FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless


Zarządca: O, to jest walka jakiej jeszcze nie było. Szczękościsk przejmuje miażdżący cios w czerep od bezczelnego Batorżnika.

Mężczyzna: Ta, jedna nuda.

Kobieta: A co to ma niby być? Walki?

Zarządca: O, pan Ryker. Witamy. Bardzo nam miło, że nas pan odwiedził.

Kobieta: Ratunku, bo zasnę. Nic się nie dzieję. Kompletnie nic.

Ryker: Umawialiśmy się chyba na inną sumę.

Zarządca: Wiem, pamiętam, ale nie moja wina, że popularność nam słabnie. Ale cały ten pański niezwyciężony smok kończy walki za nim człowiek się obejrzy. Nikt nie chce płacić za pięciominutowe starcie.

Kobieta: Ruchy panowie!

Kobieta 1: Zaraz nie wytrzymam i wrócę do domu.

Ryker: Ja wszystko rozumiem. I dobrze ci radzę, wymyśl coś, bo inaczej pogadamy.

Kobieta: No walczcie, nudziarze.

Ryker: Prowizja.

Zarządca: Nie znoszę tego faceta.

Sączysmark: Jest. Baza Łowców przed nami.

Czkawka: Tylko proszę cię, bez numerów. Mogą się nas spodziewać.

Sączysmark: A daj spokój. Misja prosta jak drut. Wpadamy, rozwalamy Łowców i przed obiadem jesteśmy w domciu. Bum!

Czkawka: Optymizm się chwali, owszem, ale…

Sączysmark: Dawaj, smoku!

Czkawka: Nikogo tu nie ma. Widać trochę się spóźniliśmy.

Sączysmark: Rano widziałem całą furę Łowców, serio. Coś tu śmierdzi.

Czkawka: Co tam jeszcze widziałeś? Były smoki?

Sączysmark: Smoki? Gdzie?

Czkawka: Chyba rzeczywiście coś tu nie gra. Aha, bardzo nie gra. Idziemy.

Sączysmark: Kazałeś mi się wykazać i teraz mam! Ach! Na mój gust dość już widzieliśmy i wystarczy. Może wracajmy, co? Pogoda taka ładna. Aa…

Czkawka: Nie… Już chcesz uciekać? Przecież to był twój pomysł.

Sączysmark: Wiem. Ale jak usłyszałem te krwiożercze smocze ryki, to… Aaa! Dobra, dobra, pytanko. Jak chcemy uwolnić te okrutne, dzikie bestie i przy okazji nie, jakby to ująć, dać się pożreć?!

Czkawka: Nie mam pojęcia. Powinna być gdzieś jakaś dźwignia chyba. Uwolnimy je, schowamy się i poczekamy. Masz coś?

Sączysmark: Mam!

Czkawka: Aach! Sączysmark!

Sączysmark: Czekaj! Już otwieram! Otwieram. Co tam się dzieje? Ehe, ehe.

Czkawka: Dobra mordko, zmykamy stąd.

Sączysmark: Się porobiło. Ach! Nie! Czkawka! Szczerbek!

Czkawka: Uciekaj stąd. Leć po pomoc. LEĆ!

Sączysmark: Ale jak to?! Zniknęli! Byli tu, przysięgam! Prawda, że nie kłamię?!

Mieczyk: Nie płacz, Sączysmutku, Stoick na pewno ci wybaczy, że zgubiłeś mu jednego, jedynego syna.

Sączysmark: Nie pogarszaj!

Astrid: Cicho. Skupić się. Musimy ich znaleźć.

Śledzik: Ślimaki.

Sączysmark: I co, że ślimaki?

Śledzik: A to, że zwabili tu smoki smakołykami, a potem zamroczyli smoczym korzeniem. A co innego?

Astrid: Ale po co usypiać smoki? Były w klatkach i tak by nie uciekły.

Heathera: Jak znam życie, po prostu nie chcieli żeby im szalały na statkach.

Sączysmark: To znaczy, że co?! Że Szczerbek i Czkawka popłynęli Thor wie gdzie?! Bosko! To nigdy ich nie znajdziemy!

Mieczyk: Nie lękaj się. Odnajdziemy zaginionego Czkawkę Haddocka i jego szczerbatą Nocną Furię.

Szpadka: Owsze, zgadza się, młody Smartku. Brat i ja jesteśmy niepokonani w sztuce dyskretnej acz przydatnej, zwanej detektyw izmem.

Mieczyk: I przesłuchanizmem.

Szpadka: I śledzenizmem.

Mieczyk: Jesteśmy…

Mieczyk i Szpadka: Thorston i Thorston, agenci najtajniejsi.

Mieczyk: Najlepsi detektywi na Berk.

Szpadka: A tak na serio, jedyni detektywi na Berk.

Mieczyk: Cii. Tego nie musieli wiedzieć. Aa! Nie, tutaj nic. Poza tym… Ach… zapaszek.

Heathera: Ee, Mieczyk?

Szpadka: Aj, bardzo to wszystko podejrzane.

Heathera: Jeśli…

Mieczyk: Dzięki, radzę sobie. Łowcy Smoków porwali Czkawkę i Szczerbatka nie wiadomo gdzie.

Heathera: Słuchajcie…

Mieczyk: Nie teraz, proszę. Detektywuję. By się dowiedzieć, dokąd Łowcy zabrali Szczerbatka i Czkawkę, przydałby się…

Heathera: Ktoś, kto zna na pamięć wszystkie ich porty i kryjówki.

Mieczyk: Ktoś kto zna na pamięć wszystkie porty i kryjówki.

Szpadka: Taka Heathera na przykład. Dzięki, Thorston.

Mieczyk: Proszę bardzo, Thorston.

Heathera: Ych, chodźcie, idziemy.

Czkawka: Ach! Szczerbatek. Ech. Jesteś, całe szczęście. Ha! Gdzie my jesteśmy? Walki smoków. Nie jest dobrze, musimy uciekać.

Zarządca: Uspokójcie się, śmierdziele! Bo ja tu jestem szefem.

Łowca: Co to za jeden?

Zarządca: Ach, ten. Znaleźliśmy go przy Furii.

Łowca: Słyszałem co nieco. Ponoć przyjaźni się ze smokami.

Zarządca: I dobrze. Może się do czegoś przyda. Dla jego smoka mam natomiast wyjątkową niespodziankę. Nic się nie martw, chłopczyku. Pozwolę ci popatrzeć. I nie tykaj kagańca. Panie i panowie, wielka atrakcja. Jutro wieczorem dwa nowe smoki stoczą bój na śmierć i życie. Zwycięsko wyjdzie tylko jeden. Czy to będzie Zbiczatrzasł, a może raczej Nocna Furia?!

Facet: Nocna Furia? W życiu nie widziałem Nocnej Furii.

Czkawka: Nie. Bez sensu. Odpuść. Mają prawo być wściekłe. Głodzili je, katowali, straszyli. No dobra. To może chociaż ty? Ech.

Heathera: Tu mamy jeden z głównych portów handlowych. Muszą wiedzieć gdzie zabrali Czkawkę i Szczerbatka. Gdzie Nocna Furia, kmieciu?! Jak sobie życzysz.

Śledzik: Przepraszam. Nie wiedzą może panowie dokąd popłynęła Nocna Furia? Uch! Nie wiedzą.

Sączysmark: Czołem. Szukam dzieciaka z jedną nogą i Nocnej Furii. Mów, jeśli ci głowa miła! Moczku?

Łowca: Nic nie powiem. Zapomnij.

Mieczyk: Pozwól, że my się tym zajmiemy.

Szpadka: Thorston i Thorston załatwią sprawę. Koniec zabawy, panie Łowco. Albo zaczniesz gadać po dobroci, albo pożałujesz. Gadaj, gdzie Czkawka i Szczerbatek?! GDZIE?!

Mieczyk: Zaraz, chwila, moment.

Szpadka: Hę?

Mieczyk: Słuchaj, też chcę być czasem tym złym.

Szpadka: Ach. Musiałeś przerwać? Szło mi. Prawie się złamał.

Mieczyk: Co z tego? Pragnę omówić strategię.

Szpadka: Hej, ale nie przy podejrzanym.

Mieczyk: Jak nie teraz, to kiedy?

Szpadka: Dobra, zgoda. Teraz musisz, tak? Bo co? Bo tak? Zawsze jesteś tym złym, a ja muszę się uśmiechać. Raz chciałam sobie pobyć nikczemna i wredna.

Mieczyk: Hej! Ostatnio byłaś nikczemną i wredna!

Szpadka: Nieprawda. Ty straszyłeś podejrzaną siekierką, a ja proponowałam ciasteczka.

Mieczyk: Aaa! Jakoś inaczej mi to zapadło w pamięć.

Szpadka: Za każdym, każdym razem mi to robisz. Za każdym razem. Wcinasz się w przesłuchanie i wszystko psujesz!

Mieczyk i Szpadka: Aaa!

Sączysmark: I jak tam, baranie łby? Wyciągnęliście coś z łapserdaka, czy nie?

Szpadka: Łapserdak już pękał, ale ktoś popsuł atmosferę!

Mieczyk: Ta. Oczywiście. Tak mu zmroziłaś krew w żyłach, że w życiu by nic nie powiedział. Swoją drogą, jak ty mu ją zmroziłaś? W środku lata? Dziwne.

Sączysmark: Ach. Dlaczego my wam zaufaliśmy? Powiecie mi?

Mieczyk: Zmuszę go do gadania. Patrz i się ucz. Gadaj dokąd zabraliście… Nie no, co jest?!

Astrid: Jeden Łowca pękł. Wiemy gdzie zabrali Czkawkę i Szczerbatka. Chodźcie, lecimy,.

Mieczyk: Co? To chyba żart. A byłem tak blisko.

Szpadka: Nigdzie nie byłeś.

Mieczyk: A właśnie, że byłem.

Szpadka: Nie byłeś!

Mieczyk: Byłem, byłem!

Szpadka: Bzdura!

Mieczyk: Lada chwila gadałby jak poparzony.

Sączysmark: Możemy już, proszę, iść!

Mieczyk: Krew mu tak w żyłach zamarzła, że gadałby trzy po trzy.

Łowca: Trzeba ostrzec Rykera. Jeźdźcy Smoków szykują się, żeby przerwać walki.

Śledzik: I co? Bliźniaki coś z faceta wyciągnęły?

Sączysmark: A jak myślisz? Jedno wielkie fiasko.

Mieczyk: Aha, a byłby sukces, gdyby taka jedna, co się rymuję z G-Astrid  nam wszystko nie popsuła.

Szpadka: Albo gdyby tak jeden pozwoliłby dokończyć przesłuchanie!

Astrid: Ej, cicho. Cicho być. Teraz!

Szpadka: Nie wykluczone, że się mylę, ale koleżanka Astrid oszukała łapserdaka, żeby wysłał straszliwa, a my teraz będziemy go śledzić. Niezły plan.

Mieczyk: My detektywi zwiemy to sobie siedzeniem na ogonie.

Sączysmark: A my normalni i mądrzy zwiemy was tłumokami.

Mieczyk: A my, tłumoki, kochamy was za to.

Czkawka: Cześć. Patrz jaka pyszna skałka. Mm. Mniam, mniam. Ta, chodź tu. No, jaki dobry smoczek. Pycha, co? Ech/. No nic. Spróbujemy. Jakiś początek.

Łowca: Co tu się dzieje? Ruszać, smoku, już!

Zarządca: Panowie, bierzemy Nocną Furię.

Czkawka: Nawet nie próbuj się zbliżać.

Zarządca: Jaki zadziorny. Podoba mi się. Panie i panowie szanowni! Dzisiaj po raz pierwszy na arenie prawdziwa NOCNA FURIA! Zmierzy się z największym postrachem po tej stronie wyspy Zmiennoskrzydłych. Oto Zbiczatrzasł!

Czkawka: Szczerbek, uciekaj! Nie, nie, nie, nie! Nie rób, nie! Tak i o to chodzi. Dzięki ci, Thorze. Jesteś wspaniały. Najlepszy.

Zarządca: Przekaż Rykerowi, że nareszcie skończyły się nasze problemy.

Tłum: Nocna Furia! Nocna Furia! Nocna Furia!

Czkawka: Świetnie się spisałeś, wiesz? Naprawdę. No, strasznie jestem dumny,. Wiem, wiem wszystko. No wiem.

Zarządca: A oto i zasłużona nagroda.

Czkawka: Chwila. Walczył jak chciałeś. Sporo na nim zarobiłeś. Może pora nas wypuścić, co?

Zarządca: A niby czemu, przepraszam? Jak rozniesie się wieść, że mam tu Nocną Furię zaczną spływać Wikingowie z całego Archipelagu. No, bestio. Poznaj kolejnego przeciwnika. Oto Potrójny Cios.

Mieczyk: Mam cię! Heh.

Astrid: Walki smoków? Ale koszmar. Porwali Czkawkę i Szczerbatka na jakieś smocze walki.

Śledzik: Zmuszają smoki, żeby się na siebie rzucały? Jakie to nieludzkie.

Heathera: Kiedy się ludzie dowiedzą, że walczy Nocna Furia, oszaleją.

Sączysmark: Nie ma co się nakręcać. Trzeba ich ratować i już. Yy… Znaczy się… Lecimy. Przypominam, czas to pieniądz.

Heathera: Nie rozumiesz, że nie damy rady? Nie widziałeś jakie mają łańcuchy? Proszę cię, nie przedrzemy się.

Śledzik: No to co robimy?

Mieczyk: Wykorzystamy nasze wybitne detektywistyczne talenta.

Śledzik: Eee, bez urazy, ale wasze wybitne talenta za daleko to nas nie zawiodły.

Mieczyk: Zawiodły gdzie zawiodły. Przypominam, że jesteśmy mistrzami dyskrecji.

Sączysmark: A to dzięki, miło było.

Czkawka: Skąd ja to znam? Yy, czekaj chwilę. Zgoda, jestem nieco staromodny, ale wolałbym zachować resztę kończyn. Widzisz, o to chodziło. Ojej, nie ma za co, bez przesady. Wszystko w porządku, nie skrzywdzę cię. Znajdziemy sobie teraz ślepy punkt i… No popatrz jak przyjemnie. No i co? Mówiłem, że nie skrzywdzę”?

Zarządca: Tylko mocno zwiążcie tego łobuza. To szpic, nie ogon. Przetnie każdy metal.

Łowca: Dobra, tylko spokojnie.

Zarządca: Witamy serdecznie! Ale będzie walka. Wielka walka.

Ryker: No proszę. Wygląda to obiecująco.

Zarządca: Znalazłem Potrójnemu zacnego przeciwnika. Szalenie zacnego przeciwnika.

Ryker: Co to za gatunek?

Zarządca: Cierpliwości.

Mieczyk: Uważaj. Jedziemy ze scenariuszem trzydziestym czwartym. Zapamiętasz?

Szpadka: Trzydziesty czwarty, wszystko jasne.

Mieczyk: Panowie, zwiemy się Thorston i Thorston.

Szpadka: Agenci najtajniejsi.

Mieczyk: W środku znajduje się bardzo podejrzany podejrzany. Jak pomożecie, mili panowie, czeka was oj bardzo sowita nagroda.

Łowca 1: Hm, nagroda nas czeka?

Mieczyk: Oj tak, całe sztaby złota, przyjacielu.

Szpadka: Czeeeść. Juhu!

Łowca 2: A tej co się stało?

Mieczyk: Te, co ty wyprawiasz?

Szpadka: Scenariusz trzydziesty czwarty, jak kazałeś. Ależ to działa.

Mieczyk: Dziewczyno, przecież to czterdziestka trójka.

Szpadka: A nie, mówię ci, trzydziesty czwarty.

Mieczyk: Koniecznie musimy omówić system numeracji. I co tam, chłopcy? Co wy na to? Pomożecie nam schwytać podejrzanego?

Łowca 1: Zgoda, ale najpierw pokażcie nam złoto.

Mieczyk: Jasne, złoto jest tuż nad wami.

Zarządca: Panie i panowie, oto wyczekiwana chwila. Nasz niepokonany mistrz, Potrójny Cios, kontra nowy nabytek, Nocna Furia!

Ryker: Jak Nocna Furia?! Przerwać walkę! Nie ma mowy! Zabieram smoka!

Zarządca: Chce pan mieć krew na rękach? Niczego nie będę przerywał. Słyszy pan ten tłum?

Ryker: A gdzie jest chłopak?

Zarządca: Spokojnie, już ja się nim zająłem.

Astrid: Wichura!

Sączysmark: Muha!

Czkawka: Szybciej. Szczerbek, bądź dzielny. Nie daj się, błagam.

Astrid: Czkawka! Jest.

Czkawka: Astrid!

Astrid: O matko, jak ja się bałam.

Czkawka: Jest dobrze, ale Szczerbatek ma problem. Trzeba się śpieszyć.

Heathera: Tnij, Szpicruta.

Czkawka: No nie.

Zarządca: Ludzie, teraz albo nigdy!

Czkawka: Koniec tej zabawy!

Łowca: Nie, proszę. Nie…

Czkawka: Na twoim miejscu bym raczej uciekał. Byłeś świetny. No po prostu…

Sączysmark: Ognia, komu ludzie ognia?! Dolej oliwę do ognia!

Śledzik: Walki smoków. Pokażę wam walki smoków. Dawaj mała, włóż w to trochę serca!

Czkawka: No już. Leć. Jesteś wolny.

Śledzik: Za długo trzymali go w niewoli. Pewnie zapomniał czym jest wolność.

Czkawka: Tak jest! Pełen sukces! Wracamy do domu.

Astrid: Dobrze, że jesteś. Wiesz, martwiłam się trochę.

Sączysmark: Jakie to strachliwe. A ja ani trochę.

Śledzik: Ani trochę, mówisz? Astrid by cię zabiła, gdybyśmy nie znaleźli Czkawki.

Sączysmark: Haha. Stul rybie usta.

Mieczyk: No jakież to niezwykła istota. Niebezpieczna, przebiegła. Nazwijmy go sobie… Tajniak.

Śledzik: Ale numer, on chce chyba lecieć z nami.

Czkawka: Hehehe. No to chodź. Spodoba ci się u nas.


Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.