłym tygodniu widziałem trzy z pięciu drogowskazów do Walhalli.

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka i Śledzik: Mówiłeś.

Sączysmark: Czyli wiecie? I stoicie sobie jakby nigdy nic i gadacie o jakimś Dagurze. A tu jeden z najodważniejszych i najbardziej cenionych wojowników może lada chwila opuścić ten padół i to na zawsze!

Mieczyk: Ty, no. Są dobre strony. Człowieku, trafisz do wiecznego raju.

Astrid: I my również.

Sączysmark: Żartujcie sobie, żartujcie, żartujcie. A Hakokieł? A co z nim? Zupełnie sam, beze mnie, do końca życia. Po prostu…

Czkawka: Skończyłeś?

Sączysmark: Nie! Nawet nie zacząłem! Ten tutaj młody, zrozpaczony wizją przyszłej żałoby, kolega Gustaw zgodził się kontynuować Sączysmarczą tradycję.

Gustaw: To dla mnie zaszczyt.

Astrid: Błagam, nie mówcie, że mały będzie latał i krzyczał "Smark, Smark, Smark".

Sączysmark: A to nawet niezły pomysł. Młody, lepiej sobie zanotuj.

Czkawka: Proszę cię, te pięć drogowskazów to jakaś durna bajka dla prostych naiwniaków.

Sączysmark: Doprawdy? A ja widziałem i latające ryby, i płaczące skały, i śpiewające drzewa.

Śledzik: I brawo, bo pewnie widziałeś polujące łososie, mokre skały na plaży i słyszałeś wiatr w konarach.

Astrid: Z resztą pięć drogowskazów ukazuje się podobno wyłącznie wielkim wojownikom.

Sączysmark: No właśnie? Co ci tu nie pasuje?

Czkawka: A nawet jeśli to prawda, chociaż wiemy, że nie, nie możesz tak sobie po prostu wybrać zastępcy.

Sączysmark: A czemu? Gdybyśmy przystali na plan A…

Astrid: Ty chciałeś, żebyśmy pogrzebali z tobą żywcem Hakokła.

Sączysmark: Z rozkoszą oddałby życie za swojego ukochanego pana. Z największą.

Czkawka: No dobra, załóżmy, że masz rację, że widziałeś te swoje trzy drogowskazy. To nadal nic nie znaczy, zostały ci jeszcze dwa.

Sączysmark: O! O nie. Nie! Nie! Czwarty drogowskaz! Martwy ptak.

Czkawka: Przestań, jaki martwy ptak? To tylko zwykły zdechły kurczak. A… A to przecież nie to samo. Co nie, że nie?

Mieczyk i Szpadka: Co tak, że tak. Martwy kurczak równa się zdechły ptak.

Sączysmark: Nie mamy wiele czasu, mały. Zaczynamy treningi i to zaraz.

Czkawka: Och, dobra. My i tak musimy lecieć na Wyspę Łupieżców. Jeśli możesz, spróbuj nie zabrać dzisiaj nikogo ze sobą do tego wiecznego raju, dobra?

Sączysmark: Niczego nie obiecuję.

Czkawka: Ach, stąd to nic nie widać.

Astrid: A ja widzę, że coś budują i boję się, że to dobrze nie wróży.

Szpadka: Kto jest za, żeby im to wysadzić?

Mieczyk: Ja! I to twój najlepszy pomysł w tym tygodniu. Ał.

Czkawka: Mieczyk, rozmawialiśmy o tym. Najpierw uzgadniamy, potem działamy. Nie odwrotnie.

Mieczyk: Chyba oszalałeś. Po co cokolwiek uzgadniać?

Czkawka: Potem do tego wrócimy. Będziemy obserwować, jeśli się okaże, że jest źle…

Mieczyk: To wysadzamy?

Czkawka: Jakże by inaczej.

Sączysmark: Uważaj. Teraz się skup, młodzieniaszku. To jest Koszmar Ponocnik. Najbardziej niebezpieczny smok na całym świecie. Nie każdy jest w stanie okiełznać takiego złośliwca.

Gustaw: Łoł.

Sączysmark: A co to ma być?! Pozwoliłem dotykać? Nie przypominam sobie. Pozwoliłem?!

Gustaw: Eee… N-nie.

Sączysmark: Pierwsza i najważniejsza sprawa, musisz go do siebie przekonać. Czyli inaczej: masz się nie cackać i pokazać mu raz na zawsze, kto tu rządzi.

Gustaw: Dobra, koniec gadania. Teraz ja chcę. Łoł. A-a!

Sączysmark: Ta, jeszcze do tego wrócimy. Skupić się rekrucie! Masz robić dokładnie to, co ci powiem.

Gustaw: Jest! Tak jest!

Śledzik: Nieźle się zapowiada.

Mieczyk: Chyba się nie spóźniliśmy?

Astrid: Nie. Wpadliście w samą, samiuśką porę.

Mieczyk: Uff, całe szczęście. Uwielbiam, kiedy się robi brutalnie.

Sączysmark: Koszmar Ponocnik w rękach swojego zdolnego jeźdźca, czyli mnie dla przykładu, to niepokonana broń ognioziejna. Należy więc go traktować z należytym… Aa! Rekrucie, do tego też wrócimy. I co? Bawi cię to? Aaa! No dobra, słuchaj. Kiedy mu dajesz rybę, budujesz więź, a więź to podstawa. Patrz uważnie jak się buduje więź. Hakokieł, wcinaj! Twoja kolej mały. Buduj więź!

Gustaw: Hakokieł, wcinaj! Yyy…

Sączysmark: Ło. Nie! Wrócimy do tego. Wiem, że kiedy mnie zabraknie, będzie wam naprawdę ciężko. A szczególnie tobie, Astrid. Ale proszę was, żadnych łez. Wspominajcie mnie z uśmiechem, z radością w sercach. Dlatego wyrzućcie z pamięci wszystkie nieprzyjemne chwile. Na mocy nadanej w dniu mych narodzin, niniejszym przekazuję kły Hakokła małemu Gustawowi. Niech Thor cię prowadzi, młodzieńcze, niech ma cię w swojej opiece. Pioruny niech czuwają nad tobą i niech strzeże cię jego młot.

Czkawka: Dobra, dobra Smark. Dość tej zabawy. Pierwsza sprawa: TY WCALE NIE UMIERASZ!

Sączysmark: Ćś, ćś, ćś, ćś. Czkawka. Naprawdę nie musisz. Zaprzeczanie to tylko jeden z etapów żałoby.

Czkawka: Druga sprawa: "na mocy"? Jakiej mocy? Kto ci nadał jakąś moc?

Mieczyk: A nikt.

Czkawka: A nawet gdyby ktoś nadał…

Mieczyk: A nie nadał.

Czkawka: …Gustaw kompletnie nie jest gotowy. Nie weźmiemy go do drużyny.

Mieczyk: W żadnym wypadku.

Śledzik: Zgadzam się z Czkawką. To nie tak, że po prostu wsiadasz na smoka i lecisz, tu chodzi o coś więcej.

Astrid: Akurat wsiadanie i latanie idzie małemu całkiem nieźle.

Sączysmark: Aa, no nikt nie jest doskonały. Może poza mną. Śledzik, na przykład, ma lęk wysokości, bliźniaki nie potrafią zliczyć do dziesięciu, Astrid ma w sobie morze nieoswojonej złości, a… Wystarczy. Dość powiedziałem.

Czkawka: Och.

Sączysmark: Najdroższa moja, a mogło być tak pięknie… och… W Walhalli cały ten ból ustanie.

Czkawka: Och, Sączysmark. Opanuj się, bo to się robi nudne. Nie idziesz do żadnej Walhalli!

Mieczyk: Uciekające owce!

Sączysmark: Hę?

Śledzik: Klątwa pasterza. To…

Astrid: Ech. Piąty drogowskaz?

Czkawka: Błagam was, nie… pff… Nie róbcie mi tego.

Sączysmark: Aaa! Pomścijcie mnie! Niech na stypie zagości jagnięcina! Aa… To już Walhalla? Ale ściema.

Czkawka: No nie? Witamy na Berk. Zemdlałeś.

Sączysmark: To dowód, że moje doskonałe ciało zaczyna powoli zawodzić. Nie zostało mi wiele… czasu. Weź Gustawa, niech zajmie moje miejsce.

Czkawka: O nie, nie zajmie twojego miejsca. Nie jest gotowy.

Gustaw: No i? To weź mnie przygotuj. Chyba od tego tu jesteście. Trenujecie, nie? Siebie, smoki, od tego jest Akademia.

Czkawka: Słuchaj. Niby tak, ale… Ech. Myśmy to miejsce tworzyli od początku. To wymagało czasu i pracy, i…

Mieczyk: No co ty gadasz, przecież przyszedł Stoick, powiedział "Weźcie Arenę" i już. Macie swoją Akademię.

Czkawka: Dzięki za tę uwagę… Trochę trwało zanim rozgryźliśmy smoki. Przelataliśmy na nich masę godzin. Czasem było niebezpiecznie, czasem strasznie…

Szpadka: Czasem czadowo.

Czkawka: Idź poszukaj brata.

Astrid: Czkawka próbuję ci powiedzieć, że najważniejsze jest doświadczenie.

Śledzik: Jeździec musi mieć doświadczenie, smok musi mieć doświadczenie i do tego jeszcze dokładamy doświadczenie jeźdźca na smoku.

Gustaw: Czyli doświadczenie, hę?

Sączysmark: Wybacz Hakokieł, z tego co widzę, wracamy do planu A. Mieczyk, Szpadka. Zacznijcie kopać. Aaa.

Gustaw: O, Straszliwce. Niech będzie. Aaa! Śmiertnik Zębacz. Hmmm. Ale kolczasty. Och. Koszmar Ponocnik. Najgroźniejszy smok na całym świecie. Nie każdy jest w stanie zapanować nad tym złośliwcem. Ale ja nie jestem jakiś każdy. Aaa! O! To tak. Ponoć karmienie to budowanie więzi. A masz i się buduj. Ach! O-o. Aaaa!

Czkawka: Słuchajcie, musimy się tam zakraść i jakoś dowiedzieć, co kombinuje Dagur.

Sączysmark: Myślę, że płonący stosik pogrzebowy na płonącej łódeczce to jest właśnie to.

Mieczyk: Weź, no co jest? Przecież chyba mieliśmy was pogrzebać żywcem. Noo dobra, trudno, to ja lecę po drewno.

Szpadka: No, a ja poszukam tych stosów.

Gustaw: Eee, yyy… To tak miało być.

Mieczyk: Ty, czy mi się wydaje, czy wleciał tu właśnie malutki Sączysmark… na różowym Hakokle?

Mieczyk i Szpadka: Och!

Czkawka: Gustaw, co to niby miało znaczyć?

Gustaw: A to, że skoro nie masz czasu mnie trenować, znalazłem sobie własnego smoka i sam się wytrenowałem.

Czkawka: Rzeczywiście, o tak, z tego co widzę, bardzo się wytrenowałeś.

Sączysmark: Jakżesz on pięknie nikogo nie szanuje. Heh, pojętny uczeń. No to teraz mogę spokojnie odejść.

Astrid: Przestań mi już robić nadzieję.

Gustaw: Drodzy jeźdźcy i przyjaciele, chciałbym wam przedstawić swojego smoczka. Oto Kiełohak.

Sączysmark: Kiełohak? Mały, ty żartujesz? Ty już naprawdę nic i nikogo nie szanujesz?

Czkawka: Gustaw, ty chyba nie zrozumiałeś. Latanie na smoku jest ważne, dobra, ale najważniejsza jest więź. Więź między jeźdźcem i smokiem. Czyli inaczej przyjaźń.

Gustaw: My mamy więź. Sprawdź nas. Pokażę ci.

Mieczyk: Sprawdź go! Sprawdź go! Sprawdź go! Sprawdź go! Sprawdź go! Sprawdź go!

Śledzik: Ty wiesz, może to nie jest najgorszy pomysł.

Czkawka: Śledzik, jest. I to nawet gorszy niż najgorszy.

Śledzik: Oj, Czkawka, no pomyśl. Weź spójrz na Smarka. A gdyby się okazało, że nie jest taki znowu niezastąpiony?

Astrid: Możesz nie kończyć, już mi się podoba.

Czkawka: Czekaj chwilę. Gustaw, przemyślałem sprawę i masz rację.

Sączysmark: Ła… Chwila, momento. Poważnie?

Czkawka: Tak, poważnie. No już. Zrób kółeczko wokół Areny i zatrzymaj się na krzyżyku.

Gustaw: Dobra Kiełohak. Dawaj ognia!

Śledzik: Jaki waleczny okrzyk, no proszę.

Sączysmark: Eee, no bez przesady.

Gustaw: Juhu! O. Ahahahaha! O-o. Jestem jeźdźcem.

Czkawka: Rany. Nieźle, całkiem nieźle.

Sączysmark: Całkiem nieźle?! Coś ty, ze smoka spadł.

Mieczyk: Ej, was też już wkurza ten cały duch Sączysmarka?

Sączysmark: Hola, chyba jeszcze nie umarłem.

Szpadka: Dla nas już tak.

Gustaw: Aaa! Aa!

Czkawka: Szczerbatek, pokaż mu jak to się robi.

Gustaw: Ognia mały!

Sączysmark: Gamoń. W nic ślepota nie trafia.

Czkawka: Och, nie do końca masz rację.

Sączysmark: Brawo, jesteśmy gotowi na… zmasowany atak owiec.

Mieczyk: Tyle, że tym razem to my wygramy.

Sączysmark: Słuchajcie. Wy serio myślicie, że ten mały może mnie zastąpić?

Astrid: Kochany, wypełniamy tylko ostatnią wolę pewnego legendarnego wojownika.

Mieczyk: Z resztą… nie masz głosu, stary. Ciebie już dawno nie ma. Hehe. Au! Myślałem… Myślałem, że mi ręka przejdzie na wylot i że go po plecach połaskoczę, no.

Sączysmark: A może sprawdzimy, jak sobie młody radzi z przeszkodami?

Czkawka: Zabawa polega na tym, że lecimy slalomem między dużymi sosnami i…

Sączysmark: Ble, ble, ble, ble, ble, ble, ble… Jeśli serio jesteś taki dobry, to rób lepiej to, co ja. Ognia, Hakokieł!

Gustaw: Ej, stary, ukradłeś mi okrzyk!

Sączysmark: I to się nazywa szkoła Sączysmarka! Coś mi mówi, że młody nie zda do następnej klasy!

Gustaw: Aa! Uu! Ee! Panie truposzu! Siedzę ci na ogonie, jak węgorz na trzynogim… Agh!

Sączysmark: Oo. Hehehehe. Jedynka młody, czyli skucha.

Gustaw: Aaa!

Szpadka: E-ej! Co ty robisz?! Nie lej go wodą, bo nam się nasz mini Sączysmark skurczy… jeszcze.

Gustaw: Och. I jak mi poszło?

Sączysmark: No więc… Wytrzymałeś jakieś… dwie sekundy.

Czkawka: Czekaj, czekaj. To były niesamowite dwie sekundy.

Astrid: Fantastyczne wręcz. Teraz nie mam już wątpliwości, że godnie zastąpisz Sączysmarka.

Sączysmark: Ciamciaramciam. Hej, zaraz, zaraz. Wy mi macie mówić, że ja nie umieram! Wielkie dzięki, ale z was przyjaciele.

Czkawka: Słuchaj Sączysmark. Okej, może rzeczywiście widziałeś jakieś drogowskazy. Niech ci będzie. Może pewnego dnia rzeczywiście umrzesz. I… gdybyś był tak miły i nie drapał się w tyłek, kiedy do ciebie mówię.

Sączysmark: Ech. Wybacz. To przez tę nieszczęsną trawę w majtach.

Czkawka: A napchałeś tam sobie trawy, ponieważ…?

Sączysmark: Lepsze pytanie, czemu ty nie napchałeś? Bliźniaki mówiły, że jak się napcha, to siodło nie ociera.

Czkawka: Co ty powiesz, no proszę. Bliźniaki też wpuściły owce. A owce kochają trawę. I o ile się nie mylę, to wy zrzuciliście nam tu martwego ptaka.

Szpadka: Czkawuś, no co ty… Co ty opowiadasz? Nie teraz!

Sączysmark: A-ha! To ci dopiero. Czyli to znaczy… Poddaję się. Co to wszystko znaczy?

Astrid: A to, że bliźniaki robiły sobie z ciebie żarty.

Sączysmark: No tak. Ja-a-sne. I…

Czkawka: Że NIE UMIERASZ!

Sączysmark: Nie umieram? Ja nie umieram! Hahahaha! Dzięki, dzięki, dzięki Thorze. Sączyś za piękny jest na śmierć. Za piękny…

Astrid: Oj… I przeszła mi ochota na kolację.

Gustaw: Ale… Ale to znaczy, że nie weźmiecie mnie do drużyny? Ale ja tak strasznie chciałem być jak wy.

Sączysmark: Z jednej strony ta twoja zaciętość i pewność siebie robi na mnie wrażenie.

Gustaw: A z drugiej strony? Aaa!

Sączysmark: Hej, wracajcie łotry!

Mieczyk: Hehehe.

Sączysmark: Już ja was dorwę! Tak was dorwę, że…

Stoick: Synu, musimy porozmawiać. Johann Kupczy przybył właśnie z Wyspy Łupieżców. Doszły go słuchy, że Dagur będzie niebawem testował jakąś nową broń, czy coś.

Astrid: Czyli już wiemy, co on tam budował.

Czkawka: Polecimy tam w nocy i dyskretnie się rozejrzymy, zgoda?

Stoick: W porządku. Ale żadnych ruchów, jasne? Tylko się przyglądacie. Nie chcemy żadnej wojny.

Gustaw: "Nie chcemy żadnej wojny". Ale my chcemy wojny. Zobaczysz, jeszcze sami do nas przyjdą. Hehehehe.

Czkawka: No dobra, dość sporo tam tych Berserków. Jaki jest plan?

Astrid: Ja się tym zajmę. Hej, hej!

Berserk: Co jest? Wracaj mi tu!

Astrid: Bardzo ładnie. Za mną chłopaki, za mną.

Dagur: Co jest grane? Co to za bieganie po nocy?!

Bestial: Strażnik wypatrzył kogoś na smoku. Kieruje się na zachód.

Dagur: Czyżby Nocna Furia?

Bestial: Nie, panie. Ponoć dziewczyna.

Dagur: Dziewczyna. Łuhuhu. Pysznie.

Czkawka: Dobra, wszyscy polecieli za Astrid. Chodź, zakradniemy się i sprawdzimy co łotr knuje.

Bestial: Są i pozostali! Lecą na nas!

Dagur: Nie ważcie się nic robić. Dzieciak jest mój. Oj, Czkawuś, jesteś taki prosty w obsłudze. Trzymać. Mocno trzymać. Ognia!

Czkawka: Ach, to pułapka!

Gustaw: Aaa! Aha, aha! U! A!

Dagur: Och, na Thora słodkiego, a to co?

Sączysmark: Gustaw?!

Czkawka: Świetnie. Cudownie.

Gustaw: Kiełohak, robimy slalomik.

Dagur: Nie!

Gustaw: O-o.

Dagur: Zostawcie coś dla Czkawki! Muszę mieć tę Nocną Furię. Ach, co jest?

Sączysmark: No dobra, to Gustawa mamy z głowy. Może skoczymy sobie na jakąś jagnięcinkę?

Czkawka: Czyś ty komplet… Sączysmark! Trzeba go przecież ratować.

Sączysmark: Ech, no wiem.

Dagur: Teraz!

Czkawka: Daj ognia!

Gustaw: Ile mam powtarzać?! To mój okrzyk! Ja wymyśliłem!

Czkawka: No i brawo. To teraz może daj ognia.

Gustaw: Kiełohak, dawaj ognia! Ał! O nie. Ała. Dobra, spadamy stąd.

Berserk: Jest! Widzę Nocną Furię!

Dagur: Hehehehe… I mam cię!

Sączysmark: Spoko, Czkawka, już do ciebie lecę! No już, chojraku, szykuj się. Lecimy!

Gustaw: Nie, dzięki. Ja spadam. Mam dosyć.

Sączysmark: O nie, nigdzie nie spadasz. Chciałeś mieć doświadczenie, to zdobywaj je sobie.

Gustaw: Ale ja się boję! A co jak nie dam rady?

Sączysmark: Nie gadaj tylko słuchaj. Latasz na Koszmarze Ponocniku, najstraszliwszym smoku na całym świecie. Dasz sobie radę. Dasz sobie radę.

Berserk: Mamy go! Mamy go, panie.

Gustaw: Masz rację, mistrzu. Dam sobie radę.

Dagur: Hyhy…

Sączysmark i Gustaw: Ognia Hakokieł/Kiełohak!

Czkawka: Szczerbatek, ognia.

Dagur: To był naprawdę plan doskonały. Miałem tego smoka. Miałem w łapskach Nocną Furię. Dlaczego nie wypaliło? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Bestial: Yyy, panie, jeśli można, podejrzewam, że cały problem leżał w yy… egzekucji planu.

Dagur: Egzekucji. Czy ja słyszałem "egzekucji"? No proszę, nareszcie mówisz do rzeczy.

Berserk: Tylko spokojnie.

Dagur: Aaaa!

Czkawka: Dzięki, chłopaki. Celne strzały.

Sączysmark: Moja sprawka. Mały zamknął oczy.

Gustaw: No co? Strasznie było.

Sączysmark: Hehehehe.

Stoick: Czyli mam rozumieć, że nie było żadnej tajnej broni?

Czkawka: Nie. To była pułapka, tata. Dagur widocznie przewidział, że Johann nam wszystko powtórzy.

Stoick: Eee, nie dość, że szalony, to jeszcze sprytny. No cóż. Cieszę się, że wam nic się nie stało.

Gustaw: To ten… Czyli nadal nie chcecie mnie w Akademii, co nie?

Czkawka: Wiesz, może zrobimy tak: Będziesz takim naszym tutaj pierwszym w historii młodszym praktykantem rezerwowym, boczno-ławkowym, wsparciowym, odwodowym jeźdźcem.

Astrid: O ile zasłużysz.

Sączysmark: Taka czwarta klasa.

Gustaw: Dzięki!

Czkawka: Ale ty chyba rozumiesz, że musisz się jeszcze mnóstwo nauczyć?

Gustaw: Pewnie.

Śledzik: I dokładnie sprzątać po smokach.

Gustaw: Jasne.

Czkawka: I żadnego latania bez naszej zgody. Jeszcze nie jesteście gotowi.

Gustaw: No wiem, przepraszam. Idź sobie Kiełohak! Jesteś wolny! Ech. Uciekaj! Powiedziałem coś?! Znikaj!

Czkawka: Ej, wiem, że to nie było łatwe, ale… brawo mały, dobrze postąpiłeś.

Gustaw: No wiem.

Sączysmark: Heh, serio chciałeś mnie zastąpić tym małolatem?

Czkawka: Łaa… Ciebie to nikt nie zastąpi.

Sączysmark: Nie próbuj o tym zapomnieć.

Czkawka: Ej, wracasz czy zostajesz?

Gustaw: Zostaję. Chciałbym pobyć chwilę sam, jeśli można. Kiełohak! To co? Co sobie dzisiaj poćwiczymy? Hahahahaha.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.