FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Wiking: Ech. Hy? Aa!

Czkawka: Tak. Dokładnie tak cię pamiętam.

Sączysmark: Ej, co masz fajnego? Aa!

Czkawka: Ja... Nic. Zostaw.

Sączysmark: No, skoro takie nic, to weź, pokaż. Organizujemy z Hakokłem raucik na cześć o tego tutaj i potrzebujemy metalu, bo będziemy przetapiać.

Czkawka: Co? W życiu. Nie oddam. To prezent zaręczynowy dla Astrid. Zamierzam spędzić z nią resztę życia.

Sączysmark: Resztę życia? Jak jej dasz to stare, zardzewiałe... Ej! Ty, słuchaj. A co byś powiedział na... Taki ozdobny taran, co? Ty! Albo taka nowiuśka kula na łańcuchu! Stój! Grawerowany buzdygan. Ał!

Śledzik: Ach! Astrid.

Astrid: O, nie. Jeśli chcesz mnie pytać o prezent zaręczynowy, którego nie wymyśliłam i w ogóle nie wiem skąd wziąć, to...

Śledzik: Ceremonia zaręczyn musi się odbyć sześć księżyców po ogłoszeniu, że młodzi się ze sobą... Wiesz...

Astrid: Zaręczyli.

Śledzik: Właśnie. A! Spójrz na mnie! Jestem wrakiem. Myślałem, że to ja za czterdzieści osiem godzin padnę, ale ty... Ee...

Astrid: Ble.

Śledzik: Aa!

Astrid: Co się z tobą dzieje?

Śledzik: Czekaj! Nie bij! Ja pomogę! Dobra. Kto zna Czkawkę lepiej niż ja?

Astrid: Ja.

Śledzik: Słusznie. Czyli wiesz, że zawsze daje super prezenty. Łho!

Astrid: Wiem. I w tym problem. Bo Czkawka to nie pierwszy lepszy wiking. Czkawka ma Nocną Furię. Czkawka lata sobie w kombinezonie z jaczych skór. Wykuł miecz, który się zapala, kiedy chce i pewnie kiedyś zostanie wodzem Berk.

Śledzik: Łał. Jeśli tak chcesz to ująć, to jesteś w strasznej...

Czkawka: Słuchajcie. Przyszedł właśnie list od Johanna i no... Niestety, złe wieści. Pisze, że ledwo się trzyma i błaga o pomoc.

Sączysmark: Ale ty mu szybcikiem odpisałeś, że innym razem. I całuski.

Czkawka: Za kogo ty mnie masz?

Sączysmark: Człowieku, Johann przynosi pecha. Jak ostatnio błagał nas o pomoc, mało nie zostaliśmy pożarci przez bardzo złe i bardzo dzikie smoki.

Czkawka: Wiesz co? W ogóle się nie przejmuj. Zostań sobie, dobra?

Sączysmark: Ale sam? Nie, dziękuję. Mówię tylko, że coś śmierdzi.

Czkawka: Hej, Astrid. Słuchaj, możesz proszę na chwilę?

Astrid: Aa... Wiesz, może później, co? Ech. Johann czeka, wypadałoby się zbierać. A-ach.

Czkawka: Co? Yy... Co-co to miało być?

Śledzik: Ja nic nie wiem. To twoja narzeczona.

Czkawka: Astrid! Poczekaj!

Astrid: Ach!

Czkawka: Yy... Halo, dziewczyno. Możesz mi proszę nie uciekać?

Astrid: Nie uciekam. Wichura mi wariuje. Ha! Strasznie się stęskniła za Johannem. Wiesz, że go uwielbia.

Czkawka: Wiem, że go... Co?! Od kiedy?! Astrid!

Wiking: Ej!

Sączysmark: Ble. Ale co w tej dziurze tak pusto i spokojnie?

Mieczyk: Nie to, co kiedyś. Ze trzy razy by nas już obrobili w te i we w tę. Stare, dobre czasy.

Johann: Wszyściuteńko. Od szklanych paciorków po złote puchary – przepadło. A kupcy? Rozpłynęli się w powietrzu.

Czkawka: No, ale ty wyglądasz w porządku. Zginęło ci coś czy nie?

Johann: Mistrzu Czkawko, ty to nawet na dnie czarnej rozpaczy dostrzeżesz słoneczny blask.

Sączysmark: A może się chłopcy spakowali i popłynęli? Pewnie tak ich zanudziłeś tymi swoimi historiami.

Johann: Moje opowieści, pełne tak bohaterskich jak i gminnych smaczków, nie zwykły płoszyć mych towarzyszy.

Szpadka: Eee...

Sączysmark: Sprawa rozwiązana. Ścigamy się na Koniec Świata?

Johann: W czarnych odmętach dwóch miałem ja swego czasu...

Śledzik: Eee... A może Johann nie ma z tym nic wspólnego?

Czkawka: Dobra, to mów. Jak nie Johann to co?

Śledzik: Tak zwana "Łzawa Klątwa".

Mieczyk: Łaa! Łe... he... he...

Szpadka: To to słowo. Jak usłyszy, od razu pęka na pół. Ma tak od dzieciństwa.

Sączysmark: Które słowo? Łza?

Mieczyk: Łee... he...

Szpadka: Ej, musisz?!

Sączysmark: Wybacz, rany banany. Łza?

Czkawka: Ech. Śledzik, wytłumaczysz?

Śledzik: No właśnie chciałem. Bo jeśli Łzawa... Oj. Jeśli wiecie-która-klątwa jest prawdą, a nie mówię, że tak jest, wielu kupców padło już jej ofiarą i zniknęło, a słuch po nich zaginął.

Sączysmark: Tak, lubię zagadki i tajemnice, ale obiecałem Hakokłowi, że pobawimy się w jaczych bobkach, więc... Ty zapomnij o tej klątwie, a ty otrzyj... łzy.

Mieczyk: Łaa! Ha... ha... ha...!

Czkawka: Chwila. Wypadałoby to przynajmniej sprawdzić. Rozdzielamy się i szybki rekonesans. Szukamy śladów, jasne?

Śledzik: Jak chcesz, możemy lecieć razem. Bo gdzie znaleźć prezent dla wikinga, co już wszystko ma, jak nie na baza-a-rku?

Szpadka: Bardzo doskonały pomysł. Zakupy to fantastyczna zabawa.

Mieczyk: I terapia. Ehe. Niekiedy. He... he...

Kupiec: Dzida ma nietypowy szpikulec, więc wkłuć się w ofiarę nie sztuka, ale wyciągnąć dzidę to już inna historia. Hehe...

Mieczyk: Historia, której z wielką rozkoszą wysłucham. Rozdział pierwszy – zaczynamy.

Astrid: Czkawka i dzida? Serio?

Śledzik: Ma pan coś... ee... mniejszego?

Kupiec: Hm. Może taki saks ze szlifowanej smoczej kości? Yy, jasne... Smocze kości nie bardzo, rozumiem.

Mieczyk: No wie pan co?

Kupiec: A-a-ale chwila! Mam tu jeszcze całe mnóstwo różnych skarbów. A taki ozdobny talerz, panienko? A-a-albo cudowna kula na łańcuchu?

Mieczyk: Haha... Nasz kolega może sobie odkręcić nogę. Taka kula to go nie przytrzyma.

Kupiec: No dobra, już wiem. Trzymałem dla pewnego wyjątkowego klienta, ale...

Astrid: Ee... Mapa? Heh. Na serio mam dać Czkawce mapę?

Kupiec: Łuhuhu, panienko, to nie jest zwykła mapa. Mówią, że ten kto ją rozszyfruje, odnajdzie tak zwany "Łzawy Skarb".

Mieczyk: E! He... he... he... he...

Śledzik: Łzawa Klątwa, Łzawy Skarb. W sumie, to by się nawet zgadzało.

Szpadka: No na miłość Thora! Serca nie macie? Patrzcie na biedaka.

Mieczyk: Łe... he...

Astrid: Nie i... Nie. Ach, mapa do skarbu, argh!

Czkawka: Najpierw wypadałoby się dowiedzieć, czy ta klątwa to prawda. A jeśli tak... To skąd się wzięła. I kto ją rzucił. I... Czy ty mnie w ogóle słuchasz? A co ty robisz? Skąd to masz?

Sączysmark: A, wyjąłem z sakwy. Powinien waćpan bardziej uważać. Wiesz, co by się przydało?

Czkawka: Żebyś powstrzymał te lepkie rączki?

Sączysmark: Łańcuszek byś dorobił. Żeby Astrid mogła to chociaż ponosić, bo tak to co to ma być? Do kuferka i na klucz? Patrz. Od razu lepiej.

Czkawka: Możesz proszę oddać?

Sączysmark: Hahaha. Oł. Jak znam życie, będzie pościg.

Berthel: Amos! Łap!

Sączysmark: Sączysmark!

Czkawka: Amos?

Wiking: Kochanie, co tam niesiesz? Aa!

Czkawka: Patrz.

Sączysmark: Ee?

Rabuś: Hehe.

Berthel: Haha.

Czkawka: Gdzie on jest?

Sączysmark: Ja nie wiem. Bo kogo my w ogóle gonimy? Czemu ja nic nie wiem?!

Czkawka: O, proszę. Wreszcie się zorientował.

Sączysmark: Słyszałem. Hakokieł!

Czkawka: Jest!

Sączysmark: Łoch. Ha! Ał. Ała! Porywa mnie Łzawa Klątwa!

Czkawka: Heh. Ee... Ślady nagle się... kończą. Proszę cię, przecież się nie rozpłynął.

Sączysmark: A jeśli to ta Łzawa Klątwa? Łuu... Groza...

Czkawka: W życiu czegoś takiego nie widziałem.

Sączysmark: Ja też nie. Aaa!

Czkawka: Nie!

Sączysmark: Aaa! Czkawka, ratuj! Aaa!

Czkawka: Mordko, ciągnij!

Czkawka i Sączysmark: Aaa!

Czkawka: Ech. Gdzie ja jestem?

Sączysmark: Co cię to? Ty się rozejrzyj! Hahahaha! Złoto, srebro! Srebro, złoto! Ależ ja uwielbiam tę subtelną gładkość... Spadaj! Ła! Huhu. Oo... Ee? O, ludzie. Po co komu kości? Psują mi rozkoszną chwilę.

Czkawka: To nie twoje skarby, jasne? I z tego co widzę, właścicielom też nie na wiele się zdały. Zapomnijmy o złotkach i sreberkach, i myślmy, jak się wydostać, bo coś czuję, że nie mamy za wiele czasu. Dobra, ze spraw istotnych. Muszę skombinować jakąś nogę.

Sączysmark: Łu... Nowej nogi się zachciało. A proszę bardzo, przyjacielu.

Czkawka: A! Ach. Przestań! Co ty mi t-tu... Co ty... Ej...

Sączysmark: Cicho być. Ach! I już. No, co chcesz? Jemu niepotrzebna. Dzięki, truposzku. Hyhy.

Czkawka: E... Ech. Chyba jakoś to nawet przełknę. Okej. Zanim potwór wróci, przydałby się plan. Ach. Kurczę, ile tu tej mazi.

Sączysmark: Ha! No co ty? Patrz.

Mieczyk: I voila! Ty, przyjacielu mój, jesteś wręcz modelowym przykładem dżentelmena.

Szpadka: Bo każdy władca potrzebuje atrybutu, prawda? Prawda, czy nie?!

Śledzik: Prawda! O-ho. Oo... Oho...

Mieczyk: Bez wątpienia.

Astrid: E-em.

Mieczyk: Argh! Ona nie ma żadnego wyczucia stylu!

Szpadka: Ech! Żadnego!

Mieczyk: Szale zarzuć.

Szpadka: Ech. Bo szkoda na nią czasu.

Astrid: Wiesz co? Ech. Pora odpuścić i pogodzić się z faktem, że nasz ulubiony kolega Czkawka Haddock, ma już wszystko, niczego nie pragnie i o niczym nie marzy, a ja jestem beznadziejna.

Śledzik: Co jest grane? No co się dzieje?

Astrid: Ach! Co się dzieje? Czułam to. Coś jest nie tak. Coś musiało się stać!

Sączysmark: Ech. E-ech. Aa!

Czkawka: Aa!

Sączysmark: Aa! A-ał! A jak się połamie, to strasznie to ostre. Ał, ał, ał. Ał, ał.

Czkawka: To może nie łam?

Sączysmark: Trochę późno, wiesz? Ale dzięki. Łee. O, nie. Wraca! Zetrze nas na proch! Na ścięgna i kości...

Czkawka: Przestań jęczeć, masz, trzeba się bronić.

Sączysmark: Aa...

Amos: Ach.

Sączysmark: Ty?

Amos: Ty...

Czkawka: Dobra, na ziemię broń. Już! Jeśli chcemy się stąd w ogóle wydostać, będziemy musieli działać razem.

Sączysmark: Ech.

Amos: Ech. Razem.

Czkawka: Yy. A to jest moje. Bardzo panu dziękuję.

Szpadka: Czkawka!

Mieczyk: Hm...

Astrid: No co tam, mordko? Ech, ja... Ja nie rozumiem. Gdzie oni są?

Śledzik: Patrz na to.

Astrid: Yy.

Mieczyk: Łuhu! Pozwól, kolego. Łał! No co? Moja noga. Czkawka mi obiecał. Mówił, że jak coś mu się stanie, noga przechodzi na własność tego tu Mieczyka LaVerne’a Thorstona. Ech!

Astrid: A ty... Chcesz nogę? Chcesz nogę?! To dam ci tę nogę!

Mieczyk: Eee...

Astrid: No już, proś! Pokaż, jak prosisz! No, proś no albo coś ci powiem. Łzy. Łzy! Łzy! Łzy! Łzy!

Mieczyk: Ehe... He... He... He...!

Szpadka: Czy ty jesteś normalna?! Nie jego wina, że Czkawka zniknął! Musisz być taka wredna?! No, patrz tylko! To jeszcze dziecko.

Astrid: Ach. Bardzo cię przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba po prostu...

Szpadka: Już ty go nie tykaj! Hej, obejrzymy sobie nową mapkę? Poprawi ci to humorek.

Mieczyk: H-ym. Y-yhym.

Śledzik: Co? Jaką mapkę?

Astrid: Kupiliście?

Szpadka: Chyba nie mieliśmy wyboru. Prowadzi bowiem do czegoś tak... Pięknego. Bo skarbu! I ee... wiemy jakiego.

Mieczyk: Yhym. Yhym.

Śledzik: Hę? Oo... Słuchajcie, ja nie chcę być wredny... Ale te skały wyglądają jak...

Szpadka: Nie mów tego, nie!

Śledzik: Jak łzy.

Mieczyk: Aaa! Ha... ha... ha... ha...!

Śledzik: Daj spokój, przecież nie powiedziałem.

Astrid: W sumie nie wiem co robić, może mapa się do czegoś przyda.

Czkawka: Aghr, nie widzę żadnego wyjścia. Niestety panowie marnie to wygląda.

Sączysmark: Bosko! Nareszcie jestem bogaty, ale co? Ale nic, nie mogę się nacieszyć! Wielkie dzięki panie Amos-niefajnos.

Amos: Gdybyście mnie nie gonili, to byśmy tu nie skończyli.

Czkawka: Co?! Gdybyś mnie człowieku nie okradł, nie musielibyśmy cię gonić!

Amos: W takim razie jesteśmy kwita.

Czkawka: Wcale nieprawda! Jakie "kwita"? Ty wiesz co to "kwita"?!

Amos: Nie, nie wiem, co to.

Sączysmark: Ej, może jednak przełożycie te swary na potem?

Czkawka: No dobra, niech się...

Amos: Agh-agh!

Czkawka: Amos, nie!

Sączysmark: Aaaaa!

Czkawka: Myśli, że chcemy mu wykraść skarby. Nie ruszaj się. Zmiana planów, w nogi!

Sączysmark: Aaaaa-aaaa! Aua!

Amos: Aaa! Nie pal mnie!

Czkawka: Kryjcie się gdzieś!

Sączysmark: Aaaaa! Ou... Hej, widzieliście to?

Czkawka: Ciekawe. Smok nie toleruje światła.

Amos: Może dlatego załatał sobie dach!

Czkawka: Właśnie...

Sączysmark: A jakieś "dzięki, spisałeś się Smarku"? Nic a nic?

Amos: Oj zamilcz, dzieciaku.

Mieczyk: No dobra, niech ci będzie. Możemy ci je oddać...

Astrid: Co znowu?

Mieczyk: No wiesz, te... ygh, ygh... Te, bez których przeżyjemy. Ale skarb nie, skarb będzie nasz. Zapracowaliśmy, ja zapracowałem.

Astrid: Jak się uda, weźmiecie sobie co chcecie. Ale jeśli nie, wiecie co was czeka.

Szpadka: Eee, a może jednak nie wracalibyśmy do płaczliwych okoliczności.

Mieczyk: Nie jestem pewien, czy zostało mi jeszcze, no... Tych, wiecie, co lecą z oczu.

Astrid: Hm... To musi być to! Czkawka...

Śledzik: Uoch, czekaj!

Sączysmark: Wszyscy zginiemy...

Czkawka: Ćśś, słyszeliście? Gdzieś z zewnątrz chyba.

Astrid: Szybciej, mały! Jeśli mapa to nie fałszywka, zaraz będziemy na miejscu.

Czkawka: Podsadźcie mnie, jeśli ktoś tam jest, musimy mu dać jakiś znak.

Śledzik: I co, widzisz go?

Sączysmark: I co, widzisz coś?

Czkawka i Astrid: Nie.

Astrid: Bez sensu ta mapa, daliśmy się nabrać.

Czkawka: Sami musimy sobie radzić.

Sączysmark: Słuchaj, ja wiem, że to ładne, ale ile się można gapić?

Czkawka: Hej, masz lepszy pomysł? To piaskowe coś może się zjawić w każdej chwili.

Sączysmark: Piaskowa Zjawa – i to jest nazwa! No co, nie pomagam?

Amos: Trzeba było dać się zassać ze smokami, geniusze, to byśmy stąd teraz ładnie wylecieli. Ale nie!

Sączysmark: Po co otwierasz usta?

Amos: By wyrazić niezadowolenie. Nie chcę umierać patrząc w dziurę z widokiem na wolność.

Czkawka: Dziura. Jasne! Wyjdziemy przez dziurę.

Amos: Ha-ha-ha, a jak ty zamierzasz się tam dostać?

Sączysmark: Słuchaj no, ten bałwan ma rację, przecież nie sięgamy.

Czkawka: Ale zaraz dosięgniemy. Nanieście tyle skarbów, ile się da, budujemy wieżę. Postarajcie się.

Amos: Kiedy to bez sensu, nie utrzyma nas.

Czkawka: Robić, nie gadać.

Sączysmark: A ty co będziesz robił?

Czkawka: Zbuduję klatkę, żeby piaskowy smok nie popsuł nam planów.

Sączysmark: Oj daj spokój, róbmy co mówi, zawsze ma rację, nie ma co się sprzeciwiać.

Czkawka: Mówisz coś do mnie?

Sączysmark: Że jesteś jak promień światła, oświetlasz mi drogę ku wolności! A zresztą tam...

Czkawka: Tak, tak, aha...

Śledzik: Na pewno nic mu nie jest. Ja ci mówię, będzie dobrze. Będziemy ze Sztusią szukać, aż znajdziemy, dobrze mówię?

Mieczyk: Ułe, ułe, yhy...

Szpadka: Nie płacz, bo będę zła! Zła to nie łza, weź! Zła, zła! Nie, proszę cię, no już, uspokój się, przestań...

Astrid: Ale zaraz. Śledzik, powiedz co widzisz.

Śledzik: Bliźniaki w wulkanie i wreszcie święty spokój?

Astrid: Nie, tu! Ten hełm tu w rogu wygląda jak ta skała, no powiedz, że tak.

Śledzik: Astrid, ja wiem, że bardzo byś...

Astrid: A to, te dwie siekierki – też się zgadzają! To wszystko wskazówki. Wystarczy się rozejrzeć i kiedy przyłożysz mapę, patrz co mamy. Chodźcie, trzeba ratować Czkawkę!

Amos: I ty naprawdę myślisz, że to wytrzyma?

Sączysmark: A co ma nie wytrzymać? Jak Czkawka pójdzie przodem, to spokojnie. A ty nie miałeś budować jakiejś klatki?

Czkawka: Miałem i zbudowałem.

Sączysmark: Jasne. Nie żebym się czepiał, ale klatki zazwyczaj mają, no sam nie wiem, zamki, pręty, kraty.

Czkawka: Spokojnie, wszystko będzie jak trzeba. Dobra, to teraz wieża. Na pewno wytrzyma?

Amos: Sączysmark mówi...

Sączysmark: Że tak! Wytrzyma, wytrzyma. Piaskowa Zjawa, Piaskowa Zjawa!

Amos: O, ratunku! O nie, ratunku!

Sączysmark: Aaa, nie zjadaj!

Czkawka: Ha-ha! I co? Klatka.

Amos: Czyli nie kłamałeś, chłopak zawsze ma rację!

Sączysmark: Cicho tam być...

Czkawka: No dobra, to teraz wolność. O nie! Nie! Aaa! Nie ruszaj, zostaw, to jest na prezent.

Sączysmark: A jasne, jasne, bo mu to zrobi różnicę. Aaa! Sączy...! Mam cię. Aaa... ugh. Czkawka! Aaa!

Amos: Czekaj, a ty gdzie? Ja chcę do domu, ratunku!

Sączysmark: Czekaj, co ty...!

Czkawka: Tak jest!

Sączysmark: Robisz... Sprytne to!

Czkawka: Uciekajcie, spróbuję go zatrzymać!

Amos: Zgoda, jak dla mnie bomba.

Sączysmark: Chwila, tchórzliwy kmiotku, nigdzie się nie ruszamy bez tego tam, jasne?

Amos: Kiedy to pewna śmierć, a ja chcę żyć!

Astrid: Aaa...!

Śłedzik: A masz ty!

Czkawka: Że jaka śmierć?

Sączysmark: Łuuu-huuu! Hakokieł!

Amos: Nie, nie, nie!

Johann: Powiem ci, mistrzu Czkawko, że ty i twoja drużyna zmieniacie ten świat szalony na lepsze. Odkąd plaża Piaskowej Zjawy została zamknięta dla ludu, zatamowany handel poszedł, że tak powiem, pełną parą. A skoro mowa o handlu, mistrzu Smarku, jestem pod wrażeniem twej niezwykłej broni. Doprawdy, wspaniała.

Sączysmark: Nawet nie próbuj, nie na sprzedaż.

Szpadka: Zaczniemy od "ł", zwykłe "ł", po prostu "ł"! O, no dobra, wybacz już nic nie mówię.

Johann: W takim razie do zobaczenia i adieu...

Czkawka: Astrid...

Astrid: Aaaah, właśnie, muszę wrócić do Wichury...

Czkawka: Wcale nie musisz.

Astrid: Nie muszę?

Czkawka: Nie. Bo masz tu stać i się nie ruszać i... No mam coś dla ciebie. Prezent zaręczynowy mojego taty dla mojej mamy. Tata bardzo był szczęśliwy, że chcę ci go dać. Bo wiesz, że należysz do rodziny. Zawsze tak było i... Mam nadzieję, że zawsze będzie.

Astrid: Ach...

Czkawka: Yyy, no dobra, jeśli ci się nie podoba, to...

Astrid: Przestań, jest... Jest przepiękny, jest... Wręcz idealny. Tyle że... Ja nic dla ciebie nie mam, nie wiem, co byś chciał i nie umiem...

Czkawka: Bo nie musisz. Przecież dałaś mi już najpiękniejszy prezent świata – siebie. I kiedy jesteś ze mną, tak po prostu, jestem najszczęśliwszy pod słońcem.

Sączysmark: Hajda! Uaa! Ja-ha! Uoa! Au!

Czkawka: Ostrożnie! Zaraz, zaraz...

Astrid: Co się dzieje?

Czkawka: Od razu czułem, że skądś go znam. Bo to nie jest zwykły miecz, to jest...

Astrid: Miecz Viggo. Ale skoro jest jego miecz...

Czkawka: Ktoś musiał go przywieźć...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.