FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless


Kupiec1: Tarcze, wyborne tarcze, ludzie!

Throk: Weźmiemy miecz i resztę broni, jeśli będzie pan tak miły i zapakuje.

Płatnerz: Przykro mi, ale ta broń jest już sprzedana.

Throk: Rozumiem. A te tutaj można?

Płatnerz: Niewyraźnie mówię? Sprzedane.

Mala: Wyjawisz, kto kupił, miły człowieku?

Łowca1: Zapłać mu. Albo i nie, co za różnica.

Dagur: Łowcy! Postradaliście już resztki przyzwoitości? Już na kolana przed królową. Pani wybaczy. To prości wojownicy, tędzy w barach, mniej na umyśle. Wynocha, nim nas tu pozabijają. Widzę, że się zjawiłem w samą porę. Tu już nie jest bezpiecznie.

Czkawka: Czekaj, jakiś obcy w kapturze ryzykował, żeby was ocalić?

Mala: Gdyby nie on, nie wiem, byłoby naprawdę źle.

Czkawka: Kupowałaś już wcześniej na tej wyspie, tak?

Mala: Pewnie, od wielu lat.

Heathera: Też jestem zdziwiona. Przecież każdy był tam zawsze mile widziany.

Czkawka: Trzeba by sprawdzić, co ci Łowcy znów knują. Dzięki za te informacje. Miło, że o nas pomyślałaś.

Mala: Tak naprawdę wezwałam was z zupełnie innego powodu.

Mieczyk: Czkawka, w życiu nie uwierzysz! Hy, hy... Cześć, o pani. Pięknie wyglądasz. Czarny wyszczupla, dobry wybór.

Szpadka: Szykuje się chyba najlepszy dzień w życiu.

Mieczyk: Nie chyba - zdecydowanie najlepszy. Chociaż, jak pierwszy raz walczyłem z dzikiem - łoooaa! Wtedy to było nieźle obłędnie. Ale jak za drugim razem walczyłem z dzikiem...

Astrid: Oj, dobra, no mówcie wreszcie.

Mieczyk: Cierpliwości. Najpierw zbudujemy sobie napięcie. W wiosce wydarzy się dziś jakieś niezwykłe coś!

Astrid: Aha...

Szpadka: Podpytaliśmy lokalnych, co się święci, a oni na to, że-

Czkawka: Pewnie coś w stylu "a kto pyta i po co".

Mieczyk: Były i takie reakcje. Ale potem wyjawili nam, że dziś nastał... dzień próby!

Heathera: Próby?

Mieczyk: Żartujesz? Wszystko wam trzeba tłumaczyć? Dziś wybierają nowego króla. Będą różne testy i konkurencje... Będzie ogień, jadowite gady, wulkany i generalnie wszystko, co boli i może uszkodzić lub zabić.

Szpadka: Ależ nam się trafiło!

Mieczyk: To co, Mala, kto będzie królem?

Sączysmark: Czkawka! Błagam, znikajmy stąd, proszę- OOooł! Haha haha, cześć, piękna. Jak tam życie? No właśnie tak sobie pomyślałem, że nie możesz się doczekać, aż spłonę żywcem na twoich oczach, co? Powiedz, ty wiedziałeś?

Czkawka: Porwę go na chwilę, dobrze?

Mala: Oczywiście.

Sączysmark: Nie mam zamiaru taplać się w jakiejś lawie, żeby zostać królem wiochy!

Mieczyk: A nie nie nie nie. Lawa została wycofana.

Sączysmark: Serio?

Mieczyk: Serio. Mają coś lepszego. I w ogóle wykluczone, żeby Smark dał radę. Nie posiada, biedak, ani fizycznego, ani psychicznego zaplecza, aby wykazać się należytym męstwem. Gorzej - on pewnie nawet nie wie, co to męstwo.

Sączysmark: Ta? Na serio? Tak ci się wydaje?

Szpadka: Kochany, wszystko rozrysowaliśmy - i generalnie finał finałów to będzie taki.

Sączysmark: Dosyć, cisza! Zostajemy. I lepiej zacznijcie ćwiczyć ukłony, bo stoi tu przed wami przyszły król, niedowiarki.

Czkawka: I świetnie. Okej, to tak: zabieram Heatherę i lecimy na Północne Rynki, a do reszty wielka prośba: zróbcie wszystko, żeby Sączysmark wyszedł z tego w jednym kawałku.

Szpadka: Żeby Sączysmark co?

Mieczyk: Nie wyszedł z tego w jednym kawałku.

Szpadka: Nie ma sprawy.

Heathera: Doskonale. Teraz nikt cię nie pozna.

Czkawka: Nie, mordko. Zamaskowani obcy może jeszcze przejdą, ale zamaskowani obcy z Nocną Furią i Szpicrutą pod bokiem? Na to się nie nabiorą. Dość sporo Łowców. Kimkolwiek był obcy w kapturze, miał rację. Nie jest bezpiecznie. Zaczekaj. Patrz. To pewnie ten płatnerz, o którym wspomniała Mala.

Łowca1: Nie dotykać. Towar sprzedany.

Czkawka: W porządku, jasne, oglądałem tylko sobie. Pan... pan wybaczy.

Heathera: Idziemy, to nie na sprzedarz.

Czkawka: Znikajmy stąd, zanim ktoś zobaczy smoki.

Łowca1: Hej!

Heathera: Ych...

Czkawka: W porządku?

Heathera: Eche, he.

Dagur: A słyszeliście ten o Łowcy i tępej siekierce? Haha haha!

Czkawka: Co się dzieje?

Heathera: Nie wiem. Wydawało mi się, że-

Dagur: Ło-hahaha! Jeden za burtą! Hahaha!

Czkawka: Ale to niemożliwe! No przecież... on-

Heathera: Wiem, pamiętam, ale Dagur!

Czkawka: Aha. I wygląda na to, że przystał do Łowców.

Dagur: Chodź, pomogę... Uu, hahaha! Tonie chłopak.

Heathera: Uch, jak mogłam być taka głupia! Dagur był i będzie obłudnym, obrzydliwym, kłamliwym-

Czkawka: Yy, czekaj, czekaj, czekaj. Nie rozpędzaj się. Wybacz, ale ja nie pozwalam.

Heathera: Czkawka, kiedy ja...

Czkawka: Posłuchaj mnie, proszę. Posłuchaj. Dagur ryzykował życie, żeby nas ratować. Ciebie, mnie, nas. I myślisz, że co? Po to ryzykował, żeby teraz przystać do Łowców? Nie, hm, to się nie trzyma kupy.

Heathera: Dagur to Dagur. Od kiedy miałby się czymkolwiek przejmować?

Czkawka: Zgoda, jest jaki jest. Ale jeśli zaatakujesz teraz, zdemaskujesz i nas, i smoki. Serio, aż tak warto?

Heathera: Mmm... Ach!

Czkawka: Słuchaj, też chciałbym wiedzieć, co tu jest grane. Chociaż nie mam ochoty pakować się w zgraję Łowców. Złapiemy go sam na sam, i na pewno wszystko się wyjaśni. Bo jestem pewien, że się wyjaśni.

Heathera: Dobra, spróbujmy po twojemu. Niech ci będzie.

Czkawka: Mądra decyzja. Bardzo ci dziękuję.

Sączysmark: Ech. Och. Hę?

Szpadka: Uu. Nawet smoki lubią sobie pooglądać okrutne sceny.

Astrid: Ja nie wiem, czy on będzie oglądał.

Sączysmark: Yy... A!

Astrid: A to dopiero pierwsza próba.

Mieczyk: Na sto procent nie połknie wszystkich skał.

Szpadka: Nigdy.

Śledzik: Kiedy wcale nie ma połykać. Musi tylko po nich przejść.

Mieczyk. Aa. Czyli inny rodzaj zgonu. Ale może równie zabawny.

Astrid: Jak tylko zacznie krzyczeć, macie go wyciągnąć, jasne? Bo jak nie, to będziecie go mieli na sumieniu.

Mieczyk: Jakoś to przeżyję. A siostra?

Szpadka: Też dam radę. Jak coś, weźmiemy Gustawa.

Sączysmark: No dobra, to co? Spacerek po rozżarzonych węglach? Raz kozie cap. Sączysmark!! A-a-a-a-a-u-a-ua-

Astrid: Oj... Auć.

Sączysmark: A! Yy, hy, a, hy, hy, au! Hy.

Mieczyk: Łał, bracie. Ale nie powiesz, że nie bolało.

Sączysmark: Nic a nic. Au...

Czkawka: Widziałaś go gdzieś?

Heathera: Nie. Mówiłam, że trzeba go było załatwić od razu.

Czkawka: Słuchaj... Możemy do tego nie wracać?

Heathera: Taki jesteś spokojny. Zapomniałeś, że Dagur jest teraz kompletnie nieobliczalny?

Czkawka: Ale dlaczego? Co się takiego... A, bo teraz ma smoka. Racja. Hej, a co to?

Dagur: Och, co mi robicie?

Czkawka: Uwielbiam cię, mordko. Damy sobie radę.

Heathera: No już, gadaj, co tu robisz, co? Czemu do nas nie wróciłeś?

Dagur: Ratunku, złodzieje! Proszę, nie mam pieniędzy. Jestem biedakiem. Żyję z datków od takich jak wy. Nie krzywdźcie.

Heathera: Co to ma znaczyć? Co to ma znaczyć?!

Czkawka: A może on naprawdę nas nie poznaje. Pewnie uderzył się w głowę, stracił pamięć...

Heahtera: Przestań! Kolejna durna sztuczka. Mam rację, bracie?

Dagur: Błagam, błagam, przysięgam, nic nie mam! Puśćcie mnie! Ratunku! Na pomoc! Na pomoc!

Łowca1: Jeźdźcy smoków! Brać ich, i brać ich smoki! Nocna Furia cenniejsza!

Czkawka: Teraz chcecie się bawić? Serio?

Łowca1: A to zły moment?

Czkawka: Mordko, bądź uprzejmy odrobinę plazmy.

Throk: Teraz czeka cię druga z trzech prób, Sączysmarku Jorgensonie.

Mieczyk: A-ha!

Sączysmark: Ee, takie pytanko: mamy do czynienia z przyjemnymi węgorzami, co to oswoisz i przytulasz... yy... przed snem?

Throk: Jeśli znajdujesz przyjemność w przytulaniu jadowitych bestii, to tak.

Mieczyk: A ja ci powiem, że nieźli z nich towarzysze niedoli. W dziecięctwie gryzą boleśnie, w dorosłości - jeszcze boleśniej.

Sączysmark: Dzięki wielkie, pocieszycielu.

Mieczyk: Na mnie zawsze możesz liczyć.

Throk: Jeśli masz ochotę, możesz wybrać sobie broń.

Sączysmark: Bomba. Będę miał większe szanse.

Throk: Hahahaha... Nie.

Astrid: Szykujcie się. Na "w razie czego".

Śledzik: Jesteśmy w pogotowiu.

Sączysmark: A! Spokojnie, miłe węgorze. Nie zdążycie mrugnąć, a będzie po wszystkim.

Mieczyk: Halo! Ty! Węgorze nie mrugają!

Sączysmark: Cisza tam na górze!

Mieczyk: Nie słychać cię! One nie mają powiek!

Sączysmark: Ech.

Mieczyk: Wiedza cenna rzecz. A nuż ci się przyda! Nie daj się ukąsić!

Sączysmark: Paskudne paskudy! Yhy! O proszę, nie wygląda strasznie. Bułka z masłem. Bułka z masłem, bułka z masłem... Aaa! Weźcie, co ja wam zrobiłem? Uwielbiam węgorze! Zwłaszcza jadowite! Aaa! Ooo! Jest wyjście! Wolność, wolność!

Mieczyk: Hakokieł pewnie będzie tęsknił.

Astrid: Możecie już przestać?

Sączysmark: Oach!

Astrid: Maczuga! Maczugę masz!

Sączysmark: O. Aaa! Sączy- o Thorze! A, oł!

Mieczyk: Ha.

Sączysmark: A! Dasz radę, Smarku! Ia, a! Dasz radę, Smarku! Nie dasz rady, Smarku.

Śledzik: Chodź, wskakuj!

Sączysmark: Zmykaj mi stąd, Śledziu! Dam radę.

Śledzik: Ho, ho... O! Nie, nie dasz rady, nawet nie masz szans. O Thorze...

Sączysmark: Dosyć, dosyć! Mam dość tych paskudnych węgorzy i obleśnego labiryntu! Sączysmark! Aa! O.

Mieczyk: Ale... ale jak to?

Szpadka: Cuda, braciszku.

Dagur: No, w samą porę.

Heathera: Dobra, jest sam. To moja jedyna szansa.

Czkawka: Nie, stój.

Heathera: Nie wierć się, braciszku słodki, to nie będzie bolało!

Dagur: O! A!

Heathera: Ech! Ech, co jest?! Walcz!

Dagur: U-hu... A! W porządku, jak sobie życzysz.

Czkawka: Przestań, nie! Nie strzelaj do niego!

Łowca: Ognia!

Czkawka: Teraz strzelaj, mordko! Na całego! Słuchaj, lepiej go stąd zabierzmy. Przesłuchamy go na wyspie.

Heathera: Szpicruta, ogon!

Dagur: Au. Zostawcie mnie w spokoju. Ja muszę tam wracać, no! Czkawka! Heathera!

Heathera: A ja myślałam, że się nie znamy. No proszę, odzyskałeś pamięć.

Dagur: Nie odzyskałem, bo nie straciłem. Musiałem się ukrywać. Inaczej nic by z tego nie wyszło.

Czkawka: Z czego? Co by znów nie wyszło?

Dagur: Nie rozumiesz, że pracuję dla Łowców?

Heathera: Wiedziałam!

Dagur: Nie miałem wyboru, zabrali mi smoka! Płynie teraz do portu z wielką dostawą Gronkli. Chciałem go uratować, wielka mi zbrodnia. Ale teraz za późno. Nigdy w życiu go już nie zobaczę!

Czkawka: Widzisz? Chciał ratować swojego smoka. Wcale nie pracuje dla Łowców. No... Może chciałabyś mu coś powiedzieć albo...

Heathera: Co na przykład?

Czkawka: Nie mam pojęcia. Jakieś... "przepraszam" na przykład? I coś jeszcze... od siebie może?

Dagur: Teraz to nie ma znaczenia. Już po ptakach. Sam bym sobie nie zaufał. Wiem, że masz wyrzuty sumienia. Widzę to w twoich oczach. Brat to wie.

Heathera: Wystarczy. Krok w tył.

Dagur: Masz rację, zanadto się zbliżyłem. Dobra, pogadajmy może o tym, jak zamierzacie mi pomóc.

Heathera: My - tobie? O nie nie nie, chyba żartujesz.

Czkawka: Ło ło ło ło łoł... Hej. Słuchaj, chętnie pomożemy ci uratować Króla Demolki, prawda?

Heathera: Pewnie. Ale najpierw parę pytań.

Dagur: Słodka, kochana siostrzyczko. Obiecuję, wszystko ci opowiem, ale potem. W tej chwili naważniejszy jest dla mnie smok. Zrozum, proszę. No, mam nadzieję, że masz już jakiś genialny plan i wiesz, co robimy?

Czkawka: Sporo statków, nie spodziewałem się aż tylu.

Dagur: Kiedy ja znam je na pamięć. Wiem, na których są Gronkle. Wystarczy zakraść się na pokład, wyciągnąć smoka i już. Nawet się nie zorientują. Chociaż... Demolek jest najprzystojniejszy z towarzystwa, więc... może się i zorientują...

Czkawka: Najlepiej się będzie rozdzielić. Widzimy się na klifach za jakieś parę chwil.

Astrid: Proszę cię, daruj już sobie. Miałeś wielkie szczęście.

Śledzik: Wręcz szalone szczęście. Tak szczerze to taki intensywny łut to się raczej nie zdarza. No, ewenement.

Sączysmark: Szczęście miałem? Niedowiarki jedne, no wiecie co? Zero wsparcia od przyjaciół. Przepraszam, proszę ich odprowadzić do namiotów, bo nie czują się najlepiej.

Astrid: Smarku, ja cię bardzo pro-

Sączysmark: Mm. I tego mięsiwa jeszcze dokładeczkę. Nie wiem, co to takiego, ale soczyste i smakowite, i smakuje jak kurczak.

Obrońca Skrzydła: Dajcie bohaterowi jeszcze hieny.

Sączysmark: Hieny? Hieny? A co to są hieny?

Mieczyk: Taki rarytas zdarza się, bracie, raz jeden w życiu. Delektuj się, smakoszu. Delektuj.

Czkawka: Sprawdziłem większość łodzi. Broń i jeszcze raz broń.

Heathera: Taka broń?

Czkawka: Taka broń.

Dagur: To gdzie się podziały Gronkle?

Czkawka: Mam pewną teorię. Za mną. Broń jest nowiusieńka, prawda? A może Viggo wymienił Gronkle za siekierki i maczugi?

Dagur: Ale po co? Gronkle to najwspanialsze i najbardziej urocze smoki świata.

Heathera: Dagur, który brzmi jak Śledzik. No kto by pomyślał.

Czkawka: Po co zwykłemu płatnerzowi takie ilości smoków?

Heathera: Skup się, braciszku.

Dagur: Mmm...ee... Stal! Topią stal!

Heathera: I produkują Gronklowe żelazo.

Dagur: Jak znajdziemy płatnerzy...

Heathera: Znajdziemy Króla Demolki.

Czkawka: Ostatnia łódź popłynęła mocno na wschód. Polecimy za nimi. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Dagur: Jest Demolek! Widzę go!

Heathera: Pewien jesteś?

Dagur: Mężczyzna wszędzie pozna swego smoka.

Czkawka: No pewnie, że pozna.

Dagur: Nawet mi się zrobiło szkoda tych Łowców. Niczego się nie spodziewają. Pokażmy im, do czego są zdolni wkurzeni jeźdźcy.

Czkawka: Chwila, chwila. Wyhamuj trochę. Po pierwsze, kochany, nie jesteś...

Dagur: Trzymaj się! Tatuś leci na ratunek, kochaneczku!

Czkawka: ...Jeźdźcem smoków. Yhm. To co? Spieszymy ratować braciszka?

Heathera: Uduszę go kiedyś.

Dagur: Tylko ciebie! Wytrzymaj! Cofnąć się! Zabieram smoka i znikam wam z oczu.

Łowca2: Co z oczu, to z serca.

Dagur: Łuhuhoho haha!

Heathera: Czkawka, spróbuję ich odciągnąć od Dagura.

Czkawka: Uważaj na siebie.

Dagur: A! Haha! O raju, jak mi dobrze. Nareszcie buzuje krew. Królu mój słodki!

Łowca1: Prędzej zginiesz, złodzieju, niż oddamy ci smoka.

Dagur: Prędzej zginę ja czy ty?

Łowca1: Oo, nie igraj ze mną!

Dagur: No hej. To co? Pewnie będzie bura?

Heathera: No jasne, bura i lanie.

Dagur i Heathera: Hahaha!

Dagur: Stęskniłem się jak diabli. Zabieramy się. Słuchaj, Czkawka. Zanim zaczniesz krzyczeć...

Czkawka: Nie zacznę krzyczeć.

Dagur: Na-na-naprawdę? Szkoda, bo przygotowałem taką mowę...

Heathera: Chciałeś tylko ratować smoka. Też by nas pewnie poniosło.

Czkawka: Kiedy poniosło, i to nie raz. I nie dwa.

Heathera: E... Czkawka?

Czkawka: Czyli się połapali. Dobra, zmykamy stąd. Jeśli nas zauważą, nie utrzymamy Gronkli w szyku i nie dotrzemy do wyspy.

Dagur: Nie zauważą. Będą mnie zaraz ściagać, aż miło. Wyprowadzę ich w pole, a wy zajmijcie się Gronklami.

Heathera: Proszę, nie... Ja...

Dagur: Nie bój się o mnie. Wrócę, przysięgam. Koniec tajemnic, odpowiem na wszystkie pytania. Spójrz mi w oczy, daję ci słowo Berserka. I przysięgam na honor, że słowa dotrzymam.

Czkawka: Nie smuć się. Wiesz, że wróci. To całe słowo Berserka to jakaś poważna sprawa.

Heathera: Ech, a... Coś tam niedobrego się dzieje.

Czkawka: No to fantastycznie.

Astrid: Jesteś, dzięki ci Thorze.

Czkawka: Proszę cię, tylko powiedz, że żyje.

Astrid: Ha, pewnie, że żyje. A jak przejdzie ostatnią próbę, zostanie królem.

Czkawka: Prosiłem, żebyście się nim zaję-

Astrid: Staraliśmy się. Ale co ty, nie wiesz, jakie on ma ego?

Czkawka: Jakie on ma ego?

Szpadka: Ciach. Ciach-ciach, ciach-ciach-ciach, ciach. I pijemy.

Sączysmark: No to jedziemy. Co tym razem? Krwiożercze dziki? Pająki? Może Szeptozgony? Co by to nie było, Smark jest gotów.

Throk: Nic tak widowiskowego, Sączysmarku Jorgensonie.

Sączysmark: Czekaj, to chyba średni pomysł, żeby celować do królowej. A jak się palec przypadkiem omsknie i poleci strzałka, to co?

Throk: Ta strzała przeznaczona jest dla ciebie. To ostatnia próba. Masz osłonić swym ciałem jej ciało i pozwolić, by grot wbił się aż po kość.

Mieczyk: E, hehehe.

Throk: Jeśli przeżyjesz, zostaniesz królem.

Sączysmak: O!

Throk: Jeśli nie...

Czkawka: Pomysły?

Astrid: A, może dopisze mu szczęście.

Sączysmark: Daleko zaszedłeś. Poradzisz sobie, Smarku. Ha, haha, jedna strzała, nic strasznego, prawda? Sączy-sączy-smark-smark-smark...

Mieczyk: No już, zaczynajcie, ludzie. Niech się dzieje, bo nie wytrzymam.

Sączysmark: Aa, mamooo!

Czkawka: Uff. Spryciarzu ty.

Sączysmark: I co? Co się stało?

Mala: Już po wszystkim.

Sączysmark: Wygrałem?

Mala: Nie, przykro mi, niestety nie.

Sączysmark: To jestem tym królem? Ej, bo to nie moja wina, że on kiepsko strzela.

Mala: Przyczyna porażki interesuje mnie znacznie mniej niż sam jej fakt.

Sączysmark: Co? To ja skaczę dla ciebie po lawie, taplam się z węgorzami i nie zostaję królem, bo kolega nie potrafi strzelać?

Throk: Ghrr...

Mala: Tak.

Sączysmark: Oooch...

Mala: Jeśli cię to w jakiś sposób pocieszy, mnie również jest przykro.

Sączysmark: Może nie bardzo, ale trochę pociesza.

Mala: Nie smuć się, Smarku. W nagrodę za twą wielką odwagę zapraszam na wielką ucztę.

Śledzik: Hm. Król na jeden wieczór, też się w sumie liczy.

Sączysmark: Skrócić o głowę!

Śledzik: O!

Sączysmark: Żartowałem. A może nie? Kto wie. Chodźcie jeść.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.