FANDOM


Scenariusz
Scenariusz
Niniejsza strona jest scenariuszem danego filmu/odcinka.
Powrót do artykułu
Concept toothless

Śledzik: "Bardzo serdecznie zapraszamy na uroczystość wręczenia dyplomów z okazji zakończenia szkolenia na Berserka". Yy... Ej! Na Wyspie Berserków! Nareszcie zobaczę wyspę mojej Heatherki!

Czkawka: I Dagura. Właśnie. Słyszałem, że z rodzinnych stron sporo się można o ludziach dowiedzieć.

Mieczyk: Legenda głosi, że słynny klan Thorstonów wywodzi się z dzikich małp albinosów, z północnych terytoriów.

Szpadka: U! U! U! Patrzcie na to, jestem małpa! Eu! U! U! U!

Astrid: Pasuje ci!

Szpadka: No, ale że co? Cieszę się na balangę! Nie ma to jak huczne świętowanie ukończenia. Bywało się tu i tam.

Mieczyk i Szpadka: U! U! U! A! A! A!

Śledzik: Oo.

Sączysmark: I po to nas wyciągałeś z łóżka?

Śledzik: Oj, zły jesteś, bo Dagur cię nie lubi.

Sączysmark: A, mylisz się, Śledziu.

Astrid: Też tak myślę.

Sączysmark: Bardzo dziękuję.

Astrid: Bo jak tu nie lubić kogoś, kogo się ma w głębokim... Ee...

Sączysmark: Zamilcz, proszę.

Czkawka: Słuchajcie. Pierwszy raz w życiu zapraszają nas na swoją wyspę.

Sączysmark: No i?

Czkawka: No i nieważne, co tam się będzie dziwnego działo, postarajmy się zachowywać.

Mieczyk: Mamy się zachowywać na wyspie szaleńców? Przecież to bez sensu.

Mieczyk i Szpadka: Hahaha!

Strażnik: Och. Witamy na wyspie Berserków, gdzie marzenia stają się rzeczywistością. Nazwisko.

Czkawka: Ee... Ha-Haddock. Czkawka.

Astrid: I Hofferson. Astrid.

Czkawka: Przylecieliśmy na uroczystość.

Strażnik: Nie pytałem o cel wizyty. Następni.

Śledzik: Ingerman, Śledzik.

Sączysmark: Chwila, ja. Jorgenson Sączysmark Gniewosław.

Strażnik: Zara. Nie ma na liście.

Sączysmark: Co?

Czkawka: Nie, nie, to na pewno pomyłka. Sprawdzi pan jeszcze raz?

Strażnik: Jest tylko jeden Jorgenson i zwie się Sączypach.

Astrid i Śledzik: Haha.

Sączysmark: Argh. N-nie tak się nazywam.

Dagur: Bracie!

Heathera: Dotarliście!

Dagur: Spocznij, panie straż. To są moi goście specjalni.

Strażnik: Ta, szef...

Dagur: Słyszeliście, jak mówi? Szefie. Huhuhaha! Trafiliście bez problemu?

Astrid: Jasne. Dosłownie, jak po sznurku.

Sączysmark: Jak po sznurku, ale potem nagle... Nie ma mnie na liście!

Dagur: Żartujesz? No coś ty?

Czkawka: A, nie, nie. Jest. Tylko, że trochę jakby...

Strażnik: Sączypach.

Dagur: Buhuhuhaha! Ee... Bardzo cię przepraszam, zazwyczaj mam dobrą pamięć do imion, Sączykarku.

Sączysmark: Argh.

Dagur: Zapraszam i czujcie się jak u siebie w naszym małym, szalonym zakątku. Ty też, Sączysiusiu.

Sączysmark: Sączysiusiu. Powiedział, ta, Knur.

Dagur: Jak się już za momencik przekonacie, nasze szalone krajobrazy przyćmić mogą jedynie nieokiełznani mieszkańcy.

Czkawka: Ej, czekaj, a to nie Bestial?!

Dagur: Tak, owszem, odnalazłem starą paczkę. E, Bestial!

Bestial: A co my tu mamy? Ehaha. Jedna, wielka, szczęśliwa... Ee. Ehehe...

Czkawka: Ach. Co jest? Przestań. No, no już, mordko. No już. Ss...

Heathera: Ach, no wiem. Smoki jakoś nie czują się u nas najlepiej.

Dagur: Prawda, musieliśmy zbudować stajnie w pewnej odległości.

Astrid: Wyglądają... Znajomo.

Dagur: Bośmy ukradli... Ekhem, ekhem. Pożyczyli sobie wasze plany. Stajnie na tej wysokości wpływają kojąco na smoki.

Śledzik: Przedziwne. Smoki przecież łatwo i chętnie się adaptują.

Mieczyk: Może czują w powietrzu to szaleństwo i po prostu nie mogą się opanować! Hah!

Czkawka: Chyba już wszystko w porządku.

Śledzik: Nic nie rozumiem.

Czkawka: Ja też nie bardzo.

Sączysmark: Hej, Daguś. Ehehe.

Dagur: Dagur. Jestem Da-gur. Bez zdrobnień. Bez "ś".

Sączysmark: A, tak, tak, ja wiem. Yy... Chciałem tylko... yee... No... tak, Dagur. À propos szkolenia na Berserka, o co tu chodzi? Po co ci jakiś uczniak? Słucham odpowiedzi.

Dagur: Ech. Tu nie chodzi o jakiegoś tam uczniaka, ale o konkretnego uczniaka. Prawdziwego Berserka. Miesiącami przesłuchiwaliśmy najsilniejszych, najbystrzejszych i największych wariatów po tej stronie Archipelagu.

Sączysmark: I macie go?

Dagur: O, mamy. Kto by pomyślał, że chłopak cały czas siedział u sąsiadów za miedzą.

Sączysmark: Serio? Czyli go znamy?

Dagur: Co za pytanie? Chodź i się pokaż! Niech goście poznają twoje zdolności i talenta. Oto pierwszy nieszaleniec z którego zrobiliśmy wspaniałego Berserka. Bum! Bum! Bum! I fanfary!

Gustaw: I Gustaw...

Czkawka i Astrid: Gustaw?

Dagur: Gustaw.

Gustaw: Wita państwa uczeń jak się patrzy.

Sączysmark: Co?!

Gustaw: Jak się okazuje, niektórzy Gustawa docenili i uważają, że może wiele wnieść do szalonego świata Berserków. Podobno urodziłem się, by szaleć.

Dagur: E. I górką.

Gustaw: A...

Dagur: I dołkiem.

Gustaw: U.

Dagur: I bum! Haha!

Sączysmark: Ale ja nie rozumiem.

Dagur: Też nie rozumiałem, Smrodku. Pomyślałem, kto byłby w stanie spełnić wymagania, które ja stawiałbym swemu hipotetycznemu uczniowi?

Sączysmark: Ale on?

Dagur: Ale on.

Sączysmark: Ale to Gustaw. To taki podrabiany ja. Em... Po co brać erzac, kiedy możesz mieć oryginał?

Dagur: Oj, głupia Sączybuła. Chłopak uczy się naszej historii, śpiewa nasze plemienne pieśni...

Gustaw: I rozeznaję się już nieźle w berserkowych technikach bojowych. I-ha. Łooaa. Ła! Bleblybly...

Dagur: O-obiecująca prezentacja. Mój ulubiony wychowanek kończy szkołę dwa tygodnie przed czasem.

Gustaw: O, a. Przestań, mistrzu.

Dagur: Nie, ty przestań.

Gustaw: Oj, weź, przestań.

Dagur: Ty przestań.

Gustaw: Nie. Bo ty przestań.

Dagur: Przestań, mówię.

Gustaw: Oo...

Dagur: Ehem.

Dagur i Gustaw: Haha...

Sączysmark: Chyba coś mi nie tęgo. Ym. Dagur!

Gustaw: Skała!

Dagur: Łehehe. Pięknie się spisało moje Gustawiątko.

Gustaw: Gustawiątko do usług.

Sączysmark: Co?

Dagur: A może byś oprowadził gości i pokazał me włości?

Gustaw: Z największą rozkoszą, wodzuniu ty mój.

Dagur: Hehe...

Gustaw: Ustawcie się ładnie w parki i zapraszam na szaloną wycieczkę a'la Berserk.

Dagur: To po francusku? Kocham francuski. Oui, oui.

Sączysmark: Tsa. Bo on wie, co to francuski. Co to francuski?

Mieczyk: Ale jak bardzo szalony masz pomysł, powiedz. Hipopotamicznie, oczywiście.

Szpadka: Luźny rzut minidzikiem?

Mieczyk: Rzut miniberserkiem?

Szpadka: Rzut miniberserkiem siedzącym na minidziku?

Mieczyk: Nie czytaj mi w myślach, kobieto.

Gustaw: Oto, moi drodzy, faza pierwsza.

Mieczyk: A to co, uśmiech? Co? Szczęśliwi są? No i takie rzeczy na wyspie Berserków?!

Szpadka: Nuda!

Mieczyk: Ech. Komu mam zapłacić, żeby coś się zaczęło dziać?

Szpadka: Bardzo dobre pytanie.

Mieczyk: Eeeaa... Ał! Łoł. Ojojoj. To się nazywa akcja.

Gustaw: A oto i faza druga.

Czkawka: A... Czym się różni pierwsza od drugiej, przepraszam bardzo?

Gustaw: Numerem? Hop, hop. Na tym Końcu Świata zgłupieli chyba do reszty. Hehe.

Dagur: Haha...

Czkawka: Tak w sumie... Może głupie pytanie.

Sączysmark: Ech.

Gustaw: Tutaj będzie targowisko. Ty masz marzenia, my spełniamy. Ty zamawiasz, my załatwiamy.

Dagur: Lepiej im powiedz, jak się będzie nazywało.

Gustaw: Kupowisko! Dobre? Bo od kupowania. Co, nieśmiesznie? Śmiesznie.

Czkawka: Nie-nie bardzo. Ale... nie szkodzi...

Dagur: Genialny dzieciak. Ge-nial-ny. Bo Gustaw.

Gustaw: O, o, o, o, o! A teraz sam crème de la crème. Le-Wandersmok! O tak i jeszcze błyskawice! Czu, czu, czu, czu! Bo-bo-bo-bom!

Dagur: I co Sączku, prawda, że bomba?

Sączysmark: Argh.

Dagur: Aż nie wierzę, żeś wpuścił z rączek taki klejnot.

Gustaw: Czu, czu! Ja, ja.

Dagur: Łuhuhuhu... E-ekhem. Ehem, ehem. Cisza! Ehkem. W chwilach ważnych i podniosłych przychodzą mi na myśl słowa wuja Haggarda – "I tak oto staliśmy – trzej przeciwko tysiącu. Trzej najtrudniejsi przeciwnicy w życiu". Łohohaha...

Gustaw: Hahaha!

Dagur: Ee, cóż. Żegnamy dzisiaj człowieka, za którym bardzo będę tęsknił, ponieważ jego nauka u nas dobiegła końca. Zostanie po nim pustka o tu. I jeszcze większa... o tu.

Gustaw: Oo...

Czkawka: Y-ym. Ej, Astrid.

Dagur: A o kim mowa? Oczywiście o... Yy...

Wikingowa: Yy. Co tu się dzieje?

Śledzik: To zaplanowane, czy średnio?

Dagur: Argh. Bestial? A co ty, na Thora, wyprawiasz?

Bestial: Coś, co powinienem był zrobić dawno temu. Przejmuję władzę. Łapać ich!

Astrid: W nogi!

Czkawka: Eee...

Heathera: Aa!

Mieczyk: No w końcu jakieś szaleństwo! Aa!

Berserk: Łapać ich!

Czkawka: Argh! Szczerbatek!

Śledzik: Sztusia! Sztuśka! Kurczę, co się dzieje? Nie słyszą nas?

Czkawka: Pewnie zamknęli je w stajniach.

Gustaw: Czekajcie, a Dagur?

Sączysmark: A co, strach obleciał? Już chcesz do tatusia?

Czkawka: Daj spokój!

Astrid: Potrzebne nam smoki!

Czkawka: Racja, musimy mieć smoki, na piechotę wiele nie zdziałamy. Sporo tych łowców. Heathera?

Heathera: Wszyscy za mną!

Berserk: Tam są!

Heathera: Tu, szybko. Chodźcie.

Czkawka: I poszli.

Heathera: Zasadzka? Kurczę, no ale jak to?

Gustaw: Nie patrz na mnie, nic nie wiedziałem.

Heathera: Kiedy wcale nie patrzyłam.

Szpadka: A może powinniśmy ci się przyjrzeć?

Mieczyk: Gadaj! Co narobiłeś, dwulicowcu? Jedno lico tu widzę, ale tak zdradzieckie, że robi za dwa! Ha! Ehehe. Hehe. Ale miałeś minę. Jakbyś miał "aaar".

Szpadka: Nie, inaczej trochę. Bardziej "bleee".

Mieczyk: No dobra, wygrałaś. Czkawka, co ty na to?

Czkawka: Ee... Że trochę się was jednak czasem boję, ale musimy działać. Heathera. Ty, ja, Astrid i Śledzik idziemy po smoki. Sączysmark, Gustaw, spróbujcie znaleźć Bestiala i uwolnić Dagura.

Heathera: Pewnie go zamknęli w celi. Do więzienia najszybciej się dostaniecie przez jaskinię pod wyspą.

Gustaw: Hej, czemu nic nie wiem o jaskiniach?

Sączysmark: Bo to informacje dla wybranych, widać cię nie wybrali.

Heathera: Lećcie dalej tą drogą, na pewno traficie.

Mieczyk: A co z nami?

Czkawka: Ee...

Szpadka: Wiemy, że sprawa nie jest prosta.

Mieczyk: Bo jesteśmy niezwyczajni.

Sączysmark: Chyba właśnie zwyczajni.

Mieczyk: Ta? Zwyczajni niezwyczajni. Ale dalibyśmy się chętnie wykorzystać... E-e-e-e-e... A! Bam, bum!

Dagur: Człowieku. Nikt cię nie chciał, przygarnąłem cię jak brata, miałem cię za jednego z naszych. Za przyjaciela. Zgoda, może nie z tych najbliższych, ale z czasem na tym gruncie wyrosłoby coś naprawdę pięknego. Uroczego może. Huhuhu!

Bestial: Stul dziób! Ten twój irytujący rechot. Nigdy nie mogłem go strawić.

Dagur: Hej. Zabolało.

Bestial: Póki byłeś obłąkany, dało się z tobą wytrzymać. Ale jak się zrobiłeś ciciruciu, jak się zbratałeś z Czkawką i tą jego ferajną! Uu... Dotarło do mnie, że pora przejąć władzę. Jesteś zakałą przestępczego świata!

Dagur: Zakałą? Ja zakałą? Argh. Dobieraj lepiej słowa. Mógłbym być dla przykładu renegatem, lawirantem, nawet takie cwaniura jest już bardziej kreatywne niż "zakała".

Bestial: A jak ci się podoba więzień? Zacznij się może przyzwyczajać.

Sączysmark: Słuchaj no, Gustawcon, teraz poproszę szczerze. Skąd się nagle wziąłeś u Dagura? Przyznaj się.

Gustaw: Po prostu... Dostrzegł we mnie to, co ty przegapiłeś. Heroizm. Lojalność. Jak mnie wtedy schwytał, spędziliśmy razem masę czasu.

Sączysmark: I tu właśnie czegoś nie rozumiem, bo każdy kto z tobą spędza czas, chce cię udusić.

Gustaw: Chyba jednak nie mogę się z tobą zgodzić.

Sączysmark: "Chyba jednak nie mogę się z tobą zgodzić".

Gustaw: Heh. I to ja jestem ten wkurzający? Błagam. Łał.

Sączysmark: Łał. Pewnie mieszka tu sobie jakaś koszmarnie olbrzymia i przejadowita bestia... Łuu!

Gustaw: Aaa!

Sączysmark: Hahaha! Pimpuś. Dobra, idziemy pędraku.

Gustaw: Ech. Dasz radę. Skup się tylko. I nie patrz w dół.

Sączysmark: Ech...

Gustaw: Krok za kroczkiem. Spokojnie, no. Yy.

Sączysmark: Ha-a! Ha! Sączy-sączy... Hehe... No, skacz, masz lęk wysokości? Przecież latasz na smoku.

Gustaw: Ale to co innego. Ech, ech. Aaa...! Aa! Pomóż! Aa! A! Pomóż! Aa...

Sączysmark: A będziesz cicho? Przecież cię trzymam, ale mogę puścić.

Gustaw: Błagam, nie puszczaj! Ech. O Thorze, o Thorze, o Thorze... Ech...

Sączysmark: Weź się w garść, dzieciaku.

Astrid: I co myślicie?

Czkawka: Że ewidentnie na nas czekają. No dobra, jest może jakieś inne wejście?

Heathera: Nie. No, niestety nie.

Śledzik: To trzeba ich będzie załatwić. No co, w środku jest moja Sztusia.

Czkawka: W porządku. Przydałoby się jakoś odwru...

Mieczyk: Nie, nie, nie, nie, nie, nie. A ja się nie zgadzam!

Szpadka: Ja się nie zgadzam z tym, że ty się nie zgadzasz.

Mieczyk: Dobra, w takim razie nich ci panowie tu rozstrzygną.

Szpadka: Jak sobie życzysz. Mili panowie.

Mieczyk: E-e-e-aj-aj-aj...

Szpadka: Czy to panów zdaniem taktyka bojowa, czy średnio?

Czkawka: Co tam słychać?

Szpadka: Au. Bojowa, jak nic. Łoł! Hm?

Berserk: Aa!

Mieczyk: I co? Yy... Yy... Co powiedzieli?

Czkawka: Nie wiem, bo uciekli w popłochu, ale nam się podobało.

Mieczyk: Ehe. Ee...

Szpadka: Ło! Hyhyhy...

Sączysmark: Skup się. Załatwimy to, jak na wikingów przystało. Ty odstawisz jakąś hecę, odciągniesz chłopaków, a ja polecę uwolnić Dagura.

Gustaw: Za duże ryzyko.

Sączysmark: Niech ci będzie. Ja urządzę hecę, a ty uwolnisz Dagura.

Gustaw: Ale to też za duże ryzyko.

Sączysmark: A czego ty się spodziewałeś? Gdzie ten wybitny uczniak, o którym tyle słyszałem?

Gustaw: Ech. Ech. Oj, bo na smoku czuję się pewniej.

Sączysmark: No coś ty? Lepiej ci, jak przy boku zieje ogniem jakiś wielki potwór?

Gustaw: Znacznie.

Sączysmark: Tak? Serio? No co ty? Popatrz, bo mnie też. Ale smoków nie ma. Myślisz, że co? Że-że nie zamieniłbym cię na Hakokła? No, już. Wyhoduj włoski na tej swojej smętnej, wątłej piersi i rób proszę co masz robić. Łuuu! Hej, chłopaki! Nie widzieliście jeźdźców? Ojej, ale numer, to ja jestem jeźdźcem! Łu-u-uuu! No już, leć. Łu-łu-uu-u!

Gustaw: Ło-o. Oo... Ee... Ech.

Berserk: Hehe...

Gustaw: Sączysmark! Ratunku!

Sączysmark: Ach. Aa... Uczniak od siedmiu boleści. Łu-łu-łu-u-u!

Czkawka: Ej! Ej, ej! Ej. Ach.

Mieczyk: Kto by przypuszczał, że na wyspie szaleńców ludzie będą zwyczajni, a smoki zgłupieją. Ahahaha! Ee...

Czkawka: Nigdy się tak nie zachowywał.

Śledzik: Nigdy? A pamiętasz Czerwoną Śmierć, był wtedy nieco nieswój.

Czkawka: Owszem.

Śledzik: Aaa... Na wyspie pieśni? A jak zjadł węgorza i zaczął do ciebie strzelać?

Czkawka: Dobra, dobra, dość. Niech ci będzie. Rzadko się tak zachowuje.

Śledzik: Co ja poradzę? A może smoki mają uczulenie na jakieś tutejsze kwiatki? Albo rośnie tu gdzieś smoczy korzeń? Trzeba pozbierać próbki.

Heathera: Śledzik, daj spokój, nie ma na to czasu. Dagur jest w niebezpieczeństwie. Wyspa jest w niebezpieczeństwie.

Astrid: Nie wspominając o Gustawie i Smarku. Thor jeden wie, w co się ta parka wpakowała.

Dagur: Om... Wdycham światło, wydycham mrok, spokój jest we mnie i ład. Om...

Gustaw: Specjalnie dałem się złapać. No, wiesz.

Dagur: Ogniowy oddech. Om...

Gustaw: Smark obmyślił ten plan, nie ja.

Dagur: Om... A ty wiesz, czym jest trzecie oko? No jasne, że nie. Kiedy ktoś skupia się na trzecim oku, wtedy medytuje i bardzo niegrzecznie jest przeszkadzać człowiekowi w tymże stanie.

Gustaw: Och. Rozumiem. Bardzo przepraszam.

Dagur: Om... Omm.

Berserk: Ee... A co to? Tego tu wcześniej nie było...

Sączysmark: He. Przepraszam, pan się nie orientuje, gdzie ja znajdę Bestiala? Ha! Sączy... Ha-ha. Mógłbym się tak bawić do rana. Proszę, proszę. Widzę, że zastaję w dobrym zdrowiu. Żałujcie, że nie widzieliście jak Sączychwat załatwił straż. Rzekłbym, że zjawiskowo. No, po prostu poezja.

Dagur: Może nie bądźmy tacy, Gustawowi też się nieco należy. Uśpił czujność strażników tą swoją mocno przydługą historią.

Gustaw: Co? A, no tak, tak.

Sączysmark: Argh. Co?

Gustaw: To pa.

Sączysmark: Ech. Niech cię Thorze.

Czkawka: Bestial ma wszędzie ludzi. Smoki źle się czują. Nie możemy ich zmuszać do walki.

Heathera: Jestem z Berserków, pamiętasz? Ze smokiem czy bez, muszę uratować brata.

Mieczyk: Oddawaj.

Szpadka: Nie, ja chcę!

Mieczyk: No już, oddawaj!

Szpadka: Zostaw! Ja chcę!

Mieczyk: Ał! U-u-u...

Berserk: Ognia!

Gustaw: Ło!

Sączysmark: Chodźcie tu!

Gustaw: Matko. I co teraz?

Dagur: Jak zwykł mawiać ukochany wuj Haggard – "I tak oto staliśmy trzej przeciwko tysiącu". Ech. Jak to jest, że tylko mnie to bawi? No, ale nic. Jeśli dobrze wyliczyłem, czeka tam coś około dwudziestu ludzi. Bierzemy po siedmiu na głowę. Jak na wariatów przystało.

Sączysmark: To lubię.

Dagur: No to na trzy. Raz. Dwa...

Gustaw: Nie! Nie możemy. Znaczy... Ja nie mogę.

Dagur: Czego nie możesz?

Gustaw: Bo-bo ja wcale nie jestem taki superowy. Ściągałem na testach z historii, tylko ruszałem ustami, kiedy śpiewaliście te swoje pieśni. Gorzej, nie znam żadnych bitewnych ani bojowych taktyk. Proszę cię. Do niczego się nie nadaję.

Sączysmark: Wiedziałem.

Dagur: Chodź tu. Ty myślisz, że ja nie wiedziałem? Dzieciak siedzi u mnie, bo Stoick nie mógł już z nim wytrzymać. Cały ten kursik na Berserka to oszustwo. To kant.

Gustaw: Jestem do bani.

Sączysmark: Ale proszę cię, on z łowcami sobie nie poradzi.

Dagur: Nie poradzi, Sączypuchu.

Sączysmark: Hej, możesz przestać przekręcać moje imię? Nie jest takie trudne.

Dagur: Ha, oo... Kiedy mnie to bawi... Dobra, postaram się. To co? Dwóch na dwudziestu?

Sączysmark: Bywało gorzej.

Dagur: Hu. Huhuhaha...!

Sączysmark: Sączysmark!

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka, Śledzik i Heathera: Aaa...!

Bestial: Jeźdźcy smoków! Dosyć tego dobrego! Rzucić broń! Ale już. Hahaha.

Sączysmark i Dagur: Aaa...!

Dagur: Tak. I to się nazywa udany dzień.

Bestial: Nie znoszę tego twojego rechotu.

Dagur: Ekhem. Cicho być! Popiersie trafi w ręce najdzielniejszego z dzielnych. Należy się wikingowi, w którego żyłach płynie szalona krew.

Sączysmark: A-ha. I tak to nie złoto, co mi tam.

Dagur: Wybacz, Gustuś, bo nie o tobie tu mowa. Sączysmark! Chodź tu, facet i bierz co ci się należy.

Sączysmark: He. Hehe. O, Thorze. Witaj w krainie zdrobnień, Gustusiu.

Śledzik: Brawo! Niech żyje Sączysmark!

Sączysmark: O, na Thora, ty mnie lubisz. Jednak mnie lubisz.

Czkawka: Ej, Smarku. Pewnie jesteś z siebie dumny, co?

Sączysmark: Wyzwali mnie od najgorszych, najdzikszych i największych wariatów na Archipelagu. Jestem wielki. A tu mam dowód, proszę państwa, że... Co?! Jaki Sączyglut?! Napisał "Dla Sączygluta"?

Czkawka, Astrid, Mieczyk, Szpadka i Śledzik: Hahaha!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.