Jak Wytresować Smoka Wiki
Jak Wytresować Smoka Wiki
Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless.png


Śledzik: Czkawka? Hm. Czkawka! Hop, hop! Jest tu kto? Czkawka! Hm. O, a to ciekawe. Nie. Nie wolno, Śledziu. To jego prywatne sprawy. Aaale... Nie. Hm. Nie, nie, nie tykamy. Nie. Nie wolno. Nie. Och.

Sączysmark: Śledziu!

Śledzik: Aaa! Matko. Ty wiesz, jak mnie wystraszyłeś?

Sączysmark: Gdybyś w cudzym nie węszył, to byś tak nie fikał.

Śledzik: Wcale nie węszył. Widziałeś Czkawkę?

Sączysmark: A co?

Śledzik: A nie twoja sprawa.

Sączysmark: To nie. Hehehe...

Śledzik: Dobra, wygrałeś.

Sączysmark: Ha!

Śledzik: Johann przypłynął i chce rozmawiać z Czkawką.

Sączysmark: Aha.

Śledzik: To co, gdzie Czkawka?

Sączysmark: Nie mam pojęcia. Rzadko się ostatnio pojawia odkąd się z tą Astrid ten teges i... Pyszotki. Tylko razem i razem. My to już ich nie obchodzimy, bo liczy się tylko Czkastrid. Ble.

Astrid: Ach!

Mieczyk: O tak. Siekierka.

Śledzik: Eee...

Mieczyk: Nie. Ćś. Obserwujcie. Dobrze. Tak jest.

Astrid: Aa!

Czkawka: Hehehe...

Astrid: Ach! Och.

Mieczyk: Kiedy tak sobie na nich patrzę, przypominają mi się te wielkie Bawolenie, skubiące tak beztrosko trawkę na zielonych polanach zeszłorocznych przygód.

Astrid: To co, remis?

Czkawka: Chyba ci się śni. Zaraz ci pokażę, jak... Och.

Mieczyk: Łuu!

Szpadka: Brawo!

Mieczyk: Tak jest!

Szpadka: Hahaha...

Czkawka: Aa. Te. Ej, hej, hej.

Śledzik: Możecie przestać? Czkawka, szukam cię i szukam. Przypłynął Johann i chce z tobą...

Czkawka: Johann! Fantastycznie. No i gdzie jest?

Śledzik: Aa... Tam, gdzie woda.

Czkawka: No, jasne. Tam, gdzie woda.

Astrid: To ja idę z tobą.

Sączysmark: No kto by się spodziewał? W końcu wszędzie przecież łazicie razem, co nie? Jakby nas tu już w ogóle nie było.

Astrid: Serio? Zazdrosny Sączysmark? Jakoś nie w twoim stylu.

Sączysmark: Ja tylko chciałem stwierdzić fakt, kochana, bo dobrze wiem, że mam rację. Tak mam rację, że nawet nie będę ci mówić, żebyś się do mnie nie odzywała. Więc się nie odzywaj do mnie.

Mieczyk: Tak. Dobry związek na lata wymaga znalezienia równowagi między pracą, przyjaciółmi, życiem rodzinnym, ilością pochłanianych żelek, bo żelki są ważne. Pewnie! Leć sobie, nic nas nie słuchaj!

Johann: Nie wiem, czy mi kiedykolwiek wybaczysz Mistrzu Czkawko, ale nie wywiązałem się z naszej umowy. Nie byłem w stanie zdobyć tego olejku, bardzo przepraszam. Ale zajęły mnie takie sprawy na tej dzikiej północy. Hehehe...

Astrid: Olej? A do czego?

Czkawka: A do pracy. Trochę ostatnio kombinuję, wiesz.

Astrid: No tak. Ten twój tajny projekt.

Czkawka: Astrid...

Johann: Dowiedziałem się natomiast, że olej, którego szukasz, pozyskuje się z niezwykle rzadkich sassafrasów lekarskich, które rosną wyłącznie na Wyspie Thizzian. Wszelkie wskazówki są tutaj, Mistrzu Czkawko. Liczyłem, że nabędę olej w mrocznych zakątkach Aberdynii, ale jak wspomniałem, sprawy przybrały nagle tak dziwny obrót...

Sączysmark: Hej Johann, opowiadasz jedną z tych swoich słynnych bajek? Bo mam akurat kilka godzin.

Johann: W kilka godzin byłbym jeno w stanie zarysować wydarzenia ostatnich miesięcy. A działo się, oj tak działo...

Sączysmark: Dobra, weź się nie męcz. Nudziarz jesteś i tyle.

Śledzik: Uu, a to co?

Czkawka: A mapa... Z wyspą na której jest coś bardzo istotnego.

Sączysmark: Niemożliwe. Czyżby nasza parka leciała na wakacje? No to szerokiej drogi, przytulaski.

Śledzik: Czkawka, bo jutro rano mieliśmy się zabrać za powszechny spis smoków.

Czkawka: Oj... O nie, kompletnie zapomniałem. Ale hej, nie będzie nas jakiś dzień czy dwa, smoki chyba nigdzie nie uciekną, no nie? Śledzik? Hehehe...

Mieczyk: Zapominanie o przyjacielskich zobowiązaniach to pierwsza oznaka zmiany hierarchii wartości.

Szpadka: Za którą idzie potężny wyrzut sumienia, utrata emocjonalnej kotwicy, czyli poczucie winy.

Astrid: Co ty tu do mnie mówisz?

Sączysmark: Że przyjaciół się nie olewa.

Czkawka: Kiedy my... Ej, no, wracamy za dwa dni. Przecież nic takiego się nie dzieje.

Śledzik: Yyy...

Czkawka: Spis powszechny, no okej. Ale przecież nie ucieknie.

Sączysmark: Dobra, lećcie już sobie. Sio, wynocha.

Mieczyk: To co? Idziemy im trochę poszperać w rzeczach, czy nie? Nie?

Czkawka: Nie wiemy ile wyjdzie tego ojelu z jednej rośliny. I jeszcze jak by go z niej wydobyć. Jak myślisz?

Astrid: To raczej pytanie do Śledzika. Poza tym to bliźniaki znają się na dziwnych rzeczach. Pewnie mają jakiegoś kuzyna, który był kiedyś sassafrasem, albo coś.

Czkawka: Hehehe...

Czkawka i Astrid: Może trzeba było jednak zostać? Hehe...

Czkawka: Astrid, ty myślisz, że oni mają rację? Że ich zaniedbujemy, że zapominamy o drużynie?

Astrid: Nie. Ja ze swej strony zaniedbuję Smarka chyba tak jak zawsze.

Czkawka: Ach. No to... chyba w porządku, bo bardzo nie chciałem ich zawieść, wiesz o tym. Ale z drugiej strony uwielbiam cię i chcę spędzać czas z tobą. A to za co?

Astrid: Że jesteś, jaki jesteś. Delikatny, wrażliwy. Uwielbiam to.

Czkawka: Tylko nie mów Stoickowi.

Astrid: Myślę, że się zorientował. Z resztą chyba jak wszyscy. Dlatego taki super z ciebie przyjaciel. Super przywódca. No i... chłopak też super. Ale jeśli chcesz wracać...

Czkawka: Nie. Nie, nie. Dadzą sobie radę. Patrz. Mogą teraz robić co chcą. Pakować się we wszystkie możliwe kłopoty.

Szpadka: Aa! Hahaha!

Mieczyk: Łaa!

Czkawka i Astrid: Hehehe...

Czkawka: To co? Skoro już zostajemy, może byśmy polatali przy księżycu?

Astrid: Ty romantyku mój.

Czkawka: Co? Ał!

Astrid: Haha.

Śledzik: O-och. Co się dzieje? Och. Może by tak... ach! Trzeba to sprawdzić! Yy.

Sączysmark: Mieczyk, Szpadka! No jak ja was prześwięcę. Paszczogony! Jak ja ich nie znoszę. Hakokieł!

Mieczyk: No, genialne te zatyczki z mchu, ci powiem. Nie? Hehe... Oo.

Mieczyk i Szpadka: Aaa...!

Śledzik: Słuchaj. Dzikie Paszczogony atakują Koniec Świata.

Sączysmark: Co ty, poważnie? Bym nie zauważył.

Śledzik: Trzeba zabrać smoki w jakieś bezpieczne miejsce.

Sączysmark: Serio? Ruchy! Spadamy stąd, jazda! Słuchajcie, one nie przestaną. Albo my albo one. Trzeba działać.

Śledzik: Yhym.

Sączysmark: Trzymamy pozycje. Pokażemy pędrakom, kto tu rządzi.

Śledzik: Ale ty wiesz, co robisz?

Sączysmark: Umiarkowanie.

Mieczyk: Ale co ty opowiadasz, przecież jest bosko!

Szpadka: Załatwimy smoczydła!

Mieczyk: Pewnie! A ten, jak się nie uda, to dzięki za wszystko i będziemy tęsknić.

Szpadka: Ale nie za Smarkiem!

Sączysmark: Atak!

Śledzik: Aaa!

Mieczyk i Szpadka: Zrób nam miejsce, Walhallo!

Śledzik: Marny pomysł! Kiepski pomysł!

Sączysmark: Ach. Ale mnie to wkurza. Czemu my przed nimi uciekamy?

Śledzik: Czemu? No ja nie wiem. Bo są okrutne? Chcą nas pozabijać? I jest ich tam trochę sporo?

Sączysmark: No ale czemu uciekamy?

Szpadka: Smarku, uwielbiam cię! Ktoś nareszcie ruszył głową.

Mieczyk: A co ma z głową? Ruszył i mu wybuchła? A my przegapiliśmy? Nie znoszę przegapiać wybuchających czaszek.

Sączysmark: Wchodzicie w to?

Śledzik: Ymm...

Szpadka: Zawsze!

Mieczyk: Łuhu!

Śledzik: Hę? Słuchajcie, bo mi się wydawało, że na tym Paszczogonie to ktoś siedział.

Sączysmark: Gdzie tam, źle ci się wydawało.

Śledzik: No to dzięki ci, Thorze.

Sączysmark: Nie "dzięki ci, Thorze", bo na wszystkich są jeźdźcy, baranie. Hahaha! Sączysmark!

Mieczyk: Chodź, chodź. Ło. Nie, nie, nie, nie, nie. Nie chcę nic mówić, ale te chłopaki to umieją latać.

Szpadka: I robią z nami co chcą.

Śledzik: Hohoho. Nie ze mną te numery. No brawo, kochana. Łoo! SZTUSIA!

Viggo: Jednego trafiliśmy, w południowych lasach. Zdaje się, że to Ingerman. Weźmy go, ale żywcem, bardzo proszę. Ten dzieciak zna się na smokach jak nikt.

Krogan: Wie więcej niż ja? To chyba dobry powód, żeby z nim skończyć. Dobrze, zajmę się nim, a ty... Ty rób lepiej to, co masz robić.

Viggo: Nie myśl sobie Krogan, że będziesz mi rozkazywał.

Krogan: Będę robił co zechcę, bo to ja tu dowodzę.

Viggo: Z tego co pamiętam, ty szukałeś mnie, nie odwrotnie. W każdej chwili możemy się pożegnać.

Krogan: Hmm... Viggo. Tak ja, jak i ty, osobno jesteśmy, że tak powiem, niebezpieczni. Ale wspólnie możemy zawojować świat. Jesteśmy sobie potrzebni. Czy ci się to podoba, czy nie. Znajdę tego Ingermana i podam ci go na tacy. Hehehe... Ognia.

Śledzik: Aaa...! Okej. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.

Krogan: Strzelaj!

Śledzik: Sztusia, pięknie! Sztuśka, o nie!

Krogan: Co ty wyprawiasz? Bezużyteczny Gronkiel. Ingerman. No chodź, no chodź, no pokaż się nam.

Śledzik: Co to za człowiek? Ale jak to? Ja znam te jaskinie.

Sączysmark: Łu! Dzięki za pomoc. Jednak potraficie strzelać. Sztuśka? O, cześć.

Mieczyk: A nie siedział na tym smoku ostatnio jakiś taki sporawy człowieczek?

Sączysmark: Śledzik dostał i spadł. Musimy go znaleźć.

Mieczyk: No ja nie wiem, czy akurat teraz i w tej chwili, ale pomysł to miałeś całkiem dobry.

Sączysmark: Oj, będzie bolało. Oj, bardzo będzie bolało.

Mieczyk: Niech to! Czkawka.

Czkawka: Strasznie was przepraszam. Bez sensu, że polecieliśmy.

Sączysmark: Jak się domyśliliście, bo płoniemy jak pochodnia.

Czkawka: Ej, a to nie... jeźdźcy! A-ale jak? Kiedy?

Astrid: A słuchaj, może jednak później o tym pogadamy?

Czkawka: Ach! I uwaga. Atak i obrona, tak? Tak jak ćwiczyliśmy.

Sączysmark: Kiedy niby ćwiczyliśmy? Tego nigdy nie ćwiczyliśmy.

Astrid: To chyba pora się w końcu nauczyć.

Mieczyk: Wym, Jot!

Sączysmark: No i co ty wyprawiasz?

Czkawka: Ja znam tego gościa.

Sączysmark: Tak? No to super, fajnie. Pójdziecie sobie na stronę i powspominacie, ale może najpierw spadajmy stąd, co?

Czkawka: Odwrót! Odwrót!

Krogan: Zostawcie ich. Wyspa już jest nasza. A Viggo potrzebuje czasu.

Czkawka: Już, już. Spokojnie. Znajdziemy go. Obiecuję.

Sączysmark: A w jaki sposób, ty mi może powiedz? Ci faceci są szybcy, jest ich masa i świetnie latają. Ale skąd ty możesz wiedzieć?

Mieczyk: Rany, Smarku. Prawda cię wyzwoli, mów więc arogancki bracie.

Astrid: Możecie dać mu wreszcie spokój?

Czkawka: Nie. Proszę cię, kiedy mają rację. Trzeba było zostać, prawie nas błagali żebyśmy nie lecieli.

Sączysmark: No tu to trochę przesadzasz.

Czkawka: Wiesz o co mi chodzi.

Astrid: No ale wróciliśmy i chyba to się liczy, nie?

Czkawka: Nie wszyscy wrócili.

Śledzik: Och! Spokojnie. Och... Aa! O Thorze! Mrokvarg! Niemożliwe. Myślałem, że... Nie ważne, co myślałem. Posłuchaj maluchu. Potrzebuję twojej pomocy, rozumiesz? Muszę się tu na trochę ukryć. Bardzo ci będę przeszkadzać? Jasne, że nie, w końcu się lubimy, prawda? Śledzik i Mrokvarg, Mrogvarg i Śledzik! Hehe. Uu. Ci jeźdźcy w życiu nie będą mnie szukać tu na dole.

Łowca: Chodźcie, poszukamy go na dole!

Śledzik: A może jednak? Szybciej, smoku! Sprytne to było, kolego. Wiedziałem, że ty jesteś kozak.

Szpadka: Jeśli rzeczywiście prawda czyni wolnym, to czy temu wolnemu wolno mówić nieprawdę?

Mieczyk: Hm... Bo jeśli taka nieprawda ma w sobie krztynę veritas, lub jak my, północni, mawiamy – "veritas", czy taka nieprawda staje się kłamstwem, czy to jednak prawda? Lub też raczej jak mawiają włosi – "la pravda"?

Czkawka: Słuchajcie, chyba wiem, gdzie szukać Śledzika. I jestem prawie pewien, że go jeszcze nie mają.

Mieczyk: Czy te przypuszczenia da się potwierdzić?

Czkawka: No... nie, ale gdyby go złapali, to by tak nie krążyli nad wyspą. Słuchajcie, robi się ciemno. Szczerbatek dobrze poluje w nocy. Będziemy mieli zdecydowaną przewagę. Trzeba odzyskać Śledzika, jasne? Nawet kosztem Końca Świata. Jeśli się pogubimy błagam, nie próbujcie sami się na nich rzucać. Spotykamy się u Obrońców Skrzydła, rozumiemy się? Co? No... co, no o co ci chodzi?

Sączysmark: O nic. Po prostu... Po prostu dobrze, że jesteś.

Czkawka: Żeby tylko nie było za późno.

Krogan: Wracać do środka! I do roboty. Macie mi przynieść jego głowę.

Astrid: Coś ktoś wspominał o jakiejś głowie?

Krogan: Brać ją! I nie uszkodzić smoka.

Astrid: No dobra, mała. Musimy trochę zwolnić. No dalej. O to chodzi. Celuj wreszcie. No strzelaj, no.

Lotnik: Hehe... Ognia!

Czkawka: A nie mówiłem? Szczerbek jest królem nocy.

Lotnik 2: Aaa...!

Astrid: Ha! Niespodzianka.

Czkawka: Cześć.

Śledzik: Szybko. To co mały? Jesteśmy gotowi? Dasz radę Mrokvarg, dasz radę. Dawaj w powietrze. Łohoho! Haha! Oo. Och. Nie przejmuj się. Próbowaliśmy i patrz, kawałek się nawet udało. Oo. Och. Ze mną możesz sobie robić, co chcesz, facet. Ale mojego smoka się nie tyka! Aaa! Och.

Łowca: Hehehe...

Śledzik:' Aaa...! Och. Sztusia? Sztusia!

Mieczyk: A wiejcie, gdzie was co poniesie, ha!

Śledzik: Kochana ty moja. Ale nic ci nie jest?

Sączysmark: Może najpierw się stąd zabierzemy, a potem będziecie się tulić, co? I nagle ja jestem ten rozsądny, ludzie.

Śledzik: I znowu uratowałeś mi życie. Śledzik i Mrokvarg, Mrokvarg i Śledzik! Oj przestań, wiesz, że ciebie kocham najbardziej.

Astrid: Mają Śledzia! Tak jest.

Czkawka: Dzięki Thorze.

Sączysmark: No dobra, co teraz?

Śledzik: Czkawka!

Sączysmark: Spadamy stąd, co?

Krogan: Hehehe...

Czkawka: Aaa! Ach. No nie.

Mieczyk i Szpadka: Ło!

Astrid: Słuchaj, naprawdę mi przykro.

Czkawka: No wiem. Mnie też.

Krogan: O proszę. A sądziłem, że jednak staną do... Hm.

Czkawka: Szykuj się! I dawaj.

Mala: Czujcie się tu jak w domu, Czkawko Haddocku. Możecie u nas zostać tak długo, jak będzie trzeba.

Czkawka: Bardzo ci dziękujemy. No dobra, posłuchajcie.

Mieczyk: Daj spokój. Jest ci strasznie przykro, że sprawy osobisto-romansowe, niemal doprowadziły do rozpadu drużyny.

Szpadka: No i jeśli chcemy mieć jakiekolwiek szanse z naszym nowym superwrogiem, musimy wziąć się w garść i zacząć działać razem.

Czkawka: Wszystko prawda. I wiem, że tak łatwo mi nie darujecie.

Sączysmark: Nie darujemy. A wiesz jak mi szło, kiedy ciebie nie było?

Czkawka: Świetnie ci szło, przyjacielu.

Astrid: A nikogo, przepraszam, nie interesuje sprawa chaty? Czkawka, podpaliłeś swoją chatę.

Czkawka: Miałem tam parę rzeczy, parę takich... ważnych rzeczy. I gdyby wpadły w ich ręce, nie byłoby za przyjemnie.

Śledzik: W sensie, że... to?

Czkawka: A-a-ale jak ty? No bo... Skąd?

Sączysmark: Kiedy zaczęli atakować, ryzykowałem zdrowiem i życiem dla tego twojego żelastwa, bracie.

Śledzik: A nie ty krzyczałeś, że nie ma sensu wracać i darujmy sobie?

Sączysmark: Nie. A kto cię w ogóle pytał?

Śledzik: To co? Kiedy chciałeś nam powiedzieć, że konstruujesz nowe Smocze Oko?

Czkawka: Eee... Hehehe...

Łowca: Szukać, szukać! No dalej!

Krogan: I jesteś oczywiście przekonany, że się nie roztopiło.

Viggo: Oko tu jest. Jest na pewno. I już niebawem wróci w końcu do swojego prawowitego właściciela.

Łowca: Szukać!