FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Śledzik: No dobra. Z tego, co mi się wydaje, to żeby Smocze Ostrze zapłonęło na takim wietrze, przydałby się...

Czkawka: Dodatkowy słój żelu Ponocnika, albo nawet dwa.

Śledzik: Dokładnie tak!

Czkawka: Śledzik wpadł na ten sam pomysł?

Śledzik: Trzeba skonstruować rękojeść...

Czkawka: Zbudujemy rękojeść...

Śledzik i Czkawka: ...która pomieści dwa razy więcej żelu.

Śledzik: Oczywiste. No dobra, ale jakiej grubości cylinder? Rozum podpowiada dziesiątkę, ale serce skłania się ku trzynastce... Oj, Czkawka, mam straszny mętlik w sobie dzisiaj.

Astrid: Panowie mają swój własny język, wiesz?

Szpadka: Hej, a my też mamy własny język, taki, że słowa nie zrozumiesz.

Astrid: To żadna nowość.

Mieczyk: Ale poważnie. Wymyśliliśmy sobie własny język, taki tylko dla nas.

Szpadka: Właśnie, taki na wszelki wypadek, gdyby nas schwytali i sama wiesz.

Astrid: Dobra. Na pewno tego pożałuję, ale proszę, zdradźcie mi, cóż to za tajny język?

Mieczyk: Skomplikowany dość. Ach... Ale skup się mocno, to może coś tam zrozumiesz. Ka-czo-ka-łem, chrum, ka-Szpa-ka-dko, chrum.

Szpadka: Ka-czo-ka-łem, chrum, ka-Mie-ka-czu, chrum.

Mieczyk: A oto... dzika nasza mowa!

Szpadka: Genialna, co nie? Chrum-chrum. A raczej... ka-su-ka-per, co nie? Chrum.

Mieczyk: I opracowaliśmy tę całą gramatykę w ciągu raptem jedenastu lat. Włączając badania nad deklinacją - piętnaście.

Astrid: A to chrumkanie to po co?

Mieczyk: Jak to "po co"? Gdzie dzika mowa bez... dzika? Chruum.

Szpadka: Przecież koleżanko, kto tak chrumka jak nie dzik? Bez dzika byłaby zwykła mowa, a mówić mową to każdy burak potrafi...

Mieczyk: Ka-głu-ka-ptas, chrum.

Szpadka: Ka-stra-ka-szny, chrum.

Astrid: Hej, tacy jesteście sprytni? A ja rozumiem, co mówicie. Ha.

Śledzik: O matko, genialne.

Czkawka: W życiu bym na to nie wpadł, gdybyś nie podsunął mi kwasu Zmiennoskrzydłego.

Sączysmark: Aaach, wracam z patrolu i co słyszę? "Uu, jaki ty jesteś Czkawka mądry" - "Przestań Śledzik, ty jesteś dużo dużo mądrzejszy" - "Jaki ty śliczny jesteś" - "Sam jesteś śliczny. Ja śliczny, ty śliczny, przytulak".

Mieczyk: Ka-pa-ka-trzcie, chrum-chrum.

Sączysmark: Ee... Co to miało być?

Astrid: Dzika mowa. Później ci opowiem.

Czkawka: Mamy pocztę. Dobra, Śledzik, potem dokończymy. Hm?

Śledzik: Co się dzieje?

Czkawka: Obrońcy Skrzydła mają jakiś problem. Mala bardzo na nas liczy. Słuchajcie, rozdzielamy się. Oczy i uszy otwarte. Nie wiadomo, co nas tam czeka.

Obrońcy Skrzydła: Są! Nasi bohaterowie! Patrzcie, przylecieli! Juhu!

Mala: Czkawko Haddocku, chwała przodkom, że otrzymałeś wiadomość.

Czkawka: Tak, jesteśmy. Co się dzieje? Znowu Łowcy?

Mala: Nie. Coś o wiele gorszego.

Mieczyk: Haha! Z tego, co widzę, szykują się jakieś niezłe jaja, albo, innymi słowy, ka-niezłe-ka-jaja, chrum-chrum.

Mala: Czy Mieczyk dobrze się czuje?

Astrid: Nie, ale bym się nie przejmowała.

Śledzik: A to nie...

Czkawka: Jajo Eruptodona.

Mala: Eruptodony, w odróżnieniu od innych smoków, składają w życiu jedno jajo. Nasz lud już od wielu pokoleń czekał na tę wielką chwilę - i nareszcie stało się.

Śledzik: No to ja nie rozumiem, czemu właściwie nie świętujecie.

Mala: To nie takie proste.

Throk: Jajo Eruptodona wykluwa się w ściśle określonych warunkach.

Mala: Nasz smok rodzi się z ognia i jego jajo musi wykluć się w spowitym lawą świętym gnieździe, w jaskini we wnętrzu wielkiego wulkanu.

Czkawka: To co jajo robi tutaj?

Throk: Spokojnie, wszystko gra.

Mala: Protektor podarował nam to jajo z wielkim trudem. Nie dał już rady zabrać go do świętego gniazda.

Throk: Jeśli nie zapewnimy mu odpowiednich warunków, nic się z niego nie wykluje.

Mala: Trzeba dostarczyć jajo do jaskini. Poziom lawy niestety ciągle się podnosi.

Mieczyk i Szpadka: Ło-ło-ło!

Mieczyk: Hehe.

Mala: W tej chwili przyszłość naszego plemienia zależy wyłącznie od tego jaja. Jeśli jajo przepadnie, Protektor nie będzie miał spadkobiercy, a jeśli nie będzie komu żywić się lawą z wulkanu... los naszej wyspy zdaje się przesądzony.

Czkawka: Mala, pomożemy. Zajmiemy się waszym jajem.

Sączysmark: Hahahaha, kiedy mówisz, że "zajmiemy", to myślisz o sobie bardziej, co nie? Tak myślałem. Miłej zabawy.

Śledzik: Z tego, co widzę, czasu nie będzie za wiele, ale powinniśmy dać radę podrzucić jajo i wrócić.

Czkawka: Tak sądzę. Myślisz o tym samym, co ja?

Sączysmark: Oach, niech nam żyje telepatyczna parka.

Śledzik i Czkawka: Ja polecę z jajem.

Sączysmark, Astrid, Mieczyk i Szpadka: Hy!

Śledzik: Ee... Słuchaj, bo chyba ja powinienem lecieć. Gronkle dość dobrze radzą sobie z lawą.

Czkawka: Owszem, radzą sobie z lawą, ale Nocna Furia jest jednak dużo szybsza, chyba się zgodzisz.

Mala: Panowie, nie ma na to czasu. Postanowiłam, że Czkawka Haddock zabierze jajo do jaskini.

Czkawka: Tak. Właśnie. Oczywiście.

Astrid: A co to się wydarzyło?

Sączysmark: A bladego pojęcia nie mam. Telepatyczna parka przeżywa jakieś zakłócenia.

Mala: Zbroja jest nasmarowana odporną na ogień śliną Eruptodona.

Czkawka: Ach...

Throk: Dzięki temu mniej cię poparzy i mniej zaboli.

Czkawka: Skoro mowa o poparzeniach... Ogon z gronklowego żelaza. Ej, Śledzik, czekaj...

Throk: Święta jaskinia znajduje się na południowej ścianie wulkanu. Niech duchy poległych wikingów tchną ci wiatru w żagle, przyjacielu.

Czkawka: No dobra. To jeszcze poprosiłbym o jajo.

Mala: Jajem zajmę się sama. Lecę z tobą.

Throk: Moja pani, pozwól, że ja polecę.

Mala: Nie, Throku. Królowa czasem musi ryzykować dla dobra swego ludu.

Czkawka: Ych! Dalej, dasz radę, mordko! Ach!

Mala: Przed nami!

Czkawka: Widzę. Szczerbek, prawe skrzydło! A!

Mala: Czkawko Haddocku, co się dzieje?

Czkawka: A to, że jak się spali ogon, to będzie po i po nas, i po jaju.

Throk: O pani.

Astrid: No coś ty. Co się stało?

Throk: Czkawko, napraw proszę ogon i natychmiast tam wracaj.

Czkawka: Kiedy nie mam jak naprawić. Mógłbym sklecić naprędce z-

Mala: Nie. Nie ma na to czasu.

Śledzik: O pięknie.

Mala: Tego się obawiałam. Jajo spędziło zbyt wiele czasu poza gniazdem. Potrzebuje życiodajnej lawy. Jeśli zbytnio wystygnie, stanie się twarde jak kamień, i wtedy...

Czkawka: Co wtedy?

Throk: Nic się z niego nie wykluje. Jajo umrze.

Mala: Bardzo was proszę, bez paniki. Ludzie, zachowajcie spokój.

Throk: Zjedz proszę trochę ziół. Nabierzesz sił, Protektorze nasz.

Sączysmark: Pan Throczek ma lekkiego bziczka, haha, haha, chrumk.

Mieczyk: Ma bziczka? To ty mówisz, bracie, naszą tajną gwarą?

Szpadka: Ka-bra-ka-cie, chrumk.

Mieczyk i Szpadka: Hahaha!

Sączysmark: Co jest?

Mala: Ludzie, nie lękajcie się. Jajo wkrótce trafi do świętego gniazda przodków.

Czkawka: Właśnie, słuchaj, hej. Bo jeśli chodzi o tamto, to...

Śledzik: Tak, tamto wtedy dziwnie wyszło.

Czkawka: Nawet bardzo.

Śledzik: Hehe.

Czkawka: Bo... pomyślałem, że może jednak połączymy siły i pomyślimy, co z tą lawą i jajem. Sprawa jest poważna.

Śledzik: Jasne, zgadzam się.

Czkawka: I bardzo dobrze. Wiesz, tak kombinowałem i dumałem, i-

Śledzik: Ja też.

Czkawka: No to świetnie. Spróbujemy sobie na trzy cztery?

Śledzik: Zanurzmy jajo w lawie./ Czkawka: Spuścimy jajo na linie.

Astrid: Uhm.

Czkawka: Jak w lawie? Oj, proszę cię. Jak chcesz utrzymać temperaturę, lawa stygnie.

Śledzik: Spuścić na linie - ty poważnie, przepraszam?

Czkawka: A jak ci się wydaje-

Astrid: Hej, chłopcy. Pamiętacie, ustaliliście już jakiś czas temu, że Gronkle nie mają problemu z lawą. Może Śledzik powienien wziąć jajo i polecieć? No wiesz, Eruptodony, Gronkle... Głazożerne typy. W sumie - było już po twojemu, to może teraz...

Mala: Doskonały pomysł. Ruszamy. Polecisz z nami, Czkawko. Nie wiadomo, co się wydarzy, możesz nam się przydać. Zbliżamy się do świętej jaskini.

Śledzik: Dobra, mała, prosto do dziury.

Mala: Przepraszam bardzo, nie można szybciej?

Śledzik: Och!

Czkawka: Co jest? Czemu się zatrzymujesz?

Mala: Niesamowite.

Śledzik: Brawo, mała. Tak jest.

Mala: Święte gniazdo znajduje się na samym końcu jaskini. Lećmy szybciej.

Mieczyk: Ka-bra-ka-cie, chrumk, ka-Sączy-ka-smarku, chrum-chrum, ka-witamy, chruuum, ka-cię ka-ser... chrum, ka-serdecznie. Chruuum!

Sączysmark: Yyych, ile razy można! Ludzie, gadacie tak do mnie od trzech godzin, a ja nadal nic a nic nie rozumiem.

Szpadka: Ćśś. Nic się nie martw, bracie nasz półdziku.

Sączysmar: Przestań.

Szpadka: Nie wyrzekniesz się leśnych korzeni.

Sączysmark: Bardzo cię proszę.

Szpadka: W rodzinie dzików czuj się jak wśród swoich.

Sączysmark: AAaa!

Mieczyk: W rodzinie? Chyba raczej w ka-bractwie. Chruum.

Astrid: Y, widzisz to, nie? Poziom lawy dość niebezpiecznie się podnosi.

Throk: Bez obaw, Astrid Hofferson. Ma pani zna ten wulkan lepiej niż ktokolwiek bądź.

Astrid: Ale zauważyłeś, że coś długo ich nie ma?

Throk: Rzeczywiście. Lawy ciągle przybywa. Zdecydowanie powinni wracać.

Astrid: I wszystko jasne. Lecimy. Och!

Throk: W porządku, ale którędy? Wulkan staje się coraz bardziej niebezpieczny.

Astrid: Gdybyśmy dali radę się tam jakoś dostać bez smoków...

Mieczyk: Miła pani, mamy pewien ka-py-ka-lan.

Szpadka: Chrum-chrum!

Sączysmark: Ach!

Mieczyk: Hehe.

Czkawka: Damy radę.

Śledzik: Ee... Słuchajcie, a to co? Ło...

Czkawka: Hm.

Mala: Swego czasu starsi schodzili u kresu życia do jaskiń, by poświęcić się dla dobra swego ludu.

Śledzik: Tak, bardzo to piękne, ale co to za obrazki?

Mala: Nie mam pojęcia.

Czkawka: E, jajo. Trzeba lecieć dalej.

Śledzik: Ee, słyszeliście?

Czkawka: Tak, ale nie wiem, co to.

Śledzik: Powiedz, że nietoperze.

Czkawka: Na sto procent nie nietoperze!

Śledzik: Ło!

Czkawka: Chronić jajo! Podejrzewam, że te rysunki miały nas przed nimi ostrzec.

Śledzik: Atakują i wydają się równie namolne co Szybkie Szpice. Powinniśmy chyba... Nie do końca to miałem na myśli.

Czkawka: Spróbuję je odpędzić, a ty bierz jajo i Malę, i lećcie do tego gniazda.

Śledzik: Czkawka, one pożerają ogień!

Czkawka: Dzięki, kolego, sam bym nie zauważył.

Mala: Nie!

Czkawka: Mala. Ha, wynocha!

Śledzik: Trzy na kobietę? Tak się nie robi!

Czkawka: To trzeba się ruszyć i pomóc. A teraz co?

Śledzik: Skąd mam wiedzieć? Myślałem, że wiesz, co robisz.

Mala: Czkawko Haddocku! Śledziku Ingermanie!

Śledzik: Nie przedrzemy się do niej.

Czkawka: Sztusia, leć!/Śledzik: Sztusia, walcz!

Mala: Ach, przestańcie! Nie!

Sączysmark: To do nurkowania? To ma być wasz ka-py-ka-lan? Polecieliście na Berk po kawałek metalu, żeby sobie pobujać nad ogniem? To może trzeba było brać patelnię! Co za ka-głą-ka-by, haha, chrum, haha!

Mieczyk: Rzecz niebywała. Mowa dzika, akcentu ani śladu.

Szpadka: By tak swobodnie ka-mówić, musi być co najmniej w jednej czwartej dzikiem.

Mieczyk: Raczej w dwóch piątych. Włosy ma tam, gdzie nie trzeba.

Sączysmark: Ej!

Throk: Sam nie wiem. Ale chyba może się udać. Gdyby to odwrócić i zabezpieczyć śliną Eruptodona... Nie starczyłoby na długo, ale zdążylibyśmy dotrzeć do jaskiń i uratować moją panią i jeźdźców. Biorę się do pracy.

Czkawka: No świetnie, i co teraz?

Mala: W którą stronę?

Śledzik: Prawo./Czkawka: Lewo.

Czkawka: O, matko.

Śledzik: Słuchaj, co się z niami dzieje?

Czkawka: Nie myślimy trzeźwo. Musimy się uspokoić.

Śledzik: Ta, właśnie. To jest pomysł. Uff.

Czkawka: Prawo./Śledzik: Lewo.

Śledzik: O-o!

Czkawka: Argh.

Śledzik: Och, może jesteśmy przeklęci?

Czkawka: Nie. Z całą pewnością da się to logicznie wytłumaczyć, y... No właśnie. Szkoda tylko, że nie wiem, jak.

Śledzik: Mala, a ty gdzie byś poszła? Słuchaj, gdzie jest Mala?

Czkawka: Mala!

Śledzik: Miała nas dość i pobiegła sama.

Czkawka: Mala!!

Śledzik: Mala!

Astrid: Wym, Jot, powolutku, opuszczajcie.

Throk: Na chwałę przodków. Ślina Eruptodona wytrzymała.

Astrid: Owszem, ale musimy się spieszyć.

Mieczyk: Smoczku, z ka-ko-ka-py-ka-ta!

Szpadka: Aa, udało się!

Mieczyk: Dobra. To teraz będzie bujało.

Astrid i Throk: Ach!

Sączysmark: Przestań! Co ty wyprawiasz? Szczerbatek! Wracaj, ty Furio szalona! Och. Ła! No to wspaniale. Aa! I co, panie smoku pomysłowy? Co teraz?

Śledzik i Czkawka: Mala! Mala!

Śledzik: A może czymś obraziłem bogów? Może to jakaś kara? Jak ja mogłem używać imienia Odyna nadaremno.

Czkawka: Co ty w ogóle opowiadasz. Co ma jajo do siekierki? O, no popatrz. Może los się w końcu do nas uśmiechnie.

Mala: Zostawcie mnie. To mój obowiązek. Moi ludzie.

Czkawka: Kobieto, nie wiesz, do czego te smoki są zdolne. A! Och.

Mala: Puść mnie, Czkawko. To rozkaz!

Czkawka: Serio chcesz się poświęcić? Tylko po co? Dla kogo?

Śledzik: Czkawka. Patrz. Wkurzyły się, bo nie mogą się dobrać do skorupy, czy raczej...

Czkawka: Właśnie nie wiem, ale nie wyglądają groźnie. Czekaj, nie mów. Myślisz o tym samym, co ja?

Śledzik: O dziwo wydaje mi się, że chyba tak.

Mala: Dość. Nie ma czasu do stracenia.

Śledzik: Mala... Nie no, na miłość Ody-

Czkawka: Śledzik.

Śledzik: Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

Astrid: Och... Wybacz. Zmęczona...

Throk: Nie. Nie zostawiaj mnie. Musimy wytrzymać. Dla Czkawki Haddocka i mojej pani.

Astrid: Czka- Czka- Czkawka...

Mala: To jest jajo Wielkiego Protektora. Rozkazuję wam je zwrócić! Ha!

Czkawka: Mala, oddaj nam jajo.

Mala: Chyba wam się śni!

Śledzik: Kiedy mamy plan.

Mala: Doprawdy?

Czkawka: Mamy, i spróbuj nas może wreszcie wysłuchać. Smoki nie puszczą cię dalej, ale wiemy, co zrobić, żeby jajo trafiło na swoje miejsce.

Śledzik: Zaufaj nam w końcu.

Mala: Czkawko Haddocku, co ty wyprawiasz?

Czkawka: Nie rozumiesz, że one nie chcą zniszczyć jaja? Zależy im na tym, by bezpiecznie dotarło do gniazda. Czyli dobrze się składa.

Śledzik: Właśnie. A te rysunki na skałach to nie było ostrzeżenie, ale raczej takie wskazówki i wytyczne.

Czkawka: Atakowały, bo one bały się, że zniszczymy jajo. Musimy uciekać. Już.

Śledzik: Uch, nie wygląda to pięknie. Dawaj, Sztusia, z całej pary!

Czkawka: Jeszcze trochę... Pięknie!

Mieczyk: Hej!

Sączysmark: Na dole! Ratujcie tych tam!

Śledzik: W lawie, Astrid i Throk.

Czkawka: No to już, lecimy.

Śledzik: A jasne, że lecimy.

Czkawka: Chodź, dasz radę.

Throk: Ych... Lećcie. Smok i tak wszystkich nie udźwignie. Najważniejsze, że moja pani jest cała i zdrowa. Chwała przodkom.

Mala: Przodkom chwała.

Śledzik: Uhuhu!

Czkawka: Mówię ci, jajo jest w dobrych rękach.

Śledzik: Właśnie miałem to powiedzieć.

Czkawka i Śledzik: Hahaha!

Astrid: Proszę, jak miło. Wszystko wróciło do normy.

Sączysmark: Oj weź. Znowu telepatują. Zrobiło się ka-stra-ka-sznie, chrum, ka-nu-ka-dno, chrum-chrum.

Mieczyk: Lingwistyczny geniusz.

Szpadka: Prawda, ka-Ha-ka-ko-ka-kle, chrum-chrum-chrum.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.