FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Czkawka: Każdy z nas traci czasem coś najcenniejszego na świecie. I żeby to odzyskać, jest w stanie zrobić wszystko. Nawet stanąć oko w oko ze strachem. A wtedy lepiej nie mrugać.

Stoick: Gdzie on się podziewa? Zdarzało mu się spóźniać, ale żeby aż tak?

Pyskacz: A ty w ogóle jesteś pewien, że Kupczy przywiezie?

Stoick: Oj, jestem. Słyszałem od Jorgensona, ten słyszał od pasterza Stevensona, który słyszał od rybaka Toldsztada, że ten widział, jak Kupczy własnoręcznie ładował na pokład.

Pyskacz: Skoro aż tak słyszałeś, to pewnie dobrze słyszałeś.

Czkawka: Tata, a może ty byś mi jednak powiedział, czego szukamy, co?

Stoick: Kupczego szukamy. Więcej wiedzieć nie musisz.

Pyskacz: Nic się nie martw, stary druhu. Zobaczysz, przypłynie. Bezpiecznie i na czas.

Czkawka: Szykuj się, Szczerbek. Zrobimy sobie małą wycieczkę. No i pięknie. Zaczniemy od zachodnich wysp i będziemy powoli wracać.

Astrid: Wracać, a skąd?

Czkawka: Ee, a ską- a skąd. Znikąd. Tak tylko chcemy się trochę przelecieć.

Astrid: Aha. Przelecieć, mówisz? A jedzenia masz tyle, że starczyłoby na całą familię Sączysmarka.

Sączysmark: Czy ktoś powiedział "Sączysmark"? Łuu. Czy mi się zdaje, czy łosoś?

Czkawka: Ach... No dobra, okej. Skoro musicie wiedzieć...

Astrid: A, musimy.

Czkawka: Bo ojciec prosił mnie o małą przysługę. No okej. Dobra. Bo Johann Kupczy ma coś ojcu przywieźć. Coś strasznie ważnego i... No, chyba już powinien tu być.

Sączysmark: Sorry, śliczna, ale nie oddam ci rybki. Bo ryba przepyszna. E-ej!

Astrid: To kiedy lecimy?

Czkawka: Muszę to zrobić sam. Jak wszyscy nagle znikniemy, ojciec zacznie coś podejrzewać.

Sączysmark: Sam, mówisz? Że sam, bez nas? Hahahahe. Ech. Żartujesz? Przecież ty sam, bez nas, chłopie, kto cię obro... E... E... Pomożesz... mi?

Czkawka: Och. Ach, no niech wam będzie. Zgoda. Możecie ze mną lecieć. Ale nikt więcej. Nikomu ani słowa, jasne? Nikomusieńku, wcale nie żartuję.

Mieczyk: Te, Czkawka. Sączysmark mówił, że lecimy na łososie. Uwielbiam w sosie.

Czkawka: Och... Stary, chyba o coś prosiłem. Miałeś nie mówić.

Sączysmark: Chyba o coś prosiłeś, ale kto by cię słuchał?

Śledzik: Czkawka, ale ty sam ciągle powtarzasz, że w ekipie zawsze raźniej. Łoo.

Czkawka: Ta, i jak jeszcze raz powtórzę, po prostu mnie walnij.

Szpadka: Jak chcesz, to ja mogę.

Mieczyk: Oj, może. A bije panna jak koleś. Hehe. Rewelacja, patrz. Au. Czad.

Astrid: Hej, patrzcie!

Mieczyk: Przez te łzy nic nie widzę.

Czkawka: Rany. To Johann?

Sączysmark: A myślałem, że ciutkę większą ma tę łódkę.

Czkawka: Dobra, ludzie, trzeba to sprawdzić.

Johann: Mgła... Mgła...

Czkawka: Johann. Gdzie twoja łódź?

Johann: Łódź – nie wiem. Pamiętam jedynie, że płynąłem sobie lekko, morze gładkie jak aksamit, wiatr wprost idealny. A już za chwilę groza! Żagle się drą, maszty pękają, statek znika, a ja dryfuję wśród rekinów!

Czkawka: Nic z tego nie rozumiem.

Johann: Nie rozumiesz? Miałem trzy dni opóźnienia, chciałem zdążyć i podpłynąłem za blisko...

Śledzik: Za blisko czego?

Johann: Za blisko Skręćkarczych Bagien.

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka, Sączysmark i Śledzik: Skręćkarczych Bagien?

Śledzik: Wielu wypłynęło na te bagienne wody, niewielu wróciło.

Astrid: Dziadek opowiadał, że to jacyś piraci.

Sączysmark: Co ty, jacy piraci? Nawet dziecko wie, że grasuje tam Mgławy Potwór.

Śledzik: Że potwór?

Mieczyk: Podobno potwór wydaje z siebie jakieś takie straszliwe jęki. Łuu, łeee. A potem okrywa cię mgłą i wyżera mięso aż do kości. A potem wyżera kości aż do... yy, tego, co jest pod spodem.

Szpadka: A potem zrzuca te kości prosto z nieba.

Johann: Prawda. Wszystko szczera prawda. To coś, to, to, to, to, to, to... To mnie okrążyło.

Sączysmark: I co? Mgławy Potwór. Piraci... Hehehe. Durny ten twój dziadek. Hy.

Czkawka: Johann, musimy znaleźć twoją łódź. Jest tam coś ważnego dla mojego ojca.

Johann: Tak, tak, tak, rzeczywiście jest. Tyle że nie dla twojego ojca, ale dla ciebie.

Czkawka: Dla mnie? A od kogo?

Johann: Nie powiedział ci? Od twojej matki, synku.

Czkawka: Od mamy?

Astrid: Przecież to niemożliwe.

Czkawka: A co to jest?

Johann: Przykro mi bardzo, ale nie wiem. Jedyne, co miałem w rękach, to skrzynia z krzyżem Berk.

Czkawka: No to trzeba ją znaleźć. Koniecznie. Natychmiast. Pokaż, gdzie byłeś, ki-kiedy dopadło cię to coś.

Johann: Nie! Za żadne skarby! Nie zmusicie mnie! Nie! O nie! Na łodzi mam nóż!

Mieczyk: Hehehe...

Johann: Dobra, nie mam noża na łodzi. Ale żadnej mgły, proszę.

Czkawka: Spokojnie. Powiedz mi tylko, jak znaleźć te Skręćkarcze Bagna.

Johann: Kieruj się na wschód. Niebawem dojrzysz grupkę wysp w kształcie dłoni. Skręćkarcze Bagna będą na kciuku.

Czkawka: Sączysmark, ty i bliźniaki bierzcie Kupczego na Berk.

Sączysmark: Ale do domu? A-tego pajaca? Z tymi pajacami?

Czkawka: Patrz na niego, facet ledwo żyje. A gdyby coś się działo, jeszcze się ucieszysz, że masz ich przy sobie.

Mieczyk: Hehehehehe.

Śledzik: Pytanko. A co my... co robimy?

Czkawka: Lecimy na Skręćkarcze Bagna.

Śledzik: A może dam ci coś od mojej mamusi? Albo jak chcesz, mamusię ci oddam? Uwielbiasz jej krabowe ciasteczka.

Astrid: Mgła... Mgła...

Śledzik: Aaa!

Astrid: Hahaha.

Śledzik: Przestań, jak możesz? Chcesz łez? Chcesz moich łez?

Czkawka: Patrzcie! To pewnie tam!

Śledzik: Skręćkarcze Bagna.

Johann: O losie, co za straszne rzeczy... Co za dzień... Błagam, do domu!

Mieczyk: No, stary, to gdzie ten łosoś?

Sączysmark: Ale mi się trafiło... Przestań ryczeć, nudzisz mnie.

Czkawka: Nic nie rozumiem. Oblecieliśmy całą wyspę. Gdzie ta łódź?

Astrid: Nawet żadnych szczątków. Nic a nic.

Śledzik: Wiecie, kto zabrał łódź? Mgławy Potwór.

Czkawka: Szczerbatek, uspokój się.

Śledzik: Misia, wszystko w porządku, spokojnie.

Astrid: Jej, co to było?

Czkawka: Wygląda na to, że trzeba sprawdzić.

Śledzik: Chwila, chwila. Idziemy tam? Tam, tam zły dźwięk, nie idźmy w ten dźwięk.

Astrid: Właśnie że idźmy, na tym polega zabawa.

Śledzik: No właśnie, te nasze zabawy. Ee, kości. Po prostu pięknie.

Astrid: Au! Ach... Łał. Patrzcie, jest łódź Johanna.

Czkawka: Ta... Facet trochę zboczył z kursu.

Śledzik: Mgławy Potwór.

Astrid: Wichura!

Śledzik: Widzisz, boją się. A to smoki. Może pora zadać sobie pytanie: czemu my się nie boimy?

Czkawka: Łódź nie wytrzyma takiego ciężaru. My sobie zeskoczymy, smoki niech zaczekają na dole.

Śledzik: Super. Po prostu pięknie.

Astrid: Ach.

Czkawka: Szczerbatek, na ziemię.

Śledzik: Nie oddalaj się od tatusia.

Czkawka: Słuchajcie, to tak. Szybko szukamy, znajdujemy i znikamy. Interesuje nas skrzynia. Skrzynia z krzyżem Berk.

Śledzik: Yyy. No i pięknie, powiesz coś?

Astrid: Pod pokład!

Czkawka: To taki tam, ty-tylko taki... kostny deszczyk. Zresztą przelotny.

Śledzik: Kostny deszczyk? Czy tylko mnie wydało się to jakieś nie takie?

Astrid: Eee...

Czkawka: Eee, no zgoda. Może ciut nie takie.

Śledzik: To też nie takie.

Czkawka: Dobra, zajmijmy się lepiej skrzynią, i to szybko, bo to drapanie nie brzmiało jakoś specjalnie towarzysko.

Śledzik: Aaa! Aa! Aaa!

Czkawka: Uspokój się, znalazłem.

Śledzik: Och, dzięki ci, Thorze. Ach. Ręka mnie dotknęła. Bez skóry. Same kości to były.

Astrid: Zróbmy coś, bo nas dopadnie.

Czkawka: Kryć się! Tam, szybko! Błagam was, nie oddychać.

Śledzik: Chciałem tylko powiedzieć, że strasznie was kocham.

Czkawka, Astrid i Śledzik: Aaaa!

Mieczyk: No siemka. Podać rączkę?

Astrid: Och!

Mieczyk: Aa! Ach! Szpadka, we-weź coś zrób! Au, au, au!

Czkawka: Dobra, starczy już, dzięki, wystarczy.

Mieczyk: Au, au... A! Au...

Czkawka: Możemy sobie coś wyjaśnić? To wszystko wy, tak? Te kości, drapanie.

Sączysmark: No pewnie. A wy na to tak: huu, aaa, hyyy...

Śledzik: Tak szczerze to chyba głównie ja.

Czkawka: Och, świetnie. Ale, a w ogóle co wam strzeliło? Co wam odbiło?

Sączysmark: A to, żebyś sobie nie myślał, że możesz mi bezkarnie wciskać Kupczego.

Czkawka: Gdzie on jest?

Sączysmark: Spoko, nic się nie martw, dobrze mu, gdzie jest.

Astrid: Ale ty sobie nie myśl, że ci to po prostu ujdzie. Skąd wziąłeś taki tandetny wisior?

Sączysmark: Ee, podoba ci się? Hahaha. Leżał sobie na pokładzie, to wziąłem. Chcesz, złotko, to mogę ci taki skołować.

Mieczyk: O rany.

Czkawka: Jak tam, wszyscy cali? W nogi!

Sączysmark: Tak żeby nie było. Ta mgła... to nie my.

Czkawka: No dobra, przyznaję się. Zaczynam powoli wierzyć w tego waszego potwora.

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka, Sączysmark i Śledzik: Aaaaaa!

Śledzik: Cześć.

Szpadka: Ło, żyjemy. Żyjemy? Au!

Mieczyk: Au!

Astrid: No błagam was, możemy się stąd w końcu ulotnić?

Czkawka: Ale... Gdzie skrzynia? No bo jak zniknęła? Przed chwilą miałem...

Mieczyk: Wielka szkoda, ale pech. Widzimy się na Berk.

Śledzik: Sztukamięs! Och, jak ja się stęskniłem! Już po strachu, tatuś zabiera cię do domciu.

Czkawka: No dobra, to wy lećcie. Ja zostaję, muszę znaleźć skrzynię.

Sączysmark: Rób tam, co chcesz. Widzimy się albo nie.

Astrid: Chwila, czekajcie chwilę. Pamiętacie, to skrzynia jego mamy.

Mieczyk: Taa, urzekło nas to bardzo. To pa.

Astrid: A gdybyście byli na jego miejscu?

Sączysmark: Nigdy.

Astrid: Ach, a gdyby to była wasza mama?

Sączysmark: Nienawidzę cię. I nie myśl sobie, wcale, w ogóle nie jesteśmy przyjaciółmi.

Czkawka: Bardzo wam dziękuję. Bardzo, bardzo. Chodźcie, rozprawimy się z potworem.

Mieczyk i Szpadka: Au!

Astrid: Jest! Tam jest!

Czkawka: Czy mi się wydaje, czy... normalna mgła to tak się raczej nie przemieszcza?

Sączysmark: Ja cię, dwa potwory.

Czkawka: Astrid!

Astrid: Robi się!

Czkawka: Zgubiliśmy go.

Astrid: No, my też.

Mieczyk: Yy, ale on nas chyba nie.

Czkawka: Szczerbatek, uspokój się.

Szpadka: Ej, co one robią?

Mieczyk: Jak to co? Lecą sobie.

Sączysmark: Wiedziałem, że Hakokieł mnie nie lubi.

Czkawka: Ale one wcale nie uciekają. Patrzcie.

Astrid: Raju, to smoki.

Sączysmark: No, wkurzone smoki.

Czkawka: Ee, wiesz, Śledzik, w sumie to można się cieszyć. Nie ma żadnego potwora.

Śledzik: Dzięki, od razu mi ulżyło.

Szpadka: O ja cię, ale dziwnie.

Mieczyk: No, takie dymiące smocze piraty, tylko że bez przepasek.

Śledzik: Niesamowite, przecież to Zaduśne Zdechy. No co?

Sączysmark: Widziałeś, że są takie cosie?

Śledzik: Oj, no co, kiedyś czytałem, ale nie sądziłem, że są naprawdę.

Astrid: Więc wolałeś nam wciskać jakiegoś Mgławego Potwora?

Czkawka: Miło, że jest dyskusja, ale możemy trochę później? Co o nich wiesz? Mów.

Śledzik: Ukrywają się w chmurach dymu, zaciekle bronią swojego terytorium i... eee... i jeszcze trzecie coś, ale zapomniałem.

Mieczyk: Aua, a!

Czkawka: Za dużo ich, nie damy rady. Wycofujemy się.

Mieczyk: Ee, wycofujemy? Gdzie?

Czkawka: Zróbcie zasłonę ogniową.

Mieczyk: Dwa razy nie musisz powtarzać.

Śledzik: Co my konkretnie robimy? Czemu tu ciągle jesteśmy?

Czkawka: Bo jesteśmy. Muszę odzyskać tę skrzynię.

Sączysmark: A skąd ty niby wiesz, że smoki porwały?

Czkawka: Coś mi się wydaje, że jednak tak. Chodźcie, sprawdzimy, co knują. Śledzik? A może coś sobie przypomniałeś?

Śledzik: No niestety tak. To trzecie coś, to... Zaduśne Zdechy budują swoje gniazda ze wszystkiego, co metalowe.

Mieczyk: Jakieś takie chyba mało wygodne. A może?

Śledzik: Nie chodzi o wygodę. To ich forma obrony przed większymi smokami.

Czkawka: Chciałbym to z bliska zobaczyć.

Mieczyk: Każdy by chciał. Hehehe.

Czkawka: Ty, skąd ty to masz?

Mieczyk: Jak skąd? Chyba, że z łodzi. Z tej tam, no wiesz, na drzewie.

Czkawka: Ech. Stapiają wszystko w jakieś jedno coś. Jest skrzynia! Na skale! Dobra, musimy je jakoś stamtąd przepędzić.

Astrid: A gdyby... gdyby je jakoś wywabić?

Czkawka: No, tylko czym?

Sączysmark: Świeci się. Hehehe, co? Smoczki, smoczki! Mam coś dla was fajnego! Patrzcie, patrzcie! No chodźcie! Zapłaci ten Czkawka, oj, słono zapłaci.

Czkawka: Śpieszymy się. Sączysmark długo ich nie zatrzyma.

Sączysmark: Aaaa... Dobre smoczki. Aaa! Łoo! Przestańcie! To boli! Eej!

Śledzik: Ee, nie jest dobrze. Wracają!

Astrid: Czkawka! Uważaj!

Czkawka: Szczerbatek!

Sączysmark: Czkawka, nie zostawiaj mnie! Aaa!

Czkawka: No super. Szczerbatek, plazma.

Sączysmark: Haha! I kto jest mistrz? Ha.

Czkawka: Człowieku, błagam, wyrzuć ten wisiorek.

Sączysmark: Nie. Moja błyskotka.

Czkawka: Więc albo ty, albo błyskotka.

Sączysmark: Hakokieł! Hako... Oo.

Astrid: Wszystko, co macie metalowe, wyrzucajcie!

Sączysmark: Udało się!

Astrid: Czkawka!

Czkawka: Aaa! Aaa...!

Śledzik: Nie, nie będziecie mi się śnić po nocach. Bo przecież w życiu nie zasnę.

Stoick: Tak jest. Tak. Bardzo dobrze. Powoli, troszkę w lewo.

Pyskacz: Trzeba będzie wyciąć z pół lasu chyba, żeby ją załatać.

Stoick: Szczęście, żeś cały i zdrów. Możemy ci w czymś jeszcze pomóc?

Johann: Taak. Dajcie mi, proszę, pięć minut sam na sam z tą przeklętą trójcą, co mnie zostawiła na oceanie.

Stoick: Nie bój się. Otwórz.

Czkawka: Pamiętam tego smoczka.

Stoick: Cieszę się. Bardzo się cieszę. Mama uszyła go specjalnie dla ciebie. Byłeś jeszcze malutki. Nie na żarty się wystraszyłeś. Z tydzień nie mogłeś spać.

Czkawka: Aż tak? Naprawdę bałem się smoków?

Stoick: Łohoho, i to śmiertelnie. Popłynęliśmy kiedyś na ryby, pamiętasz? Wyrzuciłeś go do morza.

Czkawka: To skąd się wziął?

Stoick: Skąd? Zaplątał się w sieci. Johann kupił go od kogoś i dał znać, że przywiezie.

Czkawka: Byłem taki mały, kiedy mama... No wiesz. Bardzo się bałem, że zupełnie o niej zapomnę. Dzięki tato. Śliczny smoczek.

Stoick: Och, synku. Nawet nie wiesz, jak bardzo mama by się ucieszyła. Tak by się ucieszyła.

Czkawka: Ludzie boją się pewnych rzeczy, bo ich nie rozumieją. Ja, jak widać, bałem się smoków. A tu proszę, jaka odmiana. Mój największy strach zamienił się w najlepszego przyjaciela.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.