FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Pyskacz: Eech... Nie ma to jak się z rana dobrze przyczaić. Z katapulty w nich!

Śledzik: Atakują!

Czkawka: Szczerbatek, plazma.

Pyskacz: Hm. Ach!

Szpadka: Nieźle, prawie mi oderwało głowę.

Mieczyk: Ło! Poważnie? Pyskacz, dawaj jeszcze raz!

Czkawka: Ach. Koniec, wycofujemy się. Za dużo ich, nie mamy szans.

Sączysmark: To się wycofuj! Sam ich załatwię! Tchórze!

Czkawka: Sączysmark, nie na tym polega ćwiczenie! Odwrót!

Sączysmark: Wiesz, gdzie mam twój odwrót? A tutaj.

Czkawka: ASTRID!

Astrid: Aaaaa...!

Czkawka: Aa. Aa. Ach!

Astrid: Aa. Ach. Ech... Co jest? Co się dzieje?

Sączysmark: Łuhu! Tak jest! Widzieliście? Wycofuje się Sączysmark? Nie wycofuje! Rach ciach, ciach. Haha. No co? Co się tak na mnie patrzycie? Nie no, patrzcie, patrzcie. W końcu chyba sobie... eee... zasłużyłem, nie? Hm. Ej, bo to wszystko wina Czkawki.

Czkawka: Ty chyba w ogóle nie czujesz, co się wydarzyło! Nic a nic.

Sączysmark: Ja? Czuję. Zrobiliśmy z Hakokłem najlepszy nalot w historii.

Czkawka: Człowieku, Astrid mało co nie zginęła!

Sączysmark: Daj spokój, cała jest. Patrz tylko.

Astrid: No wielkie dzięki, wiesz?! Ach!

Czkawka: Wystarczy, wystarczy. Już, już. Uspokajamy się.

Astrid: Jeszcze się doigrasz! Ach! Zerwę ci ten twój hełm i tak go pogniotę, ty wredny zgniłku, że własna matka nie pozna...

Czkawka: Dosyć. Mam tego dosyć.

Sączysmark: Chyba ja mam dosyć. Gadaj, czego masz dosyć?

Czkawka: A tego, że ty zawsze musisz wszystko po swojemu.

Sączysmark: Tak? Serio? A wiesz czemu? Bo ja dbam tylko o siebie. I... o niego czasem.

Czkawka: I o tym mówię. Jak mamy ci ufać, skoro jesteś kompletnie nieprzewidywalny?

Sączysmark: No i? Chcesz mi coś zasugerować? Koleżko?

Czkawka: A i owszem. I skup się, bo do odwołania nie masz wstępu do Akademii.

Sączysmark: Co?

Astrid, Mieczyk, Szpadka i Śledzik: Co?

Czkawka: Masz szlaban.

Sączysmark: Nie możesz mi dawać szlabanów, nie jesteś moim ojcem!

Czkawka: Właśnie że mogę!

Sączysmark: Poważnie?! To patrz! Patrz dobrze, bo więcej nas nie zobaczysz.

Mieczyk: Eee, przepraszam, bo on powiedział, że Sączysmark ma jakiś szlaban. Chciałem zobaczyć ten szlaban, a Sączysmark... Czemu on odleciał?

Astrid: Dzięki, ale naprawdę nie musiałeś.

Czkawka: Ach. Skoro nawet na ćwiczeniach nie możemy mu ufać, to jak myślisz, co się stanie, kiedy następnym razem pojawi się Dagur?

Dagur: A proszę, pan Nocna Furia. Jak się dzisiaj miewamy? Dobrze? Czyżby... wyczkawkowało się maleństwo? Wielka, nieskończona miłość, po prostu a fe, obrzydlistwo. Ale... już niedługo wszystko się zmieni. Tak, tak, spędzimy ze sobą troszkę czasu. I tak się w sobie...

Bestial: Dagur! Mamy już najnowsze wyniki badań nad smoczym korzeniem.

Dagur: Jak tyś się do mnie zwrócił?

Bestial: Yy... O matko, przepraszam. Wasza... Oszalałość.

Dagur: Ooo, prawda, że rozkosznie się wymawia?

Bestial: Yy... oczywiście. Ale wracając. Wyszło nam z badań, że jest dokładnie tak, jak przypuszczałeś, panie. Dzikie smoki biły się o ten korzeń jak... no, sam wiesz, panie, jak dzikie bestie.

Dagur: Wyśmienicie. Buhahaha. Jejuniu, co teraz? Co teraz? Ileż możliwości.

Bestial: Eemm, to może... O, mam! Może przyczaimy się na Berk i zaczekamy na odpowiednią chwilę.

Dagur: Hmm. Takie proste, a przy tym szalone. Niech będzie. A kiedy przyjdzie ta chwila, podrzucimy słodziaszkom roślinkę i Nocna Furia w końcu będzie moja. Hohohoho. Hohohahaha...

Czkawka: Dobra, niech zgadnę, Sączysmark wziął smoka i poleciał.

Mieczyk: Myśmy się nie wygadali.

Czkawka: A... właściwie to co wy robicie?

Mieczyk: Bo... skoro Sączysmark wyleciał z Akademii, a mamy koło siebie jaskinie, to wyburzymy sobie ścianę i zrobimy porządny przewiew. Takie feng shui. Oczywiście na cześć Sączysmarka wszystko. Bo szybko o nim zapomnimy. Yyy... w sensie, yyy, wybacz – szybko o nim nie zapomnimy.

Czkawka: Chwila, chwila, bliźniaki, spokojnie. Przecież nie wyrzuciłem go z Akademii, to tylko czasowe zawieszenie.

Mieczyk: Racja, ale nie miałeś wyboru. W końcu tak bezczelnie zlekceważył twoje rozkazy. Uważam, że zasłużył... żeby jego jaskinia... połączyła się z sąsiednią jaskinią.

Szpadka: Właśnie. I swoją drogą, teraz to już musisz go wyrzucić. Chyba że... chcesz przy okazji stracić szacunek pozostałych jeźdźców.

Astrid: Nieźle. Całkiem to było logiczne.

Szpadka: I nie mówimy tak dlatego, że tu akurat pasowałyby zasłonki.

Mieczyk: Szyję jak maszyna. Kto by pomyślał? Ee, potrafię też trochę pleść i dziergać.

Czkawka: Stop, żadnego dziergania i żadnych zasłonek. Pogadam z Sączysmarkiem. Jak tylko wróci.

Sączysmark: O, tam! Hakokieł, podleć bliżej! To co? Niech żyje nasz nowy dom. Witamy serdecznie... na Ziemi Smarka! Przyznaj, że fajnie tu. Po co komu durna Akademia i cały ten przemądrzały Czkawkuś? Rozejrzyj się, to wszystko nasze. Czyje drzewo? Nasze. Czyja skała? Nasza. Rozwalony statek Łupieżców? Aae... Hę?

Czkawka: Co, ciężki dzień?

Stoick: Taa... Wyobraź sobie, całe to wodzowanie wcale nie jest łatwe.

Czkawka: No, co ty nie powiesz. Sączysmark i ja kompletnie się nie dogadujemy.

Stoick: Ech, co tym razem zmalował?

Czkawka: Zignorował mnie, tata, i to strasznie. Więc... dałem mu szlaban, ale oczywiście ma to w głębokim poważaniu. A ja naprawdę już nie wiem, co robić. Myślisz, że powinienem go wyrzucić z Akademii?

Stoick: Naprawdę byś tego chciał?

Czkawka: Nie. Ale wiesz, no... ja... pff... Ja po prostu nie mogę ciągle ryzykować.

Stoick: Hm... Ciężka sprawa. Tego rodzaju decyzje nigdy nie są łatwe. Mam kilka podobnych na moim koncie.

Czkawka: To... powiedz, jak to się robi. Tata, wytłumacz, jak ja mam być i szefem, i przyjacielem.

Stoick: Nie da rady. Nie zawsze. Synku, pewnego dnia zostaniesz wodzem. I niestety będziesz musiał podejmować decyzje. Nie dla przyjaciół, nie dla siebie, ale dla dobra Berk.

Sączysmark: Aha! Hę? Co to było? No świetnie. Oczywiście musiałeś wybrać wstrząsogenną wyspę! Aaa! Ludzie, Krzykozgon! Musimy wracać i ostrzec resztę! Ooo! Oo! Aaa! Oo. O. Och...

Phlegma: Hej, to Sączysmark?

Wiking: O losie, nieżywy.

Wiking 2: Co tam się dzieje?

Wiking: Będzie pogrzeb!

Sączysmark: O nie, żadnego pogrzebu. Jeszcze nie.

Tłum: Ooo...

Stoick: Wystarczy, rozejść się. Co to za zbiegowisko? Na kogo to...

Sączysmark: Ja go złapałem. Ech...

Czkawka: Albrecht?

Stoick: Albrecht...?

Pyskacz: Albrechcie Perfidny, ciążą na tobie następujące zarzuty, wymieniam: perfidia, celowa perfidia, perfidia drugiego stopnia, perfidna konspiracja w celu popełnienia perfidii i... Wystarczy, myślę, że nakreśliłem klimat.

Wiking: Zemsta ma być okrutna!

Stoick: Proszę o spokój. Albrechcie Perfidny, pozostaniesz w areszcie, dopóki nie ustalimy jednomyślnego wyroku.

Albrecht: Tak się traktuje u was tych, co ratują cenne cudze życie?

Mieczyk: Jak to cenne?

Szpadka: Sączysmarka?

Stoick: Znam cię nie od dziś. Nie zrobiłeś tego dla dzieciaka. Zrobiłeś to dla siebie.

Albrecht: A co ja z tego mam, że się dałem złapać, co? Zrobiłem to przecież dla nas, przyjacielu. Bo mam dla ciebie pewną propozycję.

Stoick: Nie jestem zainteresowany. Koniec przedstawienia! Wracajcie do domów!

Astrid: Czkawka. Sączysmark odzyskał przytomność. Słuchaj, okazuje się, że Albrecht wcale nie był jedynym potworem na tej wyspie.

Śledzik: On widział Krzykozgona. Podobno zbliża się do Berk.

Czkawka: No dzięki. Fantastyczne wiadomości. Oj, chodźcie.

Mieczyk: Ee-e-e-e. E-e-e.

Czkawka: Proszę, dacie radę. Skupcie się. Musimy coś wymyślić. Przecież Krzykozgon nie może się dostać na Berk.

Śledzik: Aaa!

Sączysmark: Cześć, wróciłem. Tęskniliście? Jasne, że tak. Heh. Po co ja w ogóle pytam?

Mieczyk: No świetnie! Po kiego ja tyle szyłem? Ooo...

Szpadka: Hehehe.

Czkawka: Sączysmark, cieszę się, że nic ci nie jest.

Sączysmark: Mnie niby? Proszę cię, mnie nigdy nic nie jest.

Czkawka: Złamałeś zasady. Kolejny raz. I do tego niewiele brakowało, a byłoby po tobie.

Sączysmark: Czyli...

Czkawka: Czyli nadal jesteś zawieszony.

Sączysmark: Co?!

Mieczyk: I to rozumiem! Dobry wybór. Będziemy szyć. Szy-szy-i-szyć. I więcej nic.

Sączysmark: Nie dość, że znalazłem Krzykozgona, to jeszcze złapałem Albrechta. Mało ci?

Astrid: A nie byłeś przypadkiem nieprzytomny, kiedy go tak "łapałeś"?

Sączysmark: Nieprzytomny, ale czujny jak lis.

Mieczyk: Czekaj, bo to chyba nie ma najmniejszego sensu. A niejednego liska w życiu sprawiłem. Aua.

Czkawka: Sorry, nic się nie zmieniło. Masz szlaban i kropka. Przykro mi. Hakokieł, idziemy.

Mieczyk: Aua. Au.

Sączysmark: Czkawka, nie masz prawa. Człowieku, nie możesz mi zabierać smoka! Hakokieł. Ech...

Mieczyk: Ee... Ej! Ktoś tu chyba o kimś zapomniał! Weźcie no...

Dagur: Doskonale. Smoczki elegancko pozamykane. Och... Zanim Czkawuś i jego przygłupiaści koleżkowie się zorientują, będzie już dużo za późno. Hooho... Hahaha!

Czkawka: Astrid mówiła, że chcesz ze mną rozmawiać.

Albrecht: Ehehehe.

Czkawka: No to jestem. Mów.

Albrecht: Mam dla ciebie interesującą propozycję.

Czkawka: Już się zamieniam w słuch.

Albrecht: Ach, ten Dagurek. Niezłe z niego ziółko, można by powiedzieć, co?

Czkawka: Ta. Można by powiedzieć.

Albrecht: Słuchaj, wygnał mnie pędrak z mojej wyspy i chcę ją odzyskać.

Czkawka: Serio? Żeby co? Obmyślać kolejne plany, jak by tu nas zniszczyć?

Albrecht: Nie no, synek. Miałem gorszy okres.

Czkawka: Przez dwadzieścia lat.

Albrecht: Bardzo gorszy okres. Bo wiesz... Kiedy człowiek traci wszystko, zaczyna inaczej patrzeć na pewne sprawy.

Czkawka: To twierdzisz, że co? Że się zmieniłeś?

Albrecht: Nie, ale że się naprawdę staram.

Czkawka: No dobra. Załóżmy sobie hipotetycznie, że się zgodzę. Co Berk będzie z tego mieć?

Albrecht: Całkowity brak Berserków? I... Łupieżców za sprzymierzeńców.

Stoick: No już, wyduś to z siebie. Cały wieczór zerkasz na mnie i zerkasz.

Czkawka: Powiesz mi w końcu, co zrobił Albrecht, że wygnałeś go z wyspy?

Stoick: Nie będę z tobą o tym rozmawiał.

Czkawka: Ale... Od czegoś to się przecież musiało zacząć.

Stoick: Nie ma znaczenia, od czego się zaczęło! Ważne, jak się skończyło.

Czkawka: Dobra, tata, ale ja chcę wiedzieć. Ja... ja muszę wiedzieć.

Stoick: Nie musisz i niech ci wystarczy tyle, że Albrecht to nasz największy wróg! I nigdy się to nie zmieni.

Dagur: He, pobudka. I życzę smacznego.

Albrecht: Ooo, proszę, proszę. Wyglądasz nieco lepiej niż ostatnim razem.

Sączysmark: Sam bym sobie poradził, nie musiałeś mnie od razu ratować.

Albrecht: Hehehehe, no pewnie, oczywiście. Ewidentnie za szybko rzuciłem się z pomocą, hę?

Sączysmark: Właśnie, dużo za szybko.

Albrecht: Ty wiesz co, chłopcze, jesteśmy do siebie nawet podobni.

Sączysmark: Ta, jasne. Niby w czym?

Albrecht: A w tym na przykład, że inni nas nie doceniają.

Sączysmark: Heh. No właśnie, nie doceniają. Kompletnie. Głupie ludziska.

Albrecht: Ale ty chyba wiesz, że tak nie można.

Sączysmark: Co nie można?

Albrecht: Tak mnie bezwstydnie zamykać.

Sączysmark: A czemu nie? Mnie, mnie się wydaje, że można. W końcu nie wiem, czy pamiętasz, ale sporo namieszałeś.

Albrecht: Ale uratowałem ci życie, dzieciaku! Wcale nie musiałem cię zabierać na Berk. Mogłem cię spokojnie zostawić na wyspie i byłbym wolny jak ptak. Ale zabrałem. Zrozum, chcę tylko odzyskać swoją wyspę. Wypuść mnie, mały, a nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Chociaż tyle jesteś mi winien, przyjacielu. Hę? Co się dzieje?

Czkawka: Hah, sygnał ostrzegawczy. Szybko, lecimy!

Wikingowa: Co się dzieje?

Astrid: Sączysmark, rusz się.

Sączysmark: A co jest? Co się znowu dzieje?

Astrid: Dagur na Berk. Widziano go przy Akademii, do tego smoki oszalały. Chodź!

Sączysmark: Hakokieł.

Albrecht: A ja?! Dzieciaku! Pomogę wam! Dagur nie przybył tu sam. Potrzebujecie mnie.

Czkawka: Smoczy korzeń! Dagur podrzucił nam korzeń, żeby smoki zaczęły skakać sobie do oczu.

Sączysmark: Czkawka, posłuchaj, ja muszę ci coś powiedzieć.

Czkawka: Błagam cię, nie teraz.

Sączysmark: Ale to ważne. Bo ja...

Czkawka: Powiedziałem, nie teraz! Dobra, Śledzik, ty się tym zajmiesz. Szczerbek nie może się zbliżyć do korzenia, bo zaraz dostanie szału. Bierzesz Sztukamięs, zabieracie korzeń i wywalacie go, gdzie pieprz rośnie. Reszta spróbuje jakoś rozdzielić smoki.

Śledzik: Słyszała księżnisia? Teraz wszystko zależy od nas.

Astrid: Wichura! Ech. Spokój! Aaa!

Sączysmark: Ej! Dobra! Przepraszam! To jednak nie był dobry pomysł!

Mieczyk: Łoo! Brzydki smok!

Szpadka: O nie!

Śledzik: Ło! Mam go!

Szpadka: Wym! Opanuj się! Jot, natychmiast się uspokójcie!

Śledzik: Dawaj, ślicznotko, damy sobie radę! Ooo!

Mieczyk: Ou...

Szpadka: O, no nie.

Berserkowie: Hehehe.

Czkawka: Natychmiast otwierać mi tę bramę. Albo...

Dagur: Albo co?

Czkawka: Dagur, czego ty od nas chcesz?

Dagur: No przecież tego, co zawsze. Nocnej Furii. Oddaj smoczka, a rozpłyniemy się w powietrzu. Wybór należy do ciebie. Albo smoczek, albo przyjaciele. Ależ napięcie, proszę państwa! Czy dokona właściwego wyboru?

Sączysmark: Aaa! Łoo...

Śledzik: Czkawka, długo nie wytrzymamy!

Astrid: Aaa! My raczej też nie!

Mieczyk i Szpadka: Aaa!

Dagur: To co, przyjacielu? Zdecydowałeś się?

Stoick: Zdecydowałem! Skoro nie da się po dobroci, inaczej sobie porozmawiamy! Aaa!

Berserk: Tam jest! Ognia!

Albrecht: Stoick!

Dagur: Ty!

Albrecht: Ja. A co ty się tak dziwisz? Myślałeś, że tak łatwo można się mnie pozbyć?

Stoick: Albrecht! Nie będziesz tak chyba stał?

Czkawka: Śledzik, prędko! Będziemy cię osłaniać!

Śledzik: Szybciej, księżnisia. Jeszcze kawałek. Wybacz, wodzu!

Bestial: Plan nie wypalił, panie. Pora się wycofać.

Dagur: Nie ma mowy! Nie odpłynę z pustymi rękami! Za mną, sługusie.

Sączysmark: Chodź tu, ty durny gadzie. No kocham cię.

Mieczyk: Oo, chłopaki. Dzięki, że nas nie stratowaliście. W sumie... że mnie nie stratowaliście. Hehe. Jedną bliźniaczkę mniej by nie zaszkodziło. Wiecie, o co mi chodzi?

Pyskacz: Czkawka!

Dagur: Hahahaha.

Czkawka: Tata!

Dagur: A niech ktoś tylko spróbuje drgnąć.

Albrecht: Dagur...

Dagur: To my się będziemy zbierać! Jeśli wyślecie za mną choćby jednego smoka, z jeźdźcem czy bez, od razu możecie sobie szukać nowego wodza. Hahaha! Będziemy w kontakcie! Pa, pa!

Czkawka: Robimy tak: polecimy od południa, przetniemy im drogę przy plaży i rozwalimy łodzie, zanim zdążą...

Albrecht: Nie radzę, chłopcze. Zagonisz wariata w kozi róg, a konsekwencje będą nie do przewidzenia.

Pyskacz: Zwłaszcza, jeśli wariat dysponuje akurat ze setką statków.

Czkawka: Ludzie, ale ja muszę ratować ojca.

Albrecht: Spokojnie, Dagur go nie skrzywdzi. Na razie. Wiesz, że to nie na nim mu zależy.

Pyskacz: Ma rację.

Czkawka: I co? Nagle mu mam zaufać?

Pyskacz: Nie na darmo zwą go "Perfidnym", mały. Dajmy mu szansę.

Czkawka: Nie martw się, tata. Odbijemy cię. I to za wszelką cenę.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.